[BEAST/B2ST] I tu pies pogrzebany?

Tutaj wrzucamy fanfiki o aktorach, muzykach, innych artystach i znanych ludziach w ogóle.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
KathWolfie
amator
Posty: 12
Rejestracja: 14 sty 2010, 20:45

[BEAST/B2ST] I tu pies pogrzebany?

Postautor: KathWolfie » 01 lut 2010, 00:35

Fandom: BEAST/B2ST
Kategoria: GAG, komedia, fluff, może trochę shounen-ai
Pairing: nie ma (śladowe ilości DooSeob i JunSeung )
Ostrzeżenia: Próchniczność XD
Streszczenie: Yo Seob i Dong Woon znajdują szczeniaka. Tak rodzą się problemy wychowawcze :-P
Status: Zakończone

Od autorki: Fic bezsensownie dziecinny, puchowy i ociekający naiwnością. Inspirowane filmikiem z YT, w którym głównymi postaciami byli bawiący się z pudlem członkowie zespołu BEAST/B2ST. Pisane na prośbę ('groźba' byłaby chyba jednak odpowiedniejszym słowem XD) mojej bardzo dobrej koleżanki, Nashirah i oczywiście jej zadedykowane.

2 Od autorki: W ficu występują pewne terminy, które mogą wprowadzać zamieszanie. Chodzi mi mianowicie o słowa takie jak 'hyung' i 'maknae' oraz honoryfikatory '-ah' i '-nim'.
Hyung - zwrot używany przez młodszego mężczyznę/chłopca w stosunku do starszej osoby tej samej płci; 'hyungnim' to grzecznościowa/formalna forma; no i oprócz tego może to być imię (tak jest w wypadku Jun Hyunga) XD
Maknae - zwrot używany przez starszych (ale na ogół "młodych" dorosłych) w stosunku do osoby najmłodszej w grupie
'-ah' - honoryfikator dodawany zazwyczaj na końcu imienia, używany przez osoby, które na ogół dobrze się znają/pracują razem






Doo Joon nie znosił, kiedy Hyun Seung zaczynał zdanie od „Ummm…”. Gdy tylko ten konkretny dźwięk docierał do jego uszu, podświadomość podpowiadała mu, że najbezpieczniej byłoby schować się w toalecie i przeczekać burzę, którą to zazwyczaj zwiastowało.
Tym razem było dokładnie tak samo. Wielkie, ciemne oczy spoglądały na niego spod grzywy miedzianych włosów i wyraźnie mówiły, że szykują się kłopoty.
Hyun Seung nabrał powietrza w płuca.
- Ummm… Hyung… Mamy problem. I to ten z gatunku „niecierpiących zwłoki”…
Brunet oparł się plecami o łóżko, odkładając pada od ukochanego PS3 na podłogę. Podniósł wzrok na swojego dongsaenga, dokładnie mierząc go z góry na dół, jakby usilnie próbując ocenić skalę problemu z którym przyjdzie mu się zmierzyć. Westchnął ciężko, tym samym dając znak młodszemu, żeby kontynuował swoją wypowiedź.
- No więc Yo Seob i Dong Woon… Jakby to powiedzieć… Przynieśli coś do domu. I Jun Hyung jest teraz absolutnie, totalnie… Zresztą, choć i zobacz! – dokończył szybko Hyun Seung, jednocześnie chwytając dłoń Doo Joona i gwałtownie pociągając go za sobą w stronę drzwi.

W przedpokoju było słychać podniesiony głos ich rapera, który nie bez powodu nazywany był przez resztę zespołu „Mamusią”. Lider spodziewał się, że po raz kolejny nagabywania Jun Hyunga dotyczyły odpowiedzialności oraz profesjonalizmu. Jego wywody na pamięć znał nawet menadżer i panie wizażystki.
- Nie może tutaj zostać! Absolutnie NIE MA MOWY – wyraźnie poirytowany głos Jun Hyunga świadczył o tym, że spór przeniósł się już do tak zwanego „stadium średnio zaawansowanego”. Hyun Seung wepchnął Doo Joona do przedpokoju, w którym zebrała się pozostała czwórka. Gi Kwang wydawał się być równie niewtajemniczony jak on, zresztą najprawdopodobniej przyszedł tam prosto z treningu – kropelki potu na czole i odsłoniętych ramionach oraz ręcznik na karku były tego najlepszym dowodem. Z kolei Dong Woon stał wyprostowany, ale wyraźnie unikał karcącego wzroku rapera. Jednak największym zaskoczeniem był widok Yo Seoba, który na rękach trzymał małego psa, nieokreślonej przez Matkę Naturę oraz encyklopedie rasy, jednocześnie łypiąc spod blond grzywki na Jun Hyunga tracącego resztki cierpliwości.

Kiedy zorientowano się, że pozostałych dwóch członków zespołu w końcu pojawiło się na miejscu, w przedpokoju zapanowała chwila wiele mówiącej ciszy. Przerwał ją dopiero pies, który zaszczekał na widok kolejnych nowych twarzy. Yo Seob przytulił go mocniej do piersi i wyzywającym spojrzeniem zmierzył zarówno Doo Joona, jak i Hyun Seunga. Lider stwierdził, że ich „mianowany” maknae był gotów bronić włochatej kulki do upadłego. Zresztą „kulka” chyba też wyczuwała, że jej obrońca będzie gryzł i kopał w razie potrzeby, więc wtuliła się w ramiona drobnego blondyna, spokojnie czekając na rozwój wydarzeń.
Nagle Dong Woon wysunął się nieco do przodu, odzywając się niepewnym głosem.
- Hyung, może ja wytłumaczę… No bo znaleźliśmy tego pieska buszującego w śmietniku koło studia… I Yo Seob stwierdził, że pewnie to maleństwo jest bezdomne… Ogólnie to nie chcieliśmy zostawić go na pastwę losu… I tak się zastanawialiśmy, czy nie można by…
- Nie można by! – warknął wściekle Jun Hyung. – Po ile wy macie lat? Dobrze wiecie, że nie mamy czasu, żeby zajmować się nawet sobą! A co dopiero brać na siebie odpowiedzialność za psa!
- Ale!... – zaczął podniesionym głosem Yo Seob, jednak Jun Hyung kontynuował:
- Poza tym na pewno nie dostaniemy pozwolenia i mogę się założyć, że nie macie pojęcia jak się zajmować tym zwierzakiem!
- Nie prawda! – blondyn był coraz bliższy płaczu.
- A będziesz go wyprowadzał, sprzątał po nim, pilnował, żeby…
- Jun Hyung-ah! – przerwał w końcu Doo Joon, który z rosnącym zaniepokojeniem spoglądał w stronę Yo Seoba, obserwując jak jego ciemne oczy stawały się coraz bardziej szkliste. Było parę rzeczy silnie działających na wyobraźnię Doo Joona, a najważniejszą z nich była właśnie „maskotka” ich zespołu. Blondyn, z nieznanych nikomu powodów, wywoływał w liderze poczucie odpowiedzialności i budzenie się wszelkich instynktów macierzyńskich/ojcowskich/braterskich i tym podobnych. Brunet wiedział, że płacz i oskarżające spojrzenie Yo Seoba będą go prześladować przez najbliższych parę dni, jeśli nie podejmie teraz odpowiednich kroków.
Jun Hyung aż podskoczył, kiedy lider wymówił jego imię. Wbił nieco zaskoczone spojrzenie w poważną twarz – jasnym było, że oczekiwał poparcia ze strony najstarszego członka zespołu.
Doo Joon stwierdził, że zastosuje swoje stałe zagranie – pozwoli wykazać się Yo Seobowi, którego zdolność przekonywania przerażała czasami nawet ich współpracowników. Odezwał się spokojnym głosem:
- Rozumiem o co ci chodzi, Hyungie. Masz rację pod wieloma względami, ale może teraz wysłuchamy co ci dwaj mają do powiedzenia na ten temat? Każdy zasługuje na szansę, prawda?

Gi Kwang odchrząknął, Hyun Seung westchnął cicho, Dong Woon i Jun Hyung zdziwili się w dość podobny sposób, a Yo Seob obdarzył Doo Joona promiennym uśmiechem, który do reszty rozpuścił jego zdrowy rozsądek. W takich chwilach lider wiedział, że sytuacja przechodziła do „stadium zaawansowanego”. Właśnie wtedy Yo Seob nieświadomie zaczynał używać swojej broni absolutnej – uroku pluszowej zabawki. Najciekawszy był fakt, że to ZAWSZE działało. Nawet jeśli ktoś próbował się przed tym bronić…
- Prawda! Potrafimy się nim zająć! Będę go karmił i wyprowadzał! Dong Woon mi przecież pomoże! – zaczął podekscytowany blondyn, nie zwracając uwagi na przerażoną minę „maknae faktycznego”, który aż cofnął się w kierunku ściany. Yo Seob radośnie kontynuował:
- Jun Hyung-ah, ja potrafię być odpowiedzialny. I dopilnuję, żeby nie przeszkadzał nam w pracy i był grzeczny, ale pozwólcie mi go zatrzymać. Każdy potrzebuje domu, zgadza się hyungnim? – wielkie oczy spoglądały na Jun Hyunga spod niesfornych blond pasemek krótkiej grzywki.
- P-pewnie, że tak… -wyjąkał raper, jednocześnie ciężko przełykając ślinę. Doo Joon już od dawna wiedział, że Jun Hyung zawsze toczy wewnętrzną walkę zgadzając się na coś, czemu na początku był absolutnie przeciwny, ale przez to obserwowanie go było jednym z zabawniejszych elementów ich zajętego życia.
-Nie zawiodę! Proszęęęęęę! – Yo Seob i piesek w jego ramionach wyglądali w tym momencie praktycznie tak samo: błagalna poza emanowała czymś dziwnym, czemu NIE MOŻNA odmówić.
Ilekroć Doo Joon widział podobne sceny, zawsze kojarzyły mu się one z metodami perswazji Kota ze „Shreka” i niezmiennie na myśl przychodził mu komentarz Hyun Seunga z ich grupowego, domowego seansu: „Albo mi się wydaje, albo znam kogoś, kto potrafi to zrobić jeszcze bardziej przekonująco…”.
Raper zmiękł. Westchnął ciężko i wzrokiem mordercy spojrzał na wyraźnie usatysfakcjonowanego rozwojem sytuacji Doo Joona, który uśmiechnął się z przekorą:
- W ramach okresu próbnego, co Hyungie?
- Niech Wam będzie… Ale palcem nie ruszę, jak będą się rzucali, o to, że nie możecie tego psa trzymać w domu!
- Dziękuję! – wrzasnął Yo Seob, rzucając się na szyję Jun Hyunga i dusząc go w uścisku.

Gdy oficjalnie uznano, że porozumienie zostało osiągnięte, wszyscy zaczęli powoli powracać do swoich zajęć. Hyun Seung z wyraźną ulgą podszedł do Jun Hyunga i łapiąc go za rękę powiedział cicho coś, co od razu poprawiło mu humor. Po chwili rudzielec zaciągnął rapera do kuchni, roztaczając przed nim wizję porządnego obiadu. Dong Woon stwierdził, że uda się w ich ślady – pogłaskał psa, z czystym sumieniem pozostawiając go opiece Yo Seoba. Gi Kwang szedł w kierunku wspólnego pokoju, ale zatrzymał się na moment i kładąc rękę na ramieniu Doo Joona cicho powiedział:
- Dzisiaj poziom słodkości prawie przyprawił mnie o próchnicę, wiesz?
- Domyślam się… - z rozbawieniem mruknął lider.
Kiedy został w przedpokoju sam na sam z blondynem, usłyszał cichy śmiech. Doo Joon uwielbiał go za to, że potrafili porozumiewać się bez słów. Spojrzał w jego kierunku. Chłopięcą twarz zdobił iście szelmowski uśmiech.
- Zdolna ze mnie bestia, prawda hyung?



***
Doo Joon naprawdę nie znosił, kiedy Hyun Seung zaczynał zdanie od „Ummm…”. A zwłaszcza, kiedy robił to z samego rana, w dodatku tuż obok jego łóżka. Wiedział, że musi zachować zimną krew bez względu na to, co zostanie mu ogłoszone.
- Ummm… Hyung, przepraszam, że cię tak bezczelnie budzę o tej nieludzkiej godzinie, ale mamy problem… I to w dodatku ten z gatunku POTWORNIE niecierpiących zwłoki…
Doo Joon uniósł brew, wyraźnie nie rozumiejąc, o co chodzi. Nie potrafił też wytłumaczyć dziwnego rozbawienia młodszego chłopaka. Podobnie jak nie potrafił zrozumieć bladości twarzy stojącego w drzwiach Dong Woona i histerycznego wręcz rozbawienia Gi Kwanga, który opierał się o framugę zakrywając usta dłonią i wydając nieartykułowane dźwięki przypominające chichot.
- Co się stało?
- Mówiąc bez ogródek: pies Yo Seoba załatwił swoje potrzeby fizjologiczne na designerskie buty Hyungiego… - wymamrotał Hyun Seung. Uniesione kąciki ust wyraźnie mówiły, że tylko silna wolna powstrzymuje go przed wybuchem.
Mózg Doo Joona raczej słabo przetwarzał informacje i bodźce ze świata zewnętrznego tuż po przebudzeniu. Kiedy dotarło do niego znaczenie słów młodszego chłopaka odwrócił się gwałtownie na brzuch i przykrył dokładnie cienką kołdrą. W całym pokoju było słychać jego stłumiony śmiech.
„Teraz będziesz się musiał ubrać na różowo i udawać królika przez miesiąc, żeby się z tego wykaraskać, Yang Yo Seob” pomyślał Doo Joon, chowając głowę pod poduszką.

Awatar użytkownika
Hikari-chan
amator
Posty: 1
Rejestracja: 04 paź 2010, 20:45

Postautor: Hikari-chan » 05 paź 2010, 18:09

Świetne, urocze boskie!!! ( to nic,ze cukierkowe ) dzisiaj miałam ochote na takie slodycze ^^ :shock: talenciara z Ciebie xD

Awatar użytkownika
Tlen
amator
Posty: 8
Rejestracja: 15 lis 2011, 16:26
Lokalizacja: Szczecin
Kontaktowanie:

Postautor: Tlen » 18 lis 2011, 12:03

Urocze, szczególnie Yo Seob. Oczywiście, nie umarłam z boskości, ale bardzo mi się podoba.
Obrazek


Wróć do „Znani ludzie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość