[Naruto] Szósty Hokage na cmentarzu

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2125
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

[Naruto] Szósty Hokage na cmentarzu

Postautor: RedHatMeg » 11 mar 2010, 18:59

Zaznaczam, że ten fik był pisany jakieś cztery lata temu, tak więc jest pewnie kilka błędów merytorycznych, jak już mi kiedyś powiedziano na innej stronie internetowej. W każdym razie rzecz dzieje się w przyszłości i - jak sam tytuł wskazuje - na konohańskim cnematarzu. Fik jest dosyć smutny i bardzo refleksyjny, więc to, co kochamy najbardziej :mrgreen: .

Szósty Hokage na cmentarzu
Pośród małych grobów z czarnego marmuru, otoczonych zielonym lasem sunęła powoli postać w długiej, białej szacie i w kapeluszu z szerokim rondem, które nieznacznie zakrywało twarz starego człowieka o niebieskich oczach, jasnych blond włosach i lisich wąsach. Był wczesny ranek i Szósty Hokage myślał, że jest na cmentarzu Konohy sam. Pragnął odwiedzić miejsca spoczynku kilku osób, zanim zacznie swoją codzienną pracę. Było cicho, tylko liście smagane wiatrem szeleściły nieznacznie, sprawiając, że Hokage owładnęła dziwna melancholia. Tutaj, wśród zmarłych, było wielu, z którymi przeżył dzieciństwo i którzy go uczyli sztuki walki.
Nagle usłyszał płacz, jakby szlochanie dziecka. Nie potrafił przejść obok takiego dźwięku obojętnie, więc zaczął szukać owego dziecka, aby coś poradzić na jego smutek. Płacz dochodził z lasu, tam też skierował się Hokage. Po chwili ujrzał skulonego pod drzewem małego chłopca, który cały czas ronił łzy.
- Co się stało, chłopcze? – zapytał Hokage, a dziecko odwróciło się nieznacznie, zorientowawszy się zaś kto jest z tyłu, powstało i okazało Szóstemu należny mu szacunek.
- Witaj, panie – odparł chłopiec.
- Co się stało? – powtórzył pytanie władca. – Dlaczego płaczesz, chłopcze?
- Och, panie, jestem najsłabszy w swojej klasie i dlatego wszyscy się ze mnie śmieją i nikt nie chce się ze mną przyjaźnić.
- To smutne – odparł Hokage.
- A na dodatek zabierają mi różne rzeczy.
- Rozumiem. Czy kiedykolwiek próbowałeś się z kimś pobawić?
- Wiele razy, ale ode mnie odchodzili.
- Rozumiem. A próbowałeś kiedyś walczyć o swoje?
- Tak, ale zawsze przegrywałem.
- Rozumiem. Chodź ze mną. Coś ci pokarzę, chłopcze.
Hokage wyciągnął do chłopca rękę, którą ten nieśmiało ujął. Następnie Hokage zaprowadził go do pewnego grobu, przy którym jednakże ktoś już stał. Było to stary jounin z włosami związanymi na cebulkę i z okrągłą twarzą. Ten ktoś położył obok grobu paczkę chipsów i w ciszy przyglądał się nagrobkowi z napisem: „Akimichi Chouji”. Hokage i chłopiec szybko podeszli do jounina.
- Witaj, Shikamaru – odezwał się Hokage, a Shikamaru odwrócił się szybko w jego stronę.
- Witaj, panie – odparł.
- Widzę, że nadal przychodzisz pod grób Choujiego.
- A jakże by inaczej – odrzekł cicho Shikamaru. – Pomyślałem, że po tamtej stronie musi być bardzo głodny, więc kupiłem mu chipsy.
- Shikamaru, mam do ciebie prośbę – znów zmienił temat Hokage. – Z tego chłopca wszyscy się śmieją i nikt nie chce się z nim bawić. Chciałbym, abyś mu opowiedział o Choujim.
- Rozumiem, panie – oświadczył Shikamaru i zwrócił się do chłopca: – Chodź bliżej, mały.
Chłopiec przybliżył się do Shikamaru, który kucnął przy nim i powiedział:
- Mój przyjaciel Chouji nie był za bardzo lubiany przez inne dzieci, bo był gruby i powolny. Dlatego też nikt nie chciał być z nim w drużynie. W końcu zakazali mu w ogóle ze sobą grać. Kiedy przybity odchodził, zobaczył motyla, który zaplątał się w pajęczą sieć. Chouji natychmiast go uwolnił. Wtedy właśnie trochę bardziej się nim zainteresowałem i zdecydowałem się za nim iść. Doszedłem do pewnej ławki z daszkiem i przypadkiem usłyszałem jak ojciec Choujiego mówi mu: „Jesteś o wiele milszy niż inni. Ktoś to kiedyś w tobie dostrzeże. Będziecie się traktować jak przyjaciela i będziecie mogli na siebie liczyć”. Tym kimś stałem się ja. Lubiłem jego towarzystwo, chociaż był trochę łakomy i czasami zachowywał się naprawdę głupio. Wszystkim wydawało się, że on jest niewydarzonym grubasem, ale ja znałem go lepiej niż inni. Właśnie dlatego koniecznie musiał się znaleźć w ekspedycji, która miała sprowadzić tutaj Uchiha Sasuke. Przydał się, o jak bardzo się przydał! Jeden facet zamknął nas w wielkiej kuli z ziemi, która absorbowała naszą chakrę, a Choujiemu udało się nas stamtąd wydostać. Zmienił się w wielką kulkę, która w najsłabszym punkcie naszego wiezienia zrobiła otwór. Potem Chouji… – w tym momencie Shikamaru uronił łzę – mój Chouji zaproponował, że zajmie się tym facetem, abyśmy mogli iść dalej. Chouji wygrał z nim, ale sam o mało nie zginął… Przepraszam, muszę zostać sam.
Shikamaru już całkiem się rozkleił. Po policzkach Szóstego także poleciało kilka łez. Wziął za rękę chłopca i bez słowa opuścili Shikamaru.
Hokage jednak zobaczył gdzieś dalej innego swojego znajomego. Też był to stary jounin, ale ubrany na zielono. Jego hełmowate włosy i charakterystyczne brwi Szósty poznałby wszędzie. Dlatego też skierował się ku znajomemu, który klęczał przed grobem.
Hokage zostawił chłopca i podkradł się do jounina powoli. Będąc jakieś pół metra od jego uszu, Szósty szepnął z uśmiechem:
- Puszyste Brwi.
Jounin spojrzał za siebie i powstał. Wtedy Hokage zobaczył jego łzy i zrobiło mu się nagle wstyd.
- Wybacz, Lee. Przerwałem ci zadumę.
- Nic się nie stało, panie – odrzekł z lekkim uśmiechem Lee, przybliżył się nieco do Hokage i szepnął: – Ty się chyba nigdy nie nauczysz, żeby mnie nie nazywać Puszystymi Brwiami, co Naruto?
- To ty jesteś Rock Lee? – zapytał nagle chłopiec.
- Tak, to ja – odparł Lee.
- Największy mistrz taijutsu? Zielona Bestia Konohy?
- Aha.
- Co robisz na cmentarzu, mistrzu Lee? I dlaczego płaczesz?
- Widzisz ten nagrobek, chłopcze? – spytał Lee i wskazał grób, przy którym przed chwilą klęczał. – Wiesz, kto tu leży?
Chłopiec podszedł bliżej i przeczytał głośno nazwisko, które tam było napisane:
- Maito Gai.
- Mój mistrz – odrzekł smutno Lee. – Jego śmierć była największą tragedią w moim życiu. Straciłem najbliższą mi osobę. Człowieka, który nie tylko wszystkiego mnie nauczył, ale także był dla mnie kimś więcej. Chciałbym móc cofnąć czas i zmienić bieg zdarzeń, które doprowadziły do jego śmierci, ale to niemożliwe. Pozostaje mi tylko przychodzić tutaj, kiedy tylko mogę, i wspominać mistrza Gai. W tej ciszy czasem słyszę jego głos, jakby z zaświatów próbował dodać mi otuchy.
- Co mówi? – zapytał chłopiec.
- Najczęściej mówi: „Jesteś geniuszem ciężkiej pracy”. Tak mi kiedyś powiedział, gdy użalałem się nad sobą. Byłem wtedy bardzo młody, nie byłem dobry w walce i nie potrafiłem technik replikacji, chociaż bardzo próbowałem. Zresztą, nadal tego nie potrafię. Za to bardzo dużo trenowałem w samotności. Miałem nadzieję, że dzięki tym treningom udowodnię, że jestem coś wart. Tamtego wieczoru, kiedy mistrz Gai powiedział do mnie te pamiętne słowa, uderzyłem głową w pobliskie drzewo – w tym momencie Lee westchnął głęboko, po czym dodał: – i straciłem nadzieję. Wtedy mistrz Gai wyszedł z zarośli. Okazało się, że mnie obserwował i widział mój upór. Opowiedziałem mu o tym, że chciałbym być geniuszem tak jak mój kompan z drużyny Neji, a mistrz odpowiedział: „Jesteś geniuszem ciężkiej pracy.” Nieco później, kiedy rozmawialiśmy, powiedział: „Uśmiecham się z dumą, kiedy ciebie widzę, bo wiem, że wyrośniesz na silnego mężczyznę”. Dlatego podczas treningów i walk, które staczam, mam wrażenie, że mnie widzi i że jest ze mnie dumny.
- Może opowiedz, Lee, jak raz grali z mistrzem Kakashim w papier kamień nożyce – wtrącił nagle Hokage. – To jest piękna historia.
- No, dobrze. Opowiem – odparł Lee i usiadł na ziemi. – Mistrz Gai zawsze lubił mierzyć się z mistrzem Kakashim, którego uważał za swojego wielkiego rywala. Podczas pierwszego dnia z mistrzem Gai, jako moim nauczycielem, mistrz zauważył na dole Kakashiego i postanowił z nim zagrać. Warunek był taki: Ten, kto przegra, przejdzie na rękach Konohę od jednego końca do drugiego. Zagrali i mistrz Gai przegrał. Natychmiast stanął na rękach i zaczął iść. Podążyłem za nim. Myślałem, że sobie odpuści, kiedy nikt nie będzie patrzył. Ale nawet w lesie, gdzie byłem tylko ja ukryty w krzakach, nie przestawał chodzić na rękach. Wyszedłem więc z krzaków i stanąłem mu na drodze. „Mistrzu Gai. Mogę o coś spytać?” – powiedziałem. Kiedy powiedział, że mogę, spytałem: „Czemu to robisz? Nikt nie patrzy, nawet mistrz Kakashi”. „No, cóż, Lee. Od kiedy wiem, że jestem cool i przysiągłem ze swoją pozą miłego gościa, dotrzymam swojej przysięgi nawet za cenę życia”.
Wypowiadając te słowa, Lee spojrzał z lekkim uśmiechem w ziemię.
- Taki był mistrz Gai. Mój mistrz Gai.
- Nie zajmujemy ci już więcej czasu, Lee – powiedział Hokage i znów wziął za rękę chłopca. – Miło cię było widzieć i wielkie dzięki, że mogliśmy cię posłuchać.
- To była przyjemność. Do widzenia, panie.
- Tak, Lee, do widzenia.
Hokage i chłopiec poszli dalej. Szósty chciał pójść jeszcze tam, gdzie zamierzał iść na początku, ale nie chciał zostawiać chłopca samego i bez odpowiedniej nauki. Dlatego też powiedział:
- I co? Już lepiej?
- Tak, panie.
- Teraz pójdź do szkoły i postaraj się z kimś zaprzyjaźnić. Jeśli nadal będą tobie niechętni, przyjdź do mnie. Spróbuję coś z tym zrobić.
- Dobrze, panie. Dziękuję.
- Nie ma za co.
Po odejściu chłopca Hokage postanowił najpierw zajrzeć do grobu symbolicznego. Nagle zrozumiał jaka to wielka ironia losu – iść odwiedzić kamień z nazwiskiem człowieka, który wcześniej odwiedzał ten kamień, bo widniało tam nazwisko jego przyjaciela. Szósty musiał przejść do odosobnionego miejsca, gdzie pośród drzew znajdował się wielki, nierówny kryształ, na którym starannie wyryto każde nazwisko. Hokage jednak nie był jedynym, który chciał tam zajrzeć, gdyż przy grobie już był pewien starzec, którego Konoha nie widziała już od dość dawna. Stał przy krysztale i szeptał coś. Aby dowiedzieć się co, Hokage zbliżył się do niego, ale powoli.
- Bracie, tak wiele bym dał, abyś mi wybaczył moją zdradę. Wiesz, że ja tego nie zrobiłem umyślnie. Ty wiesz, że Aoi mnie oszukał.
- Konoha już ci wybaczyła – wtrącił Hokage, a starzec odwrócił się do niego i rozpromienił się.
- Och…ja nie spodziewałem się…że zastanę cię… w takich szatach. Wiedziałem, że nowy Hokage to ktoś, kogo mogę znać. Nie myślałem jednak, że to tobie przypadnie ten zaszczyt. Ale Konoha ma szczęście, wielkie szczęście.
- Idate – zwrócił się do starca po imieniu Szósty. – Uspokój się. Chcę ci powiedzieć, że możesz w każdej chwili powrócić do Konohy.
- Cóż mi po powrocie do Konohy, kiedy nie ma w niej Ibikiego? Poza tym dobrze mi tam, gdzie jestem.
- Rozumiem. Mam ci jednak jeszcze coś do powiedzenia.
- Słucham uważnie.
- Twój brat kilka godzin przed śmiercią wysłał do ciebie list. Sprawdź w domu. Może już dotarł i jest w niej jakaś ważna wiadomość dla ciebie.
- Ja ten list mam przy sobie. Jeszcze go nie czytałem. Nie mogłem.
- Przeczytaj, kiedy będziesz miał czas. Myślę, że twój brat także pragnął się z tobą pogodzić.
- Przeczytam, kiedy tylko będę w stanie.
- I odwiedź mnie dziś. Chętnie z tobą porozmawiam o dawnych czasach.
- Oczywiście, panie.
- Nie mów do mnie panie. Jestem taki jak dawniej, tylko bardziej zapracowany.
Idate obiecał, że zajrzy i zostawił Hokage samego przy grobie. Szósty natychmiast podszedł do kamienia i poszukał nazwiska, które zostało dodane niedawno: Kakashi.
- A więc połączyłeś się ze swoim przyjacielem, mistrzu Kakashi – wyszeptał Hokage. – Zginąłeś jak bohater – za Konohę. Nie wyobrażam sobie śmierci bardziej chwalebnej. Nigdy nie będę mówił, że to piękna śmierć, ale właśnie, że chwalebna. Nie wiem, czy kiedykolwiek pogodzę się z tym, że odszedłeś, ale jestem szczęśliwy, że chociaż nie na darmo. Mam nadzieję, że jest ci dobrze, na tamtym świecie. Nie wiem, co ci jeszcze powiedzieć. Mam tyle rzeczy do wymówienia – nie! – do wykrzyczenia, ale muszę jeszcze odwiedzić kilka grobów, a potem wracać do swoich codziennych prac Hokage. Pewnie myślałeś, że będę nieodpowiedzialny. A jednak…
W tym momencie żal zatkał mu usta. Hokage padł na kolana, zagryzł dolną wargę i zaczął płakać. Faktem jest, że nie po raz pierwszy płakał przy symbolicznym grobie nad mistrzem Kakashim i zawsze robił to nieprzerwanie przez pięć minut, bo tyle potrzebował, aby wziąć się w garść. Przyszła mu do głowy pewna scenka: Mistrz Kakashi klęczy dokładnie przed tym kamieniem i mówi, że tutaj są wypisane nazwiska bohaterów. Nagle jakiś chłopak w pomarańczowym odpowiada, że też chce być wśród nich, a mistrz na to: „To są ludzie, którzy poświęcili życie w obronie wioski”. Jakże teraz chłopcu głupio, o jaki naiwny się czuje! Od razu zaprzecza swemu pierwotnemu stwierdzeniu. Nie chce być takim bohaterem.
Teraz, jako człowiek dojrzały, był gotów oddać swoje życie za Konohę, jeśli to tylko będzie konieczne. Nie odda najeźdźcom swojej ukochanej wioski bez walki. Był pewien, że, tak jak Trzeci i Czwarty Hokage, zginie, broniąc wioski, a wcześniej wykorzysta wszelkie znane sobie techniki, aby pokonać wroga i uniemożliwić mu jej zdobycie.
Szósty powstał z kolan, otarł resztki łez i ruszył dalej. Wyszedł z tego odludnego miejsca i skierował się w inne, niezbyt oddalone od symbolicznego grobu. Byli tam pochowani wszyscy Hokage. Tam też już ktoś był w odwiedzinach u zmarłego bliskiego.
- Witaj, panie – przywitał Hokage pewien starzec, którego Szósty pamiętał jako pięcioletniego malca.
- Co ty, Konohamaru? – odparł z uśmiechem Hokage. – Jesteśmy tu sami. A może wolisz, abym cię nazywał młodym panem?
- O, nie – zaśmiał się Konohamaru. – W żadnym razie. Mam nadzieję, że władza cię nie przytłacza, Naruto.
- Trochę przytłacza, ale miałem kilku wspaniałych poprzedników, na których w pewnych sprawach się wzoruję.
- Czy na moim dziadku…?
- Przede wszystkim na twoim dziadku. Ale nic mi nie przeszkadza być także sobą.
- To dobrze. Ty też masz zalety.
- Ale skupmy się na zmarłych.
Konohamaru przystanął przy grobie swojego dziadka, a Hokage przy miejscu spoczynku jego poprzedniczki. Nawet ona – kobieta o trudnym charakterze i zamiłowaniu do hazardu – wydawała mu się w tamtej chwili lepszym Hokage, niż on sam. To uczucie nawiedzało go zawsze przy tych nagrobkach i powoli opuszczało, kiedy zmierzał do swoich codziennych powinności. Z dala od wzroku historii czuł się pewniej i postępował tak jak uważał za słuszne.
- Muszę już iść, Konohamaru – odezwał się nagle Szósty. – Do widzenia.
- Do widzenia – odparł Konohamaru.
Teraz Szósty Hokage powoli skierował się w lewo, a potem prosto, aż nie znalazł się znów w miejscu, gdzie był na początku i nie napotkał nagrobka, przy którym stała zamyślona, starsza kobieta z krótkimi włosami i w czerwonym kimonie. Na grobie był już wazon z białymi kwiatami, które trochę przesłaniały nazwisko na nagrobku: „Uchiha Sasuke”.
Szósty spodziewał się, że przy tym grobie zastanie właśnie tę kobietę, a ona na pewno spodziewała się, że on tutaj przyjdzie. Dlatego też nie witał się z nią, tylko spojrzał z zadumą na ten grób, gdzie spoczywał jego przyjaciel. Dlaczego Sasuke nie mógł dożyć tej chwili, kiedy nareszcie marzenie jego największego przyjaciela, a zarazem rywala, się spełniło? Dlaczego właśnie on – Uchiha Sasuke – odszedł z tego świata? Dlaczego musiał umrzeć, kiedy Szósty Hokage go najbardziej potrzebował?
Hokage rozejrzał się po cmentarzu w oddali widział ludzi, którzy stoją albo klęczą, dumają albo płaczą nad grobami swoich krewnych, mistrzów, przyjaciół. Dojrzał Lee i Shikamaru, którzy codziennie przychodzili do swoich zmarłych bliskich, oraz Idate i Konohamaru, którzy na cmentarzu przebywali tylko czasami. Pomyślał wtedy jaka do szkoda, że ludzie umierają. Gdyby on, jako Hokage, mógł choćby na kilka minut zwrócić ludziom ich ukochanych zmarłych, to Idate i Ibiki mogliby się pogodzić, a Lee i jego mistrz, Konohamaru i jego dziadek, Shikamaru i Chouji, jak również on – Hokage – mistrz Kakashi i Sasuke mogliby się znów sobą cieszyć. Oni wszyscy mogliby powiedzieć sobie rzeczy, których nie powiedzieli wcześniej.
I wtedy oczom Szóstego ukazała się dziwna wizja. Oto w miejscach nagrobków stały osoby, do których te nagrobki należały. Oto znów Chouji – taki jak go wszyscy pamiętali z dawnych czasów – siedział przed smutnym Shikamamru i wyciągnął w jego stronę otwarte chipsy, jakby pytał: „Chcesz?”. Kilka grobów dalej nad klęczącym Lee stał mistrz Gai, który przybliżył się do jego ucha i coś szeptał, Hokage domyślał się co. Z lasu wyszedł Idate, a za nim podążał Ibiki, który położył rękę na ramieniu brata. Stamtąd wychyliło się także wszystkich pięcioro Hokage i wszyscy bohaterowie, którzy zginęli w obronie Konohy. Dziadek Konohamaru szedł za nim, ale nic nie mówił, tylko szedł. Zaś tuż naprzeciw Hokage stał jego przyjaciel Sasuke i uśmiechnął się do niego tak, jakby mówił: „I co tak stoisz, idioto? Chodź, zmierzmy się”.
Nagle na cmentarzu zrobiło się strasznie tłoczno od duchów, ale Szóstemu wydawało się, że tylko on widzi je wszystkie. Lee smutno uśmiechnął się, kiedy znów usłyszał szept swojego ukochanego mistrza, a Idate jedynie odwrócił się, gdy poczuł na ramieniu rękę Ibikiego, ale widocznie uznał, że to tylko wiatr, bo wzruszył ramionami i poszedł dalej przed siebie.
- Naruto – powiedział nagle jakiś cichy damski głosik.
Hokage się odwrócił. Tym razem to jemu przerwano zadumę, a zmarłe postacie wokół niego się rozpłynęły. Tą, która przyczyniła się do zniknięcia tej wizji, była krótko obcięta staruszka o białych oczach.
- Witaj, Hinata – odezwał się do niej.
- Wybacz, że przerywam ci pobyt na cmentarzu, ale musisz już iść do pracy. Dzisiaj mają przybyć posłowie z Kraju Fal. Lepiej, abyś się nie spóźnił.
Ostatnio zmieniony 04 paź 2010, 20:01 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 9 razy.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

klopsik
amator
Posty: 2
Rejestracja: 22 mar 2010, 23:03

Postautor: klopsik » 24 mar 2010, 14:21

Dodawajcie więcej Fanficków Naruto,zaś tem jest świetny

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 08 paź 2010, 16:53

Doczekałaś się recenzji jako nagrody w konkursie.

Trochę się zdziwiłam, że akurat tego fika zgłosiłaś do recenzji, bo na forum znajduje się wiele lepszych tekstów twojego autorstwa. Postaram się być najbardziej obiektywna, jak to tylko możliwe, choć nie wiem, na ile mi to wyjdzie.
Treść: Początkowo wydawało mi się, że to będzie coś w rodzaju fika familijnego, czyli pokrzepiająca historyjka z morałem, trafiająca przede wszystkim do młodszych odbiorców. Pojawia się tu dość klasyczne zagranie: postać człowieka dojrzałego, mędrca oraz postać dziecka, które w pewnym sensie jest jego odzwierciedleniem z lat młodości. Prostota dialogów nawet mi nie przeszkadzała, uznałam to za celowy zabieg literacki, który miał upodobnić fika do bajki. Choć nie gustuję w tego typu tekstach, nawet mi się spodobało. Sądziłam, że będzie to jakaś historia z morałem, ale później klimat zrobił się mroczniejszy i przekształciło się to w zbiór refleksji. Czytałoby się to całkiem nieźle, gdybyś wplotła tu jakieś retrospekcje, natomiast fik zdominowały dialogi i przemyślenia, które z czasem niestety zaczynają nudzić. Końcówka mnie rozczarowała, bo nieznalazłam morału, którego się spodziewałam. Wydaje mi się, że postanowiłaś postawić na zaskakującą puentę, która jednak nie okazała się zaskakująca w najmniejszym calu. Od samego początku wiedziałam, że szóstym Hokage jest Naruto, więc zakończenie wydało mi się mało ciekawe. W ostatecznym rozrachunku początek wyszedł dobrze, ale druga połowa fika już trochę zgrzyta.
Forma (by Miryoku): Jeśli chodzi o formę, jest dobrze. Językowo ładnie, stylistycznie również, choć nic nie wzbudziło u mnie szczególnego zachwytu. Całość napisana jest raczej prostym stylem, pasującym do tematyki. Opisy są krótkie i treściwe, na tyle dokładne, by czytelnik mógł sobie wyobrazić poszczególne elementy świata przedstawionego, lecz nie przydługie. Zdarzyło się kilka wpadek językowych, ale raczej nie rzucają się w oczy. Najbardziej rażący jest błąd ortograficzny w zdaniu „Coś ci pokarzę, chłopcze”. Nie spodobało mi się też użycie sformułowania „młody pan”, zamiast którego powinien zostać użyty wyraz „panicz”. Interpunkcja ogółem bardzo dobra, choć zdarzyło się kilka drobnych błędów. Pod koniec fanfika pomyłek zdarza się więcej, jakbyś przykładała do zakończenia mniej uwagi. Pojawia się też kilka literówek. Największe zastrzeżenia mam do kompozycji. Widać wyraźny wstęp, potem następuje rozwinięcie (może nieco chaotyczne, bo bez wyraźnej fabuły), lecz zakończenia mi brakuje. Ostatnia wypowiedź Hinaty według mnie na zdanie kończące się nie nadaje i mam wrażenie, że fik po prostu się urywa. Mam jeszcze uwagę dotyczącą dialogów, a szczególnie początkowej rozmowy Hokage z płaczącym chłopcem. Przy wypowiedziach bohaterów brakowało mi opisów ich reakcji, gestykulacji i mimiki. Podobnie jest przy monologach, które przeplatane informacjami o zachowaniu mówiącego mogłyby być dużo ciekawsze.
Podsumowanie: Fanfik nie jest zły, ale można by go znacznie dopracować. Wydaje mi się, że gdy wrzucamy tekst napisany dość dawno temu, warto jest go jeszcze raz przeczytać i poprawić błędy, których kiedyś nie umieliśmy zauważyć.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Szaliczek
debiutant
Posty: 78
Rejestracja: 11 paź 2010, 21:20
Lokalizacja: Płock. Znacie to ? xX

Postautor: Szaliczek » 14 paź 2010, 08:30

Hm....lubię Naruto, jednak takiej zmyślnej interpretacji wodzy fantazji nigdy wcześniej na oczy nie widziałem. Temat pracy jest bardzo, ale to bardzo ciekawy. Przypomina spotkanie po latach na którym każdy odnajduje perełki z przeszłości. Zdziwił mnie początek opowiastki: Naruto ponoć jest sam na cmentarzu, jednak zaraz po wejściu zaczynają go obłapiać znajomi ludzie. Jeszcze śmierć Akimichi.....to jest jakiś tłuszczowy rasizm ! :D

Mam wyłącznie przykre odczucie dotyczące dialogów. Każdy z bohaterów jest przerysowany, zbytnio podkreślony i pokazany wyłącznie w dobrym świetle, przejaskrawionych barwach ? Może był to zabieg celowy - pokazać jak ninja zmieniają się po latach - lecz z kolei Naruto gada i zachowuje się jak Trzeci albo inny stary, cichy mędrzec !
Ze słów Konohamaru wyciągam wniosek, że akcja opowiadania dzieje się tuż po skończeniu historii Kishimoto. Dla mnie świat przedstawiony w Szóstym(...) jest za bardzo..hm..idyllistyczny ? Sztuczny.

Muszę jednak pochwalić za oprawę fabularną. Całkiem dobrze stworzone, pokierowane i zakończone dwuznacznie. Będzie gwałt na cmentarzu ? Hinata w końcu porwie Naruto do Kraju Fal i sprawi z nim sobie dzieciaka ? I czy w końcu nauczyła się czegoś jeszcze oprócz zawracania głowy ? (co akurat bardzo lubię x3)
Aaaa tam....
Obrazek

Lara-Samada
amator
Posty: 10
Rejestracja: 25 sty 2011, 22:54

Postautor: Lara-Samada » 26 sty 2011, 23:25

Ciekawy pomysł, tego ukryć nie sposób. Mam jednak wrażenie że np między Lee a Shikamaru nie ma żadnej różnicy w dialogach. Nie wyczuwam ich charakteru, gdybym nie wiedział kto to mówi i o kim to bym nie zgadł który jest który. Konohamaru jako staruszek pytający czy na jego dziadku wzoruje się Naruto zabrzmiał mi za to jak właśnie pięciolatek którym był. Poza tym nie można się przyczepić. :) Podoba mi się pomysł bo rozbudza wyobraźnie, co też jest zasługą Twoich opisów. Motyw z duchami- świetny. Brakowało mi w tym jednak jakiegoś drugiego dna, nawiązania śmierci którejś z postaci do konkretnego wydarzenia, ale praca nie jest zbyt długa więc na pewno ciężko byłoby coś wpleść. Ciekawie się czytało. :)


Wróć do „Naruto”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość