Cierniste Krzewy (Kingdom Hearts)

Tutaj zamieszczamy fanfiki do wszelkich japońskich komiksów i animacji.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

rose dream
amator
Posty: 4
Rejestracja: 16 sie 2019, 12:29
Kontaktowanie:

Cierniste Krzewy (Kingdom Hearts)

Postautor: rose dream » 16 sie 2019, 16:16

Cierniste Krzewy
fandom: Kingdom Hearts
opis: Namine budzi się w obcym sobie miejscu nic nie pamiętając. Poznaje tam Marluxię, który przedstawia się jako jej podwładny gdy ona sama zostaje rzekomą księżniczką. Kiedy dziewczyna próbuje uciec, zostaje schwytana i surowo ukarana. Czy Namine w końcu uda się uwolnić? A może czeka ją kolejne porwanie? Wydarzenia mają miejsce za czasów Kingdom Hearts: CoM
ostrzeżenia: przeznaczone dla dojrzalszej publiczności (M)
znajomość fandomu: myślę, że raczej niezbędna a przynajmniej bardzo pomocna ^^
status: WIP

Zanim rozpocznę pragnę wyrazić swoją nadzieję, że są tu jacyś fani Kingdom Hearts ^^ Wstawiam pierwszy rozdział ale planuję ich oczywiście więcej. Wszelkie recenzje mile widziane i dające motywację do dalszej pracy. Pokochajcie albo znienawidźcie. Mówcie co myślicie. Zaryzykuję stwierdzeniem, że moja praca jest też na popularnej, międzynarodowej stronie, na której się publikuje takie historie. Enjoy!

_________________________________________________________________________________________________________

Co to za miejsce?

Co ja… tu robię?

Zaraz… ci ludzie?

Kim oni są?

I kim… ja jestem?

Po wielokroć zadawałam sobie te pytania leżąc wyczerpana po środku obcego mi jasnego pomieszczenia. Mrużyłam oczy przez oślepiające światło, atakujące mnie zewsząd. Było tak jasno, że ból zaczął mi doskwierać i potrzebowałam nieco czasu abym mogła do tego przywyknąć. Po paru mrugnięciach w jakiś sposób udało mi się się lepiej przyjrzeć tym dwóm postaciom stojącym dobre pare metrów przede mną. Ubrane całe na czarno, z kapturami zakrywającymi prawie w całości ich twarze, stali plecami do mnie a ich ciemne, ponure stroje dawały wyrazisty kontrast w stosunku do pomieszczania, w którym się znajdowaliśmy. Ta dwójka najwyraźniej ze sobą rozmawiała. Nadstawiłam ucho w celu podsłuchania ich dialogu by po krótkiej chwili zdać sobie sprawę, że jedyne co byłam w stanie usłyszeć to coś, co przypominało syczenie węży odbijające się echem od lodowato białym ścian. Ich mowa była zbyt niewyraźna i cicha bym była w stanie ją zrozumieć. A propo lodu, moje ciało zaczęło odczuwać przeszywające zimno bijące od marmurowej podłogi. Doznałam dreszczy. W dodatku to wszystko było takie dziwne. Nie mogłam przypomnieć zupełnie nic. Wszystko było dla mnie nowe i obce łącznie ze mną. Czułam się jakbym właśnie wybudziła się z głębokiego, wieloletniego snu.

Ale co jeśli to po prostu nic innego jak…

Śmierć? Coś, o czym ludzie od wieków zwykli dyskutować, snując różnorakie, niezliczone teorie. Może właśnie teraz jej doświadczam nie będąc w stanie sobie przypomnieć niczego zza życia a tamci ludzie to po prostu jacyś podniebni sędziowie oceniający moje grzechy? Trochę czasu minęło zanim ta gonitwa myśli ustąpiła miejsca innej dolegliwości - coraz bardziej nasilającego się bólu z powodu zimna. Wbiłam paznokcie w lśniącą podłogę i przyciągnęłam nogi bliżej do siebie kuląc się jeszcze bardziej. Zrobiłam głęboki wdech i używając siły, a raczej jej resztek, spróbowałam stanąć na nogi. Wszystko już było jasne, a właściwie kwestia zimna - byłam kompletnie naga. Zaczęłam już drżeć jak galaretka. Próbowałam się zasłonić otulając ramionami i skulona zrobiłam krótki krok naprzód by po chwili znów upaść na podłogę. W tym momencie czułam się tak bezwładna, że jedyne co mogłam zrobić to poddać się temu, co mnie czekało. Nie miałam już siły by wstać i walczyć. Byłam sparaliżowana. Kątem oka zobaczyłam, że postaci przede mną zwróciły się w moją stronę. Chwilę po tym świat wokół mnie znów stał się rozmyty. Wtedy to głosy dwóch mężczyzn rozbrzmiały głośno i wyraźnie jak nigdy przedtem:

„To ona, panie." Powiedział jeden z nich.

„Czy jest gotowa?" Zapytał drugi o niskim głosie, zaraz po ustaniu echa spowodowanego przez komunikat przedmówcy.

„Uczynię ją." Niemal natychmiast odpowiedział pierwszy.

„Dobrze. Zajmij się nią. Kładę w tobie nadzieję."

„Oczywiście, Mistrzu. To zaszczyt móc zaskarbić sobie twoje zaufanie."

To wszystko, co pamiętam z tamtego dnia.

Tym razem obudziłam się w ciepłej i puchatej pościeli. Przekręciłam się na drugą stronę i poczułam pod sobą wygodny, miękki materac. Poczułam też na sobie cienką atłasową koszulę która delikatnie mnie otulała. Moment? Jak ona się na mnie znalazła? Kto mnie w nią ubrał? Co jeśli to tamci mężczyźni? Przeszedł mnie dreszcz na samą myśl o kimś najwyraźniej zupełnie obcym dotykającym mnie… Ale może ja sama się ubrałam nie pamiętając tego? Ok. Teraz to nieważne.

Przepaść pomiędzy tym - błogim momentem, a ostatnim - nieprzyjemnym i lodowato chłodnym była głęboka niczym odchłań. Jednak nie chcąc już więcej rozmyślać o swoim ostatnim miejscu „odpoczynku" postanowiłam się cieszyć, że w końcu jestem w super wygodnym, wielkim łóżku. Gdy zaspokoiłam swoją potrzebę zapoznania się zmysłem dotyku z najbliższym otoczeniem, powoli podniosłam się by żeby się rozejrzeć. Pokój wydawał się w jakiś sposób podobny, do ostatniego pomieszczenia, który zapamiętałam choć był dużo bardziej przytulny. Na przeciwko łóżka były ogromne dwuskrzydłowe drzwi. Wyglądały na masywne i ciężkie. Po środku pokoju stał długi na parę metrów biały stół z flakonem świeżych kwiatów. Cały pokój miał w sobie kwieciste elementy, a szczególną uwagę zwrócił mi sufit udekorowany w białą roślinną płaskorzeźbę, który dostrzegłam przez szpary półprzezroczystych zasłon zawieszonych na baldachimie mojego łoża. Spojrzałam w przeciwnym kierunku by dostrzec wysokie lustro obite w staroświecką sosnową ramę. Niedaleko od lustra ustawione zostały dwa pokaźnego rozmiaru fotele a pomiędzy nimi ozdobna biała etażerka, na której również umieszczono flakon, tym razem tylko z jedną, za to jak dumnie się prezentującą białą różą. Za tą niewielką oazą relaksu zainstalowana została krata ogrodowa o idealnie ułożonych kwadratowych wzorach. Jednak na próżno było doszukiwać się na niej oznak jakiekolwiek flory. Większość podłogi wyściełał puszysty biały dywan. Wszystko było tak zadbane i schludne, że nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Ktoś ma tutaj naprawdę dobry gust. Zamarłam tak gapiąc się przed siebie przez parę dobrych minut zanim sobie uświadomiłam, że dalej nie mam pojęcia właściwie ani co to za miejsce ani co ja w nim robię. Coś było tu nie tak. Nie, nie coś. Wszystko.

Dalej czuję się zmieszana.

Kim byli tamci mężczyźni, których wtedy widziałam? Zapewne rozmawiali o mnie. Zapewne to ja byłam nią. Tylko na co miałam być gotowa? Jakie mają plany wobec mnie? Jaki jest mój cel w tym miejscu? Tak pogrążoną głęboko w myślach nagle wyrwał mnie znajomy głos. Przestraszona podskoczyłam. Chyba byłam tak pochłonięta w myślach, że nawet nie usłyszałam pukania do drzwi.

„Dobrze spałaś, Namine?" Był on łagodny i dość monotonny, jednak było w nim coś, czego nie potrafiłam określić. I jestem prawie pewna, że to ten właśnie głos słyszałam ostatnim razem. W celu odnalezienia źródła zakłócacza ciszy, podniosłam wzrok, który nawet nie wiedziałam kiedy, wgapiał się w pościel. I oto on. Mężczyzna w czarnym płaszczu. Ten, którego najprawdopodobniej widziałam poprzednio. Tym razem jednak miałam przywilej dokładniej przyjrzeć się cesze, której na próżno szukałam ostatnio - jego twarzy. A na niej jasnoróżowe usta, które uformowały się w lekki uśmiech. Mój wzrok powędrował wyżej, badając zgrabny koniuszek nosa, przez jego grzbiet by w końcu przejść do najważniejszej części - oczu. Dostrzegłam błękitne błyszczące tęczówki, których kolory wydawały się dziwnie znajome. I jakie ładne! Wyglądały jak ocean. Albo nie! Może jak niebo? Zresztą… Nieważne! Cała twarz była okryta blado różowymi włosami, których kosmyki dawały wrażenie kaskady płatków róż. Niecodzienny widok.

„Namine? Mam rozumieć, że to… ja? A kim ty jesteś?" Zapytałam mężczyznę stojącego przede mną. Biorąc pod uwagę fakt, że byłam tam jedyną osobą, do której mógł się zwrócić, to pewnie moje imię. Jednak za nic nie potrafiłam sobie przypomnieć nawet swojej tożsamości.

„Namine…" Przed powtórzeniem tego imienia mój rozmówca bezgłośnie się zaśmiał. „…To nikt inny jak ty. Ty jesteś Namine - księżniczka tego zamku." Nieznajomy powoli podchodził w stronę mojego łoża. Jeden rzut oka na jego zdecydowaną posturę wystarczył by stwierdzić, że jest osobą, która niczego się nie boi. Nawet tak gruby płaszcz, który miał na sobie nie był w stanie zakryć świetnie wyrzeźbionego ciała. Bez wątpienia mógłby zmiażdżyć kogokolwiek, kto śmiał stanąć na jego drodze. Na dodatek wydawał się bardzo wysoki. Prezentował się jak prawdziwy bohater. I wtedy coś zrozumiałam. To on ma tu władzę pomimo tego, jak mnie przed chwilą określił.

„Księżniczka?" Mój wzrok znów powędrował na kołdrę. Najwyraźniej jej koronkowo-kwiecisty wzór pomagał mi się lepiej skupić. Już sama nie wiedziałam, co o tym myśleć. Może faktycznie jestem jakąś księżniczką pogrążoną w głębokiej amnezji?

„Owszem…" Momentalnie poczułam ciepło na mojej lewej dłoni. Spojrzałam w poszukiwaniu źródła i to co odkryłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Obca dłoń w czarnej rękawiczce spoczywała na mojej. Podniosłam wzrok by potwierdzić, że mój rozmówca siedzi na samej krawędzi łóżka. Zanim zdążyłam wysunąć rękę, poczułam ucisk. „…A ja jestem Marluxia. Bardzo mi miło." Mężczyzna uniósł moją dłoń i przysunął do swoich ust by złożyć na nich pocałunek. Spojrzałam mu w oczy.

„M-Miło pana poznać, panie Marul…xia…" W tym momencie poczułam jak krew napływa mi do głowy. Nie zapamiętałam nawet jego imienia, które przed chwilą przedstawił! Co było ze mną nie tak? Zrobiło mi tak głupio, że spanikowałam. W tym momencie dostrzegłam grymas na jego twarzy. Zaśmiał się po czym, tym razem obiema dłońmi objął moją i zaczął się jej przyglądać. Zrobiło mi się słabo, a z drugiej strony lekko odetchnęłam z ulgą, że choć przez chwilę nie widział mojej zapewne już purpurowej twarzy.

„Czy zasługuję by być aż tak wysoko mianowany, moja pani?" Ulga nie potrwała długo. Zaraz po tych słowach poczułam mocne szarpnięcie. Gdy się ocknęłam, byłam w innej części łóżka niż ostatnio. Kołdra została zsunięta i leżała w zupełnie innej pozycji niż przed chwilą. „Masz zamiar się zwracać do mnie w ten sposób?" usłyszałam niemal szept tuż nad moim uchem. Czułam, że po całym ciele przechodzą mnie dreszcze.

„Przepraszam, ja tylko…" Odwróciłam głowę. Jego twarz była tak blisko, że poczułam na sobie jej oddech. Spanikowana ledwie wydusiłam: „N-nie zapamiętałam pańskiego imienia."

Mój rozmówca po raz kolejny posłał mi dziwny uśmieszek. Odchyliłam głowę najdalej jak mogłam i odwróciłam się zrywając kontakt wzrokowy. „Jestem tylko twoim wiernym sługą. Mów mi Marluxia." Moja broda została skierowana spowrotem w stronę Marluxii. Poczułam na niej chłód skórzanej rękawiczki ściskającą moją żuchwę. Nieśmiało odparłam nie mając odwagi patrzeć mu w oczy:

„Skoro tak chcesz to…"

„Tego właśnie chcę." Moje zdanie zostało natychmiast przerwane. Głos różowowłosego mężczyzny posurowiał a uścisk się zacieśnił doprowadzając moją dolną część twarzy do bólu. Nie spodobało mi się to. „Spójrz na mnie." Ton Marluxii był tym razem bezsprzecznie rozkazujący. Tak bardzo jak tego nie chciałam, tak byłam zmuszona spojrzeć mu prosto w oczy. Tak też zrobiłam. Jego wzrok był tak przeszywający, że nie da się tego opisać. „Zrozumiałaś co przed chwilą powiedziałem?" Zapytał surowym tonem. Czułam, że moje usta uformowały się w rybi dziobek pod wpływem ucisku. Gdybym nawet chciała coś powiedzieć, nie mogłabym. Popatrzyłam na niego z błagającym wzrokiem. Jeszcze chwila i zaczęłabym płakać gdy tak po chwili ucisk ustąpił i Marluxia zabrał dłoń z mojej twarzy nie odrywawszy ode mnie wzroku.

„Tak, Marlu… xia…" Miałam nadzieję zabrzmieć poważnie. Miałam nadzieję zabrzmieć pewnie siebie. Nie zdawałam sobie nawet sprawy jak bardzo mój głos załamał się podczas tej żałosnej próby wypowiedzi. Jak fatalnie.

„Wszystko w porządku? Cała drżysz, Namine." Poczułam ścisk w żołądku. Nie mogłam uwierzyć, że moja nowa znajomość rozpocznie się w tak upokarzający sposób. Chciałam się zapaść pod ziemię. Nie wiedziałam, co mogę odpowiedzieć. Bezskutecznie szukałam słów w swojej głowie jednak bałam się, że kolejna próba również skończy się niepowodzeniem. Co miałam zrobić?! Z drugiej strony ten cały Marluxia wywoływał we mnie dziwny niepokój. A może… Może by tak teraz uciec? Nie wiem, co ten cały gość chciał ode mnie. Jego przenikliwy wzrok był wręcz druzgoczący. Nie wiedziałam czy mogę mu ufać. W sumie co miałam do stracenia? Skoro byłam tą rzekomą księżniczką to chyba mogłam robić co mi się podoba, prawda? Zerwałam się więc z łóżka i zaczęłam biec nie oglądając się za siebie. Drzwi były coraz bliżej.

Zanim dosięgnęłam ozdobnej pozłacanej klamki, znalazłam się w mocnym uścisku. Chciałam krzyczeć jednak moje usta zostały zakneblowane. Czułam, że serce zaraz ze mnie wyskoczy. Próbowałam poruszać nogami, kopać. Bezskutecznie. Po chwili zdałam sobie sprawę, że jestem przygnieciona do drzwi. Moje ręce zostały wzięte do tyłu. Poczułam dotyk denimowej tkaniny na udach napierającej między nimi po czym coś - zapewnie obca noga znalazła się pomiędzy moimi. Doznałam mocnego ucisku w klatce piersiowej i zostałam niemal natychmiast lekko uniesiona do góry. Moje stopu nie były w stanie już znaleźć podłogi. Z głową na boku i tak policzkiem przyklejonym do drzwi ośmieliłam się spojrzeć w bok by zobaczyć twarz Marluxii tuż obok mojej. I nie wierzyłam własnym oczom. Albo mi się coś przewidziało albo faktycznie Marluxia się do mnie uśmiechał… Choć nie był to zwykły uśmiech. Było w nim coś, czego określić nie potrafiłam… Siedząc na jego kolanach, nasze twarze były teraz na równi.

„Jesteś pewna?" Zapytał z tym swoim uśmieszkiem. W ułamku sekundy jego lewa brew się uniosła. Nie dostrzegłabym tego gdybym tylko mrugnęła. Chciałam wołać, krzyczeć, może po drugiej stronie był ktoś, kto by mnie stąd wyciągnął. Tyle, że mój głos dalej był tłumiony przez tą przeklętą rękawiczkę. Wierciłam się chcąc wyrwać z jego pułapki do momentu kiedy znów nie zakręciło mi się w głowie.

„Nie wyglądasz najlepiej. Nie sądzisz, że nie powinnaś nigdzie wychodzić w takim stanie, Namine?" Padło kolejne pytanie. Jakby wiedział co się za chwilę stanie. Znów poczułam, że tracę nad sobą kontrolę. Sama już nie wiedziałam co mi dolegało.

„Zaniosę cię spowrotem do łóżka." Nie minęło kilka sekund a ja znów poczułam od sobą miękki materac i po chwili - ciepło pościeli. „Dbanie o księżniczkę to mój najważniejszy obowiązek." Wyszeptał. Poczułam ciepły oddech na lewym uchu.

Po chwili otworzyłam oczy żeby dostrzec Marluxię stojącego po drugiej stronie łóżka. Wreszcie mogłam odetchnąć z ulgą. Tyle, że jak to się stało? Przecież przed chwilą siedział przy mnie! Jak to możliwe, że wcześniej tak szybko mnie dopadł przed drzwiami? Kim był ten mężczyzna? Ale najgorsze było jedno - „Marluxia, ja… Ja nic nie pamiętam… Nie wiem kim jestem." Próbowałam ratować sytuację.

„Wkrótce wszystko sobie przypomnisz. Ale obiecaj mi jedno." Brzmiał bardzo surowo. Mężczyzna się odwrócił zakładając za siebie ręce. Po chwili odwrócił się i mówił do mnie zza ramienia. Teraz miałam okazję zobaczyć jego kształtny profil. „Nie opuścisz tego pokoju bez mojego pozwolenia, to po pierwsze… A po drugie… Pod żadnym pozorem nie wolno ci rozmawiać z nikim poza mną." Każde słowo zostało wyartukuowane w bardzo oziębły a jednocześnie wyrazisty sposób. Nie mogłam do tego dopuścić. Myślę o ucieczce w pierwszym możliwym momencie. Nie obchodzi mnie już moja rzekoma pozycja. Nie miałam zamiaru tkwić w tym pokoju do końca życia.

„Dlaczego?" Zapytałam.

„Posłuchaj, to miejsce jest przepełnione złem." Mężczyzna znów się odwrócił ode mnie. „Intrygi i zdrady są tu na porządku dziennym." Ruszył obchodząc moje łóżko. „Każdy jedynie czeka na odpowiedni moment by kogoś zniszczyć." Marluxia był już nad moim łóżkiem wciąż stojąc tyłem. Miałam jedynie nadzieje, że pozwoli mi rozwiać moje wątpliwości. W końcu się odwrócił. Moim oczom ukazał się przepiękny bukiet krwisto czerwonych róż, które mężczyzna trzymał w dłoni. Usiadł się na krawędzi łoża wręczając mi kwiaty położył je na moich nogach. „ A ja nie mogę pozwolić by ktokolwiek cię skrzywdził, księżniczko." Poczułam ciasne objęcie wokół ramion gdy tak przyglądałam się wiązance. „Teraz rozumiesz?" Usta Marluxii prawie dotykały moich uszu. Wyraźnie czułam każde słowo na tym małym skrawku mojego ciała. Odchyliłam lekko głowę.

„Myślę, że tak… Ale…" Zaczęłam zmieszana.

„Wspaniale." Marluxia mi przerwał w trakcie zdania. „Nie masz się o co martwić. Zawsze tu będę by cię chronić." Nagle ciężar z moich ramion ustąpił. Wypuściłam powietrze, które nawet nie wiedziałam, że wstrzymałam. Nie rozumiałam dlaczego miałam się słuchać akurat jego. Ale co jeśli miał racje? Co jeśli to miejsce faktycznie było złe? Utrata pamięci zdecydowanie w niczym nie pomagała. Ocknięta z zamyślenia zobaczyłam, że Marluxia stoi już przy oknie.

„Więc jak mam rządzić tym zamkiem?" Zapytałam. Skoro miałam być tą całą księżniczką jakie było moje zadanie jeśli nie mogłam z nikim rozmawiać?

„Będę ci pomagać. Razem znajdziemy najlepsze i najkorzystniejsze dla wszystkich rozwiązania. Ale pamiętaj…" Mężczyzna odwrócił się w moją stronę. Chwila ciszy. „Jeśli złamiesz choć jedną moją radę…" W tym momencie odczułam dziwne, narastające napięcie formujące się w powietrzu. Marluxia zaczął się zbliżać. Jego kroki rozbrzmiały echem. Miałam wrażenie, że pokój stał się dziwnie pusty i kątem oka zobaczyłam przed momentem piękny bukiet kwiaty teraz nagle zgniły. Szybko spojrzałam się na stół. Kwiaty były takie jak zawsze, czyli świeże. Uff… Na szczęście tylko coś mi się przewidziało… Ta mała ulga była jednak niczym w porównaniu do dziwnej presji, która pobudziła bicie mojego serca i przyśpieszyła oddech. „…Poznasz mnie z innej strony." Tym razem ogarnął mnie strach a po ciele przeszły dreszcze. Powróciłam wzrokiem na mojego rozmówcę. To było… Conajmniej groteskowe. Jego spojrzenie… Co w nim właściwie tkwiło? Jakaś magia? Zdolność do hipnozy? A może po prostu wrogość? Czy ten cały Marluxia byłby zdolny by mnie skrzywdzić? Z drugiej strony czy chciałam w to wierzyć? Może jednak lepiej się trzymać jego rad? Przynajmniej narazie, dopóki stąd nie ucieknę…

Spojrzałam przez zasłony łóżka. Marluxia stał na końcu mojego miejsca spoczynku i patrzył się prosto na mnie a raczej… we mnie nie mrugnąwszy ani razu. Czułam jak jego pierwszy zmysł przenika do rdzenia mojej egzystencji. Ciekawe co tam zobaczył? Starałam się zebrać w sobie. Podsunęłam się bliżej ściany wciskając plecy mocniej w poduszkę i odkasłując palnęłam:

„Marluxia mogę mieć pytanie?" Zniżyłam wzrok na moją pościel. To jednak nie wystarczyło by przestać odczuwać to paląco przenikające spojrzenie. Tętno na nowo mi przyśpieszyło gdy zbyt długo nie usłyszałam odpowiedzi. Nie wiedziałam czego się spodziewać tym razem. Postanowiłam jednak kontynuować:

„Tamto wydarzenie... Kiedy rozmawiałeś z kimś jeszcze…" I tak oto mój rozmówca nagle mi przerwał:

„Wypełniłem jedynie swój obowiązek ochrony mojej księżniczki." Nie wiem czy powinnam była się cieszyć, że moje zdanie znów zostaje zakłócone jednak biorąc pod uwagę ostatnie chwile nieprzyjemnej ciszy, postanowiłam nie narzekać. Tym razem jego barwa zabrzmiała dość ciepło, jak przed paroma minutami. Dało mi to odwagę by znów spojrzeć na rozmówcę. Uśmiechał się do mnie.

„Ochrony? Przed złem?" Marluxia zaśmiał się bezgłośnie po czym stanął do mnie profilem. Jego różowe włosy zafalowały uwalniając kilka płatków róż. Jeden z nich spadł na moje łóżko. Echo kroków znów rozbrzmiało.

„Nigdy nie pozwoliłbym skrzywdzić tak delikatnej istoty jak ty. Ktoś taki potrzebuje specjalnej troski i ja ci ją zapewnię." Kroki ustały gdy mężczyzna wygodnie rozsiadł się na jednym z foteli stojącymi przy etażerce.

„Co masz na myśli?" Zapytałam. Marluxia wskazał ręką puste miejsce na drugim siedlisku. No cóż. Chyba i tak już pora wstawać, prawda? Nieco ociągając się zsunęłam z siebie kołdrę i poczłapałam na czworaka na krawędź łoża. Gdy do niego dotarłam spojrzałam kontem oka na Marluxię. Wciąż się na mnie patrzył wyczekującym wzrokiem. Zsunęłam nogi na podłogę i wstałam zmierzając na boso w stronę sąsiedniego fotela. Czułam jak Marluxia odprowadza mnie do niego swoim spojrzeniem.

„Wkrótce się przekonasz." Usłyszałam gdy usiadłam się na fotelu.

„Mówisz o więzieniu mnie tutaj?" Zdecydowałam się na dzielne zagranie. Popatrzyłam na Marluxię, który wpatrzony tym razem w puchaty dywan po raz kolejny bezgłośnie się zaśmiał.

„Jesteś taka niewinna, Namine." Powiedział łagodnym tonem. Znów spojrzał w moją stronę. „Mam jedynie nadzieję, że szybko uda mi się zaskarbić twoje zaufanie." Mówił subtelnie się do mnie uśmiechając. Mimika jego twarzy tak szybko się zmieniła, że wprawiło mnie to w lekkie zakłopotanie. „Ja tymczasem muszę znikać. Czeka mnie ważne spotkanie." Mój rozmówca wstał z fotela zwracając się w moją stronę.

„A wszystko po to by mojej księżniczce żyło się tu dobrze. Tak więc…" Marluxia utworzył portal z ciemności i kierując się w jego stronę posłał mi pożegnalne spojrzenie i rzucił: „Do zobaczenia…"

Czyli teraz jest moja szansa…

„Ah! O mało bym nie zapomniał!" Marluxia znów mnie przestraszył! „W między czasie… Rozejrzyj się po pokoju. Zastanów się, czego ci w nim brakuje a ja ci to zapewnię. W końcu zdajesz sobie sprawę, że sama nigdzie się nie ruszysz, prawda?" Ostatnie zdanie zszokowało mnie najbardziej. Nie wiem co to miało znaczyć jednak nie mogłam odkryć swoich prawdziwych intencji.

„Hmm… Chyba… Mam ochotę sobie coś porysować…" Rzuciłam długo się nie zastanawiając. Czułam, że skoro już tu jestem, to skorzystam z dobrodziejstw jakie mi oferuje mój „podwładny". Zawsze mogę zabrać coś stąd jako pamiątkę.

„Zrozumiane…" Mężczyzna posłał mi dość przyjazny uśmiech po czym zniknął w nicości.

Hmm… A może ten cały Marluxia wcale nie był taki zły?

Wróć do „Anime/Manga”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość