Strona 1 z 1

[wiersze] Ubi sunt

: 17 wrz 2013, 18:47
autor: RedHatMeg
Poniższe wiersze należą do serii Ubi sunt, której tematyką jest ogólnie przeszłość. Nie zamieszczam wszystkich, bo jeden jest niedokończony, a niektóre nie nadają się, moim zdaniem, do publikacji. Pragnę jeszcze nadmienić, że dostałam nagrodę na studenckim konkursie plastyczno-literackim za wiersz o Edgarze Alanie Poe.

Fandomy: W zasadzie wiersze są o postaciach historycznych, ale jest jeden do Moby Dicka.
Kategoria: wiersz (duh!)
Opis: Seria wierszy o postaciach historycznych, między innymi Antoinie Lovoisier, Edgarze Alanie Poe i o armii szkockiej podczas bitwy pod Culloden.

Ubi sunt – Państwo Lavoisier[1]
Niczym zdjęcie rodzinne:
Twa młoda żona zastała cię w pracowni.
Z oczami i buzią pełnymi melancholii
Jest zwrócona do malarza.
Cóż mogła wiedzieć o twym przyszłym losie?
Tyś, być może, przeczuwał, że
Ci, którym pomogłeś,
Uznali cię za zdrajcę.
Biedne dziecię jednego z wielu Saturnów!
Tyś jak Kandyd
Na inkwizycji Rewolucji Francuskiej.

Jakże twa małżonka tęsknić musiała
Za twą wielka głową,
Co spadła z karku twego oświeconego.

Patrz! Przy obrusie kolba leży.
Tam, na podłodze.
O, ironio przeklęta!
Obrus czerwony jest,
A małżonki suknia biała.
Za wami ściany udają niebo.
O, ironio wstrętna!

Tyś niezadowolony
Długim pozowaniem z odstającą nogą.
A może gniew w tobie wzbiera,
Bo przerwano ci pracę.

Być może słuchasz
Co za oknem dźwięczy.
Może właśnie zaczyna się Rewolucja,
A może po prostu zaglądasz do wielkiej książki
Z badaniami starego alchemika,
Albo zerkasz na eksperyment poza malarskim kadrem.
Może po prostu cośkolwiek innego odwróciło twoją uwagę od probówek.
Być może napawa cię to niepokojem o twą wielką głowę.

Ubi sunt – Kruk
Znów chrobocze do drzwi
Fatum z długim, czarnym dziobem…
Panie Poe, to tylko ptak.
Już dawno nie był na żadnej bitwie .
Kruki nie mówią, każdy to panu powie,
Jak też i to,
Że łzy po Lenorze kiedyś wyschną,
A cierpienie serca odejdzie w niebyt.

Dwie róże i pół whisky –
Odprawa współczesnych dla naszego
Pana Edgara A. Poe[2].
Róże da pan matkom[3],
A whisky wypije z żoną.

Niech pan się nie obawia –
Fatum zostanie tutaj.
Tam – w krainie wiecznej szczęśliwości,
Gdzie pan i pana zmarli bliscy,
Gdzie łez nie ma i
Bólu nie doświadczy pan –
Tam kruk nie wleci. Święty Piotr nie wpuści go.

Innemu panu Poe uprzykrzy życie
I innemu ciemnymi nocami będzie
Dawać bezczelną odpowiedź: Nigdy więcej.

Teraz, kiedy
Opuścił pan ten okrutny świat,
Padół zimnej krwi,
Raj dla skostniałych, nieszczęśliwych gnębicieli;
Teraz, kiedy nic już pana nie trzyma
Domu Usherów, serca bijącego,
Kruków dręczących przyzwoitych ludzi;
Teraz niech się pan cieszy,
A nie martwi o kruki.

Nam pozostaje czytać zaszyfrowane obrazy
Pana niedoli,
Ukryte w Studni dywagacje na temat natury ludzkiej
No, i o pana prześladowcy
W ciele tego potwornego ptaka.
Powiem jeszcze jedno:
Nigdy więcej pan go już nie ujrzy,
Nigdy więcej, panie Poe.

Ubi sunt – Culloden
Równina zarosła już trawą.
Trawa zakryła ślady bohaterów.

Ruiny. One stoją stargane
Zimnym, szkockim wiatrem,
Który w oczy wiał obu armiom
W tamtych dniach.

Stoją ich duchy w równych szeregach.
Dudy grają z obu stron,
Choć po tej walce zakazane.
A dudziarze zdolni.
Póki tchu, będą grać.

Zmęczeni Szkoci
Ze swym wielkim duchem,
Ze swą góralską dumą
I ze swą Wielką Nadzieją –
Młodszym Pretendentem –

Czekają.
Czekają na znak.

Wolność – za nią umierać warto!
Nie pierwszy raz bronili jej
I pewnie nie ostatni.

Okrywam się mocniej kurtką.
Zaczyna być naprawdę bardzo zimno.

Zaczyna się atak.
Dym Niewiedzy zasłania mi oczy.
Widzę tylko niedobitych,
Widzę martwe Kwiaty Szkocji,
Widzę jeńców
I widzę Nadzieję uciekającą za ocean.

Wolności! Wolności! – krzyczą górale.
Ich krzyk cichy jak piski szczurów
W angielskich chatach i urzędach.
W angielskich koloniach i galerach.

Nadziejo! Nie opuszczaj nas tak prędko!
Jeszcze możemy powstać!
Jeszcze możemy być narodem!

Honorze! Honorze!
Gdzie byłeś, kiedy nas Anglikom sprzedawali
Nie obcy, lecz nasi?

Tymczasem rosło nowe pokolenie.
Poeci nowych warunków
Rozpoczęli nową epokę –
Epokę uczucia – którą kontynuowały inne narody.

Jeden tak podobny,
Tak samo cierpiący,
Tak samo zniewolony,
Tak samo dumny,
Że to aż dziwne.

Równina zarosła już trawą.
Trawa zakryła ślady bohaterów.
Bohaterowie spoczywają w pokoju.

Ubi sunt – Powrót Moby Dicka
W gospodzie „Pod wielorybnikiem”
Wokoło starca siedzą malcy.
Opowiada im starzec swą młodość
Na „Peqaudzie” – statku przeklętym.

Nawiedzają starca zwidy.
Nagle do jednego ze stołów siadają
Trzej znani starcowi z koszmarów harpunnicy.
Tasztego – co duchy nie pomogły mu w ucieczce,
Dagoo – krzyczał, ale nikt nie słyszał,
Queeqeg – ten wielkolud, co ich mało na świecie.

Ostrzą swe harpuny, nie wiedząc, że
Już koniec wyprawy pechowej.
Wtem do starych uszu bęben dochodzi.
Jego mały właściciel z całych sił uderzał, ale nikt, prócz starca,
W gospodzie nie słyszał.

Ten bęben woła: „Chodź do nas na łowy!
Kapitan cię czeka! Łowić będziem Moby Dicka.”
Starzec mimo ludzi w krzyk: „Jego złowić się nie da!”
Dobosz – Pip mu było – zaprzestał bicia w bęben.
Miast tego powiedział: „Ahab, nasz kapitan, idzie nie bez celu.”

Oto do karczmy wchodzi On z oficerami.
„Izmaelu.” – Jego głos potężny.
„Izmaelu, chodź” – nawołuje Stubb.
„Izmaelu, praca czeka” – dodaje Flask.
„Izmaelu, znikaj jeśliś nie samobójca” – nakazuje Sturback.
„Izmaelu, do czorta, Moby Dick, on wrócił. Twe ręce potrzebne.”
Starzec woła: „Precz do morza, wspomnienia!”
Ale one są nadal.

Oficerowie wołają harpunników.
„Będziem łowić Moby Dicka” – cieszą się Stubb i Flask.
Sturback począł wahać się.
On nie chciał, nie przymierzał się.
Moby Dick był dla niego zwierzęciem-niszczycielem.
Nie do pokonania.

Mówił wariat Eliasz:
„Tylko jeden przeżyje marynarz.”
Mówił szarlatan Gabriel:
„Zguba was czeka z płetw Moby Dicka.”
Mówili o nim od przylądka Horn po Nuntucket,
Że nikt nie jest dość silny.

Izmael wybiega za zwidami.
Idą do portu na swą zgubę.
Już harpunnicy szykują ostrza,
Już marynarze pokład szorują,
Już oficerowie sprawdzają liny,

Ale kogoś nie ma.
Ten ktoś potrzebny.

Sam Ahab do starca woła:
„Izmaelu! Najwyższa pora! Migiem na pokład!”

Lecz Izmaela przeraża ten statek widmo.
Jego deska tak oślizgła od glonów,
Jego żagle tak zniszczone od soli,
I mgła okrywa „Peqauda” od zewnątrz.

„Dobrze robisz, chłopcze” – pochwalił go Sturback.
Nagle coś błysło w oddali.
Biała łuna z gejzerem.

„Moby Dick! Do licha!” – Ahab w gniew.
Wszystkie trzy szalupy ruszają za wielorybem.
Izmael znów widzi koszmar z lat młodzieńczych.
Oto znów załoga na rychłą śmierć wyrusza.
Na starych policzkach łza opada do morza
Tam, gdzie spoczynek „Peqauda”
I Moby Dicka.
-------------------------------
[1] Wiersz ten dotyczy „Portretu państwa Lavoisier” pędzla Jean-Luis Davida.
Obrazek
[2] W rocznice śmierci poety ktoś zostawia na jego grobie do połowy wypitą whisky i dwie róże.
[3] Poe miał dwie matki. Pierwsza umarła, kiedy miał 5 lat, a druga – pani Allen – zajęła się nim po tym zdarzeniu.

: 17 wrz 2013, 22:11
autor: Astroni
Ojej... Ledwo zaczęłam to o Alanie Poe czytać (bo od niego zaczęłam), to aż mnie zatkało. Nie sądziłam nigdy, że potrafisz tak pięknie układać wiersz. Inaczej: nie sądziłam, że ktokolwiek kogo znam, by umiał.
O Kruku jeszcze - niewiele zrozumiałam z tekstu, bo biografii tego pana nie znam, a do przypisów nie chciało mi się latać - po prostu niesamowicie miło mi się czytało. Wiesz, jak to jest - otwartych dziesięć kart w przeglądarce, dwa ShoutBoxy, jedna strona z dowcipami i pięć dyskusji na forum, które nie chcą się załadować. A tu nagle zaczynam czytać i się tak nagle uspokajam.
No co mogę powiedzieć - znało się jury na tym konkursie, że właśnie za ten wiersz dostałaś nagrodę :-D

Pokażę wiersz koledze - właśnie dlatego zaczęłam czytać od środka, bo mam wielbiciela pana Poe wśród znajomych i ciekawiło mnie, czy będzie coś wartego pokazania. Zalinkuję mu z radością :)

Co do innych - jedynie Powrót Moby Dicka uważam za zwyczajniejszy, taki zbyt rzeczowy był w porównaniu z resztą. Ale dwa pozostałe ładne, chyba na równi. A co do Cullodenu:

Jeden tak podobny,
Tak samo cierpiący,
Tak samo zniewolony,
Tak samo dumny,
Że to aż dziwne.

Czyżby to o Polsce było?