Dlaczego nie czytam i nie piszę fanfiction

Tutaj wrzucamy teksty publicystyczne.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
An-Nah
mistrz
Posty: 482
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: mHroczne miasto Kraków

Postautor: An-Nah » 06 lis 2013, 16:06

To się daje dzieciakom czarnego bohatera, który jest kontynuacją bohatera znanego. Daje się im wzorzec, wpisuje się go we wzorzec który już istniał, pokazuje, że się ich nie marginalizuje. Nadal nie rozumiem, czemu to jest złe? Że czarny trzynastolatek może się teraz identyfikować z czarnym trzynastoletnim bohaterem (a tyle ma lat Miles Morales).

"Poprawność polityczna" to wrzucanie na siłę murzyna, który nic nie robi, poza byciem murzynem. Napisanie pełnoprawnej postaci, która ma swoje cele i motywacje, a tak przypadkiem jest czarna (niekoniecznie przypadkiem - także ze społecznymi konsekwencjami) - to już coś innego.
A cholera wie, czy któryś z rysowników lub scenarzystów też nie jest czarny? Może chciał przemówić do dzieciaków ze środowiska, z którego sam pochodzi?

Swoją drogą, właśnie sobie trochę na temat tego czarnego spider-mana poczytałam. Otóż Miles Morales zastąpił Parkera tylko w serii Ultimate. W normalnej sytuacja wyglądała odrobinę inaczej... Nigdzie też nie znalazłam postulowanej przez ciebie rewelacji na temat jego orientacji seksualnej. Ciekawa jestem, gdzie ją wygrzebałeś?

Wiem, że się z tobą nie dogadam. Mnie się ta różnorodność podoba, choć owszem, ma i ciemne strony. Ale wolę to, niż zamykanie się poszczególnych grup w gettach (piszę się: zauważ, nie piszę o zamykaniu w gettach kogoś). Konfrontacja i tak nadejdzie prędzej czy później.

EDIT:
Ciocia Wikipedia powiedziała, że Miles ma dziewczynę.
Come with me in the twilight of a summer night for awhile
Tell me of a story never ever told in the past

(...)

Fanatics find their heaven in never ending storming wind
Auguries of destruction be a lullaby for rebirth

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 06 lis 2013, 16:14

Dzięki, Misza, ale się obawiam, że jeszcze mogę zawieść w tej kwestii ^^;

No ja wiem, że mało białych w US. Ostatnio aż szok przeżyłam, jak normalne zdjęcia z miejskich ulic zobaczyłam. Zabawna sprawa.

Co do Nicka Fury'ego, to ja go z kolei w wersji białej kompletnie nie kupuję, co już mówiłam.

No i rzeczywiście, większość świata nie jest biała, więc nie wymagam, żeby mi Japończycy, Mongołowie, Chińczycy, Kenijczycy itp. pisali książki i kręcili filmy o białych. Inna sprawa, że w USA w fikcji rzeczywiście jest wciąż jakieś przechylenie w stronę białych z rzeczywistością niezgodne, to muszę przyznać, a nawet "czarni" to często stosunkowo jaśni Mulaci, a nawet takich na okładkach magazynów czasem do tego stopnia rozjaśniają, że ich mój mózg rejestruje jako "białych" i czasem jak się natykam na zdjęcie w necie, a potem ktoś trochę niżej o danej osoby przynależności etnicznej wspomni, to aż do góry przewijam, żeby spojrzeć raz jeszcze. Ale z drugiej strony Stany Zjednoczone to porąbane miejsce, w którym "Wesołych Świat" wypowiedziane przez osobę publiczną jest niepoprawne politycznie (no bo się inne religie i wyznania przecież mogą obrazić), nie można kogoś wprost nazwać "czarnym" (nie, nie mówię tu o "Nigger"), tylko trzeba użyć eufemizmu, na przykład "Afroamerykanin" i jest to rozwinięte do tego stopnia, że można się (wprawdzie sporadycznie, ale jednak) natknąć na wypowiedzi o "Afroamerykanach a Afryce" i bynajmniej nie chodzi o emigrantow, a kiedy czarny raper powiedział, że większość czarnych jest taka, jak to powiedział Misiek (;P) (choć łagodniej), to nazwali go rasistą (no i są też takie kwiatki, jak osobnicy uważający, że oni nie mogą być rasistami, no bo przecież są czarni, a o białych przecież można mówić i myśleć, co się tylko chce, i to jest jak najbardziej w porządku nawet, jeśli się ich nienawidzi jako grupy)
Tak więc generalnie "każdy inny, wszyscy równi" brzmi bardzo ładnie, ale niestety mamy SPORE problemy z wprowadzeniem tego w życie, bo mamy tendencję do wykrzywiania idei przy ich przenoszeniu w rzeczywistość i się potworki z tego robią.

EDIT: Tak, generalnie co chcę przez to powiedzieć to to, że poprawność polityczna jest fałszywa i zamiast walczyć z samym problemem zwalcza jego objawy, kamuflując sedno sprawy, ale że świat i ludzie są tacy, jacy są, to na nic lepszego nie możemy na większą skalę liczyć.
OC-holic

Awatar użytkownika
An-Nah
mistrz
Posty: 482
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: mHroczne miasto Kraków

Postautor: An-Nah » 06 lis 2013, 16:25

A Samuel L. Lackson oberwał za swoję rolę (świetną) w (świetnym) "Django Unchained".

No mamy problemy, ale czy to znaczy, że mamy założyć ręce i nie próbować?
Come with me in the twilight of a summer night for awhile
Tell me of a story never ever told in the past

(...)

Fanatics find their heaven in never ending storming wind
Auguries of destruction be a lullaby for rebirth

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 06 lis 2013, 16:33

Trzeba próbować, ale przy tym trzeba uważać, żeby nie przesadzić, o czym się generalnie już nie pamięta i stąd "kolorowy" margines właśnie się czuje jak święte krowy. Co z kolei sprawia, że część białej populacji o "kolorowych" ma coraz gorsze zdanie.
Ale ja z tych, co generalnie jak o świecie i jego niesprawiedliwościach myślą, to po chwili mają ochotę przez skomplikowanie tego wszystkiego łbem walić w biurko.
OC-holic

Awatar użytkownika
An-Nah
mistrz
Posty: 482
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: mHroczne miasto Kraków

Postautor: An-Nah » 06 lis 2013, 16:35

Ludzie to tak cholernie skomplikowane mechanizmy, a grupa ludzi to komplikacja do potęgi XD
Come with me in the twilight of a summer night for awhile
Tell me of a story never ever told in the past

(...)

Fanatics find their heaven in never ending storming wind
Auguries of destruction be a lullaby for rebirth

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2032
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 06 lis 2013, 18:23

Zacznijmy od tego, Misza, że to rzekome "jak pokażą czarnego, który jest gangsterem/pijakiem, to od razu krzyk, że rasizm", to nieprawda, bo czarni gangsterzy i czarni pijacy są tak samo powszechni jak biali gangsterzy i pijacy, zwłaszcza, jak rzecz się dzieje w jakiejś gorszej dzielnicy.

Dalej - wszelkie Race Shifty, jeśli już się trafiają, najlepiej jak są podyktowane czymś więcej niż: "A zróbmy tak czarnego Wikinga." Dlaczego to zadziałało z Samulem L. Jacksonem jako Nickiem Fury'm? Nick Fury jest badassem. Samuel L. Jackson też jest badassem. Więc mamy badassa grającego badassa. Ktoś ma jakieś wąty? A dlaczego Heimdall jest czarny w Thorze? Bo Kenneth Brannah chciał mieć szekspirowskiego aktora, a poza tym nie chciał dawać pożywki neonazistom. Jeśli chodzi o nowego Spidermana, to czy czasem Morales nie pojawił się po raz pierwszy w serii komiksów dziejących się w dalekiej przyszłości?

Natomiast niedawno widziałam reakcję ludzi z tumblra na to, że ludzie postanowili "poczernić" księżniczkę z najnowszego filmu Disneya, bo "mają już dość księżniczek ze standardową urodą białej dziewczyny z blond włosami i niebieskimi oczami". Ktoś wziął i przeleciał się po wszystkich disnejowskich księżniczkach pokazując, że a) białe księżniczki były białe, bo opowieść działa się w Niemczech, Danii albo Francji, i b) jest przecież Mulan, Pocahontas i Tiana, które białe nie są, więc mówienie, że dotąd księżniczki Disneya zawsze były białe to bullshit.

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 709
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 06 lis 2013, 18:34

Ale flejmik. Czarnego Spidermana popieramy, bez pozytywnych wzorców się wspomnianej sytuacji nie zmieni. Przynajmniej trochę ograniczy tendencję do zamykania się czarnych w swoich środowiskach i nakręcania wzajemnie. To chyba dobrze. Pytanie jeszcze, jak ta postać zostanie rozwinięta, ale jakoś wątpimy, by czarny Spiderman musiał kiedykolwiek stawić czoła czarnym rasistom. A czarnych rasistów jest masa i należałoby coś zrobić z faktem, iż mają się oni za bór wie co i jeszcze radośnie (w sumie jak większość polaczków) nurzają się w swoim upodleniu i miernocie.
Rzekł hien.
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 06 lis 2013, 19:39

Nie no, z tym Heimdallem, którego wszak zwali Białym Bogiem, granym przez Idrisa Elbę, to high five :D (A potem rasistowscy debile bojkotowali film. I dobrze, państwu fandom podziękuje.)

A dobry offtop (nawet z lekka zalatujący flejmem) nie jest zły :)
Przy okazji, Meg, to DISNEY robi nowy film? Nie Pixar czy jakiś inny podległy? A o czym ma być?

Ps. Kopciuszek mi jakoś tak zbyt francusko nie wyglądał, ale to tylko mój mózg przyłożył ją do mojego stereotypu francuskiej urody XD

Pss. Kicia, wybacz -___-;

Psss. Zaraz... To my się obracamy w innych kręgach Tumblrów, bo u mnie mówili co innego. Ale przynajmniej wiem, o co chodziło z tym gadaniem o księżniczkach i wyliczeniach białych i nie-białych (i dlaczego to bullshit) jakiś czas temu (nie, to gadanie akurat było z sensem)
OC-holic

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2032
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 06 lis 2013, 19:46

Natka pisze:Przy okazji, Meg, to DISNEY robi nowy film? Nie Pixar czy jakiś inny podległy? A o czym ma być?

No przecież Disney Pixar :mrgreen: . A Frozen chyba ma być taką dziwną wariacją na temat Królowej Śniegu.
Natka pisze:Psss. Zaraz... To my się obracamy w innych kręgach Tumblrów, bo u mnie mówili co innego. Ale przynajmniej wiem, o co chodziło z tym gadaniem o księżniczkach i wyliczeniach białych i nie-białych (i dlaczego to bullshit) jakiś czas temu (nie, to gadanie akurat było z sensem)

Wcale nie powiedziałam, że bez sensu. Właśnie cieszyłam się, że ktoś to zrobił, bo jak przeczytałam ten tekst o rzekomym whitewashingu, to od razu mi się przypomniało, co mówili o Tianie - że to pierwsza czarna księżniczka Disneya i w ogóle. Nie mówiąc już o tym, że bardzo lubię Mulan.

dikajos
uczeń
Posty: 44
Rejestracja: 29 lis 2013, 13:08

Postautor: dikajos » 30 lis 2013, 01:22

Wiem, że odgrzewam trochę, ale... mam parę przemyśleń.

Bardzo fajnie napisany artykuł. Trafny przed wszystkim. Szczerze powiem, że ja nie przeczytałem żadnego fanfika w całości. Ani jednego, bo w sumie zakończonych nie widziałem... Przynajmniej ze świata gier. W równie dużej mierze przez to, że boję się, że jeśli się zabiorę, to autor porzuci pomysł, co zdarza się przecież strasznie często. Poza tym, liznąłem kilka tekstów na paru stronach, ale zawsze coś mnie zniechęcało. A to dialogi, a to brak głównej myśli w tekście, a najgorzej: brak powiązania wątków. Nie miałem wrażenia, że te wszystkie literki mają w głowie autora jakiś głębszy sens, nie łączyły się ze sobą. Jedna sytuacja nie prowadziła do drugiej i nie wiązały się ze sobą w sposób, jakiego bym oczekiwał.

Ja, szczerze mówiąc, wchodzę tu na świeżo. Co prawda, piszę od paru miesięcy, ale tak jak wspomniałem, praktycznie nie czytałem fanfików. Chyba jestem... wybredny, nie wiem. Koncentrowałem się na swoich "bajkach", ale szczerze przyznam, że roiło się w nich od błędów, które, przy pomocy paru życzliwych osób, udało mi się wyeliminować. Kiedyś człowiek nie wiedział, ile zasad jest choćby w pisaniu dialogów ;) .

Mój pomysł na napisanie historii w światach z gier wziął się z prozaicznego powodu, też wymienianego w artykule. Uważałem, że zakończenie trylogii Mass Effect pozostawia zbyt wiele niedopowiedzeń i... postanowiłem napisać jak widzę kilka tygodni po zakończeniu gry. Chciałem, żeby fabuła szła dalej.W opowiadaniu "Po zakończeniu" zamknąłem najważniejszy dla mnie wątek gry. Była grupa ludzi, którym się spodobało, więc poszedłem krok dalej i spróbowałem stworzyć własne postacie w tym świecie, z własną historią i motywacjami, posiłkując się znanymi postaciami tylko od święta. Tutaj poległem, bo opowiadanie "Siła Wiary" jest w zawieszeniu.

A potem poszło, pisanie "Siły Wiary" właśnie i teraz ze świata The Elder Scrolls.

W wielu fanfikach widzę wielkie chęci i "jazdę na entuzjazmie", że tak powiem. Ktoś ma chwilowe natchnienie i szybko to spisuje, nie kreśląc sobie większego planu, a jeśli już takowy kreśli, to szybko się w nim gubi. Główny powód, to chyba brak reakcji ze strony czytelników. Każdy autor to przeżywa; ile będzie komentarzy, opinii, poprawek. Każdy na to czeka, a jak tego nie ma, to motywacja leci na łeb na szyję, prawda? Po napisaniu II odcinka mojego opowiadania dostałem na innym forum ok 5 komentów i co? Zabrałem się do roboty i w ciągu tygodnia dodałem kolejne 2 odcinki. Proste strasznie.

Odnośnie planu ogólnego... Wcale nie jest tak, że ja mam wszystko pięknie rozpisane. Jeśli chodzi o opowiadanie Elder Scrolls "Taki los", to mam w głowie zakończenie i mniej więcej, gdzie będą bywać bohaterowie, ale konkretne wydarzenia pozostawiam swojej wyobraźni, ufając, że mnie nie zawiedzie w chwili, kiedy będę tworzył konkretne odcinki i że poprowadzi mnie do już wymyślonego zakończenia w sposób wiarygodny dla czytelnika. Czasem trudno pogodzić się z myślą, że samo natchnienie nie wystarczy i wszystko trzeba przemyśleć zupełnie jak podczas partii szachów.

Ja sam nie wiem jak mi to idzie. Pierwsze opowiadanie skończyłem dokładnie tak, jak planowałem i przyznaję, byłem bardzo zadowolony z zakończenia. Drugie jest zawieszone, bo się nieco pogubiłem właśnie... Trzecie, "Taki Los", próbuję planować ostrożnie, ucząc się na własnych błędach.

Co do pisania na życzenie? Serio zdarza się Wam to robić? Ja bym nie mógł raczej. Czuję się mocny w uniwersum Mass Effect, niezły w Elder Scrolls, ale poza tym... Oj, nie pokusiłbym się :)

Mary Sue... Parę miesięcy temu nie wiedziałem, co to. Cóż, już wiem i powiem szczerze, że... Tak być musi :D . Najpopularniejsze postacie jakie znam, a przede wszystkim te, których historia mnie interesowała, w dużej mierze podchodzą pod tę kategorię. Według mnie jest to ok, pod warunkiem, że nasza postać dostanie też od nas kilka wad, wątpliwości, rzucimy jej parę kłód pod nogi, a ona... rozwiąże to niezgodnie z oczekiwaniami czytelnika, zaskakując go, ale w taki sposób, żeby czytelnik nie pomyślał: "ale lipa, zupełna beznadzieja, nie wierzę w to", a raczej, żeby miał myśli: "ach... faktycznie, przecież on był taki i owaki. W przeszłości opisanej w odcinku II było coś, co usprawiedliwia to wydarzenie. Ładnie". Brutal będzie miał chwilę wątpliwości, a uczuciowiec nagle dostanie bzika, który później, lub wcześniej, zostanie przez nas wyjaśniony, albo i nie, zależy od widzimisię autora :) .

Rozpisałem się, wybaczcie. Urlop, to można siedzieć po nocy :D
Blog z moimi opowiadaniami: http://dikajos.blogspot.co.uk/

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 01 gru 2013, 01:38

dikajos pisze:Rozpisałem się, wybaczcie. Urlop, to można siedzieć po nocy :D

Nie wybaczę, bo nie ma czego :) Bardzo mi się twoje przemyślenia podobały - nie miały nic z lania wody, a do tego zawierały wiele bliskich mi spostrzeżeń.

dikajos pisze:W wielu fanfikach widzę wielkie chęci i "jazdę na entuzjazmie", że tak powiem. Ktoś ma chwilowe natchnienie i szybko to spisuje, nie kreśląc sobie większego planu, a jeśli już takowy kreśli, to szybko się w nim gubi.

Mnie też to boli. Ciągle pokutuje przeświadczenie, że musi być wena (sądzę, że nie zawsze rozumiana tak samo), która nas poniesie przez kolejne rozdziały nadając im naturalny bieg i brzmienie i bez niej pisać się nie da. Reguralnie siadać do pisania? Ale przecież wtedy się nie da, bo artysta musi mieć natchnienie. Planować cokolwiek? Ale przecież wtedy wyjdzie sztucznie, wszystko winno napisać się samo! Ciągle muszę ludzi uświadamiać, że jeśli masz więcej niż trzy rozdziały (porządne rozdziały, nie pocztówki), to zabawa się kończy, trzeba zacząć myśleć, żeby ogarnąć (stale pamiętać i brać pod uwagę) to, co się dotąd napisało, jeśli chcemy, żeby wyszło z tego coś wartościowego, nic się samo nie napisze.
Z kreśleniem jakiegokolwiek planu naprawdę ciężko mi się spotkać, chyba że wśród znajomych (zbieg okoliczności?), choć też nie u wszystkich - nie dalej jak dwa tygodnie temu opieprzałam kolegę (niegłupiego bądź co bądź), że pod wpływem jakiegoś dość ogólnego pomysłu w ciągu kilku godzin zabrał się za pisanie o samej Wojnie Czasu (DW). Innym razem mam znowu wrażenie, że ktoś najpierw poszedł na żywioł, a potem szukał logiki w tym co wyszło (skąd biorą się genialne rzeczy typu ktoś miał coś komuś pilnego do powiedzenia, ale przez dziesięć stron wolał zachwycać się jego/jej oczami). Najlepiej chyba wychodzą opowiadania, gdy autor jedynie spisuje wydarzenia uniwersum, które od lat siedzi w jego głowie, tyle że wtedy dla odmiany rzadkością jest jedna konkretna linia fabularna...
Pisanie jest jak Pudliszki - efekt nie jest kwestią przypadku.
Dlatego też nie zgodzę się, że to proste strasznie, ale to jedyna moja niezgoda z tym postem ;-)

dikajos pisze:Odnośnie planu ogólnego... Wcale nie jest tak, że ja mam wszystko pięknie rozpisane. Jeśli chodzi o opowiadanie Elder Scrolls "Taki los", to mam w głowie zakończenie i mniej więcej, gdzie będą bywać bohaterowie, ale konkretne wydarzenia pozostawiam swojej wyobraźni, ufając, że mnie nie zawiedzie w chwili, kiedy będę tworzył konkretne odcinki i że poprowadzi mnie do już wymyślonego zakończenia w sposób wiarygodny dla czytelnika. Czasem trudno pogodzić się z myślą, że samo natchnienie nie wystarczy i wszystko trzeba przemyśleć zupełnie jak podczas partii szachów.

Zgadzam się z każdym słowem :D
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Aquma
pisarz
Posty: 154
Rejestracja: 28 maja 2010, 17:22
Lokalizacja: Kraków

Postautor: Aquma » 03 gru 2013, 23:45

Ad meritum pozwolę sobie tylko zauważyć, że to, o czym piszą An i dikajos to podstawowy powód, dla którego i ja dziś z fan-fiction mam już raczej niewiele wspólnego. Rzadko trafiam pośród tej twórczości na teksty, które gotów byłbym uznać za prawdziwy utwór literacki - rzeczy pisane z konkretnym zamysłem, szerszą wizją, a nie jedynie pod wpływem chwilowej zajawki i miłości do danej postaci, czy pairingu. Nie ujmuję przy tym bynajmniej talentu i stylu autorom fanfików - wielu z nich pisze naprawdę dobrze, doskonale oddając świat i bohaterów, którymi operują. Tyle, że ich dzieła są najczęściej bardziej przedłużeniem oryginału, dodatkiem do niego, osobistym pomysłem autora na to, jak zostać w świecie ukochanego serialu, książki czy gry nieco dłużej - a mnie jednak potrzeba czegoś więcej.

Kiedy pisałem swój pierwszy w życiu fanfik, przyświecała mi właśnie chęć stworzenia własnej opowieści. Jasne, że pomysł pojawił się pod wpływem zajawki - chciałem się pobawić światem i postaciami jak każda inna osoba, która się za to zabiera... ale chciałem też, by ta zabawa miała pewną konkretną formę i treść. Żeby ktoś mógł pokazać palcem na "Pierwszy raz dla wszystkiego" i stwierdzić, że to fajna historia, zauważyć, że zaskoczyłem go takim a nie innym zwrotem akcji, wyrazić swoją opinię o zakończeniu. Jak przy normalnej książce. Tego właśnie oczekuję od fan-fiction i tego - najczęściej - w nim nie znajduję.

Proces twórczy u mnie zaczyna się zawsze od uderzenia błyskawicy, zwanej weną. To taki kop na start, bez tego nie ruszę, pomysł nie zakiełkuje w głowie wystarczająco, bym miał ochotę go rozwinąć. Potem, jak już mnie trzaśnie, tworzę zręby opowieści, ale prawie nigdy nie znam od razu wszystkich detali. Po prostu - wiem o czym chcę opowiedzieć, wiem mniej więcej jak - i piszę, dając się ponieść wyobraźni. Potem czytam, koryguję, grożę wyobraźni palcem... ale tylko po to, by następnie znowu spuścić ją ze smyczy (i następnie - znowu - korygować i grozić palcem ;)).
In the end, it's not going to matter how many breaths you took, but how many moments took your breath away

It's the cruelest of things to catch a glimpse of heaven
Only to, a moment later, be barred from it forever


Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość