Slasher 4. Ostatni rozdział

Tutaj zamieszczamy własne opowiadania i powieści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 614
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Slasher 4. Ostatni rozdział

Postautor: Skorpion » 05 wrz 2020, 09:49

tytuł: Slasher 4. Ostatni rozdział
opis: Dziesięć lat po tragicznych wydarzeniach, mieszkańcy małego miasteczka ponownie muszą stawić czoła seryjnemu mordercy.
gatunek: horror, komedia, parodia, kryminał
status: w trakcie

Rozdział 1
Trup... znowu


Trup zdarzył się, znowu. O ile do samego denata nie można mieć o to zjawisko najmniejszych pretensji, bo jak w równaniu matematycznym jest on wynikiem starcia mordercy w masce z ofiarą, tak sposób jego pojawienia się w życiu grupy młodych lipczan pozostawiał wiele do życzenia.
Fotografia zwłok zawisła na grupie trzeciej de pomiędzy zapytaniem o referat z historii, a upomnieniem o wpłacanie pieniędzy na szkolną wycieczkę. Moderator bez ceregieli zbanował Karolinę Kosik odpowiedzialną za wstawienie zdjęcia. Chwilę później pod postem pojawił się wulgarny wpis krytykujący inteligencję Kosikowej. Inna osoba skomentowała prawdziwość, a raczej nieprawdziwość trupa. Ktoś przypomniał o referacie z historii. Na grupie zawrzało za sprawą zdjęcia, nie referatu. Moderator profilaktycznie zbanował drugą Kosikową, Kajetana oraz osobę namolnie pytającą o wypracowanie z historii. Kogo w takiej chwili obchodził rozwój parlamentaryzmu i kształtowanie się państw narodowych w Europie? Bezpieczniej było uznać, że to troll. Krystian podlinkował do artykułów o dekadzie zbrodni oraz wydarzeniach sprzed dziesięciu lat, niejako będących następstwem wspomnianej dekady. Na forum klasowym wybuchła awantura, a Dawidek w chwili słabości zbanował wszystkich. Będąc jedynym użytkownikiem na grupie postanowił ją zamknąć.

***


Księżyc i gwiazdy schowały się za granatowymi chmurami. Wiatr nieco zelżał, a od rzeczki ciągnął nieprzyjemny, szlamowy smrodek. Gdyby nie latarka w telefonie stałaby po środku ciemnej polany jak ostatnia idiotka. Zresztą, co za różnica? I tak stała z tym, że nie w zupełnych ciemnościach. Zaczęła rozważać wyjście na szosę, ale cholera wie, z której strony on przyjdzie. Potem bezsensownie będą szukać jedno drugiego. Kazał jej zaczekać na łące, a nie łazić. Postanowiła dać mu jeszcze pięć minut, góra dziesięć.
Raz jeszcze odczytała wiadomość od Kajetana:
"Hej, spotkajmy się wieczorem na łące obok rzeki. Chcę pogadać o czymś ważnym".
Serce Małgosi Stawickiej zabiło szybciej. Kajetan Wyżyński zerwał Wiktorią i oczywistym było, że po toksycznym związku będzie szukał oparcia w dziewczynie serdecznej, inteligentnej i wartościowej - takiej jak ona. Oczami wyobraźni widziała jak chłopak przybywa na łąkę z tuzinem czerwonych róż i pyta o chodzenie, a ona ubrana w sukienkę, najlepiej tą fioletową, zgadza się. Niestety, było za zimno na letnią odzież, ale dalej liczyła, że Kajetan przyjdzie z kwiatami, obojętnie jakimi. Od razu strzelą fotkę na insta, a Wiktorię niech szlag jasny trafi. Wtedy uświadomiła sobie, że jest za ciemno na zdjęcie.
Cholera, czy już nie mógł wybrać lepszego miejsca i czasu? Na przykład parku o jakiejś bożej godzinie? Pal licho, dwór, wystarczyłoby wprosić się do niej do domu.
Stopniowo rosła w niej niechęć do wybranka.
Nagle z wysokiej trzciny wyłonił się chłopak. Sądząc po ubraniu i jemu było zimno. Miał na sobie długą, czarną kurtkę z kapturem zarzuconym na głowę. Ściągacze były tak mocno ściągnięte, że nie szło dojrzeć pyska. Zresztą i tak nie zauważyłaby twarzy ukrytej pod białą maską. Za plecami chował bukiet kwiatów, a przynajmniej tak jej się wydawało.
- No nareszcie! - chciała zabrzmieć przymilnie, ale zrzędliwe "nareszcie" wypłynęło z jej ust samo.
Cisza.
- Po co chciałeś się spotkać? - spytała zachęcająco.
Milczał.
No co za debil - pomyślała. Heroicznie podjęła ostatnią próbę.
- Co chowasz za plecami?
Nie odpowiedział.
Rozeźlona Małgosia odwróciła się na pięcie i ruszyła ścieżką pod stromą górkę. Chłopak uniósł chowaną do tej pory za plecami siekierę. Z dzikim wrzaskiem rzucił się na dziewczynę. Zaskoczona obrotem spraw Stawicka wykonała dynamiczny ruch, potknęła się i wylądowała pod nogami napastnika. Z tej pozycji kopnęła go w krocze. Zakapturzony kwiknął przeciągle, upuścił siekierę i złapał się za bolące miejsce. Trwało to kilka sekund. Gosia zaczęła bardzo powoli pełznąć do góry. Atakujący złapał za siekierę i zadał dziewczynie śmiertelny cios. Ta powoli osunęła się po ścieżce pod jego nogi.
Morderca westchnął. Zastanawiał się, czy Wojtek Ostrowski również miał takie nieprzewidziane atrakcje goniąc za Martynką po tej polanie. Nieco krwi rozbryzgało się na boki. Nad techniką mógł jeszcze popracować, najważniejsze, że się udało.

***


Cztery osoby siedziały przy prostokątnym stole w pokoju przesłuchań wyczekując przyjścia policjanta prowadzącego sprawę. Piątego przesłuchiwanego Burski umieścił w sali obok jako, że nie dopatrywał się w nim tak silnego związku z trupem Małgosi Stawickiej. Od czwórki mógł jeszcze oddzielić Kajetana, ale nie do końca widział zasadność. Jego udział w hecy wydawał się być czystym przypadkiem. Zresztą, to samo mógł powiedzieć o pozostałej trójce.
Dowiedziawszy się o morderstwie doznał wstrząsu. Kilka miesięcy temu minęło dziesięć lat od krwawych wydarzeń, po których Lipki dźwignęły się bardzo powoli. Jedno uderzenie siekierą sprowadziło miasteczko do poprzedniej pozycji; leżącej i bezbronnej.
Zaniepokojony wychowawca klasy trzeciej de spoglądał na uczniów zza weneckiego lustra, ale nie śmiał pierwszy zabrać głosu. Andrzej z kolei nie chciał dzielić się swoimi spostrzeżeniami.
- Nie wierzę, że to znowu się wydarzyło - mruknął do siebie nauczyciel.
Burski wyjął z papierośnicy papierosa, zapalił, a następnie przysunął ją w stronę nauczyciela w geście poczęstunku. Ten przez chwilę wahał się, ale w końcu odmówił. Burski schował papierośnicę do kieszeni. Dostał ją od Martynki na piątą rocznicę ślubu. Uśmiechnął się w duchu.
- Czyli jeszcze raz, Adrian, jak to było?
Korba westchnął, usiłując zebrać myśli.
- Pisali sprawdzian z obsługi konsumenckiej i wtedy ktoś dostał powiadomienie na telefon. Nie pamiętam kto, chyba któraś z dziewczyn - stwierdził ostrożnie przypominając sobie histeryczny wrzask. - Potem kolejne osoby otrzymywały powiadomienia. Ja też... - Adrian nie palił, ale jakaś jego zaczęła żałować, że jednak nie poczęstował się papierosem. - Ktoś wysłał do link do zdjęcia zwłok - wyrzucił to z siebie prędko. - Więcej nie wiem.
- Sprawca oznaczył na fotografii cztery osoby - dopowiedział Burski, czytając z kartki: - Kajetan Wyżyński, Kinga Kwietniewska, Krystian Herman i Bartosz Różewicz - pytający wzrok z powrotem przeniósł na Adriana. - Dlaczego akurat ich? Kolegowali się z ofiarą?
Nauczyciel zaprzeczył.
Wspomnienie pierwszej wizyty w nawiedzonym domu i makabrycznego znaleziska nieco wyblakło przez lata, ale teraz odżyło na nowo z pełną intensywnością. Naśladowca Kapturnika pozostawił swoje dzieło w tej samej łazience, w której niegdyś odkryli ciało Julii Kołacz.
- Ma pan już coś?
- Na razie niewiele - przyznał. - Sprawca wysłał dziewczynie wiadomość z numeru Wyżyńskiego z prośbą o spotkanie na łące. Tam ją zabił, a następnie przeniósł ciało do nawiedzonego domu. Podejrzanym jest wspomniany chłopak, ale nie mocnym. Telefon zostawił w szatni na wuefie, a stamtąd każdy mógł się nim spokojnie porządzić. Potem anonim rozesłał wszystkim zdjęcie ofiary oznaczając na nim tę czwórkę. Zdjęcie szybko zdjęto ze strony, ale twoja uczennica... - tu chciał użyć słowa debilka, ale w słowo wszedł mu Korba:
- Karolina Kosik.
- Właśnie. W swojej mądrości zrobiła kopię fotografii i wrzuciła ją ponownie na forum klasy. Możesz mi powiedzieć coś o tej dziewczynie?
- Sprawia kłopoty, dużo wagaruje - mimo że był wychowawcą klasy od roku, po rezygnacji z pracy profesor Kaczmarek, nie potrafił wiele powiedzieć o siostrach Kosikowych - ona i Iza interesują się dość mroczną tematyką.
- To znaczy? - Burski po raz pierwszy podczas przesłuchania zaciekawił się.
- Charakteryzują się na trupy, robią sobie zdjęcia, że niby są martwe, a potem wstawiają na instagrama - doprecyzował. - Domyślam się, że Karolinie spodobała się - zamilkł, zdając sobie sprawę z tego, co chciał powiedzieć.
Policjant nie skomentował.
- Myśli pan, że sprawcą jest Paweł?
- Jeszcze nie wiem, co myślę, ale na razie wygląda mi to na powtórkę z rozrywki.
Miał rację. Śmierć Małgosi łączyła ze sobą dwa ważne motywy; miejsce, w którym Martynka uciekła przed Ostrowskim oraz nawiedzony dom, gdzie uczniowie odkryli pierwszą ofiarę. Wyglądało jakby ktoś na nowo usiłował złożyć historię Kapturnika, ale kto? Ostrowski? Prawdę powiedziawszy po ucieczce z zakładu psychiatrycznego wszelki słuch o nim zaginął, a epizod z hotelu dzieciaki postanowiły przemilczeć. Pozostawał naśladowca.
- Remake - wyszeptał Adrian.
Burski niemal od razu podchwycił i zażądał rozwinięcia teorii.
- Tak sobie myślę, że te dzieciaki to my z przeszłości - mówił wolno i spokojnie dopiero układając swoją teorię w głowie - Kajetan to sportowiec jak ja. Krystian jest maniakiem horrorów, z kolei Kinga komponuje muzykę.
- Mają takie same zainteresowania jak ty, Konrad i Leszek, a ten ostatni? - dopytał chciwie.
- Bartek ma podobną sytuację rodzinną do Pawła. Jego rodzice są po rozwodzie i aktualnie mieszka z ojcem i macochą.
- Mam jeszcze małą prośbę do ciebie - powiedział Burski po chwili zastanowienia. - Spotykasz się z młodą Walewską. Nadal pracuje w gazecie ojca?
Korba pokiwał głową. Już chciał powiedzieć, że dalej "pisze dla szmatławca" jak określił go jakiś czas temu policjant. Marta Walewska, córka założyciela Głosu Lipek, była bardzo wyczulona na wszelakie afery i z wręcz brutalną dokładnością opisywała wszelkie przewinienia lipczan. Burskiemu też dostało się za jakąś bzdurę i wtedy poleciał do redakcji z awanturą. Sytuacja wydawała się zabawna, zwłaszcza dla Adriana stojącego z boku.
- Wiem, że nie odpuści i napisze o powrocie Kapturnika, niekompetencji policji, czy co jej tam przyjdzie do głowy, ale postaraj się nie ujawniać jej szczegółów naszej rozmowy, dobra?

***


- Może jednak pieniądze - rzuciła bez przekonania Dominika.
Opakowany w złoty papier podarunek wydawał jej się skromny i nietrafiony, ale ciężko było wybrać prezent ślubny dla osoby, która miała wszystko. Jeszcze większy problem stanowił fakt, że na imprezie miała wystąpić w roli druhny.
Leszek spojrzał na żonę, ale nic nie odpowiedział.
Zaczęło się miesiąc temu, gdy odezwała się do niego Natalia. Telefon od koleżanki z czasów szkoły średniej zaskoczył go na dwóch płaszczyznach. Pierwszej, czasowej, gdyż ostatni raz widzieli się przeszło cztery lata temu, nawiasem mówiąc, na ich weselu. Drugiej, osobistej, bo inaczej nie można było określić wielkich zmian w życiu dziewczyny. Natalia poprosiła Dominikę o zostanie druhną, czy jak, kto tam woli, świadkową na jej ślubie, który odbędzie się w Lipkach w październiku tego roku. Z góry przeprosiła za spowodowany prośbą chaos zwalając winę na niejaką Gabrysię, która wycofała się z obowiązku druhnianego w ostatniej chwili, i to smsem!
- A ten jej narzeczony? - spytała półszeptem. - Jak ma na imię?
- Robert.
- Znasz go? To jakiś wasz kolega ze szkoły?
- Nie znam - odparł, skręcając z głównej ulicy.
Dalej samochód jechał wzdłuż parku. Natalia, chociaż od wielu lat nie mieszkała w Lipkach, postanowiła urządzić wesele w rodzinnych stronach.
- Zaprosił mnie na fejsie - wyjaśnił. - Wiem tyle, że poznali się po studiach.
- Też jest aktorem?
- Nie - pokręcił głową. - Nie wydaje mi się. Spytasz ją sama - zakończył, parkując przy wąskim chodniku przed bramą wjazdową do Kozłowskich.
Młoda kobieta stojąca przed wejściem zgasiła papierosa i machając, podbiegła do auta Matuszewiczów.
- Domino? Leszek? - zawołała i nie czekając na potwierdzenie przedstawiła się sama. - Jestem Aśka! Druhna numer trzy i najlepsza przyjaciółka Natki, a przynajmniej trzecia w kolejce, chociaż po zniknięciu Gabrysi może awansowałam na miejsce drugie - po tym wylewie słów zamilkła, spoglądając pytająco na kobietę w samochodzie.
Dominika nie odpowiedziała, ogłuszona informacjami.
- Przyjechaliśmy na ślub.
- Spokojnie to dopiero za dwa tygodnie! Jesteście punktualni!
- Gdzie jest Natalia? - spytał ostrożnie Leszek.
- Ogarnia firmę dekoratorską. Jest podminowana od chwili, gdy Gabrysia dała nogę. Rozumiecie to, aby napisać na messengerze, że ma gdzieś wesele? Nawet telefonów nie odbiera!
Dominice zrobiło się przykro. Po telefonie od Natalii najpierw była zirytowana, bo jak tak można? Nagle po latach milczenia przypomina sobie o niej i o Leszku. Zaprasza na ślub i to jeszcze jako świadka? Potem uderzyła ją sytuacja w jakiej musiała się znaleźć. Ślub był ważnym dniem dla młodych. Nie potrafiła wyobrazić sobie sytuacji, w której druhna daje plamę na kilka dni przed uroczystością.
Może nie były szczególnie bliskimi sobie koleżankami, ale teraz Natalia potrzebowała pomocy, a ona miała zamiar dołożyć wszelkich starań, aby ten dzień był dla państwa młodych niezapomnianym.
- Zawsze wiedziałam, że to zołza nie z tego świata – Asia zakończyła krytykę nieobecnej.
- A ty skąd znasz Natalię? - zapytał Leszek.
- Poznałyśmy się na studium aktorskim - odparła z dumą. - Może mnie kojarzycie z ról filmowych i teatralnych. Jestem Joanna Łysiak - przedstawiła się, tym razem formalnie jakby licząc, że nazwisko naprowadzi ich na jej osiągnięcia aktorskie. - Krytycy pochlebnie pisali o mojej wiedźmie w Makbecie i grałam też kobietę z bólem głowy w reklamie aspiryny...
Matuszewicz pokiwał głową niby na tak, niby na nie. Ani Makbeta, ani reklamy aspiryny nie oglądał.

***


- Niech zrozumiem - przerwała mu Marta chcąc wszystko uporządkować. - Burski chce zataić szczegóły dochodzenia?
- Nie. Po prostu... - szukał argumentu. - Za wcześnie na podawanie jakichkolwiek informacji prasie.
- Mogłam się tego spodziewać - przyznała. - Nie będę wypytywała cię o szczegóły, ale powiedz, czy to ma jakiś związek z Kapturnikiem?
Adrian zająknął się.
- Dziękuję - odparła, otrzymawszy satysfakcjonującą odpowiedź.
Z Martą poznali się kilka lat temu przez wspólnych znajomych. On kończył pedagogikę, a ona rozpoczynała staż w gazecie. Była zacietrzewiona i gotowa do potyczek słownych. Przekonana, że pozjadała wszystkie rozumy, trochę jak Natalia, ale na inny sposób.
Podczas pierwszego spotkania pokłócili się, a potem spotkali się ponownie i... wyszła jeszcze większa awantura. Można było podejrzewać, iż znajomi ponownie ustawili ich spotkanie dla walorów komediowych, bo Adrian i Marta z miejsca poszli w pompatyczne i agresywne odzywki.
- Pan z tym nastawieniem to powinien system edukacji naprawić!
- Pani z takim talentem Nagrodę Pulitzera dostanie!
Kąśliwości z czasem zmieniły się w czułości, a Adrian i Marta w końcu zamieszkali razem.
Marta jest zupełnie inna od Natalii - pomyślał, stając w kolejce sklepowej, gdzie dobiegł go znajomy głos.
Tuż za nim ustawiła się Natalia w towarzystwie rosłego faceta. Dziewczyna szczebiotała mężczyźnie chwilę o serwetkach, po czym dostrzegłszy Korbę zawołała:
- Adrian!?
- Cześć - odparł, podając jej rękę na przywitanie.
Obok stanęła Marta. Doszło do oficjalnej prezentacji.
- Marta, moja dziewczyna. Natalia, koleżanka ze szkoły.
- Adrian. Robert, mój narzeczony – odwzajemniła się tym samym.
- Nie widzieliśmy się całe wieki - stwierdził z uśmiechem Korba. - Przyjechaliście z wizytą do ojca?
- Właściwie to bierzemy ślub - odparł Robert. - Natalka chciała zorganizować wesele w rodzinnych stronach.
- Gratuluję.
- Dziś wieczorem urządzamy niewielką imprezę. To bardziej przyjęcie z mojej inicjatywy, bo chcę poznać przyjaciół Natalki - mówił. - Może wpadniecie?
- Sam nie wiem... Mieliśmy... - tłumaczył ukradkiem spoglądając na Martę.
Ta jednak postanowiła mu nie pomagać.
- Tak! - zawołała z nową energią Natalia. - Powinniście przyjść! Będą Domino i Leszek.
Po chwili coś ją tknęło. Dlaczego nie zaprosiła na ślub Adriana? Czy to miało znaczenie? Jakieś dziwne poczucie niesprawiedliwości szarpnęło dziewczyną.

***


Kamera uchwyciła widok na szarzejącą polanę w chłodnym, popołudniowym słońcu. O tej porze roku zmrok zapadał szybko, co nastręczało dodatkowych problemów ze zdjęciami. Przydałby się lampy dla poprawienia zaciemnionego obrazu, ale wtedy straciłby realizm. I tak źle i tak niedobrze.
Krystian Herman jako zapalony filmowiec liczył osiągnąć ogromny sukces jako twórca reportaży o seryjnych mordercach. Nie bez znaczenia były tu dwie sprawy; pierwsza demograficzna, Krystian urodził się w Lipkach i przez to w pewien sposób czuł silny związek z mroczną przeszłością miasteczka. Siła związku nasiliła się z drugą sprawą, śmiercią koleżanki z klasy. Teraz czuł się niemal w obowiązku stworzyć film o Lipkach i potwornym fatum wiszącym nad miastem.
- Fatum wiszące... Nie... spowijające... - powtórzył sobie wyuczony tekst. Po kilku sekundach zaczął mówić do kamery:
- Hejka, straszaki! Dzisiaj specjalnie dla was robię nowy challenge! Spędzę noc na polanie! - jego głos momentalnie opadł z entuzjazmu. - Na wstępnie zaznaczę, zanim doczepi się mnie jakiś kretyn z commentary. Na tej polanie kilka dni temu zginęła moja koleżanka z klasy, a sprawcy jeszcze nie ujęto także to całkiem duże wyzwanie! Mogę nie przeżyć, a więc proszę was o lajki, suby, a jeśli dobijecie do tysiąca następną spędzę noc w nawiedzonym domu.
Ostrożnie ruszył zarośniętą ścieżką prowadzącą wzdłuż drogi.
- Jest bardzo strasznie - dodał.
Nagle z szosy na polanę zbiegła zakapturzona postać z toporkiem w łapach. Zamachnęła się siekierką, ale chłopak zdołał odskoczyć. Zrobiwszy niepewny krok do tyłu Krystian upadł w wysokie zarośla. Na całe szczęście cały czas pamiętając o dobrym ustawieniu kamery.
Napastnik pomógł mu wstać.
- Oświetlenie jest do dupy - stwierdziła Iza Kosik występująca w roli zakapturzonej postaci.
Krystian przejrzał nagrany materiał, ale nie odezwał się, ani słowem.
- A tak w ogóle to nas tu nie powinno być - dodała.
- To publiczne miejsce.
- Ale zamordowano tu człowieka.
- A my szukamy prawdy!
- Prawdy? Myślałam, że kręcimy filmik dla beki. Jeśli moja siostra dowie się, że ci pomagam tworzyć takie bzdury... - powiedziała ze zgrozą.
- Tak, bo akurat ona robi coś wartościowego w Internecie - odparł życzliwie.
Kapturnik przysłuchujący się od dłuższej chwili rozmowie pary nastolatków postanowił już dłużej nie czekać z wejściem. Początkowo z zaciekawieniem oglądał duble scenki, w której Kosikowa... to znaczy Kapturnikowa atakowała Krystiana, ale każde kolejne wydawało mu się bardziej komiczne. Odliczył do trzech i wyłonił się z zarośli zaciekawiony jaką reakcję wywoła u nastolatków.
Iza i Krystian spoglądali na niego w milczeniu.
- Musimy uciekać - wymamrotał ze zgrozą Krystian.
- Dlaczego?
- Bo oglądam horrory i wiem, że zamaskowany koleś z siekierą nie wróży nic dobrego.

***


Na kolacji przed ślubnej u Natalii i Roberta gościło sześć osób. Poza młodymi byli jeszcze ojciec przyszłej panny młodej, jej dwie druhny Asia i Dominika wraz mężem oraz zaproszeni w ostatnim momencie Adrian i Marta. Najgłośniejszy z nich był pan Władzio. Z dumą wychwalał zięcia podkreślając jak ogromne szczęście spotkało jego córkę, a bo to Robert taki przedsiębiorczy, inteligentny, pracowity. Natalia we własne szczęście nie wątpiła, ale z pewnością nie cechami wymienionymi przez ojca rozkochał ją w sobie.
Wszystko zaczęło się od rozmowy telefonicznej, służbowej, dość sztywnej i niezwiastującej wielkiej miłości. Robert zadzwonił do zakładu wulkanizacyjnego Kozłowskich z zapytaniem o opony. Telefon odebrała Natalia, która w tamtym czasie pomagała ojcu w pracach biurowych.
Szczebioczący głos zauroczył Roberta tak silnie, iż do końca dnia nie potrafił myśleć o niczym więcej. Kim mogła być wspaniała istota po drugiej stronie słuchawki? Otumaniony, spętany, wręcz zniewolony postanowił zadzwonić raz jeszcze, ale tym razem z komplementem dla właścicielki szczebioczącego głosu. Natalia łaskawie przyjęła komplement. Rozmowa rozciągnęła się na kilka godzin i brutalnie dobiegła końca z pojawieniem się pana Władzia, który nie mógł dodzwonić się do firmy.
- To takie romantyczne! - stwierdziła Asia. - Prawie jakbyście pisali do siebie listy tylko dzwoniąc!
Za namową przyjaciółki Natalia dała się zaprosić rozmówcy na pierwsze spotkanie. Robert Mantaj mógł być człowiekiem przedsiębiorczym, inteligentnym oraz pracowitym, ale dla niej był przede wszystkim dobry, czuły i kochający. Trzy lata później planowali ślub. W międzyczasie Robert podjął współpracę z panem Władziem wykazując się przedsiębiorczością, inteligencją i pracowitością.
- Nie chciałam wierzyć, gdy Adrian powiedział mi, że jego koleżanka jest autorką Złowrogiego lata - stwierdziła Marta. - Fantastyczny debiut literacki. Czekam na kolejną książkę.
- Na kolejną będziesz musiała jeszcze poczekać - przyznała Dominika. - Jestem na razie w trakcie zbierania materiałów i wszystko jest jeszcze w powijakach.
Marta pomyślała o zbrodni dokonanej kilka dni wcześniej, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Nawet jeśli dziwnym zbiegiem okoliczności dokonano morderstwa teraz, gdy do miasta zjechali bohaterowie poprzedniej masakry impreza państwa młodych nie wydawała się dobrym momentem na pytania odnośnie Kapturnika.
- To prawda, że książka jest oparta na faktach? - spytała.
Adrian spojrzał na swoją dziewczynę z niezadowoleniem, a ona z miną niewiniątka mrugnęła, jakby odpowiadając, nie pytam o Kapturnika, tylko o Złowrogiego.
- Mniej więcej - odparła, spoglądając kątem oka na męża.
- Leszku, a ty? - spytała Natalia wyraźnie zirytowana rozmową o mordercach. - Nadal tworzysz muzykę?
Matuszewicz zmarszczył brwi. Podniósł kieliszek do ust i szybko odstawił.
- Hobbistycznie. Zawodowo zajmuję się organizowaniem imprez w klubach muzycznych, a didżejka, czy piosenki to już inna para butów.
Dalej rozmowa zeszła na tematy około alkoholowe. Z czasem przy stole uformowały się dwie grupy dyskutujące we własnych gronach. Pierwsza rozmawiała o sukienkach ślubnych i trudach ich poszukiwaniach, zaś druga omawiała muzykę weselną.
Kolacja przedłużyła się do północy. Adrian wyszedł przed dom, aby rozprostować nogi i zaczerpnąć świeżego powietrza. Po chwili dołączyła do niego Natalia.
- Tata sądzi, że powinniśmy zamieszkać w Lipkach, a Robert uważa, że to świetny pomysł.
- A ty?
Natalia oparła się o płotek i głośno westchnęła.
- E, zbyt dużo wspomnień.
- Rozumiem - przyznał i od niechcenia spojrzał w stronę drzewa, na którym znaleźli kiedyś trupa woźnego.
- Sporo złych, ale też dużo dobrych - uśmiechnęła się na myśl o ich pierwszym pocałunku, tam w dole drogi.
Bez słowa ruszyli na przechadzkę ścieżką oddzielającą domy działkowe od łąki.
- Marta wydaje się być fajna.
Adrian nie odpowiedział. Szargały nim wątpliwości. Siłował się z nimi jeszcze przez chwilę, a potem wypalił:
- W nawiedzonym domu znowu kogoś zamordowano. Jedną z moich uczennic - doprecyzował.
- Ale jak... znaczy coś słyszałam... to...
- Wiele wskazuje na naśladowcę Kapturnika.
- Czy grozi nam niebezpieczeństwo?
Nie potrafił odpowiedzieć. Teraz dopiero pogratulował sobie koncertowej głupoty. Po co jej o tym powiedział? Mógł zamilknąć! Przynajmniej dzisiaj. Natalia brała ślub i ostatnią rzeczą, którą chciała usłyszeć była informacja o kolejnym wariacie biegającym z siekierą.
Przeszli w ponurym milczeniu jeszcze kilka metrów, gdy rozległ się krzyk. Intuicyjnie pobiegli przed siebie, aby zatrzymać się w miejscu, gdzie kończył się chodnik, a zaczynała piaszczysta szosa, wokół której posadzono niewysokie iglaki – za nimi zaczynała się łąka.
Z przeciwnej strony szedł… klaun. Miał na sobie zbutwiałe ubrania i maskę zszytą ze strzępów materiału, na której wybijał się bladoczerwony uśmiech. W dłoniach ściskał młot.
- To on – wyszeptała dziewczyna.
Spoglądali na dziwaka, gdy ten z gardłowym, niepodobnym do niczego, wrzaskiem ruszył w ich stronę. Para zaczęła uciekać. Korba w pewnym momencie złapał Natalię w pasie i ściągnął ją z drogi. Przelecieli przez ścianę z drzewek i sturlali się w gąszcz. Klaun pobiegł dalej.
- To on, prawda? – wyszeptała Natalia. – Nowy morderca.
Nie musiał odpowiadać. Jeszcze przez chwilę dla bezpieczeństwa posiedzieli w krzakach, gdy z zarośli po przeciwnej stronie wybiegli Krystian i Iza.
- Co wy tu robicie? – ryknął na nich Adrian.
- Ściga nas Kapturnik – wymamrotał chłopak.

***


Młody mężczyzna przez chwilę przyglądał się własnemu odbiciu w lustrze. Do granatowej marynarki dobrał spodnie tego samego koloru. Strój leżał na nim doskonale. I jedynie blizny ciągnące się po szyi i kawałku policzka mocno korespondowały z wyglądem młodzieńca. Odwrócił się lewym profilem. Na moment zapomniał o poparzeniach.
- Potrafi pani wiązać krawat? – zwrócił się do dziewczyny stojącej obok przebieralni.
Sprzedawczyni pomogła zawiązać krawat.
- To jakaś wyjątkowa okazja? – zapytała, gładząc marynarkę.
- Koleżanka ze szkoły bierze ślub i chcę sprawić jej niespodziankę – oznajmił z zadowoleniem Paweł Ostrowski.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 614
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 4. Ostatni rozdział

Postautor: Skorpion » 19 wrz 2020, 01:01

Rozdział 2
Nieszczęśliwa gwiazda


Komendant Burski na miejsce zdarzenia przyjechał trzydzieści minut po północy. Na widok znajomej grupy tłoczącej się przed wejściem na działkę Kozłowskich przeklął w myślach.
- Czy ja jestem urodzony pod jakąś nieszczęśliwą gwiazdą? – spytał sam siebie.
Martynka uważała, że baran będzie miał trudny październik. Zaczynał w to wierzyć. I tylko dlatego, że inny, nie tyle zodiakalny, co umysłowy, baran, postanowił zamordować dziewczynę.
Na działkę jechał nie do końca wiedząc, czego ma się spodziewać. Ze zgłoszeniem zadzwonił pan Władzio. Kozłowski grzecznie poinformował, że jego córka jest mordowana. Słuchawkę wyszarpnęła mu mordowana córka. Dziewczyna zaprzeczyła i niejako potwierdziła słowa ojca.
Przyzwyczajony do tego typu idiotyzmów Burski wsiadł w samochód i pojechał na miejsce mordu niedokonanego. Tam należało przejąć inicjatywę. Wiedział, że z tymi ludźmi inaczej się nie da. Przesłuchał wszystkich i ustalił plan wydarzeń.
Zadziały się dwie niemal równoległe sprawy, które połączył finał. Krystian i Iza zostali zaatakowani przez mężczyznę z siekierą.
- Kapturnik – dodał od siebie Adrian.
Leszek skrzywił się. Pawła nie widzieli od momentu pożaru w hotelu Barok. Jego powrót po dziesięciu latach do Lipek byłby niczym zły omen, niepożądany, ale wyjątkowo trafny.
- Co robiliście na łące? – spytał policjant.
Izie zrobiło się słabo. Fejkowa siekiera ciągnęła ją ku ziemi, a czerwona kurtka z kapturem paliła plecy.
- Po co tam poszliście?
Krystian milczał udając, że nie słyszy pytania Burskiego.
Niespodziewanie z ratunkiem przyszła im Dominika.
- Czy to może być naśladowca Pawła?
- Pawła?! – zaciekawiła się Asia. – To ten szaleniec?
Nikt nie odpowiedział.
- A co z wami? – spytał Burski kierując spojrzenie na Adriana i Natalię.
- Usłyszeliśmy krzyk i ruszyliśmy w jego stronę – odparł zgodnie z prawdą Korba. – I wtedy wpadliśmy na przebierańca z młotem – kolejne słowa wychodziły mu mechanicznie.
- To był klaun – dodała do relaci Natalia. – Zaczął nas gonić i spotkaliśmy tych dwoje – wskazała na Izę i Krystiana.
- Chwileczkę! – przerwał Andrzej. – Jesteście pewni wyglądu.
- Tak – pokiwała głową Natalia.
- Nas gonił Kapturnik – wtrącił Bartek.
- Czy to znaczy, że jest dwóch różnych morderców? – spytała Marta.
- Jakby z jednym było mało problemów – rozzłościł się Adrian. – To teraz może będzie dwóch niezależnie działających psychopatów.
- Klaun jeszcze nikogo nie zabił – zauważył optymistycznie Leszek, ale natychmiast zamilknął.
Człowiek w przerażającym kostiumie z bronią (tak mógł nazwać narzędzie), biegający za ludźmi ma prawdopodobnie jeden cel.
- Małgosię ktoś zabił. Zakładasz, że to ten w kapturze? – spytał zaciekawiony Adrian.
- Mają różne stroje – wymamrotał Krystian. – A więc i różne cele. Przebranie mówi wiele o intencjach mordercy. Klaun jest ironiczny, prześmiewczy, a nowy Kapturnik próbuje odtworzyć zdarzenia sprzed dziesięciu lat – przemówił Krystian. – Usiłuje w ten sposób napisać starą historię na nowo. To będzie krwawa rzeźnia! Ostatni rozdział! Nikt nie jest bezpieczny! Wszyscy umrzecie… - syknął złowrogo.
Iza profilaktycznie odsunęła się od głupka.
- A więc naśladowca – westchnęła Marta. – Czy policja będzie milczeć w tej sprawie jak lata temu? – poprosiła o komentarz Burskiego.
- Ja tu jestem od zadawania pytań! – uniósł się komendant. – Co w tym czasie robili goście?!
- Usłyszeliśmy wołanie i wybiegliśmy przed dom – wyjaśnił Władzio.
- A dalej?
- A dalej szukaliśmy Natalki i Adriana – dodał Robert obejmując narzeczoną.
Sprawa wyglądała następująco. Iza i Krystian podczas wieczornego spaceru zostali napadnięci przez Kapturnika. Ich wołania o pomoc zaalarmowały gości Kozłowskich, którzy natychmiast ruszyli z odsieczą. Przed domem każdy poleciał w inną stronę. Krzyki usłyszeli również Adrian i Natalia. Para wpadła na klauna, a potem na nastolatków uciekających przed Kapturnikiem.
- Kto jest w gronie podejrzanych? – spytał Adrian.
- Wszyscy.
- Wszyscy? My też? – zdziwił się Leszek.
- Zwłaszcza wy – odparł stanowczo policjant. – Nikt nie powiedział, że lata temu żadnemu z was nie odbiło przez nadmiar trupów. Poza tym nikt nikomu nie da mocniejszego alibi. Rozdzieliliście się przed domem, prawda?
Śladów jako takich nie dało się zdobyć. Raz, wszystko zadeptali goście, a dwa był środek nocy. Ze względu na brak trupów Burskiemu nie udało się ściągnąć żadnego laboranta do poszukiwań. Bo niby kogo? Jakiś dziad w masce może sobie biegać i kto mu zabroni? Trzeba było czekać na kolejny ruch.
Marta jako naczelna Głosu Lipek i niemalże uczestniczka pierwszego ataku klauna mordercy pozwoliła sobie na nadanie imion obu agresorom. Zakapturzony z racji podobieństwa do Kapturnika musiał pozostać lojalny tradycji i być Kapturnikiem. Od siebie dziennikarka dodała przymiotnik „krwawy”. Drugi z racji pośpiechu i chaosu towarzyszącemu mu podczas akcji – tak zeznali Adrian i Natalia – został ochrzczony Furiatem.

***


Telefon od Jowity początkowo nie zwiastował nowych problemów. Kuzynka Natalii, a zarazem pierwsza i najważniejsza druhna, zadzwoniła z informacją o czasowym poślizgu. Spóźnienie było wywołane najpierw długim postojem na granicy polsko-ukraińskiej, a potem jeszcze kolejnym, tym razem u ciotki.
– Lepiej, że nie dotarli na kolację zwieńczoną waszą ucieczką przed wariatem, niż mieliby dołączyć do grona podejrzanych – przyznał Robert, a Natalia mu przytaknęła.
Po wydarzeniach w Staraszewie opiekę nad Jowitą do uzyskania przez nią pełnoletniości przejęli Kozłowscy. Dziewczyna zamieszkała razem z nimi w Lipkach, cały czas utrzymując kontakt z Artemem. Po ukończeniu osiemnastu lat dziewczyna wróciła w rodzinne strony, gdzie czekał na nią Artem. Uklęknął, poprosił o rękę i wyjechali na Ukrainę.
Jowita stała przed drzwiami, a Artem wypakowywał walizki z bagażnika. Gdy tylko Natalia otworzyła drzwi kuzynka podała jej swojego syna, a sama przeniosła przez próg dużą torbę podróżną.
- O, mój ukochany siostrzeniec – powiedziała z gasnącym entuzjazmem. Po uściskaniu chłopca postawiła go na ziemię i popchnęła w głąb domu, a sama spytała kuzynkę:
- Dlaczego przywieźliście ze sobą Dimitriego? Myślałam, że zostawicie go u ciotki Wandy.
- Jeśli chodzi o ciotkę…
I wtedy Natalia dostrzegła ciotkę Wandę w pełnej okazałości, tarabaniącą się z tylnego siedzenia samochodu. Artem był bliski rozpaczy. Po kilkunastogodzinnej podróży usiłował pomóc ciotce wygramolić się z auta, ale za dobre chęci został wyłącznie zrugany.
- Wiem, że nie miałam jej przywozić, ale już na nas czekała z walizkami w progu. Co miałam zrobić? Tak bardzo chciała cię zobaczyć w bieli.
- Akurat.
- A Dimitri? Nie mogliście zostawić go z opiekunką?
- Ciotka miała się nim zaopiekować.
- A jakaś inna opiekunka?
Jowita głośno westchnęła. Sześcioletni syn Jowity i Artema należał do dzieci zawziętych, a długa historia niani nie nadawała się na szybką opowieść w drzwiach. Należało usiąść i pogadać. Natalia nie oponowała. Musiała streścić rodzinie wydarzenia z wczorajszej nocy.
- Cześć – przywitał się Artem.
- O, już myślałam, że nie doczekam się ślubu mojej Natalki! – zawołała ciotka.
- O, co też ciocia…
- Moje zaproszenie przepadło gdzieś na poczcie! Dasz wiarę? – powiedziała, przepychając się do środka. – Władek! Władek! Gdzie jesteś?! Kawę zrób, a potem coś mocniejszego!
- Szkoda, że coś innego nie przepadło na poczcie – mruknęła nerwowo Natalia.

***


Wydarzenia wokół trupa ułożonego na forum klasy 3de zepchnęły na dalszy plan zajęcia geograficzne i jakiekolwiek inne. Krystian liczył, że ich wczorajsza przygoda na łące przejdzie ulgowo. Oczywiście, zrobił się raban na całe Lipki, ale kto mógł mu udowodnić, że to właśnie on i Iza zdołali uciec przed Krwawym Kapturnikiem? Tu z pomocą przyszła redaktorka Walewska z Głosu Lipek. Dziennikarka opisała sobotnią masakrę z najdrobniejszymi detalami. W poniedziałek wszyscy wiedzieli, że bohaterami akcji są Krystian Herman i Iza Kosik.
Ósemka uczniów 3de siedziała na ławkach przed budynkiem szkoły usiłując dojść do ładu z krwawą aferą. O ironio, dziesięć lat wcześniej w tym samym miejscu po raz pierwszy o nawiedzonym domu rozmawiali Adrian, Konrad, Paweł i Leszek.
- Nawet nie pamiętam, że się wywróciłam – przyznała Iza czytając fragment poświęcony swojej osobie.
- Bo jesteś głupia – warknęła Karolina.
- Po co ja w ogóle tutaj siedzę? – zirytowała się Weronika. – Nie mam z wami nic wspólnego!
- Ale masz z Kajetanem – zaznaczył Bartek.
Kajetan nie odzywał się. Blady siedział na ławce ze spuszczonym wzrokiem. Od popełnienia pierwszej zbrodni stał się głównym podejrzanym i nic nie wskazywało na to, że przestanie nim być.
- Bzdura – skwitowała obrażona.
- Ja idę na lekcje – rzucił Dawidek.
Było pięć minut po dzwonku, gdy Dawid, Kajetan, Wiktoria i siostry Kosikowe ruszyli do szkoły. Pozostali jeszcze przez chwilę siedzieli w ciszy. Nikt nie chciał podjąć inicjatywy, ale ktoś musiał.
- Dobra! – odezwała się z nową energią Kinga. – W necie natrafiłam na serię artykułów o mordercach z Lipek. Jeśli ten „nowy” usiłuje rimejkować tamte wydarzenia to jest kilka punktów o jakie zaczepi – mówiła.
- Nawiedzony dom, impreza urodzinowa, szkoła… - wymamrotał pod nosem Krystian.
- Powinniśmy udać się do nawiedzonego domu jak tamte dzieciaki – zaproponowała i nie czekając na reakcję chłopaków dodała – tylko wy mnie nie wystawcie i koniecznie powiadomcie pozostałych. Musimy ustalić, kto jest w największym niebezpieczeństwie.
Jakiś plan powstał. Pytanie o jego sens czy kierunek wydawały się bezzasadne. Kinga w jednej chwili wyrosła na zdecydowaną heroinę o ugruntowanych poglądach na sprawę Kapturnika. Krystiana o bycie mordercą nie posądzała, a do Bartka nie miała przekonania.

***


- Dzień dobry, panie Władku! – powiedział operator kamery i zrobił zbliżenie na zniesmaczony pysk Kozłowskiego.
- A on czego tutaj? – rzucił pytanie w głąb domu.
Natalię nie było w stanie już nic zdziwić. Jej ślub z niewiadomych przyczyn przyciągał niepożądanych gości; zaczęło się od morderców, a kończyło na ciotce Wandzie. Tym razem do domu Kozłowskich przywiało Konrada. Brzęcki w skupieniu filmował ojca panny młodej.
- Cześć – powiedziała słabo Natalia. – Co tu robisz?
- Zostałem wynajęty jako kamerzysta na twoje wesele – odparł, odłożył sprzęt i podał Władkowi wizytówkę.
- Wynajęłaś go? – zdenerwował się pan Władzio. – Nie było nikogo lepszego?
- Panie Władziu – wtrącił się na siłę wpychając się do wąskiego korytarzyka. – Jestem reżyserem filmowym! Nie każdy dostępuje zaszczytu, aby jego ślub został sfilmowany przez Tarantino albo Scorsese.
Kontrę ze strony Kozłowskiego wyprzedził krzyk Asi. Rozentuzjazmowana kobieta wręcz rzuciła się na szyję Brzęckiego.
- Nie mówiłaś mi, że na twoim weselu będzie wybitny reżyser offowego kina grozy! Oglądałam wszystkie trzy pańskie filmy! Też jestem z branży! Joanna Łysiak! Może pan słyszał o mojej kreacji…
Wtedy w Natalii coś pękło.
- Niech mnie któryś z tych typów zaszlachtuje przed tym niewypałem! Kto cię zatrudnił?!
- Ja – do zgromadzonych w korytarzu dołączył Robert.
Im bliżej ślubu tym bardziej nerwowa atmosfera wypełniała dom Kozłowskich. Natalia i Robert zamknęli się w pokoju i długo rozmawiali. Jowita, Asia, Konrad i Artem siedzieli w salonie w dziwnym napięciu wyczekując rezultatów rozmowy. Asia napomniała o klaunie i zakapturzonym, którzy w jej opinii najbardziej działali na nerwy pannie młodej.
- Ponura sytuacja – skomentował Konrad dając zbliżenie na śliczną blondynkę. Asia przytaknęła dodając, że prawy profil ma lepszy.
- Znalazłem go u ciebie w znajomych na fejsie – powiedział Robert. – Na swoim profilu reklamował się jako fotograf i kamerzysta ślubny. Nie wiedziałem, że to będzie taki problem dla twojego ojca i ciebie.
- Tata nie lubi Brzęckich. Zosia, siostra Konrada, kiedyś ugryzła go w udo – odparła. – Dla mnie to nie problem. Konrad może zostać kamerzystą.
Robert złapał za dłoń narzeczonej i czule ją ucałował.
- To o co chodzi? Możesz mi powiedzieć o wszystkim.
- Nie wiem… Chyba o Wandę – odparła zdenerwowana.
- Nie cieszysz się z wizyty ciotki?
- Jesteśmy jak komplet mebli z Ikea. Niby wszystko do siebie pasuje, ale zawsze znajdzie się ten jeden element, który chrzani kompozycję. To właśnie ciotka Wanda. Poza tym przyjeżdża jeszcze moja matka, a od rozwodu ona i ojciec nienawidzą się.
- Cieszę się, że przynajmniej nie martwią cię mordercy z Lipek – odparł z uśmiechem Robert.
- Nie – machnęła ręką. – Do tego akurat jestem przyzwyczajona.

***


Leszek wyszedł na papierosa kilka minut po jedenastej. Z Dominiką zatrzymali się u jego rodziców, a dokładniej w altance dla gości, ukrytej w głębi podwórza, za domem seniorów. Dom Matuszewiczów stał na niewielkim wzniesieniu, zaś altanka na ostro spadającym zboczu przez co z ulicy można było dostrzec wyłącznie jej prosty dach pokryty papą.
Leszek dopalał papierosa, gdy z ogrodu dobiegł go hałas przypominający brzdęk uderzających o siebie garnków. Zza altanki wyłoniła się zakapturzona postać. Nieznajomy złapał mężczyznę za szyję i popchnął do przodu. Matuszewicz spróbował złapać za parapet, od biedy narobić hałasu stukając w okno, ale napastnik skierował go w głąb podwórza. Przez chwilę usiłował stawić mu opór, ale wysiłek poszedł na daremno. W końcu stracił równowagę, upadł i i sturlał się w krzaki.
Kapturnik przycisnął go nogą do ziemi. Spokojnie sięgnął po siekierę przymocowaną do pasa, a następnie przyłożył jej trzonek do szyi ofiary. Czuł jak braknie mu powietrza, ale zakapturzony nie przestawał napierać. Każdy kolejny oddech przychodzi mu z coraz większym trudem. Poddawał się, gdy Kapturnik poluzował uchwyt.
- Gdybym chciał to już byś nie żył – powiedział z rozbawieniem.
W końcu zsunął kaptur i ściągnął białą maskę. Leszek zamarł na widok Pawła. Odzyskując dech w piersiach przeczołgał się od krzaków pod ścianę altanki na moment nie spuszczając wzroku z Ostrowskiego.
- Pojebało cię! – krzyknął chciwie łapiąc oddech.
Paweł przystawił ostrze siekiery do jego policzka dając mu do zrozumienia, aby ściszył głos.
- Zwariowałeś – powiedział ciszej. – Co tu robisz? Policja cię szuka.
- Szuka od dziesięciu lat i jakoś znaleźć nie może.
- Znowu zabijasz? Ktoś zamordował dziewczynę z naszej szkoły i…
- Wiem – przerwał mu. – Krwawy Kapturnik i Furiat. Czytałem o nich w gazecie.
Leszek ostrożnie wstał.
- To znaczy, że to nie ty?
Paweł przypiął siekierę do paska i podniósł z ziemi białą maskę.
- Nie, ale mam czuja, że tych dwóch wiele łączy z naszą czwórką.
- Wiedziałem, że ktoś, kiedyś spróbuje mnie dobić, ale nie na weselu Natalii – powiedział mechanicznie. – Łączy? Z nami? Ale co?
- Pogadajmy o tym jutro. Tutaj, o tej samej porze. Ty, ja, Adrian i Konrad – po tych słowach zarzucił na głowę kaptur i ruszył w dół posesji. Leszek jeszcze chwile stał w bezruchu spoglądając na postać znikającą w mroku.

***


Adrian siedział przy biurku na krzesełku na kółkach, zaś Konrad i Leszek zajmowali miejsca na rozkładanej sofie. Dominika weszła do pokoju z herbatą. Postawiwszy kubki na niewielkiej ławie sama usiadła na krześle pomiędzy biurkiem, a szafą.
- On naprawdę tutaj przyjdzie? - spytał Konrad.
- Tak mi powiedział.
- Powinniśmy zawiadomić Burskiego – rzuciła Dominika. – Układanie się z seryjnym mordercą jest najgorszym rozwiązaniem.
- Masz rację, ale jestem ciekawy co wie na temat tamtych dwóch – przyznał Adrian. – Jakoś nie chce mi się wierzyć, że dziwnym zbiegiem okoliczności w Lipkach po dziesięciu latach pojawia się nowy morderca i on.
- A mocno się zmienił? – pytał z zaciekawieniem Konrad.
Leszek wzruszył ramionami. W zasadzie to nie wiedział. Jasne, blizna na twarzy będąca pamiątką po wydarzeniach z hotelu, zmieniała go wizualnie, ale co z charakterem? Paweł był dla niego praktycznie obcą osobą.
- Myślisz, że ludzie się zmieniają? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- W jakimś stopniu, tak – przyznał ostrożnie. – Ja dla przykładu jestem po rozwodzie i trzech filmach. Różne rzeczy na nas wpływają.
Leszek zamyślił się. Jakie rzeczy mogły mieć wpływ na Pawła?
Przez uchylone okno do pokoju wszedł Ostrowski wywołując chwilowe zamieszanie wśród siedzących.
- Cześć – przywitał się i jak gdyby nigdy nic zajął miejsce na krzesełku przy ławie. – Wszedłem oknem, bo nie chciałem ryzykować zauważenia przez kogokolwiek. Ale się zmieniliście!
- No ty też – rzucił grzecznie Brzęcki.
- Dominika – Paweł zwrócił się do kobiety – wyglądasz jeszcze piękniej niż podczas naszego ostatniego spotkania – mówiąc to pogładził się po chropowatej szyi.
- Nie mów tak, bo jeszcze spalę się ze wstydu – przygadała mu i rozgniewana przeszła do kuchni skąd słuchała dalszej części rozmowy.
– Nie do końca wierzyłem w twój powrót, ale jednak. Kapturnik powrócił do Lipek – odezwał się Adrian. – Po co wróciłeś?
- Zbieram drużynę psychopatycznych morderców - odparł najnormalniej w świecie. - Coś jak Avengers tylko tylko z ostrymi przedmiotami i hektolitrami krwi.
- A tak na poważnie? - Adrian wydawał się zniecierpliwiony. - Czego chcesz od nas?
- No jak to, czego? Pojawił się nowy morderca. Myślałem, że przegadamy sprawę jak za dawnych czasów.
- Masz z nimi coś wspólnego? – zapytał Konrad.
- Ten jeden to chyba mój naśladowca.
- Myślałem, że rzucisz nowe światło na sprawę – westchnął rozczarowany Leszek.
- Krwawy Kapturnik nie celuje w nas tylko w dzieciaki ze szkoły..
- W moich uczniów! Musimy mu przeszkodzić!
- Tak szczerze... – zaczął Konrad. – Gdy Kapturnik polował na nas to dorośli nie kiwnęli nawet palcem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Niech radzą sobie sami. My zajmijmy się klaunem, bo to mnie nieco bardziej przeraża.
- O klaunie nie wiem jeszcze nic – przyznał Ostrowski. – I to martwi mnie bardziej – zamilknął na chwilę. – Ja z racji, że jestem i tak poszukiwany mam ograniczone pole manewru, ale wy możecie popytać. Odezwę się za kilka dni, cześć – po tych słowach ostrożnie wygramolił się przez okno.

***


Gabrysia spoglądała na zamaskowanego człowieka z rozbawieniem. Klaun wyglądał przerażająco, ale w strasznej facjacie znajdowała coś pociesznego.
- Kochanie, po co się przebrałeś?
Furiat pchnął ją na ścianę. Sięgnął po młotek i raz uderzył w łeb. Druhna osunęła się po ścianie na podłogę. Jeszcze przez chwilę stał nad nią i spoglądał. W końcu sięgnął po telefon ofiary.
Nie przyjadę na ślub. Coś mi wypadło. Sorki – napisał wiadomość do Natalii.
Obrazek


Wróć do „Proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość