ISET

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2503
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: Vampircia » 24 maja 2015, 11:17

Jest taka sprawa... Miałam dzisiaj opublikować na forum brakujący rozdział ISETu: historię Lakszmee, ale Mir mi to odradziła i powiedziała, że powinnam spróbować to gdzieś opublikować jako odrębne opowiadanie. Oto, co postanowiłam: jeśli ktoś chce przeczytać, to wyślę na PW i powiedzcie mi, co myślicie.
Obrazek

Awatar użytkownika
Preity
moderator
Posty: 192
Rejestracja: 14 sie 2012, 20:44
Lokalizacja: Marsjańskie odmęty
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: Preity » 24 maja 2015, 12:02

To ja poproszę ów brakujący rozdział.
Nagi wyszedłem z łona matki
i nagi tam wrócę.
Dał Pan i zabrał Pan.
Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

Hi 1, 21

Awatar użytkownika
kociara81
moderator
Posty: 358
Rejestracja: 17 lut 2012, 22:32
Lokalizacja: Carrotus
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: kociara81 » 25 maja 2015, 15:01

Ja z chęcia też ruszę :)

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2503
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: Vampircia » 11 cze 2015, 21:01

Zapraszam do lektury spinoffu, w którym głównym bohaterem jest Derks viewtopic.php?f=9&t=1077
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 523
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: Skorpion » 20 sty 2016, 23:04

Rozdział II
Po długiej przerwie wracam. Tak się zastanawiałem, czy tu, czy na blogu, czy na opowi i w sumie stwierdziłem, że tu najprędzej zobaczysz odpowiedź. Jak fanem s-f nie byłem tak nadal nie jestem. I nie wiem, czy mój mózg jest dzisiaj jakiś nie tego, czy coś, bo nawet łopatologiczne tłumaczenia Joanny jakoś do mnie nie docierały. I jest pierwsza misja i jest załoga. Chen mnie trochę drażni, ale zobaczymy potem. Jestem ciekaw, czy kolejne rozdziały mają charakter takich odrębnych misji, czy wszystko się połączy w grubszą aferę.
Podoba mi się swojskość w opisywaniu wszystkiego - wyglądu, jedzenia, a nawet dialogów. Mam wrażenie, że potrafiłabyś najprostszą czynność opisać bez najmniejszego problemu (tu zazdroszczę). Star Treka znam bardzo słabo, ale podoba mi się, że czynisz do niego aluzje to z pewnością kąsek dla bardziej zorientowanych w serii. Wszystko od mojej persony. Pa!
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2503
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: Vampircia » 20 sty 2016, 23:17

Dzięki Skorpion, że ci się chciało;) Ja przyznam szczerze, że z perspektywy czasu jestem nie do końca zadowolona z pierwszych rozdziałów, ale do tej pory nie mam pomysłu, jak je ulepszyć.
Jestem ciekaw, czy kolejne rozdziały mają charakter takich odrębnych misji, czy wszystko się połączy w grubszą aferę.

Mogę ci powiedzieć, chyba że wolisz sam się przekonać.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 523
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: Skorpion » 21 sty 2016, 13:30

Mogę ci powiedzieć, chyba że wolisz sam się przekonać.
Nie trzeba. W dalekiej przyszłości pewnie sam się przekonam Obrazek
Obrazek

Awatar użytkownika
Tatanka
uczeń
Posty: 29
Rejestracja: 18 maja 2016, 10:12

Re: ISET

Postautor: Tatanka » 26 maja 2016, 17:28

Przeczytałem całość jeszcze zanim stałem się członkiem forum. Wciąga. Im więcej się pochłania tym bardziej chce się jeszcze. Jeśli będziesz miała choć odrobinę pomysłu i weny to wiedz, że czekam z niecierpliwością na kolejne... hmm... tomy :-P
"Walczy się pasją, zwycięża rozumem"
Doktor

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2503
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: Vampircia » 26 maja 2016, 23:23

A zaglądasz na bloga ISETverse?
Obrazek

Awatar użytkownika
Buchling
amator
Posty: 6
Rejestracja: 25 maja 2016, 22:15

Re: ISET

Postautor: Buchling » 08 lip 2017, 21:42

Właściwie to nie lubię science-fiction, mało w ogóle miałam z nim do czynienia, coś tam Lema, coś tam Dicka, w sumie tyle. Głównie dlatego, że całkowicie głupieję przy całym tym naukowym bełkocie i kosmicznym mambo-dżambo, jakim ten gatunek zazwyczaj operuje. Dlatego moja opinia będzie opinią osoby, która guzik wie o SF.

No,i jako taka osoba powiem, że przyjemnie mi się czytało. Na samym początku akcja, styl i bohaterowie wydawali mi się trochę, ja wiem, sztywni, trochę tacy mechaniczni, ale z każdym rozdziałem postacie dostawały rumieńców. Wydawało mi się też, że w pierwszym tomie brakowało interakcji między poszczególnymi bohaterami, sam na sam, a było znowu tych interakcji pełno w obrębie drużyny Odysei, jako całej grupy. A drugim tomie za to, mam wrażenie, że jest całkowicie na odwrót, więcej było widać duetów, niż całej grupy naraz. A propos grupy, to właściwie wszystkich z czasem polubiłam. Od Garetha począwszy, bo go się raczej nie dało nie lubić, potem Chen, nerd-chińczyk w kosmosie, po jakimś czasie przekonałam się też do Joanny (na początku bywała irytująca z tym swoim nieomylnym własnym zdaniem, z którym się wszędzie pchała), a Hilda kupiła mnie gdzieś pomiędzy szturmowaniem zamku z grupą wieśniaków a emocjonującą walką na ringu. Panowie kosmici też wypadli nie najgorzej, zwłaszcza Abz, ze swoim pociesznym zachwytem nad ziemską kulturą (uwielbiam akcję z budyniem!). Przyjemnie było czytać, jak ta paczka pomału staje się coraz bardziej zgrana, pogłębiając przyjaźnie zarówno w trakcie tych mniej lub bardziej niebezpiecznych przygód w kosmosie, jak i po prostu wydurniając się w wolnych chwilach i rozmawiając na stołówce w czasie obiadu. Z drugiej drużyny moją ulubienicą jest Kelly, najpogodniejsza dusza na Spacediverze, taka kochana, naturalna, nieco wścibska dziewczyna. No co tam jeszcze, planety i nowe rasy ciekawe, walki bardzo fajnie opisane, fabuła nie nużąca, w dialogach raz po raz jakiś żarcik do pośmiania się, żadnych teorii astronomicznych mieszających w głowie nie było... Podobało mi się! :mrgreen: Może nawet się kiedyś przekonam do SF.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2503
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: Vampircia » 08 lip 2017, 22:13

Dzięki. To jest budujące:)
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2503
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: ISET

Postautor: Vampircia » 01 lut 2019, 18:32

Od razu mówię, że rozdział ten nie dzieje się bezpośrednio po Isecie. Po drodze są jeszcze "Wyzwania" na blogu ISETverse i to jest fragment właśnie tego opowiadania, ale uznałam, że nadaje się na oddzielny special.


Weselny specjał

Ślub miał się odbyć w Zakopanem, miejscu urodzin Joanny. Górskie miasto nawet zauroczyło Chena, choć żałował trochę, że nie może pokazać Derksowi swoich własnych, rodzinnych stron. Ale i tak było co podziwiać, na przykład widok na góry, który rozciągał się z okna pokoju w czterogwiazdkowym hotelu. Modernistyczny wystrój trochę kontrastował z przaśnością stolicy polskich Tatr, ale obecnie głowę Chena bardziej zaprzątało strojenie się na uroczystość. Stał przed dużym lustrem i z ogromnym pietyzmem wiązał czarny krawat, tak by leżał jak najbardziej równo. Nie żeby geolog przywiązywał jakąś szczególną wagę do wyglądu, ale uznał, że na taką okazję wypada zadbać o swój wizerunek. Prosty, czarny garnitur i czerwona koszula pasowały mu, a włosy splecione w warkocz sprawiały, że czuł się wygodnie i schludnie.
- I jak? - spytał z dumą, odwracając się w stronę Kelly, która właśnie czesała Derksa.
- Ale ciacho – odparła dziewczyna z sugestywnym uśmieszkiem. - Wiesz, że lubię czerwony. - Rzeczywiście psycholog sama przywdziała karmazynową suknię, ozdobioną delikatnymi koronkami. Trochę śmiesznie się komponowała z nieodzowną burzą warkoczyków na głowie.
Derks milczał, ale na szczęście jego wzrok nie zdradzał żadnych negatywnych emocji. Właściwie znosił zabiegi Kelly z niebywałym spokojem. Kobieta sama zaoferowała, że pomoże, bo regulamin raczej nie dopuszczał wizyty w lokalnym salonie fryzjerskim. Właściwie Derks miał tylko dwa wyjścia, mógł pójść jako mężczyzna lub jako kobieta i zdecydował się jednak na drugą opcję. Po pierwsze było to praktyczniejsze w jego sytuacji, a po drugie, jak sam stwierdził, w ten sposób mógł „tańczyć ziemskie tańce dla dwojga bez wzbudzania zgorszenia”. Chen prawie się wzruszył.
- No dobra, jeszcze ostatni akcent. - Kelly wyjęła z torebki różową szminkę i musnęła nią usta niebywale posłusznego Derksa.
Mouk wstał i poprawił sukienkę, którą psycholog sama pomogła mu zdobyć. Sięgała kolan, a przeplatający się róż z czernią tworzyły kwiecisty wzór. Raczej nie należała do wyzywających i dobrze maskowała uwidaczniające się od niedawna krągłości. Nieco poszarpane rękawy dodawały „pazur” i Kelly promieniała z dumy, kiedy podziwiała swoje dzieło.
- Myślałam, żeby je spiąć, ale lepiej będzie zasłonić te dziwne uszy – powiedziała, poprawiając lekko pofalowane włosy swego „modela”. - Och, zapomniałabym! - chwyciła torebkę pod kolor sukienki i wręczyła Derksowi. - To ważny element.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że w ten sposób nie będę zwracać na siebie zbytniej uwagi. - Mouk podszedł do lustra i zaczął przyglądać się sobie z zaciekawieniem.
- Żartujesz? Wszyscy będą zwracać na ciebie uwagę. Wyglądasz jak bogini! - wypalił Chen, nie mogąc oderwać wzroku od swego towarzysza. W odpowiedzi Derks spojrzał na niego z niepokojem, jakby nie będąc pewnym, czy właśnie usłyszał komplement, czy przestrogę. - To znaczy... jest jak trzeba. Na ślubie wszyscy muszą ładnie wyglądać. Nie sądziłem, że Kelly skrywa taki talent – sprostował geolog.
- Mam dwie młodsze siostry, to było na kim ćwiczyć. - Kobieta wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
Słowa nawet w połowie nie potrafiły oddać tego, co Chen właśnie czuł na widok Derksa. Zachwycał się swym partnerem już wcześniej, ale teraz mouk wszedł na zupełnie inny poziom seksapilu. Gdyby tylko nikogo nie było w pokoju. Gdyby tylko nie musieli się zaraz zbierać...
Rozległo się pukanie do drzwi i po chwili do środka weszła Hilda w towarzystwie Iba i Abza. Anahibianie wyglądali jak bracia i takich też mieli udawać. Ubrali identyczne grafitowe garnitury, z tą różnicą, że Abz miał muszkę i białą koszulę, a Ib niebieską z ciemnym krawatem.
- No, no, ale się wszyscy wyelegantowali... - Hilda ogarnęła spojrzeniem swoich kompanów. Sama wpisywała się w kanon, gdyż jej obcisła, błękitna sukienka była bardzo szykowna. Prosta, z szerokim dekoltem. - To co, idziemy? - Uśmiechnęła się od ucha do ucha.
Nadeszła pora by stawić czoła wielkiemu wydarzeniu.


Stary, drewniany kościół, stojący przy wąskiej drodze tuż przy strumieniu, musiał pomieścić dzisiaj naprawdę wiele osób. Zdawał się wręcz trochę za mały na tak dużą ceremonię, ale nic dziwnego, że para wybrała właśnie ten, biorąc pod uwagę jego unikalne piękno. Dominowały tu rustykalne zdobienia i góralskie motywy na witrażach, więc każdy amator lokalnej architektury odnalazłby się w nim bez problemu. Z drugiej strony można by zachodzić w głowę, po co Gareth i Joanna zdecydowali się pobrać w kościele katolickimi, skoro sami zdawali się niezbyt związani z tą religią. Cóż, posiadanie góralskiej rodziny zobowiązywało. Jednak w tym momencie nie miejsce, lecz sama para przykuwała uwagę gości, gdy kroczyła w stronę ołtarza: Gareth w granatowo-szarym mundurze Royal Air Force, zaś Joanna w ekscentrycznej sukni, krótkiej z przodu i długiej z tyłu, przepasanej sporą kokardą. Kobieta dzierżyła w dłoniach bukiet z białych róż i spoglądała raz w prawo, raz w lewo, wyłapując z tłumu najbliższe jej osoby. Uśmiech nie znikał jej z twarzy, jakby się do niej przykleił na stałe. Nawet Gareth nie próbował powstrzymywać swych emocji i również cieszył się jak głupi.
W odczuciu pary młodej ceremonia zleciał w mgnieniu oka i aż trudno było uwierzyć, że oficjalnie stali się małżeństwem. Trzeba jednak przyznać, że delektowali się każdym momentem zaślubin. Zwłaszcza sakramentalne „tak” i wymiana obrączek pozostawiły w ich umysłach niezmazywalny ślad. To niewielkie, złote kółko od teraz już na zawsze miało im przypominać o niezwykłej, unikatowej atmosferze w tamtej chwili.
W końcu przyszedł czas na zabawę w dużej, hotelowej sali. Stoły zostały suto zastawione półmiskami wędlin, sałatek, ciastami i owocami, a wkrótce podany został też rosół. Co prawda Gareth i Joanna wciąż tak przeżywali ślub, że ciężko było im nawet myśleć o jedzeniu, jednak Anahibianom apetyt dopisywał, gdy ochoczo zagryzali rosół sernikiem. Aczkolwiek, gdy pojawiło się drugie danie, Hilda musiała im przypomnieć o sztućcach. Całe szczęście para młoda pomyślała o wszystkim i posadziła wszystkich kolegów z załogi przy jednym stoliku, więc istniała niewielka szansa, że szersze grono zauważy ich specyficzne zachowanie.
- Te wszystkie ścięte kwiaty... - westchnął Derks z bólem serca.
- Wciąż to przeżywa – zauważył Chen, kiedy Kelly nalewała mu wódki.
- Na waszym miejscu uważałabym, jeśli chcecie dotrzymać do nocy. - Hilda popatrzyła na przyjaciół dość wymownie i sama odmówiła mocnego trunku.
- Spokojnie, znam swoje możliwości. To nie pierwsze wesele w moim życiu. - Chen wypił wszystko, starając się za wszelką cenę nie skrzywić.
- Ale zakładam, że pierwsze polskie.
- A ty już byłaś na takowym?
- No właśnie tak się składa, że byłam i swoje widziałam.
- Jak dla mnie to wcale nie jest takie mocne. - Ib pomlaskał, gdy wódka znalazła się na jego języku i nie wyglądało na to, żeby zrobiła na nim szczególne wrażenie.
Abz tylko wypił ze spokojem i wzruszył ramionami.
- Nic szczególnego – stwierdził.
Gdy goście nico odpoczęli po obiedzie, przyszła kolej na tańce. Zaczęli oczywiście państwo młodzi od popisowego walca wiedeńskiego, który wyszedł im nie najgorzej, zaś nieco później kapela zaprosiła na parkiet pozostałych uczestników imprezy. Gdy tylko zaroiło się od pląsających par, Derks spojrzał wymownie na Chena. Ponieważ nie doczekał się reakcji ze strony geologa, zmarszczył brwi i wykrzywił usta w grymasie.
- Mieliśmy tańczyć ziemskie tańce dla dwojga – mruknął.
- Nie zdążyliśmy ich przećwiczyć...
- Słaba wymówka.
Ponieważ surowy wzrok Derksa praktycznie wiercił w Chenie dziurę, ten w końcu dał za wygraną i z niepewnym wyrazem twarzy udał się w stronę parkietu, ciągnięty przez swego towarzysza. Hilda postanowiła pójść w ślady swych przyjaciół, najpierw, podobnie jak Derks, wiercąc wzrokiem dziurę w swym mężu, a gdy to nie zadziałało, postanowiła darować sobie słowne sugestie i po prostu pociągnęła Iba za ramię. Po chwili przy stole został sam Abz, bo Kelly udała się do toalety. Nie przeszkadzało mu to jednak, bo z ochotą kontynuował jedzenie, napychając się kiełbasą i bananami. Wreszcie jakieś miejsce, w którym zdrowy Anahibianin mógł w pełni zaspokoić swój głód. Nie to, co Ziemska baza i Spacediver, gdzie bez dodatkowych batonów się nie obeszło.
- Hej, mogę się tu na chwilę dosiąść? - do Abza podeszła nagle młoda, długowłosa blondynka w popielatej sukni. Anahibianin skojarzył, że była świadkiem Joanny.
- Pewnie – odpowiedział.
- Jestem Maria, siostra Aśki. - Dziewczyna z uśmiechem uścisnęła mężczyźnie dłoń i usiadła.
- No tak! Miło mi poznać, jestem Abz.
- Nie jesteś stąd, prawda?
- No... nie.
- A skąd jesteś?
- Z bardzo, bardzo daleka.
- Rozumiem, lubisz być tajemniczy. - Kobieta zachichotała. - Ale serio mi nie powiesz?
- To takie zadupie. Nic ciekawego.
- Oj tam... Jak Aśka cię zaprosiła, to znaczy, że musisz być interesujący. Pracowaliście razem na Antarktydzie, prawda?
- Zgadza się.
- I czym się tam zajmowałeś?
- W sumie to podobnymi rzeczami, co ona. Uwierz mi, też nie jest to super ciekawe.
- Skoro tak twierdzisz... - westchnęła dziewczyna. Po chwili wskazała na kieliszek – Może się napijemy?
- Okej.
Abz uznał, że grzeczność nakazuje, by on nalała, więc też to uczynił. Wznieśli toast za parę młodą i wypili. Po raz kolejny jakichś szczególnych doznań w Anahibianinie to nie wywołało. Nastała krótka pauza w rozmowie.
- Pomyślałam, że jakbyś chciał potańczyć i nie miał z kim to... - Maria wypaliła po chwili. - Wiem, trochę odważne. Ale nie traktuj tego, jak podryw, czy coś... Po prostu tak się składa, że świadkiem Garetha jest jego starszy brat, a on jest żonaty, więc... tak trochę głupio, żebym z nim tańczyła... Kurczę, niepotrzebnie wypiłam te banie. Alkohol za bardzo mnie ośmiela.
- Spoko, nie przejmuj się – uśmiechnął się Abz. - Miło, że pomyślałaś akurat o mnie. Ale teraz trochę za dużo zjadłem. Może później...
- To może mi opowiesz coś więcej o sobie?
Normalnie Abz nie miałby nic przeciwko, żeby lepiej zapoznać się z siostrą Joanny, ale problem polegał na tym, że jego pobyt na weselu podlegał wielu restrykcjom. Sam podpisał deklarację, że zobowiązuje się ograniczyć kontakt z rdzenną ludnością do minimum. Oczywiście to nie znaczyło, że nie wolno mu z nikim rozmawiać, ale pod żadnym pozorem nie mógł ujawniać prawdy na swój temat. Zmyślić kilka rzeczy to nie problem, ale bał się prowadzenia dłuższych rozmów bez możliwości bycia sobą. Przebąknął kilka rzeczy o swojej pracy i poczuł ogromną ulgę, gdy wróciła Kelly, bo ta przejęła pałeczkę w rozmowie. I cóż, nie musiała tyle udawać.


Joanna uparła się, że musi mieć choć jedno zdjęcie z załogą Spacedivera, co zresztą spodobało się Garethowi, który przyznał, że sam myślał o czymś takim. Dlatego kiedy fotografie rodzinne mieli już za sobą, zgromadzili się wraz z przyjaciółmi na małym punkcie widokowym nieopodal hotelu. Góry wyglądały stąd majestatycznie, do tego światło słoneczne padało pod idealnym kątem, więc należało korzystać z okazji. W rolę fotografa wcielił się Sławek, kolega Joanny, z którym swego czasu eksplorowała Grenlandię. Choć z zawodu był hydraulikiem, jakiś czas temu stwierdził, że potrzebuje odmienić swoje życie i postanowił zostać profesjonalnym fotografem. Na razie nie miał w tym dużego doświadczenia, ale Joanna chciała dać mu szansę. Ze swoimi dredami i brodą przynajmniej wyglądał jak artysta.
Po kilku różnych konfiguracjach i odpowiedniej ilości ujęć, goście byli już wolni. Niektórzy postanowili zostać na miejscu trochę dłużej, by móc w spokoju napawać się widokami, inni ruszyli z powrotem w stronę hotelu. Chen po kilku kolejkach wódki poczuł się szarmancko, więc uniósł ramię, dając Derksowi wyraźnie do zrozumienia, żeby ten go chwycił pod rękę. Mouk zmieszał się początkowo, ale w gruncie rzeczy nie protestował i postąpił zgodnie z zamiarem swego partnera. Ich samotność nie trwała jednak długo.
- Czekajcie na nas! - wykrzyknęła Joanna i złapała Derksa pod drugą rękę.
Gareth przyjacielsko otoczył Chena ramieniem, nie zatrzymując się.
- Dalibyście kiedyś wiarę, że to nastąpi? - rozmarzył się pan młody.
- Masz na myśli wasz ślub, czy nasze rozmnożenie? - spytał Chen.
- Jedno i drugie.
- Pamiętam, jak kiedyś w symulacji zażartowałam, że ty i Derks pasowalibyście do siebie – zachichotała Joanna, spoglądając w stronę Chena. - Kazałeś mi wtedy spadać.
- A pamiętasz jak ty i Gareth żarliście się ze sobą na początku? - zauważył geolog z wyraźnym rozbawieniem.
- To były piękne czasy... - Joanna parsknęła śmiechem. - Ale nadchodzą jeszcze lepsze.
- Musimy wznieść wspólny toast za nas i za was – rzucił Gareth, gdy prawie dotarli pod hotel.
Derks zatrzymał się, gdy zauważył pustą ławkę nieopodal.
- Idźcie. Zaraz do was dołączę. I tak nie piję, a muszę chwilę przewentylować stopy – powiedział ze spokojem.
Chen nawet nie zdążył zareagować, bo został pociągnięty przez młodych w stronę hotelu. Derksowi to nie przeszkadzało, gdyż mógł chwilę posiedzieć w spokoju i dać odpocząć swoim nogom. Jego buty do wygodnych nie należały, choć i tak nie miały zbyt wysokich obcasów. Najgorsze jednak były pończochy, które tylko niepotrzebnie grzały. Najchętniej Derks by je po prostu zdjął, ale nie wiedział, czy wypada, więc na chwilę tylko pozbył się butów, by stopy nieco pooddychały. Ziemska moda zdawała się bardzo dziwna i niepraktyczna.
Kiedy tak Derks masował sobie obolałe stopy, zauważył, że ktoś zmierza w jego kierunku. To był kolega Joanny, który robił zdjęcia. Mouk nie miał pojęcia, czy ten czegoś od niego chce, ale na wszelki wypadek ubrał z powrotem buty, żeby przypadkiem nie złamać jakiegoś konwenansu.
- Przepraszam, że tak się narzucam... - podjął niepewnie Sławek. - Ale nurtuje mnie pewna kwestia i po prostu chciałem zapytać... Czy pani jest modelką?
Pytanie trochę zbiło Derksa z tropu, ale odpowiedział krótko i uczciwie.
- Nie.
- Och... a prawie byłem pewien... No cóż... - Mężczyzna ścisnął nerwowo swój aparat. - A nie chciałaby pani spróbować? Bo ja mógłbym...
- Nie. - Derks nawet nie pozwolił Sławkowi dokończyć, choć ton głosu mouka pozostał spokojny.
Mężczyzna zaśmiał się nerwowo i potarł swoją szyję. Zrobił małą pauzę, wziął głęboki wdech i ciągnął dalej.
- Przepraszam... To musiało głupio wyglądać. Jakiś obcy typ przychodzi i próbuje panią zwerbować na modelkę. Pewnie zbok jakiś. To znaczy, zdaję sobie sprawę, że mogła pani odnieść takie wrażenie. Jeszcze raz przepraszam. Naprawdę moje intencje są całkowicie niewinne. Robię artystyczne zdjęcia i po prostu pomyślałem, że pani by się do nich nadawała. Mogę pokazać portfolio, żeby udowodnić, że to nic zdrożnego.
- Nie. - Derks naprawdę starał się brzmieć najgrzeczniej, jak tylko potrafił, jeśli to w ogóle było możliwe w przypadku jednego słowa. Ale po co miał się wdawać w dyskusje z tubylcami, skoro obiecał ograniczyć interakcję do minimum.
- To może ja tylko zostawię wizytówkę, gdyby...
- Głuchy, jesteś, czy co?! - Chen pojawił się jakby znikąd.
Na dźwięk agresywnego tonu geologa, Derks odwrócił się i spojrzał na towarzysza z niemałym zaskoczeniem.
- Zamiast robić siarę, idź się zajmij czymś pożytecznym! - Chen warknął jeszcze na dokładkę, nieco bełkotliwym głosem.
Sławek mruknął coś pod nosem i oddalił się z posępnym wyrazem twarzy. Choć Chen wyglądał na dumnego z siebie, Derks nie podzielał jego entuzjazmu.
- Nie pij już więcej – rzekł stanowczo mouk, chwycił geologa pod ramię i zaprowadził z powrotem na salę.


Kiedy Chenowi film się urwał, okazała się niezbędna interwencja dwóch najsilniejszych mężczyzn. Ib chwycił geologa pod ręce, Gareth za nogi i wspólnie zanieśli go do sypialni. Derks obserwował wszystko z niesmakiem, więc Kelly starała się go pocieszać.
- Nie martw się. Wspólnie jakoś przetrwamy ten wieczór. - poklepała mouka po plecach.
- Mówiłam, że tak się to skończy – westchnęła Hilda i spojrzała na Iba podejrzliwie. Choć wypił nie mniej niż Chen, jakoś w ogóle nie było po nim widać znamion alkoholowego upojenia.
Po zakończonej akcji Derks stwierdził, że potrzebuje pobyć przez chwilę sam i się przewietrzyć. Na szczęście teren wokół hotelu był dość rozległy, więc mouk znalazł sobie dogodne miejsce przy bramie i w blasku latarni sięgnął do swojej torebki. Zerknął na komunikator, tylko po to, by stwierdzić, że nie otrzymał żadnych wiadomości. Właściwie sam nie wiedział, po co zabrał ze sobą to urządzenie, skoro nie był na służbie. Cóż, stare nawyki łatwo nie znikały.
- Hej!
Czyjś głos sprawił, że Derks szybko zamknął swoją torebkę i się odwrócił. To fotograf Sławek zmierzał w jego kierunku.
- Obiecuję, że przybywam w pokoju. Nie będzie żadnego nagabywania. - Mężczyzna symbolicznie podniósł ręce.
Derks nabył sporej tolerancji odnośnie zachowań Ziemian, więc uznał, że nie ma co się denerwować. Wysłucha ze spokojem tego, co fotograf ma mu do powiedzenia i jeśli coś nie będzie mu pasować, to po prostu wymyśli wymówkę i się oddali.
- Chciałem tylko przeprosić – wyznał mężczyzna. - Zrobiłem z siebie idiotę. Pozowałem na nie wiadomo kogo i wykazałem się sporą arogancją.
- Nic się nie stało – uspokoił Derks.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Uf... to kamień spadł mi z serca. Taki ze mnie bałwan, że się nawet nie przedstawiłem, jak należy. Możemy przejść na „ty”? Jestem Sławek. - Mężczyzna wyciągnął dłoń.
- Derks. - Na szczęście mouk umiał witać się jak tubylcy, a że nie dostał zakazu używania prawdziwego imienia, to nie musiał silić się na kreatywność. Wciąż wyczuwał u Ziemianina zdenerwowanie, więc nawet uśmiechnął się, by go trochę uspokoić.
- Fajne imię. Jesteś z USA?
- Tu cię mam, chuju! - Ktoś nagle wrzasnął.
Mężczyzna z wąsem i nieumytymi, brązowymi włosami pojawił się niespodziewanie w bramie. Podwinął rękawy zielonego dresu i zbliżył się do Sławka z morderczym błyskiem w oku.
- Ja to załatwię. - Fotograf szepnął do Derksa i bynajmniej nie przypominał oazy spokoju.
- Oddawaj kasę, chuju! Miałeś to zrobić wczoraj! - warknął ponownie przybysz.
- Spokojnie, Józek. Dostanę resztę za wesele i ci oddam.
- Albo kasa teraz, albo aparat!
- Ale aparat jest mi potrzebny do pracy...
Józek zamachnął się na Sławka, ale nim pięść zdołała sięgnąć twarzy fotografa, Derks chwycił agresora za nadgarstek. Początkowo tylko bardziej rozsierdziło to wąsacza, który próbował wyszarpać swoją rękę z uścisku. Jednak gdy okazało się, że ta ani nie drgnie, twarz Józka zaczęła przybierać wyraz coraz to większego szoku. Derks stał przez chwilę nieruchomo, ze stoickim spokojem trzymając rękę mężczyzny w żelaznym uścisku. Nie podobało mu się, że doszło do aktu agresji, bo bardzo nie chciał ingerować w życie autochtonów, ale nieświadomie wplątał się w całą sytuację, więc musiał jakoś sprawę zakończyć. Puścił nadgarstek, jednocześnie drugą dłonią wymierzając przemyślany cios w gardło. Raz powinno wystarczyć. Józek niemalże wyskoczył z butów i upadł dwa metry dalej, z trudem łapiąc powietrze. Wyglądało to groźnie, ale Derks był pewien, że nie doszło do poważnych obrażeń. Wąsacz wycofał się za ogrodzenie, jak zbity pies, wciąż trzymając się za gardło.
Cisza trwała może kilka sekund. Fotograf wziął głęboki wdech i podrapał się po głowie, jakby wciąż nie do końca wiedząc, co przed chwilą się stało.
- Trenujesz kraftmagę? - wydukał zdumiony.
Za pewne chodziło o jakąś ziemską sztukę walki.
- Zgadza się. - Derks wybrał bezpieczną odpowiedź i ruszył w stronę hotelu.


W sali rozbrzmiewała „Aleja gwiazd”, a goście bawili się w najlepsze. Joanna siedziała przy stoliku swej najbliższej rodziny i wzdychała do Garetha, który obecnie znajdował się na parkiecie. Zachował się bardzo po dżentelmeńsku, prosząc Derksa do tańca. Bez wątpienia postąpił słusznie po tym, jak Chen odpadł z gry, więc Joanna nie miała problemu z tym, żeby na chwilę „pożyczyć” swojego męża.
- Ej, twój kumpel Abz się dziwnie zachowuje. - Maria podeszła nagle do stolika i zaskoczyła starszą siostrę swym nagłym stwierdzeniem.
Lepiej było nie bagatelizować takich sygnałów. Od samego początku Joanna miała pewne obawy, że obcy mogą nie do końca odnaleźć się w nowej sytuacji, dlatego wstała i postanowiła sama sprawdzić, co się dzieje.
Zastała Abza przy podświetlanym basenie. Siedział tam, opierając brodę o kolana, i gapił się w toń wody. Marynarka leżała obok niego. Koszulę miał rozpiętą przy szyi, a rękawy podciągnięte.
- Mogę tu usiąść? - spytała niepewnie panna młoda.
- Pewnie. - Abz rozłożył swoją marynarkę tak, żeby zrobić z niej siedzisko dla koleżanki.
Joanna chwilę się zawahała, ale jednak usiadła na przygotowanym dla niej miejscu i spojrzała na przyjaciela. Nie sprawiał wrażenia szczęśliwego.
- Myślałem, że przywykłem do tych temperatur, ale było mi gorąco... - wyjaśnił z lekkim zakłopotaniem Anahibianin.
Kobieta zdążyła Abza poznać na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie smucił by się tylko i wyłącznie ze względu na zbyt ciepłą noc.
- Ty mi lepiej powiedz, co takiego zrobiłeś, że moja siostra zaczęła się o ciebie martwić.
- No właśnie nic. W tym leży problem. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać, ani tańczyć. Ale nie ma w tym żadnej pogardy, przysięgam. Twoja siostra jest w porządku, po prostu... - Abz zaczął nerwowo bawić się zdjętym krawatem. - Nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem. Nie umiem kłamać na taką skalę. Szanuję wasze tradycje, ale ja się tutaj czuję osaczony. Jak to się u was mówi... Jak ryba wyjęta z wody.
- Ale ja cię doskonale rozumiem. - Joanna otoczyła przyjaciela ramieniem. - Nawet nie wszyscy Ziemianie dobrze się czują w takiej sytuacji. Pamiętaj, że nikt cię do niczego nie zmusza.
- Jedzenie jest dobre – rzucił Abz i nawet na moment się uśmiechnął.
- No widzisz? Czyli warto było dla czegoś przylecieć.
- Warto było przylecieć dla was. Tylko zastanawiam się, co powiedzieć twojej siostrze, żeby przestała za mną chodzić. Wiem, że mogę dalej sprzedawać jej zmyślone bajeczki, ale... udawanie Ziemianina... przez tyle godzin, na taką skalę... nie potrafię.
- Jakoś to załatwię. Zawsze mogę powiedzieć, że wolisz mężczyzn – zachichotała Joanna.
- Ani się waż! - Abz podniósł głos i szybko ugryzł się w język. Co za głupi odruch. Tak gwałtowna reakcja bez wątpienia mogła się wydać podejrzana, więc na bladej skórze Anahibianina szybko pojawił się rumieniec. - Przepraszam.
Joanna poczuła się trochę zmieszana, ale postanowiła dyplomatycznie zakończyć temat.
- Żartowałam – rzuciła. - W każdym razie, jeśli męczy cię to wszystko, zawsze możesz pójść do swojego pokoju. Nie musisz czuć się zobligowany wytrwać do końca imprezy.
- Możemy tu jeszcze chwilę posiedzieć. - Abz z powrotem wlepił wzrok w wodę. Jej widok miał uspokajające działanie. A nad głowami świeciły gwiazdy.


Impreza trwała praktycznie do rana. Choć Abz nie odnalazł się w nowej sytuacji i poszedł się wcześnie położyć, Ib zdawał się bawić wyśmienicie. Przepił kilkunastu gości, samemu zachowując przy tym zadziwiającą trzeźwość. Mimo to wesele przebiegało dość kulturalnie i obyło się bez większych incydentów.
- Ciekawe jak to teraz będzie – zamyśliła się Joanna. - Bardzo zmienia się życie po ślubie? - spytała Hildy, która siedziała koło niej na ławce. Miały stąd dobry widok na basen.
- Nie jakoś strasznie. Taka naprawdę duża zmiana to dopiero pojawienie się dzieci – odpowiedziała lekarka.
- W dobrym czy złym sensie? - spytał Derks z lekkim niepokojem. Również siedział obok Joanny, tyle że po jej prawicy.
- Czasem w dobrym, czasem w złym... Jest po prostu... inaczej.
- Serio, nie wierzę, żeby istniało coś, z czym ty miałbyś sobie nie poradzić. - Do rozmowy włączyła się siedząca koło Hildy Kelly.
- To była akurat jedna z rzeczy, o której nie uczyli w Akademii – westchnął Derks.
- Tego się nie da wyuczyć, tak jak tabliczki mnożenia – zauważyła lekarka, gapiąc się w basen. - Pewne umiejętności przychodzą z czasem. Na szczęście większość z nas ma instynkt.
- Pomyślcie o tych wszystkich rzeczach, których dokonaliśmy... - Joanna wlepiła wzrok w niebo. Świt jeszcze nie nadszedł i wciąż było widać gwiazdy. - Myślę, że dla nas już nie ma rzeczy niemożliwych.
- I tej wersji się trzymajmy – zaśmiała się Kelly.
- Dzięki za wszystko – dodała jeszcze panna młoda. - Dzisiaj było wspaniale. Zapamiętam to do końca życia.
Obrazek


Wróć do „Fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość