[Fullmetal Alchemist] Storm Alchemist

Tutaj zamieszczamy fanfiki do wszelkich japońskich komiksów i animacji.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2043
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

[Fullmetal Alchemist] Storm Alchemist

Postautor: RedHatMeg » 26 lip 2013, 14:04

Przesyłam to tylko dlatego, że Vampi chciała, aby ktoś jeszcze pochwalił się marysuistycznym fikiem (chociaż po części również dlatego, żebyście się mogli pośmiać). Ciekawe jest to, że w mojej twórczości istnieją dwie, zupełnie różne Mie Bernhardt (od razu mówię, że to "h" się czyta... przynajmniej ja je czytałam, dopóki nie dowiedziałam się, że nie). Pierwsza to właśnie ta drobna, nieśmiała szatynka z FMA, a druga to babo-chłop z opowiadania o nekromantach i do tego jeszcze blondynka.

Tak czy inaczej, miało to być takie połączenie romansu z dramatem wojennym i chyba nawet gdzieś tam w tle miał się pojawić morderca/porywacz, przed którym Havoc miał uchronić Mię, nie mówiąc już o tym, że Mia miała natrętnego amanta, który byłby w zasadzie jak Gaston z Pięknej i bestii.

Tytuł: Storm Alchemist
Rating: 12+, choć gdybym to kontynuowała, może byłoby i 16+
Ostrzeżenia: Mary Sue
Opis: Sierżant Mia Bernhardt o przydomku Storm Alchemist, jest pierwszą od wielu lat kobietą-państwowym alchemikiem. Zgodnie z rozporządzeniem Fuhrera, alchemicy o stopniach niższych od majora mają pracować ze zwykłymi żołnierzami. Traf chciał, że Mii przydzielony zostaje szarmancki i miły podporucznik Havoc. Jak poradzą sobie na wspólnych misjach? I czy połączy ich coś więcej?

Prolog
Jednooki Roy Mustang wyciągnął z szuflady kolejny zegarek państwowego alchemika i rzucił go drobnej kobiecie z kasztanowymi włosami uciętymi na pazia i w niebieskim płaszczu. Spojrzała z uśmiechem dumy na zegarek, a następnie włożyła go do kieszeni. Tyle pracy włożyła, aby go zdobyć, że teraz pragnęła już tylko jak najszybciej wrócić do domu.
- Gratulacje, jest pani od teraz psem wojska i do tego pierwszym państwowym alchemikiem płci żeńskiej od dziesięciu lat, sierżant Bernhardt. Fuhrer jest z tego zadowolony. Ma nadzieję, że za pani przykładem pójdą inne kobiety-alchemicy. Niech pani nie spodziewa się jednak ulg ze względu na swoją płeć.
- Postaram się dobrze wykonywać swoje obowiązki, pułkowniku Mustang.
- Za jakiś czas dowie się pani, jaki będzie jej przydomek. Podporuczniku Havoc – zwrócił się do blondyna przy biurku, który podniósł się i zasalutował. – Proszę odprowadzić sierżant Bernhardt do wyjścia.
- Tak jest, pułkowniku – odpowiedział Havoc podszedł do kobiety i, wziąwszy ją pod ramię, skierował się do drzwi.
Znaleźli się w długim, białym korytarzu. Byli sami. Przez moment kobieta była trochę zmieszana tym faktem. Ostrożnie wyzwoliła swoje ramię, a Havoc stanął. Ona też. Zaczął ją badać wzrokiem od stup do głowy, po czym uśmiechnął się, wyjął papierosa i zapalił go.
- A więc pani nazwisko to Bernhardt – odezwał się w końcu. – A jak ma pani na imię?
- Mia – odparła, trochę nieśmiało spoglądając w bok.
- Sierżant Mia Bernhardt – powiedział jakby do siebie Havoc i puścił dym z papierosa. – Ja jestem podporucznik Jean Havoc i mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi, pani sierżant.
- Miło z pana strony, podporuczniku – odrzekła z lekkim uśmiechem Mia.
- Zanim zaprowadzę panią do wyjścia, pani sierżant pozwoli, że przedstawię pani kilka osób.
- Proszę bardzo.
Zaprowadził ją schodami na dół, potem przez dłuższy czas szli korytarzem, aż w końcu weszli w jakieś drzwi na prawo. Pośród tony papierkowej roboty siedzieli tam: jakiś gruby rudzielec i niski okularnik. Obaj od razu zwrócili uwagę na Havoca. Mia stała na korytarzu.
- Co? Nikogo więcej nie ma? – zdziwił się Havoc.
- Mają jakąś pracę i nie będzie ich cały dzień – odparł Fuery.
- Zostawili nas z tą robotą jakbyśmy nie mieli swojej – dodał Breda.
- Szkoda – odparł Havoc, po czym zwrócił się do Mii: – Proszę wejść.
Odsunął się na bok, a Mia weszła do środka. Na jej widok obaj żołnierze wstali gwałtownie od biurka. Breda nerwowo się uśmiechnął, a Fuery spuścił wzrok.
- Co jest, chłopaki? Kobiety nie widzieliście? – spytał ze złośliwym uśmieszkiem Havoc, po czym zwrócił szeptem się do Mii: – Pani wybaczy, sierżant Bernhardt, ci dwaj są nieśmiali. – Następnie przystąpił do przedstawiania: – Chłopaki, to jest sierżant Mia Bernhardt, od dzisiaj państwowy alchemik. No dalej, przedstawcie się.
- Podporucznik Heymans Breda.
- Sierżant major Kain Fuery.
Obaj zasalutowali.
- Miło mi panów poznać – oświadczyła z nerwowym uśmiechem Mia. – Mam nadzieję, że będziemy sobie pomocni.
- Nam też miło poznać panią sierżant – przyznał Fuery. – Po raz pierwszy spotykam państwowego alchemika, który jest kobietą. Pani postura jest mizerna, ale nasz drogi Stalowy też nie wydawał się groźny.
- Niech pani uważa na Havoca, sierżant Bernhardt – wtrącił wesoło Breda, a podporucznik spojrzał na niego krzywo. – Jest bardzo samotny i desperacko szuka partnerki.
- Ale ja to nic w porównaniu z pułkownikiem Mustangiem – dodał szybko Havoc. – Ten to dopiero jest podrywacz.
- Wściekasz się, bo znów widziałeś go z jakąś, która tobie się podoba – zaśmiał się Fuery.
- Och, skończcie to. Nie zachowujcie się jak dzieciaki.
Mię zdziwiło to, że sierżant Fuery – bądź, co bądź niższy stopień – zwracał się do podporucznika Havoca takim tonem. Chwilę później jednak doszło do niej, że ta trójka zna się tak długo, że nie muszą zwracać się do siebie zbyt oficjalnie, aby okazać sobie szacunek.
- Panowie wybaczą – przerwała im nagle Mia. – Muszę panów pożegnać.
- Odprowadzę panią, sierżant Bernhardt – zaofiarował się Havoc i grzecznie otworzył jej drzwi.
Kiedy wyszli na korytarz, znów byli sami. Havoc bez słowa ruszył przed siebie, Mia natychmiast go dogoniła. Czuła się niezręcznie, będąc sama z tym człowiekiem, bo nie wiedziała, czy czasem nie zechce jej zaprosić na randkę. Mia zawsze była cholernie nieśmiała w takich sytuacjach i, choć zaczęła już darzyć sympatią podporucznika, nie była jeszcze gotowa na zawarcie z nim takiej znajomości. Patrzyła teraz na jego wyprostowana sylwetkę i rękę, która co jakiś czas odejmowała od ust papierosa, aby mógł się z nich uwolnić dym. Co jakiś czas dyskretnie spoglądał na Mię wzrokiem zrezygnowanym.
Kiedy znaleźli się przy głównym wyjściu, otworzył jej drzwi, ale zanim wyszła powiedział:
- Przepraszam, trochę się zapomnieliśmy z kolegami.
- Nic nie szkodzi, podporuczniku. To do jutra.
- Do jutra, pani sierżant.
Kiedy wypowiadał te słowa, spojrzał na nią smutno. Patrzył tak na nią, kiedy schodziła po schodach, szła po chodniku do bramy, a potem, już poza terenem Kwatery Głównej, skręciła w lewo.
Mia włożyła ręce w kieszenie i po chwili w jednej z nich poczuła chłód stalowej oprawy swojego zegarka. Postanowiła wrócić do domu jak najszybciej. Zaczęła iść przed siebie. Jej kamienica była kilka przecznic dalej i niebawem Mia miała ją po drugiej stronie ulicy.
Upewniwszy się, że po ulicy nic nie jedzie, przeszła przez nią, ale zanim zdążyła położyć rękę na klamce, po chodniku przebiegła grupka dzieci i Mia musiała stanąć bliżej drzwi, aby jej nie potrąciły. Uśmiechnęła się na widok tych malców. Jak wiele kobiet, bardzo lubiła małe dzieci.
W końcu przebiegły i mogła wejść. Nacisnęła klamkę i po chwili znalazła się na klatce schodowej. Weszła na drugie piętro i podeszła do drzwi na lewo. Wyciągnęła z kieszeni klucz i otworzyła je. Jej mieszkanie było małe: dwa pokoje, kuchnia i łazienka, skromnie urządzone, bo dotąd zarabiała niewiele.
Pierwsze co zrobiła, to wykąpała się. Kąpiel zawsze ją rozluźniała. W międzyczasie, kiedy wanna powoli napełniała się wodą, Mia oglądała swój zegarek państwowego alchemika i zamyśliła się. Wszystko było jeszcze przed nią. Wiedziała, że jako kobieta będzie narażona na durne zaczepki żołnierzy i kolegów alchemików.
Mia miała spokojne dzieciństwo, ale rodzice nie pochwalali jej zainteresowania alchemią. Po prostu nie wierzyli, że z tego da się wyżyć. Mimo to Mia nie poddała się. Uczyła się i ćwiczyła transmutację, aż w końcu udało jej się sprawić, że dzięki kondensacji i skropleniu odpowiednich pierwiastków w atmosferze potrafiła wywołać deszcz. Umiała także przy sprzyjających warunkach tworzyć pioruny, mgłę, a nawet tornado. Była dumna z siebie, że udało jej się zajść tak daleko, ale czekała ją teraz dalsza praca. Z biegiem lat będzie musiała walczyć o licencję.
Wanna była już pełna. Mia rozebrała się i weszła. Siedziała tam jakąś godzinę. Teraz jej głowę zajęło coś innego. Po raz pierwszy od czasów liceum, jakiś facet zaprzątnął jej umysł. Chociaż blondyni nie byli w jej typie, i nie przepadała za bardzo za palaczami, podporucznik Jean Havoc podobał jej się. Teraz, kiedy była w swoim domu, pomyślała, że jeśli zapytałby ją, czy poszłaby z nim gdzieś, nie odrzuciłaby go. Zaraz jednak przyszło jej na myśl, że zbyt szybko uległa pierwszemu wrażeniu. Powinna jeszcze przez jakiś czas poczekać, zobaczyć jaki jest naprawdę.
Następnego dnia wyszła o ósmej nad ranem. Na szczęście mieszkała niedaleko Kwatery Głównej, więc była na miejscu w kilka minut. Dopiero, kiedy znalazła się w głównym korytarzu, zdała sobie sprawę z tego, że nie przydzielono jej jeszcze żadnych zadań. Zaraz jednak pomyślała, że na pewno ktoś niebawem ją znajdzie i powie jej, co będzie musiała robić. Postanowiła się przejść.
Był piękny, jasny dzień. Mia trwała w zamyśleniu, idąc powoli i oglądając piękny widok w oknie. Była tym tak pochłonięta, że nie zauważyła postawnego człowieka, który nagle wyszedł z korytarza z tonami papierów, i w końcu się z nim zderzyła. Po chwili papiery leżały na podłodze, a postawny człowiek z wąsami – major Alex Louis Armstrong – patrzył na nią tak, że Mia poczuła strach. Zawsze bała się takich wysokich i umięśnionych mężczyzn, bo zawsze miała wrażenie, że chcą jej zrobić krzywdę.
- Prze-przepraszam, ja-ja pana nie zauważyłam… Ja jestem tutaj nowa… Proszę mi nic nie robić.
- Och, biedna, delikatna istoto! – wykrzyknął major, a naokoło jego głowy pojawiły się różowe gwiazdki. – Ileż niebezpieczeństw czeka na ciebie w wojsku! Nie bój się mnie! Zawsze możesz liczyć na pomoc majora Alexa Louisa Armstronga!
- Nie, nie, nie trzeba – odparła z uśmiechem zdenerwowania. – Poradzę sobie.
- Pan wybaczy, majorze – wtrącił się Havoc, który szedł ku nim. Na jego widok, Mia nagle poczuła się nieco pewniej. – Ale regulamin zakazuje przełożonym spouchwalać się z podwładnymi.
- Ależ, podporuczniku Havoc, ja tylko tłumaczyłem tej młodej damie, że może liczyć na moją pomoc.
- Naprawdę? – Havoc podniósł jedną brew, po czym na moment zamyślił się, a potem dodał: – W takim razie, nie ma o czym mówić.
Następnie wraz z Mią pomogli majorowi pozbierać papiery i zanieść je do sekretarki w okularach. Major musiał wracać do swoich obowiązków, Havoc zaś poprosił Mię na stronę.
- Powiem krótko: Fuhrer wydał komendę, że odtąd wszyscy państwowi alchemicy o stopniu niższym od majora, mają pracować ze zwykłymi żołnierzami. Ja zostałem przydzielony do pani.
Mia przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć. Świadomość, że odtąd będzie pracować razem z tym człowiekiem napawała ją z jednej strony niepokojem (znała go przecież tylko jeden dzień), a z drugiej – radością (wciąż jej się podobał). W obawie, że zbyt długie milczenie podporucznik może odebrać jako objaw niechęci, uśmiechnęła się do niego nieśmiało i powiedziała:
- Na pewno nasza współpraca ułoży się dobrze.

Wróć do „Anime/Manga”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość