[Zero no Tsukaima] Mag Chaosu

Tutaj zamieszczamy fanfiki do wszelkich japońskich komiksów i animacji.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Dendragon
amator
Posty: 13
Rejestracja: 04 lut 2013, 21:20

[Zero no Tsukaima] Mag Chaosu

Postautor: Dendragon » 04 lut 2013, 21:31

tytuł: "Mag chaosu"
fandom: Zero no Tsukaima
kategoria: 13+
opis:After story do anime Zero no Tsukaima.
ostrzeżenia: moja pierwsza praca
znajomość fandomu: wskazana
status: w trakcie

Prolog.

Spoglądając na czyste błękitne niebo, Saito Hiraga rozkoszował się pogodą. Leżał na tarasie swojej willi i popijał chłodny sok przyniesiony przez jedną ze służących.
Elizabeth była mocno zdenerwowana kiedy niosła napój swemu panu. W końcu widziała go po raz pierwszy w życiu. Zatrudniono ją niezbyt dawno a generał rzadko bywał w domu. Jako szef sztabu szkoleniowego praktycznie cały czas musiał przebywać w stolicy. Od czasu słynnej walki ze smokiem minęło dwadzieścia lat. Zaraz po nim doszło do ślubu z Luisą Valliere, awansu na stanowisko w armii Tristaini i ogólnie wydawało by się że bohater się ustatkował. A jednak, Eliza czuła jego wzrok na swych „walorach”. I ten jego skrywany uśmieszek, jasno dający do zrozumienia o czym myśli. Na szczęście nic jej nie groziło. Nie w willi. Pani Luisa dowiedziała by się o tym wcześniej niż pan zdążył by cokolwiek zdziałać.
Żwawe kroki obwieściły powrót pani. Pani domu szybko skierowała się w stronę Saita. Patrząc na jej pośpiech ogarnął go niepokój.
- Co się stało? - spytał lecz już teraz czuł że, o cokolwiek chodzi to nie przelewki.
- Nowy mag otchłani się uaktywnił - stwierdzenie że Saito był w szoku nie oddało by w pełni mocy tego zjawiska - Co więcej gdzieś poza naszą jurysdykcją.
- To znaczy że? - już wymawiając te słowa żałował że w ogóle przyszły mu do głowy.
- Nie udawaj głupiego!!! Zawsze gdy pojawia się mag otchłani, następuje wojna lub jakieś inne zagrożenie o skali tak wielkiej że świat drży w posadach! - krzycząc czuła że uchodzą z niej siły. Już jakby bez sił wyszeptała - Co robimy?
- Szukamy - powiedział z uśmiechem za który go tak kochała. Już od ponad dwudziestu lat- Trzeba odnaleźć jego lub ją i nauczyć co oznacza ta moc. A co do katastrofy to damy radę. W końcu jesteś ze mną.
- Racja. Damy radę - odetchnęła z ulgą. Tego jej trzeba było. Wtem spojrzała na niego wzrokiem nie zapowiadającym nic dobrego - Słyszałam że na dworze jest nowa pani sekretarz. Ładna? - spytała pełnym jadu głosem.
- Nooo - Saito się rozmarzył, jednak szybko się zreflektował - Oczywiście nie tak jak ty.
- Jednak nie przeszkadzało ci to dobierać się do niej. Co masz na swoje usprawiedliwienie Saito?!
- Luise to nie tak jak myślisz. Luiseeeee!
Mimo swych uspakajających słów, informacja wstrząsnęła Saitem w równym stopniu co Luisą. Kiedyś miał tylko Luise i tylko o nią się troszczył. Teraz również państwo i jego mieszkańcy stali się ważnym elementem jego świata. Uciekając przed słusznym gniewem swojej żony, pobiegł do stadniny i odjechał w stronę wzgórz, gdzie jak zwykle zamierzał przeczekać sztorm. Biegnąc złapał czarną katanę leżącą przy drzwiach. Gdy już był na szczycie pobliskiego pagórka, zsiadł z konia i położył się na plecach. Leżąca obok katana odezwała się.
- Wiesz Saito ona cię kiedyś dopadnie - Zaśmiała się metalicznie.
- Derfl nie to mnie martwi - Odrzekł patrząc na przyjaciela. Katana była pierwszorzędnym wyborem. Wierny partner po zniszczeniu przez Starożytnego Smoka istniał pod duchową postacią wewnątrz Saita. Jednak uniemożliwiało to swobodną konwersacje, co więcej jeśli miał mieć zaufanie do swojego miecza to musiał to być Derfl. Lecz nie on a Luisa wpadła na pomysł żeby wziąć katane z jego świata i zakląć w niej jego towarzysza. Także ona wykonała czar zaklinający, który należał do magi otchłani. Tak wiele jej zawdzięczał i nie zapominał o tym ani na moment. Po chwili wyrwał się z zamyślenia przypominając sobie o nadciągającym zagrożeniu - Słyszałeś o czym mówiła Luisa?
- Tak. Zapowiada się na to że jednak nie zardzewieje w tej pochwie. Widzę jednak że dręczy cię więcej wątpliwości niż kiedyś. Pamiętasz partnerze jak kiedyś stawiliśmy we dwójkę czoło dziesięciotysięcznej armii? Wtedy się nie wahałeś.
- Wtedy o ile pamiętam zginęliśmy.
- Ty zginąłeś. Ja wyszedłem z tego cały, może nieco poszczerbiony - Zaśmiał się.
- Tak - Westchnął - Wiesz kiedyś zależało mi tylko na tym żeby Luisa była cała. Nic innego się nie liczyło, nawet moje życie. Teraz... jestem szczęśliwy. Teraz liczą się dla mnie ludzie wśród których żyje, ziemia której bronie. No i wiesz ja chciałbym w końcu... no ten...
- Mieć dziecko z Luisą? No racja już najwyższy czas. I boisz się że możesz to wszystko stracić?
- No. Co innego mam zrobić w tej sytuacji. Pojawienie się maga otchłani zwiastuje katastrofę. Gdy uaktywniła się Luisa doszło do wojen sprowokowanych przez Josepha. Gdy pojawiła się Tifa, zaatakował ten nieszczęsny Antyczny Smok. Więc co mam zrobić jeśli nie martwić się?
- Stawić temu czoła. Tylko stawiając czoła przyszłości masz na nią wpływ. Jeszcze nie nadszedł czas byśmy spoczęli na laurach i odeszli w zapomnienie mój drogi Gandalfrie.
- Ech Derfl - zaśmiał się Saito - ciebie chyba cieszy ta sytuacja.
- Nie bardziej niż ciebie - odciął się miecz - Bo w głębi duszy cieszy cię nadchodząca przygoda.
- Może. W sumie - zamyślił się - Będzie jak za dawnych lat.
Po powrocie czekało go dogaszanie, stłumionego gniewu Luisy. Wszystko przebiegało zwyczajowym rytuałem. I choć sercami obojga targał strach i niepewność, to jednak nie dawali tego po sobie poznać. Dla służby zachowanie państwa niczym się nie różniło od tego co zazwyczaj miała okazje oglądać. Po prostu kolejny zwykły dzień.
Kolejny zwykły dzień w willi państwa Hiraga nie oznaczał że świat też będzie żył zwykłymi dniami podobnymi do poprzednich. Jednak ci którzy mieli nim wstrząsnąć nie zdawali sobie sprawy z podjętych przez nich decyzji. A czekało ich wiele.


Rozdział 1 „Kula nad chodnikiem”

Zdarz się czasami że, znajdujesz się w sytuacji której, w żaden sposób, nie jesteś w stanie zrozumieć. Pod wpływem szoku czy konsternacji, próbujesz poskładać wydarzenia w logiczną całość. I analizując całe wydarzenie, odnosisz wrażenie że pomijasz coś szczególnego, coś co łączy całą układankę. Niestety nie masz pojęcia co.
W takiej właśnie sytuacji znajdował się Jurek. Siedział właśnie na polanie, obok jakiejś wieży. Przed nim stała dziewczyna. Pierwsze jego spostrzeżenie brzmiało „ładna”. Brązowe włosy sięgające ramion, świetnie komponowały się z jej twarzą. Mały nosek i usta, a nad nimi ogromne brązowe oczy. Szczerze mówiąc wydały mu się trochę za duże ale, co tam. Koszulka o dziwnym kroju skrywała pod sobą rozsądnych rozmiarów piersi. Rozsądnych czyli, nie za dużych i nie za małych. Patrząc niżej, z pod sukienki wyłaniały się zgrabne nogi. Ogólne wrażenie: bardzo dobre. Dał jej 8 na 10. Obok stał starzec, odziany w granatową togę. Na jego twarzy malowało się coś na kształt satysfakcja przemieszanej ze zrozumieniem. To Jurek mógł powiedzieć z pewnością. Jeśli ktoś nie zajmował się na co dzień ukrywaniem swych uczuć, był dla niego jak otwarta księga. Pod jego krótką białą brodą, dostrzegał uśmiech, a jego bystre oczy lustrowały chłopca dokładnie. Całkiem wysokie ciało okrywała toga co uniemożliwiało dalszą charakterystykę. Podczas gdy ta dwójka rozmawiała ze sobą w jakimś dziwnym języku, Jurek próbował poskładać w logiczny ciąg, wszystko co go dzisiaj spotkało. Pocierając wciąż bolące czoło, szukał początku całej przygody.
To było tak. Był piękny poranek. Maszerując radośnie ku szkole, nasz „bohater” doszedł do wniosku że, było by jeszcze radośniej gdyby do tej szkoły nie doszedł. Innymi słowy postanowił iść na wagary. Jeszcze nie wiedział że nigdy z tych wagarów nie wróci. Po zwiedzeniu Empika i doczytaniu ostatnio zaczętego rozdziału książki, skierował się w stronę piekarni. I wtedy wpadł na wielką świecącą kulę która wciągnęła go do środka. Co kula robiła na środku chodnika, nie wiedział. Tak samo jak tego, czemu nikt inny jej nie zauważył. No bo bez przesady, wielka świecąca kula lewituje nad chodnikiem! Tego to się nawet po pijaku nie widuje. W każdym razie nim się obejrzał, leżał na polanie. Przednim stała wyżej opisana dwójka, jak zauważył, mocno z konsternowana. Po chwili starzec wybuchł śmiechem. Ale to nie był zwykły śmiech. To był śmiech szalonego geniusza zła, który właśnie odnalazł sposób na zdobycie panowania nad światem. Tak przynajmniej, Jurek wyobrażał sobie taki śmiech. Po chwili tego śmiechu, dziadek rzekł coś do dziewczęcia, na co zareagowało ono nagłym krzykiem i rumieńcem. Po krótkiej sprzeczce, podeszła do chłopca. Zbliżając swoją twarz do jego, szeptała jakieś słowa po czym nagle złączyła własne i jego usta w pocałunku. Z reguły Jurek nie miał by nic przeciwko gdyby nie jeden fakt. Jego czoło przeszył okrutny ból, na podobieństwo rozgrzanego żelaza przyłożonego do skóry. Tak silny że, gdy ich wargi się rozłączyły, upadł na ziemię. I tak doszło do tej sytuacji. Niestety ta krótka analiza, w żaden sposób nie rozjaśniła mu sytuacji.
- Mogli byście mi powiedzieć o co tu biega? – spytał.
Spojrzeli na niego zdziwieni, po czym wrócili do swej dyskusji. Pocieszył się myślą że spróbował. Najwidoczniej nie tylko mówią tu w innym języku lecz, co gorsza nie znają Polskiego. Pech. Wtem zauważył że dziewczyna wskazuje na niego kijaszkiem. Jurek uznał że to pewnie różdżka. No bo, skoro istnieją wielkie świecące lewitujące kule, które teleportują ludzi na polany, no to co przeszkadza istnieć różdżkom. Więc kijaszek uznany za różdżkę, był skierowany w jego stronę, a dziewczyna trzymająca go, poruszała ustami. Na przyszłość chłopak już wiedział jak się takie akcje kończą. Krótko mówiąc, wybuch posłał go cztery metry w tył powietrzem, po tym trzy metry koziołkowania i finisz. Gdy tak leżał plackiem na ziemi, w głowie kołatała mu się jedna myśl. To musi być różdżka, ewentualnie rakietnica. Wtedy usłyszał że ktoś do niego biegnie.
- Nic ci nie jest? – to był zmartwiony głos dziewczyny.
-Więc jednak mówicie po Polsku – mruknął po czym poderwał się, przypominając sobie czemu leży na ziemi. – Zabić mnie chciałaś!? I nie wymachuj tak tą rakietnicą, bo ktoś pomyśli, że obca armia wkracza!
- Rakietnicą? – przekrzywiła głowę w zdziwieniu, tylko po to by zaraz uśmiechnąć się promiennie. – Widzę że nic ci nie jest. Całe szczęście. Wybacz, ale zawsze moje czarowanie tak się kończy. No ale udało się. Zacząłeś mówić po naszemu.
- Waszemu? Czyli tak to działa. A ja myślałem że wy zaczęliście mówić po Polsku.
- Polsku?
- To mój język. W każdym razie mogła byś mi wytłumaczyć o co chodzi?
- Chodźmy do Karthusa. Ja sama nie do końca pojmuję sytuację.
Gdy zbliżyli się do starca, ten spytał: - Mówi?
- Tak.
- Witaj chłopcze w naszym świecie – rozłożył szeroko ręce w powitalnym geście. - Chciałbyś o coś spytać?
- Po pierwsze czy w tym świecie funkcjonuje magia?
- Oczywiście. Zapomniałem, zapiski coś wspominały, że w waszym świecie nie ma magii.
- Czemu zostałem tutaj przeniesiony?
- By stać się chowańcem.
- Chowańcem?
- Chowaniec to sługa swojej pani. Czarodzieje po osiągnięciu pewnego wieku, przywołują sobie chowańca, służącego jej do śmierci. Zazwyczaj są to salamandry, nietoperze czasem smoki. Ale ludzie pojawiają się bardzo rzadko. Nie zdarzyła się sytuacja żeby było więcej niż czterech na raz w naszym świecie – nie kłamał, jednak Jurek czuł że starzec coś ukrywa.
- Czyli mam status zwierzątka czarodzieja? – uśmiechnął się smutno.
- Ależ nie! – zawołała dziewczyna. – Będziemy się traktować na równych prawach. Prawda? – zwróciła się do Karthusa.
- Oczywiście. Jednak musisz pamiętać o swoich obowiązkach jako chowańca. Po pierwsze gdy działasz, to działasz w imieniu twej pani, jej ochrona jest twoim priorytetem, i nie możesz jej opuścić.
- Acha. Całe szczęście że nie odebrano mi wolności – skrzywił się. – Czekaj, jednak mi ją odebrano. Co będzie, jak oleje te twoje zasady.
- Chodzi ci o to, co się stanie jak nie będziesz ich przestrzegać? Nie wiem. Jeszcze nie było czegoś takiego.
- Dobra tyle na dziś. Dzięki – zwrócił się do dziewczyny – powiedz mi... A tak w ogóle jak masz na imię?
- Alicja. A ty?
- Jurek.
Alicja i Karthus wybałuszyli oczy. Widocznie to magiczne tłumaczenie działa na rozmowy ale zostawia nazwy własne. Niby dobre, ale oni najwyraźniej mieli z jego imieniem mały problem.
- Yyy Juhh... – próbowała wydając z siebie nieartykułowane odgłosy. Brzmiało to bardziej jakby chciała wypluć jego imię, a nie powiedzieć. Tymczasem starzec intensywnie myślał.
- Będziemy ci mówić Ju – rzekł. Alicja rozpromieniła się na te słowa.
- Dobre! Podoba mi się. A tobie?
- Jak chcecie. Nie będę was przecież katował własnym imieniem. Skoro już ustaliliśmy kwestie mojego imienia, to powiedz Alicjo gdzie będę spał.
Zrzedła jej mina. Rozglądała się w około jakby, w poszukiwaniu ratunku. Utkwiła wzrok w swoim mistrzu, a jej źrenice przeszywały go swoim błagalnym posłaniem.
- Ech. Niech będzie. Na razie zatrzymasz się w mojej wierzy. Nie oczekuj jednak jakiś wielkich wygód.
- Wygody? Dla chowańca? Weź przestań – zaśmiał się ponuro.
- Alicjo, wracaj już do domu. Zmierzcha.
- Tak mistrzu.
Gdy się oddalała, Jurek dostrzegł, że polana na której rozmawiali, była jednocześnie szczytem wzgórza. Niewysokiego i o rozległym szczycie, ale jednak wzgórza. Widział tam w oddali jakąś wioskę. Najwyraźniej tam mieszkała.
- Czyli w tym świecie wszyscy czarują? – spytał kierując się w stronę wierzy.
- Nie, tylko wysoko urodzeni. Chłopi nie mają zdolności do magii, no chyba że jakiś pan gustował we chłopkach. Ale w takim przypadku ich moc była szczątkowa i nieużyteczna.
- Czyli Alicja jest szlachcianką – pokiwał głową zamyślony.
- Właśnie nie. A przynajmniej nie oficjalnie. Jej rodzice to chłopi tego jestem pewien. Co do niej, to nie wiem czy jest wyjątkiem potwierdzającym regułę czy też może ktoś jej nie podrzucił. Co prawda jest odpowiednie zaklęcie które pozwala określić czy jest szlachcianką a nawet z jakiego rodu pochodzi. Niestety jest ono zbyt kosztowne i pracochłonne jak dla mnie.
- Takie buty. Czyli ja prawdopodobnie nie będę mógł czarować.
- Nie. Przynajmniej nie tak jak my.
Pod tym dziwnym rozmarzonym uśmiechem coś się kryło. Jurek czuł że nie zostało mu wszystko powiedziane. Tylko co ten stary dziad mógł ukrywać. Czeka go śmierć od powietrza w tym świecie, czy też może zamierzają go zaprzęgnąć do niewolniczej pracy? Mógł tylko czekać na odpowiedź. Zmęczony, marzył o śnie. Jego łóżkiem okazał się siennik w składziku, na szczęście w miarę miękki i dobrze wypchany.
Gdy leżał i wpatrywał się w sufit, nagle uderzył go fakt na który dopiero teraz zwrócił uwagę. Wszystko wskazywało na to że nie wróci do domu. Zostanie tu na zawsze jako sługa tej dziewczyny. Co prawda była ładna, ale nie na tyle by poświęcać jej całe swoje życie. Jednak poczuł że ten jego żal nie był do końca szczery. No bo właśnie odbywała się przygoda o której marzył. Świat magii, czarodzieje, i on jako jego część. Co prawda nie był tutaj bohaterem jak w opowiadaniach, ale przynajmniej już był jego częścią co bardzo ułatwiało sprawę. Nie było by fajnie pojawić się w takim świecie, pośrodku lasu lub jakiejś wioski bez nikogo kto by wytłumaczył sytuację. Jeszcze nie tęsknił za domem. Może pożyć jakiś czas w tym świecie. A kiedy zatęskni to znajdzie drogę powrotną do domu. No bo to przecież świat magii. Skoro go przyzwali to na pewno da się go odesłać. Nie jest źle. Trzeba tylko zobaczyć co przyniesie kolejny dzień.
Ostatnio zmieniony 29 maja 2014, 15:24 przez Dendragon, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 04 lut 2013, 21:36

Proszę o zapoznanie się z Regulaminem umieszczania prac, zwłaszcza punktem dziewiątym:
 W przypadku tekstów wielorozdziałowych fragment fanfika/opowiadania umieszczony w jednym poście nie powinien być krótszy niż trzy strony (standardową czcionką). Przykładowo: jeśli piszesz rozdziały, które mają po stronie długości, w jednym poście muszą się znaleźć przynajmniej trzy rozdziały. Ma to na celu wyeliminowanie przypadków traktowania forum jak bloga. Nie dotyczy to drabbli, ficletów, oneshotów czy poezji. 
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 05 lut 2013, 12:50

Nie byłoby też złym pomysłem, gdybyś najpierw przywitał się w odpowiednim dziale i udowodnił nam tym samym, że przede wszystkim liczy się dla ciebie dobre towarzystwo i wymiana opinii, a nie nabijanie komci.
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Orcrest
pomocnik
Posty: 386
Rejestracja: 13 maja 2011, 10:37
Lokalizacja: Koziegłowy, Poznań

Postautor: Orcrest » 05 lut 2013, 13:03

Dendragon pisze:W końcu jesteś zemną.

Spacja po "ze". Poza tym i faktem, że przy przecinkach brakuje spacji, stylistycznie jest nietragicznie. Dawno nie oglądałem "Zero...", a ostatniej serii to w ogóle więc już niewiele pamiętam, i trochę się w tekście pogubiłem. Przeceniłem swoją pamięć :->

Jednak nawet gdyby nie obowiązywała zasada trzech stron, musisz przyznać, że ten fragment jest krótszy niż mały palec u stopy. Nie chcę napadać na ciebie, bo widać, że przynajmniej zajrzałeś do zasad umieszczania prac, za co masz plusy, ale po prostu nie przeczytałeś do końca. Proponuję następny fragment tekstu dopisać jak najszybciej i wedytować do pierwszego posta, zanim administracja zablokuje temat. I jeszcze mała rada do stylu: zwolnij trochę tempo akcji, bo teraz wrażenie z czytania jest jak oglądanie filmu na przewijaniu. Poza tym, pomoże to tekstowi rozrosnąć się na te wymagane trzy strony.

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 05 lut 2013, 14:06

Orcrest pisze:Proponuję następny fragment tekstu dopisać jak najszybciej i wedytować do pierwszego posta, zanim administracja zablokuje temat.
Najgorszym, co może zrobić administracja nie jest blokowanie tematu, a przeniesienie go do... działu, którego nazwy wymieniać nie będę, a w którym nikt na temat nawet nie zerknie.

Dendragon, daj znać, kiedy będziesz mógł dodać brakujący fragment.


EDIT. Dodatkowe rady do tekstu, nie mające nic wspólnego z moją funkcją moderatora:

Błędnie zapisujesz dialogi. Pomiędzy myślnikiem a resztą wypowiedzi stawia się spację.
Czyli nie:
-Racja. Damy radę- odetchnęła z ulgą.

A:
- Racja. Damy radę - odetchnęła z ulgą.


I tak samo ma być wszędzie w całym tekście.

Jeśli opisujemy sposób mówienia bohatera, kwestii bohatera nie kończymy kropką, a „didaskalia” rozpoczynamy małą literą. To przypadkowo robisz dobrze, bo stosujesz to wszędzie, ale jest jeszcze jedna zasada: „didaskalia” opisujące tło dialogowe (np. zachowanie bohaterów, wygląd otoczenia) zaczynamy wielką literą. Na końcu pierwszego zdania stawiamy kropkę. Jeśli wprowadzamy dalszą wypowiedź po „didaskaliach”, również zaczynamy ją dużą literą. Czyli tutaj:
-Nowy mag otchłani się uaktywnił- stwierdzenie że był w szoku nie oddało by w pełni mocy tego zjawiska- co więcej gdzieś poza naszą jurysdykcją.

W ogóle nie widać KTO mówi. Elizabeth mówi, a Ty zapisałeś w „didaskaliach” zachowanie Saito. To zdanie jest do całkowitej poprawy, jeśli ma być zrozumiałe.

Brakująca spacja:
Elizabeth była mocno zdenerwowana kiedy niosła napój swemu panu.W końcu widziała go po raz pierwszy w życiu.


I tutaj też:
W końcu jesteś zemną.


Liczebniki w tekstach literackich powinny być pisane słownie, nie licząc pewnych wyjątków o których nie będę teraz mówić, bo tylko wprowadzę zamieszanie.
Od czasu słynnej walki ze smokiem minęło 20 lat.


dwadzieścia

Zgubiłeś podmiot:
Żwawe kroki obwieściły powrót pani. Szybko skierowała się w stronę Saita.

Podmiotem są "żwawe kroki", a w kolejnym zdaniu masz czasownik "skierowała się".

Dodatkowe wykrzykniki nie dodają tekstowi ekspresji. Co najwyżej sprawiają, że czytelnik ma wrażenie, że autor nie radzi sobie z opisem uczuć.

Wszystko dzieje się za szybko. I pytanie dla Ciebie: akcja już się zawiązała czy to część poprzedzająca, innymi słowy: prolog czy rozdział?
Nie będę jak liść porwany przez wiatr

Nie będę także jak ocean bez fal

Nie będę się bała upadać by wstać

Być światłem wschodzącego dnia

Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Dendragon
amator
Posty: 13
Rejestracja: 04 lut 2013, 21:20

Postautor: Dendragon » 05 lut 2013, 15:12

Przyznaje z gramatyką niezbyt sobie radzę. Staram się pisać najlepiej jak umiem niestety, zawsze pojawiają się jakieś błędy które przeoczę. Tekst poprawię jak najszybciej, jeśli się uda to dzisiaj. Proszę o wyrozumiałość, nigdy nie udzielałem się na żadnym forum i nie mam doświadczeń ze środowiskiem twórców internetowych. Dziękuję za wszystkie rady, postaram się jak najszybciej wprowadzić je w życie. Ten tekst to prolog. Już się biorę za poprawianie.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 05 lut 2013, 15:48

Orcrest pisze:Proponuję następny fragment tekstu dopisać jak najszybciej

A ja sugeruję nie poganiać autora, bo napisze na odwal się. Już lepiej dać człowiekowi więcej czasu i czekać na prawdziwe rezultaty.
Obrazek

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 07 lut 2013, 09:22

Dendragon pisze:Proszę o wyrozumiałość, nigdy nie udzielałem się na żadnym forum i nie mam doświadczeń ze środowiskiem twórców internetowych.

Nie martw się, nie jest aż tak tragicznie ;-) To że posty z listą poprawek są długie, nie znaczy, że faktycznie tekst roi się od błędów. Na mnie osobiście zarówno jego wygląd, jak i zarys akcji wywarł zaskakująco dobre wrażenie.

Vampircia pisze:
Orcrest pisze:Proponuję następny fragment tekstu dopisać jak najszybciej

A ja sugeruję nie poganiać autora, bo napisze na odwal się. Już lepiej dać człowiekowi więcej czasu i czekać na prawdziwe rezultaty.

O to to. Żeby nie wyszło jak w przypadku jednego użytkownika, który dopisze brakującą stronę na dłuższej przerwie między lekcjami :q
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Dendragon
amator
Posty: 13
Rejestracja: 04 lut 2013, 21:20

Postautor: Dendragon » 12 cze 2013, 20:42

Trochę mi zeszło z tym, ale matura to zajmujące wydarzenie. Bez przedłużania, oto:


Rozdział 2 „Masz to wypisane na czole”

Jurek się zbudził, gdy słońce unosiło się radośnie nad horyzontem. Skurcze żołądka, uparcie przypominały o potrzebie posiłku. Gdy wyszedł ze składziku, usłyszał odgłosy zza drzwi naprzeciwko. Jak się okazało była tam mała kuchnia. Karthus krzątał się przy śniadaniu. Gdy chłopiec usiadł przy stole, starzec podał do stołu. O dziwo, na śniadanie składała się jajecznica, chleb i dżem. Żadnych udziwnień z magicznego świata. Gdy młody jadł, czarodziej zagaił rozmowę.
- Jak się czujesz w nowej sytuacji.
- Ciężko stwierdzić – odpowiedział, między kęsami. – Zobaczę jak to jest, w tym waszym świecie.
- Mam coś dla ciebie – rzekł wyciągając książkę.
- Książka kucharska? – spytał, sceptycznie przyglądając się tytułowi. – Za kogo ty mnie masz?
- A więc ta magia pozwala ci nie tylko mówić , ale i czytać – stwierdził zadowolony. – Dobrze, bardzo dobrze – chłopak spojrzał na niego zaskoczony. Nie pomyślał o tym. – Ta wieża składa się z trzech pięter. Na pierwszym, najszerszym mam składzik i tą kuchnię. Na drugim jest mój pokój. Nie próbuj tam wchodzić pod żadnym pozorem. Na trzecim jest pracownia. Mam tam spory zbiór książek, więc jeśli chcesz, możesz tam iść poczytać, kiedy tylko chcesz. Ta przybudówka obok studni to umywalnia. Możesz się tam kąpać i prać swoje rzeczy.
- Spoko. Czyli nie mam żadnych obowiązków? – spytał zdziwiony. W końcu był chowańcem i sądził że będzie musiał z tego tytułu choć trochę popracować.
- Nie, na razie nie. Jak się zapoznasz z naszymi realiami, to może coś się znajdzie.
- A Alicja nie przyjdzie?
- Mamy czas zbiorów. Zapewne wpadnie pod wieczór.
- Jako chowaniec nie powinienem jej pomóc?
- A jak ludziom wytłumaczysz kim jesteś? Ludzie wiedzą że dziewczyna pobiera u mnie nauki, ale nikt nie wie że magii. Jej rodzice chcą ją wysłać do miasta żeby tu się nie marnowała.
Jurek kiwnął głową. To miało sens. Po śniadaniu wybrał się do pracowni. Było to dość zagracone pomieszczenie. Przeróżne kartki walały się po stolikach i podłodze, można było też dostrzec przedmioty o bliżej lub dalej, nieznanym zastosowaniu. Pod ścianą stały trzy spore szafki wypełnione książkami. Pierwsza odnaleziona książka traktowała o magi, potem coś o polityce, jakieś rozważania teologiczne, atlasy i mapy, historia, legendy o otchłani, traktaty i encyklopedie. Szczególnie interesowały go historia i atlasy. Podstawy magi też wydały mu się całkiem interesującym zagadnieniem. Po przewertowaniu atlasu Jurek uśmiechnął się z satysfakcją. Było tam wiele białych plam, terenów nie odkrytych i jeszcze ziemie zajęte przez elfów, o których nie było wiele wiadomo. Co więcej nie było żadnej wzmianki o okrągłości świata. To uniwersum zapowiadało się ciekawie. Tak jak się spodziewał historia okazała się nudna jak flaki z olejem. Po jakiejś godzinie walki odpuścił sobie. Podczas czytania zauważył na podłodze krótki kijek. Szybko schował go za pas spodni. Gdy miał się brać za książkę o magii, mag zawołał go na obiad. Był nim kotlet schabowy z ziemniakami. Najwyraźniej ten świat miał więcej wspólnego z naszym niż myślał. Po obiedzie wybrał się na zewnątrz, studiować księgę o magii. Jak się okazało opierała się ona na żywiołach. Zazwyczaj ludzie panowali nad jednym z żywiołów, ale są tacy którzy władają nawet trzema elementami. Ciekawość chłopca przykuł zapis zaklęć. Były one niczym imitacja dźwięków będących produktem danego żywiołu, a zarazem jak słowa z jakiegoś dziwnego języku. Przypomniał sobie o różdżce, którą miał przy sobie. Wyjął ją zza pasa i zaczął recytować.
- Szuessst hasakta.
Wtem niespodziewanie zerwał się wiatr który kierował się w stronę wskazaną przez Jurka. Z wieży wybiegł Karthus, a jego twarz zbladła gdy ujrzał przyczynę wichury. Chłopak spojrzał na maga z satysfakcją i spostrzegł że coś jest nie tak. Starzec nie patrzył w jego oczy, na jego rękę trzymającą różdżkę, czy w stronę w którą nią wycelował. Jego wzrok był utkwione w czole młodego. Jurek zbliżył dłoń do twarzy. Padł na nią blask którego źródłem zdawało się być czoło. Dotknął go. Coś, niby pulsujące żyły, rozgrzana blizna, przypominająca o dawnej ranie. Nie przypominał sobie by miał coś takiego. Pobiegł pędem do umywalni. Stała tam spora balia wypełniona wodą, która znakomicie mogła służyć za lustro. Przeglądając się w niej chłopak dostrzegł blizny w kształcie jakiś znaków.
- Magu! – krzyknął wściekle. Karhtus przybiegł do niego pospiesznie.
- Po co te nerwy chłopcze?
- Co to ma być? – warknął, wskazując na swe czoło. – Czułem że coś przede mną ukrywasz. Koniec z podchodami. Powiedz mi tu i teraz o co chodzi w tym wszystkim.
- Prawda jest bardziej złożona niż myślisz. Chodźmy do wierzy. Tam ci wszystko wytłumaczę. Mam tam też księgi i zapiski które rozjaśnią ci twoją sytuację.
Jurek poszedł za nim do pracowni. Rozsiadł się na jednym z fotelów, podczas gdy starzec szukał czegoś po biurku. Po chwili podszedł do niego ze stosem kartek i książek, który położył na stoliku obok niego. Rozsiadłszy się na fotelu zaczął swoją opowieść.
- Zacznę od początku. Jeszcze jakieś dwadzieścia lat temu, ludzie byli przekonani że magia opiera się na czterech elementach. Jednak niektórzy badacze próbowali udowodnić istnienie piątego elementu, wśród nich byłem ja. Tym elementem była otchłań. Traktowały o tym starożytne zapiski, noty historyczne i tym podobne. Problem polegał na tym że były one nieliczne, a te które posiadaliśmy zdawały się być raczej powieściami o bohaterach niż poważnymi przekazami. Moce jakimi dysponowali magowie otchłani były w stanie powstrzymywać armie lub walczyć z legendarnymi bestiami. Jedyne co skłaniało do wiary w ten element, badaczy takich jak ja, było to że magach otchłani wspominały różne, kompletnie nie powiązane ze sobą przekazy. I właśnie dwadzieścia lat temu doszło do wydarzeń po których już nikt nie wątpi w istnienie magów otchłani. W skrócie: jedna dziewczyna za pomocą nieznanego czaru ratuje Tristainie przed inwazją Albionu, król Jozeph wywołuje bezsensowne wojny, dysponując przy tym potęgą która zagroziła by nawet koalicji wszystkich innych państw, no i na koniec ogromny antyczny smok sieje zamęt i chaos, próbując pożreć magów otchłani. Sam papież, który okazuje się magiem otchłani, zostaje pożarty przez tego smoka. Jednak, poza potęgą zaklęć, coś jeszcze ich wyróżniało. Chowańce tychże magów to nie typowe jaszczurki, kruki czy święte bestie. Są nimi ludzie pochodzący z innego wymiaru. Po zawarciu kontraktu otrzymują oni znamię w postaci starożytnych run opisujących ich magiczne imię. Są to Lifprasir serce boże, Miodaitnir mózg, Vindalfr prawa i Gandalfr lewa ręka. Te imiona nie są nadawane tak sobie. Gandalfr, lewa ręka odpowiedzialna za dzierżenie tarczy, posiada moce bojowe np. ten który pojawił się dwadzieścia lat temu potrafi korzystać z dowolnej broni stworzonej do walki, a według przekazów kiedyś posiadał miecz który potrafił spowić ogniem palącym wszystko na swojej drodze Lifprasir serce boże, potrafił zwiększyć potencjał zaklęć maga którego dotykał, za cenę własnych sił życiowych. Umiejętności chowańców różnią się między sobą w zależności od imienia. Jednocześnie może być tylko czterech magów i ich chowańców.
- A więc jesteśmy z Alicją potężni niczym bohaterowie fantastycznych powieści – zaśmiał się.
- Ja bym się nie śmiał na twoim miejscu. Obecnie wierzy się że z pojawieniem się maga otchłani wiąże się jakaś katastrofa. Nie jest to potwierdzona teza, ale ostatnie wydarzenia nie zostawiają sporo miejsca na wątpliwości. Nie długo wojna lub inna katastrofa wstrząśnie światem. Nikt wam nie podziękuje za pojawienie się, bo to z wami utożsamią nadchodzące nieszczęścia.
- Czyli to znamię na moim czole...
- To znak Miodaitnira, boskiego mózgu. Nie oznacza to że pozjadałeś wszystkie rozumy. Twoją mocą jest umiejętność posługiwania się magią. Zgaduje że możesz opanować wszystkie cztery elementy bez ograniczeń.
- To jest w tym coś wyjątkowego?
- Magowie bardzo rzadko opanowują więcej niż dwa elementy. Trzy elementy znakują ludzi, którzy poświęcili doskonaleniu magii swoje życie. Mistrzowie czterech elementów to najwięksi magowie, a ich liczba na świecie nie przekracza dwudziestu. Ale nawet oni nie panują nad wszystkimi elementami w pełnym stopniu. Jednak boski mózg nie ma takich ograniczeń.
- Coś szybko wyciągasz wnioski. Ledwo rzuciłem jeden bliżej niesprecyzowany czar. Czy to już pozwala snuć domysły nad naturą mojego daru?
- Rzuciłeś czar wiatru bez żadnej inicjacji czy objaśnienia, był to czar średniego stopnia , z księgi dla uczniów trzeciego roku. Bez względu na wrodzony talent, jest to po prostu niemożliwe. Trochę to przerażające bo oznacza to że dysponujesz niemałą potęgą. To co nadchodzi też musi mieć niezły rozmach – starzec przyjrzał się chłopcu przenikliwym wzrokiem – zadowolony z wyjaśnień?
- Tak. Ale będą jeszcze kolejne pytania.
- Oczywiście. A skoro już zaistniała sprawa twojego znamienia, pasowało by to jakoś zakryć. Prędzej czy później zaczną was szukać, a gdy rozejdzie się że mam ucznia z blizną na czole, znalezienie was będzie kwestią czasu.
- Szukać? Kto?
- Zapewne Tristainia. To w ich posiadaniu znajduje się jedyny pozostały mag otchłani razem z chowańcem. Nie martw się, ostrzegę was z odpowiednim wyprzedzeniem. Musicie się naradzić czy chcecie się im poddać czy nie.
Nie mając innego wyboru, Jurek założył opaskę na czoło. Choć nie dał tego po sobie poznać, cała sytuacja mocno go zszokowała. Potęga, którą miał niby dysponować, wydawała się czymś nie realnym i nie osiągalnym. Coś jakby wyraźny sen. Widzi się jego szczegóły ale i tak ciężko cokolwiek z tego zrozumieć. Jedyne co mu przychodziło do głowy to nauka tylu czarów ile tylko zdoła. Być może to pomoże uporządkować myśli i przy okazji przydać się w przyszłość. No i musi obgadać sprawę z Alicją. W końcu oboje w tym siedzą. Na razie jednak trzeba się ogarnąć.


Wróć do „Anime/Manga”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość