[Holistyczna Agencja...] Błysk Siedmiu Narodów

Tutaj wrzucamy fanfiki do innych dzieł literackich lub pół-literackich (jak komiksy).

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

[Holistyczna Agencja...] Błysk Siedmiu Narodów

Postautor: Astroni » 02 sie 2012, 00:09

Tadam! Jakoś w czerwcu czy w maju trafił mi się konkurs na opowiadanie dziejące się w pociągu. Ponieważ na tym opis się kończył, wymyśliłam, że będzie to moja pierwsza okazja do zrobienia fanfika mojemu ulubionemu detektywowi, Dirkowi Gently.
Ponieważ ze zlinkowanego w ShoutBoxie adresu opowiadania nie ściągnęła ani jedna osoba (SendSpace ma licznik pobrań Obrazek), a jednocześnie konkurs się zwinął ogłaszając zwycięzcą kogo innego, uznałam więc że najwyższy czas wrzucić od siebie coś na forum...

Tytuł: Błysk Siedmiu Narodów
Fandom: Holistyczna Agencja Detektywistyczna Dirka Genty
Znajomość fandomu: absolutnie niekonieczna (zalecane interpretować jako parodię kryminału)
Ostrzeżenia: Spory poziom naiwności
Opis: Gently (a właściwie: Svlad Cjelli, czyli zanim zmienił sobie nazwisko) robi obławę na międzynarodowego mistrza kradzieży.
Status: skończony


W przedziale siedział tylko jeden pan wciśnięty w róg fotela i od pasa otulony gazetą, którą zdaje się, czytał. Drzwi uchyliły się i do środka wsunął głowę mężczyzna w czarnym, abstrakcyjnie długim płaszczu i niemniej czarnym kapeluszu. Stał przez chwilę w przejściu kontrolując starannie zarówno ową gazetę, jak i firanki, powycierane ściany i półki na bagaże, aż wreszcie poczuł się bezpiecznie, wszedł oglądają się dyskretnie za siebie i zajął miejsce przy oknie, dokładnie naprzeciwko artykułu prasowego na temat przyszłorocznych planów wykorzystania przestrzeni miejskiej. Za nim wślizgnęli się jego dwaj kompani o równie nieprzystającym do pogody ubiorze i usiedli po obu jego stronach.
Pociąg skrzypnął, po czym zaczął rozpędzać się coraz bardziej hałaśliwie. Podwładni rozparli się w fotelach i skierowali wzrok na szefa oczekując na jego słowa.
– Nareszcie – przemówił z dopracowanym zachwytem wyjmując czarny, połyskujący sucho kontur. – Błysk Siedmiu Narodów. Ofiarowany w XIII wieku indyjskiej księżniczce w posagu przez arabskiego władcę wędrował kilka pokoleń na Środkowym Wschodzie, by wreszcie w końcu XIX wieku przejść granicę wraz z resztą zdobyczy Napoleona II i stać się na ponad sto lat ozdobą korony francuskiej – mówił głębokim basem, przy którym prosty metalowy stukot kół rozpędzającego się pociągu stawał się przygrywką do gangsterskiego filmu z lat trzydziestych. – Czy widzicie to? – zakrzyknął unosząc przed ich oczy prawie matową błyskotkę. – Czy widzicie ten nieprzenikniony urok, który przez wieki rządził kontynentami?
Trudno było określić, jak wiele widziała jego dwuosobowa widownia, a to z powodu rond kapeluszy, które zakrywały ich twarze aż po sam nos. Właściciel klejnotu nie wydawał się być tym zmartwiony.
– Od teraz ten słynny czarny diament należy do mnie! – Jego ponury śmiech sprawił, że resztki promieni słonecznych, migoczących na ścianach żółtymi koronkami, postanowiły natychmiast wynieść się z powrotem za okno. – Nikt nie zdołał mnie powstrzymać! Śledczy Francji i Belgii, Scotland Yard z Anglii, policja z Węgier! Wszyscy dali się zwieźć mojemu geniuszowi, który nadał dochodzeniu mnie tylko dogodny obrót – zrobił pauzę na oddech i przywołanie kolejnej pozycji z repertuaru bijących opanowanym szaleństwem barw głosu. Z zadowoleniem wynotował, że pociąg zwolnił i prawie przestał go zagłuszać. – Moje analizy probabilistyczne implikacji behawioralnopsychologicznej dowiodły, że dzięki własnoręcznie opracowanemu wirusowi biometrycznemu manipulującym obrazami z kamery, rękawiczkom daktyloskopijnym tworzącym losowe odciski palców oraz fałszywemu biletowi na samolot skutecznie zapobiegłem powstaniu najmniejszej poszlaki czy powiązania, które mogłyby kogokolwiek doprowadzić na mój ślad, i nie istnieje takie logiczne rozumowanie, które...
Już miał przejść do swojej ulubionej części na temat budzących postrach machin, które już wkrótce zasili zdobyty przez niego kamień, ilości umysłów, nad którymi miał zapanować, i czasu, jaki zajmie mu zdobycie absolutnej władzy nad światem, gdy przez uchylone okno wleciał kapelusz. Kapelusz z bardzo płaskim rondem i o kolorze będącym niedorzecznie ciemną odmianą czerwieni, która upodabniała go do jesiennych liści, które równie bezczelnie wpadają przez okna do miejsc, do których wpadać nie powinny.
– Ale istnieje nielogiczne – zabrzmiało dziwnie blisko, kiedy trzej zbici z tropu mężczyźni skupili wzrok na czerwonym okręgu. Pociąg ruszył z miejsca i przedział ponownie utonął w ciężkich uderzeniach jadącego pojazdu.
Szef bandy już wiedział, co się dzieje. Z czymś w rodzaju urażonej niechęci uniósł głowę na źródło głosu, które tymczasem odłożyło gazetę, której wcale nie czytało. Dla siedzącego naprzeciwko kryminalisty wystarczająco wymowne było samo połączenie kolorystyczne brzoskwiniowej koszuli i zielonego krawata, które od pierwszej chwili skoczyło mu do oczu. Na wszelki wypadek jednak, żeby stać się jeszcze bardziej rozpoznawalnym, właściciel gazety wcisnął sobie na głowę przybyły właśnie czerwony kapelusz i ustawił go w pozycji skrajnie horyzontalnej.
– Nie wiedziałeś, że cały Wszechświat stanowi wzajemnie oddziałującą na siebie sieć poszlak i powiązań? – Zapytał zaczepnie, kiedy wszyscy już grzecznie skierowali spojrzenia na niego.
Jeden z mężczyzn w mrocznych płaszczach sięgnął po rewolwer, ale szef powstrzymał go spokojnym gestem. Nie odrywając wzroku od intruza odezwał się z wyższością:
– Svlad Cjelli. Holistyczny detektyw.
– Marco De Caruso – odwdzięczył się przedstawiony. – Poszukiwany w szesnastu krajach za notoryczne kradzieże kamieni szlachetnych, podsuwanie fałszywych dowodów i trzykrotną próbę przejęcia władzy nad światem – spojrzał na niego z ukosa. – A tym razem? Blask Pięciu Naro...
– Siedmiu – poprawił go przestępca.
– ...dów skradziony przez Napoleona Bonaparte... – perorował Cjelli nie bacząc na nic.
– Napoleona II – poprawił go znowu De Caruso poirytowany.
– ...irakijskiej księżniczce w XVI wieku?
– Można tak powiedzieć – mruknął żywiąc nadzieję, że wykład z historii słyszał w wykonaniu tego detektywa po raz ostatni.
Zebrał się na spokój i zmierzył intruza wzrokiem:
– Zadam ci naiwne pytanie. Jak się domyśliłeś?
– W najprostszy z możliwych sposobów – odpowiedział Cjelli lekko, rozglądając się za czymś, czym mógłby podpalić papierosa, którego właśnie włożył do ust. Jego głos był irytująco wysoki w porównaniu z wyszukaną głębią tonu jego przeciwnika. – Na początek zbadałem punktualność autobusów, ulotki, które w tym czasie zachęcały do zwiedzenia wystawy, na której można było obejrzeć ten klejnot, oraz stan pogody tamtego dnia. Później, nie znajdując bardziej zauważalnych związków, wsparłem się jeszcze ówczesnym repertuarem kinowym, kursami lokalnych walut i rozliczeniom podatkowym mieszkańców. A, i zapomniałbym – podkreślił ostro widząc jak cała trójka z trudem powstrzymuje śmiech i dla poprawy wymowy zdecydował się umieścić papierosa z powrotem między palcami. – przypadkowo zahaczyłem w urzędzie o informacje na temat zużycia prądu przez miejską sieć energetyczną. Okazało się, że z jakiegoś powodu muzeum w pewnym momencie zwiększyło pobór mocy o sześćset procent i na chwilę stało się najjaśniejszym punktem w całym miasteczku – Widać było, że opowiadanie o szczegółach śledztwa sprawia mu przyjemność, pomimo że z trudem dzielił uwagę pomiędzy myślenie a szeroko zakrojone poszukiwania zapalniczki. – Co ciekawe, podobna sytuacja miała miejsce, jak sprawdziłem, w paru innych miejscach, gdzie pewien wirus przegrzewał komputery ochrony przerabiając nagrania z kamer monitorujących zebrane na jego dysku. Co ciekawe, tamte miejsca również zostały okradzione i to, jak zawyrokowała policja, przez ciebie. I co ty na to, De Caruso?
Przestępca aż pomrugał ze zdziwienia, w jednej chwili tracąc orientację, co się dzieje. Wredny uśmieszek jednak wciąż nie schodził mu z twarzy:
– Ładnie. Ale chyba nie nazwiesz tego dowodem?
– Nie. Rzeczywiście nie posiadam niczego, co możnaby nazwać dowodem w potocznym tego słowa znaczeniu. Ale ty, owszem – Przez chwilę napawał się wywołanym zdziwieniem i wreszcie dokończył tajemniczo. – Mikrodyktafon.
– Jesteśmy w pociągu! – Parsknął De Caruso. – Jeśli myślisz, że coś, co ukryłeś w płaszczu, jest w stanie...
– E-e. TY go masz. Tuż przed nosem.
W pierwszej chwili De Caruso zgłupiał. Rozejrzał się niedbale i nic nie zobaczył. Wreszcie trafił wzrokiem na „swój” czarny diament. Była to w istocie jedyna rzecz, która przez cały czas była przed jego nosem.
– Ah, teraz rozumiem – skojarzył nagle. – Widziałem cię wczoraj, jak kręciłeś się wokół naszej siedziby. A więc wtedy podmieniłeś prawdziwy diament na jego imitację z podsłuchem w środku.
– Blisko – Cjelli nieprzerwanie się uśmiechał. – Kręciłem się tam i nawet udało mi się wejść. Ale nawet nie próbowałem ich podmieniać. Domyśliłem się, że mnie zauważysz, przyjmiesz błędne założenia i ostatecznie zrobisz to sam.
De Caruso pobladł nieznacznie i zrobił zaciętą ze wściekłości minę. Rzucił krótkie spojrzenia na boki, jednak wyglądało na to, że jego koledzy są albo zbyt zaaferowani własną powagą, żeby zareagować, albo ich kompetencje kończą się na tym, żeby groźnie wyglądać. Kiedy po sekundzie zauważył, że detektyw z dziecinną radością wydobywa z jednej ze swoich sekretnych kieszeni zdezelowane pudełko zapałek, ucieszył się, że może mu wskazać informację o zakazie palenia.
Tamten zachmurzył się, ale tylko nieznacznie. Korzystając z chwilowej nieuwagi złodzieja pochylił się i zręcznie wyjął szklany kamień z jego dłoni.
– Za parę minut stacja – stwierdził wstając. – Ktoś tam czeka na was z radiowozem.
– Ale... Chwileczkę! – Odezwał się De Caruso przygnieciony nagłym uczuciem osaczenia i zerwał z miejsca prawie stając mu na drodze. Kiedy stracił swój wymarzony łup, cały jego chłód gdzieś wyparował. – Wyjaśnij mi jedną małą rzecz. Jakim sposobem twój kapelusz dostał się do przedziału?
– Na jednej z kolejnych stacji stał mój kolega – detektyw wzruszył ramionami, jakby oczekiwał, że to pytanie padnie prędzej czy później. – Nie, wcale nie trafia dobrze, po prostu zostawiłem mu cały wagon tych kapeluszy.
– Ale... Ale akurat w tej chwili? Kiedy mówiłem o... – Drążył De Caruso, którego to wyjaśnienie tylko rozjuszyło. – I to, że czekałeś akurat w tym przedziale?
– Powiedzmy, że prawa prawdopodobieństwa mają u mnie dług do odrobienia.
Mimochodem zauważyli, że ktoś niepostrzeżenie pojawił się w drzwiach.
– Bilety do kontroli – padło.
Zarówno De Caruso, jak i dwaj jego towarzysze, sięgnęli odruchowo do swoich kieszeni. Svlad Cjelli natomiast przypomniał sobie zmieszany, o czym zapomniał pamiętać.
– Ja tu jestem w obowiązkach służbowych, w celach aresztowania... – Spróbował.
– Wszyscy tak mówią – rzucił kontroler znudzony. Szef zamachał biletem przed jego oczami, za nim jego podwładni i cała grupka w skrywanym pośpiechu przecisnęła się wdzięcznie do drzwi.
– Proszę łaskawie zrozumieć, że jeśli za pięć minut nie odprowadzę tych panów... – Kombinował detektyw zbierając się do pogrożenia im wszystkim palcem.
– Ci panowie mają bilety, więc sądzę, że poradzą sobie sami – mruknął konduktor bynajmniej nie zamierzając się odsuwać.
Cjelli spróbował go minąć, ale nic mu z tego nie wyszło. W chwili, gdy próbował po raz ostatni skupić się i przemyśleć sytuację, De Caruso pojawił się niepostrzeżenie z powrotem w drzwiach.
– Cóż, Cjelli – rzucił odbierając mu na pożegnanie zarówno diament, jak i uśmiech. – Widać nawet holistyk nie może przewidzieć wszystkiego.
Ostatnio zmieniony 02 sie 2012, 23:03 przez Astroni, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 02 sie 2012, 08:03

Astroni pisze: a jednocześnie konkurs się zwinął ogłaszając zwycięzcą kogo innego, uznałam więc że najwyższy czas wrzucić od siebie coś na forum...

W regulaminie nie było przypadkiem wzmianki o pełni praw autorskich? Fanfiki ich nie mają, Astroni. No, ale za to mamy kolejny fajny tekst na forum.

Nie mam się do czego przyczepić. Najbardziej podobał mi się ten fragment:

Astroni pisze:– A tym razem? Blask Pięciu Naro...
– Siedmiu – poprawił go przestępca.
– ...dów skradziony przez Napoleona Bonaparte... – perorował Cjelli nie bacząc na nic.
– Napoleona II – poprawił go znowu De Caruso poirytowany.
– ...irakijskiej księżniczce w XVI wieku?
– Można tak powiedzieć – mruknął żywiąc nadzieję, że wykład z historii słyszał w wykonaniu tego detektywa po raz ostatni.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 02 sie 2012, 11:00

hermi pisze:
Astroni pisze: a jednocześnie konkurs się zwinął ogłaszając zwycięzcą kogo innego, uznałam więc że najwyższy czas wrzucić od siebie coś na forum...

W regulaminie nie było przypadkiem wzmianki o pełni praw autorskich? Fanfiki ich nie mają, Astroni.

Oni to jakoś tak ujmują, że trzeba być autorem nadesłanego tekstu czy coś. W każdym razie podeszłam do tego tak, że jest to rzecz tak mało znana, że szansa wpisania przez komisję nazwiska głównego bohatera do wyszukiwarki była zbyt znikania, żeby się czegoś obawiać. Co ciekawe: koniecznie głównego - jego nemezis był już totalnie zmyślony przeze mnie.

Dziękuję! Obrazek
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2035
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 02 sie 2012, 17:48

Astroni pisze:Nie. Rzeczywiście nie posiadam niczego, bo możnaby nazwać dowodem w potocznym tego słowa znaczeniu.

"By" nie "bo".
No i
Astroni pisze:Dla siedzącego naprzeciwko kryminalisty wystarczająco wymowne było samo połączenie kolorystyczne brzoskwiniowej koszuli i zielonego krawata, które od pierwszej chwili skoczyło mu oczy.

To "skoczyło" źle brzmi. Jest bezsensowne.
Astroni pisze:kieszeni zdezelowane pudełko zapałek

Nie wiem, czy "zdezelowany" pasuje do pudełka zapałek. "Zdezelowany" może być samochód.

Tekst był niczego sobie. O Dirku wiedziałam już wcześniej z twojego bloga, a teraz mogłam go zobaczyć, ze tak powiem, w akcji (chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że trudno ocenić detektywa na podstawie fanfika, nie znając oryginału). Z innymi znanymi detektywami łączy go ekscentryzm, ale to zrozumiała formuła, którą utworzył sam Poe, kiedy tworzył Dupina - tylko niezwykły człowiek o osobliwym sposobie myślenia może być dobrym detektywem. A fakt, że jego przygody mają nieco lżejszy ton, sprawia, że Dirk przypomina Shawna ze Świrów i detketywa Monka. W sumie powinnam cię wypytać, kto jest Watsonem i Lestrade'm Dirka. Czy De Caruso jest jego Moriarty'm?

Sam fanfik ma kilka momentów, które czyta się ciężko, ale ogólnie jest bardzo przyjemny. I aż ciśnie się na usta pytanie: Czy wszystkie akcje Dirka tak się kończą?

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 02 sie 2012, 22:51

Oj, te dwie pierwsze literówki rzeczywiście są bezsensowne, ale w inny sposób, niż zgadywałaś (w pierwszym nie bo tylko co, a w drugim nie oczy, tylko do oczu). Że też hermi to uciekło.
Ten tekst miał ze sobą taki problem, że ten konkurs miał... ograniczenie znaków do 7000. Pół dnia go więc rozciągałam z powrotem, no i pośpiech automatycznie zdeterminował takie oto kwiatki.
Za wyjątkiem tego zdezelowanego pudełka, który to czasownik bardzo lubię używać do innych przedmiotów niż samochód XD

Podobał mi się miniwykład o detektywach Obrazek
Nie wiem, na jakich pierwowzorach (if any) oparł się Douglas Adams tworząc jego postać, w każdym razie porównanie nie jest aż takie proste. Domyślam się, że przede wszystkim... miał on być wkurzający. Douglas lubił zwracać uwagi na takie kwiatki życia codziennego jak przemądrzali urzędnicy, dlatego Dirk każdemu, kto do niego zadzwoni, funduje wykład z "holistykologii", po czym dodaje, że w zupełności wyjaśnia to między innymi jego wycieczki na Bahamy. Owszem, osobliwy sposób myślenia to on ma (ojjj, czasami gość naprawdę szokuje, zakpiłam sobie z niego tutaj nieco niesłusznie), ale jego ekstrawancję najlepiej opisuje pewien fragment drugiej części jego przygód, kiedy nie mogąc odwrócić uwagi pewnego dzieciaka chorobliwie zapatrzonego w telewizor zdziwiony upewnił się, czy ma na sobie swój wielki skórzany płaszcz i swój niedorzecznie czerwony kapelusz. On nie tyle jest ekstrawagancki i cudaczny, tak jak Monk (do Shawna nie porównam niestety, bo go nie znam), co raczej takiego udaje. Wymyśliłam teraz, że w sumie pasowałoby do niego słowo manipulator. Gdybyś wiedziała, jak on mówi (oczywiście nie udało mi się tego oddać w tamtym opisie na temat, jak rozwiązał zagadkę; wiedziałam, że tak będzie)! Lubi się popisywać, żeby coś udowodnić czy pokazać (zna na przykład hipnozę i sztuczki magiczne), dlatego zaszalałam sobie z tym kapeluszem :p Jak się zastanowić, to może i z tym myleniem faktów to nie był taki zły pomysł - w końcu on mógł go tak celowo wyprowadzić z równowagi...

RedHatMeg pisze:W sumie powinnam cię wypytać, kto jest Watsonem i Lestrade'm Dirka. Czy De Caruso jest jego Moriarty'm?

O właśnie, tu mamy dalszy ciąg schodów. To że w serialu na podstawie książki (który niedawno został, moim zdaniem słusznie, odstawiony do kasacji) zrobili, że niby to on traktuje Richarda jako kompana i słuchacza to kompletna bzdura, bo on takiej osoby wcale nie potrzebuje. Jest samotnikiem i generalnie prowadzi konwersacje (nie żeby zaraz dedukcje...) z kim popadnie.
A Marco De Caruso to, jak już powiedziałam, kompletnie mój wymysł - Dirk nie miał żadnego wroga ;-)

RedHatMeg pisze:I aż ciśnie się na usta pytanie: Czy wszystkie akcje Dirka tak się kończą?

To jest trudne pytanie. Bo w książce akcje choćby zbliżone do tej nie miały racji bytu! W ogóle to, że on tutaj współpracuje z policją... Mam nadzieję, że Douglas nie przewraca się w grobie, doprawdy, ten rok musiał być dla niego bardzo ciężki, jeśli jeszcze dodamy do wszystkiego ten nieszczęsny serial Obrazek
Od czego by tu zacząć... Obie książkowe "akcje" Dirka wyglądały raczej tak, że on się sam niemal siłą wprosił do śledztwa. A raczej - stwierdził, że coś mu niepasuje (a to nikt nie mógł wyjąć kanapy z przejścia, a to jakiś facet skarżył się na to, że straszy go jakiś owłosiony stwór...) i badał fakty we wszystkich miejscach, które wydały mu się odpowiednie (patrz: punktualność autobusów, ulotki itp.) i starał się wszelkimi sposobami (wszelkimi, nie tylko takimi, które pozostaną, jak się odrzuci te niemożliwe) wyjaśnić wszelkie zgrzyty w rzeczywistości. W pierwszej książce... A nie, spoilery. Powiem tylko, że doszedł do zdumiewających wniosków (jak coś - to jest science fiction!), które jednak bynajmniej nie wyjaśniały, kto jest zabójcą Obrazek

Czy wszystkie akcje Dirka tak się kończą. No nie, w zasadzie nie, bo jemu po prostu chodzi o co innego Obrazek


Matko Boska, ile ja piszę.
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 02 sie 2012, 23:01

hermi pisze:Czy wiesz jaka awantura mogła się zacząć jakbyś wygrała? Gdyby zwyciężyło to opowiadanie, to przecież trafiłoby do innych czytelników bez podpisu "fanfik", a jak nie fanfik to plagiat. Któryś czytelnik mógłby znać fandom i nieszczęście gotowe. Ryzykowałaś nie tylko swoją głową, ale także głową organizatora konkursu.

W sumie ten czytelnik musiałby jeszcze chcieć robić z tego aferę. Zakładając już, że by znał fandom. Tymczasem założę się, że połowa ludzi nazywających się wielbicielami Dirka, ma w nosie jego prawdziwe nazwisko.
Cóż, na szczęście mam nosa do przegrywania...
A, nie sugeruj, że podpis "fanfik" coś by mi pomógł - w ten sposób od razu strzeliłabym sobie w stopę, dlatego nic o tym nie wspomniałam.
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 25 paź 2012, 15:36

Sporo się zmieniło od ostatniego komentarza. Przeczytałam już cykl o Dirku, wreszcie rozumiem Twoje poprzednie wyjaśnienia.
Astroni pisze:(a to nikt nie mógł wyjąć kanapy z przejścia, a to jakiś facet skarżył się na to, że straszy go jakiś owłosiony stwór...)
Kudłaty, rogaty, zielonooki stwór, wymachujący kosą, jeśli chcemy być dokładni Obrazek
Dirk w tym fanfiku naprawdę jest odrobinę OOC. Sądzę, że byłby bardziej kanoniczny, gdyby zainteresowało go coś nietypowego... na przykład jego śledztwo zaczęło się od przypadkowo ujrzanego rozbłysku światła. Ale reszta... uzależnienie Dirka od papierosów, „nielogiczne rozumowanie”, jego wygląd, zapomnienie kupienia biletu były jak najbardziej kanoniczne.
Astroni pisze:Że też hermi to uciekło.

Hermi za pierwszym razem zakładała, że nie ma błędów, co sprawiło, że na nie oślepła.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr

Nie będę także jak ocean bez fal

Nie będę się bała upadać by wstać

Być światłem wschodzącego dnia

Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 30 paź 2012, 09:27

hermi pisze:Sporo się zmieniło od ostatniego komentarza.

Wiesz, że nie tylko u ciebie? ;) Wtedy byłam po 1,5 tomu, teraz przeszłam już dokładnie oba i... muszę pochwalić autorkę fika za idealne wstrzelenie się w cechy i zachowanie antagonisty Dirka! Obrazek Ten spokój, ta elegancja, ta kiczowatość nawet! Niessamowite, dlaczego nikt o tym nie mówi, ja się czuję genialna :mrgreen:

hermi pisze:Przeczytałam już cykl o Dirku, wreszcie rozumiem Twoje poprzednie wyjaśnienia.
Astroni pisze:(a to nikt nie mógł wyjąć kanapy z przejścia, a to jakiś facet skarżył się na to, że straszy go jakiś owłosiony stwór...)
Kudłaty, rogaty, zielonooki stwór, wymachujący kosą, jeśli chcemy być dokładni Obrazek

Fajne uczucie, tak nagle skojarzyć, nie? :mrgreen:

hermi pisze:Dirk w tym fanfiku naprawdę jest odrobinę OOC.

Wiem, mnie samej też się to trochę nie podoba, ale... tak mnie korciło doprowadzenie do takiej sytuacji! :-D
Korci mnie, żeby spróbować wprowadzić do obiegu termin OOS (out of situation) - bo w sumie zawinił tu nie charakter Dirka, tylko to, że policja poprosiła go o współpracę, co aż prosi się o sic! w nawiasie. Dlatego nie polegał on na swojej oryginalnej klasyfikacji zjawisk podejrzanych, tylko po prostu zrobił to, o co go proszono. No a że Gilks prędzej ugryzłby się w ucho, niż by do czegoś takiego dopuścił...
Chyba po prostu miałam ochotę "dać" Gently'emu coś, co dla wszystkich innych detektywów raczej było normą, a dla niego było poza zasięgiem - szacunek policji.

hermi pisze:Ale reszta... uzależnienie Dirka od papierosów, „nielogiczne rozumowanie”, jego wygląd, zapomnienie kupienia biletu były jak najbardziej kanoniczne.

I nawet ta jego nieumiejętność przypomnienia sobie olewanych faktów okazała się na rzeczy, jak przypadkiem teraz wypatrzyłam w "jedynce":
- Kolegium Świętego Cedda w Cambridge! - wykrzyknął, patrząc na nie po raz pierwszy od ośmiu lat. - Założone w roku którymś tam, przez kogoś, zapomniałem kogo, ku czci kogoś, kogo imię akurat chwilowo mi umknęło.

Więc niepotrzebnie się czepiałam, jak każdy to chwalił XD

hermi pisze:
Astroni pisze:Że też hermi to uciekło.

Hermi za pierwszym razem zakładała, że nie ma błędów, co sprawiło, że na nie oślepła.

Nie martw się, mnie też się to zdarza. Jednak tutejsze dzieła staram się jedna czytać z włączoną czułością na literówki ;D
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).


Wróć do „Książki/Komiksy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość