[Naruto] Ai no Akatsuki

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Teru
uczeń
Posty: 28
Rejestracja: 23 mar 2014, 19:45
Lokalizacja: Nibylandia
Kontaktowanie:

[Naruto] Ai no Akatsuki

Postautor: Teru » 29 mar 2014, 14:34

Tytuł: Ai no Akatsuki
Fandom: Naruto
Kategoria: 15+
Opis: Opowiadanie AU. Pain i spółka prowadzą klub studencki pod nazwą "Akatsuki". Nagle przyjaźnie zaczynają przeradzać się w coś więcej.
Ostrzeżenia: Shōnen-ai
Znajomość fandomu: Niekonieczna
Status: W toku.

Informacje o postaciach TUTAJ (klik)


PROLOG
Punkt widzenia Deidary, 26 maja
Poniedziałkowe poranki nie są takie złe, biorąc pod uwagę, że nie jestem zmuszony już wstawać wcześnie rano na lekcję. Mówiąc poniedziałkowe poranki, mam na myśli mniej więcej godzinę jedenastą, un. Zza drzwi mojego pokoju już od paru godzin nie dobiegały żadne dźwięki krzątających się współmieszkańców, gdyż byli już w pracy. W końcu otworzyłem leniwie oczy, przysłaniając je dłonią, by nie raziło mnie światło dobiegające zza okna. Konan znowu odsłoniła rano roletę, un! Zawsze to robi, bo nie lubi jak w moim pokoju z rana jest tak ponuro... Choć sama pewnie siedzi teraz w ponurym magazynie na tyłach „Akatsuki” czytając książkę i migając się od roboty.
Kiedy w końcu udało mi się zwlec z łóżka, ruszyłem w stronę kuchni. Och, Konan zostawiła mi uszykowane śniadanie! Tosty z dżemem truskawkowym aż się do mnie uśmiechają, un! Jaka ona jest czasami kochana. Szybciutko zająłem się wcinaniem. W międzyczasie zauważyłem, że przy talerzu leżała jeszcze mała karteczka. Napisano na niej eleganckim, starannym pismem „Nie zmarnuj kolejnego dnia bezczynnie, zajmij się czymś!”. No to już jest nadopiekuńczość, un!

Punkt widzenia Hidana, 26 maja
Cholera! Spóźniony, jak zwykle spóźniony! Wiedziałem, że nie opłaca się balować w niedzielę... No ale propozycja Kisame była zbyt kusząca, żeby ją odrzucić. Tyle pięknych kobiet... Cholera, muszę przestać myśleć o takich rzeczach, bo w końcu stracę tę robotę! Pain i tak jest dla mnie już zbyt wyrozumiały. Nie chcę nadużywać jego cierpliwości. Ale nadal nie rozumiem dlaczego poniedziałkowa zmiana przypada akurat mi?!
Przebiegłem przez piwniczkę akademika i niemal przeleciałem przez drzwi z donośnym krzykiem.
- Jestem!!!
W środku znajdowało się tylko dwóch równie niedospanych jak ja chłopaków (wnioskując po hipsterskim wyglądzie, muszą to być humaniści) oraz moi współpracownicy. Konan siedząca za barem oderwała się od lektury by posłać mi gniewne spojrzenie.
- Musiałam Cię zastąpić – Warknęła i ruszyła na zaplecze.
Ehh... Mam nadzieję, że nie nagada nic Painowi... Nie chcę więcej problemów.

Punkt widzenia Deidary, 26 maja
Zająć się czymś, tak? Nikt mi nie powie, że siedzenie przed telewizorem i lepienie małych postaci z Dragon Balla to bezczynność, un! Właśnie skończyłem lepić Goku i postawiłem go na kartce papieru. Uśmiech aż sam wkradł się na moje usta gdy patrzyłem na swoje minidzieło. Nagle kciukiem wgniotłem małego ludzika w kartkę papieru tak, że została z niego bezkształtna plama.
- Art is a bang. - Szepnąłem z nutką satysfakcji w głosie.
Właśnie tak... Sztuka jest ulotna, un. Zupełnie jak piękno, które zawsze ma swój koniec.
Wyjrzałem za okno, dzień zapowiada się całkiem ładnie. Pora na spacer.
Nogi poniosły mnie aż do parku. Szkoda, że to takie niedoceniane miejsce, un. Usiadłem na ławce koło fontanny. Wyciągnąłem nogi przed siebie, a głowę odchyliłem do tyłu i zamknąłem oczka. Niewielu ludzi tu przychodzi z niewiadomych mi powodów. Ja osobiście lubię to miejsce, swego czasu bywałem tu naprawdę często, szczególnie po szkole. Idealne miejsce na wyciszenie, un. Zwłaszcza, że w tym ostatnim roku liceum potrzebowałem tego bardziej niż zwykle... Kiedy skończyłem osiemnaście lat, przeprowadziłem się tu, aby zamieszkać z Konan i Painem – moimi starszymi przyjaciółmi z domu dziecka... Byli dla mnie jak starsze rodzeństwo, które się mną opiekowało i postanowili, że będą mi pomagać nadal. Jednak zmiana szkoły, otoczenia... Nie była łatwa, un. Nie rozumiem dlaczego ludzie boją się... inności? Tak chyba tak to tłumaczyli. To chyba jednak nie powód do dyskryminacji i odrzucenia. Starałem się dostosować, ale nie dostałem szansy, un.
Przerwałem rozmyślania w chwili gdy poczułem jak ktoś potyka się o moje nogi i klnie pod nosem. Otworzyłem oczy i wstałem by pomóc. Ujrzałem czerwonowłosą postać nieco chowającą twarz za włosami. Chłopak nie zdołał jednak ukryć pod nimi świeżej rany na policzku, un. Bez słowa pozbierałem książki, które wypadły mu z rąk i podałem. Chłopak wstał i również bez słowa odebrał ode mnie książki z grymasem na twarzy, po czym szybko odszedł. Stałem chwile jak wryty, un. W jego twarzy było coś takiego... Ciężko to wytłumaczyć. Ach po prostu muszę o tym powiedzieć Konan, un!


***


ROZDZIAŁ I
Punkt widzenia Konan, 27 maja
Wolne… Jak ja uwielbiam takie dni. Słońce leniwie starało się przedrzeć przez żaluzje z ciągłym niepowodzeniem. Otworzyłam oczy by ujrzeć przed sobą naburmuszoną mordkę Chestera, naszego grubego i wrednego kocura. Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym pogardy. Zamiauczał chcąc mi pewnie powiedzieć coś w stylu „Wstawaj gruba krokwio, dawaj karmę ty pachołku”. Ale mimo wszystko go z Painem kochamy.
Powoli podniosłam się z łóżka by spełnić prośbę włochacza. Sięgnęłam po bluzę rudowłosego wiszącą na klamce od drzwi. Kiedy zbliżyłam się jednak do drzwi dobiegł mnie jakiś dziwny dźwięk… Kiedy wsłuchałam się w niego dosyć dobrze, rozpoznałam jęki Deidary. Było to coś w stylu „Konan… Jeść… Zrób… Un!”.Słodka mała blondyneczka jak widać do tej godziny nic nie jadła bo nikt nic jej nie zrobił. I jak tu go można traktować poważnie.
Wyszłam z pokoju i zobaczyłam Deidare w drzwiach od kuchni opierającego głowę o futrynę. Zrozpaczona mina na mój widok zamieniła się w błagalny wzrok prawie jak u kota ze Shreka. No i jak tu mu nie zrobić czegoś do jedzenia?
Od razu po wejściu do kuchni wstawiłam wodę na herbatę i wstawiłam tosty. Blondyn siedział już przy stoliku i wymachiwał lekko nogami z uśmiechem na twarzy. Gdy śniadanie było gotowe podsunęłam mu je na stolik, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Dziękuję Konan, jesteś wielka, un! – Powiedział radośnie i zabrał się za jedzenie.
Usiadłam naprzeciwko niego ze swoją porcją i zaczęłam obserwować jak wcina. Lubiłam mu gotować, zawsze się wtedy cieszył jak małe dziecko. Mało co daje mi taką satysfakcję.
Po skończonym śniadaniu, siedzieliśmy jeszcze przez chwilę w kuchni sącząc herbatę. Postanowiłam wykorzystać ten moment.
- Deidara, muszę Ci coś powiedzieć. Ja i Pain postanowiliśmy, że pora zrobić sobie jakieś małe wakacje. Wiem, że jeszcze nie ma sezonu i tak dalej, ale ostatnio i tak ruch w klubie jest nieznaczny, więc myślę, że nasza nieobecność nie zaszkodzi chłopakom.
Kiedy to mówiłam jego oczy zaczęły się aż świecić i znowu szeroki uśmiech powrócił na twarz.
- Ale nie myśl sobie, że zostawimy Cię samego. – Tym jednym zdaniem prawdopodobnie wyrwałam go ze świata jego wybujałej wyobraźni i marzeń.
- Ale jak to?! Przecież jestem już dorosły, un! Dam sobie świetnie radę! – Zbulwersował się artysta.
-A my z Painem chcielibyśmy mieć do czego wracać. Skromny dobytek, bo skromny ale lepsze to niż nic z którym moglibyśmy zostać po zostawieniu Ciebie samego. Ale nie martw się, już masz załatwioną opiekę.
Broda mu się zatrzęsła lekko. Schował twarz za grzywką i wyszedł.
Eh… Czasami to naprawdę same z nim kłopoty…

Punkt widzenia Sasoriego, 27 maja
Jak dobrze, że dzisiaj w Akatsuki siedzi tylko Kisame, Hidan i Pain Miło, że dostałem wolne na następne dwa dni. Ale… coś za coś. Przyjdzie mi za to odpłacić i to jeszcze dzisiaj. Nie rozumiem dlaczego ja się w ogóle na to zgodziłem. Przecież to jakiś zupełny absurd.
Nagle moje narzekania zostały przerwane przez dzwonek do drzwi. Odłożyłem książkę na stolik do kawy i poszedłem otworzyć. Moim oczom ukazał się Itachi. Kruczowłosy chłopak nawet nie czekał na zaproszenie do środka, tylko po prostu wszedł. Rozebrał się bez słowa i poszedł do salonu usiąść na kanapie. Nim zdążyłem o cokolwiek zapytać dostałem już odpowiedź.
- Kawy. Czarna, 4 łyżeczki.
Potaknąłem tylko i po jakimś czasie wróciłem do niego z dwoma kubkami czarnego jak noc płynu.
Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Nie chciałem być nachalny i pytać o cokolwiek. Takie wizyty Itachiego nie dziwią mnie za bardzo. Zawsze przychodzi jak jest jakiś problem. Znamy się na tyle długo, że wspólne siedzenie i milczenie nie jest czymś krępującym. Lubimy to. Oboje nie należymy do wylewnych osób. Jeżei będzie chciał powiedzieć, to powie. Jeśli nie, to trudno.
- Znowu chciał uciec. – Powiedział cicho, patrząc gdzieś przed siebie.
Pewnie chodziło znowu o jego brata Sasuke. Same z nim problemy ostatnimi czasy. Chłopakowi odbiło… No ale tak to jest jak się wchodzi w ten buntowniczy wiek czy coś. Sam pamiętam po sobie. Sporo krwi napsułem babci, która mnie wychowywała. Ale to nie moja wina, że jestem wyzbyty szacunku do kogokolwiek.
- Gdzie teraz jest?
- Siedzi w domu razem z Naruto i Sakurą… - odparł smutno i zwiesił wzrok w dół. – Nie bardzo chciał ze mną siedzieć.
Chwile milczeliśmy po czym odważyłem się zapytać.
- Poszło oto co zwykle?
Itachi podniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Jego zaczerwienione oczy i nic nie zdradzający wyraz twarzy.
- Tak.
Nie chciałem już zadać ani jednego pytania. To wystarczyło w zupełności.
Itachi nie jest osobą, która lubi zdradzać swoje uczucia. Ma też silny charakter… Jego jedyną słabością jest jego młodszy brat. Kocha go nad życie, ale młody jak widać nie potrafi tego docenić. Jednak ich rodzice to zupełnie inna sprawa. Zjada ich chora ambicja i praktycznie nie bywają w domu… „ludzie sukcesu”, chociaż ja chętnie użyłbym wielu niecenzuralnych epitetów.
Nie siedzieliśmy tak długo. Kruczowłosyy najwyraźniej chciał iść mimo wszystko do domu, zobaczyć czy wszystko dobrze. Po jego wyjściu spojrzałem na zegarek. Już późno, trzeba się zbierać.
Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka i ruszyłem.
Na szczęście Pain i Konan mieszkają na tym samym osiedlu, dzieli nas zaledwie kilka bloków. Ajaj i w co ja się wpakowałem? Właściwie ile to coś ma mieć lat? Nie powiedzieli mi kompletnie nic. I właściwie dlaczego właśnie ja? Niby jestem odpowiedzialny, no ale przecież nie jestem jedyny! Będę musiał wynegocjować jakąś premię.
Doszedłem pod szary, smutny blok i zadzwoniłem domofonem. Drzwi otworzyły się po paru sekundach. Wgramoliłem się na drugie piętro i zapukałem do drzwi. Otworzyła mi wysoka, szczupła blondynka. Uderzył mnie zapach perfum truskawkowych. Połowę twarzy miała przysłoniętą grzywką, a niebieskie oko wpatrywało się we mnie. Nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- Pewnie przyszedłeś do Konan, już po nią idę. Wejdź. – Dotarł do mnie męski głos.
Czy to… To możliwe, że to jest chłopak?! Kto to właściwie ma być?!
Otrząsnąłem się nieco z szoku i wszedłem do mieszkania. W trakcie kiedy się rozbierałem przyszła konan w towarzystwie blondyna.
- Hej Sasori. Dobrze, że już jesteś. Jak zwykle punktualnie.
- Nie lubię czekać i nie lubię gdy czeka się na mnie – Odparłem to co zwykłem mówić w takich sytuacjach. Bo taka też jest prawda. Czekanie to to czego nienawidzę najbardziej.
-No to Ty i Deidara widzę już się poznaliście. Spędzicie ze sobą całkiem miły tydzień… O ile ze sobą wytrzymacie. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Czy ja dobrze słyszę?! To JEGO mam pilnować?!


Punkt widzenia Deidary, 27 maja
Słońce zaczęło zachodzić. Usiadłem na parapecie z kartką papieru i ołówkami. Uwiecznię to bo co mam do roboty lepszego… Na pewno nie będę siedział tam z nimi gadał, un. Jeśli Konan myśli, że ta złość przejdzie mi tak szybko, to się myli. Chester siedzący na parapecie koło mnie też nie wygląda na zadowolonego. No ale to w sumie nic nowego, więc nie mogę go traktować jako swojego sprzymierzeńca w tej sprawie.
W trakcie kiedy rozmyślałem, ołówek sam poruszał się po papierze. Coś pięknego, un.
- Całkiem nieźle Ci to idzie – Odezwał się jakiś głos za mną, tuż przy moim uchu.
Wydałem z siebie głuchy pisk, a ołówek wypadł mi z ręki i spadł, obijając się o parapety.
- Wystraszyłeś mnie, un. – Powiedziałem zduszonym głosem.
Czerwonowłosy odsunął się nieco i z uśmiechem spojrzał jeszcze raz na kartkę.
- Rozumiem, już nie przeszkadzam.
W tym samym momencie za drzwiami można było usłyszeć śmiech Paina, najwyraźniej przyjechał z Akatsuki i zaraz z Konan pojadą.
Niebieskowłosa otworzyła drzwi od pokoju i na zastaany widok od razu zareagowała krzykiem.
-Deidara w tej chwili złaź z parapetu, bo jak nie połamiesz się przy upadku, to gwarantuję że ja to zrobię.
Zsunąłem się z parapetu na podłogę ostrożnie, un. Konan zmierzyła mnie wzrokiem i westchnęła.
- No i jak ja niby miałabym Cię zostawić samego, co? My z Painem już jedziemy. Mam nadzieję, że się dogadacie, a Ty Sasori dopilnujesz, żebyśmy mieli do czego wrócić.
Sasori – przynajmniej tak został nazwany - potaknął głową po czym uściskał Konan i rudowłosego na pożegnanie. Do mnie nawet nie podeszli widząc jaki naburmuszony stoję. I dobrze, un! Niech więdzą, że mi się to wcale nie uśmiecha! Zaraz po tym jak drzwi od mieszkania się zamknęły, to samo zrobiłem z drzwiami od mojego pokoju zamykając się w środku. Opiekuneczka, phi. Nie będzie łatwo, un!


***

ROZDZIAŁ II
Punkt widzenia Sasoriego, 28 maja
Poczułem się trochę nieswojo budząc się w nie swoim łóżku. Przebudzenie nie trwało długo i szybko przypomniało mi się dlaczego w ów sytuacji się znalazłem. Łóżko należało do Paina. W pokoju obok znajdowała się sypialnia blondyna, którym przyszło mi się „opiekować”… Paranoja. Przecież, po co dorosłemu już chłopakowi opieka? Konan czasami serio przesadza… No ale Pain?! Gdy z nim o tym rozmawiałem zdawało się, że całkowicie popierał Konan. No skoro on tak twierdzi, to może faktycznie coś w tym jest, ale nie wariujmy…
Wyszedłem z pokoju w samych spodniach od piżamy. Łazienka była zajęta, więc skierowałem się do kuchni. Wstawiłem wodę na poranną kawę. Chwile później rozkoszowałem się czarnym płynem z niewielką ilością cukru. Wpatrywałem się w unoszące się z kubka opary i zastanawiałem się jak zmarnować dzisiejszy dzień. Gdy skończyłem pić wstałem od stołu. Gdy podniosłem wzrok ujrzałem w drzwiach Deidarę z obrażoną miną.
- Ubrałbyś się chociaż jak u kogoś jesteś, a nie paradujesz z gołą klatą, un. – Powiedział nieco gniewnie zawstydzony blondyn.
- Już dobrze, zaraz się ubiorę. – Odparłem nieco rozbawiony i skierowałem się w stronę pokoju Paina.
Usłyszałem jak blondyn za mną odchrząknął. Odwróciłem się z pytającym wyrazem twarzy.
- A śniadanie? – Zapytał przekrzywiając nieco głowę w bok.
- Nie jestem głodny, nie będę jadł.
- Ale ja nie mówiłem o Tobie. Dlaczego nie zrobiłeś jeszcze dla mnie?
No to są chyba żarty…

Punkt widzenia Itachi’ego, 28 maja
Gdy obudziłem się rano Sasuke już nie było w domu… Mam nadzieję, że ochłonął nieco po wczorajszym zamieszaniu i na jakiś czas da mi trochę odetchnąć. Kocham go, ale brakuje mi ostatnio nerwów. Uczelnia, praca, jeszcze ktoś musi się nim opiekować. Ma trudny charakter i trzeba mu poświęcić trochę uwagi, bo jak nie to fiksuje.
Na uczelni powinienem być dopiero na 12, więc o 10 byłem już w naszym klubie. Siedziało w nim kilka znerwicowanych niedoszłych lekarzy i kilka dziewczyn z wydziału biologicznego. Ruch nie był spory, więc usiadłem przy barze, wiedząc że mogę spokojnie porozmawiać ze znajomymi. Z zaplecza wychylił się tylko Hidan.
- A Ty co? Dzisiaj sam?
- Taaa… Czekam na Kisame, żeby zostawić interes pod jego opieką… A później idę do mojego prywatnego piekła… - Powiedział z wyraźnym niezadowoleniem.
- Idziesz do Kakuzu? – Spytałem ze złośliwym uśmieszkiem, podpierając rękami głowę.
- Nie przypominaj. Konan miała iść do naszego wspaaaniałego księgowego, jednak w ramach zemsty za spóźnienie, postanowiła mnie ukarać w tak okrutny sposób. Jej się nic nie stało, kiedy mnie zastępowała tą chwilkę. A ja?! Nie ma pewności, że wyjdę od Kakuzu żywy! – Jego irytacja sięgała zenitu. A najśmieszniejsze było to, że Hidan sam się nakręcał.
Patrzyłem tylko na niego z niezmiennym uśmiechem, czekając aż skończy swoją twórczą wiązankę, złożoną z niekoniecznie kulturalnych epitetów. Jak już nieco sobie ulżył, westchnął cicho i wównież oparł się o blat.
- A co u Ciebie Itachi? – Zapytał w końcu interesując się kimś poza sobą.
- Jakoś leci. – Odpowiedziałem jak zwykle wymijająco. – Zanim pójdę jeszcze na wykłady mogę Ci w czymś pomóc jak chcesz.
- Pain zamówił jakieś nowe szkła i kilka kartonów stoi na zapleczu. Możemy to wszystko pomyć i pochować.
- Nowe szkła? W końcu. Po tym co ostatnio zrobiła tu polibuda przydałyby się nowe bo mamy „małe” braki…
Zabraliśmy się do mycia i wycierania kieliszków. Na zapleczu było trochę mało miejsca, więc stojąc przy dwukomorowym zlewie ocieraliśmy się ramionami. Ramiona tarły o siebie niemiłosiernie z każdym wykonanym ruchem.

Punkt widzenia Deidary, 28 maja
Aha! Znalazłem, un! Całą godzinę grzebałem pod łóżkiem Paina, żeby znaleźć płytę z nagranymi odcinakami „Adventure Time”! Wiedziałem, że gdzieś to tutaj trzyma, un! Więc dzień nie jest jeszcze taki najgorszy. Kolejne godziny spędzę przed telewizorem. Wyszedłem z pokoju zostawiając wszystko pozornie nienaruszone, rozejrzałem się czy Sasori już wrócił, a kiedy upewniłem się, że jeszcze go nie ma, przebiegłem do salonu. No to pora na trochę lenistwa, un! Akurat kiedy włączyłem telewizor i położyłem się na kanapie, usłyszałem jak drzwi się otwierają a do mieszkania wchodzi czerwonowłosy.
- Kupiłeś coś słodkiego, un?! - Krzyknąłem do niego, nawet nie mają zamiaru się ruszyć.
Sasori wszedł do pokoju i rzucił mi białą czekoladę. W sumie… To on nawet nie jest taki najgorszy. Jak siedzi cicho, un. Kiedy się wymądrza, że mam posprzątać, że mam się nie lenić już nie mam takiego wrażenia.
Po rozpakowaniu zakupów przyszedł do salonu z batonikiem w ręku.
- Przesuń się – Powiedział i machnął lekko ręką.
- Nie, un.
Wzruszył tylko ramionami i podniósł moje nogi, siadając na ich miejscu. Położył moje nogi na swoich i w takiej pozycji oglądaliśmy telewizję. Co on sobie myśli, un?! To takie… takie… niezręczne.
Poczułem, że się rumienię, więc zasłoniłem twarz grzywką. Nie zrobiłem tego wystarczająco szybko bo najwyraźniej nie umknęło to jego uwadze.
- Jeśli Ci za ciepło, to zdejmij tą bluzę. Litości, Deidara… Jest tak ciepło, a Ty w bluzach łazisz.
- Nie jest mi ciepło, un. I nie mów mi co mam robić… - Odpowiedziałem cicho.
Czerwonowłosy już mnie jednak nie słuchał patrząc z udawanym politowaniem na kreskówkę, nie chcąc się przyznać, że go wciągnęła.
Sam nie wiem kiedy zasnąłem.

Punkt widzenia Paina, 28 maja
Góry… Niekoniecznie lubiłem aktywny wypoczynek, ale zdecydowaliśmy się tu przyjechać z powodu Konan. Baseny termalne dobrze jej zrobią na alergię, przez którą teraz biedactwo cierpi. Przyszliśmy właśnie do hotelu z wyczerpującego spaceru. Oboje usiedliśmy na swoich łóżkach i siedzieliśmy przez chwilę w ciszy.
- Jak się czujesz? – Zapytałem chcąc przerwać milczenie.
- Nie jest źle. Kaszel chwilowo mnie tak nie męczy, więc mogę trochę spokojnie odetchnąć. – Powiedziała z uśmiechem. Po czym dodała – No ale na baseny dzisiaj pójdziemy, prawda? Chętnie bym się wygrzała na wieczór.
Miło było patrzeć jak Konan się uśmiecha, bo nie robi tego bardzo często. Więc przytaknąłem jej, aby ten uśmiech powiększyć.
- Ciekawe jak tam Sasori sobie radzi z Deidarą? Może do nich zadzwonię, co?
- Nie ma potrzeby Konan… Poradzą sobie.
- Ale Nagato, ja…. Martwię się o nich.
Nagato… Nikt nie nazywał mnie moim prawdziwym imieniem od dawna. Zatarło się gdzieś w pamięci za pseudonimem. Tylko Ona. Wstałem i podszedłem do niej. Pogłaskałem ją po ramieniu i odpowiedziałem łagodnym tonem.
- Daj im się dogadać. A nawet jeśli im to nie wyjdzie, Deidara w końcu zrozumie, że nie wszyscy całe życie będą mu usługiwać i że musi trochę sam o siebie zadbać. Dobrze mu to zrobi Konan… Zaufajmy Sasoriemu, zgoda?
Co prawda niechętnie, ale jednak mi przytaknęła. Chyba wie, że popełniła błąd z tym rozpieszczaniem Deidary, ale pewnie nigdy się do tego nie przyzna.

Punkt widzenia Sasoriego, 28 maj
Kiedy się przebudziłem, leżałem koło blondyna z jego nogami na moich. Podniosłem się lekko i zobaczyłem skulonego Deidarę. Kiedy śpi i się nie odzywa to jest nawet kochany.
Spojrzałem na zegarek. Była już osiemnasta. Szturchnąłem lekko chłopaka w ramię, aby się przebudził. Kiedy otworzył zaspane oczy, spojrzał na mnie pytająco mamrocząc coś w stylu „cholera… un… czego…”.
- Nie zmarnujemy tak chyba całego dnia, co? Chodź, rozprostujemy się trochę. Idziemy na spacer.
Blondyn spojrzał na mnie całkowicie bez aprobaty, raczej niechętny aby wstać, więc podnosząc się dodałem tylko:
- czyli nie chcesz dostać kolejnej czekolady?
Na efekt nie musiałem czekać długo.


***


ROZDZIAŁ III
Punkt widzenia Hidana, 28 maja
Gdy wracałem od Kakuzu słońce zaczęło już powoli zachodzić. Uff… Całe szczęście mam to już za sobą! Ta sknera jak zwykle czepiała się o wszystko i o nic. Ja naprawdę nie rozumiem jak można tak denerwować ludzi dla własnej, chorej przyjemności.
Idąc do domu obrałem drogę przez park. Musiałem się nieco wyciszyć, bo absolutny spokój w moim przypadku jest raczej niemożliwy. Przechodząc koło fontanny zauważyłem brata Itachi’ego –Sasuke. Siedział z kuzynem Paina. Nie odzywali się do siebie, tylko obserwowali. Dziwny chłopak, zupełnie niepodobny do brata. Nagle wstał i zaczął krzyczeć na przyjaciela, po czym pędem pobiegł przed siebie. Naruto krzyczał za nim, ale był zbyt zaskoczony nagłą reakcją młodego Uchihy aby za nim pobiec. Nie myśląc o niczym pobiegłem za nim. Słyszałem, że są z nim kłopoty, lepiej nie zostawiać go samego.

Punkt widzenia Sasoriego, 28 maja
Staliśmy pod małym, osiedlowym sklepikiem wcinając tabliczki czekolady jak batony. Stałem oparty o ścianę i obserwowałem blondyna zajadającego się białym przysmakiem. Było w nim coś słodkiego… Oczywiście wtedy kiedy nie zgrywał naburmuszonego i rozpieszczonego dzieciaka.
Zauważyłem, że dzisiejsze wyjście sprawiło mu dużo radości. Uśmiechał się, śmiał, aż promieniał. Z tego co mówiła mi Konan przed wyjazdem raczej nie ma wielu przyjaciół, więc postaram się mu jakoś umilić ten czas, który i tak musimy wspólnie spędzić.
- Chcesz jeszcze? – Zapytałem widząc jak kończy tabliczkę.
- Nie, dziękuję. – Odparł grzecznie, co było dziwne jak na niego. – Kupię nam coś do picia, un.
Parę sekund później przeszedł przede mną zmierzając do drzwi sklepowych, a w moje nozdrza uderzył ten słodki truskawkowy zapach jego perfum.
Nie bardzo rozumiałem jak facet może używać czegoś tak słodkiego, jednak musiałem przyznać, że pachną cudownie. Kiedy przechodził obok mnie, aż ciężko było się powstrzymać od tego żeby nie zaciągnąć się tym zapachem.
Blondyn po chwili wrócił i wręczył mi do ręki małą wodę cytrynową.
- Pamiętałeś. – Stwierdziłem z lekkim uśmiechem.
- Nie jestem, aż taki głupi i zły za jakiego mnie pewnie uważasz. – Odparł cicho i odwzajemnił uśmiech.
Usiedliśmy koło siebie pod ścianą i przez chwilę w milczeniu obserwowaliśmy zachodzące słońce. Pewnie siedzielibyśmy tak dłużej gdyby nie rozproszyły nas czyjeś krzyki. W tym samym momencie odwróciliśmy się w stronę z których dobiegały. To Hidan ciągnął za sobą Sasuke, który wrzeszczał na niego używając niekoniecznie miłych słów. Białowłosy nie zwracał na to jednak uwagi i z niewzruszoną minął ciągnął go za rękę jak małe dziecko.
- Ej, ja go znam ze szkoły, to kuzyn Tobiego! Co ten koleś mu robi?! Trzeba mu pomóc, un! – Podniósł się zdenerwowany Deidara.
Chwyciłem go szybko i mocno za rękę, powstrzymując od mieszania się w sytuację.
- Spokojnie, nic mu nie będzie. To mój kolega z pracy, a ten młody to brat naszego przyjaciela. Jestem pewny, że nic mu nie grozi. – Powiedziałem spokojnie.
Wyczułem jak ręka Deidary drży, więc bez namysłu ściągnąłem skórę i go nią okryłem.
- Wracamy. Nie warto się mieszać w tą sytuację, a poza tym chyba jest Ci zimno.
Przytaknął tylko i spuścił głowę w dół. Pociągnąłem go za rękę aby go trochę pośpieszyć. Nie puściliśmy się przez całą drogę.

Punkt widzenia Itachi’ego, 28 maja
Wracając z uczelni do domu miałem nadzieję, że zaznam chociaż trochę spokoju. Jednak zastany widok uświadomił mi, że się przeliczyłem. Zobaczyłem stojącego przed furtką Hidana. Trzymał Sasuke mocno za obie ręce, chociaż młody zdawał się być mocno osłabiony i nie miał nawet chęci się wyrywać. Za nimi stał młody Uzumaki. Stał i przyglądał mi się tymi swoimi wielkimi, błękitnymi oczami oczekując reakcji. Reakcji nie było. Przeszedłem koło nich, otworzyłem drzwi kluczem i zaprosiłem wszystkich gestem do środka.
Sasuke spojrzał tylko na mnie spode łba i poszedł się zamknąć w pokoju, nie wpuszczając tam nawet Naruto. Spojrzałem na młodego blondyna i zrobiło mi się go trochę żal.
- Chcesz z nami usiąść? Zrobię Ci coś ciepłego do picia, też się pewnie zdenerwowałeś. Odpocznij zanim pójdziesz do domu.
Przytaknął mi i poszedł usiąść w salonie. W tym czasie ja i Hidan udaliśmy się do kuchni w milczeniu. Zabrałem się za robienie herbaty, a Hidan stał tylko koło mnie i mi się przyglądał.
- Co się dzieje Itachi? – Zapytał białowłosy nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Nic, poradzimy sobie jakoś. – Odpowiedziałem, uciekając wzrokiem.
On jednak złapał mnie mocno w przegubie i pokręcił głową.
- Jakoś nie widać, żeby tak było. Nie wstydź się prosić o pomoc. To nic złego, naprawdę. Możesz zaufać innym. – Jego głos był nad wyraz spokojny. Nie znałem Hidana od tej strony.
- My naprawdę nie chcemy pomocy. Nie chcemy jej dopóki on nie zrozumie, że coś jest nie tak i jej potrzebuje. On sam musi rozumieć. – Powiedziałem tylko to. Nic więcej nie chciało mi przejść przez gardło.
Co on sobie właściwie myśli? Że nagle wyżalę się mu i zacznę płakać jakby był moim najlepszym przyjacielem? Nie, nie jest nim. Hidan to zadufany w sobie egoista, który nigdy nikim się nie przejmował. Nie potrafię mu zaufać, nie w tej kwestii.
Białowłosy poklepał mnie tylko po ramieniu i zabrał zrobione przeze mnie herbaty do salonu. Nic nie mówiąc poszedłem za nim.

Punkt widzenia Deidary, 28 maja

Ach, cieplutki prysznic po spacerze. Nie ma nic lepszego, un. Po wyjściu z łazienki poszedłem do salonu gdzie czekał już na mnie Sasori, ubrany jedynie w spodnie od piżamy. Kiedy spojrzał na mnie i na moje spodenki w koty ledwo powstrzymał śmiech.
- Śmiej się, un! Proszę bardzo! – Odparłem obrażony krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Ależ ja się nie śmieję księżniczko – Odparł z zawadiackim uśmieszkiem.
Usiadłem koło niego obrażony i nacisnąłem „play” na pilocie od DVD. Film się zaczął, un. Takie miłe zwieńczenie pierwszego wspólnego dnia. Nie sądziłem, że tak szybko dojdziemy do porozumienia, un. To naprawdę fajny i miły chłopak.
Mimowolnie odwróciłem wzrok od ekranu i zacząłem się mu przyglądać. Zauważyłem małe zadrapanie na prawym policzku. Zaraz, zaraz… Czy to możliwe, un?! Tak jak u tego chłopaka w parku.
- Co się tak patrzysz? – Zapytał trochę speszony czerwonowłosy.
- Mam takie wrażenie, że już się spotkaliśmy… W parku, chyba się potknąłeś o moje nogi, un…
Spojrzał na mnie badawczo, a po chwili z uśmiechem chwycił moje nadgarstki jedną ręką i położył na oparciu kanapy, nad swoją głową.
- Już pamiętam… No to teraz ładnie odpokutujesz.
Uśmiechnął się zadziornie i zaczął mnie łaskotać. Jak ja tego nie lubię, un! Zacząłem się histerycznie śmiać i wierzgać nogami. Przez śmiech nie byłem nawet w stanie błagać aby przestał. Jego delikatne dłonie, jednocześnie sprawiały przyjemność jak i drażniły doprowadzając umysł i emocje do szaleństwa. Zacząłem się wyrywać, ale szybko się przekonałem że jestem dużo słabszy, un. Nie zniechęcało mnie to jednak do próby wyzwolenia się z uścisku. Każda próba wyszarpnięcia się powodowała, że uścisk był coraz mocniejszy. W pewnej chwili przez moje szarpanie znaleźliśmy się bardzo blisko siebie, un. Nasze wargi lekko otarły się o siebie. Oboje nieco wystraszeni zaprzestaliśmy i łaskotek i szarpania się. Jednak oboje znieruchomieliśmy i żadne z nas się nie odsunęło. Czułem na moich wargach jego łagodny oddech. To takie… krępujące , un. Nigdy nie znalazłem się w podobnej sytuacji. Nie mam pojęcia dlaczego, ale przybliżyłem się jeszcze do niego, a nasze wargi się spotkały. Oboje lekko drżeliśmy wystraszeni całym zajściem. Mimo strachu nikt się nie odsunął, ale i nikt nie pogłębiał. Jego ciepłe i miękkie wargi nie przylegały długo do moich, gdyż miedzy nas wepchnął się Chester. Resztę wieczoru nikt się nie odezwał. Patrzyliśmy w ekran unikając jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego, un…


Obrazek

***

Opowiadanie było inspirowane pewnym starym opowiadaniem mojej "Senpai". Nie zostało ono dokończone, więc postanowiłam zmodyfikować pomysł i zacząć coś podobnego, co doczeka się swojego końca. Zapraszam jednocześnie na bloga zawartego w podpisie, gdyż tam rozdziały publikowane są co tydzień.

Wróć do „Naruto”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość