[Dishonored] Historia Corvo Attano

Tutaj wrzucamy fanfiki do gier wszelkiej maści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
andru055
amator
Posty: 5
Rejestracja: 15 sie 2016, 22:21
Lokalizacja: Świnoujście

[Dishonored] Historia Corvo Attano

Postautor: andru055 » 16 sie 2016, 11:59

Tytuł: Historia Corvo Attano
Fandom: Dishonored
Opis: Historia Corvo. Niestety nie ma tutaj jak został Lordem Protektorem :(
Znajomość fandomu: Niekonieczna, ale wskazana
Status: Skończony


Urodziłem się w Serkonos. Nie wiem kim była moja matka. Nigdy jej nie poznałem. Ale to chyba dobrze, bo ludzie mówili, że zaraz po porodzie zostawiła mnie na pastwę losu gdzieś na ulicy i uciekła. Po jakimś czasie leżenia na zimnym, wilgotnym i obrośniętym mchem niczym drzewo, bruku znalazł mnie pewien kowal - Daniel. Jak mi opowiadał, bez wachania wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do swojego domu. Owinął w ciepły, bawełniany koc. Poczuł się jak ojciec, którym nigdy nie mógł być. Pokochałem go, a on mnie. Przygarnął pod swój dach. Nauczył mnie czytać i pisać. Nie był taki jak inni. On jeden miał serce. On jeden troszczył się o mnie jak nikt inny. Nazwisko mam po Danielu, ponieważ był dla mnie jak ojciec. To on wybrał mi imię

Kiedyś, gdy miałem 16 lat, Daniel pozwolił mi iśc ze sobą do warsztatu, aby wyrobić dla mnie broń, i nauczyć się nią posługiwać. Wtedy pierwszy raz poszedłem do miasta. Czułem tam smród. Okropny odór śmierci wydobywający się ze zmarłych cywilów i zdychających szczurów. Ulice w mieście były bardzo wąskie, zimne i ponure. Nie szliśmy tamtędy, bo na ulicach rządziły gangi i straż miejska, która zabijała każdego - zbira, czy kochającego ojca - byleby mieć spokój. Skradaliśmy się w kanałach, żeby nikt nas nie usłyszał. Daniel chciał mi tym pokazać i zarazem nauczyć jak radzić sobie w tych trudnych czasach, gdy każdy - biedny, bogaty, gruby, chudy, wysoki, czy niski - jest dla siebie wrogiem. Jedynie w kanałach nie śmierdziało. Powietrze tam było świeże i pachnące. Tak, pachniało. Pachniało pięknem życia, po którym został jedynie zapach. W kanałach Serkonos nie było wrogów. Tam każdy był dla siebie bratem. To miejsce było dla ludzi jedynym domem. Kochali te przebiegające szczury, spadające z sufitu krople tranu i przepływającą w rurach wodę. Niektórzy uważali, że przykładając do nich ucho, można było usłyszeć głosy swoich zmarłych bliskich. Gdy przeszliśmy całą sięć kanałów do miejsca pracy Daniela było jeszcze trochę drogi, więc musieliśmy znaleźć jakąś inną drogę. Daniel powiedział mi, że wiekszość mieszkań w Serkonos jest opuszczona i można przez nie bezpiecznie przechodzić. Znał sposób, aby ominąć niebezpieczne ulice i przebrnąć do warsztatu kowalskiego. Musieliśmy wspinać się po gzymsach starych, walących się kamienic, a dla mnie z tego, że byłem całkiem dobrze wysportowany, nie stanowiło to najmniejszego problemu. Zasada była jedna - "Im wyżej, tym bezpieczniej". Najtrudniej było wejść na pierwszy gzyms, a potem to już z górki.

Gdy tak przeskakiwaliśmy z kamienicy na kamienicę, zauważyłem, że na dachu przeciwległego budynku stoi jakiś mężczyzna. Stał tam i patrzył się na mnie, jakbym był dla niego największą zagadką świata. Zastygłem w miejscu. Przypatrzyłem mu się dokładniej. On nie stał. On lewitował! Lewitował, a wokół niego unosiła się fioletowa aura. I patrzył się na mnie.

Nagle szturchnął mnie Daniel. Czułem sie jakbym obudził się z głębokiego snu. Sptyał mnie co widziałem. Powiedziałem. Oznajmił, że musimy już iść, bo nie ma czasu do stracenia. Teraz skakaliśmy szybciej i biegliśmy prędzej. W końcu dotarlismy do warsztatu, gdzie wyrabialiśmy miecze, pistolety i granaty. Pomagając Danielowi w pracy jednocześnie uczyłem sie jak ich używać. Daniel mówił, że aby przetrwać trzeba walczyć. Powtarzał mi to codziennie gdy kładłem się spać.

Raz, gdy miałem 19 lat, obudziłem się z przekonaniem, że w nocy ktoś chodził po moim pokoju. Ale pomyślałem sobie, że to przeciez mógł byc Daniel, który po prostu potrzebował czegoś z mojego pokoju. Poszedłem go obudzić, abyśmy mogli razem wyjść na zewnątrz i zdobyć jedzenie. Wszedłem do jego pokoju, ale go tam nie było. Pomyślałem sobie "pewnie gdzieś wyszedł. Poczekam aż wróci". Ale nie wrócił. Już nigdy...



Postanowiłem zacząć go szukać. Sam, w pełnym niebezpieczeństw mieście, gdzie każdy jest albo zbirem, albo szaleńcem. Przyrzekłem sobie, że go odnajdę. Zakradłem się do warsztatu i wziąłem potrzebne mi do przetrwania rzeczy - miecz i pistolet. Rozpocząłem poszukiwania. Trwały one 6 lat. Tak. Szukałem go bez przerwy cały ten czas. Niestety bezskutecznie. Ale nie straciłem nadziei. Wyruszyłem do Dunwall City - miasta gdzie mieszkała cesarzowa. Musiałem dostać się tam statkiem. Tak więc zakradłem się na pierwszy statek płynący do Dunwall. Dowiedziałem się, że ma na imię Delilah. Ukryłem się w spiżarni pod pokładnem. Śmierdziało tam stęchlizną i gnijącymi już szczurami. Podłoga tam była brudna i zaniedbana a jedzenie skrajnie zepsute.
Wydaję mi się, że gdzieś tak w połowie drogi, gdy wyjrzałem przez okno spiżarni, po raz kolejny zobaczyłem tajemniczego mężczyznę obleczonego w fioletową aurę. Wydawał się taki realistyczny, lecz jestem pewien, że to moja wyobraźnia płatała mi figle.
Gdy juz dopłynąłem do Dunwall, zauważyłem, że z tym miastem jest coś nie tak. Ludzie byli smutniejsi niż w Serkonos, a samo to ponure miejsce przyprawiało o dreszcze. Przez kolejne 4 lata poszukiwań dowiedziałem się, że Daniela uprowadzili Wielorybnicy i zmusili do pracy w Rzeźni Rothwilda. Niestety zmarł tuż przed moim przyjazdem. Nawet nie zdążyłem się z nim pożegnać.
To dzięki niemu zawdzięczam całe moje życie. Ja jestem Corvo Attano a to moja historia...

Wróć do „Gry”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość