Filmowi złoczyńcy Marvela - pierwsza piątka

Tutaj wrzucamy teksty publicystyczne.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
MI5
pisarz
Posty: 100
Rejestracja: 17 lip 2013, 18:48
Lokalizacja: Tak

Filmowi złoczyńcy Marvela - pierwsza piątka

Postautor: MI5 » 25 wrz 2013, 22:45

Uwaga! Artykuł zawiera spojlery!

[center]Filmowi złoczyńcy MARVELA [/center]
[center]PIERWSZA PIĄTKA[/center]

Taka już jest natura zła. Z czasem wszystko, co plugawe wyjdzie z ukrycia.
- "Hobbit: Pustkowie Smauga"

Powiedzmy sobie szczerze - w 2008 roku śp. Heath Ledger swoją genialną rolą Jokera w "Mrocznym rycerzu" raz na zawsze zmienił sposób postrzegania komiksowego superłotra. Można wręcz powiedzieć, że zmienił aktorstwo w ogóle, ale to temat na inny raz. Dziś bowiem zapoznamy się właśnie z superłotrami w kinematografii - i to tymi ze stajni konkurencyjnej dla DC: z antagonistami z filmów MARVELA. Było ich właściwie tylu, ile filmów tej wytwórni - czyli całkiem sporo. Tutaj jednak wyliczymy pierwszą piątkę tych najgorszych z najgorszych...

Najpierw zastanówmy się, jaki powinien być idealny filmowy złoczyńca. Powinien mieć dobrze napisaną historię, solidne motywy, być dobrze zagrany... No i przede wszystkim być ZŁY. Panowie, których tu przedstawimy, skupiają w sobie wszystkie te cechy, i za ich pomocą nie pozwalają nam oderwać wzroku od ekranu. Czy którykolwiek z nich osiągnął poziom Ledgera? Cóż, na pewno się do niego zbliżyli.
Zatem proszę przygotować kolorowe kostiumy i poćwiczyć diaboliczny chichot, bo oto zagłębiamy się w świat zła tak przerysowanego, że aż pięknego...


5. Willem Defoe jako Norman Osborne/Zielony Goblin

Biedny Willem Defoe! Scenarzysto, coś ty mu zrobił? Gdyby nie twoje pomysły, pan Defoe prawdopodobnie wylądowałby na szczycie tej listy - bo to, co miał zagrać, zagrał fenomenalnie. Już nawet pominąwszy to, że wizualnie doskonale pasuje do tej postaci, to dał jej taki wkład emocjonalny, że nie da się zignorować jej obecności na ekranie. Idealnie ukazał psychozę swojego bohatera, i jego obsesję na punkcie zniszczenia Spider-Mana; Zielony Goblin był bez wątpienia jedną z najlepiej zagranych ról w historii.
Niestety, o ile pan Willem spisał się znakomicie, o tyle nie można tego powiedzieć o scenarzyście i projektancie kostiumów. Ten pierwszy potknął się dość mocno na historii Osborne'a - oto poznajemy go, jako bezwzględnego, samolubnego człowieka, który zaniedbuje syna i mógłby zrobić wszystko, żeby tylko ochronić swoją firmę, która jest dla niego najważniejsza. Ostatecznie decyduje się nawet na wypróbowanie na sobie samym nieprzetestowanego dotąd serum "superczłowieka" - a wiadomo, że gdy się człowiek spieszy... No i wszystko ładnie, pięknie, ale niedługo potem oglądamy Normana jako niewinnego, wrażliwego gościa, przerażonego tym, co wyprawia jako Zielony Goblin. Trochę konsekwencji, proszę! A co do kostiumu... Strój był niejednokrotnie, bardzo słusznie, porównywany do wyposażenia Power Rangers. Bo czy widać tu choćby cień podobieństwa do komiksowego oryginału? Nawet super-oko superczłowieka by go nie dostrzegło.
Jednak pomijając to wszystko, Zielony Goblin to naprawdę świetny złoczyńca, z najlepszym odtwórcą swej roli, jakiego mógł sobie wymarzyć. Dlatego znalazł się na miejscu 5. tej listy.


4. Guy Pearce jako Aldrich Killian/Mandaryn

Czy powinno się mieszać wątki i postacie z rożnych historii? Tak, i Mandaryn jest tego najlepszym przykładem. Oto mamy Aldricha Killiana - naukowca, który wraz z Mayą Hansen opracował Extremis, wirusa, który daje ludziom nadnaturalne i bardzo niszczycielskie zdolności. Szerzej znany jest jako niejaki Mandaryn - z tym, że owego Mandaryna nikt nie kojarzy z jego osobą. Za pomocą Extremis planuje stworzyć armię superżołnierzy i - oczywiście! - zapanować nad światem. Całe przedsięwzięcie kryje się pod enigmatyczną nazwą A.I.M.
Tymczasem w komiksach Mandaryn, Extremis i A.I.M to zupełnie różne i nie powiązane ze sobą rzeczy. Dzięki kreatywności scenarzystów, zostały one połączone w jedno, tworząc intrygującą i przerażającą postać.
Bo Mandaryn jest przerażający. Guy Pearce zagrał tę postać solidnie i wiarygodnie, nadal jednak zachowując się naturalnie i swobodnie. Można powiedzieć, że bawi się swoją rolą. Nadał złoczyńcy, którego grał, bardzo ludzkie, a jednocześnie potworne oblicze. Należy też przyklasnąć Benowi Kingsleyowi, który w rewelacyjny sposób zagrał medialnego dublera Mandaryna, o wiele mniej strasznego, gdy nikt go nie widzi, niż gdy pojawia się w telewizji...
Najlepsza cecha Mandaryna to to, że jest złem, które Tony Stark sam stworzył przez swoją arogancję i nieodpowiedzialność. Killian jest przykładem tego, że błędy przeszłości często się na nas mszczą. I za to zdobył miejsce 4. na tej liście.


3. Rhys Ifans jako Curtis Connors/Jaszczur

Spider-Man ma szczęście do swoich przeciwników, prawda? Reboot serii o człowieku-pająku niemal pod każdym względem przewyższył trylogię Sama Raimiego - również jeśli chodzi o złoczyńcę.
Po pierwsze - świetnie napisana historia. Curt Connors to naukowiec, który pracował nad recepturą umożliwiającą ludziom leczenie wszelkich urazów i schorzeń. Miał w tym osobisty interes, gdyż chciał odzyskać straconą rękę. Jak na ironię, w opracowaniu formuły pomaga mu Peter Parker, opierając się na zapiskach swego ojca. Kiedy Connors zostaje doprowadzony przez otoczenie do ostateczności, wstrzykuje sobie to nietestowane dotąd na ludziach lekarstwo i... Już wiemy, co dzieje się, kiedy przyjmujemy niewypróbowane serum nadczłowieka.
Connors zmienia się w przerażającą hybrydę człowieka i jaszczurki, owładniętą żądzą zmienienia całej ludzkości w podobne sobie stwory. Ifans idealnie sprawdza sie zarówno w roli niezrozumianego geniusza, jak i gadziego psychopaty. Jego postać jest wielowarstwowa i bardzo tajemnicza - wiemy, że wciąż ukrywa coś związanego z ojcem Petera, czym nie chce się z nim podzielić... Dociekanie o ich przeszłości musimy zostawić na później, kiedy rozpoczyna się główna akcja filmu. Ifans płynnie lawiruje między wizjonerem, a zimnokrwistym mordercą. Nadaje swojej postaci coś, co sprawia, że potrafimy uwierzyć, iż taki człowiek mógłby istnieć naprawdę.
Nie tylko pan Ifans ma swoje zasługi w tworzeniu tej postaci - trzeba pogratulować grafikom komputerowym i projektantom, którzy powołali do życia alter-ego Connorsa. Jaszczur, któremu Ifans użyczył swojego głosu, ruchów i mimiki, jest jednym z bardziej realistycznych modeli CGI, jakie mieliśmy ostatnio okazję oglądać w kinie. Niektórzy narzekali na brak jaszczurczej paszczy i użycie zamiast niej zniekształconego ludzkiego oblicza - ale wystarczy wiedzieć co-nieco o komisach. W pierwszych historiach, w jakich pojawił się Jaszczur, wcale nie miał on długiego pyska, ale właśnie taką pokrytą łuskami prawie ludzką twarz. Ona też pozwala na wyrażanie uczuć bohatera, w czym paszcza jaszczurki raczej by przeszkadzała.
Łącząc to wszystko, otrzymujemy łotra o tyle przerażającego, że z perspektywy naszych czasów zupełnie realnego - jak daleko wszak zaszła już inżynieria genetyczna? Miejsce 3. naszej listy - dla groźby tego, co być może wkrótce nas czeka...


2. Tom Hiddleston jako Loki

To prawdziwa modliszka wśród czarnych charakterów: czeka niewinnie i czai się w cieniu, by w odpowiedniej chwili zadać cios... I pogrążyć wszystko w chaosie.
Loki, niczym tolkienowski Sauron, oplątuje wszystkich siecią kłamstw i podstępem dąży do władzy absolutnej. Jego plany to dzieła prawdziwego geniusza zła - a zarazem dowód wielkiej pomysłowości scenarzysty.
Nie tylko temu Loki zawdzięcza swoją popularność. Odpowiada za nią w głównej mierze aktor, który go odtwarza. Tom Hiddleston swoją grą wrył się w naszą świadomość. Tak charyzmatycznego, a zarazem w pewnym sensie delikatnego złoczyńcy dawno w kinie nie mieliśmy. Hiddleston gra postać skomplikowaną i tajemniczą. I wspaniale się przy tym bawi. Sprawia, ze nawet kiedy biega po ekranie w cudacznym rogatym hełmie, nadal bierzemy go na poważnie, jak i wszystkie jego działania. A jego działania to zło w swej naczystszej postaci.
Po Lokim od razu widać, że za nic ma życie innych - poświęci każdego w swej drodze ku władzy i samospełnieniu. Cierpienie innych sprawia mu wręcz radość; nasłać na Ziemię metalowego potwora, czy armię krwiożerczych kosmitów - czemu nie, z przyjemnością!
Z początki Loki wydaje się o tyle tragiczny, że nie wie, co jest dobre, a co złe. W jego mniemaniu wymordowanie całej ludności wrogiej planety, w tym niewinnych obywateli, jest całkowicie w porządku. Wmawia sobie i innym, że Asgard pod jego rządami będzie lepszym miejscem - a przecież jego rządy byłyby takie, jak on sam: pełne przemocy, agresji, pozbawione litości, przepełnione podstępem i obłudą. Ostatecznie plany Lokiego co do objęcia władzy w Asgardzie zostały udaremnione, a on na jakiś czas przepadł bez wieści... Aż w końcu wrócił, kierując swe władcze ambicje na Ziemię.
W filmie "Avengers" Loki wyzbył się już wszystkich hamulców - daje jasno do zrozumienia, że każdy kto mu się nawinie w trakcie jego drogi ku władzy absolutnej, zostanie zmiażdżony. Po otrzymaniu od potężnego kosmity Thanosa obietnicy, że jeśli podbije Ziemię, otrzyma ją w posiadanie, staje na czele potężnej armii kosmicznych potworów Chitauri... A potem jest już tylko gorzej. Dając popis wszystkiego, co złe - Loki ostatecznie udowadnia, że zasługuje na 2. miejsce na tej liście.


1. Ian McKellen jako Erik Lehnsherr/Magneto

Niewielu jest lepszych aktorów niż sir Ian McKellen. Choć większość z nas kojarzy go głównie z rolą Gandalfa w ekranizacji "Władcy Pierścieni", to aktor ten udowodnił, że czarne charaktery również świetnie mu wychodzą - właśnie rolą Magneta.
Ten przywódca złych mutantów (będący de facto Polakiem) prezentuje sobą typ złoczyńcy, którego działania możemy w pewnym stopniu zrozumieć, a nawet mu współczuć. W młodości zaznał na własnej skórze Holocaustu i nadal przechowuje wspomnienia tych czasów. Dostrzega podobieństwo między prześladowaniami żydów w czasach II Wojny Światowej, a uprzedzeniami w stosunku do mutantów. Chce raz na zawsze z tym skończyć, i uczynić świat w jego mniemaniu lepszym, czyli opanowanym przez jemu podobnych. Najtragiczniejsze w nim jest to, że nieświadomie sam stał się podobny Adolfowi Hitlerowi i uosabia to, czego zawsze nienawidził - dyskryminację.
A przecież nie chce źle - pragnie pokoju. Tyle że chce go osiągnąć w całkowicie nieetyczny sposób - a to próbuje zmienić w mutantów wszystkich ludzi, a to usiłuje zniewolić tych "normalnych", czyniąc ich podległych mutantom.
Poza swą niejednoznaczną naturą i zrozumiałymi motywacjami, Magneto ma jeszcze coś, co ceni się u superłotrów: wielką moc. Chyba żaden inny bohater nie ukazał swej potęgi w tak spektakularny sposób, w jaki niejednokrotnie robił to Lehnsherr. Oczywiście jego najbardziej zapierającą dech w piersiach sceną jest sekwencja z filmu "X-Men: Ostatni bastion", kiedy to za pomocą swoich mocy przenosi cały most Golden Gate. Jego wyczyny w poprzednich filmach, choć może nie tak spektakularne, były bardzo kreatywne, pomysłowe, i jakże efektowne!
Magneto łączy w sobie wszystkie cechy idealnego antagonisty. Bez wątpienia jest najdoskonalszym złoczyńcą z filmów MARVELA.

Na tym kończymy nasze odliczanie. Jeśli wasz ulubiony złoczyńca nie znalazł się na liście - to nie znaczy, że nie jest świetny. MARVEL posiada tylu wspaniałych superłotrów, że nie sposób tu wymienić wszystkich.

Lista ta została utworzona w 2013 roku, a filmy MARVELA nadal powstają, i powstawać będą, póki przynoszą zysk. Być może zatem pojawią się nowi złoczyńcy, którzy przewyższą wyżej wspomnianych? Czas pokaże...

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 709
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 25 wrz 2013, 23:29

Masz od nas serduszko (o, proszę: <3) za Willema Dafoe... i odbieramy to serduszko za błąd w jego nazwisku. DAfoe. Defoe to był ten od Robinsona Cruzoe :>

A poza tym nic więcej nie powiemy, bo w sumie niewiele filmów marvelowskich oglądaliśmy. Nie trafiają do nas jakoś specjalnie.

Ale tró, pan Dafoe zwykle daje wspaniały pokaz aktorstwa. Do tego stopnia, że jak cały film o Spidermanie nas raczej znudził, tak przy jego scenach siedzieliśmy ze szczęką na podłodze, nie mogąc pojąć, że można cokolwiek tak świetnie zagrać.
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2032
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 26 wrz 2013, 07:40

No cóż... lista fajna, chociaż kilka rzeczy trzeba tu wyjaśnić.
Po pierwsze - jeśli chodzi o Connorsa, to właściwie zawsze było tak, że to był Jekyll i Hyde (w zasadzie jakby się nad tym zastanowić, ta metafora pasuje trochę lepiej do Connorsa, niż Bannera). Doktor Connors był zawsze miłym, chociaż właśnie owładniętym pragnieniem odzyskania swojej ręki, mężczyzną, a Jaszczur był tak jakby kimś innym. To gadzie serum zawsze rzucało mu się na mózg, ale były chwile, w których odzywała się w nim jego ludzka natura. Ważne jest też to, że Connors i Peter zawsze się świetnie dogadywali, w Niesamowitym Spidermanie znał nawet ojca Petera, a w Mega Spidermanie Peter był świadkiem tego jak Connors traci rękę i chłopak jest potem z tego powodu trochę smutny.
Ale prawda - Ifans jako Connors rządzi.
Po drugie:
MI5 pisze:Ten przywódca złych mutantów (będący de facto Polakiem)

W sumie z tą polskością Magneto jest różnie. Niby przeżył obóz koncentracyjny, a w X-men: Evolution mówi: "Uratował was chłopak z Polski.", o tyle ostatnio słyszałam, że jest niemieckim żydem.
No i zawsze był pomyślany nie tyle jako Hitler, co Malcom X, założyciel Czarnych Panter, który jednak z czasem zliberalizował swoje poglądy. Chociaż McKellen grał kiedyś nazistę...

Awatar użytkownika
MI5
pisarz
Posty: 100
Rejestracja: 17 lip 2013, 18:48
Lokalizacja: Tak

Postautor: MI5 » 28 wrz 2013, 16:42

W sumie z tą polskością Magneto jest różnie. Niby przeżył obóz koncentracyjny, a w X-men: Evolution mówi: "Uratował was chłopak z Polski.", o tyle ostatnio słyszałam, że jest niemieckim żydem.

Niemieckim żydem był tylko w niektórych komiksach - w filmach jest Polakiem. Nawet na początku 1. części słychać, jak jego matka woła za nim po polsku "Nie! Moje dziecko!".

Awatar użytkownika
MI5
pisarz
Posty: 100
Rejestracja: 17 lip 2013, 18:48
Lokalizacja: Tak

Postautor: MI5 » 28 kwie 2014, 20:24

Aktualizacja!
Tak, jak przewidywałem, z czasem lista musiała się zmienić... A więc oto, na 3. pozycję wskakuje złoczyńca z nowego "Kapitana Ameryki".

3. Sebastian Stan jako Bucky Barnes/Zimowy Żołnierz

Tak jak Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz jest jak dotąd najmroczniejszym i najpoważniejszym filmem wchodzącym w skład Marvel Cinematic Universe, tak jego główny antagonista to facet, który w ogóle nie nadaje się na postać z komiksu dla dzieci. To bandzior z krwi i kości - i odrobiny stali.
Już sam jego wygląd wywołuje dreszcze. Zimowy Żołnierz jest w pewnym sensie podobny do Dartha Vadera, bo już samym pojawieniem się sprawia, że ciarki przechodzą nam po plecach. Efekt jest najsilniejszy, kiedy widzimy go po raz pierwszy - czarne widmo, które pojawiło się znikąd i ma w stosunku do Nicka Fury'ego jak najgorsze intencje...
Najgorsze jest to, że Barnes to nie jest typowy komiksowy superłotr, którego się raczej nie boimy, bo od razu po nim widać, że jest nierealny. Nie. Zimowy Żołnierz to po prostu niezwykle skuteczny zabójca na zlecenie, o tyle groźniejszy, że obdarzony nadludzkimi zdolnościami. I właśnie ta jego surowość, powaga - chciałoby się powiedzieć, zimno - jest straszne.
W miarę trwania filmu może coraz mniej nas przeraża, ale coraz bardziej nam go żal. To człowiek, który stracił wszystko, łącznie ze wspomnieniami. To, jak próbuje odnaleźć w sobie tę cząstkę człowieka, którym kiedyś był, jest naprawdę poruszające. I w końcu mu się udaje. Mimo wszystko czujemy wtedy satysfakcję.
Postać odegrana przez Stana to wybitny przykład bohatera tragicznego. Jest groźny i niezwykle przerażający, ale też ludzki - czego chcieć więcej?
Ostatnio zmieniony 30 kwie 2014, 15:37 przez MI5, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2032
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 28 kwie 2014, 22:31

Dwie uwagi:
MI5 pisze:tak jego główny antagonista to facet, któy w ogóle nie nadaje się na postać z komiksu

MI5 pisze:To człowiek, który stracił wszystko, łącznie z wspomnieniami.

Powinno być "ze".

Do rzeczy. W pełni się z tobą zgadzam. Tak po prawdzie to dopiero jak obejrzałam film (mimo że już dawno znałam tożsamość Zimowego Żołnierza), zdałam sobie w pełni sprawę z tragedii zarówno samego Bucky'ego, jak i Kapitana Ameryki. Nagle ta scena, jak Steve próbuje zatopić smutki po upadku przyjaciela i cała ta wycieczka Kapitana do Smithsonian jest jeszcze bardziej rozrywająca serce.

Sorry za spoilery, ale ty też się nimi nie przejmowałeś :mrgreen:

Skoro się tutaj wypowiedziałeś, czy jest szansa, że opowiesz nam o wrażeniach z filmu w temacie o MCU? :mrgreen:


Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość