ISET - za kulisami

Tutaj wrzucamy teksty publicystyczne.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

ISET - za kulisami

Postautor: Vampircia » 27 sty 2013, 15:32

ISET – za kulisami


Cóż to za dziwny artykuł – zapewne się zastanawiacie. Czemu Vampircia zamierza rozwodzić się na temat swojego opowiadania? Bo odczuwam taką potrzebę. Serio, muszę jakoś się wyrazić i wyleczyć chandrę. I pomyślałam sobie, że właściwie, to czemu nie w taki sposób. Jest wiele rzeczy, które mam do powiedzenia na temat ISETu. No dobra, to spytacie, czemu po prostu tego nie zrobię w temacie z opowiadaniem. No i w sumie mogłabym, ale mam ochotę zrobić z tego oddzielny artykuł. Bardzo egocentryczny, niedbale napisany artykuł, ale od czasu do czasu można walnąć klocka do własnego gniazda. Najwyżej spuszczę go potem w kibelku, jak wam będzie przeszkadzać jego swąd. A jeśli nie będzie i wam się spodoba, to czuję, że zapoczątkuję nową modę na forum na pisanie artykułów „za kulisami mojego opcia”.
Ale do rzeczy, skąd w ogóle wziął się pomysł na takie opowiadanie (powieść, czy coś pomiędzy)? Otóż byłam fanką s-f od czasów podstawówki. Fascynował mnie kosmos i dalej fascynuje. Ale jakoś nigdy nie próbowałam napisać swojego autorskiego opowiadania s-f. Napisałam masę fanfików, masę yaoiców, romansideł i innego shitu, ale jakoś nigdy nie napisałam tego, co sama najbardziej lubię czytać. Kilka lat temu pokusiłam się, żeby stworzyć opowiadanie s-f z wątkiem yaoi. Ludziom się nawet podobało i myślę, że mogłoby stanowić dobry materiał na mangę, ale raczej nie na książkę, bo niestety naleciałości animcowe są w nim dość silne. Miałam potem jeszcze pewne pomysły na krótkie historie s-f, ale sęk w tym, że nigdy nie byłam dobra w pisaniu krótkich historyjek, więc nawet nie próbowałam. Pewnego razu zaświtało mi w głowie, żeby stworzyć coś w rodzaju zbioru opowiadań, ale z tymi samymi postaciami. Coś jak Stanisław Lem i jego Ijon Tichy. Jednak moją główną inspiracją był serial „Stargate”, moim zdaniem najlepszy serial s-f wszech czasów. Nie pierwszy raz się na nim wzorowałam, ale tym razem postanowiłam nie dodawać żadnych yaoicowych wątków i stworzyć coś dla szerszej publiczności. Tak, ISET miał być początkowo zbiorem opowiadań z jedną załogą. Czyli jeden rozdział to odrębna historia. Wyszła hybryda opowiadania z powieścią, a wątki same zaczęły się rozwijać. Postacie, co do których miałam pewne obawy, że ich nie polubię, zaczęły żyć własnym życiem, a pisanie o nich sprawiało mi coraz większą radość. I tutaj się na chwilę zatrzymam i powiem coś więcej o postaciach, bo zawsze uważałam je za najważniejszy element każdej prozy. Ktoś kiedyś stwierdził, że Joanna to mój self-insert i do pewnego stopnia chyba tak. Kiedyś chciałam zostać naukowcem, marzyłam o karierze kosmologa, ale niestety nie mam wystarczających zdolności. Więc Joanna jest trochę takim alter ego. Napisałam, że pochodzi z Zakopanego, bo bardzo dobrze znam to miasto i gdyby trzeba było napisać o nim coś więcej, umiałabym to zrobić. Oczywiście mogłam napisać, że pochodzi z Krakowa, ale chciałam czegoś nowego. Zdawałam sobie sprawę, że pewnie nie wyjdzie mi z Joanny jakaś wybitnie interesująca postać, ale z reguły jest tak, że to właśnie nie główny bohater jest tym najciekawszym. Zresztą, czy w ISET w ogóle jest główny bohater? Dla mnie oni wszyscy są ważni.
Hilda jest ciekawą postacią, głównie dlatego, że... nie pojawia się w mojej twórczości po raz pierwszy. Kto czytał mojego fika do DW pt. „Wielka podróż” być może pamięta, że tam w załodze również była lekarka oficer o imieniu Hilda i to na dodatek Niemka. Czy tak bardzo nie chciało mi się wymyślać nowej postaci, że postanowiłam użyć już istniejącej? Nie zupełnie. Kiedy zaczynałam pisać ISET, wciąż jeszcze siedziałam w fandomie DW i pomyślałam sobie, że może by tak umieścić jedno malutkie nawiązanie do universum, które już wymyśliłam. Akcja „Wielkiej podróży” dzieje się w przyszłości, a Hilda jest członkiem załogi statku kosmicznego. Uznałam, że mogłaby zostać nazwana na cześć swojego znanego przodka i pójść jego śladem. I tym sposobem Hilda z „ISETu” jest prapraprapraprababką Hildy z „Wielkiej podróży”. Jedyny problem leży w tym, że nie wymyśliłam jej na razie żadnego ziemskiego potomka. No cóż, innym razem będę się głowić, jak zatkać tę dziurę fabularną. Dodam jeszcze, że stworzyłam też inne postaci kobiet medyków i chyba nie jest to przypadek. Coś ciągnie mnie do tego schematu.
Chen był postacią, co do której miałam spore obawy, bo niewiele wiem o Chińczykach. A uparłam się, że w załodze musi być Chińczyk, bo ich na świecie jest bardzo dużo. Statystyka po prostu. Wybrnęłam z tego tłumacząc, że długo mieszkał w Stanach i zdążył się zamerykanizować. Nie bez powodu też uczyniłam go geologiem. Chen sam nawet stwierdził, że w s-f nigdy nie ma bohaterów geologów. I to jest prawda, i też w pewnym sensie chciałam być oryginalna. Ale główny powód to fakt, że sama miałam zostać geologiem, nawet do trzeciego roku dotrwałam, ale to już inna historia. Wiadomo, że łatwiej pisać o czymś, o czym ma się jako takie pojęcie. Oczywiście dużo już pozapominałam, ale na pewno łatwiej pisać mi o geologu, niż np. o botaniku. Jako ciekawostkę dodam, że scena z początku drugiego tomu, w której Chen każe studentom badać kupę cementu, to tak zwany „fakt autentyczny”.
Każda załoga potrzebuje swojego przywódcy i z reguły jest to Amerykanin, ale nie u mnie. Oj nie, nie mogłam znieść idei dowódcy Amerykanina, czy w ogóle amerykańskiej załogi. Najlepiej pisałoby się o polskiej załodze, ale idea polskich misji kosmicznych jest tak szalona, że wolałam się tego nie podejmować. Na studiach miałam kilka zajęć z języka walijskiego, więc nieco poznałam tę kulturę i pomyślałam sobie, że w sumie dowódca mógłby być Walijczykiem. Ciekawsze to niż Anglik. Trochę żałuję, że przez cały pierwszy tom nie pojawił się ani jeden kawał o rudych, bo jak wiadomo Gareth jest rudy. Ale postanowiłam nadrobić to w drugim tomie. Zobaczymy, czy wyjdzie. Na temat tej postaci chyba nie ma żadnych ciekawostek. Myślałam, że będzie nudnym bohaterem, choć chciałam przedstawić go jako kogoś sympatycznego i w sumie nie wiem, czy mi się udało, czy czytelnicy go lubią, czy nie, ale ja w pewnym momencie dostrzegłam w tym bohaterze to coś i stwierdziłam, że między nim, a Joanną musi do czegoś dojść. I teraz od tej chemii między nimi już nie mogę się uwolnić. To mi trochę przypomina pairing Meggie i Joela z „Przystanku Alaska”, ale nie chcę o tym mówić zbyt dużo, żeby nie spoilerować. Naprawdę nie planowałam takich relacji między nimi i początkowo Joanna miała być lesbijką, ale kiedy postacie zaczynają żyć własnym życiem, to już nie da się ich tak kontrolować. Wiem, brzmi to jak oznaka choroby psychicznej.
Chyba najciekawszymi postaciami są z reguły kosmici i czułam, że Abz przypadnie czytelnikom do gustu, bo sama nie mogłam się doczekać, aż się wreszcie pojawi. Oczywiście jeśli chodzi o wygląd wzorowałam się na Prusach z Hetalii, ale na pewno nie jeśli chodzi o charakter. Generalnie wydaje mi się, że Abz jest takim przeciwieństwem Teal'ca z SG-1, choć nie było to zamierzone. Teal'c też jest kosmitą w ziemskiej załodze, ale jest poważny, dobrze zbudowany i przede wszystkim czarny. Podczas gdy Abz jest albinosem o ciepłej osobowości i żaden z niego wojownik. Choć trzeba przyznać, że ze wszystkich bohaterów on chyba najbardziej ewoluuje. Planeta albinosów wydaje mi się ciekawą koncepcją, bo to zdecydowanie bardziej prawdopodobne, niż rasa humanoidów z dziwnym czołem (czyli coś a'la Star Trek). Zresztą inne rasy też starałam się skonstruować w jakiś logiczny sposób. Zdaję sobie sprawę, że wytłumaczenie tylu ludzio-podobnych ras istnieniem jakiejś starożytnej cywilizacji, która ich rozsiała po kosmosie, było już wykorzystywane, ale postanowiłam również go użyć, bo jest po prostu bardzo sensowne. I to otworzyło mi furtkę do wprowadzenia między innymi mouków. Obecnie uważam Derksa za najlepiej skonstruowaną postać w całym opowiadaniu, a ironicznie w ogóle nie był w planach. Na pomysł tego bohatera wpadłam chyba jakoś w środku opowiadania i uznałam, że muszę go koniecznie wprowadzić. Wiem, że nie jestem pierwszą osobą, która wymyśliła postać kosmity obojnaka, przede mną był chociażby „Mój własny wróg” (świetnym film, tak na marginesie), ale mimo wszystko uważam, że jest to dość oryginalne i rzadko wykorzystywane zagranie. A szkoda. Derks to taki kosmiczny James Bond, tylko silniejszy. Od razu wiedziałam, że rasa hermafrodytów powinna być potężniejsza od ludzi. Połączcie sobie cechy kobiety i mężczyzny w jednej istocie, a musi wyjść coś odpornego i silnego. I właśnie te cechy dają Derksowi przewagę nad przeciwnikami. O tej postaci można by mówić bardzo długo, ale kto czytał ISET, to większość już wie, więc chyba nie ma takiej potrzeby. Kosmici generalnie nie są postaciami łatwymi do skonstruowania i zarzucano mi, że obce cywilizacje, które stworzyłam, są zbyt podobne do naszej. Do pewnego stopnia być może macie rację, ale uważam, że pod wieloma względami one powinny być podobne. Kiedy spojrzymy na ziemskie cywilizacje w dawnych czasach, takie, które rozwijały się w izolacji, owszem, zauważymy wiele różnic, ale też mnóstwo podobieństw. Wszyscy ludzie mają te same podstawowe potrzeby i dążą do tego samego. Muszą radzić sobie z podobnymi problemami i rozumują w podobny sposób. Więc istnieją pewne elementy stałe, które zawsze wykształcą się tak, a nie inaczej, bo są najbardziej logicznym rozwiązaniem. Myślę, że potrzeby ras tak podobnych do ludzi, nie różnią się zbytnio od naszych i w końcu powinny dojść mniej więcej do tego samego, co my. Oj, coś czuję, że to może wywołać dyskusję, ale to nawet dobrze, bo to ciekawe. Jednak oczywiście skłaniam się ku sugestiom fanów i w drugim tomie postaram się pokazać więcej „dziwnych rzeczy”. Zresztą moukowie posiadają pewną specyficzną cechę, którą wymyśliłam już dawno i właściwie miałam z tego pomysłu zrezygnować, ale chyba jednak do niego wrócę.
Czasami jak coś czytamy, zastanawiamy się ile autor miał od razu w planach, a ile wymyślił na poczekaniu. Ja sporo rzeczy wymyślam na poczekaniu, ale zakończenie pierwszego tomu znałam jeszcze zanim zaczęłam pisać pierwszy rozdział. I zdradzę wam, że motyw z pochodzeniem statku wiąże się z pomysłem, który mi przyszedł do głowy, kiedy chodziłam jeszcze do liceum. Wtedy jednak nie widziałam się w roli pisarza. Cieszę się, że wreszcie mogłam ten pomysł wykorzystać. W sumie na tym się miało zakończyć. Nie planowałam drugiego tomu, ale kiedy coś mnie wciągnie, zawsze robię sequel i mam nadzieję, że doprowadzę go do końca.
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2027
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 27 sty 2013, 18:52

No powiem ci, że ciekawe, chociaż sama nie czytam ISETu. Wydaje mi się, że akurat w twoim przypadku takie rozwodzenie się nad własnymi tworami i opowiadanie o tym, skąd się wzięła jaka postać, jest tym bardziej uzasadnione, że ludzie czytają ISET pasjami i masz od groma fanów. (Powiem ci nawet, że ci tego zazdroszczę, ale cieszę się, że czyjeś opowiadanie autorskie wzbudza takie emocje.)
Vampircia pisze:Kosmici generalnie nie są postaciami łatwymi do skonstruowania i zarzucano mi, że obce cywilizacje, które stworzyłam, są zbyt podobne do naszej. Do pewnego stopnia być może macie rację, ale uważam, że pod wieloma względami one powinny być podobne. Kiedy spojrzymy na ziemskie cywilizacje w dawnych czasach, takie, które rozwijały się w izolacji, owszem, zauważymy wiele różnic, ale też mnóstwo podobieństw.

Pamiętasz jak ci mówiłam, że na planetach nie ma krajów, tylko każda obca cywilizacja tworzy jedną, zunifikowaną społeczność? Naprawdę rzadko trafia się motyw konfliktu, czy choćby odmienności kulturowej na jednej planecie, więc to bym ci akurat doradziła.

I jeszcze jedna ostatnia rzecz.
Vampircia pisze:Jednak moją główną inspiracją był serial „Stargate”, moim zdaniem najlepszy serial s-f wszech czasów.

Moim zdaniem najlepszy jest jednak Star Trek: The Original Series, bo przedzierał te wszystkie szlaki Science-fiction, czasem nawet ocierając się o filozofię i etykę.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 27 sty 2013, 19:02

RedHatMeg pisze:Pamiętasz jak ci mówiłam, że na planetach nie ma krajów, tylko każda obca cywilizacja tworzy jedną, zunifikowaną społeczność? Naprawdę rzadko trafia się motyw konfliktu, czy choćby odmienności kulturowej na jednej planecie, więc to bym ci akurat doradziła.

Ale ja wspominam o różnych nacjach na jednej planecie. Na Mlok moukowie i naomici są ciągle w jakimś konflikcie. Na Anahibi są różne kraje i języki o czym też wspominałam. Nawet nowa pierwsza oficer stwierdziła, że nie należy do dominującej nacji, dlatego jej imię brzmi dla Ziemian mało anahibiańsko.
Moim zdaniem najlepszy jest jednak Star Trek: The Original Series, bo przedzierał te wszystkie szlaki Science-fiction, czasem nawet ocierając się o filozofię i etykę.

Na pewno jest to najlepsza seria ze wszystkich Star Treków i choć plasuje się bardzo wysoko w moim rankingu seriali s-f, to jednak wolę Stargate. Myślę, że w Stargate jest więcej realizmu i więcej rzeczy jest wytłumaczonych naukowo.
Obrazek

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 29 sty 2013, 00:38

RedHatMeg pisze:ludzie czytają ISET pasjami i masz od groma fanów.
A ja tych tłumów nie widziałam, chociaż Kociara wspominała o fanfiku, więc coś w tym jest.
Vampircia pisze:A jeśli nie będzie i wam się spodoba, to czuję, że zapoczątkuję nową modę na forum na pisanie artykułów „za kulisami mojego opcia”.
Można nie wyrzucać. Temat właściwie ciekawy, o własnych opciach zawsze jest sporo do powiedzenia. Może wykorzystam ten pomysł do napisania o "Nemo". :-P
Vampircia pisze:Nie planowałam drugiego tomu, ale kiedy coś mnie wciągnie, zawsze robię sequel i mam nadzieję, że doprowadzę go do końca.
Jasne, że doprowadzisz. Ja chcę wiedzieć jak to się skończy.

Artykuł ciekawy. Część podejrzewałam, część była dla mnie kompletnym zaskoczeniem.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 29 sty 2013, 07:15

No ja też nie widzę tego tłumu fanów. Moje fanfiki yaoi z czasów yaoi.pl miały dużo większą popularność. Ale lepiej mieć 2-3 oddanych czytelników niż bandę "fajne, zajrzyj do mnie".
Obrazek


Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość