Fanon

Tutaj piszemy o wszystkim co z fanfikami związane, szukamy beta readerów, prosimy o porady, prezentujemy swoje przemyślenia.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 11 sie 2013, 10:39

Podobno Odyn odnalazł porzuconego Lokiego w świątyni. Tylko, kto porzuca dziecko w świętym miejscu swojego ludu? Gdyby Loufey porzucił Lokiego, po prostu wywaliłby go gdzieś przy drodze.
Mam mieszane uczucia co do Odyna, ale facet wydaje mi się podejrzany.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2029
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 11 sie 2013, 12:30

Hermi pisze:Podobno Odyn odnalazł porzuconego Lokiego w świątyni. Tylko, kto porzuca dziecko w świętym miejscu swojego ludu? Gdyby Loufey porzucił Lokiego, po prostu wywaliłby go gdzieś przy drodze.

No właśnie. A jeszcze Loufey nazywa go mordercą. Z ust gościa, który pochodzi z dumnej, wojowniczej rasy, te słowa wydają się dziwne, chyba, że Loufey myśli, że Odyn zabił kogoś, na kim Loufeyowi zależało. Zresztą tutaj jest całą teoria:
When Thor, Loki, Sif, and the Warriors Three invade Jotunheim, he viciously snaps out with, "Your father [Odin] is a murderer and a thief!" Thief obviously refers to the casket. Murderer though seems an oddly specific word for describing a warrior. Warriors kill in battle, while murder holds particularly bad, foul connotations. It's a very personal word. So Laufey feels that Odin killed someone who was especially close to him.
Could it be that Laufey thinks that upon entering the deserted temple after the battle, Odin killed the baby Loki and disposed of the body? We only have Odin's word and perspective that Loki was actively abandoned, anything could have happened in the confusion of battle to leave the young heir alone. And besides. A temple? Why the Hell would you abandon a baby you didn't care about in a holy place? That just doesn't make sense. Hell, guards who may have been assigned to protect Loki may have been slaughtered earlier outside, rushing in headfirst to try and defend their charge for all we know.
Laufey is an experienced warlord, at least as much as Odin. He's obviously experienced in the ways of war. A warlord has to be able to accept losses and casualties, and a bloodthirsty one like Laufey even more so. It would take a kind of special loss to make Laufey willing to engage in a truce, even for a while. The death of your first son, perhaps. Hence his line: "You know not what your actions would unleash. (Beat) ...I do."

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 11 sie 2013, 13:38

Znaczy, film to oddzielne universum (dostał nawet własną desygnację numeryczną w multiversum Marvela), ale w komiksach Odyn zabija Laufeya, a potem w świątyni znajduje dziecko, które on tam ukrył przed Asgradczykami. Tak więc coś może być na rzeczy. Znaczy, niekoniecznie Odyn musi kłamać, może naprawdę pomyślał, że dziecko zostało porzucone (może ktoś ze straży/sług króla Jotunów pomyślał, że jeśli powie Odynowi, że Laufey porzucił Lokiego, to Odyn go zostawi w spokoju? With a dying breath, czy coś w tym guście. Bo ostatecznie skąd Odyn wiedział, co to za dziecko w tej świątyni znalazł?)
OC-holic

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 709
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 11 sie 2013, 20:45

Mogłabyś może rzec, Natko, skąd masz informacyje o Sigyn jako pętach magii? Bardzo nas zaciekawiło, bo jeśli faktycznie ma jakieś niewyjaśnionego pochodzenia przydomki, to *węszy, węszy szamanizmy* może być reliktem wcześniejszych, szamanistycznych wierzeń... a na ten temat hieny zawsze chętnie piszą. Co z kolei sugeruje nam zupełnie inny obraz potencjalnej postaci Sigyn, niż chociażby ów humorystyczny - i jakże pocieszny - strip. Nigdy dotąd żeśmy nordyckiej mitologii bliżej nie poznawali, ale jeśli możemy się przekopać do niższej warstwy, to my zawsze zwarci i gotowi.
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 12 sie 2013, 00:13

Heh, myth busted. Zrobiłam dalszy research i w poemacie będącym źródłem przydomku nie jest określone, o kogo chodzi. A raczej jest ta tajemnicza "pęta magii". Którą, jak chyba wspomniałam, można tłumaczyć na dwa sposoby, albo tak, albo jako "bogini magii".
No i tutaj jest bardzo przekonujące wyjaśnienie. Zobacz pod farmr arma galdrs hapts
Nie no, rozwaliło mi fanon, buuu! T_T
Ale skąd oni w takim razie tę całą Sigyn wytrzasnęli? W jednym micie występuje... Co jest o tryle dziwne, że mi mythology dictionary podaje cztery (!) wersje jej imienia, Sigyn, Signy, Signe i Siguna (ale przynajmniej rozumiem, dlaczego co źródło, to inne tłumaczenie imienia XD Tak, jak według z kolei www.nordicnames.de występujące we wszystkich Sig pochodzi od staronordyckiego sigr "victory", tak, po kolei, yn jest formą członu "vin" od "vinr" "friend", "ny" jest od "nyr" "new", "ne" nie znalazłam, ale mi figuruje jako jedna z form pod "ny", podobnie z "guna", ale jest "gunna" jako forma "gunn" "battle" (z możliwą konotacją "walkyria")
Lol, w sumie to daje niemalże nieograniczone fanonowe możliwości XD Również mitologiczne. No bo w sumie, wszędzie mamy tę Gullveig/Angurbodę jako partnerkę Lokiego, a tu nam wyskakuje niczym diabeł z pudełka jakaś Sigyn, raz wymieniona w poemacie jako żona Lokiego, i raz w micie, również w tej samej roli... Zwłaszcza, że już raz się spotkałam z rozważaniem, czy Sigyn i Angrboda to nie ta sama postać, ale oparte na mglistych przesłankach, jako że jednym z dzieci Lokiego i Angurbody był Wąż Midgardu, a z kolei dziecko Lokiego i Sigyn, które zostało paskudnie wykorzystane do stworzenia więzów, jest określane jako "zimnokrwiste"... Problem w tym, że tak, jak ten nie żyje, tak Wąż Midgardu bierze udział w Ragnaroku... Ale w sumie co by szkodziło to teorii, jakoby Sigyn było tylko kolejnym imieniem Angurbody, będącej tylko kolejnym imieniem Gullveig... Zwłaszcza, jeśliby odrzucić interpretację jej imienia jako "victory girlfriend" na rzecz "przyjaciółki zwycięstwa", albo nawet tego złączenia "zwycięstwo" i "bitwa"...
Ale to by w sumie było zabawne, generalnie ludzie interpretują Sigyn jako taką "wycieraczkę", słodką, kochaną, pasywną... A tu się okazuje, że tak naprawdę to mogła być niezła ****era XD

Choć w sumie nie wiem, skąd oni wzięli te połączenie Gullveig-Angerboda, czy Gullveig-wzielenie zła, ja się spotkałam z Gullveig-Heidr, mądrą volvą trzykroć zamordowaną przez Asów i trzykroć odrodzoną, którą niektórzy identyfikują z Freją...

Ta cała mitologia nordycka jest strasznie niejasna i poplątana (między innymi dlatego, że twłaściwie niewiele z niej dotrwało do naszych czasów)

W każdym razie wychodzi na to, że skojarzenie "galdr hapt" (chyba tak to wygląda w mianowniku?) - szamanizm najprawdopodobniej prawidłowe.

A tymczasem całe powyższe mi się skrystalizowało w mojej wizji fanonowej Sigyn w coś, co pewnie wszyscy nazwaliby Mary Sue. Pomyśleć, że na początku mi się po głowie tłukła taka miła, urocza służka ze smykałką do magii... A tu mi się z tego zrobiła odrodzona w takiej pozycji społecznej wróg/ofiara Asgardu, której charakter w ostatecznej fazie rozwoju doskonale oddaje to
Pewnie z tej reinkarnacji zrezygnuję, albo przynajmniej zrobię z tego don't show-don't tell, bo to już przegięcie, ale taka Sigyn "z wykopem" mi się podoba XD
OC-holic

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 709
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 12 sie 2013, 09:54

Ni, ni, Natko, Sigyn naprawdę wygląda na pozostałość czegoś starszego, ale hien musi pozgłębiać kwestię. Wikipedia mówi, że są teorie na temat tego, że pochodziła z wcześniejszych wersji wierzeń pogańskich, bo pojawia się wcześnie jak na żonę i tylko żonę.
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 12 sie 2013, 12:32

W każdym razie ja nic nie znalazłam :/ Może dlatego, że ciężko się przebić do jakichś dalszych informacji przez strony neopogańskie i okazjonalnych miłośników wspomnianego przeze mnie wcześniej pairingu.

A mogłabyś rozwinąć, co masz na myśli z tym szamanizmem? (I powiedzieć, jak w tym świetle Loki stoi, bo tak, jak niby się wszystkie jego odstępstwa od norm socjokulturowych da wytłumaczyć tym, że jest "tym złym" mitologii Skandynawskiej, ale w sumie ta jego zmiennokształtność, zwłaszcza motywy "genderbenderowe" (przecież nawet dzieci rodził), jakoś mi też czymś przedwikińskim pachną. Jeszcze jakby wziąć pod uwagę teorię, Lodurr=Loki i przynależność Lodurra do pewnego rodzaju trójcy... Ogólnie ja mam fanon mitologiczny, jakoby Loki był "zdegradowanym bogiem")
OC-holic

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 709
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 12 sie 2013, 12:57

Nie mamy bladego pojęcia, o czym mówimy, Natko xD po prostu węszymy za szamanistycznymi mitami, bo a) chję wielbi szamanizm, b) na Kalevali nieźle widać, jak się nadpisują. Pierwotne warstwy Kalevali to mity szamanistyczne, opowieści o czarach, powstaniu zwierząt, świata, etc., opowieści zaś bardziej awanturnicze, z porywaniem narzeczonych i waśniami pojawiły się jako wpływ kultury nordyckiej - i postacie właśnie wojowników, a nie szamanów, grają w nich pierwsze skrzy... yyy, kantele. Można się domyślać, że taki proces - od mitologii szamańskiej koczowniczej, przez rolniczą, aż do awanturniczno-wojennej epiki bohaterskiej - przechodziła także i mitologia nordycka. Natomiast musielibyśmy się wczytać w nią, by sobie to wszystko uporządkować, a niestety obecnie babrzemy się w projekcie związanym z teorią horrorów XD
Ale jeśli masz cierpliwość czekać latami, aż hien obada sprawę z każdej strony, zmierzy, zważy i sprawdzi skład chemiczny, to chętnie zaprezentujemy wyniki naszych badań xD
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2029
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 29 sie 2013, 17:43

No, czas przełamać nudę.

A jakie są wasze zapatrywania, kiedy fanon nie tylko nie zostaje zjossowany przez autorów jakiejś serii, ale wręcz staje się częścią kanonu? Jak na przykład pierwsze imię Uhury w reboocie Star Treka z 2009.

Awatar użytkownika
Lullaby
uczeń
Posty: 32
Rejestracja: 08 maja 2013, 17:12

Postautor: Lullaby » 29 sie 2013, 19:51

R.A Salvatore napisał kiedyś cykl książek, których akcja toczyła się w uniwersum gry Dungeons & Dragons - więc nawet bez naciągania można to uznać za pewien rodzaj fanfiction. Później, gdy jego pisanina stała się popularna (określenie opcjonalne, bo sława na jakąś zatrważającą skalę to nie była), główny jej bohater - Drizzt - stał się jedną z postaci, którą można spotkać w grze, choć z tego co wiem, tylko jako ciekawy dodatek...

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 29 sie 2013, 19:59

Lullaby, chyba zły przykład, bo te książki z założenia tworzą kanon. Tak jak np. książki do Gwiezdnych Wojen albo Metro 2033. Grając w Neverwinter Night, spotkałam bohatera książek Elaine Cunningam, która wydaje pod logiem Forgotten Realms. I to nie są rzeczy tworzone przez fanów, ale dzieła zatwierdzone przez osoby, które mają prawa autorskie do jakiejś produkcji i decydują w sumie o tym, co jest kanonem, a co nie.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Lullaby
uczeń
Posty: 32
Rejestracja: 08 maja 2013, 17:12

Postautor: Lullaby » 29 sie 2013, 20:07

W zasadzie nie patrzyłam na to pod tym kątem; chodziło mi raczej o to, że nie wszyscy bohaterowie tych książek jednak trafiają do „podstawy”, czyli gry z wyjściowym uniwersum - mogę się mylić, oczywiście, bo wszystko czytałam dość dawno temu :)

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 29 sie 2013, 23:51

RedHatMeg pisze:A jakie są wasze zapatrywania, kiedy fanon nie tylko nie zostaje zjossowany przez autorów jakiejś serii, ale wręcz staje się częścią kanonu?

Odpowiadając krótko na postawione pytanie - cieszę się szalenie Obrazek
No bo nie dość, że historia bohatera jest dla fanów jednoznaczna (no bo bywa, że jak fanfik popularny i udany, to fani albo chcą go brać pod uwagę, albo nawet nie są świadomi, że to się nie powinno liczyć), to jeszcze mamy dowód wspaniałej otwartości twórców, którzy fanów szanują i znajdują wartość w ich dziełach, rozumienie oczekiwań odbiorców (komunikacja dwustronna - niemal jak w marketingu), a nie parcie do przodu, że Ha! Jesteśmy jedyni i najlepsi, więc co z tego, że fani już sobie to jakoś ułożyli - jak my wymyślimy, to od razu zapomną o tamtych bzdurach!
Że już nie wspominając o takim szczególe, że się marzy, że może się samemu wymyśli, napisze i kanon przygarnie :>
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 09 lis 2013, 22:36

Sigyn update! Tak, teraz to już jest oficjalnie jedna z moich ulubionych bogiń ze wszystkich mitologii, z jakimi miałam styczność. I chyba naprawdę powinnam była to napisać inaczej i dać do publicystyki XD Ale w sumie połowę już powiedziałam w tym temacie, więc... Najwyżej nikt nie przeczyta XD

Na początek mythverse:

1. Imię: (wybaczcie, że tak po angielsku, ale im większy łańcuch języków, w które coś tłumaczono, tym bardziej się rozmywa) Tak więc w jednym z poematów dokopałam się do najstarszej potwierdzonej wersji tego imienia, niestety tylko w dopełniaczu, "Sigvinjar". Specjalistką od staronordyckiego nie jestem, ale na tyle, na ile wiem, to najprawdopodobniej tegoż wersja mianownikowa to "Sigvin", co nam już zupełnie rozbija teorię, jakoby to miało znaczyć "victory girlfriend", które, tak jak się rozejrzałam, prawdopodobnie jest oparte na słowie "vina" istniejącym w języku islandzkim i oznaczającym "girlfriend" właśnie. Czy "vina" jako takie funkcjonowało w mowie wikingów ciężko powiedzieć, bo to nie łacina i źródeł nie tak wiele, w każdym razie "vinr" miało, jak się okazuje, trojakie znaczenie: "friend" "patron" "leader". Tak więc imię nie tylko trąci koligacjami z Odynem (poprzez element "Sig", generalnie występujący w przydomkach jego albo postaci z jego otoczenia, włączając w to walkirie), ale również dość istotną funkcją, biorąc pod uwagę, że nasi wczesnośredniowieczni Nordycy mieli tendencję do nazywania swoich postaci mitycznych na zasadzie "w środku jest to, co na pudełku stoi" (tak więc na przykład "Freya" to "Pani", "Thor" pochodzi od słowa oznaczającego "grom", "Odyn" prawdopodobnie jest przymiotnikiem od słowa o wielu znaczeniach, między innymi "umysł" "dusza" "poezja" "inspiracja" pieśń", które wszystkie są z jego domenami powiązane, choć oczywiście tematu nie wyczerpują, "Bragi" ma oczywiste powiązania ze słowem "bragr", czyli poezja, itp)
Zarzucić tu można, że znaleziska archeologiczne nie wskazują na to, by Sigyn ktokolwiek czcił, ale... No właśnie, problem w tym, że nawet, gdyby się znalazło jakieś jej przedstawienia inne, niż ikoniczna scena trwania przy Lokim podczas jego uwięzienia, to z braku informacji byśmy jej po prostu nie rozpoznali i, zapewne, wzięli za inne bóstwo.
No i oczywiście aż kusi mnie, by nadinterpretować zwrot z Eddy (Młodszej) "jego [Lokiego] żonę zwą Sigyn" i wysunąć postulat, by "Sigyn" mogło być również przydomkiem bogini o innym imieniu. ;) W sumie kto wie, o mitologii nordyckiej wiemy niewiele, a większość wiadomości pochodzi z zapisków chrześcijańskiego mnicha powstałych w czasie jego podróży na kontynent i oprócz przytoczonych poematów bądź ich fragmentów (Snorri był wielkim fanem poezji "wikińskiej", z tego co mi wiadomo :) ) zawiera też interpretacje spisującego. Wiele rzeczy na zawsze pozostanie jednym wielkim gdybaniem.

Ale dlaczego ja tak w kółko o tym imieniu? Ano, jak już wspomniałam w mitologii nordyckiej imiona zwykle stanowiły wskazówkę co do cech lub funkcji postaci je noszącej. Poza tym, biorąc pod uwagę, że Sigyn oznacza "przyjaciółkę zwycięstwa" (pamiętając, jakie znaczenie miało słowo "przyjaciel" w staronordyckim), zaś Galdr, magia wokalna, służyć mogła wielu celom, począwszy od ułatwiania porodu, poprzez zatapianie statków na odległość, a na, używając terminologii z gier komputerowych, "buffach" skończywszy (a takie tam zaklinanie miecza czy zbroi na przykład), spotkałam się też z twierdzeniem, jakoby była ona również używana jako okrzyki przed bitwą mające przynieść ogólnie przyjętą pomyślność zaklinającemu, a także informacją o tym, że miałby to być jedyny rodzaj magii nie przynoszący mężczyznom hańby, nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że nie ma żadnych przesłanek na to, by to ona miała być "galdrs hapt" czy jej połączenia z magią. Owszem, imię to słaby argument, ale zawsze jakiś. Poza tym biorąc pod uwagę, że Loki znany jest jako zmiennokształtny, co wskazuje na zaawansowanie w rodzaju magii znanym jako Seidr, tak więc mamy pewne połączenie z jego użytkownikiem, jak i implikowany (ponownie, jedynie przez imię) związek z Odynem, do którego licznych domen Seidr należał, nie byłoby tak dziwne, gdyby nasza Sigyn była boginią drugiego rodzaju magii (z resztą, "kompetencje" użytkowników Galdr i Seidr miejscami się pokrywały, jak to z magią bywa)

No i przy okazji doszliśmy do punktu drugiego.
2. Koligacje rodzinne.
Oczywiście asgardzka żona Lokiego, według niektórych być może również połączona jakąś relacją z Odynem (spotkałam się z bardzo wątpliwą teorią, jakoby miała być jego córką). No ale zaraz, skoro sama przyznaję, że teoria bardzo wątpliwa, dlaczego w kółko o tym wspominam. Ano, po pierwsze, to temat o fanonie ;), a po drugie, miałoby to pewien sens. Na chwilę odłóżmy Sigyn na bok i przyjrzyjmy się relacji łączącej obydwu panów. Na pewno byli przyjaciółmi, potwierdzają to kenningi, a także tekst Lokasenny, w którym to zawarta jest również sugestia, by mogli być oni braćmi krwi. Poza tym Loki był "osobą z zewnątrz", wprowadzoną do Asgardu przez Odyna. Nie byłoby moim zdaniem dziwnym, by, dla "wzmocnienia" relacji (jak i pozycji Lokiego wśród Asów) synowi Laufey została oddana za żonę córką Odyna. Ostatecznie za czasów Wikingów małżeństwa (a przynajmniej pierwsze małżeństwa) z reguły zawierane były z powodów "politycznych" (czy to na skalę państwową, czy tylko pod kątem wzajemnych relacji poszczególnych rodzin, w każdym razie chodziło o budowanie sojuszy)
Wspomnieć należy również pewne niejasne zwroty, dokładniej słowo "adopcja" użyte w kontekście czegoś, co Odyn zrobił w stosunku do Lokiego. Choć niektórzy interpretują to jako znak raczej usynowienia Lokiego, niż uczynienia go bratem, to również to drugie wszak adopcją można nazwać, tak więc raczej ku temu (nadal) się przychylam. Z resztą, nie czyni to większej różnicy pod kątem tematu, czyli potencjalnego pokrewieństwa Sigyn z Odynem, i w jednym i drugim przypadku nie wydawałoby mi się tak mało prawdopodobnym, by "adopcję" Lokiego do rodziny dodatkowo podkreślić małżeństwem, zwłaszcza, że w sagach pojawia się motyw zawarcia braterstwa krwi podczas wesela pomiędzy braćmi panny młodej a panem młodym.
Tak więc obiektywnie na to patrząc na zawsze mglista teoria, ale jeśli o mnie chodzi, to "fanon accepted" ;)


Co do Marvel Comicverse:

Początkowo postaci Sigyn nienawidziłam całkowicie, ale tak bliżej się jej przyjrzawszy stwierdzam, że choć pełno w niej zmarnowanego potencjału, to mogłoby być gorzej. Wprawdzie wiele rzeczy woła o pomstę do nieba, ale generalnie znajdują się one w komiksach, które powstały w czasie, kiedy praktycznie wszystkie postaci żeńskie traktowane po macoszemu i były one praktycznie satelitami postaci męskich, poza tym jeśli się by temu bliżej przyjrzeć, to miała parę ciekawszych momentów.

Początek związku z Lokim jest niestety "nie do odratowania", jak by na to nie spojrzeć. Wprawdzie spotkałam się z opiniami, jakoby może ten krótki czas spędzony z Lokim przed ślubem, kiedy to jeszcze chciało mu się być miłym i romantycznym, miał wpłynąć na jej decyzję, ale łzy cieknące po jej twarzy mówią same za siebie. Patrząc na jej wypowiedzi i zachowanie z tamtego komiksu, jak i sposób, w który Loki traktował ją już po ślubie jedynym wytłumaczeniem jej miłości dla naszego "złola" wydaje mi się być Syndrom Sztokholmski (choć i wtedy oznaczałoby to, że od czasu do czasu mąż musiał zachowywać się w stosunku do niej co najmniej przyzwoicie)
No i to daje właściwie spore możliwości dla zwolenników nie do końca zgodnych z generalnym kanonem, alternatywnych relacji postaci. Nawet pozostawiając same "alternatywne interpretacje", w tamtym okresie Loki zdawał się uważać osoby twierdzące, że go kochają za albo głupców, albo kłamców, tak więc choć okrutne traktowanie Sigyn przez Lokiego jest bezsprzecznie przejawem "bycia złym", być może jest tego lepsze wytłumaczenie niż "bo jest zły i tyle". Jeśli przyjąć, że Loki uznaje, iż Sigyn albo próbuje go oszukać co do swoich uczuć, albo jest idiotką, jego teksty rodzaju "Twoja małżeńska troska przyprawia mnie o mdłości" nabierają nowego wyrazu.

Poza tym już wtedy pojawiają się pewne ciekawe fragmenty, których skupiając się na negatywnych aspektach sprawy można nie zauważyć. Dla przykładu, jest fragment komiksu, w którym Loki twierdzi, że podczas kilkumiesięcznej nieobecności Sigyn zdradził ją z dwiema kobietami, które wymienia z imienia (co jest na tamtą chwilę oczywistym kłamstwem, bo wtedy jeszcze żadna z nich by go kijem nie tknęła), Sigyn zaś, ponownie ze łzami w oczach, stwierdza, że musi to być kłamstwo, którego powodu nie rozumie i nadal jest aż nazbyt potulną małżonką. Czego nie zauważyłam za pierwszym razem, gdy to zobaczyłam, zbyt zaaferowana tym, jaką wycieraczką w stosunku do Lokiego jest tam Sigyn, jest to, że znajdowała się przez te parę miesięcy poza Asgardem, ponieważ wykonywała misję dla Odyna. Tak więc nasza wycieraczka okazuje się być na tyle silna i godna zaufania, że władca Asgardu powierza jej zadanie. Wprawdzie wątek nie zostaje nigdzie więcej poruszony, ale mimo wszystko uznałam to za interesujące, zwłaszcza w połączeniu z faktem, że pomimo, iż na pierwszy rzut oka w kontaktach z mężem wydaje się być kompletnie nieasertywna, to nigdy nie udaje mu się całkiem przeciągnąć jej na swoją stronę.

Wprawdzie czasem rzeczywiście wykonuje jego polecenia (na przykład głosując podczas narady po jego myśli, choć, kolejny raz, za pierwszym razem za niewiele miałam fakt, że to nie on tak jej nakazał, lecz ona zaproponowała to jako element zaplanowanego przez siebie kompromisu mającego zbliżyć ją z mężem, skupiłam się raczej na tym, że zachowuje się jak idiotka), jednak nigdy nie jest to coś, co działa bezpośrednio na szkodę Asgardu. Poza tym, pewnego razu, w dziwnym wykrzywieniu mitu, podczas ataku na Asgard oferuje się wspomóc ślepego Hodera, aby mógł wziąć udział w obronie, głośno oświadczając, niemalże w przysiędze, że choćby przyszło by mu skierować broń przeciw Lokiemu, ona nadal będzie kierować jego ręką. Oczywiście, jako że od samego początku byłam nastawiona w stosunku do niej na nie, nie zwróciłam uwagi na fakt, że i tutaj działa jako czyjaś "pomagierka" nie dlatego, że tak jej ktoś każe, lecz z własnej, nieprzymuszonej woli, co więcej, w tej akurat scenie wkroczyła do pomieszczenia tuż po tym, jak Hoder głośno wyraził swą rozpacz z powodu tego, że choć nadal jest w stanie naciągnąć łuk, to przez swoją ślepotę nie może bronić Wiecznej Krainy, z marszu oferując pomoc, co, zdaje mi się teraz, mówi nam co nieco o jej charakterze (a także skłania do żartobliwego stwierdzenia, że być może i jej samej łuk nie jest obcy). Owszem, moja rozpieszczona, uparta część wolała by widzieć ją podczas bitwy rzucającą czary na prawo i lewo (ostatecznie jest też czarodziejką), ale w sumie im więcej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że Sigyn reprezentuje tu typ postaci, który pojawia się we współczesnych filmach rzadko, przynajmniej w stosunku do tych również gotowych do poświęceń i skorych do pomocy, ale z tendencją do zgrywania bohatera i pchania się na pierwszą linię.

Nieco lepiej w relacjach małżeńskich robi się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to Sigyn, jakkolwiek nieskutecznie (a raczej katastrofalnie), próbuje zdobyć materiał do szantażowania Odyna (w celu skłonienia go do uwolnienia Lokiego), co ostatecznie omal co nie doprowadza do śmierci Thora, co z oczywistych powodów go wkurza i o co z oczywistych powodów oskarża Lokiego (żarty żartami, choć w latach sześćdziesiątych zdarzyło się parę razy, że kiedy nie wiadomo było, kto winny, to Thor po prostu wbijał Lokiemu do domu w środku nocy i za kołnierz wyciągał z łóżka, to tutaj akurat miał poszlakę w formie znalezionej w miejscu zbrodni obrączki) Jak na razie nie brzmi to jak "dobra strona" postaci, jednak moje przegrzebywanie się przez znalezione skany w poszukiwaniu tychże zaczęło się właśnie od tego, a dokładniej od sceny, w której, gdy Thor oskarża Lokiego i wspomina "dowód" Sigyn pyta, skąd może być pewny, że wskazuje on na Lokiego i unosi w górę dłoń ("Obrączki zwykle są dwie, również w Asgardzie") (bonusowe punkty za panikującego Lokiego ("Nie, Sigyn, co ty mówisz!? Thor, nie słuchaj jej!") Nie jest to może Crowning Moment of Awesome, ale była to pierwsza scena która dała mi do myślenia. Bo Sigyn jest w niej silniejsza, niż mi się wcześniej jawiła. Owszem, potem jak zwykle ryczy (co ma ten plus, że mamy z kolei zupełnie nowy rodzaj zachowania ze strony Lokiego, który o dziwo ją przytula i robi Thorowi wywód na temat tego, jak to nie jest jej wina, z którym z kolei Thor o dziwo przynajmniej częściowo się zgadza), a sam styl, w którym oryginalnie spartoliła sprawę prosi się o facepalma (się nie bierz dziecko za potężne zaklęcia, jak nie umiesz), ale ostatecznie bierze w końcu odpowiedzialność za swoje czyny i jakimś cudem wychodzi z całego plotline'a może nie moralnie czysta, ale ani o krok bliżej zostania "czarnym charakterem". Jak na wierną żonę "supervillian"Lokiego całkiem niezły wyczyn.
Plus na osłodę fakt, że w sumie skuteczne rzucenie wyszukanego w jakiejś starej księdze zaklęcia z użyciem Ciemnej Energii to też w sumie niezły wyczyn, a że kiedy się stworzony nim konstrukt aktywował, to nie była go w stanie długo utrzymać i w końcu eksplodował... No cóż, zestawmy to z tie-inowymi komiksami do Dark Worlda i mamy tu Ciemną Energię, której Odyn użył do wysłania Thora do Midgardu w Avengersach, czego skutkiem Wszechojciec wylądował pod opieką uzdrowicielki, a Sif i Heimdall mieli moment grozy w którym czekali, aż Thor się poruszy, aby wiedzieć, czy żyje.
Nie no, Sigyn, taką magią się bawić i nie być dość potężną, aby to ZBYT DŁUGO utrzymać to nie wstyd.

No i mamy też ten porąbany komiks, w którym to Loki ponownie panikuje, tym razem dlatego, że Sigyn grozi śmierć, a on nic z tym zrobić nie może, więc prosi Thora (tak, Thora) o pomoc. Ba, porzuca plan i uwalnia go po tym, jak ten został schwytany przez osobników planujących go zamordować (fani pairingu w większości jarają się zarówno tym, jak i zwrotem "moja Sigyn, miłość mego nieśmiertelnego życia" w wypowiedzi, w której objaśnia Thorowi na szybko sytuację, próbując skłonić go do pomocy)
Plusy za gorzkie wątpliwości Sigyn co do zapewnień miłości Lokiego na początku plotline'a, zwłaszcza, że padają zaraz po tym, jak wyjawia jej swój najnowszy diaboliczny plan i prosi, by była jego oczami w Asgardzie.
Z braku wiadomości nie wiem, czy jej ogólne zachowanie jest plusem czy minusem, bo wprawdzie jej odpowiedzią jest "Wiesz, że zrobię, co w mojej mocy...", ale... Nie wiem, jak i dlaczego potem znajduje się ona na tym samym terenie, na którym schwytany został Thor, ale jeśli okazało by się, że z jednej strony nie chciała działać na szkodę męża, więc nie powiadamia władcy Asgardu, ale z drugiej nie chciała pozostać bezczynną, gdy zagrożone jest życie Thora, więc sama ruszyła mu na pomoc... Cóż, spotkałam się ze stwierdzeniem, że wbrew pozorom Sigyn jest bardzo silną kobietą, bo w jej sytuacji ktoś, kto taki nie jest skończyłby jako albo wspólniczka zbrodni, albo maskotka, a ona nie jest ani jednym, ani drugim. To, czy została "wspólniczką zbrodni" zależy właśnie od tego, jak zachowała się tutaj. Jeśli moja teoria jest w tym przypadku prawdziwa, to ostatecznie chyba jednak lubię tę postać :) Nie jest taka zła...

Ale zła strona jest taka, że doszłam do wniosku, że jednak mogłaby nawet fajnie wypaść po adaptacji do MCU. Na pierwszy rzut oka pozbawiona charakteru wycieraczka, taka grzeczna, uprzejma, współczująca, delikatna... Jak coś większego próbuje zrobić, to jest szansa, że spektakularnie spartoli. Tym większy efekt, jak w końcu wykręci jakiś numer, albo się komuś postawi. Choć częściej postawi się tak, że nawet nie zauważysz. Właściwie to najczęściej jeśli coś robi, to nawet nie zauważysz. Ale cel osiągnięty, więc wszystko w jak najlepszym porządku. Można mieć jej za złe to, że pozwala po sobie jeździć werbalnie, ale w sumie spływa to po niej jak po kaczce. Jedno i drugie.
W skrócie Loki robi co chce, a Sigyn robi swoje.

Szkoda, że nie ma szans, żeby była w filmach. Nie mówię, że jako oficjalny love interest. Właściwie wolałabym, gdyby wrzucili ich do tego samego filmu, dali im parę zabawnych scen razem, jedną czy dwie poważniejsze rozmowy, może coś wzruszającego i bardzo otwarte zakończenie, a potem (albo nawet w tym samym czasie) niech tam sobie Loki kręci z Amorą, szczerze mówiąc ten związek brzmi całkiem interesująco.
(No co, ja chcę więcej shipperów dla tego pairingu, którzy nie są napalonymi czternastolatkami traktującymi Sigyn jako swoją prywatną Mary Sue o semi-kanonicznym imieniu maskującym. Sue me.)
OC-holic


Wróć do „Rozmowy o twórczości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość