18+ [DBZ / Star Trek] Co komu przeznaczone

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 24 lut 2014, 23:22

Jeśli cię to pocieszy, to Trunksy i Goteny na dłuższą metę dużej roli tu mieć nie będą. Choć uważam, że o Gotenie w tym uniwersum można by niezłą telenowelę stworzyć, więc nie wiem, czy nie napiszę o nim coś więcej w jakimś pobocznym fanfiku :-P
Ciekawe, czy zakończy się tak jak przewiduję, czy może zaskoczysz?

Nie wiem, ale w tym fanfiku niektóre postacie ewidentnie żyją własnym życiem i nie chcą mi się podporządkować.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 25 lut 2014, 10:22

Ciężko było odmierzyć ten rozdział, więc przepraszam, jeśli za długi. Po prostu dużo się w nim dzieje. Właściwie mam wiele do powiedzenia odnośnie tego rozdział, ale stwierdziłam, że będę się tłumaczyć, jak już przeczytacie :-P


Rozdział II

Na trybunach panowało ożywienie, choć walki się jeszcze nie rozpoczęły. Ci, którzy znali zawodników, mogli mniej więcej próbować przewidzieć, jakie będą wyniki.
- Trunks chyba większego pecha nie mógł mieć – skomentował Yamcha.
- Prawdę powiedziawszy i tak była niewielka szansa, że wygra pierwszą walkę. Spójrz na konkurencję – zauważył Kuririn. Bulma posłała mu mordercze spojrzenie. - No co, sama mówiłaś, że się opuścił.
- Nigdy nic nie wiadomo – odparła kobieta.
- Racja, racja. Zawsze może się wydarzyć, coś niespodziewanego – dodał Roshi.
- Dobra, kto uważa, że coś nas dzisiaj zaskoczy? - spytał Kuririn.
Tylko Bulma i Roshi podnieśli rękę.
- W takim razie, jeśli będzie przewidywalnie, stawiacie nam obiad i vice versa, jeśli coś nas zaskoczy – powiedział Kuririn, zadowolony, że wpadł na tak niecny pomysł.
- Umowa stoi – rzekła Bulma z pewnością siebie.
Za kulisami emocje również się udzielały, choć nie każdy je okazywał. Niektórzy czekali w ciszy, inni postanowili wykorzystać resztę czasu przed walką na małą rozgrzewkę. Ti Pau przebrała się w sportowy strój, w którym chodziła do pracy, założyła słuchawki i zaczęła rozciągać się w rytm muzyki. Nie zniosłaby bezczynności. Za bardzo ekscytowała się myślą o walce z własną matką. Słyszała o niej wiele, ale nigdy nie widziała jej w akcji. Nie mogła przestać zachodzić w głowę, jaką przeciwniczką okaże się Ti Pring.
Gdy robiła swe przysiady i szpagaty, obserwowała interakcję Goku z Pan. Przez słuchawki nie była w stanie usłyszeć, o czym rozmawiają, ale dziewczynka zdawała się tak niesamowicie ożywiona i podekscytowana możliwością spotkania z dziadkiem, że Ti Pau poczuła przyjemne ciepło w sercu. W końcu o to właśnie jej chodziło. Żeby znowu było jak dawniej. Żeby na nowo stali się szczęśliwą, zżytą paczką. Goku wyglądał na zadowolonego i Ti Pau sama odruchowo się uśmiechnęła. Ciekawe skąd się to u niej wzięło, że tak zależało jej na więzach rodzinnych, nawet jeśli nie chodziło o jej własne. Może stąd, że jej rodzice nigdy zbyt wiele czasu nie poświęcali i czuła się przez to dość samotna. Gdyby jeszcze Goten potrafił zrozumieć i docenić to, co ma.
Ti Pau przestała się rozciągać i wyjęła z uszu słuchawki, gdy zauważyła, że Goku zmierza w jej kierunku. Nie przestawała się uśmiechać. On również. Rodzinna atmosfera zaczynała mocno się udzielać.
- Miałaś rację. To był dobry pomysł – zaśmiał się saiyanin.
- Ja mam zawsze dobre pomysły – odparła Ti Pau i kontynuowała rozciąganie, tym razem bez słuchawek.
- Jest spora szansa, że jeszcze dziś na siebie trafimy.
- Wiem. Nie dawaj mi forów.
- A ty nie bądź zbyt uparta.
- Ti Pau... - Przerwał im głos Ti Pring. - Co powiesz na wspólną rozgrzewkę?
Dziewczyna przytaknęła z zadowoleniem i wyszła z matką na zewnątrz. Postanowiły przebiec się kawałek, póki została jeszcze chwila czasu do rozpoczęcia pierwszej walki.
- Więc... co tam porabiasz? - spytała w końcu Ti Pring.
- A... to i owo – odparła lakonicznie Ti Pau.
- Jakaś ciekawa praca?
- Jestem instruktorką fitness.
- Aha.
- Ale istnieje szansa, że będę układać choreografię do filmu akcji.
- To miło.
Nie takiej rozmowy oczekiwała Ti Pau, ale sama nie do końca wiedziała, od czego zacząć, więc nie mogła mieć matce za złe, że i ona nie umiała się wysłowić. Może po walce napięcie się trochę rozładuje, i pogadają normalnie?
- Lepiej wracajmy. Zaraz się zacznie – zasugerowała Ti Pau.


Trunksowi wcale nie było do śmiechu. Po co w ogóle zgłosił się na te głupie zawody? Do tego ten wzrok jego ojca. Nawet jako dorosły się go bał.
- Zaatakuj od razu, żeby nie miał czasu się zastanowić. I od początku idź na maksa. - To była jedyna wskazówka, jaką dał mu Vegeta.
Chłopak nie wiedział nawet, czy to na cokolwiek się zda. Gdyby chociaż mógł zamienić się w super saiyanina... Ale wszyscy razem uzgodnili, że nie będą tego robić. Zresztą, nawet gdyby się przemienił, a Goku nie, i tak nie miałby gwarancji, że da radę.
Stanęli naprzeciw siebie na placu boju. Trunks słyszał jak matka mu kibicuje. Musieli dostać miejsca dla vipów, gdzieś z przodu. Dobrze, że jeszcze ktoś go wspierał. Zresztą do głosu Bulmy przyłączyło się kilka innych. Pewnie chcieli go podnieść na duchu przed nieuchronną porażką.
- Zaczynajcie! - padła długo wyczekiwana komenda.
Trunks postanowił zastosować się do rady ojca i zaatakował od razu, bez zastanowienia. Dosłownie rzucił się z pięściami na przeciwnika, próbując za wszelką cenę trafić. Rzeczywiście nie było żadnego sensu w sprawdzaniu oponenta, więc po prostu poszedł na całość. Skoro i tak miał przegrać, to przynajmniej chciał coś pokazać. Tłum szalał, rodzina zażarcie go dopingowała, a on próbował choćby musnąć przeciwnika. Ponieważ Goku blokował wszystkie jego ciosy, Trunks postanowił nieco zmienić strategię i wymierzyć mu kopniaka z półobrotu. Trudno jednak było dorównać szybkości Goku, który praktycznie znikł mu z pola widzenia i pojawił się za jego plecami. Trunks poczuł solidne uderzenie, upadł na moment, ale szybko się podniósł i atakował dalej. Zastosował możliwie najbardziej ofensywną technikę i wymierzał ciosy na przemian rękami i nogami. Kiedy jego pięść spotkała się wreszcie z policzkiem przeciwnika, poczuł niebywałą satysfakcję, ale trwała ona dość krótko. Goku najwyraźniej stwierdził, że pora zakończyć widowisko, bo ponownie znalazł się za plecami oponenta i przyłożył mu brzegiem dłoni w kark. Trunks poczuł, jak całe jego ciało przeszywa fala bólu. Potem przyszedł momentalny paraliż, a potem ciemność. Upadł.
- Rozpoczynam odliczanie. Jeden... dwa... trzy... - podjął komentator.
Zagorzały doping kibicującej rodziny i przyjaciół nie ustawał, ale niewiele już dało się zrobić.
- Dziewięć... dziesięć... Wygrywa zawodnik Son Goku! - dało się słyszeć.
Tłum wiwatował i bił brawo.
- Na razie punkt dla nas – stwierdził Kuririn, ale ugryzł się w język, gdy ujrzał na sobie wzrok Bulmy.
- I tak wytrzymał dość długo – skomentował Goten, obserwując wszystko zza kulis.
Vegeta nie wyglądał na jakoś specjalnie zaskoczonego, ale na zadowolonego też nie. Patrzył jak sanitariusze zabierają jego syna, a Kakarotto zadowolony schodzi z ringu. I z czego się głupek cieszył? To nie było trudne zwycięstwo. Niestety.
- Nie martwcie się, nic mu nie będzie. Pośpi sobie trochę – uspokoił Kakarotto, gdy wrócił za kulisy.
- Ze mną tak łatwo ci nie pójdzie – syknął Vegeta.
Tymczasem Ti Pau przygotowywała się psychicznie na walkę swojego życia. Od lat czekała na tę chwilę. Wzięła głęboki wdech i wykonała parę podskoków i przysiadów, by się nieco rozluźnić. Spojrzała na Goku. Ten uśmiechnął się do niej i pokazał jej podniesiony kciuk. Przeniosła wzrok na matkę. Ti Pring zdawała się zachowywać stoicki spokój. Albo była tak pewna siebie, albo doskonale potrafiła ukrywać emocje. Skinęła na córkę i razem wyszły na ring.
- Przepraszam, jesteście może ze sobą spokrewnione? - szepnął komentator, nim zdążyły zająć swoje pozycje.
- Tak, to moja starsza siostra – odparła Ti Pring z głupim uśmiechem.
- Starsza?! - wypaliła Ti Pau z oburzeniem.
Ale nie było teraz czasu na kłótnie. Walka miała się zaraz rozpocząć. Walka, którą Ti Pau praktycznie żyła.
- Moi kochani, zaraz czeka nas wyjątkowa potyczka! Oto dwie siostry: Ti Pring i Ti Pau! To bez wątpienia precedens! Takiego stężenia estrogenu jeszcze na tym ringu nie było!
- Dać im basen z kiślem! - krzyknął Roshi, wyraźnie pobudzony.
Wszyscy kibice zdawali się wyjątkowo podekscytowani widowiskiem, którego wyczekiwali.
- Zaczynajcie!
Ti Pring poszła jak burza. Wymierzyła Ti Pau kopniaka z półobrotu, który ta sprawnie zablokowała. Ti Pring wykonała salto i wylądowała za jej plecami. Kolejne kopnięcie. Ti Pau momentalnie znalazła się w poziomie, próbując podciąć matkę. Ta uskoczyła. Odbiła się od podłoża dłońmi i wylądowała na równych nogach. Przyjęła pozycję bojową. Ti Pau postanowiła nie dawać jej żadnych forów. To miała być walka na poważnie. Rzuciła się na nią z prawym prostym. Ti Pring zrobiła unik i trafiła ją w brzuch. Nie za mocno, ale odczuwalnie. Na tyle, by kupić sobie trochę czasu. Jednym kopnięciem posłała Ti Pau na samą krawędź ringu.
- Co za niesamowita akcja! Niewiele brakowało! - oznajmił komentator.
Ti Pau oblizała wargi. Cieszyła się, że nie pójdzie tak łatwo. Chyba nadszedł czas, by pokazać, do czego naprawdę jest zdolna. Zaatakowała szybko. Jej matka z trudem zdołała zablokować kopnięcie. A Ti Pau nie przestawała. Jej ciosy były płynne, zdecydowane i coraz bardziej skuteczne, a gdy się uchylała, robiła to z niesamowitą wprawą i gracją.
- Nigdy nie widziałem tak kobiecego stylu walki. Ti Pau porusza się, jak gazela – zauważył Kuririn.
- To pewnie przez ten taniec – dodał Yamcha.
- Kiślu! Kiślu! - skandował Roshi.
Cała widownia zdawała się pod wielkim wrażeniem walki. Co chwilę ktoś coś wykrzykiwał.
- No, drodzy państwo. Chyba pora obalić mit o słabszej płci – rzucił komentator żartobliwie.
Ti Pau nie słuchała jego wynurzeń. Dawała z siebie wszystko. Udało jej się kompletnie zepchnąć matkę do defensywy i doprowadzić na skraj ringu. Wystarczył jeden decydujący cios. Ti Pau zamachnęła się, celując prosto w podbródek. W ten sposób mogła zrzucić przeciwniczkę z podestu i zakończyć walkę. Ale coś się stało. Jej pięść zatrzymała się. Jej ciało znieruchomiało. Czyżby to była ta osobliwa technika, o której słyszała? I trzas! Dostała w twarz z taką siłą, że przekoziołkowała kilka metrów i wylądowała na plecach. Komentator nie omieszkał wyrazić swego zdumienia, a Ti Pau szybko skoczyła na równe nogi niczym sprężyna i przygotowała się na odparcie nieuchronnego ataku. Wiedziała, że jest szybsza od matki. Szybsza i silniejsza. Ale za każdym razem, gdy miała już ją trafić, Ti Pring stosowała tą dziwną technikę. A przy kolejnych ciosach Ti Pau była coraz bliższa wypadnięciu z ringu. Z drugiej strony, jeśli Ti Pring uciekała się do tej techniki, znaczyło, że jest zdesperowana. Wystarczyło znaleźć słaby punkt.
- Dajesz, Ti Pau! - krzyknął Goten zza kulis.
- Bez super saiyanina przeciw tej technice nie będzie łatwo – zauważył Vegeta.
Co robić? Ti Pau pozostawał atak na odległość, ale sęk w tym, że jej matka też była niezwykle szybka. Na szczęście zaczynała wyglądać na coraz bardziej zmęczoną. Ti Pau musiała jakoś wytrzymać. Dobrze, że miała w sobie tyle energii.
Przez pewien czas Ti Pau starała się po prostu nie wypaść z ringu. Czasami udawało jej się wymierzyć cios, ale w większości przypadków jej pięści zatrzymywały się, nim zdążyły osiągnąć cel. Ti Pring stanęła na krawędzi, próbując wyrzucić córkę z ringu. Ti Pau zdołała unieść się w powietrze i wylądować po przeciwnej stronie podestu. Jej matka oddychała ciężko. Świetnie, to dawało pół-saiyance chwilę czasu. Tylko atak na odległość mógł zagwarantować jej stuprocentową pewność. Ti Pau stanęła w rozkroku i złączyła nadgarstki.
- Czy to jest to, co myślę, że jest? - rzucił Yamcha w szoku.
- Ti Pau, nie przegnij! - krzyknął Goku zza kulis.
Teraz, albo nigdy. Młoda kobieta wiedziała, że to ryzykowne, ale czuła, że ma wszystko pod kontrolą.
- Ka... me... - zaczęła w pełnym skupieniu.
Ti Pring nie czekała. Rzuciła się do ataku.
- Ha... me...
Kibicujący przyjaciele zamilkli na moment. Nawet komentator przestał mówić.
- Ha!!!
Zdążyła. Jaskrawy strumień energii wystrzelił w kierunku Ti Pring, która w ostatniej chwili wyciągnęła obie dłonie i stworzyła własną kulę światła. Ale to było za mało. Ti Pau nie przestawała. Wkrótce pole walki rozbłysło takim blaskiem, że widzowie na moment musieli zamknąć oczy. Gdy było już po wszystkim, minęła chwila, nim ktokolwiek zdecydował się odezwać.
- Zwycięża zawodniczka Ti Pau! - komentator ogłosił werdykt.
Dziewczyna podskoczyła ze szczęścia i spojrzała na matkę. Na szczęście ta podniosła się o własnych siłach. Ti Pau bardzo uważała, żeby nie przesadzić i nie zrobić jej krzywdy. Zeskoczyła z ringu i wyciągnęła do niej rękę w geście pojednania. Ti Pring uścisnęła jej dłoń i uśmiechnęła się.
- Jestem z ciebie dumna – powiedziała. - Wspaniała walka.
Ti Pau czuła się tak, jakby spełniło się jej największe marzenie. I nie chodziło o wygraną. Miała w sobie teraz tyle pozytywnej energii, że nie była tego nawet w stanie wyrazić.
Gdy wróciły, Ti Pau zauważyła, że jej ojciec znajduje się w sporym szoku. Nie dziwiło jej to.
- Otrząśnij się, tato, teraz twoja kolej – rzuciła.
Vegeta spojrzał na swego przeciwnika i zreflektował się. Uub wyglądał na nieźle zestresowanego. Książę saiyan nie był tym zaskoczony.
- Powodzenia – rzekła Ti Pring.
- Daj spokój, to tylko człowiek.
Ti Pau chciała coś powiedzieć, ale po namyśle postanowiła zachować milczenie. Niech jej ojciec przekona się na własnej skórze.


Piccolo i Dende obserwowali wszystko z ubocza. A było na co patrzyć. Poprzednia walka do słabych nie należała, a kolejna zapowiadała się równie emocjonująco. Zawodnicy stali już na swoich pozycjach i czekali na sygnał. Piccolo zastanawiał się, co też w tej chwili myśli Vegeta. Znając go, pewnie lekceważył przeciwnika. Mógł się nieźle zdziwić.
- Jak myślisz, kto wygra? - spytał Dende.
- Trudno powiedzieć, ale jestem bardzo ciekaw, jak to się skończy.
Walka oficjalnie się rozpoczęła, jednak na razie zawodnicy stali naprzeciwko siebie w bojowych pozach i mierzyli się wzrokiem. Trwało to na tyle długo, że Vegeta w końcu się zniecierpliwił i zaatakował. Widać było, że nie daje z siebie wszystkiego, choć dla niewprawnego oka jego ruchy bez wątpienia były niezwykle szybkie. Początkowo bawił się z przeciwnikiem, ale chyba wkrótce uświadomił sobie, że to nie wystarczy, bo ten unikał każdego ciosu. Kiedy Uub pochwycił obie jego pięści i przyłożył mu nogą w podbródek musiał już wiedzieć, że to nie przelewki.
Piccolo uśmiechnął się. Czasami dumny książę zasługiwał na zimny kubeł wody. Właśnie go dostał. Aż miło było patrzyć, jak zaczyna wzbierać w nim wściekłość. Chyba nie do końca wierzył, że jego przeciwnik może okazać się tak silny. Piccolo obserwował wszystkie ich ruchu i widział, że blokowanie ciosów wymaga od saiyanina sporej koncentracji.
- Co za wyrównana walka! Wygląda na to, że czeka nas długie widowisko! - oznajmił komentator z zachwytem.
Rzeczywiście, z wszystkich dzisiejszych walk ta trwała najdłużej i nie zanosiło się na to, by miała się zaraz zakończyć. Owszem, obaj zawodnicy wyglądali już na mocno sponiewieranych, ale ich obrażenia i zmęczenie rozkładały się dość równomiernie. Tutaj wszystko zależało od minimalnej różnicy sił.
- Dajesz, Uub, dajesz! Pokaż draniowi, gdzie raki zimują! - Najgłośniej skandował Yamcha.
Bulma milczała. Tak, jakby wstydziła się przyznać, że w głębi duszy wciąż kibicuje byłemu mężowi. Piccolo miał rację. Zrobiło się ciekawie pod każdym względem. Zawodnicy już się nie powstrzymywali. Przy kolejnym uderzeniu Vegeta wbił się w ring, niszcząc go trochę przy okazji. Nie wstał. Rozpoczęło się odliczanie.
- Jeden... dwa... trzy... cztery... pięć...
Emocje sięgały zenitu. Nawet Piccolo złapał się na tym, że na chwilę wstrzymał oddech.
- Osiem... dziewięć...
Vegeta wstał. Otarł krew z czoła i w szale rzucił się na przeciwnika. To nie było jednak bezmyślne okładanie pięściami. Cały czas działał w sposób dokładnie wypracowany, Piccolo widział to jak na dłoni. Vegeta był dobry, naprawdę dobry. Nie dało się ukryć. Gdziekolwiek przebywał przez te wszystkie lata, bez wątpienia nie próżnował.
Napięcie rosło. Wszyscy przyglądali się walce z zapartym tchem. Uub znalazł się za plecami przeciwnika. Już miał wystrzelić. Już zakończyć. Vegeta zniknął. Nie było czasu na reakcję. Książę wymierzył tak potężny cios z półobrotu, że falę energii dało się wyczuć nawet tam, gdzie stał Piccolo.
- Nokaut!
Rozpoczęło się odliczanie. Widzowie krzyczeli, dopingowali, a Vegeta stał spokojnie i czekał. Na jego twarz znowu wstąpił wyraz pewności siebie. Jeszcze większej niż wcześniej. Piccolo obserwował sytuację w napięciu. Nie sądził, że tak się wczuje.
- Osiem... dziewięć... dziesięć...
Sanitariusze przybyli szybko na miejsce i sprawdzili, czy aby nie doszło do zgonu.
- Zawodnik Uub przeżył, więc wygrywa zawodnik Vegeta!
A jednak. Cóż, nie dało się ukryć, że wynik ani przez chwilę nie był przesądzony.
- Uznajemy to za przewidywalne, czy nieprzewidywalne? - spytał Kuririn ze zmieszaniem.
- Uznajmy, że remis – stwierdziła Bulma.
Ti Pau już czekała za kulisami. Pogratulowała ojcu, ale on to zignorował. Zupełnie tak, jakby od początku wiedział, że jego wygrana to tylko formalność. Cóż, biorąc pod uwagę jego obrażenia, chyba trochę się przeliczył.
- No dobra, Goten, twoja kolej. - Goku poklepał syna po plecach.
Chłopak nic nie powiedział, tylko ruszył przed siebie z beznamiętną miną.
- Zaraz, gdzie jest Pan? - zdziwiła się Ti Pau.



Goten stał i czekał. Zaczynał się denerwować. Nie walką samą w sobie, tylko faktem, że Pan się spóźnia. To było do niej niepodobne. Cóż się mogło wydarzyć? Nie mogła się doczekać tego turnieju, więc niemożliwe, by nagle zmieniła zdanie. A nawet jeśli jakimś cudem, gdzieś by się zgubiła, to przecież Goku mógł ją odnaleźć bez problemu i się teleportować.
- Wciąż czekamy na zawodniczkę. Jeśli nie pojawi się w przeciągu dwóch minut, przegra walkowerem – oznajmił komentator.
Te dwie minuty naprawdę się dłużyły. Goten miał już ochotę zejść i sam zacząć szukać swojej bratanicy, ale gdy ujrzał, że wyłoniła się zza kulis i zaczęła zmierzać w stronę ringu, poczuł ulgę. Tylko skąd u niej wzięła się ta markotna mina? Dziewczyna wyglądała tak, jakby wręcz zmuszała się do tej walki. A jeszcze pół godziny temu cieszyła się na samą myśl o niej.
Cóż, później będzie wypytywać, co się stało. Póki co chciał mieć pojedynek jak najszybciej za sobą.
- Zaczynajcie!
Goten westchnął i zaatakował bez jakiegoś wielkiego zapału. Wymierzył serię kopnięć, odskoczył, lewy sierpowy, odskoczył, prawy sierpowy, odskoczył. Niby Pan blokowała jego ciosy, a jednak odnosił wrażenie, że robi to bez przekonania. Z defensywy przeszła do ataku, ale chłopak zorientował się, że nie daje ona z siebie wszystkiego. Dziwne, bo z reguły się nie patyczkowała. Zawsze uważał, że jest silna, ale tym razem walka z nią nie sprawiała mu większego problemu. Udało mu się ją dość szybko powalić kopniakiem i zdziwił się bardzo, kiedy dziewczyna siadła i pociągnęła nosem. Nie uderzył jej chyba tak mocno?
- Wstawaj, Pan! Co z tobą?! - krzyczał Gohan z widowni, ale jej to specjalnie nie zmobilizowało.
Siedziała dalej.
- Poddaję się – mruknęła nagle, a Goten rozdziawił usta w niedowierzaniu.
Nie miał nad nią aż takiej przewagi. Co u licha?
Nawet komentator się zmieszał, ale pchany profesjonalizmem szybko się zreflektował.
- Zawodniczka się poddała. Wygrywa zawodnik Son Goten! - oznajmił. - A to oznacza, że wiemy już kto z kim zmierzy się w drugiej turze. Pierwsza walka: Son Goku i Ti Pau, druga walka: Vegeta i Son Goten. Widzimy się po przerwie.
Goten wciąż nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą miało miejsce i stał ogłupiały na ringu. Zaś Pan szybko pobiegła za kulisy.
- Idę do mamy – rzuciła, nim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć i najzwyczajniej w świecie dała nogę.
Niedługo później przywlókł się Goten z tępym wyrazem twarzy. Podrapał się po głowie, westchnął i dał sobie dwie minuty na przetrawienie informacji. Wygrał i to w najmniej spodziewany sposób. I nie wiedział, czy się z tego powodu cieszyć, czy płakać. Potrzebował chwili odpoczynku.
- Idziemy coś zjeść na szybko? - rzucił do Ti Pau.
Kobieta spojrzała na swojego ojca i zauważyła, że ten mierzy ich oboje wyjątkowo podejrzliwym spojrzeniem. Tak, ona też potrzebowała się na moment zrelaksować.
- Chodźmy – odparła. - Uratowany przez pierwszy okres bratanicy. Ten patent z monetą i fontanną chyba zadziałał – dodała jeszcze z przekąsem.
Na szczęście miejsc oferujących szybkie posiłki było w okolicy sporo. W końcu turnieje zawsze przyciągały rzesze ludzi, których jakoś należało nakarmić, przy okazji dobrego zarobku. Usiedli więc pod parasolkami i zamówili siedem różnych dań, ku zdumieniu kelnera. Przywykli do takich reakcji. I takich rachunków.
Wcinali aż im się uszy trzęsły, raz po raz wtykając ręce nie do swojego talerza i podkradając sobie nawzajem jedzenie. W pewnym momencie Ti Pau zreflektowała się i dała sobie na wstrzymanie.
- Chyba nie powinnam tyle jeść przed walką. Jak dostanę w bebechy to puszczę pawia – stwierdziła.
- Do tego czasu strawisz – stwierdził Goten z pełnymi ustami. Przeżuł i przełknął. - W sumie to dziwnie się złożyło, nie uważasz?
- To znaczy?
- Ty będziesz walczyć z moim ojcem, a ja z twoim.
Radość po spożytym posiłku nagle Gotena opuściła, gdy coś sobie uświadomił.
- O Boże, będę walczyć z twoim ojcem – wymamrotał.
A Ti Pau bynajmniej go nie pocieszyła.
- Uważaj na niego. On chyba sobie coś ubzdurał – rzekła.
- Co takiego?
- Że się do mnie przystawiasz.
- Co?! Nie wytłumaczyłaś mu, że jesteśmy kumplami?
- Próbowałam, ale on popadł w jakąś paranoję. Słyszałam, że ojcowie są zazdrośni o córki, a matki o synów, ale nie sądziłam, że aż tak.
Teraz Goten wyglądał na jeszcze bardziej zaniepokojonego. Właściwie zaczynał panikować. Wziął kilka głębokich wdechów, zamknął na chwilę oczy i przeczesał włosy palcami.
- Cóż... jak rodzice coś sobie ubzdurają... Kiedyś matka powiedziała mi: „Goten, ale ty nie pal”. No to ja jej: „Mamo, ale ja nie palę”. To ona znowu: „Goten, ale ty nie pal” i ja znowu: „Mamo, ale ja nie palę” i tak dalej, i tak dalej, aż w końcu zacząłem palić – westchnął.
- No to sam widzisz.
Jedli dalej. W ciszy. Ti Pau czuła się coraz bardziej niekomfortowo. Od samego początku turnieju zastanawiała się, czy nie powinna w końcu wyrzucić z siebie czegoś, co trzymała w tajemnicy bardzo długo. Właściwie już kilka razy zastanawiała się, czy nie wyznać prawdy i zawsze kończyło się na tym, że tchórzyła. Teraz okoliczności zdawały się idealne na to, by wreszcie podjąć ten decydujący krok. Ale czy rzeczywiście była gotowa? A może należało raczej zadać pytanie: „Czy kiedykolwiek będzie gotowa?” Musiała to w końcu zrobić. Wziąć byka za rogi i powiedzieć. Tak należało postępować. Być zawsze szczerym. Chyba. Oj, sprawy zabrnęły za daleko. Co robić? Co robić? Że też zaczęła teraz o tym myśleć.
- Cześć.
Ti Pau nie zdążyła nic powiedzieć, bo ktoś im przeszkodził. Zmarszczyła brwi i uniosła wzrok. Ujrzała albinosa, który uśmiechał się serdecznie. Znała go. I niezbyt lubiła. Sama nie wiedziała czemu. Był jakiś dziwny.
- Cześć, Ace. - Goten przywitał swojego kumpla.
- Łał, ale się działo. Będę kibicować wam obu – rzekł mężczyzna.
- Spadaj, przeszkadzasz nam! - warknęła Ti Pau.
Rzadko zachowywała się tak opryskliwie, ale tym razem stres ją zżerał. Chciała wreszcie wyrzucić z siebie to, co tak długo trzymała w tajemnicy. Musiała to zrobić. Teraz albo nigdy.
Albinos popatrzył na nią dziwnie.
- Oookej... Nie wiedziałem, że zaczęliście randkować – stwierdził z przekąsem i się oddalił.
- Co cię ugryzło? - rzucił zdziwiony Goten do koleżanki.
Ti Pau wzięła głęboki wdech.
- Muszę ci coś powiedzieć... - podjęła.


Wszystko szlag trafił. Ti Pau była wściekła i rozgoryczona. Chciała dobrze, a przez nią sprawy pokomplikowały się jeszcze bardziej. Nie mogła sobie tego wybaczyć, nie mogła przeboleć. Postąpiła głupio. Czego oczekiwała? Że jak nagle to z siebie wyrzuci, to spotka się z natychmiastowym zrozumieniem i akceptacją? Ależ była naiwna.
Wróciła w samą porę. Poczuła na sobie ciężar spojrzeń swych rodziców i szybko wymusiła uśmiech. Nie mogli się dowiedzieć. Nie teraz. Musiała udawać, że nic się nie stało. Zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Przełknęła ślinę i pogrzebała swoje emocje pod przykrywką nonszalancji.
- A gdzie zgubiłaś Gotena? - zdziwił się Goku.
- Pewnie poszedł do toalety – skłamała, z trudem udając, że wszystko jest w najlepszym porządku.
- No... Pora zaczynać. - Saiyanin zatarł ręce.
- Zrób jej krzywdę, to zginiesz – oznajmił ponuro Vegeta.
Goku zaśmiał się głupawo, a Ti Pau starała się puścić stwierdzenie ojca mimo uszu. Co raz bardziej żałowała, że sprowadziła tu ich wszystkich.
- Do boju, Ti Pau!
- Nie daj się!
- Pokaż na co cię stać!
Usłyszała liczne okrzyki. Poczuła się trochę lepiej. Jeśli chociaż na czas walki zapomni o bałaganie, którego narobiła, to będzie naprawdę dobrze.
W gruncie rzeczy cieszyła się, że może się z nim zmierzyć. W końcu to on wszystkiego ją nauczył. Chciała się sprawdzić i przy okazji udowodnić mu, że jego wysiłki nie poszły na marne. Chciała też zaimponować kilku osobom, w tym swemu ojcu. Wiedziała, że Goku będzie ostrożny i postara się jej zbytnio nie uszkodzić, ale nie miała też wątpliwości, że potraktuje tę walkę poważnie. Każdą traktował poważnie.
Naprawdę poczuła się lepiej. Uśmiechnęła się i spojrzała na swego przeciwnika. Przybrała postawę bojową. Zamierzała dać z siebie wszystko.
Zaczęło się. Musiał ją doceniać, bo sam wykonał pierwszy ruch. I szybko znaleźli się w swoim żywiole.
- Piękna walka. Popatrz na te ruchy. Co za płynność – rzekł Gohan do żony, już teraz klaszcząc.
Z pozoru pojedynek wcale nie zdawał się tak spektakularny, jak można by przypuszczać. Zawodnicy stosowali bardzo podstawowe ciosy i chwyty, ale w tym tkwiło całe piękno. Opanować podstawy do perfekcji. Ci, którzy się na tym znali od razu dostrzegli niesamowity kunszt i warsztat wypracowany przez lata. A szybkość? Dla niewprawnego oka niektóre ruchy był wręcz ciężkie do zauważenia.
Idealna harmonia i równowaga – tak właśnie wyglądała ich walka. Można by wręcz pomyśleć, że cała choreografia została ułożona i wyćwiczona od początku do końca. Ale nie. Po latach praktyki wypracowali u siebie takie odruchy, że jak na razie ciężko było im się nawzajem trafić. Każdy cios, każdy kopniak spotykał się z idealnym unikiem lub idealnym blokiem. A Ti Pau niemalże tańczyła. Uchylała się z gracją baletnicy. Gdy przeciwnik już miał ją trafić, wyskoczyła, poszybowała nad nim i wylądowała za jego plecami, nie tracąc równowagi nawet na ułamek sekundy. On był jednak szybszy i zdołał zniknąć z jej pola widzenia, nim go trafiła. Niewiele brakowało, ale zdołała przewidzieć jego ruch i uskoczyła po raz kolejny, robiąc kilka salt do tyłu.
- Proszę państwa, ci dwoje naprawdę podnoszą walkę do rangi sztuki – zachwycił się komentator.
Kiedy Goku uśmiechnął się z pewnością siebie, Ti Pau na moment zadrżała. Musiał coś kombinować. Wiedziała, że prędzej czy później pokaże jej jakiegoś asa w rękawie. Zawsze to robił. Tym razem nie zdołała przewidzieć jego ruchu. Zaatakował z wyskoku, więc przygotowała się, by odeprzeć cios z góry. Jego szybkość ją przerosła. Nie zauważyła nawet, kiedy znalazł się w poziomie i ją podciął.
- Mam cię! - usłyszała.
Naprawdę ją zaskoczył. Ani się obejrzała, a leżała już na ziemi z jego kolanem wciśniętym w kark. Czuła uścisk jego dłoni na swej prawej nodze i od razu zdała sobie sprawę, że trzyma kończynę w taki sposób, że mógłby ją złamać jak patyk w ułamku sekundy. Ti Pau nie wierzyła jednak, by rzeczywiście zrobił coś takiego.
- Zawodniczka została unieruchomiona. Czyżby to był koniec walki? - rzekł komentator z celowym dramatyzmem.
Ti Pau zacisnęła zęby, próbując się wydostać, ale za każdym razem, gdy to robiła, nagła fala bólu przeszywała jej prawą, dolną kończynę.
- Musisz się poddać – oznajmił ze spokojem Goku, tak jakby właśnie wygrał w berka.
Dziewczyna mruknęła, stęknęła i podjęła kolejną nieskuteczną próbę oswobodzenia się.
- Naprawdę zrobiłaś na mnie wrażenie, ale to już koniec. Powiedz, że się poddajesz, dobra? - poprosił ładnie saiyanin.
- Nie... - wydyszała Ti Pau.
Szkoda, że nie widziała jego miny. Pewnie nie miał pojęcia, co dalej zrobić. Mógł ją tak przytrzymywać cały dzień, ale wiedziała, że nogi jej nie złamie. A Ti Pau nie należała do osób, które łatwo się poddają.
- Wygląda na to, że zawodniczka jednak nie chce dać za wygraną – stwierdził komentator.
Owszem, nie chciała. Spróbowała raz jeszcze. Tym razem zabolało nawet bardziej.
- No weź, już się nie uwolnisz – przekonywał ją Goku.
Stęknęła tylko.
- Nie chcę ci zrobić krzywdy.
Ignorowała go dalej. Napięła wszystkie mięśnie i uniosła dłonie. Ewidentnie próbował użyć ostatecznej formy perswazji, czyli bólu. Musiała aż zacisnąć zęby, żeby nie jęknąć. Owszem, bardzo uważał, by nie przesadzić, ale mimo to Ti Pau czuła się tak, jakby miała jej zaraz pęknąć kość. Zaczynała się zastanawiać, jak daleko posunie się Goku.
- Poddaj się!
- Poddaj się, Ti Pau!
- To bez sensu!
Słyszała różne głosy, w tym swojej matki. Nie, mógł ją wyrzucić z ringu, mógł ją ogłuszyć, ale na pewno nie zamierzała powiedzieć: „poddaję się”.
Miała tylko jedną szansę. Gwałtownym zrywem ciała wyciągnęła rękę w kierunku przeciwnika i wystrzeliła z palca energetycznym ostrzem. Musiała trafić, bo uścisk na jej nodze znikł. Wyzwoliła się i zaatakowała dość topornie, czyli pięściami. Goku próbował znowu ją podciąć. Wyskoczyła i zrobiła salto w powietrzu. Wylądowała i momentalnie zachwiała się, gdy fala bólu przeszyła jej nadwyrężoną kończynę. To wystarczyło. Po chwili poczuła silne uderzenie, na moment ujrzała twarz swego przeciwnika, a potem miała już przed oczami tylko niebo. Skończyła na łopatkach.
- Zawodniczka Ti Pau została wyrzucona z ringu. Wygrywa zawodnik Son Goku! - rozległo się głośno i wyraźnie.
Ti Pau usiadła i zauważyła, że Goku stoi przy niej i wyciąga do niej dłoń. Nie przyjęła pomocy i wstała o własnych siłach. Syknęła z bólu, gdy oparła ciężar na prawej nodze, przeniosła go więc na lewą. Sanitariusze również chcieli jej pomóc, ale ich przegoniła. Zaczęła skakać na lewej nodze ku wejściu.
- Jednak masz coś po swoim tacie – usłyszała komentarz Goku.
W środku zastała matkę pacyfikującą ojca. Zauważyła też, że wrócił Goten. Odwróciła jednak wzrok. W tej chwili nie była w stanie patrzeć mu w oczy. Wciąż skacząc na jednej nodze dotarła do szatni i usiadła na ławce. Wreszcie mogła odetchnąć.
Goku wszedł do środka i spojrzał na Ti Pau z troską.
- Mam nadzieję, że nie stało ci się nic poważnego – powiedział.
Dopiero teraz Ti Pau zauważyła, że jej poprzedni atak pozostawił sporą bruzdę w jego ramieniu. Przynajmniej byli kwita.
- Nie jestem ze szkła – odparła.
- Mogę zerknąć? - spytał.
Nie protestowała, kiedy zdjął jej buta i skarpetkę. Myślała, że nieźle zaboli, a jednak nie. Oglądał jej nogę z takim namaszczeniem, jakby rzeczywiście była ze szkła. To zawsze Ti Pau w nim intrygowało. Że miał w sobie tyle siły, a jednocześnie potrafił zdobyć się na taką delikatność.
- Nie wygląda na złamaną – stwierdził z ulgą.
Ti Pau patrzyła, jak Goku z powrotem zakłada jej skarpetkę i nagle wszystko wróciło. Cała ta wcześniejsza rozmowa z Gotenem. Jego wściekłość, żal i obrzydzenie. Ból, który poczuła, gdy zdała sobie sprawę, że zamiast naprawić jego relacje z ojcem, tylko je pogorszyła. I przy okazji nastawiła go przeciwko sobie. Rzadko reagowała aż tak emocjonalnie, ale tym razem nie wytrzymała i pociągnęła nosem. Próbowała, ale nie zdołała powstrzymać łez. Same popłynęły. I poczuła się jeszcze gorzej, bo okazała słabość.
- Aż tak boli? - przeraził się Goku na widok jej miny.
- Nie... - szepnęła Ti Pau i otarła oczy. - Chciałam dobrze – powiedziała i znowu pociągnęła nosem.
- Ale o co ci chodzi?
- Myślałam, że będzie dobrze, jak się wszyscy spotkają... Ale powiedziałam Gotenowi, że my... I wszystko zepsułam. Miał do ciebie żal już wcześniej... Teraz ma do mnie też...
Czuła się idiotycznie. Jak mała zagubiona dziewczynka, chociaż była dorosłą kobietą. Ale łzy same popłynęły, nie umiała ich zatrzymać.
- Ti Pau, spokojnie, przejdzie mu – próbował ją uspokoić saiyanin.
- To czemu do tej pory nie przeszło? To wcześniejsze...
Miała sobie za złe, że się rozkleiła. Jeszcze bardziej, niż fakt, że zraziła do siebie kolegę.
- Ti Pau... - powiedział Goku z troską i współczuciem.
Objął ją. Oparła brodę na jego ramieniu, zacisnęła palce na jego ubraniu i poczuła napływ kolejnych łez. Nienawidziła siebie za tę słabość.
- Mój dziadek kiedyś powiedział, że nie ma nic gorszego, niż życie w kłamstwie – wyznała i pociągnęła nosem.
- Nikt ci nie każe żyć w kłamstwie.
- Jak inaczej? Jeśli tak to ma wyglądać...
Z tego wszystkiego zapomniała o trwającej już walce.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 500
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 11 mar 2014, 17:00

TA DAMM!

Jestem. I od czego zacząć? Walki ładnie opisane - szybkie, ale kompletne. Niczego nie brakowało. Chociaż nie oszukujmy się, że było przewidywalnie i wyniki mnie nie zaskoczyły - bardziej zaskoczyło zamieszanie wokół walki Gotena z Pan. Mam nadzieję, że Ti Pring odegra większą rolę, bo było jej tak mało... Ogólnie wolę Ti Pring niż Ti Pau. Do końcówki mam mieszane uczucia. Plus za to, że pojawiła się moja ulubiona postać z tego uniwersum.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 11 mar 2014, 19:58

Skorpion pisze:Ogólnie wolę Ti Pring niż Ti Pau.

Ja też. Choćbym nie wiem jak się starała, nie jestem w stanie za wiele z tej postaci wyciągnąć. Może dlatego, że charakter Ti Pring kształtowały ciekawe czynniki, a Ti Pau miała względnie proste życie i nie miała jak wyrobić sobie charakteru. W 3 akcie ta różnica między nimi będzie nawet zaakcentowana.
Do końcówki mam mieszane uczucia.

Ja też. Do tej pory. Pewnych rzeczy po prostu się nie planuje i nagle wychodzą dziwactwa. Ale postacie się uparły. Co miałam zrobić :-| ?
Plus za to, że pojawiła się moja ulubiona postać z tego uniwersum.

Lubię tę postać, ale mam problem z pisaniem o niej. Po prostu ciężko mi wymyślać jego rolę w tym wszystkich. No bo ja dużo piszę o relacjach między bohaterami, a on mało z kim ma relacje :-P Chociaż mam intrygujący pomysł, ale jeszcze do niego nie doszłam.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 12 mar 2014, 18:37

Przepraszam, jeśli 2 najbliższe rozdziały wydadzą się wam zamulaste. Zapewniam, że akt 3 jest mniej monotematyczny.


Rozdział III

Goten dostał w twarz i z trudem wykonał unik przed kolejnym ciosem. Ti Pau miała rację, naprawdę musiał uważać na jej ojca. Zastanawiał się nawet, czy się nie poddać, ale bał się, że to i tak nie powstrzyma Vegety przed zbiciem go na kwaśne jabłko. Książę ewidentnie coś musiał sobie ubzdurać, bo w ogóle się nie hamował. Goten zaczynał się martwić nie tyle o swoje zdrowie, co o życie.
- Przyznaj się, co kombinujesz, gnoju?
Vegeta przycisnął przeciwnika do podłoża i usiadł na nim okrakiem, z pięścią gotową do zadania kolejnego ciosu.
- Nic nie, kombinuję, przysięgam – jęknął Goten.
- Nie kłam, przystawiasz się do mojej córki.
Przyglądając się całemu zajściu Piccolo próbował wyłapać, o czym rozmawiają zawodnicy, ale z tej odległości nawet on nie był w stanie, gdy wszystko zagłuszał tłum widzów. Bez wątpienia działo się coś niepokojącego, biorąc pod uwagę burzliwą interakcję między wojownikami.
Nagle Vegeta puścił przeciwnika i najzwyczajniej w świecie zbiegł z ringu, wywołując przy okazji falę zaskoczenia wśród widzów. Nawet komentator przez moment nie był w stanie pozbierać myśli.
- Z nieznanych przyczyn... zawodnik Vegeta zrezygnował z walki... - wymamrotał do mikrofonu. - W takim wypadku... zawodnik Son Goten wygrywa.


Nagła chwila słabości zaczynała odchodzić w niepamięć. Ti Pau wzięła się w garść i zatrzymała napływ kolejnych łez. Goku nie był zbyt dobry w pocieszaniu, ale sama jego obecność podniosła ją na duchu. Nie chciała puścić. Wciąż tkwiła z twarzą wtuloną w jego ramię i palcami zaciśniętymi na jego ubraniu. Tak czuła się dobrze. Uspokajała się coraz bardziej.
- Kakarotto!
Ti Pau puściła jak oparzona, gdy usłyszała głos swojego ojca. Z trwogą spojrzała na niego i zamarła. Jego oczy kipiały nienawiścią. To był prawdziwy szał. Istny berserk. Wręcz czuła jego gniew każdą komórką swego ciała.
Nie minęła nawet sekunda, gdy Vegeta znalazł się przy Goku i wymierzył mu potężny prawy sierpowy. Tak potężny, że ściana, w którą Goku trafił, rozsypała się na kawałki. Nim zdezorientowany wojownik zdążył się pozbierać, Vegeta wszedł już w stan super saiyanina i gotował się do kolejnego ataku.


Goten stał ogłupiały na ringu i próbował pozbierać myśli. Dziś wydarzyło się zdecydowanie za wiele. To miał być miły dzień, a skończyło się na wielkim bałaganie i samych problemach. W zaistniałych okolicznościach nie umiał nawet cieszyć się z wygranej. W ogóle niewiele do niego docierało.
- Właśnie zostałem poinformowany, że zawodnicy Son Goku i Vegeta wdali się w bójkę – oznajmił zmieszany komentator. - Zgodnie z regulaminem turnieju oznacza to dyskwalifikację. Czyli... zawodnik Son Goten zostaje mistrzem świata... - wydukał.
Wkrótce nadeszły oklaski. Ale nie wszyscy kipieli entuzjazmem.
- Nie może być... - wymamrotał Kuririn z niedowierzaniem.
- Ktoś dzisiaj stawia mi obiad – dogryzła mu Bulma.
- Pal licho z obiadem. Lepiej chodźmy zobaczyć, co się stało – odezwał się zaniepokojony Yamcha i wstał.


Goku ani myślał bić się z Vegetą w takiej chwili, ale ten w szale okładał go pięściami, więc siłą rzeczy musiał się bronić. W rezultacie narobili całkiem sporych zniszczeń. Tyle by było z turnieju. Niemożliwe, by nikt nie zauważył ich poczynań.
- Tato, przestań! - wrzasnęła zdesperowana Ti Pau.
Dziewczyna miała dosyć bezczynności. Sama przeszła w formę super saiyanina i rzuciła się na ojca, próbując go za wszelką cenę odciągnąć. Ti Pring przybyła jej z pomocą, ale nawet w dwójkę miały problem z powstrzymaniem ogarniętego szałem wojownika.
Dopiero po kilku minutach mocowania się, Vegeta dał za wygraną, wrócił do normalnego stanu i opadł na kolana.
- Kurwa! - Wbił pięść w ziemię.
Dyszał głośno i zgrzytał zębami. Nawet jeśli trochę się opanował, fala wściekłości nie minęła.
- Nienawidzę cię, Kakarotto! - wrzasnął. - Zawsze mi wszystko odbierasz! Zawsze!
- Ale, Vegeta... O co ci chodzi? - zdziwił się Goku, zupełnie jakby nic do niego nie docierało.
- Najpierw zabrałeś mi dumę, a teraz Ti Pau!
- Nic ci nie zabrałem.
Vegeta spojrzał wściekle na Ti Pring i wymierzył w nią palcem w piętnujący sposób.
- To twoja wina, babo! To wszystko przez ciebie! - warknął. - Ty mu ją oddałaś!
- Uspokój się! - krzyknęła Ti Pring.
Vegeta nie słuchał. Wzbił się w powietrze i pognał przed siebie. Ti Pring puściła się za nim w pościg, zaś Ti Pau usiadła zdruzgotana, a jej włosy przybrały z powrotem czarną barwę. Popadła niemalże w katatonię. Gapiła się w jeden punkt mętnym wzrokiem, próbując w jakiś sposób pozbierać się do kupy. Kiedy już myślała, że udało jej się wziąć w garść, jeszcze większy ciężar legł na jej barkach. Goku usiadł naprzeciwko niej i spojrzał na nią ze zrozumieniem.
- Musi ochłonąć. Będzie dobrze – powiedział ciepło i spokojnie.
On nigdy niczym się nie przejmował. Chciała tak umieć.
- Tato, co się stało? - Dało się słyszeć zaniepokojony głos Gohana.
No tak, walka musiała wszystkich zaalarmować. Cała reszta zjawiła się wkrótce. Nawet Goten.
- Przepraszam... Musiałem mu powiedzieć... Myślałem, że mnie zabije... - wyznał i spojrzał z bólem na Ti Pau.
- Co mu powiedziałeś? - zdziwiła się Bulma.
Nie odpowiedział, ale Ti Pau czuła, że jest winna wyjaśnienia. Nawet po tym wszystkim, co się wydarzyło, nie zniosłaby dalszego życia w kłamstwie.


Początkowo Ti Pau próbowała odszukać swoich rodziców, ale skutecznie tłumili wszelkie oznaki swojej bytności. Doszła do wniosku, że może i lepiej. Pewnie potrzebowali czasu, żeby ochłonąć, a ona była nie do końca gotowa stawić im czoła. Jeśli chodziło o pozostałych, cóż, niektórzy byli dość zszokowani, gdy poznali prawdę, ale na szczęście nie aż tak, jak Ti Pau się obawiała. Poza tym niespodziewana wygrana Gotena trochę zrównoważyła pozostałe rewelacje. Bulma postanowiła nawet urządzić przyjęcie tego wieczoru, by wypić zdrowie nowego mistrza. Ti Pau długo się wahała, czy w ogóle przychodzić, bo po dzisiejszych wyznaniach, trochę wstydziła się konfrontacji z resztą towarzystwa. W końcu jednak się przemogła.
- Ooo, już się bałam, że nie przyjdziesz – powiedziała Bulma na jej widok i wpuściła ją do środka.
- Przyniosłam sernik – rzekła dziewczyna nieśmiało i wręczyła gospodyni paczkę.
- Kochana jesteś.
Mimo że ciocia Bulma była dla niej bardzo miła, Ti Pau i tak czuła się niekomfortowo. Bała się, że nikt już nie będzie umiał normalnie spojrzeć jej w oczy.
- No, głowa do góry. - Starsza kobieta poklepała ją po ramieniu. - Nie przejmuj się ojcem, jakoś to przełknie. Dobrze go znam. A pozostali tak dobrze się bawią, że już przestali myśleć o całym zamieszaniu.
Bulma zaprowadziła Ti Pau do oranżerii, bo pogoda za bardzo się popsuła na przyjęcie ogrodowe. Rzeczywiście, goście bawili się przednio. Goku siedział w towarzystwie starszego syna z rodziną i był pochłonięty jedzeniem. Ti Pau postanowiła mu nie przeszkadzać. Z nią spędzał dużo czasu. Najwyższa pora, by poświęcił go pozostałym bliskim. Przeskanowała pomieszczenie wzrokiem i zauważyła, że jej brat rozmawia z Gotenem, sącząc drinka. Od zakończenia turnieju nie miała jeszcze okazji z nim rozmawiać. Podeszła do niego.
- Cześć, Młody – przemówiła. - Już wszystko okej?
- Tak, ale przegapiłem wszystkie walki – odparł Trunks z żalem.
- Zobaczysz w telewizji.
- Jest na co popatrzeć. W sumie to tak trochę dziwnie, że wygrałem – wtrącił Goten i zaśmiał się głupkowato.
- Miałeś szczęście – stwierdziła Ti Pau.
Wszystko wskazywało na to, że Goten nie ma już do niej żalu. W każdym razie tak się zachowywał.
- Trunks, pomóż mi z korkociągiem! - Rozległ się nagle głos Bulmy.
- Przepraszam na chwilę.
Ti Pau zaśmiała się, kiedy jej brat natychmiast pobiegł do matki.
- Słuchaj... sorry, że tak wcześniej na ciebie naskoczyłem – wyznał Goten ze skruchą, korzystając z chwili prywatności.
- To była normalna reakcja.
- Ale trochę chamska. Znaczy się, dalej jest mi z tym dziwnie, ale... Jesteście dorośli, więc w sumie nie ma w tym nic złego. Rozumiem, że to tak na poważnie.
- Tak myślę... Mam nadzieję... - Ti Pau zarumieniła się.
- Wiem, że to nie moja sprawa, ale jak to się stało, że... no wiesz...
- Pamiętasz jak twoja matka zmarła dwa lata temu? Od wszystkich się wtedy odsunął i jakoś tak... No nie mogłam tak tego zostawić.
Goten trochę się zmieszał i spojrzał na Ti Pau sceptycznie.
- Zaraz... Zrobiłaś to z litości? - wydukał zdegustowany.
- No co ty?! Za kogo ty mnie masz?! - uniosła się dziewczyna z oburzeniem. - Myślisz, że tak przyszłam i się na niego rzuciłam?! W życiu! Nawet nie planowałam tego wszystkiego. To się powoli rozwijało! Nie jestem łatwa, wiesz?!
Nagły wybuch Ti Pau sprawił, że Goten praktycznie zasłonił się rękami, jakby bojąc się, że za chwilę dostanie od niej w twarz.
- Przepraszam, przepraszam... To nie tak, że myślę, że jesteś łatwa – bronił się chłopak.
Na szczęście Ti Pau szybko ochłonęła.
- Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Po prostu tak wyszło – wyznała w końcu na spokojnie.


W powietrzu unosił się zapach sosny i jaśminu. Słońce mocno grzało, rozświetlając bezchmurne niebo i bezmiar zieleni otaczającego lasu. Ti Pau wysiadła z auta i zaciągnęła się cudownie czystym powietrzem. Życie w mieście miało dobre strony, ale odrobiną czasu na łonie natury też nie gardziła. Rozejrzała się dookoła, napawając się urokami bujnej przyrody, której tutaj nie brakowało. Minęła sporych rozmiarów palenisko i podeszła do chaty. Zapukała. Poczekała. I nic.
- Jesteś tam, Goku? - zawołała.
I dalej nic. Drzwi były otwarte, nie miały nawet zamka. Ti Pau pchnęła je i weszła do środka. Chata składała się tylko z jednej, niewielkiej izby, ale panował w niej zadziwiający porządek. Mimo braku elektryczności i bieżącej wody właściciel ewidentnie dbał o czystość. Pomieszczenie było bardzo skromne, bo znajdowały się w nim tylko najbardziej potrzebne rzeczy, ale zadbane. Jednak Ti Pau nie zastała w nim żywej duszy. Wyszła z powrotem na zewnątrz, niemalże zrezygnowana, i zobaczyła, że ktoś wyłania się z lasu. Ożywiła się. To był on. Ciągnął za sobą upolowanego jelenia i wyraźnie ucieszył się na jej widok.
- Ti Pau, zrobiłaś mi niespodziankę – powiedział, gdy zbliżył się do niej.
- Nie dawałeś znaku życia, więc chciałam sprawdzić, co u ciebie – wyjaśniła kobieta, nie kryjąc radości z ich spotkania.
- Jak widzisz wszystko w porządku. Pomożesz mi go oprawić?
Kiedyś Ti Pau wzdragałaby się na samą myśl o dłubaniu w zwierzęcych wnętrznościach, ale przy Goku wiele się nauczyła. Nie istniały już dla niej rzeczy niemożliwe. Dzięki niemu wyrobiła sobie nie tylko mięśnie, ale i charakter. I cały czas poznawała coś nowego. To było jak niekończąca się podróż. Dlatego nie musiał pytać. Brakowało jej wspólnych posiedzeń. Teraz nawet patroszenie jelenia sprawiało jej przyjemność, jeśli dzięki temu mogła przebywać w towarzystwie swego dawnego mentora.
Gdy mięso trafiło na ruszt, usiedli przy ognisku i napili się oranżady, którą przywiozła Ti Pau.
- Przyjechałaś autem? Nauczyłem cię teleportacji, czemu jej nie używasz? - zdziwił się Goku.
- To bywa kłopotliwe, kiedy pojawiasz się w nieodpowiednim momencie.
- Dla mnie każdy moment jest odpowiedni. Choćbym siedział w krzakach i srał, to możesz wpadać.
Tylko Goku potrafił być tak grubiański i uroczy jednocześnie. Ti Pau zaśmiałaby się, gdyby nie przypomniała sobie, po co tak naprawdę tu przyjechała.
- Wpadłam, bo trochę się o ciebie martwię – wyznała, bawiąc się puszką. Czuła się niezręcznie. - Odsunąłeś się od wszystkich. Nie rozmawiasz już nawet z synami.
- Jeśli chcą, mogą mnie odwiedzić – odparł ze spokojem Goku, w ogóle nie przejęty nagłą zmianą tonu głosu Ti Pau.
- To im to powiedz, a nie czekaj aż sami na to wpadną. Ty ich zostawiłeś, ty powinieneś wyciągnąć do nich rękę.
- Są dorośli. Nie potrzebują mnie już.
Ti Pau nie podobała się beztroska, z jaką mówił to wszystko. Miała wrażenie, że w ten sposób Goku próbuje uciec od problemu. Że boi się konfrontacji z własną rodziną, bo wie, że ta ma do niego żal. I że sam jest sobie winien.
- Spychanie tego na bok nic nie da – powiedziała z powagą Ti Pau. - To twoje dzieci. Jesteś dla nich ważny. Zawsze będziesz. Goten ma do ciebie uraz, ale gdybyś z nim porozmawiał...
- Opowiadałem ci o pierwszym życzeniu? - spytał Goku niespodziewanie.
Ti Pau zmarszczyła brwi.
- Nie zmieniaj tematu.
- Ale to ciekawa historia.
- Wiem, jakie było pierwsze życzenie.
- Ale nigdy ci nie opowiadałem, jak do tego doszło.
Tyle by było z poważnej rozmowy. Goku od wszystkiego potrafił się wymigać. Jeśli czegoś nie chciał, to żadna siła nie mogła go do tego zmusić. Ti Pau przekonała się już o tym wiele razy, więc dała za wygraną. Może rzeczywiście zadziałała zbyt bezpośrednio i nie przygotowała go psychicznie na takie poważne tematy? Uznała, że na razie trochę odpuści i pozwoli mu na opowieść.
Musiała przyznać, że jak Goku się wczuł, to miał niezłą gadane. Jego historia tak ją zaciekawiła, że Ti Pau straciła poczucie czasu i zapomniała, po co tak naprawdę tu przyjechała. Zrobiło się prawie, jak za dawnych lat, a nawet lepiej, bo wtedy nie raczył jej takimi opowieściami. Do tego ognisko, szum wiatru i zapach dziczyzny. Wcześniej Ti Pau powiedziała sobie, że nie przyjeżdża tu w celach rekreacyjnych, ale cały jej niecny plan legł w gruzach. A wszystko przez Goku. Kiedy chciał, potrafił być bardzo przebiegły.
- I wtedy Oolong poprosił o majtki i zaczęły się prawdziwe kłopoty – powiedział i zamilkł, sprawdzając, czy mięso jest gotowe.
- Jakie kłopoty? - zaciekawiła się Ti Pau.
- Opowiem następnym razem.
- Jak to następnym razem?
- No następnym razem. Teraz jestem głodny. Trzeba coś zjeść.
Ti Pau mruknęła, bo naprawdę chciała poznać zakończenie historii, ale jedzenie tak ładnie pachniało, że jej również zaburczało w brzuchu. Cóż, co się odwlecze, to nie uciecze.


Odwiedziła go znowu, dużo szybciej niż myślała. Siedzieli przy ognisku, on opowiadał, a ona słuchała. A kiedy skończył historię, Ti Pau czuła, że wciąż jej mało, że potrzebuje więcej. Nie miała ochoty w ogóle wracać do domu i chyba rozumiała już, czemu Goku tak bardzo uciekał od cywilizacji. To życie uzależniało. Tutaj czas płynął wolniej, tutaj wszystko zdawało się proste. Ale to nie oznaczało, że prawdziwe problemy przestawały istnieć.
- Jesteś gotów porozmawiać ze mną na poważnie? - spytała wreszcie Ti Pau.
- Wiem o co ci chodzi, ale ja naprawdę dobrze się czuje tak, jak jest teraz. Oni mnie nie potrzebują, a ja tu jestem szczęśliwy.
Westchnęła. Nie dało się ukryć, że mówił całkowicie serio, a Ti Pau nie miała już pomysłów, jak go przekonać. Saiyanie byli inni niż ludzie i chyba jedyne, co mogła zrobić, to zaakceptować go takim, jakim jest. Z ojcem jakoś jej się udało.
- Nie smuć się, Ti Pau. Ważne, żeby każdy żył po swojemu. Może opowiedzieć ci jeszcze jakąś historię? Na przykład o treningu u Żółwiego Pustelnika. Ta ci się spodoba.
- W porządku – westchnęła dziewczyna, sprawiając wrażenie pokonanej.
Zaczął opowiadać i Ti Pau na nowo zdołała oderwać się od rzeczywistości. W głosie Goku było coś, co pochłaniało ją bez reszty. Nie wyróżniał się jakimś szczególnym krasomówstwem, a jednak mogła go słuchać godzinami. Tym razem opowiadał tak długo, że zdążyło się ściemnić, ale ona siedziała dalej. Nigdzie jej się nie spieszyło. Do tego ognisko dawało przyjemne ciepło, a jedzenia mieli pod dostatkiem.
- Dobra, reszta następnym razem – stwierdził Goku i ziewnął.
Teraz Ti Pau nie miała już wątpliwości, że rozpracowała jego strategię.
- Nie musisz tego robić. I tak będę przyjeżdżać – powiedziała z wyrozumiałym uśmiechem.
- Ale mnie naprawdę chce się spać...
Goku ziewnął ponownie i Ti Pau stwierdziła, że może jednak nie do końca go rozpracowała. Ale to akurat nie miało znaczenia. Skoro oboje chcieli, żeby tu wracała, czemu nie miałaby tego robić? I wkrótce stało się to niemalże rytuałem. Składała mu wizytę, oprawiali zwierzynę, siedzieli przy ognisku, jedli, a on opowiadał historie ze swojego życia. Historie, które zdawały ciągnąć się bez końca. Ti Pau ani się obejrzała, a prawie cały swój wolny czas spędzała z Goku. Czasami razem trenowali i polowali, zupełnie jak przed laty. Ale teraz ich relacje się zmieniły. Nie byli już jak mistrz i uczeń, tylko jak równy z równym.
Tym razem Ti Pau użyła teleportacji, tak jak ją prosił, i oczywiście trafiła w nieodpowiednim momencie. Goku wychodził właśnie z jeziora, ciągnąc za sobą wielką rybę, i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że nic na sobie nie miał. Ti Pau nie należała do zbyt pruderyjnych kobiet, ale mimowolnie się zakłopotała i odwróciła.
- Widzisz, to jest właśnie to, o czym mówiłam – mruknęła.
W odpowiedzi Goku zaczął śmiać się donośnie. Ti Pau wiedziała, że się nie przejmie, ale nie sądziła, że aż tak go to rozbawi. Eksperymentalnie zerknęła kątem oka. Dalej nic na sobie nie miał.
- Ubierz coś! - warknęła z irytacją.
A Goku śmiał się dalej. Na szczęście, gdy zerknęła po raz kolejny, miał już na sobie spodnie. I minę beztroską, jak zwykle. Czasami chyba sobie zapominał, że Ti Pau nie jest jednym z jego synów, tylko dojrzałą kobietą. Nawet jeśli znali się długo, pewnych odruchów powstrzymać nie mogła. Pal licho, gdyby Goku wyglądał, jak typowy pięćdziesięciolatek. Ale on nie wyglądał nawet jak typowy człowiek. Jej dwudziestoletni koledzy z klubu, ci z ego większym od bicepsów, mogliby przy nim popaść w kompleksy. Saiyańskie geny plus lata treningu robiły swoje. Ti Pau zaklęła na samą myślę, że w ogóle prowadzi takie rozważania.
Wrócili na „podwórko” i wzięli się za oprawianie ryby. Ulubione danie Ti Pau. Zjadłaby ją nawet na surowo. Wiele osób obrzydzała myśl o spożywaniu wnętrzności, ale dzięki długoletniemu przebywaniu wśród innych saiyan i ich wspólnym polowaniom Ti Pau nauczyła się, co jest zdrowe i pożywne, a co trzeba wyrzucić. A zdrowe i pożywne też często oznaczało pyszne.
- Wolisz serce niż wątrobę, prawda? - spytał Goku, wycinając najsmakowitsze kąski.
Ti Pau przytaknęła, zadowolona, że jeszcze pamiętał. Wybrał dla niej to, co lubiła najbardziej, a ona skosztowała na surowo i oblizała wargi ze smakiem.
- Gdyby mój dziadek to widział, dostałby zawału. Wychował się na planecie wegetarian – zachichotała.
- Za to twoja matka jadła już chyba wszystko. Ta kobieta przetrwałaby wszędzie. Widziałem, jak zlaliśmy jaźnie.
- Uważasz, że jestem podobna do matki?
- Większość uważa, że nie wdałaś się w żadne ze swoich rodziców, ale ja tam widzę trochę z jednego i trochę z drugiego.
- Na przykład?
- Jesteś uparta jak ojciec.
- Chyba wszyscy saiyanie są uparci. Ty też.
- Za to urodę masz po matce.
Pewnie chodziło mu ogólnie o wygląd, ale Ti Pau i tak uśmiechnęła się głupawo.
- Co, myślisz, że ładna jestem? - spytała, oblizując palce z pozostałości rybiego serca.
Goku wzruszył ramionami.
- Ja tam się nie znam. Spytaj Żółwiego, on jest ekspertem.
- Po tym, jak zapisał się do mnie na aerobik, to ja już z nim nie chce mieć do czynienia – zaśmiała się dziewczyna. - Zboczony staruch.
- Opowiadałem ci o tym, jak go poznałem?
- Nie.
- To zaraz opowiem. Siadaj.
Wrzucili rybę na ruszt i spędzili kolejne popołudnie na dzieleniu się dawnymi historiami.
Obrazek

Awatar użytkownika
Komatsu117
pisarz
Posty: 115
Rejestracja: 08 lut 2014, 17:32
Lokalizacja: Kraków(Giebułtów)
Kontaktowanie:

Postautor: Komatsu117 » 13 mar 2014, 08:39

Wybacz ale nie skomentuję tego rozdziału bo jeszcze go nie przeczytałam i nie wiem kiedy będę miała czas ale co do drugiego... zszokował mnie.
mam jeszcze taką nie śmiałą prośbę, a raczej pytanie. Mogłabym twoje fiki do DB narysować w postaci komiksu? bardzo proszę... bo fajnie to masz opisane a ja mam za dużo wolnego czasu (egzaminy się zbliżają :lol: )
PS. skąd pomysł na imię dla Ti Pau? jakiś konkretny powód, czy po prostu wymyślałaś?

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 13 mar 2014, 13:41

Ależ rysuj, dla mnie to zaszczyt! A Ti Pau to imię ze Star Treka, Ti Pring zresztą też. Ti Pring w Star Treku była narzeczoną Spocka, ale tak sobie myślę, że mogę przecież nazwać inną postać w ten sposób. Skoro różne Ziemianki mają na imię Ania, to równie dobrze różne Vulcanki mogą mieć na imię Ti Pring. A Ti Pau to było imię jakiejś duchowej przywódczyni Vulcana. Więc pomyślałam, że Ti Pring mogłaby tak nazwać córkę na jej cześć.

Moje własne postacie nawet mnie samą potrafią zszokować, bo żyją własnym życiem w mojej głowie i nie jestem w stanie wszystkiego zaplanować.
Obrazek

Awatar użytkownika
Komatsu117
pisarz
Posty: 115
Rejestracja: 08 lut 2014, 17:32
Lokalizacja: Kraków(Giebułtów)
Kontaktowanie:

Postautor: Komatsu117 » 14 mar 2014, 09:16

okeej :mrgreen:

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 14 mar 2014, 09:31

Ale obiecasz mi, że będziesz mi prezentować postępy w tworzeniu komiksu i konsultować się, jeśli czegoś nie będziesz pewna?
Obrazek

Awatar użytkownika
Komatsu117
pisarz
Posty: 115
Rejestracja: 08 lut 2014, 17:32
Lokalizacja: Kraków(Giebułtów)
Kontaktowanie:

Postautor: Komatsu117 » 16 mar 2014, 08:54

przyrzekam. w sumie to raczej dla mnie jest zaszczyt że mogę to rysować :mrgreen:
wracając do tematu. Trzeci rozdział mi się podobał, trochę w dziwnym miejscu urwany, ale ma się czas na refleksję. Jeśli mogłabym mieć uwagę. Chodzi o charakter Goku. Mówiłaś, że n ie za bardzo udaje ci się jego charakter oddać. Może troszeczkę. Mnie się wydaje, że w fiku jest bardziej poważny. Mimo wszystko, (i wszystkich zabawnych uwag) troszeczkę mi nie pasuje. Ale to może tylko moje odczucie.
- Ja tam się nie znam. Spytaj Żółwiego, on jest ekspertem.
- Po tym, jak zapisał się do mnie na aerobik, to ja już z nim nie chce mieć do czynienia – zaśmiała się dziewczyna. - Zboczony staruch.
rozwaliło mnie :lol: oczywiście były jeszcze inne fajne momenty ale nie będę cytować całego fika ;-)
podobała mi się jeszcze scena, w której Vegeta wściekł się na Goku.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 16 mar 2014, 12:08

No widzisz, z charakterem Goku jest pewien problem, bo można go interpretować na różne sposoby. I ciężko wypośrodkować, bo z jednej strony nie chcę, żeby był zbyt głupkowaty, bo w sumie ma tu już 56 lat i pewne ciężkie doświadczenia na karku, a z drugiej powinno być coś zachowane ze starego Goku. Strasznie mnie wkurzał Goku w GT, bo nie dość, że go odmłodzili, to jeszcze zachowywał się jak dziecko. A przecież już w DBZ zaczynał robić się bardziej poważny. Wydaje mi się więc, że to zależy od sytuacji. Nie może w każdej sytuacji zachowywać się, jak głupek, nie po tylu doświadczeniach. Ale nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się dobrze przedstawić tę postać.
Obrazek

Awatar użytkownika
Komatsu117
pisarz
Posty: 115
Rejestracja: 08 lut 2014, 17:32
Lokalizacja: Kraków(Giebułtów)
Kontaktowanie:

Postautor: Komatsu117 » 16 mar 2014, 15:25

Może właśnie o to chodziło Toriyamie, żeby Goku był tylko ten jeden i niepowtarzalny :?:

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 24 mar 2014, 10:24

No cóż, może Toriyama się nie obrazi;)

Mam dwie dobre wiadomości:
1) To ostatni rozdział 2 aktu
2) Bardziej marysuistycznie być już nie może, więc może być tylko mniej


Rozdział IV

Wkrótce Ti Pau zdała sobie sprawę, że wyczekiwała z utęsknieniem tych dni, gdy mogła wyrwać się z miasta i spędzić czas na łonie natury, wysłuchując porywających historii. Czasami zastanawiała się, czy Goku nie ubarwiał i nie przekręcał niektórych faktów, ale pamiętała, że on nigdy nie lubił kłamać.
Ognisko przyjemnie skwierczało, a z upolowanego aligatora zostały jedynie kości. Siedzieli pod bezchmurnym, rozgwieżdżonym niebem. Goku najwyraźniej zrobił się senny, bo położył się na trawie i ziewnął. Ti Pau jednak nie chciała się jeszcze zbierać. Było tak przyjemnie.
-Moja matka zrobiła kiedyś z tobą zlanie jaźni, prawda? - spytała.
- Yhy...
- Co zobaczyłeś?
Goku mlasnął i ziewnął raz jeszcze.
- Trudno powiedzieć – odparł zaspanym głosem. - To takie dziwne jest, jak się zlewają umysły.
- No, ale co na przykład? Widziałeś coś o mnie?
- Widziałem uciekanie... i jakąś obcą planetę... Tam się urodziłaś.
- To musiało być bardzo ciężkie dla mojej matki. - Ti Pau popadła w zadumę.
- Była bardzo nieszczęśliwa tak długo... To było niemiłe to odczuć... Ale teraz już chyba jest szczęśliwa...
- Co jeszcze widziałeś? Powiedz? Oni nigdy o tym ze mną nie rozmawiają.
Ti Pau była zdeterminowana, by dowiedzieć się jak najwięcej o przeszłości swoich rodziców, ale wybrała zły moment. Po chwili jej uszu doszło miarowe chrapanie i dziewczyna westchnęła. Położyła się na boku i badawczo pchnęła Goku palcem, ale nie obudził się. A miała tyle pytań.
Popatrzyła na zegarek. Rzeczywiście, było już dość późno. Sama musiała się niebawem zbierać. Problem z teleportacją polegał na tym, że Ti Pau mogła jedynie przenieść się do konkretnej osoby, którą znała. Dlatego miała sekretną umowę z Trunksem. Ustalała z nim godziny, w których może wrócić, by nie trafić na nieodpowiedni moment. Jemu ze wszystkich ufała najbardziej.
Przez chwilę leżała, podpierając się ramieniem i obserwowała swego towarzysza. Naprawdę zaczynała odnosić wrażenie, że on się w życiu niczym nie przejmuje. Zazdrościła mu czasem. I podziwiała go. Nigdy nie przestawał jej zaskakiwać i całkowicie odmienił jej życie. Gdyby nie on, pewnie byłaby nieszczęśliwą, wyobcowaną osobą. Nauczył ją, jak przejść przez życie, mając te wszystkie niesamowite zdolności, których inni ludzie nie rozumieli. A do tego stał się jej najlepszym przyjacielem. Już od lat traktowała go w ten sposób, ale przez ostatnie miesiące ich relacje zdały się wejść na kompletnie inny poziom, choć sama ich do końca nie rozumiała. Zastanawiała się, dokąd to wszystko zmierza. Kim on dla niej jest? Widziała w nim kogoś więcej, niż wojownika i kompana. Widziała w nim mężczyznę. Najwspanialszego mężczyznę, jakiego znała. I nie chodziło jej tylko o charakter. Aż dziw, że dopuszczała do siebie takie myśli i, rzeczywiście, początkowo się ich wstydziła. A nawet bała. Przecież Goku był dla niej kiedyś jak wujek. Wydawało jej się, że nie powinna pozwalać sobie na frywolne myśli z nim związane. W końcu jednak uznała, że nie są niczym niegodnym. Wprost przeciwnie, czymś naturalnym. Wszakże w ich obu płynęła saiyańska krew.
Przysunęła się bliżej, cały czas wlepiając w niego wzrok. Nawet jak spał, zdawał się uśmiechać. Szkoda, że musiała już wracać. Gdyby chociaż obudził się na chwilę, by mogła się z nim pożegnać. A może nie? Może lepiej, że spał? Sama nie widziała, co ją do tego podkusiło, ale nachyliła się nad nim i musnęła jego wargi swoimi. Jej serce zabiło szybciej. Oblizała się i poczuła resztki posmaku pieczonego aligatora. Przez chwilę tkwiła w niezmienionej pozycji, zastanawiając się, czy nie powtórzyć tego przyjemnego aktu. Wtedy Goku otworzył jedno oko, a ona skostniała i rozszerzyła swoje w szoku i zawstydzeniu. Sądziła, że wszystko zepsuła, ale nie. Położył jej dłoń na plecach, jakby dając jej do zrozumienia, że może się przysunąć raz jeszcze. Zrobiła to i pocałowała go znowu, tym razem namiętniej. Nie spotkała się z oporem lecz z akceptacją. Czas zatrzymał się na moment. Tylko zwykły pocałunek, a Ti Pau czuła się tak, jakby jej ciało przeszył strumień energii.
Kiedy się oderwała, poprawiła z zakłopotaniem włosy i uśmiechnęła się niezręcznie. Zrobiło jej się tak gorąco, że musiała odsunął się od ogniska. A Goku patrzył na nią z zaskoczeniem i z głupawym zadowoleniem.
- Do następnego razu – stwierdziła Ti Pau.
Nigdy nie zapomni tego pożegnania.


Kiedy Ti Pau wróciła następnego dnia, Goku właśnie się rozciągał po treningu. Domyśliła się, że po treningu, bo czuć było od niego potem, ale jej to nie przeszkadzało. Lubiła jego męski zapach. Stała, uśmiechając się szeroko, czekając na jego reakcję. Spodziewała się, że po wczorajszym stanie się bardziej wylewny, ale zapomniała, że on nie zachowywał się jak typowy człowiek.
- Nie dostanę całusa? - spytała z udawaną nieśmiałością.
Przez moment bała się, że czar pryśnie, jak bańka mydlana, a jej śmiałe posunięcie okaże się wielkim błędem. Przez moment Goku patrzył na nią z lekkim zmieszaniem, po czym wyraz jego twarzy zmienił się na bardziej pewny siebie. Podszedł do Ti Pau i cmoknął ją w policzek. Dla niej było to trochę za mało. Chwyciła go za ubranie, przyciągnęła do siebie i wpiła się w jego usta. Ogarnęło ją podobne uczucie, jak poprzedniej nocy.
Spojrzała kompanowi prosto w oczy, starając się z nich wyczytać cokolwiek. Jego umysł stanowił dla niej zagadkę. Nie miała pojęcia, co tak naprawdę Goku o niej myśli. Podążała za swymi instynktami, ale nie chciała zrobić z siebie idiotki.
- Dobra, muszę wiedzieć, na czym stoję – rzekła stanowczo, wciąż trzymając go za ubranie.
- Na ziemi.
- Nie udawaj debila, wiesz o co mi chodzi! Przyjaciele, coś więcej? Kim dla ciebie jestem? Muszę wiedzieć, nim wpakuję się w coś, czego będę potem żałować.
Chyba zaskoczyła go tym swoim rozkazującym tonem głosu. Znowu sprawiał wrażenie zmieszanego.
- I przyjacielem i czymś więcej. Nie wiem, jak to określić – odparł.
- Odpowiada ci taka intymność między nami? - Przycisnęła się do niego całym ciałem. - Nie uważasz tego za... dziwne?
- Dlaczego miałbym to uważać za dziwne?
- Czyli ci odpowiada?
- Póki mnie odwiedzasz, z tobą wszystko mi odpowiada.
W jego przypadku chyba lepszego zapewnienia otrzymać nie mogła.


- Jutro mam wolne. Zostaję na noc.
Kiedy Ti Pau wypowiedziała te słowa i spojrzała na Goku, nie miała już wątpliwości, że właśnie na to czekał. Zdarzały się wcześniej momenty, gdy nie była pewna jego intencji. Niby szczery i prostolinijny człowiek, a jednak nie okazywał w pełni swoich uczuć i pragnień. Zawsze czekał na jej pierwszy krok i Ti Pau wiedziała już, że nie była to ani nieśmiałość, ani brak zainteresowania. Chyba nie chciał narzucać zbyt szybkiego tempa, ani zmuszać jej do czegokolwiek, tak jakby cały czas myślał, że jest nowicjuszką w tych sprawach. Ti Pau zamierzała wyprowadzić go z błędu.
Z zewnątrz dochodziły dźwięki ulewnego deszczu i w zasadzie tylko to wypełniało ciszę. Izbę rozświetlał jedynie słaby blask lampy naftowej. Przebywanie tutaj było prawie jak podróż w czasie. Dobre w ramach odpoczynku, ale na dłuższą metę?
- Jak ty możesz tak żyć? - skomentowała Ti Pau.
- Jestem przyzwyczajony. Spędziłem tak pierwszych dwanaście lat swojego życia.
- To wiele tłumaczy.
- Opowiedzieć ci jak to było?
Ti Pau zgodziła się, tak jak zawsze. Leżeli razem na posłaniu, on mówił, a ona słuchała. Czas płynął im powoli i przyjemnie. Deszcz nie przestawał padać. Bębnił o dach, co wzbogacało atmosferę o nutkę tajemniczości. Paradoksalnie, gdy klimat sprzyjał strasznym historiom, Goku postanowił się skupić na bardziej niewinnych wycinkach ze swojego życia. Dla Ti Pau jednak nie miało znaczenia, o czym mówi, póki był przy niej. Wtuliła się w niego, zamruczała i wsunęła dłoń za jego ubranie, dotykając twardego jak skała torsu. Poczuła, jak jego mięśnie napięły się pod wpływem jej pieszczot. Bezceremonialnie zajrzała mu w spodnie i uśmiechnęła się frywolnie.
- Wystarczy na dziś tych opowiastek – stwierdziła.
Pozwolili sobie na soczysty, przepełniony pasją pocałunek. Ti Pau wsunęła dłoń za bieliznę partnera i poczuła falę gorąca między własnymi nogami. Wciąż ledwo wierzyła, że to dzieje się naprawdę, że może być z Goku tak blisko. Od dawna chciała go dotknąć w ten sposób, poczuć w ten sposób. A sądząc po odgłosach, które wydawał, chyba mu się podobało. Najwyraźniej Ti Pau wystarczająco dobrze dała mu do zrozumienia, czego pragnie, bo podjął inicjatywę i w mgnieniu oka znalazł się na górze. Tym razem Ti Pau chciała, żeby to on przejął kontrolę. Zamknęła oczy i dała mu całkowicie wolną rękę. Dotykał jej tak cudownie, pieścił ją tak cudownie, ustami, dłońmi, na wszelkie możliwe sposoby. Ti Pau sądziła, że po tak długim czasie abstynencji będzie dość ślamazarny, ale nie. Zaskoczył ją. Naprawdę wiedział, co robi, jak dać jej rozkosz. A ona cieszyła się, że tutaj, w tej głuszy, przy akompaniamencie ulewnego deszczu, nie musi się hamować.
Aż dziw, że Goku był tak delikatny. Nie należał do bardzo wysokich, dzieliło ich zaledwie dziesięć centymetrów różnicy, ale jego dłonie przy jej drobnych rączkach zdawały się ogromne. Niemalże gotowe ją zmiażdżyć. A dotykały jej tak subtelnie i ostrożnie. Nawet zbyt ostrożnie. Pewnie z przyzwyczajenia.
- Nie musisz się bać, że zrobisz mi krzywdę – szepnęła Ti Pau. - Nie jestem taka, jak ludzkie kobiety.
Goku chyba wciąż nie był do końca przekonany, na ile może sobie pozwolić, bo patrzył na nią z troską i niepewnością. Jego ciało w słabej poświacie lampy naftowej wyglądało jeszcze bardziej majestatycznie. Ti Pau czuła, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, zwariuje z niezaspokojenia. Zdjęła resztę ubrania i rozwarła nogi, gotowa go przyjąć. On jednak wciąż patrzył się na nią z obawą.
- Jestem dwudziestosześcioletnią wojowniczką, nie nastoletnią dziewicą. Poradzę sobie z twoją chucią. Pytanie czy ty poradzisz sobie z moją – rzekła przekornie Ti Pau.
Wreszcie go przekonała. I, rzeczywiście, poradzili sobie.


Ranek przywitał ich promieniami słońca. Po nocnej ulewie nie było już śladu, nie licząc bogato zroszonej wodą roślinności. Widząc, że Goku się obudził, Ti Pau przeciągnęła się, zamruczała i przysunęła do niego. Z nieznikającym uśmiechem oparła głowę na jego szerokim ramieniu i zaczęła wodzić palcami po jego perfekcyjnie wyrzeźbionym torsie.
- Chyba już rozumiem, co moja matka widzi w moim ojcu – stwierdziła z zadumą.
- Hmm? - zamruczał pytająco Goku, wciąż jeszcze trochę zaspany.
- Saiyanie są inni niż ludzie. Jak byłam z człowiekiem, to musiałam uważać, żeby go nie złamać. Zresztą pewnie wiesz, jak to jest. Nie można sobie pozwolić na wszystko. Ale z tobą... Nie ma granic. Można być sobą. Po prostu iść na całość. Tak naprawdę.
Przysunęła się jeszcze bardziej i pocałowała Goku w policzek. Był zadowolony. Widziała to.
- Muszę się wysikać – stwierdził i wstał.
Kiedy wychodził z chaty, Ti Pau miała jeszcze okazję przyjrzeć się jego kształtnym pośladkom. Na sam widok zrobiło jej się gorąco.
Ona również wstała. Wzięła dzban i nalała trochę wody do miednicy. Zaczęła myć się prowizorycznie przy pomocy czystej szmatki. Woda była zimna, ale Ti Pau miała skórę rozgrzaną i jej to nie przeszkadzało. Rany, wciąż unosił się wokół niej jego zapach. Usłyszała, jak Goku wchodzi do środka i ani się obejrzała, poczuła jego ramię zaciskające się na jej talii. Dosłownie wziął ją pod pachę, niczym upolowaną zdobycz.
- Co ty wyprawiasz?! - zaprotestowała kobieta.
Goku nic nie odpowiedział, tylko wypadł z domu i wzbił się w powietrze. Choć dla Ti Pau latanie nie było żadnym novum, została wzięta z zaskoczenia i na moment zmroziło jej krew w żyłach. Nie zdążyła nawet spytać, dokąd ją zabiera, bo wszystko działo się tak szybko. Nim się pozbierała, Goku wrzucił ją do jeziora, a następnie sam do niego wskoczył.
- Nooo... Tego mi było trzeba – westchnął z zadowoleniem i przybrał swój beztroski uśmiech.
- Mogłeś mnie ostrzec – warknęła Ti Pau i trzasnęła w taflę wody.
- To by zepsuło zabawę.
W zasadzie nie była na niego zła, bo niby o co? Lubiła jego szaloną naturę. Pokazała mu tylko język w ramach przekornego protestu.
- Hej, Ti Pau...
- Co takiego?
- Zmień się w super saiyanina.
Kobieta ze zdziwieniem uniosła brew.
- Po co? - spytała sceptycznie.
- No weź, po prostu to zrób. Zobaczysz.
Goku był tak podekscytowany, że aż zaczynało ją to przerażać.
- Jak mi nie powiesz, o co ci chodzi, to nie.
- Proooooszę.
Jego błagalne spojrzenie jednak zrobiło swoje. Jak u szczeniaczka. Ti Pau dała za wygraną i spełniła prośbę Goku. Zdziwiła się, że on również się zmienił. Czyżby chciał trenować? Teraz? Jeszcze bardziej się zaniepokoiła, gdy znalazł się za jej plecami.
- Przysięgam, że jeśli zrobisz coś, co miałoby mi się nie spodobać...
- Spodoba ci się – zapewnił Goku.
Ti Pau przełknęła ślinę i poczuła jego dłonie na swoich ramionach. Zaczął delikatnie, od masażu. Kobieta zamknęła oczy i pozwoliła mu działać. Tego typu pieszczoty z reguły nie robiły na niej dużego wrażenia, ale tym razem było inaczej. Gama doznań się powiększył, a każde muśnięcie skóry wywoływało przyjemny dreszcz. Kiedy Goku przejechał palcem wzdłuż jej kręgosłupa, Ti Pau przygryzła wargę. Uczucie było niesamowite. Bogatsze i zwielokrotnione. Czy to przez podniesienie poziomu? Ti Pau nigdy nie miała okazji na takie eksperymenty, ale fakt faktem, zmysły się wyostrzały, kiedy przechodziła transformację. Najwyraźniej Goku wiedział o tym nieco więcej. Można powiedzieć, że zabrał się do sprawy fachowo. Najpierw subtelnie, a potem z coraz większą pasją. Ti Pau miała wrażenie, że zaraz kompletnie straci nad sobą kontrolę. Jego dłonie eksplorowały dalej, nie przestawały, a jej piersi stały się tak wrażliwe, że Ti Pau nie była w stanie dłużej tłumić swoich westchnień. Myślała, że zaraz zwariuje, a nawet nie dotknął jej jeszcze... O Boże, jednak dotknął. Zacisnęła odruchowo nogi, ale jego palce zdążyły już zrobić swoje. Ti Pau czuła się, jak trzęsąca się galareta w jego dłoniach i bała się, że zaraz eksploduje. I gdy było już tak nieziemsko wspaniale, on nagle zamarł.
- Dlaczego przestałeś? - wydyszała Ti Pau, ledwo trzymając się na nogach, mimo że stała w wodzie.
- Coś poczułem.
Rzeczywiście, teraz, jak o tym wspomniał, Ti Pau również zdała sobie sprawę z czyjejś obecności. I ktokolwiek to był, zbliżał się bardzo szybko. Goku wzniósł się, by mieć lepszy widok na okolicę i rozejrzał. Wylądował na brzegu i zrobił parę kroków w stronę lasu. Ti Pau przeraziła się. Tylko tego brakowało, żeby ktoś ich nakrył. Wróciła do normalnego stanu, podpłynęła do wysokich traw i ukryła się za nimi.
- O... To ty, Piccolo? - usłyszała głos Goku. - Nie spodziewałem się gości – zaśmiał się głupawo.
Moment ciszy.
- Na Kaioshina, ty żeś już do reszty zdziwaczał – odpowiedział głos Nameczanina.
Goku znowu głupio się zaśmiał.
- Co się stało, Piccolo, że tak tu nagle wpadłeś? - spytał.
- Ty mi powiedz. Wyczułem nagły wzrost energii i dziwne zawirowania ki, więc stwierdziłem, że na wszelki wypadek sprawdzę, czy się coś złego nie dzieje.
- Absolutnie nic złego. Wszystko w porządku.
- Ktoś tu jeszcze jest, prawda?
- A, Ti Pau w jeziorze.
- To jakiś trening, czy co?
- Nie.
Nastał kolejny moment ciszy.
- Dobra... Nie chcę wiedzieć – mruknął Piccolo i chyba dał sobie spokój, bo Ti Pau poczuła, jak się oddala.
Z jednej strony poczuła ulgę, a z drugiej była wściekła. Kiedy Goku wrócił, ochlapała go wodą, bynajmniej nie pieszczotliwie.
- Po kiego grzyba powiedziałeś mu to wszystko? - warknęła.
- Bo zapytał – odparł niewinnie Goku.
Ti Pau aż trzęsła się ze zdenerwowania. Miała ochotę obrzucić go obelgami, ale się powstrzymała. Zapomniała, jaki był prostolinijny.
- Nie chcę, żeby inni o nas wiedzieli – wyjaśniła.
- Dlaczego?
- Bo dla niektórych takie coś jest dziwne. Trunks był w szoku, jak mu powiedziałam.
- Ale sama mówiłaś, że jesteśmy dorośli, więc możemy...
- Nie twierdzę, że to coś złego. Po prostu... Byłeś kiedyś dla mnie, jak wujek, a teraz jesteś jak... No to się po prostu ludziom źle kojarzy. I jak facet bzyka się z laską młodszą od jego syna to uchodzi za takie... nieteges...
- Ale ja jestem saiyaninem, więc nie starzeję się tak jak ludzie.
- Nie ważne. Po prostu... Lepiej będzie, jak na razie zachowamy to w tajemnicy, dobrze?
- No dobrze. Skoro chcesz.
On dalej niczego nie rozumiał, Ti Pau widziała to po jego minie. Może i jego podejście do sprawy było lepsze niż jej, ale to ona musiała stawiać czoła tym wszystkim osobom, nie on. Goku żył we własnym świecie i niczym przejmować się nie musiał. I zazdrościła mu coraz bardziej.



- Powinnam była od razu ci powiedzieć – stwierdziła Ti Pau z zadumą.
- Bałaś się, to zrozumiałe. A biorąc pod uwagę moją reakcję, twoje obawy były uzasadnione – rzekł Goten i zaśmiał się gorzko.
- Ale się już nie gniewasz?
- Nie, bez sensu gniewać się o coś takiego.
Spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się ciepło. Spór został definitywnie zażegnany.
- Hej!
Kiedy usłyszeli głos Goku, Goten prawie podskoczył i zrobił zakłopotaną minę. Ti Pau bynajmniej mu nie pomogła.
- To ja was zostawiam samych – rzuciła i dała nogę.
Goten próbował zaprotestować, zatrzymać ją, ale było już za późno. Został sam na sam z ojcem. Sytuacja, której unikał od dawna. Przygryzł wargę i wlepił wzrok w podłogę.
- Gratulacje, jesteś mistrzem świata – powiedział Goku z uśmiechem.
- Moje walki były żenujące. Miałem po prostu szczęście – przyznał ze wstydem Goten.
- No to masz powód, żeby więcej trenować.
- Chyba...
- Możemy trenować razem, jeśli chcesz.
Goten spojrzał ojcu prosto w oczy i zauważył w nich ciepło, za którym tak bardzo tęsknił. Ale wciąż nie czuł się w pełni przekonany do tej konfrontacji. Wciąż nosił w sercu żal. Goku jakby czytał w jego myślach. I nawet on się zakłopotał.
- Posłuchaj, synek, wiem, że jesteś na mnie zły i w ogóle...
- Kochałeś mamę?
Goten zdobył się na odrobinę pewności siebie i zaskoczył ojca swym nagłym pytaniem.
- Słucham? - zmieszał się Goku.
- Czy kochałeś mamę? Powiedz prawdę.
Nastał moment krępującej ciszy.
- Oczywiście.
- To czemu nie było cię przy niej, kiedy... - Gotenowi głos zadrżał.
- Właśnie dlatego.
Chłopak zdziwił się i spojrzał na swego ojca pytająco.
- Wiesz... kiedy Dende powiedział mi, że ani on, ani smok nie mogą pomóc... Jakbym nagle stał się kimś zupełnie innym... Bałem się. Nie potrafiłbym... Nie mogłem na to patrzeć. Chyba jednak jestem tchórzem – wyjaśnił z bólem Goku. - I zawsze, jak o tym myślę, to czuję się tak źle... A często o tym myślę.
Takich wyznań Goten po swoim tacie nigdy by się nie spodziewał. Zupełnie jakby rozmawiał z obcą osobą. Chyba Goku naprawdę miał rację. To go zmieniło. Stał się kimś innym. Ale czy aby na pewno? To nie była obca osoba. To naprawdę mówił jego ojciec. Zawsze beztroski, zawsze uśmiechnięty. Goten myślał, że go dobrze znał, ale teraz zaczynał mieć wątpliwości. Czyżby jego tata okazał się o wiele bardziej złożoną osobowością niż myślał?
- Wybaczam ci, tato – powiedział wreszcie chłopak i poczuł niesamowitą ulgę.
Ani się obejrzał, a Goku wziął go w swoje ramiona.


Ti Pring wreszcie znalazła swego wyrodnego partnera. Robił to, co zawsze, gdy nie mógł się uporać z jakimś problemem. Stał bez ruchu na pustkowiu. Potrafił tak naprawdę długo, ale kobieta ani myślała czekać, aż łaskawie da sobie na wstrzymanie.
- To głupie – rzekła i nie otrzymała żadnej odpowiedzi. - Co ci to da, że będziesz tak stać?
- Zamilcz, babo, to twoja wina – warknął Vegeta.
- Moja wina?
- Oddałaś ją Kakarotto za moimi plecami. Mówiłem ci, że to najgorsze, co mogłaś zrobić, ale nie słuchałaś.
- Czy to naprawdę ma takie znaczenie? Powiedz mi, gdyby się okazało, że Ti Pau jest z kimś innym, zareagowałbyś inaczej?
- O co ci chodzi?
- Myślę, że dla ciebie nie ma znaczenia czy to Kakarotto, Goten, czy jeszcze ktoś inny. Ciebie po prostu boli fakt, że jest dorosła. Bo czujesz się przez to stary.
- Wcale nie!
- Och, kogo ty próbujesz oszukać? Czemu tak uwziąłeś się na Kakarotto? Co jest z nim nie tak? To najsilniejszy wojownik na tej planecie. I do tego bohater. Uważasz, że jest niewystarczająco dobry dla Ti Pau?
- Mógłby być jej ojcem.
- No fakt, początkowo też wydawało mi się to dziwne, ale potem tak sobie pomyślałam... Ona jest w połowie saiyanką, a on najsilniejszy w stadzie. To naturalne, że się w nim zadurzyła. Z instynktem nie wygrasz.
Nawet Vegeta nie mógł zaprzeczyć, że argumenty Ti Pring miały sens. Ale wciąż wyglądało na to, że nie chce zaakceptować rzeczywistości. Zacisnął zęby i syknął.
- Powiedz mi, tak szczerze. Wolałbyś, żeby twoja córka znalazła sobie słabego człowieka, czy czystej krwi saiyanina? - spytała Ti Pring z pewnością siebie.


Podczas gdy towarzystwo się integrowało, Ti Pau wolała spędzić trochę czasu na uboczu. Siedziała pod pachnącym drzewem pomarańczy, a Goku spał z głową opartą o jej kolana. Urocze. Kobieta uśmiechnęła się czule i wplotła palce w jego włosy. Wszystkim należała się chwila odpoczynku. Dla Ti Pau mogłaby trwać wiecznie. Takie momenty w swoim życiu lubiła najbardziej. Nigdzie jej się nie spieszyło, nie miała żadnych obowiązków, po prostu chłonęła atmosferę. I tak uwielbiała z nim przebywać. Nie musieli nawet rozmawiać, nie musieli robić nic. Wystarczyło, że był blisko, a ona czuła jego ciepło. I to wszystko. Tyle potrzebowała do szczęścia.
Nawet dzwonek telefonu nie obudził drzemiącego saiyanina. Ti Pau odebrała szybko.
- Słucham?
- Dzień dobry, tu Meredith Mears. Dzwonię w sprawie filmu, o którym rozmawialiśmy. Widzieliśmy pani występ na turnieju i jesteśmy zdecydowani na współpracę.
Ti Pau zatkało. Kompletnie zapomniała o filmie. No tak, marzyła przecież o tej pracy, ale teraz zaczynała mieć wątpliwości. Czy aby na pewno była gotowa poświęcić swój czas na takie przedsięwzięcie? Właśnie wszystko zaczynało się układać, właśnie myślała o tym, jakby tu z Goku spędzać więcej czasu, może nawet razem zamieszkać. I teraz ta wiadomość... Co robić?
- Halo? Jest tam pani?
Ti Pau przełknęła ślinę i spojrzała na śpiącego mężczyznę.
- Nie jestem już zainteresowana – rzekła bez przekonania i rozłączyła się.
Być może popełniła błąd, ale nie potrafiła powiedzieć „tak”. To ją przerosło. Cóż, może kiedyś? Nie musiała się przecież martwić, bo miała już pracę. I mężczyznę swojego życia. Tak, dla niego poświęciłaby wszystko. Aż ją to przerażało.
- Kakarotto! - usłyszała nagle, uniosła wzrok i ujrzała swojego ojca. - Pobudka!
Ti Pau zamarła i zadrżała na samą myśl o tym, co mogło zaraz nastąpić. Goku natomiast tylko ziewnął i przetarł oczy.
- Hmm... - mruknął zaspany. - O... Cześć, Vegeta. Spóźniłeś się na hot-dogi.
- Wstawaj, Kakarotto! - warknął książę.
Najwyraźniej był jeszcze jako takim autorytetem, bo Goku rzeczywiście wstał, choć zrobił to niespiesznie. Ti Pau obserwowała rozwój wydarzeń z sercem podchodzącym do gardła.
- Jest taki saiyański zwyczaj... - podjął Vegeta. - Jeśli podrzędny wojownik pragnie kobiety z wyższej klasy społecznej, musi się czymś zasłużyć, by pokazać, że jest jej godzien. Sęk w tym, że... - Vegeta zakłopotał się i przygryzł wargę. - Ty już to pokazałeś nie raz. Kakarotto... ocaliłeś już kiedyś nas wszystkich, w tym Ti Pau... Nie sądziłem, że to powiem, ale... jesteś najsilniejszy, a to bez wątpienia czyni cię godnym.
Widać było, że książę czuje się niezręcznie, a Goku zakłopotał go jeszcze bardziej.
- Wiedziałem, że jesteś spoko koleś – powiedział radośnie.
- Tylko uważaj, Kakarotto, bo jeśli kiedykolwiek będzie cierpieć z twojego powodu, to nawet sobie nie wyobrażasz, co ci zrobię – syknął Vegeta.
- Wiem – odparł Goku, nie prześmiewczo, tylko całkiem na poważnie.
- No. To skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy, chodźmy coś zjeść.
I poszli, jak gdyby nigdy nic, a Ti Pau już tylko chciało się śmiać.

Koniec Aktu Drugiego
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 500
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 05 kwie 2014, 01:19

Kolejny part. Przyznam, że siadałem do niego z obawami, ale nawet szybko się przeczytał. O ile walki w pierwszej rundzie były przewidywalne to zakończenie turnieju już nie i za to ogromny plus. Co do retrospekcji - podobał mi się charakter Goku - stonowany, spokojny i sympatyczny. W Zetce tęskniłem za klimatem DB z samych początków i dlatego miło, że pojawiły się jakieś jego motywy w opowieściach Goku.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 05 kwie 2014, 11:15

Och, dziękuję:) Pora zatem zacząć trzeci i ostatni akt. Uwaga, w tym rozdziale Goku jest OOC.


Akt Trzeci - rozdział I


Tłum ludzi, dudniąca muzyka, stłumione światło i zieleń. Dużo zieleni przechodzącej momentami w brąz, czasem w żółtawy pomarańcz. Tak mniej więcej wyglądało wnętrze klubu, którego środkiem kroczyła Ti Pau. Nie należał do tanich. Bawiące się tu towarzystwo wyglądało, jak wyjęte z rewii mody. Ti Pau odstawała od reszty, ubrana w proste dżinsy i skórzaną kurtkę, ale miała to gdzieś. Przecisnęła się przez zapełniony parkiet i podeszła do fioletowej kanapy, na której siedział Goten w towarzystwie dwóch kobiet i swego białowłosego kumpla Ace'a, który mimo swych czerwonych oczu wyglądał sympatycznie, ale Ti Pau za nim nie przepadała. Może dlatego, że ciągał Gotena po różnych szemranych lokalach i umawiał z szemranymi kobietami.
- Cześć – rzuciła Ti Pau przyjacielowi i popatrzyła na niego z dezaprobatą.
Odkąd Goten został mistrzem świata, zaczął prowadzić jeszcze bardziej hulaszczy tryb życia, niż do tej pory. Kobiety do niego lgnęły, a on to wykorzystywał.
- A buzi? - spytał żartobliwie.
- Badałeś się na kiłę?
- Nie.
- No to nie dostaniesz buzi – skwitowała Ti Pau i usiadła naprzeciwko pozostałych.
- Myślisz, że mogę mieć kiłę? - zmieszał się Goten.
- Myślę, że możesz mieć wszystko – rzekła beznamiętnie Ti Pau i skinęła na kelnerkę.
Zamówiła piwo i spojrzała na kumpla, do którego obie kobiety kleiły się bez najmniejszych oporów. Wzrokiem dała mu do zrozumienia, że ma się ich natychmiast pozbyć, jeśli chce liczyć na jakąkolwiek szczerą konwersację. Na szczęście po latach bycia niemalże jak rodzeństwo rozumieli się bez słów.
- Myślę, że Ace chce potańczyć – rzucił Goten do dziewcząt.
- Zawsze i o każdej porze. - Albinos dopił drinka, wstał i zaciągnął kobiety na parkiet.
Dużo lepiej. Atmosfera się rozluźniła. Ti Pau napiła się piwa i spojrzała na Gotena już z nieco mniejszą rezerwą.
- Wakacje się zaczynają. Bierzesz urlop? - spytał mężczyzna.
- Już wzięłam.
- I co? Jakieś konkretne plany?
- Zamierzam poddać się próbie.
Goten spojrzał na koleżankę zmieszany.
- Próbie?
- Zamierzam sprawdzić, jak to jest mieszkać z twoim tatą.
- Myślałem, że już ze sobą mieszkacie.
- Nie... Czasami zostaję na noc, ale to wszystko... Jakoś utknęliśmy w martwym punkcie... Twój ojciec jest dziwny.
- Serio? No coś ty! A jeszcze niedawno było: „trzeba na nich patrzyć pod trochę innym kątem niż na zwykłych ludzi, blablabla...” Nagle tego odkrycia dokonałaś? - rzucił Goten, niby żartobliwie, ale spojrzenie miał poważne. - Chyba nie zrobił ci jakiejś przykrości? On umie ranić ludzi nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
- Nie, ale jakiś małomówny się ostatnio zrobił. Muszę to wybadać. I przy okazji dowiedzieć się, dokąd to wszystko zmierza. Bo ja już nie wiem. Może jak z nim pobędę dłużej, to się trochę otworzy – westchnęła Ti Pau. - A ty jakie masz plany? Harem na tropikalnych wyspach? - dodała z żartem i odstawiła piwo.
- Wybieramy się z Trunksem w rejs. Zamierzam się zakochać.
Nim Ti Pau zdążyła ponownie sięgnąć po butelkę, zatrzymała rękę w połowie drogi i wbiła zmieszany wzrok w przyjaciela.
- W Trunksie? - wybełkotała.
- Nie, w kobiecie moich marzeń! - uniósł się Goten z oburzeniem.
- Kim jest kobieta twoich marzeń? - zdziwiła się Ti Pau.
- Nie wiem. Mam nadzieję, że ją tam poznam. Prawdę powiedziawszy... - Goten z zakłopotaniem podrapał się po głowie, po czym przysunął się bliżej koleżanki i powiedział, jakby w sekrecie. - Ta popularność była fajna na początku, ale zaczynam mieć trochę dosyć. Spotykam same idiotki. Chciałbym wreszcie jakąś na dłużej.
Ti Pau również przysunęła się bliżej stolika i położyła ręce na blacie.
- Goten, nie da się zaplanować zakochania. To musi przyjść niespodziewanie – powiedziała z powagą i troską.
Konwersacja urwała się, gdy do stolika wróciła reszta towarzystwa.


W chacie pachniało wrzosem. Pewnie dlatego, że Ti Pau wcześniej nazbierała trochę i włożyła do małego wazonu. Zakłóciła jednak przyjemną woń, gdy otworzyła wielką paczkę czipsów bekonowych. Miała urlop, mogła sobie pozwolić na trochę niezdrowego jedzenia. Pożarła kilka sztuk, oblizała palce i wyszła na zewnątrz. Goku siedział przy ognisku i dłubał w nim patykiem. Jego mina nie różniła się od tej, którą serwował ostatnio bardzo często. Coś wyraźnie go dręczyło. Ti Pau wyciągnęła w jego kierunku paczkę z czipsami, ale ten to zignorował. Niepokojąca sprawa.
- Powiesz mi wreszcie, co jest grane? Wyglądasz jak zbity pies. Co się dzieje? - Ti Pau nie wytrzymała.
Goku westchnął przeciągle.
- Nudzi mi się – wyznał.
Na moment Ti Pau przestała przeżuwać czipsy i spojrzała na Goku z niedowierzaniem.
- Nudzi ci się? To wszystko? O to ci się rozchodziło od samego początku? - wymamrotała.
- Nie mam z kim walczyć.
Dla Ti Pau słowa Goku wciąż były niepojęte.
- To jest ta twoja wielka tragedia? Nie masz z kim walczyć?
Goku przytaknął. Ti Pau zwątpiła.
- Możesz walczyć ze mną – zaproponowała.
- Ja potrzebuję tak na poważnie.
I ponownie Ti Pau załamała ręce. Była w połowie saiyanką, powinna rozumieć swojego partnera. A jednak jego problem wydawał jej się kuriozalny.
- Istnieje tysiąc ciekawych rzeczy, które można robić poza walczeniem. Czemu nie poszukasz sobie jakiegoś nowego zajęcia? - wypaliła.
- Na przykład czego?
- Nie wiem... Tresowanie niedźwiedzi syberyjskich, hodowanie strusi, kolekcjonowanie kamieni... Kurde, cokolwiek.
Goku tylko zwiesił głowę i zaczął dalej dłubać patykiem w ognisku.
- Pamiętasz dawniej, jak byłam jeszcze smarkulą? - kontynuowała Ti Pau. - Robiliśmy wtedy tyle fajnych rzeczy. Ty i rodzina, i ja. Wspólne biwaki, wyjścia na plażę, do wesołego miasteczka... Nie przeszkadzało ci to wtedy. Nawet to lubiłeś. A teraz żyjesz jak pustelnik. Nic dziwnego, że ci się nudzi.
- Trochę się pozmieniało – stwierdził Goku.
Wyglądało na to, że Ti Pau mogła gadać do woli, a i tak nic by to nie zmieniło. Westchnęła i wyjęła butelkę z wiadra z wodą.
- Piwko? - zaproponowała.
Nie sądziła, że Goku je weźmie. Nie gustował w takich napojach. Tym razem wypił wszystko duszkiem, z niezmienionym wyrazem twarzy. Jego wzrok wlepiony gdzieś w przestrzeń. Następnie odstawił butelkę i stwierdził, że chyba się zdrzemnie. Ti Pau cieszyła się, że wzięła więcej piwa. Potrzebowała go.


Ranek obudził ich promieniami słońca i zapachem wrzosów, nie zakłóconym smrodem chipsów bekonowych, bo już ich nie było. Dzień zapowiadał się przepięknie, choć nie dało się określić, w jakim humorze będzie Goku. Ti Pau postawiła wodę na herbatę, marząc o czajniku elektrycznym. Pobyt tutaj nazywała wielką próbą nie tylko ze względu na towarzystwo, co spartańskie warunki. Ale postanowiła, że nie weźmie domu w pigułce, ani innych gadżetów. Jako wojowniczka musiała być twarda.
Zadzwonił telefon komórkowy. Dobrze, że bateria trzymała długo. I że był tu zasięg. Ti Pau odebrała.
- Halo?
- Możesz rozmawiać?
Zdziwiła się, gdy usłyszała głos Gohana. Rzadko do niej dzwonił.
- Tak, mów – odparła.
- Jesteś teraz u mojego taty?
- Aha.
- Słuchaj, mam sprawę... Nie chciałem przeszkadzać, ale wy znacie tę technikę transmisji i pomyślałem, że może pomóc...
- Co się stało?
Ti Pau wyraźnie słyszała zdenerwowanie w głosie mężczyzny. Musiało wydarzyć się coś złego.
- Pan uciekła z domu.
- Jesteś pewien? - Ti Pau nie kryła szoku.
- Tak, zostawiła list.
- Zawiadomiliście policję?
- Jeszcze nie. Pomyśleliśmy, że może udałoby wam się ją znaleźć przy pomocy tej techniki.
- Poproszę Goku, żeby to zrobił. On ją lepiej opanował.
Ti Pau rozłączyła się i wyszła na zewnątrz. Saiyanin właśnie robił pompki na dwóch palcach w ramach porannej rozgrzewki. Musiała mu przeszkodzić. Wytłumaczyła całą sytuację prosto z mostu i wreszcie, zamiast znudzenia, czy zadumy, ujrzała w oczach Goku troskę. Przejął się, bez wątpienia. Od razu przyłożył dwa palce do czoła i zaczął w skupieniu przeszukiwać przestrzeń. Ti Pau nie sądziła, że będzie wyczekiwać rezultatów w takim napięciu.
- Kompletnie tłumi swoją energię. Nie mogę jej znaleźć – wyjaśnił Goku.
- Może jest coś innego, co moglibyśmy zrobić? Porozmawiam z nimi. Zaczekaj.
Tym razem to Ti Pau użyła techniki teleportacji, by przenieść się do zatroskanych rodziców. Z reguły nie pojawiała się niezapowiedziana, ale teraz sprawa była nagląca. Kobietę bolało, że musi przekazać złe wieści, ale wciąż istniała duża szansa, że wszystko dobrze się skończy.
- O co tak w ogóle poszło? - spytała Ti Pau.
- Mieliśmy wczoraj sporą kłótnię. Dostała szlaban. Nie po raz pierwszy, zresztą. Ale wcześniej tak nie robiła – wyjaśnił Gohan z przejęciem.
- Dorasta, to pewnie przez to. Nie martw się, jak znam życie, to poszwęda się, popłacze i sama wróci.
- A jeśli nie? - wtrąciła Videl przez łzy. - A jak się jej coś stanie?
- Nie sądzę, żeby mogło się jej coś stać – pocieszyła Ti Pau, ale wiedziała, że przerażeni rodzice tak łatwo się nie uspokoją. - Znam parę jej ulubionych miejsc. Mogłabym sprawdzić, czy jej tam nie ma.
- Już to robiliśmy – westchnął Gohan.
- Nie zawadzi spróbować raz jeszcze.
Po części Ti Pau czuła się bezradna, ale nie umiała siedzieć z założonymi rękami. Zrobiła rundę po strategicznych punktach w mieście, ale rezultatów to nie przyniosło. Sprawdziła jeszcze kilka innych miejsc, próbowała skontaktować się z osobami, które mogłyby coś wiedzieć, ale nie zdziałała zbyt wiele. Pozostawało powiadomić policję, co zresztą zdesperowani rodzice uczynili. Zaś Ti Pau wróciła zrezygnowana. Zastała Goku na tyłach domu, wybierającego wodę ze studni. Kolejna osoba, której musiała przekazać złe wieści. Westchnęła.
- Przepraszam, że tyle to zajęło. Liczyłam na to, że ją znajdę – wyjaśniła.
Goku nie wyglądał na zmartwionego. Właściwie w jego minie było coś zagadkowego.
- Cóż... - podrapał się po głowie i zaśmiał się. - Zobacz, kto siedzi przy palenisku.
Ti Pau zrobiła wielkie oczy i pobiegła w miejsce, o którym wspomniał. Rozdziawiła usta, kiedy zobaczyła Pan. Dziewczyna miała markotną i zakłopotaną minę, na sobie obcisły top i dżinsowe szorty. Zapewne zbyt odważne ubranie jak na gust jej rodziców. Była jeszcze dzieckiem, ale zaczynała nabierać już kobiecych kształtów, a jej hormony musiały wariować. Ti Pau nie dziwił specjalnie jej wyskok. W końcu sama miała kiedyś trzynaście lat.
- Jak ona zdołała się dostać tu tak szybko cały czas tłumiąc energię? - wymamrotała.
- Twierdzi, że złapała stopa – wyjaśnił Goku zza jej pleców.
- Błagam, nie mówcie rodzicom, że tu jestem! - wykrzyknęła dziewczyna, zaciskając pięści.
- Pan, wszyscy się o ciebie martwią. Musisz wrócić – rzekła kobieta.
- Nie chcę! Nie wrócę!
I tyle by było ze spokojnego pobytu na łonie natury. Ti Pau spojrzała na Goku, a ten tylko bezradnie rozłożył ręce.
- Twoi rodzice cię szukają, Pan. - Kobieta podjęła kolejną próbę.
- Oni mnie traktują jak dziecko! W ogóle mnie nie rozumieją!
- Po prostu cię kochają i próbują cię chronić.
Pan zignorowała Ti Pau i przeniosła wzrok na wyraźnie zmieszanego Goku.
- Dziadku, pozwól mi tu zostać. Proszę! Będę ci gotować i sprzątać, tylko nie każ mi wracać! Ty nigdy na mnie nie krzyczysz! Zawsze mnie rozumiałeś, prawda?
- Uhh... - Goku potarł się po karku z zakłopotaniem. Chyba nie chciał brać niczyjej strony. - Nie możesz tu zostać, skarbie.
- Dlaczego nie?
- Bo powinnaś być z mamą i tatą.
Nie ważne jak łagodnie starał się brzmieć Goku, Pan popatrzyła na niego takim wzrokiem, jakby zranił ją dogłębnie.
- Nie chcesz, żebym tu była, bo masz Ti Pau, prawda? Zawadzałabym ci... - Pan zerwała się na równe nogi prawie ze łzami w oczach.
Goku powstrzymał ją, nim zdążyła uciec i położył jej ręce na ramionach.
- No coś ty Pan, uwielbiam z tobą przebywać – sprostował.
- To czemu mnie olewałeś przez tyle lat?
- No bo... Uh... Przepraszam, byłem okropny. Nie będę już cię olewać.
- Czyli mogę tu zostać?
Oczy dziewczyny rozpromieniały. Wlepiła je w swego dziadka z nadzieją i błaganiem. Ti Pau widziała, jak Goku ociera pot z czoła. W tak patowej sytuacji chyba jeszcze nigdy się nie znalazł. Sama czuła się bezradnie i niekomfortowo. Ale w pewnym momencie zaświtał jej pomysł.
- Spróbuję przekonać twojego tatę, żeby pozwolił ci zostać na kilka dni, ale potem musisz wrócić – oznajmiła nagle.
Oboje popatrzyli na nią zmieszani.
- Jesteś pewna, że to dobry pomysł? - spytał Goku sceptycznie.
- Będą mieli czas, żeby ochłonąć. A ty będziesz miał wreszcie jakieś zajęcie.
Była to ryzykowna decyzja, ale w obecnej chwili nic innego Ti Pau nie przychodziło do głowy. Nie miała też pewności, czy takie rozwiązanie w jakikolwiek sposób przysłuży się wychowawczo, ale Goku był dla Pan autorytetem, więc istniała szansa, że ją udobrucha. Pytanie, czy ona zaakceptuje takie rozwiązanie.
- No okej... - szepnęła dziewczyna niepewnie.
Co za ulga – pomyślała Ti Pau.


Nie poszło lekko, ale w końcu rodzice małej uciekinierki dali się przekonać. Jeśli zaś chodzi o Pan, to była przede wszystkim głodna i zmęczona. Całe szczęście Goku miał zawsze jedzenia pod dostatkiem, więc nakarmił swoją wnuczkę, usiadł przy niej i wreszcie okazał jej jakieś uczucia, obejmując ją czule.
- Powiedz prawdę, dlaczego uciekłaś? - spytał.
- Nie lubię jak tata na mnie krzyczy i gdy traktuje mnie jak dziecko – wyjaśniła dziewczynka, wciąż obrażonym tonem.
Każdy wiedział, że Gohan ma wybuchową naturę, ale nie potraktowałby córki tak ostro bez dobrego powodu.
- Widocznie musiałaś coś przeskrobać – powiedziała Ti Pau.
- Nic nie przeskrobałam, po prostu chcę mieć własne życie, a oni tego nie rozumieją.
- Ale co konkretnie go tak zdenerwowało?
- Czepiał się, że wracam późno, że palę... Wcale nie palę, moja koleżanka pali, a potem ode mnie czuć i mi się dostaje... I jeszcze, że obracam się w złym towarzystwie, że nie wolno mi się z nimi spotykać i tak dalej...
Choć wyznania Pan z pozoru wydawały się dramatyczne, Ti Pau ulżyło. Przez moment bała się, że w tej rodzinie naprawdę mogło dziać się coś niedobrego, ale wyglądało na to, że rozchodziło się o sprawy dość typowe i często spotykane.
- Wiesz, że uciekanie nie rozwiąże twoich problemów – rzuciła Ti Pau.
- Wiem... - wymamrotała Pan i spuściła głowę w akcie rezygnacji.
- No, no, uśmiechnij się... - Goku uniósł jej brodę, zachowując się wesoło. - Przecież chciałaś tu być i jesteś.
Pan uśmiechnęła się niepewnie.
- Mieszkacie razem? - wypaliła nagle.
- Hmm... chwilowo – odparła Ti Pau z zakłopotaniem.
- Dlaczego chwilowo?
Pytanie mało delikatne, ale sensowne. Niestety okazało się trudne do odpowiedzenia. Tak trudne, że wywołało tylko falę ciszy.
- To nie będziecie się chajtać? - zdziwiła się Pan.
Szczerość do bólu musiała odziedziczyć po dziadku. Chyba nie spodziewała się, jakie zakłopotanie wywoła swoim pytaniem.
- Aleś ty głupiutka. - Goku zaśmiał się niezręcznie i poklepał wnuczkę po plecach.
Ti Pau zmarszczyła brwi. Nie żeby robiła sobie jakieś nadzieje, ale... A może jednak robiła sobie jakieś nadzieje? Jeśli tak, to musiała przestać. Widziały gały, co brały – pomyślała.
- Komuś soczku? - spytała.
Zrobiło się tak cicho i niezręcznie, że musiała coś powiedzieć.
- Siedź, ja przyniosę. - Pan zerwała się ochoczo, jakby podekscytowana, że może zrobić coś pożytecznego. - Obiecałam, że będę pomagać i tak zrobię. Będę sprzątać i gotować. Obiecuję.
- Ty w ogóle umiesz gotować? - rzekł Goku z lekkim politowaniem.
Pan zrobiła się czerwona ze wstydu.
- Yyy... Nie... Ale mogę się nauczyć.
Przynajmniej teraz Ti Pau wiedziała, że ma z tą nastolatką coś wspólnego.


Jedno Ti Pau musiała przyznać, Pan miała w sobie więcej z saiyanina niż Gohan, Goten i Trunks razem wzięci, choć może wiązało się to z wiekiem. Tryskała energią i ciągle chciała się uczyć nowych rzeczy. A to jak polować, a to jak oprawiać zwierzynę. Goku miał przez to ręce pełne roboty i dobrze. Przynajmniej nie mógł mówić, że się nudzi. Ti Pau nawet nie przeszkadzało, że poświęcał więcej czasu Pan niż jej. Póki był szczęśliwy, ona również.
- To nie fair, że już mnie nie trenujesz, dziadku – rzekła nastolatka, obgryzając pieczonego węża, którego sama upolowała.
- Myślałem, że twój tata się tym zajmuje – odparł Goku.
- Nie. On jest ciągle zajęty. Trochę trenowałam sama, ale to nie to samo.
- No dobrze, jak chcesz, możemy rozpocząć od jutra trening.
- Ale taki prawdziwy trening. Nie traktuj mnie ulgowo, bo jestem dziewczyną. Daj mi wycisk, tak jak kiedyś tacie i wujkowi.
- Oj, pożałujesz swoich słów – rzekła z przekąsem Ti Pau i dorzuciła drewna do ogniska.
- Nie boję się. Chcę być taka silna jak tata. - Pan skrzyżowała ręce i zrobiła stanowczą minę.
Goku zaśmiał się ochoczo.
- Dobrze wiedzieć, że w naszej rodzinie jest jeszcze ktoś, kto ma w sobie ducha walki. - Pogłaskał wnuczkę po głowie.
Od razu cieplej robiło się na sercu, widząc ten uroczy obrazek.


Cisza. Nad jeziorem panowała niezwykła wręcz cisza. I ciemność, bo był już środek nocy. Tuż przy brzegu z wody wyrastał wielki głaz, który przysłużył się już niejednokrotnie, jako miejsce miłosnych uniesień i nie tylko. W takich chwilach, jak ta, jego chropowata powierzchnia nie specjalnie przeszkadzała Ti Pau, której cała uwaga koncentrowała się na wzbierającej fali rozkoszy. Tak, panowała cisza, nie licząc ochów i achów, jęków i stęknięć, które towarzyszył spółkującej na skale parze.
- Proszę... - wydyszała kobieta i oplotła nogami partnera.
Był cały spocony. Ona również. Nic nie szkodzi, mogli się potem wykąpać w jeziorze. Na razie było tak cudownie. Chciała, żeby nie przestawał, żeby dał jej wszystko, co ma. Całego siebie, wiele razy, w nieskończoność. Pocałowała go. Oparł się dłońmi o skałę i wstał. Chciała zaprotestować, ale nie zdążyła. Musiał czytać jej w myślach. Obrócił ją na brzuch i chwycił za uda. Znowu go poczuła i jęknęła. Tak dobrze. Trzymał ją mocno. Nie tak, by zrobić krzywdę, ale uścisk miał żelazny. Oparła twarz o przedramiona i oddała się mu całkowicie. Razem się sobie oddali. Każde jego pchnięcie zdawało się silniejsze, ale znał jej ciało już na tyle, by wiedzieć, na ile może sobie pozwolić. Ufała mu. Wiedziała, że nie zada jej bólu. Istniała tylko rozkosz.
Niestety każda rozkosz ma swój koniec. Goku położył się na wznak, a Ti Pau przycisnęła się do niego. Uśmiechała się jak głupia, nie mogła przestać. Musiała przyznać, że tej nocy było wyjątkowo przyjemnie, ale chodziło o coś jeszcze.
- Nie uważasz, że to ekscytujące? Tak wymykać się z domu w nocy, żeby robić różne świństwa? - rzekła z nieukrywanym zadowoleniem. - Mam nadzieję, że Pan nie będzie nas szukać.
- Spała, gdy wychodziliśmy.
Zimna bryza od jeziora powodowała gęsią skórkę, więc Ti Pau przytuliła się mocnej do swego partnera.
- I co? Humor ci powrócił? - spytała.
- To nie tak, że miałem zły humor.
- Och, daj spokój. Prawie przestałeś być sobą. Potrzeba ci było po prostu zajęcia i tyle.
- Ale i tak by się z kimś powalczyło.
- Jutro powalczysz z Pan. Tylko uważaj. To że chce wycisku, nie znaczy, że masz ją sponiewierać.
- Będę uważał.
Kiedy ciało trochę przywykło do chłodu, Ti Pau również położyła się na wznak i spojrzała niebo. Tutaj wyglądało niesamowicie, usiane milionem gwiazd. Nie tak, jak w mieście. Wpatrywała się w nie rozmarzona i zauważyła, że pośród niezliczonych białych punkcików jeden się porusza i to bardzo szybko.
- Spójrz! UFO – zaśmiała się. Pewnie był to jakiś nowoczesny samolot. Czasami takie widywała.
Goku chwycił ją za rękę, którą następnie przyłożył do swojego krocza. Często dawał tak do zrozumienia, że jest gotów do dalszej zabawy. Saiyanie słynęli nie tylko z nadludzkiej mocy, ale też z niesamowitego libido.
- Ty to masz parę – skomentowała Ti Pau i poczuła, że jej również siły wracają.


Pan obudziła się jako pierwsza. Rzuciła okiem w kierunku, gdzie znajdował się materac jej dziadka. Goku i Ti Pau jeszcze spali, niechlujnie przykryci jednym kocem. Dobrze, że dziadek chociaż założył bokserki. Miał kłopotliwy zwyczaj paradowania nago, co nie przeszkadzało Pan, gdy była malutka, ale teraz nie chciała nawet słyszeć o czymś takim. Przynajmniej znajdowali się tam, gdzie powinni. Gdy dziewczyna obudziła się w nocy, mogła przysiąc, że ich nie było. Nie chciała w to wnikać. Wiedziała, że dorośli potrzebują prywatności. Miała tylko nadzieję, że im nie zawadza, że pozwalają jej zostać, bo ją lubią, a nie z przymusu. Westchnęła i wstała.
Gdy Pan się oporządziła, stwierdziła, że wypadałoby zrobić coś pożytecznego, w końcu obiecała. Nalała więc wody do miednicy i wzięła się za pranie. Bardzo prowizoryczne pranie, ale zawsze coś. I wtedy z chatki wyłoniła się Ti Pau, jeszcze ciut zaspana. Jak zwykle narzuciła jasnoszare spodnie od dresu i biały podkoszulek. Widać było, że nie ubrała stanika, zarys jej sutków przebijał się przez cienki materiał. I dobrze, nie musiała go nosić, bo zdaniem Pan miała ładne, kobiece ciało.
- Pomóc ci rozwieszać? - zaproponowała kobieta.
- Jak chcesz.
Kiedy rozwieszały pranie, Pan cały czas rozmyślała o tym, jak istotny jest wizerunek.
- Chciałabym tak wyglądać – rzuciła nagle, unikając kontaktu wzrokowego.
- Jak? - zdziwiła się Ti Pau.
- No tak, jak ty. Wyglądasz... kobieco – wyznała Pan z zawstydzeniem.
Ti Pau spojrzała na nią zaskoczona.
- Nie martw się, jeszcze ci urosną. Ja w twoim wieku byłam płaska jak deska – zachichotała.
- Niektóre dziewczyny u mnie w szkole już tak wyglądają. I wszyscy chłopcy się za nimi uganiają – rzekła Pan z wyraźną pogardą i sięgnęła do miednicy.
- No niestety, chłopcy już tak mają. Ale za tobą też się kiedyś będą uganiać.
Pan nie skomentowała i dalej wyciskała pranie. Szkoda, że nie miała komu się zwierzyć. Zarumieniła się mimowolnie. Ti Pau chyba to zauważyła i domyśliła się, co jej chodzi po głowie.
- Podoba ci się ktoś? - spytała z głupim uśmiechem.
Pan zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
- No... może.
- Ktoś z twojej szkoły?
- Nie.
- Z twojej paczki?
- Nie.
Z jednej strony Pan cieszyła się, że ma z kim pogadać, a z drugiej wolała, żeby ta rozmowa skończyła się tu i teraz. Była bardzo zakłopotana.
- Ktoś, kogo znam? - Ti Pau jak na złość drążyła temat i wyraźnie ją to bawiło, choć nie w negatywnym sensie. Uśmiechała się w taki sposób, jakby uważała całą sytuację za niezwykle uroczą.
- Uh...
- Chyba nie mój brat?
- Nie, pewnie, że nie.
- Hmm... Był na turnieju?
- Yhy...
- To były uczeń twojego dziadka?
Choć Pan nie odpowiedziała na ostatnie pytanie, Ti Pau musiała wiedzieć już wystarczająco, sądząc po minie.
- Widziałam, jak się na niego patrzysz.
I po co to powiedziała? Teraz Pan zrobiło się jeszcze bardziej głupio. Niepotrzebnie zainicjowała całą rozmowę.
- Nie martw się, nikomu nie powiem – uspokoiła Ti Pau.
Chyba zrozumiała zakłopotanie Pan, bo gdy skończyły wieszać pranie, zmieniła temat.
- Mam pomysł. Chodźmy zapolować póki twój dziadek śpi. Zrobimy mu niespodziankę.
- Okej.


Zapuściły się w las, szukając dogodnego miejsca na łowy. Pachniało tu przeróżnymi kwiatami i owocami, a z gęstwiny dobiegały szelesty dzikich zwierząt. Dla zwykłego zjadacza chleba samotne zapuszczenie się w te rejony mogło wiązać się ze sporym niebezpieczeństwem, ale nie dla wychowanek najsilniejszego wojownika pod słońcem.
- Wiesz co, Pan, dobrze by było, gdybyś jednak zainteresowała się chłopcami w swoim wieku – rzuciła Ti Pau po chwili namysłu. Nie była pewna, czy powinna jeszcze poruszać ten temat.
Dziwne. Nie padła żadna odpowiedź. Ti Pau odwróciła się... i zobaczyła tylko zieleń.
- Pan?! - zawołała.
Przecież cały czas szła za nią. Gdzie ta dziewczyna mogła nagle się podziać?
- Pan?! - Ti Pau zawołała raz jeszcze.
Dokładnie rozejrzała się po okolicy. Otaczały ją tylko zarośla. Jeśli to miał być jakiś kawał, to na pewno nie zamierzała się śmiać.
Silny cios w kark. Tyle Ti Pau zdążyła poczuć, nim ją zamroczyło i upadła. Była przytomna, ale mocno oszołomiona. Co to było? Nie poczuła nawet niczyjej obecności. Taka siła. Jej ciało zostało niemalże sparaliżowane. Coś lub ktoś chwyciło ją za podkoszulek i podniosło. Obraz był niewyraźny, ale Ti Pau ich ujrzała. Jakiś mężczyzna stał przed nią i przytrzymywał Pan. Muskularny mężczyzna, choć niezbyt wysoki. Błękitnawa skóra, włosy pomarańczowe, ścięte krótko, wyglądał dziwacznie. I ten nietypowy pancerz, i to coś przysłaniające jego oko... Zaraz. Wyglądał jak wypisz wymaluj z opowieść jej matki. A gdy obraz się wyklarował, Ti Pau zauważyła jakąś obręcz na jego nadgarstku. Wyglądała jak zwykłe plastikowe kółko. A najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że Ti Pau nie wyczuwała absolutnie żadnej ki. Za to oddech na swoim karku czuła bardzo dobrze.
- Zanim zjawi się szef, można by...
Ktokolwiek ją przytrzymywał, złapał ją za pierś i dla Ti Pau był to wystarczający bodziec, żeby się ocucić. Wbiła mężczyźnie łokieć w brzuch. Musiał poczuć nawet przez zbroję. Puścił. Kobieta poprawiła kopniakiem z pół obrotu. Nie żałowała siły. Napastnik upadł. Zauważyła, że niewiele różnił się od mężczyzny, który trzymał Pan. Miał tylko trochę dłuższe włosy. Mogli być nawet rodzeństwem. Nie, żeby miał to teraz znaczenie. Ti Pau zgromadziła w dłoni energię i spojrzała groźnie na drugiego mężczyznę.
- Na twoim miejscu bym nie ryzykował – oznajmił napastnik, zasłaniając się Pan.
Na szczęście dziewczynka również się zmobilizowała. Zmiażdżyła wojownikowi stopę. Następnie przerzuciła go przez ramię. Musiała radzić sobie sama. Ti Pau nie mogła jej pomóc, bo usłyszała szelest i odwróciła się. Mężczyzna, którego wcześniej powaliła, zdążył wstać. Nie wyglądał na ani trochę rannego. Kobieta nie miała czasu się dziwować. Przybrała pozycję bojową. Napastnik znowu próbował ją ogłuszyć, ale bez elementu zaskoczenia nie szło mu już tak łatwo. Ti Pau zablokowała wszystkie jego ciosy. Potężnym prawym sierpowym posłała go w pobliskie drzewo. Prawie się złamało. Mężczyzna wstał i uśmiechnął się jak szaleniec. I wtedy Ti Pau to ujrzała. Jego podbite oko zagoiło się. Tak po prostu. Otworzyła usta w szoku. Ten moment wystarczył. Odsłoniła się. Napastnik posłał ją na łopatki jednym ciosem. Kątem oka Ti Pau zauważyła, jak Pan próbuje poradzić sobie z drugim wojownikiem, ale nie miała czasu koncentrować się na jej walce. Musiała skupić się na własnej. Nim zdążyła wstać, dostała w twarz po raz kolejny. Zdenerwowała się i przeszła w tryb super saiyański. Teraz miała taką przewagę, że przeciwnik, nie mógł jej nawet drasnąć. Po krótkiej wymianie ciosów i kopniaków przycisnęła go w końcu do ziemi i zaczęła okładać pięściami.
- Kim jesteście?! - huknęła.
Napastnik dostał w nos.
- Czego od nas chcecie?!
Dostał w szczękę.
- Odpowiadaj!
Ti Pau wpadła w szał bitewny. Mogłaby tak w nieskończoność, ale coś przerwało jej poczynania.
- Czy wy nawet dwóch bab nie umiecie schwytać?!
Odwróciła się i ujrzała mężczyznę, który mierzył przynajmniej dwa metry wzrostu, ubrany podobnie jak pozostali. Włosy miał długie i czarne, twarz kwadratową i paskudną, a z czaszki wyrastały mu dwa krótkie rogi. Właściwie tylko one odróżniały go od istoty ludzkiej. Przynajmniej w kwestii wyglądu. Od niego również Ti Pau nie wyczuwała żadnej energii, ale miała dziwne przeczucie, że to jego należy najbardziej się wystrzegać, więc zerwała się na równe nogi i przygotowała na odparcie ewentualnego ataku. Nie wiedziała nawet, kiedy mężczyzna zniknął z jej pola widzenia. Zdążyła tylko poczuć niesamowity ból, gdy dostała w brzuch. Siła ciosu zdołała przebić jej drobną sylwetką cały pień drzewa. Ti Pau była pół przytomna, kiedy napastnik chwycił ją za jej z powrotem czarne włosy i podniósł. Zdołała jednak ujrzeć wyrywającą się Pan, która również nie miała już zbyt wielkich szans. I wredne uśmiechy na twarzach obcych.
- Widzicie, to wcale nie jest takie trudne – oznajmił wielkolud. - A teraz szybko do statku, zanim ktoś się zorientuje.
- Tak jest szefie.
- W trymigach.
Pan wciąż próbowała się uwolnić, wierzgała i coś krzyczała, ale mężczyzna trzymał ją w żelaznym uścisku. Przez moment Ti Pau myślała, że to już koniec. Że wraz z Pan zostanie pojmana w Bóg wie jakim celu. Ale pojawiła się nadzieja.
- Łapy precz od mojej wnuczki i mojej kobiety! - rozległ się znajomy głos.
- Kurwa – zaklął wielkolud.
To dodało Ti Pau wystarczająco sił, by się oswobodzić. Szybko znalazła się przy mężczyźnie, który trzymał Pan i podcięła go.
- Uciekajcie! Natychmiast! - wrzasnął Goku, wkraczając do akcji.
Tym razem Ti Pau nie zamierzała się z nim spierać. Czuła się okropnie, ale znalazła w sobie wystarczająco energii, by złapać Pan za ramię i dać nogę.
Obrazek


Wróć do „Dragon Ball/Z/GT/Super”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość