[Katekyo Hitman Reborn] Grazie

Tutaj zamieszczamy fanfiki do wszelkich japońskich komiksów i animacji.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Fryne
amator
Posty: 1
Rejestracja: 06 sie 2013, 23:32
Kontaktowanie:

[Katekyo Hitman Reborn] Grazie

Postautor: Fryne » 07 sie 2013, 14:51

Tytuł: "Grazie"
Fandom: Katekyo Hitman Reborn
Typ: oneshot
Kategoria: 16+
Opis: Jedyny syn dona Bovino umiera. Rodzina Bovino jest słaba, atakują ją mniejsze grupki przestępcze, a obecny szef szuka następcy na swoje stanowisko. Wybór pada na syna jego brata, szesnastoletniego Lamba. Don Bovino musi w grze odnaleźć również silnego sojusznika i oddać swojego bratanka w ręce zaufanego padrone.
Ostrzeżenia: lekkie yaoi
Znajomość fandomu nie jest wymagana.
Status: skończony


Gdy wychodzisz z domu w nocy, musisz się liczyć z tym, że w ciemnych sycylijskich uliczkach może cię spotkać wszystko. Musisz liczyć się z niebezpieczeństwem, które czeka chociażby za rogiem. Musisz zawsze być czujny, bo Sycylia to nie tylko zachwycające oczy stare budowle, piękne zabytki, zachęcające turystów do cofnięcia się w czasie do wielkiego rzymskiego imperium, cudowny zapach cytrusów, pobudzający zmysły niczym łyk dojrzałego chłodnego wina, podczas sytej kolacji. Dzika Sycylia, niebezpieczna Sycylia, miejsce działania Mafii.
- Lambo! Rusz ten swój leniwy tyłek. On lubi, gdy ktoś przychodzi przed czasem, pierwsze wrażenie jest najważniejsze, więc się postaraj. Robię przysługę waszej Rodzinie, lepiej to doceń! - krzyknął Colonnello w stronę podążającego za nim młodego chłopaka, jednak ten nic nie odpowiedział, jedynie, co zrobił to przyspieszył kroku, by go dogonić.
Młody Bovino najwyraźniej był w swoim świecie i nie chciał, by ktoś go z niego wyciągnął. Zanurzył się morzu niepewności, strachu oraz zmartwień, które urosły na miarę ogromnej fali, mającej zatopić jego dotychczasowy spokój. Syn dona, czyli jego wuja i ojca chrzestnego, zginął z rąk, rywalizującej z Rodziną Bovino, grupką przestępczą. Z tego, co wiedział Lambo nie wykazali się oni wielką kreatywnością, mało tego, całe środowisko uznało, że zhańbili dobre imię przyszłego dona Rodziny Bovino. Wykorzystali zaufanie, jakim darzył swoją kochankę. Kobieta uśpiła jego czujność, upiła go, zaprowadziła do pokoju w jakiś tanim motelu, a tam resztą zajęli się młodziki, nie do końca znające się na tym fachu, lecz pragnące jak najszybszego awansu.
Grupa została wyśledzona po pięciu dniach. Jeden z caporegime’ów Rodziny Bovino – Lancia miał się tym zająć. Pośród swoich soldatti miał wybrać jednego, który załatwi sprawę, tak jak należy. Musiał być to człowiek opanowany, oddany Rodzinie, pewny i przestrzegający omerty, nawet pod śmiertelnym zagrożeniem. Taki, który nie da się ponieść emocjom, załatwi sprawę szybko, a później ukryje się w cieniu na jakiś czas. Wybór padł na Leonarda Lippi. Chłopak młody, dopiero skoczył dwadzieścia sześć lat, niegdyś, pragnący całym sercem służyć władzom, teraz oddany tylko Rodzinie Bovino i swojemu donowi.
Leonardo Lippi jeszcze pięć lat temu był gotowy zostać policjantem. Wierzył, że w ten sposób będzie służył ludziom, bronił ich, czując, że się uszlachetnia. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Podczas wieczornego spaceru, zauważył, że trzech pijanych turystów zaczepia młodą Włoszkę, wracającą z pracy. Wyczuł niebezpieczeństwo i zatrzymał się, śledząc tok wydarzeń. Zauważył, że mężczyźni łapią dziewczynę za ręce i ciągną gdzieś z sobą, a jeden wsuwa rękę pod jej spódnice. Złość zakipiała w młodym Lippi’m. Podszedł do nich, odciągnął ofiarę na bok, a, gdy pijani turyści ośmielili się go zaatakować, ten nie zamierzał czekać bezczynnie, odpowiedział ze zdwojoną siłą. Lippi był krzepkim mężczyzną i bez problemu poradził sobie z Amerykanami. Wszyscy trafili do szpitala. Władza, jednak nie pochwaliła jego uczynku. Został oskarżony o pobicie i ciężkie uszkodzenie ciała, groziła mu kara do pięciu lat więzienia za to (według niego), że bronił kobietę. Zaatakowana dziewczyna okazała się być córką chrzestną żony dona Bovino. Don zainteresował się sprawą i młody Lippi został uwolniony, nie musząc nawet płacić żadnych odszkodowań. Lippi zaraz po opuszczeniu więzienia pojawił się w domu Rodziny Bovino, by podziękować swojemu wybawcy. Zaskoczyło go, że, gdy wszedł do domu, spotkał się z niebanalną uprzejmością. Potraktowany został nie jak obcy, lecz najbliższy członek rodziny. Jego dawne ideały runęły, ale jednocześnie otworzyły bramę do miejsca, gdzie miał się nauczyć nowego życia. Postanowił zostać na zawsze u boku tego człowieka, który przyjął go jak syna. Po dwóch latach wziął ślub z uratowaną przez niego dziewczyną - Teresą Valachi i miał z nią jedno dziecko, zaś kolejne było w drodze. Dzięki Rodzinie Bovino odnalazł swoje spokój, radość i spełnienie.
Lippi miał załatwić sprawę szybko i prosto. Rozumiał powagę sytuacji. Niccolo Bovino był nie tylko jedynym synem jego szefa, ale także przyjacielem. Chłopak, mimo, że porywczy, gwałtowny niczym burza, pokochał go jak brata i przelał na niego wszystkie rodzinne uczucia. Nie mógł sobie darować, że oto tak wspaniały i silny człowiek zginął z rąk jakiś słabeuszy, zdradzony przez tanią dziwkę. Tego dnia, jednak odrzucił od siebie wszystkie uczucia, by ze spokojem sprostać zadaniu, danym przez swojego caporegime’a, który dostarczył mu broni i wszelkich wskazówek. Następnego ranka, ludzi odpowiedzialnych za śmierć syna dona Bovino znaleziono martwych, a Leonardo Lippi, jego żona i synek siedzieli w samolocie, lecąc na wakacje do egzotycznych krajów.
Na wszystkich winnych morderstwa syna dona Bovino wykonano wyrok, nawet na niewiernej kochance, której wraz z porywczymi młodzikami, strzelono prosto w twarz, nie dając chwili na błaganie o litość. Policja długo sprawą się nie zajmowała – łapówka od przyjaciół rodziny Bovino oraz fakt, że grupka przestępcza chciała się wybić za pomocą handlu narkotykami, wystarczyły, by władze przestały się nimi interesować. Teraz, gdy jedyny syn dona umarł, szef Rodziny Bovino musiał znaleźć kogoś, kto w przyszłości przejmie interesy. Żona pierworodnego szybciej zdążyła zostać wdową niż doczekać się z nim szczęśliwego potomstwa. Don zważywszy na aktualną sytuację, zwrócił swoje oczy w stronę syna nieżyjącego brata, szesnastoletniego młodzieńca – Lamba.
Chłopak wydawał mu się za miękki na tę funkcję, lecz z braku innych pomysłów, pokładł nadzieje w tym jak na jego gust jeszcze dziecku. Lambo zawsze starał się trzymać z daleka od spraw Rodziny, dlatego większość uważała go za zwykłego słabeusza, który nigdy nie dorośnie. Mimo powszechnej opinii, Lambo był mile widziany w towarzystwie, szczególnie wśród nastoletnich członków Rodziny, często zabierających go na imprezy czy do barów. Starano się jednak, oszczędzić mu nieprzyjemnych widoków (nierzadko młodzi soldatti wykonywali zlecenia ich caporegime’ów). Chłopak wyglądał na starszego niż jest, mimo delikatnych rysów twarzy, mogącej na myśl przywoływać oblicze Kupidyna. Dość wysoki jak na swój wiek, szczupły, o charakterystycznych lekko kręconych włosach i jasnozielonych oczach młodzieniec skradł serce niejednej pięknej, włoskiej dziewczynie. Swoje szesnaście lat Lambo spędził beztrosko, jednak jego spokojne życie skończyło się wraz ze śmiercią jedynego syna dona Bovino. Rodzina przyparła go do muru, nie dając szansy na ucieczkę. Musiał sprostać wymaganiom swojego dona, by w przyszłości przejąć jego rolę.
Rodzina Bovino nie było wyjątkowo silna, lecz dysponowała wpływowymi przyjaciółmi oraz miała w posiadaniu parę dzielnic, gdzie co którąś uliczkę człowiek mógł natknąć się na dom publiczny. To między innymi z ich działalności utrzymywała się i broniła swojej pozycji, co jakiś czas zagrożonej przez mniejsze grupki przestępcze, takie jak ta, odpowiedzialna za śmierć syna dona. Szef stwierdził, że prócz ochrony politycznej potrzeba Rodzinie silnego sojusznika, dzięki, któremu nikomu nawet na myśl nie przyjdzie, zapraszać jej do niebezpiecznej gry, a tym bardziej wodzić za nos. Wybór padł na najpotężniejszych – Rodzinę Vongola. Normalny człowiek nie śmiał by prosić o taki sojusz, jednak don Bovino podarował niegdyś pomocną dłoń Vongoli i mógł liczyć teraz na odwdzięczenie – przysługa za przysługę.
Obaj donowie uzgodnili, że nie spotkają się osobiście, lecz na ich miejscu stawią się negocjatorzy wybrani przez swoich szefów, natomiast przedstawi ich sobie zaufany człowiek każdej z Rodzin – Colonnello. Reprezentantem Rodziny Bovino został Lambo, natomiast po stronie Rodziny Vongola miał się opowiadać jeden z caporegime’ów, Reborn. Lambo nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, słyszał bowiem straszne historie, krążące wokół tego człowieka. Podobno Reborn to nie tylko najlepszy zabójca Vongoli, ale także w Sycylii. Dowiedział się również, że choć ma on dopiero osiemnaście lat pełni bardzo ważną funkcję, a czymś, co wprawiło go w osłupienie była informacja o pierwszym morderstwie popełnionym przez Reborna jako sześcioletniego chłopca. Gdy spytał swego wuja, czy to prawda, on pokiwał głową i odpowiedział, patrząc na niego z powagą, że to ulica wychowuje mężczyzn. Po tej krótkiej rozmowie zrezygnował z dalszych poszukiwań informacji na temat Reborna.
Teraz, idąc za Colonnello w umówione miejsce, czuł jak zaczyna się coraz bardziej denerwować.
Co za głupia sytuacja – pomyślał i rozejrzał się po okolicy, próbując określić, gdzie dokładnie się znajdują. Po chwili stwierdził, że nie ma żadnych szans na nawet domyślanie się, dokąd Colonnello go prowadzi . Okolica nie wydawała mu się zbyt przyjemna. Niedaleko od zniszczonych budynków jasność latarni oświetlała grupkę ludzi, lecz ciężko było określić ich wiek przez zarzucone na głowę kaptury i okulary, zasłaniające oczy. Od razu się zorientował, że są to „czujki”, mające ostrzegać dilerów przed policją. Z tego, co słyszał władza stawała się coraz bardziej uciążliwa, lecz cały czas zbyt słaba w porównaniu z podziemnymi królami Sycylii.
- To tutaj – powiedział Colonnello, zatrzymując się przed małym budynkiem, będącym nieznaną restauracją – wchodź – rozkazał, po czym wepchnął Lambo przed siebie, zmuszając go do wejścia i jednocześnie uniemożliwiając drogę jakiekolwiek ucieczki.
Pomieszczenie było małe, kilka stolików i niewielka scena, na której śpiewała jakaś młoda Włoszka z przesadnym makijażem i w zbyt krótkiej sukience. Mimo wulgarnego wyglądu wydawała się atrakcyjna – może przez przylegający do ciała strój, podkreślający jej obfity biust. Miejsce to nie wydawało się Lambo niebezpieczne, zaniepokoili go tylko mężczyźni, grający w karty przy stoliku obok okna. Przez chwilę Colonnello śledził wzrokiem w poszukiwaniu drugiego negocjatora, a gdy w końcu jego spojrzenie zatrzymało się na czarnym kapeluszu z pomarańczowym akcentem, uśmiechnął się i popchnął Lambo w stronę stolika, przy którym siedział Reborn.
- Witaj, Reborn – przywitał mężczyznę Colonnello, silnie akcentując jego imię. – Przyprowadziłem ze sobą negocjatora Rodziny Bovino, zgodnie z umową – dodał i dopiero teraz caporegime Vongoli uniósł głowę, po czym spojrzał na Lamba.
Młody Bovino czuł, że jest przeszywany wzrokiem przez Reborna, tak jakby ten za pomocą swojego spojrzenia, badał on jego przeszłość, wydzierając wspomnienia przyjemne i te najgorsze z głowy Lamba, próbując odgadnąć myśli i odkryć zamiary. Było w tym coś przerażającego, o czym Lambo nie będzie mógł zapomnieć, tak jak nie mógł nie pamiętać nocnych powrotów przez cmentarze ze znajomymi, którzy uważali za bezpieczniejsze spacer między grobami od przechadzki sycylijskimi uliczkami. Wiedział, że z tym człowiekiem nie ma żartów. Reborn swoim jednym spojrzeniem potwierdził plotki, mówiące o nim jako Młocie Rodziny Vongola. Moje zupełne przeciwieństwo, pomyślał Lambo.
- Co to za durna koszula? – spytał lekceważąco, nie wstając z miejsca i przyglądając się białej koszuli Lamba w czarne łaty. – Colonnello, twoja robota skończona. Możesz odejść. A Ty, krowo Rodziny Bovino, siadaj – zakończył, a Lambo wymienił się spojrzeniem z Colonnello.
Młody Bovino zrozumiał dopiero teraz, że Colonnello nie miał prawo uczestniczyć w ich rozmowie, jego celem było wyłącznie przedstawienie sobie negocjatorów dwóch Rodzin. Mimo, że Colonnello wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, milczał. Kiwnął tylko głową do Lambo na znak, że ma usiąść, po czym skierował się do wyjścia, a zaraz potem zniknął. Lambo odsunął krzesło i usadowił się naprzeciw Reborna. Nie minęła nawet chwila, a przy ich stoliku pojawiła się młoda dziewczyna, niosąca dwa kieliszki i otwartą już butelkę czerwonego wina Chianti. Nie wyglądała na kelnerkę. Zadbana, by nie rzec elegancka, pełna gracji o klepsydrowej figurze, popielatych puklach i piwnych oczach przypominała nimfę z antycznych mitów. Spojrzała na Lambo spod ciemnych, długich rzęs, ale szybko straciła zainteresowanie i już po chwili nachyliła się nad uchem Reborna i zaczęła mu do niego szeptać. Teraz dopiero Lambo przyjrzał się jej pełnym ustom, zdobionych koralową pomadką. Wydawały się tak słodkie, że nie jeden mężczyzna pragnąłby chwycić ją w objęcia i zakosztować ich rozkoszy, jednak Reborn pozostawał niewzruszony wdziękami tej kobiety. Palcem kazał jej się zbliżyć, a ta wykonała czynność i nastawiła ucho, lecz, gdy Reborn odszepnął jej coś w odpowiedzi, Lambo zauważył, jak jej twarz pokrywa się rumieńcem, na piękne oblicze wstępuje gniew, a oczy zdradzają upokorzenie. Gwałtownie wyprostowała się i odeszła do innego stolika.
- To moja kochanka. Obraziła się za to, że rozkazałem jej odejść, bo sprawa jej nie dotyczy – wytłumaczył Reborn, widząc zmieszanie Lamba.
- Pewnie jest teraz bardzo smutna.
- Raczej zła, bo jej duma została urażona. Widać, że nie jest w pełni Włoszką, ojciec Amerykanin rozpuścił smarkulę i to jest efekt – powiedział zimno, nie starając się nawet mówić ciszej, by urażona kobieta nie usłyszała rozmowy. – Włoskie dziewczyny nas rozumieją lepiej, nie sądzisz, krowo Rodziny Bovino?
- Nie mam zdania na ten temat, raczej nie grupuję kobiet na Włoszki i Nie-Włoszki – odrzekł, a w chłodnym spojrzeniu Reborna dojrzał głęboko ukryte rozbawienie. – Nazywam się…
- Lambo Bovino, szesnaście lat, syn Maria Bovino, brata obecnego dona Bovino, pełniący dziś rolę negocjatora. Śmierć przyszłego szefa Rodziny sprawiła, że w tobie zobaczono następcę Bovino. Zebrałem trochę informacji na twój temat – wyjaśnił, widząc malujące się zdziwienie na twarzy Lamba. – Powiem ci wprost, nie nadajesz się na dona.
Okrutna szczerość Reborna zaskoczyła Lamba. Otworzył usta, by coś odpowiedzieć, lecz zaraz je zamknął, czując się tak zażenowanym jak niegdyś, gdy jako mały chłopiec zgubił się w Halloween i nie mógł znaleźć matki, przez co płakał tak długo, aż starsi koledzy nie odprowadzili go do domu. Pamiętał dobrze, że po tym zdarzeniu jego znajomi zaczęli nazywać go Beksą Lambo. Twarz Reborna z zimnej maski przybrała obraz czystej satysfakcji, ozdobionej podłym uśmiechem. Żaden z nich się nie odezwał. Wśród krzyków podpitych klientów, grających w karty, oni jedyni w knajpie siedzieli w zupełnym milczeniu – Reborn, przyglądając się młodemu Bovino, natomiast Lambo, próbujący znieść spojrzenie zimnych oczu caporegime’a Vongoli, w których zdało się dostrzec pogardę.

Tu vuo' fa' ll'americano
mericano, mericano...
ma si' nato in Italy!
sient' a mme: nun ce sta niente 'a fa'
ok, napulitan!
tu vuo' fa' ll'american
tu vuo' fa' ll'american!


Skądś do ucha Lamba docierała jakaś żywa melodia. Szybko zrozumiał, że był to śpiew dziewczyny ze sceny, na którą Lambo zwrócił uwagę, wszedłszy do knajpy. Spojrzał w jej stronę. Może nie była wybitnie uzdolniona, nie posiadała tak słodkiego głosu, jak niektóre Włoszki, z którymi czasem się umawiał, lecz potrafiła zwrócić na siebie uwagę. Kuliste ruchy bioder, promienny uśmiech, na myśl przywołujący wiosenny poranek i oczy bijące niewinnością, sprawiały, że spojrzenia wielu klientów skupiły się wyłącznie na niej – młodej i świeżej dziewczynie, nieznającej jeszcze świata.
- Tu vuo' fa' ll'american! – Reborn powtórzył słowa piosenki. – Śpiewa o tobie, krowo Rodziny Bovino, zauważyłeś? – Lambo pokręcił tylko głową. – Ty chcesz robić za Amerykanina, choć jesteś Sycylijczykiem – stwierdził krótko. - Nie zachowujesz się jak Sycylijczyk. Nie chcę rozmawiać z Amerykaninem, który tańczy do rock and rolla i idzie grać w baseball w sobotę z przyjaciółmi, rozumiesz?
- Rozumiem – odparł lakonicznie Lambo, a na twarz Reborna znowu wkradł się wredny uśmieszek. – Mamy znajomości polityczne i dobre kontakty z policją. Nie twierdzimy, jednak, że Vongola ma z tym problemy, ale dotarły do nas informacje o kłopotach, jakie sprawia waszemu donowi pewien sędzia, który ma akurat zaciągnięty dług u Rodziny Bovino. Mój szef jest gotowy pomóc w tej sprawie i wielu innych, jeśli tylko Vongola uściśnie wystawioną w jego kierunku przyjazną dłoń Bovino. Potrzebny jest nam sojusznik i to bardzo silny, taki jak wy, caporegime Reborn – przerwał na chwilę, nalewając do kieliszków, przyniesionych przez kochankę Reborna, czerwone wino, a zaraz potem zamoczył usta w trunku. – Nasza Rodzina jest słabsza, atakują nas mniejsze grupki przestępcze, przykładowo ta, odpowiedzialna za śmierć mojego, świętej pamięci, kuzyna, syna dona Bovino. Jak kiedyś nasze Rodziny łączyły więzy przyjaźni, ciche sojusze podczas walk i pokoju, tak teraz my potrzebujemy pomocy, obiecując wynagrodzenie w przyszłości oraz dozgonną wdzięczność. Rodzina Bovino nigdy nie pozostawi Vongoli w potrzebie – zakończył, ale zauważył, że pogarda w oczach Reborna była wciąż widoczna, a wredny uśmiech nie zniknął.
- Długo musiałeś uczyć się tej mowy, nawet na chwilę się nie zająknąłeś – powiedział w końcu Reborn. – Miałem tylko przyjść i wysłuchać. Don Vongola spodziewał się tego, wiedział, że będziecie prosić o pomoc – mówił spokojnie, choć spojrzenie świadczyło o tym, że nie traktuje Lamba jako równego sobie, co trochę onieśmieliło młodego Bovino – więc mogę już teraz powiedzieć, że Rodzina Vongola pragnie, by więzy przyjaźni, łączące ją z Rodziną Bovino nigdy nie zaniknęły. – Słysząc te słowa, Lambo uśmiechał się w duchu. – Mimo słabości Rodziny Bovino, Vongola nigdy nie zapomina o przeszłości i długach zaciągniętych u starych przyjaciół – dodał Reborn i mimo, wspomnieniu przez niego o niskiej pozycji Bovino, Lambo był zadowolony, jego ojciec chrzestny też powinien.
Do tej pory silnie łomoczące serce młodego Bovino uspokoiło się. Negocjacje dobiegły końca. Dla Lamba nastał kolejny niezręczny moment. Co teraz ma zrobić? Jeśli wstanę nagle od stołu to urażę go lub jeszcze gorzej to odbierze, ale, jeśli zostanę to czy to nie będzie narzucanie się? – myślał. Wiedział, że człowiek, siedzący przed nim, mimo, iż spokojny i opanowany, skrywa w sobie głęboką pogardę do niego. Reborn wydawał mu się kimś, komu nie można nie okazywać szacunku. Caporegime był zaledwie od niego starszy o trzy lata, jednak budził szeroki respekt, a otaczająca go aura sprawiała, że można o nim powiedzieć w przenośni „człowiek z brzuchem”, prawdziwy Sycylijczyk.
Reborn wziął do dłoni kieliszek i uniósł w górę, jako znak, że pije za dobrą współpracę obu Rodzin, a następnie zakosztował trunku i oblizał usta, patrząc na Lambo. Gest wykonany przez caporegime’a zadziwił go, poczuł się nawet nieco nieswojo. Często dziewczyny zachowywały się w podobny sposób, gdy chciały mu zasugerować, że mają ochotę na zabawę.
Reborn się ze mnie nabija – pomyślał, po czym uśmiechnął się i upił łyk wina, na zakończenie przejechał językiem po dolnej wardze i spojrzał wyzywająco przed siebie. Nie pozwoli mu się z niego nabijać w tak bezwstydny sposób.
- Nieźle, zboczona krowo, ale uważaj, bo większość ludzi nie uznałaby tego za odważny wyczyn, ale przejaw głupoty lub braku szacunku. Obrzydliwe, ale mnie bawi – powiedział, a zaraz nachylił się, posyłając mu ostrzegawcze spojrzenie – nie rób tego więcej dla własnego dobra – dodał spokojnym tonem, a Lambo pokiwał głową na znak, że zrozumiał.
Mimo ostrego zakończenia, Reborn na pewno nie czuł się urażony, przynajmniej takie myśli towarzyszyły Lambo, podczas rozmowy z caporegime’em Vongoli. Drwiące spojrzenie, pełne pogardy utrzymywało się cały czas, jednak młody Bovino domyślił się, że Reborn patrzy tak na wszystkich słabszych od siebie. Jakaś przerażająca aura nie opuszczała go, co Lambo utrudniało wyrażanie myśli, tak jakby chciał. Czasem nawet wolał nic nie mówić i w takiej sytuacji, sięgał po kieliszek z winem. Razem udało im się opróżnić całą butelkę Chianti.
Do knajpy wszedł młody mężczyzna. Czarny garnitur sprawiał, że wyglądał poważniej, jednak nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia pięć lat. Lambo spojrzał na niego. Twarz przybrała maskę obojętności, lecz w oczach kryła się prawdziwa determinacja. W jednej chwili podszedł do stolika, przy którym siedziała grupka podpitych mężczyzn, grających w karty, po czym podniósł żelazny pręt i uderzył jednego z nich w plecy. Pozostali natychmiast zrozumieli – wstali od stolika i wyszli z lokalu. Mężczyzna w garniturze zadał kolejny cios, a jego ofiara krzyknęła, odzyskując zmysły, lecz nie będąc w stanie się podnieść. Lambo zastygł w przerażeniu. Przyglądał się jak na jego oczach wykonywany jest wyrok. Kolejne uderzenia następowały po sobie, krew zaczęła się lać. Mężczyzna w garniturze nie przejął się tym, że jego ubranie pokrywa teraz czerwona substancja, zdawało się, że wpadł w trans. Ruchy były dokładnie, wyglądały jakby odmierzał on odległość i umyślnie uderzał w kolejne części ciała ofiary. W końcu odsunął się od nieprzytomnego grubasa i rozejrzał się po lokalu. Jego spojrzenie spotkało się z przestraszonymi oczyma Lambo. Upuścił pręt i zaczął iść w jego stronę. Młody Bovino czuł zaczyna robić mu się gorąco, a na czole pojawiają się maleńkie kropelki potu, jak gdyby siedział na jednej z tych wielkich włoskich plaż w upalne lato. Mężczyzna zatrzymał się przed Lambem, a jego twarz była tą samą maską, jaką przybrał, wchodząc do knajpy.
- Przepraszam – powiedział krótko, po czym wyszedł z lokalu.
Lambo nigdy nie był świadkiem podobnej sytuacji. Jego najbliżsi zawsze trzymali go daleka od spraw Rodziny, tak jak on sobie życzył. Oczywiście wiedział, że taki świat, jak teraz zobaczył, istnieje, ale to nie była wiedza zdobyta z doświadczenia, lecz rozmów młodzieńców, odległych kuzynów, często goszczonych w willi wuja. Zawsze, gdy przyjeżdżali, chwalili się między sobą, udanymi akcjami, zapewniając sobie szacunek i umacniając pozycję w Rodzinie. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko, wszystko było zbyt straszne i zbyt trudne do uwierzenia. Lambo już wiedział, że nie powróci nigdy do spokojnego życia, w którym największym zagrożeniem mógłby być cios w policzek zadany od odrzuconej, bądź urażonej kobiety. Młody Bovino drgnął, wyciągnięty ze świata nadmiaru myśli, dzięki dotykowi czyjeś dłoni na swoim ramieniu.
- Pora na nas – powiedział spokojnym głosem Reborn.
Lambo rozejrzał się wokół, a po chwili zrozumiał, że są sami w lokalu. Wszyscy klienci i personel opuścili miejsce. Byli tylko oni i ciało zmasakrowanego mężczyzny. Teraz zrozumiał za co przeprosił go młodzieniec w garniturze. On i Reborn byli jedynymi, którzy widzieli jak okłada prętem tego mężczyznę, jego zawziętość wzięła nad nim górę i zapomniał upewnić się czy wszyscy wyszli z lokalu, bo według niego zbrodnię można popełnić, jeśli nikt nie widzi zgodnie z zasadą ”czego oczy nie widzą, temu sercu nie żal” .
- Z twojej miny odczytuje, że zrozumiałeś. Teraz wstań i wychodzimy stąd – mówił opanowanym głosem Reborn.
- A on? – spytał ledwo słyszalnie Lambo, wskazując na ciało mężczyzny.
- Nie żyje. Jutro jego Rodzina otrzyma rybkę owiniętą w jego marynarkę, więc nie musisz się tym martwić. Zostaną powiadomieni co się z nim stało. To nie jest nasza sprawa – powiedział i skierował się do wyjścia.
Lambo chwilę się wahał, czując jak wzbierają się w nim wyrzuty sumienia zmieszane z ogromną ilością strachu, ale w końcu, drżąc, ruszył za Rebornem. Wiedział, że ma on racje. To nie jest ich sprawa. Spodziewał się, że Reborn jest bardziej obeznany w sytuacji, ale nie chciał go pytać o szczegóły, to nie miejsce i nie pora. Młody Bovino był prawdopodobnie w zbyt wielkim szoku, dlatego nie chciał obciążać swojej głowy dodatkowymi informacjami. Jeden wieczór zmienił jego życie na zawsze.

***

- Pospiesz się, głupia krowo! – krzyknął z dala Reborn do młodego Bovino, który posłusznie przyspieszył, by dogonić swojego padrone.
Porozumienie Rodziny Bovino i Rodziny Vongola zostało zawarte. Od teraz w czasie pokoju czy też walk lub nawet poważniejszych i kryzysowych sytuacji, obie Rodziny miały obowiązek wspierać się wzajemnie, niezależnie od stanowiska politycznego oraz odmiennych przekonań. Więzy przyjaźni wzmocniono, stały się nierozerwalne i nikt nie podejrzewałby żadnego z sprzymierzeńców o zdradę. Dodatkowo don Bovino postarał się by jego bratanek, Lambo Bovino, znalazł się pod opieką najlepszego z caporegime’ów w historii, Młota Rodziny Vongola – Reborna. Miał on nauczyć chłopaczka wszystkiego co potrafił, łącznie z logicznym myśleniem, przewidywaniem różnych ewentualności, radzenia sobie w kryzysie i sztuki prowadzenia rozmowy. Miał wziąć go pod swoją całodobową opiekę i przeprowadzić go przez długi most, po którym przejściu, Lambo zostanie donem Rodziny Bovino, silnym i sprytnym człowiekiem, tak jak jego padrone. Zgodnie z nakazami swojego szefa, Lambo zamieszkał z Rebornem w niewielkim domku, urządzonym w wiejskim, włoskim stylu, niewyróżniającym się i nie zwracającym niczyjej uwagi. Padrone mógł mieć oko na swojego ucznia zawsze. Nie pozwalał mu nigdzie wychodzić bez jego zgody, często zabierał go ze sobą, by ten obserwował jak prawdziwy mafioso wykonuje zlecenia. Lambo zauważył, że Reborn zawsze zachowuje spokój. Nigdy nie traci panowania nad sobą. Doskonale radzi sobie w zleceniach, przy których jest zmuszony ubrudzić sobie ręce krwią, ale wykazuje się ogromną kurtuazją, podczas rozmów z sojusznikami, czy wrogami Rodziny Vongola. Młody Bovino wiedział, że nigdy nie dorówna swojemu padrone.
Lambo, idąc zamyślony, nie zauważył osoby przed sobą i omal się nie przewrócił, jednak poszkodowana nie miała tyle szczęścia. Młody Bovino natychmiast jej pomógł. Okazała się być starszą kobietą, wiekiem podchodzącą pod siedemdziesiątkę. O zmęczeniu jej ciała i psychiki mówiły wystraszone oczy kobiety i opadnięte policzki, jednak strach w jej spojrzeniu znikał, zastąpiło je początkowo zaskoczenie, a zaraz potem, Lambo dostrzegł w nich iskierkę nadziei.
- Przepraszam, chłopcze, czy jesteś może przyjacielem przyjaciół? – spytała, a Lambo, nie wiedział, co odpowiedzieć.
- Tak – wyręczył go Reborn, który stanął przy nim, spoglądając na starszą kobietę.
- Panie, ja jestem biedna i stara kobieta, wdowa! Już tracę wzrok i pamięć! Wiem, że ja ułomna, ale zlitujcie się. Mój jedyny syn odszedł i teraz nie mam nikogo, kto się mną zajmie. Litości, litości – mówiła głosem przejętym, prawie płaczliwym.
- Jak nazywał się pani syn? – spytał Reborn, jak zawsze opanowany i chłodny.
- Fabian Mori.
- Dobrze, niech pani mnie słucha uważnie – odrzekł po chwili ciszy Reborn, a Lambo przyglądał się mu cały czas – Pani, świętej pamięci, syn był dobrym człowiekiem. Służył Rodzinie, będąc jej wiernym do samego końca. Nie zdradził nigdy nas, a don Vongola pamięta o takich ludziach, o ludziach oddanych mu całym sercem. Niech pani przyjdzie jutro do niego i powie, że przysyła panią Reborn, uprzedzę go o tym i poinformuje o sytuacji w jakiej się pani znalazła. Don Vongola zaopiekuje się panią. W ten sposób okaże wdzięczność wobec pani syna i szacunek wobec niezawinionej kobiety o dobrym sercu. Wie pani, gdzie powinna szukać dona Vongola, prawda? – spytał na zakończenie, a ona pokiwała głową, ujęła jego ręce i przycisnęła sobie do serca, dziękując za wszystko i płacząc cicho – Proszę iść do domu i nie bać więcej, Rodzina nigdy nie zapomina o wiernych jej członkach – powiedział, a ona jeszcze raz podziękowała i odeszła.
- Reborn, to było…
- Vongola zawsze opiekuje się rodzinami zmarłych soldatti, którzy służyli jej swym sercem, a nie tylko ciałem i umysłem – odrzekł, przerywając Lambo, po czym spojrzał na niego swoim chłodnym spojrzeniem – On pamiętał, że to Rodzina jest najważniejsza, ty też nigdy o tym nie zapominaj. Dzisiejszy wieczór możemy zaliczyć do jednej z lekcji, którą już mamy za sobą. Rozumiesz?
- Rozumiem.

***

Minęło sześć miesięcy od kiedy Lambo zamieszkał z Rebornem. Padrone obserwował go uważnie przez cały ten czas. Młody Bovino zaczął lepiej się wysławiać, pewniej wyrażać swoje myśli, nauczył się mówić stanowczo, lecz nie umknęło uwadze Reborna, że jego oczy mimo tego, co zobaczył, były oczami niewinnego dziecka, mógłby powiedzieć trochę przestraszonego i zagubionego w nowym świecie dorosłych, dziecka. Zaskoczył go również uśmiech Lambo, kierowany w jego stronę każdego dnia. Nie był on wymuszony, całkowicie naturalny, przypominał letni dzień spędzony w sadzie pośród słodkich pomarańczy. Lambo całkowicie ufał swojemu padrone. Zauważył, jednak, że cień strachu zawsze towarzyszy młodemu Bovino, podczas wspólnego spędzania czasu. Nie zdziwiło go to. Rozumiał, dlaczego ludzie się go bali.
Przez pierwszy miesiąc Lambo unikał z nim rozmowy. Reborn dał mu czas by przyzwyczaił się do nowego miejsca. Codziennie widział, jak młody Bovino spędza popołudnia w sadzie, czytając książkę, obserwował jak przy płocie zagaduje dziewczyny, równie piękne, jak on sam, a te rumienią się, gdy młodzieniec opowiada o rzeczach, o których w zasadzie nie mają pojęcia. Ledwo piśmienne córki pasterzy dotrzymywały mu towarzystwa przez długi czas. W drugim miesiącu, Reborn dostawał mniej zleceń od swojego szefa, dlatego też miał okazje wykorzystać zebrane informacje o Lambo. Zapraszał go na lampkę wina i rozmawiał. Chłopak krępował się w jego towarzystwie, ale po dwóch kieliszkach Chianti język mu się rozwiązywał i Lambo wpadał w naprawdę dobry nastrój. W ciągu kolejnych trzech miesięcy, Lambo niebezpiecznie szybko zbliżył się do swojego padrone. Reborn zaczął go wszędzie ze sobą zabierać, by ten nauczył się odpowiedniego zachowania i obserwował pracę oraz postawę caporegime’a Vongoli. Musiał być przygotowany na wszystko. Reborn nie oszczędzał mu widoków przelania krwi, jednak nie kazał nigdy pomagać w wykonywaniu wyroków. Przez jakiś czas chciał pozwolić mu zachować jego niewinność. W szóstym miesiącu ich zachowania wobec siebie były zupełnie naturalne. Lambo nie odstępował go na krok, choć Reborn patrzył na niego swoimi zimnymi oczyma, jednak młodemu Bovino to nie przeszkadzało. Nastawał siódmy miesiąc, a Reborn zauważył, że coś się zmienia, ale to nie był Lambo. Jego uśmiech i gesty pozostawały takie same, może nawet wkładał w nie więcej czułości, był pogodny jak zawsze. Reborn uświadomił sobie, że to on się zmieniał i właśnie przez niego, chłopaka o niewinnym spojrzeniu. W połowie siódmego miesiąca wyczuł niebezpieczeństwo.

***
- Reborn, jesteś pijany – stwierdził Lambo, pomagając wejść do domu swojemu padrone.
- Nie jestem – odrzekł równie spokojnie jak zawsze, odpychając od siebie Lamba. – Wypiłem trochę więcej niż zazwyczaj, ale nie jestem tak pijany, bym nie mógł iść o własnych siłach. Rozumiesz?
Lambo, choć zmieszany pokiwał głową.
- Dlaczego się upiłeś? – spytał, gdy byli już w pokoju, a Reborn położył się na kanapie.
- Z miłości – odparł drwiąco.

***

Reborn kolejnej nocy przyszedł pijany. Lambo czuł od niego zapach whiskey, zmieszany z kobiecymi perfumami, widział odciśnięte czerwone usta na koszuli, jego uwadze nie umknęło, że wrócił bez krawata i trzech guzików. Doskonale wiedział, co robi Reborn. Zawsze zwracał uwagę na najmniejsze zmiany w wyglądzie i zachowaniu swojego padrone. Sytuacja się powtarzała najczęściej, co trzy dni, lecz tym razem Lambo nie pozwolił się odprawić i pomógł Rebornowi wejść na górę i położyć się w łóżku. Trwał przy nim, obserwując go uważnie. Rozumiał, że Reborn jest jeszcze młody i nie ma prawa wtrącać się do prowadzonego przez niego trybu życia. Alkohol i kochanki nie powinny go zaskakiwać. Reborn w końcu był przystojnym mężczyzną. Dobrze zbudowanym, o szczupłej figurze, zawsze starannie uczesanych, czarnych jak smoła włosach, twarzy zwracającej uwagę, ostrymi rysami, dodającymi mu uroku ciemnymi oczyma, patrzącymi na świat chłodno i nieufnie. Kroczył pewnym krokiem, ubrany najczęściej w czarny garnitur i kapelusz z pomarańczowym akcentem. Poważny, opanowany i dumny – najlepiej opisujące Reborna słowa. Lambo czasem zastanawiał się, czy nie powinien dodać również okrutny, bo właśnie taki był Reborn – nie znający litości, nigdy się nie wycofujący i zawsze wykonujący swoje zadania bez wyrzutów.
- Podaj mi butelkę whiskey – mruknął Reborn, łapiąc Lamba za łokieć.
- Reborn, nie możesz tyle pić. Chcesz się zapić na śmierć?
- Złego diabli nie biorą –odrzekł, wyciągając dłoń w kierunku pułki, na której stała butelka whiskey.
- Nie jesteś zły, dbasz o Rodzinę, opiekujesz się mną! – krzyknął Lambo, dając się ponieść emocjom.
Cały czas zachowuje się jak dziecko, głupie i naiwne dziecko – pomyślał Reborn.
- Człowiekowi bliżej jest moralnego upadku niż ideału, zapamiętaj to. A teraz mnie zostaw.
- Nie zostawię cię, nigdy cię nie zostawię – odparł i został ze swoim padrone całą noc, czuwając przy nim.

***

Ósmy miesiąc przyniósł zmiany. Reborn przestał chodzić na dziwki i wracać do domu pijanym. Mimo, że zachowywał dumną postawę i chłodne spojrzenie, Lambo dostrzegł w nim pewną zmianę. Nie unikał przebywania razem.

***
Dziewiątego miesiąca poznali w końcu swoje myśli i urzeczywistnili je. Początkowe pocałunki były zachłanne, ale również pełne, niezrozumiałego dla Lamba, żalu. Delikatne niczym podmuch wiatru w czasie wiosennego deszczu, a jednocześnie namiętne jak dziki taniec, podczas burzy, nie nachalne, jednak mówiące wyraźnie „nie odpychaj mnie”. Radość i spełnienie, ale także szał, uniesienie i rozpacz. Dotyk dłoni, pieszczących się wzajemnie, głowy, uwolnione od myślenia, skupiające się na chwili, słodkie oznaki przyjemności, stające się głośne i wyraźne. Serca, bijące jednakową melodie, zbliżyły się do siebie, jak nigdy wcześniej, chłonąc wspólną żądze i ból. Nigdy nie byli tak blisko jak teraz. Złączone dłonie, złączone serca, złączone ciała – ginęli w jakimś chaotycznym tańcu, rozdrapującym stare rany, lecz, obdarowujących ich rozkoszą większą niż dotąd było im dane doznać. Fantazja poniosła ich ciała i dusze. Gdyby ktoś teraz podszedł do okien małego domku we włoskiej wiosce Lercara Friddi, usłyszałby jęki, płynące z przyjemności niczym strumień w lesie, a jego oczom ukazałby się widok złączonych w silnym uścisku ciał, przylegających do siebie, wyglądających jak antyczna rzeźba – idealna i piękna, jakby nie naruszona przez czas. Nikt, jednak nie mógł ich zobaczyć, byli zupełnie sami, zaplątani w sieć uczuć, z której już nie będą mogli się uwolnić. Ogromny mur odciął ich od świata zewnętrznego, pozwalając im na uwolnienie zmysłów, dając im zaznać słodyczy wodzących po ciałach palców, na myśl przywołujących muśnięcie zielonej trawy, delikatne pieszczoty, sprawiające, że ich serca zaczynały bić jak szalone. Spojrzenia wypełnione uczuciem i ciepłem, w których, jednak można by dostrzec głęboko, prawie idealnie ukrytą, obawę, co dalej, jednak ginącą w wirze przyjemności chwili. Moment cudownego uniesienia nastał, a po chwili zmęczeni opadli, nadal złączeni w uścisku.

***
Dziesiątego miesiąca Reborn zniknął, pozostawiając na stole kartkę, na której napisane było „czekaj na mnie”. Tydzień później dowiedział się od dona Vongola, że jego padrone wybrał się na długie wakacje.

***
Don Bovino umarł, mając sześćdziesiąt trzy lata. Pogrzeb był skromny. Zaproszono najbliższych członków rodziny oraz ludzi, będących przy zmarłym w dobrych czasach oraz chwilach słabości, wiernych przyjaciół i sojuszników. Tego właśnie dnia, tuż po pogrzebie Lambo Bovino i szef Vongoli spotkali się w rezydencji, w biurze starego dona, by porozmawiać w cztery oczy o przyszłości ich Rodzin.
- Zaskakujesz mnie, Lambo – powiedział szef Vongoli, tyłem odwrócony do rozmówcy, skupiający się na widoku, bawiących się dzieci przy ogrodzie. – Rodzina Bovino w końcu stała się silniejsza, a ty zamiast odłączyć się całkowicie od Vongoli i zastąpić, twojego świętej pamięci wuja i ojca chrzestnego, pragniesz odrzucić wszystko i prosisz „ zaopiekuj się Rodziną Bovino, weź ją pod swoje skrzydła i broń, jak dotąd to czyniłeś”, tym samym mówiąc, że chcesz, by Rodzina Bovino, stała się częścią Vongoli. Gdy byłeś małym chłopcem przyglądałem ci się, podczas odwiedzin przyjacielskich czy też w interesach, lecz w ciągu ostatnich dziesięciu lat obserwowałem cię uważniej. Jesteś inteligentny, stałeś się silny i wielu, by za tobą podarzyło, więc powiedz mi tylko, dlaczego? Dlaczego nie chcesz być donem i pragniesz oddać Rodzinę Bovino w moje ręce?
Lambo milczał przez dłuższą chwilę, aż w końcu zabrał głos:
- Inteligentnych ludzi poznaje się po czynach, a nie tylko mądrych słowach. Dużo o tym myślałem. Jestem inteligentnym człowiekiem. Pragnę, by moja Rodzina była bezpieczna, żeby te dzieci za oknem dorastały w spokoju, bez zagrożenia utraty ojca czy brata, wiem, jednak, że to niemożliwe. Jestem egoistą – zatrzymał się na chwilę – tak, egoistą, ponieważ nie chcę odpowiadać za przelaną w Rodzinie krew. Wiele zmian we mnie zaszło, jednak wiem, że nie chcę nieść tego ciężkiego głazu, bo on przygniecie mnie w najmniej spodziewanym momencie. Jestem mężczyzną, jestem dorosłym, jestem Sycylijczykiem. Przez ostatnie dziesięć lat życia, nauczyłem się wszystkiego, prócz zamykania oczu. Rodzina jest najważniejsza, pokochałem ich bardzo, stali się mi najbliżsi, dlatego nie chce patrzeć jak umierają bez powodu. Również obserwowałem ciebie, mój drogi przyjacielu. Wiem, że, gdy powierzę nad tymi ludzi twoją pieczę, nikt nie ośmieli się ich zranić, a tobie również staną się bliscy jak synowie i córki. Nam, ludziom bliżej jest moralnego upadku niż ideału i jestem tego przykładem, uciekając od obowiązku, jaki został mi nałożony. Mój wuj, don Bovino nie był idealnym człowiekiem, jednak kochał Rodzinę. Nie chciał być marionetką w czyjś rękach i nie chciał pozwolić by ktoś z jego najbliższych był pionkiem w grze. Jego chwila jednak minęła, odeszła wraz z jego duszą. Świat się zmienia i my też musimy się zmienić. Ja nie zdołam przygotować do tego Rodziny, dlatego ciebie proszę o przysługę.
- Co na to twoi caporegime’owie? – spytał don Vongola.
- Zgadzają się. Uważają, że jestem zbyt młody i niedoświadczony. To nie są źli ludzie, służyli mojemu wujowi i nigdy nie ośmielili się zawieść jego zaufania. Byli dla niego nie tylko podwładnymi, ale także przyjaciółmi. Rodzina jest dla nich ważniejsza niż tytuły i majątek. Biorę za tych ludzi całkowitą odpowiedzialność. Wiem również, że od Rodziny się nie odchodzi. Nie zamierzam uciekać od niej, ani od ciebie, drogi przyjacielu.
- Dorosłeś, Lambo – rzekł, odwracając się do Bovino. – I nie tylko zewnętrznie stałeś się mężczyzną. Wiedziałem już wcześniej, że przyjdziesz do mnie z podobną prośbą. Jesteś w stosunku do mnie szczery. Znasz caporegime’ów swego wuja. Rozmawiałem również z prawą ręką Rodziny Bovino. Czy wiesz, jaką miłością cię darzą i zaufaniem?
- Wiem, dlatego nie chcę ich zawieść i dlatego składam na twoje ręce prośbę i obietnicę – powiedział spokojnym głosem, patrząc się prosto w oczy donowi Vongola.
Don zobaczył w oczach Bovino determinacje, pewność, ale także zaufanie i szczerość. Spokojna postawa, słowa wypowiedziane tonem uprzejmym, jednak dającym do zrozumienia, że Bovino nie przyjmie odmowy. Podszedł do niego i chwycił w objęcia młodego chłopaka.
- Od dziś jesteś mym bratem – powiedział, po czym pocałował go w oba policzki – Rodzina Bovino nie musi się obawiać. Vongola bierze ją w swą opiekę i od tej chwili są jednym organem, mamy jednakowych sojuszników i wrogów. Los związał nas na wieki.

***
Lambo siedział w fotelu z książką w dłoni i patrzył się przez wielkie okna na ogród. Przynajmniej dwa razy w tygodniu składał wizytę swojemu donowi, który traktował go jak rodzonego brata. Zawsze zostawał na kolacji, a wtedy żona szefa przyrządzała jego ulubione spaghetti, częstowano go najlepszym czerwonym winem, a dzieciaki prosiły by się z nimi pobawił. Jego Rodzina znalazła się w bezpiecznych rękach, więc żył tak spokojnie i beztrosko, że zupełnie stracił poczucie czasu.
- Już jesień – zauważył.
Don spojrzał się na niego.
- Czas wakacji dobiegł końca – rzekł, po czym uśmiechnął się do Lamba. Bovino natychmiast zrozumiał.
Po sytej kolacji, wzbogaconej słodkim winem i głośnym śpiewem, najstarszego syna dona Vongola, Lambo udał się pospiesznie do domu, a jego serce zaczęło bić szybciej z każdą chwilą.

***
Lata ukrywania się skończyły. Reborn wrócił. Właśnie teraz trzymał go w silnym uścisku. Od razu poznał swojego dawnego padrone. Niegdyś był przystojnym młodzieńcem, lecz teraz stał się prawdziwym mężczyzną. Ciemne włosy, trochę dłuższe niż ostatnio, zaczesane były w ten sam sposób, jak wtedy, gdy był jeszcze nastolatkiem. Siła biła od niego, a oczy, choć nadal chłodne, kryły w sobie odrobinę uczucia, skierowanego do Lamba.
- Wydoroślałeś, Lambo – szepnął mu do ucha. – Grazie. Grazie per l'attesa.
Przez dziesięć lat Lambo Bovino nie zapłakał ani razu, lecz teraz nie mógł powstrzymać łez. Płakał z radości, czując ciepło ramion, oplatających jego ciało, słysząc serca, uderzające silne, grające jednakową melodie i wdychając słodki zapach cytrusów, bijący od Reborna.

Wróć do „Anime/Manga”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość