[Dragon Ball] Gorzko!

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Galena
amator
Posty: 22
Rejestracja: 25 cze 2010, 22:41
Kontaktowanie:

[Dragon Ball] Gorzko!

Postautor: Galena » 29 cze 2010, 10:24

Tekst ma dwa lata, ale nadal go lubię. Publikowany był już tu i ówdzie, więc istnieje pewna ograniczona możliwość, że ktoś to zna z Craiisa lub ChibiArigato.
Wyprodukowanie tego poniżej to raczej efekt zabawy formą, niż czegokolwiek innego (kompilacja kilku AU łaziła za mną od dawna, tylko nie miałam w co jej upchnąć. W końcu Wen nazwał mnie głupią kobietą i już wiedziałam, gdzie mi historia podpasuje pod formę...)

tytuł: "Gorzko!"
fandom: Dragon Ball Z
kategoria: 13+ [albo i brak]; Gen
opis: Każdy chciałby zmienić najgorsze wydarzenia z własnej przeszłości. Schody zaczynają się wtedy, gdy taką możliwość się otrzymuje. Bo trzeba wtedy podjąć decyzję.
ostrzeżenia: Angst!AU.
znajomość fandomu: wskazana
status: skończony



"But the future refused to change... "
Chrono Trigger


"Gorzko!"


Zero.

Powietrze w sali pachniało smarem, rozgrzanym metalem i ozonem. Chłód panujący w pomieszczeniu sprawiał, że ramiona pokrywały się gęsią skórką, a po plecach przechodził mimowolny dreszcz, zupełnie, jakby spodziewał się czegoś groźnego, co wyskoczy z wściekłym wrzaskiem i rządzą krwi w oczach zza któregoś z chrzęszczących kołami zębatymi urządzeń.
Założył ręce na piersi i zmarszczył brwi. Zupełnie jakby spodziewał się, że w ten sposób zdoła odegnać strachy i obawy, które z niewyjaśnionych przyczyn muskały lodowatymi palcami jego umysł.
- Jesteś pewna, że to będzie działało? – burknął w końcu, gniewem i arogancją maskując niepewność.
Spojrzała na niego z pogardą godną Saiya-jina obserwującego słabszą rasę.
Chyba to w niej było takie… intrygujące.
- Oczywiście, że będzie działało – obrugała go, prychając gniewnie. – Za kogo ty mnie masz, co?
Nie odpowiedział, przypatrując się rzędom cyfr migających na ekranie i zmieniających się co chwila tak, że ledwo mógł nadążyć z ich odczytaniem.
Nie zdołał dostrzec w tym sensu. Nawet pomimo zawiłych tłumaczeń ludzkiej kobiety. Która jednocześnie filuternie poprawiała włosy i przyglądała mu się w coraz bardziej jednoznaczny sposób. Może dlatego nie zdołał tego pojąć, w końcu były ważniejsze sprawy niż rzędy cudacznych znaczków.
Zimne, niebieskawe światło ekranu rzucało dziwne cienie na twarz kobiety pochylonej nad klawiatur, nadając jej nierzeczywisty wygląd. Zupełnie jakby była zjawą, która z niewyjaśnionych przyczyn nawiedziła to miejsce. Oczy lśniły gorączkowo, zupełnie jakby odbywała w tej chwili pojedynek z wymagającym przeciwnikiem.
- A kiedy zacznie działać? – prychnął kpiąco.
Łypnęła na niego złowrogo i właśnie miała zamiar odpowiedzieć.
Wtedy zamrugała jarzeniówka. Najpierw jedna, potem kilka następnych, aż w końcu całe pomieszczenie migotało niczym cyfry, ciągle przesuwające się na ekranie.
- C… co sie dzieje? – jęknęła.
- To ty masz to wiedzieć, kobieto! – warknął, odruchowo stając w gotowości do obrony.
Ale nijak nie dało się walczyć z jasnością, która nagle ogarnęła ich ze wszystkich stron.

***

Otworzył jedno oko. Skrzywił się, migrena zaatakowała podstępnie i znienacka, wbijając się świetlistym ostrzem w głąb czaszki. Wymamrotał kilka przekleństw, podniósł się do pozycji siedzącej i siłą woli zmusił do tego, aby otworzyć drugie oko.
Migrena czaiła się w ukryciu, by znaleźć okazję do kolejnego ataku.
Zlustrował otoczenie. Skały, ziemia, wzgórza, Bulma, skały, pustkowie. Kobieta jęknęła i mamrocząc pod nosem słowa, których części nie potrafił zinterpretować podniosła się i otrzepała ubranie.
- Gdzie jesteśmy, kobieto? – wymamrotał, usiłując zignorować kolejne ukłucie bólu.
- Co ja, wróżka jestem? – prychnęła, poprawiając włosy.
- To była twoja maszyna – oznajmił oskarżycielskim tonem.
- Stałeś obok, musiałeś popsuć!
- Jak niby? – uniósł brwi w zdumieniu. Długotrwałe doświadczenie sprawiało, że unikał jakiegokolwiek kontaktu z czymkolwiek skonstruowanym przez Bulmę. Miało paskudny nawyk wybuchania, gięcia się, wydawania dziwnych dźwięków. I doprowadzania konstruktorki do stanu szewskiej pasji.
- Popatrzyłeś na komputer i zdechło z wrażenia!
Prychnął, nie czując potrzeby innego skomentowania jej słów, odwrócił się. I wtedy coś zwróciło jego uwagę.
Niebo, lśniące niemalże zapomnianymi gwiazdozbiorami.
Nawet, gdyby chciał coś powiedzieć, to nie mógłby – najnormalniej w świecie zabrakło mu tchu. Ciągle patrząc w niebo opadł z powrotem na ziemię, uderzając kolanami o twarde kamienie i za nic mając sobie książęcą godność.
- …Vegeta? – zamrugała, zdziwiona i chyba lekko zmartwiona jego dziwnym zachowaniem.
- A żebyś, kurde, wiedziała – wydusił z siebie.
Spojrzała jak na, nie przymierzając, chorego psychicznie. Po chwili jednak jej oczy rozszerzyły się w zdumieniu.
- Ale… jak? – wykrztusiła.
- Nie mam pojęcia.

***

Sprawy wyglądały prosto. Jakimś, niewyjaśnionym sposobem znaleźli się na planecie, która od ładnych dwóch dekad nie miała prawa istnieć, zniszczona przez kosmicznego tyrana. Ale jakoś nie miała ochoty tego prawa przestrzegać, przeszło przez myśl Bulmie po drugiej godzinie marszu przez skaliste pustkowie. Bolały ją nogi, miała miękkie podeszwy i czuła przez nie każdą nierówność terenu. Vegeta nie zwracał specjalnej uwagi na jej jęki, parł twardo do przodu, zdecydowanym krokiem, z dumnie uniesioną głową, wpatrzony w majaczące w oddali niewyraźne budowle.
- Co zamierzasz zrobić?
Przystanął, cztery kroki przed nią. Milczał, a wiatr targał kurz, podrywając go w górę i rozdmuchując w fantazyjne fale.
Dobre pytanie, przeszło mu przez myśl. Próbował się na tym zastanowić, ale miał wrażenie, jakby w jego głowie powstała czarna dziura i wessała całą zawartość, pozostawiając jedynie ciało, reagujące tylko i jedynie na bodźce. W dodatku z opóźnieniem, przyznał niechętnie. To, że kobieta podeszła zauważył dopiero, gdy poklepała go po ramieniu. Sądząc z jej wyrazu twarzy, klepała dosyć długo.
- Nie możemy przecież pójść tak po prostu przed siebie, wleźć do pałacu, czy w czym Saiyanie zwykli przechowywać rodzinę królewską i oznajmić twojemu ojcu, że został dziadkiem, a tak w ogóle, to zaraz zostanie zamordowany przez swojego pracodawcę. Razem z resztą planety! Nie możemy…
Spojrzał na nią z namysłem.
- Możemy? – zapytała nieco drżącym głosem, widząc wyraz jego twarzy.
- Masz lepszy pomysł?
- Szczerze? Nie – wzruszyła ramionami, udając, że wcale nie przejmuje się tym, ze jest słabą ludzką istotą na planecie krwiożerczych wojowników zamieniających się w gigantyczne małpy podczas pełni księżyca. Właśnie miała ponownie ruszyć przed siebie, gdy poczuła, jak muskularne ramię obejmuje ją w talii.
- Teraz? – zapytała bezmyślnie.
- Czy ty myślisz tylko o jednym? – prychnął. – Jak się przelecimy, to będzie szybciej. I przestań chichotać!

***

Beatto ziewnął, nie kłopocząc się zasłonięciem ust dłonią. Warta pod drzwiami pałacu była zaszczytnym zajęciem, powierzanym tylko najlepszym, którzy odpoczywali na rodzimej planecie pomiędzy misjami. Była też niewiarygodnie wręcz nudna.
- A ty to jak zwykle jesteś obrzydliwy – warknęła Roote, a jej ogon zadrżał gniewnie.
Prychnął, nie zwracając na nią specjalnej uwagi. Kobiety były dziwne, nawet jeżeli chodziło o te dorównujące siłą mężczyznom. Zawsze coś im nie pasowało, zawsze musiały tracić czas na tak bezsensowne rzeczy, jak próby ułożenia włosów w jakiś regularny sposób. Uśmiechnął się krzywo, widząc jak Roote przeczesuje włosy dłonią. Przynajmniej była mniej radykalna od Selipy i ich nie obcięła.
Właśnie miał to skomentować, gdy ich nadajniki oszalały, wszczynając alarm i naliczając błyskawicznie jednostki.
- Co jest z tym złomem?! – warknął. – Przecież nikogo nie widać!
- Ale ktoś się zbliża – Roote gorączkowo manipulowała przy swoim nadajniku, usiłując złapać obraz. Właśnie jej się udało, gdy między nimi pojawił się mężczyzna z niebieskowłosą kobietą na rękach. Jego aura płożyła się po ziemi i wydawała się być namacalna.
- Przekroczyłeś dozwoloną prędkość! – wrzasnęła kobieta, wymachując rękoma we wściekły i zupełnie bezsensowny sposób.
- Jakbyś ty tego nigdy nie robiła – wzruszył ramionami.
- Ja przekraczam prędkość rozsądnie!
Roote zamrugała oszołomiona, nie za bardzo wiedząc, co się w ogóle dzieje. Beatto zacisnął zęby. Nie znosił być ignorowanym, a ta parka zachowywała się, jakby go tu w ogóle nie było.
- Przejścia nie ma! – oznajmił, mierząc nowoprzybyłych morderczym wzrokiem. – Podajcie cel przybycia…
- A spadaj – mruknął i poruszył lekko dłonią.
Zanim Saiya-jin zorientował się, co się dzieje uderzył plecami o ścianę sąsiedniego budynku, tracąc przy tym oddech.
Roote przełknęła ślinę. Doskonale zdawała sobie sprawę, że z takim przeciwnikiem nie ma najmniejszych szans. Poza tym, on był tak szalenie podobny do… ruszył przed siebie, stopień po stopniu zbliżając się do niej i do drzwi, których miała pilnować. Ich ciemne oczy spotkały się na chwilę.
Ustąpiła mu z drogi.
- Ty głupia kobieto! – warknął Beatto, wstając z ziemi. – Dlaczego ich przepuściłaś?!
- A co miałam zrobić? – prychnęła gniewnie. – Atakowanie tego typa byłoby równie głupie, jak atakowanie Freizy albo Drużyny Ginyu!
Skrzywił się.
- Co nie oznacza, że możesz sobie ot tak kogoś wpuścić do pałacu.
- Gdzie ty masz oczy, co? – potrząsnęła głową, nadal zamiatając ze zdenerwowania ogonem.
- O co ci znowu chodzi?!
- Wyglądał jak Vegeta. Tylko trochę niższy i bez brody.
Beatto wymamrotał przekleństwo pod nosem. A zaraz potem jeszcze kilka, po czym zmienił język na bardziej obfitujący w ciekawe zwroty.
Tymczasem młody Saiyański książę pewnym siebie krokiem przemierzał labirynt korytarzy, prowadząc swoją towarzyszkę prosto do komnaty, w której zwykł przebywać jego ojciec.
Uśmiechnął się krzywo, gdy dodarł do, jakże znajomych!, drzwi. Ciągle pamiętał, mimo że minęło tak wiele czasu. Obrazy z dzieciństwa, zatarte i w kolorze sepii teraz ożywały przed jego oczyma, lśniły pełną feerią barw, niemalże zbyt jaskrawe żeby być rzeczywistością.
Drzwi z hukiem uderzyły o ścianę, by po chwili rąbnąć o podłogę. Wyrwane zawiasy sterczały smętnie w różne strony.
- Kto…?! – władca obrócił się, odruchowo przyjmując bojową postawę. Gdy jego oczy trafiły na twarz potencjalnego agresora zamarł w bezruchu, usiłując wydusić z siebie jakikolwiek komentarz.
- On jest od ciebie wyższy – skomentowała niebieskowłosa kobieta, porównując obu mężczyzn.
- Milcz – burknął Vegeta.
- Dlaczego… ty… - z trudem wykrztusił władca Saiyan. – Kim jesteś?!
Książę przewrócił oczyma i wziął głęboki wdech.
- Powiedzmy, że jesteśmy z przyszłości. – zamilkł na chwilę, szukając odpowiednich słów. – Nie tak dalekiej.
- Myślisz, że w to uwierzę?! – mężczyzna warknął, obnażając zęby.
- A jak inaczej wytłumaczysz to, że on wygląda jak niższa wersja ciebie? – prychnęła Bulma. – Nawet zachowujecie się podobnie, chcecie zagryźć wszystko, czego nie znacie.
- Milcz kobieto! – krzyknęli zgodnie.
W komnacie zapadła cisza. Po dłuższej chwili przerwał ją władca, już spokojniejszym tonem.
- Jak wygląda przyszłość? – przygryzł wargę, po czym dodał trochę mniej pewnym siebie tonem – synu?
- Freiza zniszczy tę planetę – niższy z mężczyzn uśmiechnął się krzywo. Krzywo i gorzko.

Raz.

- Freiza zniszczy tę planetę – niższy z mężczyzn uśmiechnął się krzywo. Krzywo i gorzko.
- To niemożliwe! - oczy mężczyzny rozszerzyły się w szoku. – Przecież my…
- Tak, wiem – Vegeta wpadł mu w słowo. – Podbijamy dla niego kolejne planety, nawet te zamieszkane przez szczególnie niebezpieczne istoty. Walczymy, zabijamy, umieramy i cała reszta tych bzdur. Fakt pozostaje faktem, w naszej przyszłości posłał do diabła planetę a wraz z nią wszystkich Saiyan.
- I nic nie zdołamy zrobić? – zacisnął pięści w bezsilnym gniewie. – Jego moc nie równa się z niczym…!
Vegeta przewrócił oczyma. Władca zmarszczył brwi, dostrzegając wyraz twarzy swojego rozmówcy.
- Zdołamy…? – zapytał, starając się, aby w jego głosie nie rozbrzmiewała nuta nadziei.
- To może mieć poważne skutki jeżeli chodzi o przyszłość… - zaczęła Bulma.
- Pieprzyć przyszłość.
Potem wszystko potoczyło się prosto.
Freiza przemierzał salę tronową, by zademonstrować po raz kolejny Saiyanom, że nawet ich władca musi się przed nim kłaniać.
Uśmiech spełzł z jego twarzy, gdy zauważył, że potężnej postury mężczyzna wcale nie podrywa się jak zwykle, by mu zasalutować.
- Co to ma znaczyć? – wysyczał przez zęby. Usłyszał za sobą poruszenie. – I kto to jest?! Bez mojej zgody nikt…
- Och, zamknij się wreszcie – Vegeta prychnął kpiąco, gdy dotychczasowy postrach wszechświata pod wpływem wściekłości wytworzył wokół siebie aurę. Kiedyś robiło to na nim wrażenie. Silny blask, zapach ozonu i wyładowanie elektryczne, gdy jakaś drobinka kurzu weszła w bezpośredni kontakt z Ki. Kiedyś… teraz było to po prostu śmieszne.
- Zginiesz! – warknął Freiza, a pocisk czystej energii pomknął prosto w stronę tego, który go rozwścieczył.
Vegeta przewrócił oczyma, przejął pocisk, zupełnie jakby to była piłka do tenisa.
-Kim ty jesteś?!
- Jestem Legendą – odpowiedział spokojnie po czym jego włosy rozbłysnęły złotem, a z dłoni wystrzelił potężny łańcuch skondensowanego Ki.
Padł trup. O ile kupkę pyłu można nazwać trupem.
Później… zanim władca wszystkich Saiyan się obejrzał niebiesko włosa (kobieta jego syna z przyszłości, jak zdążył się zorientować) zbudowała jakąś dziwną maszynę, do której go brutalnie wepchnęła. Przy pomocy nogi. Było to tak zaskakujące, że z wrażenia jej nie zabił.
Aktualnie siedział wbity w zdecydowanie zbyt miękki fotel w salonie o oknach przyozdobionych koronkowymi firankami, niezdarnie trzymając filiżankę herbaty w nieprzywykłych do porcelanowej zastawy palcach.
Bulma wkroczyła do pokoju dzierżąc w dłoniach połyskujące lukrem i marmoladą wypieki.
-Ciasteczko – oznajmiła, pochylając się nad brodatym mężczyzną z tacą.
Spojrzał na nią, jak na niespełna rozumu.
- Ciasteczko – powtórzyła, a jej ton osiągnął temperaturę zera absolutnego. Wziął łakoć i wpatrywał się weń podejrzliwie, jakby spodziewając się, że wykorzysta moment zaskoczenia i ugryzie go w tyłek.
Przynajmniej jego syn był najpotężniejszym z Saiyan. Kobieta czasami przebąkiwała o jakimś Goku, ale nie zwracał na to szczególnej uwagi. W końcu Vegeta nie zaprzeczył.
Tylko jakoś tak ponuro wyglądał przez okno, jakby mając nadzieję, że jego marsowa mina przegna z nieba prażące słońce.

Dwa.

- Freiza zniszczy tę planetę – niższy z mężczyzn uśmiechnął się krzywo. Krzywo i gorzko.
- To niemożliwe! – oczy mężczyzny rozszerzyły się w szoku. – Przecież pracujemy dla niego! Walczymy dla niego, umieramy w jego cholernym interesie!
Kobieta przygryzła wargę, jej towarzysz porzucił uśmieszek na rzecz śmiechu, jeszcze bardziej pełnego goryczy.
- On się boi – powiedział, ciągle się śmiejąc. – Boi się Saiyan, boi się drzemiącej w nas mocy. Usłyszał legendę o wielkim wojowniku i tak się przeraził, że nie może spać po nocach.
- I dlatego mamy umrzeć? – pokręcił głową w oszołomieniu. – Bo on boi się bajek?!
Zacisnął pięści i gniewnym krokiem podszedł do okna, po czym zawrócił. Łopocząca peleryna niczym kurtyna przesłoniła na chwilę widok za nim.
- Nie możemy nic zrobić – przystanął, opuszczając ręce wzdłuż tułowia, ciągle dumnie wyprostowany. – Jest zbyt silny. Powiedz mi… czy jest nadzieja?
Vegeta milczał przez chwilę, intensywnie wpatrując się w ścianę gdzieś za swoim ojcem. Bulma zerkała na obu mężczyzn nerwowo.
- Powiedziałeś, że planeta zostanie zniszczona. To koniec, prawda?
Książę przytaknął.
- Tak myślałem – westchnął ciężko, czując się nagle znacznie starszy, niż był w rzeczywistości. – A czy ktokolwiek zdoła nas pomścić…? Czy…
- Jeżeli chcesz zapytać o legendarnego wojownika… istnieje naprawdę. A Freiza zginie z jego ręki.
Władca uśmiechnął się z ponurą satysfakcją, po czym wbił oczy w osobę, którą kiedyś stanie się kiedyś jego syn. Wzrok mężczyzny wydawał się niesamowicie ciężki. A jego następne słowa tak proste do przewidzenia…
- To będziesz ty, prawda mój synu? Zawsze byłeś wyjątkowy, zawsze potężniejszy od innych…
Vegeta wymienił spojrzenia z Bulmą.
- Tak. Jestem najpotężniejszym z tych, którzy kiedykolwiek stąpali po tej planecie.
Zawsze był dobrym kłamcą.
I nigdy tak bardzo nie nienawidził własnej słabości jak w tym momencie.


Trzy.

- Co zamierzasz zrobić?
Przystanął, cztery kroki przed nią. Milczał, a wiatr targał kurz, podrywając go w górę i rozdmuchując w fantazyjne fale.
- Przecież możesz coś zrobić, prawda? – zaczęła znowu, wpatrując się w plecy mężczyzny.
Przygryzła wargę. Nie podobała jej się ta cisza, nie podobała jej się piosenka nucona przez wicher, ani czerwonawe niebo.
- Vegeta… on ich kiedyś zabił, ale teraz jesteś znacznie silniejszy, nie? – starała się mówić, jakby była pewna siebie, ale głos odmawiał jej posłuszeństwa, był drżący i słaby. Do diabła z tym. – Zniszczysz go i wszyscy przeżyją, i… i…
- Ale wtedy coś potoczy się inaczej – powiedział. Podejrzanie cicho i spokojnie.
- Co masz na myśli? – zapytała, znając doskonale odpowiedź. Nie była głupia. I właśnie strasznie tego żałowała.
- Coś potoczy sie inaczej. Wszystko inne też… jak cholerna lawina po strąceniu głupiego kamyka. – zacisnął dłonie w pięści, mięśnie barków lekko zadrżały. – Wiesz co mam na myśli, prawda? Kobieto?
- To nie jest sprawiedliwe – wymamrotała cicho, czując sól w ustach. Sól i żelazo.
- Pewnych rzeczy po prostu nie da się zmienić. I tyle – skomentował krótko. – Nie wiem, jak chcesz to zrobić, ale sprowadź nas z powrotem.
Skinęła głową, doskonale świadoma, że nie mógł tego widzieć. Oblizała zaschnięte wargi.

***

Kostki lodu brzęczały w szklankach. Alkohol był zimny i mocny.

***

I nikt nie usłyszał krzyku umierającej planety, otulonej milczącym płaszczem wszechświata.
craiis.org.pl , bo nie tylko fanfikiem człowiek żyje.

The world is full of tragedies
So how can it be wrong?
Singing death death death death
Devil devil evil evil songs

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2473
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 29 cze 2010, 11:25

Pewnie nie zdziwię nikogo jeśli powiem, że kojarzyło mi się to z Doktorem Who :-P Napisane oszczędnym stylem (ale nie za bardzo), więc dobrze mi się czytało. Co prawda uważam, że powinno być Sajanin lub Saiyanin, a nie "Saiya-jin" i Freezer a nie "Freiza", bo nie piszemy katakaną tylko alfabetem łacińskim, który umożliwia poprawne napisanie tego słowa, ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Fanfik mi się podobał, bo poruszyłaś jeden z moich ulubionych motywów w całym DBZ. Pamiętacie special o zniszczeniu Vegety? To było boskie.

PS. Ale serio, Doktor i Mistrz są jak Goku i Vegeta. Ostatni ze swojej rasy, mają love-hate relationship i ich planeta została zniszczona. Czy tylko ja to dostrzegam :shock: ? (a Mistrz nawet zrobił super Sajana w End of Time:P)
Obrazek

Awatar użytkownika
Galena
amator
Posty: 22
Rejestracja: 25 cze 2010, 22:41
Kontaktowanie:

Postautor: Galena » 29 cze 2010, 12:55

Tutaj nie ma mirrielowego zwyczaju nie odpowiadania na komentarze przez autora, czy właśnie się wygłupiłam? ^^'

Doktora Who to chyba nie widziałam jeszcze, a kolejka filmów do zaliczenia spora.

Odnośnie imion - nie byłam pewna jedynej i słusznej wersji, więc uznałam że ta najbardziej dżapańska będzie ok.

A special z rozwaleniem Vegety był istotnie cacuśny.
Miło mi, że styl się spodobał ^^
craiis.org.pl , bo nie tylko fanfikiem człowiek żyje.



The world is full of tragedies

So how can it be wrong?

Singing death death death death

Devil devil evil evil songs

Awatar użytkownika
Romeq07
uczeń
Posty: 37
Rejestracja: 07 maja 2010, 00:59
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: Romeq07 » 30 cze 2010, 17:32

Oszczędny styl, właśnie. Pierwszy raz spotykam się z tak napisanym tekstem, więc czytało mi się go dość "dziwnie", aczkolwiek tematyka jak i pomysł fajna.
Galena pisze:- Tak. Jestem najpotężniejszym z tych, którzy kiedykolwiek stąpali po tej planecie.

To jest piękne. :-D

Awatar użytkownika
Galena
amator
Posty: 22
Rejestracja: 25 cze 2010, 22:41
Kontaktowanie:

Postautor: Galena » 30 cze 2010, 18:39

Oszczędny styl, właśnie. Pierwszy raz spotykam się z tak napisanym tekstem,

Ym... to znaczy? Bo nie do końca rozumiem.

Że nie ma zbyt wielu opisów to wiem, opisy przypełzły do mnie stosunkowo niedawno w ilościach nieco większych i jeszcze czasami zdarza im się uciekać.
To chyba zależy od tego, co mam ochotę napisać...
craiis.org.pl , bo nie tylko fanfikiem człowiek żyje.



The world is full of tragedies

So how can it be wrong?

Singing death death death death

Devil devil evil evil songs

Awatar użytkownika
An-Nah
mistrz
Posty: 482
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: mHroczne miasto Kraków

Postautor: An-Nah » 01 lip 2010, 13:10

Hmmm, nie powaliło, szczerze mówiąc, pomysł był, ale wydał mi się jakoś... nierozbudowany? Zabrakło mi wyrazistego punktu kulminacyjnego...
Za to styl ładny i wielkie brawa za wspaniałe oddanie charakterów postaci - ich zachwoanie i sposób mówienia zgadzają się w stu procentach.
Come with me in the twilight of a summer night for awhile
Tell me of a story never ever told in the past

(...)

Fanatics find their heaven in never ending storming wind
Auguries of destruction be a lullaby for rebirth

Awatar użytkownika
Galena
amator
Posty: 22
Rejestracja: 25 cze 2010, 22:41
Kontaktowanie:

Postautor: Galena » 03 lip 2010, 12:34

Pomysł nierozbudowany - to już słyszałam i wiem, że materiału z całymi przeskokami między AU jest dużo, dużo więcej - pomysł istnieje, ale od tych dwóch lat zastanawiam się, czy rozciąganie tego to aby na pewno dobry pomysł.
Bo zamiarem pierwotnym było właśnie osiągnięcie czegoś takiego o, u góry. Poszarpanego i skoncentrowanego na jednej kwestii.

Miło, że podoba się styl.
I fajnie, że udało mi się oddać bohaterów... rany, to było moje dzieciństwo! (no dobra, nastoletniość...)
craiis.org.pl , bo nie tylko fanfikiem człowiek żyje.



The world is full of tragedies

So how can it be wrong?

Singing death death death death

Devil devil evil evil songs

Lara-Samada
amator
Posty: 10
Rejestracja: 25 sty 2011, 22:54

Postautor: Lara-Samada » 26 sty 2011, 23:52

Świetnie mi się czytało. Sposób w jaki to opowiadanie zostało poprowadzone również mnie urzekł. Charaktery postaci oddane, teksty Bulmy trafione. Oby więcej takich. :)

PrzR
amator
Posty: 1
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:36

Postautor: PrzR » 06 sty 2012, 12:14

Świetna robota! Naprawdę, bardzo dobrze napisane i fajny pomysł. Gdybyś zajęła się kontynuacją pierwszej wersji tego opowiadania to na pewno z chęcią bym przeczytał.


Wróć do „Dragon Ball/Z/GT/Super”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość