Obrączka

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
CynicznaCecylia
uczeń
Posty: 33
Rejestracja: 08 gru 2019, 16:10
Kontaktowanie:

Obrączka

Postautor: CynicznaCecylia » 10 kwie 2020, 22:32

Nie do końca wiedziała, co ją obudziło. Ani gdzie jest. Przez chwilę nawet, kim jest. Jednak w końcu wszystko wróciło… wraz z zapachem świeżo krochmalonej pościeli i odorem moczu.
Chyba wolałaby nie pamiętać. Być nieświadomym niczego warzywem, jak kobieta w łóżku obok. Nie myśleć i nie czuć. Nie głowić się nad tym, jakim sposobem jej perfekcyjnie ułożone, dokładnie rozplanowane życie mogło tak się posypać. Jak jedna chwila wystarczyła, żeby wszystko, na co tak ciężko pracowała, odpłynęło w niebyt.
Otworzyła oczy. Otaczające ją urządzenia medyczne nieprzyjemnie piszczały i buczały, z nacieku na suficie odchodziła farba, sąsiadka z łóżka obok znowu załatwiła się pod siebie. Jedyne okno w sali wychodziło na ponury, betonowy blok. Jaskrawe, nienaturalnie białe światło lamp zalewało pomieszczenie.
Oblizała spękane, wyschnięte usta. Chciało jej się pić, niestety stojący na szafce karton soku okazał się pusty. Na domiar złego nie potrafiła namierzyć tego przeklętego pilota do wzywania pielęgniarek. Westchnęła poirytowana, zerkając na wiszącą obok kroplówkę. Wypełniający ją, złotawy płyn tak bardzo przypominał jej ulubione białe wino… Ile dałaby teraz za butelkę. Tak bardzo chciałaby przytknąć wargi do ciemnozielonej szyjki i pic, póki wszystkie problemy nie odpłyną w dal wraz z świadomością.
Marzenia marzeniami, pragnienie pragnieniem. Z trudem, ciągnąc bezwładne nogi, podciągnęła się nieco do góry i podpierała o poduszkę. Pół-leżąc, wyjrzała przez przeszklone drzwi, mając nadzieję, że zobaczy tam jakiegoś medyka i przykuje jego uwagę. Jednak zamiast lekarza ujrzała ją – przysadzistą, siedemdziesięciosześcioletnią kobietę o surowej, pokrytej plamami twarzy i wodnistych, niebieskich oczach.
Zdjęła ją groza. Tuż przed salą szpitalną stała ciotka Róża. Ten kwadratowy podbródek, puste spojrzenie i przypominająca żołnierski hełm trwała złożona z siwych, zbitych loków… Nie było mowy o pomyłce. Miała nawet na sobie tą okropną, białą sukienkę… Tę samą, w której ją pochowali.
Przerażona, zdała sobie sprawę, co ją obudziło. Uczucie nieustannej obserwacji. Przypomniała sobie też, co sprawiło, że tamtego dnia wypadła z drogi. Tuż przed maską samochodu ujrzała odzianą w biel, niewysoką postać.
Ciotka. Ta cholerna, stara wiedźma, to jej sprawa… Przeklęte babsko nękało ją nawet zza grobu.
Panika uderzyła gwałtownie i bez litości, pozbawiając ją resztek rozsądku. Przerażona zaczęła wrzeszczeć, wołać o pomoc. Nadbiegli lekarze, pytali się, co się stało. Szlochając, zaczęła tłumaczyć, że chcą ją zabić. Że zmarła ciotka chce ją zabić. Że stoi o tam, zaraz za drzwiami…
Niestety nikt jej nie uwierzył.
Silne, męskie ramiona unieruchomiły ją. Kruche dłonie młodziutkiej pielęgniarki wbiły igłę strzykawki w jej pokryte sińcami i zadrapaniami ciało. Szarpnęła się, krzycząc buntowniczo. Raz, drugi. Potem… Potem poczuła senność, a wszystko zdało się odpływać w dal. Lekarze. Młodziutka pielęgniarka. Szpitalna sala. Przez chwilę słyszała jeszcze ich głosy. Ciche mamrotania o ukrytym urazie mózgu, które szybko przeszły w jednolity szmer. Ciche buczenie, niemal identyczne jak te urządzeń medycznych.
***

Nie uwierzyli jej. Zresztą trudno byłoby, żeby to zrobili. Zamiast tego zaczęli poszukiwać urazu mózgu. Prześwietlenia, tomografia… I nic. Z jej mózgiem było wszystko w porządku. Przynajmniej według maszyn. Lekarze nadal szukali medycznej przyczyny nagłego obłędu. Tymczasem ciotka wciąż tu była. Wciąż stała przed drzwiami sali. I patrzyła.
Nic więcej. Tylko patrzyła. Jednak tyle wystarczyło, aby stres i paranoja zaczęły ucztować na jej storturowanym umyśle. Przez to wszystko źle sypiała, nie jadła, coraz bardziej podupadała na zdrowiu. W rany wdała się jakaś infekcja, której osłabiony organizm nie potrafił zwalczyć. Dobrze, że nie miała czucia w nogach, bo pewnie cholernie by bolało.
Do sali, przechodząc przez widmo ciotki Róży, weszła dobrze jej znana, młodziutka pielęgniarka. Klara, jak głosiła przypięta do białego uniformu plakietka. Dziewczyna ładna, szczupła, chociaż nie piękna, o przestraszonych, brązowych oczach i spiętych w niezwykle symetryczny kucyk włosach.
Klara uśmiechnęła się ciepło, ale jakoś-tak jakby niepewnie.
- Proszę, to pomoże pani zasnąć – mruknęła, podając jej dwie pastylki i szklankę wody.
Przyjęła je bez słowa. Przełknęła pigułki i wychyliła zawartość szklanki, którą oddała pielęgniarce. Ta ponownie uśmiechnęła się, życząc jej spokojnej nocy.
Zgodnie ze słowami Klary, niedługo potem poczuła się senna. Z jednej strony to dobrze, bo chciała zasnąć. Chciała wreszcie się wyspać. Jednak jednocześnie bała się… Bała się zamknąć oczu, kiedy ciocia Róża nieustannie patrzyła. Kiedy była tak blisko.
„Przeklęta stara wiedźma”… pomyślała.
Pokonana przez zmęczenie zamknęła powieki odpływając świat niespokojnych, sennych marzeń.
***

Obudziła się wyspana, co nie przydarzyło jej się od ponad tygodnia. W dodatku nie dostrzegła za przeszklonymi drzwiami znajomej postaci. Ciotka róża zniknęła. Przepadła. Jak kamień w wodę.
Ogarnęła ją obezwładniająca ulga. Nareszcie… Nareszcie pozbyła się tego cholernego babska. Nareszcie to wszystko się skończyło.
Nareszcie…
Nagle światła w sali przygasły, cienie wydłużyły się niczym macki starożytnego potwora, a w kątach zaległa ciemność. Do tego ten chłód. Chłód zdający mieć swe źródło tuż obok…
Odwróciła się, spoglądając wprost w parę niebieskich, wodnistych oczu. Na wciśniętym pomiędzy aparaturę medyczną, kroplówkę a łóżko stołku siedziała ciotka Róża. Umalowane karmazynową szminką usta wyginały się w niepasującym do staruszki, słodkim uśmiechu, podczas gdy wychudła, przypominająca szpon dłoń sięgała ku niej.
- Cz-czym ty jesteś – wydukała, zbyt przerażona na krzyk.
- Jestem martwa – odpowiedziała ciotka rzeczowym, ale jednocześnie uprzejmym tonem, po czym podsunęła lewą dłoń do swych ust, a w jej palcach znikąd zmaterializował się cienki papieros. – Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzało, jeśli zapalę?
Nie mając pojęcia, co innego może zrobić, pokręciła głową, na co widmo uśmiechnęło się szerzej, a papieros zaczął dymić. Staruszka zaciągnęła się z lubością.
- Masz pięć minut na spakowanie rzeczy, potem wyjeżdżamy – oświadczyła ciotka. – Możesz wykonać jeden telefon, ale zaraz potem jedziemy.
Zamarła słysząc te słowa. Te same, które wyrzekła do ciotki, tuż przed tym nim zawiozła ją do domu starców, gdzie stare próchno szybko pożegnało się z życiem.
Wystraszona złapała za leżąca na szafce nocnej komórkę, wybierając numer męża.
- Halo! Możesz mi pomóc…? Musisz mi pomóc!
- Magda? – głos po drugiej stronie aż kipiał wrogością. – Jak śmiesz do mnie dzwonić. Suko! Trułaś mnie! Chciałaś się mnie pozbyć, jak tej starej krowy, ale nie ze mną te numery, oj nie…!
Lodowata dłoń ciotki zacisnęła się na jej ramieniu. Wystraszona, wypuściła telefon z ręki, spoglądając w bladoniebieskie oczy.
- Jedziemy…
Przerażona jak nigdy w życiu, wyrwała się z uścisku widma. Nie miała pojęcia, jakim cudem zmarli mogli chodzić między żywymi i nie miała zamiaru się tego dowiadywać. Jedno wiedziała na pewno – musiała uciekać. Już, teraz, zaraz.
To głupie, ale w panice kompletnie zapomniała, że nie może chodzić. Zerwała się z łóżka… Czy raczej zamierzała się z niego zerwać. Zamiast tego, ni to z niego spadła, ni wyskoczyła, uderzając z rozpędu głową w stolik nocny.
Usłyszała huk, poczuła ból, a po chwili chłód podłogi. Chłód, który z sekundy na sekundę przybierał na sile wraz z rozrastającą się wokół jej głowy kałużą krwi.
Rozdzwoniły się wszelkiego rodzaju alarmy, aparatura medyczna zaczęła szaleńczo piszczeć, do sali wpadli lekarze. Otoczyły ją białe fartuchy, lekarskie chodaki i niespokojne, pokrzykujące coś głosy. Nie zwracała na nie uwagi. Umierając patrzyła na wznoszącą się nad sobą, przygarbioną postać starej kobiety, której karmazynowe usta wykrzywiał szeroki uśmiech tryumfu.
***

Klara ciężko opadła na kanapę pokoju socjalnego. To był popaprany dzień. Naprawdę popaprany… A wisienkę na nim stanowiła śmierć tej kobiety z czterdziestki, Magdaleny Janik. Niby nie było to nic takiego, ale…
Właśnie „ale”.
Jakieś dwa tygodnie temu zaczepiła ją na ulicy starsza kobieta, wręczając niewielką, srebrną obrączkę. Prostą, ale ładną. Uprzejmie poprosiła o wsunięcie obrączki pod materac przebywającej wtedy w śpiączce Janik, którą dokładnie opisała. Podała się za jej ciotkę, powiedziała, że chodzi o jakiś przesąd. Zaoferowała nawet trzysta złotych za wykonanie tej drobnej przysługi. Powiedziała nawet, że po wszystkim będzie mogła zatrzymać pierścionek.
Klarze było wstyd, ale przyjęła pieniądze i spełniła prośbę kobiety. Znajdowała się w takim położeniu, że zwyczajnie nie mogła odmówić. Zresztą wydawało się, że to przecież nic takiego. Zabobony, starowina chce pomóc swojej krewniaczce i takie tam. Jednak odkąd Janik zaczęła wrzeszczeć, że nawiedza ją widmo ciotki, powoli zaczęła mieć wątpliwości. Do tego ta jej śmierć…
Nagle poczuła chłód, zupełnie jakby ktoś otworzył okno. Odwróciła się i zobaczyła na stole obok… Obrączkę. Tę samą, którą swego czasu wręczyła jej starowina. Pod nią znajdowała się karteczka z adresem.
- Zielona jeden, Grochowice – przeczytała na głos, podnosząc obrączkę.
Pierścionek był tak zimny, że niemal parzył. Obróciła go kilkakrotnie w palcach. Kręcony wzdłuż własnej osi, uformowany w nieduży okrąg pasek srebra. Niby nic niezwykłego, a gdy tylko wzięła go do ręki, jej serce przyspieszyło. Nie rozumiała tego, ale wiedziała, że zaraz po zakończeniu pracy musi pojechać pod adres z…
Kiedy oderwała wzrok od obrączki i spojrzała ponowie na stolik, okazało się, że karteczka zniknęła. Zupełnie jakby nigdy jej nie było.
***

Stary polonez trząsł niemiłosiernie na wertepach, trzeszcząc i zgrzytając, jednak dzielnie stawiał czoła przeszkodom. Grochowice leżały całkiem blisko, niestety ulica Zielona okazała się droga gruntową i chociaż mieścił się przy niej tylko jeden dom, bynajmniej nie zbudowano go zaraz brzegu. Oj nie. Pokryty ciemną dachówką, dwuspadowy dach stanowił odległą wysepkę pośród morza wysokich traw i krzewów. Kiedy w końcu do niego dotarła, jej oczom ukazał się niewielki, schludna chatka. Ceglana. Do której prowadziła wąska ale równa, ceglana ścieżyna. Nienaruszona przez chwasty ani złą pogodę, chociaż wygląd okolicy wskazywał, że od dawna nikt tu nie zaglądał.
Drzwi chatki czekały na nią uchylone, wewnątrz paliło się światło. Chociaż wszystkie sprzęty pokrywał kurz, nie potrafiła się dopatrzyć jednej pajęczyny, jednego mysiego bobka czy zdechłej ćmy. Solidne, drewniane meble, miękkie fotele z pluszu, wysokie regały… Wszystko wyglądało jakby zostało zamrożone w czasie. Za wyjątkiem jednego. Położonej na okrągłym, jadalnym stole książki… Czy raczej księgi. Grubej, oprawionej w skórę, czystej o wypolerowanych na wysoki połysk zatrzaskach.
Nie wiedziała, co ją ku temu pchało, ale usiadła przy stole i otworzyła księgę. Jej oczom ukazały się wręcz niemożliwe, zawiłe litery, splecione w jeszcze bardziej zawiłe słowa, które – o dziwo – bez trudu potrafiła odczytać:
„Witaj Tknięta Darem, wybrana przez starszą mistrzynię. Jeżeli stoi obok ciebie, skłoń się jej, bowiem otworzy ci oczy i umysł oraz napełni wiedzą dostępną tylko nielicznym. Jeżeli jej nie ma między żywymi, przywdziej dar, który ci przekazała i połóż dłoń na tej stronicy, by ujrzeć to, co skryte przed oczyma Ślepców…”
Sięgnęła do kieszeni, w której spoczywała obrączka. Wyciągnęła pierścionek po czym, po chwili wahania, nałożyła go i ostrożnie położyła dłoń na pożółkłej stronicy. Nagle powietrze przed nią zgęstniało, zafalowało i przybrało formę ćmiącej papierosa starowiny. Kobieta nie patrzyła na nią, a gdzieś dalej. Pomarszczona twarz zastygła w wyrazie zadumy.
- Magda od zawsze była suką, ale to krew z mojej krwi – mruknęła starowina, na poły do niej, na poły do siebie. – Dlatego dałam jej szansę. Wspomagałam po śmierci rodziców. Jednak pindzie zawsze zależało tylko i wyłącznie na moich pieniądzach. Pierw próbowała mnie truć. Długotrwale. Selenem. Jako aptekarka dobrze znała objawy i wiedziała, że można je zrzucić na karb starego wieku i demencji. Pewnie chciała, żeby uznano mnie za niepoczytalną, wtedy mogłaby mnie ubezwłasnowolnić i przejąć mój majątek. Oczywiście nie byłam taka głupia, aby na to wszystko się nabrać… Wiedźma zawsze rozpozna truciznę. Zawsze rozpozna złe zamiary. Jednak byłam ciekawa, jak daleko się posunie. Dlatego nie zdemaskowałam jej, tylko żyłam sobie dalej, jakby nigdy nic. Jednak w końcu dopadła mnie starość. Stałam się niedołężna. Wtedy ta sucz wysłała mnie do domu starców. Dość dobrego, więc teoretycznie nie było źle. Właściwie to nie miałabym jej nawet tego za złe, gdyby tydzień później nie przyszła mnie zabić. Idiotka nie miała pojęcia, że w przeciągu miesiąca i tak bym umarła z powodu wieku. – Zaśmiała się gorzko. – Dlatego pozwoliłam jej działać… Ale dałam jej też ostatnią szansę, w końcu była moją krewniaczką. Kiedy podmieniła moje pigułki na pastylki z trucizną, powiedziałam jej „wiem co to jest, wiem po co przyszłaś, nie wezmę tego” i spojrzałam w oczy. Potem dodałam, że jeżeli chce mnie zabić, będzie musiała zrobić to siłą. Mogła się wtedy wycofać, ale tego nie zrobiła. I użyła siły, chociaż nie swojej. Wezwała pielęgniarza, mówiąc, że nie chcę brać leków, a ten wepchnął mi je go gardła. Oczywiście mogłam temu zapobiec. Załatwić ją. W końcu wiedźmy potrafią dbać o siebie… i tych, na których im zależy. Walczyć. Chronić. Zabijać. Ale używać daru dla głupiego miesiąca? Nie warto. Wolałam zemścić się zza grobu. Tak było zabawniej… Poza tym dzięki temu mogłam zwabić cię tutaj. – Starucha spojrzała jej w oczy. – Obdarzoną Darem. Kobietę mogącą stać się wiedźmą, jedną z nielicznych na tym świecie Widzących i Wiedzących. Pytanie tylko, czy tego chcesz.
Klara zamrugała. Powinna to wszystko uznać za jakiś durny żart. Albo omam. Wytwór szalonego umysłu. Ewentualnie sen. Jednak czuła… Wiedziała, że to prawda. Wiedziała, że siedząca przed nią widmowa starucha naprawdę istnieje.
Zamyśliła się. Zostać wiedźmą? Brzmiało abstrakcyjnie, ale…
„…W końcu wiedźmy potrafią dbać o siebie… i tych, na których im zależy. Walczyć. Chronić. Zabijać…”
Pomyślała o swojej chorej matce, której leczenie pochłaniało większość jej funduszy. I o tym obleśnym doktorze, pożal się Boże chirurgu. Facet obłapiał ją przy byle okazji, a ona nie mogła donieść, bo naprawdę potrzebowała tej pracy, a oskarżenie bez dowodów lekarza o wieloletnim stażu i nieposzlakowanej opinii mogło naprawdę źle się dla niej skończyć. Jednak, jeżeli widmo mówiło prawdę, jeżeli naprawdę mogła być tym czym ona, to… to rozwiązałoby większość jej problemów. Mogłaby pomóc matce, pokazać tamtemu oblechowi, gdzie raki zimują, wydostać się z tej kloaki, w której tkwiła od tylu lat…
Wybór był oczywisty.
Skinęła głową, posyłając widmu szeroki uśmiech.
- Dobrze – mruknęła starucha, kiwając głową. – Robi się późno… Powinnaś już iść. Weź ze sobą księgę, z niej się dowiesz, jak mnie wezwać, bez konieczności przyjeżdżania tutaj. I oczekuję, że zrobisz to jutro, zaraz po swojej zmianie w szpitalu. Dam ci kilka wskazówek jak utrzeć nosa doktorowi Lepkie Rączki.
Klara zamrugała. W pierwszym odruchu, chciała zapytać, skąd kobieta o tym wie, ale szybko się zreflektowała. Staruszka była widmem wiedźmy – mogła wiedzieć dosłownie wszystko. Dlatego, zamiast tracić czas na durne pytania, gorąco jej podziękowała i przytuliła księgę do piersi jak największy skarb.
***

Przygarbiona kobieta w brzydkiej, białej sukni stała pośrodku morza szumiących fal, patrząc jak młódka, zalążek prawdziwej Obdarowanej, wsiada do zdezelowanego poloneza. Uśmiechnęła się do siebie. Od dawna poszukiwała uczennicy, a ona wydawała się wprost idealna. Nie to co Magda. Wnuczka jej brata także posiadała dar, jednak umysł miała całkowicie nieodpowiedni. Okrutny. Samolubny. Tchórzliwy. No i bała się śmierci, jedynej sprawiedliwości. Klara znów… Klara codziennie spoglądała kostusze w oczy, oswajała ją i mogła się z nią zaprzyjaźnić. A tylko przyjaciółka śmierci może naprawdę posiąść Dar.
Uśmiechnęła się… Nie oczekiwała, że po słowach o telefonie Magda autentycznie zadzwoni do kogoś, ale spanikowana smarkula całkowicie straciła zdolność logicznego myślenia. Zatelefonowała do męża, którego ledwie półtora miesiąca temu próbowała załatwić dokładnie tak samo jak ją. Zmarła upodlona, błagając własną ofiarę o pomoc. O to, aby człowiek krwi i kości, którego chciała zabić, uratował ją przed widmem.
- „A kiedy przyjdzie po mnie, zegarmistrz światła purpurowy, by mi zabełtać błękit w głowie, będę jasny i gotowy…” – zaintonowała, uśmiechając się do niewyraźnej, cienistej postaci stojącej na granicy wszechrzeczy. Chociaż nie widziała jej twarzy, była przekonana, że i ona się uśmiecha.

Awatar użytkownika
Bocik
debiutant
Posty: 57
Rejestracja: 16 gru 2013, 22:55

Re: Obrączka

Postautor: Bocik » 13 kwie 2020, 22:12

Dobra, to po kolei.

Chyba nie ma co się kłócić, że zasady konkursu wszystkie są spełnione :-D
Jest papieros, jest telefon, niczego nie brakuje. Ba, nawet nastrój piosenki jest taki... Szaleńczy, jest takie słowo? Myślę, że opowiadanie jest zrobione idealnie pod tym kątem. Atmosfera grozy i tajemnicy.

Opisy są świetne. Chciałbym móc pisać tak dobrze jak Ty. Opis domku w Grochowicach był obszerny, ale nie za obszerny, i przyjemnie się go czytało. Widać w tym dużo kreatywności. Dialog (edit: monolog raczej lol) wiedźmy z papierosem też był niczego sobie i brzmiał naturalnie.

To teraz trochę ponarzekam. Zadziałał tutaj efekt który widziałem chyba w 90% horrorów które oglądałem: cała tajemniczość znika, kiedy dowiadujemy się kim jest tajemnicza staruszka. Przyznaję też, że obstawiałem raczej na zakończenie "Magda jest psycholką" albo duchy, ale Ciebie mocno poniosła fantazja :mrgreen:

Nie mówię że to nic złego, ale wydaje mi się to po prostu niepotrzebne na takie krótkie opko. Widzące, Wiedzące, przekazywanie daru, wiedźmy. To mi wygląda jak klepisko pod następny rozdział, a nie jedną marną część :-D

No cóż, to na razie jedyne co mamy na konkurs, ale śmiało mogę powiedzieć, że postawiłaś poprzeczkę wysoko. Daje lajka

Awatar użytkownika
CynicznaCecylia
uczeń
Posty: 33
Rejestracja: 08 gru 2019, 16:10
Kontaktowanie:

Re: Obrączka

Postautor: CynicznaCecylia » 14 kwie 2020, 20:40

Powinnam podejść krytycznie do zarówno twojego komentarza, jak i swojego opowiadania (które mega na szybko i pewnie niedorobione, ale buble zwykle widzę dopiero po ok tygodniu), ale zamiast tego wezmę twoje słowa i będę się w nich radośnie tarzać niczym świnka w błocku :3

<chwyta za kołnierz i spogląda obsesyjnie w oczy, z niepokojąco szerokim uśmiechem na twarzy> a skoro się podobało może zajrzysz do mojego ficzka? Piszę tak, że nie musisz znać fandomu, żeby sie poorientować w akcji. Rozdziały mają TYLKO po 20 stron timesem 12stką :D

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 73
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47
Kontaktowanie:

Re: Obrączka

Postautor: Lisbeth77 » 16 kwie 2020, 22:54

Wow:) świetnie zinterpretowana piosenka! Twoja wizja naprawdę wpasowuje się w klimat utworu, który wybrałaś. Zaczyna się powoli, spokojnie, choć od samego początku towarzyszy czytelnikowi uczucie niepokoju. Na początku mamy wrażenie, że Magdalena ma urojenia, to, co widzi, nie jest rzeczywiste. Potem już nie jesteśmy tego do końca pewni.

Bardzo podobała mi się scena, w której zjawa pojawiła się tuż przed bohaterką i gdy po raz pierwszy się odezwała. Groza w najlepszym wydaniu:) Miałam dziwne skojarzenie z "Twin Peaks", nie wiem czy przez ten niepokój, czy przez tego papierosa, z jakiegoś powodu poczułam podobny klimacik. Takie zestawienie tego, co nienaturalne z czymś tak zwykłym, jak palenie papierosa.

- Jestem martwa – odpowiedziała ciotka rzeczowym, ale jednocześnie uprzejmym tonem, po czym podsunęła lewą dłoń do swych ust, a w jej palcach znikąd zmaterializował się cienki papieros. – Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzało, jeśli zapalę?


Panika uderzyła gwałtownie i bez litości, pozbawiając ją resztek rozsądku.

Bardzo podobał mi się ten fragmencik.

Zaskoczyła mnie zmiana narracji na perspektywę Klary, a zwłaszcza jej rola w historii. Ale to duży plus. Okazuje się, że miała ona swój udział we wszystkich wydarzeniach i, co więcej, będzie miała też udział w kolejnych. Nie do końca rozumiałam to, że tak po prostu zgodziła się na warunki obcej kobiety i podłożyła obrączkę we wskazane miejsce. Pod koniec jednak wszystko się wyjaśniło. Zjawa doskonale wiedziała, kogo wybiera na swoją następczynię, Klara zachowała się właśnie tak, jak w jej przewidywaniach. Trafił swój na swego.

wydostać się z tej kloaki

Tutaj się wdarła literówka.

Poza literówką raczej nic mi nie zgrzyta. Może tylko nie do końca rozumiem cytatu z innej piosenki na samo zakończenie. Trochę psuje mi to odbiór dzieła, bo w głowie miałam zupełnie inną melodię. Rozumiem, co chciałaś przez to przekazać, jednak utwór przez to staje się trochę mniej przerażający, a bardziej zahacza o tematykę duchowości.

Bardzo ciekawy tekst:) i naprawdę świetnie oddajesz inspirację utworem Hey. Zespół ten akurat bardzo kocham, więc miałam wysokie oczekiwania co do interpretacji i udało Ci się im sprostać:D dzięki za opowiadanko!
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
CynicznaCecylia
uczeń
Posty: 33
Rejestracja: 08 gru 2019, 16:10
Kontaktowanie:

Re: Obrączka

Postautor: CynicznaCecylia » 17 kwie 2020, 19:19

Groza? a ja tu myślałam, że będzie co najwyżej lekki dreszczyk. Naprawdę, lepiej żebym większość tekstów na imaginarium wrzucała do +18, bo kompletnie nie mam wyczucia xD

Co do cytatu z "konkurencyjnej" piosenki na zakończenie miało to być takie muzyczne zestawienie światopoglądów dwóch postaci: chciwego, okrutnego człowieczka, któremu łatwo przychodzi manipulowanie innymi i zadawanie śmierci, a sam się tej śmierci panicznie boi (przerażony w panice dzwoni do swojej niedoszłej ofiary, błagając ją o pomoc) i wieźmy - tej która wie, czuje i widzi więcej, akceptującej śmierć, kłaniającej się jej jak równy równemu.

Z Hey lubię "utwory wybrane". Ten, szczerze powiedziawszy, muzycznie strasznie mi zgrzytał, ale tekst był.... Hm... Uroczy do obróbki :D Aż się prosił (jak świnka na wiosnę ;) )


Wróć do „Fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość