[The Mandalorian] [M] Jeden zestaw dziecięcy z zabawką, na wynos

Tutaj wrzucamy fanfiki do filmów, seriali telewizyjnych, kreskówek itp.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 77
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47
Kontaktowanie:

[The Mandalorian] [M] Jeden zestaw dziecięcy z zabawką, na wynos

Postautor: Lisbeth77 » 19 gru 2020, 17:23

Tytuł: Jeden zestaw dziecięcy z zabawką, na wynos
Fandom: The Mandalorian (Star Wars)
Autor: Lisbeth
Beta: brak
Pairing: brak
Gatunek: komedia, fluff? łatka do kanonu?
Ostrzeżenia: brak, ewentualnie drobny spoiler do serialu (kwestia imienia jednego bohatera)
NA: Tekst został napisany na akcję adwentową, na forum Imaginarium ale i tak bym go napisała, bo pomysł siedział w głowie już od jakiegoś czasu. Ta sytuacja po prostu musiała się wydarzyć.



Jeden zestaw dziecięcy z zabawką, na wynos


Din rzucił na ziemię zwłoki martwego, pustynnego szczura. Staruszka spojrzała krótko na ten niespodziewany dar, a potem podniosła swój wzrok na niego. Na pewno sądziła, że zajmie mu to dłużej. Kobieta była owinięta w szarą, postrzępioną szatę. Nie poruszała się przez chwilę, wyglądała, jakby oceniała go spojrzeniem. Potem sięgnęła do kieszeni i podała Djarinowi kilka kredytów.

Mandalorianin spojrzał na nią zza swojego hełmu. Wychudzona twarz. Siwe, zaniedbane włosy. Zmęczone oczy, w których jednak dostrzegalna była milcząca wdzięczność. Zza uchylonych drzwi domu, przed którym się znajdowali, wyglądały buzie dwójki dzieci, najwyraźniej wnuczków kobiety.

Wziął tylko połowę z obiecanej zapłaty, po czym obrócił się na pięcie i ruszył bez słowa w kierunku centrum miasta.

Biała, lewitująca kapsuła, podążyła w ślad za nim. W środku znajdowało się małe stworzenie, o zielonej skórze i wielkich, czarno-brązowych oczach. Spoglądało za dziecięcymi twarzami, które po chwili zniknęły we wnętrzu domku.

Przez chwilę poruszali się w milczeniu, dopóki mężczyzna nie przemówił.

– Wracamy od razu na statek. Niedługo pogoda się zepsuje – mruknął, patrząc w niebo. Gdy po chwili zerknął w bok, dostrzegł pustkę.

Nie…

Poczuł od razu, jak jego puls przyśpiesza. Obejrzał się, od razu dobywając swojego blastera.

– Grogu?!

Malec znajdował się parę metrów za nim. To go uspokoiło.

Grogu wpatrywał się właśnie w jaskrawy neon, który pobłyskiwał przed wejściem do jadłodajni. Wewnątrz kręciło się sporo o tej porze klientów. Din widział z daleka istoty różnej rasy, objadające się przysmakami, jakie serwowało to miejsce.

Ramiona jego zbroi uniosły się, by po chwili opaść, jakby wydał z siebie bezgłośne westchnienie.

– Mamy jedzenie na statku. Musimy ruszać.

Grogu jednak nie miał zamiaru tak po prostu ruszać. Spojrzał na swojego towarzysza i wyciągnął łapkę w stronę kantyny, wydając też z siebie cichy, mrukliwy dźwięk, który Din umiał już odróżnić od reszty.

Jego hełm pokręcił się na boki.

– Nie ma mowy. Nie chcę, żeby zmarnowały się zapasy, które mamy. Chodźmy.

Wyraz twarzy Grogu nie zmienił się jednak ani trochę. Malec wciąż wyciągał drobne palce w kierunku lokalu, przenosząc spojrzenie na swojego opiekuna. Z wnętrza kantyny wyszło właśnie jakieś dziecko w towarzystwie rodziców. Trzymało w dłoniach papierowy kubek, do którego dołączona była słomka, przez którą można było pić. Usłyszeli głośne siorbanie.

Mando postanowił być nieugięty. Nie mógł rozpieszczać tego dzieciaka, musiał czasem postawić na swoim. Widział na własne oczy, jak Grogu porusza obiekty mocą swojego umysłu, a nawet jest w stanie wyrządzić komuś krzywdę. Nie miał pojęcia, jakie inne talenty ten maluch skrywał przed światem. Skoro jednak zobowiązał się do sprawowania opieki nad tym brzdącem, musiał chyba czasem popracować nad jego charakterem.

Odchrząknął cicho.

– Grogu?

Malec spojrzał na Dina, a jego oczy zrobiły się jeszcze większe.

* * *


Chwilę później weszli na pokład. Mando od razu skierował się do kokpitu. Usiadł za sterami i po paru sekundach usłyszał, jak Grogu wdrapuje się na swój fotel.

Do jego uszu, ukrytych pod hełmem, dobiegło też ciche siorbanie przez słomkę.

– Zadowolony? Czy teraz możemy ruszać? – zapytał Din.

Cichutki głosik za jego plecami wskazywał na aprobatę. Mando usłyszał też dźwięk, który najwyraźniej był czknięciem.

Din poczuł, jak jego usta rozciągają się w lekkim uśmiechu. Uruchomił silniki, przygotowując maszynę do lotu.

Grogu miał wiele ukrytych talentów i najwyraźniej jednym z nich był dar przekonywania... Choć to mogło być coś innego. Czy to możliwe, żeby maluch w jakiś sposób stosował na nim te swoje sztuczki? Może jakimś cudem wpływał na niego swoją mocą? Zmuszał go do konkretnych zachowań?

Tak. To na pewno musiało być to.
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2132
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Re: [The Mandalorian] [M] Jeden zestaw dziecięcy z zabawką, na wynos

Postautor: RedHatMeg » 19 gru 2020, 17:36

To jest po prostu przepiękne od początku do końca. Taka typowa scenka rodzinna w starwarsowych dekoracjach.

" Mamy jedzenie na statku. Musimy ruszać."
Padłam.
"Odchrząknął cicho.

– Grogu?

Malec spojrzał na Dina, a jego oczy zrobiły się jeszcze większe."
PADŁAM PO DWAKROĆ!

Kurde, muszę jakiś fluff do tego fandomu napisać, bo na razie pomysły mam same hurt/comfortowe.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/


Wróć do „Filmy/TV”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość