[DBZ / Star Trek] Nowe i stare Tipringi

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 500
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 05 gru 2013, 15:30

To chyba najlepszy z rozdziałów do tej pory. Działo się dużo. Przede wszystkim można trochę lepiej przyjrzeć się światu Friezera, który mimo jakiejś tam wielkości był w DBZ raczej mało znany. Jestem ciekawy, kto jeszcze się pojawi i czy odegra jakąś większą rolę? Jestem ciekaw jak to się potoczy dalej. Najlepszy moment to chyba ten z izolatką. Co do humoru to w zasadzie tylko końcówka wydała się humorystyczna z pojawieniem się roztańczonego oddziału.
Kminiłam kiedyś, jak by do tego mogła okładka wyglądać, ale chyba trochę za trudne przedsięwzięcie dla mnie. Ale jeśli ktoś się pokusi, to proszę bardzo, można spróbować.

OK.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 05 gru 2013, 15:37

Haha, dobreXD

Ja zawsze uważałam, że o świecie Friezera było zdecydowanie za mało. Nie pogardziłabym jakąś kinówką albo specialem na ten temat. A po obejrzeniu "Battle of Gods" uwierzyłam, że da się jeszcze tworzyć naprawdę dobre filmy z universum DBZ, nawet lepsze od tych starych. To universum jest tak gigantyczne, że jak się zacznie je rozkiminiać i o nim pisać, to ani się autor obejrzy i drugi "Władca pierścieni" się tworzy.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 09 gru 2013, 20:46

No, przedostatni rozdział.


Rozdział IV

Czasami lepiej odpłynąć.

Ti Pring i Raditz nieśli nieprzytomnych z przepicia Saiyan do ich kwatery. To naprawdę była długa noc. Za pewne smród wódki marki Coldy unosił się wokoło na dużej przestrzeni, ale teraz dziewczyna już go nie czuła, bo sama nim przesiąkła. Gdy znaleźli się na miejscu, Raditz z ulgą zrzucił z siebie cielsko Nappy prosto na łóżko. Ona zaś potraktowała mniejszego Saiyanina z nieco większą delikatnością. Najpierw zdjęła mu buty, potem resztę uniformu, a na koniec go przykryła. Jak dla niej nic nadzwyczajnego, ale zauważyła, że Raditz ze zdziwieniem przypatruje się jej poczynaniom.
- Nie pasujesz. Nigdy nie będziesz – powiedział.
- Bo mam empatię? - spytała ze spokojem.
- Co to?
No tak. Prawie się zaśmiała.
- Nie ważne. Wiem, że nie pasuję.
- Czasami dobrze udajesz.
- To też wiem.
Zamilkła na chwilę i spojrzała na złamany nos Raditza. Przypomniało jej się, co wcześniej powiedział Vegeta. Zadziwiające, że dotknęło ją to bardziej, niż samego poszkodowanego. Tak przynajmniej sądziła.
- Nie powinien traktować cię jak gówno – powiedziała.
- On wszystkich traktuje jak gówno, więc nie czuję się wyróżniony. Ciesz się, ze wszystkich tobie chyba najbardziej udało się wkraść w jego łaski.
- Pięćdziesiąt pięć punktów IQ przewagi coś dać musiało.
- Stawiałbym raczej na cycki, ale niech ci będzie.
- Nie ważne... I tak nie czuję się, jakby łaska boska na mnie spłynęła. Chociaż i tak jest dużo lepiej, niż było kiedyś. Rany, chyba zaczynam się przyzwyczajać do tego życia.
Zaczynała robić się senna. Po takiej nocy nic dziwnego. Ziewnęła, potarła skroń i już miała się zbierać, gdy nagle przypomniała sobie, że jeszcze o coś chciała się spytać.
- Może to dziwnie zabrzmi tak ni z tego, ni z owego... Ale dużo się nad tym zastanawiałam... I jakoś nigdy nie mogłam zebrać się w sobie... W jaki sposób wasza trójka przetrwała tę katastrofę?
Raditz wzruszył ramionami.
- Chyba po prostu znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze.
- Ale nic nie pamiętasz?
- Niewiele. To było dawno.
- Zawsze mi coś w tym nie grało... Jak jedna asteroida mogła doszczętnie zniszczyć tak dużą planetę? To wbrew prawom fizyki.
- Nie znam się.
- Ale naprawdę. Jak tak głębiej o tym pomyśleć...
- Po co o tym myśleć? Było, minęło.
Nie dziwiła się Saiyaninowi, że nie ma specjalnej ochoty o tym rozmawiać. Choć gdyby ona znalazła się na jego miejscu, byłaby na pewno bardziej dociekliwa. Zapominała jednak czasem, jak bardzo się różnili.
- Idę spać – rzekła i wstała.
- Naprawdę aż pięćdziesiąt pięć punktów? - spytał Raditz, gdy już miała wychodzić.
- Tylko nic mu nie mów – spojrzała na niego porozumiewawczo nim zamknęła za sobą drzwi.

Nowe pytania.

Jej usilne starania, ciężka praca, zasługi i absolutna lojalność wobec lorda Friezy wreszcie popłaciły. Dostała przepustkę, o której tak marzyła. Nie sądziła, że jeszcze kiedyś tam wróci, ale znowu było jej dane postawić stopy na powierzchni rodzinnego świata. Zmieniło się tak wiele. To był złoty okres dla jej rodu, władza wróciła w jego ręce. Teraz Ti Pring nie gościła w rezydencji na odludziu tylko w przepięknym pałacu w samym centrum stolicy. Nigdy nie widziała takiego przepychu, tyle służby, takiego powitania. Praktycznie odeskortowano ją pod same drzwi komnaty jej rodziców. Serce zabiło jej szybciej, a ręce drżały. Zabawne, teraz już chyba nigdzie nie pasowała. Nie sądziła, że poczuje się tu tak obco.
Przynajmniej jej rodzice nic się nie zmienili. Nie spodziewała się, że powitają ją tak gorąco, nie po tym wszystkim, co zrobiła dla lorda Friezy. Ale tego dnia doświadczyła tyle radości, wzruszenia i ciepła... Prawie już zapomniała, jak to jest.
- Chodź się przebrać, kochanie.
Matka zaprowadziła ją do garderoby. Dla Ti Pring przywdzianie sukienki było dziwnym uczuciem. Prawie zawsze chodziła w mundurze, nie licząc tajnych misji, które wykonywała czasem dla wywiadu. Teraz prawie się nie poznała. Ubrała długą zieloną szatę, rozpuściła włosy i na chwilę poczuła się, jak dawna Ti Pring.
Spacerowała z ojcem po ogrodzie i wyczuwała napięcie w powietrzu. Tak jakby oboje chcieli coś powiedzieć, ale bali się tego dokonać. Cieszyła się, że wróciła, ale wiedziała, że już nigdy nie będzie tak, jak kiedyś. Że nawet, jak przywdzieje szaty damy, nie stanie się dawną Ti Pring.
- Jesteś szczęśliwy? - spytała w końcu.
Przystanął i zamyślił się.
- Pragnąłem władzy, ale... nie takim kosztem – wyznał. - Co ci strzeliło do głowy, żeby...
- Proszę. Nie poruszaj tego tematu – ucięła jego wypowiedź i wyraźnie zdenerwowała się. - Nie chcę o tym rozmawiać. Proszę – dodała już spokojniej.
- W porządku. Jak chcesz – westchnął ojciec i na chwilę zamknął oczy, jakby próbując się wyciszyć.
Spacerowali dalej, nie rozmawiając. Minęli fontannę i skręcili w labirynt z żywopłotu. Przeszli kilka kroków, aż dotarli do ławki, na której przysiedli. Coś od dawna chodziło Ti Pring po głowie i uznała, że to dobra okazja, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Tylko czy powinna teraz o to pytać? Czy to był dobry moment?
- Tato... Co wiesz o zagładzie Saiyan?
Wiedziała, że ojciec się zdziwi.
- Spotykamy się po tylu latach i jedna z pierwszych rzeczy, o jakie pytasz, to zagłada Saiyan?
- Po prostu to nie daje mi spokoju.
- Dlaczego?
Właściwie sama do końca nie umiała tego wytłumaczyć. Chciała po prostu znać prawdę. Widocznie odziedziczyła po matce ludzką dociekliwość.
- Poznałam Saiyan... Prawdziwych. Znałeś króla Vegetę, prawda?
- Tak.
- Jego syn wciąż żyje.
Tym razem Sybok zdziwił się znacznie bardziej, ale pomimo odrzucenia logiki dawno temu, opanował emocje i podszedł do całej kwestii racjonalnie.
- Więc czemu on nie odpowie na twoje pytanie?
- Sądzę, że sam do końca nie wie, co się wtedy stało.
- W takim razie nikt nie wie. A jeśli ktoś wie, to o tym nie mówi.

Niektóre pytania lepiej pozostawić bez odpowiedzi.

Zaczynała stawać się naprawdę dobra w tym, co robiła i to ją najbardziej przerażało. Przyzwyczajała się, coraz bardziej się przyzwyczajała. Mogła nie znosić swojej pracy, ale to nie zmieniało faktu, że wykonywanie jej przychodziło jej ze zdecydowanie mniejszym problemem, niż na początku. Po prostu ileż można użalać się nad sobą? W pewnym momencie człowiek zaczyna akceptować swoją żałosną sytuację i robi co do niego należy. A ona każdy rozkaz wykonywała śpiewająco. Skoro nie mogła pozbyć się Friezy ze swojego życia, mogła przynajmniej wkraść się w jego łaski, by je sobie ułatwić. I kiedy człowieczeństwo powoli z niej uchodziło, zaczęła zdawać sobie sprawę, że staje się kimś, kim resztki jej dawnego ja zawsze będą gardzić. A jeśli w przyszłości nie ostaną się nawet te resztki? Czy na pewno tego chciała?

Jeszcze nie jest za późno.

Siedziała na pryczy i wpatrywała się w dwie fiolki, być może jej przepustkę do wolności. Nie była jednak pewna, czy zdoła się targnąć na tak desperacki czyn. Zostawić wszystko za sobą, zacząć od nowa, dać sobie drugą szansę... To wszystko brzmiało tak pięknie, ale niepowodzenie mogło okazać się fatalne w skutkach. Gdyby Frieza zorientował się, że zdezerterowała, nie tylko ona znalazłaby się w niebezpieczeństwie, ale też jej rodzina. Jedyne, co jej pozostawało, to upozorować własną śmierć, a to wcale nie było takie proste. Najmniejszy błąd mógł ją słono kosztować. Ale musiała zaryzykować. Nie chciała spędzić reszty życia, jako niewolnik tyrana. Nie chciała być potworem służącym innemu potworowi. Nie chciała nawet pamiętać, że kiedyś nim się stała. Bała się wymazania wspomnień, ale tylko w ten sposób miała jeszcze szansę na normalne życie. Musiała zrzucić z siebie ten ciężar, by uciec od obłędu.
Zawartość drugiej fiolki potrafiła tymczasowo stłumić energię. Ti Pring nie wiedziała, czy bezpiecznie mieszać te dwie substancje, ale tylko tak mogła wymknąć się detektorom. Do tego nowa tożsamość i bilet w jedną stroną gdzieś na drugi kraniec galaktyki. Mogło się udać. Mogło się też nie udać. Ale decyzję musiała podjąć szybko.

Uwolnić się.

Nie zostaw po sobie żadnych śladów. Staraj się nie zwracać na siebie uwagi. Nikomu nie ufaj. Udaj się na Omis i tam już zostań. I nigdy nie próbuj sobie przypomnieć – napisała sobie na przedramieniu. Tyle informacji powinno wystarczyć. Liczyła na to, że nowa ona jakoś sobie poradzi.
Wciąż się wahała, ale jeśli nie zrobi tego teraz, na kolejną okazję może czekać bardzo długo. Akurat wracała z misji, a Kalsedonia znajdowała się na trasie jej przelotu. Do tego wylot na Omis był jutro, a Frieza miał jakieś ważne spotkanie i istniała szansa, że nie będzie drążył sprawy jej rzekomej śmierci. Musiała to zrobić. A czasu zostało niewiele, bo kapsuła zaczynała wchodzić w atmosferę.
Już wcześniej zmieniła strój i fryzurę, pozostawała część najtrudniejsza. Wzięła głęboki wdech, ubrała plecak i uderzyła w panel kontrolny kapsuły aż zaiskrzyło.
- Awaria wszystkich systemów. Spalenie w atmosferze nastąpi za pięć minut i pięćdziesiąt pięć sekund – odezwał się komputer pokładowy.
Teraz pozostawało Ti Pring mieć nadzieję, że jakoś przeżyje ewakuację na tej wysokości.


Nicość. Jak wyglądała nicość? Jak czarna otchłań bez dna, bez czasu, grawitacji i światła? Czy nicość w ogóle mogła wyglądać? Czy dało się ją opisać, wyobrazić, zobaczyć? Miało to jakiekolwiek znaczenie? Nicość po prostu nadeszła...
Ti Pring gwałtownie otworzyła oczy, zgięła się w pół i zwymiotowała. Poczuła, jak z jej nosa zaczyna cieknąć struga krwi. Z trudem próbowała opanować drżenie całego ciała. Obraz zamazywał się i rozdwajał, tak jakby wypiła za dużo wódki marki Coldy. Podejrzany staruch w poplamionym kitlu nachylał się nad nią i wpatrywał w nią dokładnie tak, jakby nie był pewien, czy zabieg zakończył się powodzeniem.
Zawroty głowy i torsje ustępowały, a wizja zaczynała się klarować. Ti Pring spojrzała przed siebie błędnym wzrokiem i zauważyła, że saiyański książę stoi pod ścianą, gapiąc się na nią podejrzliwie. Uniosła powoli rękę i poruszyła palcem wskazującym, jakby dając mu do zrozumienia, że chce, aby się zbliżył. Podszedł do niej i spojrzał na nią pytająco. Wstała. Położyła mu dłoń na ramieniu w niemalże czułym geście i... przywaliła mu z bańki. Następnie wyszła z laboratorium chwiejnym krokiem, a gdy znalazła łazienkę, wpadła do niej i przepłukała sobie usta. Spojrzała w lustro. Wyglądała tak, jakby przedawkowała najsilniejsze kardasjańskie narkotyki. Twarz blada, oczy podkrążone, usta sine, a nos umazany krwią. Zmyła ją, oparła się o umywalkę i zwiesiła głowę. Czuła się jak przejechane gówno.
- Zakładam, że zadziałało – usłyszała za plecami głos Vegety.
Nawet się nie odwróciła.
- Jesteś chuj.
- Jeszcze będziesz mi dziękować!
- Za to, że jesteś chuj?
Wiedziała, że się w nim gotuje, ale nie specjalnie ją to w tym momencie obchodziło. Zaśmiała się gorzko.
- Nie mogę uwierzyć, że przez ułamek sekundy zastanawiałam się, czy nie zaproponować ci wspólnej ucieczki – powiedziała.
- Nie jestem takim tchórzem, jak ty. Nie zrobiłbym tego.
- Dlatego nie zaproponowałam.
W końcu zwróciła się twarzą do niego. Nie wyglądał na tryskającego radością.
- Masz pięć minut, żeby zebrać się do kupy. Potem wracamy – oznajmił.
Ti Pring leniwie potarła skroń. Naprawdę czuła się, jak na kacu.
- Nie mogę uwierzyć, że miałeś taki ból dupy na myśl, że ja się uwolniłam, a ciebie zostawiłam po uszy w gównie – wymamrotała.
- To nie tak! Mieliśmy umowę!
- Tak, tak, tak... Wiem. Ale umowę, że zawsze jestem po twojej stronie, a nie, że jestem twoją własnością.
- No właśnie, po mojej stronie.
- Nie będę się teraz bawić w saiyańskie interpretacje i nadinterpretacje. Zebrałam się do kupy. Przywrócę włosy do poprzedniego stanu i możemy spadać – mruknęła beznamiętnie.
Już dawno nie czuła się tak przegrana, ale nie miała nawet siły wylewać żalów. Odnosiła wręcz wrażenie, że wszystkie emocje wypłynęły z niej nagle, jak woda z dziurowego worka.
- Może nawet zaplusujesz u Friezy – dodała równie z nudzonym tonem, co poprzednio.
- Nie liczyłbym na to.


Myślała, że przesłuchania nigdy się nie zakończą. A gdy wreszcie minęły, przyszedł czas na najgorsze: bliskie spotkanie trzeciego stopnia z lordem Friezą. Nie wiedziała, czego jeszcze od niej może chcieć, skoro opowiedziała już wszystko jego przybocznym. Nie wiedziała, póki nie ujrzała go przy stole beztrosko popijającego ziółka. Uśmiechnął się na jej widok i już czuła, że szykuje się jedna z jego gierek. A gierki Friezy nigdy nie zwiastowały niczego dobrego.
- Życzył się pan ze mną widzieć, sir – oznajmiła grzecznie Ti Pring, próbując ukryć strach.
- Tak. Zapraszam.
Wskazał jej miejsce przy stole, a to oznaczało, że prędko nie da jej spokoju. Przełknęła ślinę i usiadła. Nalał jej ziółek z tym swoim podejrzanie radosnym uśmiechem. Zawsze gdy widziała ten uśmiech, miała się na baczności.
- Już się bałem, że panią straciliśmy – powiedział. - Co za szczęście w nieszczęściu.
Oczywiście, że się nie bał. Swoje meble darzył większym uczuciem, niż swych żołnierzy. Ale czasami udawał, że jest inaczej, by wzbudzić fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
- Cieszę się, że tak to się skończyło, sir – skłamała.
- Przyznaję, że przez moment zastanawiałem się, czy przypadkiem nie próbowała pani zdezerterować. Ale przecież jest pani inteligentną osobą i wie, jak łatwo mógłbym uczynić pani życie piekłem, nie mówiąc już o życiu pani rodziny. Więc na pewno nie zrobiłaby pani niczego, co mogłoby mnie zdenerwować, prawda?
- Oczywiście, że nie, sir.
- Nie lubi pani ziółek?
Ręce tak jej się trzęsły, że bała się podnieść filiżankę. Frieza wpatrywał się w nią wnikliwie, jakby czekając na jakiś ruch z jej strony. Uniosła spodek. Wiele trudu kosztowało ją, by napić się tak, by nie odsłonić swoich prawdziwych emocji.
- Skończyliśmy przesłuchanie, sir – oznajmił nagle stojący w drzwiach Dodoria.
- I?
- Obie wersje się zgadzają, sir.
- Przyprowadzić tu tego małpiszona.
- Tak jest, sir.
Ti Pring siedziała jak na szpilkach. Do tej pory fałszywe zeznania sprawdzały się całkiem nieźle. Wersja z niespodziewaną awarią, wypadkiem i utratą pamięci z powodu wstrząsu brzmiała wiarygodnie. Zwłaszcza że w jej krwi wykryto substancję przywracającą wspomnienia, a poprzednie chemikalia zdążyły się rozłożyć. Jednak lord Frieza na pewno miał jeszcze jakiegoś asa w rękawie.
- Dzień dobry, książę. Zechcesz zaszczycić mnie swoją obecnością?
Frieza przeszedł sam siebie ze swą fałszywą serdecznością. Poklepał krzesło obok siebie w zapraszającym geście. Vegeta miał równie beznamiętny wyraz twarzy, co Ti Pring i bez wątpienia równie bardzo, co ona cieszył się tą wizytą.
- No proszę, teraz jesteśmy w pełnym, królewskim składzie, a to oznacza, że na pewno się dogadamy – skomentował Frieza i napił się ziółek.
Czas dłużył się niemiłosiernie, a wszystko wskazywało na to, że to dopiero początek.
- Powiedz mi, dlaczego ty wszystko musisz robić po swojemu? - Frieza zwrócił się ze spokojem do Saiyanina. - Czy te przeszło dwadzieścia lat służby niczego cię nie nauczyło? Chyba wiesz, że o każdym opuszczeniu bazy trzeba zameldować przełożonemu?
- Myślałem, że...
- Tak, wiem, że myślałeś. Sęk w tym, że nie tą częścią ciała, co trzeba.
- Sir... - Ti Pring postanowiła się wtrącić. - Jestem przekonana, że książę Vegeta działał przede wszystkim w pańskim interesie.
Mina Friezy zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie udawał już dobrego wujka. Był wściekły.
- Czy ja udzieliłem pani pozwolenia na zabranie głosu? - warknął.
- Przepraszam, sir. - Ti Pring zadrżała i zwiesiła głowę na znak pokory.
Frieza zwrócił się z powrotem do księcia.
- No właśnie. W czyim interesie działałeś? W moim? W interesie pani Ti Pring? W interesie armii? Nie, myślę działałeś tylko i wyłącznie w swoim. Obawiam się, że w innym nie potrafisz. A że masz iloraz inteligencji na poziomie mojej złotej rybki, to właśnie się potem kończy tak, jak teraz.
Choć nie był to atak wymierzony w nią, Ti Pring odłożyła filiżankę trzęsącymi się rękami, bo czuła, że ją zaraz upuści. Frieza spojrzał na nią, a ona ponownie zwiesiła głowę. Chciała, żeby ten koszmar wreszcie się skończył. Wolała zostać ukarana, niż dłużej tu siedzieć.
- Ze względu na niską szkodliwość twojego czynu i fakt, że mam dziś dobry humor, jestem skłonny puścić ci to płazem, Vegeta. Ale musisz mnie ładnie przeprosić.
Atmosfera zamiast się rozluźnić, tylko się zagęściła. Zarówno Ti Pring jak i Frieza czekali na jakąkolwiek reakcję ze strony Saiyanina.
- Przepraszam... - mruknął Vegeta ledwo słyszalnie.
- To nie są ładne przeprosiny, to są przeprosiny na odwal się – podsumował Frieza. - Chcę, żeby to wypłynęło z głębi twojego serca. Sir, jest mi niezmiernie przykro, że nie dopełniłem obowiązków. Błagam o wybaczenie, jako twój uniżony sługa. Przysięgam wieczne posłuszeństwo, bla, bla, bla... Coś w tym stylu.
Znowu zapanowała cisza, a cała sytuacja zaczynała robić się nie do zniesienia. Ti Pring zacisnęła dłonie na oparciach krzesła i niewiele brakowało, a by je zmiażdżyła.
- Sir... - podjął w końcu Vegeta. - Nie mam nic więcej do dodania.
O dziwo Frieza wcale nie wyglądał na zdenerwowanego. Na jego twarzy z powrotem zagościł spokój. Pstryknął na Zarbona, który niezwłocznie pojawił się u jego boku.
- Bądź tak miły i połam mu palce – rzekł Frieza z taką beztroską, jakby prosił o podanie ciasteczek.
- Tak jest, sir.
Ti Pring otworzyła usta, żeby coś powiedzieć w ostatnim desperackim kroku ratowania sytuacji, ale gdy Frieza przeszył ją swoim spojrzeniem, natychmiast je zamknęła. Siedziała jak sparaliżowana i wlepiała wzrok w filiżankę. Sądziła, że wyzbyła już się resztek empatii, ale gdy usłyszała dźwięk łamanych kości i stłumione jęki, to aż sama poczuła ból w palcach. Kiedyś zastanawiała się, jakim cudem Vegeta jeszcze nie przypłacił życiem swojej niesubordynacji, ale teraz już rozumiała. Frieza czerpał jakąś atawistyczną radość z zadawania mu cierpienia i najwyraźniej nie chciał pozbywać się swojej maskotki.
- Na czym to stanęliśmy? A... właśnie. Ciasteczko?
Ti Pring nie mogła uwierzyć, że Frieza proponował jej przekąskę w takiej chwili, ale ze strachu nie odmówiła.
- Niestety, łatwiej wytresować krzesło, niż Saiyanina. Jakie szczęście, że mam kogoś tak zaufanego i posłusznego jak pani.
Wyczuwała nutkę ironii w jego głosie. A może było to tylko złudzenie? Akompaniament dźwięku łamanych kości i rozpaczliwego stękania mógł nieco zaburzyć jej osąd.
- Obcięła pani włosy? - spytał Frieza ni z tego ni z owego.
Tym razem Ti Pring opanowała drżenie, ale miała nadzieję, że nie widać, jak bardzo zaczęła się pocić. Podpuszczał ją, bez wątpienia ją podpuszczał. Wystarczyło zachować spokój. Przywróciła włosy do dawnej barwy i spięła tak, jak zawsze. Fakt, że były krótsze, jeszcze o niczym nie świadczył.
- Tak – odparła ze spokojem, który przyszedł jej z niezwykłym trudem.
- Pasują pani.
- Drugą rękę też? - wtrącił się Zarbon, gdy wyłamał piątą kość.
- Nie. Wsadź go do izolatki na dwa tygodnie.
- Tak jest, sir.
I zostali sami, ona i lord Frieza, nie licząc Dodorii, który stał na straży swego pana niczym wierny ochroniarz.
- Na pewno ma pani wiele obowiązków. Nie będę pani zatrzymywał – rzekł niespodziewanie Frieza.
Ti Pring nie mogła uwierzyć, że tak łatwo się wywinęła.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 500
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 30 gru 2013, 18:42

Zdecydowanie najlepszy rozdział - scena "herbatki" u lorda świetna - ale nie tyle nerwowa, co zabawna dzięki gospodarzowi. Jego styl bycia jest po prostu nie do podrobienia. Jestem bardzo ciekawy wielkiego finału.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 30 gru 2013, 19:44

Dzięki za komć. Cieszę się, że Frieza wyszedł in character. Bardzo się staram, żeby postacie były in character, ale wiadomo, że nawet, jak bardzo się chce, to nie zawsze wychodzi.
To już ostatni rozdział tego fanfika, ale nie koniec tej historii ;-)


Rozdział V

Znała już ten korytarz aż nazbyt dobrze. Szła przed siebie z plecakiem zarzuconym na jedno ramię, a za nią podążał młody rekrut z wiadrem w ręku. Dotarła do dużych okrągłych drzwi, otworzyła je i poczuła znajomy odór. Na szczęście zdążyła już się na niego uodpornić, w przeciwieństwie do towarzyszącego jej kadeta, który odruchowo zatkał sobie nos.
- To jest ta izolatka? - spytał.
- Zostaw rzeczy i wypierdalaj – rzekła stanowczo Ti Pring i przeszyła go mroźnym spojrzeniem.
Przez chwilę chłopak wpatrywał się w nią zdezorientowany, ale pod wpływem jej wzroku szybko ustąpił i dał nogę bez zadawania zbędnych pytań. Ona zaś przekręciła klucz w zamku i otworzyła właz do izolatki.
- Mam nadzieję, że jesteś w stanie wyjść o własnych siłach, bo ja ci pomocnej ręki nie podam. Nie śmiałabym splamić twojej dumy – oznajmiła oschle.
O dziwo książę Saiyan okazał się dość żywotny, jak na dwa tygodnie w izolatce i wyczołgał się bez niczyjej pomocy. Może dlatego, że tym razem ucierpiała tylko jego ręką, a nie cała reszta. Z tego, co Ti Pring zauważyła, sam musiał nastawić sobie palce.
- Masz. - Wyjęła z plecaka jego mundur i mu go rzuciła. - Tylko najpierw się umyj, bo... Nawet nie będę komentować.
Usiadła pod ścianą i oparła ręce o kolana. Zauważyła, że Saiyanin patrzy się na nią z wyraźnym dyskomfortem i rozdrażnieniem. Wcale jej to nie dziwiło. Na jego miejscu czułaby się podobnie. Ale w tym momencie mu nie współczuła. Zasłużył sobie.
- A ty będziesz tak siedzieć i się gapić? - stęknął z irytacją Vegeta.
- Tak, będę siedzieć i się gapić. I jeść.
Ti Pring wyjęła z plecaka sprasowaną rację żywnościową i otworzyła ją zębami. Jedzenie w tym smrodzie na pewno nie było szczytem przyjemności, ale chciała się choć odrobinę odegrać na saiyańskim księciu za to, że przez niego znowu tu trafiła. Wyobrażała sobie, jaki musiał być głodny. Oczywiście nie dawał tego po sobie poznać i starał się ją zignorować.
- Lepiej, żebyś szybko odzyskał siły, bo jutro z Nappą wylatujecie – powiedziała beznamiętnie.
- Gdzie?
- Chuj mnie to obchodzi.
- Widzę, że wciąż jesteś wściekła – stwierdził Vegeta niemalże z rozbawieniem.
Wbrew pozorom Ti Pring wcale nie przyszła tu tylko po to, by zagrać na nerwach dumnemu Saiyaninowi. Miała wiele do powiedzenia i postanowiła zmienić temat.
- Po tym praniu mózgu przypomniały mi się różne rzeczy, których kiedyś nie pamiętałam. Dalej mi się przypominają. Zupełnie jakby wydarzyły się wczoraj – stwierdziła.
- Miło – rzucił sarkastycznie Vegeta, polewając się wodą.
- Pamiętasz swoją matkę? - spytała niespodziewanie kobieta.
Saiyanin zdziwił się, ale ona akurat spodziewała się takiej reakcji. Czuła, że zaskoczy go dzisiaj jeszcze wiele razy.
- Niezbyt. A co? - odparł.
- Bo ja pamiętam.
- Swoją matkę?
- Nie, twoją.
Na moment zbiła go z tropu, ale szybko się zreflektował i spojrzał na nią, jak na idiotkę.
- Ciekawe skąd.
- Stąd, że ją spotkałam. Dawno temu. Była dużo milsza od ciebie, ale to akurat żaden wyczyn.
- Może jeszcze mi powiesz, że mnie również spotkałaś dawno temu?
- Nie, ciebie tam wtedy nie było. Ale mieliśmy się spotkać. Ba, mieliśmy się pobrać.
- Pierdolisz farmazony.
- No nie? To tak kurewsko zabawne, że aż trudne do uwierzenia. Nasi ojcowie mieli ten niecny plan połączenia sił. I to nie jakiś mały, podrzędny sojuszyk, tylko wielkie, jebane imperium. Gdyby nie ta katastrofa byłabym pewnie cesarzową. Jadłabym ze złotych talerzy, piła ze złotych kubków, srała na złotym kiblu, a służące podcierałyby mi tyłek. Wszystkie Friezy i inne mogłyby mnie cmoknąć, ale tak nigdy by się nie stało, bo... no właśnie. Frieza chyba czuł, co się kroi, bo mam dziwne wrażenie, że nie było żadnej asteroidy.
Teraz Vegeta nie patrzył na nią jak na idiotkę, tylko jak na wariatkę. Uśmiechnął się z politowaniem i zaczął się ubierać.
- Możesz sobie gdybać do woli. To niczego nie zmieni – stwierdził.
- Wiem.
Rzuciła mu resztkę swojej racji żywnościowej.
- Miłej podróży – mruknęła z sarkazmem.


Nie mogła uwierzyć, że minęło już dziesięć lat. Dziesięć lat pracy dla lorda Friezy. Z jednej strony dużo, a z drugiej tyle co nic w porównaniu z tym, co jeszcze niosła przyszłość. Ti Pring miała vulcańskie geny, czekało ją długie życie i nie była pewna, czy powinna się z tego powodu cieszyć. Póki co lord Frieza był zadowolony z jej poczynań i mianował ją na podporucznika. W to również nie mogła uwierzyć. Jej kariera nabrała takiego tempa, że w niedalekiej przyszłości Ti Pring mogła się zrównać rangą z Zarbonem. Zadziwiające, bo pod względem siły odstawała dość znacznie od reszty oficerów, ale skutecznie nadrabiała to sprytem i charyzmą. Pewnie dlatego udało jej się wkraść w łaski Friezy. Ostatnio ich współpraca zacieśniła się. Ti Pring właśnie niosła swemu panu teczkę z raportami i pewnym siebie krokiem weszła do jego gabinetu. Nie był sam, towarzyszył mu drugi changelling, którego rozpoznała po chwili. To był Cooler, brat Friezy. Widziała go parę razy przy okazji różnych uroczystości, ale nigdy z tak bliska. Był bez wątpienia starszy, może nawet silniejszy. A nasłuchała się o nim jeszcze gorszych rzeczy, niż o samym Friezie, jeśli to w ogóle było możliwe.
- Sir, przyniosłam raporty, o które pan prosił – oznajmiła.
Chciała załatwić swoje sprawy i jak najszybciej stąd wyjść.
- Proszę położyć je na biurku – powiedział Frieza.
Podeszła bliżej, wykonała rozkaz i skłoniła się.
- To przy okazji proszę to podrzucić oficerowi medycznemu.
Frieza podał jej inną teczkę.
- Tak jest, sir.
Skłoniła się po raz kolejny, odwróciła i zaczęła zmierzać do wyjścia.
- Zaczekaj, dziewczyno! - usłyszała głos, który bynajmniej nie należał do jej pana.
Zmarszczyła brwi. Odezwał się do niej, jak do służącej, a nie do oficera. Nie spodobało jej się to, ale cóż miała zrobić? Odwróciła się. Cooler lustrował ją spojrzeniem i uśmiechał się w bardzo podejrzany sposób. Podszedł do niej powoli, cały czas skupiając na niej swoje przerażające, czerwone oczy. Zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów, po czym chwycił ją za podbródek i obejrzał sobie jej twarz ze wszystkich stron, jak u niewolnika na sprzedaż. W Ti Pring wezbrała fala wściekłości. Długo pracowała na swoją pozycję, cieszyła się tu niemałym szacunkiem, i nie życzyła sobie, by ktoś obchodził się z nią w ten sposób. Cooler powoli obszedł ją dookoła, a w niej zaczynało już się gotować, choć tego nie okazywała. Zamarła, kiedy poczuła czubek ogona na swoim udzie.
- Cooler! Przestań! - warknął zdenerwowany Frieza.
Rzeczywiście, przestał. Ti Pring poczuła niebywałą ulgę.
- Co się tak spinasz? Patrzę tylko, czy warto – wytłumaczył Cooler.
- Warto co?
- Zrobić transfer. Oddam ci za nią Zenka Dzikie Pięści.
- Nie handluję żołnierzami.
- To nie handel, tylko transfer. Dorzucę ci jeszcze działkę na Cooler 1.
Ti Pring nie wierzyła własnym uszom. Starszy changelling licytował się o nią, jakby próbował kupić klacz. Nie sądziła, że dozna takiego upokorzenia po dziesięciu latach służby.
- Nie ma mowy, Cooler.
- Czyżby? A pamiętasz jak kryłem cię przed tatą, kiedy... no wiesz. Chcesz, żeby się dowiedział?
Frieza musiał być równie wściekły, co ona, z tym, że on tego nie ukrywał. Co gorsza, ostatni argument zdawał się na nim pozostawać nie bez wpływu.
- Zastanowię się – mruknął.
To nie mogło dziać się naprawdę. Ti Pring odpłynęła krew z twarzy. Nie chciała akceptować takiego stanu rzeczy, po prostu nie i koniec. Ale cóż takiego mogła zrobić? Nawet gdyby uzyskała status równy z samym Ginyu oni i tak byli od niej dużo silniejsi i robili, co chcieli. Nie miała nic do gadania.
Wreszcie pozwolili jej odejść, a kiedy wyszła, prawie eksplodowała. Wściekłość się z niej dosłownie wylewała na wszystkie strony. Szła przed siebie, popychając każdego, kto stanął jej na drodze. Weszła do ambulatorium i rzuciła teczką o stół.
- Rany, co się stało? - spytała ją zaniepokojona Anola.
- Cooler chce mnie kupić, jak niewolnicę i nie sądzę, by mu chodziło o moje zdolności bojowe, czy intelekt – wyjaśniła ze zdenerwowaniem Ti Pring.
- Daj spokój, Frieza cię ceni, nie odda cię tak łatwo.
- Obawiam się, że Cooler tak łatwo nie odpuści.
Widząc, w jakim stanie psychicznym jest Ti Pring, Anola sięgnęła do szafki z lekarstwami i wyjęła jakieś proszki. Rozmieszała je z wodą i podała szklankę koleżance.
- Masz na uspokojenie.
Ti Pring wypiła lekarstwo duszkiem i wzięła głęboki oddech.
- Co w ogóle wiesz o tym bracie Friezy? - spytała.
- Cóż... podobno lubi otaczać się damskim personelem.
- Miodnie.
- Na pewno coś wymyślimy.
Ciekawe co. Takie pionki, jak one nie miały nic do gadania. Pan i władca zawsze decydował. Pozostawała dezercja albo śmierć. Pierwszego już próbowała, a jeśli chodziło o drugie, to jej poziom desperacji nie osiągnął jeszcze takiego pułapu, ale dużo mu nie brakowało.
Ti Pring nie zdążyła nawet odpocząć, bo w jej detektorze ponownie odezwał się głos Friezy.
- Do wszystkich żołnierzy na tym kanale: ogłaszam misję najwyższej wagi. Proszę się zgłosić na odprawę za pół godziny.


Cieszyła się, że została przydzielona do tej misji. Przynajmniej odwlekała to, czego Ti Pring najbardziej się obawiała. A to, co miało nadejść później... o tym nie chciała myśleć. To nie istniało. Istniało tylko tu i teraz. Namek. Co to za miejsce? Co jest w nim tak ważnego? Rozkazy dostała jasne, ale ich sensu nie umiała się doszukać. Frieza coś przed nią ukrywał, jakby nie do końca jej ufał. Czy chodziło o jej spryt, który mogła wykorzystać przeciwko niemu? To nie była zwykła misja. Kule, których poszukiwał musiały być cenniejsze od wszystkiego innego, co posiadał, skoro tak bardzo mu na nich zależało.
Ti Pring wylądowała w nameczańskiej wiosce i zdała sobie sprawę, że już wcześniej ktoś tu był, sądząc po masakrze, która bez wątpienia miała tu miejsce. Ale Kto? A może co? Tylko ona dostała ten rewir do przeszukania. Jednak bez wątpienia takie zniszczenia nie dokonały się same. O czymś ewidentnie nie wiedziała, a za taką niewiedzę można było słono zapłacić. Wolała się mieć na baczności.
Usłyszała hałas dochodzący z jednego z domów i przystanęła zaalarmowana. Dlaczego jej detektor niczego nie pokazywał? Zepsuł się? Przecież ktoś lub coś tam ewidentnie było i najwyraźniej czegoś szukało. Może nawet tego samego, co ona?
O tchórzostwie nie było mowy. Dostała rozkaz i zamierzała go wykonać. Weszła do środka i zamarła.
- Co do kurwy... - wymamrotała.
Vegeta ją zauważył, ale nie wyglądał na tak zaskoczonego, jak ona. Dalej zajmował się intensywną i mało delikatną rewizją pomieszczenia.
- Nie wchodzi mi w drogę. Nawet sobie nie zdajesz sprawy, jakie mam teraz możliwości – powiedział z zadziwiającym dla siebie spokojem.
- Wcale nie zamierzam wchodzić ci w drogę. Chcę wiedzieć, co jest, do cholery, grane – zdenerwowała się Ti Pring. - Myślałam, że wróciłeś do bazy. Anola mówiła, że prawie zginąłeś.
- To prawda.
- Nie powinno cię tu być! Nie dostałeś rozkazu...
- Już nie wykonuję rozkazów Friezy.
- Co?
Ti Pring zgłupiała. Mogła jeszcze zrozumieć, że coś mu nagle strzeliło do głowy i sam postanowił zdezerterować, ale po co miałby wtedy przylatywać pod sam nos Friezy?
- Słuchaj, Frieza nie może dostać tych kul. Jak je wszystkie zbierze, to stanie się nieśmiertelny, a wtedy wszyscy będziemy mieć przewalone.
Trudno było objąć umysłem to, co Ti Pring właśnie usłyszała. Przez chwilę nie wierzyła w cuda, które opowiadał Vegeta, ale gdy się tak głębiej zastanowić, brzmiało to całkiem logicznie. Wcześniej zachodziła w głowę, do czego Frieza potrzebuje kul. To wytłumaczenie zdawało się sensowne. Skoro włożył tyle środków w tę misję, naprawdę musiało chodzić o coś dużego.
- I co zamierzasz zrobić? - spytała.
- Będę od niego szybszy. Jak stanę się nieśmiertelny, to wykończę gada.
- Żartujesz?! Myślisz, że uda ci się wykiwać całą armię?!
- Umiem ukrywać swoją energię, mam przewagę.
To brzmiało niedorzecznie, ale z drugiej strony... Co innego można było zrobić w tej sytuacji? Siedzieć i grzecznie czekać aż Frieza staje się niepokonany?
- Pomogę ci – rzekła nagle Ti Pring z pełną powagą.
Nie miała już nic do stracenia.
- Nie ma mowy – odparł Vegeta.
- Żartujesz sobie?
- Będziesz mnie spowalniać. Nie jestem w stanie jednocześnie pilnować własnego tyłka i twojego.
- Słucham? - warknęła Ti Pring z oburzeniem. - Jestem podporucznikiem! Dam radę! Muszę to zrobić... Muszę się przyłączyć... Frieza chce mnie sprzedać swojemu zboczonemu bratu. Nie pozwolę na to!
- Nie martw się, Frieza nie opuści tej planety żywy. Daję ci moje słowo.
Rzadko dawał słowo na cokolwiek, a jeśli już, to z reguły było mało wiarygodne. Ale tym razem powiedział to z taką szczerością w głosie, z taką pewnością siebie, że Ti Pring niemalże uwierzyła w powodzenie.
- A jeśli się nie uda? - spytała.
- Nie ma takiej możliwości.
I znowu ta pewność siebie. Sęk w tym, że dla niej to wciąż było za mało.
- Pomogę ci – rzekła równie stanowczo.
- Dwieście kilometrów stąd na północ znajduje się moja kapsuła. Weźmiesz ją i uciekniesz. Frieza jest teraz zbyt zajęty zbieraniem kul. Nie zorientuje się.
- Zostanę i pomogę.
Wtedy stracił cierpliwość. Nie spodziewała się równie gwałtownej reakcji. Był tak szybki, że nawet nie zauważyła, kiedy wykonał ruch. Chwycił ją za gardło i podniósł.
- Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy, jak tu się zrobi niebezpiecznie! - warknął. - Albo wypierdalasz z planety, albo uznaję, że stajesz mi na drodze i wykańczam cię, jak resztę. Nie chciałaś być niczyją własnością? No to nie jesteś. Wracaj do domu.
Cisnął nią w stronę drzwi z taką siłą, że wyleciała na zewnątrz. I wtedy zrozumiała, że jej rola w tym wszystkim skończyła się tu i teraz. Nie miała już na nic wpływu, mogła jedynie poddać się losowi. Nie mogła za to uciec od samej siebie, od tego kim się stała, nawet, jeśli udałaby się na kraniec wszechświata. Otrzymała wolność, ale nie wiedziała tak naprawdę, co z nią zrobić.


Epilog

Czym tak naprawdę jest wolność? Jeśli stanem umysłu, to chyba nie doświadczy jej już nigdy. Wspomnienia były jak łańcuchy, które ją pętały. Nie potrafiła się ich wyzbyć. Zastanawiała się czasem, czy znowu nie zrobić sobie prania mózgu, tak jak kiedyś, ale może rzeczywiście to było tchórzostwo. Chyba potrzebowała kary. Kary w postaci przeszłości, dziesięciu lat wyjętych z życiorysu. Czy jednak wszystko, co wydarzyło się w tamtym czasie wolałaby zapomnieć? Zdarzały się chwile, przebłyski, za którymi tęskniła i to czasami przerażało ją najbardziej.
Starała stać się kimś innym, miłą, grzeczną i kobiecą Ti Pring. Ale nawet gdy nosiła ładne sukienki, rozpuszczała włosy i czytała wiersze, tworzyła tylko fałszywy wizerunek samej siebie. Bo tak naprawdę nigdy się nie zmieniła. I wciąż największą satysfakcję dawały jej treningi, i wciąż nuciła te wszystkie rubaszne przyśpiewki, i wciąż przypominała sobie dawne twarze. Nie, nie mogła się uwolnić.
Nie lubiła bezczynności, bo wtedy za dużo myślała. Za to lubiła zielony kolor, bo uspokajał. A może dlatego, że tak niewiele było go na Vulcanie. Siedziała więc w swojej zielonej komnacie, w zielonej sukni i czytała książkę w zielonej oprawie. Nie ważne o czym, ważne, że miała zajęcie. Że tyle nie myślała.
- Pani... Próbowałam go powstrzymać... Przepraszam...
Zaalarmowana pokojówka wpadła do pokoju zdyszana. Nie była sama. Do środka wszedł ktoś jeszcze. Znajoma twarz. Znajomy mundur.
- Nie... - wymamrotała Ti Pring i pobladła.
Książka wypadła jej z rąk. Saiyański książę nawet się nie przywitał, tylko podszedł do stołu, na którym leżały przekąski i bezceremonialnie zaczął się częstować, niczym barbarzyńca, którym w zasadzie był.
- Nie wierzę... - ponownie wymamrotała Ti Pring, nie wiedząc nawet, jak zareagować na tę niespodziewaną wizytę.
- Pani...
- Wyjdź! - krzyknęła na służącą Ti Pring.
Zostali sami, ona i Saiyanin. I wciąż nie wierzyła.
- Myślałam, że nie żyjesz – rzekła, niemalże z pretensjami, że miał czelność tak ją zaskoczyć. Aczkolwiek śmierci nigdy mu nie życzyła.
- A ja myślałem, że ucieszysz się na mój widok – odparł Vegeta z pełnymi ustami i również z wyraźnymi pretensjami.
- Nie rozumiem... Skąd cię tu nagle przywiało?
- Zapasy mi się skończyły, a było po drodze – odparł Saiyanin i napił się wody bezpośrednio z dzbanka.
- To nie do końca odpowiedź na moje pytanie.
- Mam z kimś niewyrównane rachunki. Muszę się wzmocnić.
- Chyba jednak nie chcę wiedzieć.
Co ją to wszystko obchodziło? To nie było już jej życie.


Chyba naprawdę nie potrafiła uwolnić się od samej siebie. Nie ważne, ile zaprzeczała, dawne nawyki wracały same. Jak to kiedyś ładnie określiła Anola? To drugie? Z perspektywy czasu brzmiało wręcz zabawnie. Niczym najbanalniejszy eufemizm.
Ti Pring wygramoliła się z łóżka i ubrała suknię. Później będzie pluć sobie w brodę. O dziwo teraz nie miała żadnych wyrzutów sumienia. Czuła się tak, jakby to całe napięcie, które wzbierało w niej ostatnimi czasy, wreszcie znalazło ujście.
- Podrapałaś mnie – rzucił Saiyanin, szukając swojego munduru.
- Mam nadzieję, że boli – odparła z przekąsem.
- Czyżbyś jednak ucieszyła się na mój widok?
- Nie pochlebiaj sobie. Otaczają mnie sami Vulcanie, którzy czują popęd raz na siedem lat. Nie jestem wybredna.
Uczesała się i spięła włosy, tak jak dawniej. Cholerne nawyki.
- Dostanę te zapasy? – spytał Vegeta.
- Tak. I to ostatnia rzecz, jaką dostaniesz. Nie wracaj tu. Mam dosyć dawnej Ti Pring. Chcę być kimś innym.
- Zawsze będziesz dawną Ti Pring. Nie da się tak po prostu stać kimś innym – rzucił mężczyzna. - Och, i miałaś rację. To nie była asteroida – dodał na odchodnym.
Dlaczego tak bardzo bała się samej siebie? Czemu tak strasznie sobą gardziła? Było już za późno. Było za późno w dniu, w którym podpisała papier. Ale ona cały czas się łudziła i myślała, i myślała i myślała... Chciała móc wybudzić się z tego snu. Niestety. To nie sen.

I'm such a stupid fuck
Listening to my head and not my gut
Constantly thinking thinking and thinking and thinking
And thinking and thinking and thinking and thinking and thinking

I'm dreaming!
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 500
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 01 sty 2014, 16:17

Ostatni rozdział za mną. Długo myślałem, jak zakończy się cala służba u lorda i nie wiedzieć dlaczego myślałem, ze to źle się zakończy dla głównej bohaterki. Podobał mi się znowu fragment z braćmi i przyznam szczerze, ze jestem ciekawy jakby ten wątek potoczyłby się dalej, gdyby nie był to koniec. Sama końcówka i nawiązanie do sagi Namek bardzo ładne, choć zdecydowanie za krótkie. Tylah.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 07 sty 2014, 23:31

Przypomniało mi się, że miałam dać odnośnik do dalszego ciągu. Niby umieściłam to w dziale 18+, ale prawdę powiedziawszy nie wiem, czy to rzeczywiście się tam kwalifikuje, więc jeśli boicie się, że znajdziecie tam jakieś straszne hardcory, to uspokajam, że aż tak źle nie jest;) http://forum.vampirciowo.pl/viewtopic.php?p=15913#15913
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 31 mar 2014, 14:31

Przyszedł mi pewien pomysł. Tak się składa, że zbliżam się już do końca "Co komu przeznaczone" i na razie nie widzę sensu, by ciągnąć tę fabułę jeszcze dalej, choć bez wątpienia by się dało. Ale universum jest bardzo duże i wciąż pozostało w nim wiele luk. Myślę, że mogę od czasu do czasu coś jeszcze skrobnąć o przygodach Ti Pring. I w związku z tym chciałam się zgłosić z pytaniem do was, kochani czytelnicy. Czy może jest coś, co was w tym universum jeszcze intryguje, ciekawi, czego waszym zdaniem zabrakło, o czym chcielibyście przeczytać? Oczywiście nie mogę dać żadnej gwarancji, że jak ktoś sobie coś zażyczy, to ja to na pewno napiszę, bo to zależy od wielu czynników. Ale zawsze jest szansa, że czyjaś sugestia mi się spodoba i postanowię ją zrealizować, więc nie bójcie się mówić.
Obrazek

Awatar użytkownika
Komatsu117
pisarz
Posty: 115
Rejestracja: 08 lut 2014, 17:32
Lokalizacja: Kraków(Giebułtów)
Kontaktowanie:

Postautor: Komatsu117 » 09 kwie 2014, 09:30

Nie jestem pewna, czy Ti Pring była już wtedy na Ziemi, ale gdy Trunks przybył z przyszłości, po rozmowie z Goku chciał się ukryć by nie zmienić jeszcze bardziej biegu historii. Wspominał, że wihikuł będzie gotów dopiero za kilka tygodni bo podróż wczasie wykorzystuje dużo energii. Myśłałam że by to wykorzystać w jakimś swoim fiku ale może ty wymyślisz coś z Ti Pring albow ten deseń. Tylko mówię zę nie pamiętam czy była już na Ziemi.
I może przypadkowa służba u Coolera, z powodu niedysponowania Frizera? Na pewno nie brakowałoby humoru :lol:

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 09 kwie 2014, 19:19

Nie mogło być wtedy Ti Pring na Ziemi, więc możesz wykorzystać ten pomysł. A żeby nie być gołosłowną pokażę coś, co sobie uzupełniałam, żeby się nie pogubić w timelinie. Na czerwono są zaznaczone wydarzenia z tipringowego universum. Nie ja pisałam to całe;)


---731 rok A.D.- Saiyanie zaczynają podlegać i pracować pod zwierzchnictwem Frezera; King Vegeta żeni się z swoją żoną. ^-^
---732 rok A.D.- Rodzi się książę Vegeta!
---733 rok A.D.- Rodzi się Bulma, Tenshinhan oraz Yamucha.
---734 rok A.D.- Hehe, mamy Ti PiringXD
---735 rok A.D.- Frieza zaczyna na poważnie obawiać się rosnących w siłę Saiyan.
---736 rok A.D.- Rodzi się Kuririn.
---737 rok A.D.- Rodzi się Chi-chi; Niedługo po urodzinach, umiera jej matka; <<>>King Vegeta organizuje powstanie przeciwko Frizerowi, niestety nieudane; Rodzi się rwojownik niskiej klasy - Kakarotto; Bardrock sprzeciwia się Frezerowi, zostaje wyeliminowany, jak zresztą cała planeta Vegeta.
---737 rok A.D. (pomiędzy lipcem a sierpniem)- Dziadek Gohan znajduje tajemnicze, agresywne dziecko w lesie. Nazywa je Goku (Son Goku).
---738 rok A.D.- Goku uderza się mocno w głowę, traci pamięć; Staje się normalnym chłopczykiem. ^-^
---739 rok A.D.- zaczyna płonąć zamek Gyuu Mao i Chi-chi (w tym czasie byli poza nim); Gyuu Mao zaczyna się mocno denerwować;
---740 rok A.D.- Rodzi się Oolong, a Kuririn zaczyna swój trening w zakonie Shaolin (Orinji Temple). <<>> Baby opanowuje Dr.My by ten pomógł mu się rodrodzić i skonstruować planetkę Ruudo oraz resztę Mechanicznych Mutantów.
---747 rok A.D.- Yamucha spotyka Puar i stają się najlepszymi przyjaciółmi.
---749 rok A.D. Kwiecień- Bulma zaczyna naukę w Senior High School w Western City.
---749 rok A.D. (gdzieś)- Bulma znajduje dwu-gwiezdną moczą Kule;
---749 rok A.D. 22 sierpień- Bulma znajduje 5-gwiezdną Smoczą Kulę w północnej jaskini.
---749 rok A.D. 1 Września- Bulma podczas poszukiwań smoczych kulek napotyka na chłopca o imieniu Son Goku. Okazuje się twardym osobnikiem, więc Bulma bierze go jako ochroniarza. Goku nosi przy sobie cztero-gwiezdną kulę. Udają się w podróż.
---749 rok A.D. 2 Września- Goku & Bulma spotykają Genialnego Żólwia. Mistrz daje im trzy-gwiezdną Smoczą Kulę.
---749 rok A.D. 5 Września- Goku przepędza terror Oolonga, pokonuje go. W zamian otrzymują sześcio-gwiezdną Smoczą Kulę.
---749 rok A.D. 6 Września- Goku spotyka Yamuchę i walczy z nim. Bandyta zdobywa przewagę, ale walka kończy się gdy ten ujrzał Bulmę ^-^ Skamieniał facet.
---749 rok A.D. 9 Września- Goku pokonuje Yamuchę (drugi pojedynek). <<>> Genialny Żółw gasi pożar Zamku Gyuu Mao techniką Kamehameha, a przy okazji zmiata cały zamek i górę. Pomimo tego, nasi bohaterowie zyskują kolejną Smoczą Kulę - siedmio-gwiezdną. <<>> W południe Goku rozprawia się z Gangiem Królika i zsyła go na Księżyc. <<>> Później Shao i Mai kradną Smocze Kule Bulmy, ale zapominają o Kuli Goku. Po licznych perypetiach, Wielki Pilaf przywołuje Boskiego Smoka (Shenlong), ale życzenie zostało wypowiedziane przez Oolonga. Marzenie Pilafa legło w gruzach. Podczas pełni Księżyca Goku przemienia się w Ozaru i doszczętnie niszczy zamek Pilafa.
---749 rok A.D. 10 Września- Goku i Kuririn zostają adeptami Boskiego Miszcza w zamian za jędrną dziewuchę. Genialny Żółw przenosi Kame Hause w kapsułce kapsułce przenosi się na wyspę idealną na trening młodzików.
---749 rok A.D. 11 Września- Genialny Żółw, Lunch, i Kuririn spędzają cały dzień w łóżku po zatruciu się rybką; Mniam-mniam. Goku jej nie jadł, więc z nim jest wszystko porządku!
---749 rok A.D. 12 Września- Goku & Kuririn zaczynają trening Boskiego o 4:30 rano. Rozwożą po całej wyspie mleko, pływają, bawią się z pszczółkami, pracują na budowlance. Wszystko to oczywiście z ciężkimi żółwimi skorupami na plecach! Takie treningi kontynuują dzień w dzień, przez 8 miesięcy.
---750 rok A.D. 6 Kwietnia- Genialny Żółw podwyższa poprzeczkę adeptom - skorupy noszone na plecach ważą teraz 40 kilo!
---750 rok A.D. 18 Kwietnia- Sierżant Srebrny z Armii Czerwonej Wstęgi zaczyna poszukiwania Smoczych Kul.
---750 rok A.D. 6 Maja- Genialny Żółw, Goku, Kuririn opuszczają Kame Hause, udają się na 21 Tenkaichi Budokai (Turniej Sztuk Walk o Tytuł Najlepszego pod Słońcem).
---750 rok A.D. 7 Maja- Jackie Chun (Kamesennin) wygrywa 21TB. <<>> Goku, Armia RR i Pilaf starają się o szóstą Smoczą Kulę; Na końcu RR wydostaje ją z latającej bazy Pilawa, i odzyskuje także 5tą Smoczą Kuleczkę. <<>> Goku ponownie spotyka Chi-chi (tylko w Anime!) w nowej wiosce Gyuu Mao (Ox Kinga).
---750 rok A.D. 8 Maja- Goku pokonuje północną ekipę armii RR, Wieżę Muskułów, razem z ich przywódcami.
---750 rok A.D. 9 Maja- O godz. 11:02 Bulma kończy naprawę Smoczego Radaru dla Goku. <<>> Goku stacza pojedynek z Generałem Niebieskim, ściga się nad Pingwinówkiem; Po wielu przygodach Aralka (Dr.Slump się kłania!) rozprawia się z Niebieskim, a on sam ląduje w Egipcie (Lekcja latania za darmor30;). <<>> Tao Pai Pai zabija językiem Niebieskiego. Później, tego samego dnia pokonuje Goku, o mały włos go nie zabija. Ginie ojciec Upy. Kiedy Goku dochodzi do siebie zaczyna wspinać się na Wieżę Karrina.
---750 rok A.D. 10 Maja- Goku nareszcie wspiął się na wieżę. Walczy z Karrinem o Przeświętą Wodę. Zahartowuje organizm. Trening czyni mistrza!
---750 rok A.D. 12 Maja- Nareszcie Goku odebrał Kocurowi upragnioną Przeświętą Wodę. Trening ukończony. Goku pokonuje Tao Pai Paia u podnóża Wieży Karrina. Sam pokonuje całą armię RR (niedobitki uciekły). Późnym popołudniem Goku spotyka za sprawą Wróżki Jadzi, swojego zmarłego dziadka Son Gohana.
---750-753 rok A.D.- Goku prowadzi trening osobisty, czyli podróż dookoła świata. Goku ratuje wioskę Chao od Ginkaku i Kingaku. Goku wkracza do Świata Demonów i walczy z Panem Demonów - Shurą. Goku ratuje Inshikachou i spotyka złego Tien Shin Hana i Chadza, wplątanego w aferę.
---751 rok A.D.- Ti Pring podpisuje kontrakt z Friezą
---753 rok A.D. 5 Maj- Końcówka podróży Goku po świcie. Goku przypływa z Madagaskaru do Wyspy Papaya, gdzie odbędzie się 22 Tenkaichi Budokai.
---753 rok A.D. 7 Maja- Rozpoczyna się i kończy 22TB. Wygrywa Tien Shin Han (ach to szczęście, co?). Po turnieju ginie Kuririn i opawia się Piccolo Damaio.
---753 rok A.D. 9 Maja- Po wielu trudach Goku pokonuje Piccolo Damaio, pomścił śmierć swojego najlepszego kumpla. Przed śmiercią Szatan wypluwa jajo, z którego urodzi się jego potomek. Po tym wszystkim Goku dociera do Kami (Wszechmogącego). Rozpoczyna się trzyletni trening Goku.
---754 rok A.D.- Pierwszy poważny awans Ti Pring (planeta Rudawka), śmierć Bunacia:(
---755 rok A.D.- Akcja „Instynktu”
---756 rok A.D. 7 Maja- Rozpoczyna się 23 TB; Goku spotyka Chi-chi i dotrzymuje obietnicy zaślubin; Goku pokonuje Piccolo i wygrywa (nareszcie!) TB! Zasłużył sobie chłopak!
---757 rok A.D. (gdzieś w Maju)- Na świat przychodzi potomek Goku i Chi-chi - Gohan (Son Gohan).
---760-770 rok A.D.- Dr.Myu znajduje Rirudo i przekształca go w Mechanicznego Mutanta Szoguna Rirudo. Rirudo wykorzystuje swoją wielką moc by skończyć budowę planety M2. Wszystkie Mechaniczne Mutanty zaczynają zbierać energię i absorbować ją dla Baby.
---761 rok A.D.- Goku, Piccolo i Gohan walczą z Gerlic Juniorem. Gohan używa swojej ukrytej mocy by zesłać przeciwnika do Martwej Strefy (Dead Zone).

DRAGON BALL Z
---760 rok A.D.- Akcja „Desperacji”
---761 rok A.D. 12 Października- Na Ziemię przybywa rodzony brat Goku - Raditz. Goku odmawia propozycji starszego braciszka. Wraz z Piccolo staje z przybyszem do walki. Piccolo zabija specjalnym atakiem Raditza, a zarazem Goku. <<>> Saiyanie rozpoczynają swoją podróż ku Ziemii. Vegeta i Nappa zatrzymują się na małej planetce Arlia i niszczą ją dla zabawy. Kontynuują podróż. <<>> Gohan rozpoczyna swój trening przetrwania. Gohan spotyka robota podczas przygody w ruinach. <<>> Yamucha zaczyna grać profesjonalny Baseball. <<>> Gohan próbuje wracać do domu, ale po czasie zawraca.
---762 rok A.D. (gdzieś w Marcu)- Kuririn, Chaos, Yamucha, Tien Shin Han oraz Yajirobe zaczynają trenować w Pałacu Kamiego.
---762 rok A.D. 29 Kwietnia- Goku dociera do planetki North KaioSamy (Kaio).
---762 rok A.D. 9 Maja- Goku łapie Bubblesa.
---762 rok A.D. 23 Maja- Goku wali młoteczkiem Gregoriego (Grzesia).
---762 rok A.D. (gdzieś w Maju)- Kuririn, Tien, Chaosu, Yamucha odbywają niezwykłą wycieczkę na starą planetę Vegeta. Bez trudu zostają pokonani przez 2kę Saiya-jinów. Po obudzeniu się ze złudzeniar, zaczynają trenować z większą determinacją.
---762 rok A.D. 2 Listopad- Goku zostaje wskrzeszony.
---762 rok A.D. 3 Listopada- Przybywają na Ziemię źli Saiyanie Vegeta i Nappa. Ten drugi na powitanie niszczy i wybija miasteczko. <<>> Gohan, Piccolo, Kuririn, Tien, Chaos i Yamucha stawiają czoła przybyszom. Pod koniec rundy pierwszej nie żyją już Yamucha, Chaos, Tien, Piccolo, ginie Nappa. Podczas drugiej rundy Vegeta musi uciekać. <<>> Mikrorobot Dr.Gero pobiera próbki DNA (krew) pojedynczych wojowników.
---762 rok A.D. 4 Listopada- Gohan, Kuririn i Goku są hospitalizowani w szpitalu w East City.
---762 rok A.D. 7 Listopada- Kuririn i Gohan są wypisani ze szpitala.
---762 rok A.D. 9 Listopada- Rekonstrukcja statku Kamiego zakończona!
---762 rok A.D. 14 Listopada- Bulma kończy studiowanie j.nameczańskiego. Gohan, Kuririn i Bulma wylatują w kierunku planety Nameck.
---762 rok A.D. 21 Listopada- Vegeta ląduje na Frieza Planet 79.
---762 rok A.D. 13 Grudzień- Vegeta jest kompletnie uleczony i natychmiastowo opuszcza Nameck.
---762 rok A.D. 18 Grudnia- Gohan, Kuririn, Bulma, Vegeta i Kiwi lądują na planecie Nameck. <<>> Goku wyrusza z pomocą. <<>> Dende bierze Kuririna na spotkanie z Guru. <<>> Piccolo, Tien, Yamucha i Chaoz przybywają na planetę Kaio i rozpoczynają swój trening.
---762 rok A.D 19 Grudnia- Zarbon pokonuje Vegetę i zabiera go do regeneratora w bazie Frezera. Poważny błąd dla sługi Frezera.
---762 rok A.D. 20 Grudnia- Vegeta pokonuje Zarbona i zabija go <<>> Kuririn bierze Ghana do Guru <<>> Z rozkazu Frezera Ginyu Forces przerywa podróż na planetę Yardrat. Natychmiast zmierzają ku Nameck.
---762 rok A.D. 23 Grudnia- Goku kończy trening na 100krotnym przyciąganiu (100g).
---762 rok A.D. 24 Grudnia- Ginyu Force zostają unieszkodliwieni. <<>> Piccolo zostaje przywrócony do życia, a Kuririn umiera <<>> Goku osiąga po raz pierwszy SSJ i pokonuje Frezera <<>> Planeta Nameck eksploduje.
---763 rok A.D. 3 Maja- Kuririn i Yamucha zostają wskrzeszeni za pomocą nameczańskich Smoczych Kul (Porunga Dragon)
---763 rok A.D 9 Września- Tien i Chaos zostają wskrzeszeni a pomocą nameczańskich Kuleczek. <<>> Nameczanie zostają przetransportowani na Nowy Nameck za pomocą trzeciego życzenia.
---763 rok A.D. (gdzieś w Październiku)- po 5000 lat Devil Planet (Gwiazda Makyo) pojawia się przy Ziemii <<>> Gerlic Jr. uwalnia się Martwej Strefy (Dead Zone) - jego więzienia. Pomimo tego, zostaje pokonany przez Gohana i znów wpada w Martwą Strefę. Zniszczona zostaje Devil Planet. Dobro zwycięża!
---Nieznana dokładniej Data- Cell przybywa wehikułem czasu Trunksa. Wykluwa się z jaja. <<>> Cyborgizacja ciała Frezera dobiega końca.
---764 rok A.D. (gdzieś w Sierpniu)- Trunks przybywa z przyszłości i zabija Cyborga Frezera i King Colda. <<>> Na Ziemię przybywa Goku;
---764 rok A.D.- Epilog „Desperacji”
---Nieznana dokładniej Data- Vegeta podczas morderczych treningów osiąga SSJ. <<>> Vegeta i Bulma zbliżają się do siebie <<>> Goku i Piccolo w przygodzie z prawem jazdy ^-^ (czapka z daszkiem Piccolo wymiata) <<>> Cooler przybywa na Ziemię i zostaje pokonany przez SSJ Goku ( Film Kinowy).
---765 rok A.D.- Ti Pau przychodzi na świat
---766 rok A.D.- Rodzi się Trunks.
---767 rok A.D.- Rodzi się Goten (po Celu)
---767 rok A.D. 7 Maja- Rozgrywa się 24 TB, którego zwycięzcą zostaje Herkules (Mr.Satan).
---767 rok A.D. 12 Maja- Pojawiają się sztuczni ludzie, czyli cyborgi. Później przedstawia się także sam Cell. <<>> Kami i Piccolo znów stają się jednością <<>> Goku zażywa lek na chorobę serca. <<>> Kuririn i Trunks niszczą podziemne laboratorium Dr.Gero, oraz zalążek Cella.
---767 rok A.D. 15 Maja- Serce Goku zostało wyleczone, wirus się poddał. <<>> Vegeta i Trunks wchodzą do Room of Spirit and Time (RosaT), czyli Komnaty Ducha i Czasu w Palacu Kamiego.
---767 A.D. 16 Maja- Cell absorbuje cyborga #17, a po czasie #18. <<>> Goku i Gohan wchodzą do komnaty RoSaT i rozpoczynają trening.
---767 rok A.D. 17 Maja- Cell ogłasza swój turniej na antenie TV. <<>> Goku i Gohan wychodzą z RoSaT. Piccolo wchodzi do komnaty samemu.
---767 rok A.D. 18 Maja- Piccolo wychodzi z RoSaT. Vegeta wchodzi tam samemu. <<>> Gohan ocala wioskę Lime-a.
---767 rok A.D. 19 Maja- Goku z rodziną idzie na piknik. <<>> W południe Cell rozwala całą Armię (Royal Army). <<>> Dende staje się nowym Kami Ziemi. <<>> Vegeta opuszcza RoSaT. Samemu wchodzi tam Trunks.
---767 rok A.D. 20 Maja- Trunks opuszcza komnatę.
---767 rok A.D. 26 Maja- Turniej Cella rozpoczyna się w południe. Po walce Goku, walkę rozpoczyna Gohan. Jako pierwszy w historii osiąga SSJ2. Goku poświęca życie by ocalić życie (jednocześnie umiera North Kaio, Bubbles, Gregory). Gohan ostatecznie niszczy Cella.
---767 rok A.D. 27 Maja- Pogrzeb Goku. <<>> Trunks wraca do przyszłości.
---767 rok A.D. (pomiędzy Majem a Czerwcem)- Goku zwiedza planetę Dai KaioSamy i poznaje go osobiście ^-^. Goku bieże udział w Anoyichi Budokai (turniej organizowany w Zaświatach), dochodzi do finału. Pomimo ,że pokonuje Paikuhana, zostaje zdyskwalifikowany razem z przeciwnikiem. <<>> Mały Trunks robi pierwsze kroczki <<>> Mr.Satan robi olśniewającą karierę;
---768 rok A.D.- Akcja „Potwora”
---768 rok A.D.- Doll Takii zostaje zatrudniony przez Dr.My by zacząć zbierać energię potrzebną do obudzenia Mechanicznego Mutanta Ruudo. Doll Takii zaczyna pracować na Planecie Ruudo.
---770 rok A.D.- Kuririn i #18 pobierają się.
---771 rok A.D.- Rodzi się Marron (córka Kuririna i #18).
---773 rok A.D.- Kaioshin i Kibito przybywają na Ziemię, w celu odszukania skrytki Babidiego i Kuli z Majin Buu.
---774 rok A.D. 28 Marca- Gohan dostaje się do Orange Star High School (do pierwszego oddziału)..
---774 rok A.D. 7 Kwietnia- W mieście (Satan City) szum robi złotowłosy bohater; Gohan dostaje się do drugiego oddziału w szkole. Tutaj poznaje Videl, córkę Mr.Satana. <<>> O godz. 15:00 Gohan spotyka Bulmę i prosi ją o radę w sprawie kostiumu. O 17:00 Bulma kończy pracę nad strojem. Po raz pierwszy pojawia się Great Saiyaman .
---774 rok A.D. 8 Kwietnia- Videl odkrywa ,że Great Saiyaman to Gohan.
---774 rok A.D. 9 Kwietnia- Gohan uczy Videl sztuki lewitacji (latania) <<>> South KaioSama podgląda treningi Son Goku (w zaświatach)..
---774 rok A.D. 10 Kwietnia- Vegeta jest zaskoczony przemianą Trunksa w SSJ.
---774 rok A.D. 20 Kwietnia- Videl opanowuje technikę latania.
---774 rok A.D. 7 Maja- Rozpoczyna się 25 TB (Tenkaichi Budokai). <<>> Goku wraca na Ziemię na jeden dzień, za sprawą Baby Guli. <<>> Pojawia się Majin Buu. Vegeta poświęca życie, w celu pokonania demona. Niestety technika samodestrukcji zawodzi. <<>> Buu zabija Baidiego. <<>> Goku podczas przemiany oraz walki w SSJ3 z Buu czerpie zbyt ogromną moc i musi wcześniej wracać do zaświatów. <<>> Gohan przypadkowo uwalnia Rou Kaioshina z miecza Zet. Ceremonia zwiększania mocy rozpoczyna się.
---774 rok A.D. 8 Maja- Buu zabija prawie wszystkich ludzi. <<>> Piccolo, Gotenks, gohan zostają absorbowani przez Super Buu. <<>> Rou Kaioshin oddaje życie Goku. <<>> Dzięki Babie Guli Vegeta wraca na Ziemię. <<>> Buu niszczy Ziemię. <<>> Porunga (nameczańskie kule) przywracają Ziemię. <<>> Wszyscy dobzi ludzie zostają przywróceni do życia (w tym Vegeta). <<>> Goku pokonuje Kid Buu za pomocą techniki Genki-Dama (amerykańska nazwa techniki to Super Spirit Bomb).
---774 rok A.D. 7 Września- Shenron wymazuje z pamięci Ziemian postać Majin Buu.
---775 rok A.D.- „Co komu przeznaczone” akt I i spierdolenie całego dalszego kanonu

Być może zauważyliście, że czasem w moich fanfikach pada coś takiego jak data gwiezdna. Właśnie na tym bazuje.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: [DBZ / Star Trek] Nowe i stare Tipringi

Postautor: Vampircia » 22 lis 2015, 22:00

Napisane totalnie na jajo, ale wpisuje się w kanon. Nawiązanie do nowej serii DB.


Kici kici


Ti Pring i Vegeta popijali drinki na pokładzie wielkiego statku Bulmy, która, będąc najbogatszą osobą na świecie, mogła sobie pozwolić na dosłownie wszystko. Bryza przyjemnie dmuchała w twarz, temperatura była wręcz idealna, a nieba nie przysłaniała ani jedna chmurka. Czasami jednak opłacało się złożyć wizytę na Ziemi.
- Muszę przyznać, jestem zaskoczona, że twoja była żona zaprosiła nas na swoje urodziny – stwierdziła Ti Pring, wymieniając pustą szklankę na kolejnego drinka.
- Yh – mruknął Vegeta, jak zwykle dając do zrozumienia, że ma wszystko gdzieś.
Samo zaciągnięcie go tutaj było nie lada wyzwaniem, ale wizja ogromnych ilości darmowego jedzenia okazała się skutecznym wabikiem. Zresztą w przypadku Ti Pring również pozostała nie bez znaczenia.
- Wiesz co, pójdę jej podziękować. - Kobieta podeszła do Bulmy i przybrała swój najsłodszy uśmiech. - To bardzo miło, że nas zaprosiłaś, mimo że zrobiliśmy ci straszne świństwo.
- A tam, przecież to już trzy lata. Zdążyłam zapomnieć. Zresztą nawet dobrze się złożyło. Vegeta doprowadzał mnie do szału, a Yamcha jest dużo lepszym mężem. Pierwszą miłość trzeba pielęgnować. Masz to samo, więc pewnie rozumiesz.
- Hmm... Pierwsza miłość? No miłością bym wtedy tego nie nazwała... - Ti Pring podrapała się po brodzie. - Kurde, w sumie to było bardziej jak syndrom Sztokholmski.
- Och... - zakłopotała się Bulma. - Nie wnikam w szczegóły.
- Witaj, matko. - Ti Pring prawie podskoczyła, gdy usłyszała głos swojej córki.
Odwróciła się i zauważyła, że Ti Pau nie patrzy na nią przychylnym wzrokiem.
- No proszę, co za miła niespodzianka. Hehe... - kobieta zaśmiała się nerwowo.
- Na moje urodziny to nie przyszłaś – mruknęła dziewczynka.
- No tak... bo widzisz... musieliśmy wtedy... walczyć z potężnym Glokogiem... żeby ocalić wszechświat... - wydukała Ti Pring, starając się robić dobrą minę do złej gry. - A co tak w ogóle u ciebie? Dobrze ci się trenuje z panem Goku?
- Pan Goku mnie teraz nie trenuje, bo sam trenuje gdzie indziej. - Ti Pau jeszcze bardziej zmarszczyła brwi i skrzyżowała ręce na piersi. Podobieństwo do ojca było wręcz przerażające.
- Nie złość się tak, bo ci się zrobią zmarszczki.
- Mam dopiero dwanaście lat.
- Mówię na przyszłość.
- Jestem w połowie Saiyanką i w jednej czwartej Vulcanką, to może mnie to ominie.
- Widzisz, nawet gadasz jak stara baba.
Ti Pau przewróciła oczami.
- Ech, idę się pobawić z Trunksem i Gotenem – mruknęła i oddaliła się.
Uf, dzieci to zdecydowanie nie moja działka. Nawet własne – pomyślała Ti Pring i wzięła sobie jeszcze jednego drinka.
W gruncie rzeczy impreza przebiegała spokojnie, póki nie przybył na nią jakiś podejrzany, fioletowy kot ze swym metroseksualnym kompanem. Vegeta zaczął panikować, a to nie wróżyło niczego dobrego. Zaczął coś mamrotać o bogu zniszczenia i niestety okazało się, że ma rację, bo kot w przypływie frustracji stwierdził, że jednak chętnie Ziemię zniszczy. Kakarotto gdzieś się szlajał, Vegeta dał ciała i generalnie rzecz biorąc zrobiło się niewesoło, ale Ti Pring zaświtał w głowie pewien pomysł. W końcu vulcańskie IQ do czegoś zobowiązywało.
- Panie kocie, co powie pan na to, że zrobię panu naprawdę dobrze? Wtedy pan nie zniszczy Ziemi? - przemówiła, wywołując niemałe poruszenie.
- Ti Pring, wiem, że to skrajna sytuacja, ale miej że odrobinę przyzwoitości! - wrzasnął Vegeta.
Jednak kobieta go zignorowała.
- To jak będzie, panie kocie?
Lord Beerus wyraźnie się zmieszał.
- Od wieków nikt nie zrobił mi dobrze, ale dam ci szansę, babo. Chodź tu i pokaż na co cię stać – przemówił.
Protesty Vegety i ogólna konsternacja nie zniechęciły Ti Pring. Podeszła do Beerusa i zaczęła drapać go za uchem. Ten przez moment sprawiał wrażenie niewzruszonego, ale po chwili dało się słyszeć przeciągłe mruczenie, głośniejsze i głośniejsze. Ti Pring nie przestawała, a kot wysunął pazury i począł odruchowo drapać powietrze.
- No i co, panie kocie? Tak jest dobrze? - kontynuowała Ti Pring.
- O tak, tak, tak! A teraz za drugim uszkiem.
Po kilku minutach drapania na twarzy Beerusa pojawił się wyraz absolutnego rozanielenia.
- Więc jak będzie? Nie zniszczy pan Ziemi? - spytała Ti Pring po zakończonej sesji.
- Hmm? Ziemię? Niszczyć? A nie, już mi się nie chce. Whis, czemu ty mi nigdy tak nie robisz? - Beerus zwrócił się do swego kompana.
- To byłoby zbyt gejowskie.
- Sam żeś jest gejowski. Od tej pory będziesz mi tak robić codziennie. A teraz chodź, wracamy do domu. Może zdążę na powtórkę Gravitation.
Tym sposobem Ziemia została ocalona, wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a bóg zniszczenia nie chciał już niszczyć. Wszyscy też nauczyli się, że nie zawsze opłaca się walczyć, a zniszczenie sieją tylko frustraci, którym nie ma kto zrobić dobrze.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 500
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: [DBZ / Star Trek] Nowe i stare Tipringi

Postautor: Skorpion » 27 lut 2016, 15:25

Uf, dzieci to zdecydowanie nie moja działka. Nawet własne – pomyślała Ti Pring i wzięła sobie jeszcze jednego drinka.
XD Ogólnie dobrym opowiadaniem byłby jakieś perypetie Ti Pring w alternatywnym świecie, gdzie musi stawić czoła obowiązkom wyluzowanej matki i obrończyni świata.

Tekst o zrobieniu dobrze zbił mnie z tropu i chociaż rozwiązanie było mega oczywiste to się go nie spodziewałem. Hm... Może w takim razie nie było tak oczywiste?
Dobre 5/5
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: [DBZ / Star Trek] Nowe i stare Tipringi

Postautor: Vampircia » 27 lut 2016, 15:28

Haha, wiesz, jak ja widzę tego kota to zawsze mam ochotę go pogłaskać i nigdy nie rozumiem, czemu nikt tego nie zrobi. A o perypetiach Ti Pring mogę jeszcze kiedyś coś napisać, czemu nie.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 500
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: [DBZ / Star Trek] Nowe i stare Tipringi

Postautor: Skorpion » 27 lut 2016, 18:52

Napisz, napisz, choćby dla samej zabawy Obrazek
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: [DBZ / Star Trek] Nowe i stare Tipringi

Postautor: Vampircia » 27 lut 2016, 19:07

Ale chodzi ci o taką rzeczywistość, w której Ti Pring mieszka na Ziemi?
Obrazek


Wróć do „Dragon Ball/Z/GT/Super”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość