[Sailor Moon] Rycerze Bogów

Tutaj zamieszczamy fanfiki do wszelkich japońskich komiksów i animacji.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Dydymus
amator
Posty: 6
Rejestracja: 09 cze 2014, 01:00
Lokalizacja: Z Atlantydy

[Sailor Moon] Rycerze Bogów

Postautor: Dydymus » 09 cze 2014, 01:18

Tytuł: "Rycerze Bogów"
Fandom: Sailor Moon
Kategoria: 15+
Opis: Przygoda Usagi i spółki w Polsce
Ostrzeżenia: Przemoc, Wulgaryzmy
Znajomość fandomu: Niewymagana, ale może być pomocna.
Status: Utwór niedokończony.

Rozdział 1: Wyjazd

Słońce powoli zaczęło wschodzić na Tokio. Był to pierwszy dzień lipca z każdą minutą kiedy słonce podnosiło się ze wschodu wraz z nim wzrastała temperatura. Chociaż dzień dopiero się zaczynał, większość mieszkańców wiedziało, że będzie bardzo upalny. Kiedy słońce coraz bardziej podnosiło się coraz większa ilość promieni wdzierała się przez szyby do domów i mieszkań. Nie ominęło to również pewnego domostwa na obrzeżach Tokio. Kiedy promienie wdzierały się do pokoju pewnej dziewczyny owa smacznie sobie spała. Była to młoda 14 letnia osoba, średniego wzrostu blondynka z włosami spiętymi w bardzo długie warkocze. Jedyną szczególną rzeczą dotyczącą jej fryzury były 2 małe koczki ułożone w postaci okrągłych pyz. Chociaż budzik dzwonił już od dłuższego czasu próbując obudzić ją, ona nie zwracała uwagi i cały czas spała. Nie interesowała się upierdliwym urządzeniem. W końcu jednak jej przyjemny sen został przerwany przez brzmiący z dołu wołający ją znajomy głos.
- Usagi wstawaj! Spóźnisz się na samolot. - Głos kobiety wydawał się nad wyraz poważny. Dziewczyna choć niezadowolona otworzyła oczy i spoglądała przez okno na przedzierające się do jej pokoju światło. Wyraz jej twarzy okazywał, że raczej nie była zadowolona z tej pobudki. Leniwie wyciągnęła rękę w kierunku nocnej szafki biorąc do niej budzik, żeby sprawdzić godzinę. Kiedy to uczyniła powiedziała do siebie cichutkim, zaspanym głosikiem „cholera, teraz to na pewno dziewczyny mi łeb urwą! Zwłaszcza, że jestem spóźniona” kontynuowała do siebie.
- A zagrają nim w ping-ponga gdy przeze mnie spóźnimy się na samolot. Matko.... Że ja się zgodziłam wyjeżdżać pierwszego dnia wakacji za granicę. Ogólnie rzecz biorąc Ami jest zbyt nadgorliwa, że tydzień przed zakończeniem roku szkolnego znalazła nam wycieczkę. Jak nazywa się ten kraj gdzie mamy jechać.... Folska? A nie. Polska. Chociaż wydaje mi się, że nie będzie za ciekawie ale po długiej walce z Bractwem Czarnego Księżyca zasługujemy na odpoczynek.
Po wypowiedzeniu tych słów do siebie leniwie wstała ze swojego łóżka kierując swoje kroki do łazienki, by zakończyć swoje przygotowania do wakacji. Poranne doprowadzenie się do ładu zajęło jej nie więcej niż 10-15 minut. Chociaż i tak była już spóźniona na zbiórkę to i tak spieszyła się, by zdążyć na samolot. Kiedy była przygotowana wzięła z pokoju jedynie torbę podróżną, drobny bagaż podręczny i zeszła na dół. Na dole oprócz jej matki nie było nikogo innego. Jedna rzecz nie dawała jej spokoju więc zapytała się matki:
- Mamo... Powiedz mi gdzie jest Chibiusa? Nigdzie jej nie widzę. Gdzie ona jest?
- Twoja kuzynka już dawno wyjechała na lotnisko. Powiem ci szczerze kochana córciu, że ona jest bardziej zorganizowana niż ty.
- Zorganizowana?? - Spytała z nieukrywanym sarkazmem. - Wiesz co mamo powiem ci, że prawdopodobnie spotkasz kiedyś osobę, która będzie jeszcze mniej zorganizowana niż ja. - Wypowiedz córki sprawiła, że kobieta lekko zaczęła chichotać. Po czym odparła.
-Oj, Usagi ty chyba nigdy się nie zmienisz. Leć bo spóźnisz się na samolot. Taksówka już czeka przed domem.
Kiedy Usagi zakończyła rozmowę, skierowała swoje kroki ku wyjściu, taksówka czekała pod domem. Gdy wsiadła do samochodu, kierowca rozpoczną kurs na lotnisko, Usagi miała nadzieję, że jej spóźnienie nie zwiększy i tak ochrzanu, który tak czy siak dostanie od przyjaciółek. Cała sytuację obserwowały z dachu dwa koty, czarna kotka i biały kot.
- Troszkę się martwię tym, że wyjeżdżają bez nas. Mam dziwne wrażenie, że nasza pomoc by im się przydała. - powiedziała, czarna kotka.
- Nie powinnaś się tym aż tak martwić. - stwierdził uspokajającym tonem głosu, biały kot. - W końcu, jak na razie nic złego się nie gotuję, przecież byśmy już o tym widzieli.
- Artemisie. - rozpoczęła kotka, odwracając głowę do kota. - Czemu ty zawsze masz takie proste podejście do wszystkiego. Przecież wiesz, że Usagi wręcz jest mistrzynią w popełnianiu błędów.
- Luna, na razie od czasu kiedy Mędrzec został zniszczony nic, nadzwyczajnego się nie wydarzyło. A pozatym przyda się im odpoczynek. - Artemis odparł z uśmiechem na ustach próbując podnieść na duchu swoją towarzyszkę. - Poza tym, ten wyjazd może być dobrą lekcją, lekcją dla naszej księżniczki.
- Lekcją? - spytała lekko zdziwiona, tym słowem ponieważ nie rozumiała czego można się nauczyć podczas wycieczki. - Chodzi ci o to, że pozna inną kulturę?
- Dokładnie. W końcu nasza kochana Usagi w przyszłości ma zostać królową całej Ziemi i chyba już się domyślasz o co mi chodzi.
Luna ze zdziwienia powoli przeszła w stan lekkiego zadowolenia. Zaczynała rozumieć, że jako królowa musi znać obyczaje inny kultur, w końcu dobra władczyni powinna znać wszystkie aspekty życia swoich przyszłych podanych, a ja wiadomo najlepiej uczyć się można poprzez kontakt z daną rzeczą.
- Wiesz, jednak to nie jest taki głupi pomysł by Usagi nabrała trochę powagi. - odparła. - Ale jednak martwi mnie to że, może coś się wydarzyć, a nas tam z nimi nie będzie. Zwłaszcza, że nasze rady często im się przydają.
- Nie ukrywam że masz rację Luna, ale przez ostatni czas walka z Bractwem Czarnego Księżyca mocno dała im się we znaki. A i jeszcze egzaminy końcowe jak to żartobliwie ujmę „dokończyły dzieło zniszczenia” i z tego tytułu przydadza się naszym podopiecznym, chwila relaksu. - Artemis ciągnął spokojnie. Nawet niegłupie spostrzeżenia, po czym powiedział bardzo zachęcającym głosem. - A poza tym nawet my możemy z tego skorzystać.
- W jaki sposób?
- To że przez te dwa tygodnie będziemy mieli mnóstwo czasu tylko dla siebie. - odpowiedział rzucając wzrok tak ja by w jego głowie, rodziły się kosmate myśli.
Luna przez pewien bardzo króciutką chwilę była zdziwiona jednak potem uśmiechnęła się i stwierdziła z bardzo miłym tonem głosu.
- Ty wierz jak pocieszyć kobietę.
- No cóż w głębi duszy jestem niepoprawnym romantykiem.
Tym czasem w Tokijskim lotnisku od samego rana krzątali się różni ludzie. Inni przybywali, inni wybywali, co jakiś czas informacja nadawała ogłoszenia przez mikrofon w środku wielkiej hali. Pośród krzątających się tam ludzi stała niewielka grupa składająca się z pięciorga dziewcząt i jednego chłopaka. Grupa ta oczekiwała z pewnością na swoją kolejkę do odprawy lotniczej. Jedna z dziewczyn nerwowo spoglądała na zegarek. Była czarnowłosa, o poważnym i zdecydowanym wyrazie twarzy, jednak rysował się u niej grymas zniecierpliwienia pomieszany z lekkim zdenerwowaniem. W końcu opuściła rękę, na której znajdował się zegarek i powiedziała do reszt grupy.
- Cholera, czy Usagi musi zawsze się spóźniać? Nawet jak nie ma szkoły to zawsze przybywa ostatnia. Co ona ma zamiar spóźnić się nawet na swój pogrzeb?
- Rei, spokojnie odprawę mamy dopiero za czterdzieści minut Usagi na pewno zdąży. -powiedziała, próbując uspokoić swoją przyjaciółkę spokojna niebiesko oka dziewczyna z wyrazem twarzy mówiący o tym, że jest najbardziej przyjacielską osobą.
- Ami, ale przecież mogła by wreszcie nauczyć się punktualności. - rzekła z lekkim zażenowaniem w glosie. - Już tyle razem przeszliśmy, i nic w ząb się nie nauczyła, mogę nawet postawić moje dziewictwo że takiego roztrzepańca jak Usagi nie ma nigdzie indziej na świecie.
- Rei jesteś dla niej zbyt surowa. - odparła inna, wysoka oraz atletycznie zbudowana dziewczyna z brązowymi włosami upiętymi na kształt końskiego ogona. - W końcu to ona zniszczyła Metalię i Mędrca, a na tego roztrzepańca to wręcz olbrzymie dokonania.
-Tak, ale nie za bardzo uśmiecha mi się to, że nasz samolot ucieknie przez nią, zwłaszcza że cały tydzień czekałam na ten dzień. - dodała kolejna, blond włosa dziewczyna z charakterystyczną czerwoną kokardą zawiązaną na głowie. - Makoto jednak bardzo mnie dziwi, że zgodziłaś się lecieć z nami. Przecież ty ponoć boisz się samolotów?
- No właśnie Minako boję się, i nie wiem jakim cudem udało się Ami mnie namówić, żebym wsiadła to tego latającego żelaznego cholerstwa.
- W końcu jednak Ami znalazła doby sposób na to, abyś zwalczyła swój strach. - odparł wysoki czarno włosy chłopak, znajdujący się w grupie pięciorga dziewcząt.
- Jaką metodę? - spytała Makoto, ze zdziwieniem na twarzy. - Co ty gadasz Mamoru?
- Metoda ta nazywa się „Metodą Klina” - odparł.
- Metoda Klina? - spytała piąta, najmniejsza, różowo włosa dziewczyna. Była ona najmłodsza z grupy. - Mamo, na czym ona polega?
- Ty, żeby Makoto przezwyciężyła strach przed samolotem, powinna stawić czoła dosłownie ze swoim lekiem. - odparła Ami. - Ponoć ta metoda, jest niezwykle skuteczna.
- A czy stosuje się ją tylko do wali ze strachem?
- Można, ją wykorzystać, również do tego by oduczyć osobę by jakiejś rzeczy nie robiła, poprzez wywołane u niej wstrętu do tego. - odpowiedział na pytanie, małej dziewczynki Mamoru. Odpowiedź była tak zwięzła, że zaspokoiła jej ciekawość.
Dziewczynka uśmiechnęła się do wszystkich, po czym powiedziała.
- No to wreszcie będę miała metodę na wyleczenie Usarg z jej lenistwa.
- Chibiuso. - Mamoru powiedział poważnym stanowczym tonem, jednak nie sprawiającym ważenia surowości. - Lepiej nie kombinuj. Żadnych nieciekawych rzeczy, zwłaszcza że to dzięki Usagi wyrwaliśmy cię z rąk Czarnego Księżyca.
-Wiem, ale jednak moja przyszła matka powinna zostać oduczona z jej lenistwa. - Chibiusa odpowiedziała spokojnie i z pewnym rodzajem racji w glosie.
- Powiem szczerze, że Chibiusa ma rację. Powinno się ją oduczyć jej ślamazarności. - powiedziała Minako. - W końcu Usagi musi się nauczyć…
Kiedy Mainko próbowała dokończyć swoją wypowiedź, wszyscy usłyszeli wołający do nich znajomy głos. Odwrócili się w kierunku z którego dobiegał, i już biegnąć na złamanie karku w ich kierunku Usagi, kiedy dobiegła ciężko sapała tak jak by zakończyła maraton, przez ciężki wydech powiedziała do zgromadzonych.
-Przepraszam… za spóźnienie… mam nadzieje że nie… czekałyście na mnie zbyt długo.
-Usagi do jasnej cholerki. - powiedziała zdenerwowana Rei. - Czemu się znowu spóźniłaś? I lepiej żebyś miała dobre usprawiedliwienie.
- Zaspałam. - odpowiedziała beztrosko i z uśmiechem na ustach. Rei jedynie położyła rękę na swoim czole mówiąc.
-Ty chyba już nigdy się nie zmienisz.
Kiedy Rei wypowiedziała te słowa, w tym momencie nadeszła ich kolej na odprawę. Grupa ruszyła w kierunku odprawy bagażowej. Odprawa każdego bagażu zajęła kilka minut. Ami ostatnia podała sówce toboły, najpierw podała celnikowi swój bagaż podręczny. Kiedy celnik podniósł go, ze zdziwieniem zapytał:
- Panienka wybaczy, ale czy w trzyma panienka tutaj cegły? Bo troszkę ciężki jak na bagaż podręczny.
- Ja tam mam tylko kilka książek. - odpowiedziała.
- Kilka książek?- spytał zdziwiony celnik. -Można rzucić okiem?
- Jaka pan musi, to proszę.
Celnik otworzył bagaż. Jego zaskoczenie oraz zaskoczenie grupy było dość duże, gdyż większość miejsca w walizce zajmowały właśnie wspomniane przez Ami książki. Celnik spojrzał się tylko na Ami, po czym stwierdził:
-Widzę, że panienka bardzo lubi czytać bo posiada panienka tyle książek w tej walizeczce.
- Właśnie trafił pan w samą dziesiątkę. - Ami jedynie odpowiedziała z uśmiechem na twarzy. Celnik jedynie zamknął walizkę, po czym zwrócił ją jej właścicielce. Po przekroczeniu przejścia do dalszej części kompleksu, Usagi jedynie spytała nadal będąc w zdumieniu.
- Ami ty chyba jesteś troszeczkę uzależniona. Na co ci tyle książek?
- Do czytania. - odpowiedziała. - Lot zajmie nam przynajmniej dziewięć godzin.
- ILE!? - Makoto wykrzyknęła z przerażeniem, Ami jedynie powtórzyła.
- Dziewięć.
- O boże. - Makoto oparła z jeszcze większym przerażeniem. - Ja nie dam rady tyle wytrzymać w tej pieprzonej puszce.
- Makoto przestań! Z pośród nas ty jesteś najsilniejsza, i zawsze ty pierwsza atakujesz wroga nawet, gdy jest od ciebie mocniejszy i jakoś nie trzęsiesz portkami. - odparła Minako.
- Tak, ale przed wrogiem mogę się jeszcze bronić, a w tej kilku tonowej konserwie, to co ja będę mogła zrobić jak zacznie spadać?
- Nie panikuj. - odparła spokojnie i z zachęcającym tonem głosu Rei. - Statystycznie lot samolotem to najbezpieczniejsza forma podróży.
Makoto nic nie odpowiedziała. Grupa ruszyła dalej jedynie przestraszona siłaczka przez pewien czas stała w miejscu, w myślach powiedziała do siebie „Kurwa, czemu się na to zgodziłam”, po czym ruszyła dalej, by dołączyć do reszty. Kiedy wszyscy znajdowali się na pasie startowym samolot już stał, do jego wnętrza zaczęli wchodzić inni poróżni. Usagi wraz z resztą również to uczyniła. Jedynie Makoto wychodziło to topornie, ale jednak w końcu znalazła się we wnętrzu. Wszyscy zasiedli na wyznaczonych dla nich miejscach. Usagi siedziała obok Mamoru, Ami wraz z Rei, Makoto i Chibiusa zajęły swoje miejsca. Jedynie Minako nie mogła znaleźć swojego przedziału, zatrzymała się nie daleko miejsc zajętych przez Ami i Rei, tam siedział już jakaś osoba. Był to chłopak o czarnych włosach. Wpatrywał się przez okno. Minako zaczęła patrzeć się na nieznajomego. Ten dość szybko zorientował się, że jest obserwowany. Kiedy odwrócił głowę w jej kierunku, Minako zaczęła udawać, że go nie zauważyła, próbując uniknąć sytuacji że jest jakaś nienormalna. Chłopak jedynie odparł do niej w języku angielskim.
-To miejsce jest wolne, jak chcesz to siadaj.
Mianko spojrzała się, na chłopaka rysy jego twarzy zdradzały to że jest europejczykiem. Jedynie dziwny akcent nie pozwalał jej dokładnie stwierdzić z jakiego kraju pochodzi. Usiadła więc, po czym odparła po angielsku:
- Dziękuję. Proszę wybacz ciekawość i bez pośredniość, ale z twojego akcentu wnioskuję że nie jesteś anglikiem.
Chłopak jedynie uśmiechnął się. Jednak było widać, że nie jest to złośliwy czy pogardliwy uśmiech i jedynie odparł:
- I masz rację. Nie jestem anglikiem. Właśnie lecę do domu tam, gdzie ty się udajesz.
- Jesteś polakiem? - spytała zaciekawiona. - Wiec stąd ten dziwny akcent.
- Właśnie. - odparł. - Nawet ja jestem zdania że polak gadający po angielsku, zawsze będzie gadać z takim durnym akcentem.
- Nieprawda, wcale on nie jest taki durny.
Chłopak jedynie uśmiechał się cały czas, po czym wysunął rękę i powiedział.
-Jestem Tomasz Fleischer.
- Minako Aino.- odpowiedziała i uścisnęła jego dłoń.
- Widzę, że lecisz do mojego kraju, na wakacje.
-No. - odparła - Zgadza się. Ostatnio dość dużo, słyszałam o twoje ojczyźnie.
-Słyszałaś?- spytał zaciekawiony. - A w czym mój kraj się zaszczycił, ze słyszeli o nim na drugim końcu świat? - spytał lekko chichocząc. - Wybacz mi to pytanie, czasami ten mój jęzor chlapnie coś czego nie trzeba.
- Nie, nie musisz przepraszać niczym mnie nie obraziłeś. - powiedziała z uśmiechem. - No o twoim kraju dość dużo słyszałam. Tak naprawdę to o twoich rodakach.
- A o jakich konkretnie, jeśli można spytać?
- No chodź by o Chopinie, Marii Curie-Skłodowskiej, Karolu Wojtyle, Poli Negri i oczywiście o słynnym polarniku Marku Kamiński. A i jeszcze kiedyś czytałam ciekawe opowiadanie autorstwa polaka.
- A jakie to było opowiadanie. - spytał zaciekawiony.
- Kurde, jak brzmiał ten tytuł… Wi… Wie… Wiesmin. - Mianko lekko się skrzywiła bo była pewna, że coś przekręciła. Jednak Tomasz wiedział o co chodzi po czym odparł.
- A Wiedźmin.
- No waśnie.
Minako wraz ze swoim nowy znajomym, prze jakieś dwie, trzy godziny kontynuowała rozmowę. Konwersacja sprawiała jej dużą frajdę. Nie wiedziała, że można prowadzić tak interesującą rozmowę z dopiero co poznaną osobą, na dodatek pochodzącą z innego kraju. Rozmowa dłużyła się przez jeszcze prawdopodobnie godzinę, mimo to nie chciała jej przerwać, tak dobrze się z nim rozmawiało.
- A jaki jest twój ulubiony aktor? - spytała zaciekawiona.
- Zagraniczny czy z mojego kraju?
- No, zagraniczny.
- Najbardziej to lubię Sean-a Connery-ego.
- Tego, co grał Bond-a?
- No. Według mnie to najlepszy ze wszystkich Bond-ów.
- Rany. Nie wiedziałam, że dwie dopiero co poznane osoby mogą tak długo rozmawiać na przeróżne temat.
- Życie jest bardzo niezwykłym pisarzem. Kto wie może to być początek pięknej przyjaźni...
- Mi by to bardzo pasowało- odpowiedziała z uśmiechem.
- Wierz Mina, mogę ci mówić Mina? Jak tak z tobą rozmawiam odnoszę bardzo dziwne wrażenie...
- Dziwne wrażenie? - spytała zaciekawiona. Jakie wrażenie?
- Takie jak bym przechodził Deja vu. To, że wydaje mi się jak byśmy już kiedyś rozmawiali.
Minako troszkę się zdziwiła słowami Tomasza, było to dla niej dziwne, bo nic z tych rzeczy nie wyczuwała. Jedynie co powiedziała to:
- No rzeczywiście dziwne. - Po wypowiedzeniu tych słów ziewnęła. Tomasz z uśmiechem powiedział:
- Widzę że jesteś zmęczona. Prześpij się, jak będziemy dolatywać obudzę się.
- Z miła, chęcią utnę sobie drzemkę. - odpowiedziała, po czym oparła głowę o oparcie fotela i w myślach powiedziała do siebie: „Jaki on miły, a jaki seksowny... Mam nadzieje, że w Polsce jest więcej takich smakołyków jak on”, po czym zamknęła oczy i usnęła.

Rozdział 2: Przyjaźń oprocentowana

- Mina, obudź się. Już dolatujemy. - Minako powoli otworzyła oczy. Kiedy spojrzała swoimi zaspanymi oczami, zobaczyła znajomą twarz. Był to Tomasz, którego poznała dosłownie parę godzin temu. Ziewnęła, po czym zadała pytanie:
- Jak długo spalam?
- Całą drogę.
- A ty nie spałeś przez ten czas? - spytała, zaciekawiona.
- Nie, jakoś niemiałem ochoty na sen. - odpowiedział z uśmiechem na twarzy. - Lepiej zapnij pasy, bo niedługo lądujemy.
Minako posłuchała swojego nowego znajomego. W tej samej chwili rozległ się głos informujący pasażerów o tym, że samolot powoli podchodzi do lądowania. Odbyło się ono bez żadnych zakłóceń i niespodzianek. Następnie wszyscy pasażerowie powoli zaczęli wstawać ze swoich miejsc. Usagi, Ami, Rei, Makoto, Mamoru i Chibiusa również to uczynili. Jedynie Minako dobudzała się jeszcze, po kilkugodzinnej drzemce. Była ciekawa która jest obecnie godzina.
- Która godzina?
- Gdzieś koło dziewiątej rano. - opowiedział Tomasz. Dziewczyna lekko się zdziwiła tą odpowiedzią. Zdziwiona spytała ponownie:
- Która?
- No dziewiąta rano. Inna strefa czasowa.
Na początku Minako była zdziwiona pierwszą odpowiedzią. Jednak wyjaśnienia, że to inna strefa czasowa sprawiły, że jej niedowierzanie rozwiało się. W końcu Polska leży na innym kontynencie, lecz ten drobny szczegół wypadł jej z głowy. Właściwie miała to kiedyś omawiane na lekcjach geografii ale nie przepadała za nią. Właściwie nie lubiła żadnego przedmiotu szkolnego, chociaż uwielbiała W-F. Spojrzała w okno, które skierowane było w stronę wschodu. Słońce właśnie wschodziło. Widok ten sprawiał w jej myślach wrażenie, jakby widziała powtórkę. Kiedy wylatywali w Japonii również wstawał dzień. Mimo tego czuła się zmęczona, śpiąca. Nawet fotel, na którym siedziała był dla niej dobrym miejscem, by móc dalej spać w objęciach Morfeusza. Tomasz to zauważył i uśmiechnął się pod nosem, po czym odparł do niej pocieszającym tonem:
- Nie martw się, szybko przywykniesz. Wystarczy, że dobrze się wyśpisz.
Minako przez dłużą chwilę nic nie odpowiedziała. Słowa Tomasza sprawiły to dziwne uczucie Deja vu, którym podzielił się z nią podczas lotu. Teraz powoli i ją samą zaczęło wypełniać. Jednak nie sprawiało że czuła niepokój, a wręcz przeciwnie. Coraz bardziej wydawało się, że może mu zaufać. Mimo, że poznała go zaledwie kilka godzin temu to przypominał jej byłą miłość jeszcze z czasów kiedy mieszkała w Anglii. Czuła nawet podobieństwo że to właśnie z nim rozmawia. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy gdyż zaobserwowała jak reszta już powoli zaczęła szykować się do wyjścia, wiec nie pozostało jej nic innego jak tylko się pożegnać.
- Muszę już iść, moje przyjaciółki powoli kierują się do wyjścia. Myślisz że na czas mojego pobytu tutaj, jeszcze się spotkamy? - jednak ostatnie słowa wydały się jej zbyt odważne a nawet bardzo zuchwałe, jednak powiedziała to i jedynie co mogła zrobić to czekać na odpowiedź Tomasza, chociaż zdawało jej się, że zraziła go do siebie. Chłopak jedynie się uśmiechnął, ale było widać że to nie jest uśmiech złośliwy czy taki by zakryć inne uczucia. Był on szczery od serca, po czym rzekł:
- Jedynie Bóg wie.
Minako wstała ze swojego miejsca i dołączyła do grupy. Kiedy wszyscy wyszli doznali przyjemnego uczucia, że podróż się wreszcie skończyła i mogli wyprostować nogi. Najbardziej było to widać u Makoto, która wręcz skakała z radości, że wreszcie się wydostała z tego „żelaznego latającego cholerstwa” i mogła twardo stąpać po ziemi. Wszyscy ruszyli w stronę terminalu, odprawa celna nie trwała długo. Kiedy przeszli dalej, na głównej hali lotniska znajdowało się wielu ludzi tak jak na lotnisku w Tokio. Jedni przybywali, inni odchodzili. Lotnisko tego dnia było pełne życia. W tej zawierusze, Mamoru zauważył jakąś postać trzymająca w rękach tablicę z wypisanym jego imieniem i nazwiskiem w japońskim alfabecie. Był to wysoki mężczyzna, azjata z łysawą głową i broda hiszpańską. Mamoru od razu rozpoznał tego człowieka. Skierowali się w jego stronę. Gdy znaleźli się blisko niego Mamoru z uśmiechem na ustach powiedział:
- Witam panie Harada. Długo się nie widzieliśmy.
- Momoru? Czy to ty? - mężczyzna odparł ze zdziwieniem w glosie. Wyraz jego twarzy również na to wskazywał. - Jak ty zmężniałeś, ostatnio kiedy cię widziałem miałeś trzynaście lat. - odparł uśmiechając się. - A kim są te urocze damy?
- Miło pana widzieć ponownie. - Mamoru również odparł z uśmiechem na twarzy. - A to jest moja dziewczyna Usagi Tsukino- po wypowiedzeniu tych słów dziewczyna ukłoniła się grzecznie. - A reszta tych miłych dam to moje przyjaciółki. Ami Mizuno, Rei Hino Makoto Kino i Minako Aino. - kontynuował. - A ta urocza mała dama to kuzynka Usagi, Chibiusa.
Reszta dziewczyn również ukłoniła się grzecznie.
- Miło was wszystkie poznać. Przyjaciele Mamoru również są moimi przyjaciółmi. A teraz chodźmy, widzę że wszyscy jesteście zmęczeni podróżą. Zatem ruszajmy. Limuzyna czeka.
- Limuzyna? - Makoto kiedy usłyszała to słowo nie mogła uwierzyć, tak jakby słyszała jakieś nieprawdopodobne wywody, lub po prostu usłyszała regułkę z fizyki. Harada jedynie uśmiechnął się i odparł do Mamoru:
- Widzę, że nie wszystko jeszcze im powiedziałeś.
- No niestety nie zdążyłem. - Mamoru wypowiadając te słowa poczuł jakiś rodzaj zawstydzenia, jednak pozbierał się w sobie i zaczął wyjaśniać wszystko do końca. - Drogie dziewczyny to jest Toshinori Harada.
Przyjaciółki oniemiały, ponieważ znały to imię. Chociaż nie mogły w to uwierzyć, Rei spytała:
- To pan jest właścicielem Harada Com Industry? Tej korporacji komputerowej?
- Tak dokładnie - odparł.
- Mamoru ty znasz jednego z najbogatszych ludzi na ziemi? - Makoto również spytała będąc jeszcze pod wpływem zdziwienia. - Ale jak ty…?
- Tak, znam pana Harade od zawsze. - przewał dziewczynie w półsłowa. - Mój ojciec i pan Harada, byli przyjaciółmi jeszcze z czasów studiów.
- Ale w jaki sposób wiedział że tu będziemy? - Spytała zaciekawiona Ami.
- No cóż Ami. Kiedy znalazłaś nam możliwość wakacji, pan Harada akurat zadzwonił do mnie powspominać. W końcu dawno się nie widzieliśmy. Akurat prowadzi interesy w Polsce wcięć chciał zafundować nam je. Jednak że to było dosłownie dzień przed wylotem nie miałem możliwości wszystkiego wyjaśnić.
Dziewczyny popadły w coraz większe zdziwienie, tak jakby słyszały wręcz niesamowitą historię lub przyśnił im się niesamowity i wspaniały sen. Jednak powoli doszły do siebie, kiedy zdały sobie sprawę, że to nie sen to najprawdziwsza jawa. Na ustach każdej z nich ukazał się uśmiech zadowolenia, że wszystko co zobaczą i doświadczą w Polsce będą miały dosłownie za friko. Każdej z nich w głowie zaświtała myśl, że trzeba to wykorzystać w jak najlepszy sposób. W końcu takie rzeczy jak ta raczej nie przydarzają się często, więc należy korzystać. Po chwili cała grupa udała się do limuzyny. Kiedy jechali w stronę hotelu Harada opowiedział im sporo o Polskiej kulturze i obyczajach. Nawet podczas przejazdu opowiadał im ciekawostki miejscach, które mijali podczas drogi. Dziewczyny były ciekawe skąd on wiedział tyle na temat tego okraju. Jak by się tu urodził. Żadna z nich nie kwapiła się zadać to pytanie. Jednak Usagi zapytała. Harada z uśmiechem na ustach odpowiedział, że posiada polskie korzenie. Kiedy limuzyna dotarła do hotelu Harada podszedł do recepcji i porozumiał się z recepcjonistką w jakimś nieznanym dla pozostałych języku. Nie był to angielski ani niemiecki. Jakby podobny do rosyjskiego ale jednak i to nie był ten język. Konwersacja nie trwała długo. Po jej zakończeniu, recepcjonistka dała każdemu ze zgromadzonych klucze do pokojów. Wyglądało na to, że wszystko zostało z góry zaplanowane i wykonane. Dziewczyny pojechały windą na piętro, na którym znajdowały się pokoje. Kiedy wysiadły z windy, wszyscy podeszli do swoich drzwi.
- Takie pytanko. Co kto będzie robić jak się wszyscy rozpakują? - Powiedziała Usagi.
- Ja to pójdę gdzieś w pobliskie rejony, by poznać troszkę okolicę. - Odpowiedziała Ami. - Jak chcecie to możecie się ze mną zabrać.
- Ja spasuję. - odparła Rei. - Jedynie o czym marzę to wyspać się.
- Ja też marzę tylko o łóżku. - dodała Makoto.
- I ja jestem jakaś padnięta.- dołączyła do odpowiedzi Minako. - Przez te sfery czasowe jestem strasznie śpiąca.
Po wypowiedzeniu tych słów, każdy wszedł do swojego pokoju. Minako zamknęła za sobą drzwi. Położyła torby na podłodze i usiadła na łóżku. Rozejrzała się troszkę po pokoju. Był ładny, posiadał eleganckie meble, telefon, radio, telewizor. Jednym słowem wszystko co w eleganckich hotelach powinno być. W końcu położyła się na łóżku ze zmęczenia, przez głowę przechodziły jej myśli dotyczące Tomasza. Najpierw jedna potem druga, trzecia i czwarta. Zamknęła oczy i nawet nie zorientowała się kiedy zasnęła. Obudził ją dopiero jakiś dziwny dźwięk dochodzący zza okna. Spojrzał jeszcze zaspanymi oczyma i dostrzegła siedzącego gołębia. Poczym swój wzrok skierowała na zegarek, który wskazywał 8.30 rano. Minako pomyślała: „Rany, byłam pożądanie zmęczona że tyle spałam”. Spojrzała na torby leżące w miejscu, gdzie je poprzedniego dnia zostawiła. „Trzeba się rozpakować” i zabrała się za to. Zajęło jej to niewiele czasu. Kiedy się z tym uporała weszła do łazienki by wziąć letni pobudzający prysznic. Następnie wyszła z pokoju i zjechała na parter. Kierowała swoje kroki do restauracji. Gdy tam dotarła, spostrzegła że są już tam pozostałe dziewczyny siedzące przed barem. Nie było jednak z nimi Mamoru i Harady. W końcu podeszła i odparła.
- Cześć dziewczyny. Jak się wam spało?
- O nasza śpiąca królewna wreszcie się budziła. - odparła żartobliwie Makoto.
- A tobie co, zabrakło elektryczności do żartów?- również odparła z żartobliwym tonem.
- Siadaj - powiedziała Ami - Śniadanie niedługo powinno być podane.
Minako zrobiła tak, jak jej przyjaciółka zaproponowała i spojrzała w lewy koniec baru. Zauważyła, że w telewizorze leciały poranne informacje. Reporterka mówiła następujące słowa:
- Dziś w godzinach porannych znów pojawiła się znana w Polsce grupa zwana „Rycerzami Bogów”. Naoczni świadkowie twierdzą, że zostali uratowani przed czarnowłosą kobietą w towarzystwie demona. Na razie policja próbuje wyjaśnić ten fenomen. W wywiadzie dla prasy rzecznik policji skomentował to tymi słowami: „Kiedyś wierzyliśmy że ci rycerze to tylko wytwór ludzkiej fantazji, która rozrosła się do miana miejskiej legendy. Jednak od dwóch lat coraz większa liczba ludzi zaczyna ponoć spotykać tych „obrońców” więc postanowiliśmy dodać wszelkich starań by dowiedzieć się kim oni są. Chociaż wydaje się że bronią niewinnych, dla własnego bezpieczeństwa apeluję do obywateli by nie zbliżać się do nich i wszelkie informacje przekazać nam.[/]i - wtedy to zmów na ekranie widać było reporterkę. - [i]A wiec kim są Rycerze Bogów? Wytworem fantazji czy rzeczywistą prawdą? Na razie nic nie wskazuje abyśmy poznali odpowiedź na to pytanie.
Dziewczyny obejrzały to, jednak nie za bardzo rozumiały więc Ami spytała barmana.
- Przepraszam, o czym mówiono przed chwilą w informacjach?
- O Rycerzach Bogów. - odparł.
- Rycerze Bogów? - zdziwiła się Rei. - Kim oni są?
- Ogólnie jest to grupa ludzi posiadających nadprzyrodzone zdolności i walczącymi z demonami i innymi takimi dziwnymi rzeczami. Ale na ich temat są różne opinie.
- A jakie na przykład? - spytała Usagi.
- No że ponoć to tylko miejska legenda, inni mówią że oni istnieją naprawdę. Są również takie dziwne teorie że to kosmici lub mutanci. Są nawet takie dziwactwa że to same anioły, które przybyły by nas bronić.
- A jaka jest pańska teoria?- Spytała ponownie Ami.
- No cóż, trudno powiedzieć wielu ludzi ich widziało ale nadal nie ma żadnych dowodów na ich istnienie. Jednoznacznie nie da się tego stwierdzić. - Po zakończeniu, barman wyszedł na zaplecze. Dziewczyny zaczęły debatować.
- A wy co o tym myślicie?
- Dla mnie to chyba raczej wymysł ludzi. - odpowiedziała Ami.
- Wymysł ludzi? - dodała Makoto. - A my też jesteśmy wytworem ludzi? I nasze moce też?
- Ale nie ma żadnych dowodów na to że oni istnieją. - wtrąciła się Rei. - Pyzatym jeśli oni posiadają jakieś nadludzkie moce to byśmy już dawno o nich wiedzieli. W końcu podobno wykonują tą samą robotę co i my.
- No, ale barman powiedział że wielu ludzi ich widziało. - odparła Usagi.
- Usagi, ty to byś wierzyła we wszystko co by ci ludzie powiedzieli.
- Tak, a ty co jak pierwszy raz się przemieniłaś to w to uwierzyłaś?
- To był zupełnie inny przypadek.
- Ta jasne a ja jestem, Kubą Gwałcicielem.
- Rozpruwaczem. Kubą Rozpruwaczem.
- Przestańcie się kłócić i lepiej powiedzcie mi co będziemy robić? - wtrąciła się Minako.
- Możemy się gdzieś przejść po okolicy po śniadaniu. - Zaproponowała Ami.
- W sumie to niegłupi pomysł. - odparła Usagi.
- Dla mnie nie jest to świetny pomysł. Może wkroczymy do jakiegoś Centrum Handlowego? - spytała rozentuzjazmowana Usagi.
Kiedy dziewczyny skończyły śniadanie bez zwłoki wyruszyły w miasto. Zwiedzały okolicę. Były to tu to tam, czas spędziły przyjemnie. Nie zorientowały się, że cały dzień spędziły na szlaku. Kiedy powoli zbliżał się wieczór, wróciły do hotelu. Akurat podawano kolację. Wszyscy zgromadzili się przy jednym stole. Jedynie Harada nie mógł towarzyszyć Minie i reszcie w posiłku. Podczas kolacji dziewczyny opowiedziały Mamoru i Chibiusie wszystko ze swojego dzisiejszego spaceru i zwiedzania. Jedynie Minako nie była zbyt pochłonięta rozmową, gdyż znów zaczęła myśleć o Tomaszu. Zaobserwowała to Makoto, po czym spytała.
- A co ty tak nieobecna?
- Myślę o kimś.
- O kim? - pytała Ami.
- W samolocie poznałam takiego miłego chłopaka. I mam nadzieję, że go jeszcze spotkam.
- O Mina czy ty myślisz tylko o jednym?
- A po co przyleciałam tutaj, jeśli nie poznać innych ludzi?
- Żeby poznać inną kulturę. - Odparła Rei.
- Na to mam dwa tygodnie. A znajomych trzeba mieć.
- A może, chcesz spróbować go zdobyć? - spytała uśmiechnięta Usagi.
- Być może.
- Jak znam twoje szczęście to on już jest pewnie zajęty, albo to gej. - zażartowała sarkastycznie Makoto.
- Ha, ha, ha. Ale śmieszne. - odpowiedziała z zażenowaniem w głosie.
- Mina ty zawsze próbujesz i nigdy ci nie wychodzi.
- Tak samo jak ty. - odparła z wrednym uśmieszkiem.
- O to było poniżej pasa. - odparła Ami. Minako jednak nie przejęła się słowami przyjaciółki. Makoto spojrzała tylko z nieprzyjemnym a raczej szorstkim wyrazem twarzy. Minako po chwili wstała ze swojego miejsca i rzekła.
- Wybaczcie ale może wyjść do toalety.
- Mina, nie obrażaj się. - powiedziała Chibiusa. - To tylko żarty.
- Ale ja się nie obraziłam.
Minako wyszła z restauracji. Jednak zamiast do toalety skierowała się stronę wyjścia. Sama nie wiedziała po co. Kiedy znalazła się na zewnątrz rozejrzała się do o koła. Było już mało ludzi. Jednak coś przykuło jej uwagę a raczej ktoś, bo zauważyła kogoś. A był to… Tomasz.
- Cześć. - Powiedziała.
Tomasz spojrzał na nią po czym odpowiedział.
- Ja nie mogę. Jaki to mały ten świat.
- No masz rację. Co ty tu robisz?
- A akurat spotkałem się z moimi przyjaciółmi w pobliskim pubie. Może do nas dołączysz?
- Dziękuję, ale nie. Przyjaciółki na mnie czekają.
- Choć Mina.- zachęcał - Moi przyjaciele z przyjemnością by cie poznali.
Propozycja Tomasza wydawała się kusząca. W końcu przybyła tu by poznać nowych ludzi, więc zgodziła się i już po chwili weszli do pubu.
- Ludzie, chciałbym wam przedstawić kogoś, kogo poznałem w samolocie i o kim wam opowiadałem. O to Minako Aino. Mina to moi przyjaciele.
- Ten tutaj wielkolud to Sebastian Chmielnicki. Ten obok to Artur Wójcik prawdopodobnie najspokojniejszy człowiek na świecie. Ta tutaj z kucykiem z włosów to Emila Christf. A ta piękna blondynka to Sandra Czapska. A to jest ostatnia z mojej grupy Martyna Dąbrowska, nasza ponuraczka.
- Tylko nie ponuraczka! - dziewczyna zaprotestowała.
- No dobra, to nasze słoneczko.
- Nie przeginaj.
Minako przywitała się z innymi, znajomi Tomasza również to uczynili. Kiedy usiadła zaobserwowała na stolę gazetę. Nagłówek odzwierciedlał te same informacje, które usłyszała dziś rano w wiadomościach. Czyli coś o tajemniczych Rycerzach Bogów. Tomasz zobaczył, że Minako spogląda na gazetę poczym spytał.
- Tobie też udzieliło się zainteresowanie naszymi polskimi wymysłami?
- Masz na myśli tych Rycerzy Bogów? Słyszałam dzisiaj o nich w wiadomościach.
- Chyba nie wierzysz w te brednie? - spytał Sebastian.
- A dlaczego brednie?
- Bo to są brednie. - odpowiedziała Sandra.
- Ale dlaczego?
- A dlatego że według naocznych świadków, ci rycerze są okuci w zbroję i latają z mieczami. - odpowiedział Tomasz. - A raczej normalni ludzie nie latają w zbrojach po ulicy.
- A możecie mi coś o nich więcej powiedzieć? - spytała zaciekawiona. - Z chęcią posłucham miejskich legend.
- No pewnie. - Odparł z uśmiechem Tomasz. Grupa ta składa się z sześciu osób. Trzech mężczyzn i trzech kobiet. W tej grupie są: nijaki Ares z przerostem siły spowodowanej przewspaniałymi sterydami nieznanego pochodzenia, Kronos co ponoć ma wielką mądrość tak wielką że musi nosić ja w worku, bardzo zwinna Artemida która jak przechodzi przez jezdnie to tylko saltami do tyłu, piękna Afrodyta której uroda jest tak wielka, że jak spojrzy w lustro to prawdopodobnie mdleje i mroczna Nemezis tak mroczna że jak idzie w biały dzień to wszędzie jest ciemno. A całą tą zgrają dowodzi nijaki Herakles z przerośniętą manią wielkości. - Tomasz krótko i żartobliwie opisał dokładnie skład rycerzy. Minako jednak nadal była ciekawa, dlaczego według nich oni są wymysłem skoro mówiono o nich w wiadomościach.
- Dlaczego uważacie to za brednie, skoro wielu ludzi ich widziało?
- Bo ponoć ci rycerze posiadają magiczne moce, a wiadomo że coś takiego jak magia nie istnieje. Dlatego to jest wymysł ludzkiej fantazji. - odpowiedział Tomasz.
Minako nie odpowiedziała. Udawała, że milczeniem się zgadza. W myślach śmiałą się że gdyby zobaczyli ją i jej przyjaciółki w akcji, to by uwierzyli we wszystko. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Tomasz włożył rękę do kieszeni, wstał i wyjął telefon. Odszedł na chwilkę od pozostałych, zamienił parę słów w swoim języku, poczym odparł do wszystkich.
- Wybaczcie, ale ważna sprawa. Będę musiał was opuści na chwilkę. - powiedział coś do Martyny w swoim języku, ta wstała i podążyła za nim. - Ludzie, dotrzymajcie Minie towarzystwa my niebawem wracamy.
Artur wpatrywał się w Minako, po czym szturchnął parę razy łokciem Sebastiana i kiwną głową w stronę Sandry i Emili. Odparł do Minako.
- Minako, możesz tu chwileczkę zaczekać my tylko pójdziemy coś zamówić.
- Jasne. -odparła.
Cała czwórka wstała i ruszyła w stronę wejścia do baru. Kiedy się tam znaleźli, Sebastian rozpoczął rozmowę.
- Dobra Artur. Jaki pomył wpadł ci tym razem do głowy.
- Sebastian, Sandra, Emila. - wymienił po kolei imiona swoich towarzyszy. - Mam pomysł.
- A jaki jeśli można wiedzieć? - spytała Emila.
- Pomysł jest prosty jak drut, tylko że potrzebuję waszego zdania na temat czy jesteście chętni do jego realizacji.
- Realizacji? - spytała Sandra. - Czy przypadkiem nie masz na myśli…
- Tak właśnie mi o to chodzi.
Sebastian, Emila i Sandra przez chwilę zamyślili się nad pomysłem Artura, po czym glos zabrał Sebastian.
- Wiesz że jeżeli Tomasz i Martyna nas zobaczą wszystkich pijących wódkę, to nam nogi z rzyci powyrywają.
- Oj, Sebek, wyluzuj. Pamiętasz tą włoską kuzynkę Sandry. Ona miała „łeb” i jakoś naszemu sprawiedliwemu i naszej ponuraczce to nie przeszkadzało.
- No. Ale ona była w naszym wieku. - dodała Emila. - A ta japonka na więcej niż 13 lat to nie wygląda.
- Emila, daj spokój. Dziewczyna nas nie zna może być jej trudno przełamać to zakłopotanie. A odrobina alkoholu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. I dużo nie wypijemy.
- Jak znam życie to wy panowie na pół litrze nie skończycie. - stwierdziła Sandra, patrząc na Artura i Sebastiana.
- Sandra, czy ty wszystko musisz tak czarno-widzieć ? - spytał Sebastian.
- Ja czarnowidze? Nie. Stwierdzam tylko logiczną kolej rzeczy.
-A jaka jest ta „logiczna kolej rzeczy” jeśli można wiedzieć? - Artur spytał przy okazji marszcząc brwi.
- To proste. Kupujecie pół litra, wypijacie. Jeden z was stwierdzi że to za mało. Kupicie następne pół litra, wypijecie i drugi stwierdzi, że za mało. I kupicie następne. I tak do czasu aż któryś z was będzie rzygać, zrobi jakoś głupotę, lub… - przerwała, po czym pokiwała głową i dokończyła. - zrobi jedno i drugie.
- A może nie będzie aż tak źle. - odparł Sebastian z nad wyraz spokojnym tonem głosu.
- Ja jednak bym tego nie robiła. - powiedziała Emila.
- Rany, dziewczyny z wami się dogadać jest tak prosto jak podkuć wnerwionego byka.
- Ja również jestem z Emilą. - odparła Sandra w kierunku Sebastiana. - Czuję że to może się niezbyt dobrze skończyć.
- A co jeżeli powiem że możemy to zrobić w ramach naszej „tradycji”?
Sandra i Emila jedynie spojrzały na Sebastiana. Widać że jego słowo „tradycja” była bardzo dobrze znana całej czwórce. Po chwili spojrzały na siebie dogłębnie zastanowiły się po czym odparła Sandra.
- Dobra, niech będzie. Ale jak coś się spartoli to nielicznie na to że ja i Emila będziemy ratować wasze tyłki.
- Właśnie wyjęłaś mi to z ust. -Emila odparła do Sandry. - A więc pamiętajcie. Jak Tomasz I Martyna zobaczą co my robimy, to na naszą pomoc nielicznie.
- Spokojnie. Jak by co to panem „sprawiedliwym” i Martynką zajmiemy się sami. - Artur powiedział to ze spokojem w głosie i dużą pewnością, że nic złego się nie zdarzy. - Dobra to idźcie do naszej japonki, zaproponujcie jej mały toast a ja wszystko kupię.
- Chwila a dlaczego my? - Sandra zaprotestowała.
- Bo pod nieobecność Tomasza, ja trzymam pałeczkę. - Artur mrugnął do Sandry, ta jedynie westchnęła. Sebastian, Emila i Sandra skierowali swoje kroki w stronę wyjścia i stolika na zewnątrz. Kiedy tam dotarli rozsiedli się na swoich miejscach. Minako jednak zaobserwowała, że brakuje jednaj osoby.
- A gdzie wasz przyjaciel?
Przez krótką chwilę panowała cisza. Jednak Emila zaczęła mówić szeptem do Sebastiana.
- Może ją wtajemniczysz
- A dlaczego ja?
- A to ja byłam tak chętna do tego pomysłu? Sam chciałeś to jej proponuj!
Sebastian zmarszczył brwi, po czym wziął głęboki oddech i zaczął mówić do Minako.
- Artur za chwile do dołączy. Posłuchaj Minako. - dodał ostatnie słowa z lekkim zakłopotaniem.
- Tak o co chodzi?
- No. - ciągną niepewnie i niezdecydowanie. - Ja i reszta mamy dla ciebie pewną propozycję.
- Propozycję? - Minako powtórzyła zaciekawiona. - Jaką?
- No, o to chodzi że my mamy pewną tradycję. - ciągnął - Polega ona na tym, że jeśli ktoś z naszej grupy pozna jakąś nową osobę, to proponujemy jej mały toast.
- Macie namyśli piwo? - spytała.
- No nie do końca.
Minako spojrzała na niego, zastanawiając się o co mu może chodzić. Jego przeciąganie sprawiło, że czegoś się do myślała. Jednak niebyła pewna wiec zapytała.
- Chodzi o coś mocniejszego?
- No, tak. - znowu przeciągał, zakłopotany i lekko zawstydzony.
- Powiedz jej to wreszcie - Emila dodała znowu szeptem.
Sebastian spierał się na nią. Wyraz twarzy pokazywał zakłopotanie, jednak odwrócił się do Minako wziął głęboki oddech i powiedział.
- Chodzi nam o to czy nie napiłabyś się z nami wódki?
Minako przez krótką chwilę patrzyła się zdziwiona na wszystkich. Wiele propozycji już słyszała, ale jeszcze nie taką. Co prawda myślała o tym, żeby odmówić jednak po odrobinę dłuższym przemyśleniu odparła.
- W sumie to nie powinnam pić, bo nie jestem jeszcze pełnoletnia i że was jeszcze zbyt dobrze nie znam. Ale że jesteście przyjaciółmi Tomasza, to co mi tam. Napiję się.
Sebastian uśmiechnął się do Miny, właśnie w tym momencie do stolika powrócił Artur z szklaną półlitrową buteleczką, butelką napoju, pięcioma kieliszkami i szklankami. Usiadł, rozdał kieliszki i szklanki i napełnił je. Kiedy już odłożył butelkę, wszyscy podnieśli kieliszki, a Artur odparł.
- No to zdrowie naszej nowej znajomej.
Po czym wszyscy wypili po kieliszku. Minako ciężko przełknęła, jednak dzięki popitce ostry smak alkoholu złagodniał. Dziewczyna zaczęła rozmawiać ze zgromadzonymi. Rozmawiali na różne tematy. Głównie były to o dziwo jak na ten okres tematy szkolne. Wymienili się jak wygląda struktura szkół, zajęcia, i tym podobne. Rozmowa trwała w najlepsze. Po pewnym czasie Sebastian zaproponował drugi toast. Minako był troszkę niechętna, ale jednak przyjemna rozmowa sprawiła że nieprotestowana. Wypili drugą kolejkę. Drugi kieliszek Minie przeszedł już łatwiej, zwłaszcza że toast ten również dotyczył jej a konkretnie tego by ta nowa znajomość zamieniła się w przyjaźń.
Rozmowa trwała, tematów nie brakowało. Z każdym wymienionym zdaniem Minako coraz bardziej lubiła ledwo co poznanych znajomych. Miała to samo odczucie co w samolocie podczas rozmowy z Tomaszem. Po pewnym czasie kolejny toast wzniosła Sandra. Każdy opróżnił kieliszek, po czym kontynuowali rozmowy. I tak podczas przyjemnych rozmów, wznieśli jeszcze czwarty, piąty, szósty toast. Minie już zaczęło lekko kręcić się w głowie jednak była wyluzowana i zadowolona. Wręcz zapomniała o Usagi i reszcie. Czas płynął, rozmowy trwały. W między czasie Emila zamówiła coś na ruszt. Zajadali się smaczym jedzeniem. Kiedy wszyscy zjedli, Sebastian zamówił drugie pół litra. O dziwo Emila i Sandra nie protestowały. Nawet Minako była chętna do tego pomysłu. Chociaż już w główce zaczęło jej szumieć. I tak, były wypijanie kolejne toasty. Co jakiś czas zagryzając jeszcze do tego zamówione orzeszki.
- Minako… a wiesz jak powiedzieć po polsku „dobry wieczór”? - spytała Sandra. Jej głos zdradził, że alkohol również ją „rozgrzał”
- Nie. A możesz mi zdradzić?
Sandra się zamyśliła i odarła po angielsku.
- Dobry wieczór.
- A wiesz jak powiedzieć „proszę stąd wyjść”? - dodał Sebastian, głos jego również zdradzał „rozgrzanie”
- Proszę… hyk… wyjść.
Tym razem, Sebastian się zamyślił po czym odparł.
- Nie. Spieprzaj dziadu.
- A wiesz jak w Polsce najlepiej zagadać do faceta? -dołaczyła Emila.
- Jak? Hyk.
-Choć na sianko zrobimy bzykanko. - odparła z uśmiechem.
- A co to jest bzykanko?
Emila zamyśliła się.
- To taki zwrot grzecznościowy.
Rozmowy trwały dalej, przy okazji wypite jeszcze zostało ze dwa lub trzy toasty. Przez ten czas w barze ludzi ubyło, jednak Minako i jej nowi przyjaciele nadal wesoło gaworzyli. Artur po pewnym czasie wpadł na dziwaczny pomysł zrobienia komuś dowcipu. Wyjaśnił wszystkim plan. Dla trzeźwego człowieka wydawałby on się odrobinę ciężki do wykonania, ale że wszyscy byli już „rozgrzani”, więc się zgodzili. Po chwili do baru powrócili Tomasz i Martyna. I to właśnie oni mieli stać się „ofiarami” tego dowcipu. Jednak zanim Sebastian, Artur, Emila i Sandra spostrzegli kto wchodzi do baru, byli już schowani pod stołem. Tomasz i Martyna podeszli do stołu. W pierwszej chwili patrzyli się z zastanowieniem na Minako. Ta jedynie wstała i powiedziała.
-Dobra noc. Jestem złotowłosą japonką.
Tomaszowi i Martynie rozszerzyły się oczy, Martyna odparła jednak po angielsku do Tomasza.
- Czy ty to słyszałeś?
- Niemożliwe. - odparł.
Wtedy szeptem z pod stołu w kierunku Miny odparł Sebastian.
- „Jak cię suszy, to umyj sobie uszy”
- Jak cię suszy, to umyj sobie uszy. - Minako powtórzyła.
Tomasz i Martyna spojrzeli na siebie nie dowierzając. Martyna odparła.
- Ona jest pijana.
- „Ja pijana jestem od urodzenia” - powiedział szeptem Artur.
- Ja pijana jestem od urodzenia.
- Ja chyba śnię. - odparł Tomasz.
- „Dostaniesz w ucho to się obudzisz” - dodała szeptem Sandra.
- Dostaniesz w ucho to się obudzisz.
- Słyszałeś. Ona ci grozi.
- „Przestaw się” - powiedziała Emila, również cichaczem.
- Przedstaw się. Jestem Mina.
Martyna zmarszczyła brwi, po czym spytała.
- Słucham?
- „Eksploduję od zmierzchu do świtu”- powiedział Sebastian.
- Eksploduję od… od… Cały dzień.
- A ja jestem Martyna Dąbrowska. - Odparła bez jakiejkolwiek emocji. - I widzę Tomaszku, że niezłe ziółko poznałeś tam w samolocie. - spojrzała na niego z posępną miną. Wszyscy zgromadzeni pod stołem jakby nagle otrzeźwieli, kiedy usłyszeli kto przybył. Minako jednak spojrzała na Tomasza i odarła do niego.
- Choć na sianko zrobimy bzykanko.
Tomasz spojrzał na nią, po czym zaczerwienił się. Sebastian próbując uratować sytuację powiedział do miny szeptem.
- „Bardzo przepraszam, miałam halucynacje”
- Bardzo przepraszam, miałam ha… ha… ha…
- Ona się z nas śmieje. - oparła Martyna.
- „Halucynację” - powróżyła Sandra.
- Miałam Halu… cu… cu…
- „Miałam atak serca” - odparł Sebastian.
- Maiłam atak sera.
- „Nie, do diabła serca”
- A nie do diabła serca. - odparła z uśmiechem.
Maryna spojrzała się dogłębnie i odparła.
- To bardziej wygląda mi na atak na mózg.
- „Tak, tak to atak mózgu, zapalenie opon” - odparł szybko Artur.
- To były płonące opony. - odparła z zadowoleniem. Tomasz i Martyna spojrzeli na siebie. Sebastian natomiast odparł za zażenowaniem.
- „Jezu czemu za mną nie powtarzasz”
- A po cholerę? - spytała spoglądając pod stół. - A opony spalimy jutro.
- „Powiedz, ze ci przykro”
- Bardzo mi smutno.
- A z jakiego powodu? -spytał Tomasz, spokojnym tonem głosu.
- Że jestem królową z Wenus. Hyk.
- Ale nie przykro ci powodu tej wódki którą raczyłaś się spić. - odparła Martyna w nieprzyjemny, natarczywy sposób. Minako spojrzała na nią poważnie i odparła.
- Tu jest Polska Hyk. I tu się pije.
Tomasz pokiwał głową parę razy poczym odparł.
- No dobrze Mina, choć zaprowadzę cię do pokoju. I powiece tym dwóm cymbałom i tym dwóm idiotkom żeby już nie chowali się pod tym stołem.
Minako spojrzała na nich i odparła.
- Ej, cymbały i idiotki nie chowajcie się.
Sebastian, Artur, Emila i Sandra powoli wygramolili się z pod stołu. W tym czasie Tomasz podszedł do Minako i wziął ją pod rękę, by pomóc jej dojść do pokoju w hotelu. Minako spojrzała na niego i odparła po japońsku.
- On będzie… hyk… w przyszłości moim mężem.
- Tomasz, my bardzo ten tego… - Sebastian już próbował wyjaśnić cała tą sytuację, jednak Tomasz spojrzał na niego ze zdenerwowanym wyrazem twarzy i odparł przerywając mu:
- Milcz. - spojrzał tylko na Artura, Emilę i Sandrę, po czym kontynuował w polszczyźnie. - Z wami, policzę się kurwa jutro. - po czym spojrzał na Martynę i odparł do wszystkich. - Poczekajcie tu na mnie ja tylko odprowadzę Minako do jej pokoju.
Tomasz wziął na wszelki wypadek Minako na ręce i ruszył w stronę hotelu.

Awatar użytkownika
Dydymus
amator
Posty: 6
Rejestracja: 09 cze 2014, 01:00
Lokalizacja: Z Atlantydy

Postautor: Dydymus » 10 cze 2014, 18:29

Rozdział 3: Kłopoty nadchodzą

- Cholera jasna, czy oni naprawdę są nienormalni? - Minako usłyszała czyjś głos. Chociaż nie za bardzo kontaktowała to jednak wiedziała, że to był Tomasz. Próbowała się skupić. Okiełznać tą gonitwę myśli, jednak upojenie alkoholem przeszkadzało jej w dokonaniu tego. Czuła, że nie dotyka nogami podłogi. Czuła, że jest noszona na rekach. Jednak spróbowała, czego efektem było odparcie do Tomasza.
- Tomasz… coś źle się czuje… mam takie… dziwne uczucie w żołądku.
- W żołądku? - spytał sam siebie, przeczuwając, że właśnie może być nieciekawie. Przyspieszył swój marsz do hotelu, by zdążyć odnieść Minako do jej pokoju zanim stanie się najgorsze. Jednak nie pomyślał, że te drobne kołysania wywołane tym przyspieszeniem, wpłynęły niekorzystnie na i tak już zaczynającą się rewolucje w jej organizmie. Jej poliki odrobinę nabrzmiały od powietrza. Tomasz gdy to zaobserwował, jeszcze bardziej przyspieszył tyle że starał się nie robić już tej huśtawki. W końcu udało mu się przekroczyć próg hotelu. Już miał zamiar kierować się do windy, jednak zatrzymał się gdy ujrzał pewną znaną mu grupę z samolotu. Cofnął się o krok by ukryć się za ścianą i odparł do siebie w myślach.
„Pięknie, kurwa pięknie. Akurat teraz tego mi było trzeba najbardziej, przyjaciół Miny. Rany jak oni mnie zobaczą z Miną w takim stanie to już po mnie. Pomyślą, że ja to jakiś zboczeniec, i próbuję ją cichaczem zgwałcić. Sebastian, Artur niech no ja jutro was dopadnę, to nogi z dupy wam powyrywam. Oj powyrywam! Dobra co robić? Tutaj niedaleko są schody przeciwpożarowe, może z nich skorzystać?”
- Mina, jaki numer ma twój pokój?
- Num… numer? - odparła niemrawo - 316.
„316? O mordę, to na trzecim piętrze. No dobra ryzyk-fizyk”
I ruszył w kierunku drzwi. Na szczęście były blisko i znajdowały się poza widokiem Usagi, Ami, Rei, Makoto, Maoru i Chibiusy. Udało mu uniknąć niepożądanego spotkania, jednak zawsze kij ma dwa końce. Dość szybkie wchodzenie po schodach dało się mocno we znaki Minako, rewolucja w jej brzuchu narastała. Już powoli zaczęła odczuwać nieprzyjemny smak goryczy w gardle, która powoli narastała. Tomasz próbował dodać animuszu Minie mówiąc że to już niedługo, żeby jeszcze wytrzymała, chociaż było to trudne udawało jej się to. Jednak z każdym jego krokiem coraz bardziej piekł ją przełyk. Tomaszowi udało się wydostać ze schodów i wkroczyć na korytarz szybkim krokiem i skierował się do drzwi jej pokoju. Nacisnął na klamkę i wparował, nawet nie zauważył że drzwi nie były zamknięte. Po czym skierował się do łazienki, postawił minę i pomógł jej nakierować się nad muszlę klozetową w ostatniej chwili. Wtedy Minako zwymiotowała. Za pierwszym razem nie udało jej się „wycelować” przez co odrobina wymiocin dotarła na ziemię. Jednak za drugim razem już była odpowiednio ustawiona. Zwymiotowała po raz drugi, potem trzeci i tak jeszcze ze cztery razy. Tomasz położył rękę na jej czole, tworząc jej oparcie. Próbował nie patrzeć na to przedstawienie, jednak kiedy wydawało się mu że to już koniec, Mina znowu zwracała zawartość swojego żołądka. Kiedy już wszystko się uspokoiło, podniosła głowę spoglądając na niego. Tomasz uśmiechnął się do niej po czym odparł.
-Spokojnie. Jutro będzie lepiej. Chodź, pomogę ci się położyć.
Odprowadził ją do łóżka, po czym pomógł jej się położyć, przykrył ją i powędrował do łazienki. Sprzątnął bałagan, który przed chwilą się urządził i kiedy kierował się do wyjścia to Mina spojrzała na niego i odparła:
-Tomasz… mógłbyś ze mną zostać? - jej glos zdradzał, że dziewczyna się struła, oraz że pewnie będzie czegoś potrzebować. Tomasz uśmiechnął się do niej i podszedł do znajdującego się nieopodal fotela. Usiadł, po czym rzekł.
-Śpij Mina. Jak się prześpisz to poczujesz się dużo lepiej.
- Dziękuję.- odparła do niego z uśmiechem. Zamknęła oczy i próbowała zasnąć. Tomasz spojrzał na zegarek leżący na małej szafeczce obok łóżka. Wskazywał 22.45.

***

Minako powoli otworzyła oczy. Szło jej to trudno. Miała wrażenie, że jej powieki stały się ciężkie i jak by nie mogła ich podnieść. Jednak kiedy jej się to udało cichutko syknęła, gdyż zabolały ją oczy. Obraz powoli wyostrzał się. Kiedy już wszystko wdziała i była przytomna odczuwała zmęczenie. W gardle czuła zgagę. Była spocona, bo jak się okazało spała w ubraniu. Kiedy rozejrzała się po pokoju zorientowała się, że Tomasza w nim nie ma. Lecz po chwili usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę. - odparła lekko zmordowanym głosem.
Kiedy drzwi się otworzyły to pokoju wszedł nikt inny jak Tomasz.
- Dzień dobry. - powiedział. - Jak tam się czujesz? -odparł czule.
- Nie najlepiej. - odpowiedziała zmarnowana. Wszystko mnie boli, źle się czuję. Matko czy tak zawsze jest po alkoholu?
- Tylko jak się przesadzi. - odparł uśmiechając się niej. - Wybacz jeśli cię wystraszyła moja nieobecność, ale musiałem na chwilę wyskoczyć po parę drobiazgów na kaca.
- Na co? - spytała.
- Kaca. Tak się nazywa stan w którym jesteś.
- Aha. - mruknęła.
- Mina wiesz lepiej będzie jak przebierzesz się w jakieś nocne ciuchy, bo pewnie twoje przyjaciółki zaraz tu będą. A ja mam pomysł jak zrobić żeby się nie dowiedziały że piłaś.
- A jaki? I dlaczego?
- Zaufaj mi. Niech to zostanie naszą tajemnicą.
Minako zmęczona powoli zgramoliła się z łóżka i powędrowała do łazienki. Przebieranie trochę trwało, ale udało się jej w końcu. Kiedy wyszła Tomasz podał jej jakieś pastylki do ssania i kazał wypić jakiś napój. Miał przyjemny smak. Smak cytryny. Tomasz powiedział jej, żeby się jeszcze zdrzemnęła i obiecał, że będzie siedział i już nie wyjdzie. Minako ponownie zasnęła.

***

Kiedy Minako znowu się przebudziła czuła się dużo lepiej, jednak nadal miała uczucie lekkiej zgagi. Na szczęście nie czuła zmęczenia i mogła już nie spać. W pokoju był Tomasz. Uśmiechając się odparł:
- I jak samopoczucie?
- Dużo lepiej. - odparła odwzajemniając uśmiech. - Choć nadal czuję się jeszcze jak flak.
- Wybacz.- odparł - Zapomniałem cię ostrzec o tej tradycji.
- Jakiej tradycji?
- Wiesz mamy tam taką właśnie niepisaną tradycję, która już parę latek ma na karku.
- A na czym ona polega?
- To że jak ktoś z nas pozna kogoś nowego i przedstawi tą osobę reszcie, to zawsze wznosimy za to toast. Wiem, głupia ta tradycja.
- Wcale nie. - Minako zaprotestowała. - Warto mieć swoje własne tradycje.
- Jednak, moi kumple zrobili głupotę upijając Cię. Spokojnie jutro z nimi porozmawiam. Swoja drogą powiem, polubili Cię. Nawet Martyna. A niezwykle ciężko jest sprawić, aby kogoś polubiła.
- Nie. Możesz nie robić im za to afery? - Zapytała. -To też moja wina. Mogłam odmówić. Zresztą ja też ich zdążyłam polubić.
- Kontaktowa jesteś.
- Jak zawsze.
Tomasz i Minako rozmawiali jeszcze długo na różne tematy. Tak jak wtedy w samolocie, każda minuta sprawiała im przyjemność. Rozmawiali o swoich zainteresowaniach, szkole, rodzinie, domu, przyjaciołach. O wszystkim, czym interesuje się każdy nastolatek. W końcu do drzwi Minako znowu ktoś zapukał.
- Proszę. - zaprosiła.
Drzwi się otworzyły. Do pokoju weszli Usai, Chibiusa i Mamoru.
- Mina, co tak długo nie… - przerwała, kiedy zobaczyła Tomasz. - O przepraszam masz gościa.
- No… - Mina próbowała wyjaśnić, ale Tomasz wstał i odparł.
- Witam. Pewnie mnie nie znacie. Ale ja was kojarzę. Minako dużo o was opowiadała. A nazywam się Tomasz Fleischer.
- Usagi Tsukino.
- Mamory Chiba.
- Chibiusa Tsukino.
Wszyscy ukłonili się. Tomasz odpowiedział tym samym.
- Mam nadzieje, że nie opowiedziała o nas wszystkiego. - odparł żartobliwie Mamoru.
- Nie. Tylko to o co pytałem. - odparł.
- To ty jesteś tym chłopakiem którego spotkała Mina w samolocie? - spytała Chibiusa.
Tomasz uśmiechnął się do Chibiusy i odparł z przyjaznym tonem głosu.
- O… widzę, że wy dowiedzieliście się o mnie pierwsi. Hm, a myślałem, że ja będę pierwszy. -odparł przewracając oczami. Wszyscy zgromadzeni załapali żart i uśmiechnęli się.
-A tak w ogóle, to co tak długo cię wczoraj nie było? - spytała Usagi.
-Wczoraj kiedy wracałam z łazienki spotkałam Tomasza. Zaproponował mi poznanie swoich przyjaciół. A ja postanowiłam ich poznać.
- Eh… przyjazny wieczór z nowymi znajomymi. - Usagi westchnęła z nutką romantyzmu. - I jak było?
- Miło. Bardzo przyjemni i fajni ludzie.
- Chciałabym ich poznać.
- To żaden problem. - odparł Tomasz. - Zawsze możemy się umówić na wspólne spotkanie.
- Z chęcią skorzystamy z tej propozycji. - powiedział Mamoru.
- To może jutro wieczorem?
- A czemu nie. - odparła Chibiusa. - Tylko musimy powiadomić resztę dziewczyn.
Tomasz spojrzał ponownie na nią i odparł z uśmiechem.
- Rezolutna z ciebie dziewczynka. Chętnie poznam resztę twoich przyjaciółek.
- No to powiadomimy dziewczyny i możemy iść. - dodał Mamoru.
- Jedynie trzeba ustalić o której godzinie. Może o 19.00?
- Mi pasuje.- odparła Mina.
- Mi też. - dodał Mamoru.
- Ja też się zgadzam. - odała Usagi.
- I ja. - odparła radośnie Chibiusa.
- No to jesteśmy umówieni.
- A właśnie, Mina. Dlaczego jesteś jeszcze niegotowa? - spytała Usagi. - Mieliśmy, iść dzisiaj na zakupy.
- Wybaczcie, ale nie pójdę. Źle się czuje. - odpowiedziała.
- A co się stało Mina? - spytała Chibiusa.
- Minako próbowała coś powiedzieć, ale Tomasz znowu ją wyprzedził.
- Minako struła się wodą.
- Wodą? - spytał zdziwiony Mamoru
- No wiesz, nie przegotowaną. Z kranu.
- To można się zatruć wodą z kranu?
- Można Usagi. - Odpowiedział Mamoru.
- Jak? - zapytała zaciekawiona chibiusa.
- Inny klimat.- opowiedział Tomasz. - Wy japończycy jesteście przyzwyczajeni do wody występującej w waszym klimacie. Niestety Polska leży w innej strefie klimatycznej, więc nie jesteście przyzwyczajeni do wód występujących tutaj. Żeby się nie struć musielibyście ją przegotować. Wiem co mówię, wierzcie mi. To samo spotkało mnie w Japonii.
- O rany. - opadła zdziwiona Usagi. - naprawdę można struć się w taki sposób.
- Można, Usagi. Tomasz tu ma rację. - odparł Mamoru. - A ile jej wypiłaś?
- Z litr, półtora. - odparła z niepewnością.
- U to dużo. - dodał. - Jak chcesz to możemy zostać z tobą.
- Nie, nie trzeba. - odparła. - Jedźcie beze mnie. Tomasz dotrzyma mi towarzystwa.
- Nawet powiem to będzie dla mnie zaszczyt. - odparł pogodnie Tomasz.
Usagi, Mamoru i Chibiusa uśmiechnęli się ponownie, ukłonili się, życzyli miłego spędzenia czasu i wyszli pozostawiając Tomasza i Minako samych. Kontynuowali swoją rozmowę. Trwała ona długo. W końcu zegar pokazał godzinę 21.45. Tomasz rzekł:
- No późno już. Czas bym się zbierał.
- Naprawdę musisz? - spytała.
- Niestety tak. - odparł ze zniechęceniem w glosie. - Jutro mam kilka spraw do załatwienia. Ale spokojnie ciągle jesteśmy umówieni na jutrzejsze spotkanie. A ty prześpij się. Jutro jak wstaniesz będziesz wypoczęta i bez jakichkolwiek dolegliwości. Do jutra - uśmiechnął się do niej.
- Do jutra. - odparła z uśmiechem. Tomasz wyszedł pozostawiając Minako samą w pokoju. Ta postanowiła pooglądać jeszcze telewizję. Włączyła odbiornik i skupiła swoją uwagę na telewizorze.

***
Minako wreszcie się przebudziła. Oczy przestały ją boleć, poczuła się dużo lepiej. Dziewczyna była wypoczęta i pełna sił. Jedynie zauważyła, ęe zasnęła przed telewizorem, gdyż był on włączony. Mina wyłączyła go, wstała i ruszyła do łazienki. Kwadrans później była już gotowa do wyjścia. Skierowała się do windy i zjechała na dół, po czym wyruszyła do restauracji. Byli tam już wszyscy. Podeszła do nich i odparła:
-Witam. - powiedziała siadając na swoim miejscu.
- No, nasza struta dziewczyna wreszcie odzyskała siły. - odparła Makoto.
- No cóż, za dużo wypiłam tej wody. - odparła z uśmiechem.
- Litr, to sporo. - dodała Rei. - Powinnaś ja przegotować.
- No, nie wiedziałam, że mogą być takie skutki.
- To trzeba było się dowiedzieć. Ami na pewno by cie ostrzegła.
Minko milczała. Uśmiechnięta mówiła do siebie w myślach:
„Gdyby tylko znali prawdę”. Dziewczyna wzięła kromkę chleba i posmarowała ją masłem, położyła kawałek szynki i odgryzła kęs.
- I jak bawiłaś się z nowymi przyjaciółmi? - spytała Ami.
- Bardzo dobrze, to bardzo sympatyczni ludzie, polubiłyście ich.
- Mam nadzieję. Zwłaszcza, że Usagi przekazała nam, że dzisiaj mamy się z nimi spotkać. - powiedziała Makoto.
- A ta ogólnie to co dzisiaj mamy w planach? - spytała Mina
- Najogólniej to planujemy dzisiaj pozwiedzać zabytkowe miejsca. - Ami odpowiedziała. - Właśnie ustaliłam trasę i myślę, że zaczniemy od zwiedzania…
- Łazienek Królewskich. - przerwała jej Usagi.
- A ty skąd wiesz? -spytała zdziwiona.
- Kobieca intuicja. - odparła.
- Usagi, czy przypadkiem ta twoja intuicja to nie szklanka przy ścianie? - dodała Rei z uśmiechem na twarzy.
- Co?! Jak szklanka?
- Nie udawaj. - odparła. - Chibiusa już zdążyła się podzielić.
Usagi, spojrzała na swoją córkę (z przyszłości) skrzywiła twarz w lekkim grymasie i odparła do niej.
- I ty Chibiuso?
- Ja nic złego nie zrobiłam… - odparła z niewinnym uśmieszkiem. - Po za tym to ty powinnaś się wstydzić.
- Ja? Dlaczego?
- Bo podsłuchiwanie innych zbyt grzeczne nie jest. - do rozmowy dołączył Mamoru.
Usagi zaczerwieniła się i nic nie odpowiedziała. Jednak po chwili odparła:
- To zjedzmy i ruszajmy. A tak właściwie, gdzie jest pan Imachara?
- Musiał wyruszyć na spotkanie biznesowe, ale pozostawił nam limuzynę do dyspozycji. - oparł Mamoru.
- Zostawił ją dla nas? -spytała niedowierzająca Makoto.
- Tak.
- My to mamy naprawdę szczęście.
- No cóż, po dwukrotnym uratowaniu świata przed zagładą, zasłużyliśmy na chwilkę szczęścia. - Dodała rozentuzjazmowana Usagi. - Jedynie co, to skończmy śniadanie i ruszajmy. Jestem, ciekaw co nas dzisiaj ciekawego spotka. - Dodała spoglądając na Rei. Ta tylko z zakłopotaniem w oczach, popatrzyła chwilkę na Usagi i odparła.
- Co?
- A tamten chłop…
- Cicho. - odparła cichaczem. - Jedzmy i ruszamy.
O dziwo po tych słowach reszta grupy nie drążyła tematu. Zakończyli posiłek, skierowali się do limuzyny, wsiedli i ruszyli. Przez ten czas rozmawiali. Przeważnie to dziewczyny wypytywały o Tomasza i jego przyjaciół. Minako opowiedziała im wszystko. Czyli jak w jej stylu resztę wymyśliła na poczekaniu. Dziewczyny coraz bardziej chciały ich poznać. Rozmawiali również o wrażeniach na temat wakacji. Kiedy dojechali na miejsce i przeszli przez bramę ukazał im się cudowny ogród jak w pałacu. Pełen drzew, kwiatów, krzewów. Im dalej tym coraz bardziej zapierało im dech w piersiach.
- Rany. - powiedziała Usagi z podziwem. - Jak tu pięknie.
- Jak ogród pałacowy. - dodał Makoto.
- Łazienki królewskie. - zaczęła Ami. - Kompleks pałacowy, założony w XVIII wieku z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. - choć, było jej ciężko wypowiedział te słowa, to jednak dała radę. Nawet ładnie to zabrzmiało. - Ponoć najpiękniejszym miejscem jest pałac na wyspie, letnia rezydencja Polskiego Króla. Urządzał tam słynne obiady czwartkowe, zdoby…
- Ami. - zapiszczała Usagi.
- Co?
- Skąd ty to wiesz?
- Z książek, które miałam w bagażu podręcznym.
Dziewczyny nic nie odpowiedziały, ta odpowiedz je zamurowała. Tylko Mamoru i Chibiusa niebyli zaskoczeni. Jednak po chwili oszołomienie opuściło je i rozpoczęła się kolejna rozmowa.
- Letnia rezydencja króla, jak w bajce. - zaczęła Usagi.
- Ale ona jest prawdziwa. - odparła Minako.
- No chodźmy ją zobaczyć.
Kiedy dotarli ujrzeli przecudny pałac, umiejscowiony na zielonej wysepce.
- Ale piękny… - odparła Usagi romantycznym tonem głosu. - Jak zostanę królową to chyba będę bardzo lubiła tu spędzać czas.
- Chyba my wszystkie. - dodała Minako.
- Ogólnie to on zostanie ci podarowany. Odparła Chibiusa, jednak szybko zasłoniła usta dłonią.
- No cóż. Taka piękna i mądra królowa zasłużyła na wyrazy wdzięczności od swych poddanych. -Odparła dumnym i zadowolonym tonem głosu. Nikt nic nie odpowiedział, ale nie z powodu wypowiedzi Usagi tylko tego co powiedziała Chibiusa. Po chwili Ami zapytała:
- Gdzie, jest Mako?
Makoto w tym czasie oddzieliła się od grupy i wędrowała innymi alejkami robiąc zdjęcia okolicy.
„Matko, nigdy nie stracę takiej okazji by porobić kilka fotek. W końcu nie po to męczyłam się przez lot w tym „latającym cholerstwie” by niczego nie zdobyć” myślała. Jednak jej spokój przerwał krzyk. Krzyk przerażenia. Pobiegła do jego źródła i kiedy dotarła, ujrzała długowłosą dziewczynę o kruczoczarnych włosach, ubraną w normalnie ludzkie ubranie. Dziewczyna stała nad inną przerażoną dziewczyną. Czarnowłosa podniosła otwartą dłoń na której znajdowała się czarna, wykonana na pierwszy rzut oka z granitu broszka. Okuta w pierścień, na jej szczycie znajdował się czerwony kamień. Broszka uniosła się. Makoto od razu wiedziała co należy zrobić. Schowała się i…
- Jupiter Star Power!!! Make Up!!!
Po przemianie krzyknęła w stronę nieznajomej.
- Przestań natychmiast!!!
Nieznajoma odwróciła się i spojrzała na Makoto. Druga dziewczyna wykorzystała okazję do ucieczki. Gdy nieznajoma ujrzała, że jej ofiara uciekła, ze złością wykonała gest dłonią i puściła w Makoto kulę ognia. Udało jej się odskoczyć, jednak kiedy kula uderzyła w ziemię lekko oparzyła sobie prawą łydkę. Poparzenie nie było aż tak wielkie, jednak bardzo uciążliwe. Nieznajoma podniosła ręce do góry i zaczęła mówić.
-Ypálli̱los, akoúo̱ kyrá tou, akoúo̱, m 'akoús Glabrezu. Słowa były wyraźnie zimne i bez uczuć, wręcz lodowate. Nagle z nikąd ukazał się potwór, demon wielkości dwóch dorosłych z czterema rękami. Dwie zakończone dłońmi, a inne dwa wielkimi i przerażającymi szczypcami. Potwór miał jeszcze głowę dobermana wykrzywioną w wyrazie chęci do ataku. Nieznajoma wskazała swemu „słudze” skinieniem głowy Makoto. Ten tylko ryknął i ruszył na nią jak wściekły byk. Makoto bez wahania krzyknęła słowa zaklęcia.
- Suprime Thunder! - w demona poleciał piorun. O dziwo mimo swojego wzrostu i masy potwór był szybki. Ominął atak Makoto i nim zdążyła cokolwiek zrobić ten już dopadł ją w swoje kleszcze, podniósł i cisnął mocno o ziemię. Makoto upadła na bark, który zaczął ją boleć. Nie wiedziała czy jest złamany czy zwichnięty. Jednak udało jej się skorzystać z komunikatora.
- Ratunku! Tu jest droid!!!
Jednak po chwili demon znowu chwycił ją w kleszcze i podniósł. Nieznajoma podeszła bliżej i spytała:
- A ty co z choinki się urwałaś? -jej język wydawał się jakby polski, jednakże Makoto wszystko zrozumiała.
- Kim jesteś i czego chcesz?
- Aby zrozumieć najlepiej drugą osobę trzeba przynajmniej przejść kilometr w jej butach. - odparła i podniosła broszkę.
- Co to jest? - spytała Makoto lekko przerażona.
- Moje buty. - Wtedy z kamienia z broszki wystrzelił czarny promień trafiający w pierś Makoto. Dziewczyna krzyknęła. Czuła jakby ktoś zadawał jej ból od środka serca. Mocny i długi. Wtedy w bestię coś trafiło. Puścił Makoto, a nieznajoma odwróciła się w stronę z której nadleciał atak i ujrzała czwórkę dziewczyn ubranych tak samo jak Makoto i jednego mężczyznę ubranego w smoking. Nieznajoma krzyknęła w gniewie.
- Zabij, ich!!!
Monstrum ruszyło w ich kierunku. Mamoru rzucił kolejną różę, dziewczyny również nie próżnowały.
- Crescent Beam!
- Shine Aqua Illusion!
- Burning Mandala!
Jednak i to nic nie dało. Demonowi udało się przemknąć przez wszystkie ataki i dobiec szybko do nich. Atakował. Jednak nie uderzył swymi szczypcami w grupę, ale 2 metry przed nimi o pustą ziemie. Fala uderzeniowa wywołana tym uderzeniem zmiotła wszystkich na glebę. Gdy grupa była na deskach, nieznajoma podeszła do Usagi i powiedziała:
- Kolejne, wkurwiające insekty.
Chciała już wydać rozkaz, jednak niewiadomo skąd demona trafiła strzała przeszywając jego oko. Ryknął z bólu, chwycił strzałę swoją normalną dłonią i próbował ją wyjąć. Kiedy mu się to udało z rany trysnęła czarna krew. Nieznajoma obejrzała się i ujrzała dwoje ludzi. Kobietę i mężczyznę okutych w metalowe zbroje, każda w innym kolorze. Kobieta miała zbroję koloru zielonego, a raczej podchodzącego pod szmaragd. Mężczyzna czerwoną podchodząca pod rubin bądź karmazyn. Nieznajoma syknęła i odparła groźnie.
- Wy!
- Tak, my. - odparł ironicznie mężczyzna w zbroi. - Słyszeliśmy, że bardzo brzydko się bawisz Marii.
- Ty chędożony rycerzyku. Tym razem nie wygrasz.
- Jesteś tego pewna? - odparła zadziornie kobieta.
- Was jest dwoje. - odparła z zadowoleniem. - A ja wezwałam Glabrezu.
- Wiedzieliśmy o tym, i jesteśmy wszyscy przygotowani.
Te słowa sprawiły, że Marii przeraziła się. Nagle do dwójki dołączyło czworo osób. Dwóch mężczyzn i dwie kobiety okuci również w zbroje. Potężny wojownik w białej zbroi, młody mędrzec odziany w szarą zbroję, spokojna i chłodna kobieta w zbroi czarniej i piękna panna w zbroi ze złota. Wtedy mężczyzna okuty w czerwoną zbroję krzyknął.
- Artemida, ostrzeliwuj go! Afrodyta, Nemezis atakujcie go czarami! Ares, Kronos za mną!
I tak Kobieta ubrana w zieloną zbroje zaczęła strzelać z łuku w demona. Posępna i piękna zaczęły składać jakieś znaki z rąk. Od posępnej wystrzelił czarny pocisk uderzający go w twarz. Wybuchł i oblał go jakąś cieczą palącą mu twarz. Od pięknej wystrzelił biały promień trafiający w bark i powodujący bolesne obrażenia. Wtedy dopadły go strzały i trzech pozostałych. Dwóch dosięgnęło celu. Wojownicy odziani w czerwoną i szarą zbroję uderzyli jeden w tors drugi w nogę. Wściekły demon wykorzystał swoje kleszcze i trzasnął wojownika w białej zbroi powodując, że odleciał trafiając w drzewo. Jednak zebrał się do kupy i wyjął z małej przegródki na pasku flakonik. Otworzył go i wypił jego zawartość. Wtedy ruszył. Wydawało się, że jest szybszy. Szybki niczym wiatr dobieg do broniącego się demona, wskoczył na zgięte kolano, wyskoczył w stronę karku. Kiedy tam dotarł szybko wspiął się wyżej i wpił swój miecz w bark demona w taki sposób, że ostrze pozostało w ciele. Wojownik w bieli parę razy mocno poruszył miecz na prawo i lewo, po czym go wyjął. Z rany trysnęła soczyście czarna krew. Bestia padła na glebę martwa. Nieznajomej zwanej Marii nie było, uciekła. Wszyscy wojownicy powstali. Okuty w czerwoną zbroję powiedział do swowich:
- Artemida, dziewczyna. Kronos…
- Wiem, oskórować bo zanim spłonie. - przerwał mu odziany w szarą zbroję po czym ruszył w stronę truchła. Kobieta w zielonej zbroi podeszła do Makoto, uklęknęła, podparła ręką jej głowę i podała fiolkę do jej ust, mówiąc.
- Wypij to powoli do końca.
Makoto wypiła. Poczuła dziwny kwaśno-gorzki smak. Dziwnie się z początku poczuła, ale potem przestała odczuwać ból w barku i w sercu. Wstała z lekką pomocą, potem podeszła do swoich. Dziewczyny i Mamoru podeszli do Makoto. Usagi chciała im podziękować, jednak ich już nie było. Zostały jedynie dymiące szczątki zamieniające się powoli w popiół. W ich głowach zrodziła się myśl. Czy to wrogowie czy przyjaciele?

Rozdział 4: Poszukiwanie prawdy

Od czasu walki minęły trzy godziny. Usagi, Ami, Rei, Makoto, Minako, Mamoru i Chibiusa znajdowali się już w hotelu. Makoto umieszczono w innym pokoju wraz z Ami i Chibiusą, by ją doglądały. Reszta była w drugim pokoju, gdzie omawiali dzisiejsze wydarzenia.
- I jak Rei nadal uważasz, że ci rycerze bogów to wymysły ludzi? - Usagi spytała Rei. W jej głosie można było wyczuć nutkę ironii i tryumfu. Rei odparła.
- A skąd masz pewność że to byli oni? - odparła zadziornym głosem.
- A myślisz, że normalni ludzie noszą zbroję w środku dnia? - Usagi odparła. - Jeżeli tak, to znaczy że my wszyscy jestem czymś naćpani, bo co rusz zdarza nam się walczyć z czymś bardziej dziwacznym. - dodała ze stu procentową ironią w głosie w którym można było wyczuć nutę zażenowania.
- To, że pomogli nam jacyś „uzbrojeni w zbroję paladyni” nie jest dowodem, że akurat to oni.
- To czego byś jeszcze chciała za dowód, ich akt urodzenia? - Usagi odparła. - O ile oni w ogóle je mają. - dodała sarkastycznie.
- A wiesz czego konkretnie chcę za dowód? Tego by sami mi to powiedzieli.
- No jak jesteś taka mądra to zapytaj się ich. - odparła Usagi z lekkim zdenerwowaniem.
- A niby jak mam to zrobić? - spytała Rei.
- To zrób burdę. Oni się zjawią i się ich spytasz.
- Usagi, jeszcze moment i ja zrobię burdę na twojej twarzy.
- No to spróbuj szczęścia.
- Dziewczyny spokojnie. - wtrącił się Mamoru- Usagi, Rei ma rację że oni nas uratowali. Ale to nie oznacza, że to są ci rycerze.
- Niestety, ale Usagi ma rację. - dodała Minako.
- A ty skąd wiesz? - spytał.
- Tomasz i jego przyjaciele mi o nich trochę powiedzieli.
- A dasz sobie głowę uciąć, że to byli oni? - spytała zażenowana Rei.
- Dam. - odparła. I nawet mam na to dowody.
- A jakie?
- Ich imiona.
- A co ma jedno wspólnego z drugim?
- No to przypomnijcie sobie jak ten w czerwonej zbroi ich nazywał.
- Ares, Kronos. - Ami odparła, po czym chwilę się zamyśliła i kontynuowała. - Artemida, Afrodyta i Nemezi.
- Nemezis. - Minako poprawiła przyjaciółkę.
- No i co to ma wspólnego z naszymi wybawcami? - spytała Rei
- To są ich imiona. - Minako odpowiedziała. - Tomasz mi o nich opowiadał, nawet zdradził ich imiona.
- A niby z jakiej racji on ma o nich wiedzieć? - spytała Rei, robiąc przy tym szorstką minę.
- No bo jeżeli są to polscy bohaterowie a oni są Polakami, to jakoś muszą o nich wiedzieć. - odparła Minako z zażenowaniem w głosie. Rei nic nie powiedziała, milczała. Podobnie jak ona nikt się nie odezwał. Przez pewien czas trwała martwa cisza. Nagle do pokoju weszli Ami wraz z Makoto i Chibiusą. O dziwo Makoto mimo iż oberwała najpoważniej, była w świetnym stanie. Usagi odparła.
- Mako, jeszcze nie powinnaś wstawać.
- Spokojnie. Już czuje się lepiej. Nawet ramię przestało mnie boleć i mogę swobodnie nim poruszać. - odparła z uśmiechem na ustach.
- Tak szybko? - spytała zdziwiona Rei. - Ale jak?
- Możliwe, że to dzięki tej miksturze którą dostałam do wypicia.
- Myślisz? - odparła Ami. - A co to było?
- Nie wiem. - odparła. - W smaku było strasznie gorzkie, jakbym piła gorczycę. Ogólnie to było w smaku obrzydliwe. Kiedy to piłam czułam się dziwnie. Jednak po chwili przestało mnie boleć i ramię i serce po tym, co ta baba mi zrobiła. - dodała i zamyśliła się. Ciekawe z czego oni to robią? A tak ogólnie to coś wiadomo na temat naszych wybawców?
- No nic konkretnego. Udało nam się ustalić, że to byli rycerze bogów. - odparła Rei. Chociaż trudno było jej to powiedzieć.
- Ci, o których słyszeliśmy w wiadomościach przedwczoraj?
- Dokładnie. - odparła Minako.
- Cóż, trzeba będzie się więcej o nich dowiedzieć. - dodała Ami. - Ale jak?
- Ja uważam, że nie powinniśmy się w to mieszać. - odparł bezpardonowo Usagi. Reszta grupy zdziwiła się niemiłosiernie. Jakby słyszeli słowa obłąkanej. Rei jedynie przyłożyła dłoń do swojego czoła i odparła.
- Usagi, czy ty oszalałaś? Czy mózg ci się zresetował? Jak to mamy się nie mieszać?
- Normalnie. Ledwo co wyszliśmy z jednego szamba w postaci Mędrca i jego Klanu. Teraz mamy znowu się wpakować w jakieś kłopoty? Poza tym pewnie oni nie będą sobie życzyć, byśmy im pomagali.
- A skąd ta pewność? - spytała Minako.
- No bo jeżeli oni walczą z jak jej tam… - Usagi przerwała na chwilę, zastanowiła się i kontynuowała. - …Ma… Mar… A zresztą, pies to lizał. Po prostu nie wtrącajmy się.
- Usagi, tym razem mnie zdołowałaś. - odparła zażenowana Makoto. - Nawet tu demony chodzą sobie samopas z jakąś popierdoloną dziewczyną, a ty mówisz z taką łatwością jak by to była zbita szklanka.
- Makoto, powiedz mi. Czy było przyjemnie jak to coś cię o mało nie zabiło?
- No przyjemnie to nie było jak strzeliła w moje serce, ale właśnie dlatego powinnyśmy się tym zająć. Co ty myślisz, że ona na tym poprzestanie? Jedną dziewczynę chciała chyba ukatrupić. A pomyśl co ta baba planuje. Może to być coś gorszego niż tylko kilka osób.
- No i właśnie omal przez to nie zginęłaś. Przecież ci rycerze z nią walczą, więc po co mamy wchodzić im w paradę?
- Po to, że może oni mogą jej potrzebować. - dodała głośniej Rei. - Niby masz być królową Ziemi a nie chcesz pomóc swym przyszłym poddanym?
- A Metalia? A Mędrzec? - odparła. - Co może oni się nie liczą?
- I co z tego że pokonaliśmy Metalię i Mędrca, skoro inne zło wychyla tu w Polsce swój łeb. - odparła zażenowana. - Nie może to do ciebie dotrzeć?
- Doszło. I dla naszego bezpieczeństwa powinniśmy o tym zapomnieć. Poza tym nie wiemy, czy to wrogowie czy przyjaciele?
- Uratowali nas. - Ami odparła wreszcie. - Jeżeli by nie byli przyjaciółmi, to by nas nie wsparli i nie wyleczyli Mako.
- To, że nas uleczyli nie oznacza nic.
- Prócz tego, że to przyjaciele. - dodała sarkastycznie Chibiusa.
- A ty co się wtrącasz jak starsi rozmawiają? - odparła szorstko Usagi. - Ty glucie mały nie wiesz nic. Przecież zostałaś przy pałacu.
- Usagi, nie wyładowywuj się na Chibiusie. - odparł Mamoru. - Ona akurat nic nie zawiniła.
- A róbcie sobie co chcecie. - odparła. - Ja radzę, byśmy nie mieszali się do tego. A teraz idę na spacer. Mamoru możesz mi towarzyszyć.
Podeszła do niego i wzięła za rękę, po czym pociągnęła go w stronę drzwi i wyszli. Mamoru nawet nie zdążył nic powiedzieć. W pokoju reszta dziewczyn jeszcze przez pewien czas debatowała nad swoimi słowami i słowami Usagi. Rozważały za i przeciw, wszystkie możliwości. Rozmowa trwała jeszcze ze 30 minut.
- Więc, jaką decyzję podejmujemy? - spytała Rei. - wchodzimy w to czy odpuszczamy?
- Mi coś mówi, że powinniśmy jednak dowiedzieć się wszystkiego. - dodała Makoto.
- Ja powiem szczerze, też jestem za tym. - odparła Minako.
- Jednak powinniśmy, w miarę możliwości dowiedzieć się o nich więcej. A jak będzie możliwość to nawet ich wspomóc.
- A co ty na to Chibiuso?
- Jak zostałam zamieniona w Czarną Damę, to mnie ratowaliście mimo niebezpieczeństwa. Uważam, że musimy im pomóc.
Wszystkie dziewczyny podjęły jednogłośnie decyzję. Postanowiły mimo wszystko dowiedzieć się więcej o Rycerzach Bogów i pomóc im, jeżeli dojdzie do następnego spotkania.
- No dobra, postanowione. - odparła Rei. - Tylko jak mamy to zrobić? Nie mamy żadnego punktu zaczepienia.
- Gdyby Luna i Artemis tu byli. - powiedziała Makoto. - Na pewno by nam pomogli.
- Będziemy musiały same to rozgryźć. - odparła Ami.
Minako przez pewien moment milczała, zastanawiała się i rozważała. Po chwili jej oczy rozszerzyły się, a na jej ustach zagościł uśmiech.
- Mam pomysł. Poczekajcie chwilkę za moment jestem z powrotem.
Minako wyszła, przez jakieś 15- 20 minut jej nie było. Kiedy weszła w rękach trzymała stos gazet, czasopism i magazynów. Dziewczyny zdziwione patrzyły na nią, jakby widziały coś dziwnego.
- E, Mina w czym ma pomóc nam ta makulatura którą trzymasz? - spytała Makoto.
- To nie jest zwykła makulatura. - odparła. - Te gazety piszą o naszych Rycerzach. A inne są w całości nim poświęcone.
Dziewczyny uśmiechnęły się. Nie było to kompendium lub ksiązka grubości encyklopedii, ale na pewien czas było wystarczające. Wszystkie zabrały się za czytanie anglojęzycznych czasopism. Czytały dokładnie każde zdanie tam zamieszczone. Wszystkie możliwie przydatne informacje notowały. Jednak po przeczytaniu wszystkich czasopism, informacji według ich opinii było za mało. Co jakiś czas zdobywały inne książki. Wszystkie okazywały się jednak niezwiązane z rycerzami, ale o tematach pokrewnych. Ksiązki były o mitologii, rycerstwie i ty podobnych dyrdymałach. Czas leciał nieubłaganie. Minęły jakieś dwie godziny od czasu kiedy zaczęły czytać. Próbowały dowiedzieć się wszystkiego. W końcu postawiły powiedzieć sobie co uzyskały z tego czytania.
- A więc tak. - zaczęła Rei. - Wiemy, że jest ich sześcioro. Trzech mężczyzn, trzy kobiety. O imionach Herakles, Ares, Kronos, Artemida, Afrodyta i Nemezis. Znają magię, chociaż nie wiemy jaką posiada dany rycerz. Wiemy jednak, że ta Afrodyta potrafi kontrolować światło jak ty Mina. A nemezis potrafi kontrolować ciemność. Znają się na alchemii, świetnie posługują się bronią białą. - Tu przerwała i po chwili namysłu kontynuowała. - Oraz że ta Artemida jest świetną łuczniczką. Swoją drogą ciekawe gdzie pobierała lekcje. Trafić z tak daleka idealnie w oko ponad dwu metrowego bydlaka wymaga nie małej wprawy.
- No, ale to i tak za mało. Musimy się dowiedzieć więcej. - odparła Makoto. - Tylko jak? Przeczytaliśmy prawie wszystko i nadal mało wiemy.
- No właśnie tu jest problem.
- A ja mam coś interesującego. - powiedziała Ami.
- A co takiego? - spytała Makoto.
- Posłuchajcie. - zajrzała nosem w książkę i zaczęła czytać. - Jeden z herosów w mitologii greckiej, syn Zeusa i śmiertelniczki Alkmeny. W mitologii rzymskiej utożsamiany z Herkulesem. Znany był z wielkiej siły, męstwa, zapaśnictwa i umiejętności wojennych, zwłaszcza celnego strzelania z łuku. Lubiany przez Zeusa i Atenę, był prześladowany przez zazdrosną Herę. Utożsamiany z rzymskim Herkulesem.
- Herkulesem? - odparła zdziwiona Rei. - Czyli można ż tego wnioskować, że ma pewnie niezwykłą siłę.
- Posłuchajcie dalej. Ares w mitologii greckiej bóg wojny, utożsamiany z rzymskim bogiem Marsem, syn Zeusa i Hery. W astronomii utożsamiany z Baranem. Jeden z dwunastu bogów olimpijskich. Wzbudzał powszechny strach, nawet wśród Olimpijczyków. Jedynym, który się nie bał Aresa był Hades. W odróżnieniu od Ateny, która również jest greckim bóstwem wojny, nie patronuje on rzemiosłu wojennemu i szlachetnej walce, ale nikczemnościom związanym z wojną: konfliktowi, zniszczeniu i okrucieństwu. Jest opiekunem m.in. szpiegów, katów i bezwzględnych dowódców.
- Marsem? - dodała Makoto. - To twoja planeta Rei.
- Czyli pewnie potrafi tak jak ja posługiwać się ogniem. No i mam nadzieje, że nie jest tak nieokrzesany jak przeczytałaś.
- To nie wszystko. - odparła Ami. - syn Ziemi i Nieba - Gai i Uranosa, najmłodszy z tytanów. Czasem mylony z Chronosem. W obronie swych sióstr i braci pozbawił ojca władzy nad światem. Jego żoną była jedna z tytani Rea. Z ich związku urodziło się sześcioro dzieci (Demeter, Hestia, Hera, Hades, Posejdon i Zeus), ale ponieważ przepowiedziano mu, że jedno z dzieci pozbawi go władzy połykał je zaraz po urodzeniu. Rei udało się uratować najmłodszego, Zeusa, podając Kronosowi kamień owinięty w pieluszki. Zeus został ukryty w grocie na Krecie. Rea zwołała nimfy, aby grały i dźwięczały dzwoneczkami by zagłuszyć płacz dziecka. Zeus gdy dorósł zmierzył się z ojcem - środek wymiotny spowodował, że Kronos zwrócił połknięte wcześniej swoje dzieci. Zeus wraz ze swym rodzeństwem postanowili ukarać ojca - w wyniku wojny Tytanów Kronos został pokonany i strącony do Tartaru. Warto jednak nadmienić, że po umocnieniu władzy na Ziemi Zeus uwolnił ojca i oddał mu we władanie Pola Elizejskie. Planeta przeznaczona Kronosowi to Saturn.
- Saturn. Pewnie lubi pierścionki. - odparła żartobliwie Makoto.
- Tomasz mi powiedział, że ponoć pośród rycerzy on jest mędrcem. - odparła Minako.
- Jak to was zaciekawiło to słuchajcie dalej. Artemida w mitologii greckiej bogini łowów, zwierząt, lasów, gór i roślinności, wielka łowczyni, dlatego na wielu rzeźbach i obrazach przedstawia się ją z jeleniami, lub w lesie. Uważana również za boginię płodności, niosącą pomoc rodzącym kobietom. Jej atrybutami był łuk i strzały, a ulubionym zwierzęciem łania. Należała do grona 12 bogów olimpijskich.
Była córką Zeusa i Leto, siostrą bliźniaczką Apollina. Bogini-dziewica, odpowiedzialna za nagłą śmierć, nie wybaczała zniewagi (razem z Apollinem wymordowała dzieci Niobe w obronie honoru matki, a myśliwego Akteona, który oglądał ją w kąpieli, zamieniła w jelenia, po czym rozszarpały go własne psy). Była patronką myśliwych oraz opiekowała się Amazonkami. Jedną z prac Heraklesa było schwytanie jej łani.
W Sparcie co rok bito chłopców tak, aby krew tryskała na jej ołtarz. Była boginią płodności i śmierci zarazem. Czczono ją także w Arkadii.
Utożsamiana z rzymską boginią Dianą, oraz boginią księżyca i śmierci, Hekate.
- Dianą? - spytała niedowierzanie Rei. - Chibiuso, czy Diana wie, że w przeszłości ktoś używał jej imienia?
- Nie. W prawdzie nigdy mi o tym nie mówiła.
- O rany, Rei utożsamiana z Dianą. - dodała zażenowana Minako. - A ona zwie się Artemida. Jak Artemis uśmieje się jak mu to opowiem.
- To słuchajcie dalej. Afrodyta w mitologii greckiej bogini piękna, kwiatów, miłości, pożądania i płodności. Najbardziej urodziwa z bogiń antycznych mitów.
W mitologii rzymskiej odpowiedniczką Afrodyty była Wenus.
- No to ładnie, widzę że mamy drugą wojowniczkę miłości. - odparła Minako. - A myślałam, że odkąd spotkałam Artemisa takie rzeczy nie będą mnie dziwić. - westchnęła. - Jak zwykle moje przewidywania musiały się lekko rozpier… - przerwała, kiedy przypomniała sobie, że w pokoju jest Chibiusa. - E… niczyć. - dodała z niewinnym uśmieszkiem.
- A co wiemy o tej Nemezis? -spytała Makoto.
- Nemezis w mitologii greckiej bogini zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia. Nazywana kobietą bez winy i wstydu. Zsyłała na ludzi szczęście lub niepowodzenie, ścigała przestępców i decydowała o losie w zależności od zasług. Córka Nocy (Nyks), uważana za uosobienie gniewu bogów. Ośrodkiem jej kultu było Ramnus w Attyce. Stała na straży równowagi świata wraz z Eryniami. Przedstawiana była jako kobieta trzymająca w jednej ręce gałąź jabłoni, w drugiej koło, na głowie miała koronę zwieńczoną jeleniami, a z jej pasa zwisał bicz. Atrybutem Nemezis jest koło, a poświęconym jej zwierzęciem - gryf.
- Czyli można powiedzieć że ona pewnie jest zimna jak pierś czarownicy. - dodała Minako.
- A dlaczego?
- No z opisu wynika że mityczna bogini nie była zbyt radosna, a raczej wredna jak diabli. Poza tym kontroluje moce ciemności, więc raczej ona przyjemna nie będzie.
- A tam. Ty to zawsze wiesz tyle ile kot napłakał. - dodała Makoto.
- Ja nic nie wiem?
- No raczej tak.
Minako nie odparła nic. Właśnie w tym momencie do pokoju weszli Usagi i Mamoru. Widok ich troszeczke zdziwił. W końcu Usagi odparła z uśmiechem.
- Dni wam się pomyliły. Są wakacje a nie szkoła. Po co tak wszystkie studiujecie?
- Studiujemy na temat tych rycerzy. - odparła Ami.
Mina Usagi nagle zrzedła. Nie była zbyt zadowolona tym, co usłyszała. W końcu odparła.
- Przecież mówiłam, że to nie jest najlepszy pomysł.
- Ale jednak uznałyśmy, że to może być nam potrzebne. Zwłaszcza jeżeli znowu się na nich natkniemy to będziemy już przygotowani. Odrobinę się o nich dowiedziałyśmy. - dodała Rei.
- No do jasnej cholery, czy wy naprawdę nie możecie tego pojąć?! - Usagi krzyknęła. - TO NIE NASZA SPRAWA! - wycedziła głośno przez zęby.
- Jak to nie nasza sprawa? - odparła zdziwiona Rei. - Usagi czy ci już się dokumentnie porąbało w tej czaszce? Tu jest zło które zagraża innym.
- Ale dlaczego mamy się mieszać w tą sprawę. Są ci rycerze bogów. Oni tu strzegą porządku, oni są tu strażnikami. Nie mamy nawet prawa się w to wtranżalac.
- A właśnie że mamy! - Rei krzyknęła.
- A jakie?
- A takie Usagi, że w przyszłości ty będziesz królową tego świata. Ty i nikt inny. Myślisz, że twoi podani ograniczają się tylko do Kryształowego Tokio, lub ludzi z Japonii? Jeżeli tak myślisz to jesteś wstrętną samolubną babą i nic więcej! Właśnie udowodniłaś jak bardzo ci zależy na tym.
Słowa Rei sprawiły, że złość zeszła z twarzy Usagi zmieniając się we wstyd i przygnębienie. Spuściła wzrok. Chociaż słowa jej przyjaciółki były ostre i chłodne to jednak Usagi powoli dostrzegała, że mają one racje. Ze jako przyszła królowa powinna troszczyć się o swoich przyszłych podanych. W końcu to ona jest wojowniczką o miłość i sprawiedliwość. Rei również się opanowała. Kiedy zobaczyła stan Usagi przez głowę przeszła jej myśl, że była zbyt ostra i że mogła lekko przesadzić. Podeszła do niej, przytuliła ją i odparła.
- Przepraszam.
Usagi spojrzała na nią, uśmiechnęła się.
- To ja przepraszam. Przez to wszystko odeszła mi chęć do walki. Chciałam odrobinę odpocząć. Ale masz rację. Ci ludzie też zasługują na to, by żyć. I są w zagrożeniu. No dobra, to podzielcie się swoimi spostrzeżeniami.
- Usagi, jesteś wielka. - dodała uśmiechnięta Rei.
- Dziewczyny przekazały Mamoru i Usagi wszystko, czego się o nich dowiedziały. Począwszy od imion i ich znaczeń, a na magii skończywszy. Wymieniły wszystkie szczegóły, aż w końcu zadzwonił telefon. Była to komórka. Minako odebrała i okazało się, że to był Tomasz.
- Witam. Jak minęła wycieczka?
- O cześć Tomasz. Miło.
- To dobrze. Dzwonię by wam przekazać, że gdzieś koło 18-tej zapraszamy na spotkanie.
- Spotkanie? Jakie spotkanie?
- Oj Mina, nie udawaj. Przecież miałem poznać twoich przyjaciół. A twoi moich.
- A no tak. - Minako przyłożyła rękę do czoła. - Zapomniałam.
- No to najważniejsze, że przypomniałem. Przyjedzcie limuzyną. Pan Imachara zgodził się ją zostawić dla was.
- A skąd ty go znasz? - Minako zapytała zdziwiona.
- A widzisz, jeszcze o mnie wiele nie wiesz. Spokojnie. Jak przyjedziecie, wszystko ci wyjaśnię.
- No dobra. - odparła neutralnym tonem głosu. - To przekażę reszcie.
- No to fajnie. To do 18- tej.
Minako rozłączyła się. Wtedy Makoto spytała.
- Kto to był?
- Tomasz zaprosił nas na zabawę. Mamy przyjechać o 18-tej.
- Dokąd? Dlaczego my o tym nie wiemy? - spytała Rei.
- Wy nie. - odparł Mamoru. - Ale ja, Usagi i Mina tak. Umawialiśmy się z nim. I zapomnieliśmy wam powiedzieć przez to wszytko co dzisiaj się zdarzyło. - dodał czerwieniąc się ze wstydu.
- Z tym Tomaszem? - spytała Makoto.
- Tak. - odparła Usagi.
- A gdzie mamy jechać?
- Nie powiedział. Mówił jedynie, że pan Imachara zostawił nam limuzynę i mamy tam nią przyjechać.
- A skąd on wie o panu Imacharze? - spytała zdziwiona Ami.
- Tego też nie powiedział. Ale jednak pojedźmy. To bardzo sympatyczni ludzie, polubicie ich. A poza tym może oni nam coś więcej zdradzą na temat tych rycerzy.
- No jak mamy zdobyć informacje i jednocześnie się zabawić to na co jeszcze czekamy? - odparła Makoto.
- A która jest godzina?
- 15.30 - powiedziała Ami.
- W taki razie chodźmy coś zjeść bo jestem głodna. I przygotujemy się a potem ruszajmy. - dodała Usagi. Po jej słowach wszyscy opuścili książki i zjechali na dół do restauracji, by coś zjeść.

***
Zbliżała się godzina 18-ta. Wszyscy byli już gotowi i czekali przed limuzyną, jednak Usagi jak zwykle się spóźniała. Po chwili i ona dołączyła do reszty. Wszyscy zapakowali się do wozu i ruszyli. Szofer potwierdził to co usłyszały od Tomasza i wiedział gdzie jechać. Po 45 minutach jazdy dojechali na przedmieścia. Limuzyna zaparkowała na podjeździe jednego z domów. Był to dom jednorodzinny. Na podwórzu czekał już Tomasz wraz z Sebastianem, Arturem, Emilą, Sandrą i Martyną.
"Pisarz jest pisarzem, ponieważ pisze, a bynajmniej nie dlatego, że ma legitymację"

Michaił Bułhakow.
Mistrz i Małgorzata.

Awatar użytkownika
Aelin181
amator
Posty: 6
Rejestracja: 13 kwie 2016, 19:29

Re: [Sailor Moon] Rycerze Bogów

Postautor: Aelin181 » 13 kwie 2016, 21:14

Miło się czytało. Był dość dużo błędów ortograficznych i interpunkcyjnych.
Świetnie oddałaś charaktery bohaterek.

Serenity89
amator
Posty: 1
Rejestracja: 13 sty 2018, 18:25

Re: [Sailor Moon] Rycerze Bogów

Postautor: Serenity89 » 13 sty 2018, 18:29

czesc fajne bardzo opowiadanie szkoda że nie skończone mam nadzieje ze bedzie skonczone


Wróć do „Anime/Manga”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość