18+ [DBZ / Star Trek] Co komu przeznaczone

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 09 lut 2014, 16:52

Dzięki za opinię i fajnie, że zdecydowałaś się pojawić na forum. Mam nadzieję, że będziesz udzielać się też w wielu innych tematach :-) A o akcie II mogę na razie powiedzieć tyle, że wzbija się na wyżyny marysuizmu :-P
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 16 lut 2014, 11:08

Akt Drugi

Rozdział I

Take me
Take me to heaven
Up to the mountains
Into quiet
Bluegrass gardens

Punkt siódma rano obudziło ją radio dźwiękami jakiegoś staroświeckiego sześćdziesięcioletniego szlagieru. Muzyka lekka i wesoła, ale bez wątpienia zbyt spokojna, by zerwać ją z łóżka. O tej porze takie kawałki powinny być zakazane, bo wywoływały efekt odwrotny do pożądanego. Zamiast wstawać, chciało się jeszcze bardziej spać.

Take me
Let's leave together
Lost in the moonlight
In the land of
Perfect dreams
Hold me
Hold me forever
I close my eyes to
See if memories
Reappear

Ti Pau mruknęła. Gdy już miała wrażenie, że jest niemalże gotowa wstać, poczuła, że znowu zaczyna odpływać w błogie objęcia Morfeusza. Ta muzyka. Czyżby zmienili DJ-eja? Pasowałaby raczej do popołudniowej siesty, albo na bal geriatryków niż na pobudkę.

Longing
Longing for those nights
When starlight was bright...

W końcu zebrała się w sobie i jednym, desperackim zrywem ciała przełączyła na inną stację. Z głośników popłynęła nieco żywsza muzyka, bardziej w stylu tej, do której przywykła w pracy. Ti Pau pozwoliła sobie jeszcze poleżeć przez pół minuty i nieco oswoić się z faktem, że zaraz musi się zbierać. Ziewnęła, przetarła oczy i wreszcie zwlekła się z łóżka. Od razu poczłapała do kuchni, żeby nastawić wodę, a następnie do łazienki w celu przeprowadzenia porannej toalety.
Napiła się parę łyków kawy i zajrzała do lodówki. Znalazła kawałek pizzy z wczoraj, pasztet, mus bananowy i pół zapiekanki z ryżu. Na śniadanie powinno wystarczyć. A może by tak zjeść płatki czekoladowe zamiast musu? Albo nie, pizzę weźmie na drogę, a resztę zje teraz. To brzmiało rozsądnie i tak właśnie zrobiła.
Dopiła kawę, ubrała szare spodnie od dresu, biały podkoszulek na ramiączkach i adidasy. Niezły czas, była prawie gotowa do wymarszu. Tylko jeszcze te włosy. Najgorsza część. Zaczęła rozczesywać czarne kudły, mając nadzieję, że nie wyrwie połowy z nich, albo ząbków od szczotki. Nie cierpiała swoich włosów. Rozczesała je na tyle, na ile się dało i związała gumką. Chwyciła plecak, resztę pizzy i pobiegła do samochodu.
Dzień zapowiadał się przyjemnie. Na niebie nie było ani jednej chmurki i już zdążyło zrobić się dość ciepło. Na ulicach panował spory ruch, ale do pracy Ti Pau nie miała bardzo daleko, więc nie sądziła, by mogła się spóźnić. Oczywiście istniały szybsze sposoby transportu, ale wiązały się ze sprowadzeniem na siebie niepożądanej uwagi, więc Ti Pau wolała samochód. Zresztą lubiła prowadzić. W mieście zawsze działo się coś ciekawego. Pogryzała pizzę i obserwowała okolicę.
Wzrok Ti Pau momentalnie zatrzymał się na bilbordzie z napisem: „Turniej o tytuł najsilniejszego pod Słońcem już wkrótce”. Tak przykuł jej uwagę, że zamiast patrzyć się przed siebie, jej głowa wygięła się w bok, podążając za reklamą. Ile to już minęło lat od poprzedniego? Osiem? Trudno było zapomnieć tamto spotkanie z jej rodzicami.
Do rzeczywistości Ti Pau wróciła dopiero, gdy w coś uderzyła. Wciąż trzymając w zębach resztkę pizzy, spojrzała przed siebie i zrobiła wielkie oczy. Właśnie przydzwoniła komuś w zderzak. Widziała, jak z samochodu wypada wściekły kierowca i podbiega do jej auta. Szybko przeżuła, to co miała w ustach, i przygotowała się na najgorsze. Tylko tego jej brakowało.
- Patrz, co narobiłaś, babo! - wrzasnął mężczyzna.
- Przepraszam, zagapiłam się – wyjaśniła niewinnie Ti Pau.
- Dzwonię po policję!
Mężczyzna chwycił za komórkę i zaczął wystukiwać numer.
- Proszę... Niech pan tego nie robi, spieszy mi się do pracy – tłumaczyła kobieta.
Musiała coś szybko wymyślić. Sięgnęła po plecak i wygrzebała z niego wizytówkę.
- Proszę – podała ją mężczyźnie. - Jak się pan powoła na moje nazwisko, dostanie pan pięćdziesiąt procent zniżki. Jest tam wiele ładnych dziewczyn.
Uśmiechnęła się i odjechała. Miała nadzieję, że podziałało. Nie miała ochoty użerać się z policją. Zwłaszcza, że teraz myślała tylko o turnieju. Że też akurat w tej chwili musiała się o tym dowiedzieć. Jak niby miała się skupić na pracy, skoro była taka podekscytowana?
Wreszcie zajechała na miejsce i spojrzała na zegarek. Dwie minuty po czasie. Chwyciła plecak i wpadła do klubu jak burza.
- Cześć Allie, James – przywitała się szybko z przyjaciółmi na recepcji i przebiegła przez grupę napakowanych, śmierdzących potem byczków.
Wleciała do sali, w której czekała już całkiem spora gromadka.
- Witajcie, hej... - dopadła do odtwarzacza i zaczęła grzebać w plecaku, szukając swojej płyty. Uf, znalazła. - Dobra, zaczynamy. Bierzemy stepy – oznajmiła, zakładając mikrofon.
- A to nie miały być zajęcia z zumby? - spytała jedna z kobiet.
No tak. Od nadmiaru wrażeń już jej się wszystko pomieszało.
- Zgadza się, zumba. Zumba, areobik, ABT, co tylko zechcecie – zaśmiała się niezręcznie Ti Pau.
Co za paskudny start. Ale najważniejsze, że miała już wszystko pod kontrolą. Puściła płytę i zbladła, kiedy zamiast muzyki, którą sobie przygotowała popłynęły agresywne i nieuporządkowane dźwięki dubstepowego utworu. Ti Pau poczuła wzbierający w niej szał.
- Przepraszam na moment.
Chwyciła telefon i schowała się na zapleczu. Przyłożyła komórkę do ucha i czekała. Czekała i czekała, tupiąc nerwowo nogą. Ileż można? Czekała dalej. Do skutku. Aż w końcu odebrał.
- Taa?
Jego głos mówił sam za siebie. Jedno jego słowo było w stanie opowiedzieć całą historię poprzedniego dnia.
- Niech zgadnę. Wziąłeś kacowe – mruknęła Ti Pau.
- Cosiestało?
- Zabiję cię, Goten. Znowu zostawiłeś swoją płytę w moim opakowaniu! Mówiłam ci tysiąc razy, żebyś tego nie robił.
- Uh...
- Dzisiaj zginiesz!
Ti Pau wyłączyła telefon i zaczęła zachodzić w głowię, jak teraz wybrnąć z sytuacji, w której się znalazła.


Zdenerwowała się. Lubiła swoją pracę, przez co takie sytuacje jeszcze bardziej wytrącały ją z równowagi. A do tego wieść o turnieju. Cały czas o nim myślała i nic dziwnego, że poszło jej dzisiaj tak mizernie. Co chwilę wracała myślami do poprzedniego. Tyle się wtedy wydarzyło. Przede wszystkim wreszcie miała okazję lepiej poznać swoich rodziców. Nie brali wtedy udziału, ale cały czas jej kibicowali. Szkoda, że nie udało jej się wygrać. Ale to akurat mało istotne. Ważne, że się wtedy spotkali. Wszyscy. A później każdy poszedł w swoją stronę. Jej rodzice pojawiali się czasem na Ziemi, nawet zdarzało się, że składali jej wizytę, ale to zawsze były krótkie, urywane chwile. A pozostali? No cóż, również miała wrażenie, że wielu bliskich się od siebie poodsuwało. Goku poszedł trenować z Uubem, Gohan wsiąkł w swoją pracę naukową, a Goten... Cóż. Wolała pozostawić to bez komentarza.
Zatrzymała samochód przed jego domem i wyłamała zamek w drzwiach. Nie miała ochoty czekać pół godziny, aż się chłop zwlecze z łóżka i łaskawie otworzy. Weszła do środka i od razu uderzył ją zapach jak z gorzelni.
- Aż żal za dupę ściska – skomentowała, gdy zastała swego kolegę na kanapie z mokrą gąbką na głowie. - Co za okazja tym razem?
- Siostra kumpla.
- Och, siostra kumpla. Jak oryginalnie.
Na jej sarkastyczny komentarz Goten odpowiedział jedynie cichym pomrukiem.
- Miałam przyjechać zabić cię za tę płytę, ale w zasadzie, to chodzi o coś innego. Turniej sztuk walki. Będzie kolejny. Zainteresowany?
- Niezbyt.
- No tak. Dostać swoją dupę podaną na tacy przez pięcioletnią bratanicę, to musi być trauma na całe życie.
- Weź się odwal.
- No co, nie masz ochoty na rewanż?
- Teraz w ogóle nie chce mi się o tym myśleć – stęknął Goten i przewrócił się na drugi bok.
- To byłaby dobra okazja, żeby spotkać się z ojcem.
- Nie chcę widzieć się z ojcem.
O rany i znowu się zaczęło. Ti Pau chwyciła się za głowę i westchnęła.
- Goten, daj już z tym spokój – powiedziała ze znudzeniem.
- Jakby nas nie zostawił, nie potoczyłoby się to w taki sposób.
- Nie mów mi, że wciąż sobie wmawiasz, że twoja matka zmarła, bo serce jej pękło.
- Coś w tym na pewno jest.
- Puknij się w łeb! Była chora. Nic by tego nie zmieniło.
- I tak nie chcę się z nim widzieć.
Ti Pau przewróciła oczami i usiadła na wersalce, obok kolegi.
- Trunks też był wściekły na ojca, że ich zostawił i jakoś mu przeszło, więc weź nie wydziwiaj. Twój tata to dobra osoba – rzekła.
- Dlaczego ty go zawsze musisz bronić?
- Tacy już są. Twój tata, mój... Nic na to nie poradzisz. Trzeba na nich patrzyć pod trochę innym kątem niż na zwykłych ludzi.
- I w tym cały problem.
Nie męczyła go już dłużej. To był kiepski moment na rozmowę. Z resztą musiała pojechać w jeszcze jedno miejsce, więc nie przedłużając, zebrała się, oddawszy przy okazji płytę.


- Cześć, Młody.
- Przestań nazywać mnie Młody. Jesteś tylko o rok starsza. Nawet nie cały.
- To przez to, że jesteś takim maminsynkiem.
Tak jak to się często zdarzało, jej rozmowa z Trunksem zaczęła się od kłótni. Na szczęście nie były to kłótnie na poważnie i zawsze kończyły się równie szybko, co zaczynały.
- Słyszałeś o nowym turnieju sztuk walki? - spytała Ti Pau prosto z mostu.
- Obiło mi się o uszy.
- I nic nie powiedziałeś?!
Czuła, że nie będzie łatwo. Usiadła na biurku, tak by zasłonić bratu ekran monitora i upewnić się, że rzeczywiście skupi swoją uwagę na niej, a nie na rzeczach, którymi się właśnie zajmował.
- To co, startujemy? - spytała z entuzjazmem.
- Ja chyba spasuję.
- Czemu? Boisz się, że znowu cię sponiewieram?
- Po prostu mam inne rzeczy na głowie.
- Rany, co się z wami wszystkimi dzieje? Moi rodzice szlajają się Bóg wie gdzie, Goku zaszył się na pustkowiu i leje na wszystko, Goten woli imprezy i panienki od porządnego sparringu, za to ty...
- Co ja?
- Jesteś maminsynkiem.
- Nie jestem!
- Jesteś. Masz dwadzieścia sześć lat i wciąż mieszkasz z mamusią.
- Moja mamusia mnie przynajmniej nie zostawiła.
- Jebnąć ci?
Trunks zrobił pochmurną minę, którą wyraźnie dał do zrozumienia, że wolałby, aby Ti Pau zostawiła go w spokoju i pozwoliła wrócić do pracy. Kobieta westchnęła i zeszła z biurka. Jej wzrok przypadkowo spotkał się z kalendarzem i nagle zamarła.
- Który dzisiaj jest? - wymamrotała.
- Dwudziesty pierwszy.
Spojrzała na zegarek.
- O kurwa.
Wybiegła z domu tak szybko, że nie zdołała nawet pożegnać się z Yamchą i Bulmą. Wsiadła w samochód i popędziła do siebie prawie nie zdejmując nogi z gazu. Jak dobrze, że było poza godzinami szczytu.
Do swojego mieszkania weszła tylko po to, by zabrać ubranie na zmianę i CV. Nie miała nawet czasu się teraz przebrać, więc dokonała szczytu ekwilibrystyki. Przebrała się w drodze. Raz trzymała kierownicę zębami, raz stopami, ale jakoś się udało. Aż nie mogła uwierzyć, że tego dokonała. Gdy zaparkowała, wyszła z auta odziana w czarną spódnicę i białą, elegancką bluzkę. Szkoda, że z włosami nie zdołała nic zrobić.
Za biurkiem siedziały trzy osoby, dwóch mężczyzn i kobieta. Ich wyprane z emocji miny nie zachęcały do jakiejkolwiek rozmowy, ale Ti Pau trzymała fason, kiedy przeglądali jej papiery i cały czas się uśmiechała.
- Nigdy nie układała pani choreografii do filmu? - spytała kobieta.
- Raz do teledysku. Ale to była choreografia taneczna – wyjaśniła Ti Pau.
- Aha. Ale choreografii scen walki nigdy? - dodał jeden z mężczyzn.
Po co w ogóle pytali? Przecież mieli jej CV. Ti Pau stwierdziła, że musi jakoś zabłysnąć.
- Doskonale się na tym znam. Trenowałam u samego mistrza świata – wyjaśniła.
Producenci momentalnie się ożywili i uśmiechnęli z zachwytem.
- Czyli jest pani uczennicą pana Satana? - spytał drugi z mężczyzn.
Ti Pau ugryzła się w język, zamknęła na chwilę oczy i nerwowo oblizała wargi.
- Chodziło mi o wcześniejszego mistrza – sprostowała.
Entuzjazm od razu opuścił producentów i powrócili do swego pierwotnego, beznamiętnego stadium.
- Ale w ostatnim turnieju doszłam do finału – dodała jeszcze Ti Pau, mając nadzieję, że to coś zmieni.
- W porządku. Odezwiemy się.
Nie poszło źle, ale też nie tak, jak się spodziewała. Może jednak lepiej byłoby powiedzieć, że uczył ją pan Satan. Jakieś pokątne papiery dało się załatwić. Ale na to już trochę za późno.


Niebo w większości pokrywały szare chmury. Zbliżała się burza, ale słońce cały czas świeciło, przedzierając się przez wyrwę w burej powłoce. Trawy i liście szeleściły co jakiś czas, poruszane nagłymi zrywami wiatru. Barwy kontrastowały ze sobą, a stłumione światło chylącego się ku zachodowi słońca dodawało mistycyzmu całej scenerii. Zupełnie inaczej niż w mieście, którego uroki przejawiały się w inny sposób. W takim miejscu czas jakby spowalniał, a zewnętrzny świat przestawał istnieć. Może dlatego Ti Pau lubiła sporadycznie zapalić tu skręta. Nie była zwolenniczką używek, ale każdy zasługiwał czasem na chwilę zapomnienia. Wypuściła z ust dym, patrząc, jak rozwiewa się na tle grafitowego nieba. Gdzieś z daleka dochodziły odgłosy burzy, ale nie przejmowała się tym. Dalej leżała na trawie i zaciągała się powoli, niespiesznie, wręcz leniwie. Brakowało jej jeszcze muzyki do pełnego relaksu. Uwielbiała muzykę. Choć wiatr tworzył swoją własną, specyficzną melodię.
- Czego nigdy nie miałeś okazji zrobić? - spytała od niechcenia, cały czas gapiąc się w niebo leniwym wzrokiem.
- Hmm... Nigdy nie przeczytałem... tego... no... książki.
Ze stoickim spokojem Ti Pau zaciągnęła się po raz ostatni. Wstała i wrzuciła niedopałek do ogniska, nad którym piekł się nadziany na rożen kojot.
- A ja nigdy nie miałam okazji zmierzyć się z moją matką – rzekła z zadumą i usiadła po turecku, naprzeciw swego rozmówcy.
- Mówiłem jej, że powinna się zająć twoim treningiem, ale nie chciała tego słuchać – odparł ze spokojem Goku, sprawdzając, czy kojot się upiekł.
- Będzie kolejny turniej. To dobra okazja.
Sądziła, że jej stwierdzenie spotka się z żywą reakcją. Nie spotkało się z żadną.
- Weź udział – powiedziała w końcu Ti Pau bez owijania w bawełnę.
- A, już mi to nie potrzebne.
- Spotkasz się z rodziną i przyjaciółmi.
- Mają swoje życie, a mnie jest tu dobrze.
Nie mogła zrozumieć. Naprawdę nie mogła. Czemu wszyscy się od siebie odsuwali? Przecież razem byli kiedyś szczęśliwi. A teraz tylko dziwaczeli.
- Powiedz mi, z iloma osobami rozmawiałeś przez ostatnie dwa lata? - spytała.
Goku podrapał się po głowie, zamyślił się, i widać było, że ma problem z udzieleniem odpowiedzi.
- Jestem w stanie wyliczyć dwie, może w porywach trzy – rzekła Ti Pau. - Żyjesz jak pustelnik.
- Ale mi tu niczego nie brakuje.
Westchnęła. Musiała użyć innych metod, jeśli chciała go przekonać.
- A jeśli mój ojciec weźmie udział?
Chyba była na dobrej drodze, bo ujrzała nagły błysk w jego oku, którego nie widziała już od dawna.
- Wiem, że jest na Ziemi. Mogę go przekonać. Tylko powiedz mi, czy jeśli on się zgodzi, to ty również – powiedziała i uśmiechnęła się z pewnością siebie.
Teraz była już pewna, że udało jej się zdobyć jego zainteresowanie. Ewidentnie łamał się w sobie, a ona czekała cierpliwie na odpowiedź.
- W porządku. Umowa stoi. Ale tylko pod warunkiem, że się zgodzi – odparł Goku.
Ti Pau uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Zostaw to mnie.
Teraz była już zdeterminowana, by dopiąć swego. Zamierzała to zrobić i to od razu. Wiedziała, że się narazi, bo nie lubili, gdy pojawiała się znienacka. Często trafiała w nieodpowiednim momencie. Ale tym razem nic nie mogło jej powstrzymać. Musiała dopiąć swego. Z nieznikającym uśmiechem przyłożyła dwa palce do czoła.


- Myślisz, że powinienem się tym bliżej zainteresować? - spytał Dende, stojąc na tarasie swego podniebnego pałacu.
Wciąż był młodym bogiem i nie zawsze wiedział, do jakiego stopnia powinien mieszać się w ludzkie i nieludzkie sprawy.
- Decyzja należy do ciebie. Nie dzieje się nic, co wymagałoby twojej ingerencji, ale może być ciekawie – stwierdził Piccolo.
- Czyli sugerujesz, że najlepiej będzie...
- Nam też należy się trochę rozrywki. Osobiście, już nie mogę się doczekać.


Trunks wciąż nie mógł uwierzyć, że się zgodził, ale Ti Pau użyła dobrego argumentu. Chciał się zobaczyć z ojcem i przy okazji pokazać mu, że nie stał się kompletnym mięczakiem. Idea tego całego zlotu zaczynała mu się nawet podobać. Może rzeczywiście będzie choć odrobinę jak za dawnych lat? Musiał przyznać, że stęsknił się za niektórymi osobami.
Umówili się w komorze grawitacyjnej o drugiej. Przyszedł pięć minut po czasie i zauważył, że w środku już ktoś jest. Do tego z wewnątrz dochodziła dość głośna, energetyczna muzyka. Szybko uświadomił sobie, że Ti Pau nie próżnuje i daje upust swojej ekspresywnej naturze. Wyginała się i poruszała w takt muzyki z gracją baletnicy.
- Co robisz? - spytał Trunks.
- Pracuję nad nowym układem.
- Na dwudziestu g?
- Dobra rozgrzewka.
Trunks musiał przyznać, że Ti Pau miała w sobie dużo energii, a że była drobna i niezbyt wysoka, szybkie, skomplikowane ruchy nie stanowiły dla niej problemu.
- Jak właściwie udało ci się przekonać tatę? - spytał z zaciekawieniem.
- Pojechałam mu po ambicji – odparła lekko zdyszana kobieta i zrobiła piruet.
- To znaczy?
- Powiedziałam, że nie zdziwię się, jeśli znajdzie się paru od niego silniejszych. I jeszcze dodałam, że skoro nigdy nie brali udziału w moim życiu, to chociaż tyle są mi winni.
Ti Pau zakończyła podskokiem z przysiadem i wyłączyła muzykę. Napiła się wody.
- Mam do ciebie jedną prośbę, Młody. Przekonaj Gotena – powiedziała z powagą.
- Czemu akurat ja?
- Bo to twój najlepszy przyjaciel. Prędzej posłucha ciebie, niż mnie.
- Co ci tak na tym zależy?
- Nie wiem... Tak jakoś mi się pomyślało, że fajnie by było, żeby przyszli wszyscy. Mam wrażenie, że to będzie takie katharsis, czy coś. Kapujesz, nie?
- Nie do końca, ale spróbuję.
- Dzięki.


Ludzie przybywali tłumnie, ale większość z nich nie wchodziła w zakres zainteresowania dwumetrowego Nameczanina, który wraz z bogiem z zaciekawieniem czekał na rozwój wydarzeń. Dobrze, że ostatnio na Ziemi panował spokój, ale mały odpoczynek od rutyny nie zaszkodził. Nawet jeśli chodziło tylko o zwykły turniej. No, może nie do końca zwykły.
Jako pierwszy zjawił się Gohan z rodziną i powitał swego dawnego mentora z należytą serdecznością. Czasami Piccolo odnosił wrażenie, że ich wspólne treningi miały miejsce wczoraj, a minęło już przecież tyle lat. Teraz Gohan był dojrzałym mężczyzną, którego bardziej interesowały badania naukowe, niż walka. Ale Nameczanin akceptował jego wybór i cieszył go sam fakt, że mogli się spotkać, nawet jeśli miał już nigdy nie mieć okazji ujrzeć go w akcji.
Niedługo później zjawił się Trunks, wraz z nim jego matka, ojczym i przyrodnia siostra Bra. Piccolo nigdy szczególnie nie rozumiał ludzi i mało interesowały go ich perypetie, ale tym razem z zaciekawieniem obserwował interakcje między nimi. Było w nich tyle radości i zaskoczenia, gdy mieli okazję ujrzeć się po latach, że ich przyziemne życie zdawało się nabierać nowych barw.
- Cześć, Piccolo. Cześć, bogu... - rzuciła Ti Pau, gdy przemknęła obok Nameczan.
Przywitała się ze wszystkimi i znieruchomiała na moment, gdy zauważyła, że zbliżają się jej rodzice. Ti Pring nie zmieniła się prawie wcale, poza tym, że zapuściła włosy i nosiła je spięte z tyłu głowy. Dalej ubierała się na czarno, nie licząc kurtki moro. Między nią, a Ti Pau było spore podobieństwo, ale głównie z wyglądu. Ti Pau miała zdecydowanie bardziej wylewny charakter i nie bała się okazywać uczuć. Wyściskała swoich rodziców, zaskakując ich przy tym dość mocno. Vegeta chyba nie bardzo wiedział, co zrobić, ani co powiedzieć, więc czynił to, co mu wychodziło najlepiej, czyli trzymał się na uboczu. Trunks również wyglądał na zagubionego. Tak, jakby z jednej strony chciał się rzucić ojcu na szyję, a z drugiej wiedział, że to nie najlepszy pomysł. Czasami Piccolo zastanawiał się, co też muszą myśleć i czuć ci wszyscy ludzie. Bulma zdawała się wybaczyć byłem mężowi dawną zdradę, ale po Yamchy widać było, że wciąż najchętniej rozszarpałby saiyanina na strzępy. Tak, ciężko było zrozumieć ludzi.
Kuririn wraz z rodziną również się pojawił. Nie dało się ukryć, że i jego upływ lat nie oszczędził. Tylko Roshi zdawał się w ogóle nie zmieniać. A Goten? Jego Piccolo ledwo rozpoznał. Dawne podobieństwo do Goku zniknęło, w podejściu do walki najwyraźniej też. Jak tylko przybiegł, wrzucił monetę do fontanny, tłumacząc, że to na szczęście. Widocznie go potrzebował. Ti Pau nie omieszkała uściskać go na dzień dobry i cmoknąć w policzek. Wyglądało to na czysto przyjacielski gest, biorąc pod uwagę fakt, że tak samo powitała brata, ale Vegeta zdawał się tym mocno zdegustowany.
- Mam nadzieję, że gnój sobie nie pozwala – szepnął książę do córki, co Piccolo zdołała wyłapać dzięki swemu super czułemu słuchowi.
- Nawet w snach przez telefon – odparła z oburzeniem Ti Pau.
Ludzie i saiyanie potrafili być bardzo zabawni i miewali naprawdę dziwne problemy.
Przez moment Piccolo zaczynał wątpić, czy w ogóle go dziś zobaczy, ale jednak, zjawił się. Goku w końcu przyszedł. I trzeba było przyznać, wciąż go uwielbiali, nawet po tych wszystkich dziwactwach, które wyczyniał. Jego pojawienie się bez wątpienia wywołało ogromne poruszenie.
- Dziadku!
Pan zareagowała najbardziej emocjonalnie ze wszystkich i rzuciła się Goku na szyję. Niemalże się przy tym popłakała. Nawet Piccolo się uśmiechnął. Może i sprawy rodzinne były mu obce, ale przebywając tyle czasu z ludźmi nauczył się trochę empatii.
- Nie zachowuj się jak debil – usłyszał głos Ti Pau i kątem oka zauważył, że ciągnie Gotena za ramię. Chyba po to, by przywitał się z ojcem.
Chłopak jako jedyny nie wykazywał entuzjazmu na widok Goku. Nawet Vegeta jako tako się uśmiechnął. Wrednie, bo wrednie, ale jednak. On natomiast wcale.
- Goten, ale wyrosłeś – rzekł z dumą Goku, okazując młodzieńcowi wyraźne zainteresowanie. Szkoda, że dopiero teraz.
Młodzieniec wyglądał na ewidentnie zakłopotanego i zagubionego. Nie wiedział co powiedzieć, jak zareagować. Możliwe, że nie nosił w sercu tak głębokiej urazy, jak mogło się wydawać, ale chyba nie czuł się gotów na większą interakcję. Tego dnia nie tylko walki zapowiadały się ciekawie.


Po szybkich eliminacjach przyszedł czas na losowanie numerów. Wbrew pozorom dość emocjonująca część. Jako pierwsza wywołana została Ti Pring. Podeszła i sięgnęła po kulę.
- Trzy! – oznajmił komentator, głośno i wyraźnie.
Następny w kolejce był Uub, który niemalże spóźnił się na eliminacje. Ze skupienia aż wysunął język, jakby miało to w czymkolwiek pomóc.
- Pięć!
Napięcie rosło. Trunks tak wyglądał, jakby wciąż był nie do końca pewien, czy dobrze zrobił startując w zawodach. Nie tracił czasu i wyjął pierwszy lepszy numer, jaki znalazł.
- Jeden! - padło z ust komentatora.
Trunks wcale nie sprawiał wrażenia zachwyconego faktem, że będzie walczyć jako pierwszy. Zszedł z kwaśną miną, a na jego miejscu stanęła Ti Pau.
- Cztery!
- Haha! - Kobieta zaśmiała się triumfalnie i opuściła podest w podskokach.
Następny podszedł Goku, jak zwykle beztroski.
- Dwa!
Na dźwięk tego jednego słowa Trunks cały pobladł, a Vegeta mruknął z niesmakiem. Goku natomiast dalej stał na podejście, uśmiechając się szeroko. Klimat najwyraźniej zaczynał mu się udzielać.
- Nawet nie wiesz, jak cieszę się, że was widzę – szepnął do niego komentator. - Jutro odchodzę na emeryturę i marzył mi się taki turniej na zakończenie kariery.
- No, zapowiada się ciekawie – przyznał Goku z zadowoleniem.
Po zakończonym losowaniu ogłoszone zostało kompletne zestawienie.
- Walki będą odbywać się w następującej kolejności. Walka pierwsza: zawodnicy Trunks i Son Goku. Walka druga: zawodniczki Ti Pring i Ti Pau. Walka trzecia: Zawodnicy Uub i Vegeta. Walka czwarta: zawodnicy Pan i Goten. Zanim jednak zaczniemy, zapraszam do mikrofonu wieloletniego mistrza, pana Satana.
Rozległy się owacje na stojąco. Tłum szalał. Satan, już mocno wyłysiały, wyszedł na środek, przybrał dumną pozę mistrza i stał tak przez jakiś czas, napawając się nieustającymi oklaskami i wiwatami. Po kilku minutach skandowania jego imienia najwyraźniej uznał, że pora zabrać głos.
- Moi kochani, przez lata nie było nikogo, kto zdołałby mnie pokonać. Przez lata chroniłem was przed złem i broniłem uciśnionych. Przez lata tytuł mistrza należał do mnie i tylko do mnie. Ale jak za pewne wiecie, postanowiłem przejść na emeryturę i pozwolić kolejnemu śmiałkowi przejąć pałeczkę. Dlatego ten turniej będzie przełomowy. Ten turniej będzie niezapomniany, bo dziś, podkreślam dziś zostanie wyłoniony nowy mistrz, który zajmie moje miejsce, choć wiem, że w waszych sercach, to ja zawsze pozostanę tym najlepszym. Pamiętajcie, jeśli świat spotka kolejne niebezpieczeństwo, wciąż możecie na mnie liczyć.
Satan uniósł dwa palce w geście V i jeszcze raz przybrał swą markową pozę, przy akompaniamencie wiwatów, oklasków i błysków flashy.
- Zatem zawody uznaję za oficjalnie rozpoczęte. Nich wygra najlepszy! - oznajmił jeszcze, a widownia oszalała z radości.
Obrazek

Awatar użytkownika
Komatsu117
pisarz
Posty: 115
Rejestracja: 08 lut 2014, 17:32
Lokalizacja: Kraków(Giebułtów)
Kontaktowanie:

Postautor: Komatsu117 » 16 lut 2014, 18:13

nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, gdy zobaczyłam nowy wpis ^_^ przyznam, że nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji,a tym bardziej, że główną bohaterką zostanie Ti Pau. Podobał mi się ten akt, aż jestem ciekawa przebiegu walk na turnieju. Zastanawia mnie kto zostanie nowym mistrzem, ostatnim razem (DBGT)miała nim być Pan a potem mało co nie wygrał Uub. Błędów stylistycznych, literówek itp. nie będę poprawiać, bo się na tym nie znam i zostawię to doświadczonym ;-) ale wypowiem się jako fanatyk DB

po pierwsze
Bulma zdawała się wybaczyć byłem mężowi dawną zdradę, ale po Yamchy widać było, że wciąż najchętniej rozszarpałby saiyanina na strzępy.
:shock:
to mnie dobiło, jeśli masz jakieś wyobrażenia odnośnie wyglądy Yamchy po tylu latach to podziel się, bo chętnie ich narysuję :mrgreen:

ojczym i przyrodnia siostra Bra
Bra nie jest przyrodnią siostrą, jest dzieckiem Bulmy i Vegety... nie wiem czy to zamierzony efekt czy nie więc popraw mnie jeśli tak miało być
- Mam nadzieję, że gnój sobie nie pozwala
:lol: mój tata reaguje tak samo
Nawet Vegeta jako tako się uśmiechnął. Wrednie, bo wrednie, ale jednak.
:mrgreen:

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 16 lut 2014, 20:00

Komatsu117 pisze:to mnie dobiło, jeśli masz jakieś wyobrażenia odnośnie wyglądy Yamchy po tylu latach to podziel się, bo chętnie ich narysuję :mrgreen:

Przecież był pokazany w GT. Zostanę przy tej wersji.
Bra nie jest przyrodnią siostrą, jest dzieckiem Bulmy i Vegety... nie wiem czy to zamierzony efekt czy nie więc popraw mnie jeśli tak miało być

Tak, to zamierzone. Nigdy nie wierzyłam, że Bra to córka Vegety :-P Nawet co do Trunksa mam wątpliwości, ale ona to już nic nie ma w sobie z saiyanki. Więc postanowiłam, że będzie córką Yamchy.
Obrazek

Awatar użytkownika
Komatsu117
pisarz
Posty: 115
Rejestracja: 08 lut 2014, 17:32
Lokalizacja: Kraków(Giebułtów)
Kontaktowanie:

Postautor: Komatsu117 » 16 lut 2014, 20:07

Nigdy nie wierzyłam, że Bra to córka Vegety :-P Nawet co do Trunksa mam wątpliwości, ale ona to już nic nie ma w sobie z saiyanki. Więc postanowiłam, że będzie córką Yamchy.
ciekawa interpretacja, sama się zdziwiłam że wyglądaja zupełnie inaczej niż sajanie (nawet Gohan i Goten mają więcej z sajan niż oni) ale może Toriyama uwzględnił charakter Bulmy i jej wygląd w dziedziczeniu :D ale odeszłam od tematu już nic nie mówię

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 16 lut 2014, 20:10

Zawsze można kontynuować rozmowę w temacie o DB. A Toriyama miał prawo zrobić sobie jak chciał, a fan ma prawo interpretować jak chce. Na tym polega urok fanfików.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 494
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 18 lut 2014, 13:36

Ten odcinek specjalny jest genialny. Zdecydowanie mój ulubiony odcinek z dotychczasowych. Bardzo podobał mi się pomysł z alternatywną rzeczywistością, do której prowadzi lustro i wielka szkoda, że historia taka krótka. <prosi się o spin-off>

A to warte uwiecznienia:
- Hmm... Kiedyś chyba coś powiedziałem. Tak. Raz powiedziałem: „Bulma, super grillujesz kurczaka”.
Vegeta stara się być miły :D
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 18 lut 2014, 13:38

Skorpion pisze:<prosi się o spin-off>

Dużo o tym myślałam, ale gdybym chciała zrealizować każdy swój pomysł z universum DBZ to nie miałabym chyba czasu na nic innego.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 18 lut 2014, 20:01

Teraz tak sobie pomyślałam, że to, co działo się między końcem pierwszego aktu, a początkiem drugiego byłoby dobrym materiałem na telenowelowego fanfika. Pomyślcie tylko. Bulma próbująca uporać się z odejściem męża, Trunks próbujący uporać się z odejściem ojca, Goku próbujący uporać się z nową rolą, Ti Pau próbująca uporać się ze wszystkim, Goten próbujący uporać się z dorastaniem, Yamcha próbujący uporać się z Bulmą... Ile normalnie wątków można by nawymyślać. I w sumie to mnie przeraża.
Obrazek

Awatar użytkownika
Komatsu117
pisarz
Posty: 115
Rejestracja: 08 lut 2014, 17:32
Lokalizacja: Kraków(Giebułtów)
Kontaktowanie:

Postautor: Komatsu117 » 19 lut 2014, 10:00

haha, druga moda na sukces :lol:

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 19 lut 2014, 18:19

Ale fajnie się pisze takie rzeczy. Dawno tego nie robiłam. Trochę mnie kusi, żeby pozapychać różne dziury, ale wspominałam już, że to za dużo czasu zabiera. Najciekawsza to chyba byłaby konfrontacja Vegety z Bulmą i Trunksem. Ale by się działo.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 494
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 19 lut 2014, 19:17

Dużo tych prób uporania się z życiem:D Pewnie fajnie by wyszło, bo potrafisz "wbić się" w klimat serii. Sam myślałem o napisaniu telenoweli, ale to jednak ciężka sprawa.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 19 lut 2014, 21:02

Ciężka sprawa to stawienie czoła czytelnikom, którzy niekoniecznie telenoweli oczekują. Samo pisanie moim zdaniem jest fajne, tylko trzeba uważać, żeby nie pogubić się w wątkach. I żeby nie przegiąć z dramatyzmem. I uprzedzam, że w CKP ciut telenowelki będzie ;-)
Obrazek

Awatar użytkownika
Komatsu117
pisarz
Posty: 115
Rejestracja: 08 lut 2014, 17:32
Lokalizacja: Kraków(Giebułtów)
Kontaktowanie:

Postautor: Komatsu117 » 20 lut 2014, 16:32

będzie ciekawie, każda telenowela jest dobra, dopóki jej nie robią na siłę :-D a ty nie zrobisz jej na siłę bo masz taką wyobraźnię i tyle wątków do rozwinięcia, że nie będzie to nudne ;-)

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 494
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 24 lut 2014, 22:55

Przyznam, że żywię he... to znaczy mam problem z "dzieciakami". Jedynym młodym, którego znosiłem, a właściwie darzyłem sympatią był Gohan. Pozostałe Trunksy i inne mogły iść w diabły. To tak na wstępie :)
Pojawia się TiPau i to ona jest bohaterką rozdziału. Nie powiem - byłem trochę zaskoczony jej osobą, zajęciem... Póki co nie będę skupiał się na jej postaci tylko klimacie - naprawdę dobrze oddałaś klimat turnieju i czekam na dalsze party. Ciekawe, czy zakończy się tak jak przewiduję, czy może zaskoczysz?
Bulma zdawała się wybaczyć byłem mężowi dawną zdradę, ale po Yamchy widać było, że wciąż najchętniej rozszarpałby saiyanina na strzępy
Smacznego.
Obrazek


Wróć do „Dragon Ball/Z/GT/Super”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość