Ostateczne rozliczenie: Dragonball Ewolucja

Tutaj wrzucamy teksty publicystyczne.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Ostateczne rozliczenie: Dragonball Ewolucja

Postautor: Vampircia » 01 wrz 2013, 13:18

Zapewne dużo osób słyszało o niesławnej adaptacji filmowej jednego z najbardziej znanych anime w historii. Otóż tak się składa, że wczoraj pozwoliłam sobie odświeżyć ten film i do głowy przyszło mi parę konkluzji. Postanowiłam, że spróbuję spojrzeć na niego obiektywnie i podzielić się z wami moimi przemyśleniami. Być może tru fani zlinczują mnie za brak absolutnego i bezgranicznego hejtu, ale osobiście nie uważam, że film ten jest aż tak skrajnie tragiczny, by wytykać mu tylko minusy. Może dlatego, że sama pisałam kiedyś idiotyczne fanfiki i wiem jak to jest zbezcześcić święte anime:P Nie uważam też, że film jest dobry, ale udało mi się doszukać w nim kilku rzeczy, które mi się podobały. Nie będę pisać recenzji i robić dogłębnych analiz. Chcę po prostu zrobić krótkie zestawienie plusów i minusów, z moimi nad wyraz nieprofesjonalnymi komentarzami. Enjoy!

Minusy:

1. Fabuła
Zrobić półtora godzinny film na podstawie całkiem długiego anime typu shonen, to nie lada trudne zadanie, nie oszukujmy się. Wiadomo, że trzeba coś pozmieniać, coś wywalić, że nie będzie wszystkich postaci. Film rządzi się innymi prawami niż anime i nie ma takiej siły, by zrobić wszystko identycznie, bo to co w anime wygląda normalnie, w filmie może być co najmniej dziwne. Niestety w tym filmie zmiany poszły zdecydowanie za daleko. Należy tu nadmienić, że jest to adaptacja pierwszego Dragon Balla, a nie Dragon Ball Z, który pomimo bycia sequelem jest dużo bardziej popularny niż pierwszy. To nieco ułatwiło i utrudniło sprawę. Z jednej strony pierwsza seria była krótsza, z drugiej zdecydowanie bardziej dziecinna i zwariowana niż DBZ. Ten specyficzny toriyamowski styl na pewno ciężko było przenieść na srebrny ekran, ale nie było to niemożliwe. I tak jak nie przeszkadzają mi zmiany, które mają sens, tutaj jest sporo takich, które po prostu były niepotrzebne. Przede wszystkim nie mogę pojąć, czemu cały początek filmu (nie licząc wstępu o smoczych kulach) jest jak high school drama. Bardzo słaba i sztampowa high school drama. Ale o tym będzie więcej w następnym podpunkcie. Gdybym chciała wymieniać wszystkie niepotrzebne zmiany, ten artykuł miałby dziesięć stron, a chciałam zwięźle, więc powiem krótko: odstępstw od oryginału jest za dużo i to jest główna przyczyna hejtu fanów.

2. Główny bohater.
Goku to jedna z najbardziej pamiętnych mangowych postaci. Za pewne kojarzy go nawet wiele osób, które nigdy DB nie czytały i nie oglądały. W oryginale Goku jest nadludzko silny, nadludzko naiwny, ma nadludzki apetyt i dostarcza sporą dawkę humoru. Tutaj Goku jest. Tak, po prostu jest. Dobrze, że chociaż tyle. Aha, jest silny. No to już coś. Ale tak poza tym? Poza tym jest emującym nastolatkiem z high school drama. No joke! Fakt, w anime wkurzała mnie jego niezmierzona głupota i aż tak skrajne przerysowanie w filmie aktorskim mogłoby rzeczywiście się nie sprawdzić, ale naprawdę nie dało się choć trochę uwzględnić jego specyficznych cech? Niby jest jedna scena jak pożera dużego udźca, ale jaskółka wiosny nie czyni (czy jakoś tak). Ale przynajmniej ma fajną fryzurę.

3. Chi-chi
Dobrze, że Chi-chi pojawia się w filmie, bo w mandze była to jedna z ważniejszych postaci. Problem leży w tym, że tutaj jej postać sprowadza się właściwie tylko do romansowania z Goku. Wiem, że w anime też zostali parą, więc niby kanon jest zachowany, ale sęk w tym, że w oryginale to tak nie biło po oczach i na pewno nie przypominało high school dramy. I powiedzmy szczerze, używanie jakiejś postaci tylko po to, żeby mógł być wątek miłosny nie jest fajne. Szkoda, że tak to wygląda, bo w DB Chi-chi była chyba najsilniejszą postacią żeńską. A u Toriyamy silnych kobiet nie ma zbyt wielu.

4. Dialogi
W filmie dialogi są tak głupie, że aż śmieszne. W sumie mogłabym to policzyć jako plus, ale przez chwilę bądźmy poważni. Zdaję sobie sprawę, że James Wong nie jest reżyserem najwyższych lotów, ale scenarzysta nie mógł się chociaż odrobinę postarać? W sumie trochę współczuję aktorom. Pewnie chcieli się nieco wykazać, w sumie fajnie sobie wpisać do CV „grałem Goku”, ale jak tu się starać, gdy dostaje się takie sztuczne kwestie? Tego po prostu nie da się dobrze zagrać. Ale, jak mówiłam, przynajmniej jest comic relief. Najbardziej powalił mnie tekst Chi-chi w finalnej scenie romantycznej: „Lubię jak mnie bijesz”. What the fuck?! To zabrzmiało co najmniej kontrowersyjnie.

5. Końcówka
Po napisach końcowych zostajemy uraczeni jeszcze jedną sceną. Takim trochę cliffhangerem. Nie będę mówić, co się dzieje w tej scenie, bo być może znajdą się jacyś śmiałkowie, którzy zdecydują się ten film obejrzeć, więc tak ogólnie: być może twórcy chcieli zostawić sobie furtkę, do ewentualnego sequela, ale jeśli tak, to zrobili to idiotycznie.


Plusy:

1. Świat
Większość osób pewnie się ze mną nie zgodzi, jak i w przypadku pozostałych plusów, które wymieniam, ale ja uważam, że świat w filmie jest taki, jaki być powinien. Początkowo miałam konfjuza. Jakaś high school drama się tu wyczynia, a szkoła jakaś taka dziwna. Gdzie na świecie są takie szkoły? No i wtedy nastąpił moment olśnienia: przecież to jest świat dragonbolowy. Zmyliła mnie high school drama, bo jak oglądasz coś o problemach nastolatków, to oczekujesz czegoś bardziej „przyziemnego”. A okazało się, że jednak świat z anime został względnie dobrze odwzorowany. Czyli jest to coś w rodzaju quazi-przyszłości. Pojazdy w kapsułkach, latające samochody i inne takie bajery. Oczywiście nie jest to świat typowo toriyamowski, bo motywy typu pies jako prezydent świata w filmie fabularnym wyglądałyby... dziwacznie. Ale najważniejsze, że jako taki klimat jest.

2. Niektóre postacie
Są postacie, które zmaścili, są też takie, które wypadły nieźle. Piccolo wygląda super i gra go James Marsters, znany przede wszystkim jako Spike z „Buffy: postrach wampirów”. Aktor po raz kolejny sprawdził się w roli „tego złego”, choć nie miał zbyt wielkiego pola do popisu. Niestety. Podoba mi się też Master Roshi, choć wiele osób pewnie zaraz powie: „no ale przecież brody nie ma!” No i co że nie ma, ważne że trzyma klimat. Gra go Yun-Fat Chow, dość znany aktor, wystąpił między innymi w „Przyczajony tygrys ukryty smok” oraz „Piraci z karaibów: na krańcu świata”. Przyznaję, że początkowo za Chiny nie pasował mi do tej roli, bo wizualnie rzeczywiście nie przypomina Roshiego z anime, ale okazało się, że to nie jest najważniejsze. Chodzi w hawajskich koszulach, czyta świerszczyki, jest typem „dirty old man” i zna technikę z szybkowarem. Jest dobrze. Mogło być lepiej, ale w tym filmie wszystko mogło być lepiej, więc na standardy tego filmu uważam, że postać udana. Bulma też wypadła całkiem nieźle. Co prawda nie ma niebieskich włosów, ale, jak już mówiłam, film rządzi się innymi prawami niż anime. W filmie X-men bohaterowie również nie paradują w kolorowych pelerynkach i leginsach, tak jak w komiksie i jakoś nikt o to bólu dupy nie ma.

3. Walki
Czy walki w filmie są dobre? Powiem tak: są przyzwoite. Nie jest to Matrix, nie jest to Kill Bill, ale ujdzie. Ważne że jest ich dużo, a w anime był to przecież jeden z najważniejszych elementów. Do tego przypominają walki dragonbolowe, czyli są przesadzone, nierealistyczne i o to chodzi. Jest używanie ki, latanie, kamehamehy i inne takie. Szału nie ma, ale uważam, że są bardziej na plus niż na minus.

Krótko mówiąc, więcej minusów niż plusów, ale da się oglądać. Film na trójkę. Do przełknięcia. To jest tak, jak z piwem. Jeśli pijesz karmi i wydaje ci się niedobre, bo nie smakuje jak piwo, po prostu przestań myśleć, że to piwo, a zrobi się smaczniejsze. No i na koniec mała zaduma. Co z Dragon Ball Z? Czy powstanie kiedyś film? Czy powinien powstać? Myślę, że to właśnie na taką adaptację liczyło najwięcej fanów. I gdyby się postarać, a w dzisiejszych czasach taki film to żaden problem, mogłoby powstać coś, na co ludzie do kina szli by tłumami. Z drugiej jednak strony zmaszczenie DBZ za pewne okazałoby się bardziej bolesne niż zmaszczenie DB. Ja jednak chciałabym zobaczyć taki film. Oczywiście, zrobienie jednego filmu na podstawie całego DBZ byłoby niemożliwe. Ale Sayian Saga i Freezer Saga razem wzięte to idealny materiał na porządne science-fiction akcji. Fajnie byłoby zobaczyć Freezera, Vegetę i Ginyu Force w takiej wersji. Fajnie byłoby ujrzeć kaiokena, Super Sayiana i te wszystkie pamiętne sceny. Podsumuję po części cytując pewną wypowiedź Nerda: nawet jeśli przez cały film tylko by siedzieli i walili kupsko, to i tak bym poszła do kina. Amen.

[center]Materiały dodatkowe

Piccolo
Obrazek

Master Roshi
Obrazek

Goku i Chi-chi
Obrazek

Bulma i Yamcha
Obrazek

full brygada
Obrazek [/center]
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 489
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 04 wrz 2013, 13:27

"Dragonball: Ewolucja"... Oglądałem bardzo dawno temu. Potem jakoś nie miałem okazji lub ochoty powracać do niego. Swoją drogą ciekawy tytuł. Gdzieś czytałem, że w 2011 planowano kontynuację pt. "Narodziny" lub "Odrodzenie". I powiem, że DB miał szansę na kontynuację, a nawet kilka i miejsce obok filmów z gatunku "super hero", po których sukcesie planuje się 10 kontynuacji. Dlaczego się nie udało? DBZ jest dobrym materiałem na filmy: jest mnóstwo postaci, jest historia. Nawet jeśli starzy fani serii z góry zakładali, że film będzie gniotem to istniała duża szansa zrobienia z tego materiału udanej produkcji. Niestety nie wyszło. DB rozczarowało mnie. Nie było tym, czego się spodziewałem. Jasne, zmienić mangę czy anime w film jest wyjątkowo trudno. Nie można oczekiwać realizacji każdego odcinka, sceny, dialogu w 90 minutowym filmie, tym bardziej, że trzeba go oswoić z zachodnim widzem. O to nie można mieć pretensji. Mój główny problem z tym dziełem był taki, że twórcy pozwolili sobie na zbyt mocne odejście od oryginału. I to głównie przez kiczowatą konstrukcję świata w wspomnianej powyżej nastolatkowej dramie. Byłem zaskoczony widząc Goku na szkolnej imprezie, która do złudzenia przypominała mi mieszankę tej z Tokyo Drift i I love you, Beth Cooper (rzuciłem pierwsze dwa filmy, które przyszły mi teraz na myśl), tam oczywiście pojawia się palant-osiłek z Final Destination, który nie lubi Goku... Takie typowe podejście w dodatku pasujące do DB jak pięść do nosa. Potem niby ten świat zaczyna bardziej przypominać Dragon Ball - jakieś pustynie, góry, świątynie, ale jednak najbardziej w pamięci utrwaliła mi się "amerykańska szkoła". Główny bohater. Tak jakoś wyszło, że oglądałem Dragonball na krótko przed Wojną światów, gdzie grał Chatwin. Wizualnie był dobrym Goku - problem w tym, że jest niedoświadczonym aktorem. Oczywiście, scenarzyści swoje dołożyli i skopali postać robiąc z niej typowego potworka. Co do obsady. Zabrakło mi Kulilina. Moja ulubiona postać, najlepszy przyjaciel Goku i... placek. Jeśli chodzi o Roshiego to był najjaśniejszym punktem filmu. Uwielbiam tego aktora i chociażby dla niego mógłbym obejrzeć ten film drugi raz. Nie podobała mi się też rola kobiet. W DB panie raczej stoją z boku (pomijam serię GT, gdzie trochę to zmieniono) - Bulma ok, Chichi -ok, ale kim była przyjaciółka Piccolo? I po co była? Walki mogłyby być lepsze. I tyle mogę powiedzieć. Naprawdę udała im się charakteryzacja - początkowo obawiałem się, wyglądu nameczanina, bo jak stworzyć zielonego kosmitę, dać mu powagę i grozę, aby nie wyglądał komicznie? Tymczasem twórcy fajnie z tego wybrnęli, Piccolo wygląda jak powinien, a przy tym jest groźny.
Szkoda, że twórcy nie zrobili z tego filmu czegoś na miarę Piratów z Karaibów czy innej przygodowej, pełnej akcji historii, która ściągnie do kin tłumy.
Niedawno powstał bardziej amatorski filmik w formie trailera "DragonBall Z: The Saiyan Saga". Mimo że trwa kilka minut to jest ciekawy. Myślę, że gdyby mięli budżet to mógłby wyjść naprawdę udany film.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 04 wrz 2013, 13:39

Widziałam ten filmik i jak ta amatorski wygląda genialnie. Dlatego tym bardziej żal dupę mi ścisną, że nie wezmą się za to profesjonaliści. Zwłaszcza, że, kurna, wszystkie moje ulubione postacie są w DBZ :-x (no dobra, niby Piccolo jest w DB, ale w DBZ jest dużo fajniejszy). No i jeszcze przymierzają się (ci fani) do Freezer Sagi z Freezerem robionym komputerowo na motion capture. I fani jakoś mogą, a profesjonalni twórcy nie? Lepiej robić jakieś chujowe rimejki i filmy w 3 dupy.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 489
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 04 wrz 2013, 14:54

I fani jakoś mogą, a profesjonalni twórcy nie?
Tak już się utarło, że fan nie jest profesjonalistą, a przecież twórcy krótkometrażówek czy jutjubowych filmów też bywają wykształconymi aktorami, reżyserami czy utalentowanymi scenarzystami, którzy po prostu nie mają szczęścia mieszkać w holiłudzie i tam pracować dla wielkich korporacji.
Na dobrą sprawę każdy, kto (nawet nie fan) zna twórczość Toriyamy lub czuje do niej jakiś respekt stworzyłby lepszy scenariusz niż osoba, która po prostu podchodzi do tego jak do kolejnego zlecenia, które wykonuje w X czasie pod pana Y.
Saga Namek byłaby świetnym tematem na film, chociaż pewnie bardzo ciężko byłoby ją przenieść na ekran w jednym filmie.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 04 wrz 2013, 15:06

No ja właśnie myślę, że to wcale nie byłoby takie trudne. Weź pod uwagę fakt ile w anime trwała sama walka z Freezerem. Wiele odcinków. Nawet w Kai trwa tyle, że momentami szlag trafia i aż się słynne słowa z "Dobry, zły i brzydki" przypominają: "When you have to shoot, shoot, don't talk". Gdyby skrócić te wszystkie walki, to wyszłoby, że wcale tego aż tak dużo nie ma. Myślę, że na film byłoby w sam raz. Tylko Ginuy Force mogłoby w wersji filmowej wyglądać trochę dziwnie:P
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2027
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 04 wrz 2013, 17:29

Ja byłam pod wrażeniem fanowskiego prequela do Śpiewającego Bloga Doktora Potwora. Nie mówiąc już o videach ludzi z TGWTG.com. Kurde, ileż to pracy i pasji musi pójść, aby przy niskich budżecie zrobić takie super rzeczy.

Co do samego DB - nie jestem jakaś zagorzałą fanką serii, ale nawet ja oglądałam to, wyłapując niezgodności z oryginałem. Zgadzam się jednak, że nie da się wszystkiego przenieść na duży ekran, zwłaszcza przy kilkuset odcinkach no i zalety, jakie przedstawiłaś, Vampi, były sensowne i chyba naet otworzyłaś mi oczy na parę spraw. Tak się teraz zastanawiam, czy jest jakiś dobry film na podstawie anime/mangi.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 04 wrz 2013, 17:43

Jest. Mi się bardzo podobał Death Note live-action. I słyszałam, że Yattaman jest dobry.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 489
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 04 wrz 2013, 19:15

No ja właśnie myślę, że to wcale nie byłoby takie trudne
Oj... Na Namek działo się sporo ważnych rzeczy poza walkami. O ile wierzę, że do sag Buu i robotów spokojnie można byłoby upchnąć fabułę w ramy jednego filmu tak z Namek trzeba by ostrzej przyciąć, aby było to mozliwe, ale i tak wszystko zależałoby od akcji wcześniejszego filmu o przybyciu Nappy i Vegetki na Ziemię, bo nie wyobrażam sobie, żeby tej historii nie mieliby nakręcić.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 04 wrz 2013, 20:11

Ale Sayian Saga i Freezer Saga są ze sobą tak ściśle powiązane, że jak dla mnie to by mógł jeden film być. Wiem, że dużo się działo, ale myślę, że łatwiej byłoby to sklecić w sensowny sposób, niż pierwszego DB. Może dlatego, że jest to jednak mniej głupkowate, a bardziej s-f. Tak czy siak, jak chcesz robić film na podstawie serii, to musisz dużo powywalać. Ale widzę to oczami wyobraźniXD A tak w ogóle http://www.youtube.com/watch?v=pxHKmiXV ... re=related - większość lookalikesów jest słaba, ale minuta 2:29... ja sunę, gdzie takiego znaleźli :shock: ?
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 489
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 06 wrz 2013, 20:27

Tak, dużo powywalać, ale bez przesadyzmu. Osobiście widziałbym trylogię: Piccolo, Przybycie Saiyan na Ziemię, wizyta na Namek jako film kończący.
Lepiej to:
http://www.youtube.com/watch?v=JbYqWQshAHI
Obrazek


Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość