[Kaczor Donald] Powrót do Louisville

Tutaj wrzucamy fanfiki do innych dzieł literackich lub pół-literackich (jak komiksy).

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2035
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

[Kaczor Donald] Powrót do Louisville

Postautor: RedHatMeg » 03 sie 2011, 12:15

Wiem wiem. Powinnam zabrać się za pisanie "Uleczyć świat", nie wspominając już o "Zachować sekret", ale jakoś tak na to mam teraz wenę. Jest to jeden z tych fików, które oscylują wokół mało znanych postaci, chociaż fani "Życia i Czasów Sknerusa McKwacza" będą zachwyceni (jak i wszyscy diodakomaniacy tacy jak ja ;-) ). Po prostu rodzina Diodaka potrzebuje więcej miłości.

Tytuł: Powrót do Louisville (tytuł był inny, ale za dużo zdradzał)
Rating: 12+
Ostrzeżenia: Ogólnie mamy tutaj odwołania do komiksów, ale możliwe są też nawiązania do "Kaczych opowieści" (tak jest na przykład z wehikułem czasu, który używa w tym fiku Diodak. Czaso-wanna nie dość, że jest mi lepiej znana niż Century-sailer, to jeszcze nie mam zielonego pojęcia jak go przetłumaczyć.)
Opis: Diodak przenosi się w czasie, aby spotkać się ze swoim dziadkiem, i niechcący trafia w czasy "Władcy Missisipi". Emil Orzeł również tam jest i ma inne, o wiele bardziej niecne plany. Czy Diodakowi uda się uratować dziadka, nie naruszając przy tym kontinuum czasowego, i wrócić cało? Czy uda mu się uregulować niedokończoną sprawę z Newtoniuszem?

Część 1
Kaczogród, jakieś dwadzieścia lat temu…
- Dziadku, dziadku! Popatrz co zrobiłem!
Diodak wbiegł do salonu trzymając w ręce jakieś urządzenie. Siedzący w fotelu Newtoniusz podniósł wzrok znad czytanej właśnie gazety. Jego wnuk zatrzymał się tuż przed nim i pokazał co skonstruował. Wyglądało to jak mała skrzynka, z której wystawała długa antena i dwa pokrętła od radia.
- Co to jest? – zapytał w końcu Newtoniusz.
- To mój nowy wynalazek, dziadku – odpowiedział podekscytowany Diodak i podniósł urządzenie wyżej. – Nazywa się myśląca skrzynka. – Nagle spoważniał i spuścił wzrok na trzymane w rękach pudło. – No, cóż. To tylko prototyp i wymaga kilku ulepszeń, ale… – znów spojrzał na dziadka z uśmiechem i dodał radośnie: – Ale kiedy już ją skończę, to będzie wielki wynalazek! Tak jak twoje silniki na „Zielonym Dolarze” i w Jawie, dziadku.
Newtoniusz uśmiechnął się do swojego wnuka, złożył gazetę na stoliku do kawy i posadził sobie chłopca na kolanach. Wziął od niego wynalazek i przyglądał mu się badawczo przez jakiś czas, po czym – wciąż się uśmiechając – spytał:
- A do czego służy ta twoja „myśląca skrzynka”?
Pięcioletni Diodak popatrzył na dziadka, potem przeniósł wzrok na siedzącego przy stole Fultona, który zajęty był reperowaniem jakiegoś aparatu. Następnie malec znów spojrzał na dziadka i z tym samym dziecięcym entuzjazmem oświadczył:
- Emituje promień, dzięki któremu można przenosić myśli.
- No, no… – powiedział Newtoniusz i postawił myślącą skrzynkę na oparciu ręki. Spojrzał na Diodaka i dodał: – Pokażesz nam potem jak to działa, prawda?
- Tak, oczywiście – przytaknął Diodak.
- To dobrze. – Pogłaskał malca po głowie.
Przez chwilę w jego oczach tliło się coś na kształt smutku albo głębszej zadumy, kiedy gładził gniazdopodobną szczecinę swojego potomka. Jakby właśnie przypomniał sobie jakieś bolesne zdarzenie z przeszłości. Diodak natychmiast to zauważył i z kolejnym przypływem entuzjazmu odezwał się:
- Dziadku, a pokaż „Ludzie, ludzie”.
Newtoniusz przerwał swoją zadumę i z lekkim zdziwieniem spojrzał na podekscytowanego chłopca. Fulton przerwał pracę i odwrócił się w ich stronę.
- Diodak, Daj dziadkowi spokój. Przecież widziałeś to już tyle razy…
- Ale ja bardzo chcę, tato – odparł mały, po czym ze ściśniętymi pięściami zwrócił się z powrotem do dziadka. – Proszę, proszę, proszę.
Newtoniusz tylko westchnął i z delikatnym uśmiechem na twarzy postawił wnuka na podłodze, po czym powstał, odchrząknął, podniósł do góry ramiona i donośnym tonem zaczął wołać:
- Ludzie, ludzie, cuda w tej budzie! Historyczne odkrycie! Moja pigułka zmieni brudną wodę w czystą!
Diodak zaklaskał w ręce, a Newtoniusz bez słowa usiadł znów w fotelu i sięgnął po swoją gazetę. Już nie wyglądał na smutnego, więc Diodak wziął myślącą skrzynkę i wrócił do swojego pokoju. Czekało go jeszcze wiele pracy. W końcu myśląca skrzynka miała być jego największym wynalazkiem.


Kaczogród dziś…
Emil Orzeł podkradł się pod warsztat swojego rywala. Właściwie to sam nie wiedział dlaczego to robił. Już dawno odechciało mu się kradzieży wynalazków Diodaka, które i tak wracały zawsze do swojego twórcy. Sam kurak zaś wywoływał w nim obrzydzenie. Porzygać się można było tą jego dobrodusznością, miękkim sercem, wynalazkami dla dobra ludzkości i (jako takim) powszechnym szacunkiem Kaczogrodu. Tak więc po co Emil zaglądał mu do warsztatu, skoro nie zamierzał nic ukraść? Czyżby był jednym z tych typków, którzy lubią przyglądać się temu, czym gardzą? Być może. W końcu był złym wynalazcą.
Zajrzał do środka przez okno. Diodak siedział przy stole i nad czymś pracował, ale nagle przerwał, przetarł twarz rękoma i przez chwilę trwał tak bez ruchu z zakrytym dziobem i zamkniętymi oczami. Wyglądało na to, że chciał zabrać się do pracy, ale coś nie pozwalało mu się skupić. Emil stawiał na to, że jego odwieczny rywal po prostu miał jakiś poważny problem z wynalazkiem i za nic nie potrafił go rozwiązać.
Prawda jednak była zupełnie inna. I Emil miał niebawem ją poznać.
Diodak spojrzał w stronę drzwi, a właściwie na wiszący po prawej portret kuraka w cylindrze. Dzisiejszy dzień miał szczególne znaczenie i Diodak odczuwał to całym sobą. Wynalazca czuł się jakiś wypalony. Nie potrafił się skupić nawet na najprostszych rzeczach.
Spojrzał na siedzącego na prostokątnej baterii Wolframika i oparł ręce na stole.
- Co roku to samo. – Odsunął ręką wynalazek, nad którym bezskutecznie próbował pracować. – Może po prostu zamknę dzisiaj warsztat i oddam się zadumie.
Brwi Emila podniosły się nieznacznie. Zaczęło robić się ciekawie. A więc to nie był pierwszy raz? Cóż takiego mogło spowodować niemoc słynnego wynalazcy Diodaka? Sądząc po frazie o zadumie, nie chodziło o letnią alergię. To musiała być jakaś ważna rocznica. Emil postanowił czekać na dalszy rozwój wypadków. Być może wkrótce wszystko się wyjaśni.
Drzwi się otworzyły i do warsztatu wmaszerowali dziarsko Hyzio, Dyzio i Zyzio.
- Cześć, Diodak! – powiedzieli jednocześnie, machając do niego rękami.
Diodak spojrzał w ich stronę i nawet przywitał ich uśmiechem, ale był to uśmiech słaby, wymuszony.
- Cześć, chłopcy – odparł, smutniejąc. – Wybaczcie, ale nie mogę dzisiaj niczego dla was zrobić.
- Dlaczego? – spytał Hyzio, a Zyzio dodał:
- Jesteś chory?
- Można tak powiedzieć – odrzekł i podniósł się z krzesła.
Podszedł do drzwi i jego wzrok znów spoczął na portrecie. Poczuł jak coś ściska go za gardło. Chciało mu się płakać, ale jednocześnie nie mógł uronić ani jednej łzy. Siostrzeńcy Donalda również spojrzeli na obraz, a potem przenieśli wzrok na gospodarza, potem znów na portret i znów na Diodaka. Kurak to zauważył, ale nic nie odpowiedział, tylko czekał. W końcu Dyzio przerwał ciszę:
- Co ty robisz na tym zdjęciu, w tym dziwnym kapeluszu?
- To nie jestem ja – odpowiedział Diodak.
- Jak nie ty, to kto? – spytał Zyzio.
Na twarzy wynalazcy pojawił się lekki uśmiech, po czym skierował się znów do krzesła.
- Nie mówcie mi, że pan McKwacz nie opowiadał wam o moim dziadku – odparł, siadając wygodnie na swoim miejscu. – W końcu trochę razem przeszli.
Na ich twarzach pojawił się ten sam wyraz nagłej iluminacji.
- To to jest… – zaczął Zyzio.
- …mechanik wujka Sknerusa… – pociągnął dalej Hyzio, a Dyzio dokończył:
- …Newtoniusz!
Diodak przytaknął głową i oświadczył:
- Dzisiaj jest rocznica jego śmierci. – Przeniósł na nich wzrok i wydał z siebie kolejne westchnienie. – Wiecie, mój dziadek i jego opowieści były jedną z rzeczy, które mnie ukształtowały. Chciałbym mu powiedzieć, jak bardzo go sobie cenię. Nie zrobiłem tego, kiedy miałem okazję.
Emil poczuł, że znów robi mu się niedobrze.
- Wiem. – Diodak zaśmiał się, ale bez przekonania. – To brzmi strasznie sentymentalnie z mojej strony. – Spoważniał i spojrzał na podłogę. – Ale nic na to nie poradzę. Ten dzień tak na mnie wpływa.
- Więc może cofniesz się w czasie i powiesz to wszystko dziadkowi? – zaproponował Zyzio.
Diodak wytrzeszczył na niego oczy ze zdumienia, ale zaraz zmarszczył brwi. Oglądający całą scenę Emil właśnie doznał iluminacji i uśmiechnął się szeroko do swoich szatańskich myśli.
- To nie jest najlepszy pomysł – oznajmił kurak. – Mógłbym przez przypadek zmienić bieg zdarzeń… Mógłbym niechcący sprawić, że mój ojciec się nie narodzi albo że dziadek podejmie nagle inną decyzję niż było mu pisane.
Tak, pomysł w głowie orła stawał się coraz wyraźniejszy. Miał szansę powodzenia. Wystarczyło tylko przenieść się w odpowiedni czas i miejsce. I Emil wiedział już jaki czas i miejsce będą idealne. Szybko, ale ostrożnie, oddalił się od warsztatu Diodaka do swojego samochodu.
- Wybierz taki moment, w którym twój dziadek był już na emeryturze – odrzekł Dyzio. – Kiedy wszystkie najważniejsze decyzje miał już za sobą.
Diodak przytknął rękę do dzioba, na którym zaraz zajaśniał uśmiech.
- To może się udać. Tak… Chyba warto spróbować.
- W takim razie zostawiamy cię samego i życzymy szczęścia – oznajmił Hyzio.
Chłopcy pożegnali się z nim i wyszli. Diodak natychmiast wziął się za przygotowania do podróży w czasie. Wyciągnął ze składziku czaso-wannę i wskoczył do środka. Ustawił jako czas i miejsce Kaczogród i rok, w którym – według swoich obliczeń – miał dziesięć lat. Przez chwilę siedział w wannie i zastanawiał się, czy robi dobrze. Dziadek mógł się przerazić na jego widok albo uznać go za wariata. Być może powinien przemyśleć jeszcze cały ten pomysł z podróżą w czasie…
Po raz któryś tego dnia popatrzył na portret Newtoniusza. To mogła być szansa na ponowne spotkanie z dziadkiem. Może gdyby Diodak zataił swoją tożsamość i przekazał to, co miał do powiedzenia bardziej subtelnie, na przykład: „Wiesz, gadałem z twoim wnukiem. Bardzo cię podziwia i – moim zdaniem – ma rację…” Chyba tak właśnie powinien postąpić.
Diodak wyszedł z czaso-wanny i zaczął wrzucać do wehikułu różne części zapasowe, tak na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo było, kiedy nastąpi jakaś awaria. Wziął też ze sobą pas z narzędziami.
Tymczasem Wolframik wspiął się na czaso-wannę i stanął na krawędzi jej dziobu. Zaczął się chwiać przez kilka sekund, po czym stracił równowagę. Opadając, złapał się za wajchę miejsca przez co Kaczogród w Kalisocie zmienił się w Louisville w stanie Kentucky. Przez moment żaróweczka wisiała tak bezczynnie, ale w końcu udało jej się przechylić w tył i rozbujać. Wolframik chciał zeskoczyć na siedzenie, ale przez przypadek uderzył głową o wajchę czasu, ustawiając rok 1870. Był jednak w stanie wylądować na podłodze bez pęknięcia w szklanej głowie.
Diodak wrócił, spakował rzeczy i zasiadł w czaso-wannie. Zacisnął rękę wokół dźwigni i po raz ostatni przed podróżą przyjrzał się swojemu warsztatowi. Jego dłoń sama pociągnęła w dół wajchę, uruchamiając maszynę. Tęczowe światło rozbłysło wokół czaso-wanny i kilka sekund później po wehikule, Diodaku i Wolframiku nie było śladu.

Emil jechał samochodem do swojego laboratorium z wyklarowanym planem działania, który z każdą chwilą napawał go coraz większym entuzjazmem. Kiedy był już na miejscu, wziął swój przypominający duży, popsuty zegar, wehikuł czasu i wsiadł do środka, ustawiając jako miejsce i czas Louisville, rok 1870. Powszechnie wiadomo było w Kaczogrodzie, że to właśnie w tym czasie i miejscu Newtoniusz i Sknerus McKwacz się poznali. Jeśli dobrze pójdzie, może Emilowi uda się nawet namieszać w przeszłości samego McKwacza…
Orzeł pociągnął za dźwignię i maszyna ruszyła. W laboratorium rozbłysło białe światło i po chwili wehikuł czasu zniknął wraz Emilem.

Louisville, rok 1870…
Newtoniusz otworzył drzwi swojego żółtego wozu i rozejrzał się po okolicy. Ludzie na chodnikach nawet nie zwracali na niego uwagi. Kurak westchnął i wyciągnął na zewnątrz wielką tablicę, która głosiła: „D. Newtoniusz pigułki do oczyszczania wody!” Postawił ją jakieś pół metra przed tylnym kołem. Wrócił znów do środka i wystawił czerwoną skrzynkę, która służyła mu za podest. Przygotował sobie szklankę brudnej wody i słoik pigułek. Sądząc po chylącym się ku zachodowi pomarańczowym słońcu, ta poobiednia drzemka trwała dłużej niż tego oczekiwał.
Nie za bardzo chciało mu się dzisiaj pracować. Prawdę mówiąc ostatnio coraz częściej miał wrażenie, że tylko marnuje czas. Nikt nie chciał kupować jego pigułek, a tych kilku interesantów, którzy raczyli się nimi zainteresować, narzekało na smak wody. Oczywiście próbował coś z tym zrobić, ale wszystkie jego eksperymenty kończyły się fiaskiem. Z każdym dniem miał coraz mniej pieniędzy, a trzeba było z czegoś żyć. Jak tak dalej pójdzie, Newtoniusz nie będzie miał co jeść.
Wyglądało na to, że zasilił rzeszę głupców, którzy myśleli, że stworzyli genialny, wiekopomny wynalazek i próbowali zdobyć na nim majątek, ale tak naprawdę od samego początku byli skazani na porażkę. Ciągle powtarzał sobie, że to tylko chwilowe problemy z rynkiem zbytu; że niebawem los się do niego uśmiechnie i jego wynalazek będzie powszechnie stosowany nie tylko w Louisville, lecz również w innych miastach, a nawet stanach. Ale z każdym bezowocnym dniem coraz mniej w to wierzył. Już teraz nazywali go nieudacznikiem, a przybywający do baru marynarze, złodzieje i hazardziści pokazywali go sobie palcami.
Być może już dawno powinien porzucić ten interes i zatrudnić się gdzieindziej. Gdzieś, gdzie będzie bardziej użyteczny, gdzie będzie mógł się realizować jako wynalazca i mechanik, i gdzie będą mu płacić jakąś w miarę porządną pensję. To niekoniecznie musiało być całe trzydzieści centów, ale na pewno i takim wynagrodzeniem by nie pogardził. Być może dorobi się jeszcze własnej piekarni… Swoją drogą już dawno nie piekł ciasta z jagodami. W ogóle nie piekł żadnego ciasta. Już prawie zapomniał jak smakują.
Niemniej jednak nie śpieszył się jeszcze z porzucaniem nadziei na to, że jego oczyszczające wodę pigułki w końcu znajdą kupca. Postanowił dać im jeszcze jedną szansę. Spróbuje je sprzedać do północy, a jeśli i tym razem mu się nie powiedzie, zacznie szukać jakiejś pracy.
Nie zamierzał pozostawić po sobie tylko wspomnienia błazna, który nie potrafi sprzedać głupich pigułek. Nie – on chciał, aby ludzie pamiętali go z szacunkiem. Nie musiał być od razu sławny na całym świecie, wystarczyło, że dokona czegoś niesamowitego, dowodząc swojej wartości. Sam nie wiedział jeszcze do końca co to mogłoby być, ale od czegoś trzeba będzie zacząć.
Nagle usłyszał jakiś cichy huk. Zdziwiony rozejrzał się po okolicy. Wydawało się, że ten odgłos pochodził z pobliskiej stajni. Newtoniusz wzruszył ramionami. To pewnie czyjś koń kopnął w żłób siana albo puste wiadro. Tak czy inaczej – to nie była jego sprawa. On musiał się zająć sprzedażą pigułek.
Ostatnio zmieniony 05 sie 2011, 17:53 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 4 razy.

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 05 sie 2011, 12:56

Nie to miałam na myśli ^^;; Po prostu było mi mało. Rozdziały miałaś dobrze rozplanowane i ta nowa scena wyraźnie należy do następnego. Przepraszam, że Ci tu mieszam ^^;;;;
OC-holic

Awatar użytkownika
An-Nah
mistrz
Posty: 482
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: mHroczne miasto Kraków

Postautor: An-Nah » 30 sie 2011, 11:54

Ponieważ komiksu do którego się odwołujesz nie znam albo kompletnie nie pamiętam, nie poczułam się tym fikiem szczególnie poruszona. Przeczytałam, rozdział ok, bardzo w klimatach... ale twoje teksty Meg, mają dla mnie to do siebie, że albo są urocze i świetnie mi się je czyta, albo czytam i... nie czuję się poruszona. Ten należy dla mnie do drugiej kategorii.
Come with me in the twilight of a summer night for awhile
Tell me of a story never ever told in the past

(...)

Fanatics find their heaven in never ending storming wind
Auguries of destruction be a lullaby for rebirth

Awatar użytkownika
An-Nah
mistrz
Posty: 482
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: mHroczne miasto Kraków

Postautor: An-Nah » 30 sie 2011, 12:10

Czytałam komiksy o Sknerusie dawno. Z... 15 lat temu, jak nie dawniej. Nie posiadam ich, nie mam dostępu, nie mogę sprawdzić, co czytałam, a czego nie.
Come with me in the twilight of a summer night for awhile
Tell me of a story never ever told in the past

(...)

Fanatics find their heaven in never ending storming wind
Auguries of destruction be a lullaby for rebirth

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2035
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 30 sie 2011, 12:14

Mogę ci podać jedną stronę internetową z komiksami Rosy i Barksa. Do niedawna miała nawet wersję polską, ale z jakiegoś powodu się ostatnio niewyświetla, więc musiałam ściągnąć "Władcę Misissipi" z chomika.
Ostatnio zmieniony 28 sty 2012, 20:55 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Szczery
amator
Posty: 15
Rejestracja: 26 sty 2012, 20:00
Kontaktowanie:

Postautor: Szczery » 27 sty 2012, 15:06

Przyznaję, kiedy dopiero zobaczyłem, że ktoś ośmielił się stworzyć fan-fika z KACZORA DONALDA... 0_o Mózg mój wylewitował gdzieś w okolice ruskich Sputników, ja sam zaś pozostałem na miejscu wyraźnie odmóżdżony. Czego... to ludzie... nie zrobią...

Ale jak już się odważyłem żeby cholerstwo przeczytać... Cóż, naprawdę mile mnie zaskoczyłaś. Czyta się naprawdę przyjemnie, postacie co prawda nabierają trochę głębi jednak w dość wiarygodny sposób a więc i nie ma tutaj poczucia SP (Spoza Postaci. W Polsce jesteśmy, to i polskiej terminologii używajmy, a nie jakieś hamerykańskie OOC :P). Zwłaszcza, nie wiedzieć czemu, pasowała mi scenka z siostrzeńcami Donalda, oni już całkiem jak z komiksu byli przeniesieni. Szkoda jednak, że nie pociągnęłaś tego opowiadania dłużej ;/ Jestem wielkim fanem Sknerusa, mojej ulubionej postaci z kaczego uniwersum, więc ciekaw bym był, jak Ci się udało odzwierciedlić naturę bodajże trzynastoletniego McKwacza.
"Love is a moment of weakness that allows someone to hurt you more than you ever thought possible." ~Lewton, Discworld Noir

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2035
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 27 sty 2012, 16:26

Szczery pisze:Przyznaję, kiedy dopiero zobaczyłem, że ktoś ośmielił się stworzyć fan-fika z KACZORA DONALDA... 0_o Mózg mój wylewitował gdzieś w okolice ruskich Sputników, ja sam zaś pozostałem na miejscu wyraźnie odmóżdżony. Czego... to ludzie... nie zrobią...

Ty nie wiesz, co ludzie w eter puszczają. Nawiasem mówiąc, zachęcam do fika "Zachować sekret" do fandomu "Kaczych opowieści".

Ale nie mówię, że i tego nie skończę. Muszę mieć tylko wenę i czas. Teraz akurat trudno o to, bo 1) mam zajawkę na trzy fandomy jednocześnie, 2) mimo to, że mam zajawkę na trzy fandomy jednocześnie, remont u mnie w domu całkiem uniemożliwia napisanie czegokolwiek.

Tak BTW - też lubię McKwacza, ale nie aż tak jak Diodaka. A tutaj chciałam napisać też coś o jego dziadku, który też był niczego sobie wynalazcą. Kto wie - moze moja faza na "Powrót do przyszłości" mnie zainspiruje...

Awatar użytkownika
Szczery
amator
Posty: 15
Rejestracja: 26 sty 2012, 20:00
Kontaktowanie:

Postautor: Szczery » 27 sty 2012, 17:03

Nie wiem co ludzie robią, ale mam paskudne podejrzenia, że wchodząc na to forum poczyniłem ku temu pierwszy, zgubny krok...
Za Kaczymi opowieściami szczerze mówiąc nigdy nie przepadałem, są zbyt chaotyczne, nieuporządkowane i nie pasują mi do tej spójnej opowieści Barkso-DonRosowskiej. Hmmm... faza na "Powrót do Przyszłości"? Sam się z tym zmagałem całkiem niedawno (powtórka wszystkich trzech części, gra i parę odcinków kreskówki zrobiły swoje) więc chętnie sprawdzę, czy czegoś nie napisałaś także i w tej dziedzinie ;] Ale na dalsze losy Diodaka będę czekał.
W sumie zapomniałem jeszcze napisać: "Ludzie, Ludzie" było świetne, w tym miejscu twój fik zaczął mi się bardzo podobać ;]

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 709
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 04 lis 2012, 13:19

Uhuhu, odgrzebujemy starego kotlera. Hm. Aż mamy zagwozdkę, gdzie podział się nasz egzemplarz Życia i czasów Sknerusa McKwacza, znaleźlibyśmy i poczytali, gdyby nie to, że nie ma go tam, gdzie być powinien. No ale.
Co do samego opowiadania, dużo było słówka "iluminacja". Tłum iluminacji był. A można wszak napisać chociażby, że postać doznała olśnienia, olśniło ją, wpadła na genialny pomysł, etc. Sam fik chyba na wieki nieskończony, nie? Takie mamy wrażenie, bo wygląda jak wstęp do czegoś większego. Sam w sobie mało ciekawy i bez ciągu dalszego kompletnie pozbawiony czegoś, co pozwoliłoby go na dłużej zapamiętać. Ot, wstęp bez puenty, po prostu wprowadzenie do historii, w której coś ciekawego może się zdarzyć.
I chętnie byśmy poczytali, zwłaszcza jakby więcej czerpało z Życia i czasów Sknerusa McKwacza, bo lubiliśmy tego komiksa. Mamy nadzieję, że wrócisz do tego fika kiedyś, bo teraz nawet nie bardzo jest co oceniać.
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!


Wróć do „Książki/Komiksy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość