Kwiatki, smaczki i grafomania

Tutaj piszemy o wszystkim co z fanfikami związane, szukamy beta readerów, prosimy o porady, prezentujemy swoje przemyślenia.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2027
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 15 kwie 2013, 19:53

Ja przeczytałam co najmniej półtora rozdziału. Dialog między matką a bohaterem mnie zmiażdżył.

- Synu, gdzie ty się znowu wybierasz, jest 23:00 w nocy, na ulicach teraz same zło!

- Nigdzie mamo, idę się tylko odlać i zaraz wracam. – Jako że nie umiał kłamać matka od razu zaczaiła, że coś jest nie tak.

- Masz przecież w domu łazienkę, po co wychodzisz tam, ryzykujesz?

- Ale ja nie tylko chciałem się odlać, e… chce pooglądać gwiazdy. – Bezmyślny Tommy pieprzył to, co mu na język ślina przyniosła…

- Synu! Cały dzień pada, nie ma nawet jednej luki w chmurach!

W końcu Tommy wybuchł:

- Dobra, stara nie dobijaj mnie idę się przewietrzyć.

- Młody człowieku, kultury trochę!

- Nara mamusiu! – Spojrzał na nią krzywym wzrokiem i pod nosem wymamrotał coś typu – „Ciekawskie starocie”. Ona, chociaż to usłyszała puściła to bez komentarza zrobiło jej się jedynie przykro, że ma tak wulgarnego syna w stosunku do rodzica.

- Cóż… – Powiedziała – rób, co masz robić.


Nudno robi się w momencie, kiedy ten stary proponuje mu robotę.

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 18 kwie 2013, 21:12

*patrzy w górę* ... Łał... Moje kwiatki bledną przy tych kwiatkach...
Co do "moich"... Tak się zbieram i zbieram i zebrać nie mogę, aby stworzyć kompilację kwiatków z książek z serii Vampire Hunter D (btw, Hermi, jeśli naprawdę byś chciała to przeczytać, to tylko wcześniejsze tomy, bo później robi się tam kwietna łączka)
Właściwie dalej się nie zebrałam, ale... W sumie kto powiedział, że posty w tym temacie muszą być długie i pełne cytatów ;P Poniższe to dwa skrajne przypadki, na które aż się musiałam poskarżyć na priva Astroni i jeden, o którym chyba nie wspominałam, ale był tak głupi, że aż postanowiłam, że tę część świata przedstawionego po prostu zignoruję.

Wampirzych Kwiatków odcinek pierwszy: "Gdybym miał gitarę..."

Niezłomna logika jednego ze schwarzcharakterów:
"We've long since figured out what you're up to. I'm an assassin sent to slay you. Normally, I'd have waited until the Time-Bewitching Incense was completed, but I happened to see you when you came into the village."
A mysterious emotion resided in the woman's eyes. Perhaps it was grief—or passion.
She continued, "You were simply too gorgeous. My heart threatened to burn down to nothing when I saw your handsome features. But that will prove to be your misfortune. Any man capable of inspiring love in me would surely attract other women
as well. And if you're truly a man, you're bound to capitalize on that. Alas, that I couldn't bear. Still, I can't help but picture it. Laugh at me if you like, D. But I would rather do away with you than have you love any other woman. Here and now, without waiting for you to get the Time-Bewitching Incense."

Tak mi się to przypomniało:
link

Udajmy, że tego nie przeczytałam, czyli najdurniejszy fragment wywodu o tym, co z niezidentyfikowanymi zwłokami na Rubieży czynią:
In addition, a guitar made from a carved pelvic bone and hollowed-out vertebrae, and strung with tough intestinal material by a veteran tuner, would make absolutely exquisite music.

Tia, chyba elektryczna.

Na koniec kwiatek nad kwiatki, czyli kwintesencja Gary'ego Stue (a także powód, dla którego nie należy ruszać tomów z "naście" w numerze):
As soon as they noticed D, two of them let out screams and fell to the ground, while the rest clung to the closest post or beam for dear life. The reason their compatriots had fallen was obvious: D's good looks had robbed them of their souls. The other three soon ran over to pick those two up, and luckily they'd landed on their asses and were okay.

Złota malina dla tłumacza za "asses" w narracji.
OC-holic

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 19 kwie 2013, 09:38

O, Natka, zdecydowałaś się :D

Jak dla mnie ostatni wciąż na prowadzeniu - po prostu obraz szczerej miłości i fascynacji jednego mężczyzny (autora) drugim mężczyzną (główny bohater). Oklaski!
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 10 maja 2013, 19:49

Oferta pracy... żeby było śmieszniej bezpłatnej.
Gwarantujemy pracę w młodym, dynamicznym zespole i zdobycie wiedzy, która pomorze w znalezieniu pracy w branży logistyczne. 
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 10 maja 2013, 22:59

To jak już lecimy oferty pracy, ja wam zapodam genialną.
Witam
Firma poszukuje osoby która sie podejmnie jednej osoby nauki jezyka angielskiego w jeden miesiac do plynnej konwersacji.
Obrazek

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 11 maja 2013, 12:43

Powinni szukać raczej kogoś z podstawową znajomością języka polskiego.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr

Nie będę także jak ocean bez fal

Nie będę się bała upadać by wstać

Być światłem wschodzącego dnia

Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2027
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 13 lip 2013, 22:12

Wild Mass Guessing potrafi zaskoczyć, jeśli chodzi o pisownię.
If Moist and Wade are not the same person it would have to if Moist would side with Billy over Captain Hammer, and Penny actually was able to have her doupts and might have only bean dating him for simular reasons to why she started dating that one guy in her comic.

Awatar użytkownika
CyfrowyFaszysta
zbanowany
Posty: 372
Rejestracja: 22 wrz 2011, 03:48
Lokalizacja: Republika Okrągłego Stołu
Kontaktowanie:

Postautor: CyfrowyFaszysta » 15 lip 2013, 14:04

Vampircia pisze:Firma poszukuje osoby która sie podejmnie jednej osoby nauki jezyka angielskiego w jeden miesiac do plynnej konwersacji.

Podjąłbym. Gdyby, oczywiście, nie płacili za rezultat, a za sam fakt podjęcia próby. :mrgreen:

Chciałbym też zauważyć, że niemal każdy "zespół" jest młody i dynamiczny, a w rzeczywistości to różnie wygląda. Zwłaszcza z tą dynamicznością, cokolwiek autor ma przez to na myśli.
Obrazek
Taki właśnie, brutalnie rzecz ujmując, mamy przed sobą wybór -- albo być patriotą, albo idiotą. Kto nie jest jednym, jest siłą rzeczy drugim.

Awatar użytkownika
kociara81
moderator
Posty: 357
Rejestracja: 17 lut 2012, 22:32
Lokalizacja: Carrotus
Kontaktowanie:

Postautor: kociara81 » 25 sie 2013, 20:26

A dzisiejszą ofiarą jest Plot o Vani! FF który pisałam który zaczęłam pisać w szóstej klasie a skończyłam w gimnazjum. Był to jedyny ff który napisałam do końca. Lecz do dziś zachowała się tylko jego połowa. Fanfik jest do fandomu Neopets.

Poznając lekko postać Kiitny, poznacie jakoby korzenie Cyfrazy.

Otóż czym był inspirowany. Otóż pokażę wam timeline roku na neopets w którym to tworzyłam:

http://www.jellyneo.net/?go=museum_timeline_year10

Jak można zgadnąć tak inspirowałam się plotem The Return of Dr. Sloth:

http://www.jellyneo.net/?go=plotsummary_trods
http://www.neopets.com/space/ros/comic.phtml?chapter=1

Oraz grą Neoquest II

Inne postaci zwłaszcza bohaterowie są to w 90% byli członkowie neopetsowej guild o nazwie Polska Przystań.

To tyle historycznych uwag.

Zostawiłam oryginalny zapis, bez żadnych poprawek. By móc nacieszyć się tym w pełni.

Kitina prosi Sprzeciw (raczej powinnam to przetłumaczyć jako Powstańcy), aby przekazała sprawę jej grupie (NHG - Neopian Hackers Grup) (popatrzcie jak niesamowicie długo trwają te negocjacje)

Druga wideokonferecja:

- Siemasz Gorix

- Witam szanowną Kitine

- Sprawe porwania Vanilienne przejmuje sprzeciw i mu osobiście ją uwolnimy

- Noe róbcie mi tego. Ja chce ją osobiście uratować i koniec. Możecie mi tą sprawę przekazać Neopian Hacker Grup

- Da się to zrobić. Jesteś pewna na 100%

- Oczywiście

- Sprawa należny do Neopian Hacker Grup

- Wielkie dzięki

- Cya

- Do zobaczenia



Kitina MS? (Update: Mała ciekawostka. W jednym z następnym rozdziałów jest moja notatka która wspomina aby ten fragment wywalić)

Wideokonferecja

- Dzieńdobry Rohane

- Dzieńdobry. Kim jesteś?

- Jak widzę to mnie nie kojarzysz. Jestem Kitina Alkali przywódczyni Neopian Hacker Grup ,najlepszy Hacker w Neopi.


Update: Źle rozumiałam ten fragment. Jest to zwyczajna rozmowa Kitiny i reszty porwanych (Ach ten brak didaskaliów. Mój stary grzech który ciągle popełniam w bardzo wczesnych fazach tworzenia teraźniejszych opowiadań)

Tajne laboratorium Slotha

Sloth przywozi do swojego laboratorium swoją nową zdobycz jaką jest Kitina , Misek i Sześka. Wrzuca ich do jakiegoś ciemnego
i ciasnego pokoju

- Zaraz sobie pogadamy. A teraz naciesz się towarzystwem, sowich współpracowników bo niedługo zginiesz. Muhahaha!

- Wredy jesteś to wiem. Ale że nie asz tak. zaraz ze strachu zesikam się w majtki. I tak tak czy siak spotka Cię zasłużona kara

- A nie bądź taka pyskata niby wielka hackerka. I tak czy tego chcesz czy nie, nie uciekniesz mi tu. Muhahaha!

Wychodzi Sloth i zamyka za sobą drzwi.

- I co teraz poczniemy. I jak uratujemy Vani. Co będzie z Polska Przystanią bez nas.

- Uspokójmy się. Przygotowujmy plan

Zaczyna coś pikać. To neofon Kitiny (coś podobnego do zegarka na rękę, coś w stylu komórki na ręce, ma wiele funkcji , długo by je tu wymieniać, Widzeliście pewnie go w Petpet Park mini plot i The Return of Dr. Sloth plot) Nigdy z nim się nie roztaje.

- A co tak ci pika w tym czymś

- To nie takie zwykłe coś tylko neofon najnowszej generacji. Mam Vani na oku. Jest w miasteczku Slothia. Sloth już jest martwy! Ustawił jej poziom InSaNe.

- I co zamierzasz zrobić

- Ułatwię jej grę paroma małymi trikami. W końcu to mój program i to ja decyduje jaki ma być. Tylko Sloth musiał mi go ukraść i po edytować go bez mojej zgody.

- A jak się uwolnimy?

- To pokaże nam czas


Vani , Neoquest III i tricki Kitiny

NeoQuest III

Vani po odpoczynku zamierza ponownie pooglądać okolice. Wychodzi a ją atakuje... gigantyczna kostka mlecznej czekolady! Ta ją unieruchamia i zjada w całości.

Myśli Vani:

Jakim cudem zamiast wilkołaków i pain lupe atakuje mnie gigantyczna kostka czekolady? A już wiem. To sprawka Kitiny! Wielkie dzięki Kitina! A ta kostka czekolady była mmmmm... *oblizuje usta* przepyszna.

Potem atakują ją paczka gum do żucia, lizaki ,cukierki, torty, ciastka ogólnie pełno tego. I zabijając je wszystkie dostała 10 leveli i 800 expa.

Jak widać drobne triki Kitiny ułatwiły grę Vani. I miała przy okazji wyżerkę. Ta cała zmęczona znowu wraca do miasteczka Slothia i idzie się wyspać bo wielkiej uczcie aby mieć siłę na następną.


Przesłuchanie Kitiny

Tajne laboratorium Slotha

Drzwi od pokoju w którym przebywa Kitina i jej przyjaciele ponownie się otwierają.

- Szefie kogo mam z nich zwiać?

- Ylano zaczniemy od tej wrednej hackerki. A reszta na deser

- Tak jest szefie

Ylana zakłada Kitinie na głowę worek i zabiera tam gdzie przebywa Vani (raczej jej ciało bo umysł jest w NeoQuestcie) Umieszczą ją w takim samym krześle co Vani i obok są jeszcze 2 wolne. Przywiązali ją do tego krzesła i energicznie zdjęli jej worek. Zaczyna się przesłuchanie

- Po co wogule przyszłaś ratować tą Kougrę?

- Bo jest moją najlepszą przyjaciółką baranie.

- Proszę nie obrażać bo inaczej tortury.

- Gówno mi to zrobi.

- Wredna jesteś. No to kolejne pytanie. Powiedz nam wszystko o Neopian Hacker Grup i o Neoquescie.

- Poproszę o kolejny zestaw pytań.

- Ostra jesteś. Mów bo inaczej tortuty

- Phi. I tak nic nie powiem

- Może ostatecznie do NeoQuesta szefie

- Ale to za chwilę

- Mów bo inaczej po tobie

- Róbta co chceta , i nie mam już ochoty patrzeć na ten twój obrzydliwy ryj

- Wrr.. :evil: . Dawaj ją do NeoQuesta bo mam już jej dosyć.

- Już się robi szefie.

Zakłada na jej głowę kask i klika jeden z guzików. I kiedy prawie już była w NeoQuestcie
wypowiedziała te obstanie słowa "Ej debilu to była najgorsza decyzja w twoim życiu. Aż taki głupi jesteś że nie wiesz kto to wymyślił NeoQuesta tępa pało".

To prawda. Sloth i wszyscy Neopianie oprócz Polskiej Przystani i Neopian Hacker Grup nie wie kto stworzył tak potężne narzędzie hackerskie jakim jest NeoQuest.

Podobny los spotkał Miska i Szeskę. Wszyscy trzej są już w NeoQuestcie.


Kiitna grzebiąca w komputerze Slotha

NeoQuest III

Virtupets

Kitina wychodzi z swojego domu. Myśli gdzie pójść aby dorwać pliki i foldery Slotha. Po paru minutach myślenia znalazła co szukała , wejście do prywatnych folderów i plików. Zaczyna wszystko przeszukiwać. Najpierw znalazła jego autoportrety w Poitex według jego najpiękniejsze ale wygląda jakby to rysował pięciolatek (Poitex to neopiański odpowiednik Painta). Potem jego wiersze wychwalające jego wielkość w Exleto (Excel) jakimś cudem w nim napisanym. I w końcu to na co czekała. Jego tajne projekty. Wyjmuję pierwszy a tu wyskakuje Trojan Q3. Dała z nim szybko radę. Potem kolejny projekt i kolejny... I trafiła na coś bardzo ciekawego. wyjmuję i pojawia się prezentacja multimedialna.

Prezentacja multimedialna:

Te wiadomości są ściśle tajne i nie powinny trafić w niepowołane ręce. Prezentacja by Dr. Frank Sloth.

Pojawia się nagłówek "Jak ja zdobędę Neopie"

Pierwszy slajd pozuje plan porwania Vani i porwania Miśka , Sześki i samej Kitiny.

Drugi slajd pokazuje co zrobi z nimi.

Trzeci slajd pokazuje plan zniszczenia Neopian Hacker Grup i Sprzeciwu (postawiania zrobić dla ich śmiertelną pułapkę)

Czwarty czyli ostatni pokazuje co zrobi gdy zdobędzie Neopię. (straszne to rzeczy aby was aby nie spowodować zwału serca nie postanawiam tego napisać)

Koniec slajdu


Ostania zachowana scena

Neopia

Krawk Island

Pod wodą

Wszyscy myślą jak dostać się do Tajnego Laboratorium Slotha.

- No dobra ale jak tam się dostaniemy?

- Połowa z nas popłynie do środka. Reszta będzie pilnować

- A kto będzie ta połową?

- Ja Magles, Goferek, Yuviel i Lisa

- A kto będzie pilnować?

- Motorbreath i Sekatorek

- Dlaczego my?

- Bo tak będzie najlepiej

- No to wchodzimy

Wszyscy podpływają do Tajnego Laboratorium Slotha. Wchodzą do środka.
Jak wiecie Sekatorek i Motorbreath stoją na straży. Reszta poszła szukać wszystkich porwanych przez Slotha. Gofer i Magles znajduje się w kuchni. Yuviel i Lisa w tym pomieszczeniu gdzie znajdują się wszyscy uwięzieni.

- Widzę ich

- Co on im uczynił

- Na szczęście uwięził ich w pirackiej wersji NeoQuetsa III

- I jak ich stąd uwolnimy?

- Musimy sami wejść do NeoQuetsa III

Sekatorek i Motorbreath zauważają klona Slotha. Ci zaczynają wołać na alarm. Gofer i Magles chowają się gdzieś w szafce kuchennej. Gdy Lisa i Yuviel chciały uciekać nagle drzwi się zamknęły. Nie mogły już wyjść. Sekatorek i Motorbreath chowają gdzie się da. Wchodzi Sloth do Lisy i Yuviel.

- No to mamy szczury w naszej bazie. Trzeba ich się pozbyć. Muhahahaha!

Ten ich przywiązuje do krzesła , zakłada im kask i lecą do NeoQuesta III

- Teraz mi nikt nie przeszkodzi

Zaniepokojona reszta Polskiej Przystani zaczyna po cichu płakać. Czy będzie nadzieja że im uda się uwolnić. Może, może im się uda. W końcu dobro musi wygrać. Tyle ich tragedii spotkało w jednym czasie. Musi się los poprawić


Resztę znam niestety na pamięć. Więc w każdej chwili mogę odtworzyć ten okropny ff.

I tak wyglądała twórczość Kociary w bardzo wczesnej fazie pisania.

Update: Dziwie się że ludzie lubili to czytać. I że im się to podobało. Lecz mimo to mam miłe wspomnienia z tym tekstem. W innym pliku gdzieś czeka pierwsza część kontynuacji Plotu o Vani. Było wiele konceptów do stworzenia kolejnych przygód NHG i Kitiny, ale jak wspominałam po jakimś czasie były one wywalone.

To życzymy miłego czytania.
Ostatnio zmieniony 25 sie 2013, 23:11 przez kociara81, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 25 sie 2013, 22:12

Przyznam szczerze, zastanawiałam się czy nie założyć oddzielnego tematu o analizie własnych "dzieł zakazanych", ale stwierdziłam, że w sumie po co. Tutaj również mogę zmierzyć się z dawnymi demonami.

Zatem zapraszam. Oto analiza jednego z moich pierwszych fików ever made. Stawiłam temu czoła po jedenastu latach. Chwytajcie popcorn i jedziemy.

tytuł dzieła zakazanego: Królowie i królowe wszechświata (bo mi się z piosenką Queen kojarzyło)
fandom: Dragon Ball Z / Star Trek / i dużo zrzyn z innych rzeczy
data produkcji: czasy neandertalskie, czyli rok 2002
popełnione grzechy: skrajny marysuizm, błędy logiczne, gramatyczne i ortograficzne, OOC i wiele innych

Najpierw parę słów o fabule tego cuda. Generalnie chodzi o to, że vulcańska księżniczka poznaje sajańskiego księcia. Bo musicie wiedzieć, że w czasach neandertalskich wszystkie fanki DBZ piszące fanfiki marysuizowały się z sajańskim księciem. To było obligatoryjne. Oczywiście vulcańska księżniczka jest koksem i się poświęca dla dobra swego rodu, bo się przyjmuje do armii Frezera w zamian za pomoc w odzyskaniu władzy przez jej ojca. I chuj, że zawsze byłą prawą i szlachetną osobą, a teraz nagle musi robić czystki etnicznie. Nie ma z tym specjalnego problemu, bo przecież jest koksem. Ale pomińmy to na razie i przyjrzyjmy się smaczkom:

Temperatura wynosiła tylko 38st.C więc było w miarę przyjemnie.

Tylko frajerzy piszą liczby słownie i nie używają skrótów.

Będziemy rosnąć w potęgę, aż wreszcie ci do bólu logiczni sztywniacy nam ustąpić.

A jak już nam ustąpić to my coś zjeść.

Słyszałam, że ten tyran Frezer znowu
zniszczył jakąś planetę.
- że co? - spytała Ti Pring niedosłyszawszy.
- No Frezer! Ten tyran.

To się nazywa rozmowa na poziomie. Aha, imiona też są zerżnięte z czego się tylko da.

Ty przez tez czas przygotuj moją najleprzą szatę

W czasach neandertalskich tylko nieliczni umieli korzystać z worda czy słownika.

Na ekranie ukazał się zielony obcy w dziwnej zbroi.

To jest wbrew pozorom bardzo dobry opis. Oszczędny, zgrabny. Bo taka właśnie była ta zbroja. Dziwna.

- Co prawda masz szpiczaste uszy, ale pierwszy raz widzę jasnowłosego
Vulcana.

Czy ten fanfik jest napisany przez Ziemiana?

Mój ojciec jest, a w zasadzie był, królem Vulcana. Poleciał kiedyś z tajną misją na Ziemię. Tam poznał moją matkę.

No co, oryginalne. W Star Treku tak nigdy nie było.

Miała dziwne wrażenie, że wszyscy się na nią gapią. Często też gdy przechodziła ludzie wpadali na ściany.

Zakładam, że to przez jej powalającą urodę.

I po chwili już wiedziała. Przed minutą rozmawiała z księciem Sajan.

OMFG!!! <3 :D Orgazm!

Problem polegał na tym, że przedmioty nauki były okropne. Rozwalanie planet?

No ale trudno, takie życie. Lepsze to niż biologia czy historia.

Fuo ho konu gep Vegeta. Kvas ha nootu.

Ale skąd znasz sajańskie pozdrowienie królewskie?

A teraz już z całą powagą... to ja znam sajańskie pozdrowienie królewskie :shock: ? Serio, nie pamiętam skąd to wytrzasnęłam. Znając siebie, to pewnie zerżnęłam z jakiegoś klingońskiego czy coś. W sumie Klingonie, Sajanie... mała różnica, jak tak na to spojrzeć.

Vegeta się zaczerwienił

Bo dobre OOC musi być. Później jest gorsze, ale daruję wam tego strasznego obrazu.

Ale nie chodziło tylko o oczy, cała jej twarz była niebywale piękna. Niewinna i tajemnicza zarazem.

No shit! Szkoda, że jeszcze nie miała wielobarwnych włosów.

Jednak w ostatniej chwili przybiegła straż i potraktowała go paralizatorem

Co tam, że umiał zniszczyć całą planetę. Nikt nie zadziera z paralizatorem, nawet Chuck Norris.

- Hej, Varzywo!!! – krzyknęła najgłośniej jak umiała.

Okej, ten tekst akurat się udał.

Ubiłam jednego z tych nędzników

Pikuś. Zawsze byłam grzeczną dziewczynką, ale raz się żyje.

Mam wrażenie, że to wczorajsze zlanie jaźni wpłynęło na moją psychikę. Odczuwam w sobie agresję, której wcześniej nie było.

No dobra, to mnie zaskoczyło. Nie sądziłam, że to poprzednie będzie jakoś wytłumaczone.

A teraz uwaga. Na pewno chcecie wiedzieć w jakich okolicznościach zrobili "to". No bo "to" musi być, nie? I musi być też oryginalnie. Zatem zaczyna to się tak:
Ti Pring władowała pocisk energetyczny w głąb globu. Trysnęła lawa, las zaczęły zajmować płomienie. Słychać było jak podłoże pęka
Oddalili się na bezpieczną odległość.

A resztę pozostawiam waszej wyobraźni. Bezpieczna odległość. Hehe.

Oddaliła się trochę na bok.

A ja myślałam, że w dół.

- Ty głupcze. – powiedziała z pogardą – Jestem lojalną podwładną Frezera.

Ale mu powiedziała <diaboliczny śmiech>.

- Niech no spojrzę na ciebie, kochanie. – Sybok położył jej dłonie na naramiennikach – Nic się nie zmieniłaś. No, powiedzmy, że jesteś bardziej wysportowana. W końcu to już 4 lata.

Nie no, chuj że robisz gorsze rzeczy niż Hitler czy Goauldowie. Wszystko jest cacy. Nic się nie zmieniło. A Frezio to spoko koleś. Chlaliśmy razem romulańskie piwo w ogólniaku.

Kto wie? Może gdyby planeta Vegeta nie została zniszczona, zupełnie inaczej potoczyłyby się twoje losy? – powiedział patrząc w dal. Następnie przeniósł wzrok na Ti Pring – To byli potężni sojusznicy. Potężni. Wiele mogliśmy sobie nawzajem pomóc. Ale los chciał inaczej. – zamilkł.

Zastanawia mnie czemu tak mądrzy i logiczni Vulcanie kumplowali się z bandą neandertalczyków, którzy zamieniają się w wielkie małpy przy pełni księżyca.

Ti Pring zdawała się być wesoła, ale w głębi duszy myślała nad tym jak tragicznie musieli skończyć poprzedni właściciele naszyjnika.

Czystki etniczne są okej i fajnie się niszczy zamieszkane planety, ale komuś tutaj stało się ziazi i to już nie jest okej.

A teraz będzie coś mega. Behold:
W końcu stwierdziła, że odrobina muzyki może ukoić jej nerwy, więc wyciągnęła instrument strunowy, który dostała niegdyś od ojca. Zaczęła na nim grać śpiewając:

Zapachniało powiewem jesieni.
Z wiatrem zimnym uleciał słów sens.
Tak być musi.
Niczego nie mogą już zmienić
Brylanty na końcach twych rzęs.

Tam gdzie mieszkasz już biało od śniegu.
Szklą się lodem jeziora i błota.
Tak być musi.
Już zmienić nie może niczego
Zaczajona w twych oczach tęsknota.

Wróci wiosna. Deszcz spłynie na drogi.
Ciepłem słońca serca się ogrzeją.
Tak być musi.
Bo ciągle tli się w nas ogień.
Wieczny ogień, który jest nadzieją.

Ta piosenka... brzmi znajomo. Czyżby? Tak, to jest piosenka z "Wiedźmina".

- Piękną kulturę muszą mieć na tej Ziemi. Szkoda, że czeka ją taki los.
- Co przez to rozumiesz? – zaniepokoiła się Ti Pring.
- No jak to? To ty nie wiesz? – zdumiała się Anola – Przecież Vegeta z Nappą mają wyruszyć dzisiaj na jej podbój.

I w tym jednym miejscu muszę sobie przyklasnąć, bo przynajmniej udało mi się ładnie zazębić fika z fabułą oryginału.

To były krwawe igrzyska, a ona miała być ofiarą. Sprytny sposób na pozbycie się niepożądanej osoby.

Oryginalne jak sto pięćdziesiąt, no i Frezer musiał wymyślić jakiś cwany sposób na pozbycie się niepożądanej osoby, bo jakby ją po prostu zabił, to jeszcze policja by go znalazła i co wtedy?

Normalnie Ti Pring wykorzystuje jakieś 10% swojego mózgu.

Czyli 10 razy więcej niż Sajanie.

Ptak może pokochać rybę, ale gdzie oni zbudują wspólny dom?

Rada: jak chcesz dodać jakiś mądry tekst, a nie masz pomysłu, to zerżnij tekst z filmu. W tym przypadku ze "Skrzypka na dachu".

A teraz przygotujecie się na wielki finał. Epilog miażdży dupę, ale sama końcówka... Musicie to zobaczyć! Jest powalająca. Gotowi? Tadam:
- Wiesz Trunks. Myślę, że to początek wspaniałej znajomości. – i poszli tak razem w kierunku wschodzącego Księżyca.

The end:D

Podsumowując, z perspektywy czasu uważam, że ten fanfik nie jest tragiczny. O dziwo wtedy się ludziom podobał. Pomysł sam w sobie nawet dzisiaj wydaje mi się całkiem niezły, zwłaszcza to wpasowanie się w oryginał i wypełnienie luki, ale samo wykonanie... No cóż, widać że nie miała pojęcia o pisaniu. Błędów jest masa, ale w gruncie rzeczy, sądziłam, że zrobi to na mnie gorsze wrażenie. Może wkrótce wezmę na warsztat jakieś inne swoje starocie :-D
Obrazek

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 26 sie 2013, 22:20

Vampircia pisze:Zatem zapraszam. Oto analiza jednego z moich pierwszych fików ever made. Stawiłam temu czoła po jedenastu latach. Chwytajcie popcorn i jedziemy.

Cieszę się, że udało ci się odważyć - twarda jesteś.

Miała dziwne wrażenie, że wszyscy się na nią gapią. Często też gdy przechodziła ludzie wpadali na ściany.

Poprzednie niezłe, ale to już było śliczne. I pomyśleć, że ty to kiedyś pisałaś na poważnie, jak ja bym się poważnie zastanawiała przed wklejeniem tego do komedii.

Problem polegał na tym, że przedmioty nauki były okropne. Rozwalanie planet?

Może to w ramach zajęć z geologii?

Vampircia pisze:
Vegeta się zaczerwienił

Bo dobre OOC musi być. Później jest gorsze, ale daruję wam tego strasznego obrazu.

Ale jak to :< Dzidzia chce o-o-ceeee!!!

- Hej, Varzywo!!! – krzyknęła najgłośniej jak umiała.

<zawija się na łóżku i po namyśle nakrywa nogami> Varzywo! XD Znaczy: rozumiem, że to do Vegety było? Ale to V naprawdę musiało zabrzmieć złowieszczo.

Vampircia pisze:
Ti Pring zdawała się być wesoła, ale w głębi duszy myślała nad tym jak tragicznie musieli skończyć poprzedni właściciele naszyjnika.

Czystki etniczne są okej i fajnie się niszczy zamieszkane planety, ale komuś tutaj stało się ziazi i to już nie jest okej.

Całkiem jak w moim fiku MS :-D

Vampircia pisze:Ta piosenka... brzmi znajomo. Czyżby? Tak, to jest piosenka z "Wiedźmina".

Uff, a już myślałam, że coś ze mną nie tak, że mi się podoba :mrgreen:

Vampircia pisze:
- Wiesz Trunks. Myślę, że to początek wspaniałej znajomości. – i poszli tak razem w kierunku wschodzącego Księżyca.

The end:D

Czy może raczej, jak napisałby mój kolega, The Ęd.

Zgodzę się z podsumowaniem - występują licznie bardzo interesujące błędy, a przede wszystkim wytarte banały i efekty nieogarnięcia psychiki, ale jeżeli to jest wszystko, to myślę, że historia, która wyłaniała się z tła, byłaby je w stanie zatuszować. No i czy dobrze rozumiem, że to jest dokładnie ten sam utwór, który cytowałaś także w Tekstach z fanfików i opowiadań? Bo jeśli tak, to poczucie humoru miałaś nieprzeciętne i, ponieważ lubię wesołe rzeczy, nie pogardziłabym całością do przeczytania.
Nieźle jak na początki ;-)

Co do analizy ode mnie... Jak już się zwierzałam na ShoutBoxie - jedyna rzecz, która zawierała jakiekolwiek elementy właściwe dla prozy napalonych nastolatek, przepadła mi wraz z awarią komputera w 2006. Naprawdę jedyna - inne rzeczy, które dawniej pisałam były po prostu nudne. Poprzez brak "dobrych" internetowych wzorców jedyną ich zbrodnią było obsesyjne naśladowanie stylu innych (Jak mam to opisać... A, ktoś to kiedyś opisywał tak. Czyli tak można, więc tak napiszę.), tymczasem w tamtym... no, tamto naprawdę miało służyć do fangirlowego wyżycia się, co zaowocowało fabułą niczym z amerykańskich bzdur o zwykłych nastolatkach. Którą nadal pamiętam i mogę streścić jak najdokładniej ku uciesze gawiedzi :)
Szkoda, że kwiatków z interpunkcji nie będzie... Ale mam ochotę przejrzeć parę papierowych staroci i zorientować się, jak to ze mną było w tamtych czasach.
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 26 sie 2013, 23:47

Astroni pisze:No i czy dobrze rozumiem, że to jest dokładnie ten sam utwór, który cytowałaś także w Tekstach z fanfików i opowiadań?

Nie, tamte fragmenty były z innych fanfików, ale tak jakby z tego samego universum. Czy jakby z tego samego head-canon. Wiesz o co mi chodzi;) I fajnie, że się podobało.
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2027
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 02 wrz 2013, 19:09

Po głębokim namyśle i przeczytaniu od początku do końca tego mojego potworka, postanowiłam zapoznać was z co lepszymi fragmentami mojego epickiego fantasy zainspirowanego Asteriksem, Harry'm Potterem i po trosze Quo Vadis. Kiedyś udało mi się napisać nawet drugą część (Dzieci lasu i tajemnica trolla) i zaczęłam trzecią (tym razem z Galii mieli przenieść się do Egiptu i następował tam pewien anachronizm, bo mieli tam spotkać Kleopatrę, a pierwsza część dzieje się w czasach Nerona).
Na początek chciałabym zapoznać was z nazwami i imionami własnymi, będącymi nieraz wynikiem kompromisu z Wordem.
- Dzięki. – powiedział chłopiec. – Jestem Gore.

Wędrowali kilka dni i skończyło im się jedzenie, zanim dotarli do celtyckiego miasta Mont Ikr.

Weszli do tawerny w mieście Margała.

Po pierwsze – powiedział Fryderyk. – już nie jestem twoim mistrzem, więc mów mi Fryg.

Jestem córką wodza który podbił miasto Gett w zachodniej Galii.

Ja król Grog piąty, pragnę zbudować imperium w legendarny sposób.

Mesonina szukała odpowiedzi na dręczące ją pytanie „Co takiego jest w Agap, że ludzie z Rubid, nie chcą tam chadzać?”

Teraz będziemy jechać po rozdziałach. No więc najpierw poznajemy naszych bohaterów – galijskie dzieci Mesoninę i Gore, a także rzymskiego legionistę, Herokusa, któremu przepowiedziano, że owa dwójka dzieci go uratuje. Tak więc w jakże oryginalnie zatytułowanym rozdziale Początek
Trafiła bez najmniejszych przeszkód. Mesonina powiedziała do zwierzęcia:
- Mam cię. Następnym razem upoluję dzika, a jak się uda to może i
niedźwiedzia.

No tak. Bo trzynastoletnie dziewczynki mające do obrony jedynie sztylet i łuk są w stanie bez żadnych przeszkód pokonać dorosłego niedźwiedzia. Z drugiej strony… Dobra, nie wyprzedzajmy wypadków… Nawiasem mówiąc rzeczony łuk zniknie potem z pola widzenia, bo to sztylet jest naszym McGaffinem.
Potem wioska Mesoniny zostaje zaatakowana przez Rzymian (czy jak kto woli: „rzymian”) i Mesonina musi uciekać. Po drodze spotyka złodzieja Gore i pomaga mu wejść na drzewo. A potem zaczynają rozmawiać i zdarza się to.
- Dzięki. – powiedział chłopiec. – Jestem Gore.
- A ja Mesonina. – przedstawiła się. – A czemu cię szukali?
- Ukradłem centurionowi hełm. – wyjaśnił.
Mesonina przyglądała mu się bardzo uważnie. Miał jasne włosy i brązowe oczy. Na oko miał 9 lat. Był ubrany niechlujnie, a u pasa była przywiązana proca. Mesonina widziała też łuk i strzały.
- Całe życie żyłem w lesie. – powiedział kilka minut później, po zejściu z drzewa. – Mam pewną umiejętność.
- Jaką?
- Umiem przywoływać zwierzęta. – powiedział Gore.
- Są. – powiedział jeden z żołnierzy którzy wyłonili się zza drzew.
Mesonina i Gore zostali złapani i po chwili stanęli przed centurionem. Obok centuriona stali dwaj inni żołnierze. Jeden był wysoki, miał czarne włosy i zielono-niebieskie oczy. Drugi był niski, miał brązowe włosy i oczy. Centurion patrzył na Mesoninę i Gorego z wyraźną złością.

Przy okazji spotykają również Herokusa, który na stronie topornie spełnia rolę Pana Wyjaśnienie.
Żołnierze niski i wysoki, poszli do namiotu, by zjeść kolację i wyspać się. Mesonina i Gore byli trzymani pod kluczem. Centurion, zaś poszedł zająć się własnymi sprawami.
- To imię jest mi znane. – powiedział w namiocie wysoki żołnierz. –Zapomniałem o wróżbie. Ta kobieta miała rację
- Nie myśl o tym Herokusie. – powiedział niski. – Celtyckie kobiety zamieszały ci w głowie. Co ty chcesz zrobić? – spytał, gdy Herokus wziął swoją kolację i zbliżał się do wyjścia.

No i nieco później…
Herokus wszedł do namiotu dla więźniów i powiedział:
- To wasza kolacja. Jutro stąd uciekacie.
- A czemu nam chcesz pomóc? – spytał Gore.
- Kiedyś w tawernie pewna kobieta powiedziała mi, że na mej drodze staną dzieci które mam chronić, bo pewnego dnia one mnie ochronią. Mam na imię Herokus.

Potem mamy Ucieczkę.
Gdy Herokus wrócił do nich wieczorem ciągnął za sobą duży wór. Powiedział:
- Co noc moi towarzysze piją dużo wina.

Panie i panowie, regularna armia rzymska!
W nocy legioniści dobrze się bawił.

„Nazywam się legion, bo jest nas wielu.”
Teraz zaczyna się przygoda właściwa.
Jednooka królowa złodziei.
W drzwiach stanęła jednooka kobieta. Jej oko było brązowe i kobieta miała jasne blond włosy. Była ubrana w skórę, a u pasa zawieszony był miecz. Miała opaskę. Przed pojawieniem się kobiety w tawernie było słychać szepty, rozmowy i odgłosy które zwykle można usłyszeć w tawernach, a gdy kobieta weszła do tawerny wszystko ucichło.

Czy wspominałam już, że to była kobieta?
- Nazywają ją „jednooką królową złodziei”. Postawiła sobie zadanie udowodnić, że żaden mężczyzna jej nie pokona.
- Bardzo ciekawe. – powiedział Gore. – Jedynym i prawdziwym królem złodziei jest Fryderyk z Danii. Byłem jego uczniem.
- Uczniem? – powtórzyli z niedowierzaniem Herokus i Mesonina.
- Król złodziei wyszkolił wielu złodziei. – oznajmił Gore.

A już myślałam, że król złodziei szkoli telemarketerów.
- Mesonino, – powiedział Herokus – ty nie masz broni. Jak…
- Mam sztylet który chowa przed tobą mnóstwo niespodzianek. – zaczęła Mesonina. – Pamiętaj o przepowiedni Herokusie!
Nie spodziewali się, że Berta ich podsłuchuje i wie co mają w zanadrzu. Jednooka uśmiechnęła się złośliwie i zaśmiała diabelsko.


Mimo że gówno się dowiedziała o tym, co ten sztylet robi.
Walczyli krótko. Na początku Herokus był górą, ale Berta zraniła go w rękę. Miecz był za ciężki by walczyć nim jedną ręką. Herokus prosił o wstrzymanie pojedynku.

Bo wszyscy wiemy, że żołnierze rzymscy, którzy zwykle tachali również cholernie wielkie tarcze, używali dwuręcznych mieczy.
No, a teraz wielki reveal!
- Sztylet Klinga. Myślałam, że to legenda, ale myliłam się.
- Jaki sztylet? – spytał Herokus.
- Kling był druidem który ukradł ofiarę z ołtarza i został przez bogów ukarany. – wyjaśnił mu Gore. – Inni druidzi zabili go jego własnym ofiarnym sztyletem. Mówi się, że ten kto ma ten sztylet na własność jest chroniony przez ducha Klinga. Już po tobie Jednooka Berto.

Krótko mówiąc – Berta przegrała. I była z tego powodu niezadowolona.
- Przegrałam. – krzyknęła Berta.
- Opatrzę cię. – powiedziała i podeszła do niej Mesonina.
- Oczywiście. – powiedziała Berta.

No cóż. Przynajmniej umie przegrywać. I nie drze się.
Fryderyk z Danii. Po jakimś czasie Herokus i jego podopieczni trafiają do miasta Margała i spotykają kilkoro dziwnych ludzi. Po pierwsze pewnego znajomego…
Tymczasem do tawerny wszedł niezauważenie mężczyzna. Miał długą, siwą brodę i był łysy. Gore przyglądał mu się podejrzliwie, bo miał wyraźne wrażenie, że go zna. Szczególnie znajomy był mu jego gruby głos. Szukał w pamięci jego obrazu, lecz bez skutku. Nagle oświeciło go. „Ten mężczyzna to Fryderyk z Danii.” – pomyślał Gore. – „ Ach. Wspaniale. Mój mistrz tu jest. ”

Potem wbija do tawerny pewna rodzina – matka, ojciec i córka, która jest naszym Draco Malfoyem i ma wąty do Mesoniny.
- Hej ty.
- O co chodzi? – powiedziała Mesonina nie spoglądając na nią.
- Nie jesteś stąd. – powiedziała. – Co robisz na moich włościach?
- To one są twoje? – spytała złośliwie Mesonina. – A tak w ogóle to czego chcesz ode mnie?
- Jestem księżniczką tego miasta. – powiedziała dziewczynka. – A ty kim jesteś, że ośmielasz się tu włóczyć?
- Zatrzymałam się na twojej ziemi, ale się nie włóczę. – powiedziała Mesonina. – I przepraszał, za brak uprzejmości, dla waszej wysokości
- Nie odpowiedziałaś mi na pytanie. – powiedziała księżniczka. – Kim jesteś?
- Nie mogę powiedzieć. – powiedziała Mesonina. – Ale jeśli wasza wysokość zechce?
- Chcę.
- Jestem Mesonina. Czy wasza wysokość jest zadowolona?
- A z jakiego rodu pochodzisz? – spytała królowa.
- Jestem córką wodza który podbił miasto Gett w zachodniej Galii. – powiedziała jej Mesonina.
- A co tu robisz? – spytał król. – Osoba takiego pochodzenia musi spędzać czas we własnych włościach, a nie w tawernie daleko od Gett.
- Ja nie mieszkam w Gett. – powiedziała Mesonina. – A poza tym dość waszym wysokością o sobie opowiedziałam. Już mnie o nic nie pytajcie!

Ten dialog ocieka naturalnością, czyż nie? Tak samo jak poniższy opis:
W drzwiach stanęło dwóch mężczyzn z mieczami i tarczami w rękach. Na głowach mięli hełmy, a na obu tarczach były namalowane dwa dziki. Gore wstał i wydał dziwny dźwięk. Brzmiał jak chrumkanie. Do tawerny wbiegł niedźwiedź. Zaczął atakować straże. Królewska rodzina krzyczała i po pewnym czasie uciekła.

Tak czy inaczej, król i jego córunia to nasi antagoniści i już w następnym rozdziale zaintrygowana pytaniami ich obojga o swoje pochodzenie Mesonina postanawia wraz z przyjaciółmi spotkać się z Grogiem i dowiedzieć się, skąd u niego ta ciekawość.
Przeszli przez miasto. W samym środku lasu położony był zamek króla Margały. Był z kamienia, a jego brama miała namalowane dwa dziki. Mesonina zaczęła wołać „Prosimy o audiencji u króla”. Brama się otworzyła.
W środku ściany były pokryte złotem. Mesonina, Gore i Herokus czekali spokojnie na króla. Doczekali się go. W tawernie miał na sobie futro, tak samo jak jego żona i córka, a teraz miał na sobie skórę z lamparta i na głowię koronę.

No tak, bo po starożytnej Galii latają lamparty. Ale zaczekajcie, bo zaraz w tym samym akapicie mamy takie zdanie:
Król rzucił Mesoninię groźne spojrzenie i uśmiechnął się nieludzko.

Jakiż to diaboliczny plan ma nasz antagonista na miarę Dartha Vadera?
- Ja król Grog piąty, pragnę zbudować imperium w legendarny sposób. Poradziłem się więc wyroczni jak to zrobić, a ona mi powiedziała, że wkrótce na mojej ziemi pojawi się dziewczynka z legendarnym sztyletem Klinga, a ów sztylet pomorze mi w zbudowaniu imperium.

Najlepsze jest to, że poza tą duszą Klinga, która pozwala sztyletowi wisieć w powietrzu i kieruje jego atakami, to ten artefakt nie ma za wiele do zaoferowania.
Oczywiście Grog zabiera im broń i wtrąca naszych bohaterów do lochu. A jak udaje im się wydostać?
Gore zawył, jak wilk do księżyca i po chwili pojawiło się całe stado wilków i leśnych łasic, powoli rosnąc. Fosa nie była problemem, dla świetnie kopiących łasic. Gore zawarczał do jednego z wilków i on zaczął gryźć strażnika. Herokus zabrał strażnikowi klucze i otworzył nimi celę.

Następnie mamy Rubid i Agap. Zapowiada się epicko…
Jedna z kobiet odpowiedziała jej:
- Nie idź do Agap jeśli ci życie miłe! Bowiem to co tam może cię spotkać jest gorsze od śmierci.
Kiedy przekraczasz granicę między Rubid, a Agap budzą się w tobie najgorsze wspomnienia. – powiedziała druga. – A po pewnym czasie bliscy tobie zmarli zmuszają cię za pomocą, szantażu, do atakowania twoich towarzyszy broni. To samo dzieję się z nimi. A potem nawzajem się mordujecie.

…ale jest miałko.
Mesonina przypomniała sobie co mówiły kobiety które jej opowiedziały o Agap: „Albo nie pójdziesz tam, albo pomaszerujesz tam starać się nie słuchać duchów swoich bliskich”. Krzyknęła więc do Herokusa i Gore:
- Cokolwiek wam powiedzą nie słuchajcie ich!
- Dobra. – powiedzieli razem Herokus i Gore.

I cały dramatyzm szlak trafił.
Następnie nasi bohaterowie zostają, jak głosi tytuł rozdziału, Schwytani przez Rzymian.
Minęły cztery miesiące od czasu gdy legionista Herokus zbuntował się i uciekł z dwoma więźniami. Od tej pory centurion bał się, że żołnierz przybędzie do niego z zamiarem mordu.

Bo jak wiemy, dezerterzy lubią wracać do obozów, z których uciekli i zabijać swoich świetnie chronionych dowódców.
Tymczasem daleko, daleko od nich, do Gett zawitali Mesonina, Herokus i Gore. Ludzie patrzyli się na nich podejrzliwie, ale oni nie przejmowali się tym zbytnio. Szczególną uwagę przyciągał Herokus. A to dlatego, że Gore i Mesonina byli niechlujnie ubrani, a Herokus dbał o higienę osobistą, jak na Rzymianina przystało.

Zapamiętajcie ten szczegół. Wyjdzie później.
W każdym razie Herokus, Mesonina i Gore zostają złapani i przywiezieni przed centuriona.
Gdy stanęli przed centurionem, byli związani. Centurion uśmiechnął się diabelsko do Herokusa i zaczął go bić po twarzy. Mesonina i Gore przyglądali im się bezradnie. Centurion wydawał się mieć świetną zabawę bijąc Herokusa po twarzy. Nagle spojrzał w stronę Mesoniny i powiedział:
- Rozczarowałeś mnie Herokusie. Kilka lat ciężkiej pracy, a mógłbyś awansować.
- A znasz historię Dioklecjana? – spytał Herokus ze zdyszanym głosem. – Dioklecjan płacił rachunek w tawernie, gdy nagle podeszła do niego kobieta i przepowiedziała mu iż gdy zabije dzika stanie się cesarzem Rzymu. Po latach przepowiednia się sprawdziła i zabił strażnika imieniem „Dzik”.
- Dalej już mi nie opowiadaj, bo wiem. – powiedział centurion. – Gdy sam namiestnik się o tym dowie to zginiesz.

Najlepsze jest to, że pierwotnie mieli stanąć przed cesarzem (Neronem, BTW), ale tata zwrócił mi uwagę na to, że raczej nie fatygowano by cesarza, tylko namiestnika w Galii. I choć zmieniłam w wielu miejscach „cesarza” na „namiestnika” i tak mamy wątek przewiezienia Herokusa, Mesoniny i Gore do Rzymu (i na pożarcie lwom w Koloseum), ale też takie smaczki:
W rezydencji namiestnika było pełno popiersi i obrazów, a na podłodze mozaik. Przed salą tronową byli dwaj strażnicy. Jeden z legionistów zaczął coś mówić do strażnika. Strażnik otworzył drzwi i centurion pokłonił się rudowłosemu i brodatemu namiestnikowi. Namiestnik spojrzał w stronę Herokusa i spytał:
Czy to jest ten zdrajca? Czy to jest ten Herokus?
Tak, namiestniku. – powiedział centurion. – To on. Lecz za nim go osądzisz zaśpiewaj dla nas, by będący z nim barbarzyńcy poznali twój talent.
Oczywiście. – powiedział namiestnik. – Podajcie mi lirę i przygotujcie ucztę dla szlachetnego władcy centurii.
I zaczął śpiewać po łacinie jakąś pieśń. Głos miał okropny i przypominał ryczenie kozła i jelenia razem wziętych. Ale żołnierzom i straży to się widocznie podobało, bo pod koniec klaskali głośniej niż Herokus, Mesonina i Gore.

Tak czy inaczej, w następnym rozdziale odkrywamy na nowo kozackość Gore, Mesoniny i sztyletu Klinga…
Bramy się otworzyły i, Mesonina, Gore i Herokus wyszli na scenę Koloseum. Klatka się otworzyła i wyszło dziesięć lwów. Gore ryknął i przez główne wejście wbiegły dwa gepardy. Zaczęły rozrywać na strzępy dwa lwy które miały zabić Gore. Mesonina zaś krzyknęła: „Wzywam sztylet” i sztylet Klinga wleciał w jej ręce. Tak samo jak Gore, Mesonina rozprawiła się z lwami szybko.

… i spotykamy nową postać, która pomaga im uciec.
Nagle na widowni pojawił się jakaś dziwaczna, zakapturzona postać. W prawej ręce trzymała miecz. Herokus nie widział dobrze miecza, ale rozpoznał go. To był jego własny miecz. Postać rzuciła go w stronę Herokusa, a on go złapał. Teraz walka była wyrównana. Widownia krzyczała głośno, widocznie nie była zadowolona z tego, że Herokus zabił kolejnego lwa, który miał go zabić.
CIACH! I następny lew padł, ale tym razem z ręki Mesoniny. Tym czasem, Gore kazał tygrysom odejść i przywołał orła. Coś do niego powiedział i ptak pofrunął do zbrojowni, gdzie była proca Gore.
Po chwili ptak wrócił do Gore z procą. Gore zaś wycelował nią w lwa. Ten bowiem obezwładnił Herokusa, który oszołomiony ze strachu zemdlał.
(…)
Gdy Herokus ocknął się z szoku chwycił za miecz. Wrzała w nim wielka złość do namiestnika. Odszedł jednak z Koloseum
Nagle przypomniało mu się pewne wspomnienie. Jednak nie był gotów o nim opowiedzieć Mesoninie i Gore. Ja ci zaś czytelniku wyjawię cóż to za wspomnienie. Otóż, gdy Herokus i Serus byli dziećmi na polowaniu Serus skaleczył się w lewą rękę. Herokus znał się na ziołach i na szczęście wokół nich rosły lecznicze zioła. Herokus opatrzył rękę brata i wrócili razem do domu. Po tym zdarzeniu Serus miał na lewej ręce bliznę.

Spoiler do sequela – zakapturzona postać (Wilk), to zaginiony brat Herokusa (także nieco mniejszy spoiler – w następnej części miał stać się wilkołakiem). Tak czy inaczej, w następnym rozdziale okazuje się, że Wilk często im pomaga.
Próbowali wydostać się z Rzymu. Przez kilka dni Mesoninie, Gore i Herokusowi wciąż towarzyszyła zakapturzona postać.
Na przykład, gdy druidzi złapali ich, by złożyć Mesoninę w ofierze. Już Mesonina leżała na ofiarnym ołtarzu, związana i przestraszona, a nad nią stał druid ze sztyletem. Nagle pojawiła się zakapturzona postać i powiedziała coś druidowi na ucho. On włożył sztylet do pochwy i rozwiązał Mesoninę. Uwolnił też Herokusa i Gore. I wtedy Herokus zauważył, że lewa ręka zakapturzonej postaci jest zabandażowana, a jej ubranie przypominało ubiór druida.

No shit, Sherlock? Dopiero teraz zauważyłeś, stary, że ma ubiór druida? Tyle lat stacjonowałeś w Galii, że mógłbyś już czaić, że tamtejsi kapłani mają konkretny strój.
Ale czego chce nasz tajemniczy druid?
- Kim ty jesteś? Czemu nam pomagasz?
- Mówcie mi Wilk. – odpowiedziała mu postać. – Wy macie misję. Ta sama kobieta która przepowiedziała Herokusowi, że spotka was dzieci, mi przepowiedziała, że ocalicie świat. Waszym prawdziwym wrogiem nie jest Rzym, lecz król Grog. Sami wiecie co on zamierza. Musicie go powstrzymać.
- A dlaczego masz zabandażowaną rękę? – spytał Herokus Wilka.
- Kiedyś się dowiesz, ale na to jeszcze nie czas. – odpowiedział mu Wilk. – Na razie uważajcie na kobietę z piórami strzyżyków we włosach. Jest syreną i służy królowi Grogowi od bardzo dawna. Szczególnie ty bądź czujna Mesonino, bo tylko ty nie ulegniesz jej mocy.

Żadnych zatyczek na uszy? Żadnego zaklęcia? Nic? No cóż, Wilku, jest z ciebie zajebista pomoc.
Po tym ostrzeżeniu Wilk opuścił naszych bohaterów, a Herokus i dzieci zatrzymali się w pewnej oberży i wciągnięto ich w konkurs przechwałek, który zaczęła córka króla Groga. Oczywiście wszyscy oczekiwali, że dziewięciolatek i trzynastolatka pokonali kilkaset legionów rzymskich za jednym zamachem, no bo celtyckie dzieciaki są aż tak zajebiste.
A potem pojawiła się Syrena o bardzo oryginalnym i wyróżniającym się wyglądzie…
Ów kobieta była blondynką o niebieskich oczach.

Oczywiście Herokus i Gore padli ofiarą jej uroku i pogalopowali z Syreną i księżniczką. No i wtedy przychodzi Mesoninie z pomocą Wilk. A w następnym rozdziale dochodzi do epickiej walki, między Wilkiem a Serynę (mały spoiler – w drugiej części stali się parą).
Oboje nie oszczędzali się w walce. Wilk bronił się sztyletem nie jak druid lecz jak żołnierz. Miecz syreny jak na swój stan [był pordzewiały – przyp. autorki] był wspaniałą bronią, a jego ostrze zraniło Wilka w lewą rękę. Nie mógł nią ruszać, a na dodatek krew leciała strumieniami. Upadł na ziemię. Mesonina szybko do niego podbiegła i opatrzyła mu rękę. Gdy ona to robiła, sztylet Klinga bronił ją przed syreną, która chciała wykorzystać sytuację.
Nagle sztylet dziabnął syrenę w nogę. Potem krzyknęła z bólu. Zaczęła biegać i wrzeszczeć.

Nie chcę wam mówić, co potem zaszło, bo może będziecie chcieli przeczytać kiedyś całość. Jednakże doszła nam również kolejna postać, z którą będą małe jaja:
Po pewnym czasie przed Grogiem stanęli dwaj strażnicy z wychudzonym i starym mężczyzną. Miał on siwe włosy i brodę, oraz niebieskie oczy. Ubrany był w szaty druida. Skrzypiącym głosem powiedział:
- Panie mój. Czemu mnie tu wezwałeś?
- Moi wrogowie mają po swojej stronie druida. – odpowiedział mu król Grog. – Chcę byś towarzyszył oddziałowi moich żołnierzy i strzegł ich jak tylko możesz. Ale nie ufaj druidowi którego nazywają „Wilk”. Tak panie. – powiedział druid Dej.

Zgadnijcie, co będzie w rozdziale zatytułowanym Największy wąż świata.
- Jeszcze nie czas walczyć. Mesonina ma być złożona w ofierze największemu i najdłuższemu wężowi na tym płaskim świecie. Jednak nie będą jej zabijać, lecz rzucą ją mu na pożarcie. A więc zaatakujcie kiedy ten wąż się pojawi.
- A jak go pokonamy. – spytał Gore.
- To proste. – odpowiedział mu Wilk. – Użyjecie do tego ognia i wody.
- Nie rozumiem. – powiedział Herokus.

Slash Dragon z Merlina mógłby się od ciebie uczyć, Wilku… Chociaż nie, ty przynajmniej wyskakujesz z Deus Ex Machiną w odpowiednich momentach.
Po paru godzinach Mesonina, Herokus i Gore doczekali się węża. Był bardzo duży. Był żółty w czarne paski. Miał wielkie białe kły i ogromne czerwone oczy.

Bardzo szczegółowy opis. Aż mnie ciarki przeszły.
Potem mamy rozdział o tym jak nasi bohaterowie spotykają postać, która potem stała się moim ulubieńcem. Ale to i dalszy ciąg będzie w następnym odcinku.
Ostatnio zmieniony 06 wrz 2013, 07:38 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 03 wrz 2013, 17:17

O, kolejna analiza - a więc i kolejna motywacja, abym i ja się zabrała za swoją.
Po Dzieciach lasu nie spodziewałam się wiele poza wytykaniem bladego stylu z opisami na czele (Wszedł do tawerny. W tawernie miał niebieskie oczy i brązowe włosy. itp.). No ale przy twoich komentarzach przeczytałam z radością do końca :mrgreen:

RedHatMeg pisze:Na początek chciałabym zapoznać was z nazwami i imionami własnymi, będącymi nieraz wynikiem kompromisu z Wordem.

Podobało mi się to zapoznanie na początku (kompromis z Wordem X) ) - kojarzyło mi się jakoś tak z Benny Hill Show, gdzie przy okazji parodiowania filmu na początku przeważnie pojawiały się urywki dające parę sekund dla postaci występującej. No ale to był dopiero przedsmak...

RedHatMeg pisze:Panie i panowie, regularna armia rzymska!
W nocy legioniści dobrze się bawił.

„Nazywam się legion, bo jest nas wielu.”

Nawet nie musiałaś tego dobijać Obrazek

RedHatMeg pisze:Czy wspominałam już, że to była kobieta?

Skąąąd! Tak samo jak o tym, że to była tawerna :mrgreen:

RedHatMeg pisze:Mimo że gówno się dowiedziała o tych tajemnicach.

Oj tam, oj tam! Pewno ona też ma wyszkolonych wielu telemarke... tfu! znaczy: złodziei, którzy jej pomogą.

W drzwiach stanęło dwóch mężczyzn z mieczami i tarczami w rękach. Na głowach mięli hełmy...

A ja wymiękłam w tym momencie X) Word, gdyby miał okazję, napisałby najmocniejszy fanfik pod słońcem!

RedHatMeg pisze:…ale jest miałko.
Mesonina przypomniała sobie co mówiły kobiety które jej opowiedziały o Agap: „Albo nie pójdziesz tam, albo pomaszerujesz tam starać się nie słuchać duchów swoich bliskich”. Krzyknęła więc do Herokusa i Gore:
- Cokolwiek wam powiedzą nie słuchajcie ich!
- Dobra. – powiedzieli razem Herokus i Gore.

O, za przeproszeniem, kurwa. Trio ZAZ lepiej by tego nie zrobiło.

A to dlatego, że Gore i Mesonina byli niechlujnie ubrani, a Herokus dbał o higienę osobistą, jak na Rzymianina przystało.

Brzmi jak w tym zeszytowym żarcie: Zdjął zbroję i starannie złożył w kostkę jak przystało na Rzymianina.

- Dalej już mi nie opowiadaj, bo wiem. – powiedział centurion. – Gdy sam namiestnik się o tym dowie to zginiesz.

O tym zabitym dziku?

Postać rzuciła go w stronę Herokusa, a on go złapał. Teraz walka była wyrównana.
(...)
Ten bowiem obezwładnił Herokusa, który oszołomiony ze strachu zemdlał.

Sądząc po tym, że dotąd dzieciaki wygrywały, a teraz nagle Herokus zemdlał ze strachu (obezwładniony przez lwa, niezapominajmy :lol: ), to najwyraźniej dzięki dodatkowemu mieczowi szanse wyrównały się w dół, na korzyść lwów.

No ale..! Cliffhanger nam tu robi! :mrgreen:

Ale... Mów, co chcesz, ale pomijając te wszystkie wtopy, to było naprawdę niezłe. Mocne pomysły (najbardziej ten z granicą między Rubid a Agap mi się spodobał), zwroty akcji, wyraziste postaci - naprawdę jak w prawdziwej legendzie i to takiej lepszej niż gorszej. No a jak przypomnieć, że w legendach dzielni wojacy przeważnie wytłukiwali całe legiony, a idealnie piękne blondynki miały niebieskie oczy, no to...
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2027
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 03 wrz 2013, 19:23

No to spieszę z ciągiem dalszym...

No więc w Szlachetnym potworze pojawia się Dant, który był wzorowany trochę na Nightcrawlerze w X-Men: Ewolucji. Od chwili, w której napisałam ten rozdział, nagle miałam wiele pomysłów na wyeksploatowanie tej postaci. Tak czy inaczej, przejdźmy do sedna.
Otóż wizytę naszym bohaterom składa owa wieszczka, która przepowiedziała Herokusowi, że ma uratować Mesoninę i Gore.
- Dużo czasu minęło. Ale wy obaj urośliście. Jeden stał się legionistą, a drugi mimo swojego pochodzenia druidem. Na pewno mnie nie pamiętacie więc się przypomnę. To ja byłam w tawernie Herokusie i to ja ci powiedziałam, że masz uwolnić te dzieci. – spojrzała najpierw na Mesoninę i Gore, a potem na Wilka. – I to ja powiedziałam Wilkowi, że uchronicie świat przed królem Grogiem. Ale teraz mam wam powiedzieć jeszcze coś.
- A co takiego? – spytała Mesonina.
- Powszedniej nocy widziałam – powiedziała staruszka. – jak zabijacie chłopca który był fałszywie oskarżony przez ziomków o zabicie własnej matki. Nie wolno wam go zabić, bo przyda się wam. Razem z wami i innymi ludźmi, których poznaliście i poznacie będzie walczył z Grogiem. Będzie wyglądać jak potwór, ale po pewnym czasie odkryjecie jego zalety.
- A gdzież on teraz jest? – spytał Gore.
- W tamtej wiosce. – powiedziała i pokazała palcem na leżącą blisko ich obozu małą osadę. – W tej chwili jest oskarżony o zbrodnie jakiej nie popełnił. – mówiąc to rozpłynęła się w powietrzu.
- To ruszamy. – powiedziała Mesonina.

Ja wiem, że widziałaś ostatnio wiele dziwnych rzeczy, Mesonino, no ale przydałaby się jakaś głębsza reakcja. Generalnie w tym „dziele” nie ma za wiele miejsca na przeżycia wewnętrzne.
No więc nasi bohaterowie wbijają do wioski, ratują Danta przed ukamienowaniem i uciekają. W obozowisku Mesonina opatruje rany, a po bardzo długim czasie chłopi dochodzą do wniosku, że trzeba pójść za tymi obcymi, co zabrali im skazanego.
Nagle pojawili się chłopi z wioski, którzy nie byli zadowoleni z tego, że Mesonina, Herokus, Wilk i Gore uratowali Danta. Chłopi mieli przy sobie różne rzeczy do walki. Byli gotowi zabić, by dostać Danta w swoje ręce. Dant ukryty na drzewie był bezpieczny, ale nie był tego pewny. Podczas gdy inni walczyli on zastanawiał się co ma robić. Po pewnym czasie jeden z chłopów spytał:
- Gdzie Dant? Zanim nam odpowiedzą my wypuśćmy druida. Nie chcemy chyba mieć przeciwko sobie takiego wroga, co?
- Dobrze. – powiedziała reszta prawie równocześnie.

Normalnie Hive Mind.
-Nie zwalaj winy na druidów. – powiedział chłop z przodu. – Wiemy, że to ty. Zawsze byłeś na miejscu zdarzenia. A teraz, ty tchórzu złaź z drzewa! Wyłaź albo wyciągniemy cię stamtąd siłą!
- Nawet nie możecie mnie dosięgnąć. – powiedział Dant.
- Ale znamy twoją słabą stronę. – powiedział chłop z przodu. – Wystarczy, że powiemy pewne słowo, a wyjdziesz ze swojej kryjówki. Zając z ciebie.
I po kilku minutach Dant spadł z drzewa i stanął przed tłumem. Nie stawiał się i stał przed nimi ze łzami w oczach. Widocznie nazwanie go „zającem” wywoływało w nim jakieś straszne wspomnienie. Popatrzył w stronę chłopów wyraźnie uradowanych z tego, że wreszcie go schwytali. Złapali go za ręce i zabrali gdzieś, zostawiając Mesoninę, Herokusa, Wilka i Gore samych. Wilk zmienił się w ptaka i poleciał za chłopami. Mesonina, zaś zastanawiała się nad tym starym druidem z opowieści Danta.

Nasi bohaterowie, panie i panowie! Nie chce im się ruszać tyłków, aby walczyć z chłopami i odbić gościa, którego mają chronić. Niemniej jednak Dant trafia znów do wioski, a tam poznaje Deja – druida w szeregach króla Groga.
Tymczasem w wiosce stał między chłopami druid Dej. Król Grog słyszał bowiem o Dantcie i chciał go mieć w swoich szeregach. Rozkazał więc Dejowi, by porwał chłopca. Dej był w wiosce od kilku dni i postanowił tu się najeść. Chodzi mi oto, że Dej od czasu do czasu musiał się najeść kobiecego mięsa, by być silnym.

No bo trzeba wyjaśniać nieścisłości, nawet kosztem spójności narracji.
Oczywiście epicka walka naszych bohaterów z chłopami i Dejem to istny majstersztyk:
Gdy już dotarli do świątyni przygotowali się. Ruszyli, gdy pojawił się Dant. Herokus, Mesonina i Gore mięli zatrzymać tłum, a Wilk stać się niewidzialnym i uwolnić Danta. Sztylet Klinga rozprawił się z dużą częścią chłopów, a proca Gore nie chybiła ani razu. Herokus też dał sobie radę.
Wilk zaś musiał stoczyć walkę z Dejem. Gdy już Dej trzymał w swoich łapach Danta ten ugryzł go w rękę, którą Dej trzymał go przy szyi. Dej uciekł przysięgając, że wróci. Potem i towarzysze Mesoniny poszli w dalszą drogę razem z Dantem.

A w następnym rozdziale Mesonina postanawia odwiedzić swoje wujostwo w Brytanii. Ale zanim do tego przejdziemy, najpierw mamy tę oto scenę:
Był piękny kwietniowy dzień. Każdy był czymś zajęty. Wilk ścinał jemiołę, a Gore i Dant mu pomagali. Herokus ostrzył swój miecz na wypadek ataku. Mesonina zaś leżała na trawie i patrzyła w spokojne niebo. Po pewnym czasie tę sielankę przerwał krzyk Wilka. Wilk szybko zszedł z drzewa i podbiegł do Mesoniny. Gdy spytała co mu się stało on odpowiedział:
- Kiedy ścinałem jemiołę, zagapiłem się i zaciąłem w rękę.

Nie, Wilku, nie wyszedłeś przez to na mięczaka, który z powodu rany na palcu robi wielki raban.
- A może byśmy popłynęli, gdzieś. – zaproponował Herokus. – Na przykład do Brytanii. Byłoby fantastycznie.
- To jest myśl. – powiedziała Mesonina. – W Brytanii mam ciotkę, kuzynkę i wuja.
- No tak, ale to niebezpieczne. – powiedział Dant.
- Nie martw się. – uspokajał go Herokus. – Łatwo pokonać Rzymian.
- Ale ja nie mówię tylko o Rzymianach. – powiedział Dant. – To instynkt mi to podpowiada. Nigdy mnie nie zawiódł.
- A mimo to pojedziemy. – powiedziała Mesonina. – Uwielbiam walczyć.

Normalnie krynica rozsądku z tej Mesoniny. To nie to, że ścigają ich Rzymianie i król Grog, który ma na swoje usługi syrenę, druida i kto wie kogo jeszcze.
Pewnego dnia Dant grał na flecie, a gdy skończył podszedł do niego obcy mężczyzna. Pochwalił jego grę i poprosił na stronę. Herokus patrzył na mężczyznę niespokojnie. Dant zaś poruszył uszami. Odezwał się jego instynkt. Dant nic nie mówił, lecz szedł za człekiem. Gdy już byli sami mężczyzna powiedział:
- Gdy już dopłyniemy do Brytanii spotkajmy się o północy w porcie. Powiem ci coś ważnego. Tylko bądź sam bez swoich przyjaciół.
- Dobrze, ale powiedz kim jesteś? – powiedział Dant.
- Dowiesz się w swoim czasie. – powiedział mężczyzna. – A teraz wracajmy.
- Nie ufam ci. – wyznał Dant. – Twoja twarz wydaje mi się znajoma. Jeśli mnie oszukasz będzie z tobą źle.
Wrócili i Wilk spytał się Danta o co chodziło mężczyźnie. Dant odpowiedział, że nic ważnego. Usiadł i grał dalej na flecie. Herokus wiedział, że Dant kłamie, bo nikt nie gada na osobności o niczym ważnym. Przyglądał się cały czas tajemniczemu mężczyźnie i zauważył, że to Dej.

Czyli w sumie Dant nie rozpoznał gościa, który chciał go złożyć w ofierze i prawdopodobnie był tym druidem, który atakował kobiety w jego wiosce. Krótką pamięć ma ten mój potworek.
Gdy dotarli do Brytanii Dant musiał, się spotkać z tajemniczym mężczyzną. W oberży w której się zatrzymali, przygotował ubranie i już był gotowy do wyjścia, gdy nagle zatrzymał go Herokus mówiąc:
- Dant, dokąd idziesz?
- Na spotkanie. – odpowiedział mu Dant. – Ale muszę iść sam. Możecie oczywiście iść ze mną.
- Posłuchaj. – powiedział mu Herokus. – Osoba z którą masz się spotkać to ten druid, który chciał cię złożyć w ofierze. Ale pójdziemy za tobą, dla twojego bezpieczeństwa.
Dant poszedł na spotkanie z Dejem.

Uwielbiam niemą akceptację postaci w tej powieści.
W następnym rozdziale czas poznać wujostwo, a przy okazji stoczyć walkę ze sfinksem.
- Czuje, że nam nie wierzycie. – powiedział Dant. – To nie wymysł naszej wyobraźni, lecz najprawdziwsza prawda. Nadal nie wierzycie.
- A skąd wiesz? – spytała ze zdziwieniem ciotka. – Przecież nic nie powiedzieliśmy w ostatnich paru minutach o naszych uczuciach.

W Brytanii musi być sporo ludzi, którzy nie potrafią odczytywać emocji z twarzy.
Czas na zagadkę sfinksa.
Ptak ten nie jest ptakiem
Zamiast piór ma sierść
Zamiast w gnieździe spać
Zwisa do góry nogami
Zamiast rankiem śpiewać
Nocą żywi się gryzoniami
Mów co to za zwierze
Do ptaka nie podobne

Fun fact – kiedy zadałam mojemu znajomemu tę zagadkę, to pierwsze cztery akapity skojarzyły mu się z pewną częścią ciała. Ale to było w gimnazjum, więc co się dziwić.
- A ty dokąd? – powiedział Wilk, gdy Dej próbował uciec. – Powiedz kto cię przysłał?
- Król Grog. – odpowiedział mu Dej – Zaprowadzę was do niego jeśli mnie wypuścicie.
- Kolejna przepowiednia się spełniła. – powiedział Dant.
- To idziemy. – powiedział Gore. – A jeśli nas oszukasz będzie po tobie.
- No dobrze. – powiedział Dej, ze smutną miną.

I znów – reakcja bardzo adekwatna do sytuacji. Najlepsze jest to, że Dej się zreformuje i jeszcze nie zobaczycie kiedy.
W następnym rozdziale, zatytułowanym Szpiedzy strachu
W twierdzy króla Groga, król Grog pracował nad tym jak odebrać Mesoninię sztylet Klinga. Nagle do sali tronowej przyszedł goniec. Posłaniec przyniósł królowi wiadomość od druida Deja. Jej treść tak rozwścieczyła Groga, że krzyknął:
- Nie!
- Czemu krzyczysz ojcze? – spytała księżniczka. – Powiedz co cię gnębi, a pomogę ci radą.
- Dej mnie zdradził. – powiedział jej Grog. – Napisał mi, że idzie tu razem z, jak to nazwał „wybrańcami”.

I widzicie? Wystarczyło, że pogrozili mu śmiercią, a on nie tylko zdradził swojego króla, ale też doszedł do wniosku, że Grog jest szalony.
Tak więc córka Groga idzie ze swoimi szpiegami, aby zaradzić zgryzocie ojca. Mesonina i spółka spotykają się znów w Margale z Fryderykiem z Danii i Jednooką Bertą. Przy okazji odkrywają straszną tajemnicę.
- Mistrzu, jak miło cię widzieć.
- Witaj Gore. – powiedział Fryg. – Ja sam cieszę się, z widoku młodej twarzy. Mogę się przysiąść do was?
- Tak. – powiedział Gore. – Czemu poruszasz się tak wolno?
- Za nim ci odpowiem muszę napić się wina. – powiedział i wziął swój kielich. – Smaczne.
Nagle jego twarz odmłodniała o kilkanaście lat. Fryg opowiedział mu, że miasto Margała jest przeklęta. Król Grog kazał jednemu ze swoich druidów, by rzucił na mieszkańców Margały klątwę.
- Widzicie. – powiedział do nich przy stole. – Zbrzydła mu Margała i postanowił zabić wszystkich mieszkańców. Na szczęście ci co byli w pomieszczeniach przeżyli. Wśród nich byłem ja. Niestety. By nie zestarzeć się szybko i nie umrzeć, muszę wypić jeden kielich wina dziennie.

O ty biedny, jak ty wytrzymujesz tę katorgę?
OK., czas na małe back story ze strony Danta.
Na szczęście Mesonina poznała pewnej nocy powód jego smutku. W ową noc Dant leżał na ziemi i patrzył na niebo usiane gwiazdami. Mesonina podeszła do niego i spytała:
- Dant. Czemu jesteś nieszczęśliwy?
- Obiecaj, że nikomu nie powiesz. – powiedział Dant.
- Obiecuję. – powiedziała Mesonina.
- Myślałem o matce. – powiedział jej Dant. – Ona wychowała mnie jak syna.
- To nie byłeś jej synem? – spytała Mesonina ze zdziwieniem.
- Nie. – odpowiedział jej Dant. – Odkryłem to nie dawno. Nie wiem czyim jestem synem, ale na pewno nie jej. Opowiedziała mi nie dawno historię, jak mnie znalazła. Ale nie opowiem ci tej historii. Zbyt dużo wywołuje ona we mnie smutku.

Chrzanić Character Development!
Tak czy inaczej, szpiedzy księżniczki najpierw ogłuszają naszych bohaterów, a potem badają ich największe lęki (to potem wróci, ale nie tak jak powinno). Wszystko idzie jak z płatka, kiedy nagle natrafiają na dziurę fabularną.
Został tylko ten dzieciak. – powiedziała Bessa.
To ja go sprawdzę. – powiedział Amon.
Nie, ja. – powiedział Terb.
Chłopaki. – powiedziała do nich Bessa. – Kłótnie nie załatwią sprawy. Losujmy. A ten kto wygra zobaczy to czego się boi to dziecko.
Dobra. – powiedział Amon. – Gramy w „Skała, nuż i płótno”.
Po trzech minutach grania Terb wygrał. Zdziwił się jednak gdy sprawdzał, czego się boi Gore. Powiedział o tym księżniczce, a ta powiedziała:
To nie możliwe. Jeśli on niczego się nie boi to…
Całe życie byłem zdany tylko na siebie. – powiedział Gore i wstał. – To natura nauczyła mnie samodzielności i to właśnie dzięki niej niczego się nie boję. A teraz pokonam was.

Aha, czyli cała ta heca z Fryderykiem z Danii wyleciała ci z pamięci? A może zachciało ci się zakrzaczyć?
Oto i nadszedł finałowy rozdział! Przed natarciem na zamek króla Groga nasi bohaterowie postanawiają się wykąpać, jakby nigdy nic.
- Chodźcie do nas. – mówił Gore do dorosłych. – Woda cieplutka.
- To ja pójdę. – powiedział Wilk. – Idę się przebrać.
- Ja też pójdę do was. – powiedziała Jednooka Berta. – Tylko ściągnę zbroję.
- Nie moczyłem się od wczesnego dzieciństwa. – oznajmił im Herokus. – Idę do was.

No bo jak wiemy Herokus dba o higienę, jak prawdziwy Rzymianin. A tak przy okazji…
Pragnę wam oznajmić drodzy czytelnicy, że Gore, Dant, Herokus i Wilk w trakcie zabawy, mięli na sobie spodnie. A Berta oprócz zbroi miała skórzaną tunikę.

Przyzwoitość to podstawa i bierze górę nad naturalnością narracji.
Ani oni, ani ci co byli w wodzie nie podejrzewali, że król Grog i widzi i słyszy ich. On sam zaś śmiał się za każdym razem, gdy Dej coś mówił.

Król Grog ma takie specyficzne poczucie humoru.
- Ci głupcy bawią się zamiast przygotowywać się do walki. – powiedział król Grog. – Ha. Nie znają mnie zbyt dobrze.
- Nie myśl o nich ojcze. – powiedziała księżniczka. – Ale musisz przyznać, że są jak dzieci.
- Tak moja droga. – powiedział Grog. – Z wiekiem stajesz się jak ja geniuszem.

Mówiłam, że ma poczucie humoru!
Tak więc nasi bohaterowie szykują się do ataku, a ja podejmuję próbę stworzenia własnego zawołania, które konkurowałoby z muszkieterowym „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
- Tak więc, albo wróg, albo my. – powiedziała Mesonina.
- Albo wróg, albo my. – powiedzieli chórem inni.

Po pokonaniu sztampowej pułapki a la Indiana Jones i kilku strażników, powraca do nas wątek szpiegów strachu.
Następną przeszkodą była komnata z lustrami. W tej komnacie lustra były na każdej ścianie. Gdy Mesonina przejrzała się w jednym z nich zobaczyła nie swoje odbicie, lecz odbicie największego i najdłuższego węża na świecie, którego już kiedyś spotkała. Bestia wyszła z lustra i owiła się wokół Mesoniny. Podobne rzeczy przydarzyły się innym, ale z luster wyszły inne stwory. Sęk w tym, że to było to czego bali się ci, którzy w nim się przeglądali. Jedynym sposobem na to, by stwory te pokonać, było przekonanie samego siebie, że te stwory nie są prawdziwe. Tajemnicę tę odkryła Mesonina, gdy pomyślała: „ Przecież zabiliśmy tego węża, więc jest nie prawdziwy”, a wąż zniknął. Powiedziała to innym i zrobili to co im poradziła. Potem ruszyli dalej.

No bo kogo obchodzi, czego boi się reszta. To Mesonina jest tutaj najważniejsza!
Ale największe jaja dzieją się, kiedy tylko dochodzą do sali tronowej i spotykają Groga.
Po chwili król Grog usiadł na tronie i klasnął w dłonie. Nagle z drugich drzwi wyszli żołnierze, Syrena i kilka innych osób. Król Grog znowu klasnął i jeden z żołnierzy strzelił z łuku, trafiając Deja w pierś. Dant podbiegł do Deja ze łzami. Dej, zaś przyłożył rękę do twarzy chłopca, uśmiechnął się i powiedział:
To ja zabiłem twoją matkę, Dant i teraz za to płacę. Wybacz mi. – i skonał.
Jesteś bardzo pewny siebie. – powiedział Dant. – Na pewno coś knujesz. Zapłacisz za wszystko co zrobiłeś.

Tak, wychodzi na to, że Dant zapragnął pomścić gościa, który nie tylko chciał go uprowadzić, ale też zabił jego matkę i pośrednio spowodował to, że wieśniacy chcieli go ukamieniować. Ale nie, poza kadrem najwidoczniej Dant i Dej stali się BFFami.
- Każde z nas zada ci cios w plecy. – powiedział Wilk. – Chciałeś zdobyć świat za pomocą sztyletu druida, który ukradł mięso przeznaczone dla bogów. Jesteś głupcem jeśli myślisz, że to ci się uda.
- Nie praw mi tu monologów. – powiedział Grog.

Dowód na to, że królowie w starożytności nie byli wykształceni.
Po chwili przed Wilkiem pojawiła się Syrena. Ponieważ oboje byli śmiertelnymi wrogami, od razu przystąpili do walki. Inni, zaś walczyli z żołnierzami i nawet Dant dawał sobie radę.
Po kilku minutach żołnierze zostali całkowicie rozgromieni, a Syrena uciekła gdzieś. Grog nie ucieszył się, że ona zdezerterowała z pola bitwy, nie zabijając przy tym jednego z przeciwników. Gore nie mógł opanować śmiechu ze względu na szybkość z jaką Syrena uciekała, ale było to korzystne dla żołnierza, który miał go zabić. Oczywiście Gore zdążył się opanować po minucie walenia w brzuch.

Jak zwykle, sceny batalistyczne powalają epickością.
Mesonina postanawia użyć sztyletu Klinga i nagle zdarza się coś niezwykłego – na scenie pojawia się druid Kling we własnej osobie i postanawia pokonać Groga czystym absurdem.
- Widzę, że zabiłeś druida. Duchy i bogowie krainy cieni wydali na ciebie wyrok. Chociaż większość bogów jest zadowolona z twojego postępowania, to wezwano mnie byś odpokutował za swe winy śmiercią.
- Słynny druid Kling. – powiedział Grog z uśmiechem. – Ten sam, który ukradł mięso ofiarne, by się nim pożywić.
- Nie zmieniaj tematu! – krzyknął Kling. – Zaraz rozpocznie się twój proces. Ja zaś, będę twoim sędzią. Co masz na usprawiedliwienie swoich czynów?

No właśnie, Grog, czemu sugerujesz, że Kling jest hipokrytą?
- Nie muszę się przed tobą tłumaczyć. – powiedział Grog. – Ale powiem ci, bo mam dobry dzień.

No tak – szóstka twoich wrogów wbiła ci do zamku, rozgromiła twoją armię i wdarła się do sali tronowej. To rzeczywiście dobry dzień.
- I myślisz, że ja cię ułaskawię? – spytał retorycznie Kling. – Królu Grogu piąty, tyranie niegodny tronu. Ja wypatroszyłbym cię nie tylko za to, że zniewoliłeś druidów, ale i za to, że zniszczyłeś miasto, nad którym sprawujesz pieczę. Bogowie dali ci to miasto, abyś chronił je przed innymi wrogimi miastami, a ty rzuciłeś na nie klątwę. A jak ten czyn usprawiedliwisz?
- No cóż. – powiedział Grog. – Zrobiłem to z nudów. Prawdę mówiąc spokój, który panował w mieście był trochę monotonny. Musiałem urozmaicić życie moich poddanych.

Najlepsza motywacja dla antagonisty na świecie: „I did it for lulz.” Skoro Joker może, to grog też!
- Tyle, że oni już nie żyją. – powiedział ze złością w głosie Kling. – Z powyższych powodów proszę was drodzy zgromadzeni, o wyrok. Teraz los tego tyrana zależy od was. Macie dziesięć minut na podjęcie decyzji.

Mój tata uważał, że to wysoce niesprawiedliwe, bo to tak jakby włamywacz miał wydać wyrok na właściciela domu, do którego się włamał. No, ale przejdźmy do ogłoszenia wyroku.
- Druidzie Klingu. Oto werdykt jaki zapadł na króla Groga piątego, za zbrodnie jakie popełnił. Uznaliśmy za stosowne, by Grog został poddany torturą przez dziesięć godzin, a potem zabity poprzez śmierć od ognia.
- Nie! – krzyknął Grog.

Czujecie tę rozpacz w jego głosie? Jakbym słyszała kapitana Kirka i jego: „KHAAAAAAAAAN!”
- Nie tak szybko. – powiedziała księżniczka, która nagle pojawiła się w komnacie. – Najpierw musicie walczyć ze mną. Ale oczywiście tylko jedno z was dostąpi tego zaszczytu, bo resztą zajmą się moi żołnierze. A będzie to Mesonina.
- Ja? – zdziwiła się Mesonina. – Nawet nie znam twojego imienia.
- Tak więc chcesz znać moje imię? – spytała księżniczka. – No dobrze. Jestem Dergia.

Minęło trzynaście rozdziałów i dopiero teraz dowiadujemy się jak ta laska ma na imię. A tak wyglądało jej epickie starcie z Mesoniną:
Dergia wyjęła miecz. Jak każdy inny miecz, ten był długi i ostry. Jego rękojeść była obłożona skórą, a ostrze było mocno wypolerowane.
Dergia władała mieczem bardzo dobrze i nie pozwalała się pokonać. Mesonina też nie skopać sobie siedzenia. Obie dawały z siebie wszystko. Wiedziały, że wygrać może tylko jedna z nich. A która to będzie, zależy od tego jakie są dobre.
Walka trwała bardzo długo. Raz góra była Mesonina, a kiedy indziej Dergia. W pewnym momencie Dergia położyła Mesoninę na ziemi. Już prawie ją pokonała, gdy nagle Mesonina przyłożyła sztylet do jej ręki i pociągnęła lekko kalecząc Dergię, ale oczywiście nie przecięła żyły. Dergia krzyczała z bólu i po kilku minutach dźgnęła Mesoninę w nogę, ale też nie przecięła żyły. Walnęła rękę Mesoniny tak mocno, że sztylet wypadł jej z ręki. Mesonina wiedziała, że zaraz zginie, ale po chwili obronił Mesonine, Herokus.

Po pokonaniu wroga następuje ostatni rozdział, w którym wieszczka daje naszym bohaterom sakiewki i konie, a potem posyła ich na trzy strony świata:
- Mesonina i Herokus udadzą się na północ. Wilk i Dant na wschód. A Berta i Gore na zachód. Za rok wszyscy spotkamy się na tej samej ścieżce co teraz i powiem wam co należy zrobić.
- A co zrobimy z pieniędzmi? – spytał Herokus.
- A, tak zapomniałam. – powiedziała stara wróżka. – Przez ten rok drogie dzieci, dorośli którzy z wami będą, mają za zadanie nauczyć was wszystkiego co umieją w zakresie walki, szukania skarbów, oraz czytania i pisania.

A po jakiemu mają czytać i pisać? Po łacinie czy w ogamie? No bo wiesz, tak się złożyło, że ogam był używany tylko do rzucania klątw…
Nasza Deus Ex Machina ma też czas na odpowiedzenie na kilka pytań, które mają nasi bohaterowie. I uwaga – teraz moja radosna twórczość gimnazjalna osiągnęła apogeum.
- Dlaczego urok rzucony na mnie i Gore, zniknął gdy zażyliśmy zmieszane ze sobą sok jagodowy i miętę? – spytał Herokus.
- Bo zmieszane ze sobą były tak niesmaczne, że pobudziły uśpione przez pieśń Syreny zmysły. – odpowiedziała na pytanie wróżka. – Widzicie. Kiedy syreny rzucają urok, działają tylko słuch i wzrok. Reszta zmysłów jest wyłączona, bo przeszkadza w wykonywaniu poleceń przez ofiary syreny. Jeśli ofiara dotknie językiem niesmacznej mieszaniny z jagód i mięty, obudzi się najpierw zmysł smaku, potem węchu, a w końcu zmysły mowy i czucia.
- A dlaczego największego węża na świecie można było pokonać tylko ogniem i wodą? – spytała Mesonina.
- Ogień przebijał się przez twardą skórę. – odpowiedziała wróżka. – A woda zawiera różne brudy, które ludziom nie szkodzą, ale temu wężowi tak. Ale oczywiście nie każdy wąż tak reaguje na wodę. Tylko ten był tak na nią wyczulony. Ale nie zadawajcie mi już więcej pytań, bo strasznie mi się śpieszy.

I tak oto kończy się nasza mała przygoda z Dziećmi lasu i sztyletem druida. Odtąd, kiedy tylko jakaś pisanina wyjdzie mi gorzej niż zwykle, będziecie mogli się pocieszać, że to przynajmniej nie Dzieci lasu i sztylet druida i/lub Desperaci na Zachodzie.


Wróć do „Rozmowy o twórczości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 1 gość