[Naruto] Kroniki Rodzeństwa Piasku

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

[Naruto] Kroniki Rodzeństwa Piasku

Postautor: RedHatMeg » 02 paź 2010, 09:13

Kiedyś zaczęłam pisać ten fik, w którym głównym tematem są stosunki między Rodzeństwem Piasku - Gaarą, Kankuro i Temari. Akcja dzieje się po ostatecznej klęsce wyprawy po Sasuke, kiedy Shinobi Liścia powrócili do wioski, aby leczyć rany, a Shinobi Piasku przybyli razem z nimi. Hokage, w zamian za ich pomoc, proponuje rodzeństwu gościnę we Wiosce Liścia. Później intryga się zagęści i nasze rodzeństwo będzie musiało sprostać niechęci mieszkańców i zagadce tragedii ich najstarszego brata. Zaznaczam, że fik jest niedokończony, ale myśle, że i tak jest całkiem niezły.

Tytuł: Kroniki Rodzeństwa Piasku
Rating: 12+
Opis: Tsunade proponuje Rodzeństwu Piasku gościnę. Jest dla nich to początek serii niefortunnych zdarzeń.
Rozdział 1
Byłby to bardzo dobry dzień, bo słońce świeciło jasno na bezchmurnym niebie, było bardzo cicho, a wiatr delikatnie muskał twarze przechodniów, niosąc ze sobą jakąś miłą woń – byłby, gdyby nie to, co wydarzyło się kilka godzin temu. Właśnie kilka godzin temu do Konohy przybyły trzy ekipy medyczne wraz z mistrzem Kakashim i przyniosło ze sobą drużynę czterech geninów (i jednego chuuina), w dodatku naznaczonych klęską. Nie udało im się bowiem sprowadzić z powrotem Uchihy Sasuke, który teraz przystał do największego wroga wioski – Orochimaru. Tak więc pod względem pogody, był to dobry dzień, a z perspektywy zaistniałych wcześniej wydarzeń – tragiczny.
Ale wraz z rannymi do Konohy wkroczyli także inni genini. Specjalnie wysłana na pomoc trzyosobowa drużyna z sąsiedniej Wioski Ukrytego Piasku. Ta trójka, zaraz po przybyciu do Konohy, rozdzieliła się. Temari poszła do szpitala, aby dowiedzieć się, co z najciężej rannymi – Choujim i Nejim. Spędziła tam jakieś cztery godziny, póki nie zawołali jej bracia. Gnębiło ją przeświadczenie, że to przez fatalne dowództwo Shikamaru ci dwaj byli w tak paskudnym stanie. A wydawał się takim dobrym kandydatem na przywódcę! Dobrze chociaż, że przyznaje się do porażki.
Gaara usiadł w konohańskim lesie i zastanawiał się nad czymś zgoła innym. Jakiś czas temu spotkał się znów z chłopakiem, którego kilka miesięcy wcześniej chciał zabić. Teraz, kiedy Gaara myślał i postępował zupełnie inaczej, odzywały się w nim wyrzuty sumienia. Czuł, że powinien porozmawiać z Lee, bo nie zazna spokoju. Gdy tylko ujrzał w oddali zarys sylwetki należącej do Zielonej Bestii, powstał i skierował się w tę stronę.
Kankuro zaś znajdował się w sklepie Ichiraku i spokojnie konsumował obiad. Wyglądał jakby to, co wydarzyło się kilka godzin temu nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Nie był w szpitalu wraz z Temari i innymi, bo widok ludzi popodłączanych do szpitalnej aparatury napawał go jakimś dziwnym niepokojem, a czasem nawet obrzydzeniem. Wciąż mimowolnie wyobrażał sobie wtedy, że jest na miejscu tego, co leży w łóżku z jakimiś rurkami w ustach i rękach; że to on jest w złym stanie.
Z Gaarą zaś nie lubił przebywać sam na sam. Mimo wszystko Kankuro potrzebował o wiele więcej czasu, aby uwierzyć w tajemniczą przemianę brata.
Gaara dogonił Lee, który nigdzie się nie śpieszył tylko spacerował sobie po wiosce, najwyraźniej przygnębiony tym, że nie udało się sprowadzić do niej Uchihy. Kiedy tylko usłyszał za sobą kroki, odwrócił się i zdziwił się bardzo na widok Gaary.
- Co ty tu robisz? – spytał zaraz potem.
- Muszę z tobą porozmawiać – powiedział Gaara, a w jego oczach było coś, co sprawiło, że Lee rzekł do niego cicho:
- Chodź. Porozmawiamy w drodze do szpitala.
Tak więc dalej szli powoli obok siebie. Przez chwilę Gaara nie wiedział, co powiedzieć, od czego zacząć. Czy powinien najpierw powiedzieć, że mu przykro z powodu tego, co zrobił podczas Egzaminu Selekcji Chuuinów, czy też może wspomnieć ich wspólną walkę z Kimimaro?
- Zdaje się, że chciałeś porozmawiać – przerwał nagle jego rozmyślania Lee z lekkim uśmiechem. – Po wejściu do szpitala nie będę miał na to warunków, bo będzie pełno ludzi. Więc streszczaj się, Gaara.
- Lee, czy ty mnie nienawidzisz?
Lee zatrzymał się i spojrzał na Gaarę ze zdziwieniem, a potem zaśmiał się i odparł:
- Miałbym cię znienawidzić, bo nazwałeś mojego mistrza wścibskim, czy, że powiedziałeś, iż ja i Kimimaro jesteśmy do siebie podobni?
- Nie, mi chodzi o to, czy ty mnie nienawidzisz za to, że prawie cię nie zabiłem.
- A, masz na myśli Egzamin?
- Tak. Czy ty…?
- No, cóż. Przez pewien czas cię rzeczywiście nienawidziłem, gdyż obrażenia jakie odniosłem po walce z tobą wykluczały moją dalszą drogę jako shinobi.
- Na-naprawdę? Och, wybacz mi. Ja byłem wtedy…
- Daj mi dokończyć, dobra? Potem pojawiła się Tsunade-sama…
Lee opowiedział Gaarze o tym, co mu powiedziała, jaka była szansa na powodzenie operacji, co mu poradził i jak go pocieszył mistrz Gai i o tym, że operacja przeszła całkiem pomyślnie. Znaleźli się nagle kilka metrów od głównej bramy.
- Prawdę mówiąc, nienawiść do ciebie zniknęła nie wiem w którym momencie. Po prostu jakby o tobie zapomniałem. Było tylko czekanie na operację i usilne pragnienie, aby się powiodła. Kiedy się pojawiłeś znowu i uratowałeś mnie przed ciosem Kimimaro, byłem bardzo zdziwiony, ale nic poza tym. Teraz nie wiem, co o tobie myśleć.
- Ja chcę ci powiedzieć, że jest mi naprawdę bardzo, bardzo przykro. Kiedy walczyliśmy ze sobą byłem zupełnie kimś innym, niż teraz.
- LEE! – zabrzmiał nagle za nimi męski głos, który Lee znany był bardzo dobrze.
Obaj chłopcy odwrócili się i ujrzeli biegnącego za nimi Maito Gai. Jounin zatrzymał się przed Lee i spojrzał na Gaarę tak chłodno, że ten od razu zrozumiał, że mistrz Gai go nienawidzi.
- Co ty robisz z tym… tym… mordercą? – zapytał mistrz swojego ukochanego ucznia.
- Mistrzu Gai, ja i Gaara przeprowadziliśmy ze sobą ważną rozmowę.
- Czy już nie pamiętasz, co przez niego wycierpiałeś? Dlaczego bratasz się z wrogiem?
- Mistrzu Gai, nie zapomniałem o niczym, co stało się podczas Egzaminu, ale zapewniam cię, że Gaara nie jest już moim wrogiem. Wiedz, że on mi uratował życie.
Lee opisał ze szczegółami walkę z Kimimaro od momentu, kiedy wytrzeźwiał. Gai słuchał całej historii o tym, jak Gaara bronił jego ulubieńca przed atakami ostatniego Kuguyi, z wielkim zainteresowaniem, ale widać było po wyrazie jego twarzy, że nie wierzy w przemianę Pustynnego.
- I to cała historia – zakończył opowieść Lee. – Widzisz, mistrzu, że właściwie już się zrehabilitował.
- Zrobił to tylko dlatego, że takie miał zadanie on i jego rodzeństwo. Ja mu nie ufam i ty też nie powinieneś, Lee.
- Czy jest coś – wtrącił nagle Gaara – co mogę zrobić, abyś mi kiedykolwiek wybaczył, mistrzu Gai? Nie mówię o zaufaniu, gdyż to pewnie za dużo, ale… Przysięgam, zrobię wszystko, aby zmazać moje winy.
- Po prostu odejdź stąd – odparł wrogo Gai. – Ja i Lee musimy dowiedzieć się, co z Nejim.
- Do widzenia – pożegnał ich obu Gaara, ale mu nie odpowiedzieli.
Stał blisko wejścia do szpitala i patrzył za Lee i jego mistrzem, którzy szli w kierunku informacji w milczeniu, i westchnął głęboko. Postanowił poszukać rodzeństwa i wspólnie uzgodnić z nimi, kiedy powrócić do Wioski Ukrytego Piasku. Wiedział, że Temari jest w szpitalu, a Kankuro poszedł coś zjeść, więc wystarczyło tylko zdecydować, do kogo pójść najpierw. Po krótkim namyśle Gaara poszedł obskoczyć wszystkie budki z jedzeniem w poszukiwaniu brata.
Kankuro właśnie skończył jeść, ale jeszcze nie płacił, tylko pogrążył się w głębokiej zadumie. Kiedy pierwszy raz spotkał Sasuke, o mało ze sobą nie walczyli. Wydał mu się wtedy typowym milczącym ponurakiem, który coś ukrywa i to coś niepokojącego. Także mało brakowało, a Uchiha zginąłby z ręki Gaary. Wtedy uratował Sasuke Naruto, a teraz ten sam Naruto leżał w szpitalu poturbowany przez Uchihę, który uchodził był za jego przyjaciela. Ogólnie rzecz biorąc, Kankuro miał wrażenie, że można było przewidzieć tę zdradę. Uchiha był dla niego zbyt podejrzany. Ale ci ludzie z Wioski Ukrytego Liścia są zbyt ufni.
Ludzie bywają o wiele bardziej przebiegli niż sądzisz – przypomniała mu się przestroga stryja. – Uważaj, komu ufasz, Kankuro. Szczególnie wystrzegaj się tych, którzy mają przed tobą tajemnice już na wstępie; tych, którzy nie odpowiadają, kiedy pytasz o ich imię…
„Święte słowa, staruszku! – pomyślał Kankuro. – Ludzie, którzy za bardzo ukrywają coś przed innymi, zwykle są najbardziej niebezpieczni. Szkoda, że Konoha o tym nie wiedziała. Uniknęłaby zdrady i niepotrzebnego narażania własnych, bardzo zdolnych geninów. No, i zaoszczędziłaby kłopotu nam”. Tsunade-sama wezwała ich na pomoc wczesnym rankiem, aby zyskali trochę czasu na dotarcie za granicę, wykrycie drużyny Shikamaru i w miarę szybką interwencję w razie zagrożenia. W dodatku Gaara ich poganiał i pozwolił im tylko na jeden postój w celu posilenia się i krótkiego odpoczynku. „Mój autorytet, jako najstarszego w rodzeństwie, jest kompletnie zszargany. Zresztą, czy ja kiedykolwiek byłem wysłuchany? Właściwie stery zawsze trzymał Gaara, a jeśli nie on, to każdy chodził swoją drogą. W trakcie Egzaminu Selekcji Chuuinów byliśmy, co prawda, razem, ale tylko dlatego, że były takie przepisy.”
- Hej, ty! – zdenerwował się w końcu Ichiraku. – Zapłacisz, czy nie?
- Dobra, dobra – odparł Kankuro i wyjął z kieszeni portfel. – Nie trzeba się denerwować.
Po chwili rachunek był zapłacony, a Kankuro stał przed sklepem Ichiraku i zastanawiał się nad tym, co robić dalej. Wtedy dojrzał brata, który co prędzej ku niemu ruszył.
- Hej, właśnie ciebie szukałem. Musimy znaleźć Temari i ustalić kiedy wracamy do domu.
Nie mówiąc już nic więcej, Gaara złapał brata za rękę i zaczął ciągnąć przez całą Konohę. Kankuro próbował się wyrwać, ale kiedy w końcu to mu się udało i zaczął uciekać, Gaara chwycił go w piaskowy uścisk i odtąd trzymał wysoko nad ziemią. Kankuro nadal jednak próbował się uwolnić, przy okazji próbując przemówić do brata:
- Musimy leźć do tego cholernego szpitala? Wiesz, jak ich nienawidzę.
- Nie narzekaj. Wystarczy, że nie będziesz wchodził na sale przyjęć, a będzie dobrze. Pójdzie szybko, zaufaj mi.
- Zaufać ci? Nie sądzisz, ze żądasz ode mnie za wiele?
- Uspokój się, Kankuro. Musimy w końcu po nią pójść.
- Ale dlaczego tak wcześnie?
- A wolisz wieczorem? Nie sądzisz, że szpital będzie o wiele bardziej wiał grozą, kiedy zajdzie słońce?
- Gaara, puść mnie! Puść mnie, Gaara!
Mijani po drodze ludzie śmiali się z krzyków wierzgającego Kankuro, co sprawiało, że najstarszy z rodzeństwa piasku coraz bardziej utwierdzał się w tym, że nigdy nie polubi swojego młodszego brata, choćby nie wiadomo, co się miało stać.
Tymczasem w szpitalu Temari postanowiła zajrzeć do Naruto i Kiby, których stan był stabilny. Powoli pojawiali się najbliżsi rannych geninów – przyjaciele, rodzina, mistrzowie… Lee, Tenten i Gai już siedzieli w pobliżu pokoju, gdzie właśnie trwała operacja Nejiego. Po chwili dołączyła do nich Hinata, co bardzo zdziwiło Temari. Pomyślała więc, że może potem o to spyta, kiedy okoliczności będą bardziej sprzyjające. Udało jej się jednak mimowolnie usłyszeć fragment wypowiedzi Lee:
- Walczył do utraty przytomności, jestem tego pewien. Gdybym tam był, to pewnie…
Temari znalazła się w korytarzu, gdzie leżeli Kiba i Naruto. Najpierw weszła do tego, którego miała bliżej, czyli Kiby. Jego starsza siostra właśnie próbowała rozruszać Akamaru, a sam Inuzuka leżał w milczeniu na łóżku i obserwował sufit. Na dźwięk otwieranych drzwi tylko na moment spojrzał w stronę Temari i znów powrócił do patrzenia w górę.
- Ciekawe po co tu przyszłaś – powiedział zaraz potem. – Spodziewałbym się tutaj raczej Hinaty albo Shino. Jeśli już miałby przyjść do mnie ktoś z Wioski Ukrytego Piasku, to myślałbym raczej o twoim bracie.
- A który z moich braci ci pomógł, jeżeli wolno spytać?
- Malowana Twarz – odparł krótko Kiba i uśmiechnął się do Temari figlarnie. – Czy masz jeszcze jakieś pytania do mnie?
- Jak wasze zdrowie?
- Przeżyjemy, ale leczenie potrwa. Myślę, że taka odpowiedź wam wystarczy. Muszę teraz zostać sam na sam z siostrą i Akamaru. Myślę, że zaraz pojawi się moja matka.
Kiedy tylko to powiedział, w drzwiach stanęła właśnie ona i spojrzała na syna chłodno, jednakże potem w jej oczach pojawiła się pewna doza matczynej troski. Temari życzyła Kibie powrotu do zdrowia, pożegnała ich wszystkich i wyszła, aby odwiedzić Naruto. Z jego pokoju właśnie wychodziła Sakura, która nie zauważyła Temari, po prostu szła z pochyloną głową przed siebie. Gdy zaś Temari zbliżyła się do drzwi, usłyszała jak Naruto rozmawia z jakimś mężczyzną, więc odeszła, aby nie przeszkadzać.
Przeszła się po całym szpitalu ze dwa razy, zwiedziła wszystkie miejsca, gdzie znajdowali się ranni genini, aż w końcu usiadł gdzieś w poczekalni i zaczęła się zastanawiać nad tym jak to się wszystko skończy, czy wszyscy będą potem w stanie poruszać się i walczyć. Jeśli nie, to w dużej mierze będzie to wina Shikamaru…
- Temari – powiedział cicho Gaara, wciąż trzymając w piasku Kankuro.
- Gaara, puść go wolno – rozkazała spokojnie, acz stanowczo, wstając przy tym. – Miałeś tego nie robić.
- Właśnie – przyznał Kankuro. – Słuchaj, co twoja starsza siostra do ciebie mówi i puść mnie wreszcie.
- No, dobra – odparł Gaara i po chwili Kankuro stał samodzielnie na szpitalnej posadzce.
- A teraz do rzeczy – odrzekła Temari. – Czego chcecie?
- Musimy uzgodnić, kiedy wracamy do Suny – wyjaśnił Gaara.
- Może najpierw pójdźmy z tym do Tsunade-sama – zaproponowała Temari. – Może ona jeszcze ma dla nas jakieś zadanie.
- Albo może chcieć, abyśmy wreszcie stąd spadali – wtrącił Kankuro.
- W każdym razie to dobry pomysł, żeby do niej iść – przyznał Gaara i ruszył przed siebie. – Tak więc chodźmy. Nie powinniśmy tracić czasu.
Jak zwykle podczas wspólnych wędrówek, rodzeństwo nie rozmawiało ze sobą. Gaara myślał o Lee i Gaim, Kankuro o Sasuke, a Temari o Shikamaru i rannych. Wszyscy troje czuli, że ich misja właściwie już się skończyła, ale jakoś nie chcieli jeszcze wracać do ojczyzny. Konoha wydała im się jakby bardziej przyjazna niż wtedy, kiedy w niej ostatnio bawili. Wszystko tu było jaśniejsze i bardziej kolorowe niż we Wiosce Ukrytego Piasku. Ludzie, co prawda, patrzyli na nich trochę krzywo, pamiętając, że wcześniej pomagali Orochimaru, ale najwyraźniej otrzymali rozkaz od Hokage, aby nie atakować pod żadnym pozorem „sprzymierzeńców Konohy”.
W końcu rodzeństwo dotarło do miejsca, gdzie rezydowała Tsunade. Odetchnęli głęboko w jednym rytmie i ruszyli po schodach na górę. Kiedy doszli do drzwi prowadzących do środka budynku, zatrzymali ich strażnicy i powiedzieli:
- Piąty Hokage, Tsunade-sama, kazała nam najpierw pytać kto idzie i czego od niej chce. Potem jeden z nas pójdzie z tą informacją do niej i za jakiś czas otrzymacie odpowiedź, czy możecie wejść, czy nie. Wy akurat nie musicie się przedstawiać. Tak więc odpowiedzcie jedynie czego chcecie.
- Chcemy wiedzieć, czy mamy tu zostać, czy też raczej już się zbierać do domu – odpowiedział za wszystkich Kankuro.
- Poczekajcie tu.
Jeden ze strażników ruszył w stronę gabinetu Hokage. Minęło kilka sekund, a potem dało się słyszeć czyjś damski głos, krzyczący:
- Jak śmiesz przerywać mi popija… eee… to znaczy pracę! Mam nadzieję, że przychodzisz w ważnej sprawie, bo inaczej zakatrupię!
- Ostra – szepnął Kankuro, a jego rodzeństwo przytaknęło głowami.
- Shinobi z Wioski Ukrytego Piasku… – zaczął strażnik.
- Co? Chcą zapłaty? – przerwała mu Tsunade.
- No, tak. Prawie byśmy zapomnieli o forsie dla wioski – wtrąciła Temari.
- Nie, pani – kontynuował rozmowę strażnik. – Shinobi Piasku pragną wiedzieć, czy mają tu jeszcze zostać, czy już wracać do domu.
- Było tak od razu! – wrzasnęła Hokage.
- Było mu nie przerywać – dodał cicho Gaara.
- DAWAJCIE ICH TU, IDIOCI! – rozległ się kolejny wrzask Piątego Hokage i po kilku sekundach strażnik był z powrotem.
- Tsunade-sama oczekuje was – oznajmił zaraz potem.
Wszyscy troje niepewnie wkroczyli do środka i skierowali się długim, owalnym korytarzem do gabinetu Hokage. W drodze ustalili, że Gaara, jako najsilniejszy z rodzeństwa i dlatego najlepszy przeciwnik dla Tsunade, będzie mówił. Ewentualnie Temari miała mu coś podpowiedzieć, jako kobieta, ale nic poza tym.
Natychmiast jak weszli, Tsunade powitała ich lekko demonicznym uśmiechem, po którym Gaara zaczął tracić pewność siebie, chociaż nie było tego po nim widać, bo nadrabiał kamienną twarzą. Od razu Kankuro i Temari wypchnęli go bardziej ku Tsunade, która wstała od biurka i oparła ręce na blacie.
- A więc chcecie już nas opuścić? – spytała po chwili. – Konoha wam się nie podoba?
- Tego nie powiedzieliśmy – odparł Gaara. – Ja i moje rodzeństwo chcemy tylko wiedzieć, czy jesteśmy ci jeszcze do czegoś potrzebni, Tsunade-sama. Bardzo cenimy sobie pobyt we Wiosce Ukrytego Liścia, ale pomyśleliśmy, że dla spokoju jej obywateli musimy jak najszybciej stąd uchodzić.
- Jeśli chodzi o misje, nie mam już nic, co mogłabym wam zlecić, ale to nie znaczy, że nie możecie tutaj zostać na jakiś czas – oznajmiła Tsunade i uśmiechnęła się do nich trochę bardziej przyjaźnie. – Bądźcie moimi gośćmi, Shinobi Piasku. Uratowaliście trzech moich geninów.
- Dwóch geninów i jednego chuuina – poprawili ją Gaara, Kankuro i Temari.
- Nie ważne. Po prostu rozgośćcie się.
- Mów otwarcie, Tsunade-sama, że Konoha nie ma dość pieniędzy, aby nam zapłacić – odrzekł Gaara, z lekkim uśmiechem spoglądając w podłogę.
- Gaara! – krzyknęli z lękiem Temari i Kankuro.
- Brawo – powiedziała na tę odpowiedź Pustynnego Tsunade. – Jak się domyśliłeś?
- Tsunade-sama, spytałaś strażnika, czy przybywamy po zapłatę. W twoim głosie była pewna doza niepokoju.
- Moja propozycja jest taka: W zamian za wykonaną dla Konohy misję, możecie za darmo korzystać ze wszystkiego, co nasza wioska oferuje.
- Wolałbym raczej coś, co przysłużyłoby się całej Wiosce Ukrytego Piasku. Ja proponuję coś takiego: Jeśli kiedykolwiek Suna będzie potrzebować pomocy, czy to militarnej, czy to jakiejkolwiek innej, Konoha będzie pierwszą wioską, która jej udzieli.
- Rozumiem, ale jest jeden warunek: Konoha nie udzieli pomocy militarnej, jeżeli Ukryty Piasek będzie chciał kogoś zaatakować.
- To nie fair! – odezwał się Kankuro. – My bezwarunkowo wykonaliśmy nasze zadanie!
- Zgoda – oświadczył Gaara, na co jego rodzeństwo znów krzyknęło:
- Gaara!
- Rozumiem twoje obawy, Tsunade-sama. Zresztą nasza trójka nie powinna się spierać z przywódcą wioski, w której się zatrzymała i przeciw której, z powodu liczebności wojowników, nie ma szans się obronić. Prawda, Kankuro, Temari? – kiedy to mówił spojrzał ukosem na rodzeństwo.
- No, tak – przyznali oboje.
- Tak więc przyjmujemy twoje warunki, Tsunade-sama.
- Mimo wszystko zostańcie tu jeszcze przez kilka dni. Wynagrodzę wam ten warunek w naszej ugodzie, goszcząc was we Wiosce Ukrytego Liścia. Zaraz znajdę wam kwaterę, tylko poczekajcie pół godziny.
- Dziękujemy. Postaramy się nie sprawiać problemów.
- Wierzę w twoje zapewnienia, Gaara.
- Żegnamy cię, Tsunade-sama – dodał Kankuro i cała trójka wyszła.
Nie wiedzieli, co ze sobą zrobić, więc poszli do centrum wioski i usiedli na ławce. Przez moment nic do siebie nie mówili, tylko rozglądali się po okolicy. Nagle Temari i Kankuro poczuli się bardzo zmęczeni (Gaara nie, ze względu na Shuukaku). Kankuro, co prawda, czuł się zmęczony już wcześniej i dlatego właśnie poszedł się pokrzepić do sklepu Ichiraku, ale teraz był wręcz wykończony. Oboje z siostrą mieli wrażenie, że zaraz zasną w ławce i będą spać, aż do wieczora. Oczy im się lepiły, nie mogli poruszać rękami i nogami, a głowy strasznie ciężyły ich obolałym szyjom. Każde z osobna (Gaara też), w myślach, doszło do wniosku, że to w sumie dobrze, że tu zostaną na jakiś czas. Wyśpią się, najedzą i spokojnie przygotują do powrotu do swojej wioski. Kankuro i Temari musieli tylko dotrwać do czasu, aż ktoś zaprowadzi ich do wyznaczonej im kwatery. Walczyli więc ze snem najmocniej jak umieli, jednak w końcu zmęczenie ich przemogło. Gaara zaś wyjął z kieszeni książkę i zaczął ją czytać.
Jakiś czas potem zostali obudzeni przez kilku jouninów. Temari i Kankuro przetarli oczy i mozolnie wstali z ławki.
- Mamy rozkaz od Hokage, aby was zaprowadzić do waszego tymczasowego mieszkania – powiedział jeden z jouninów.
- Domyśliliśmy się – odparła z rozdrażnieniem Temari. – Nie traćmy czasu i idźmy tam wreszcie.
Natychmiast rodzeństwo i jounini ruszyli z miejsca.
- Daleko to stąd? – zakłopotał się Kankuro.
- Nie, jakieś dwie przecznice – padła odpowiedź.
- A nikt nie będzie nam przeszkadzał w śnie? – zapytała Temari. – Bo, widzicie, jesteśmy wykończeni. Wstaliśmy wczoraj bardzo wcześnie. Bylibyśmy bardzo wdzięczni, gdyby przez najbliższe osiem godzin nikt nas nie budził.
- Gospodarz na pewno zadba, aby wasz sen nie został zakłócony. Wystarczy mu tylko powiedzieć.
- Dziękujemy za te cenne informacje – odpadł Gaara, któremu leżało na sercu, aby on i jego rodzeństwo nie wydali się jouninom źle wychowani.
- To tutaj. Zaraz przyjdzie gospodarz i zaprowadzi was do waszego pokoju.
Jounini opuścili rodzeństwo, które na gospodarza czekało jakieś dwie minuty. Przed sobą Gaara, Temari i Kankuro mieli jeden z wielu długich domów z kilkoma piętrami i balkonami, na których niektórzy rozwieszali pranie. Gospodarzem zaś okazał się jakiś niski, w dodatku zgarbiony staruszek o sympatycznej twarzy, która na widok ponurych Kankuro i Gaary trochę się zaniepokoiła.
- Witaj, dobry człowieku – odezwał się do niego Gaara, uśmiechając się przyjaźnie. – Podobno masz dla nas pokój.
- Tak, proszę za mną – odpowiedział staruszek, a niepokój zniknął z jego twarzy.
Starzec powoli ruszył z miejsca, a rodzeństwo za nim.
- Jesteście rodzeństwem, prawda? – zapytał w drodze.
- Tak – odpowiedzieli chórem.
- Ja też mam rodzeństwo, brata. Ale dawno go nie widziałem. Tędy, proszę – zmienił nagle temat i zamilkł.
Prowadził ich schodami na pierwsze piętro, do pokoju, gdzie były już gotowe trzy maty: jedna w rogu na prawo od drzwi, w którym był też duży kufer, druga przy ścianie na lewo, a trzecia przy oknie, obok drzwi na balkon. Na suficie wisiała prosta lampa, a pośrodku pokoju był niski stolik, na którym już przygotowano trzy szklanki, trzy pary pałeczek, trzy serwetki i trzy talerze. Ściany miały kolor ciemnożółty, a nad matą z lewej znajdował się jakiś obraz.
- Czujcie się jak u siebie w domu – powiedział staruszek. – Mówcie, jeśli będziecie czegoś potrzebowali. Jestem zwykle na parterze.
- Dziękujemy – odparł Gaara. – Na razie chcemy tylko, aby nikt nam nie przeszkadzał, gdyż chcemy się zdrzemnąć.
- Rozumiem – oświadczył starzec. – Nikt was nie będzie niepokoił. Życzę dobrych snów.
Wyszedł.
Kankuro zajął matę koło okna, Temari tę pod obrazem, a Gaara tę koło kufra. Dwójka starszych zamknęła oczy i powoli dawali się owładnąć błogiemu snu. Już teraz nie chcieli robić nic innego, tylko spać, spać długo i bez problemów. Gaara zaś ułożył się wygodnie na swojej macie, wyjął książkę, którą czytał wcześniej i znów pogrążył się w lekturze.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
zmora90
amator
Posty: 3
Rejestracja: 28 mar 2010, 17:40
Lokalizacja: Zgorzelec
Kontaktowanie:

Postautor: zmora90 » 16 paź 2010, 20:30

och, teraz tu pojawił się ten tekst? Masz zamiar go dokończyć?? Już na innym forum ciągle męczyłam o nowe rozdziały. A teraz to opko pojawia się także tutaj

Awatar użytkownika
Szaliczek
debiutant
Posty: 78
Rejestracja: 11 paź 2010, 21:20
Lokalizacja: Płock. Znacie to ? xX

Postautor: Szaliczek » 19 paź 2010, 23:04

Nie spodobała mi się postawa Pana Piaskowego przede wszystkim, potem Gai Sensei i jego ucznia..

1) Gaara odzywa się wyłącznie wtedy, kiedy ma ochotę. Na ogół lubi samotność, ciszę i łatwe pozbywanie się przeciwników. Rozmowa z Lee po walce egzaminacyjnej jest lekko przerysowana. Prędzej pasowałoby to do czasu po wskrzeszeniu przez Chiyo.

2)Gai Sensei - to prawda, martwił się o stan zdrowia Lee, ale wątpię by kiedykolwiek mógł nazwać Gaare mordercą, wrogiem....prędzej doskonałym przeciwnikiem do treningów i pokazu energii młodości (Konoha Youth's Power !)
Równie dobrze mógłby mieć wyłącznie zastrzeżenia dot. kolejnej walki z nim.

3) Lee - jest podobny do ex-Jinchuuriki Iogoniastego, ale bardziej wyluzowany, spoko koleś, nice guy etc. Jego długie, zbudowane zdania na kształt przypominają mi wycinki z taniego opowiadania robionego na siłę. Przydałoby mu się więcej luzu i zdań prostych.

Reszta rodzeństwa wyszła całkiem całkiem. Polecam rozmowę Shikamaru z Temari po ścięciu drzew dookoła Tayuyi z SO; co do Kankuro to najlepiej go przedstawiłaś ;]

P.S Jeśli pamięć mnie nie myli Temari jest córką dyplomaty z Suna, więc obsadzenie jej w roli frontmanki jest....hm...dobrym pomysłem.
Co żeś się tego Gaary biednego uczepiła ? >_< xD
Aaaa tam....
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 20 paź 2010, 16:30

Szaliczek pisze:1) Gaara odzywa się wyłącznie wtedy, kiedy ma ochotę. Na ogół lubi samotność, ciszę i łatwe pozbywanie się przeciwników. Rozmowa z Lee po walce egzaminacyjnej jest lekko przerysowana. Prędzej pasowałoby to do czasu po wskrzeszeniu przez Chiyo.

Gdzieś czytałam, że po walce z Naruto Gaara złagodniał i otwózył sie na innych. I właśnei dlatego jest taki w tym fiku.
Szaliczek pisze:2)Gai Sensei - to prawda, martwił się o stan zdrowia Lee, ale wątpię by kiedykolwiek mógł nazwać Gaare mordercą, wrogiem....prędzej doskonałym przeciwnikiem do treningów i pokazu energii młodości (Konoha Youth's Power !)
Równie dobrze mógłby mieć wyłącznie zastrzeżenia dot. kolejnej walki z nim.

Jakoś tak miałam wrażenie, że Gai mógłby nienawidzić Gaarę za to, co zrobił Lee. Pamietajmy, że traktuje swojego ucznia trochę jak syna.
Szaliczek pisze:3) Lee - jest podobny do ex-Jinchuuriki Iogoniastego, ale bardziej wyluzowany, spoko koleś, nice guy etc. Jego długie, zbudowane zdania na kształt przypominają mi wycinki z taniego opowiadania robionego na siłę. Przydałoby mu się więcej luzu i zdań prostych.

No nie wiem, czasem mówi z patosem i dramatyzmem.
Szaliczek pisze:P.S Jeśli pamięć mnie nie myli Temari jest córką dyplomaty z Suna, więc obsadzenie jej w roli frontmanki jest....hm...dobrym pomysłem.
Co żeś się tego Gaary biednego uczepiła ? >_< xD

Ops. Ja myślałam, że Temari jest cóką Kazekage :-D
A Gaary sie nie uczepiłam. Właściwie jest on centralną postacią tego fika, tzn. na jego stanach emocjonalnych skupiam się najbardziej.

Cz w zwiazku z powyższymi słabościami, będziesz chciał czytać dalsze rozdziały, czy nie?
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Szaliczek
debiutant
Posty: 78
Rejestracja: 11 paź 2010, 21:20
Lokalizacja: Płock. Znacie to ? xX

Postautor: Szaliczek » 20 paź 2010, 16:38

Mmmmm....naprawdę nie wiem co o tym myśleć. Dokładnie wygładzony Gaara mi kompletnie nie pasuje ani nie odpowiada....Rozumiem, nauczył się pokory i szacunku do Naruciaka, jednak nie powinien tak od razu się zmieniać. To jeszcze dziecko kuszone siłami pustynnego oposa (czy jak temu zwierzęciu było), zamknięty w sobie chłopak patrzących na wszystkich z góry ale jednocześnie ciągle trzymając głowę lekko pochyloną.

Gai - o mało co jego uczniowie nie zginęli z rąk podstawionego sztucznego Kisame....a wtedy raczej się tak bardzo nie ożywiał. Lepiej zrobiłabyś, gdybyś przedstawiła wyłącznie nacechowane smutkiem i drażliwością uczucia mistrza TaiJutsu, nie jego obrazoburcze słowa "morderca" ;)

No nie wiem, czasem mówi z patosem i dramatyzmem.

Wyłącznie przed akcją serii kiedy z braku sił ninjutsu płakał; w czasie trwania uniwersum gdy Sakura odrzuca zaloty albo mu trening nie wyszedł z błahego powodu ;D

Właśnie, Kazekage.

No...chyba będę czytać...i nie stronić od komentarzy. Ciekawi mnie co jeszcze zrobisz z jedną ze specyficzniejszych postaci Naruto >D
Aaaa tam....

Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 21 paź 2010, 06:32

Rozdział 2
W sumie przespali więcej niż osiem godzin, gdyż obudzili się, kiedy była piąta rano.
- Głodny jestem – powiedział Kankuro.
- Ja też – dodała Temari. – Chodźmy do tego staruszka i powiedzmy mu, że chcemy jeść.
- Zaczekajcie, on pewnie jeszcze śpi – wtrącił Gaara. – Będzie bardzo niegrzecznie, jeśli go obudzimy. Lepiej chodźmy zjeść na mieście.
- Masz rację – przyznała Temari. – O tej porze może coś być już otwarte.
- No, to chodźmy – odpowiedział Kankuro. – Może do sklepu Ichiraku?
- Dobra, może być – oznajmił Gaara. – Wreszcie się dowiem, co takiego jest w ramenie, że Naruto tak to chwali.
Wszyscy troje ogarnęli nieco maty, aby nie wyjść przed gospodarzem na niechlui. Gdzieś tak piętnaście minut potem szli już prawie pustymi drogami Konohy. Było zimno i słońce jeszcze nie zdążyło porządnie wzejść, kiedy rodzeństwo piasku kierowało się w stronę sklepu. Nie minęło wiele czasu, a już siedzieli u Ichiraku i czekali na swoje śniadanie.
- Jak myślicie? – odezwała się nagle Temari. – Wyślą jeszcze raz ekipę po Uchihę?
- Może – odpowiedział krótko Kankuro. – Ale może, i nie. Ja bym nie wysyłał. On raczej pozostanie z Orochimaru, niż wróci tutaj.
- Kto wie? – wtrącił Gaara. – Ma tutaj przyjaciół i może za nimi zatęsknić.
- Nie zapominaj, że on walczył ze swoim przyjacielem. Widzieliście jak wyglądał Uzumaki Naruto?
- Ale żyje – dodała Temari. – Ja bym jeszcze nie skreślała Uchihy.
- Ja też nie – oznajmił Gaara.
- Co wy tu robicie? – padło pytanie i cała trójka ujrzała zabandażowanego po szyję Naruto w samej piżamie.
- To raczej ty powinieneś się tłumaczyć – odpowiedział na pytanie Uzumakiego Gaara. – Nie powinieneś czasem leżeć w szpitalu i wracać do zdrowia?
- Już powracam do zdrowia, nie widać? – odparł z uśmiechem Naruto. – A ramen mi w tym pomoże. – Po czym zwrócił się do właściciela: – Ichiraku, wiesz co lubię.
- Już się robi, Naruto – odrzekł Ichiraku, podał rodzeństwu ich jedzenie i powiedział do nich: – Smacznego.
- Dziękujemy – rzekł za wszystkich Gaara i zaczęli jeść.
- Ale nie odpowiedzieliście na moje pytanie, Shinobi Piasku – wtrącił Naruto. – Co wy tu robicie?
- Jemy śniadanie, nie widać? – oznajmił Kankuro.
- Nie rozumiem, co w tym dziwnego – wtrąciła Temari.
- Twój ramen, Naruto – Ichiraku postawił przed rannym pełen półmisek, na co Naruto powiedział:
- Wielkie dzięki, Ichiraku. Jesteś najlepszy. A ja muszę teraz szybko wrócić do zdrowia, aby odnaleźć Sasuke.
- Jeszcze ci mało?! – odezwał się Kankuro. – On ciebie pobił, a ty go chcesz szukać?! Co za przyjaciel ciężko rani swoich przyjaciół?!
- Mówisz jak Ero-sannin – zauważył Naruto, spokojnie jedząc ramen, a kiedy rodzeństwo spojrzało na niego ze zdziwieniem dodał: – Jiraiya. Tak go nazywam – po czym zmienił temat: – Ja i Sasuke zawsze ze sobą rywalizowaliśmy. Musiało w końcu dojść do walki. Myślałem, że będziemy walczyć w trakcie Egzaminu Selekcji Chuuinów, ale wyszło inaczej. Obojętnie, co mi zrobił wczoraj. Ważne, że miał szansę, aby mnie zabić, ale tego nie zrobił. Znak to, że jeszcze nie jest za późno.
Nagle w sklepie pojawiła się rozgniewana Shizune z paroma sanitariuszami.
- A więc tutaj jesteś! – krzyknęła i od razu złapała go za rękę.
- Czekaj, pozwól mi dojeść – prawie błagał Naruto, kiedy Shizune pociągnęła go do siebie i próbowała zabrać ze sobą do szpitala.
Naruto został wyprowadzony ze sklepu, wciąż trzymając półmisek ramenu i jedząc go w drodze rękami. Po kilku minutach wszystko zaczęło się robić trochę jaśniejsze, a do sklepu wkroczyła Hinata. Temari pomyślała, że właśnie nadszedł odpowiedni moment, aby zapytać o Nejiego. Hinata czuła się lekko speszona, a może nawet wystraszona obecnością Temari, Kankuro i Gaary. Starała się nie patrzeć w ich stronę, tym bardziej, że Kankuro spoglądał na nią chłodnym wzrokiem.
Zaraz potem dołączyły do niej Ino i Tenten. Ta ostatnia patrzyła z nienawiścią na Temari i Gaarę, co chłopakowi dało jasno do zrozumienia, że tak jak Gai, Tenten mu jeszcze nie wybaczyła. Zresztą walczyły z Temari w trakcie Egzaminu. Tenten mogła się jeszcze nie pogodzić z porażką. Gaara postanowił nie podnosić wzroku ani się nie odzywać, póki one tu są, a jeśliby coś do niego mówiły, odpowiadać grzecznie albo milczeć.
Temari jednak nie zamierzała milczeć. Bez żadnych oporów przysiadła się do dziewczyn i jakby nigdy nic uderzyła do Hinaty:
- Cześć. Mam do ciebie bardzo ważne, ale osobiste pytanie. Może pójdziemy na bok?
Hinata wyglądała na bardzo zdenerwowaną. Przytaknęła tylko głową i wraz z Temari na moment opuściły sklep. Przystanęły obok jakiegoś kiosku i wtedy dopiero Temari zaczęła mówić:
- Ten facet – Hiyuuga Neji – jest z twojej rodziny?
- Tak, to mój kuzyn – szepnęła Hinata patrząc w ziemię. Na wszystkie dalsze pytania odpowiadała tak samo.
- Ale prawie cię nie zabił podczas Egzaminu, prawda?
- Prawda, lecz nie oceniaj go zbyt surowo. On miał… bardzo smutne dzieciństwo. Główna linia naszej rodziny go bardzo skrzywdziła.
- Dlaczego go odwiedziłaś w szpitalu?
- Rodzina to rodzina. Ktoś z nas musiał pójść… Ojciec Nejiego nie żyje, on sam nie ma matki ani rodzeństwa, a nikt z głównej linii nie chciał iść. Tak więc ja poszłam.
- Mam nadzieję, że on to doceni.
- Od walki z Naruto mój kuzyn jest jakby bardziej miły dla mnie i dla innych.
- To ciekawe, bo Gaara też po przegranej z Naruto się zmienił na lepsze.
- Możemy już wracać? Nie skończyłam jeść.
- Jasne. Chodźmy.
Kiedy weszły do sklepu, panowała niezręczna cisza. Gaara wpatrywał się w pusty półmisek ramenu, Kankuro już kończył swój, a Ino i Tenten coś do siebie szeptały. Na widok Temari, posłały jej dwa chłodne, pełne nienawiści spojrzenia. Temari usiadła na swoim miejscu i zaczęła kończyć swoje śniadanie. Niebawem Ichiraku zabrał półmiski rodzeństwa piasku, które powstało i zebrało się do wyjścia, ale od razu zatrzymała ich Ino:
- Hej, a zapłacić to nie łaska?
- Nie musimy płacić – oświadczyła z wyższością Temari. – Jesteśmy gośćmi Tsunade-sama.
- Też mi coś! – powiedziała chłodno Tenten.
- Nie wierzysz, to spytaj – odparł Kankuro.
- To prawda, dziewczyny – wtrącił Ichiraku. – Ta trójka przez kilka dni zostanie tutaj i może swobodnie korzystać ze wszystkiego, co oferuje Konoha. To rozkaz Tsunade-sama.
- I pewnie myślicie, że przez to jesteście lepsi, co? – powiedziała tym razem agresywnie Tenten. Gaara dojrzał nagle w jej oczach jakby zaczątki łez.
- Ichiraku-san – zwrócił się nagle do sprzedawcy. Starał się przy tym mówić głośno i wyraźnie. – Gdybyśmy ja i moje rodzeństwo byli normalnymi klientami, ile byśmy zapłacili?
Ichiraku obliczył szybko w pamięci cenę, a kiedy powiedział wynik, Gaara wyciągnął portfel i zapłacił za siebie, brata i siostrę. Przez moment Ichiraku nie wiedział, co powiedzieć, tak samo wszyscy inni, którzy byli w sklepie. Gaara, widząc to, wytłumaczył wszystko w spokoju:
- Obiecałem Tsunade-sama, że ja i moje rodzeństwo nie będziemy sprawiać problemów, a skoro Tenten-san i Ino-san się tak denerwują tym, że nie płacimy, ja zapłacę za siebie i rodzeństwo. Odtąd zawsze będziemy płacić za jedzenie, które tutaj dostaniemy.
- Ależ, rozkaz Tsunade-sama… – zaczął Ichiraku.
- Gaara, masz rację, ale nie musisz za nas płacić – powiedziała Temari i wyciągnęła z kieszeni pieniądze. – Możemy się obyć bez zadłużenia u ciebie.
- Właśnie – przyznał Kankuro i także postawił przed Ichiraku zapłatę za śniadanie. – A poza tym, Naruto nie kłamał. Robisz, człowieku, najlepszy ramen, i warto za niego zabulić każdą kasę.
- Żegnamy was, dziewczyny – zwrócił się do Ino, Tenten i Hinaty Gaara. – Mam nadzieję, że następnym razem będziemy sobie bardziej przychylni.
- Śnisz na jawie – powiedziała Ino, kiedy wychodzili.
Słowa te sprawiły, że Temari i Kankuro byli lekko rozdrażnieni. Gaarze złość dziewczyn wydawała się jak najbardziej usprawiedliwiona ze względu na dawne dzieje, ale Temari i Kankuro spodziewali się chociaż odrobiny wdzięczności za uratowanie Lee, Kiby i Shikamaru. Rodzeństwo piasku wstało wcześnie rano, prawie bez przerwy było w drodze, aby pomóc Wiosce Ukrytego Liścia, a na końcu nawet narażali swoje życie, żeby ochronić tych dwóch geninów i jednego chuuina. I cóż z tego mają? Dwie pyskate dziewuchy na nich wrzeszczą! Nie, Shinobi Piasku mogą zostać w tej wiosce ani chwili dłużej!
- Powiemy Tsunade-sama jak nas potraktowano i że dlatego się stąd zmywamy – mówił Kankuro, kiedy szli – a potem jak najszybciej zabierzemy się do Wioski Ukrytego Piasku.
- Gaara, ty będziesz mówił – oświadczyła Temari. – Tylko przedstaw wszystko dobrze. Nie zapomnij wspomnieć, że mimo wszystko zapłaciliśmy za śniadanie.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, aby tak uciekać – powiedział Gaara. – Jeszcze pomyślą, że można nas tak łatwo wykurzyć.
- Więc co? – spytał ze złością Kankuro i wszyscy troje się zatrzymali. – Mamy odpuścić taką zniewagę?
- Aha – przytaknął Gaara, ruszając przy tym głową.
- Ty chyba zwariowałeś – zdenerwowała się Temari. – Wiem, że masz wyrzuty sumienia z powodu Egzaminu, ale to my tu jesteśmy poszkodowani. Nie zapominaj o nas, Gaara.
- Chcąc być miłym dla ludzi z Konohy, nie myślisz wcale o nas, swoim rodzeństwie – dodał Kankuro. – Ostatecznie nigdy nie możemy na ciebie liczyć.
- Ciągle wpadacie kłopoty, a ja was z tych kłopotów próbuję wyciągnąć – argumentował Gaara, próbując powstrzymać emocje. – Nie musieliście się tak wywyższać.
- Niby, że to my zaczęliśmy! – wrzasnęła Temari. – To te dwie się nas uczepiły! Byłeś tam przecież!
- I obudź się wreszcie! – powiedział równie wściekle Kankuro (nie zauważyli jednak, że są bardzo blisko szpitala i że zwracają na siebie coraz większą uwagę). – Konoha nigdy nam nie wybaczy tego, że zaatakowaliśmy ją wraz z Wioską Ukrytego Dźwięku! Nawet uratowanie tych dwóch geninów i jednego chuuina nie zmieniło ich stosunku do nas! Choćbyś nie wiem jak bardzo był dla nich miły, oni nie zapomną!
- Mylisz się! – krzyknął Gaara, ale zaraz znów mówił spokojnie: – Jeśli się bardzo postaramy, oni nam odpuszczą, zobaczysz. Musi tylko minąć trochę czasu.
- Pozwól, że przytoczę wypowiedź Ino-san – powiedział nieco ciszej Kankuro, po czym wrzasnął: – „Śnisz na jawie”! Tak, bracie, jesteś marzycielem!
- Przestańcie, chłopaki. Ludzie się gapią – wtrąciła się Temari.
Gaara i Kankuro rozejrzeli się w około. Wielu przechodniów stało na drodze i przyglądało się obydwóm braciom ze zdziwieniem. Kilka okien w szpitalu zostało otwartych i wychylało się z nich wielu pracowników kliniki i pacjentów, w tym Naruto, Kiba, siostra Kiby, wsparty na ramieniu Shikamaru Chouji, Shizune, Sakura i… Tsunade. Gdzieś z daleka Gaara dojrzał mistrza Kakashi i trzy dziewczyny, które wcześniej rodzeństwo spotkało w sklepie Ichiraku. Wszyscy świdrowali ich wzrokiem, ni to zdziwionym, ni to litościwym, po prostu natrętnym.
Nagle Kankuro, Gaara i Temari poczuli się potwornie zażenowani. Chcieli w tym właśnie momencie zejść wszystkim z oczu. Zaraz potem poczuli do siebie nawzajem jakąś dziwną awersję i zrozumieli, że muszą się rozdzielić, na pewien czas odpocząć od siebie. Temari szybko wkroczyła do szpitala, myśląc, że przy okazji sprawdzi, co z rannymi. Gaara poszedł przed siebie, a Kankuro, nie chcąc iść tam, gdzie brat, zawrócił. „Znowu każdy idzie, gdzie mu się podoba – myślał. – I dobrze. Niech tak już zostanie, skoro nie potrafimy się porozumieć”.
Od razu, kiedy Temari znalazła się w szpitalu, poczuła na sobie setki oczu. Postanowiła jednak nie zważać na to i ruszyła na oddział, gdzie powinni leżeć Kiba i Naruto. Nim jednak się tam znalazła, pojawił się skądś Shikamaru i stanął jej na drodze.
- Czego chcesz? – spytała niegrzecznie, czując, że zaraz wybuchnie gniewem albo płaczem.
- Zapytać, co się stało – odpowiedział spokojnie Shikamaru. – To była bardzo widowiskowa kłótnia, nieprawdaż, Temari?
- Zamknij się. Znalazł się Ekspert Od Niewchodzenia W Tarapaty. Jeśli chcesz wiedzieć Tenten i twoja przyjaciółka Ino się na nas uwzięły, wspaniale odwdzięczając się za uratowanie życia kolegów z drużyn.
- W każdym razie, Ekspert Od Niewchodzenia W Tarapaty coś ci powie, tylko chodź ze mną.
Wyciągnął do niej rękę, którą Temari chwyciła jakby od niechcenia, i zaprowadził ją do pokoju Choujiego. Akimichi właśnie delektował się szpitalnym śniadaniem. Zobaczywszy Temari, przerwał jedzenie i odłożył je na bok. Sama Temari ucieszyła się w duchu, że nic mu nie jest.
- No, no, twoi bracia zrobili niezłą awanturę – powiedział Chouji z jakąś wyrozumiałością w oczach. – Naprawdę przykro mi, że Kankuro myśli o nas tak jak myśli.
- Kankuro ma jednak swoje powody – odparła Temari i usiadła na krześle obok drzwi. – On zawsze ma powody. Rzecz w tym, że ostatnio Gaara usilnie stara się naprawić wszystko, co do walki z Naruto zrobił złego i dlatego od początku wkroczenia do Konohy jest dla wszystkich jej mieszkańców miły. Ja i Kankuro też czuliśmy się w obowiązku tak robić, ale od pojawienia się we Wiosce Ukrytego Liścia, ludzie patrzą na nas nieprzyjaźnie. Teraz nie wiem, naprawdę nie wiem, co robić dalej. I nie wiem, co zrobią moi bracia. Chcę już wracać do domu. Przynajmniej nikt się tam mnie nie uczepi.
- Rozumiem – odrzekł Shikamaru, podszedł do Temari i położył rękę na jej ramieniu, po czym powiedział: – Zapomniałem wam podziękować za uratowanie życia mnie i innym. Tak więc wielkie dzięki za wszystko.
- I nie martw się o Ino – odezwał się stojący w drzwiach Asuma. – Jeszcze z nią porozmawiam.
Temari spędziła prawie cały dzień na wędrowaniu po szpitalu, rozmowach z geninami, dowiadywaniu się jak się czują i co im dolega. Neji już się obudził i wyglądało na to, że poleży nawet nieco dłużej niż inni. Niechętnie pozwolił Temari do siebie wejść i również z niechęcią z nią rozmawiał. Kiba i Chouji byli bardziej otwarci, a do Naruto Temari nie wchodziła, gdyż cały czas z kimś rozmawiał – a to z tym tajemniczym, starszym głosem, a to z Shizune, a to z Sakurą, a to z jakimś dzieciakiem, który kiedyś wpadł na Kankuro…
Gdzieś tak o osiemnastej powróciła do pokoju, gdzie na czas pobytu w Ukrytym Liściu, miała mieszkać z braćmi. Ogólnie rzecz biorąc, pobyt w szpitalu i rozmowa z niektórymi geninami nastroił ją trochę bardziej optymistycznie.

Kankuro tymczasem wędrował w osamotnieniu po ulicach Konohy, będąc pogrążonym we własnych myślach. Rzadko się wściekał, ale kiedy już to robił, zawsze była to wściekłość, którą tłumił przez wiele godzin. Teraz Konoha napawała go jakimś dziwnym obrzydzeniem. Czuł na sobie wrogie spojrzenia przechodniów i był świadom, że jeśli tu zostanie, takich incydentów jak ten w sklepie Ichiraku może być więcej. Poważnie rozważał opuszczenie Wioski Ukrytego Liścia bez powiadamiania rodzeństwa i w ogóle kogokolwiek.
- Hej, Malowana Twarz – odezwał się za nim jakiś głos.
Kankuro odwrócił się i z uśmiechem powiedział:
- Proszę, proszę. Kogóż to moje piękne oczy widzą? A więc przeżyłeś?
Oparty o pobliski strop stał przed Kankuro Shino. Po chwili przestał się opierać i podszedł do najstarszego z rodzeństwa piasku, mówiąc przy tym:
- Tak, przeżyłem i gotów jestem cię stąd wykurzyć, Malowana Twarz, jeżeli tylko zasłużysz.
- Och, zamknij się – odparł z rozdrażnieniem Kankuro. Spoglądał przy tym na Shino tym swoim chłodnym wzrokiem. – Mam już na dzisiaj dość problemów.
- Ale doceniam to, co zrobiłeś dla Kiby i Akamaru. Tylko dlatego cię tutaj toleruję. Ostrzegam: Jeśli ty i twoje rodzeństwo zaatakujecie Konohę, to pożałujecie.
- O ile pamiętam, to ja ci ostatnio skopałem tyłek. Wracaj do domu bawić się swoimi robaczkami i nie zawracaj mi gitary. I tak już jestem dzisiaj bardzo wkurzony.
- Uważaj, mam cię na oku, Malowana Twarz.
Odszedł. Kankuro stał przez chwilę na ulicy, a potem sam ruszył włóczyć się po wiosce, aż do wieczora.

Gaara poszedł do lasu, bo chciał zostać całkiem sam. Na miejscu jednak zastał wiele osób, które trenowały różne techniki. Kiedy tylko spostrzegły krzątającego się po lesie Gaarę, nagle przerywały trening i obserwowały podejrzliwie jak przechodzi obok nich ze zwieszoną głową. Dopiero jak odszedł, trenowały znów. Gaara przykucnął na chwilę nad strumieniem i postanowił się wyciszyć.
„Może Kankuro ma rację – pomyślał, obserwując płynącą w strumieniu czystą wodę. – Może ludzie z Konohy już zawsze będą na nas tak źle patrzeć. W takim razie nie mamy po co tu zostawać.”
Nagle dojrzał na drugim brzegu strumienia Lee, który miał na nogach jakieś ciężarki i ćwiczył wykopy. Zielona Bestia w pewnym momencie zatrzymał wykop z półobrotu i postawił nogę na ziemi, po czym, mimo ciężarków, przebiegł swobodnie po polanie, przeskoczył strumień i wylądował koło Gaary.
- O, Pustynny Gaara, szukałem cię dziś. Miałem szczerą nadzieję, że jeszcze nie opuściłeś Konohy, ale, niestety, nie mogłem cię znaleźć, więc pomyślałem, że już pewnie jesteś w drodze do domu.
- Przez jakiś czas tutaj pobędę. Ja, Temari i Kankuro jesteśmy gośćmi Tsunade-sama.
- To cudownie. Ale ty wydajesz się jakiś ponury.
- Czy znasz niejakie Ino i Tenten, Lee?
- Znam Ino, jest w drużynie numer 8 z Choujim i Shikamaru. A Tenten jest w drużynie ze mną.
- To wszystko wyjaśnia.
- O co chodzi?
- Nie, nic. Wracaj do treningu i mną się nie przejmuj.
Lee równie szybko, co przedtem przeskoczył przez strumyk i zaczął od nowa trenować wykopy. Gaara zaś przyglądał się to jemu, to wodzie. Co pewien czas wsłuchiwał się w głos Zielonej Bestii, kiedy ten liczył swoje wykopy. Zadziwiało bardzo Gaarę to, że nagle, ni stąd ni zowąd, z 23 kopów zrobiło się najpierw 100, potem 347, 1994, 12 777… I jeszcze trening się nie kończył. Po jakimś czasie Lee ściągnął ciężarki z nóg i zaczął walić w pobliski pień, doszedł do 30 000 i ćwiczył kciuki.
- Hej, Lee – odezwał się w końcu Gaara. – Nie chcesz czasem zrobić sobie przerwy?
- Po co? Przecież się nie zmęczyłem.
- Nie?
- Muszę wrócić do dawnej formy po operacji.
- Rozumiem, ale powinieneś odpocząć.
- Odpocznę, ale najpierw skończę.
Lee trenował jeszcze godzinę, potem został zawołany przez swojego mistrza i wrócił do wioski.
Gaara zaś pozostał nad strumieniem do zachodu słońca. Rozmyślał o różnych rzeczach, ale nie o tym, co zdarzyło się rano ani o tym, co powiedział potem Kankuro. Natura wpływała na niego kojąco. Dziwne, że dopiero teraz odkrył jej urok. Może to przez to, że wcześniej pochłonięty był innymi sprawami – najpierw zabijaniem dla przyjemności, a od walki z Naruto próbami naprawienia stosunków ze społeczeństwem. Teraz Gaara chciał zostać w tym lesie, przy tym strumyku najdłużej jak się da. Miał jednak tę świadomość, że jeśli nie powróci do rodzeństwa po zachodzie słońca, Temari i Kankuro będą go szukać.
Tak więc z żalem powstał z kucków i powrócił do Konohy. Poczuł się nagle głodny, więc zajrzał do sklepu Ichiraku, gdzie dziwnym zbiegiem okoliczności znajdowali się już jego brat i siostra. Przez moment nie mówili nic, tylko wymienili spojrzenia, a kiedy Gaara się przysiadł i złożył zamówienie, Kankuro powiedział do niego:
- Bracie.
Gaara zwrócił wzrok na rodzeństwo. W tym momencie rozpoczęła się rozmowa, do której Temari na początku się nie wtrącała. Na odezwę brata, Gaara zapytał:
- Co jest?
- Gdzie byłeś?
- W lesie. Nie martw się, nie robiłem nic głupiego. Podziwiałem naturę.
- Nikt cię nie zaczepił?
- Lee, ale on tylko chciał rozmawiać. Ucięliśmy sobie nawet całkiem miłą pogawędkę.
- Ja też dzisiaj kogoś spotkałem. Tego gościa od robaków.
Następnie wszyscy troje zaczęli opowiadać o tym jak spędzili dzień. Kankuro nie mówił tylko o tym, że zastanawiał się nad opuszczeniem wioski. Ogólnie wyszło rodzeństwu piasku, że dzień ten był bardzo udany, mimo fatalnego początku. Po zjedzeniu ramenu zapłacili za niego i powrócili do swojej kwatery.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
zmora90
amator
Posty: 3
Rejestracja: 28 mar 2010, 17:40
Lokalizacja: Zgorzelec
Kontaktowanie:

Postautor: zmora90 » 21 paź 2010, 16:07

Według Wikipedii cała trójka jest rodzeństwem
W tym opku bohaterowie są średnio-kanoniczni, a Gaara już praktycznie wcale kanoniczny nie jest, ale to też jest jedna z ciekawostek tego tekstu. Prezentowany jest tutaj Gaara z uczuciami, gdzie w mandze i anime był on prawie wszystkich uczuć pozbawiony.
Ten tekst znakomicie oddaje sytuację "co by było gdyby". Pozwala zobaczyć, że nawet Gaara - uważany dotąd za lodową skałę pozbawioną możliwości odczuwania - posiada uczucia wyższe. Nie jest tylko maszynką do zabijania ani gościem-urodzonym-by-zostać-dobrym-kazekage. Widzimy tu jego uczucia. Widzimy jak uczy się nie być tylko mordercą ale również człowiekiem i bratem
Podoba mi się ten tekst
i ten Gaara

Awatar użytkownika
Szaliczek
debiutant
Posty: 78
Rejestracja: 11 paź 2010, 21:20
Lokalizacja: Płock. Znacie to ? xX

Postautor: Szaliczek » 24 paź 2010, 12:48

Gdybym miał oddzielić bohaterów nadających się do dalszego wprowadzania w świat fanowski to wybrałbym Kankuro, Shino i....cóż, po części Temari i Shikamaru. W przeciwieństwie do zmorki mnie nowy Gaara kompletnie się nie podoba. Jego rozbudowane słownictwo, maniery, kultura i lizanie tyłka napotkanym ludziom....MMMm, to nie dla mnie.

KRP pasowałoby prędzej do alternatywnego świata, gdzie wszystko było inaczej niż w oryginalnej wersji wydarzeń. O, wtedy to bym poczytał...jak dla mnie tekst traci na wartości przez uchwycenie go tuż po Arenie.
Aaaa tam....

Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 25 paź 2010, 20:53

Rozdział 3
Pośród nocnych ciemności siedział Gaara i czytał spokojnie książkę, która nosiła tytuł: „Baśnie Wioski Ukrytego Piasku”. Pozostały mu zaledwie cztery baśnie do końca, a nie miał przy sobie innych książek, tak więc zamierzał coś rano wypożyczyć w konohańskiej bibliotece. Ostatnio właśnie na czytaniu spędzał noce, kiedy to jego rodzeństwo spało wraz z całą Suną. Na początku miał małe problemy, gdyż bibliotekarki się go bały i nie chciały mu nic dać, ale w końcu, dzięki interwencji mistrza Baki, uzyskał swobodny dostęp do zbiorów.
Kiedy przeczytał ostatnie zdanie baśni, którą tego wieczora zaczął, czyli: „Od tamtej pory żył szczęśliwie do końca swoich dni”, Gaara usłyszał głos w swojej głowie:
- Co za brednie! Przecież nie można żyć szczęśliwie. Nie ma na świecie ani jednego człowieka, który przez całe życie byłby szczęśliwy.
- To zależy jak ktoś pojmuje szczęście – odpowiedział szeptem Gaara, po czym dodał: – A teraz odejdź, Shuukaku.
- Nie mogę odejść. Jestem częścią ciebie. Nie zapominaj o tym. Ostatnio zrobiłeś się miękki. Gdzie się podział tamten Pustynny Gaara, który tak lubił zabijać i z nikim się nie liczył?
- Odszedł na zawsze, Shuukaku. Odtąd ja i ty służymy lepszym celom, tak jak tego chcieli ludzie z mojej wioski, a zabijać będziemy tylko w obronie siebie i innych.
- Nie mów do mnie o takich rzeczach. Ja nigdy nie będę nikogo bronił, oprócz ciebie, bo jesteś moim więzieniem i nie mam wyboru. Ale wystarczy, że zaśniesz…
- Nie licz na to. Już od dawna potrafię się obyć bez snu, więc raczej nie wyjdziesz. A teraz ucisz się i nie przeszkadzaj mi w czytaniu.
- No, dobra, ale pamiętaj – ja jeszcze wrócę.
Mógł spokojnie przeczytać kolejną baśń, ale nie chciał. Po prostu włożył zakładkę w książkę i wsadził ją do kieszeni, po czym wstał z maty i postanowił wyjść na balkon. Powoli i ostrożnie otworzył drzwi, aby nie obudzić Kankuro. Po chwili już znajdował się na balkonie i, oparty o barierkę, przyglądał się nocnemu niebu. Traf chciał, że tej nocy była pełnia i przed Gaarą wisiał wielki, srebrzysty księżyc, a pod nim rozciągały się w ciemnościach dachy Konohy. Panowała uspokajająca cisza, od czasu do czasu przerywana odgłosami wydawanymi przez świerszcze.
Gaara stał na balkonie przez całą noc, przenosząc jedynie ciężar ciała z nogi na nogę, i widział jak powoli niebo z brunatnego staje się coraz jaśniejsze, księżyc i gwiazdy ustępują miejsca słońcu, a ulica coraz bardziej zapełnia się życiem. Gaara oglądał już wiele świtów i dlatego ten nie zrobił na nim wrażenia. Po prostu był alternatywą dla czytania „Baśni Wioski Ukrytego Piasku”, które już od dawna przestały zajmować Pustynnego.
Gaara opuścił balkon, kiedy zorientował się, że jego rodzeństwo się już obudziło. Kankuro i Temari niemal jednocześnie przeciągali się, gdy wszedł do pokoju i założył na plecy swoją gurdę z piaskiem. Ponieważ miał na nogach tylko skarpetki, kucnął i zaczął wkładać buty. Do rodzeństwa odwrócony był tyłem.
- A ty gdzie się wybierasz? – spytał Kankuro.
- Jeśli coś zjeść, to poczekaj na nas – oświadczyła Temari.
- Nie idę jeść – odpowiedział Gaara, wciąż klęcząc – ale jeżeli jesteście głodni, to pójdźcie beze mnie. Chciałbym się zapoznać z tutejszą biblioteką. Tylko tyle.
- Skoro tak, to idź – powiedział Kankuro. – Tylko wróć wieczorem.
Gaara wyszedł zamykając za sobą drzwi. Powoli zszedł po schodach na dół i po chwili stał już na drodze. Rozejrzał się wokół w poszukiwaniu budynku, który swoim wyglądem lub oznakowaniem zdradzałby, że jest biblioteką. Nim jednak Gaara znalazł coś takiego, jego wzrok dojrzał ze swojej prawej strony postać ubraną w samą tylko piżamę, potem na górze, po dachach przebiegły dwie inne – jedną ubraną otoczoną jakąś czarną chmurą i drugą mającą na sobie kamizelkę – a na dole, pomiędzy budynkami przemknęło coś zielonego.
Gaara natychmiast skojarzył, że muszą się kierować do lasu, więc pobudzony ciekawością też tam poszedł. Wiedział, że jednym z tych ludzi musiał być Lee, ale kim byli pozostali? I czemu jeden miał na sobie tylko piżamę? Czyżby nie zdążył się przebrać? Ale dlaczego? Ktoś ich wszystkich gonił?
Nagle przypomniał sobie wczorajszy ranek. Naruto! Naruto był tylko w piżamie w sklepie Ichiraku! Już powracam do zdrowia, nie widać? A ramen mi w tym pomoże. Potem przyszła Shizune i go zabrała! Pewnie jedną z tych postaci, za którymi Gaara teraz podążał, był Uzumaki, wymykający się ze szpitala. W takim razie kim była reszta? Kiba nie może się ruszać (zresztą żadnej z postaci na górze nie towarzyszył piesek), Neji też był niezdrów, Shikamaru nie był w aż tak ciężkim stanie i nawet nie przebywał w szpitalu, a o Choujim Gaara nic nie wiedział.
Gaarze pozostawało tylko pójść do lasu i samemu sprawdzić, kogo nie ma a kto jest. Kiedy doszedł do lasu, nie zastał tam jeszcze nikogo, kto by cokolwiek trenował. Panowała cisza, ale im zapuszczał się głębiej, tym bardziej dochodziły do jego uszu odgłosy walki. Kierowany nimi w końcu doszedł do miejsca, skąd pochodziły. Ukrył się na drzewie i obserwował.
Lee robił pompki, Naruto rzucał shirukenami do drzewa, na którym wymalowano tarczę, Shino także ćwiczył, a Shikamaru chodził, wszystkich obserwując, po czym powiedział:
- Naruto, porzucaj jeszcze trochę, a potem zrób sobie przerwę!
- Ale ja się dopiero rozkręcam, stary! – odpowiedział na to Naruto. – A tak w ogóle, dlaczego nie mogę trenować czegoś cięższego?!
- Nie jesteś jeszcze w pełni sił! – odparł Shikamaru, po czym zwrócił się do Lee: – Hej, Zielona Bestia!
- Przez ciebie się pomyliłem! – wrzasnął Lee. – Muszę zaczynać od początku!
- Nie ważne! Słuchaj, co ci powiem: Kiedy Naruto skończy, zabierzesz go do szpitala!
- Ale ja chcę jeszcze potrenować! – zaprotestował Uzumaki. – Muszę się śpieszyć, aby uratować Sasuke!
- Zapomnij o Sasuke! – powiedział głośno i wyraźnie Shikamaru, a w Naruto jakby trafił piorun.
- JAK TO „ZAPOMNIJ O SASUKE”! – wrzasnął na cały głos i podbiegł do Shikamaru. – JAK TO „ZAPOMNIJ”! MAM ZAPOMNIEĆ O PRZYJACIELU!
- Sasuke nie jest już twoim przyjacielem! – mówił spokojnie Shikamaru. – Przestał nim być, kiedy doprowadził cię do stanu, w którym teraz jesteś! Wierzysz, że uda ci się go znaleźć i sprowadzić do Konohy, ale to jest niemożliwe! Obudź się, Naruto!
- I obudź się wreszcie! Konoha nigdy nam nie wybaczy tego, że zaatakowaliśmy ją wraz z Wioską Ukrytego Dźwięku! Nawet uratowanie tych dwóch geninów i jednego chuuina nie zmieniło ich stosunku do nas! Choćbyś nie wiem jak bardzo był dla nich miły, oni nie zapomną!
- Mylisz się! Jeśli się bardzo postaramy, oni nam odpuszczą, zobaczysz. Musi tylko minąć trochę czasu.
- Pozwól, że przytoczę wypowiedź Ino-san: „Śnisz na jawie!” Tak, bracie, jesteś marzycielem!

Niemal natychmiast tamta kłótnia stanęła Gaarze przed oczami i zaświszczała w uszach. Nie słuchał już, co Naruto odpowiada na słowa Shikamaru. Zaczął się za to zastanawiać, czy czasem on – Gaara – chcący odkupić swoje winy, i Naruto, gorąco pragnący odnaleźć przyjaciela, który przeszedł na stronę Orochimaru, nie są rzeczywiście marzycielami.

Kankuro i Temari zjedli już śniadanie i postanowili tym razem wspólnie zajrzeć do szpitala. Zastali tam wielkie zamieszanie. Shizune i kilku innych medyków krzątało się po szpitalu ze zdenerwowania. Z poszczególnych wypowiedzi brat i siostra wywnioskowali, że jakiś pacjent uciekł, i to drugi raz, a w dodatku nie mogli go znaleźć nigdzie we wiosce. Przez moment nikt nie zwracał uwagi na chodzących po szpitalu Kankuro i Temari, ale potem Shizune nagle spojrzała w ich stronę, zatrzymała się i na chwilę popatrzyła w podłogę, jakby coś rozważała, po czym podeszła do nich.
- Shinobi Piasku, może wy wiecie gdzie się podział Uzumaki Naruto?
- Niestety nie – odpowiedziała Temari.
- Może jest w sklepie Ichiraku – powiedział Kankuro. – Mówił nam wczoraj, że ramen pomoże mu w rekonwalescencji.
- Już sprawdzaliśmy. Ichiraku twierdził, że Naruto dzisiaj jeszcze nie było u niego.
- Nie wiem, czy to w czymś pomoże – zaczęła Temari. – ale pamiętam, że mówił też, iż chce znaleźć Uchihę Sasuke. Mógł wyruszyć w poszukiwanie Wioski Ukrytego Dźwięku.
- Nie, to nie to – odezwał się za rodzeństwem głos, który wcześniej Temari słyszała w pokoju Naruto. Wraz z bratem odwrócili się i ujrzeli Jiraiyę, który kontynuował swój wywód: – Mi Naruto mówił, że najpierw będzie dużo trenował, aby stać się silniejszym i dopiero wtedy zacznie szukać Uchihy. Spodziewałbym się raczej znaleźć go w lesie, zwłaszcza, że widziałem idących tamtędy jeszcze Lee, Shikamaru i Shino. A, i jeszcze tamtego rudego z Suny.
- Gaara – powiedzieli równocześnie Temari i Kankuro.
- Ale on mówił, że idzie do biblioteki – dodał Kankuro, po czym ze złością odparł: – Już ja go oduczę okłamywać swoje rodzeństwo!
- Daj spokój, i tak go nie pokonasz – uspokajała go Temari.
- W każdym razie chodźmy po nich – wtrąciła Shizune.
Wszyscy czworo wraz z ekipą medyczną ruszyło do lasu, ale od innej strony niż Gaara. Po jakimś czasie byli już na miejscu i, kierując się odgłosami treningu, znaleźli nareszcie uciekiniera, który najwyraźniej postanowił nie zważać na Shikamaru i trenować dalej. Na razie siedzieli w ukryciu, a Temari i Kankuro szukali wśród trenujących swojego młodszego brata, nigdzie go jednak nie dojrzeli i mieli przez to złe przeczucia. W końcu Shizune i inni uznali, że trzeba się już ujawnić i zabrać Naruto z powrotem do szpitala. Wyszli więc z ukrycia i wprawili trenujących i ukrytego na drzewie obserwatora w wielkie zdziwienie. Shino, Lee, Naruto i Shikamaru (na tego ostatniego Temari starała się nie patrzeć) przerwali swoje zajęcia, a Gaara z niepokojem przyglądał się bratu i siostrze.
- Dobra, Naruto – odezwała się Shizune. – Wracasz do szpitala i to natychmiast.
- Ale…
- Żadnych „ale”, chłopcze. Musisz wyzdrowieć.
- Już jestem zdrowy.
- Wiedziałem, że to powie – szepnął do siostry Kankuro.
- Poszukajmy lepiej Gaary – powiedziała do niego Temari, także szeptem. – Tylko nie szalej, bracie, kiedy go zobaczysz.
- Ciebie nie denerwuje, że nas oszukał? – zapytał Kankuro, a tymczasem Shizune zaczęła długą przemowę do Naruto na temat tego jak należy dbać o zdrowie, kiedy jest się w stanie takim jak on.
- A skąd wiesz, że to on nas oszukał? – odparła Temari. – Chyba za szybko uwierzyliśmy temu starcowi.
- Ale popatrz – mówił Kankuro i pokazał jej otwartą dłonią trenujących. – Ten starzec powiedział, że widział z Uzumakim Shino, Shikamaru i Lee. Jak widać, nie kłamał i nie widzę powodu, dla którego mógł kłamać w sprawie Gaary.
- No, ale Gaary tu nie ma – odrzekła Temari.
- Dobra, skończmy tę rozmowę, bo nie ma sensu, i przejdźmy do konkretów – oświadczył Kankuro, po czym zapytał głośno trenujących: – Hej, chłopaki, nie widzieliście czasem Gaary?
Nagle Gaara poczuł, że jest mu dziwnie gorąco.
- Ja nie – odpowiedział Lee.
- Ja też nie – oznajmił Shino.
- A ja, zdaje się, wiem, gdzie on jest – odezwał się Shikamaru. – Wyczułem już dawno jego obecność.
- Gdzie? – spytała Temari.
- Na tym drzewie – oświadczył Shikamaru i wskazał kryjówkę Gaary.
- Dzięki, stary – Kankuro pomachał z uśmiechem do Shikamaru, a potem zmienił wyraz twarzy na chłodniejszy i wraz z Temari podeszli pod kryjówkę brata.
Zapanowała cisza, nawet Shizune przerwała przemowę do Naruto. Wszyscy ze zniecierpliwieniem czekali, co Kankuro i Temari zrobią lub powiedzą młodszemu bratu i czy on zejdzie od razu z drzewa, czy też może będzie trzeba użyć jakichś środków perswazji.
- Gaara, wyłaź i wytłumacz się – powiedział Kankuro.
- Nie całkiem rozumiem, z czego mam się tłumaczyć – odpowiedział Gaara.
- Jak to z czego?! – wrzasnął Kankuro. – Oszukałeś nas! Powiedziałeś, że idziesz do biblioteki!
- Biblioteki? – zaśmiał się Naruto. – Pustynny Gaara czyta książki?
- Od niedawna – odparł na to Gaara. – Dzięki temu nie nudzę się nocą. – Następnie zwrócił się do brata: – Prawda jest taka, że was nie oszukałem. Na początku chciałem iść do biblioteki, ale zobaczyłem Naruto i innych idących do lasu, więc postanowiłem za nimi ruszyć.
- Co ci strzeliło do głowy, aby leźć do lasu i mieszać się w sprawy innych?! – wściekł się Kankuro. – I złaź z tego drzewa, tchórzu!
- E, chyba nie powinieneś tak go nazywać – wtrąciła z zakłopotaniem Temari.
- Nic nie szkodzi, siostro. On ma rację – powiedział Gaara i zeskoczył z drzewa. – Po co mam się chować przed wami?
- A teraz odpowiadaj: Po co poszedłeś za nimi? – spytał zezłoszczony Kankuro, wskazując palcem chłopców za sobą.
- Byłem ciekaw, dlaczego Naruto chodzi po ulicy w samej piżamie – wyjaśnił Gaara. Przez całą tę rozmowę ani razu nie przestał być spokojny.
- Dobra, załóżmy, że ci wierzę – syknął Kankuro, złapał brata za ubranie i przyciągnął do siebie. – Ale jeśli kiedykolwiek zrobisz coś podobnego, to pożałujesz.
Gaara uśmiechnął się lekko i spojrzał na brata spode łba. To wprawiło Kankuro w jeszcze większą złość.
- Co jest? Co cię tak bawi? – spytał szeptem.
- Nic mnie nie bawi – odparł cicho Gaara. – Po prostu cieszę się, bo ostatnio częściej mi się przeciwstawiasz niż dawniej.
- Nie rozumiem z czego tu się cieszyć – odrzekł Kankuro, którego ta odpowiedź zbiła z pantałyku.
- Oj, jest z czego. Zapewniam cię, braciszku – oznajmił Gaara, wziął oburącz dłoń, która trzymała jego ubranie, i delikatnie odczepił od siebie palce brata, a potem powiedział ciszej niż wcześniej: – Już się mnie nie boisz.
Kankuro nic nie mówił. Stał jak wryty i patrzył na Gaarę z niewymownym zdziwieniem, tak samo Temari. Tymczasem Lee i Shino powrócili do treningu, a Shizune, Jiraiya i medycy zabrali Naruto do szpitala. Tylko Shikamaru oglądał z zaciekawieniem całą scenkę, chociaż bracia mówili za cicho, aby mógł ich usłyszeć. Potem jednak również on zajął się swoimi sprawami, gdyż rodzeństwo piasku powróciło do wioski.
Wszyscy troje po prostu szli w jednym szeregu po Wiosce Ukrytego Liścia, nie mówiąc nic do siebie i nie mając żadnego konkretnego planu na spędzenie dnia.
Kankuro rozmyślał o tym, co powiedział mu przed kilkoma minutami Gaara. „Dlaczego cieszy go, że się go nie boję? Przecież na tym polegała jego władza nade mną i Temari. Dzięki temu mógł nas mieć pod kontrolą. Jeśli się przeciwstawialiśmy, groził nam. Ale po tamtej walce w trakcie inwazji Konohy, jakby przestał…” Kankuro spojrzał na brata, po czym westchnął i skierował wzrok na podłoże. „Zresztą czy naprawdę ja już go się nie boję?”
„Chyba się pomyliłem – myślał Gaara, kiedy ujrzał spojrzenie brata. – Chyba jednak jeszcze nie nadszedł ten czas…”
„Może powinniśmy coś zrobić razem? – zastanawiała się z kolei Temari. – Właściwie nigdy się razem nie zabawiliśmy. Może to przez to, że rośliśmy z dala od siebie. Wychowywały nas trzy różne osoby, a sobą nawzajem się nie interesowaliśmy. Gaara wiadomo – z powodu Shuukaku, ale Kankuro… Kankuro zawsze wydawał mi się śmieszny z tymi swoimi kukłami. Ale była heca, kiedy wybrali nas do tej samej drużyny! Tak, stanowczo za rzadko spędzamy razem czas tylko dla zabawy. Pora to zmienić.”
Nagle Temari dojrzała obok siebie kabinę do robienia zdjęć i wpadł jej do głowy pewien pomysł.
- Hej, zróbmy sobie rodzinne zdjęcie – powiedziała do braci, jednocześnie chwytając ich za ramiona.
- Ale po co? – zapytał nieco zdziwiony Gaara.
- No, przecież najwyższa pora. Nie mamy żadnego zdjęcia, gdzie jesteśmy razem we trójkę.
- Fakt, ale właściwie takie zdjęcie nie jest nam niezbędne do życia – oznajmił Kankuro.
- No, chodźcie – odparła Temari i zaczęła ciągnąć ich obu do kabiny. – Będzie fajnie, zobaczycie.
Chwilę potem siedzieli w kabinie ustawieni tak jak chciała Temari: Kankuro po środku, po lewej jego siostra, po prawej Gaara. Wszyscy poważni.
- A teraz uśmiech.
Chłopcy nie wysilili się zbytnio, bo, prawdę mówiąc, nie chcieli tego zdjęcia i woleli, aby już było po wszystkim. Spodziewali się, że po prostu zostanie ono zrobione i pójdą dalej. Po usłyszeniu pstryknięcia flesza, wyszli z kabiny, która była trochę ciasna, i już na zewnątrz oglądali nowopowstałe zdjęcie. Wszyscy troje wyszli tak sobie, od razu widać było, że uśmiechy Kankuro i Gaary zostały wymuszone.
- Jeszcze raz. I teraz się postarajcie – powiedziała Temari, kiedy zobaczyła to zdjęcie.
Drugie wyszło też nienajlepiej, bo tuż przed tym, kiedy zostało zrobione, Kankuro kichnął, toteż na fotografii wyglądało jakby pluł na Gaarę z zamkniętymi oczami. Po wyjściu zdjęcia Temari spojrzała krzywo na Kankuro, który tylko wzruszył ramionami.
- Jeszcze raz – szepnęła Temari i przystąpili do następnej próby.
Chyba z godzinę wchodzili i wychodzili do tej kabiny i próbowali zrobić dobre zdjęcie, ale im się nie udawało. Przy czym chociażby Gaarze i Kankuro wydawało się, że fotografia tym razem wyjdzie dobrze, to i tak Temari znajdowała tam coś, co nie pasowało, po czym znów zaciągała ich do kabiny.
W końcu Kankuro nie wytrzymał i postanowił trochę urozmaicić zdjęcie. Kiedy znów weszli do kabiny, pokazał bratu i siostrze różki dość dyskretnie, aby się nie zorientowali. Gdy Temari zobaczyła to zdjęcie, tak się wściekła, że natychmiast wyciągnęła wachlarz i, zamachnąwszy się odpowiednio, walnęła starszego z braci w tył głowy. Gaara zaś zaśmiał się cicho.
- Co ty sobie wyobrażasz, Kankuro? – spytała Temari ze złością. – Zebrało ci się na głupie żarty, co?
- Mnie się podoba – wtrącił Gaara z uśmiechem. – Tamte były jakieś takie ponure.
- Właśnie – przyznał Kankuro. – Wiesz, co myślą o nas ludzie z Konohy? Że jesteśmy trzema smutasami, które uśmiechają się tylko wtedy, kiedy jedno z nich robi komuś krzywdę. A ty nam jeszcze każesz być poważnymi do zdjęcia.
- Przecież mówię, że macie się uśmiechać. Nie chcę tylko, abyś robił mnie i Gaarze różki. W każdym razie idziemy znowu. W końcu musi nam wyjść.
Od tego momentu Kankuro i Gaara postawili sobie za cel każde kolejne zdjęcie tak urozmaicać na złość Temari. Gaara jednak preferował bardziej od rogów wystawienie języka i lekkie odchylenie dolnej powieki. Po pewnym czasie sama Temari przestała traktować to bardzo poważnie i w ciągu kilkunastu minut powstała masa zdjęć, na których rodzeństwo piasku wygłupia się jak to tylko jest możliwe w ciasnej kabinie pośrodku Wioski Ukrytego Liścia. Potem, kiedy Gaarze zaczął burczeć brzuch i musieli kończyć, a nie chciało im się wybierać jednego zdjęcia, które im się podobało, wystarczyło już tylko zebrać je wszystkie, wziąć je ze sobą do kwatery i tam zostawić. Tak też rodzeństwo zrobiło.
Niebawem Konoha była świadkiem bardzo dziwnego widoku: przed idącymi po drodze Gaarą, Temari i Kankuro unosiła się wielka, piaskowa miska, w której znajdowały się te wszystkie zrobione tego dnia zdjęcia. Gaara starannie manewrował tą miską, aby nie tamowała drogi, po prostu podnosząc ją do góry lub przesuwając w bok.
- Temari – odezwał się w pewnej chwili.
- Tak, Gaara?
- Miałaś rację. Było fajnie.
- No, lepiej niż przypuszczałem – wtrącił Kankuro.
- W takim razie mam dla was propozycję, chłopaki – powiedziała Temari i uśmiechnęła się do braci. – Nie rozdzielajmy się dziś. Nie idźmy w trzy różne strony, tylko skierujmy się w jedną, wspólną.
- Rozumiem, siostro – szepnął Gaara i z uśmiechem oświadczył: – Możesz na mnie liczyć. Ale ty wybierasz miejsca, gdzie mielibyśmy iść.
- Dobra, zaryzykuję i też pójdę – dodał Kankuro, a brak entuzjazmu oznaczał, że nie bardzo uśmiechało mu się spędzenie dnia we trójkę. – Kieruj, siostra.
- Najpierw odnieśmy te zdjęcia, a potem pójdziemy coś zjeść, bo Gaara jest na czczo – oznajmiła Temari. – Tylko tym razem nie do sklepu Ichiraku.
W pokoju, gdzie tymczasowo mieszkali, powstał na stole wielki stos różnych fotografii. Następnie zeszli w ciszy na dół i zaczęli rozglądać się za jakąś knajpą. Wszyscy troje szli szybko, jakby coś się stało i oni musieli koniecznie gdzieś się dostać.
- Kankuro, ty, zdaje się, wiesz coś o tutejszych lokalach z jedzeniem – mówiła Temari. – Co byś nam polecił?
- Kilka metrów dalej jest chyba lodziarnia, a naprzeciwko niej sprzedają hamburgery – udzielił informacji Kankuro.
- Lody na śniadanie to głupi pomysł, więc spróbujmy tych hamburgerów – powiedziała Temari. – Mów gdzie iść, bracie.
- Cały czas prosto. Szyld jest dobrze widoczny. O, to tu – oznajmił Kankuro i wszyscy troje się zatrzymali.
Stali przed małym barem, właściwie budką z hamburgerami, hot dogami, frytkami i zapiekankami, otoczoną trzema stolikami z parasolami. Przy jednym z tych stolików siedział Chouji z Ino i Asumą.
- Proszę, proszę – odezwała się Ino na widok rodzeństwa. – Kto tu do nas przyszedł?
- O, nie tylko nie ty – odpowiedziała ze złością Temari. – Chyba nie będziesz mi robić awantury z powodu hamburgera?
- Nie zamierzam spierać się z kimś takim jak ty – powiedziała Ino, wstała od stolika i podeszła do Temari. – Chyba, że będziesz chciała rozwalić tę budkę.
- Za kogo ty mnie masz? – zezłościła się Temari i obie dziewczyny spojrzały na siebie chłodno.
Wtedy pomiędzy nimi powstał piaskowy mur, który przeciął niewidzialną linię łączącą ich spojrzenia. Temari odwróciła się do Gaary i popatrzyła na niego prawie tak samo chłodno jak wcześniej na Ino.
- Jeszcze raz przypominam, że obiecaliśmy Tsunade-sama nie sprawiać problemów – odpowiedział na pytanie, które najwidoczniej Temari chciała zadać.
- Jeszcze raz mówię ci, że to ona zaczęła – odparła na to jego siostra.
- Ty nie musisz kończyć – powiedział Gaara i usunął mur, po czym zbliżył się do Ino i zwrócił się do niej: – Zapewniam, że nie chcemy niczego niszczyć. Widzisz, Ino-san, ja dzisiaj nie jadłem śniadania i dlatego szukaliśmy jakiegoś miejsca z jedzeniem. Kankuro zaproponował nam tę budkę i tak oto jesteśmy tutaj. Chciałbym też powiedzieć, że cieszy mnie szybkie powracanie do zdrowia twojego przyjaciela.
- Dziękuję – powiedział Chouji, na chwilę przerywając jedzenie dużego hamburgera, hot doga i frytek.
- Postaramy się nie przeszkadzać – mówił dalej Gaara. – Zamówimy, zjemy i ruszymy dalej.
Rodzeństwo podeszło do budki i zaczęło się zastanawiać nad zamówieniem. Potem, kiedy już siedzieli przy stole – Gaara z hamburgerem, Kankuro z hot dogiem, a Temari z dość dużą zapiekanką – czuli się zbyt skrępowani Choujim, Ino i Asumą, aby o czymkolwiek rozmawiać. Jedli więc tylko w ciszy, a już najszybciej Kankuro, gdyż jego apetyt wzmógł się zaraz po zrobieniu tej całej masy zdjęć.
Temari zastanawiała się, gdzie powinni iść dalej, co mogłoby zainteresować jej dwóch, zwykle ponurych braci. Przez cały czas rozważała różne opcje, aż w końcu znalazła coś, co wydawało się być odpowiednie. W tym momencie ostatni kęs jej zapiekanki zniknął w ustach dziewczyny, tak jak hamburger Gaary został już przez niego skonsumowany. Wszyscy troje wstali, pożegnali się cicho z Asumą i jego dwojgiem uczniów, i odeszli.
Przez moment nic do siebie nie mówili. Kankuro i Gaara po prostu szli tam, gdzie prowadziła ich siostra.
- Hej, Temari, gdzie my właściwie idziemy? – zapytał Kankuro, gdyż pytanie to bardzo go męczyło.
- Do lasu – odpowiedziała Temari i odwróciła się do obu braci z uśmiechem.
- I niby co mielibyśmy tam robić? – pytał dalej Kankuro.
- Będziemy razem trenować.
Odpowiedź ta nieco zaskoczyła obu chłopców. Zwykle trenowali tylko, kiedy był z nimi mistrz Baki. Trening rodzeństwa piasku wyglądał przeważnie tak, że każde z nich otrzymywało od mistrza oddzielne ćwiczenie, tylko czasem na jego zlecenie robili coś razem. Nigdy nie przyszłoby im do głowy, że mogą trenować bez czujnego wzroku swojego nauczyciela.
- Powinniśmy trenować regularnie, bo możemy wyjść z wprawy – mówiła dalej Temari. – Poza tym mamy wolną rękę. Możemy trenować tak jak chcemy, a ja mam pewien pomysł. Na miejscu wam powiem jaki.
- Jeszcze raz zaufam ci, siostro – powiedział Kankuro. – Ale mam nadzieję, że nikt nie będzie się nas czepiał.
- Wybierzemy jakieś ustronne miejsce – oznajmiła Temari. – Nawet mam jedno upatrzone.
Dalej w ciszy szli do lasu, a potem do miejsca, gdzie mieli zacząć ten pierwszy, wspólny i całkowicie samodzielny trening. Znowu mijali trenujących z Wioski Ukrytego Liścia, którzy i tym razem zatrzymywali się na widok Gaary, patrząc na niego i jego rodzeństwo krzywo. Z kolei Lee, Shino i Shikamaru nie było w miejscu, gdzie Shinobi Piasku ich zostawili, najwidoczniej już dawno rozeszli się do swoich drużyn i mistrzów.
Temari zatrzymała się dopiero koło strumienia, przy którym wcześniej spędził cały dzień Gaara, a po drugiej stronie strumienia znajdowała się duża polana, otoczona szerokim łukiem drzew. Idealna do treningów i walk.
Temari przeskoczyła strumyk, to samo zrobili Gaara i Kankuro. Następnie usiadła na polanie po turecku i powiedziała do braci:
- Siadajcie. Najpierw musimy porozmawiać.
Gaara i Kankuro usiedli i wtedy wszyscy troje nagle poczuli, że ktoś ich obserwuje. Przeczucie to przyszło, a zaraz potem opuściło równie szybko, chociaż nic nie zrobili, aby się upewnić, że nie są przez nikogo obserwowani. Nie wstali z trawy i nie obszukali obszaru, na którym się znajdowali, ani nawet nie rozejrzeli się naokoło. Po chwili każde z osobna w myślach uznało, że są po prostu tak przewrażliwieni na punkcie wrogich spojrzeń ludzi z Konohy, iż w końcu ich umysły zaczęły szukać ich tutaj, gdzie byli tylko Temari, Kankuro i Gaara.
Temari spojrzała na braci z uśmiechem. Był to uśmiech, ani nie pobłażliwy, ani nie złośliwy, ani nie smutny, ani nie tajemniczy. Był to uśmiech siostrzany – tak na pewno określiliby go w tamtym momencie Kankuro i Gaara.
- Zdaje się, że mieliśmy o czymś porozmawiać – przerwał ciszę Kankuro, zakładając ręce na głowę.
- Właśnie – przyznała Temari, odkaszlnęła raz i przeszła do sedna sprawy: – Mówiłam wam, że mam pewien pomysł. Polega on na tym, że będziemy opracowywać własną technikę. Technikę, którą wykorzystamy, kiedy w pojedynkę nie będziemy mogli dać sobie rady. Technikę, która będzie naszą wspólną. Musimy najpierw przeanalizować to, co już umiemy, a potem zastanowić się, jak miałoby wyglądać to, co chcemy stworzyć. Analizować będziemy tak: jedno z nas będzie tłumaczyć na czym polega jakaś jego technika, a później w miarę możliwości nam ją zademonstruje. Kto pierwszy?
- Ja nie – powiedział Kankuro i położył ręce na kolanach. – Zacznij od Gaary.
- Myślę, że nie są konieczne tłumaczenie ani prezentacja moich technik. Widzieliście już wszystko w tracie Egzaminu. Znacie je na wylot, za to ja was w akcji widzę bardzo rzadko. Poza tym niektóre mogłyby zagrozić ludziom w pobliżu.
- A więc nie chcecie współpracować. Tacy z was bracia?
- Może najpierw ty zacznij, siostro – zaproponował Kankuro. – Ty jesteś pomysłodawczynią.
- Panie pierwsze – dodał Gaara z lekkim uśmiechem.
- Tak, a wy zwiejecie albo i tak nie będziecie chcieli potem nic robić – odparła Temari. – Macie mnie za idiotkę?
- Dobra, ja zaczynam – oświadczył Kankuro i ze zrezygnowaniem wstał z trawy.
Oddalił się trochę i stanął pośrodku polany. Następnie po kolei wykonał każdą ze swoich technik, a w trakcie ich wykonywania głośno i wyraźnie wyjaśniał rodzeństwu na czym one polegają. Temari i Gaara dobrze wiedzieli, że ich starszy brat wykorzystuje chakrę, aby kontrolować swoje kukły i że często przekształca je w swojego sobowtóry, żeby zmylić przeciwnika. Zdumieli się jednak, kiedy okazał im, że z jego dwóch kukieł można zrobić jedną, a w niej zamknąć przeciwnika i zrobić z niego sito. Kiedy Kankuro skończył, usiadł znów na trawie przy swoim rodzeństwie.
- To było bardzo ciekawe – powiedziała Temari, klaszcząc przy tym, a potem przestała i spytała: – Kto teraz? Ja czy Gaara?
- Mówiłem już, że ja nie muszę – oznajmił jej młodszy brat. – Znacie wszystkie moje techniki i wiecie mniej więcej na czym polegają.
- Ale nie zaszkodzi, jeśli nam je przedstawisz – odparła Temari. – Możesz pominąć te, które wykorzystujesz najczęściej.
- Szczególnie Pustynną Trumnę i Pustynny Pogrzeb – dodał Kankuro. – Nienawidzę, kiedy ich używasz. Zawsze mnie ciarki przechodzą jak je widzę.
- Może jednak ja będę na końcu – zaproponował Gaara z lekkim zdenerwowaniem w głosie i jakby lekko się skulił. – Wstydzę się.
- Nas? – zapytała wyrozumiale Temari. – Nie masz się co nas wstydzić.
- Ale jednak wolę być na końcu – odrzekł Gaara.
- No, dobra – przerwał z rozdrażnieniem Kankuro. – Jak chce być na końcu, to niech będzie. Teraz ty, siostro. Nie przedłużajmy już tego.
Przez dziesięć minut Temari tłumaczyła na czym polega każda z jej technik, a potem przystąpiła do demonstracji. Jej bracia wstali z trawy i mocno chwycili się oburącz pobliskich drzew, wiedząc, że będzie zaraz wielka wichura. Temari wyciągnęła swój wachlarz i rozpoczęła prezentację. Najpierw machnęła kilka razy wachlarzem, po czym polana i drzewa, które ją otaczały, zostały potraktowane strumieniem silnego, graniczącego ze sztormem wiatru. Mało brakowało, a zostałyby wyrwane z korzeniami. Potem Temari pokazała braciom jak lata na swoim wachlarzu. Nie zastosowała jednak Techniki Przywołania, aby czasem małe, białe stworzonko z mieczem nie posiekało drzew, a te nie przygniotły jej braci (właściwie tylko Kankuro, Gaara na pewno by się przed nimi ustrzegł).
Nadszedł już czas na Gaarę. Jego rodzeństwo siadło z powrotem na trawie. On zaś nie usiadł wraz z rodzeństwem i nie tłumaczył na spokojnie tak jak Temari, tylko bez słowa stanął z ponurą miną i odetchnął głęboko. Już wcześniej postanowił, że oprócz Pustynnej Trumny i Pustynnego Pogrzebu nie pokaże Pustynnej Lawiny i Tanukineiri no Jutsu, ale nie wiedział, co powinien pokazać najpierw. Po krótkim namyśle zdecydował się na technikę, którą zastosował podczas pierwszego etapu Egzaminu, aby ściągać. Przystawił dwa palce prawej ręki do lewego oka, a ono pokazało się w lewej ręce.
Potem już poszło szybko. Gaara raz po raz w milczeniu pokazywał bratu i siostrze każdą technikę, oprócz tych, o których wcześniej zdecydował, że ich nie pokaże. Nie tłumaczył, na czym one polegają, bo spodziewał się, że Kankuro i Temari wiedzą to bardzo dobrze. Im dłużej stał na tej polanie i robił te wszystkie rzeczy z piaskiem, tym bardziej chciał już skończyć i usiąść. Toteż westchnął z ulgą, kiedy w pewnym momencie zorientował się, że właściwie nie ma już nic więcej do pokazania.
- No, a teraz – zaczęła Temari, kiedy znów wszyscy troje siedzieli na trawie – czas na myślenie. Może już wam przyszło do głowy, jak mogłaby wyglądać nasza wspólna technika?
- Mam pustkę w głowie – odparł Kankuro i wzruszył ramionami.
- Ja też – powiedział Gaara.
- A ja już coś wymyśliłam – oświadczyła Temari. – Niestety, na razie tylko dwoje z nas mogłoby tę technikę zastosować. Nie wiem jeszcze, co mogłoby robić trzecie.
- Do rzeczy, siostra – znowu zniecierpliwił się Kankuro. – Co to za technika?
- Gaara i ja zrobilibyśmy coś na kształt piaskowej burzy. Ty, braciszku – zwróciła się do Gaary. – uwolniłbyś trochę piasku, a ja wachlarzem skierowałabym go na przeciwnika.
- Ciekawe – przyznał Gaara. – Podoba mi się.
- Ale co ze mną? – zapytał Kankuro. – To ma być nasza wspólna technika.
- Właśnie nie wiem – powiedziała Temari. – Nie wiem, co mógłbyś zrobić, Kankuro.
- Pomyślmy nad czymś innym – zaproponował Gaara. – Jestem pewien, że możemy stworzyć technikę, którą zastosujemy razem.
Na tym myśleniu spędzili resztę dnia. Nie zdążyli wymyślić nic lepszego od piaskowej burzy ani nic, w czym wszyscy troje mogliby się wykazać. Wytężali umysły, próbowali przypomnieć sobie, to co nawzajem sobie pokazywali, ale w miarę jak robiło się późno powoli opuszczał ich zapał do tworzenia wspólnej techniki, aż w końcu zgasł wraz z zachodem słońca. Wtedy już nie pozostało im nic innego jak tylko wrócić do wioski, coś zjeść i przygotować się do snu. Przez całą drogę do Konohy, przez cały czas posiłku i przez noc spędzoną we wspólnym pokoju mieli jednak poczucie zawiedzenia, że im się nie udało. Chcieli jeszcze kiedyś spróbować, ale na pewno nie dziś i nie jutro. To „kiedyś” było byliżej nieokreśleną dalą.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/


Wróć do „Naruto”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość