18+ [Naruto] SasuNaru Hiden

Tutaj zamieszczamy fanfiki do wszelkich japońskich komiksów i animacji.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Indra
amator
Posty: 17
Rejestracja: 10 cze 2017, 17:39

18+ [Naruto] SasuNaru Hiden

Postautor: Indra » 11 cze 2017, 16:01

Tytuł: "SasuNaru Hiden"
Fandom: Naruto
Autorki: Indra i Verry
Ostrzeżenia: 18+, yaoi
Znajomość fandomu: wskazana
Status: niezakończone

Opis: Czwarta Wielka Wojna Shinobi dobiegła końca i wszystko wraca do normy. Bohaterowie są już dorośli, mają po osiemnaście lat, zaczynają się tworzyć związki. Jednak okazuje się, że nie do końca takie, jakich niektórzy z nich oczekiwali. Bo o ile Naruto i Sasuke nadal we wszystkim ze sobą rywalizują, tłuką się ile mogą, zmieniając przy tym systematycznie krajobraz, co spędza sen z oczu Kakashiemu, to jednak, kiedy zostają sami, zaczyna się dziać coś jeszcze...
Fanfik Sasunaru w realiach mangowych pisany przez dwie osoby - Indrę i Verry. Yaoi. Staramy się bardzo trzymać kanonu.


Rozdział 1

– Cholera, niech to szlag! – jęknął Naruto zamykając za sobą drzwi do jednej z kabin w toalecie. To był już kolejny raz w tym tygodniu, gdy musiał… – Agh… – z jego gardła wydobył się kolejny dźwięk, gdy rozpinał rozporek.
Dlaczego, no dlaczego w ciągu ostatnich kilku miesięcy zwykły, czasem zupełnie przypadkowy dotyk podczas sparingów powodował u niego takie reakcje, że potem musiał udać się w jakieś ustronne miejsce? Przecież od zawsze ze sobą walczyli, to normalne, że w zwarciu musieli mieć kontakt fizyczny. Dlaczego, kiedy dzisiaj Sasuke w końcu go złapał, przewrócił na plecy i usiadł na jego biodrach, chcąc mu przywalić, znów tak dziwnie zareagował? Westchnął cicho, gdy jego własna ręka zacisnęła się na jego własnym penisie. Cholera, no… Chyba naprawdę powinien znaleźć sobie dziewczynę, jak już od jakiegoś czasu sugerował Iruka. Wtedy nie musiałby tego robić w tak beznadziejny i upokarzający sposób. Miał osiemnaście lat, nic dziwnego, że hormony buzowały, ale to nie tłumaczyło w żaden sposób, dlaczego tak reagował na dotyk Sasuke. Jeżeli tak dalej pójdzie, to będzie musiał zrezygnować z tych walk, za co jego najlepszy przyjaciel zapewne go zabije lub zrobi coś jeszcze gorszego, bo przed czekającym ich niedługo egzaminem na jounina po prostu musieli trenować. Razem. Nie było innej opcji, bo od czasu wojny prezentowali tak wysoki poziom, że tylko ze sobą mogli bić się na poważnie. I przez jakiś czas tak właśnie było. Nie oszczędzali się nawzajem, trenując codziennie, czasem nawet do upadłego. Aż któregoś razu Sasuke, blokując mu ruchy, przycisnął go całym swoim ciałem do drzewa i uśmiechnął się zwycięsko. Naruto powinien był się wtedy wyrwać i przywalić w tę jego zadowoloną buźkę, ale nie był w stanie się ruszyć. Stał jak sparaliżowany, bo poczuł coś… coś tak żenującego, że do tej pory dostawał wypieków na samo wspomnienie. Podniecił się. Tamtego dnia szybko zakończył sparring jakąś kiepską wymówką i po prostu uciekł do domu. I tam zrobił po raz pierwszy dokładnie to samo, co robił teraz w łazience…
– Naruto… – Niski głos rozległ się w pomieszczeniu zaraz po tym, gdy trzasnęły zamykane drzwi. – Jesteś tam?
Cholera, tylko nie on. Tylko nie on! Naruto poruszył mocniej ręką, wiedząc dobrze, że jest już w takim momencie, od którego nie ma odwrotu. Miał tę świadomość, że zaraz dojdzie, więc jak najszybciej musiał pozbyć się stąd Sasuke.
– Idź sobie… – Chciał to powiedzieć zdecydowanym tonem, ale zamiast tego wyszedł dziwny jęk, spowodowany przez falę przyjemności ogarniającą jego ciało. Przeszywający dreszcz wstrząsnął nim zaraz przed tym, jak wystrzelił prosto na ścianę, a z jego gardła wydobyło się dość głośnie sapnięcie. Cholera… Zerknął spanikowany na drzwi, żeby się upewnić, czy na pewno przekręcił zasuwkę. Na szczęście okazało się, że tak. Odetchnął głęboko kilka razy. Miał nadzieję, że Sasuke nic nie słyszał. Podciągnął spodnie i chwycił za rolkę papieru toaletowego, musiał wytrzeć spermę ze ściany.
– Co ty tam robiłeś? – Sasuke z nieco kpiącym uśmiechem na ustach wpatrywał się w niego, gdy w końcu się ogarnął i wyszedł z kabiny.
– A jak myślisz, co się robi w kiblu – burknął, zażenowany całą sytuacją. Starał się wyglądać na opanowanego, ale chyba zdradzały go policzki, które zaczynały intensywnie piec.
– Hn… – Sasuke przyglądał mu się uważnie. – Myślę, że…
– Och, zamknij się – warknął Naruto i pomaszerował w stronę drzwi. Ta sytuacja, to wszystko… O żesz, no! Naprawdę musi znaleźć sobie dziewczynę.
– Uciekłeś tak nagle, jakby się paliło – stwierdził spokojnie Sasuke, idąc za nim. Dzisiaj ćwiczyli głównie taijutsu, więc na nieszczęście Naruto ich kontakt był nieunikniony. – Za dużo ramenu, młotku – dodał z rozbawieniem, przyglądając się plecom przyjaciela.
Znajdowali się w drugim budynku Akademii, gdzie mogli trenować na placu. Wczoraj zajmowali się bronią, dzisiaj walką bardziej kontaktową. Musieli trochę zregenerować siły po ostatnim treningu, który urządzili sobie kilka kilometrów od Konohy. Później oczywiście usłyszeli naganę od Kakashiego, bo huk walki i trzęsienie ziemi słychać było nawet w jego gabinecie, nie wspominając już o pomniejszych wioskach, tych najbliżej ich osady. Wieśniakom zdecydowanie nie spodobał się krajobraz, jaki po sobie zostawili.
Obaj żałowali, że na jakiś czas byli zmuszeni zrezygnować z bardziej zaawansowanych technik, ale szczerze powiedziawszy mieli też świadomość, że to dobrze im zrobi. Sasuke do tej pory czuł skutki uderzenia Rasenganem. Na pewno nie należało to do najprzyjemniejszych przeżyć.
– Idziesz już do domu? – zapytał Naruto, oglądając się na niego. Sasuke westchnął ciężko.
– Po treningu idziemy do biblioteki, już zapomniałeś? Nie dam ci od siebie ściągnąć na egzaminie. A on będzie dużo bardziej skomplikowany niż ten na chuunina.
– Że niby miałbym ściągać od ciebie? – Naruto, mimo że nadal zażenowany sytuacją, zareagował na tak jawną prowokację jak zawsze – czyli wrzaskiem. Co ten głupi Sasuke w ogóle sobie myślał, co? Naprawdę sadził, że chciałby od niego ściągać? Jak już będzie musiał od kogoś ściągać, to raczej od Sakurki. O, właśnie! Ona zawsze znała odpowiedzi na wszystkie pytania na testach, więc ta opcja bardziej mu odpowiadała. Nie to, żeby nie wierzył w swoje własne umiejętności, no ale…

– Sasuke-kun, Naruto! – powitał ich radosny okrzyk, gdy tylko dotarli do biblioteki i otworzyli drzwi. Sakura stała przy jednym ze stolików i machała zza sterty książek. Obok niej, na jednym z krzeseł siedziała Hinata, która w tym momencie dość mocno się zaczerwieniła. Oczywistym było, że nie tylko oni ostro wzięli się za przygotowania do egzaminu.
– Na… Naruto-kun – wyjąkała Hinata, zamykając trzymany w ręce tom, gdy tylko się do nich zbliżyli. Mruknęła też prawie niesłyszalne pozdrowienie dla Sasuke. Naruto zerknął jej przez ramię: „Metody łączenia chakr i ich skutki” – przeczytał tytuł książki, którą nadal trzymała w rękach. To go nawet zainteresowało. Sam przecież łączył swoje moce z Kuramą, może warto byłoby dowiedzieć się coś więcej na ten temat. Już chciał zapytać, czy może to pożyczyć, gdy jego wzrok przykuł koszyk stojący pod stołem.
– Żarełko? – Oczy mu się zaświeciły. Był głodny, pół dnia na polu treningowym robiło swoje.
– Tylko cicho. – Sakura przytknęła palec do ust, bo w bibliotece był przecież kategoryczny zakaz jedzenia. – Poczęstujcie się – szepnęła.
Naruto pierwszy rzucił się na koszyk, ale kiedy zobaczył, co w nim jest, zrobił się prawie zielony na twarzy. To były pigułki żywieniowe. Takie same, jakimi Sakura karmiła go podczas treningu kilka lat temu. Do dziś pamiętał ich ohydny smak.
– Tak pomyślałam, że przyda wam się coś na wzmocnienie. Słyszałam, że trochę narozrabialiście ostatnio – zaśmiała się cicho.
Naruto poczuł, że robi mu się niedobrze.... Nie, on na pewno tego nie zje. Ale… Uśmiechnął się wrednie. A masz, ty draniu. Udław się. Za to dzisiejsze upokorzenie! – pomyślał, biorąc jedną z tych pigułek i wsadzając ją w usta zaskoczonego Sasuke.
Zanim ten zdążył się wyrwać, przełknął ślinę i połknął tę obrzydliwą czarna kulkę. Skrzywił się, czując nieprzyjemny, piekąco-gorzki smak. Zakaszlał, jednak zostało to zagłuszone przez śmiech Naruto.
– Zamknij się, bo zaraz ktoś tutaj przyjdzie! – syknęła Sakura, ale jej wzrok szybko przeszedł z Naruto na Sasuke, który robił jeszcze bardziej krzywą minę niż zwykle.
– Masz jakąś wodę? – zapytał, a Sakura błyskawicznie podała mu butelkę z sokiem, który przyniosła razem z pigułkami.
– Niedobre, co, draniu? Może chcesz spróbować jeszcze jedną? – Naruto śmiał się w najlepsze, teraz jednak już nieco ciszej.
– Uważaj, żebym ja cię nie nakarmił! Wtedy znowu uciekniesz do łazienki! – warknął, gdy już oderwał się od butelki. – Co to jest? Obrzydliwe.
Naruto na wspomnienie łazienki, a konkretnie tego, co w niej robił, zaczerwienił się chyba bardziej niż Hinata na jego widok kilka minut temu. Miał ochotę złapać tego drania i tak mu przyłożyć, że się nie pozbiera. A potem użyć na nim jeszcze jakiejś techniki, przez którą nie otworzy tej swojej buźki przez dobry tydzień, bo wyląduje w szpitalu. Oczywiście miał świadomość, że Sasuke nie pozostałby mu dłużny i w tym szpitalu najprawdopodobniej znaleźliby się razem, ale co szkodzi spróbować. To przecież nic, że po tym wszystkim Kakashi by ich własnoręcznie pozabijał, bo z biblioteki zostałyby przypuszczalnie tylko gruzy.
– Starałam się poprawić ich smak, ale te składniki…. – Sakura, widząc, jak bardzo Sasuke nie smakują jej pigułki żywieniowe, starała się za wszelką cenę wytłumaczyć.
Kiedyś robiła je głownie dla Naruto, a on przecież nigdy na nie nie narzekał i nigdy ich nie skrytykował. Sądziła, że się po prostu przyzwyczaił i że nie są takie złe. A jednak. W takim razie będzie musiała zdecydowanie bardziej się postarać. Jeszcze Sasuke gotów sobie pomyśleć, że jest kiepską kucharką, skoro poczęstowała go czymś tak okropnym. A akurat teraz nie mogła się przed nim w żaden sposób skompromitować. Wciąż przecież liczyła na to, że w końcu doczeka się z jego strony większej uwagi. Bo od prawie dwóch lat, od kiedy skończyła się Wielka Czwarta Wojna Shinobi, nie zmieniło się nic. Zarówno Sasuke, jak i Naruto, byli tak skupieni na walce i treningach, że cały świat jakby przestał ich obchodzić. I póki co nie zanosiło się na żaden przełom w ich zachowaniu. Tak szczerze mówiąc Sakura trochę zazdrościła Temari, która, mimo że ciągle furczała na swojego chłopaka, to była z nim chyba naprawdę szczęśliwa. O, i nawet ta świnia Ino. Widziała ją kiedyś z Saiem, całowali się. Potem dowiedziała się, że też są parą. Rówieśnicy powoli zaczynali układać sobie życie, a ona jedyna nadal tkwiła w oczekiwaniu. Choć, nie, nie tylko ona. Spojrzała na siedząca obok Hinatę, która maślanym wzrokiem wpatrywała się w Naruto.
– To pigułki żywieniowe – wyjaśniła, widząc, że Sasuke nie był do końca przekonany. Patrzył podejrzliwie na koszyk takim wzrokiem, jakby co najmniej rozważał opcje zastosowania na nim Chidori.
– Pigułki żywieniowe?
– Dodają energii. Naruto jadł je, kiedy trenował, żeby...
– Draniu, widziałeś tę książkę?! – krzyknął Naruto, podając Sasuke jakiś tomik z półki.
Sakura rzuciła mu ostre spojrzenie, zła, że przerwał jej rozmowę, bo Sasuke już był zainteresowany czymś innym.
– „Kurierzy ninja, od gońców po wyszkolonych posłańców” – przeczytał tytuł i zmarszczył brwi. – To już nie chcesz zostać Hokage? – zapytał z rozbawieniem, patrząc na czerwieniącego się przyjaciela.
– Ty draniu! – burknął Naruto, mając ochotę przywalić mu trzymaną w rękach książką. Że też on musiał go zawsze kompromitować przy Sakurze. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie Sasuke wziął ze stołu duży, oprawiony na czerwono tom.
– Obawiam się, że teraz zajmiemy się tym – powiedział i pokazał mu tytuł, słysząc w odpowiedzi tylko jęk.
Drzwi do biblioteki otworzyły się i do środka weszły Temari, Ino i Tenten. Naruto szybko podniósł się i dostawił do stolika trzy dodatkowe krzesła, zapraszając dziewczyny. Często uczyli się razem, choć gdy przychodziło więcej osób, trzeba było łączyć stoliki, co nie za bardzo podobało się bibliotekarce. Zawsze narzekała, że biblioteka to nie miejsce spotkań towarzyskich. Przecisnął się z powrotem na swoje miejsce, zanim jednak zdążył usiąść, drzwi ponownie się otworzyły i do sali weszła jeszcze jedna osoba. I to nie byle jaka osoba, tylko ich obecny Hokage, Hatake Kakashi.
– Hokage-sama – padło z ust kilku osób, więc odpowiedział na pozdrowienia i podszedł do ich stolika.
– Tak myślałem, że cię tu znajdę, co kiedyś byłoby nie do pomyślenia, no nie? – Kakashi zaśmiał się na widok miny Naruto. Zaraz jednak jego wzrok padł na okładkę książki, którą trzymał w ręce Sasuke. Uniósł zdziwiony brwi i rzucił mu pytające spojrzenie, ale ten tylko wzruszył ramionami i lekkim ruchem głowy wskazał na swojego przyjaciela. Kakashi zmrużył oczy, ale postanowił tego nie komentować.
– Chodź ze mną, Naruto – powiedział, przywołując go ruchem ręki i kierując się do wyjścia.
Naruto rzucił tylko przelotne spojrzenie na Sasuke, którego oczy w tym momencie wyrażały chęć mordu za pozostawienie go tu samego z tym całym babińcem, i poszedł za Hokage.
Kakashi spojrzał na swojego dawnego ucznia. Ostatnio widywał go naprawdę rzadko, bo Naruto, odkąd razem z Iruką zawalili go dosłownie toną książek, cały swój czas poświęcał nauce i treningom. Jako Szósty Hokage, doskonale zdawał sobie sprawę, że po wojnie wielu shinobi, biorąc pod uwagę ich umiejętności taktyczne czy bitewne, powinno już dawno dostać rangę jounina, ale to do niego należała ostateczna decyzja i postanowił tego nie robić. Głównie dlatego, że to byłoby bardzo krzywdzące dla Naruto. Był kluczową postacią wojny, miał nieporównywalne umiejętności, ale niestety, duże, bardzo duże braki wiedzy. Dlatego uznał, że wszyscy bez wyjątku przystąpią do egzaminu na jounina i będą musieli go zdać, żeby otrzymać awans. Podszedł do drzwi pustej już o tej porze klasy i otworzył je, zapraszając ruchem ręki Naruto. Sam oparł się o biurko, a jemu wskazał krzesło naprzeciwko.
– Chciałem spytać, jak ci idzie? Słyszałem, że dużo osób pomaga ci z nauką.
– Tak. – Naruto kiwnął głową. – Tenten pokazywała mi ostatnio różne rodzaje broni, nawet takie, o których istnieniu nie miałem pojęcia, a Hinata opowiadała o swoim klanie i możliwościach Byakugana. Wiesz, Kakashi-sensei, że tym Byakuganem to oni widzą przez ubrania? To znaczy tak mi się wydaje, bo jak zapytałem o to Hinatę, to uciekła, więc... O, i jeszcze Lee pokazał mi kilka sztuczek w walce wręcz. Przydatne, nie powiem. Ale najwięcej pomaga mi Sakura-chan. Tłumaczy te wszystkie medyczne techniki. Czasami tylko, gdy ciężko mi się w tym połapać, dostaję od niej po głowie – zaśmiał się Naruto, kończąc wymieniać na palcach tylko część osób, którym był naprawdę wdzięczny za pomoc.
– A Sasuke? – spytał Kakashi, mrużąc oczy.
– Sasuke? No Sasuke trochę też. Często uczymy się razem do egzaminu. Tylko że on zwykle się wymądrza i zawsze sam decyduje, o czym będziemy czytać – burknął Naruto. No dobra, wiedział, że ten drań jest trochę bystrzejszy od niego, ale tylko trochę. Bez jego pomocy też dał by sobie radę.
– Naruto, a czy dzisiaj przypadkiem nie mieliście uczyć się o genjutsu?
– No mieliśmy, a co? – Naruto zastanowił się chwilę. – Wcześniej było ogólnie o technikach ocznych, więc to jest następny temat, za który powinniśmy się zabrać.
– A nie przyszło ci do głowy, że Sasuke, jako że jest członkiem klanu Uchiha, ma te zagadnienia już od dawna opanowane do perfekcji i sam w ogóle nie musi się tego uczyć? – Kakashi uśmiechnął się, co było doskonale widoczne nawet pod jego maską.
Naruto spojrzał na niego zaskoczony. Co? No… No tak, przecież… Przypomniał sobie te wszystkie dni, kiedy siedzieli, czasem do późnych godzin nocnych, w bibliotece. Inni już dawno szli do domu, a Sasuke nie pozwalał mu się ruszyć. Oczywiście nie, żeby Naruto się go słuchał, ale słowo „mięczak” z ust tego cholernego drania załatwiało wszystko. Bo przecież nie był mięczakiem i musiał za każdym razem to udowodnić. Sasuke wtedy uśmiechał się trochę ironicznie i podsuwał mu pod nos kolejną książkę. Sam też pochylał się nad tekstem i wskazując niektóre zdania ołówkiem, z anielską wręcz cierpliwością tłumaczył mu je. Tłumaczył właśnie w taki sposób, jakby to wszystko już od dawna wiedział i znał! Jak mógł wcześniej tego nie zauważyć? Czyli, że co? Wychodziło na to, że Sasuke poświęcał mu czas, który mógł przecież wykorzystać na naukę zupełnie czegoś innego?
– Eee… no… teges… – Naruto potarł ręką włosy z tyłu głowy. – No dobra, pomaga mi więcej niż trochę – zaśmiał się, próbując ukryć zawstydzenie. Naprawdę, wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Myślał, że Sasuke ciągnął go ze sobą do biblioteki, bo nie chciał uczyć się sam albo, co gorsza, w towarzystwie samych dziewczyn.
– W takim razie cieszę się, że tak dobrze się dogadujecie. Ty, Sasuke, Sakura i inni. Po tylu latach aż miło na to popatrzeć – westchnął Kakashi, mając w pamięci całą ich historię. Ale teraz było już tak, jak powinno być. – Skoro wszystko idzie dobrze i nie potrzebujesz dodatkowej pomocy, to wracaj do reszty, ja mam jeszcze kilka spraw do załatwienia – powiedział, odsuwając się od biurka i chwilę później wychodząc z klasy.

Naruto wrócił do biblioteki i zastał swoich przyjaciół przy stoliku. Dziewczyny siedziały przy oknie i przeglądały jakieś zwoje, Hinata zapisywała coś na kartce, a Sasuke... siedział z boku i mówił coś do Sakury, która nachylała się nad nim i wskazywała jakiś fragment w książce. Patrzyła to na tekst, to na niego, rumieniąc się lekko. Sasuke chyba jej coś tłumaczył, ale po jego minie nie można było wywnioskować, czy wyglądał bardziej na zniecierpliwionego, czy zirytowanego.
– Wszystko w porządku, Naruto-kun? – zapytała Hinata, która najszybciej go zauważyła. Sasuke i Sakura też na niego spojrzeli.
– Jasne, Hinata – zaśmiał się i podszedł do swojego krzesła. Zaraz potem zdecydowanym ruchem wziął do ręki duży czerwony tom i położył go przed sobą. I pomyśleć, że jeszcze pół godziny temu tak się krzywił na myśl, że w ogóle będzie musiał to czytać, bo książka była nie dość że strasznie gruba, to jeszcze pisana małym druczkiem. – To co, draniu, lecimy z tym genjutsu? No chyba, że teraz to tobie potrzebne są korepetycje od Sakurki – spytał, choć dobrze wiedział, że w tym wypadku to on coś tłumaczył jej, a nie na odwrót. Sasuke był zbyt dumny, żeby kiedykolwiek poprosić ją o pomoc, nawet wtedy, gdy czegoś nie wiedział.
Przypomniał mu się ich pierwszy trening chodzenia po drzewach. Sakura okazała się w tym dużo lepsza od nich, bo bardzo łatwo przychodziło jej kontrolowanie chakry. Zapytał ją wtedy o radę, a potem już szło mu dużo lepiej, co z kolei drażniło Sasuke. Bo jemu najwyraźniej ta właśnie duma nie pozwalała podejść do ich koleżanki z drużyny i uzyskać jakąś wskazówkę. Jakie więc było zdziwienie i zaskoczenie Naruto, gdy w końcu przyszedł z tym do niego. Ach, jaką miał wtedy satysfakcję…
– Rozdział drugi: Podstawy technik iluzji – powiedział Sasuke, kończąc wyjaśniać jakieś zagadnienie Sakurze i odwracając się w jego stronę.
Znów skupił na nim całą swoją uwagę i… Czy tylko się to Naruto wydawało, czy z jego twarzy zniknęła irytacja? Uśmiechnął się lekko, otwierając książkę. Jasne, nadal mu się nie chciało przebijać przez strony tej drobnej czcionki, ale teraz coś było inaczej. Teraz miał świadomość, że Sasuke naprawdę poświęcił mu wiele czasu i energii, nie okazując przy tym nigdy najmniejszych oznak zniecierpliwienia, więc musiał przyłożyć się bardziej. Nie, nie musiał. Chciał przyłożyć się bardziej.
Temari dość szybko opuściła bibliotekę i chociaż nie chciała powiedzieć, gdzie się wybiera, wszyscy i tak wiedzieli, że znowu umówiła się z Shikamaru. Ich związek był specyficzny, ale miał swój urok. Pasowali do siebie, jak zgodnie stwierdziły Sakura i Ino, gdy kiedyś rozmawiały o nich. Po Wielkiej Wojnie zaczęły spotykać się częściej, już na dobre zakopując topór wojenny. Bo w końcu Ino znalazła sobie chłopaka. Sai wyglądem zawsze Sakurze bardzo przypominał Sasuke, ale nie był nim. Bledszy, inaczej ubrany, z tym swoim dziwnym charakterem mógł stać się jedynie jego repliką. Dla Sakury Sai był tylko kolegą z drużyny, więc miała świadomość, że nawet, gdyby kiedykolwiek zaszło między nimi coś więcej, widziałaby w nim tylko podróbkę Sasuke.
Siedziała teraz naprzeciwko swoich przyjaciół, zerkając na nich co jakiś czas. Tym razem ona też nie chciała odpuścić i postanowiła zostać do samego końca, żeby później wrócić z nimi do domu. Naruto mieszkał najbliżej biblioteki, więc później mogłaby iść dalej tylko z Sasuke. Zacisnęła mocniej palce na skórzanej okładce książki. Poczuła przyjemne łaskotanie w brzuchu na samą myśl o tym, że mogłaby spędzić z nim chociaż te kilka minut sam na sam. Denerwowała się, wciąż nie potrafiła z nim swobodnie rozmawiać, bo za każdym razem wydawało jej się, że mówiła coś głupiego, że Sasuke jej nie słuchał... Ale nie traciła nadziei, że w końcu przebije się przez tę twardą skorupę, tak, jak zrobił to Naruto. Musiała w to wierzyć.
– Wiem, że już umiesz wydostać się z iluzji – powiedział spokojnie Sasuke, gdy Naruto zaczął protestować, krzycząc, że on nie jest już w Akademii, żeby czytać podstawy. – Ale umiesz jakąś założyć? No właśnie – westchnął cicho, widząc jego minę i przewrócił kolejną stronę. – Dzięki Kyuubiemu mógłbyś się jakiejś nauczyć. Wiesz, że to jest twoja najsłabsza strona i...
– Że niby co?! Nigdy nie złapiesz mnie w genjutsu swojego Sharingana, draniu! Ani w żadną inną perfidną iluzję! – krzyknął Naruto, poruszając się na krześle niecierpliwie, jakby już chciał wyzwać Sasuke do walki. – Zboczony pustelnik pokazał mi wszystko i...
– Zamknij się – warknął Sasuke i pociągnął go za rękaw, bo Naruto już zdążył się podnieść. – Chcę cię nauczyć jakiejś techniki. Może ci się przydać na egzaminie.
– Nie doceniasz mnie, Sasuke! – Naruto wyrwał się i stanął naprzeciwko niego z iście diabelskim uśmieszkiem na twarzy. – Znam jedną świetną technikę iluzji, w której, mogę się założyć o co tylko chcesz, jestem od ciebie lepszy!
– Naruto, nie bądź głupi, jeżeli chodzi o genjutsu zawsze byłeś głąbem – stwierdziła Sakura, odwracając się w jego stronę. Była trochę zła, bo najwyraźniej jej plan miał się nie powieść, skoro Sasuke zamierzał zabrać Naruto na jakiś kolejny trening. Cholera, a myślała, że skoro Ino, Tenten i Hinata też już wyszły, to wszystko pójdzie po jej myśli.
– Ale w tej technice jestem mistrzem! – zaśmiał się Naruto i złożył ręce w pieczęć. – Oiroke no Jutsu! – krzyknął, a w miejscu, w którym dotychczas stał, pojawiła się ponętna, seksowna blondynka. Widać było, że Naruto musiał bardzo intensywnie dopracowywać tę technikę, bo dziewczyna była piękna i miała wręcz idealne kształty. Jeszcze te długie, jasne włosy, których większość koleżanek mogłaby tylko pozazdrościć. No po prostu ideał. Każdy facet na widok tej techniki dostawał krwotoku z nosa.
Blondynka puściła oko i spojrzała zalotnie na Sasuke. No dobra, jednak nie każdy. Bo ten nawet nie drgnął, gdy kobieca wersja Naruto obdarzyła go swoim czarującym uśmiechem, przez który mężczyźni padali jej do stóp. Przybrał za to najbardziej znudzony wyraz twarzy, na jaki było go stać.
– Naruto, ty kretynie! – Sakura zerwała się z krzesła i chwytając w rękę książkę, zdzieliła go nią po głowie.
Jęknął głośno i przybrał z powrotem swoją prawdziwą postać. Z lekką konsternacją zauważył, że wybrała sobie chyba największy i najcięższy tom ze wszystkich znajdujących się na stole. Czy ona zawsze musiała być w stosunku do niego tak brutalna? Wobec Sasuke nigdy nie stosowała przemocy, a przecież on zasłużył sobie dużo bardziej.
– I ty chcesz zostać Hokage? Z takim durnym i dziecinnym zachowaniem? Poza tym to nie jest żadne genjutsu, tylko ninjutsu, ty matole! – Sakura nie odpuszczała, więc dostał książką jeszcze kilka razy.
– Chciałem tylko pokazać temu draniowi, że umiem… Ała! – Naruto odsunął się od swojej wściekłej przyjaciółki, która najwyraźniej obrała sobie za punkt honoru uszkodzenie go jeszcze trochę bardziej. No bo pewnie, te wszystkie urazy po treningach z Sasuke nie wystarczały, nie? Okej, Kurama i tak szybko je leczył, ale co miało boleć, to i tak bolało. Zrobił jeszcze krok do tyłu i potykając się o róg starego, podwijającego się dywanu, wpadł na jeden z regałów, lądując razem z kilkoma książkami na podłodze.
– A co tu się dzieje? – Zaalarmowana krzykami bibliotekarka pojawiła się dosłownie nad jego głową.
Stanowił teraz dość nietypowy widok, bo nie dość, że on sam leżał w dość dziwnej pozycji, to jeszcze na nim leżało dodatkowo kilka tomów, które spadły z półek.
– Uzumaki, znowu ty? Nie dość, że zawsze zakłócasz tu ciszę swoim wrzaskliwym głosem, to jeszcze teraz demolujesz mi bibliotekę. Ciągle są z wami jakieś problemy! – Spojrzała też na Sasuke i Sakurę. – Wynosić mi się stąd, ale już! – warknęła, pokazując im drzwi.
Naruto podniósł się, dostał po łapach, kiedy chciał poodkładać książki, bo według bibliotekarki i tak pomieszałby kolejność, po czym wyszedł razem z przyjaciółmi. Wszyscy wiedzieli, że kobiecie ta złość do jutra minie i będą mogli tu spokojnie wrócić – w końcu nie zostali wyrzuceni po raz pierwszy – ale teraz woleli zejść jej z oczu.


Rozdział 2


– Dochodzi dwudziesta – stwierdził Sasuke, gdy stanęli już przed budynkiem. Dni stawały się coraz dłuższe i cieplejsze, zbliżało się lato, więc niedługo treningi staną się dużo przyjemniejsze.
– Sasuke, może... – zaczęła Sakura, ale nie dał jej dokończyć.
– Jeszcze jakiś trening, czy wymiękasz? – zwrócił się do Naruto, który wciąż był niezadowolony z tego, że jego technika nie podziałała. Chociaż przynajmniej jedno Sasuke musiał jej przyznać – stała się dużo lepsza od tej, którą pamiętał za czasów, gdy byli jeszcze geninami. – Z taką parodią iluzji niewiele zdziałasz na egzaminie – stwierdził i uśmiechnął się z satysfakcją, zauważając wściekłe spojrzenie Naruto. Lubił go drażnić i prowokować, akurat to nigdy się nie zmieniło, w przeciwieństwie do różnych rzeczy, które teraz, po latach, były już zupełnie inne niż kiedyś. Zyskali ogromną siłę, udało im się zaprowadzić pokój między krajami shinobi. Naruto był teraz uwielbianym bohaterem wojennym, mieszkańcy odbudowali Konohę po ataku Paina. I w końcu też Sasuke osiągnął swój cel – pomścił klan, chociaż prawda o nim okazała się zupełnie inna niż myślał. Gdyby nie Naruto, nie wróciłby do wioski. To on zmusił go, zaczynając od argumentu siły, kończąc na rozmowie, żeby został, nie odchodził, nie wyruszał w podróż, jak wcześniej zamierzał zrobić. Sasuke sam nie wiedział, dlaczego się zgodził, ale wolał się nad tym nie zastanawiać, bo wtedy doszedłby do wniosków, które na razie bezpiecznie spoczywały na dnie jego umysłu. Nie miał jeszcze odwagi powiedzieć wielu rzeczy wprost i wmawiał sobie, że teraz powinien zająć się przygotowywaniem do egzaminu na jounina, a nie rozmyślaniem nad swoimi uczuciami i próbą nazwania tego wszystkiego, co się działo w jego głowie po powrocie do Konohy.
– Ja wymiękam? Chciałbym ci przypomnieć, draniu, że sama Kaguya nabrała się na tę technikę!
– Raz. – Sasuke pokręcił głową, uśmiechając się kpiąco. – Nie zrobisz na nikim wrażenia, używając jej ponownie. Ale w sumie... Może rzeczywiście masz rację, młotku? – zaśmiał się i spojrzał mu w oczy. – Może ta głupia technika jest jedyną, której jesteś w stanie się nauczyć?
– Sasuke! – Naruto doskoczył do niego, jakby miał zamiar tu i teraz udowodnić mu, kto jakie techniki opanował. – Nauczę się wszystkiego, co mi pokażesz i to szybciej od ciebie! – wrzasnął, łapiąc go za materiał kamizelki chunina. – Poza tym moja iluzja działa na każdego faceta i to wcale nie tylko raz, bo Ebisu, gdyby tak codziennie ją widział, w końcu potrzebowałby transfuzji!
– Na mnie jakoś nie działa. A wiesz, jakby nie patrzeć, też jestem facetem! – uśmiechnął się znów Sasuke, patrząc wymownie w dół, na swoje spodnie. Naruto rozwścieczyło to jeszcze bardziej, bo coś sobie przypomniał i momentalnie od niego odskoczył na bezpieczną, jak mu się przynajmniej wydawało, odległość.
– To w takim razie coś z tobą jest nie… – warknął, ale w połowie zdania jakby zwątpił i nie dokończył go. Coś mu się przypomniało. – Chociaż… Ostatnio pokazałem tę technikę Shikamaru i też nie zareagował. Ale to chyba dlatego, że obok stała Temari. Czasami mam wrażenie, że on się jej trochę boi, bo jak spojrzy tymi swoimi oczami, to nawet ja mam ochotę uciekać – przypomniał sobie scenę z jednego ze sklepów, gdzie wręcz sterroryzowała sprzedawcę, który nie chciał opuścić ceny na jakiś produkt. Wzdrygnął się lekko. Niby jego matka życzyła sobie, by jej synowa miała podobny charakter do niej, ale jakoś tego nie widział. – Nie chciałbym mieć takiej dziewczyny… – Sam był zaskoczony, że powiedział to na głos. W końcu nigdy o takich sprawach nie rozmawiał z przyjaciółmi.
– A jaką byś chciał? – Sakura podłapała temat, widząc w tym szansę, że może Sasuke się jakimś cudem zainteresuje i wypowie w tej kwestii. Czekała na niego już tak długo. Tak jak Hinata na Naruto. Ale obie nic nie mówiły. Hinata, bo była nieśmiała, a Sakura – bo to przecież był Sasuke. Który do tej pory zawsze ją odrzucał. Ale może, jeśliby… – Bo wiesz, Naruto, jest jedna…
– Dobra, idziemy – Sasuke zdecydowanym tonem uciął temat i pociągnął Naruto za ramię. – Wasze problemy miłosne możecie omówić kiedy indziej.
– My nie mamy żadnych wspólnych problemów miłosnych! – warknęła Sakura, czerwieniąc się ze złości. Sasuke mógłby jeszcze pomyśleć, że mówiła o sobie!
– No ja to już na pewno! Nie, żebym narzekał – stwierdził z zadowoleniem Naruto. Od momentu uratowania wioski i chwili, w którym został bohaterem Wielkiej Czwartej Wojny, cieszył się niesłabnącym powodzeniem. Grupka stojących niedaleko dziewczyn uśmiechała się do nich i szeptała coś cicho. Niestety, powrót Sasuke sprawił, że wiele z nich znów zainteresowało się właśnie nim.
Sasuke zerknął na te nastolatki, które zaczęły chichotać, gdy tylko zorientowały się, że zwróciły uwagę ich obu.
– To na razie, Sakurka! – krzyknął jeszcze Naruto, gdy zaczęli się od niej oddalać. Sasuke skinął tylko głową, nie zamierając wdawać się w uprzejmości.
– Chodźmy na obrzeża wioski – zaproponował. – Tam będzie się lepiej trenowało – dodał, czując, że dziewczyny zaczęły ich śledzić. Niektóre rzeczy wciąż irytowały go tak samo.

Zniknięcie z oczu grupce dziewczyn nie było dla nich żadnym wyzwaniem. Bułka z masłem – można by rzec. Zadanie wręcz nieporównywalne do tego, kiedy podczas treningów starali się uciec jeden drugiemu tak, żeby nie dało się wyczuć ani odrobiny chakry. Sasuke był w tym mistrzem, a Naruto prawie mistrzem, bo kilka razy dał się złapać. Zawsze tłumaczył to sobie chwilowym rozkojarzeniem, co, biorąc pod uwagę jego osobowość, było całkiem prawdopodobne. Naruto wiedział, że będzie musiał nad tym popracować. Ale nie teraz. Teraz nie było potrzeby ukrywania chakry, nie było zabawy w chowanego. Gdy stanęli na polanie naprzeciwko siebie, zrozumiał, że ten trening to nie będą przelewki. Miał się uczyć genjutsu. Oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał, ale Sasuke miał rację. Był w tym tak beznadziejnie słaby… Orioke no Jutsu w porównaniu z technikami członków klanu Uchiha to był zwykły wygłup. Naruto doskonale zdawał sobie sprawę, co potrafi Sharingan, jak bardzo może kogoś złamać. Dobrze pamiętał, na jak długo trafił do szpitala Sasuke po pierwszym starciu z Itachim. I gdyby nie Tsunade…
– Zejdź na ziemię, Naruto – mruknął Sasuke, najwyraźniej odrobinę zirytowany tym, że błądził gdzieś myślami, zamiast skupić uwagę na nim. W końcu miał mu tłumaczyć zasady techniki. – Tak ci się spodobała któraś z twoich fanek, że teraz będziesz miał problemy z koncentracją? – zakpił.
– Skąd wiesz, może to były twoje fanki? – odgryzł się Naruto. Doskonale wiedział, jak bardzo Sasuke nie znosił tego zamieszania wokół siebie, dlatego dokuczał mu z tego powodu jak tylko mógł. Trochę też go nie rozumiał. Co było złego w takiej atencji dziewczyn? On sam nie miał z tym absolutnie żadnego problemu. Rozdał nawet kilka autografów, ale to było zanim Kakashi wziął go do siebie na rozmowę i wytłumaczył dosadnie, dlaczego nie powinien tego robić. Cóż, co prawda Szósty Hokage wiedział, że Naruto woda sodowa raczej do głowy nie uderzy, nie był tego typu osobą, ale wolał przeprowadzić tę pogadankę dla świętego spokoju.
– Skup się młotku i patrz – warknął Sasuke, składając dłonie w określony sposób. Naruto obserwował kombinację pieczęci, starając się zapamiętać z tego chociaż połowę. Uwagę absorbował mu też inny szczegół. Lewa, zabandażowana ręka Sasuke, która, tak samo, jak jego prawa, była odtworzona z komórek Hashiramy. To miało miejsce niecałe trzy tygodnie po Wielkiej Wojnie. Najpierw operację przeszedł on, kilka dni później Sasuke. Obaj leżeli potem w jednej sali i doprowadzali personel do obłędu swoimi kłótniami. Oczywiście, po walce w Dolinie Końca ich relacja zupełnie się zmieniła, obaj mieli do siebie szacunek, ale to nie znaczyło, że zrezygnowali ze swoich starych nawyków. Kiedy Sasuke chciał spać, to Naruto gadał, kiedy Naruto wolał poleżeć w ciszy i nad czym się pozastanawiać, Sasuke wyrywał go z zamyślenia jakaś kąśliwą uwagą. Do tego doszło jeszcze dogryzanie sobie z powodu ilości kwiatów, które pojawiały się w ich wazonach. Bo Sasuke, o ile naprawdę nie znosił swoich fanek, to przecież nie mógł przegrać z Naruto w tak głupiej sprawie. Urządzili sobie wtedy zawody, kto nazbiera więcej, więc nie wyrzucali nawet zwiędłych badyli, aż któregoś dnia przyszła Tsunade i wszystkie kwiatki znalazły się w koszu na śmieci. Kto wygrał? Naruto twierdził że on, ale tak naprawdę to nigdy nie zostało rozstrzygnięte. Tak czy inaczej, po kilku tygodniach personel miał ich już tak serdecznie dość, bo nudząc się nieludzko, wymyślali co rusz to nowe formy rywalizacji, że w końcu Tsunade zlitowała się nad swoimi pracownikami i wypisała ich obu do domu. Mieli tylko zjawiać się codziennie na kontrolę. – Naruto!
Naruto, zanim zdążył się zorientować, zobaczył Sasuke przed sobą. Ten drań musiał był naprawdę piekielnie szybki i teraz zamachnął się, żeby uderzyć go i przywrócić do porządku. Naruto poleciał kilka metrów do tyłu, zatrzymując się dopiero na jakimś drzewie.
Sasuke uśmiechnął się i poprawił ubranie, jak gdyby nigdy nic.
– Następnym razem będzie mocniej – ostrzegł go. – A teraz spróbuj powtórzyć pieczecie i skup się na tym, co mówiłem. Mam nadzieję, że mnie wtedy słuchałeś, bo nie będę się powtarzał – dodał z satysfakcją i założył ręce na piersi. Naruto znał tę postawę, Sasuke często ją przybierał, gdy chciał mu pokazać, że nie uważał, zignorował go i teraz poniesie tego konsekwencje.
– Myślisz, że nie dam rady? – Naruto prychnął, zbierając się z cichym sapnięciem. Bolały go trochę plecy, bo siła uderzenia była wystarczająca, żeby wgniótł nieco pień. Odkąd zaczęli razem trenować, krajobraz systematycznie się zmieniał. Nawet przyroda odczuwała skutki ich rywalizacji.
– Więc czekam. Liczę na to, że pokażesz mi coś więcej poza tamtą żałosną techniką.

Kakashi zainwestował w pola ćwiczeń. Okrążona lasem polana oświetlana była teraz przez mocne reflektory, umieszczone tak, żeby shinobi mogli ćwiczyć w nawet w nocy. W oddali widzieli jakichś geninów, którzy próbowali walczyć między sobą, ale nie zwracali na nich uwagi. Zaraz i tak pewnie pójdą do domu, więc zostaną tutaj sami. Sasuke najbardziej lubił tego rodzaju treningi. Mogli wtedy skupić się na sobie, a nie na widowni, która czasami, mimo ostrzeżeń, chciała oglądać ich walki. To było naprawdę irytujące.
Westchnął i znów skupił wzrok na Naruto, a po zaledwie kilku chwilach wiedział już, że nic z tego nie będzie. Wprawdzie odtworzył pieczęcie, ale co z tego, skoro nawet nie próbował skumulować chakry Kyuubiego i go nią otoczyć. Dzięki temu, gdyby się postarał, mógłby złapać go w pułapkę, tak przynajmniej było napisane na zwoju. Niestety, póki co szło mu tak marnie, że Sasuke nie musiał nawet aktywować Sharingana, żeby to widzieć.
– Nie słuchałeś mnie! – warknął, podchodząc do niego. Był zły, bo nienawidził sytuacji, gdy Naruto go ignorował. Co prawda nigdy nie robił tego specjalnie, zazwyczaj po prostu myślał o niebieskich migdałach i jego uwaga gdzieś ulatywała, ale mimo wszystko go to denerwowało. Strasznie denerwowało. I dlatego teraz tłumaczenia typu „przecież słuchałem”, którymi przyjaciel próbował się bronić, w żaden sposób na niego nie zadziałały. – Gdybyś słuchał, nie byłoby tego żałosnego przedstawienia. Patrz, nawet tamci gówniarze się z ciebie śmieją, bo nie potrafisz wykonać prostej techniki.
To oczywiście nie była prawda. Cokolwiek Naruto i Sasuke nie robiliby na polu treningowym, zawsze towarzyszyły temu okrzyki zachwytu. Nawet, gdy była to nieudana technika, to młodzi genini nie mieli o tym pojęcia. Sasuke zastanawiał się czasem, czy gdyby po prostu przyszli poleżeć pod drzewem, też wzbudzili by tym ekscytację tych dzieciaków. Zresztą, nie tylko dzieciaki tu przychodziły popatrzeć. Często ich pojedynki obserwowali też znajomi, starszyzna, a nawet zdarzały się wycieczki z innej wioski. Oczywiście nikt nie przybywał do Konohy, żeby oglądać, jak obijają sobie tyłki, ale po to, żeby w ogóle zobaczyć Naruto. On stał się po prostu sławny, bo Kage innych wiosek dbali, by każdy wiedział, kto to jest Naruto Uzumaki i czego dokonał podczas wojny. Zwłaszcza Kazekage Wioski Piasku, Gaara, bardzo się o to starał. Sasuke nie miał pojęcia, jaki był w tym cel, wiedział jedynie, że Naruto jest z jakichś powodów dla niego ważny i między nimi jest jakaś więź. I sam nie potrafił powiedzieć, dlaczego tak mu się to nie podoba.
– Przecież mówię, że słuchałem, tylko mówiłeś za szybko! – Naruto cofnął się przed nim o krok, ale Sasuke złapał go za nadgarstki. Na nic były w tym momencie próby wyrywania się, bo uścisk był cholernie mocny.
– Powtórzę to naprawdę ostatni raz! – powiedział, chwytając jego dłonie i siłą zaciskając je jedna na drugiej. – Szczur. – Zmienił układ, formując inną pieczęć. – Małpa. Tygrys. Dzik. Zacznij powoli uwalniać chakrę Kyuubiego. Szczur. Zając. Miało być powoli! Małpa. Tygrys. Smok. Co ty taki spięty jesteś? – spytał, gdy przy próbie ułożenia dłońmi Naruto pieczęci smoka, ten splótł palce tak, jakby robił to po raz pierwszy w życiu.
– A bo to… – Naruto nawet na niego nie spojrzał. Poczuł, że ręce zaczynają mu się pocić, więc było kwestią chwili, zanim Sasuke też to zauważy.
– Co się z tobą dzieje? Kumuluj czakrę, a nie... – zamilkł nagle, jakby zdając sobie z czegoś sprawę. Puścił Naruto i spojrzał w bok, w zarośla. – Chcesz, żebyśmy dokończyli innym razem? – zapytał bardziej oschłym tonem, odsuwając się od niego o krok. – Jutro z samego rana – dodał i zanim Naruto zdążył cokolwiek zrozumieć, przeskoczył na skraj polany, ku wyjściu z pola treningowego, zostawiając Naruto samego.
– Sa... – Chciał zawołać przyjaciela, bo nie wiedział, co mu strzeliło do głowy, ale wtedy zobaczył postać wychodzącą zza drzew. Dokładnie w miejscu, na które wcześniej zwrócił uwagę Sasuke.
Hinata stanęła na skraju polany.
– Coś się stało? – spytał, zdziwiony jej obecnością, bo kiedy w bibliotece się pożegnali, myślał, że poszła do domu. Nic nie mówiła, że tu dzisiaj będzie.
Hinata uśmiechnęła się nieśmiało i podeszła do niego. Tak naprawdę pojawiła się tu już dobrą godzinę temu, ale widziała, że Naruto jest zajęty treningiem, więc po prostu stała i obserwowała. Robiła to często, choć zawsze wolała ukryć się gdzieś z boku, żeby nikt jej nie widział. Uwielbiała patrzeć na Naruto podczas walki. Był wtedy tak skupiony, jego rysy twarzy nabierały ostrości, a ciało… Zarumieniła się lekko. Nie chciała o nim myśleć w taki sposób, powinna skupić się raczej na uczuciach. Ale miała osiemnaście lat, więc to nie było już to szczenięce zauroczenie z czasów Akademii. Choć już wtedy widziała w nim wartościową osobę, to jednak teraz było inaczej. Zmieniła się. Dorosła. I choć nadal była nieśmiała, niektóre decyzje podejmowała odważnie. Kiedyś na myśl, że ma podejść do Naruto, a już w ogóle go dotknąć, po prostu mdlała. Na wojnie nauczyła się panować nad sobą na tyle, że mogła chwycić go za rękę i dodać otuchy, kiedy tego potrzebował. Wiedziała, że Naruto ją lubi jako przyjaciółkę. Tylko że ona miała nadzieję na coś więcej. Kochała go i już raz wyznała mu swoje uczucia. Tylko że… Tylko że on chyba o tym zapomniał.
– Przyniosłam ci maść. – Hinata wyciągnęła rękę i podała mu owalne pudełeczko. – Mam nadzieje, że pomoże choćby na to. – Zwróciła wzrok na nadgarstki Naruto, które już nosiły ślady siniaków po żelaznym wręcz uścisku rąk Sasuke.
– Dzięki, przyda się. – Naruto zerknął na nią, a potem na południowe wyjście z placu treningowego, gdzie jeszcze przed chwila stał jego przyjaciel. Teraz już go nie było. Naruto nie wiedział, o co mu chodziło, ale postanowił, że pozastanawia się nad tym jutro. Teraz przede wszystkim czuł burczenie w brzuchu, bo przecież prawie cały dzień nic nie jadł.
– Masz ochotę na ramen? Ja stawiam – zaproponował, zakładając ręce za głowę i przeciągając się. Był trochę zmęczony, ale na pewno nie na tyle, by nie pójść do Ichiraku. – Chodź, może spotkamy kogoś ze znajomych, będzie fajnie.
– Ja, uh... – Hinata zawahała się, bo nie spodziewała się, że Naruto ją zaprosi. Była wdzięczna Sasuke, że odszedł i domyśliła się, że musiał ją w końcu wyczuć. – Tak, chodźmy – powiedziała i uśmiechnęła się.
Gdy wyszli z placu, Naruto zaczął opowiadać jej o swoich treningach i przygotowaniach do egzaminu. Głównie mówił o sparingach z Sasuke, bo ostatnio to z nim spędzał prawie cały swój czas. Hinata zamyśliła się. Tak, ta dwójka była prawie nierozłączna. Widziała przecież, jak Sakura próbowała się zbliżyć do Sasuke i nawet kilka razy rzuciła kilka ostrzejszych uwag, złorzecząc na te ich wspólne ciągłe treningi. Teraz złapanie ich samych było prawie niemożliwe, dlatego Hinata w tym momencie cieszyła się, że zaryzykowała i mogła spędzić z Naruto chociaż ten jeden wieczór.
Droga do Ichiraku minęła im bardzo szybko. To Naruto jak zwykle mówił, ona tylko słuchała, potakując albo odpowiadając krótko na jego pytania. Czerwieniła się czasami, wyczuwając jego spojrzenie, a w brzuchu czuła motyle, gdy Naruto śmiał się w ten swój charakterystyczny, głośny sposób z czegoś, co sam powiedział. Nie zwróciła uwagi na to, że śmiał się tak głównie wtedy, gdy opowiadał, w czym był lepszy od swojego przyjaciela albo też jak udało mu się go pokonać.
– Dobrze, że ten egzamin jest coraz bliżej, bo nie wiem, ile czasu jeszcze wytrzymam, siedząc w książkach – mówił Naruto, idąc z rękami założonymi za głowę. – Nigdy nie powiedziałbym, że ten drań będzie miał tyle cierpliwości, wiesz? Tyle czasu siedzimy nad tymi tomiszczami, że czasami już mam naprawdę dość, ale Sasuke nawet na moment nie chce ustąpić, drań jeden. Jakby nie uciekł nagle, też bym go wyciągnął na ramen. W sumie to mu się należy. Nie jest wcale takim złym nauczycielem, wiesz? A wcześniej powiedziałbym coś zupełnie innego – stwierdził i znów się roześmiał. – Powrót do wioski chyba mu dobrze zrobił, co?
Hinata tylko pokiwała głową, uśmiechając się do niego lekko. Właśnie dotarli do Ichiraku, gdzie zobaczyli Sakurę i Ino, które siedziały w kącie i rozmawiały o czymś cicho.
– Sakura-chan! – Naruto przywitał się i pomachał przyjaciółce.
Sakura prawie zerwała się z krzesła na ten wrzask i aż przetarła oczy ze zdumienia. Nie, żeby Naruto stanowił jakiś niezwykły widok w Ichiraku, raczej niezwykłym widokiem byłby brak jego obecności o tej porze, ale… Naruto przyszedł tu z Hinatą! Tylko i wyłącznie z Hinatą. Bez Sasuke. To… to był jakiś cud!
Kiedy kilka godzin temu Sakura żegnała się z nimi pod biblioteką, była wręcz załamana. Tyle czasu czekała na jakąś okazję, a kiedy ta w końcu się nadarzyła, to zaraz przepadła. Bo tamta okazja była idealna. Naruto mówił o dziewczynach. Nie, nawet lepiej! Naruto mówił o dziewczynie dla siebie! Wtedy właśnie do głowy Sakury wpadł pewien genialny pomysł. Wystarczyło zadać sobie na pytanie: dlaczego ostatnio nie można się było prawie zbliżyć do Sasuke i Naruto? Odpowiedź był prosta: bo ciągle robili coś razem. Od rana do nocy, a może i nawet przez całą noc. Treningi, nauka, treningi nauka… A co takiego motywował tych dwóch najbardziej? Sakura dobrze to wiedziała. O tak. Rywalizowali ze sobą od czasów Akademii i to się nie zmieniło aż do dziś. Wiec gdyby Naruto w końcu znalazł sobie dziewczynę, a tak konkretniej zakochaną w nim po uszy Hinatę, Sasuke nie chciałby być gorszy i też by się za kimś rozejrzał. A wtedy to już Sakura postarałby się i zrobiła wszystko, żeby go uwieść. W końcu niczego jej nie brakowało, a najgroźniejsza konkurentka jakiś czas temu odpadła, bo spotykała się z kimś innym. I tamten plan byłby wręcz idealny, gdyby tylko Sasuke go tak brutalnie nie zniszczył, nie dając jej dojść do słowa i uświadomić tym samym Naruto o uczuciach Hinaty. Dlatego teraz była w szoku. Nie kiwnęła nawet palcem, a mimo to…
– Możemy się przysiąść? – Naruto podszedł i nie czekając na odpowiedź, odsunął krzesło najpierw Hinacie, a później sobie.
– Nie wolelibyście usiąść sami? – Sakura wydawała się zdezorientowana. Przecież podczas randki raczej nie wybiera się stolika razem z przyjaciółmi. Och, ten Naruto! Musi się jeszcze naprawdę wielu rzeczy nauczyć. I to niekoniecznie z książek.
– Sami? A dlaczego. Przeszkadzamy wam? – Naruto rozparł się wygodnie na krześle i zamówił ramen dla wszystkich. Niedawno dostał wypłatę, mógł sobie pozwolić na ten gest. – To co u was słychać? Bo ja i Sasuke…
I wtedy się zaczęło.

Kiedy wychodzili około północy z Ichiraku, dziewczyny były po prostu zdruzgotane. Ino, która miała nadzieję na przyjemną pogawędkę – bardzo się rozczarowała. Hinata, która miała nadzieję, że to może być randka – rozczarowała się jeszcze bardziej. W końcu Sakura – która miała nadzieję, że to naprawdę jest ich randka – rozczarowała się chyba najbardziej. Bo jedyne, o czym Naruto gadał przez cały wieczór, był… Sasuke.


Rozdział 3


Zaczynało już świtać, gdy Naruto poczuł ogarniające go gorąco. Przebudził się gwałtownie, odrzucając pośpiesznie kołdrę, bo miał wrażenie, że skóra zaczyna go palić. Nie miał pojęcia, że to Sasuke, który, nie potrafiąc go dobudzić, chociaż tak prawdę mówiąc nie starał się za bardzo, postanowił wykorzystać nieco zmodyfikowaną techniką klanową. Ogień parzył więc jego ciało stopniowo, mimo że nic nie płonęło, bo Sasuke pochłaniał płomienie Rinneganem, zostawiając tylko ciepło. Oczywiście musiał kontrolować chakrę, żeby nie poparzyć Naruto, który w tym momencie zerwał się i zaczął krzyczeć zdezorientowany. Już najwyraźniej chciał zrzucać z siebie ubranie, gdy go zauważył.
Sasuke siedział na krześle przy kuchennym stole i obserwował go ze znudzeniem, opierając głowę na ręce. Był ubrany w strój do ćwiczeń, a na stole leżała jakaś paczka. Drugą ręką bawił się kunaiem, którym chwilę później rzucił w Naruto, gdy ten tylko podniósł się do siadu.
– Co robisz, draniu? – zawołał, sprawnie łapiąc i odkładając broń na nocny stolik. Spojrzał na zegar, który w tym momencie wskazywał dziesięć po piątej.
– Pora na trening. Zbieraj się, idziemy tym razem za granice wioski – oznajmił Sasuke. – Masz dziesięć minut, żeby być gotowym.
Sasuke, jak można było się po nim spodziewać, nawet o tak wczesnej porze prezentował się nienagannie. Na jego bladej skórze nie było widać nawet cieni pod oczami. Najwyraźniej wczorajszego dnia poszedł wcześnie spać, w przeciwieństwie do Naruto, który wrócił do domu po północy. Zanim wykąpał się po treningu i zjadł coś jeszcze przed snem, dochodziła pierwsza. A Sasuke teraz, jak gdyby nigdy nic, przychodził bez zapowiedzi prawie w środku nocy i kazał mu się ubierać!
– Jak ty tutaj w ogóle wszedłeś, draniu? – Naruto podrapał się po głowie, szukając butelki z wodą, którą, mógłby przysiąc, wczoraj postawił na nocnej szafce.
– Drzwiami – Sasuke uśmiechnął się kpiąco. – Na przyszłość radzę je zamykać, bo ktoś niepożądany może ci się wkraść do mieszkania.
– Niepożądany to jesteś teraz ty – jęknął Naruto i padł z powrotem na poduszki. Bolała go głowa i nie miał ochoty w ogóle wychodzić z łóżka.
– Przecież mówiłem ci, że będziemy kontynuować trening z samego rana. – Sasuke wstał i spojrzał na niego uważnie. Naruto wyglądał naprawdę marnie. Worki pod oczami, spierzchnięte usta, które oblizywał tak, jakby strasznie chciało mu się pić. Zastanawiał się, czy sobie wczoraj przypadkiem trochę nie popił. Bo jeśli tak, to da mu taki wycisk, że się nie pozbiera.
– Właśnie, z rana! Teraz jest jeszcze noc. – Naciągnął na siebie kołdrę i przewrócił się na bok. – Wróć może tak około dziewiątej, dobra? – zaproponował, ściskając w rękach poduszkę.
Po chwili Sasuke z niemałym zdziwieniem zauważył, że Naruto po prostu znowu zasnął. Tym razem postanowił działać inaczej. Skoro nawet płomienie nie pomogły… Usiadł na łóżku i położył dłoń na jego policzku.
– Naruto, wstawaj, bo spóźnisz się na trening – szepnął celowo przesłodzonym głosem, który jednak aż ociekał ironią.
– Sakura-chan? – Ręka Naruto chwyciła jego własną, przyciskając ją go siebie jeszcze bardziej. Pomruczał coś przez chwile, jakby był bardzo z czegoś zadowolony.
– Nie, kretynie! – Sasuke jednym ruchem ściągnął go z łóżka, zrzucając tym samym na podłogę.
Naruto jęknął, rozmasowując sobie łokieć. Krzywił się, patrząc spod byka na Sasuke, który stanął nad nim, aktywując Sharingana i Rinnegana. Czyli komunikat był jasny – wściekł się i zaraz mu się naprawdę oberwie. Miał rację. Nim zdążył się zorientować, znalazł się w czarnym pomieszczeniu, przykuty do jakiejś ściany. Szarpnął się, ale łańcuchy skutecznie blokowały jego ruchy.
– Mówiłem ci, że masz dziesięć minut. Teraz zostało ci już tylko pięć – usłyszał i Sasuke pojawił się bardzo blisko niego. – Gdybyś wczoraj się nie obijał, już byś się czegoś nauczył! – powiedział i nie zdążył dodać nic więcej, bo Naruto, aktywując chakrę Kyuubiego, wyzwolił się z iluzji.
– Zwariowałeś, draniu? – krzyknął na niego, przecierając oczy, bo wciąż miał wrażenie, że widzi przed sobą twarz Sasuke. Serce biło mu szybciej i zrobiło mu się nieznośnie gorąco. Czuł się tak, jakby naprawdę groziło mu coś złego. Choć z drugiej strony mogło chodzić o uczucie zupełnie niezwiązane ze strachem. – Dobra, idę do łazienki! Czekaj tutaj! – warknął i poderwał się szybko z podłogi, odprowadzony zadowolonym spojrzeniem Sasuke.

– Piętnaście minut – oznajmił Sasuke, gdy w końcu Naruto wyszedł spod prysznica. Wschodzące promienie słońca wpadały do kawalerki, oświetlając ją ciepłym światłem. Dzięki niemu nawet ten drań wydawał się jakiś taki łagodniejszy. Siedział bokiem do okna i pił kawę. Oczywiście był tak uprzejmy, że zrobił ją tylko dla siebie.
Naruto zdjął z mokrych jeszcze włosów ręcznik i pokręcił głową, roztrzepując kropelki wody. Wilgotne kosmyki lepiły mu się do czoła. Miał już na sobie czarne spodnie i czarną koszulkę z długim rękawem. Gdzieś tu jeszcze musiała być jego kamizelka chunina, którą wczoraj zrzucił z siebie byle jak i byle gdzie. Rozejrzał się po pokoju, ale nigdzie jej nie zauważył. Nie no, jak gdzieś ją zgubił, to będzie miał zdrowo przechlapane. Tym bardziej, że jeszcze gdzieś w jej kieszeni miał swój ochraniacz na czoło.
– Draniu, nie widziałeś może…
– Tego? – Sasuke wszedł mu w słowo i wyciągnął rękę z jego kamizelką. – Widziałem, leżała pod stołem. Coś ty wczoraj robił? – zapytał, patrząc na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
– A, no wiesz… – Naruto roześmiał się, czochrając ręką włosy z tyłu głowy. – Poszliśmy z Hinatą na ramen do Ichiraku, tam spotkaliśmy Sakurę i Ino, no i jakoś się zagadałem – próbował się wytłumaczyć. Nawet nie przypuszczał, że przez to jego „zagadanie się” omal nie doprowadził trzech przyjaciółek do stanu depresyjnego.
– Chodź no tutaj. – Sasuke przywołał go palcem i wysunął w jego stronę rękę, w której trzymał kamizelkę, jednak kiedy podszedł, chcąc ją odebrać, chwycił go za koszulkę, po czym przybliżył nos do jego twarzy. – Chuchnij – zażądał.
– Że co? – Naruto chciał się odsunąć, ale Sasuke trzymał go mocno. Spojrzał w jego czarne oczy i już wiedział, że mu nie odpuści. Westchnął i skapitulował, chuchając mu prosto w nos. I tak by się wydało.
– Piłeś! – warknął Sasuke, puszczają jego koszulkę. Wcisnął mu w ręce kamizelkę i chwycił z powrotem swój kubek z kawą, który wcześniej odstawił na stół. – Wiedziałeś, że mamy rano trening, a i tak piłeś. To teraz będziesz miał przejebane – zakomunikował wprost i wziął łyk kawy. Nie dało się nie zauważyć jego złości. Tylko sam nie miał pojęcia, o co się tak wkurzył. W końcu Naruto był dorosły, mógł robić, co tylko chciał.
– Oj, draniu, nie przesadzaj. Tylko trochę – jęknął Naruto, odsuwając się w końcu od niego. Dobrze wiedział, że wypił więcej niż trochę i głównie przez to zaczął też opowiadać dziewczynom o Sasuke dużo bardziej szczegółowo niż zazwyczaj. Nic dziwnego, że wieczór zakończył się dla nich aż tak źle.
– O trochę za dużo. Umawialiśmy się na trening z samego rana, ale skoro zamierzasz marnować mój czas, nie ma sprawy, mogę...
– No dobra, już dobra. Przepraszam. – Naruto zamachał rękami przed twarzą Sasuke, nie chcąc, żeby kończył. Przypomniały mu się słowa Kakashiego o tym, jak bardzo mu pomaga i teraz naprawdę poczuł się winny. – Tylko jakbyś wczoraj tak szybko nie uciekł, poszedłbyś z nami i...
– I co? Też bym się upił, tak jak ty? – Sasuke spojrzał na niego sceptycznie. Nie miał zamiaru mu tego darować. Tym bardziej że wczoraj specjalnie zrezygnował z treningu, bo wyczuł obecność Hinaty i... Obiecał sobie, że to był ostatni raz, kiedy ustępował tej dziewczynie. Nawet jeżeli Naruto nie potrafiłby się skupić w jej obecności, już mu nie odpuści. Będą trenować, bo to trening był najważniejszy, a nie jakieś nieistotne miłostki. Jeżeli Naruto zacznie latać za dziewczynami, nigdy nie uda mu się go dogonić w niektórych rzeczach. Tak, to był świetny argument, którym musiał uzmysłowić mu, na czym tak naprawdę powinien się skupić.
– Przestań być taki sztywny – mruknął Naruto i sięgnął po jego kawę. Zdążył upić tylko łyk, zanim Sasuke zabrał mu kubek z rąk.
– Zrób sobie swoją.
– I właśnie o tym mówię. Sztywny, jakby kij połknął. Powinieneś częściej z nami wychodzić!
– Z tobą i twoją dziewczyną? – zapytał kpiąco Sasuke. – Zbieraj się lepiej, bo już nie mam zamiaru dłużej czekać – dodał i zanim Naruto zdążył odpowiedzieć, zabrał ze stołu paczkę i wyszedł tak szybko, że skacowany przyjaciel zorientował się dopiero, gdy był już za drzwiami.

– To nie jest moja dziewczyna – zaprzeczył Naruto, doganiając go dopiero na schodach. – Lubię ją, ale… – zawahał się. Przecież nie był w niej zakochany, raczej by wiedział, gdyby tak było. Coś sobie przypomniał. Kiedyś, podczas jednej z tych nocy, gdy byli w bibliotece prawie wszyscy, słyszał, jak dziewczyny, które szły przed nim ze zwojami w rękach, rozmawiały między sobą. Nawet się chyba nie zorientowały, że był tuż za nimi, niosąc grube tomy encyklopedii, więc usłyszał co nieco, bo nie starały się mówić szeptem. Gadały o miłości, o Sasuke, o jakichś motylach w brzuchu, o Sasuke i o dreszczach ekscytacji na jego widok. Naruto też miewał przez Sasuke dreszcze, zwłaszcza, kiedy ten traktował go Chidori, ale to chyba nie za bardzo o to im chodziło. Choć… no tak… były przecież jeszcze tamte cholernie żenujące sytuacje…
– Ale co? – Spytał Sasuke, zatrzymując się wpół stopnia i odwracając w jego stronę tak gwałtownie, że na niego wpadł. Naruto pobladł. Sasuke znów był za blisko, stanowczo za blisko! Wiedział, że musi się jak najszybciej odsunąć, zrobił więc gwałtowny ruch, odskakując do tyłu. Był zdenerwowany, co oczywiście nie umknęło uwadze jego przyjaciela, który zmarszczył brwi. – Co się w ogóle z tobą ostatnio dzieje? – spytał ostro, podchodząc, łapiąc go za przód kamizelki i przyciskając do ściany.
– Puść! – Spanikowany już teraz Naruto odepchnął go tak mocno, że zupełnie nie spodziewający się tego Sasuke wpadł z impetem na barierkę schodów. Cholera, dlaczego akurat chwilę wcześniej stanęły mu przed oczami właśnie tamte sceny? Odetchnął głęboko kilka razy. – Możemy w końcu iść na ten trening? – spytał, wciąż jeszcze zażenowany i nie oglądając się na nic, zszedł na dół.
Sasuke westchnął ciężko, pocierając dół pleców, w które wbiła się barierka. Naruto od jakiegoś czasu zaczął zachowywać się naprawdę dziwnie, a on powoli przestawał cokolwiek z tego rozumieć. Próbował podejść go z różnych stron. Na początku myślał, że to przez wydarzenia z wojny Naruto stał się bardziej nerwowy, czasami nagle gdzieś znikał albo milkł i poważniał. Później zaczął się zastanawiać, czy to nie aby wina Kyuubiego, ale z tego pomysłu szybko zrezygnował. Naruto zaprzyjaźnił się z bestią, nie było mowy o tym, żeby to on jakoś na niego wpływał. W końcu Sasuke zaczął podejrzewać, że chodziło o Sakurę. Naruto czasami o niej mówił. Na pewno nie tyle, co o zostaniu Hokage i na pewno nie tyle, co kiedyś, ale doceniał ją i Sasuke wiedział, że była w jego życiu ważna. I wczoraj jeszcze ta Hinata... Naprawdę, chociaż Sasuke był geniuszem, pogubił się w tym wszystkim. Ale kto o zdrowych zmysłach zrozumiałby najbardziej nieprzewidywalnego ninja?
– Oj, Naruto – westchnął i skierował się schodami w dół, znajdując go czekającego już na ulicy. Konoha jeszcze nie zaczęła budzić się do życia. Dopiero za godzinę zacznie się jakikolwiek ruch. Teraz wioska pogrążona była w ciszy i tylko w oddali słychać było ujadanie bezpańskich psów czy kroki nielicznych cywili wychodzących do pracy. – Idziemy? – zapytał, obserwując uważnie Naruto, który tylko kiwnął głową, nie patrząc na niego.
Ruszyli. Sasuke wskazał kierunek, w którym mieli się udać i już po chwili opuścili mury wioski. Biegli w milczeniu, każdy pogrążony w swoich myślach, więc Naruto nawet nie narzekał, że oddalili się tak bardzo od Konohy.
Dopiero po dobrej godzinie byli na miejscu. Sasuke wybrał polanę ukrytą na środku lasu. Z jednej strony znajdowały się drzewa, z drugiej niewielka rzeka, która ciągnęła się od wodospadu, oddalonego kilkadziesiąt metrów od nich. Kiedyś lubił tutaj przychodzić i ćwiczyć, bo wiedział, że nikt go tu nie znajdzie. Ściągnął plecak i położył go obok wielkiego głazu tuż przy wodzie. Biegnąc tutaj, mogli podziwiać piękny wschód słońca. Promienie przedzierały się przez konary drzew, a na ziemi rozciągała się poranna mgła. Wciąż jeszcze było chłodno, ale dzień zapowiadał się na słoneczny i ciepły.
Naruto oparł się o kamień, żeby odpocząć. Teraz skutki wczorajszego nadużycia alkoholu dały mu o sobie znać z podwójną siłą. Chciało mu się pić, bolała go głowa, a na domiar złego, w brzuchu przeraźliwie burczało. W końcu śniadanie to podstawa, a Sasuke złośliwie pozbawił go tej przyjemności.
– Jestem głodny – jęknął i osunął się po chropowatej powierzchni głazu. Zdesperowany zerknął na rzekę. Może powinien złowić sobie jakąś rybę i ją upiec? Tylko gdzie teraz znajdzie jakieś suche patyki na ognisko, jak wszystko pokrywała rosa. Było bardzo wilgotno.
– Ja też. – Sasuke usiadł obok na trawie i postawił przed sobą pakunek. Rozwinął go i sięgnął do bocznej kieszeni plecaka. Po chwili zastanowienia wyjął tylko jeden z dwóch kompletów pałeczek, które wziął ze sobą. Zobaczył, jak oczy Naruto robią się okrągłe niczym spodki, kiedy zerknął do pudełka, które teraz trzymał już teraz w ręce. – Smacznego – powiedział złośliwie i zaczął jeść.
Naruto czuł, że aż mu ślinka cieknie. I po chwili faktycznie pociekła po brodzie, kiedy Sasuke wpakował sobie do ust duży kawałek łososia. Przymknął przy tym oczy, jakby jedzenie było tak dobre, że musiał się nim delektować. Naruto ponownie spojrzał na pojemnik. Była tam spora porcja ryżu, taka dla co najmniej dwóch osób, kawałki różnego rodzaju ryb i warzywa. Dużo tego jedzenia…
– Sasuke… – Po chwili walki ze sobą w końcu uznał, że nie da rady, że musi zapytać. – Zjesz to wszystko sam? – rzucił niepewnie, a w brzuchu znów mu zaburczało i to bardzo głośno.
– Mhm – mruknął Sasuke w odpowiedzi.
Naruto tylko westchnął i oparł się ciężko o głaz, zerkając w niebo. Nawet chmury wydawały się mieć kształt jedzenia. Może jednak powinien coś sobie złowić? Inaczej z treningu znowu nic nie wyjdzie. Pogrążony w rozmyślaniach na temat tego, jak strasznie jest głodny, ledwo zauważył, że Sasuke odstawił pudełko na ziemię i sięgnął po coś do kieszeni plecaka. A potem wcisnął mu to coś w dłoń. Spojrzał zdziwiony. Pałeczki. Po chwili niezrozumienia, szeroki uśmiech wypełzł na jego twarz. Sasuke przysunął się bliżej, usiadł po turecku i położył sobie pudełko na kolanie w taki sposób, żeby im obu było wygodnie do niego sięgać. Uśmiechnął się przy tym lekko, uzmysławiając sobie, jak mało trzeba było Naruto do szczęścia.
Przez kilka minut jedli w ciszy. Naruto naprawdę był głodny, bo przestał się odzywać, a w jego wypadku milczenie mogło oznaczać tylko dwie rzeczy – albo był martwy, albo prawie martwy, bo żołądek kurczył mu się do rozmiarów orzecha. Jedzenie znikało w zastraszającym tempie i Sasuke zaczął sobie uświadamiać, że to on najwyraźniej zostanie po tym śniadaniu głodny. Zerkał na Naruto kątem oka i w końcu doszedł do wniosku, że czeka ich naprawdę intensywny trening, więc ten jeden raz może się poświęcić.
– Nie chcesz już? – zdziwił się Naruto, kiedy wyciągnął rękę i oddał mu pudełko.
– Jedz. Im bardziej jesteś głodny, tym jesteś głupszy. A dzisiaj ci akurat nie odpuszczę – ostrzegł go. Naruto przez chwilę nie spuszczał z niego wzroku, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu wzruszył ramionami i zabrał pudełko. Zjadł wszystko i po chwili odetchnął cicho.
– Dobre to było, wiesz? – stwierdził z zadowoleniem i odłożył pojemnik. – Całkiem niezły z ciebie kucharz, naprawdę, Sasuke. Nigdy nawet bym nie pomyślał, że potrafisz zrobić takie dobre żarełko – zaśmiał się i poklepał po brzuchu. – Dzięki – dodał po chwili i znowu spojrzał na przyjaciela z uśmiechem.
– Gdybyś nie zaspał, zdążyłbyś zjeść śniadanie w domu – powiedział spokojnie Sasuke.
– Ale całe szczęście przewidziałeś, że zaśpię i zrobiłeś coś pysznego! – Naruto, gdy był najedzony, miał wyjątkowo dobry humor. – Teraz mogę zaczynać trening! Wracamy do tego co wczoraj? – zapytał i podniósł się z ziemi. Otrzepał spodnie i wyciągnął rękę do Sasuke. Ten tylko prychnął i sam wstał.
– Pamiętasz wczorajsze pieczęcie, czy znowu muszę ci je pokazać?
– Pamiętam – mruknął Naruto. Jak mógłby ich nie pamiętać, skoro Sasuke trzymał wtedy jego ręce i praktycznie zmuszał go siłą do ich tworzenia. Starał się wtedy za wszelką cenę wbić sobie do głowy tę kombinację, bo nie mógł dopuścić do tego, żeby musieli to powtórzyć. A już na pewno nie w taki sposób. – Tak w ogóle, to trochę nie rozumiem. – Oparł się o kamień, bo coś mu się przypomniało.
– Czego znowu nie rozumiesz?
– W tamtej książce było napisane, że tylko ludzie z wyjątkowymi oczami mogą tworzyć takie genjutsu jak ty. A przecież ja… No wiesz, niektóre dziewczyny mówią mi, że mam wyjątkowe oczy, ale… – zamilkł widząc wściekłe spojrzenie Sasuke. – Chodzi mi o to, że ja przecież nie mam Sharingana ani żadnych takich tam…
– Do tego genjutsu nie jest potrzebny Sharingan ani żadne takie tam, jak to elokwentnie ująłeś. Potrzebne jest za to coś, co masz tylko ty. Tu. – Sasuke podszedł i położył mu rękę na brzuchu. Wiedział, że nie ma tam już żadnej pieczęci, ale ogoniasta bestia nadal żyła w środku.
– Kurama… – Naruto spojrzał zdumiony w dół, zupełnie ignorując w tym momencie fakt, że Sasuke znowu znalazł się za blisko i go dotknął. – Zaraz, czekaj… Skoro tylko ja to mogę zrobić, to skąd ty o tym wiesz? – spytał i podniósł głowę, a jego niebieskie oczy wyrażały czyste zdziwienie.
– Znalazłem to kiedyś w starych zapiskach mojej rodziny. – Sasuke podszedł do plecaka i wyciągnął jakiś zwój, a po chwili rozwinął go na kamieniu. – Nie, nie musisz udawać, że czytasz i tak nic nie zrozumiesz, jest zaszyfrowany – odsunął Naruto, aktywując Sharingana. – Według tego, co jest tu napisane, ktoś posiadający moc Bijuu, może stworzyć silne genjutsu. Potrzebna jest chakra bestii i w tym wypadku też pieczęcie. Konkretnie te, których się wczoraj nauczyłeś – wyjaśnił i zwinął z powrotem zwój.
– A czy ty chociaż wiesz, jak to genjutsu w ogóle działa? – spytał nadal mocno zdezorientowany Naruto. Zaczynał mieć wątpliwości, czy to aby na pewno dobry pomysł. Bo jeśli to jakiś eksperyment, a on miał posłużyć jako królik doświadczalny, to może jednak lepiej podziękuje.
– Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że dzisiaj się dowiem – uśmiechnął się Sasuke i rzucając zwój obok plecaka, podszedł i ustawił się mniej więcej na środku polany. – No chodź. – Przywołał go ręką.
– Czyli na mnie testujesz – westchnął Naruto i jeszcze raz spojrzał podejrzliwie na zwój. – A co, jeżeli to jakieś pokręcone techniki Madary, który chciał opanować Kuramę, hm? – zapytał, wciąż nie do końca przekonany. Chciał się nauczyć genjutsu i był wdzięczny Sasuke, że zgodził się mu pomóc, ale... Ten jego entuzjazm był za bardzo podejrzany.
– Nie marudź – upomniał go Sasuke. – Tak, jak ci wczoraj mówiłem, kumuluj wolno chakrę i formuj pieczęcie. Nie będę na razie aktywował Sharingana, żebyśmy zobaczyli, jak to działa. Na razie próbujemy podstawową wersję, a jak ci się uda, to zobaczymy, co dalej. No, pokaż na co cię stać – powiedział Sasuke i kiwnął głową, dając Naruto znak, żeby zaczynał.


Rozdział 4


Ćwiczyli do południa, z póki co niewielkimi efektami, a potem zeszli na skraj polany, pod głaz, żeby zrobić sobie przerwę. Sasuke wyciągnął z torby kolejne pudełko, trochę mniejsze. Obaj już zgłodnieli, a on, zamiast obiadu, miał przygotowane coś innego.
– Co to jest? – zapytał zaciekawiony Naruto, patrząc na żółte plastry, przypominające jakiś owoc. Sasuke podsunął mu niewielki pojemnik, w którym je trzymał.
– Spróbuj – zaproponował, a gdy Naruto spojrzał na niego podejrzliwie, sam zabrał jeden i zjadł. – Dodają energii.
– Coś jak pigułki żywieniowe od Sakury? – Naruto skrzywił się z obrzydzeniem i odwrócił głowę. – Nie, ohydne.
– Najpierw spróbuj, później oceniaj. One nie są takie złe. Kiedy byłem jeszcze w Wiosce Dźwięku, Orochimaru pracował nad nimi i niedawno je skończył. Karin mi je przysłała. Nie są tak obrzydliwe w smaku, jak to, co mi wczoraj dałeś.
– Karin? – Naruto zrobił zaskoczoną minę, ale chwilę potem przypomniał sobie czerwonowłosą okularnicę z dawnej drużyny Sasuke. – To ta dziewczyna, której imienia nie wolno wymawiać – roześmiał się.
– Co? O czym ty bredzisz? – Sasuke ugryzł kawałek kolejnego żółtego plastra. To naprawdę było zjadliwe i regenerowało sporo energii. Niektóre z wynalazków Orochimaru były zdecydowanie przydatne.
– No tego imienia nie wolno wymawiać przy Sakurze, bo zawsze potem dostaje szału i coś rozwala. Kiedyś omal nie zdemolował Ichiraku, bo Sai powiedział, że ta Karin jest ładna. Już tego raczej nie powtórzy, bo dostał wtedy podwójnie. Od Sakury i od Ino – Naruto, nadal śmiejąc się jak głupi, relacjonował sytuację, która miała miejsce ze dwa miesiące temu.
– Głupoty – mruknął Sasuke, ale miał wrażenie, że coś mu umknęło. Bo od kiedy to jego przyjaciel i partner treningowy znajdywał tyle czasu, żeby chodzić na te wszystkie spotkania z przyjaciółmi? Abstrahując już od wczorajszego wieczora, kiedy zostawił go z Hinatą, to zazwyczaj prawie cały czas spędzali razem. I to Sasuke w żadnym stopniu nie przeszkadzało. Zdecydowanie wolał porządny trening sam na sam niż takie spotkania w większym gronie.
– Dobra, daj jedno, spróbuję. – Naruto przechylił się i sięgnął po… No cokolwiek to tam było. Zanim jednak wrócił do poprzedniej pozycji, coś przykuło jego uwagę. Obok pudełka z „tym czymś” leżała jakaś karteczka. Chwycił ją w drugą rękę, odwrócił i przeczytał. Zatkało go. Bo na karteczce, obok słów: Dla Sasuke, widniało narysowane serce.
– Draniu, ta Karin, to… – zawahał się. – To twoja dziewczyna? – wydusił, bo nagle poczuł się dziwnie. Bardzo dziwnie. I choć jego świadomość podsuwała mu myśl: Jak ten drań śmiał nie powiedzieć mu, że ma dziewczynę, to podświadomość delikatnie, gdzieś tam w głębi umysłu, podpowiadała: Jak on w ogóle śmiał mieć dziewczynę!
Sasuke spojrzał zdziwiony na Naruto, bo pomysł, że Karin miałaby być jego dziewczyną, wydał mu się absurdalny, ale... Coś w jego minie podpowiedziało mu, żeby nie zaprzeczył.
– Może – stwierdził, próbując powstrzymać uśmiech. – A co? – dodał, ciekawy, jak Naruto na to zareaguje.
– No nic, tak tylko pytam – obronił się szybko. – Całkiem niezłe. Przynajmniej nie smakują tak obrzydliwie, jak te u Sakury – dodał i odwrócił wzrok na rzekę.
Sasuke przez chwilę nic nie mówił, zaskoczony taką reakcją, ale kiedy już chciał się odezwać, Naruto go uprzedził i podjął próbę kontaktu.
– To... pewnie Sakura-chan, jak się dowie, że masz dziewczynę, będzie wściekła. – Roześmiał się i potarł włoski na karku. – Matko, ale urządziłeś te wszystkie dziewczyny z Konohy! I mnie, bo teraz pewnie większość zacznie znowu za mną latać, tak jak wtedy, kiedy cię nie było w wiosce! – jęknął i położył się nagle na trawie.
Próbował odeprzeć dziwne uczucie niepokoju, które powodowało, że żołądek zaciskał mu się nieprzyjemnie, a opuszki palców mrowiły, jakby zaraz miał kogoś zaatakować. Zacisnął dłonie w pięści i spojrzał w niebo. Dlaczego Sasuke nie powiedział mu, że ma dziewczynę? To było... dziwne. Ale to był w końcu Sasuke, który wiele rzeczy ukrywał. Nawet jeżeli spędzali razem cały dzień, on i tak potrafił go czymś zaskoczyć.
– Wiesz, że jak przyprowadzisz do wioski tę swoją dziewczynę, to będziesz musiał jej zapewnić ochronę? – Naruto zaśmiał się głośno, trochę wbrew sobie.
A co, jeżeli Sasuke znowu odejdzie? Karin przecież nie była stąd i może wcale nie będzie chciała tutaj mieszkać? Ta myśl sprawiła, że ucisk w żołądku jeszcze się zwiększył, a serce zaczęło mu bić szybciej. Sasuke nie mógł odejść, nie mógł go zostawić. Nie po to tak długo walczył o jego powrót, żeby teraz on znowu zniknął z jego życia. Co prawda pewnie widywaliby się czasami, ale to już nie byłoby to samo. Naruto dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo przyzwyczaił się do jego obecności. Od zakończenia wojny spędzali ze sobą bardzo dużo czasu, a ostatnio to prawie w ogóle się nie rozstawali. Ino, śmiejąc się, powiedziała mu nie tak dawno, żeby czasami dali sobie spokój i porobili coś osobno, bo powodują już u niektórych frustrację, ale nie miał pojęcia, o co jej chodziło. Co niby było złego w ich ciągłych treningach? To chyba dobrze, że dbali o swoją kondycję, no nie? Zerknął na Sasuke. Coś mu przyszło do głowy, bo przypomniał sobie to ich spotkanie z Kakashim za czasów Akademii, podczas którego mieli się przedstawić i powiedzieć coś o sobie. Dwunastoletni Sasuke mówił wtedy tylko o tym, że jest mścicielem, że chce zabić pewnego człowieka i…
– To o tę twoją odbudowę klanu chodzi, tak? – zapytał markotnie, podnosząc się i patrząc na swojego przyjaciela teraz już całkiem poważnie. Trochę bał się odpowiedzi, no ale wolał wiedzieć. Bo tak naprawdę przecież, gdzieś w głębi umysłu, spodziewał się, że to w końcu nastąpi. Tylko… tylko nie sądził… Obaj byli jeszcze bardzo młodzi, dopiero niedawno w ogóle osiągnęli pełnoletniość, więc nie sądził, że to się stanie aż tak szybko. To było… o wiele za szybko.
Sasuke milczał przez chwilę, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Nie miał pojęcia, co też urodziło się w głowie Naruto, bo z głupich żartów o Karin nagle przeszedł w tak poważny ton. O co on go pytał? O odbudowę klanu? Poza tym jego wzrok sprawił, że już nie chciał sobie z niego kpić. Też podniósł się z ziemi i stanął przed nim.
– O nic mi nie chodzi – zaczął spokojnie, uważnie obserwując reakcje na twarzy Naruto. Czasami denerwowało go, że chociaż byli najlepszymi przyjaciółmi, w ogóle go nie rozumiał. Sakurę potrafił rozszyfrować, inni też nie sprawiali mu takiego problemu jak Naruto. Wydawało mu się, że go znał, a później on zaskakiwał go po raz kolejny. Tak jak i tym razem. – Nie mam żadnej dziewczyny, młotku. Przestań się tym w końcu przejmować i wracajmy do treningu – zbył go.
– Karin nie jest twoją dziewczyną? – Naruto zmarszczył brwi, patrząc na niego z nagłą złością, której też Sasuke nie potrafił zrozumieć, tym bardziej, że nagle ta złość zniknęła i została zastąpiona przez ulgę.
– Nie, nie jest moją dziewczyną. To tylko dawna znajoma z drużyny. Wracajmy do treningu, bo jeszcze pomyślę, że jesteś zazdrosny – dodał z rozbawieniem.
– Coś ty powiedział, draniu? – Naruto zaperzył się i aż poczerwieniał ze złości. Wcale nie był zazdrosny. On tylko nie chciał, żeby Sasuke go zostawił i odszedł do tej całej Karin, bo… Bo z kim by wtedy trenował? Z kim by się uczył? Z kim by spędzał czas? Zupełnie zignorował w tym momencie fakt, że miał przecież jeszcze wielu innych przyjaciół, którzy z pewnością by mu ten czas zagospodarowali. Teraz chodziło o Sasuke i jego głupie insynuacje. Zdecydowanie nie był zazdrosny. – Ja się po prostu martwiłem o Sakurę – rzucił pierwszy lepszy argument, który mu się nasunął.
– A co ma do tego Sakura?
– Jakbyś nie wiedział, draniu. Ale nie myśl, że ci ją oddam. W końcu uda mi się pójść z nią na randkę i wtedy zobaczysz! – Naruto założył ręce za głowę i spojrzał wyzywająco, choć tak naprawdę nie miał zamiaru nawet próbować się o to starać. Już dawno temu przestał uganiać się za Sakurą i zapraszać ją na jakiekolwiek randki, co kiedyś robił przecież notorycznie i zawsze z tym samym skutkiem. Teraz wszystko było inaczej. I już nie chodziło tylko o to, że zapewne po raz kolejny by mu odmówiła.
– Życzę powodzenia – mruknął Sasuke, który najwyraźniej miał dość rozmów na temat jakichkolwiek dziewczyn, choć zdawał sobie sprawę, że skoro są dorośli, te będą nieuniknione. – Rusz tyłek i chodź tutaj. I skup się, do cholery, na tym, co trzeba.

Ten trening był potwornie męczący. Naruto miał rację, czując, że to nie będą przelewki. Powtórzył kombinację pieczęci chyba z dziesiątki razy, zawsze przy tym koncentrując się na chakrze Kyuubiego pomieszanej z jego własną, a i tak nie udało mu się osiągnąć żadnego efektu. W końcu, kompletnie wyczerpany, po prostu padł na ziemię. On też miał swój limit. Teraz leżał, kontemplując widok wodospadu, jednak ten już po chwili został zastąpiony widokiem twarzy Sasuke, który się nad nim pochylał. Pomógł mu się podnieść, zarzucając sobie jego rękę na ramię i przytrzymując w pasie. Starał się utrzymać go w pionie, gdy podchodzili do głazu, przy którym były ich rzeczy, a potem usadowił go na trawie, podpierając plecami o kamień i podsunął pod nos pudełko z żółtymi plastrami.
– Jedz, musisz odzyskać siły – mruknął, widząc jak Naruto niechętnie sięga po jeden z nich. Nie były co prawda niedobre, ale też nie miały smaku ramenu, o którym Naruto teraz zapewne marzył. – No, jeszcze jeden – ponaglił go. – Chyba nie sądzisz, że będę cię niósł do samej Konohy – stwierdził, uśmiechając się lekko.
– Nie miałbym nic przeciwko. – Naruto przymknął oczy. Czuł się kompletnie wyczerpany, jego własna chakra była na wykończeniu. Ugryzł kolejny kawałek „tego żółtego czegoś”, jak to nazywał.

Wracali powoli. Naruto co prawda trzymał się na nogach o własnych siłach, ale nadal czuł spore osłabienie.
– Jesteś pewien, że dobrze odczytałeś ten zwój? Robiłem wszystko tak, jak mówiłeś, więc dlaczego nie zadziałało? – zapytał, zerkając na Sasuke, który szedł obok niego, najwyraźniej myśląc nad czymś intensywnie.
– Nie wiem. – Ten pokręcił tylko głową. – Też się nad tym zastanawiam. Jestem pewien, że prawidłowo go rozszyfrowałem, ale dzisiaj przejrzę wszystko jeszcze raz, choć nie sądzę, żeby to coś dało. Myślę, że po prostu musimy próbować.
– Jasne, dla mnie to pestka. – Naruto uśmiechnął się słabo, co było zupełnym zaprzeczeniem jego słów. – Sasuke… Tylko, wiesz… Nie mów może przy Sakurze, że Karin ci coś przysłała. Bo jak się wścieknie, to znowu ja oberwę.
– A co, nie potrafisz sobie z nią poradzić? – zapytał Sasuke, nie kryjąc ironii, choć tak naprawdę doskonale wiedział, że Naruto pozwalał jej na dużo więcej niż inni. Przyjaźnili się i stworzyli więź, której on nigdy nawet nie próbował z nią zbudować.
– Draniu, myślisz, że to takie proste? Sakura-chan w niektórych sprawach potrafi być cholernie uparta. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o ciebie – stwierdził i uśmiechnął się lekko. Od zawsze im większa była frustracja Sakury, tym bardziej wyżywała się na nim.
Sasuke już nie odpowiedział. Temat ich wspólnej koleżanki z drużyny był dla niego akurat najmniej interesujący. Zamiast rozmawiać o niej, wolał skupić się na analizie dzisiejszego treningu. Co mogło pójść nie tak?
– Wieczorem znowu spotykamy się w bibliotece – stwierdził, gdy już zaczęli zbliżać się do wioski. Dla nich obu było oczywiste, że teraz wrócą do swoich mieszkań, odświeżą się i zjedzą jakiś porządny posiłek, żeby później znowu zobaczyć się przed budynkiem Akademii. Termin egzaminu zbliżał się coraz bardziej, a oni mieli jeszcze sporo rzeczy, które powinni opanować. A tak konkretnie to Naruto powinien, bo nadal miał duże braki w wiedzy.

Naruto szedł i myślał, co by tu zjeść, a dokładniej jaki smak ramenu wybrać, więc nawet nie zauważył, kiedy przekroczyli bramę wioski. A tam ktoś już na nich czekał.
– No wreszcie! – Z dachu zeskoczył znudzony Shikamaru. – Pół dnia na was czekam – jęknął, ale dobrze wiedzieli, że to tylko pozory, bo jednocześnie lekko się uśmiechnął. Najwyraźniej takie leniuchowanie i gapienie się w chmury musiało mu być dzisiaj zdecydowanie na rękę, tym bardziej, że ostatnio był dość zajęty. Jako doradca Hokage musiał sporo pracować, więc chwila wytchnienia na pewno mu się przydała.
– Coś się stało? – zapytał Naruto, kiedy podeszli bliżej.
– Nie… – Shikamaru założył ręce za głowę, przeciągnął się i ziewnął szeroko. – Tylko przybyli goście z Wioski Piasku i ktoś chciałby się z tobą zobaczyć.
– Gaara? – krzyknął entuzjastycznie Naruto, zwracając na siebie uwagę wszystkich osób w pobliżu. – To na co jeszcze czekamy! – Rzucił się w stronę głównej siedziby wioski, zupełnie ignorując słowa Shikamaru, żeby poczekał na niego. Tak jakoś nagle wróciły mu siły.
– Ty też chodź – Shikamaru kiwnął na Sasuke. – Hokage ma do ciebie sprawę.

Okazało się, że Naruto niepotrzebnie tak wyrwał do przodu, bo i tak musiał razem z Sasuke i Shikamaru poczekać, aż zakończy się oficjalna rozmowa w gabinecie Kakashiego. W tym czasie wydeptywał kółeczko na korytarzu, nie mogąc usiedzieć spokojnie na krześle. Niecierpliwił się tym czekaniem. Zirytowany Sasuke raz próbował go siłą usadzić na krześle obok siebie, ale on po chwili znowu wstał i zaczął się kręcić. W końcu, po jakichś dwudziestu minutach, masywne drzwi się otworzyły i z gabinetu wyszli Hokage, Kazekage, Kankurou i Temari.
– Gaara! – Naruto uśmiechnął się szeroko. – Dawno żeśmy się nie widzieli!
– Naruto, mówisz do Kazekage, zachowuj się. – Szturchnął go Shikamaru. – Powinieneś… A zresztą. – Machnął ręką, widząc, jak obaj podają sobie dłonie, witając się. Najwyraźniej Gaara wcale nie oczekiwał, a nawet zaryzykowałby stwierdzenie, że nie chciał, aby Naruto go tytułował.
– Naruto… – Gaara też się uśmiechnął. – Tak, trochę czasu minęło. – powiedział. To był fakt, ostatnim razem gościł tutaj tuż po Wielkiej Czwartej Wojnie, gdy Naruto był jeszcze w niezbyt dobrym stanie. Teraz najwyraźniej miał się dobrze, a spod rękawa, który wtedy powiewał smętnie, wystawała zabandażowana dłoń. Wzrok Gaary przykuło jeszcze coś. A raczej ktoś, stojący obok. Uchiha Sasuke. Wiedział, że został ułaskawiony i przebywał teraz w wiosce, mógł też się domyślić, że będzie towarzyszył Naruto. Gaara miał świadomość, ile jego przyjaciel włożył czasu i wysiłku w sprowadzenie Sasuke z powrotem, jak mu zależało. A on sam tak właściwie to nie miał na jego temat zdania, prawie w ogóle go nie znał.
– To może miałbyś ochotę zjeść coś ze mną? Wiesz, jak tak sobie myślę, to jeszcze nigdy nie zaprosiłem cię na ramen, bo nie było okazji – zaśmiał się Naruto. Kakashi tylko przewrócił oczami, a Shikamaru westchnął cierpiętniczo. Obaj nie odezwali się jednak, tak samo jak Sasuke, którego mina wyrażała coraz większą irytację.
– Z przyjemnością. I wypić czarkę sake, jak ci obiecałem na wojnie – Gaara przypomniał swoją obietnicę, którą złożył Naruto na polu walki.
– Jak długo zostaniesz?
– Jutro wieczorem wyruszam z powrotem. Przyjechałem, żeby prosić o coś Hokage. – Wzrok Gaary na krótko padł na Sasuke. – Później opowie ci pewnie szczegóły, na razie nie traćmy na to czasu.
– Sasuke, mógłbym cię prosić na moment? – Kakashi skinął na swojego dawnego ucznia.
– Draniu, dołączysz do nas później? – zapytał szybko Naruto, zanim jeszcze Sasuke nie zniknął w gabinecie.
– Zobaczę – ten mruknął tylko i rzucił uważne spojrzenie Kazekage, po czym zamknął drzwi, zostawiając ich na korytarzu.
– A tego co ugryzło? – Naruto wydął usta. – No dobra, a reszta? Idziecie z nami? – zapytał Shikamaru, którego Temari odciągnęła na bok. Wyglądał na znudzonego, ale po lekkim uśmiechu można było dostrzec, że to tylko pozory.
– Tak, ja już zgłodniałem. – Kankuro poklepał się po brzuchu i spojrzał na siostrę.
– W takim razie my też pójdziemy – zadecydowała, uśmiechając się do wszystkich.

Jak zwykle w Ichiraku o tej godzinie było sporo klientów, ale dla bohatera wioski i Kazekage oczywiście znalazło się wolne miejsce. Zamówili jedzenie i alkohol, a Naruto zaczął wypytywać Gaarę o to, co działo się w jego życiu przez ten rok, w którym się nie widzieli. On też sporo mówił o sobie i swoich postępach, ale bardziej chciał wiedzieć, jak radził sobie jego przyjaciel. Naruto był chyba jedyną osobą, która potrafiła zmusić Gaarę do tak długiej konwersacji. Obecny Kazekage był milczący i cichy, ale przy Naruto chyba każdy się otwierał.
Shikamaru i Temari wyszli wcześniej, więc Naruto został sam z Gaarą i Kankuro, który w końcu sam stwierdził, że wróci już do hotelu, żeby odpocząć.
– Przejdziemy się? – zaproponował Gaara. Obaj byli już pijani, bo Kazekage okazał się bardzo hojny i nie szczędził im sake, a Naruto miał słabą głową. Dodatkowo był zmęczony po treningu, więc nie okazał się mocnym zawodnikiem.

– Usiądź, Sasuke. – Kakashi wszedł za biurko i ulokował się wygodnie w fotelu Hokage. – Chciałem z tobą porozmawiać – dodał, widząc, jak ten zajmuje miejsce na jednym z dwóch krzeseł naprzeciwko.
– O czym? – Sasuke był już trochę zmęczony dzisiejszym treningiem i wolałby pójść do domu, żeby się wykąpać i zregenerować trochę siły przed kolejną nocą w bibliotece, ale przez to całe zamieszanie z przybyciem do wioski Kazekage, miał świadomość, że plany trochę się zmienią. W końcu Naruto poszedł z nim do Ichiraku i coś przeczuwał, że na samym ramenie się nie skończy.
– Widzę, że uczysz się z Naruto. Choć w twoim przypadku „uczysz” to chyba nieadekwatne słowo, jeżeli chodzi o genjutsu, jak sądzisz? – Kakashi spojrzał na niego przenikliwie.
– Jeżeli bym mu nie pomagał, ten młotek nigdy nie opanowałby całego materiału i poległby na tym egzaminie jak ostatnia oferma – prychnął Sasuke, doskonal jednak wiedząc, o co chodzi Hokage. Obaj zdawali sobie sprawę, że gdyby nie Naruto, to poświęcałby swój czas na naukę innych rzeczy.
– Cieszy mnie to, bo z tego, co mówił Iruka, on ma jeszcze spore braki. Mam nadzieję, że do czasu egzaminu zdąży się porządnie przygotować. – Kakashi odchylił się na swoim fotelu i westchnął. – Posłuchaj, Sasuke… – zastanowił się chwilę. – Wizyta Kazekage, jak pewnie się domyślasz, nie wiąże się tylko z chęcią utrzymania dobrych relacji. Wioska Piasku potrzebuje naszej pomocy, a tak konkretnie to potrzebuje ciebie – przeszedł do rzeczy.
– Mnie? – Sasuke spojrzał na Szóstego Hokage pytająco.
– Tak i myślę, że jest to coś, co cię zainteresuje. W jednej z krypt znaleziono pewne stare tablice, jednak nikt nie potrafi ich odczytać. Kazekage i Wioska Piasku potrzebują kogoś z umiejętnościami twoich oczu. Być może okaże się, że to będą jakieś mało ważne informacje, ale równie dobrze może to być coś istotnego. Przez lata napisy na tych tablicach trochę się zatarły, ale myślę, że to nie będzie stanowiło dla ciebie problemu.
Sasuke tylko skinął głową.
– Czyli wysyłasz mnie na misję?
– Jeszcze nie, to nie jest jakoś szczególnie naglące. Do egzaminu zostało niewiele czasu, chcę, żebyście obaj z Naruto go zdali. Ale myślę, że zaraz po tym powinieneś udać się do Wioski Piasku. Te informacje mogą okazać się zarówno dla nich, jak i dla nas ważne.
– Mam iść tam sam? – spytał Sasuke, wyrażając tym samym zgodę. Też był ciekaw, co takiego może być zapisane na tych tablicach.
– Dam ci kogoś do pomocy, nigdy nie wiadomo, z czym możesz mieć tam do czynienia. Może się okazać, że ta krypta to po prostu jakaś pułapka, która aktywuje się po ruszeniu tych tablic, bo leżą jedna na drugiej i póki co nikt ich nie przesuwał w obawie, że może je zniszczyć. Na pewno też Wioska Piasku wydeleguje kogoś już na miejscu. Ale to omówimy innym razem.
– Rozumiem. – Sasuke jeszcze raz skinął głową i podniósł się z krzesła. – Teraz, jeżeli pozwolisz, pójdę już, mamy z Naruto jeszcze trochę tej nauki – stwierdził, choć tak naprawdę zastanawiał się, co robi teraz ten głąb i czy będzie w stanie w ogóle dotrzeć do biblioteki, skoro poszedł na kolację z dawno niewidzianym przyjacielem.

Sasuke wrócił prosto do mieszkania. Po zniszczeniu wioski przez Paina jego rodzinny dom zniknął z powierzchni ziemi. Okazało się, że Naruto razem z Sakurą zebrali jego osobiste rzeczy, a przynajmniej to, co zostało z rodzinnych pamiątek. Nie było tego wiele, ale zachowało się na szczęście to, co najcenniejsze – kilka zdjęć, które oprawił w ramki i powiesił na ścianie.
Otrzymał od Konohy nowe mieszkanie w dzielnicy, która kiedyś należała do jego klanu. Teraz wybudowano tam jedne z najładniejszych bloków, więc nie miał na co narzekać. Po rozmowie z Kakashim i radą starszych udało im się dojść do kompromisu – wioska zachowa tereny byłej dzielnicy klanu, w zamian za wymazanie win, których Sasuke dopuścił się po odejściu z osady. Jakby nie patrzeć, był w końcu przestępcą. Jego mieszkanie było duże i przestronne. Z pewnością zbyt wielkie dla jednej osoby, ale on zdążył się już przecież przyzwyczaić do samotności. Nowe lokum dawało pewnego rodzaju ukojenie. Mógł rzeczywiście zacząć w wiosce od nowa, bez piętna strasznej przeszłości, która może i nigdy go nie opuści, ale już nie będzie mu towarzyszyła na każdym kroku.
Wykąpał się, zjadł i przejrzał jeszcze raz zwój, który znalazł w pamiątkach po swoim klanie. W końcu, gdy dochodził już wieczór, postanowił pójść do biblioteki, po drodze zahaczając jeszcze o Ichiraku. Uznał, że droga obok ulubionej knajpy Naruto będzie najszybszą z możliwych, co oczywiście nie było prawdą, ale tak było dużo wygodniej myśleć. Może ten młotek już skończył spotkanie i...
– Cholera – warknął, gdy zamykał drzwi wejściowe. Naruto zaczynał go coraz bardziej irytować. Tak po prostu. Za szybko się do niego przyzwyczaił i teraz nawet samotne wyjście do biblioteki zaczęło mu nie pasować.


Rozdział 5


Na zewnątrz było przyjemnie chłodno, ale nie zimno. Sasuke wskoczył na dach pobliskiej budki, żeby z niej dostać się na szczyty wyższych budynków. Stwierdził, że dopiero niedaleko Ichiraku zejdzie na ulicę, żeby zobaczyć, czy w środku siedzi jeszcze Naruto. Jednak zobaczył go, a raczej ich, dużo wcześniej. Szli ulicą wzdłuż nowych, małych sklepików, w których czasami robił zakupy. Mieli tu całkiem niezłe kulki ryżowe. Sasuke generalnie nie lubił słodyczy, ale te mu akurat bardzo smakowały. Kiedyś Naruto dał mu je w ramach prezentu urodzinowego, wciskając do rąk torebkę i mówiąc: „Masz, ty draniu. Wszystkiego najlepszego”. To właśnie w tamtym momencie jakoś tak bardzo przypadły mu do gustu, że potem kupował je sam. Czasami nawet zabierał jako prowiant na trening, ale Naruto zwykle większość bezczelnie wyjadał. Był bardzo łasy na słodycze. Sasuke dopiero po jakimś czasie uświadomił sobie, jak wiele wie o swoim najlepszym przyjacielu. I to czasami takie szczegóły, jakich nie znała chyba nawet Sakura, mimo że przecież spędzała z nim bardzo dużo czasu, kiedy odszedł z wioski. Usłyszał głośny śmiech Naruto. Razem z Gaarą wyglądali na lekko podpitych, choć Kazekage na pewno trzymał się lepiej, bo przynajmniej nie potykał się co chwilę o pierwszy lepszy kamień. Sasuke obserwował ich, kiedy zatrzymali się w pobliskim parku i o czymś rozmawiali. Dopiero dobrą godzinę później pożegnali się i rozeszli, każdy we własnym kierunku. Wtedy wykorzystał sytuację i zły jak diabli, bo przez to wszystko nie poszedł do biblioteki, pojawił tuż przed Naruto.
– Oj, draniu, może nie tak gwałtownie, co? – Ten tylko się roześmiał i zrobił krok do tyłu, wpadając na jakieś drzewo. Zachwiał się lekko.
– Mieliśmy iść do się uczyć. – Sasuke podszedł bliżej, patrząc na niego. Było już ciemno, ale dobrze widział w świetle księżyca rumieńce na jego twarzy, które pojawiały się zawsze, gdy za dużo wypił.
Naruto, mimo że rozluźniony na skutek wypitego alkoholu, poczuł się niekomfortowo. Teraz prawie wgniatał się plecami w pień, chcąc odsunąć się od Sasuke bardziej. Znów był za blisko, jeszcze jeden krok i po raz kolejny stanie się to… Och… Przyjaciel przygwoździł go, wlepiając intensywnie wzrok w jego oczy. Coś mówił, coś chyba nawet istotnego, ale Naruto nie słuchał. Bo to się właśnie stało. Jeszcze chwila i Sasuke też to wyczuje. A to będzie katastrofa. Będzie z niego kpił chyba do końca życia. Naruto, mimo żeby był pijany doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Spojrzał w czarne oczy, które wyrażały coś w rodzaju zirytowania i nagle poczuł, że chętnie chwyciłby go za te czarne kudły i … O kurczę. Skoro tak durne myśli zaczęły przychodzić mu do głowy, to znaczyło tylko jedno. Musiał uciekać. Popchnął Sasuke i wyrwał się, a po zaledwie chwili wpadł w jakieś krzaki. Które miały kolce. I to bolało.
– Naruto! – krzyknął Sasuke, jednak ten tylko jęknął zbolałym głosem. – Ale z ciebie idiota – westchnął ciężko, gdy zobaczył, że zaczął się zbierać. Podszedł do niego, ale gdy tylko go chwycił, ten znowu mu się wyrwał i po raz kolejny wpadł w te same zarośla. – Jesteś pijany bardziej niż Tsunade po kilku butelkach sake – warknął i zniecierpliwiony złapał Naruto za łokieć, wyciągając go stanowczym ruchem z tych krzaków. Nie wiedział, co mu strzeliło do głowy, że tak nagle odskoczył, ale może był dla niego trochę za ostry? W końcu był nietrzeźwy, mógł zachowywać się trochę inaczej. Zmarszczył brwi, widząc, że Naruto skaleczył się w policzek. Nawet jego ubranie było potargane w kilku miejscach.
– Wszystko w porządku?
– Tak, draniu, puszczaj mnie w końcu! – burknął. – Co ty tak nagle się pojawiasz? – zapytał i znowu odsunął się na bezpieczną odległość. Starł rękawem strużkę krwi, którą czuł na policzku. W głowie szumiało mu od alkoholu i miał problem, żeby skupić się na czymś innym poza wspomnieniem tego, co wcześniej sobie wyobraził. Przełknął ciężko ślinę, widząc spojrzenie Sasuke. Ten drań nie powinien tak wyglądać, kiedy był zły – przemknęło mu przez myśl. Sakura, kiedy się denerwowała, stanowiła taki widok, że lepiej było do niej nie podchodzić. Wtedy zapominał nawet o tym, że tyle lat był w niej zakochany. Zastanowił się. Może to dlatego tak reagował na Sasuke, bo brakowało mu go przez cały ten czas?
– Co ci się stało, młotku? – Sasuke wydawał się wyraźnie zirytowany tym, że Naruto, za każdym razem, kiedy tylko się do niego tylko zbliży, próbuje się cofnąć przynajmniej o kilka kroków. – O czym rozmawiałeś z Gaarą? – zapytał podejrzliwie.
– O takich tam… Różnych rzeczach – zaśmiał się Naruto i potarł ręką włosy. Po chwili znów otworzył usta i czknął. – Wiesz, to jest mój przyjaciel. Tak jak ty.
– Tak jak ja… – powtórzył Sasuke, patrząc w dziwny sposób, a przez jego twarz przemknął niewyraźny cień czegoś, czego Naruto nie umiał nazwać. I chyba nie chciał się nad tym zastanawiać. Dobrze przynajmniej, że przez te wbijające się kolce, których skutki cały czas odczuwał, jego podniecenie opadło. Zostały tylko dziwne myśli, które najwyraźniej na dobre zagościły w jego głowie i nie chciały zniknąć. Bo co się tak naprawdę stało? Czy w tamtym momencie… Czy on naprawdę chciał… Pokręcił głowa, jakby to miało pomóc w wyrzuceniu tych głupich skojarzeń z głowy.
– Nie chcesz, to nie mów. Twoja sprawa – powiedział chłodnym tonem Sasuke i rozejrzał się dookoła. Była już prawie noc, ale nadal gdzieniegdzie widział innych ludzi. Jakieś pary, które urządzały sobie po zmroku schadzki, dzieciaki ganiające jeszcze po drzewach. – Chodź, odprowadzę cię do domu. Przyszły Hokage, lądujący w co drugich krzakach, na pewno nie wzbudzi szacunku, co najwyżej narazi się na śmieszność – westchnął, stanowczym ruchem chwytając i przytrzymując ramię Naruto, jednocześnie nie pozwalając mu się od siebie odsunąć.
– Wcale nie jestem aż taki pijany – burknął Naruto, czerwieniąc się jeszcze bardziej. Jego reputacja niestety często była narażana na próbę, bo mimo że był bohaterem wojennym i jednym z najsilniejszych shinobi w wiosce, przez swoją niezdarność, stwarzał sytuacje, przez które ciężko było się nie zaśmiać.
– Właśnie widzę – stwierdził Sasuke i skrzywił się, gdy pociągnął go uliczką w kierunku jego domu. – I czuję.
Naruto tylko prychnął. Było mu trochę niedobrze i kręciło mu się w głowie, ale Kurama zaraz powinien coś z tym zrobić. Chyba, bo już rano buntował się i nie chciał pomóc wyleczyć kaca po wczoraj. Jakby nie było, rzadko zdarzało mu się pić dzień po dniu.
– Czemu nie poszedłeś do biblioteki? Przecież... – Naruto znowu czknął. Zmarszczył brwi rozzłoszczony. Przy Gaarze, który sam był trochę wstawiony, nie czuł się aż tak bardzo, pijany. Dopiero przy Sasuke zdał sobie sprawę, że tak, wypił trochę za dużo. – Sakura i dziewczyny pewnie tam siedziały. Nie wiedziałem ich na mieście, to musiały się uczyć. A ty też lubisz się przecież uczyć, draniu – stwierdził wesoło, jednak po chwili coś do niego dotarło. – Ach! – krzyknął, zwracając uwagę jakichś kobiet, które stały pod blokiem i plotkowały cicho. – No tak, przecież to są dziewczyny. A ty nie lubisz dziewczyn! – Znowu się roześmiał i szturchnął Sasuke w żebra. Był zbyt zajęty opanowaniem wesołości, żeby dostrzec, że jego przyjaciel wyglądał na coraz bardziej zirytowanego. – Trzeba było do nas dołączyć, draniu. Mogłeś nie czekać i nie wiadomo co robić... – rzucił bez namysłu i spojrzał w końcu na Sasuke. Przełknął ciężko, zauważając jego minę. I znowu o tym pomyślał. Dlaczego wściekły Sasuke musiał na niego aż tak działać? Co z nim było nie tak? Z nim, z Sasuke i, cholera, z tymi wszystkimi dziewczynami, na które wcale nie zwracali uwagi?
– Przymknij się już, młotku. Powinieneś się cieszyć, że cię znalazłem, bo teraz pewnie leżałbyś pijany w jakichś krzakach – warknął Sasuke, przyspieszając kroku. Coraz bardziej irytował go ten wieczór i podejrzewał, że po tym, jak odprowadzi już tego głąba do domu, zamiast do mieszkania, pójdzie potrenować. Czuł, że musi się jakoś wyładować, bo w innym razie ktoś oberwie. A konkretnie to ten ktoś idący, a przynajmniej usiłujący iść, obok.
– A tam, gadasz głupoty. – Naruto zaczął grzebać po kieszeniach i szukać czegoś, gdy dotarli w końcu do jego bloku i właśnie stanęli przed klatką schodową. – Draniu, nie widziałeś moich kluczy? – jęknął, gdy znalazł jedynie żabią portmonetkę i rachunek za poprzedni wieczór w Ichiraku. Wysoki rachunek, trzeba było przyznać. Na szczęście dzisiaj płacił Gaara i nie chciał nawet słyszeć o tym, że się dołoży. Powiedział mu, że i tak nigdy nie będzie w stanie się odwdzięczyć za to, co Naruto dla niego zrobił i za to, kim się dla niego stał.
– A jak ci się wydaje? – mruknął Sasuke, kiedy już wchodzili po schodach, a on wciąż przetrząsał kieszenie.
– No bo nie… Ała! – wrzasnął Naruto, potykając się o stopień i wywalając się na schodach. – Niech to szlag – mruknął, kiedy Sasuke starał się go zebrać i postawić do pionu. – Zgubiłem klucze, jak mam teraz wejść do domu? – spytał, jakby oczekiwał, że ten poda mu od razu jakieś rozwiązanie.
– Cholera, młotku! – Sasuke sam wepchnął mu ręce w kieszenie kamizelki, a potem spodni, przeszukując je gruntownie. Na podłogę poleciała jakaś chustka, ochraniacz na czoło, który Naruto zawsze zdejmował, kiedy robiło mu się za gorąco i kilka monet. Klucze w końcu też się znalazły, w małej kieszonce na piersi. Sasuke odetchnął z ulga, bo myśl, że mieliby wracać do parku i szukać ich po krzakach, nie była zbyt zachęcająca. Zabrał ze schodów porozrzucane rzeczy i otworzył drzwi do mieszkania, które mieściło się w zupełnie innej dzielnicy wioski niż jego. Przytrzymał sobie nogą drzwi, wepchnął Naruto do środka i zapalił światło. Znów miał ochotę złapać się za głowę, tak jak rano, gdy tu przyszedł. Naprawdę, jeżeli miałby użyć do opisania tego, co widział słowa bałagan, to byłoby zdecydowanie zbyt łagodne okreslenie. Kubki po ramenie na stole i szafce przy łóżku, porozrzucane ciuchy, kilka rozwiniętych i pozostawionych samym sobie zwojów. Rano nic nie mówił, bo był nieźle wkurzony, że Naruto zaspał, ale teraz…
– Jak ty możesz mieszkać w takim chlewie? – zapytał zdegustowany.
Naruto przez chwilę milczał, a gdy Sasuke obejrzał się, żeby sprawdzić, co on właściwie wyprawia, usłyszał tylko trzask zamykanych drzwi do łazienki.
– Pewnie poszedł rzygać – westchnął z rezygnacją i jeszcze raz ogarnął wzrokiem mieszkanie, jakby próbował znaleźć w tym chaosie jakąś regułę. Jeżeli Naruto będzie tak niezorganizowanym Hokage, to marnie widział jego przyszłą kadencję. W końcu, litując się nad nim, postanowił nastawić wodę na herbatę, bo kiedy w końcu wróci z łazienki, będzie potrzebował czegoś ciepłego. Skutki alkoholowych libacji nigdy nie były przyjemne.
Naruto przez jakiś czas nie wychodził, ale Sasuke nie słyszał żadnych niepokojących odgłosów. W końcu jednak, kiedy znudzony czekaniem chciał zapukać do drzwi, te wreszcie się otworzyły. Naruto wyglądał już lepiej. Miał trzeźwiejsze spojrzenie, chociaż był trochę zarumieniony na twarzy. Musiał też wepchnąć głowę pod kran lub prysznic, bo teraz jasne kosmyki lepiły mu się do czoła, a kropelki wody kapały na ramiona.
– Żyjesz? – zapytał tylko. Naruto uśmiechnął się krzywo i skinął głową. Sasuke obserwował go uważnie. Nadal mimo wszystko nie prezentował się najlepiej i przez krótką chwilę poczuł nawet, że jest mu go żal. Na szczęście to był tylko moment, dopóki Naruto, idąc do stołu, nie potknął się o postawiony na podłodze zwój i się nie przewrócił. Wtedy Sasuke przypomniał sobie, że jego przyjaciel był po prostu idiotą, a takich nie ma co żałować.
– Wiesz, że jak tak dalej pójdzie, będziesz miał zaległości? Jutro zaczynamy od dziesiątej i nawet nie waż się spóźnić – stwierdził, zakładając ręce na piersi.
– Nie. – Naruto pokręcił głową, podnosząc się dość niezdarnie z podłogi. – Nie mogę jutro…
– A to niby dlaczego? – spytał niezadowolony z takiej odpowiedzi Sasuke.
– Umówiłem się z Gaarą. Rano ma się spotkać z Kakashim, ale potem chcę mu pokazać naszą wioskę, to, w jaki sposób się zmieniła. Pamiętasz, jak po tym, gdy wróciłeś, oprowadzałem ciebie? Pokażę mu te same miejsca. Te, które są dla mnie ważne i które lubię.
– Pamiętam. – Sasuke poczuł się dziwnie. Tamten dzień… Stanął mu przed oczami obraz najlepszego przyjaciela – uszczęśliwionego i uśmiechniętego od ucha do ucha, bo w końcu mu uległ i zgodził się zostać w Konoha, to jak siedzieli na wzgórzu, w którym były wykute głowy Hokage i patrzyli na wioskę… Sam nie wiedział dlaczego, ale nie chciał, żeby teraz Naruto pokazywał w ten sam sposób te miejsca komuś innemu. Tamte chwile, tamte rozmowy, były tak prywatne, że nie wyobrażał sobie, że… No nie, po prostu nie! – Myślę, że Kazekage ma chyba ważniejsze rzeczy do roboty, niż zwiedzanie z tobą Konohy – powiedział, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że to nieprawda. Kage czy nie Kage, Gaara zawsze miał słabość do Naruto i to już od czasu, kiedy byli dziećmi, a on przegrał z nim walkę. Sasuke nie był głupi, widział, jak bardzo Naruto na nim zależy, w końcu obaj byli jinjuriki i rozumieli się bardzo dobrze. Był jego przyjacielem. Tak jak on sam. Nie wiedział, dlaczego tak dziwnie zareagował, kiedy Naruto mu to dzisiaj powiedział. Tak naprawdę chyba… Chyba… Spojrzał na mizernie wyglądającą wersję tego blond młotka i nagle ogarnęło go to samo uczucie co wtedy, gdy chciał się udać w podróż, a on, patrząc mu prosto w oczy, poprosił, żeby tego nie robił. Oczywiście wcześniej próbował za pomocą pięści i swojego gadulstwa, ale to tamten moment chyba dopiero zaważył.
– Wyobraź sobie, że wcale nie. – Naruto uśmiechnął się, niezrażony słowami Sasuke. – Gaara sam chciał, żebym go zabrał. Już ułożył wszystkie spotkania tak, żebyśmy mogli mieć wolne popołudnie. Wiesz, Sasuke... – Naruto wydął wargi i wpatrzył się w skupieniu w swój kubek, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś intensywnie. – Ostatnio dużo czasu siedzieliśmy nad książkami. Może powinieneś się sam pouczyć? – Zerknął na niego niepewnie. Nie wiedział, jak powinien mu powiedzieć, że to popołudnie mógł wykorzystać na naukę bardziej zaawansowanych rzeczy. Bo do tego, że on sam był gorszy i miał braki nigdy by się nie przyznał. Oczywiście nie we wszystkim, ale Sasuke zawsze w sprawach teoretycznych był daleko przed nim. On sam co prawda nadganiał determinacją i praktyką, jednak to nie zmieniało faktu, że nie powinien go tak wykorzystywać i dać mu trochę czasu na naukę innych rzeczy.
– Pouczyć się sam? – Głos Sasuke był chłodny. Wpatrywał się nieruchomym spojrzeniem w Naruto, który nie dostrzegł jego napięcia. – Najpierw wczorajsze picie z dziewczynami, teraz dzisiejszy dzień i jutro robisz sobie wolne? Jak chcesz. – Zacisnął usta, próbując powstrzymać wściekłość. – Żebyś tylko później się nie zdziwił, jak nie zdasz – warknął. Wiedział, że Naruto da radę i zda ten egzamin, ale w tamtym momencie był tak zły, że satysfakcję sprawiły mu te słowa. – Spadam, trzymaj się.

Nim Naruto zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, Sasuke wyszedł, a drzwi podejrzanie głośno trzasnęły. Musiał być naprawdę wściekły, bo zwykle tak się nie zachowywał. Zazwyczaj, nawet jak coś mu nie pasowało, zachowywał pozory. Naruto miał mieszane uczucia, a fakt, że nadal był pijany jeszcze pogarszał sprawę, bo nie mógł na to wszystko spojrzeć obiektywnie. W końcu Gaara bywał w Konoha bardzo rzadko, a on sam w Wiosce Piasku jeszcze rzadziej, więc to chyba było normalnie, że chciał spędzić z nim trochę czasu. Cholera wie, kiedy znowu się zobaczą. Rozumiał, że nauka jest ważna, ale do tej pory poświęcał jej naprawdę bardzo dużo czasu i mógł chyba czasami zrobić sobie przerwę. Tym bardziej, że miał do tego konkretny powód. Gaara był jego przyjacielem i miał mu jeszcze do opowiedzenia tyle rzeczy. Naruto podniósł się ciężko, odstawiając kubek po herbacie. Sasuke był tak miły i mu ją zrobił, choć wcale nie musiał. Sasuke był tak miły, że odprowadził go do domu, gdy ledwo trzymał się na nogach. Sasuke był… O cholera… Jęknął i w ubraniu przewrócił się na łóżko. Nie miał siły na nic innego. Poza tym dziwne myśli zaczęły przychodzić mu do głowy, więc wolał zamknąć oczy i spróbować po prostu zasnąć. Jutro się nad tym wszystkim zastanowi.

Następnego dnia obudził się dość wcześnie. Nie zasunął rolet w oknach, więc słońce świeciło mu prosto w twarz. Jęknął, gdy zerknął na zegarek. Było wpół do siódmej, więc mógłby jeszcze trochę pospać. Czuł się koszmarnie. Nie dość, że promienie słońca strasznie raziły, w ustach czuł niewiarygodną suchość, a głowa bolała gorzej niż wczoraj, to jeszcze czuł nieznośny ucisk w żołądku. I nie, nie był związany ze zbyt duża porcją ramenu. To był raczej niepokój. Naruto przypomniał sobie wczorajszy wieczór, kiedy to Sasuke go tu przyprowadził, pomógł nawet szukać kluczy i mimo że był wstawiony, nie złościł się na niego jakoś szczególnie. Do czasu oczywiście. Bo potem strasznie się wkurzył, kiedy Naruto zaproponował mu, żeby pouczył się sam. I poszedł. Będzie go musiał znaleźć i z nim porozmawiać, kiedy tylko Gaara opuści wioskę. W pewnym momencie pomyślał nawet, żeby iść do niego już teraz, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu. Wciąż był chyba trochę pijany i nie czuł się najlepiej – to po pierwsze. Po drugie – godzina nie była najlepsza. Chociaż, przemknęło mu przez myśl, że ludzie pokroju Sasuke pewnie wstawali jeszcze wcześniej. A po trzecie... Uznał po prostu, że lepiej będzie poczekać z tym do wyjazdu Gaary. Jeszcze Sasuke uzna go za desperata… Jasne… Jakby wcześniej nim nie był, ganiając za nim przez tyle lat – podpowiedziała kolejna irytująca myśl, być może nawet był to Kurama, ale Naruto nie chciał się teraz nad tym zastanawiać. Nie mógł już zasnąć, więc zebrał się smętnie z łóżka. Poszedł pod prysznic, łudząc się, że zimna woda chociaż trochę wyostrzy mu zmysły i przywróci do stanu używalnego jego ciało, jednak, gdy tylko zobaczył swoje lustrzane odbicie, już wiedział, że będzie to trudne. Cienie pod oczami i zaczerwienione spojówki nie robiły dobrego wrażenia.
Po godzinie był już jako tako odświeżony, zjadł śniadanie i nawet posprzątał mieszkanie. Robił to rzadko, zwykle wtedy, gdy naprawdę nie miał co ze sobą zrobić, a teraz trochę tak było. Czekał, aż Gaara będzie wolny, a że nie miał siły na trening – zostało więc sprzątanie. I zastanawianie się. Przez prawie półtora roku, odkąd Sasuke wrócił do wioski, nie zdarzyło mu się z nim pokłócić. To znaczy... Oczywiście, ciągle kłócili się o pierdoły, wyzywali się i rywalizowali o wszystko, doprowadzając tym innym do szału, ale nigdy Sasuke nie wkurzył się na niego aż tak. I jeszcze te wszystkie głupie myśli, które teraz coraz częściej go nachodziły. Może powinien o tym z kimś porozmawiać. Ale z kim? Sakura odpadała z wiadomych względów, Kakashi miał poważniejsze problemy na głowie niż rozterki miłosne swojego byłego ucznia, więc... może Iruka? Bał się jednak, jak zareagowałby, gdyby powiedział, co się z nim dzieje, gdy Sasuke jest blisko. Przecież Iruka ciągle powtarzał mu, że najwyższy czas znaleźć sobie dziewczynę. Naruto miał mnóstwo przyjaciół, przez te wszystkie lata ludzie go pokochali, ale teraz naprawdę już nie wiedział, komu mógłby o tym wszystkim powiedzieć. Żałował, że nie było przy nim rodziców ani Jirayii. Oni na pewno by coś wymyślili. Mama pewnie by na niego nakrzyczała, tata zareagowałby dużo spokojniej, ale... Co by mu powiedzieli? Jirayia na pewno by go zrozumiał. Był w końcu zboczonym pustelnikiem. Westchnął ciężko, wychodząc z mieszkania i zamykając dokładnie drzwi. Jak na złość znowu przypomniał sobie słowa Sasuke, który upominał go, że kiedyś ktoś w końcu się do niego włamie, jak nie będzie uważał.


Rozdział 6


W końcu około dziesiątej dostał oficjalną informację, że Kazekage czeka na niego w głównej siedzibie wioski. Chyba wysłał ją jego sekretarz, bo brzmiała bardzo oficjalnie, więc domyślił się, że Gaara musiał być wcześniej faktycznie bardzo zajęty. Dotarł na miejsce dość szybko i zastał przyjaciela w towarzystwie rodzeństwa i Shikamaru, którzy jednak na jego widok pożegnali się i poszli w sobie tylko znanym kierunku.
– To od czego zaczynamy? – zapytał Gaara, podchodząc do niego.
– Zobaczysz. Mam zamiar pokazać ci kilka fajnych miejsc.
Naruto oprowadził Gaarę praktycznie po całej wiosce. Pokazywał, gdzie co powstało i opowiadał o tym, jak osada wyglądała wcześniej. Bardzo dużo mówił, czasem nie dając dojść przyjacielowi do słowa. Często też pocierał dłonią włosy na karku i śmiał się głośno. W końcu, gdy usiedli na Wzgórzu Hokage i wyjęli z torebek przed chwilą kupiony w jednym ze sklepików lunch, Gaara spojrzał na niego uważnie.
– Coś się stało, prawda? – zapytał po chwili zastanowienia.
– Co? Nie… Ależ skąd. – Naruto wpakował sobie w usta kulkę ryżową. Była słodka i kojarzyła mu się miło. Kiedyś kupił takie same Sasuke na urodziny, nie mając pojęcia, że nie znosi słodyczy, a on mimo to zjadł wszystko. No dobra, nie wszystko, bo go poczęstował, więc tak na prawdę dla niego została mniej niż połowa, ale sam fakt się liczył. Później kupował je często, chyba mu posmakowały, i przynosił na trening, a Naruto zawsze reagował niemałym entuzjazmem i wyjadał mu je po kryjomu, kiedy nie patrzył.
– Naruto… Wydajesz się zdenerwowany. – Gaara patrzył na niego tymi swoimi intensywnie zielonymi oczami, których kiedyś większość ludzi tak bardzo się bała. Bo, trzeba przyznać, w niektórych momentach były naprawdę przerażające.
– Eh – westchnął Naruto i objął kolana ramionami, wycierając palce po słodkim, kleistym ryżu w spodnie. – Pokłóciłem się z Sasuke – powiedział, patrząc w dal. Nie miał pojęcia, gdzie teraz jest jego najlepszy przyjaciel, ale to miejsce zawsze kojarzyło mu się z nim. Często tu przesiadywali, rozmawiając lub czasem, gdy nie mieli do tego nastroju, po prostu milcząc. To tu Sasuke opowiadał mu o swoim klanie, o Itachim…
– Chcesz o tym porozmawiać? Wiesz, nauczyłem się całkiem nieźle rozumieć ludzi – Gaara uśmiechnął się, co jeszcze kiedyś było po prostu nie do pomyślenia.
Naruto spojrzał na niego. Może to on był osobą, której powinien powiedzieć, co się z nim dzieje i jaki ma ze sobą problem. Przypuszczał, że Gaara mógłby zrozumieć. Przez tyle lat był samotny, zupełnie jak on, więc może miał podobne dylematy? Już otworzył usta, ale zanim wydostał się z nich chociaż jedne dźwięk, opuściła go odwaga. Gaara był Kazekage, miał tyle poważnych spraw na głowie. Pewnie nawet nie chciałby słuchać o jego dziwnych i zwyczajnie krępujących problemach, których póki co sam nie rozumiał.
– Nie, w porządku. To u nas normalne, do wieczora już wszystko będzie okej – roześmiał się, znów trochę nerwowo. – No to gdzie miałbyś ochotę jeszcze pójść, bo mam wrażenie że pokazałem ci już chyba wszystko, co jest warte zobaczenia.
Gaara patrzył na Konohę zamyślonym wzrokiem i milczał dłuższą chwilę. Naruto był pewien, że zaraz zakończy to spotkanie, tłumacząc się zmęczeniem albo czymś innym, jednak gdy ten w końcu na niego spojrzał, powiedział po prostu: – Nie wiem.
– To może… – zastanowił się Naruto. – O wiem. Chcesz zobaczyć jak mieszkam? Dostałem nowa kawalerkę, jest naprawdę fajna – powiedział entuzjastycznym tonem, a Gaara po prostu kiwnął głową. – Proponowano mi większe mieszkanie, ale nie chciałem – opowiadał Naruto po drodze. – Po co komu taka wielka przestrzeń, jak się mieszka samemu, no nie? Dobrze, że posprzątałem, coś mnie dzisiaj tknęło. Pewnie dlatego, że czułem, że przyjdziesz! – zaśmiał się, szukając po kieszeniach kluczy. Od razu pojawiło mu się przed oczami wspomnienie wczorajszego wieczoru, ale szybko je od siebie odsunął.
Weszli, a on na szybko ogarnął wzrokiem pokój. Porządek nie był idealny. Kiedy stąd wychodził, był dumny, ale teraz, przy takim gościu, czuł, że kawalerka wcale nie była tak czysta, jak mu się wcześniej wydawało.
– Napijesz się czegoś? – zapytał.
– Herbata może być. – Gaara rozglądał się dyskretnie, ale widać, że interesowało go, jak mieszkał Naruto. – Przyjemnie – stwierdził w końcu, gdy usiadł przy stole.
– No, całkiem niezłe mieszkanie. Gdybyś ty widział moje poprzednie, taka klitka teraz mi się wydaje w porównaniu do tego. Drań też dostał nowe, ale bardziej na obrzeżach wioski – powiedział i nastawił wodę na herbatę, wyjmując też z szafki dwa kubki.
– Drań? – Gaara spojrzał na niego zdziwiony.
– No… Sasuke… – Naruto uśmiechnął się lekko i założył ręce za głowę, siadając naprzeciwko. Pomyślał o tym, że w swojej dawnej kawalerce prawie nigdy nie miewał gości. A teraz zawsze od czasu do czasu ktoś wpadał. Kiba ze dwa razy nawet nocował tu na kanapie po jakimś wspólnym wyjściu do Ichiraku, bo sam mieszkał dość daleko i nie chciało mu się wracać po nocy. A najczęściej przychodził oczywiście Sasuke, bo często właśnie tu się uczyli z jakichś zwojów. Naruto wydało się to nagle bardzo zabawne, zważywszy, że przed swoim odejściem z wioski, jego najlepszy przyjaciel nawet nie wiedział, gdzie mieszka.
– Drań, tak? – powtórzył Gaara. – Nawet pasuje, biorąc pod uwagę, co nawywijał swego czasu. – Aż się dziwie, że puściliście mu to płazem – uśmiechnął się lekko. Sasuke Uchiha był tematem, na który przez dość długi czas dyskutowało się na spotkaniach pięciu Kage. Zdania były podzielone, więc postanowiono decyzję pozostawić Szóstemu Hokage. Tym bardziej, że Naruto poświadczył za swojego przyjaciela, a jemu jakoś nie potrafili odmówić po tym wszystkim, czego dokonał podczas Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi.
– On się bardzo zmienił. Jest zupełnie innym człowiekiem, nie zrobi nikomu krzywdy. No dobra, wyżywa się na mnie trochę na treningach, a jego techniki, uwierz, potrafią zaboleć i to bardzo, ale… – Naruto uśmiechnął się szerzej i zalał wrzątkiem kubki z herbatą. Podał jeden Gaarze, drugi postawił przed sobą. Przypomniał sobie, jak ostatnio oberwał Chidori. Sasuke nigdy nie miał dla niego litości. Ale to dobrze. Tylko tak mogli trenować na poważnie i utrzymywać kondycję.
– Dużo o nim mówisz. – Gaara odchylił się na krześle i spojrzał przenikliwym wzrokiem. – Chyba naprawdę musi ci na nim zależeć – powiedział, ostrożnie dobierając słowa.
– No pewnie, to mój przyjaciel i bardzo się cieszę, że wrócił do wioski – odpowiedział szybko Naruto. Może nawet za szybko. Upił łyk swojej herbaty, parząc sobie jednocześnie wargi. Cholera… Przez to stwierdzenie znów głupie myśli zaczęły zaprzątać mu głowę. A przez chwilę zdążył się już tak rozluźnić. – Słyszałem, że niedługo szykuje ci się ślub w rodzinie? – zaśmiał się, zmieniając jednocześnie temat. Oczywiście wiedział, że to nieprawda, ale ostatnio Temari i Shikamaru byli naczelnym tematem plotek i wszyscy obstawiali, kiedy ich kolega w końcu wpadnie pod pantofel już tak oficjalnie.
– Nic mi o tym nie wiadomo. Ale chyba masz rację – przyznał Gaara i zmarszczył czoło. – Pora szykować się na wesele. Moja siostra jeszcze nigdy się tak nie zachowywała. I wygląda na to, że nie będę jej widywał zbyt często – dodał. Miał świadomość, że Shikamaru, jako przyszły doradca Hokage zostanie w wiosce, a jeżeli zdecydują się na ślub, Temari na pewno zamieszka tu na stałe. – Teraz, po wojnie, czeka nas nareszcie odpoczynek, co? – zapytał. Nie mówił tylko o regeneracji sił. Odpoczywali od samotności i odrzucenia, które czuli przez całe życie. Teraz wszystko się zmieniło i obaj to czuli.
Obaj milczeli długą chwilę, a kiedy w końcu Gaara dopił herbatę, to mimo nalegań Naruto, żeby jeszcze został, pożegnał się z nim. Musiał iść, żeby razem z rodzeństwem i swoimi ludźmi wyruszyć w drogę powrotną. Jednocześnie obiecali sobie, że następne spotkanie będzie szybciej, a może nawet zdarzy się to na ślubie Temari i Shikamaru? Naruto oczywiście żartował z tym ślubem, choć tak naprawdę chciałby spotkać się na wspólnym weselu. To byłby kolejny krok do zacieśniania więzi między wioskami.
Odprowadził Gaarę aż do bram wioski, żegnając się później jeszcze z Kankuro i Temari,. Która jednak miała wrócić do Konohy już za niedługo. Shikamaru, który oczywiście też się zjawił, udawał znudzonego i nawet szepnął Naruto, że teraz nareszcie odpocznie, ale wszyscy wiedzieli, że chciał tylko zachować dobrą minę.
– Idziesz do Ichiraku, Naruto? – zapytał go w końcu, kiedy ich goście już wyszli poza granice wioski.
– Nie mogę, musze poszukać Sasuke – pokręcił głową. Tak, teraz już musiał zmierzyć się z tym draniem twarzą w twarz i porozmawiać. Jeszcze tak konkretnie nie wiedział o czym, ale to było konieczne.
– Tak, chyba faktycznie musisz. Widziałem go dzisiaj rano w bibliotece, miałem wrażenie, że ma ochotę wszystkich pozabijać. Coś ty mu zrobił? – spytał Shikamaru, patrząc uważnie na Naruto. Wiedział, że ci dwaj spędzają praktycznie każdą chwilę razem, więc ostatni członek klanu Uchiha, siedzący sam w czytelni, stanowił niebywały widok. No dobra, nie był tak do końca sam, bo przysiadło się do niego kilka dziewczyn, ale raczej nie wydawał się być z tego powodu zadowolony.
– A skąd ty w ogóle wiesz, że to właśnie ja mu coś zrobiłem, co? – Naruto zareagował zbyt nerwowo, tym samym potwierdzając domysły przyjaciela.
– A niby kto? Jesteś jedyną osobą, na którą w ogóle zwraca uwagę, więc nikt inny raczej nie byłby go w stanie wyprowadzić z równowagi – powiedział i ziewnął. Jako chyba najbardziej bystra osoba w wiosce umiał wyłapywać takie szczegóły. Nawet, jeżeli dzień był naprawdę męczący, bo wiązał się z wieloma spotkaniami i sprawami, które trzeba było zapiąć na ostatni guzik przez podróżą Temari do swojego rodzinnego domu, nic mu nie umykało. Czuł, że ma ochotę posiedzieć teraz w czyimś towarzystwie nad butelką sake. Tym bardziej, że przez następne dni, nikt nie będzie mu zrzędził nad uchem. Uśmiechnął się lekko z sentymentem. I kto by pomyślał, że on, który zawsze zapierał się rękami i nogami przed ożenkiem, zaczął o tym coraz częściej myśleć? – Idź, znajdź go, bo jeszcze gotów znowu zmienić jakąś dolinę w urwisko – powiedział, widząc na horyzoncie Kibę.
– Uwierz, Shikamaru, on nie zrobił tego sam – odpowiedział z uśmiechem Naruto, doskonale pamiętając tamtą walkę. Zaraz jednak spoważniał. Rozmowa z Sasuke nie mogła czekać.
– Czekajcie na mnie! – usłyszeli z oddali Kibę, a zaraz potem podbiegł do nich Akamaru, który obwąchał Shikamaru, ale nie wykazując nim większego zainteresowania, podszedł do Naruto. Najpierw polizał jego rękę, a później bez ceregieli wcisnął pysk między jego uda, wąchając go w tym miejscu.
– Zabieraj tego pchlarza! – wydarł się Naruto i odskoczył, zasłaniając swoje miejsca intymne. Zaczerwienił się przy tym jak piwonia – najpierw ze wstydu, a później ze złości, gdy Kiba zaczął się złośliwie śmiać.
– Naruto, co ty tam chowasz w spodniach? Bo jeszcze pomyślę, że jakąś kiełbasę.
– A chcesz następnym razem mieć gdzie spać, jak znowu schlejesz się w Ichiraku? – warknął Naruto. Sytuacja była naprawdę żenująca, poza tym Kiba, jak zwykle zresztą, nie wykazywał się nawet odrobiną taktu. Nie, żeby on sam miał jakieś nie wiadomo jakie maniery, no ale…
– Oj, już nie naburmuszą się tak. Lepiej zajmij się swoją dziewczyną, bo ci ją Uchiha odbije. Widziałem ich dzisiaj razem – zarechotał Kiba. Przypomniał sobie scenę z biblioteki. Hinata, jąkając się odrobinę, prosiła dużo wyższego od siebie Sasuke o ściągnięcie książki z ostatniej półki. Była bardzo zawstydzona, ale nie miała za dużego wyboru, bo poza nim w bibliotece były same dziewczyny, a jego najwyraźniej nie widział, bo dopiero wtedy wszedł. Oczywiście Kiba miał świadomość, że Hinata nie jest dziewczyną Naruto, ale lubił go tym wkurzać, bo –jak każdy chyba w wiosce – widział, jak ją do niego ciągnie.
– Kiba, ty kretynie. Sasuke i Sakura-chan są przyjaciółmi, więc…
– Sakura? A kto tu mówi o Sakurze… – Kiba znów zarechotał, a Shikamaru uderzył się ręką w czoło i westchnął ciężko. Niestety, mimo że najsilniejsi w wiosce, to akurat w kwestiach miłosnych Naruto i Sasuke byli o kilka lat za całą resztą.
– Zresztą nieważne – zdenerwował się Naruto. – Nie wiesz, gdzie jest Sasuke? Szukam go.
– No... Zapytaj Sakury albo swojej dziewczyny. – Kiba znowu spróbował zirytować Naruto, ale ten już się odwrócił i tylko pożegnał się krótko, uznając, że najprędzej pewnie znajdzie go w bibliotece. Ostatnio ciągle tam przesiadywali, więc i tym razem nie mogło być inaczej.
Niestety, w bibliotece nie zastał nikogo ze swoich znajomych, o Sasuke już nie wspominając. Żałował trochę, że nie spotkał nawet Sakury albo jakichś innych dziewczyn z akademii, bo może one by wiedziały, gdzie był. Zaczynał się coraz bardziej niecierpliwić, bo okazało się, że Sasuke nie było ani na żadnym z pól treningowych, w jego domu, ani też poza Konohą, tam, gdzie można było iść na całość i gdzie czasami się bili. Znalezienie tego drania zabrało mu dobrych kilka godzin i w końcu, nie mając lepszych pomysłów, postanowił udać się do miejsca, w którym trenowali dwa dni temu.
Ku jego uldze znalazł go tam. Ćwiczył, jak można było się spodziewać, chociaż polana nie wyglądała już tak ładnie jak wcześniej. Trawa i niektóre drzewa były wypalone, inne runęły i w zasadzie w jedno popołudnie Sasuke zamienił przyjemny krajobraz w istne pogorzelisko. Naruto przez chwilę wahał się, bo sam nie wiedział, jak to się skończy, gdy do niego podejdzie, ale Sasuke był szybszy. Wyczuł jego chakrę i zanim Naruto zdążył zareagować, posłał w jego stronę ognistą kulę. Naruto w ostatniej chwili uchylił się, zanim ta go dosięgnęła.
– Zwariowałeś, chcesz mnie zabić? – wrzasnął. Przez niepokój spowodowany tym, że nie mógł nigdzie znaleźć swojego przyjaciela, trochę stracił czujność. Nie spodziewał się, że ten zaatakuje go tak znienacka. Ale sądząc po tym, co zrobił z jednym ze swoich ulubionych miejsc, musiał być naprawdę wściekły. Co potwierdził chwilę później kolejny ognisty pocisk lecący w jego kierunku. – Sasuke, przestań – krzyknął, uskakując i lądując na konarze jednego z ocalałych jeszcze drzew. – Chcę porozmawiać.
– A ja chcę potrenować! I tak już za dużo czasu przez ciebie straciłem – warknął Sasuke. Tym razem w jego ręku pojawiło się Chidori, którym jednak nie wycelował w Naruto, ale w wielki głaz, pod którym jeszcze wczoraj jedli śniadanie. Zrobił to tak precyzyjnie, że kamień rozpadł się na pół, jakby został przecięty ostrzem.
– Sasuke, przestań, popatrz, co ty tu zrobiłeś! – Naruto zeskoczył w miejsce tuż obok niego i pokazał ręką powstały krajobraz. Naprawdę szkoda było takiego miejsca. – Porozmawiajmy.
Sasuke mimowolnie rozejrzał się i dopiero teraz dostrzegł, jakich zniszczeń dokonał. To wzbudziło jeszcze większą wściekłość. Przeniósł swój wzrok z powrotem na Naruto i chwytając go za kamizelkę, prawie wgniótł w pionową ścianę, która powstała po przecięciu głazu. Naruto tylko jęknął, to musiało zaboleć. Ale nie miał zamiaru się nad nim roztkliwiać.
– Chcesz porozmawiać? No to porozmawiajmy sobie! – Przycisnął go brutalnie, unieruchamiając ręce, a kolanem uniemożliwiając Naruto kopnięcie go. Tym razem nie da mu się wyrwać, dopóki nie dowie się wszystkiego. – Słucham. W tym właśnie momencie masz mi wyjaśnić, co się z tobą dzieje! – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu.
– Sasuke, puść – mruknął Naruto, próbując go od siebie odepchnąć, ale ten zablokował go jeszcze mocniej. Widział jego twarz milimetry od swojej, a wściekłe spojrzenie przewiercało go na wskroś. – O co ci w ogóle chodzi?
– O co mi chodzi? Właśnie o to! Za każdym razem, kiedy dochodzi do bezpośredniej konfrontacji, ty uciekasz, jakby się paliło. Aż taki straszny jestem, że odskakujesz ode mnie jak oparzony? Jak wyobrażasz sobie w takim razie dalsze treningi taijutsu?
– Nie, Sasuke… To nie… – Naruto szarpnął się. To był bardzo duży błąd, bo tym samym otarł się strefami erogennymi o kolano Sasuke. Poczuł, że robi mu się gorąco, a przytrzymywane ręce zaczynają się pocić. – To nie tak… – jęknął. Potrząsnął głową i zacisnął z całej siły oczy, próbując przywołać pod powiekami najokropniejszy obraz, jaki kiedykolwiek widział. Bo Sasuke nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił. Dla niego wcale nie był straszny, wręcz odwrotnie… Jego twarz, jego oczy, kiedy się wściekał, były takie… Och, nie… Było już za późno. Poczuł, jak ogarnia go pożądanie, zwłaszcza, że przecież cały czas słyszał przy uchu przyśpieszony oddech zmęczonego treningiem przyjaciela. A to podziałało na wyobraźnię… – Puść mnie, proszę – jęknął zrezygnowany. Nie było opcji, żeby Sasuke nie poczuł tego, co się z nim w tym momencie działo.
O dziwo, Sasuke posłuchał. Odsunął się od niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Przyglądał mu się chwilę, a potem, jak gdyby nigdy nic, zaczął zbierać swoje rzeczy, porozrzucane po polanie. Jakiś zwój, kunaie, shirukeny… Przez dobre dziesięć minut nie odezwał się ani słowem. A potem powiedział po prostu: – Chodź. Wracamy do wioski.
Biegli w milczeniu, skacząc po drzewach w większej odległości od siebie niż zazwyczaj. Mieli też wolniejsze niż zwykle tempo. Być może przez to, że Sasuke był zmęczony po treningu i tej kłótni, albo dlatego, że każdy z nich był pogrążony w swoich myślach. Po raz pierwszy, odkąd Sasuke wrócił do wioski, obaj czuli taką palącą potrzebę, żeby w końcu się rozstać i pobyć samemu. Naruto było wstyd i przeklinał swój brak samokontroli, modląc się jednocześnie o to, żeby Sasuke niczego nie zauważył. Bo nie zauważył, prawda?

Wszyscy zawsze podziwiali nadzieję Naruto i to z jakim uporem wierzył w niektóre rzeczy, ale w tym wypadku jego nadzieja okazała się zwodnicza. Sasuke szybko zrozumiał, co się stało i sprawnie połączył wszystkie podejrzane zdarzenia, których wcześniej do końca nie rozumiał, ale teraz ułożyły się w zgrabną całość. Naruto od jakiegoś czasu uciekał, zachowywał się tak, jakby nie chciał, żeby podszedł do niego bliżej niż na metr, bo miał problem z zachowaniem kontroli nad swoim ciałem. Podniecał się. Ta myśl zupełnie go poraziła. W tym wypadku, choć nie mógł o tym wiedzieć, sprawdzały się przeczucia Shikamaru, bo mimo iż obaj byli najsilniejszymi shinobi w wiosce, w relacjach bardziej intymnych nie potrafili się odnaleźć. Obaj byli nieczuli na atencję dziewczyn, ale w dziwny sposób reagowali na siebie. Sasuke dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak wielu oznak tego nie zauważał. Już wcześniej powinien się domyślić, a on, głupi, tkwił w naiwnym przekonaniu, że nadal liczyła się dla nich tylko walka. Owszem, liczyła się, ale teraz już nie tylko... Dorastali, ich ciała zmieniały się i w końcu pojawiło się jeszcze coś, co musieli rozładować w inny sposób. Byli młodymi mężczyznami, którzy po prostu potrzebowali seksu. Naruto, z tego co Sasuke wiedział, nigdy nie całował się z dziewczyną, on zresztą też nie. Co więcej, jak na ironię, ich pierwszy i jak dotąd jedyny pocałunek, zdarzył się właśnie między nimi. Choć nie, był jeszcze drugi „wypadek”, kiedy podczas misji skleili się rękami… Zmarszczył czoło na te wspomnienia. Kiedyś nie potrafił tego wszystkiego zrozumieć, ale teraz… Naruto był jego przyjacielem, a gdy podczas walki z Haku uświadomił sobie, że jest w stanie poświęcić dla niego życie, to od tamtego momentu ich relacja całkiem się zmieniła. A później odszedł z wioski… Robił naprawdę podłe rzeczy. Prawie zabił Naruto, chcąc zyskać siłę, było też kilka sytuacji, gdy próbował to dokończyć. Każdy normalny człowiek dawno by go znienawidził. Ale nie on. Nie Naruto. Więc teraz… Czy to był kolejny etap ich znajomości? Wiedział, że Naruto miał na jego punkcie obsesję. Wcześniej myślał, że to była tylko przyjacielska więź, że chciał być dla niego jak brat, chociaż jednocześnie obaj chyba mieli świadomość, że to po prostu lepiej brzmiało, łatwiej i wygodniej było tak mówić, niż nazywać to... No właśnie jak? Wychodziło na to, że Sasuke przez ostatnie półtora roku zwyczajnie się oszukiwał i teraz zaczęło go to irytować. Bo oszukiwał się też wcześniej, próbując sobie wmówić, że Naruto wcale nie był dla niego ważny i że nie uważał go za przyjaciela. Te próby zabicia go… Tak naprawdę sam nie wiedział, co by się stało, gdyby Naruto faktycznie dał się zabić. Wtedy chyba naprawdę by oszalał.
Ledwo zauważył, że dobiegli już do Konohy. Przez całą drogę nie odzywali się do siebie ani słowem, co jeszcze nigdy im się nie zdarzyło. Ściemniło się już i główne ulice tonęły w żółtym świetle latarni, reszta pogrążona była w półmroku.
– Jutro rano? – zapytał cicho Naruto. Jego głos stracił dawną moc i nawet nie próbował stwarzać pozorów. Sasuke przełknął ciężko, wpatrując się w profil jego twarzy. Naruto nie chciał spojrzeć mu w oczy.
– Jutro rano – odpowiedział i rozstali się, każdy wybierając inną drogę do domu, a nie, jak zwykle, starając się iść razem. Do tej pory Sasuke zawsze odprowadzał Naruto, a później wracał do siebie. Teraz każdy udał się w przeciwną stronę, jakby mieszkali na dwóch oddzielnych krańcach wioski.

Rozdział 7

Naruto nie mógł w nocy spać. Wciąż na nowo i w kółko rozpamiętywał to, co się stało. A im więcej o tym myślał, tym coraz większej nabierał pewności, że Sasuke coś zauważył. Jednak tląca się gdzieś tam jeszcze iskierka nadziei mówiła mu, że być może nadal był po prostu zły za to jego opuszczanie treningów. I za to, że zasugerował mu, że powinien pouczyć się sam. Tak, Sasuke naprawdę miał prawo być zły, bo wcześniej poświęcał mu przecież tyle czasu na rzeczy zupełnie w jego przypadku niepotrzebne, a on nawet nie potrafił wprost tego przyznać i otwarcie podziękować.
Do biblioteki dotarł przed Sasuke, chcąc mu w ten sposób pokazać, że nie zamierza już lekceważyć tego, na co się umawiali poprzedniego dnia. W środku siedziała już Sakura i Ino, obie z głowami w książkach. Naruto pozdrowił je i dosiadł się do ich zwyczajowego stolika w kącie sali. Na widok czerwonego tomu, leżącego z wsuniętą zakładką w miejscu, gdzie ostatnio skończyli naukę genjutsu, poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nie wiedział, czy Sasuke nadal będzie chciał mu pomagać. Nie wiedział, czy w ogóle przyjdzie, bo póki co bardzo się spóźniał. Może chciał mu się odwdzięczyć takim samym podejściem?
Sasuke w końcu jednak przyszedł. Ale nie usiadł z nimi, tylko na stoliku obok rozwinął jakiś zwój. Zaraz też zniknął za jednym z regałów, po chwili wracając z kilkoma książkami, które położył obok. Otworzył tę leżącą na samej górze i zaczął coś porównywać ze znakami na zwoju.
– Naruto, wszystko w porządku? – zapytał Sakura, patrząc na niego zaniepokojona. Już jakiś czas temu zauważyła, że coś jest nie tak. Nawet Ino szturchnęła ją parę razy, wskazując niemal niedostrzegalnie na niego głową. Bo to było tak dziwne, że aż nieprawdopodobne. Naruto i Sasuke nie rozmawiali ze sobą. Co więcej, oni nawet na siebie nie patrzyli! I o ile Sasuke wydawał się być naprawdę czymś pochłonięty, to Naruto od dłuższej chwili nawet nie przewrócił kartki w książce, najwyraźniej cały czas wpatrując się w jedno zdanie. Wyglądał jak kupka nieszczęścia.
– Tak, po prostu duszno mi, wyjdę się przewietrzyć – powiedział i wstał z krzesła. Sasuke poderwał głowę znad zwoju i spojrzał na niego, jakby lekko zaskoczony i oderwany od tego, czym się właśnie zajmował. Naruto bardzo szybko uciekł od tego spojrzenia, co nie umknęło uwadze dziewczyn. Obie nie miały pojęcia, co się dzieje, ale Sakura czuła, że powinna coś zrobić. Co prawda w końcu trafiła jej się idealna okazja, żeby pogadać z Sasuke sam na sam, ale on w ogóle zdawał się nie zwracać na nią uwagi, tak był zamyślony i czymś pochłonięty. A z Naruto działo się coś niedobrego. Wyglądał zupełnie jak wtedy, gdy wrócił z nieudanej misji sprowadzenia najlepszego przyjaciela do wioski.
– Ino, zaraz wracam – szepnęła cicho i poszła za nim.
Znalazła go na ławce przed budynkiem Akademii. Był jeszcze wczesny ranek, gdzieniegdzie tylko kręcili się jacyś ludzie. Usiadła obok niego i przez chwilę milczeli, wpatrując się przed siebie.
– Przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć. Jesteśmy jedną drużyną – odezwała się w końcu. – Cokolwiek by się nie działo, Naruto…
– Sakura-chan, naprawdę nic mi nie jest. – Próbował uśmiechnąć się jak zawsze, ale słabo mu to wyszło. Jego wzrok wydawał się być też taki jakiś nieobecny.
– Pokłóciłeś się z Sasuke? – zapytała wprost. Nie to, żeby ich kłótnie były czymś niezwykłym, ale zwykle wyglądało to tak, że powrzeszczeli na siebie i chwilę później było już po sprawie. A dzisiaj zachowywali się zupełnie jak nie oni. Nie poznawała ich. Oczywiście nie miała śmiałości zapytać Sasuke, co się stało, bo powiedziałby zapewne, że to nie jej sprawa, ale miała nadzieję, że Naruto będzie bardziej rozmowny.
– Tak trochę. Nie martw się, do wieczora wszystko będzie po staremu – zaśmiał się nerwowo, chcąc pokazać jej, że wszystko jest w najlepszym porządku. Chyba nie uwierzyła. No bo jak miałaby uwierzyć w coś, w co on sam nawet nie wierzył. Po raz pierwszy w życiu był tak niepewny, co w jego przypadku było po prostu paradoksem. Bo kto jak kto, ale to on zawsze zarażał innych swoją pewnością siebie.
Oboje nawet nie zauważyli, kiedy drzwi wejściowe budynku trzasnęły, zaraz po tym, jak ktoś zza nich wyszedł.
– Sakura, możesz nas na chwilę zostawić? – zapytał Sasuke, trzymając w rękach zwój.
– Tak, ja... – Sakura chciała coś jeszcze powiedzieć, ale kiedy zobaczyła spojrzenie Sasuke, skapitulowała i wstała. Przed wejściem do biblioteki obejrzała się jeszcze na nich. Naruto siedział odwrócony do niej plecami, więc nie widziała jego twarzy. Sasuke stał naprzeciwko niego. Miał zimne spojrzenie, ale w jego minie kryło się jakieś dziwne napięcie. Chociaż Sasuke był naprawdę przystojny, jak zgodnie twierdziła cała żeńska populacja Konohy, z wyjątkiem może Hinaty, to teraz Sakura żałowała, że to nie twarz Naruto widziała. Na niej można było odczytać dużo więcej. Z ciężkim sercem weszła do biblioteki, gdy wyczuła na sobie zniecierpliwione spojrzenie czarnych oczu.
– Wiem już, co robiliśmy nie tak – odezwał się rzeczowo Sasuke, przechodząc od razu do rzeczy. – Porównałem znaki w zwoju z tymi z Historii Shinobi w Erze Początków. Źle odczytałem jeden z nich, dlatego to nie działało. Kiedyś uważano, że znak smoka jest najważniejszy, dlatego powinien zaczynać każdą technikę. Teraz myślę, że powinno się udać. – Podniósł zwój, jakby chcąc udowodnić, że przyszedł tutaj tylko w tej sprawie.
– To... chcesz spróbować teraz? – Naruto nie wiedział, czy powinien znowu go przeprosić, czy udawać, że nic się nie stało, czy... Nie sądził, że Sasuke tak się będzie zachowywał, ale był chyba za bardzo przerażony, żeby pokonać tę barierę, którą stworzył. Bo to już nie było ściganie najlepszego przyjaciela, żeby wrócił do wioski. To było podniecanie się obecnością najlepszego przyjaciela. Cała obsesja Naruto na punkcie Sasuke znalazła swoje uzasadnienie i jeżeli on właśnie o to był zły... Naruto nawet nie chciał się zastanawiać, co musiał o nim myśleć.
– Tak, spróbujmy teraz. Chcę mieć pewność, że idziemy w dobrym kierunku.

Stanęli naprzeciwko siebie, na jednej z pól treningowych niedaleko dawnej dzielnicy Uchiha. Gdyby Naruto myślał logicznie, doszedłby do wniosku, że to zły pomysł. Piękny las, małe jeziorko – widoki do podziwiania. A nie do zdemolowania. Ale niestety, Naruto nie myślał w tamtym momencie logicznie. Gdy Sasuke jeszcze raz wyjaśniał mu kombinację pieczęci, starał się skupić tylko na tym. Choć i to było trudne, mimo że większość już znał. Po prostu nie potrafił się skoncentrować. W tym momencie Sasuke z tymi swoimi czarnymi włosami opadającymi na twarz i oczami wyrażającymi dziwną emocję kojarzył mu się tylko z jednym.
– Gotowy? – usłyszał i machinalnie potaknął głowa. Nie, wcale nie był gotowy, nie teraz, kiedy… Mimo to zaczął formować pieczęcie i uwalniać chakrę Kuramy. Za szybko, zupełnie nie skoordynował tego z ruchami rąk, dlatego nie potrafił jej w pewnym momencie połączyć ze swoją własną… Był tak rozkojarzony… Tak strasznie rozkojarzony… Zupełnie stracił panowanie nad chakra, która, pod wpływem tworzonej techniki, zamiast w przeciwnika, uderzyła w niego. Przeszła go fala gorąca, po czym poczuł potężny zawrót głowy i przewrócił się, ledwo utrzymując świadomość. Przez chwilę zrobiło mu się niedobrze, ale spróbował się otrząsnąć.
– Naruto, wszystko w porządku? – To Sasuke pochylał się nad nim, a w jego oczach było widać przerażenie i coś jeszcze… Coś takiego… Wciąż otępiały, przymknął oczy i pomyślał, że to bardzo miłe. Ten drań w tym momencie naprawdę się o niego martwił. Może nawet już uznał, że nie ma sprawy, że tamto nie miało miejsca. Zaśmiał się. Niee… To musiało być to genjutsu, w które wpakował sam siebie. Nie miał wcześniej pojęcia, że tak w ogóle się da. – Naruto… – znów usłyszał swoje imię. Uniósł powieki. Sasuke nadal się nad nim pochylał, wyraźnie zaniepokojony. Jego oczy, jego twarz… To było genjutsu, na pewno… Naruto znów zaśmiał się i pociągnął go za kosmyki czarnych włosów, które łaskotały go po policzku. Sasuke był tak blisko, ale teraz zupełnie mu to nie przeszkadzało. Chwycił jego głowę i przyciągnął jeszcze bardziej, chcąc mu coś powiedzieć.
– Sasuke, ty draniu… – Jego usta najpierw ogrzały wargi przyjaciela gorącym oddechem, a potem przypadkowo je musnęły. Choć Naruto nie dałby sobie ręki uciąć, w końcu jedną już kiedyś stracił, że na pewno przypadkowo.
– Naruto, musimy iść do szpitala, coś poszło nie tak… – mruknął Sasuke, nie odsuwając się jednak ani o milimetr i tym samym mówił, dotykając jego ust. Ten tylko westchnął, jakby to mu sprawiało niewiarygodną przyjemność.
– Nie, zostańmy, tak jest dobrze.
– Naruto… – Z każdym wypowiadanym słowem ich wargi miały coraz intensywniejszy kontakt. I żaden z nich najwyraźniej nie chciał tego przerywać. Sasuke położył Naruto rękę na policzku. Miał zdecydowanie za wysoką temperaturę. – Młotku, ty cały płoniesz. Musimy iść do Tsunade, coś jest nie tak, ta chakra…
– Tak, płonę… – westchnął Naruto i przesunął językiem po wargach Sasuke. Uczucie było niesamowite. Takie, jak to sobie czasami wyobrażał. On smakował naprawdę dobrze. Lepiej nawet niż ramen… Zanim zdążył pomyśleć cokolwiek więcej, to język Sasuke wdarł się do jego ust, powodując, że Naruto aż jęknął, taki przeszedł go dreszcz przyjemności. W końcu też zrozumiał, o czym mówiły te wszystkie dziewczyny, kiedy wspominały jakieś tam motyle w brzuchu. To było takie… Znów poczuł falę gorąca, a potem na dobre stracił przytomność.

Odzyskał świadomość na łóżku szpitalnym. Ktoś krzyczał tak głośno, że chyba nawet martwego by to obudziło. Wychylił się lekko, bo drzwi na korytarz były uchylone, a właśnie stamtąd dochodziły te odgłosy. Zobaczył ich.
– Uchiha, ty kretynie! Naruto to nie jest królik doświadczalny! – wrzeszczała Tsunade na stojącego naprzeciwko niej Sasuke. Obok zauważył Sakurę, która trzymała w rękach chyba jakieś lekarstwo.
– Możecie trochę ciszej? – jęknął, zwracając ich uwagę. Po chwili cała trójka weszła do sali i choć Tsunade próbowała na początku wyrzucić Sasuke, to się nie dał. W końcu machnęła ręką i podeszła do łóżka Naruto, kładąc mu dłoń na czole. Nadal był rozpalony. Wzięła z rak Sakury lekarstwo i prawie siłą wlała mu je do gardła, bo było tak ohydne, że na zmianę to się krztusił się, to protestował.
– Co za obrzydlistwo – wykrzywił się. To było dużo gorsze nawet od pigułek żywieniowych Sakury.
– To obrzydlistwo będziesz pił dwa razy dziennie – uśmiechnęła się złośliwie Tsunade. – Powiedzcie mi – zwróciła się teraz do nich obu – skąd wy w ogóle wytrzasnęliście tę technikę?
– Sasuke znalazł… – zaczął Naruto, ale zaraz umilkł, widząc, jak ten lekko kręci głową, dając mu do zrozumienia, żeby nie kończył wypowiedzi.
– Znalazł co?
– Nic, to znaczy… – Naruto nie miał pojęcia co powiedzieć. – W książce znalazł…
– W książce? Naprawdę? – Tsunade zmrużyła oczy i odwróciła się w stronę Sasuke. – Wyciągaj wszystko, co masz w kieszeniach – zarządziła. Miała świadomość, że to nie była zwykła technika i jeżeli naprawdę cos takiego znalazł, to było to coś z zapisków klanu Uchiha.
Sasuke mruknął coś pod nosem i wzruszył ramionami. Po chwili na stoliku znalazły się klucze, kilka shurikenów, chustka, dwa czyste zwoje i na końcu mała torebka z jakimś dziwnym owocem w środku, w którym Naruto rozpoznał te żółte plastry od Karin.
– Wszystko, co masz w kieszeniach!
– Nic już nie mam. – Sasuke z miną kamiennego posagu nie dawał po sobie nic poznać.
– Czyżby? Sakura, będziesz tak miła i przeszukasz go? – Tsunade uśmiechnęła się z zadowoleniem, gdy po tych słowach jeszcze jeden zwój wylądował na stoliku. I ten już nie był pusty, poza tym miał znaczek biało-czerwonego wachlarza. – Rekwiruję to i wysyłam do Kakashiego, on się już z wami później policzy. Idioci. Przywykłam już, że Naruto robi czasem różne głupoty, ale ty, Sasuke? Po tobie się tego nie spodziewałam. – Spojrzała z wyrzutem na ostatniego członka klanu Uchiha. – Sakura zostanie z Naruto a ty znajdź mi i przyprowadź kogoś z Byakuganem. Byle szybko. Trzeba zobaczyć, co z tą chakrą.

Sasuke wrócił po kwadransie. Pierwszy wszedł do sali, a za nim, bledsza niż zwykle, kroczyła Hinata. Nie chciał jej tutaj przyprowadzać, ale jak na złość akurat, gdy szedł do rezydencji klanowej Hyuugów, natknął się właśnie na nią. Nie przepadał za nią, ale prywatne animozje odrzucił na bok. Czas był w końcu ważniejszy i lepiej, żeby ktoś szybko zajął się Naruto.
– O, jesteście. – Tsunade odwróciła się od stolika, na którym znajdowały się strzykawki, bandaże i różnej wielkości słoiki, z zawartości których Tsunade napełniała te właśnie strzykawki. – Musimy jakoś zbić temperaturę Naruto. Hinata, możesz sprawdzić jego punkty czakry? Czy wszystkie są aktywne?
Sasuke stał obok, przyglądając się wszystkiemu z na pozór obojętnym wyrazem twarzy, ale tak naprawdę z uwagą słuchał poleceń Tsunade i jej diagnozy. Był wściekły, bo już sam nie wiedział, czy to on popełnił błąd, czy to wina Naruto. Wydawało mu się, że wszystko dobrze odczytał, ale może był jakiś mały szczegół, który pominął? Przeklinał się w myślach za nieuwagę.
– No dobrze – zawyrokowała w końcu Tsunade po konsultacji z Hinatą. – Wygląda na to, że przepływ czakry jest w porządku. To dobrze. Masz szczęście, głupi chłopaku, znowu. – Stanęła nad Naruto i założyła ręce na obfitym biuście. – Zostaniesz trzy dni na obserwacji. Wezwę jeszcze speców od pieczęci, żeby sprawdzili, czy technika, której próbowaliście użyć, nie wpłynęła na ciebie jakoś inaczej. A teraz odpoczywaj – zwróciła się do Naruto. – Jakby coś się działo, niech od razu ktoś da mi znać. I chciałam wam tylko przypomnieć, że wpadliście w prawdziwe kłopoty. – To mówiąc, skierował wzrok na Sasuke. – Jeżeli będziecie chcieli przy nim siedzieć, nie męczcie go zbyt długo. Lepiej, żeby Naruto zregenerował siły.
Tsunade wyszła, zostawiając ich samych. Hinata stała na wprost okna, nadal nieco zdenerwowana, a Sakura siedziała na krześle przy szpitalnym łóżku i zerkała to na Sasuke, to na Naruto.
– Powiecie mi w końcu, co się stało? Ja... Ja nie chcę... – Zaczerwieniła się i zerknęła na Sasuke, jakby bała się, że ten zaraz na nią nakrzyczy. – Nie chcę się wtrącać, ale martwię się o was. To nie w waszym stylu, wiecie? I jeszcze teraz to...
– Naruto trafił do szpitala dlatego, że coś poszło nie tak z nową techniką, a nie dlatego, że się pokłóciliśmy – warknął Sasuke. Zamiast na Sakurę, patrzył na Naruto, ale on jak na złość wpatrywał się w swoje dłonie.
– Nie martw się, Sakura-chan – uśmiechnął się w końcu Naruto. – Już mi lepiej. Po prostu ta dziwna technika zamiast w drania trafiła we mnie i…
– Myślę, że Tsunade ma rację. Trzeba dać ci odpocząć, więc powinniśmy już pójść – wszedł mu w słowo Sasuke. Wiedział, co Naruto chciał powiedzieć i nie mógł do tego dopuścić. On myślał, że jakimś cudem wpadł we własne genjutsu, a to przecież było niemożliwe i Sakura od razu by mu to wytłumaczyła, więc musiał zakończyć jak najszybciej to spotkanie. Niech póki co Naruto sądzi, że to była iluzja.
– Już idziecie? – Naruto tym razem na niego spojrzał i wydawał się być bardzo zawiedziony. Nie lubił samotności i Sasuke dobrze o tym wiedział. Ale miał swój własny plan, który nie uwzględniał ani Sakury, ani tym bardziej Hinaty.

Kiedy przyjaciele pożegnali się i wyszli, Naruto opadł na poduszki. Zaczął intensywnie myśleć nad tym, co się stało. I już nie chodziło o nieudaną technikę, nie o to, że trochę ucierpiał, tylko… Pocałował Sasuke i to było tak niesamowicie przyjemne. Co prawda to tylko iluzja, ale i tak powodowała to śmieszne uczucie w dole brzucha. Pamiętał wszystko, każdy szczegół, każde słowo, każdy dotyk jego ust… To było tak realistyczne, że w tamtym momencie myślał, że dzieje się naprawdę. Ale to przecież niemożliwe. Sasuke na pewno nie oddałby pocałunku, raczej przywaliłby mu pięścią za coś takiego. Przymknął oczy. Nie potrafił wyrzucić z głowy myśli o nim.
– Już zdążyłeś zasnąć? – O, nawet teraz wydawało mu się ze go słyszy. Chyba powoli zaczynał wariować przez to genjutsu. – Naruto… – Mocne potrząśnięcie za ramie wyrwało go z tego dziwnego letargu. Otworzył oczy. Sasuke naprawdę stał obok.
– Myślałem, że poszliście do domu – zdziwił się. Przecież wyszli stąd jakieś dziesięć minut temu.
– Musiałem pozbyć się towarzystwa, a my musimy porozmawiać. I, do cholery, nie odwracaj wzroku, kiedy do ciebie mówię. – Sasuke przysunął sobie krzesło i usiadł tuż przy łóżku. – Posłuchaj, pamiętasz, co się wydarzyło?
Twarz Naruto pokryła się czerwienią.
– Tak jakby… – wydusił w końcu, po dłuższej chwili milczenia. – Pamiętam, że to genjutsu zamiast na ciebie, zadziałało na mnie, no i miałem… No to chyba była jakaś wizja, nie wiem, jak to nazwać, po prostu coś mi się wydawało…
– A co ci się tak konkretnie wydawało? – Sasuke spojrzał na niego przenikliwie.
– Oj, takie tam… – Naruto znów wbił wzrok w swoje ręce. Dlaczego Sasuke musiał go pytać o takie rzeczy? – Nic, czym byłbyś zainteresowany.
– Hn… – Tak, Sasuke miał już pewność, Naruto był przekonany, że wpadł we własne genjutsu. Tu wychodziły nadal jego braki wiedzy, bo coś takiego naprawdę nie było możliwe. W dodatku był zawstydzony. Ciekawe, co by powiedział, gdyby mu wytłumaczył, że to nie była żadna iluzja. Jednak jeszcze nie teraz, najpierw musiał go trochę podejść i wybadać grunt. – Myślę, że mógłbym być zainteresowany. Ale, dobrze, nie chcesz, to nie mów. Tylko muszę wiedzieć, co to za typ genjutsu. To było coś, co wzbudzało strach, przerażenie, ból, coś jak Tsukuyomi, czy może wręcz odwrotnie?
– To było... No… – Naruto wyszeptał coś, czego nie zdołał zrozumieć. Musiał dwa razy prosić o powtórzenie, żeby wreszcie usłyszeć: – Przyjemne.
Sasuke uśmiechnął się lekko i spojrzał w okno. A więc Naruto był wtedy świadomy wszystkiego, co się działo. Może trochę otępiały, ale mimo wszystko świadomy. Póki co nie zamierzał go jednak wyprowadzać z błędu odnośnie genjutsu. Na to przyjdzie jeszcze czas. Teraz powinien faktycznie regenerować siły, bo jeszcze tak do końca nie doszedł do siebie
– Odpoczywaj. A jak poczujesz się lepiej, wrócimy do nauki. – Sasuke wstał i spojrzał na niego z góry. Z trudem powstrzymał uśmiech. Nie potrafił tego opisać, ale czuł się dziwnie lekko przez to, co Naruto powiedział. Jedno głupie słowo zmieniło zupełnie jego nastrój. Przyjemne... Wychodząc, zagryzł wargę, żeby się nie uśmiechnąć, bo gdyby ktoś zobaczył go w tak dobrym nastroju, pomyślałby jeszcze, że sam powinien trafić do szpitala. Tsunade pewnie chciałaby go gruntownie przebadać.

Rozdział 8

Sasuke wiedział, że zapewne jutro ludzie Kakashiego zgłoszą się do niego, żeby wyjaśnił, co się stało. Może i nawet sam Hokage pofatyguje się na rozmowę z nim? W końcu sprawa dotyczyła Naruto.
– Sasuke-kun? – usłyszał, gdy wyszedł ze szpitala. Sakura kręciła się przy wejściu i podbiegła do niego, gdy tylko opuścił budynek. Najwyraźniej zauważyła, że tu wrócił i zamiast iść do domu, czekała na niego.
– Stało się coś? – zapytał, starając się ukryć zirytowanie.
– Nie, tylko... Zastanawiałam się, czy będziesz się teraz uczył. Bo ja idę do biblioteki i pomyślałam, że moglibyśmy pójść razem. Chyba, że robisz coś innego, to może masz ochotę na towarzystwo?
Sasuke wpatrywał się chwilę w Sakurę, która mimo braku rumieńców, widocznie się denerwowała. Zabawne, że gdy zaczynała z nim rozmawiać, znikała ta pewna siebie, nawet często arogancka dziewczyna, zamiast tego pojawiała się zakochana po uszy nastolatka. Może gdyby tak na niego nie reagowała i nie traktowała jak księcia z bajki, mógłby ją bardziej polubić? W końcu z Naruto Sakura potrafiła się przyjaźnić.
– Nie, teraz nie mam czasu – zbył ją. Chciał przeszukać pozostałe zwoje, które zachowały się po jego klanie, a później... Wiedział, że szpitalne jedzenie nie należało do najlepszych, a ktoś taki jak Naruto będzie to odczuwał jeszcze bardziej. Ten młotek trafił do szpitala z jego winy, więc czuł się zobowiązany odwiedzić go z dużą porcją ramenu z Ichiraku.

Sasuke z reguły był bardzo przewidująca osobą. Wiedział, co robić i gdzie bywać, żeby unikać irytujących go rzeczy. Jednak w dniu dzisiejszym nie przewidział jednego drobnego szczegółu. Że gdy pod wieczór pojawi się w Ichiraku, żeby kupić Naruto jego ulubione danie, zostanie szczelnie otoczony przez swoje fanki. Sasuke-kun to… Sasuke-kun tamto… W pewnym momencie, gdy czekał na zamówienie, miał wrażenie, że głowa mu pęknie. To już naprawdę, nawet towarzystwo Sakury było w porównaniu do tego oazą spokoju. I chyba pomyślał o tym nie w porę, bo gdy tylko się odwrócił, zobaczył nie tylko koleżankę z drużyny, ale też kilka innych osób, które znał.
– Sasuke-kun! – Sakura, która przez moment wydawał się uszczęśliwiona na jego widok, dosłownie sekundę później straciła humor. Bo co Sasuke robił w Ichiraku, siedząc na krześle przy barze w otoczeniu dziewczyn? Przecież jeżeli już tu w ogóle przychodził, to tylko z Naruto. A jego tutaj nie mogło być, bo przecież leżał w szpitalu.
– O, widzę, przyjacielu, że zaczęło cię interesować towarzystwo kobiet – rzucił uwagę Sai, uśmiechając się specyficznie.
Sasuke uniósł brwi. Jego mina na określenie go przez Saia mianem przyjaciela, była bezcenna. Nie miał pojęcia, że on mówi w ten sposób do praktycznie każdej osoby, którą zna. Tak go to zdezorientowało, że nawet nie zwrócił uwagi na drugą część wypowiedzi, przez która nastąpiło dosłowne apogeum. Otaczające go dziewczyny zaczęły piszczeć z uciechy, Sakura zaciskała pięści, mając ochotę przywalić Saiowi, który biedny stał i nie wiedział, co znowu powiedział nie tak, Kiba śmiał się jak oszalały przy akompaniamencie szczekania Akamaru, a Lee zaczął entuzjastycznie wykrzykiwać: „Tak, kobiety i wiosna młodości”. Sasuke miał wrażenie, że zaraz wstanie i coś im wszystkim zrobi. I to z wykorzystaniem Sharingana.
– Proszę, twoje zamówienie. – Sprzedawca z Ichiraku, który znał go jeszcze z czasów, kiedy przychodzili tu jako drużyna siódma, położył pakunek na ladzie. Sasuke podziękował, zapłacił i ruszył do wyjścia.
– Hej, to na pewno nie porcja dla jednej osoby. Z kim się umówiłeś, Sasuke-kun? – zapytała bezczelnie Ino, której już dawno fascynacja jego osobą minęła i dzięki temu nie miała oporów przed rozmową z nim.
– Z Naruto – mruknął i uciął wszelką dyskusję. Po chwili już go nie było.
– Z Naruto?! – Kiba prawie dostał czkawki ze śmiechu. – No to was załatwił – zagadał do dziewczyn nadal stojących przy barze. – Ale ja mam wolny wieczór, jak coś… – Uśmiechnął się, w swoim mniemaniu uwodzicielsko, a Akamaru zaszczekał. Niestety, żadna z nastolatek nie była chętna.
– Hej! – zawołała Tenten, która podeszła do nich razem z Hinatą. – Czy nam się zdawało, czy widzieliśmy przed chwilą Sasuke? – zapytała, wchodząc do pomieszczenia.
Ichiraku od czasu, gdy byli dziećmi, bardzo się rozrosło. Dobudowano dwa duże pomieszczenia, jedno na parterze, drugie na piętrze. Stało tu teraz mnóstwo stolików, jednak nawet w dni poza weekendami spora część z nich była pozajmowana. Na szczęście ich ulubiony nadal stał wolny. Lee pobiegł zająć miejsce, a reszta zastanawiała się nad wyborem dań.
– Nie wydaje wam się to trochę dziwne? – zapytała Ino, kiedy usiedli już wszyscy razem. – Czy Sasuke i Naruto nie powinni się w końcu zacząć z kimś spotykać? W końcu mają po osiemnaście lat, to już zaczyna wyglądać dziwnie…
– Są zajęci treningami – zaoponowała Sakura, choć w głębi duszy podzielała pogląd przyjaciółki. Sasuke już dawno powinien się zacząć z nią umawiać! Ile jeszcze, do cholery, ma czekać?!
– Naruto ma małego penisa, pewnie żadna go nie chce – stwierdził Sai z uśmiechem na ustach, wywołując stan niemalże przedzawałowy u Hinaty, która siedziała naprzeciwko. – A Sasuke Uchiha chyba jednak nie interesuje się kobietami – dodał, zadowolony z siebie. Kiedyś czytał, że trzeba mówić przyjaciołom o swoich spostrzeżeniach. To nic, że Sakura wyglądała, jakby miała zaraz zrobić z jego głowy naleśnik.
– Dajcie spokój, Sasuke to się nikim nie interesuje – zaśmiał się pewny siebie Kiba. Przy nim na pewno by tego nie powiedział, ale teraz jego tu nie było, więc co niby mógłby mu zrobić?
– Nikim, poza Naruto – stwierdziła Ino, trafiając w punkt.
Wszyscy westchnęli. A potem zamówili kolejkę. Zamierzali wypić za zdrowie przyjaciela w szpitalu.

Naruto leżał na łóżku, wpatrując się w jakiś obrazek na ścianie. Właśnie obudził się z drzemki i czuł się już lepiej. Wiedział, że teraz będzie wracał do sił i każda kolejna chwila spędzona w szpitalu będzie tylko utrapieniem. Bo co on tutaj miał robić? Nie mógł trenować, przewracał się z boku na bok i tylko czekał, aż nudny czas minie.
Przed obiadem odwiedził go Iruka, który przytaszczył ze sobą kilka dobrych rzeczy do jedzenia, ale teraz Naruto znowu czuł się głodny. Będzie musiał kogoś poprosić, żeby przyniósł mu coś jeszcze, bo chyba zwariuje. Leżąc w szpitalu, zawsze dużo jadł, żeby zabić nudę. Bo co innego miałby robić? Co prawda w pewnym momencie pomyślał, żeby spróbować zajrzeć do książek, bo Sakura przyniosła jakieś, a w zasadzie to zostawiła je przez przypadek, gdy byli tutaj wszyscy po południu. Coś z technikami leczenia, możliwościami absorpcji czakry? Naruto przejrzał je tylko pobieżnie, ale szybko stwierdził, że bez względu na to, jakby się nie nudził, raczej nie będzie mu się chciało tego czytać.
– Patrzysz na te książki, jakbyś chciał je spalić wzrokiem, młotku – usłyszał znajomy głos i poderwał głowę.
– Sasuke? – zdziwił się, zapominając nawet nazwać go draniem. Bo w końcu za takie złośliwości zwykle odwdzięczał się podobnym przytykiem. Teraz jednak nie był w stanie, zbyt zaskoczony wizytą Sasuke, zwłaszcza, gdy zobaczył, co ten mu przyniósł. Uśmiechnął się szeroko, a jego oczy zabłysły. No i od razu ślinka napłynęła mu do ust. – Ramen?!
Sasuke uśmiechnął się kpiąco i położył siatkę z jeszcze ciepłym jedzeniem na brzuchu Naruto.
– Sam wiem, jak źle karmią w szpitalu – stwierdził i przysunął sobie krzesło, żeby usiąść.
– Nie jest aż tak źle, bo Iruka-sensei przyniósł mi po południu coś słodkiego, ale... – Przełknął ciężko ślinę. – Dzięki – rzucił i po raz kolejny uśmiechnął się.
– Jedna porcja jest dla mnie, nie rozpędzaj się tak – zaznaczył od razu Sasuke, kiedy Naruto krzyknął, widząc po rozpakowaniu dwa powiększone zestawy i jeden mniejszy. Ten mniejszy oczywiście zamówił sobie Sasuke. – Jak się czujesz? – zapytał, gdy zaczęli jeść.
– Dobrze, nawet powiedział bym, że zdecydowanie lepiej. W zasadzie już teraz mógłbym stąd wyjść. Nudzę się jak cholera!
– I dlatego zastanawiałeś się, czy nie zabrać się za czytanie? – zapytał Sasuke z złośliwie. – Przyniosę ci jakieś inne książki. Te dla medycznych ninja na nic ci się nie przydadzą. Bardziej te na temat genjutsu – zasugerował. Gdyby ten młotek był trochę bardziej rozgarnięty... – pomyślał, wpatrując się w lśniące od tłuszczu usta Naruto. Szybko odwrócił wzrok na swój posiłek. Co się z nim, do diabła, działo? Przecież zwykle potrafił nad sobą panować i... No tak, wcześniej wiele rzeczy ignorował i zachowywał się, jakby ich wcale nie było, a już więź z Naruto starał chyba wtedy najmocniej z siebie wyprzeć. Teraz, jak na złość, wszystko zaczynało wymykać mu się z rąk.
– Jakoś samemu mi to nie wchodzi to czytanie – wymamrotał Naruto, wciągając jednocześnie makaron. – Czasami nic z tego nie kapuję. Chyba naprawdę jestem w tym beztalenciem, jak twierdzi Sakurka – stwierdził, gapiąc się przez chwilę w swoją miskę. Nawet nie zauważył, że po raz pierwszy przyznał się przed Sasuke do swojej słabości.
– Nie twierdzę, że jest inaczej – Sasuke uśmiechnął się. Ale tak jakoś inaczej, przez co Naruto zagapił się na niego i kolejna porcja nabrana na pałeczki wylądowała na bluzie od jego pidżamy. – I nie tylko w jednej rzeczy jesteś beztalenciem – dodał złośliwie.
– Hej, draniu! – krzyknął Naruto, ale gdy po raz kolejny spojrzał na Sasuke, jego bojowy nastrój od razu zniknął. Odchrząknął, próbując wmówić sobie, że to dziwnie przyjemne uczucie w brzuchu było spowodowane ramenem, a nie tym, że jego najlepszy przyjaciel właśnie go obrażał, a on potraktował to jako komplement.
– Jutro przyjdę do ciebie i możemy znowu się razem pouczyć, jak chcesz. Przyniosę książki i wytłumaczę ci wszystko. – Sasuke skończył jeść i wyrzucił swoją plastikową miskę do kosza. Z dzbanka, który stał przy łóżku Naruto, nalał sobie wody do szklanki. Kącik jego ust drgnął, gdy dostrzegł położone na podłodze kwiaty. Tym razem Naruto wcale już nie cieszył się z prezentów od fanek.
– Jesteś pewny? – Naruto obserwował uważnie ruchy Sasuke, jakby bał się, że w jego rękach zaraz zobaczy błyskawice.
– Czego?
– No że chcesz mnie uczyć, to... no wiesz... – Naruto zapowietrzył się. Dzisiejszego wieczoru naprawdę działo się z nim coś złego, bo przez ten dziwny uśmiech na twarzy Sasuke, zaczął mówić mu prawdę, już nie ukrywając się za maską rywalizacji. – Poświęcasz mi dużo czasu. Na rzeczy, które już wiesz. – Przełknął ciężko. – A ty pewnie chcesz się pouczyć czegoś innego. Wiesz, że mam duże braki i... no w ogóle. – Spróbował się zaśmiać, ale obaj wiedzieli, że wcale nie było mu do śmiechu.
Sasuke milczał przez chwilę, zastanawiając się, co powinien opowiedzieć. Nie spodziewał się po Naruto takich słów. W końcu westchnął cicho i usiadł tym razem na łóżku, nie na krześle, które stało obok.
– Ale z ciebie idiota – stwierdził, pochylając się w jego stronę. Naruto spojrzał na niego zaskoczony. – Jeszcze trochę i się rozkleisz. Od kiedy to najgłośniejszy ninja z Konohy użala się nad sobą, co? – Pokręcił głową. Irytowało go, że usta Naruto wciąż błyszczały od tłuszczu z ramenu. Miał ochotę mu to zetrzeć, ale nie wykonał względem niego żadnego gestu. – Pomagam ci, bo chcę, żebyś zdał egzamin. Resztą się nie martw, poradzę sobie.

– Dzięki, Sasuke. – Naruto odłożył pałeczki do miski i odstawił ją na stolik. Nie zjadł wszystkiego, co było wręcz nie do pomyślenia, ale po prostu ucisk w żołądku odebrał mu apetyt. Miał zdecydowanie przyśpieszone tętno i czuł lekkie dreszcze, gdy Sasuke tak siedział obok niego. Cały czas miał przed oczami to, jak całowali się w jego iluzji. Niby to były tylko muśnięcia i delikatny pocałunek, ale… Cholera… Oprzytomniał i spojrzał na swoją górę od pidżamy. Musi ją zmienić. Próbował wstać, ale Sasuke chwycił go za ramię.
– Co robisz? Tsunade kazała ci leżeć.
– W szafce jest jakaś moja koszulka – powiedział, a zaraz po tym został popchnięty z powrotem na łóżko.
Sasuke sam się podniósł i po chwili przyniósł mu ubranie na zmianę.
– No, na co czekasz? – spytał, gdy Naruto zaczął miętolić koszulkę w rękach. I kląć sam na siebie w myślach. Bo ile już razy przebierali się w swoim towarzystwie, ile razy korzystali ze wspólnych łaźni? Tylko teraz to było takie…
– Nie no, przebrać też już się nie potrafisz? – Sasuke wstał, chwycił dół jego bluzy od pidżamy i podwijając, ściągnął mu ją przez głowę. Musnął przy tym rękami jego skórę, co automatycznie zaowocowało gęsią skórką, ale po chwili już Naruto siedział ubrany w czystą koszulkę i miał wypieki na twarzy. I marzył, żeby Sasuke znów go dotknął. A jeszcze nie tak dawno uciekał od niego. Ale to było przed tym, gdy go pocałował. To znaczy nie tak naprawdę pocałował, tylko…
– Sasuke, co to znaczy… – zawahał się na chwilę, nie będą pewnym, czy poruszać ten temat. – Co to znaczy, że w tym genjutsu miałem taką… no… przyjemną wizję? No bo nie rozumiem, jak to ma niby być przydatne w walce? Przecież nie o to chodzi w technikach, żeby przeciwnik… jakby to… no poczuł takie coś.
– A powiesz mi w końcu, co takiego było w tej twojej wizji? – Sasuke przysunął się trochę bliżej. Chciał go sprowokować.
– Nie, wiesz, wolałbym nie. – Naruto pokręcił głową. To jednak nie był dobry pomysł z zaczynaniem tej rozmowy. Bo przecież nie mógł mu powiedzieć. Sasuke przestałby się w ogóle do niego odzywać. – Ja tylko chciałbym wiedzieć… no co ma na celu takie genjutsu.
– Myślę, że dowiesz się… – Sasuke zastanowił się przez chwilę – …dowiemy się w odpowiednim czasie. Wstał z łóżka. – Późno już, sen dobrze ci zrobi. Jutro rano przyjdę, to się pouczymy.
– Rano? Masz na myśli piątą rano? – zapytał Naruto z uśmiechem, przypominając sobie ostatnią poranną wizytę Sasuke.
– Myślę, że tym razem dam ci pospać trochę dłużej.

Chociaż Naruto czuł się dobrze, Tsunade uparła się, z pewnością robiąc mu na złość, i nie chciała go wypuścić wcześniej. Musiał przeleżeć całe trzy dni w szpitalnym łóżku i gdyby nie goście, zanudziłby się na śmierć. Na szczęście teraz przychodziło do niego dużo więcej osób niż kiedyś, więc, jak się jednak okazało, nie miał czasu narzekać na nudę. Za to na bezczynność już tak, bo on nienawidził nic nie robić!
Sasuke, jak obiecał, przyszedł kolejnego dnia, żeby się z nim pouczyć, ale zamiast genjutsu, stwierdził, że będą się uczyli ninjutsu. Skąd ta zmiana, Naruto nie wiedział, jednak nie miał zamiaru się z nim wykłócać. Oprócz Sasuke, który spędził u niego chyba najwięcej czasu, odwiedzała go też Sakura. Ona, idąc tropem Tsunade, ciągle wypytywała jak się czuje, sprawdzała temperaturę i nawet chciała mu zrobić zastrzyk! Naruto tak się wystraszył, że był bliski ucieczki przez okno. Dopiero Sasuke go zatrzymał, a Sakura wtedy śmiała się w najlepsze. Najwyraźniej była zachwycona tym, że nawet na ustach zimnego drania wywołała lekki uśmiech. Bo zazwyczaj Sasuke uśmiechał się tylko do Naruto. Bywało, że kpiąco, ale czasami też… Tak właśnie jak ostatnio, tak inaczej.
Podczas rekonwalescencji Naruto odwiedzili chyba wszyscy przyjaciele. Sai przyszedł razem z Ino, która próbowała go za wszelką cenę w obecności Sasuke powstrzymywać przed otwieraniem ust. Bo Sai miał najwyraźniej dużo do powiedzenia, ale po pierwszym komentarzu na temat penisów obecnych w pomieszczeniu panów, zauważyła na palcach Sasuke coś w rodzaju wyładowania elektrycznego. Wolała nie dopuścić, żeby jej była miłość uszkodziła obecną. To pewnie miałoby naprawdę opłakane skutki. Więc Sai siedział tylko i się uśmiechał, co jakiś czas szturchany ostrzegawczo przez swoją dziewczynę, która opowiadała kilka ciekawostek zasłyszanych w kwiaciarni. Odwiedził go też Shikamaru, który styrany pracą, ledwo już zipał. Miał nadzieję położyć się obok Naruto i zdrzemnąć się chwilę, ale Sasuke skutecznie mu to wyperswadował. Potem przyszedł Lee, który na zmianę to płakał nad losem Naruto, to krzyczał o wiośnie młodości. Sam chyba nie wiedział, na co się zdecydować. Kiba zdążył jedynie dotrzeć do drzwi sali i się przywitać, bo po chwili został wyrzucony przez personel za wprowadzenie do szpitala psa. Naruto miał z tego naprawdę niezły ubaw, Tsunade już nie, bo słychać ją było z drugiego końca korytarza. Przychodzili też Tenten, Shino, Chouji, Konohmaru i oczywiście Iruka, który, mimo że Naruto był już dorosły, nadal obchodził się z nim jak z jajkiem.
Sasuke, spędzający w tej szpitalnej sali prawie cały swój czas tolerował ich wszystkich. Jedynie na jedną osobę reagował niemal alergicznie. Na Hinatę, która odwiedzała Naruto dwa razy dziennie. Miała coraz więcej śmiałości, a to mu się wybitnie nie podobało. Zawsze po jej wyjściu wydawał się być zły…
Na szczęści, dzięki przyjaciołom, te trzy dni minęły naprawdę szybko. Mimo to, kiedy Naruto wyszedł ze szpitala, odetchnął z ulgą.
– Nareszcie! – podniósł ręce i przeciągnął się. Wiedział, że zaraz czeka ich rozmowa z Hokage, ale nawet to nie było w stanie popsuć mu teraz humoru. Ładna pogoda, w niedalekim czasie jakiś trening i Sasuke, który szedł teraz obok niego. Czego chcieć więcej? No, może porcyjki ramenu…

Kakashi przyjął ich po ponad półgodzinnym czekaniu w korytarzu, a teraz siedział za biurkiem w swoim gabinecie i patrzył na nich tym swoim spokojnym, rozleniwionym spojrzeniem już od dobrych kilka minut. Naruto zaczął się niecierpliwić, ale Sasuke wiedział, że ich dawny nauczyciel zwyczajnie ich sprawdzał – ile wytrzymają i kiedy w końcu któryś z nich się przełamie. Oczywiście naturalnie tym kimś był Naruto.
– Kakashi-sensei, no i co? – zapytał w końcu, aż wstając z krzesła. – Ustalili, co się stało, że ta technika tak na mnie podziałała? Sasuke coś źle odczytał? Co jest grane?!
Kakashi westchnął ciężko i spojrzał na Sasuke.
– Nie, nie udało jej się nam odczytać. Do tego wymagany jest najprawdopodobniej Sharingan, a tego, jak wiecie, już nie posiadam. Więc tylko członkowie klanu Uchiha mogą ją odczytać. Sasuke, chcę, żebyś mi powiedział, co jest w tym zwoju i razem z członkami ANBU prześledzimy dzięki temu tę technikę. Zrozumcie, że nie możecie tak działać samopas. Naruto mogło się coś stać.
– Tak, ale...
– Nie przerywaj mi, Naruto. – Kakashi pokręcił głową. – Obaj dobrze wiecie, zwłaszcza ty, Sasuke, że techniki klanu Uchiha są naprawdę potężne. Z tego, co usłyszałem, stworzono ją w oparciu o czakrę ogoniastych, więc tylko Naruto może jej użyć, z wiadomej przyczyny. A sami wiecie, jaki Madara miał stosunek do ogoniastych. Nie możecie tak ryzykować!
Naruto przełknął ciężko, już nic się nie odzywając, podobnie jak Sasuke.
Ostatecznie, po prawie półgodzinnej gadce na temat tego typu zachowań, skończyło się dla nich tylko na naganie. Kakashi jeszcze raz powtórzył wszystko, kategorycznie zabraniając im wracania do tej techniki, chyba że będą chcieli naprawdę wpaść w kłopoty i w końcu ich puścił.

– Rany, draniu, już myślałem, że będziemy musieli robić jakieś prace społeczne za ten numer – roześmiał się Naruto, gdy wyszli z budynku. Czuł się naprawdę dużo lepiej, a po skutkach nieudanej techniki nie było już śladu.
Sasuke skrzywił się. O tak, prace społeczne były czymś, czego zdecydowanie nie znosił. Zwłaszcza, że teraz, odkąd byli dorośli, trafiały im się takie, gdzie musieli opiekować się dziećmi. A to był koszmar.
– Chcesz iść do biblioteki? Bo z treningiem wolałbym poczekać do jutra.
– Mhm. Tym bardziej, że musimy… To znaczy, jak chcesz, oczywiście, dokończyć temat genjutsu. – Zadowolony Naruto założył ręce za głowę i pomaszerował przodem.
I kto by kiedyś pomyślał, że wizja nauki będzie w stanie wywołać na jego twarzy taki uśmiech. Bo na pewno nie on sam.


Przed budynkiem Akademii, w której znajdowała się biblioteka, panowało małe zamieszanie. Kiba, przytrzymywany przez Hinatę, wyrywał się z pięściami w stronę Saia, który stał naprzeciwko z uśmiechem na ustach. Ino coś do niego mówiła, a Sakura wydawała się ją popierać, bo przytakiwała. Otaczało ich kółeczko znajomych, którzy dzisiaj stawili się chyba w komplecie.
– Co tu się stało – zapytał Naruto Shikamaru, który stał w lekkim oddaleniu od całej grupki.
– Eh… – ten tylko westchnął. – Bibliotekarka wszystkich wyrzuciła, bo Kiba i Sai omal się nie pobili. Dała zakaz wstępu do jutra.
– Oni? A o co?
– Sai powiedział, że skoro Byakugan widzi przez ubrania, to rozumie, dlaczego Hinata odwiedzała cię codziennie w szpitalu… No wiesz… – Spojrzał sugestywnie na Naruto, który wykazywał niezrozumienie. – No że chce sobie ciebie pooglądać… Eh, to naprawdę kłopotliwe. – Shikamaru podrapał się po głowie, ale mimo całego swojego znudzenia, zdołał kątem oka zauważyć pojawiającą się na twarzy Sasuke wściekłość. – Tak czy inaczej, Kiba stanął w jej obronie i chciał mu przywalić, a bibliotekarka to zobaczyła i…
– Sasuke! – rozległ się czyjś entuzjastyczny głos. I, o dziwo, nie był to głos Sakury. Wszyscy obejrzeli się, spoglądając w stronę drogi, po której w tym momencie szły dwie osoby. Czerwonowłosa dziewczyna w okularach i towarzyszący jej chłopak z mieczem na plecach.
– A oni co tu robią? – Sasuke spojrzał zdziwiony. Karin i Suigetsu w Konoha?
– Też chciałabym to wiedzieć! – Sakura pojawiła się nagle bardzo blisko niego. Była wyraźnie zdenerwowana.
– Sasuke, dobrze cię widzieć! – Karin podbiegła, próbując uwiesić się na jego ręce, ale Sakura stanowczo ją odciągnęła. Po chwili ich spojrzenia się spotkały i można było odnieść wrażenie, że przeszły przez nie błyskawice.
– Sasuke, nie wiedziałem, że masz dziewczynę – uśmiechnął się wrednie Siugetsu, patrząc to na Sakurę, to na swoją towarzyszkę, chcąc ją sprowokować.
– Cooo?! Sasuke, powiedz że to nieprawda! – Karin niemal załkała.
– To nieprawda – odpowiedział beznamiętnie Sasuke, nie patrząc na żadną z dziewczyn. Zaczynały go irytować. – Co tu robicie? – spytał.
– A wiesz, byliśmy niedaleko i Karin powiedział, że koniecznie musimy wpaść w odwiedziny. Chciała cię zobaczyć i… – Suigetsu nie zdążył dokończyć, po padł na ziemię po celnym i brutalnym ciosie. – Oj, daj spokój, co? Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, że latasz za Sasuke, bo go kochasz, Uzumaki!
W jednej chwili nastała absolutna cisza. Sai i Kiba przestali się kłócić i w ogóle nikt nie był w stanie wydobyć z siebie słowa. Wszyscy patrzyli na Naruto. Naruto, który chyba jeszcze nigdy nie był tak zaczerwieniony jak w tym momencie. Zwłaszcza, że każdy gapił się na niego tak, jakby właśnie zakomunikował, że woli zostać Kage jakiejś innej wioski. Odchrząknął i rzucił nerwowe spojrzenie Sasuke, który jednak wydawał się być całą sytuacją... rozbawiony? A Naruto, jak ostatni kretyn, nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Po prostu go zatkało. Normalnie zacząłby wrzeszczeć i próbować wszystkich przekonać, że ostatnią rzeczą, o jakiej myślał, było jakieś tam uczucie do Sasuke. Tylko problem w tym, że to „jakieś tam„ uczucie naprawdę istniało. Ten pocałunek... Cholera.
– Uzumaki? – Kiba zerknął na Suigetsu. – Że... niby nasz Naruto Uzumaki? – zapytał i zaśmiał się, przejmując rolę tego, który miał rozładować atmosferę. – Przecież oni się nienawidzą!
– Nie, chodziło mi o... – Suigetsu już chciał wyjaśnić, ale Karin dźgnęła go między żebra tak mocno, że krzyknął zaskoczony, o mało się nie przewracając. – Dlaczego w jego towarzystwie stajesz się taka nieznośna? – warknął, rozmasowując bok ciała. Nie żeby jego towarzyszka kiedykolwiek była znośna, ale w takich sytuacjach przechodziła zawsze samą siebie.
– Wystarczy – odezwał się nagle Sasuke. – Przestańcie robić z siebie widowisko.
– Shannaro! – wrzasnęła Sakura i doskoczyła do Suigetsu. – Ty! – Chwyciła go za koszulkę. – Ty masz natychmiast wyjaśnić, dlaczego powiedziałeś, że Naruto kocha Sasuke! Ale już! – Suigetsu próbował się odsunąć, bo w tym momencie furia w oczach Sakury była gorsza niż ta Karin przed chwilą.
– Co? Przecież nic takiego nie powiedziałem – jęknął, gdy zarobił po raz kolejny tego dnia w głowę, znów lądując za ziemi.
– Sakura, zostaw go – Sasuke zdecydowanym ruchem ręki zablokował jej kolejny cios. – Uspokój się, do cholery! – złapał ją za ramię i odciągnął od kolegi z byłej drużyny.
– Czy wszystkie baby muszą być tak brutalne? – Suigetsu z trudem podniósł się z ziemi. – Dobra, chodźmy stąd i to jak najszybciej – mruknął, czując, że skutki tego uderzenia, będzie odczuwał jeszcze długo.
Przez nagły wybuch Sakury nikt nie zauważył, że Naruto gdzieś zniknął. Sasuke rozejrzał się, ale nie wyczuł jego chakry. Najwyraźniej starał się ją ukryć i tym razem wyszło mu to doskonale. No nic, później go poszuka i wyjaśni wszystko. Teraz musiał rozdzielić to towarzystwo, bo zaraz zaczną się bić na poważnie.
– Suigetsu, Karin… – Dał im do rozumienia, żeby poszli z nim. Na palący, pełen wyrzutu wzrok Sakury, nie zareagował w żaden sposób.

Naruto długo siedział na jednym z dachów i próbował przeanalizować całą sytuację. Po pierwszym szoku, który spowodowały słowa Suigetsu, przypomniał sobie pewną rozmowę z Kakashim, którą odbyli krótko po zakończeniu wojny. Kakashi opowiedział mu wtedy o klanie jego matki i wspominał coś o tym, że wszyscy jego członkowie mają czerwone włosy. Z tego klanu wywodził się na przykład Nagato. I choć Naruto nie był zbyt bystry, teraz skojarzył sobie fakty. Jeżeli dobrze się domyślił, to…
– Nazywasz się Karin Uzumaki, prawda – przeskoczył na mur przy bramie wioski, a potem wylądował na ziemi, stając naprzeciwko dziewczyny. Był już prawie wieczór, ale wcześniej nie zamierzał przeszkadzać, chyba mieli swoje sprawy do omówienia. Sasuke uśmiechnął się lekko. A więc jednak młotek sam się zorientował.
– Tak, a co? – Karin, która była zła, że przez pół dnia Sasuke nie reagował na jej próby uwiedzenia go, fuknęła tylko.
– A to, że pochodzimy z tego samego klanu. Jesteś nawet podobna do mojej matki… – Naruto zamilkł, widząc rosnąca wściekłość na jej twarzy. – I masz chyba podobny temperament – dodał, widząc jak po raz kolejny wyżywa się na swoim towarzyszu, za coś, co przed chwilą szepnął jej do ucha.
– I co z tego? – warknęła, ściskając głowę Suigetsu, jakby chciała przetestować jej wytrzymałość.
– Po prostu chciałem cię poznać. Wiesz, w końcu jesteśmy jakąś tam daleką, ale jednak rodziną – zaśmiał się Naruto.
Karin puściła w końcu Suigetsu i przybliżyła do niego twarz, przyglądając mu się uważnie. Po chwili chwyciła go za czuprynę. Sądząc po kolorze włosów, Naruto mógł być jej krewnym tylko pośrednio.
– Może innym razem – burknęła i odsunęła się. Naprawdę nie miała humoru na żadne pogawędki. No chyba, że z Sasuke. Który teraz to już w ogóle permanentnie ją ignorował, patrząc na swojego przyjaciela.
– Karin – upomniał ją po chwili. – Naruto i ty nosicie to samo nazwisko, porozmawiaj z nim chociaż.
– Co?! Niby dlaczego… – zamilkła, gdy zobaczyła jego minę.
Karin bywała irytująca, jak każda dziewczyna zresztą, ale Sasuke rozumiał, dlaczego jego przyjaciel, mimo że niewiele ich łączyło, chciał z nią porozmawiać. Do tej pory nie znał nikogo nawet ze swojej dalekiej rodziny.
– No dobra, niech ci będzie, ale pamiętaj, że robię to tylko dla ciebie! – warknęła, mając cichą nadzieję, że jakoś jej to wynagrodzi. – No więc? – zwróciła się bezpośrednio do Naruto. – Co chcesz wiedzieć, hm? Ty nawet nie wyglądasz jak ktoś z klanu Uzumaki – jeszcze raz przyjrzała mu się krytycznie.
– Karin! – warknął Sasuke, tracąc cierpliwość. Jak to się działo, że ta dziewucha potrafiła być miła tylko dla niego?
– Chodzi ci o włosy, tak? – zaśmiał się Naruto, czochrając swoją czuprynę. – Mam je po tacie. I właściwie też w normalnych okolicznościach nie nazywałbym się Uzumaki tylko Namikaze, tak mi przynajmniej powiedział Kakashi-sensei… – zaczął potok słów.

Po dobrej godzinie Karin siedziała na jednym z kamieni i przytrzymywała głowę na rękach, a Suigetsu, opierający się plecami o jakieś drzewo, po prostu spał. Tylko Sasuke wydawał się słuchać uważnie tej paplaniny. Bo to było dość ciekawe. Większość z tych faktów oczywiście już dawno znał, ale dowiedział się też kilku nowych, interesujących rzeczy. Bo Naruto opowiedział Karin prawie całą historię swojego życia. A ona, przez wzgląd na niego, słuchała cierpliwie i choć reagowała żywiej tylko wtedy, gdy zaczynał mówić o nim, o ich wspólnych przejściach, to jednak zachowywała się bardzo poprawnie.
– No, to by było na tyle, jeżeli chodzi o mnie – zaśmiał się znów Naruto, wyrywając tym samym ze snu Suigetsu.
– Karin, masz małe cycki… – ten wymamrotał jeszcze chyba w półśnie, a zaraz potem poderwał się, gwałtownie mrugając oczami. Ale było już za późno na ucieczkę. Niebezpieczeństwo z czerwonymi włosami właśnie się zbliżało i po chwili uderzyło niczym huragan.
– Jak śmiesz tak się do mnie odzywać przy Sasuke – wycedziła przez zaciśnięte zęby Karin i walnęła go tak, że prawie wbił się w glebę. – Ty… – poprawiła kolejnym ciosem – …nieokrzesany… – i jeszcze jednym – …kretynie!
Naruto aż jęknął. Jeżeli jego ojciec miał tak na co dzień, to zaczynał mu współczuć.
– Uspokójcie się! – Dwa słowa Sasuke sprawiły, że Karin na powrót złagodniała.
– Właśnie. Od dawna powinniśmy już być w kryjówce i zdać raport – jęknął Suigetsu. Po dzisiejszym dniu powinien chyba poprosić Orochimaru o urlop. – Musimy iść.
– Ej, ale ja nie zdążyłem jeszcze dowiedzieć się niczego o tobie! – wrzasnął Naruto, wskazując palcem na Karin. – No zostańcie jeszcze trochę.
– Następnym razem, Naruto – uspokoił go Sasuke.
– Następnym razem? To znaczy, że zapraszasz mnie tu znów, Sasuke? – Karin aż przysiadła z wrażenia. Sasuke ją zapraszał. Jasna cholera!
Sasuke tylko coś mruknął pod nosem, ale kiwnął głową. Co prawda dzisiaj wcale nie przybyła tu na jego zaproszenie, ale skoro Naruto chciał poznać swoją rodzinę, musiał ją zapewnić, że jest mile widzianym gościem.

Odprowadzili ich kawałek, a teraz wracali z powrotem w stronę zachodniej bramy.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś, że dla mnie prawie dałeś się skatować? – zapytał Sasuke, gdy weszli z powrotem do wioski. Tak, dobrze wtedy słyszał. Ten młotek w tej swojej gadaninie chyba się zagalopował i powiedział coś, czego jemu nigdy nie mówił. Że prosząc o zostawienie jego, zbiegłego ninja, przy życiu, dał się pobić prawie do nieprzytomności.
Naruto zwolnił kroku, aż w końcu całkiem się zatrzymał. Mrugał przez chwilę, jakby dopiero teraz docierało do niego, co tak właściwie mówił Karin. A mówił rzeczy, które nigdy miały nie dotrzeć do uszu Sasuke. Bo w końcu on był typem osoby, która nie przejmowała się za bardzo innymi. Dałby sobie rękę uciąć, że nie będzie dociekał historii, nie będzie pytał, w jak sposób i dlaczego Naruto tak zaciekle o niego walczył przez tamte lata.
– Mówiłem ci, jesteś moim przyjacielem – powiedział, chociaż teraz miał wrażenie, że ten argument wcale nie był przekonujący. Bo nawet przyjaciele nie poświęcali się dla siebie aż tak bardzo. – Idziemy coś zjeść? Przez to gadanie zgłodniałem, a jak jestem głodny, to nie mogę myśleć, przecież sam wiesz, draniu! – Naruto roześmiał się sztucznie.
– Do Ichiraku? – Sasuke wskazał na uliczkę, którą najszybciej doszliby do knajpy.
– Tak, tak, jasne, że do Ichiraku! Co sobie zamówisz, bo ja...
– Więc dlaczego, Naruto? – Sasuke, chociaż Naruto łudził się, że odpuści, nie odpuszczał. I wiedział, że w końcu będzie musiał coś odpowiedzieć. – Nawet Sakura chciała mnie wtedy zabić, a ty ciągle... Wiara w ludzi to jedno, ale ściganie mnie przez tyle lat, to coś zupełnie innego.
– No, wreszcie was znalazłam! – usłyszeli za plecami głos Sakury i odwrócili się, a Naruto po raz pierwszy od dawna miał ochotę rzucić się jej na szyję. – Szukałam was, bo Tsunade chciała widzieć Naruto.
– Oj, dzięki Sakura-chan. – Naruto w tym momencie był jej naprawdę wdzięczny za wybawienie go z tej ciężkiej sytuacji. Oczywiście wiedział, że w końcu będzie musiał jakoś uzasadnić Sasuke swoje postępowanie, ale przynajmniej teraz dostał trochę czasu do namysłu. Przecież nie może mu powiedzieć, że… Że, no właśnie, co? Że mu na nim zależało jak na nikim innym na świecie i nigdy by go nie zdradził, mimo iż zachowywał się jak ostatni kretyn? Tak, na pewno zabrzmiałoby to dobrze. Zwłaszcza po tej sytuacji na polanie w lesie… – Dobra, to ja lecę – mruknął i chwilę później już go nie było.
– Sasuke-kun… – Sakura wbiła wzrok w swoje buty, zbierając się na odwagę. – Możemy porozmawiać? – Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy, które w tym momencie wydawały się być jakieś nieobecne.
– O co chodzi? – spytał Sasuke, nadal patrząc w miejsce, gdzie zniknął Naruto. Nadal nie mógł zrozumieć, dlaczego on był w stanie tyle w tamtym czasie dla niego poświęcić. Przecież już dawno powinien był go znienawidzić.
– Może przejdziemy się do Ichiraku? – zaproponował Sakura, ośmielona tym, że Sasuke z miejsca jej nie odrzucił i nie wykręcił się brakiem czasu, jak do tej pory robił. – Pewnie Naruto później też tam przyjdzie… – Od razu wysunęła najbardziej przekonujący argument, mając nadzieję, że go na to złapie. I złapała. Bo Sasuke, nadal myśląc o czymś innym, po prostu kiwnął głową. Tak, musiał porozmawiać z Naruto jeszcze dzisiaj.

Sakura była cała w skowronkach, gdy szła razem z Sasuke główną drogą wioski. Razem! Widziała, że niektóre dziewczyny rzucały jej zawistne spojrzenia, inne patrzyły zdziwione. I nie liczyło się to, że on w tym momencie w ogóle nie zwracał na nią uwagi. Liczyło się tylko, że szedł z nią do Ichiraku. To będzie ich pierwsza, tak długo wyczekiwana randka!
Sakura postarała się, aby dostali stolik w zatłoczonym o tej porze Ichiraku, ale Sasuke zdawał się nie zauważać jej starań. Wzruszył po prostu ramionami i spojrzał na zegarek. Naruto, jeżeli chodziło tylko o jakieś badanie kontrolne, powinien zaraz przyjść. I zmusi go, by mu odpowiedział. Nawet jeżeli będzie musiał najpierw skopać mu tyłek.
– Twoi znajomi długo zabawią w mieście? – zapytała Sakura, jak gdyby nigdy nic, gdy już zajęli miejsca naprzeciwko siebie.
– Suigetsu i Karin? – spojrzał na nią zdziwiony.
– No tak, twoja była drużyna. – Sakura zmarszczyła lekko brwi i przygryzła wargę. Dziwnie było nazywać tych ludzi w ten sposób, bo to oni byli jego prawdziwą drużyną – ona, Naruto i Kakashi. Czuła się trochę zazdrosna, bo, jakby nie było, tamta dziewczyna spędziła z Sasuke więcej czasu niż ona. Może nawet sam na sam… Aż zacisnęła pięści
– Nie, byli tylko przy okazji – odpowiedział i spojrzał na kartę. Nie wydawał się zbyt zainteresowany rozmową z Sakurą. To znaczy – do tej pory zwykle nie był zainteresowany rozmową z nią, ale dzisiejszego wieczora wyjątkowo nie wykazywał chęci współpracy.
– No... to w sumie okej. Brakuje ci Wioski Dźwięku? – brnęła dalej, nie wiedząc za bardzo, co powiedzieć, żeby skupić na sobie jego uwagę. Wyczuwała na sobie spojrzenia dziewczyn, będących w lokalu i była niemal pewna, że potem wszyscy będą plotkować, że wielki Sasuke Uchiha w końcu umówił się na randkę. I to z kim?! Aż uśmiechnęła się do siebie, czując przypływ pewności siebie. – Zresztą, to nieważne, prawda, Sasuke-kun? Teraz już jesteś w domu. Za niedługo egzamin na jounina, jak idą ci przygotowania? Dużo czasu spędzasz na uczeniu Naruto, ale znając ciebie, sam masz już wszystko w małym palcu, co? – zapytała i pochyliła się nad stołem, przyciskając łokcie do ciała. Lata spędzone z Tsunade nauczyły ją kilku rzeczy. Wiedziała, jak wywrzeć wrażenie na mężczyznach i na kilku już to wypróbowała. A w tym momencie pomyślała, że nadszedł czas na finał. To w końcu na Sasuke jej najbardziej zależało. – Jakie później masz plany? Jak już zostaniesz joninem. – Uśmiechnęła się, opierając podbródek na ręce. – I tak w ogóle, co zamawiamy?
– Sakura… Gdzie dokładnie poszedł Naruto? – zapytał zniecierpliwiony Sasuke, zupełnie ignorując cały jej wcześniejszy wywód i pozę. Po chwili, jakby czymś tknięty rozejrzał się po sali. Wszystkie pary oczu były wlepione w ich stolik. I już nie tylko dziewczyny, ale nawet faceci zerkali i podśmiewali się lekko. Sasuke zauważył, że jeden z nich daje innemu jakieś pieniądze i usłyszał słowo „zakład”.
Sakura zamrugała lekko zdezorientowana i zaskoczona. Sasuke w ogóle nie słuchał tego, co do niego mówiła. Ręce jej opadły, bo już naprawdę miała dość gadania o Naruto. Ona też stanowiła część drużyny siódmej, uważała się za jego przyjaciółkę i była już po prostu sfrustrowana. Musiała w takim razie zadziałać inaczej.
– Gdzie? Mam nadzieję, że na randkę. Wiesz, Hinata ciągle o niego pytała… Musiałam skłamać, że Tsunade go szuka. – Sakura wydawała się bardzo z siebie zadowolona. – Sasuke-kun… Może i ty powinieneś sobie kogoś znaleźć – zasugerowała już poważniejszym tonem.
– Kogoś znaleźć? Masz rację. – Sasuke wydawał się wkurzony nie na żarty. – Tylko przysięgam, że jak tego kogoś znajdę, to dostanie taki wycisk, że się nie pozbiera.
– C-co? – Sakura zamrugała, bo w pierwszej chwili pomyślała, że mówił o niej. Dopiero później przyszła chwila refleksji, że przecież Sasuke, jeżeli miał kogoś na myśli, to raczej Naruto. Zacisnęła usta, próbując opanować złość. Oczywiście na Naruto, bo on, nawet jeżeli był nieobecny, to i tak wszyscy o nim rozmawiali. – Nie, nie o to mi chodzi! – powiedziała stanowczym głosem, a jej oczy zabłysnęły. – Naruto spotyka się z Hinatą i... Jesteś jego przyjacielem, nie chcesz, żeby był szczęśliwy? Żeby mu się udało? Obaj powinniście ułożyć sobie w końcu życie. Popatrz, co robi reszta naszych znajomych... A wy ciągle chodzicie tylko na treningi. I tak jesteście dużo silniejsi niż jakakolwiek inna osoba w wiosce! Nie chcecie mieć własnych rodzin? – zapytała błagalnym tonem, czując, że była na granicy desperacji. – Naruto na pewno chciałby ją mieć, a dzięki Hinacie...
– Jestem już. – Naruto pojawił się przy ich stoliku cały zasapany. – Cholercia, Sakura-chan, jesteś pewna, że babcia Tsunade mnie szukała? Okazało się, że nie ma jej w szpitalu. Chciałem ją szybko znaleźć, ale w końcu tak zgłodniałem, że stwierdziłem, że chyba się nie pogniewa, jak pójdę na ramen. – Położył dłoń na karku i zaśmiał się. – Dobra, zamówiliście już coś? Rany, jak dawno nie jedliśmy wszyscy razem, normalnie jak za dobrych, dawnych czasów! – paplał wesoło Naruto, a później na głos zaczął wybierać ramen dla siebie.
Sakura przełknęła ciężko ślinę, ale złość po chwili jej przeszła. Zwłaszcza, gdy wyczuła na sobie ostre, przeszywające spojrzenie Sasuke. Przeklinała się w myślach, bo chociaż próbowała, znowu poniosła klęskę. Ciągle coś jej przeszkadzało. I tym czymś był głównie Naruto.
– No co tak siedzicie, jakbyście ducha zobaczyli? Co? Nie spodziewaliście się mnie? – zaśmiał się znowu, ale nagle zamilkł. – Chyba nie jesteście na randce?
– Nie, nie jesteśmy na randce. Czekałem na ciebie, bo mamy niedokończoną rozmowę. – Sasuke odwrócił się bardziej w jego stronę, bo Naruto zajął miejsce przy nim.
– Tak, ale... No przecież nie będziemy Sakury zanudzać naszymi rozmowami. – Naruto uśmiechnął się do przyjaciółki szeroko. – No więc, Sakura-chan? Co zamawiasz? Ja stawiam. Tobie, draniu, też, a co, poznaj chamskie serce, jak to mówią! – rzucił i znowu się roześmiał. Na pierwszy rzut oka zachowywał się normalnie, ale bystre oko mogło zauważyć, że jego głos był wyższy niż zazwyczaj, a ruchy bardziej nerwowe. A tak się składało, że Sasuke miał parę bardzo bystrych oczu.

Naruto jadł ile wlezie, a w przerwach cały czas gadał. Sasuke już dawno powinien wziąć go za fraki, wywlec stad nawet siłą, ale wiedział, że jeżeli ten nie naje się do syta, to nic z rozmowy nie wyjdzie. Westchnął, gdy zamówił jeszcze jedną porcję. Miał wrażenie, że jeszcze chwila, a jego mózg zamieni się w makaron. Sakura ciągle do niego zagadywała, robiąc chyba dobrą minę do złej gry, bo najwyraźniej bardzo nie na rękę była jej obecność Naruto, który, według niej, miał robić w tym czasie coś innego. Sasuke przymknął oczy, zniecierpliwiony. Miał już dość wszystkiego. Cały ten dzisiejszy dzień odbije się zapewne na jego psychice, bo kiedy wróci do domu, położy się do łóżka i zaśnie, będą mu się śniły koszmary z Karin i Sakurą w rolach głównych. Chociaż… Zastanowił się chwilę. Tak naprawdę wizyta Karin okazała się bardzo przydatna. Gdyby nie ona, to nigdy by się nie dowiedział, co ten żarłoczny młotek zrobił. Wcześniej nie miał pojęcia… To znaczy, wiedział, że miał obsesję na punkcie tego, by sprowadzić go do wioski, ale nie pytał, jak to wszystko wtedy wyglądało z jego punktu widzenia, bo Naruto nigdy nawet słowem się nie poskarżył na tamten czas. Sasuke myślał więc, że po prostu go ścigał dla zasady, jak to on mówił… „Bo jesteś moim przyjacielem”. Tak, był jego przyjacielem. Zawsze. Dlatego właśnie swego czasu tak desperacko pragnął zerwać z nim więź. Tylko że teraz… Teraz to wykraczało już zdecydowanie poza granice przyjaźni.
– No pocałujecie się w końcu czy nie? – Do ich stolika podszedł Kiba, który miał nietęgą minę. – Postawiłem na to pół wypłaty.

Rozdział 9

Przed budynkiem Akademii, w której znajdowała się biblioteka, panowało małe zamieszanie. Kiba, przytrzymywany przez Hinatę, wyrywał się z pięściami w stronę Saia, który stał naprzeciwko z uśmiechem na ustach. Ino coś do niego mówiła, a Sakura wydawała się ją popierać, bo przytakiwała. Otaczało ich kółeczko znajomych, którzy dzisiaj stawili się chyba w komplecie.
– Co tu się stało – zapytał Naruto Shikamaru, który stał w lekkim oddaleniu od całej grupki.
– Eh… – ten tylko westchnął. – Bibliotekarka wszystkich wyrzuciła, bo Kiba i Sai omal się nie pobili. Dała zakaz wstępu do jutra.
– Oni? A o co?
– Sai powiedział, że skoro Byakugan widzi przez ubrania, to rozumie, dlaczego Hinata odwiedzała cię codziennie w szpitalu… No wiesz… – Spojrzał sugestywnie na Naruto, który wykazywał niezrozumienie. – No że chce sobie ciebie pooglądać… Eh, to naprawdę kłopotliwe. – Shikamaru podrapał się po głowie, ale mimo całego swojego znudzenia, zdołał kątem oka zauważyć pojawiającą się na twarzy Sasuke wściekłość. – Tak czy inaczej, Kiba stanął w jej obronie i chciał mu przywalić, a bibliotekarka to zobaczyła i…
– Sasuke! – rozległ się czyjś entuzjastyczny głos. I, o dziwo, nie był to głos Sakury. Wszyscy obejrzeli się, spoglądając w stronę drogi, po której w tym momencie szły dwie osoby. Czerwonowłosa dziewczyna w okularach i towarzyszący jej chłopak z mieczem na plecach.
– A oni co tu robią? – Sasuke spojrzał zdziwiony. Karin i Suigetsu w Konoha?
– Też chciałabym to wiedzieć! – Sakura pojawiła się nagle bardzo blisko niego. Była wyraźnie zdenerwowana.
– Sasuke, dobrze cię widzieć! – Karin podbiegła, próbując uwiesić się na jego ręce, ale Sakura stanowczo ją odciągnęła. Po chwili ich spojrzenia się spotkały i można było odnieść wrażenie, że przeszły przez nie błyskawice.
– Sasuke, nie wiedziałem, że masz dziewczynę – uśmiechnął się wrednie Siugetsu, patrząc to na Sakurę, to na swoją towarzyszkę, chcąc ją sprowokować.
– Cooo?! Sasuke, powiedz że to nieprawda! – Karin niemal załkała.
– To nieprawda – odpowiedział beznamiętnie Sasuke, nie patrząc na żadną z dziewczyn. Zaczynały go irytować. – Co tu robicie? – spytał.
– A wiesz, byliśmy niedaleko i Karin powiedział, że koniecznie musimy wpaść w odwiedziny. Chciała cię zobaczyć i… – Suigetsu nie zdążył dokończyć, po padł na ziemię po celnym i brutalnym ciosie. – Oj, daj spokój, co? Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, że latasz za Sasuke, bo go kochasz, Uzumaki!
W jednej chwili nastała absolutna cisza. Sai i Kiba przestali się kłócić i w ogóle nikt nie był w stanie wydobyć z siebie słowa. Wszyscy patrzyli na Naruto. Naruto, który chyba jeszcze nigdy nie był tak zaczerwieniony jak w tym momencie. Zwłaszcza, że każdy gapił się na niego tak, jakby właśnie zakomunikował, że woli zostać Kage jakiejś innej wioski. Odchrząknął i rzucił nerwowe spojrzenie Sasuke, który jednak wydawał się być całą sytuacją... rozbawiony? A Naruto, jak ostatni kretyn, nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Po prostu go zatkało. Normalnie zacząłby wrzeszczeć i próbować wszystkich przekonać, że ostatnią rzeczą, o jakiej myślał, było jakieś tam uczucie do Sasuke. Tylko problem w tym, że to „jakieś tam„ uczucie naprawdę istniało. Ten pocałunek... Cholera.
– Uzumaki? – Kiba zerknął na Suigetsu. – Że... niby nasz Naruto Uzumaki? – zapytał i zaśmiał się, przejmując rolę tego, który miał rozładować atmosferę. – Przecież oni się nienawidzą!
– Nie, chodziło mi o... – Suigetsu już chciał wyjaśnić, ale Karin dźgnęła go między żebra tak mocno, że krzyknął zaskoczony, o mało się nie przewracając. – Dlaczego w jego towarzystwie stajesz się taka nieznośna? – warknął, rozmasowując bok ciała. Nie żeby jego towarzyszka kiedykolwiek była znośna, ale w takich sytuacjach przechodziła zawsze samą siebie.
– Wystarczy – odezwał się nagle Sasuke. – Przestańcie robić z siebie widowisko.
– Shannaro! – wrzasnęła Sakura i doskoczyła do Suigetsu. – Ty! – Chwyciła go za koszulkę. – Ty masz natychmiast wyjaśnić, dlaczego powiedziałeś, że Naruto kocha Sasuke! Ale już! – Suigetsu próbował się odsunąć, bo w tym momencie furia w oczach Sakury była gorsza niż ta Karin przed chwilą.
– Co? Przecież nic takiego nie powiedziałem – jęknął, gdy zarobił po raz kolejny tego dnia w głowę, znów lądując za ziemi.
– Sakura, zostaw go – Sasuke zdecydowanym ruchem ręki zablokował jej kolejny cios. – Uspokój się, do cholery! – złapał ją za ramię i odciągnął od kolegi z byłej drużyny.
– Czy wszystkie baby muszą być tak brutalne? – Suigetsu z trudem podniósł się z ziemi. – Dobra, chodźmy stąd i to jak najszybciej – mruknął, czując, że skutki tego uderzenia, będzie odczuwał jeszcze długo.
Przez nagły wybuch Sakury nikt nie zauważył, że Naruto gdzieś zniknął. Sasuke rozejrzał się, ale nie wyczuł jego chakry. Najwyraźniej starał się ją ukryć i tym razem wyszło mu to doskonale. No nic, później go poszuka i wyjaśni wszystko. Teraz musiał rozdzielić to towarzystwo, bo zaraz zaczną się bić na poważnie.
– Suigetsu, Karin… – Dał im do rozumienia, żeby poszli z nim. Na palący, pełen wyrzutu wzrok Sakury, nie zareagował w żaden sposób.

Naruto długo siedział na jednym z dachów i próbował przeanalizować całą sytuację. Po pierwszym szoku, który spowodowały słowa Suigetsu, przypomniał sobie pewną rozmowę z Kakashim, którą odbyli krótko po zakończeniu wojny. Kakashi opowiedział mu wtedy o klanie jego matki i wspominał coś o tym, że wszyscy jego członkowie mają czerwone włosy. Z tego klanu wywodził się na przykład Nagato. I choć Naruto nie był zbyt bystry, teraz skojarzył sobie fakty. Jeżeli dobrze się domyślił, to…
– Nazywasz się Karin Uzumaki, prawda – przeskoczył na mur przy bramie wioski, a potem wylądował na ziemi, stając naprzeciwko dziewczyny. Był już prawie wieczór, ale wcześniej nie zamierzał przeszkadzać, chyba mieli swoje sprawy do omówienia. Sasuke uśmiechnął się lekko. A więc jednak młotek sam się zorientował.
– Tak, a co? – Karin, która była zła, że przez pół dnia Sasuke nie reagował na jej próby uwiedzenia go, fuknęła tylko.
– A to, że pochodzimy z tego samego klanu. Jesteś nawet podobna do mojej matki… – Naruto zamilkł, widząc rosnąca wściekłość na jej twarzy. – I masz chyba podobny temperament – dodał, widząc jak po raz kolejny wyżywa się na swoim towarzyszu, za coś, co przed chwilą szepnął jej do ucha.
– I co z tego? – warknęła, ściskając głowę Suigetsu, jakby chciała przetestować jej wytrzymałość.
– Po prostu chciałem cię poznać. Wiesz, w końcu jesteśmy jakąś tam daleką, ale jednak rodziną – zaśmiał się Naruto.
Karin puściła w końcu Suigetsu i przybliżyła do niego twarz, przyglądając mu się uważnie. Po chwili chwyciła go za czuprynę. Sądząc po kolorze włosów, Naruto mógł być jej krewnym tylko pośrednio.
– Może innym razem – burknęła i odsunęła się. Naprawdę nie miała humoru na żadne pogawędki. No chyba, że z Sasuke. Który teraz to już w ogóle permanentnie ją ignorował, patrząc na swojego przyjaciela.
– Karin – upomniał ją po chwili. – Naruto i ty nosicie to samo nazwisko, porozmawiaj z nim chociaż.
– Co?! Niby dlaczego… – zamilkła, gdy zobaczyła jego minę.
Karin bywała irytująca, jak każda dziewczyna zresztą, ale Sasuke rozumiał, dlaczego jego przyjaciel, mimo że niewiele ich łączyło, chciał z nią porozmawiać. Do tej pory nie znał nikogo nawet ze swojej dalekiej rodziny.
– No dobra, niech ci będzie, ale pamiętaj, że robię to tylko dla ciebie! – warknęła, mając cichą nadzieję, że jakoś jej to wynagrodzi. – No więc? – zwróciła się bezpośrednio do Naruto. – Co chcesz wiedzieć, hm? Ty nawet nie wyglądasz jak ktoś z klanu Uzumaki – jeszcze raz przyjrzała mu się krytycznie.
– Karin! – warknął Sasuke, tracąc cierpliwość. Jak to się działo, że ta dziewucha potrafiła być miła tylko dla niego?
– Chodzi ci o włosy, tak? – zaśmiał się Naruto, czochrając swoją czuprynę. – Mam je po tacie. I właściwie też w normalnych okolicznościach nie nazywałbym się Uzumaki tylko Namikaze, tak mi przynajmniej powiedział Kakashi-sensei… – zaczął potok słów.

Po dobrej godzinie Karin siedziała na jednym z kamieni i przytrzymywała głowę na rękach, a Suigetsu, opierający się plecami o jakieś drzewo, po prostu spał. Tylko Sasuke wydawał się słuchać uważnie tej paplaniny. Bo to było dość ciekawe. Większość z tych faktów oczywiście już dawno znał, ale dowiedział się też kilku nowych, interesujących rzeczy. Bo Naruto opowiedział Karin prawie całą historię swojego życia. A ona, przez wzgląd na niego, słuchała cierpliwie i choć reagowała żywiej tylko wtedy, gdy zaczynał mówić o nim, o ich wspólnych przejściach, to jednak zachowywała się bardzo poprawnie.
– No, to by było na tyle, jeżeli chodzi o mnie – zaśmiał się znów Naruto, wyrywając tym samym ze snu Suigetsu.
– Karin, masz małe cycki… – ten wymamrotał jeszcze chyba w półśnie, a zaraz potem poderwał się, gwałtownie mrugając oczami. Ale było już za późno na ucieczkę. Niebezpieczeństwo z czerwonymi włosami właśnie się zbliżało i po chwili uderzyło niczym huragan.
– Jak śmiesz tak się do mnie odzywać przy Sasuke – wycedziła przez zaciśnięte zęby Karin i walnęła go tak, że prawie wbił się w glebę. – Ty… – poprawiła kolejnym ciosem – …nieokrzesany… – i jeszcze jednym – …kretynie!
Naruto aż jęknął. Jeżeli jego ojciec miał tak na co dzień, to zaczynał mu współczuć.
– Uspokójcie się! – Dwa słowa Sasuke sprawiły, że Karin na powrót złagodniała.
– Właśnie. Od dawna powinniśmy już być w kryjówce i zdać raport – jęknął Suigetsu. Po dzisiejszym dniu powinien chyba poprosić Orochimaru o urlop. – Musimy iść.
– Ej, ale ja nie zdążyłem jeszcze dowiedzieć się niczego o tobie! – wrzasnął Naruto, wskazując palcem na Karin. – No zostańcie jeszcze trochę.
– Następnym razem, Naruto – uspokoił go Sasuke.
– Następnym razem? To znaczy, że zapraszasz mnie tu znów, Sasuke? – Karin aż przysiadła z wrażenia. Sasuke ją zapraszał. Jasna cholera!
Sasuke tylko coś mruknął pod nosem, ale kiwnął głową. Co prawda dzisiaj wcale nie przybyła tu na jego zaproszenie, ale skoro Naruto chciał poznać swoją rodzinę, musiał ją zapewnić, że jest mile widzianym gościem.

Odprowadzili ich kawałek, a teraz wracali z powrotem w stronę zachodniej bramy.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś, że dla mnie prawie dałeś się skatować? – zapytał Sasuke, gdy weszli z powrotem do wioski. Tak, dobrze wtedy słyszał. Ten młotek w tej swojej gadaninie chyba się zagalopował i powiedział coś, czego jemu nigdy nie mówił. Że prosząc o zostawienie jego, zbiegłego ninja, przy życiu, dał się pobić prawie do nieprzytomności.
Naruto zwolnił kroku, aż w końcu całkiem się zatrzymał. Mrugał przez chwilę, jakby dopiero teraz docierało do niego, co tak właściwie mówił Karin. A mówił rzeczy, które nigdy miały nie dotrzeć do uszu Sasuke. Bo w końcu on był typem osoby, która nie przejmowała się za bardzo innymi. Dałby sobie rękę uciąć, że nie będzie dociekał historii, nie będzie pytał, w jak sposób i dlaczego Naruto tak zaciekle o niego walczył przez tamte lata.
– Mówiłem ci, jesteś moim przyjacielem – powiedział, chociaż teraz miał wrażenie, że ten argument wcale nie był przekonujący. Bo nawet przyjaciele nie poświęcali się dla siebie aż tak bardzo. – Idziemy coś zjeść? Przez to gadanie zgłodniałem, a jak jestem głodny, to nie mogę myśleć, przecież sam wiesz, draniu! – Naruto roześmiał się sztucznie.
– Do Ichiraku? – Sasuke wskazał na uliczkę, którą najszybciej doszliby do knajpy.
– Tak, tak, jasne, że do Ichiraku! Co sobie zamówisz, bo ja...
– Więc dlaczego, Naruto? – Sasuke, chociaż Naruto łudził się, że odpuści, nie odpuszczał. I wiedział, że w końcu będzie musiał coś odpowiedzieć. – Nawet Sakura chciała mnie wtedy zabić, a ty ciągle... Wiara w ludzi to jedno, ale ściganie mnie przez tyle lat, to coś zupełnie innego.
– No, wreszcie was znalazłam! – usłyszeli za plecami głos Sakury i odwrócili się, a Naruto po raz pierwszy od dawna miał ochotę rzucić się jej na szyję. – Szukałam was, bo Tsunade chciała widzieć Naruto.
– Oj, dzięki Sakura-chan. – Naruto w tym momencie był jej naprawdę wdzięczny za wybawienie go z tej ciężkiej sytuacji. Oczywiście wiedział, że w końcu będzie musiał jakoś uzasadnić Sasuke swoje postępowanie, ale przynajmniej teraz dostał trochę czasu do namysłu. Przecież nie może mu powiedzieć, że… Że, no właśnie, co? Że mu na nim zależało jak na nikim innym na świecie i nigdy by go nie zdradził, mimo iż zachowywał się jak ostatni kretyn? Tak, na pewno zabrzmiałoby to dobrze. Zwłaszcza po tej sytuacji na polanie w lesie… – Dobra, to ja lecę – mruknął i chwilę później już go nie było.
– Sasuke-kun… – Sakura wbiła wzrok w swoje buty, zbierając się na odwagę. – Możemy porozmawiać? – Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy, które w tym momencie wydawały się być jakieś nieobecne.
– O co chodzi? – spytał Sasuke, nadal patrząc w miejsce, gdzie zniknął Naruto. Nadal nie mógł zrozumieć, dlaczego on był w stanie tyle w tamtym czasie dla niego poświęcić. Przecież już dawno powinien był go znienawidzić.
– Może przejdziemy się do Ichiraku? – zaproponował Sakura, ośmielona tym, że Sasuke z miejsca jej nie odrzucił i nie wykręcił się brakiem czasu, jak do tej pory robił. – Pewnie Naruto później też tam przyjdzie… – Od razu wysunęła najbardziej przekonujący argument, mając nadzieję, że go na to złapie. I złapała. Bo Sasuke, nadal myśląc o czymś innym, po prostu kiwnął głową. Tak, musiał porozmawiać z Naruto jeszcze dzisiaj.

Sakura była cała w skowronkach, gdy szła razem z Sasuke główną drogą wioski. Razem! Widziała, że niektóre dziewczyny rzucały jej zawistne spojrzenia, inne patrzyły zdziwione. I nie liczyło się to, że on w tym momencie w ogóle nie zwracał na nią uwagi. Liczyło się tylko, że szedł z nią do Ichiraku. To będzie ich pierwsza, tak długo wyczekiwana randka!
Sakura postarała się, aby dostali stolik w zatłoczonym o tej porze Ichiraku, ale Sasuke zdawał się nie zauważać jej starań. Wzruszył po prostu ramionami i spojrzał na zegarek. Naruto, jeżeli chodziło tylko o jakieś badanie kontrolne, powinien zaraz przyjść. I zmusi go, by mu odpowiedział. Nawet jeżeli będzie musiał najpierw skopać mu tyłek.
– Twoi znajomi długo zabawią w mieście? – zapytała Sakura, jak gdyby nigdy nic, gdy już zajęli miejsca naprzeciwko siebie.
– Suigetsu i Karin? – spojrzał na nią zdziwiony.
– No tak, twoja była drużyna. – Sakura zmarszczyła lekko brwi i przygryzła wargę. Dziwnie było nazywać tych ludzi w ten sposób, bo to oni byli jego prawdziwą drużyną – ona, Naruto i Kakashi. Czuła się trochę zazdrosna, bo, jakby nie było, tamta dziewczyna spędziła z Sasuke więcej czasu niż ona. Może nawet sam na sam… Aż zacisnęła pięści
– Nie, byli tylko przy okazji – odpowiedział i spojrzał na kartę. Nie wydawał się zbyt zainteresowany rozmową z Sakurą. To znaczy – do tej pory zwykle nie był zainteresowany rozmową z nią, ale dzisiejszego wieczora wyjątkowo nie wykazywał chęci współpracy.
– No... to w sumie okej. Brakuje ci Wioski Dźwięku? – brnęła dalej, nie wiedząc za bardzo, co powiedzieć, żeby skupić na sobie jego uwagę. Wyczuwała na sobie spojrzenia dziewczyn, będących w lokalu i była niemal pewna, że potem wszyscy będą plotkować, że wielki Sasuke Uchiha w końcu umówił się na randkę. I to z kim?! Aż uśmiechnęła się do siebie, czując przypływ pewności siebie. – Zresztą, to nieważne, prawda, Sasuke-kun? Teraz już jesteś w domu. Za niedługo egzamin na jounina, jak idą ci przygotowania? Dużo czasu spędzasz na uczeniu Naruto, ale znając ciebie, sam masz już wszystko w małym palcu, co? – zapytała i pochyliła się nad stołem, przyciskając łokcie do ciała. Lata spędzone z Tsunade nauczyły ją kilku rzeczy. Wiedziała, jak wywrzeć wrażenie na mężczyznach i na kilku już to wypróbowała. A w tym momencie pomyślała, że nadszedł czas na finał. To w końcu na Sasuke jej najbardziej zależało. – Jakie później masz plany? Jak już zostaniesz joninem. – Uśmiechnęła się, opierając podbródek na ręce. – I tak w ogóle, co zamawiamy?
– Sakura… Gdzie dokładnie poszedł Naruto? – zapytał zniecierpliwiony Sasuke, zupełnie ignorując cały jej wcześniejszy wywód i pozę. Po chwili, jakby czymś tknięty rozejrzał się po sali. Wszystkie pary oczu były wlepione w ich stolik. I już nie tylko dziewczyny, ale nawet faceci zerkali i podśmiewali się lekko. Sasuke zauważył, że jeden z nich daje innemu jakieś pieniądze i usłyszał słowo „zakład”.
Sakura zamrugała lekko zdezorientowana i zaskoczona. Sasuke w ogóle nie słuchał tego, co do niego mówiła. Ręce jej opadły, bo już naprawdę miała dość gadania o Naruto. Ona też stanowiła część drużyny siódmej, uważała się za jego przyjaciółkę i była już po prostu sfrustrowana. Musiała w takim razie zadziałać inaczej.
– Gdzie? Mam nadzieję, że na randkę. Wiesz, Hinata ciągle o niego pytała… Musiałam skłamać, że Tsunade go szuka. – Sakura wydawała się bardzo z siebie zadowolona. – Sasuke-kun… Może i ty powinieneś sobie kogoś znaleźć – zasugerowała już poważniejszym tonem.
– Kogoś znaleźć? Masz rację. – Sasuke wydawał się wkurzony nie na żarty. – Tylko przysięgam, że jak tego kogoś znajdę, to dostanie taki wycisk, że się nie pozbiera.
– C-co? – Sakura zamrugała, bo w pierwszej chwili pomyślała, że mówił o niej. Dopiero później przyszła chwila refleksji, że przecież Sasuke, jeżeli miał kogoś na myśli, to raczej Naruto. Zacisnęła usta, próbując opanować złość. Oczywiście na Naruto, bo on, nawet jeżeli był nieobecny, to i tak wszyscy o nim rozmawiali. – Nie, nie o to mi chodzi! – powiedziała stanowczym głosem, a jej oczy zabłysnęły. – Naruto spotyka się z Hinatą i... Jesteś jego przyjacielem, nie chcesz, żeby był szczęśliwy? Żeby mu się udało? Obaj powinniście ułożyć sobie w końcu życie. Popatrz, co robi reszta naszych znajomych... A wy ciągle chodzicie tylko na treningi. I tak jesteście dużo silniejsi niż jakakolwiek inna osoba w wiosce! Nie chcecie mieć własnych rodzin? – zapytała błagalnym tonem, czując, że była na granicy desperacji. – Naruto na pewno chciałby ją mieć, a dzięki Hinacie...
– Jestem już. – Naruto pojawił się przy ich stoliku cały zasapany. – Cholercia, Sakura-chan, jesteś pewna, że babcia Tsunade mnie szukała? Okazało się, że nie ma jej w szpitalu. Chciałem ją szybko znaleźć, ale w końcu tak zgłodniałem, że stwierdziłem, że chyba się nie pogniewa, jak pójdę na ramen. – Położył dłoń na karku i zaśmiał się. – Dobra, zamówiliście już coś? Rany, jak dawno nie jedliśmy wszyscy razem, normalnie jak za dobrych, dawnych czasów! – paplał wesoło Naruto, a później na głos zaczął wybierać ramen dla siebie.
Sakura przełknęła ciężko ślinę, ale złość po chwili jej przeszła. Zwłaszcza, gdy wyczuła na sobie ostre, przeszywające spojrzenie Sasuke. Przeklinała się w myślach, bo chociaż próbowała, znowu poniosła klęskę. Ciągle coś jej przeszkadzało. I tym czymś był głównie Naruto.
– No co tak siedzicie, jakbyście ducha zobaczyli? Co? Nie spodziewaliście się mnie? – zaśmiał się znowu, ale nagle zamilkł. – Chyba nie jesteście na randce?
– Nie, nie jesteśmy na randce. Czekałem na ciebie, bo mamy niedokończoną rozmowę. – Sasuke odwrócił się bardziej w jego stronę, bo Naruto zajął miejsce przy nim.
– Tak, ale... No przecież nie będziemy Sakury zanudzać naszymi rozmowami. – Naruto uśmiechnął się do przyjaciółki szeroko. – No więc, Sakura-chan? Co zamawiasz? Ja stawiam. Tobie, draniu, też, a co, poznaj chamskie serce, jak to mówią! – rzucił i znowu się roześmiał. Na pierwszy rzut oka zachowywał się normalnie, ale bystre oko mogło zauważyć, że jego głos był wyższy niż zazwyczaj, a ruchy bardziej nerwowe. A tak się składało, że Sasuke miał parę bardzo bystrych oczu.

Naruto jadł ile wlezie, a w przerwach cały czas gadał. Sasuke już dawno powinien wziąć go za fraki, wywlec stad nawet siłą, ale wiedział, że jeżeli ten nie naje się do syta, to nic z rozmowy nie wyjdzie. Westchnął, gdy zamówił jeszcze jedną porcję. Miał wrażenie, że jeszcze chwila, a jego mózg zamieni się w makaron. Sakura ciągle do niego zagadywała, robiąc chyba dobrą minę do złej gry, bo najwyraźniej bardzo nie na rękę była jej obecność Naruto, który, według niej, miał robić w tym czasie coś innego. Sasuke przymknął oczy, zniecierpliwiony. Miał już dość wszystkiego. Cały ten dzisiejszy dzień odbije się zapewne na jego psychice, bo kiedy wróci do domu, położy się do łóżka i zaśnie, będą mu się śniły koszmary z Karin i Sakurą w rolach głównych. Chociaż… Zastanowił się chwilę. Tak naprawdę wizyta Karin okazała się bardzo przydatna. Gdyby nie ona, to nigdy by się nie dowiedział, co ten żarłoczny młotek zrobił. Wcześniej nie miał pojęcia… To znaczy, wiedział, że miał obsesję na punkcie tego, by sprowadzić go do wioski, ale nie pytał, jak to wszystko wtedy wyglądało z jego punktu widzenia, bo Naruto nigdy nawet słowem się nie poskarżył na tamten czas. Sasuke myślał więc, że po prostu go ścigał dla zasady, jak to on mówił… „Bo jesteś moim przyjacielem”. Tak, był jego przyjacielem. Zawsze. Dlatego właśnie swego czasu tak desperacko pragnął zerwać z nim więź. Tylko że teraz… Teraz to wykraczało już zdecydowanie poza granice przyjaźni.
– No pocałujecie się w końcu czy nie? – Do ich stolika podszedł Kiba, który miał nietęgą minę. – Postawiłem na to pół wypłaty.

Rozdział 10

– Eee? – nieartykułowany dźwięk wydostał się z gardła zdziwionego Naruto, który omal nie zakrztusił się makaronem. Że… że niby mają się pocałować?
– Nie ty, oni. – Kiba wskazał na Sasuke i Sakurę. – Założyłem się, zresztą nie tylko ja, że przyszliście na randkę, więc może zróbcie coś, co pozwoli nam wygrać, co? – Kiba smętnie popatrzył na swój portfel. Miał świadomość, że jeśli przegra, zostanie mu niewiele, a do końca miesiąca jeszcze daleko. – Oddam wam połowę wygranej!
– Zapomnij – warknął Sasuke. – Najadłeś się już? – Spojrzał na Naruto, a kiedy ten nie odpowiedział, po prostu chwycił go za ramię i wyciągnął z Ichiraku, kładąc po drodze na ladzie pieniądze za nich obu.
– Ej, draniu... – Naruto obejrzał się zdezorientowany na Kibę, który zrobił minę, jakby stanął właśnie przed wizją jedzenia do końca miesiąca karmy Akamaru. Sakura wpatrywała się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilę siedział Sasuke i Naruto już nie wiedział, czy bardziej chciała użyć na czymś, albo jeszcze gorzej – na kimś, swojej siły, czy wolała się rozpłakać. Więcej już nie zobaczył, bo Sasuke wypchnął go na ulicę.
– Myślałem, że już nigdy stąd nie wyjdziemy – rzucił Sasuke i potarł czoło zniecierpliwiony. Dzisiejszy dzień był naprawdę ciężki. – Idziemy się przejść – zadecydował, nie zważając na słabe protesty Naruto. Zapłacił sporo za jego kolację, więc miał nadzieję, że teraz okaże się bardziej rozmowny.
Przez chwilę szli w ciszy, a Naruto znowu zaczął się denerwować. Nienawidził, kiedy Sasuke zaczynał się robić taki śmiertelnie poważny. Zaraz pewnie będzie chciał wyciągnąć z niego szczegóły, więc bał się, że zacznie się w tym wszystkim gubić, bo w zasadzie samemu nie udało mu się dojść do żadnych konkretnych wniosków. Jak więc miał oszukać Sasuke?
– Sakura-chan próbowała wyciągnąć cię na randkę, co? – powiedział pierwsze, co przyszło mu do głowy. Jego plan był prosty – rozzłości Sasuke jakąś głupią uwagą, żeby go zdekoncentrować. Może uda im się nawet pokłócić, a wtedy zapomni o tej całej rozmowie i skończy z tym wypytywaniem go o przeszłość? – Wiesz, draniu, mogłeś chociaż za nią zapłacić. Bo z tego co zauważyłem, zapłaciłeś tylko za nas i...
– Skończ. Nie wychodziłem z nią na żadną randkę, to nie musiałem za nią płacić – warknął Sasuke, nie patrząc na niego. Szedł szybkim krokiem, kierując się w stronę dawnej dzielnicy Uchiha, więc najprawdopodobniej chciał iść na polanę, na której ostatnio ćwiczyli to nieszczęsne genjutsu.
Naruto już chciał pytać, czy w takim razie za niego musiał i czy to była randka, ale w porę ugryzł się w język. Na samą myśl o tym aż się zaczerwienił. Cholera, zaczynał zachowywać się naprawdę jak nie on!
– No tak, tak, ale odpuściłbyś jej trochę, co, Sasuke? Na pewno by się ucieszyła, jakbyś pomógł Kibie w tym zakładzie! Biedak, będzie musiał jeść żarcie Akamaru przez resztę miesiąca.
– Naprawdę właśnie tego byś chciał? – Wkurzony Sasuke złapał go za ramiona i potrząsnął lekko. Patrzył mu prosto w oczy przenikliwym wzrokiem.
– Draniu… – Naruto nie poznawał go. Tak samo zresztą jak ostatnio siebie samego. I dobrze wiedział, że nie chciał, żeby Sasuke całował Sakurę. Oczywiście, zależało mu na szczęściu przyjaciół, ale to uczucie było silniejsze. Jeszcze nie potrafił go nazwać, ale no… Po prostu nie potrafił przestać myśleć o tym, że to on sam chciałby… Znów wróciły tamte wizje. Cholera! Z całej siły kopnął się w kostkę, żeby je przerwać. – Chodźmy już.

Naruto naprawdę sądził, że znowu pójdą na polanę nad jeziorkiem, więc bardzo się zdziwił, gdy został pociągnięty go w stronę bloków. Zrozumiał od razu. Jasnobeżowy budynek, ostatnie piętro, okno z widokiem na wodę i las. Mieszkanie Sasuke. Naruto naprawdę nie wiedział, czy to jest w tym momencie dobry pomysł. Trenując na polanie, mógł udawać, że nie słyszy pytań lub odpowiadać ogólnikowo. Na granatowej kanapie, siedząc naprzeciwko niego – już nie. Przełknął ciężko, gdy Sasuke włożył klucz do zamka i go przekręcił. Zaraz znajdzie się w paszczy lwa.
– Chodź, Naruto. Zaplanowałem nam naprawdę interesujący wieczór… – Sasuke uśmiechnął się wrednie i wciągnął go do swojego mieszkania.
Naruto był przez cały czas spięty, obawiając się niewygodnych pytań, ale Sasuke najwyraźniej zmienił swoje podejście. Usadził go przy niskim stoliku i podsunął pod nos książkę, otwierając na konkretnym rozdziale.
– Czytaj. Nadal uczymy się genjutsu, pamiętasz? – powiedział tylko.

Naruto czuł się dziwnie, bo zazwyczaj Sasuke siedział obok i tłumaczył co poniektóre fragmenty, a w tym momencie stał, opierając się o stół i pijąc świeżo zrobioną herbatę. I nie spuszczał z niego wzroku. A to było trochę… niekomfortowe? Westchnął i też chciał się napić swojej herbaty, ale tylko poparzył sobie usta. Gorąca, cholera! Chcąc nie chcąc, odtawił kubek i zaczął czytać wyznaczony fragment rozdziału: „Metody rzucania genjutsu”. „Ten rodzaj genjutsu wymaga kontaktu z przeciwnikiem, więc atak ten nie jest przydatny w walce na odległość”, „Jest to technika polegająca na odwróceniu genjutsu przeciwnika tak, by go zaatakowało”, „Nie ma możliwości, żeby użytkownik genjutsu rzucił je sam na siebie”, „Genjutsu jest…”. Zaraz! Wrócił do poprzedniego fragmentu. „Nie ma możliwości, żeby użytkownik genjutsu rzucił je sam na siebie”…
– Sasuke… – spojrzał na niego zdziwiony. – W tej książce jest błąd – stwierdził, jak najbardziej pewny swojej tezy.
– Nie wydaje mi się – odpowiedział spokojnie Sasuke, biorąc kolejny łyk herbaty.
– Ale zobacz… – Naruto podniósł się i podszedł do niego z książka. – Tu jest napisane, że nie ma możliwości, żeby użytkownik genjutsu rzucił je sam na siebie. Ty wtedy nie używałeś Sharingana, więc nie mogłeś go odbić. Więc skoro moje genjutsu trafiło we mnie, to w tej książce na pewno jest błąd – nie ustępował.
– Naruto. – Sasuke odstawił kubek i spojrzał mu prosto w oczy. – Tam nie ma żadnego błędu. Przyciągnął go lekko za ramię. – Powiedz mi, co dokładnie stało się w tym twoim genjutsu.
– No… – Do Naruto dopiero teraz docierał sens słów Sasuke. Skoro naprawdę rzucenie iluzji na samego siebie było niemożliwie, to… Zrobiło mu się gorąco i to tak bardzo, że zdjął ochraniacz z głowy. Tylko… Tylko co z tego było prawdą, a co jego wyobrażeniem? – Aaa… – zająknął się. – Czy wtedy zdarzyło się może coś dziwnego? No wiesz, takiego no… nietypowego? – zapytał ledwo co słyszalnie. – Powiedz mi.
– Mam ci powiedzieć? – Sasuke przygryzł wargę, zastanawiając się nad czymś. – Czy może pokazać? – zapytał w końcu.
Chwilę czekał na odpowiedz, ale się nie doczekał, bo Naruto najwyraźniej nie był w stanie wykrztusić z siebie słowa. On, najbardziej rozwrzeszczany ninja…
– Okej, w takim razie… – Sasuke sam zdecydował i przyciągnął go jeszcze bliżej – …powiem ci… – mówiąc to, ledwie, niby przypadkiem, musnął jego wargi – …i pokażę… – tym razem jego język wślizgnął się do uchylonych z wrażenia ust Naruto.
Sasuke go pocałował. Cholera! Sasuke go pocałował! Pocałował! A on nie zaprotestował. Nie zrobił nic… Nawet gdyby chciał, nie miałby siły. Bo było dokładnie tak jak wtedy. Po postu roztapiał się, czując dotyk ust Sasuke. I dlatego zrobił jedyną rzecz, którą mógł zrobić w tamtym momencie. Zupełnie nie zastanawiając się nad tym, co to właściwie dla nich oznacza, objął go i oddał niezdarnie pocałunek. To już na pewno nie było żadne genjutsu. Tym razem był w pełni świadomy tego, co się działo. Serce biło mu w piersi tak mocno, że Sasuke też musiał je słyszeć. Oddychał ciężko i próbował jakoś się opanować, ale skoro przez ostatni czas miał z tym problem nawet przy drobnym dotyku, to jak miał zapanować nad sobą teraz, gdy... O cholera... Naprawdę to robili! Naprawdę się całowali! Dla pewności jeszcze uchylił powieki, bo przez cały czas zaciskał je z całych sił, jakby bał się, że Sasuke zaraz go odepchnie. Że zmieni zdanie… Rzadko kiedy widział jego twarz z tak bliska. Sasuke marszczył lekko brwi i miał zamknięte oczy. Ależ on miał długie rzęsy! – uświadomił sobie Naruto, nadal trochę niezdarnie oddając pocałunki. Było mokro, gorąco i tak niesamowicie przyjemnie... A on zaczynał się coraz bardziej ślinić. Przełknął z trudem, ale zaraz jęknął i rozsunął szerzej usta, gdy Sasuke szarpnął go za włosy. Spojrzał na niego i coś zacisnęło mu się w żołądku, kiedy zobaczył jego oczy. Nie wiedział, dlaczego Sasuke aktywował Sharingana, ale wyglądał z nim niesamowicie seksownie. Wiedziony instynktem, przyciągnął go jeszcze bliżej siebie, a jego krocze otarło się o udo Sasuke. I to wywołało kolejny dreszcz. Jęknął, nie mogąc nad sobą zapanować. Zaczynało szumieć mu w głowie od nadmiaru emocji, ale za nic w świecie nie chciałby tego przerwać. Wsunął ręce we włosy Sasuke i zaczął na zmianę ciągnąć je i masować wolnymi ruchami skórę głowy. To był jego pierwszy pocałunek w życiu... To znaczy, wcześniej też już się całował i to, o ironio, właśnie z Sasuke, ale teraz całowali się tak naprawdę. I byli zupełnie świadomi tego, co robią. To było… Tak niesamowicie ekscytujące… Te motyle w brzuchu, o których kiedyś mówiły dziewczyny, chyba spłonęły, bo jeszcze nigdy nie był tak rozpalony. Podniecenie kumulujące się w podbrzuszu doprowadzało go do obłędu i zaczął ocierać się lekko, trochę niepewnie o udo Sasuke. Przeklinał w myślach, czując, że coraz bardziej zaczyna tracić nad sobą kontrolę i w tym momencie przyszła mu go głowy dość zabawna myśl, że zapanowanie nad Kuramą było pestką w porównaniu z tym. Dlaczego, do cholery, nie spróbowali tego wcześniej?! Zamiast obijać sobie gęby i na siebie wrzeszczeć...
– Cholera – usłyszał podniecony szept Sasuke i spojrzał na niego. Krew pulsowała mu w żyłach i czuł mrowienie w ciele. Obaj oddychali szybko, próbując się uspokoić, ale to nie było łatwe.
– Cholera – powtórzył Naruto i uśmiechnął się lekko, czując się, jakby był pijany. Nie czekał na odpowiedź Sasuke, tylko pocałował go znowu. Tym razem dużo agresywniej, bo już nie chciał się dłużej kontrolować. Nie potrafił powstrzymać jęku za każdym razem, gdy język Sasuke ocierał się o jego własny, nie potrafił powstrzymać jęku, kiedy Sasuke gryzł jego usta, kiedy uderzali się zębami i kiedy Sasuke całował go głęboko. Z natury zawsze był głośny, więc teraz też nie próbował się hamować. Nawet nie zauważył, kiedy zaczął ocierać się o Sasuke coraz mocniej, sam czując wypukłość przy udzie. On też był... O cholera.
– Nie, um, czekaj... – Lekko spanikowany spróbował się odsunąć, ale Sasuke, jak na złość, zaczął całować go coraz intensywniej. Kiedy w końcu udało mu się zrobić krok w tył, przełknął ciężko. Miał ochotę ściągnąć kamizelkę, bo w salonie zrobiło się nagle niesamowicie gorąco, zanim jednak zdążył cokolwiek zrobić, Sasuke chwycił za suwak, rozpinając ją i zdejmując z niego, a potem rzucając gdzieś w niewiadomym kierunku, zupełnie nie interesując się jej losem. To teraz nie było ważne. Ważny był Naruto, jego usta, jego pożądanie… Sasuke miał osiemnaście lat, a nigdy nie uprawiał seksu. A teraz… Teraz ciągnęło go do najlepszego przyjaciela. Wstyd został zastąpiony przez pragnienie.
– Sasuke... – mruknął Naruto, który naprawdę był już bardzo podniecony. Dał się poprowadzić Sasuke w kierunku kanapy, gdzie, jak wiedział, będzie im na pewno wygodniej i też zaczął gorączkowo go rozbierać, z irytacją przyjmując drżenie rąk. Przez całą drogę całował go, jakby miał obawy, że jeżeli oderwie się od jego ust, straci oddech. Nie mógł do tego dopuścić! – Sasuke… – mówił raz po raz i chyba jeszcze nigdy imię przyjaciela nie sprawiało mu takiej radości. Chciał się zaśmiać, ale wyszło mu niewyraźne sapnięcie, kiedy Sasuke w końcu pchnął go na kanapę i sam zrzucił swoją kamizelkę, a później bez ceregieli ściągnął z siebie też bluzę, pozbawiając Naruto przyjemności rozbierania go.
– No dalej – ponaglił go niskim, zmysłowym głosem, jakiego Naruto jeszcze u niego nie słyszał. Jego penis aż drgnął, słysząc ten ton. Błyskawicznie zdjął z siebie górną część garderoby i rzucił ją za siebie. Przyciągnął Sasuke i znowu zadrżał, gdy ich nagie skóry się w końcu dotknęły. Obaj byli rozpaleni, nie wiadomo, który bardziej. Ich ciała były umięśnione i twarde, ukształtowane latami treningów. Naruto podobało się to, co osiągnął, ale teraz, dotykając innego shinobi, dotykając Sasuke… Odsunął go siłą, kiedy ten zaczął całować jego szyję.
– Co? – zapytał Sasuke, ciągle pochylając się nad nim. Jedną ręką dotykał stanowczo karku Naruto, drugą opierał się o wezgłowie kanapy.
Naruto nie odpowiedział. Dotknął torsu i delikatnie przejechał po bladej skórze opuszkami palców, później musnął ciemny sutek, który od razu stwardniał pod jego dotykiem, ale nie zajął się nim dłużej. Wpatrywał się szeroko otwartymi oczami w ciało Sasuke i chciał je zapamiętać centymetr po centymetrze.
– Naruto… – Sasuke zaczął się już niecierpliwić, ale on nie dawał za wygraną. Znowu go odepchnął i wrócił do badania mięśni na jego brzuchu. Przez głowę przemknęła mu głupia myśl, ile dziewczyn dałoby się zabić za to, żeby siedziały tutaj na jego miejscu i robiły to, co on. Bo właśnie dotykał bezkarnie brzucha ostatniego członka potężnego klanu, Sasuke, cholernego, Uchiha. No, może nie do końca bezkarnie, bo ten członek potężnego klanu zaczął się jeszcze bardziej niecierpliwić i złapał go za ręce, blokując jego dalsze ruchy. – Musisz być taki irytujący? – warknął, ale nim Naruto zdążył odpowiedzieć, pocałował go głęboko. Westchnął ciężko w jego usta, gdy ten spróbował się wyrwać. Bezskutecznie jednak.
– Przestań w końcu ode mnie uciekać. Tak jak zrobiłeś to już wiele razy, zwłaszcza wtedy, na polanie. Tak, dobrze wiem, co się wtedy stało, chyba nie miałeś złudzeń, że jest inaczej? – zapytał, a Naruto, nawet mimo sytuacji w jakiej obecnie się znajdowali, zaczerwienił się. – Do cholery, jeżeli nadal się mnie krępujesz czy wstydzisz, to wybacz, już za późno. – Sasuke spojrzał mu w oczy pełnym pożądania wzrokiem. Miał wrażenie, że zaraz coś rozsadzi go od środka.
– Sakura mnie zabije – jęknął jeszcze tylko Naruto, a potem całkowicie skapitulował.
– W tym momencie mam to gdzieś. – Sasuke przywarł do niego jeszcze mocniej. Całowali się głęboko i chaotycznie, a Naruto przestał przejmować się czymkolwiek, nawet śliną, która ściekała mu po brodzie. W pewnym momencie rozsunął uda i objął nimi Sasuke, przyciskając go do siebie. Jęknął, gdy otarli się o siebie i mimowolnie w jego głowie pojawiła się myśl, co by było, gdyby nie mieli na sobie spodni i bielizny? Zaczął oddychać jeszcze szybciej, bo wszystko wskazywało na to, że zaraz właśnie jego wizja się urzeczywistni. Sasuke wcale się nie krępował. Dotykał go mocno, masował po klatce piersiowej i badał jego mięśnie, aż w końcu... Naruto sapnął i przeklął cicho, gdy poczuł jego dłonie na spodniach.
– Naruto... – usłyszał ostrzegawczy ton i dopiero, gdy chciał coś odpowiedzieć, zdał sobie sprawę, że przez cały czas wstrzymywał oddech.
– No dawaj – ponaglił go.
Bał się. Cholera, bał się jak niewielu rzeczy na świecie, bo to nie była walka, to nie było coś, co znał, przy czym dorastał. Ten dotyk był obcy i palący. Przez całe życie, jeżeli czuł czyjś dotyk, było to zwykle uderzenie. Ile już razy poobijali się z Sasuke? Przez te pięści nabawił się niejednego siniaka, miał czasami stłuczone, a nawet połamane kości, przez te pięści stracił rękę, a teraz te pięści, te cholerne, zwykle wcześniej zaciśnięte w pięści dłonie, doprowadzały go na skraj obłędu i to takiego, w którym chciał tkwić. Sasuke pochylił się i zaczął wolno całować jego szyję, po chwili schodząc niżej… Obojczyki, tors, brzuch… Jednocześnie cały czas majstrował przy jego spodniach. Naruto za każdym razem, gdy palce trącały jego penisa, miał wrażenie, że zaraz eksploduje. Nie miał wątpliwości, że nie wytrzyma zbyt długo. Był twardy jak skała, będzie potrzebował śmiesznie mało czasu, żeby dojść. Sasuke, zanim rozpiął jego spodnie, przesunął się do góry i spojrzał na niego Był lekko zarumieniony, jak po naprawdę ostrym treningu, ale teraz jego oczy... One były zupełnie inne. Kryło się w nich coś takiego... Naruto nie wiedział, jak to nazwać, ale niewiele myśląc złapał Sasuke za głowę i pocałował. Prawie krzyknął w jego usta, gdy poczuł rękę w bokserkach. Zaczął oddychać ciężko. Palce tego drania były naprawdę długie i mocne… I takie, że… Mruknął coś niewyraźnie, gdy Sasuke nagle przestał go całować i odsunął się na tyle, żeby obserwować jego twarz. Było to krępujące, bo nie dość, że pierwszy raz czuł czyjś dotyk w najbardziej intymnym miejscu swojego ciała, to jeszcze Sasuke chciał w tym momencie na niego patrzeć... Odwrócił głowę, próbując skupić się na przyjemności, bo fakt, że ten drań dotykał go w taki sposób... Nigdy nie sądził, że to naprawdę się stanie. W jego marzeniach, snach – jasne, Sasuke był tam obecny, ale ten fizyczny, prawdziwy Sasuke, o niczym nie miał pojęcia.
– Dobrze... – Naruto nawet nie wiedział, kiedy zaczął szeptać gorączkowo, najpierw wyraźne, później coraz mniej zrozumiałe słowa.
Sasuke cały czas na niego patrzył i w pewnym momencie zaczął zsuwać z niego spodnie i bieliznę. Naruto liczył na to, że nie zauważy jego podziurawionych bokserek. No bo niby jak mógł przewidzieć, że ten wieczór skończy się właśnie w ten sposób? Na szczęście Sasuke chyba naprawdę nic nie zauważył, był zbyt zajęty sprawianiem mu przyjemności. Co jakiś czas zahaczał o czubek penisa i Naruto wtedy za każdym razem wzdychał z zadowolenia. Sasuke robił to trochę za szybko, on zwykle wolał mocniej i wolniej, ale podejrzewał, że ten dotykał go w taki sposób, jaki sam lubił najbardziej. I bez względu na tempo, było to niesamowicie przyjemnie, a jeżeli dodać do tego pocałunki i przyspieszony oddech, który parzył mu ucho… Naruto aż westchnął, gdy uświadomił sobie, że jeszcze nigdy nie widział swojego najlepszego przyjaciela w takim stanie. – Sasuke... – jęknął, gdy był już blisko. Cały drżał, czując, że jeszcze kilka ruchów ręki i nie wytrzyma. Złapał Sasuke za kark i przyciągnął do siebie. Nie panował już nad sobą. Położył dłoń na jego policzku, nie pozwalając mu odwrócić wzroku. Chciał to zapamiętać, jego wyraz twarzy, gdy go dotykał, jego podniecenie i ten płomień w czarnym spojrzeniu, którego nigdy wcześniej nie widział.
– Sasuke... nhn... – wydusił i zaraz wyrwał mu się z ust cichy okrzyk, gdy w końcu doszedł, ochlapując sobie ramię i brodę.
Przymknął oczy i odetchnął ciężko kilka razy. Był zmęczony jak po bardzo długim treningu, ale powoli zaczynał się uspokajać. Sasuke leżał obok, całując wolno jego szyję.
– O rany – wydusił Naruto po dłuższej chwili, patrząc w dół. Spodnie i bokserki miał zsunięte poniżej bioder. Był odsłonięty i leżał, jak gdyby nigdy nic, przy swoim najlepszym przyjacielu, który... – Teraz twoja kolej, draniu, co? – zapytał i odwrócił się do niego. Dopiero teraz, gdy Sasuke uporał się z jego podnieceniem, mógł przyjrzeć się mu z dużo większą uwagą. Pocałował go, a z ust Sasuke wyrwał się gardłowy jęk. Przyciągnął Naruto jeszcze bliżej i otarł się o niego kroczem. Naruto rozpiął mu spodnie, dziękując w duchu, że Sasuke nie nosił już tego dziwnego namiotu, obwiązanego sznurem. Teraz wyglądał jak człowiek i z przyjemnością można go było rozbierać.
Penis Sasuke był gorący i dłuższy niż jego. Kiedy spojrzał w dół, mimowolnie się uśmiechnął, czując dziwną gulę w gardle, bo wyobraził sobie, jakby to było, gdyby wziął go do ust. Jaki miałby smak? Sapnął cicho, zaciskając palce na twardym trzonie. Sasuke wsunął nos w jego włosy i wdychał ich zapach, masując jego kark leniwie. Żołądek Naruto zacisnął się z ekscytacji, kiedy usłyszał swoje imię. Sasuke mówił je z napięciem, chociaż jego głos nie był głośniejszy od szeptu. Poruszał ręką miarowo, cały czas wsłuchując się w jego reakcje, aż w końcu poczuł, że ten jest blisko. Podniósł głowę i pocałował go, czując, jak Sasuke rozlewa mu się w ręce, wzdychając przy tym z przyjemnością.

– Naprawdę masz to gdzieś? – odezwał się Naruto, gdy ich oddechy już się unormowały. Nadal leżeli obok siebie, a on zaczął zastanawiać się co dalej. I czy w ogóle będzie jakieś dalej.
– O czym ty gadasz? – Sasuke podniósł się z kanapy i podciągnął spodnie. Co prawda nie planował tego w taki sposób, chciał tylko temu młotkowi coś uświadomić, ale wyszło… No wyszło lepiej. Uśmiechnął się sam do siebie. O tak, zdecydowanie lepiej.
– Powiedziałeś, że masz gdzieś to, że Sakura mnie zabije – jęknął Naruto, powoli się ubierając. Mimo że pozbył się napięcia wywołanego podnieceniem, nadal odczuwał te w swojej głowie. Dlatego wolał zacząć rozmowę o głupotach. Choć, tak szczerze mówiąc, wizja zagłady ze strony przyjaciółki na pewno nie była głupotą. Gdyby dowiedziała się, co zrobili, naprawdę mogłaby go poważnie uszkodzić. Sakura stanowiła realne zagrożenie, gdy ktoś stawał jej na drodze do szczęścia z Sasuke.
– Przestań gadać mi teraz o Sakurze – zirytował się Sasuke, po chwili jednak ton jego głosu się zmienił. – Uspokoiłeś się już? – zapytał, i usiadł obok, trzymając w rękach swoją czarną bluzę.
– Uspokoiłem? – Naruto nie za bardzo wiedział, o co mu chodzi.
– W ostatnim czasie prawie dostawałeś zawału, jak tylko cię dotknąłem – westchnął Sasuke, odwracając go w swoją stronę. Uśmiechnął się, widząc, że tym razem Naruto w żaden sposób nie próbuje go odepchnąć. Bo po nim można byłoby się spodziewać naprawdę wszystkiego, także tego, że się rozmyśli i walnie go pięścią w twarz, krzycząc, że go sprowokował do takiego zachowania i to jego wina. Ale nie, nie tym razem. Naruto jego dotyk najwyraźniej już nie przeszkadzał. Wyglądało na to, że dzisiaj rozwiązali ten problem raz na zawsze. – W takim razie może odpowiesz w końcu na moje pytanie? Dlaczego na wojnie tak się dla mnie poświęcałeś?
– Oj, draniu, naprawdę musisz o to pytać? – burknął Naruto. – Czy to nie oczywiste? – dodał, opierając się dłońmi o jego ramiona i wstając.
– No nie do końca. – Sasuke też się podniósł. – Poczekaj na mnie chwilę, wezmę szybki prysznic i porozmawiamy po drodze do ciebie – powiedział i po chwili zniknął za drzwiami łazienki, nie zwracając uwagi na to, że jego przyjaciel znów zaczął mamrotać coś o Sakurze, torturach i zabijaniu.

Kiedy wyszedł z łazienki z ręcznikiem na szyi, Naruto już nie było, za to na stole leżał kartka z nabazgranym: Do jutra, draniu. Roześmiał się, zgniótł ją i rzucił, o dziwo, nie do kosza na śmieci, tylko gdzieś w kąt, zaburzając tym samym panujący w mieszkaniu pedantyczny porządek.
Ostatnio zmieniony 11 cze 2017, 17:30 przez Indra, łącznie zmieniany 5 razy.

Wróć do „Anime/Manga”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość