[Naruto] Przyjaciel

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Ruda Punk
amator
Posty: 16
Rejestracja: 15 mar 2011, 23:20
Kontaktowanie:

[Naruto] Przyjaciel

Postautor: Ruda Punk » 16 mar 2011, 00:01

Proszę o krytykę konstruktywną.

tytuł: Przyjaciel
fandom: Naruto
kategoria: 16+
opis: spekulacje na temat kompleksów i uczuć Nagato
ostrzeżenia: angst, shonen-ai oraz het, death, selfcest.
znajomość fandomu: wskazana znajomość dalszych chapterów.
status: skończony

1.

Ciężkie krople spływały mu po twarzy.

Jego ubranie i włosy były całkiem mokre. Obejmował się ramionami, drżąc z zimna. Nie miał pojęcia, jak długo stoi, nie wiedział też, czy płacze.

Było mu źle, było mu wybitnie źle.

Usłyszał za sobą mokry, niemiły dźwięk kroków stawianych w błocie, ale nie odwrócił się. Wnętrzności skręciły mu się w węzeł, kiedy ktoś zatrzymał się za jego plecami. Nie chciał wiedzieć, które z nich za nim poszło. Nie chciał w ogóle, żeby ktokolwiek go teraz widział.

- Mógłbyś zachować się chociaż raz jak mężczyzna, Nagato?

Yahiko. Tym gorzej. Konan może mogłaby go zrozumieć, chociaż nie wyobrażał sobie, jak miałby jej o tym powiedzieć.

Poczuł jego dłonie na ramionach.

- Nie masz się czym przejmować – usłyszał jego głos, pełen słabo ukrywanej złości i zawodu. – Między mną a Konan nie ma niczego.

Ciepła, słodka ulga.

- To czemu ją pocałowałeś? – mruknął, odwracając się do niego przodem.

Yahiko milczał przez moment, ale jego usta były lekko rozchylone – jakby był gotów wyrazić swoje uczucia, ale nie potrafił ubrać ich w słowa.

- Ciężko ci jest się domyślić? – parsknął w końcu, ze sporą dozą skrywanej, ale wciąż doskonale widocznej pogardy. Urwał na moment. – Ale ona tego nie chce. Była… Jest na mnie wściekła.

Przez moment stał, oddychając ciężko. Wyglądał, jakby chciał się na niego rzucić i gołymi rękami rozerwać go na strzępy.

- No, idź do niej! – krzyknął nagle, szarpiąc go za ubranie. – Ona woli ciebie, powiedziała mi to! Wyobrażasz to sobie? Powiedziała mi to tuż po tym, jak ją pocałowałem! Idź do niej, przecież ty też ją kochasz!

- Nie kocham jej! – Nagato złapał go za ramiona, chcąc go od siebie odsunąć. – Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

Yahiko nie puścił przodu jego koszuli, ale przestał go szarpać. Wyglądał, jakby trochę mu ulżyło.

- Nie kochasz…? – powtórzył. – W takim razie… Dlaczego wyszedłeś, kiedy… Kiedy to zrobiłem?

Nagato zrobił drobny kroczek w jego stronę, lekko przesuwając dłonie na jego barki.

- Bo… Bo kocham ciebie… - nie chciał tego powiedzieć.

Strasznie, strasznie nie chciał tego mówić, ale słowa jakby same wydostały się z jego ust. Zacisnął powieki. Chciał go objąć, ale Yahiko odsunął go od siebie, wprawdzie lekko, ale z zimną, lodowatą wręcz stanowczością.

- Mnie? – spytał, zmieszany. – Przecież… Przecież jesteś facetem! A przynajmniej tak wyglądasz!

- Wiem, że jestem facetem! – warknął Nagato, ale jego głos zaraz złagodniał. – Ale czy to znaczy, że nie mogę cię kochać?

Yahiko zawahał się przez moment.

- Myślę… - zaczął. – Że to niewłaściwe. Przecież po to mężczyźni są mężczyznami, a kobiety kobietami, żeby kochali siebie nawzajem. Poza tym… To trochę obrzydliwe, nie uważasz?

Nagato sto razy bardziej wolałby dostać od niego w twarz, niż usłyszeć takie słowa.

Jego uczucia wydawały się Yahiko niewłaściwe.

I obrzydliwe.

Jak dobrze było dowiedzieć się od swojego ukochanego przyjaciela, że miłość jest obrzydliwa!



2.

Siedzieli nad brzegiem strumienia. We dwoje.

Nagato wpatrywał się w wodę, od niechcenia rzucając w nurt kawałki źdźbeł trawy. Czuł na sobie spojrzenie Konan, ale nie chciał na nią patrzeć. Jeśli to, co mówił Yahiko, było prawdą, musiałby sprawić jej przykrość, a tego starałby się za wszelką cenę uniknąć.

- O czym myślisz? – usłyszał jej głos.

Zerknął na nią. Uśmiechała się do niego miło.

- O Yahiko – odpowiedział cicho.

- Często o nim myślisz? – spytała wesoło, opierając brodę na jego ramieniu.

Skinął głową.

- Bardzo często – szepnął. – On mi się podoba… - chciał mówić dalej, ale w porę ugryzł się w język.

Widział, jak jej brwi wędrują w górę w wyrazie zdziwienia i niezrozumienia. Nie chciał, żeby i ona zaczęła się go brzydzić, więc szybko dodał:

- Po prostu… Chciałbym być tak przystojny jak on. Chociażby w połowie. Albo w jednej czwartej.

Nie okłamał jej. To też była prawda.

Konan objęła go lekko, przysuwając się bliżej.

- Nie pierdziel, Nagato – skrzywiła się lekko, nie przestając się uśmiechać. – Po prostu powinieneś polubić siebie… Bo wcale nie wyglądasz gorzej niż on, wręcz przeciwnie.

Nagato spojrzał na nią uważniej. Jej słowa wydawały mu się jednoznaczną sugestią, a on nie wiedział jak się do tego odnieść.

Chociaż, gdyby spojrzeć na to z innej strony… Była ładna. A nawet piękna. Ale jej uroda zachwycała go dokładnie w ten sam sposób, co piękno zachodzącego słońca, wspaniale wybudowanej pagody czy chociażby drzew szumiących nad brzegiem strumienia.

Ale nie chciał, żeby ktokolwiek się go brzydził.

Dlatego kiedy oparła dłonie na jego biodrach i pochyliła się nad nim, nie opierał się.



3.

Widział jego twarz tak blisko swojej, jego usta tak blisko swoich…

Ich ciała stykały się, ich spojrzenia przenikały się nawzajem.

- Yahiko… - jęknął słabo, czując się, jakby miał zaraz zemdleć z bólu.

- Nagato… - szepnął Yahiko, patrząc mu głęboko w oczy.

A potem osunął się na ziemię, martwy.

Sztylet, na który się nadział, upadł w błoto.



4.

W słowach, które powiedział do Konan wtedy, nad strumieniem, kryła się pewna ironia.

Chciał być tak przystojny, jak on. I stał się.

Wpatrywał się w swoje ramiona, które były teraz smukłe, muskularne i jasne, ale już nie blade. Dotknął swojej twarzy silnymi, męskimi dłońmi. Pod palcami wyczuł jego usta, jego policzki, jego nos i…

Nie, oczy należały do niego, do Nagato. Jedyne, co sprawiało, że nie oszalał, przebywając w ciele swojego przyjaciela.

A najdziwniejsze i najbardziej chore było to, że nigdy nie przestał go kochać.

Czasem, kiedy miał pewność, że Konan mu nie przeszkodzi, przychodził nim do swojego prawdziwego ciała. Wtedy dotykał swoich chudych, szponiastych dłoni jego mocnymi i silnymi dłońmi, całował swoje małe, parszywe usta jego słodkimi ustami, zbliżał jego muskularne, smukłe ciało do swojego, anorektycznego i pokracznego…

Ale zawsze wtedy zamykał oczy. Bo kiedy widział swoje przeklęte, ohydne oczy w jego cudnej twarzy, przypominał sobie, że w rzeczywistości go stracił. Na zawsze.

Wróć do „Naruto”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość