Kreacja postaci

Tutaj piszemy o wszystkim co z fanfikami związane, szukamy beta readerów, prosimy o porady, prezentujemy swoje przemyślenia.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2087
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Kreacja postaci

Postautor: RedHatMeg » 21 lut 2011, 17:09

Najważniejszy - po fabule - element historii. Protagoniści. Antagoniści. Postacie drugo- i trzecioplanowe. Czasem trafia się mała iluminacja wzbogacona o dodatkowe cechy charakteru, imię i wygląd. Czasem wystarczy odpowiedni schemat. Zdarza sie jednak, że mamy do danej postaci pewien sentyment. Chciałabym się dowiedzieć od was czy macie postacie, które mniej lub bardziej lubicie, i czy według was kreacja postaci jest trudna czy łatwa.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2545
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 21 lut 2011, 17:59

Dla mnie postacie są najważniejszym elementem historii, a fabuła dopiero na drugim miejscu. Bardziej przywiązuję się do serii, w której są świetne postacie i słaba fabuła, niż takich, gdzie fabuła jest ciekawa, a postacie denerwujące. Dla mnie tworzenie postaci jest niezwykle trudne, dlatego wolę pisać fanfiki niż opowiadania.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Lady Makbeth
debiutant
Posty: 68
Rejestracja: 02 sty 2010, 18:58
Lokalizacja: Marcepanowo
Kontaktowanie:

Postautor: Lady Makbeth » 21 lut 2011, 19:49

Moje fiki opierają się często na dialogach i opisach postaci, więc, jako, że piszę głównie fanfiction, to zawsze zależy mi na tym aby bohaterowie byli jak najbardziej in character. U mnie pomysł na opowiadanie zaczyna się zwykle od dialogu pomiędzy dwoma, albo więcej postaciami. Potem dopiero stopniowo dorabiam do tego fabułę.
Mnie również jest trudniej stworzyć własną postać, więc, jeżeli już muszę, to staram się aby pojawiała się jak najrzadziej. Gdzieś tam mam zachowane pomysły na kreacje własnych bohaterów, ale czekają oni na moment, kiedy wezmę się za pisanie czegoś autorskiego.
"What's wrong about wanting a man to hold another man's beads?"

Awatar użytkownika
Sefi
debiutant
Posty: 89
Rejestracja: 13 sty 2011, 19:02
Lokalizacja: pod-Łódź
Kontaktowanie:

Postautor: Sefi » 22 lut 2011, 11:14

Mam to samo co Vampi - tym większa i dłuższa fascynacja jakimś tytułem, im fajniejsze postaci, które są dla mnie "punktami zaczepienia" w danym tytule.

Ja sama natworzyłam się już tyle postaci, że wielu nawet nie pamiętam. Tylko, że ja nie piszę tak do publikacji. Bardzo wiele z tych postaci zdarzyło mi się narysować. Staram się by każda miała własne i niepowtarzalne cechy charakteru, ale też jestem maniaczką tzw "znaków szczególnych" w wyglądzie. Lubię dodawać postaciom jakieś niezwykłe elementy wyglądu, czy ubioru, co podkreślałoby ich szczególny charakter. Czy mi to wychodzi - nie wiem :P

Awatar użytkownika
Szaliczek
debiutant
Posty: 78
Rejestracja: 11 paź 2010, 21:20
Lokalizacja: Płock. Znacie to ? xX

Postautor: Szaliczek » 01 mar 2011, 15:27

Uwielbiam kreacje szaleńców. Nie, nie takich co chodzą z pięcioma kilogramami C4 na pasie i krzyczą "Rzućcie we mnie papierosem". Osoby, które działają na pozór wariacko, lecz genialnie i błyskotliwie, to chleb powszedni dla moich oczu. Mógłbym go jeść dzień w dzień.
Innym natomiast typem, w którym ja często obmywam pisarskie łapki, to dziwny sympatyk optymizmu, lekko słodkawy, lecz pełen tajemnic mężczyzna. Trudno cokolwiek powiedzieć o nim więcej, bo - właśnie - to tajemnica. Przeszłe losy mogą być nieznane ani też uważane za pożądane w odkrywaniu. Liczy się wpływ bohatera na akcję oraz sposób wypowiadania się; na ogół lekki i kulturalny.

Antagoniści... mmm.. uwielbiam to słowo. Jest przesycone inteligencją słownikową, brakiem niewiedzy i zaakcentowanym "ta" które przepięknie współbrzmi z następującym "g".
No, ale na temat: przeciwnicy muszą być naprawdę mroczni i niebywale mądrzy. Ich widok już musi skłaniać danego bohatera do siusiania po gaciach, sam czytelnik natomiast postawić się w sytuacji wyboru między Dobrem, a Złem w czystej, okrutnej postaci.

Uwielbiam przy tym role skupione na psychologii, gdzie najgorszy z wrogów (czyli najlepszy... tak.. ?) używa częściej podstępów niż siły. Psychole w maskach i z piłami łańcuchowymi mnie nie kręcą. Zdecydowanie lepszym jest - oczywiście według mnie - starszy mężczyzna z żelazną maską, który manipuluje wszystkimi, ale też sam nie jest bezbronny.
Aaaa tam....
Obrazek

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 27 maja 2011, 16:16

Sefi pisze:Ja sama natworzyłam się już tyle postaci, że wielu nawet nie pamiętam.

Ja tak samo. Postaci mam jak mrówek, ale obawiam się, że to może wpływać negatywnie na ich różnorodność (zauważyłam pewne powtarzające się schematy i to nawet nie licząc świadomych "expiaków" czy reinkarnacji (mam tylko dwie postaci, które reinkarnują, za to w specyficzny sposób, co zwykle wywołuje u nich kryzys tożsamości na pewnym etapie w życiu). Mimo to śmiem twierdzić, że tworzenie postaci idzie mi dość łatwo. Choć czasem ja i postać mamy nieco inne zdania na temat tego, jaki powinien być jej charakter (raz nawet "wykłócałam się" o wygląd, ale nawet opisując tę postać inaczej zawsze wyobrażałam ją sobie "na jej sposób"). Po prostu to mi się lęgnie w głowie i czasem choćbym próbowała zmienić jakąś cechę, to nie da rady, nawet jeśli zdaniem świadomej części mojego umysłu zmiana wyszłaby postaci na dobre.

Czy mam postaci, które lubię bardziej lub mniej? Owszem. Te najbardziej lubiane przeze mnie czasem doczekują się wielu wersji siebie w różnych historiach (mea culpa), te mniej... Cóż, zwykle moja niechęć do postaci jest wynikiem tego, że z jakiegoś powodu nie jest ona taka, jak być powinna. Dlatego też twierdzę, że tworzenie postaci idzie mi ciężko. Wymyślić postać? Nic prostszego. Przelać ją na papier? To już większe wyzwanie. Choć na frustrację często pomaga mi "pozwolenie postaci wypowiedzieć się w swoim imieniu", najczęściej w formie wewnętrznego monologu. Wychodzi na to, że po prostu nie potrafię wyzbyć się tej nadmiernej "oszczędności" w wyrażaniu uczuć i myśli postaci (a jeśli nawet, to kiepsko mi wychodzi), ale to już bardziej ogólny problem z pisaniem.
OC-holic

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 713
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 27 maja 2011, 17:04

Antagoniści. Hm. Rzadko w ogóle pojawiają się u nas antagoniści, a nawet jeśli, to nie patrzymy na nich jak na typowych antagonistów. Wot, konflikt interesów i światopoglądów. I choćby nie wiemy co, pamiętamy postacie. Cholercia, nawet teraz bylibyśmy w stanie wymienić załogę naszego pierwszego raczej na poważnie pisanego FF-a do HP. Inna kwestia, czy załogę dało się nazwać postaciami.
Większość postaci zwykle sama się wymyśla. Realia też się same wymyślają, szkoda ino że nierównolegle do postaci i potem mamy problem z dopasowaniem świata do postaci. A to diablo ważne, bo bohaterowie opowieści muszą być dobrze skonstruowani, wszak bezpośrednio wpływają na fabułę. Jeśli hien zapamiętuje postacie z jakiejś opowieści, to znaczy, że dobre są.
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2087
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 29 maja 2011, 15:35

Od Roxanne w Megamocnym nie trafiła mi się w żadnym fandomie, którym się zainteresowałam (albo które chociaż musnęłam), żenska postać, która by mnie denerwowała (co często zdarzało się wcześniej). Dobra, troszeczkę się wkurzyłam na Daisy w Seven (minus four) Caballeros, że potraktowała trochę oschle Donalda, ale dopiero jak wczoraj obejrzałam sobie Gang młodego Olsena rządzi i zobaczyłam Valborg, to przypomniała mi ona jakie idiotki tworzą niektórzy twórcy. A do tego żal mi było tych wszystkich miłych chłopców, którzy się w niej zakochiwali.

Ogólnie wiadomo, że jak mamy dziewczynę głównego bohatera, to jest albo bez osobowości (random example - prostytutka w Łowcach niewolinków była daleko bardziej ciekawsza niż dziewczyna za którą podążał główny bohater), albo to waląca wszystkich po ryju wredna suka, albo coś jeszcze gorszego. Niektórzy uważają, że ciekawa postać żeńska = silna kobieta, ale to nieprawda. Ważne, żeby miała dobrze zarysowaną osobowość, swoją historię, aby porywała i aby nie była rozmemłana.
Ostatnio zmieniony 07 cze 2011, 09:04 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 2 razy.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 505
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 29 maja 2011, 22:21

Bo dziewczyny bohaterów zazwyczaj są napisane tylko do tej jednej roli i to jest bardzo nieprzyjemne.

Swoją drogą wczoraj znajoma stwierdziła ciekawą rzecz o moich postaciach. Otóż według niej o ile zwykły śmiertelnik ma statystyki 0, o tyle moi bohaterowie mają +2 - a bohaterki poza tym +2 dostają jeszcze dodatkowe (+1), które czyni je samowystarczalnymi, tak, że nie są zdane na męską pomoc. Czasem jednak im to (+1) znika i dziewczyna musi zostać ocalona przez faceta - po czym prędziutko swoje (+1) odzyskuje.

W sumie nie do końca się z tym zgadzam, bo po pierwsze IMHO dla kobiety wystarczyłoby zwykłe +2, żeby nie była zdana na mężczyznę. Jeśli ma takie sam poziom umiejętności jak on, to znaczy, że nie jest od niego gorsza i już na tym poziomie jest samowystarczalna.
Po drugie, dziewczyna mało moich rzeczy de facto czytała i nie zna na przykład tekstu, w którym to pani ma +2, a pan +2(+1) - i to jego dotyczy zasada "znikającej jedynki", w sumie to nawet znikających wszystkich bonusów, jako, że przez większość tekstu jest sparaliżowany i ma amnezję. Ja się raczej staram, żeby moje panie były równoprawne, a nie lepsze - i boję się, ze mi to nie wychodzi.

Teraz jestem na przykład na etapie planowania fabuły powieści i mam koszmarny dylemat: jak rozpisać pewien wątek, żeby postać żeńska, dziewczyna generalnie uzdolniona i umiejąca dokopać nie stała się Faux Action Girl? Mam zamiar skrzywdzić postać potężnie, co mi zresztą popchnie fabułę na interesujące tory, ale nie chcę, żeby się nagle okazało, że wszystkie zdolności dziewczę miało dla picu - raczej, żeby się okazało, że trafiła na silniejszych od siebie, albo że miała pecha po prostu. To ma być coś w rodzaju Worf Effect, a nie pognębienie bogu ducha winnej dziewczyny (która zresztą się po krzywdzie pozbiera i jeszcze zemści krwawo...), żeby pokazać, że kobieta jest słabsza i jest ofiarą...

Podobnie boję się, że Faux Action Girl okaże się czarna elfka z mojego Epic Sztampa Fantasy - laska, która jest zabójczynią, popełnia samobójstwo podczas oblężenia? Inna rzecz, że pozostałe panie wyjdą mocno na swoje... Dwie zostaną królowymi, jedna księżną... I tylko dziwka, która i tak na razie nie ma zastosowania fabularnego, skończy jako budrelmama XD

Inny mój problem z paniami: w tej samej historii, gdzie jest dziewczyna, którą czeka trauma, ginie całkiem sporo kobiet (przynajmniej pod względem proporcji...), zaczęłam się zastanawiać, czy nie za dużo... Aż zrezygnowałam z zabicia jednej, z przyczyn genderowych właśnie, żeby nie było, że na końcu fabuły wysokiej pozycji politycznej dochapią się sami faceci :P

Ogólnie jakoś w to +2(+1) nie wierzę, ale termin mi się spodobał ^^
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2087
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 11 cze 2011, 18:05

OK, to ja w ramach fazy na "making of" Miłości van Hoovena opowiem coś o występujących tam bohaterach. Wiele z nich było wzorowanych na postaciach, które tworzyłam w Arcanum. Kimś takim byli Winifred, Orson Stubb czy Markus Wilmut (z tym że w grze Winifred była półelfką, Markus gnomem, a Stubb półorkiem).

Najpierw powstał koncept Winifred - elfki-złodziejki, dobrej w swoim fachu i nieco twardej w obyciu (wychodzi więc, że jestem hipokrytką, wiem :mrgreen: ). Od początku też miała należeć do Rabusiów z Lasu Dolmit, których wymyśliłam sobie dawno temu i których chciałam uczynić bohaterami oddzielnej opowieści.

W każdym razie Cedrick van Hooven pojawił się później. W pewnym momencie doznałam iluminacji i pomyślałam: "Fajnie by było, gdyby niziołek się zalecał do Winifred. Tak! A ona na początku będzie go traktować z góry, ale po jakimś czasie zobaczy, że jest słodki i wymiata! Będzie władał szpadą, a przy tym będzie też szarmancki i dobrze wychowany."

Potem już z górki. Markus Wilmut jako kobieciarz, trochę comedy relief (przy czym wiem, że mi nie wyszło...), ale przede wszystkim najlepszy kumpel Cedricka (wyobrażałam sobie dla własnej rozrywki, że śpiewają razem "Kalashnikov" Bregovica). Myślałam też, że skoro Cedrick walczy szpadą, a Winifred bije się jak Chuck Norris, to bronią Markusa będzie spluwa. I choć kilka razy wspominam, że doktor ma przy sobie pistolet, nigdy jednak nie znalazłam sceny, w której chciałabym, aby go użył.

Orson Stubb majaczył mi gdzieś w łepetynie, ale chyba dopiero w rozdziale z bankietem u Guldenów postanowiłam ostatecznie, że będzie taki jaki jest - idealista, półogr, polityk, który chce zmienić los uciskanych ras tworząc własną partię, do której zaprasza również Cedricka. Random facts: 1) Nazwisko "Stubb" wzięło się od jednego z oficerów w Moby Dicku; 2) W drugim bądź trzecim tomie (które ostatecznie nie powstały) miało się okazać, że to on doniósł na Cedricka, bo potrzebował męczennika. Ale ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu, więc to nie spoiler :mrgreen: .
Ostatnio zmieniony 11 cze 2011, 20:15 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 3 razy.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 505
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 11 cze 2011, 19:37

Oooo, a ja myślałam, że Cedric był pierwszy ^^ Ale fajny patent najpierw stworzyć pana jako love interest dla jakiejś panny, a potem... oddać mu lwią część fabuły :) Cedric wyrósł ponad bycie love interestem.
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2087
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 11 cze 2011, 19:54

An-Nah pisze:Ale fajny patent najpierw stworzyć pana jako love interest dla jakiejś panny, a potem... oddać mu lwią część fabuły :) Cedric wyrósł ponad bycie love interestem.

W zasadzie od momentu iluminacji moja wyobraźnia generowała sceny głównie z nim. Było tam o wiele więcej pojedynków i odrzuceń ze strony Winifred, ale był też pewien zarys sceny pod księżycem, ale z elementami reptrospekcji. (Kurde, tak zmodyfikowałam tę scenę, że teraz w ogóle nie przypomina pierwotnego zamysłu).

Natomiast faktem jest, że to na początku miała być tylko całkiem lekka, łatwa i przyjemna lektura o miłości niziołka do elfki. Dopiero po paru momentach w grze Arcanum typu: "Wynoś się stąd. Nie chcemy tu takich jak ty." Pojaiwł się wątek rasizmu.

Czy masz jakieś pytanko odnośnie innych postaci? Bo właśnie weszłam w "tryb wywiadowy".
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 505
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 27 cze 2011, 21:46

W odpowiedzi na pytanie Meg, czyli jak to z postaciami w "Jeńcach" było ^^

Należy zacząć od tego, jak w ogóle się ta historia zaczęła i czym miała być, bo miała być czym innym. Studiowałam germanistykę, nudziłam się jak nie wiem, zwłaszcza na wykładach z literatury - prowadzący był koszmarny wręcz. Dodatkowo czytałam "Eragona" i aż mną rzucało od bezpłciowości i nijakości postaci i schematyczności fabuły. Dodatkowo naoglądałam się mniej i bardziej erotycznych grafik przedstawiających rozmaite "damsels in distresses"... i przyśniła mi się erotyzująca historyjka porwanej elfiej księżniczki w niewoli jakiegoś mrocznego lorda... Rankiem zaczęłam pisać, dodając elementy humorystyczne (Czarna Wieża jest czarna bo się ubrudziła, to nic, wyczyści się ją). Jednym słowem: miało być humorystyczne opowiadanko o tym, że nie taki władca ciemności straszny, jak go malują, a długowieczne elfki potrzebują odmiany w życiu erotycznym.

Jak widać historia troszkę od pierwotnego zamiaru odbiegła.

Arthan zaczął bliżej tego, jak postrzega go Elaria: jako anonimowy morderca księcia, a przy tym rzeczywiście gwałciciel. Miał odciągnąć równie anonimową elfkę na bok w celach wiadomych. Tyle.
A potem pojawiła mi się w głowie scena z ową elfką tłumaczącą księżniczce, że nie jest jej źle i zmuszona byłam całą sytuację przemyśleć, nadać tej anonimowej pierwotnie dwójce imiona i zastanowić się, jak to naprawdę wygląda.
Po pierwsze, trzeba było pół-orka skonstruować tak, żeby rzeczywiście był dla elfki dobry. Okazało się, że typ może i jest agresywny, ale gwałcicielem nie jest - pytanie, czemu, w końcu naćpany adrenaliną żołnierz na wojnie jeśli ma pod ręką bezbronną kobietę, skorzysta z okazji... Pytanie, czemu ten nie skorzystał - no i wyszedł mi pomysł z traumą z dzieciństwa (pierwotna wersja zakładała traumę drastyczniejszą, ale było to zbyt przerysowane, więc zrezygnowałam). Skąd wziął się specyficzny sposób mówienia - nie wiem, jakoś tak sam wyszedł ^^
Saliyę właściwie dopracowałam dopiero teraz. To znaczy, na początku była totalnie random elfką bez właściwości. Nawet nie szczególnie ładną, a jedne, co ją odróżniało od tłumu, było upodobanie do ostrego seksu :P Potem napisałam "Rękę Iel" i wyszło, że się dziewczyna sporo szlajała po lasach - efektem było stwierdzenie, że posiada typowo elfią biegłość w łuku i że brała aktywny udział w walkach (i zaznaczyłam to, przerabiając teraz początek). A to, że jest koszmarnie głupie dziewczę z niej to... niedawne odkrycie, ale bez spoilerów :P

Anyway, tak polubiłam te dwójkę, że niepostrzeżenie przesunął mi się na nich środek ciężkości i z czegoś, co miało być pierwotnie wątkiem pobocznym, zrobiła się podstawa dla pozostałych wątków.

Reszta? Elaria nie odbiega wiele od początkowej wersji, choć wyparowała gdzieś jej seksualna nuda (pewnie mniej-więcej w tym momencie, kiedy zrezygnowałam z parowania jej z Władcą Ciemności) - jest głupią, uprzedzoną, małostkową suką, nie widzącą dalej niż czubek własnego nosa. W sumie - najbardziej płaska postać w historii (nie licząc Jaerella, który nie chce objawić mi cech charakteru czyniących z niego coś więcej, niż sadystycznego rasistę).

Rijesh... Mam wrażenie, że ma własny rozum i myśli niezależnie ode mnie. Mam takie postaci - zazwyczaj są najinteligentniejszymi postaciami w historii, największymi sukinsynami i wychodzą na swoje, a Rijesh nie jest wyjątkiem. Zachowuje się, jakby przeczytał wszystkie moje książki (zwłaszcza klasykę fantasy i książki religioznawcze) i całe TvTropes. Sam się stworzył. Najmniej nad nim kombinowałam. Nadal nie chce podać szczegółów swojego pochodzenia.
I jest ewenementem wśród moich postaci: jest jedyną postacią jaką stworzyłam która jest kompletnie aseksualna. Nie z żadnych traum czy kompleksów, a z orientacji. Chyba po to, żeby wynagrodzić jakoś brak homo- i biseksualistów w tej historii (choć nie w świecie...)

Inne postaci? K'Nai sama się zjawiła, wiele nad nią nie myślałam, choć ma jeszcze do opracowania historię tego, jak związała się z Rijeshem. Przyjaciele Arthana (Gaspar, Nurzhan i Serik) doprecyzowują się pomału, podobnie jak inne postaci, które powołała do życia konieczność. Wielki miałam zgryz z Faolienem (się jeszcze pojawi i odegra ważną rolę), który początkowo był równie płaski, jak siostra: teraz się rozwija ładnie :)
No i żal mi Lilli, która się nie pojawi, bo mi w fabule nie jest do niczego potrzebna, a która powstała, kiedy się zastanawiałam, jak wyglądały wcześniejsze związki Arthana.

A poza tym jak zawsze stwierdzam, że lubię moje "potomstwo". Tylko nie wiem, czy bardziej Arthana, czy Rijesha...
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2087
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 06 lip 2011, 18:57

Ostatnio mam problem z doktorem Wilmutem.

Orcio zwrócił mi w recce uwagę na to, że otoczenie jakoś za bardzo zaakceptowało związek niziołka i elfki, postanowiłam zrobić Markusa bardziej w stylu: "Nie mam nic przeciwko tobie, Winifred, ale ty i Cedrick nie macie szans, bo społeczeństwo was napiętnuje." Doszłam już do ósmego rozdziału i doszłam do wniosku, że Markus stracił nieco ikry i sympatyczności. Właściwie to mógłby ich zaakceptować. Facet jest, kurde, abolicjonistą.

Poza tym wzięła m się wreszcie za spinoff opowiadający o dziejach doktora między szóśtym a ósmym rozdziałem. W tym opowiadaniu chciałam zawrzeć te wszystkie rzeczy, które dotyczyły Wilmuta i umknęły mi w samej "MvH", ale się zacięłam.
Ostatnio zmieniony 06 lip 2011, 23:29 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 1 raz.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 505
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 06 lip 2011, 22:54

Myślę, że nie chodzi o to, żeby przestali ich akceptować najbliżsi, ale reszta świata. Właśnie o to piętnujące społeczeństwo chodzi, o jakieś zachowania postaci nawet i epizodycznych pokazujących, z jaką niechęcią spotyka się międzyrasowy związek.
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate


Wróć do „Rozmowy o twórczości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość