Top5 najlepszych (moim zdaniem) webcomiców typu boys love

Tutaj wrzucamy teksty publicystyczne.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Top5 najlepszych (moim zdaniem) webcomiców typu boys love

Postautor: Vampircia » 30 cze 2012, 16:30

Top5 najlepszych (moim zdaniem) webcomiców typu boys love





Jak sama nazwa wskazuje, mamy tu do czynienia z parodią „Małej Syrenki” i to zdecydowanie bardziej pomysłową, niż mogłoby się wydawać. Fabuły raczej nie trzeba opisywać. Wszyscy znamy tę historię, prawda? Jest sobie mała syrenka, która zakochuje się w ludzkim księciu i... zaraz. Czy aby na pewno syrenka? Nie, główny bohater nie jest kobietą lecz mężczyzną. Nie tylko on zresztą, ale o tym później. Ponieważ komiks parodiuje film Disneya, i tutaj bohater ma na imię Ariel, co moim zdaniem pasuje nawet bardziej, niż w oryginale, bo to w końcu męskie imię. Właściwie wszystkie imiona są niezmienione, ale to nie oznacza, że komiks jest kopią filmu. Różni się od niego pod wieloma względami, nie tylko zmianą płci niektórych bohaterów. Przede wszystkim komiks jest komedią i bardziej parodiuje oryginał niż go powiela. Nawet zły czarownik Ursule (zdecydowanie bardziej przyjemny dla oka od wiedźmy z filmu) zamiast budzić strach, bawi. Na dodatek zamiast jednego księcia mamy całkiem sporą gromadkę synów króla, co daje możliwość stworzenia zupełnie nowych wątków. Komiks potrafi zaskakiwać. Początkowo myślałam, że wybrankiem Ariela zostanie najstarszy książę, a tymczasem pada na małoletniego nieśmiałego chłopaczka. Spodziewałam się również, że główny bohater będzie dość zniewieściały i niewinny, a z charakteru okazuje się pewny siebie, kapryśny i zdecydowanie bardziej męski od obiektu swoich westchnień.
Bez wątpienia najlepiej skonstruowaną postacią jest Ursule i ewidentnie widać, że to ulubiony bohater autorki. Nie jest przedstawiony jako czarny charakter, lecz jako postać komediowa i tragiczna jednocześnie. Jego historia jest zaskakująco rozbudowana i mamy nawet okazję poznać jego przeszłość. To właściwie jedyny moment w całym komiksie, kiedy opowieść przestaje być parodią i staje się mroczna. Dlatego uważam, że warto przeczytać to dzieło choćby tylko dla tej postaci, w konstrukcję której autorka naprawdę musiała włożyć całe serce.
Jeśli chodzi o kreskę, jest przyjemna dla oka, choć nie powalająca. Komiks narysowany jest starannie, ale dość ascetycznie. Osoby lubujące się w detalach mogą czuć się trochę rozczarowane wizualną prostotą, ale talentu autorce na pewno nie można odmówić.


Miejsce 4 - „Teahouse”
Obrazek


„Teahouse” jest komiksem mocno zbliżonym do klasycznych mang yaoi, ale na pewno do tych z wyższej półki. Bohaterowie, jak można się spodziewać, są młodzi i piękni, niektórzy trochę zbyt zniewieściali jak na mój gust, ale tutaj nawet specjalnie mi to nie przeszkadza. Komiks opowiada o pewnej wyimaginowanej krainie i luksusowych prostytutkach obu płci. Fakt, że wśród głównych bohaterów pojawiają się kobiety i wątki hetero nieco odróżnia ten webcomic od japońskich historii typu BL. Jednak jak już wcześniej wspomniałam, „Teahouse” w dużej mierze pasuje do gatunku yaoi. Fabuła koncentruje się na relacjach prostytutek z klientami, na uczuciach i rozterkach. Może nie jest zbyt oryginalna, ale akurat tutaj strona wizualna odgrywa dużą rolę. Cały komiks jest w kolorze i ma przyjemną dla oka kreskę. Autorka dba o szczegóły i każda strona jest dobrze dopracowana. Do tego nie brakuje ładnie narysowanych scen erotycznych. Akurat na temat tego webcomicu uważam, że nie ma co się rozpisywać. Wygląda ślicznie, przyjemnie się czyta i można się przy nim zrelaksować. Polecam wszystkim, którzy mają ochotę na erotykę w dobrym guście.




Mimo ewidentnie mangowej kreski ów komiks nie ma nic wspólnego z Japonią. To western i jestem święcie przekonana, że mógłby się spodobać wielu osobom, których klimaty boys love nie interesują. Główni bohaterowie nie są parą, choć jeden z nich by tego chciał. Różnią się od siebie praktycznie pod każdym względem. Colin Lord jest wesołym komunistą z Bostonu i ma irlandzkie korzenie, zaś Banquo White to wyjęty spod prawa pół Meksykanin, którego ulubionym zajęciem jest odwiedzanie domów publicznych. Gdy pewnego dnia Banquo dość niechętnie ratuje Colinowi skórę, zostają wspólnikami i zaczynają siać postrach w Colorado. Choć nie lubię westernów, a „Goodbye Chains” mimo wątków homoseksualnych oddaje klimat tego gatunku bardzo dobrze, bez reszty wciągnęła mnie ta historia. Postacie są niezwykle dopracowane i czytelnik bardzo szybko się do nich przywiązuje. Fabuła jest rozbudowana, czego można się spodziewać po tak długim komiksie (470 stron). Niestety jest nieskończony (jak wszystkie w tym rankingu) i nie wiadomo czy jeszcze będzie kontynuowany. A szkoda, naprawdę szkoda, bo to materiał na coś znacznie więcej niż tylko webcomic.
Kreska jest świetna i niejeden mangaka mógłby takich umiejętności pozazdrościć. Co prawda pierwsze rozdziały są mocno niedopracowane, ale później jest znacznie lepiej i komiks naprawdę wygląda profesjonalnie. Podoba mi się też, że fabularnie tak bardzo odstaje od tego, co możemy przeczytać w mangach. Co prawda lubię japoński komiks, ale przeczytanie czegoś, co wygląda jak manga, ale bardzo różni się od niej treścią, to pewien powiew świeżości. Właściwie trudno to wytłumaczyć. Japończycy mają swój specyficzny styl, powielają pewne schematy, a o niektórych rzeczach w ogóle nie piszą lub robią to w sposób kompletnie nierealistyczny. W „Goodbye Chains” nie ma tego problemu. Pewnie brzmi to dość enigmatycznie, ale uwierzcie mi, musicie sami przeczytać, żeby zrozumieć co mam na myśli.
edit: Mały update. Właśnie odkryłam, że komiks jest kontynuowany. Jupi!


Miejsce 2 - „Starfighter”
Obrazek


Zapewne wiele osób nie zgodzi się z umieszczeniem tego komiksu na liście, a tym bardziej tak wysoko, ale to subiektywna lista, a ja uwielbiam science fiction. Zaś science fiction yaoi to coś, co vampircie lubią najbardziej. Jeśli mam być szczera „Starfighter” nie powala fabułą, ale to akurat jeden z tych komiksów, którego nie czyta się dla fabuły. Nie będę ukrywać, że to yaoi w pełnej okazałości i że zawiera sceny pornograficzne. Wiem, że większość osób nie tknie tego kijem przez szmatę, ale ja uważam, że w swoim gatunku to naprawdę dobry webcomic. Do tego pierwszy, jaki przeczytałam, więc pewnie po części kieruję się sentymentem.
Jak już mówiłam fabularnie to nic szczególnego. Mamy przyszłość, ludzkość walczy z kosmitami, a każdy statek wymaga strzelca i nawigatora. Jak można się domyślić dwóch głównych bohaterów to właśnie załoga takiego statku. Przyznaję, że są dość stereotypowi. Jeden to brutal, a drugi to nieśmiała dziewica. Jednak w niektórych przypadkach schematy tego typu pasują i to właśnie jest taki przypadek. Wydaje mi się nawet, że twórca świadomie bawi się pewnymi schematami, o czym może świadczyć nazwanie bohaterów Kain i Abel. Początkowo mnie to denerwowało, ale teraz zaczynam dostrzegać w tym drugie dno.
Kreska jest super. Widywałam lepsze, ale tutaj nie mam nic do zarzucenia. W przeciwieństwie do konstrukcji postaci nie kojarzy mi się z typową mangą yaoi i to jest na plus. Do tego tutaj seks wygląda jak seks, a to w yaoi wcale nie jest takie częste. Ogólnie komiks bardzo dobrze się czyta i ogląda, ale zdecydowanie nie polecam go wszystkim. To jest webcomic dla koneserów gatunku, a właściwie dwóch gatunków: yaoi i science fiction. Takich pewnie dużo nie ma.




Amal pochodzi z konserwatywnej hinduskiej rodziny. Wciągu jednego dnia odwołuje swój ślub, zostaje wydziedziczony i idzie do baru się upić. Następnego ranka budzi się i odkrywa, że w jego mieszkaniu nieznajomy mężczyzna o imieniu TJ właśnie robi śniadanie. TJ twierdzi, że po pijaku zawarli pakt: pojadą wspólnie z Berkeley do Providence. Tak się składa, że Amal chce tam odwiedzić swoją siostrę, która właśnie kończy studia, zaś TJ ma swoje własne powody. W ten sposób rozpoczyna się ich długa podróż. Brzmi ciekawie? Trudno powiedzieć. Kiedy po raz pierwszy zabrałam się za ten komiks, przestałam go czytać po kilkunastu stronach, bo uznałam, że będzie nudny. Później przez przypadek trafiłam na ranking, w którym „TJ and Amal” miał bardzo wysokie oceny. Postanowiłam dać mu szansę i nie żałuję. Opowieść wciąga, a postacie zdają się tak żywe, tak realistyczne i złożone, że trudno nie odnieść wrażenia, że to prawdziwa historia. Komiks przypomina mi trochę amerykańskie filmy drogi, podróż jest główną osią fabularną. Właściwie nie dzieje się w nim zbyt wiele, zarówno jeśli chodzi o przygody, jak i o sceny erotyczne. Więc co takiego mnie w nim urzekło? Dwie rzeczy: postacie i dialogi. Bohaterowie to dla mnie najważniejszy element każdej historii. Nie ważne jak ciekawa byłaby fabuła, bez postaci, do których można szybko się przywiązać, nie jestem w stanie się wciągnąć. Tutaj mamy bohaterów, którym aż chce się uścisnąć dłoń i wyskoczyć z nimi na piwo. Do tego ich rozmowy są tak naturalne, zabawne i interesujące, że nawet przegadany rozdział czyta się z zapartym tchem.
„The Less Than Epic Adventures of TJ and Amal” na pewno nie można nazwać mangą yaoi, prędzej pasowałoby określenie gay comic. Generalnie z mangą niewiele ma wspólnego, za to pojawia się w nim wiele odniesień do amerykańskiej kultury. I choć nigdy nie fascynowałam się amerykańską twórczością, tutaj to powiew świeżości, podobnie jak w przypadku „Goodbye Chains”.
Kreska, choć bez zarzutu, nie do końca trafia w moje gusta, ale dla mnie nie kreska jest najważniejsza. Komiks cieszy się dużą popularnością i jest też dostępny w polskiej wersji językowej. Mam naprawdę wielką nadzieję, że zostanie dostrzeżony przez osoby, które mają możliwość wydać go na dużą skalę, bo na to zasługuje. Co tu dużo mówić, świetny webcomic. Polecam!
Ostatnio zmieniony 01 lip 2012, 00:41 przez Vampircia, łącznie zmieniany 2 razy.
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2042
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 30 cze 2012, 22:53

Nie do wiary! Przeczytałam artykuł o webcomicach yaoi i zachciało mi się luknąć w niektóre z nich!

Być może kiedyś się wezmę za numer 5 albo 3, bo pomysły fabularne są dość ciekawe. Wiesz czym przykuć uwagę takiej anty-yaoistki jak ja.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 30 cze 2012, 23:21

Wiesz, to że w czymś pojawiają się wątki homoseksualne, nie oznacza, że to od razu jest yaoi. Z tej listy tylko numer 4 i 2 jestem skłonna zaklasyfikować jako yaoi.
Obrazek

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 09 lip 2012, 23:58

Vampircia pisze:Cały komiks jest w kolorze i ma przyjemną dla oka kreskę.


Sprawdziłam, kreska jest naprawdę przyjemna dla oka.

Vampircia pisze: Komiks cieszy się dużą popularnością i jest też dostępny w polskiej wersji językowej.


Mogę prosić o link do tej wersji „The Less Than Epic Adventures of TJ and Amal” ? Wolę zacząć od polskiej i ewentualnie kontynuować po angielsku, jak mi się spodoba.

Jak widać jedynka i czwórka przykuły moją uwagę.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 10 lip 2012, 00:00

Na tej stronie co podałam są chyba wszystkie wersje językowe jakie się ukazały.
Obrazek

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 10 lip 2012, 00:03

Przepraszam, masz rację. Jest. Od 1 do 8 po polsku.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr

Nie będę także jak ocean bez fal

Nie będę się bała upadać by wstać

Być światłem wschodzącego dnia

Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 10 lip 2012, 11:20

A tak na marginesie Amal przypomina mi Shah Rukh Khana.
Obrazek


Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość