[DB] Grafomania 2014, czyli Kule smoczych namiętności...

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 500
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

[DB] Grafomania 2014, czyli Kule smoczych namiętności...

Postautor: Skorpion » 19 mar 2014, 17:36

tytuł: Grafomania 2014, czyli Kule smoczych namiętności, czyli Telenowelowana parodia Dragonball, czyli jak nie pisać opowiadania
fandom: Dragon Ball
kategoria: 5 +
opis: Gohan i Videl zakochują się w sobie. Niestety, po drodze ich miłość będzie musiała pokonać wiele przeszkód.
ostrzeżenia: OCC, AU, marysuizm, brak jakiejkolwiek logiki, wielokrotne gwałcenie kanonu, sztuczny patos, słabe aktorstwo i klisze powielane w co drugiej telenoweli
znajomość fandomu: a gdzie zabawa?
status: nieskończone


[center]Odcinek 1
Miłość, nienawiść i różnice społeczne
[/center]

Kiedyś...

To było długie pożegnanie. Młoda dziewczyna ostatkiem sił trzymała metalowe kraty bramy. Jej oczy szkliły się od napływających łez. Smutek wydzierający z jej doskonałej, marysuistycznej twarzy wylewał się na prawo i lewo. Cierpiała. To było pewne dla niej samej, dla mężczyzny, którego kochała i dla mnie, jako narratora tej pretensjonalnie rozpoczynającej się historii. Nie było w tym jednak nic dziwnego. Ból nie był bez przyczyny - mężczyzna jej życia, bez którego nie wyobrażała sobie życia, miał opuścić jej życie. Dzieliła ich brama. Jasne, mogli otworzyć furtkę i paść sobie w ramiona, ale wtedy nieunikniony moment pożegnania byłyby jeszcze boleśniejszy... A przynajmniej oni tak uważali. Jej ukochany był równie zrozpaczony. Spoglądał na ukochaną z tęsknotą i żalem, co po chwila podciągając nosem ogromne, brązowo-złote gile.
- To takie niesprawiedliwe - stwierdziła młoda dziewczyna.
- Twój ojciec chce nas rozdzielić - mówił, usilnie podtrzymując dramatyzm i gile w nosie. - Nie może jednak zabronić nam się kochać, prawda?
- Wszakże już to zrobiliśmy - przyznała. - Szkoda, że nie może tego zrozumieć!
Poznali się trzy dni temu, ale tyle wystarczyło, aby zakochać się i przysiąc sobie, że będą ze sobą na dobre i złe.
- On uważa, że jesteś złą partią dla mnie - mówiła, próbując przebić dramatyzm swojego ukochanego.
- Skromna dziewczyna z prowincji nie może wyjść za mąż za bogatego, przystojnego i inteligentnego młodzieńca jak ja - przyznał ze skromnością.
- Dane mi jest być z człowiekiem pracującym, a nie pławić się z tobą w luksusach.
- To byłby kur... - powstrzymał się przed brzydkim słowem, jednocześnie utrzymując z trudem gile i emocje - kurka wodna, potworny mezalians! Co mi tam! Rzucę dla ciebie całe moje dotychczasowe życie!
- Nie! - zabroniła. - Obiecaj mi po prostu, że nasza miłość będzie trwała wiecznie.
- Obiecuję!
Ich wargi zbliżyły się do siebie. Gile, niczym krople deszczu, spadły na ziemię, a oni pocałowali się namiętnie, ale pruderyjnie.
Przerwało im zjawienie się ojca dziewczyny, który był sporym bydlakiem. Nie miał zamiaru bawić się w sztuczny dramatyzm, biadolenie i szlochy niedojrzałej emocjonalnie córki. Złapał ją za kołnierz i siłą zaciągnął do samochodu.
- Idiotka! - beształ ją.
- Zakochana! - ripostowała.
- Psychicznie chora!
- Opętana kajdanami miłości!
- Kajdany to w domu założysz - mruknął.
- Uwolni mnie z nich uczucie!
- Córuś... - powiedział delikatniej. - Ty ogarnij się na moment. Ile można? Co miesiąc muszę się wyrywać z objęć jakichś podejrzanych typów - tłumaczył. - Byłem wyrozumiały. Pierwsze dziesięć twoich "prawdziwych miłości" starałem się traktować poważnie, ale ile można? Jutro uciekniesz do następnego Edmundo, Juana czy innego Ricardo. Powinnaś poznać jakiegoś, prostego jak budowa cepa, chłopa i szlus.
- Nigdy! Moje serce należy do niego.
- No to będzie problem, bo dzisiaj poznasz mężczyznę, z którym jutro weźmiesz ślub!
- Nie chcę! Nie... - zamilkła. - A jest tak przystojny jak mój ukochany?
- Powiem tak... Szału nie robi, ale przynajmniej ma wszystkie zęby.
Dziewczyna nie potrafiła zapomnieć o swoim ukochanym i płakała po nim długo, bo jakieś czterdzieści minut. Potem przestała, bo przyszedł chłop prosty jak budowa cepa i zgodził się na ślub z nią. Mimo to jej serce nadal należało do innego.

[center]♥ ♥ ♥[/center]

Obecnie...

To był wyjątkowo ciepły październik. Kurtki, czapki i szaliki nadal spoczywały w szafach lub na manekinach za sklepowymi witrynami. Do Zachodniej Stolicy powoli zjeżdżali się studenci, pobliskie puby i restauracje nie rezygnowały z ogródków, zaś mury na przemian zdobiły plakaty informujące o zbliżającym się jesiennym karnawale oraz wesołe i niecenzuralne napisy stworzone przez znudzoną młodzież bez perspektyw.
Na prowincji nie działo się wiele. Młodszy syn państwa Son bawił się, lepiąc kule z błota, a potem rzucając nimi w samochód sąsiadów. Starszy, imieniem Gohan, rozpoczynał w tym roku studia. Nie można było stwierdzić, czy i jak bardzo się denerwuje. Wypełniała go przede wszystkim ekscytacja. Szybko zapakował książki do starego, szmacianego plecaka i wybiegł z pokoju. Na korytarzu czekali na niego ojciec z matką, który mieli w nawyku stać pod drzwiami i podsłuchiwać, co robi ich pierworodny.
- Już gotowy? - zapytał ojciec.
- Gotowy.
- Jest jeszcze wcześnie - stwierdziła matka.
- Dla was kobiet zawsze jest za wcześnie - odparł srogo i dość niefeministycznie ojciec.
Kobieta nic nie odpowiedziała.
- Do miasta bardzo daleko - wyjaśnił Gohan. - Nie chcę się spóźnić pierwszego dnia.
W rzeczywistości przed wyjazdem chciał jeszcze odwiedzić jedną osobę. Uściskał matkę, podał rękę ojcu i szybko wybiegł z domu. Dystans od domu do szkoły mógł pokonać w kilkanaście minut lecąc, ale z racji, że byłoby to zbyt proste postanowił wybrać autobus.
Chi-chi i Goku zeszli do salonu. Mężczyzna usiadł w fotelu i zabrał się za dumanie, zaś kobieta za prace domowe.
- Byłoby mu łatwiej, gdyby wynajmował coś w mieście - rzucił od niechcenia Goku.
- Wiesz dobrze, że nas nie stać! Wszakże jesteśmy tylko biedną rodziną ze wsi, która ślepo wierzy, że system edukacyjny podniesie standard życia naszego syna - powiedziała coś, czego Goku nie zrozumiał, dlatego też nie próbował kontynuować tego wątku.
- Bardziej martwi mnie Goten.
- Co masz na myśli?
- Myślę, że jest z nim coś nie tak - przyznała z troską matka. - Rzuca w samochód sąsiadów błotem.
- Nudzi się.
- Ale w ten sposób?
- Daj mu się bawić. Ma dopiero siedemnaście lat. Wyrośnie z tego - uspokoił żonę i wrócił do dumania.
- Z dnia na dzień wydaje mi się podobniejszy do ojca... - rozmarzyła się Chi-chi, spoglądając przez okno na Gotena, który uciekał przed wściekłym sąsiadem.

[center]♥ ♥ ♥[/center]

Z hali produkcyjnej wyłoniły się trzy osoby. Przodem szła właścicielka firmy Bulma Briefs. Tuż za nią podążali jej asystentka - Ana Lucia Kuriza - młodziutka dziewczyna o kasztanowych, długich włosach i nienaturalnie śniadej cerze oraz kurduplowaty majster, Krillin.
- Będzie drobne opóźnienie, dzień lub dwa - wyjaśnił Krillin.
- Moglibyśmy odszukać smocze kule i poprosić Shenlonga o popędzenie naszych dostawców - zaczęła główkować Bulma. - Ile minęło czasu od ostatniego życzenia?
- Od kiedy poprosiła pani o lifting twarzy minęły trzy tygodnie - asystentka odczytała z notatek.
- Dziękuję, Ano Lucio, że przy okazji przypomniałaś nam wszystkim treść mojego życzenia - odburknęła sarkastycznie.
Asystentka jedynie wzruszyła ramionami. Nie była na tyle bezczelna, a może odważna, aby odpowiedzieć: "Nie ma za co".
- Czy mógłbym prosić o wolny piątek? - zapytał, pochylając głowę. - Moja córka ma występ w szkole i z żoną planowaliśmy iść.
- Oczywiście - odparła i nagle coś sobie przypomniawszy, zwróciła się do Any Lucii. - Sprawdź w terminarzu, kiedy przypada moje cotygodniowe spotkanie z rodziną?
- Piętnastominutowy lunch-brunch o jedenastej - odparła po przewertowaniu kilku stron w kalendarzu.

[center]♥ ♥ ♥[/center]

Gohan dotarł wreszcie do pałacu Wszechmogącego. Rozejrzał się wokoło. Wydawało się, że czas stoi tutaj w miejscu. Zawsze było ładnie, czysto i spokojnie. W ogrodzie dostrzegł pielących grządki pana P. oraz doktora Dende. Pokiwał im, wołając:
- Witajcie, zastałem pana Piccolo?
- Tak, ale jest teraz zajęty planowaniem podbicia Ziemi - odkrzyknął doktor.
Po tych słowach z pałacu wyłonił się sam Piccolo.
- Dzień dobry, panu. Zaczynam dzisiaj studia - pochwalił się Gohan.
Piccolo nie bardzo wiedział, co miał mu na to odpowiedzieć. Czy Gohan oczekiwał od niego gratulacji? Pytania o wybór kierunku? Zaproszenie go do domu na kawę? Wiele lat temu Nameczanin popełnił straszny w skutkach błąd. Po przylocie Sayijan na ziemię, zdecydował się trenować wówczas małego Son Gohana. I jak na złość, chłopiec chowany przez matkę ubzdurał sobie, że Piccolo będzie dla niego idealnym wzorem do naśladowania. Na początku było to nawet miłe, ale z czasem stało się irytujące. Gdzie się nie obejrzał widział Gohana, który zdawał się przyczepić do niego jak rzep do psiego ogona.
- To... - zaczął Piccolo. - Nie musisz już iść?
- Tak! - zawołał, przypomniawszy sobie. - Chciałem jednak, aby pobłogosławił mnie pan!
- A... - zająknął się. - Pobłogosławiłam cię - mruknął na odczepne.

[center]♥ ♥ ♥[/center]

- Ucz się pilnie, a na przerwach między wykładami trzymaj się w większej grupie dziewczyn przed salą - instruował ojciec.
- Tato... To szkoła, a nie niebezpieczna speluna - przypomniała mu Videl.
Ten ignorując jej słowa kontynuował:
- Gdyby na wykładzie chciał się do ciebie przysiąść osobnik płci męskiej, krzycz i wołaj pomoc.
- Tato...
- Nie! - przerwał jej Herkules. - Gdyby jakiś student płci męskiej chciał od ciebie pożyczyć długopis...
- To mu pożyczę - tym razem to Videl przerwała ojcu.
- Nie bądź naiwna! - zbeształ ją okrutnie. - To tylko podstęp. Byłem młody i wiem, że nigdy nie kończy się na jednym długopisie! W razie kłopotów zapakowałem ci gaz pieprzowy do plecaka.
Długa limuzyna zaparkowała przed wejściem na uniwersytet. Dziewczyna wysiadła i szybko oddaliła się od samochodu. Wreszcie zaczynała studia. Była podekscytowana, gdyż liczyła, że pomogą one jej chociaż w drobnym stopniu uniezależnić się od nadopiekuńczego ojca.

[center]♥ ♥ ♥[/center]

Punkt jedenasta Bulma Briefs weszła do jadalni. Przy okrągłym stole, przykrytym kraciastą ceratą, siedzieli jej mąż oraz dzieci. Kobieta bez słowa usiadła na wolnym miejscu. Vegeta zdawał się nawet nie zauważyć jej przybycia i bez jakiejkolwiek reakcji dalej popijał kawę, mrucząc coś pod nosem. Ich pierworodny Trunks przeglądał jakąś gazetę i od czasu do czasu komentował przeczytane w niej informacje parsknięciem lub chichotem, zaś piętnastoletnia Bra bawiła się telefonem. Bulma jako zapracowana kobieta nie miała wiele czasu dla najbliższych, ale wszystko to, robiła z myślą o nich. Przejęcie firmy po ojcu i wprowadzenie jej na nowe rynki wymagało od kobiety wiele wysiłków. Potrzeby materialne jej rodziny były najważniejsze. Chciała im zapewnić wszystko, nawet za cenę bliskości. Na całe szczęście miała Anę Lucię, która poza układaniem planu zajęć wyręczała ją w większości obowiązków rodzinnych jak chociażby wybór ceraty na stół w jadalni, czy wywiadówki.
- Mamo, potrzebuję trochę zielonych, szeleszczących papierków - zaczęła Bra.
- Na co? - spytał Trunks.
Siostra obdarowała go zimnym spojrzeniem. Rozumiała, że musi się tłumaczyć rodzicom, ale bratu? Bez przesady.
- Na kosmetyki, które mi podkradasz - odburknęła złośliwie.
- Nic ci nie podkradam! - oburzył się.
- Dokładnie - poparła go matka. - Twój brat jest odpowiedzialny i dojrzały. Wzięłabyś z niego przykład i też poczytała o polityce!
Bra przewróciła oczyma lekceważąco:
- Przecież on czyta wyłącznie rubrykę z humorem.
- Daj jej te pieniądze i skończmy tę patologiczną dyskusję! - wrzasnął Vegeta , po czym wstał od stołu i wyszedł, targany gniewem i innymi gniewnymi emocjami.
- Oczywiście! - uruchomiła się Bulma. - Matka stara się, pracuje na naszą przyszłość i nikt z was tego nie docenia. Ten olewa sobie czas, który powinniśmy spędzać razem, ta jedynie pieniądze woła... Po co ci pieniądze?
- W szkole organizowana jest zbiórka na tegoroczny bal maturalny - odparła.
- Racja - mruknęła Bulma. - Krillin mówił, że w szkole będą jakieś występy.
- Tak.
- Ale ty nie jesteś jeszcze w klasie maturalnej... - odparła matka nie będąc tego do końca pewna.
- Nie, ale powoli zaczynam kampanię na królową balu maturalnego. Kwestią czasu jest, aż wpadnę w oko jakiemuś chłopcu z klasy seniorów... - rozmarzyła się.
Kwadrans upłynął. Bulma wstała z miejsca.
- Za półgodziny mam zajęcia jogi. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu!

[center]♥ ♥ ♥[/center]

Wszystko było takie nowe dla Gohana: sale wykładowe, profesorowie, hol uczelniany, kawiarenka. Pośpiesznie przemknął przez korytarz, aby po chwili znaleźć się pod salą GT3, gdzie gromadzili się inni studenci. Gdy tylko drzwi sali otworzyły się, tłum zaczął napierać. Siła uderzenia była ogromna. Niemal tak mocna jak Kamehame-Ha Żółwiego Pustelnika. I wtedy to się stało. Pchnięta przez tłum Videl wpadła na niego. Ich spojrzenia spotkały się w namiętnym tańcu, dłonie splotły ze sobą jak latorośle, a nogi stały i nic nie robiły.
- Cześć... - przemówiła nieśmiało Videl.
- Cześć - odpowiedział nieśmielej Gohan.
- Jestem Videl - odpowiedziała najnieśmielej Videl.
- Gohan - odparł najnormalniej w świecie, gdyż zabrakło mu wyższego stopnia przymiotnika.
To był początek ich wielkiej miłości, targanej namiętnością i rozpaczą...
Ostatnio zmieniony 20 mar 2014, 00:44 przez Skorpion, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2042
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 19 mar 2014, 18:06

Zdecydowanie lepiej czyta mi się twoje jajcarskie rzeczy, niż te poważniejsze. Ten tekst ma mnóstwo fajnych momentów.
Skorpion pisze:Byłem młody i wiem, że nigdy nie kończy się na jednym długopisie!

Ten tekst każe wiele się domyślać.
Skorpion pisze:Spoglądał na ukochaną z tęsknotą i żalem, co po chwila podciągając nosem ogromne, brązowo-złote gile.

Te gile są takie romantyczne!
Skorpion pisze:W ogrodzie dostrzegł pielących grządki pana P. oraz doktora Dende.

Dende został lekarzem? Czuję, że szykujesz mu jakiś wątek miłosny z pielęgniarką albo pacjentką chorą na raka.
Skorpion pisze:- Daj mu się bawić. Ma dopiero siedemnaście lat. Wyrośnie z tego - uspokoił żonę i wrócił do dumania.

OOC dobra rzecz w parodii.

A początek był po prostu piękny, zwłaszcza ten fragment:
Skorpion pisze:Smutek wydzierający z jej doskonałej, marysuistycznej twarzy wylewał się na prawo i lewo. Cierpiała. To było pewne dla niej samej, dla mężczyzny, którego kochała i dla mnie, jako narratora tej pretensjonalnie rozpoczynającej się historii.

Zdecydowanie czekam na więcej.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2482
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 21 mar 2014, 09:34

Jest mi głupio, bo tak wysokie oczekiwania postawiłam sobie względem tego fika, że nie ukrywam... no, zawiodłam się. Ale to nie tak, że piszesz źle. Po prosto ubzdurałam sobie, że to będzie zupełnie inaczej wyglądać i zdziwiłam się. Myślałam, że to będzie bardziej zgodne z kanonem, ale z dodatkiem humoru. Tymczasem ty postanowiłeś stworzyć typową parodię. Parodia to trudny gatunek. Do tej pory tylko jednej osobie udało się stworzyć parodie do DB, które naprawdę by mnie porwały i rozbawiły do łez. Tutaj niestety nic mnie nie rozśmieszyło. Nie ukrywam, że wolałabym przeczytać DB telenowelę na poważnie, ale może do twojej wizji też się przekonam. Następnym razem postaram się nie wyobrażać sobie, jaki będzie fanfik, zanim go przeczytam.
Obrazek

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Re: [DB] Grafomania 2014, czyli Kule smoczych namiętności...

Postautor: Astroni » 22 mar 2014, 16:08

Zabawne, ale zgodzę się z obiema przedmówczyniami. Z jednej strony pełno tu błyskotliwych żartów, z drugiej dotyczą one telenowelowych schematów ogólnie. Z jednej strony nieustannie szeroki uśmiech przy czytaniu mi nie schodził, z drugiej mam wrażenie, że w pewnym stopniu ten tekst jednak ustępuje trochę konkursowemu Ti-Pring w krainie czaplingów. Chociażby dlatego, że z jednej strony Vampi mówi, że za mało jej kanonu, a z drugiej ja (zielona w temacie) czytam o tym pałacu Wszechmocnego i nie mam pojęcia, o co biega - z tamtą parodią obie byłyśmy zadowolone, co przy tak odmiennych oczekiwaniach jest wręcz niesamowite. Co nie znaczy, że nie przeczytam ciągu dalszego, ba! bardzo chętnie do niego zajrzę, bo wiem, że na twoje poczucie humoru można liczyć.

Z moich ulubionych kwiatków wyróżnię:
Skorpion pisze:- Córuś... - powiedział delikatniej. - Ty ogarnij się na moment. Ile można?

Skorpion pisze:- Z dnia na dzień wydaje mi się podobniejszy do ojca... - rozmarzyła się Chi-chi, spoglądając przez okno na Gotena, który uciekał przed wściekłym sąsiadem.

Niby takie proste, a tak cieszy.
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).


Wróć do „Dragon Ball/Z/GT/Super”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość