[Dragon Ball] Edukacja

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

[Dragon Ball] Edukacja

Postautor: Vampircia » 02 sty 2014, 16:11

tytuł: Edukacja
fandom: Dragon Ball
kategoria: 13+
opis: Goku nigdy nie chodził do szkoły i Chichi ma z tym problem. Wkrótce będzie mieć jeszcze większy.
znajomość fandomu: niekonieczna
status: skończone


Edukacja


Chichi była szczęśliwą mężatką. Bardzo szczęśliwą. Miała wszystko, czego każda dziewczyna pragnęła. A przynajmniej każda normalna dziewczyna, jej zdaniem. Najsilniejszego mężczyznę na świecie za męża, uroczego i przystojnego, śliczny domek na wsi i bogatego tatę. I dziecko w drodze. Tak, spełniły się jej wszystkie marzenia. Niczego w życiu nie żałowała i wszystko zdawało się perfekcyjne. No, prawie. Goku był troszeczkę, jakby to delikatnie powiedzieć, niedoinformowany. Nie mogła nazwać go głupim. Jego IQ bez wątpienia nie odstawało od normy. Problem tkwił w braku edukacji. Goku nigdy nie chodził do szkoły, a jego znikoma wiedza w wielu dziedzinach objawiał się bardzo często. Chichi zaczynało to niepokoić. Jej mąż zdawał się nie posiadać żadnych praktycznych umiejętności poza walką i polowaniem. A przecież nie mogli żyć wiecznie na utrzymaniu taty. Ktoś musiał zarabiać na życie. Kto jednak chciałby zatrudnić człowieka, który nigdy żadnej klasy nie skończył? Nie mówiąc już o wstydzie, jaki bez wątpienia by spotkałby młodą żonę, gdyby wyszło na jaw, że jej mąż jest nieukiem. I gdy już wszystko wskazywało na to, że nijak nie da się wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji, Chichi dokonała wspaniałego odkrycia.
- Wiesz, co niedawno wyczytałam w gazecie? - rzuciła jak gdyby nigdy nic podczas obiadu.
Goku wybełkotał tylko coś niezrozumiałego z pełnymi ustami.
- Podobno są jakieś specjalne kursy dla dorosłych, którzy nigdy nie skończyli szkoły – podjęła Chichi. - Podobno jak się skończy taki kurs i zda egzaminy, to dostaje się dyplom ukończenia szkoły. Mógłbyś zapisać się na takie coś.
- Nie chcę chodzić do szkoły. - Goku zrobił niezadowoloną minę.
- Nie musiałbyś nigdzie chodzić. Nauczyciel przychodziłby do ciebie.
- Eee... to nie dla mnie.
To był jeden z tych momentów, w których Chichi dawała wyraźnie do zrozumienia, że jeśli coś sobie postanowi, to tak ma być.
- Nie pozwolę na to, żeby mój mąż był nieukiem! - huknęła i trzasnęła dłonią w stół. - Jak ty niby zamierzasz utrzymać rodzinę? Bez szkoły nikt cię do żadnej pracy nie przyjmie.
- Pracy?
- Tak, Goku, pracy! Nie myśl sobie, że wywiniesz się od odpowiedzialności! Będziesz ojcem! Dorośnij wreszcie! Albo to zrobisz, albo przestanę ci gotować!
I po raz pierwszy w życiu Chichi dopilnowała, by Goku przekonał się na własnej skórze, że żona ma zawsze rację.


Klamka zapadła, nie było już odwrotu. Goku dostał ultimatum i dał za wygraną. A Chichi poczyniła konieczne kroku, by przed nauczycielem prezentował się godnie. Kazała mężowi ubrać białą koszulę i czarne spodnie, co niezbyt przypadło mu do gustu i modliła się, by ten nie popełnił jakiejś gafy.
Wybiła godzina zero, zadzwonił dzwonek do drzwi, Chichi pobiegał otworzyć, pełna radości i podekscytowania. Chwyciła za klamkę i po chwili czuła już, jak cały zachwyt odpływa.
- Pani... Pani jest nauczycielką? - spytała niepewnie.
- Tak, mam na imię Dolly. Miło mi. - Kobieta wyciągnęła rękę, uśmiechnięta od ucha do ucha.
Różowy, obcisły sweterek zapięty był na tyle, by pokaźne piersi nie wylazły na wierzch, ale poza tym nie zasłaniał zbyt wiele, podobnie jak czarna mini. Anielską twarz kobiety okalała burza złotych loków. Długie, wymalowane rzęsy zatrzepotały, a wielkie, niebieskie oczy wbiły się w gospodynię pytająco. Chichi zreflektowała się i przywitała, ale w głębi duszy czuła niechęć równie silną, co każda normalna, jej zdaniem, dziewczyna na widok kobiety ładniejszej od niej. Co gorsza, myśl, że ta wysztapirowana lafirynda ma spędzać z jej mężem po kilka godzin dziennie napawała ją grozą.
- Rozumiem, że to jest pan Son Goku – rzekła panna Dolly ze słodkim uśmiechem.
- Tak, to ja – odparł beztrosko mężczyzna.
Aparycja nauczycielki nie zrobiła chyba na nim żadnego wrażenia. I dobrze – pomyślała Chichi. Nie podobał jej się jednak sposób, w jaki ta bezwstydna kobieta mierzyła jej męża wzrokiem.
- Wygląda pan na silnego. Trenuje pan coś? - spytała nauczycielka.
Chichi nie pozwoliła nawet dojść mężowi do słowa.
- To nieistotne. Przejdźmy do konkretów, bo potem nie będzie czasu – rzuciła, próbując brzmieć spokojnie, ale niezbyt jej to wychodziło.
- Oczywiście. Niech pan powie, co już pan umie, panie Son – rzekła panna Dolly. Wreszcie zabrzmiała profesjonalnie.
- Umiem walczyć – odparł Goku.
- Ale z takich szkolnych rzeczy.
- Hmm... No to czytać, pisać, liczyć umiem. Dziadek mnie nauczył.
- Doskonale. To już połowa sukcesu. W takim razie, gdzie dałoby się...
Do Chichi dotarło, że powinna wskazać nauczycielce miejsce, gdzie mogłaby zająć się swoją pracą. Nie chciała zostawiać z nią męża sam na sam, ale nie mogła przecież nad nimi cały czas ślęczeć. Przemogła się i powróciła do swoich obowiązków, gdy tamci odbywali lekcję. Była jednak wściekła. Nie tak to sobie wyobrażała. Spodziewała się mężczyzny, ewentualnie kobiety w średnim wieku, w okularach i workowatej sukience. Nie jej. Zastanawiała się nawet, czy nie zadzwonić ze skargą. W końcu to nie był ubiór odpowiedni do pracy. Z drugiej strony, skąd mogła wiedzieć, jakie obyczaje panują w mieście? Jeszcze by wyszła na idiotkę. Nie, lepiej się nie wychylać. Westchnęła i powróciła do sprzątania.


- I co, podobała ci się nauka? - mruknęła Chichi, kiedy była już z mężem sam na sam.
- O tak. Nie sądziłem, że to będzie taka frajda.
Kobieta uniosła sceptyczni brew. Powinna się cieszyć, prawda? Czemu więc nie spodobała jej się jego odpowiedź?
- Frajda? - spytała podejrzliwie.
- No, myślałem, że się zanudzę, ale dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy. Dzięki, Chichi. To był naprawdę dobry pomysł z tą nauką. Chcę skończyć ten kurs – rzekł Goku i pocałował żonę w policzek. - Uhh... Dlaczego masz taką minę?
- Ah... Zamyśliłam się. Bardzo dobrze, że chcesz skończyć kurs, Goku.
Ależ on był zadowolony. Szkoda, że ona nie mogła powiedzieć tego samego o sobie. A tak się cieszyła na myśl, że będzie mieć wykształconego męża. Teraz niestety przyćmił to strach, że ta sucz może chcieć położyć na nim swoje łapska. Przez następne dni Chichi robiła wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Co chwilę wchodziła do pokoju, a to proponując coś do picia, a to do jedzenia, albo pod pretekstem, że musi posprzątać.
- Ale ty jesteś dobrą żoną, Chichi – uradował się Goku i wziął od niej miskę ciastek, które zaproponowała niby przy okazji.
Chyba kompletnie nie zdawał sobie sprawy z jej prawdziwych intencji. Właściwie to chyba z niczego nie zdawał sobie sprawy. Nawet, gdy ta bezwstydna kobieta nachylała się nad nim, tłumacząc mu zadanie, i niemalże wciskała mu swój biust w twarz, wyglądał tak, jakby na to w ogóle nie zwracał uwagi. Ale Chichi to wcale nie uspokoiło. Bóg wie, do czego były zdolne te kobiety z miasta.
Czasami Chichi stała przy drzwiach i nasłuchiwała uważnie, sprawdzając, czy nauczycielka przypadkiem nie pozwala sobie na zbyt wiele. Przymilała się bez wątpienia, z reguły w sposób pozornie niewinny, ale pewnego razu granica została przekroczona.
- Naprawdę jest pan mistrzem świata? - usłyszała Chichi, niemalże przyciśnięta do drzwi.
- Jestem – odparł Goku. Sądząc po głosie chyba właśnie jadł bułki, które przed chwilą żona mu przyniosła. Oczywiście niby przy okazji.
- Ależ ma pan silne ramiona. Te mięśnie muszą być twarde jak stal. Mogę dotknąć?
- Aha.
I w tym momencie Chichi wiedziała już, że panna Dolly musi odejść. Bo tylko żonie przysługiwało święte prawo do dotykania mięśni męża.


Był piękny słoneczny poranek, gdy panna Dolly weszła do domu Sonów, stukając o parkiet obcasami swych białych kozaczków.
- Mąż zaraz powinien wrócić. Może przez ten czas się pani rozgości i napije kawki? - zaproponowała Chichi z fałszywym uśmiechem, krzątając się w kuchni. - Bez cukru i bez śmietanki, prawda?
- Tak, poproszę.
Gospodyni podała nauczycielce filiżankę, a sama wróciła do wycierania talerzy.
- I jak wam się pracuje? - spytała niby od niechcenia.
- Och, bardzo dobrze. Pani mąż szybko się uczy – odparła panna Dolly z uśmiechem.
- Nie sprawia żadnych problemów?
- Oczywiście, że nie – zachichotała nauczycielka.
- To dobrze. Może już mu przeszło. Oby.
- Hmm... Nie rozumiem.
- A, to taka wstydliwa sprawa. W sumie powinnam była wspomnieć o tym na samym początku, ale tylu nauczycieli już nas przez to zostawiło... Zresztą już od roku nie miał ataku, więc pewnie nie ma powodu do obaw.
- Ataku?
Chichi uśmiechnęła się nikczemnie. Dobrze, że z tej perspektywy nie było widać jej twarzy. Panna Dolly chyba zaczynała się niepokoić. Wybornie. To naprawdę mogło się udać. Chichi dalej wycierała talerze jak gdyby nigdy nic i kontynuowała wywód.
- To jakaś choroba psychiczna, nie znam się na medycznej terminologii... Mówili, że jest już lepiej. Mam nadzieję. Poprzedni nauczyciel zażądał tak wysokiego odszkodowania... A przecież to była tylko jedna ręka. Da się przecież pracować z jedną ręką, no nie? Mój mąż nie powinien być taki silny. W każdym razie nie przy tej przypadłości, ale cóż... Jak już mówiłam, chyba mu przeszło. Ale jak pomyślę, jak było kiedyś... Biedny dziadek. Zabity przez własnego wnuczka. Paskudna sprawa.
Przynajmniej w jednym Chichi nie skłamała. Może dlatego zabrzmiała tak wiarygodnie. Na tyle wiarygodnie, że po minucie po pannie Dolly została tylko niedopita kawa.


- Wróciłem! - oznajmił Goku i wszedł do środka, niosąc na plecach upolowanego krokodyla.
- Siadaj, kochanie. Upiekłam ci sernik – powiedziała Chichi ze szczerą serdecznością i sięgnęła do piekarnika.
- Naprawdę jesteś super, Chi! - ucieszył się mężczyzna. - Panna Dolly jeszcze nie przyszła?
- Nie i już nie przyjdzie. Powiedzieli, że umiesz już wystarczająco.
Przez moment Goku wyglądał na lekko zaskoczonego i zawiedzionego. Podrapał się po głowie, jakby zastanawiając się, czy rzeczywiście jego edukacja mogła tak szybko dobiec końca. Chichi przestraszyła się nawet, że może domyślić się, że coś jest nie tak, ale po chwili Goku tylko wzruszył ramionami, wypogodniał i zabrał się za jedzenie.
- Fajnie się uczyło, ale chyba jednak wolę walczyć – rzucił jeszcze i uśmiechnął się słodko do żony.
Tak, Chichi była najszczęśliwszą kobietą na świecie i już ona zamierzała dopilnować, by tak pozostało na zawsze.
Obrazek

AGS_K
amator
Posty: 1
Rejestracja: 28 cze 2016, 21:14

Re: [Dragon Ball] Edukacja

Postautor: AGS_K » 28 cze 2016, 21:20

Świetne, ale liczyłem na inne zakonczenie :D
Takie w którym Chi-Chi musi isc daleeeeko p;o zakupy iiiii...bum. Goku zostaje ojcem ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Swoją drogą to byłby ciekawy zwrot gdzies w Dragon Ballu, ze Goku jest gdzies na boku ojcem i jego nieznany syn jest wkurzony na ojca i chce go zabic... ciekawe ^^


Wróć do „Dragon Ball/Z/GT/Super”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość