Sherlock klasyczny kontra Sherlock uwspółcześniony

Tutaj wrzucamy teksty publicystyczne.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2029
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Sherlock klasyczny kontra Sherlock uwspółcześniony

Postautor: RedHatMeg » 27 wrz 2012, 13:02

UWAGA NA SPOILERY!

[center]Sherlock klasyczny kontra Sherlock uwspółcześniony[/center]
Choć pierwszym fikcyjnym detektywem w historii literatury był stworzony przez Edgara Allana Poego Auguste Dupin z Zabójstwa przy Rue Morgue, to nie ulega wątpliwości, że postacią, która przyczyniła się do spopularyzowania i rozwoju powieści detektywistycznej był Sherlock Holmes. Powieści i opowiadania Conan Doyle’a zawierają w sobie wiele motywów i schematów, które są wykorzystywane i stanowią podstawę większości kryminałów. Bez Sherlocka Holmesa nie byłoby wielu ikonicznych detektywów – od Herkulesa Poirota po Adriana Monka. Sam Sherlock Holmes stał się ikoną kultury i nawet jeśli nigdy nie czytałeś żadnego dzieła Conan Doyle’a, wiesz dobrze, kim jest stworzony przez niego detektyw. Masz jako takie pojęcie o jego osobowości, metodach działania i wyglądzie. Masz o nim jakieś wyobrażenie, które zostało wyrobione u ciebie przez kulturę masową.
I tak oto pewnego dnia dwaj scenarzyści BBC – Steven Moffat i Mark Gatiss – wpadli na szalony pomysł. Postanowili przenieść Sherlocka Holmesa i jego przygody w czasy współczesne. Wielu fanów prozy Conan Doyle’a, usłyszawszy o tym pomyśle, wzniosło gromkie okrzyki sprzeciwu, zwłaszcza, że jakiś czas wcześniej w kinach można było obejrzeć Sherlocka Holmesa w klimatach bardziej kina akcji, niż kryminału. Jednak panowie Moffat i Gatiss – sami będąc „Sherlockianami” – odpowiedzieli, że już wcześniej robiono uwspółcześnione wersje klasyków literatury, a wyniki nie zawsze były pożałowania godne; a poza tym Sherlock Holmes w zamierzeniu swojego twórcy miał być właśnie człowiekiem nowoczesnym, korzystającym ze zdobyczy nauki. Kiedy zaś wreszcie pojawił się pierwszy odcinek Sherlocka, wszelki sceptycyzm zniknął. Serial okazał się sukcesem i szybko zdobył rzeszę wiernych fanów.
Jak już wspomniałam przy porównaniu Ostatniej zagadki i Reichenbach’s Fall, po obejrzeniu wszystkich odcinków Sherlocka zainteresowałam się wszystkim, co ze słynnym detektywem związane i niejako analiza klasycznej i uwspółcześnionej wizji Holmesa, Watsona, Moriarty’ego etc. nasuwała mi się sama.
Tak jak w pierwszej powieści z Holmesem – Studium w szkarłacie – w pierwszym odcinku Sherlocka (Studium w różu) wszystko zaczyna się od doktora Watsona. Poznajemy pokrótce jego losy i sytuację, która doprowadziła go do spotkania z Holmesem. Na kilku stronach Studium w szkarłacie dowiadujemy się, że doktor skończył medycynę na Uniwersytecie Londyńskim, a potem przeszedł szkolenie na chirurga wojskowego, aby wkrótce wziąć udział w drugiej wojnie afgańskiej. Watson uczestniczył w bitwie pod Maiwand, został postrzelony w ramię i tylko dzięki swojemu ordynansowi Murrayowi, który dostarczył go do szpitala, udało mu się przeżyć. W szpitalu przez jakiś czas dochodził do zdrowia, a potem zapadł na tyfus brzuszny, został przetransportowany wraz z innymi rannymi do Anglii. Jego zdrowie było tak zrujnowane, że nie mógł już powrócić do służby i otrzymał od rządu rentę. Jak pisze sam doktor:
"W Anglii nie miałem nikogo bliskiego, byłem więc wolny jak ptak lub raczej jak człowiek z dziennym dochodem jedenastu szylingów i sześciu pensów. W tych warunkach oczywiście ciągnęło mnie do Londynu, tego wielkiego śmietniska, które z nieodpartą siłą ciągnie do siebie wszystkich włóczęgów i nierobów z całego Imperium. Tu czas jakiś mieszkałem w hoteliku na Strandzie, pędząc życie niewygodne i jałowe, i pozwalając sobie na wydatki o wiele większe, niż mogła znieść moja kieszeń. Wkrótce więc znalazłem się w tak krytycznej sytuacji finansowej, że pozostały mi tylko dwa wyjścia: porzucić stolicę i wynieść się na wieś lub gruntownie zmienić swój styl życia. Wybrałem to drugie i zacząłem zastanawiać się nad opuszczeniem hotelu i urządzeniem się gdzieś skromniej i taniej."
[center]Edward Hardwikle jako doktor Watson z serialu Granady:
Obrazek [/center]
[center]Watson z "Sherlocka", grany przez Martina Freemana:
Obrazek[/center]
I tutaj widać jak bardzo czasy się zmieniły. Bo mimo że uwspółcześniony Watson również brał udział w wojnie toczonej w Afganistanie, jego doświadczenia są zupełnie inne. Literatura XIX wieku kładła nacisk na takie sprawy jak nędza, choroby, czy złe warunki sanitarne. Zauważmy, że doktor Watson ani razu nie wspomina słowem o piekle pola walki ani nie ma wątpliwości co do wojny toczonej w Afganistanie przez Brytyjskie Imperium. Dzisiaj – szczególnie po doświadczeniach drugiej wojny światowej i wojny w Wietnamie – patrzymy zupełnie inaczej na konflikty zbrojne. W filmach i książkach zwraca się uwagę na to, co przeżywa żołnierz biorący udział w bitwach – ciągłe obcowanie ze śmiercią, stany lękowe, oglądanie cierpienia przyjaciół i cywili, a nawet postępującą znieczulicę.
Tak więc kiedy spotykamy po raz pierwszy uwspółcześnionego Watsona, właśnie ma on sen o froncie i budzi się zlany potem. Porusza się o lasce, ale ból w jego nodze jest psychosomatyczny. Poza tym, że ma rentę, to jeszcze korzysta z usług terapeutki (co jest dzisiaj powszechną praktyką – psychologowie pomagają byłym żołnierzom przystosować się do cywilnego życia). Owa terapeutka zaleca mu pisanie bloga o tym, co dzieje się w jego życiu, ale – jak stwierdza sam John Watson – w jego życiu nic się nie dzieje. Doktor jest również bardzo samotny.
Tak jak w książce, wszystko się zmienia, kiedy Watson spotyka swojego dawnego znajomego Stamforda. Zwierza mu się z tego, że szuka tańszego mieszkania i może to być nawet mieszkanie, które dzieliłby z kimś. I tak jak w książce, Stamford przypomina sobie, że inny jego znajomy akurat rozgląda się za współlokatorem. Tak jak w książce, do spotkania Watsona i Holmesa dochodzi w laboratorium chemicznym Barts, gdzie Sherlock Holmes akurat przeprowadza pewne doświadczenie. Tak jak w książce, wystarczy jedno spojrzenie Holmesa na Watsona, aby detektyw mógł wydedukować, że jego gość jest byłym chirurgiem wojskowym i szuka współlokatora. Tak jak w książce, Watson zapoznaje się z publikacjami Holmesa (w Szkarłacie Holmes sam podsunął mu artykuł o sztuce dedukcji, a w Różu doktor wpisuje jego nazwisko w Google i trafia na jego stronę internetową), następnego dnia po pierwszym spotkaniu obaj mężczyźni wybierają się obejrzeć mieszkanie na Baker Street, a jakiś czas potem doktor Watson asystuje detektywowi na miejscu zbrodni.
[center]Jeremy Brett jako Sherlock Holmes z serialu Granady:
Obrazek[/center]
[center]Bennedict Camberbatch jako Sherlock Holmes w serialu BBC:
Obrazek[/center]
Uwspółcześniony Sherlock Holmes posiada większość cech swojego literackiego pierwowzoru – jest przenikliwy, metodyczny, przekonany o swoim nadzwyczajnym intelekcie i ekscentryczny, a do tego nie znosi bezczynności i pali papierosy (z tym, że próbuje rzucić) – różni się jednak znacznie od niego pod względem socjologicznym. Tytułowy bohater Sherlocka sam mówi o sobie, że jest socjopatą. Co rusz kogoś obraża i podkreśla, że odcina się od uczuć. Potrafi bezceremonialnie oznajmić znajomej pani patolog, że jej nowy chłopak jest gejem i cieszy się, kiedy policja znajduje trzecią ofiarę seryjnego mordercy. Klasyczny Holmes był dobrze wychowanym dżentelmenem. Zdarzały mu się kąśliwe uwagi pod czyimś adresem (głównie policji, która była, jego zdaniem, niekompetentna), ale nigdy nikogo nie obrażał, nie był złośliwy ani nie zachowywał się jak palant. Nie można też powiedzieć, że był odcięty od ludzkich uczuć, a na takiego wygląda (i za takiego chce być uważany) Sherlock uwspółcześniony. W zasadzie przez wszystkie sześć odcinków obserwujemy jak Sherlock powoli staje się coraz bardziej ludzki za sprawą swojego współlokatora, którego zaczyna darzyć przyjaźnią.
Sam doktor Watson stał się już archetypem. W większości książek, seriali i filmów detektywistycznych występuje jakiś odpowiednik Watsona – ktoś, kto wyciągałby od genialnego i nieprzeniknionego detektywa odpowiedzi dotyczące tego, co odkrył na miejscu zbrodni, i przeprowadziłby z nim rozmowę na temat okoliczności przestępstwa, a jednocześnie byłby w stanie przyjść mu z pomocą, czy to aktywnie, czy to przypadkiem naprowadzając detektywa na właściwy trop. Klasyczny doktor Watson był narratorem opowiadań i powieści o Holmesie – pełnił rolę jego kronikarza. Mimo że na pewne rzeczy ze strony Holmesa się nie zgadzał (kiedy zauważył strzykawkę na biurku detektywa, od razu zrobił mu awanturę o to, że kokainą niszczy swoje szare komórki), miał go jednak w głębokim poważaniu. Uważał go za geniusza i dobrego człowieka, często się też o niego martwił. Tymczasem uwspółcześniony Watson często bywa wobec swojego przyjaciela złośliwy i oburza się jego zachowaniem (zwłaszcza tym, że rzadko obchodzą go inni ludzie).
Poza tym – w przeciwieństwie do literackiego pierwowzoru – doktor Watson otrzymuje imię: John Hamish Watson. On i Sherlock mówią do siebie po imieniu, a nie (jak w oryginale) po nazwisku. Serial kładzie zresztą silny nacisk na relacje między oboma mężczyznami. W oryginalnych książkach Holmes i Watson byli wobec siebie raczej powściągliwi, a nawet jeśli okazywali jakieś głębsze uczucia (chociażby troskę) mówili o tym językiem bardzo formalnym, typowym dla języka wyższych sfer czasów wiktoriańskich[1]. Kiedy Sherlock wyznaje Watsonowi, że się o niego troszczy, robi to w sposób spokojny, wręcz nonszalancki, wypowiadając kwestie rodem ze sztuki teatralnej. Watson zaś – jako narrator – często napomyka coś o ekscentrycznych zachowaniach swojego współlokatora, ale przestały go one dziwić, bo już się do nich przyzwyczaił.
[center]Sherlock Holmes i doktor Watson na oryginalnej ilustracji:
Obrazek[/center]
W Sherlocku zaś jest wiele scen, w których Holmes i Watson okazują sobie przyjaźń (żeby nie powiedzieć: czułość) – począwszy od pierwszego spotkania obu panów z Moriarty’m (zwłaszcza, kiedy Moriarty na chwilę ich opuszcza, a Sherlock podchodzi do doktora i zdziera z niego materiały wybuchowe, pytając, czy wszystko dobrze), poprzez kwestię Sherlocka na cmentarzu w Psach Baskerville („Nie mam przyjaciół. Mam tylko jednego…”), a na upadku detektywa z dachu Barts skończywszy. Jednocześnie Gatiss i Moffat pokazują nam sceny z życia codziennego Baker Street i Johna Watsona odkrywającego co rusz kolejne zadziwiające (niekoniecznie w pozytywnym sensie) cechy swojego przyjaciela.
Pamiętajmy jednak, że wszystkie powieści i opowiadania o Sherlocku Holmesie (oczywiście poza Studium w szkarłacie) dzieją się w momencie, kiedy Holmes i Watson znają się od kilku lat. Conan Doyle nie musiał pokazywać czytelnikom, że jego dwaj bohaterowie są przyjaciółmi, a i oni nie musieli siebie nawzajem o tym zapewniać. Jak dotąd oba sezony Sherlocka dzieją się w przeciągu jednego roku, a więc panowie dopiero się poznają; Sherlock dopiero uczy się jak to jest mieć przyjaciela, a Watson dopiero uczy się znosić dziwaczne, czasem wręcz obraźliwe zachowania detektywa.
Ponadto w Studium w różu, kiedy doktor Watson spotyka Mycrofta Holmesa i odrzuca jego ofertę pieniędzy w zamian za informacje o Sherlocku, starszy z braci Holmes wyciąga notes, w którym terapeutka doktora zanotowała, że John Watson ma problemy z zaufaniem. Ale przecież zaufał Sherlockowi Holmesowi. Co więcej, zaufał mu, choć wszyscy wokoło ostrzegali go, że Sherlock jest niebezpieczny. Tak więc dlaczego poszedł z nim na miejsce zbrodni, a teraz stał się ni stąd ni zowąd, lojalny wobec człowieka, którego zna ledwie dwa dni? Według Mycrofta Watson robi to wszystko, bo tak naprawdę brakuje mu wojny; bo potrzebuje silnych wrażeń.
[center]Sherlock Holmes i John Watson:
Obrazek [/center]
I rzeczywiście – kilka scen później Sherlock i John ruszają w pogoń za taksówką, w której może być morderca, w rezultacie czego doktor zostawia w kawiarni swoją laskę. Wspomniałam wcześniej, że John pisze bloga. Wszystkie powieści i opowiadania Conan Doyle’a są pisane z punktu widzenia doktora Watsona i w oryginalnym uniwersum Sherlocka Holmesa pełnią rolę kronik, czy nawet pamiętników, dzięki którym detektyw zyskuje sławę. O ile w Studium w szkarłacie Watson zaczyna opisywać sprawy Holmesa, aby oddać mu sprawiedliwość (dotąd bowiem cała chwała za rozwiązane zagadki spadała na mało rozgarniętych funkcjonariuszy Scotland Yardu), o tyle uwspółcześniony Watson pisze swojego bloga tak po prostu, żeby opisać swój dzień, poczytać komentarze pod wpisami i na nie odpowiedzieć. Po jakimś czasie blog staje się popularny, a Sherlock Holmes wraz z nim[2].
Ale Baker Street ma jeszcze jednego rezydenta – właścicielkę mieszkania i gospodynię, panią Hudson. Jej charakter nie jest rozwinięty w powieściach (w Studium w szkarłacie jest nazywana po prostu „gospodynią”); pani Hudson wydaje się być staruszką, której rola ogranicza się zwykle do sprzątania, podawania posiłków i narzekania na zwyczaje Holmesa. Holmes chwali jej kuchnię, a w Pustym domu prosi ją o asystę w przyłapaniu Sebastiana Morana, jednak generalnie pani Hudson stoi na uboczu.
[center]Pani Hudson w serialu Granady (Rosalie Williams):
Obrazek [/center]
[center]Pani Hudson z "Sherlocka" (Una Stubbs):
Obrazek [/center]
Z uwspółcześnioną panią Hudson jest nieco inaczej. Po pierwsze już przy pierwszym spotkaniu dowiadujemy się, że poznała Sherlocka, kiedy prowadził sprawę jej męża i doprowadził do jego egzekucji. Jednak małżonek widocznie na to zasługiwał, bo pani Hudson nie tylko nie ma tego za złe detektywowi, ale i wynajmuje mu mieszkanie po obniżonej scenie. Po drugie – staruszka jest bardzo wygadana. Ciągle przypomina swoim lokatorom, że jest ich gospodynią, a nie sprzątaczką, tak więc o porządek muszą dbać sami. Po trzecie – pomiędzy nią a Watsonem i Holmesem rodzi się specyficzna więź. Pani Hudson traktuje ich trochę jak babcia albo wiekowa matka. Czasem ich gani za niewłaściwe zachowanie, czasem ich pociesza (do znudzonego bezczynnością Sherlocka: „Głowa do góry. Niedługo zdarzy się jakieś miłe morderstwo, które cię na pewno rozweseli.”), a czasem porusza niezobowiązującą rozmowę z ich gośćmi. Po czwarte – mimo że Holmes czasem traktuję ją trochę z góry, to wiele razy mamy okazję zobaczyć, że jest ona kimś, na kim mu zależy. Kiedy w Skandalu w Belgravii do mieszkania na Baker Street przyszli agenci CIA i siłą próbowali wyciągnąć od pani Hudson wiadomości o telefonie Irene Adler, Sherlock karze odpowiedzialnego za krzywdę staruszki agenta kilkurazową defenestracją; a potem, kiedy Watson proponuje pani Hudson wyjazd na podreperowanie nerwów, ona się nagle uspokaja, wyciąga telefon Adler i podaje go Sherlockowi, który mówi: „Wstydź się, Johnie Watson. Gdyby pani Hudson opuściła Baker Street, Anglia by upadła.” Nie zapominajmy też, że pani Hudson jest jedną z trzech osób, których zabiciem grozi Sherlockowi Moriarty na dachu Barts. Pozostałymi dwiema są doktor Watson i Lestrade.
Wspomnieliśmy już, że doktor Watson stał się archetypem postaci występującej w kryminałach. Drugim takim archetypem jest inspektor Lestrade – przedstawiciel policji współpracujący z detektywem-amatorem, najczęściej na wysokim stanowisku i z dostępem do odpowiedniej technologii. Klasyczny Lestrade był na początku dość niezdarny i pewny siebie, w dodatku nie miał zbyt wysokiego mniemania o Holmesie (Holmes o Lestradzie zresztą też nie), ciągle wychodził z jakimiś niedorzecznymi teoriami i dawał się zwieść pozorom. W późniejszych książkach Conan Doyle’a stał się bardzie kompetentny i nauczył się współpracować z Holmesem.
[center]Eddies Marsan jako Lestrade w filmie Universala "Sherlock Holmes":
Obrazek[/center]
[center]Rupert Graves jako Lestrade w serialu BBC:
Obrazek[/center]
W zasadzie uwspółcześniony Lestrade przypomina Lestrade’a „późnego” – wie jak postępować z Sherlockiem, podziwia jego intelekt i toleruje jego wady. Natomiast dwoje funkcjonariuszy, z którymi pracuje, przypomina Lestrade’a „wczesnego” – patolog Anderson próbuje popisać się durnymi teoriami, sierżant Sally Donovan nazywa Sherlocka świrem, a oboje nie znoszą go i nie chcą, aby wtrącał się do ich pracy. O ile większość policjantów w powieściach Conan Doyle’a denerwował już sam fakt, że Holmes wie coś, czego oni nie wiedzą, o tyle Donovan i Anderson nie lubią Sherlocka, bo ten się zawsze popisuje i co chwila oskarża Scotland Yard o niekompetencję.
I w porównaniu z nim, rzeczywiście tak jest. Przecież Sherlock posiada szeroką wiedzę na temat kryminalistyki, którą to wiedzę ciągle pogłębia; oraz ma uporządkowany umysł. Zarówno klasyczny, jak i uwspółcześniony Watson dziwi się, że Holmes jest ignorantem w zakresie astronomii i spraw, którymi żyje współczesna im Anglia (w przypadku pierwowzoru chodziło o to, że Holmes nie wie kim jest filozof Thomas Carlyle, w przypadku serialu – kto z kim sypia), a Sherlock tłumaczy mu, że jego mózg to pokój, w którym magazynuje tylko najważniejsze rzeczy, a wyrzuca z nich niepotrzebne graty (Sherlock uwspółcześniony ujmuje to trochę inaczej: jego umysł jest to dysk twardy, na którym kasowane są niepotrzebne dane). Poza tym detektyw posiada zdolność obserwacji bardziej rozwiniętą, niż u zwykłych ludzi i wie czego szukać w internecie. Ponadto – tak jak jego literacki odpowiednik – korzysta z pomocy Nieregularnych (grupki bezdomnych, którzy rozglądają się po mieście i zdobywają dla niego informacje). Serial BBC pokazuje nam wielokrotnie sposób myślenia detektywa poprzez pracę kamery, efekty specjalne i pojawiające się gdzie niegdzie podpisy. Widzimy, na co Sherlock zwraca uwagę i co z tego wnioskuje; widzimy, jakie strony sprawdza w komórce, aby znaleźć odpowiednie dane, a w Psach Baskerville widzimy nawet jak funkcjonuje jego umysł, kiedy Sherlock odwiedza Pałac Myśli, aby na podstawie skojarzeń dowiedzieć się, co oznacza zwrot „Liberty In”. To wszystko sprawia, że możemy przekonać się, co do jego intelektu.
Właśnie ten intelekt przyciągnął uwspółcześnionego Jamesa Moriatry’ego do Sherlocka. W poprzednim artykule już trochę porównałam obie wersje Napoleona Zbrodni, zwracając uwagę na to, że o ile Moriarty klasyczny jest dystyngowanym dżentelmenem, który uznaje intelekt swojego przeciwnika, o tyle Moriarty uwspółcześniony jest psychopatą, który traktuje zbrodnię jak zabawę z Sherlockiem.
[center]Moriarty na oryginalnej ilustracji:
Obrazek [/center]
[center]Moriarty z "Sherlocka" (Andrew Scott):
Obrazek [/center]
Wciąż jednak jest parę kwestii, które należałoby poruszyć. Zacznijmy od tego, że Moriarty klasyczny jest profesorem matematyki, przeważnie przedstawiany jest jako starzec i zaczyna interesować się Holmesem dopiero, kiedy ten któryś raz z kolei krzyżuje mu szyki. Moriarty z Sherlocka wygląda na trzydziestolatka, nie wiadomo, jakie jest jego wykształcenie, i nie interesuje się głównym bohaterem. O, nie. Uwspółcześniony Napoleon Zbrodni ma na punkcie słynnego detektywa obsesję. Moriarty obecny jest niemal od pierwszego odcinka, kiedy to sprawca morderstw, będąc sam na sam z Holmesem, wspomina, że detektyw ma „fana”. Kiedy zaś w Reichenbach’s Fall Moriarty włamuje się do Londyńskiej Tower, zostawia policji wiadomość: „Sprowadźcie Sherlocka”.
W Wielkiej grze z kolei, przy pierwszym spotkaniu Holmesa z jego nemezis, dowiadujemy się, że James Moriarty jest konsultantem kryminalnym. Pamiętajmy – Sherlock Holmes jest detektywem konsultantem, który pomaga policji, gdy ta sobie nie radzi. Sam wymyślił ten zawód. Analogicznie rzecz biorąc, Moriarty zajmuje się wymyślaniem planów dla każdego, kto potrzebuje pomocy przy różnych ciemnych sprawkach – od ucieczki przed wierzycielami po morderstwo (w oryginale nie świadczy takich usług; jest po prostu geniuszem zbrodni z własną siatką przestępczą). Sherlocka traktuje nie tyle jak zagrożenie dla swoich planów, ale jak kogoś, kto dorównuje mu intelektem i gra rolę bohatera.
Moriarty jest kimś, kto wzbudza w Sherlocku lęk (czego dowiadujemy się w Psach Baskerville), potrafi zapewnić mu intelektualne wyzwanie, a nawet oszukać. W Ostatniej zagadce pani Hudson opisuje Watsonowi profesora Moriarty’ego, jako człowieka, który wygląda jak diabeł. Jim Moriarty uwspółcześniony ma powierzchowność szaleńca – podkrążone oczy, bladą cerę i niepokojący uśmiech. Widzimy, że jest niebezpieczny, że jest zdolny do wszystkiego, a fakt, że ma obsesję na punkcie głównego bohatera, tylko nas w tym utwierdza.
Jest jeszcze jedna osoba, której fascynacja intelektem Sherlocka Holmesa wykracza poza podziw przeciętnego fana. Tą osobą jest Irene Adler, nazywana również Kobietą. Tak jak Moriarty, Adler pojawiła się tylko w jednym opowiadaniu – Królewskim skandalu – ale wyrosła poza jego ramy i dla wielu fanów (i adaptatorów przygód detektywa na duży ekran) stała się love interestem Holmesa. W oryginalnym Królewskim skandalu Irene Adler jest śpiewaczką operową, z którą wdał się w romans książę Bohemii. Ów książę dał się sfotografować z Irene, a po pewnym czasie ich stosunki się nieco ochłodziły. Ponieważ miał się wkrótce żenić i obawiał się, że była kochanka wykorzysta zdjęcia, aby mu zaszkodzić, poprosił Holmesa o odzyskanie fotografii. Klasyczna Irene Adler jest sprytna, do tego stopnia, że Holmes (który dotąd uważał płeć piękną za stworzenia dość głupie) przez resztę życia wspomina ją jako jedyną kobietę, która go przechytrzyła, i mówi o niej z szacunkiem: „Kobieta”.
[center]Gayle Hunnicut jako Irene Adler w serialu Granady:
Obrazek[/center]
[center]Lara Pulver jako Irene Adler w serialu BBC:
Obrazek [/center]
W Skandalu w Belgravii, który jest uwspółcześnioną wersją Królewskiego skandalu, Irene Adler świadczy usługi seksualne, a „Kobieta” to jej pseudonim. Tak jak w opowiadaniu, Sherlock zostaje zatrudniony przez monarchę (za pośrednictwem Mycrofta), udaje pobitego wikarego, aby przedostać się do domu Adler, i wywołuje pożar, aby znaleźć to, czego szuka. Komórka, na której Irene Adler trzyma dyskredytujące zdjęcia (i wiele innych rzeczy, w tym tajne informacje) ma służyć zabezpieczeniu, a nie szantażowi. Jednak w oryginale Kobieta poślubiła innego człowieka i ucieka z nim z Anglii, a Holmes jest nawet świadkiem na ich ślubie. W Skandalu w Belgravii mamy tę szpiegowską aferę, związaną z telefonem Adler, który chcą dostać w swoje ręce CIA i służby specjalne Anglii. Irene Adler zaś wciąż flirtuje z Sherlockiem Holmesem (który z kolei wciąż próbuje przełamać zabezpieczenia w jej telefonie). Nie mamy wątpliwości, że uważa go za atrakcyjnego, a on uważa ją za atrakcyjną. Kiedy zaś dowiaduje się o jej śmierci (upozorowanej, jak się potem okazuje), niby nic go ona nie obchodzi, ale Watson od razu zauważa, że jego przyjaciel jest tą wiadomością zdruzgotany. A i jej uczucia do detektywa są niejednoznaczne.
Został nam do omówienia Mycorft Holmes, starszy o siedem lat brat Sherlocka. Mogłabym wam napisać oddzielny esej o nim, o jego relacjach z Sherlockiem, o Klubie Diogenesa i o tym jak starszy Holmes bywał postrzegany przez różnych filmowców, ale postaram się ograniczyć do tego, co najważniejsze.
[center]Mycroft Holmes na oryginalnej ilustracji:
Obrazek[/center]
[center]Mycroft Holmes grany przez Marka Gatissa:
Obrazek [/center]
Mycroft po raz pierwszy pojawił się w Greckim tłumaczu. Najbardziej istotnym faktem, który powinno się wiedzieć o Mycrofcie Holmesie, jest to, że w założeniu miał być o wiele bardziej inteligentny i mieć o wiele bardziej uporządkowany umysł, niż jego młodszy brat. Sherlock klasyczny wręcz mówi Watsonowi: „Mój brat jest o wiele bardziej genialny niż ja.” I w drodze do Klubu Diogenesa dodaje, że gdyby Mycroft chciał, mógłby zostać największym detektywem wszechczasów. W Greckim tłumaczu jest taka scena, kiedy Mycorft zaprasza Sherlocka do okna i obaj urządzają sobie pojedynek na dedukcję[3] (wciąż czekam, aż będzie to miało miejsce w serialu BBC). Poza tym starszy z braci Holmes jest to człowiek leniwy i przywiązany do swoich stałych zwyczajów, można by też o nim powiedzieć, że to odludek (Klub Diogenesa, w którym Mycroft ma gabinet i przesiaduje całymi dniami, to miejsce, gdzie przebywają najbardziej aspołeczni osobnicy w Anglii; a trzeba zaznaczyć, że Mycroft był jednym z jego założycieli). Tak więc czym zajmuje się Mycroft Holmes? Można powiedzieć, że pracuje dla rządu, zbierając informacje z różnych departamentów i pełniąc rolę składnicy wiedzy (i tak, jak jego młodszy brat, Mycroft sam stworzył dla siebie zawód). Sam Sherlock mówi Watsonowi, że jego brat jest specjalistą od wszystkiego, tak szeroka jest jego wiedza. Mycorft jest też przez niego nazywany Brytyjskim Rządem.
A jaki jawi się nam uwspółcześniony Mycroft Holmes? Przede wszystkim pojawia się już w pierwszym odcinku i przy pierwszym spotkaniu z doktorem Watsonem myślimy, że jest to ktoś zupełnie inny (co jest bardzo zgrabnym posunięciem ze strony scenarzystów). Pracuje dla rządu i dla służb specjalnych, posiada dostęp do kamer rozmieszczonych w całym Londynie i przepustkę, która gwarantuje mu wejście nawet do tajnych baz wojskowych. Ma konserwatywne poglądy i zwykle jest bardzo poważny. Najciekawsze są jednak jego relacje z młodszym bratem. Z jednej strony łączą ich bardzo chłodne stosunki, przemieszane jeszcze z braterską rywalizacją. Zwykle kiedy ci dwaj się spotykają, Sherlock mówi coś, aby dopiec Mycroftowi, na przykład: „Jak tam dieta? Czyżbyś przytył?” (jest to nawiązanie do klasycznego przedstawiania Mycrofta jako mężczyzny dość postawnego, jeśli chodzi o tuszę). Co więcej, o ile klasyczny Sherlock z radością przyjmuje od brata sprawę planów Bruce-Partingtona, o tyle ten uwspółcześniony mu odmawia, mówiąc, że jest zajęty (wiadomo, że robi to na złość Mycroftowi, bo nie ma od dłuższego czasu żadnych spraw). Z drugiej strony, co rusz widzimy, że starszy z braci Holmes troszczy się o młodszego, choć uważa go za bardzo kłopotliwego. Kilka razy zwraca się widzowi uwagę na to, że coś między nimi było, być może coś związanego z nadopiekuńczością Mycrofta albo z czymś, co wydarzyło się w ich młodości. W każdym razie Sherlock chowa do niego urazę i rzadko cieszy się na jego widok.
Porównanie klasycznego Sherlocka Holmesa z serialem BBC pokazuje nam też zmiany jakie nastąpiły w sferze obyczajowej na przestrzeni tych niemalże dwóch stuleci. Chociażby w Studium w szkarłacie mormoni zostali przedstawieni jako sekta, która w bardzo okrutny sposób karze wszelkie odstępstwa od wiary. Twórcy Sherlocka nie mogli tego zrobić, ze względu na poprawność polityczną i na to, że współcześni mormoni różnią się bardzo od swoich przodków. Poza tym wiele postaci męskich, które pojawiały się w książkach, zostało zmienionych przez scenarzystów w kobiety. Po części dlatego, żeby pokazać, że w dzisiejszych czasach kobiety również mogą być naukowcami, policjantami i politykami, a po części – żeby pokazać, że homoseksualizm i biseksualizm nie jest już wstydliwą tajemnicą. Sami Holmes i Watson są podejrzewani przez wielu ludzi o bycie parą homoseksualną. W czasach wiktoriańskich dwóch mężczyzn mieszkających ze sobą pod jednym dachem nie było posądzanych o bycie gejami (było to nawet uznawane za bardziej obyczajne, niż dwoje niespokrewnionych ze sobą i nie będących ze sobą w związku małżeńskim ludzi mieszkających w jednym domu). Teraz też tak nie jest, ale Sherlock Holmes i doktor Watson są sławni, toteż naturalne jest, że powstają takie plotki. (Jest to też ukłon w stronę co poniektórych fanów, którzy widzieli stosunki między Holmesem i Watsonem właśnie jako coś więcej, niż przyjaźń.) Zaiste świat bardzo się zmienił od czasów Conan Doyle’a.
-----------------------------
[1] Małe sprostowanie: W twóczości Conan Doyle'a zdarzają się sceny, w których Holmes i Watson są bardziej uczuciowi wobec siebie, ale zwykle ma to miejsce w momencie, kiedy zagrożone jest życie jednego z nich. Np. w jednym z opowiadań Watson zostaje postrzelony i Holmes nagle bladnie i mówi strzelcowi, że gdyby zabił doktora, już by nie żył.
[2] Można go nawet wyśledzić w internecie i przeczytać, tak jak stronę internetową Holmesa The Art of Deduction i blog Molly Hooper. Blog doktora Watsona jest o tyle ciekawy, że daje wgląd w sprawy, których nie pokazano w serialu, a także w postaci. Oto adres: http://www.johnwatsonblog.co.uk/
[3] Tak to przedstawił serial Granady: http://www.youtube.com/watch?v=PVLcDTD5gU8
Ostatnio zmieniony 21 paź 2012, 22:13 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 4 razy.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 30 wrz 2012, 11:15

Jestem pod wrażeniem twojej wiedzy. Ja chyba o niczym nie umiałabym napisać takiego rozbudowanego artykułu. Przeczytałam go głównie dlatego, że chciałam dowiedzieć się czegoś więcej na temat serialu. Ten współczesny Holmes zdaje się ciekawą postacią. I odnoszę wrażenie, że ten serial jest slashogenny :-P
Poza tym wiele postaci męskich, które pojawiały się w książkach, zostało zmienionych przez scenarzystów w kobiety.

To niestety teraz częsta praktyka, chociaż w tym przypadku zdaje się to uzasadnione czymś więcej niż tylko możliwością zrobienia wątku miłosnego. Pamiętam jak kiedyś Stanisław Lem powiedział, że chciałby ekranizacji "Niezwyciężonego", ale pewnie nigdy się nie doczeka, bo tam nie ma żadnych kobiet.
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2029
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 30 wrz 2012, 11:18

Vampircia pisze:Ten współczesny Holmes zdaje się ciekawą postacią. I odnoszę wrażenie, że ten serial jest slashogenny

Oj, żebyś wiedziała. Najgorsze jest to, że powstał Mystrade, czyli pairing Mycrofta i Lestrade'a, który nie ma w ogóle sensu, bo chłopaki nigdy nawet nie wystąpili w jednej scenie.

A czytało ci się łatwo, czy z oporami?
Ostatnio zmieniony 30 wrz 2012, 11:26 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 30 wrz 2012, 11:23

Początek trochę toporny, ale generalnie czytało się ok. Jak takie slashogenne to pewnie obejrzę :-P
Obrazek

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 06 paź 2012, 16:39

Jejku, jak ja lubię twoje artykuły porównawcze - tyle powiem :p

W przeciwieństwie do Vampirci we mnie dwa pierwsze akapity wprowadzenia (podobnie zresztą jak i cała reszta) wzbudziły sympatię. Na pierwszy rzut oka zapowiadały się jak szkolne lanie wody o oczywistościach, jednakże faktycznie nie były ani rozdmuchiwane na siłę, ani oczywiste - naprawdę mało kto wie, kto tak naprawdę jest najstarszym literackim detektywem, czy też zastanawia się nad tym, że Holmes to dla kultury masowej już nie tylko postać (w rzeczy samej o jego osobie wie się raczej nie wiele; kiedy mówię, że grał na skrzypach, umiał się boksować i ćpał, każdy jest zadziwiony). Rzut oka na to, co działo się przed i w trakcie pierwszych odcinków też jest miłą sprawą.
Mądrym i spostrzegawczym pomysłem było rozpoczęcie porównań, tak jak w obu utworach, od Watsona. Co prawda w tym jednym fragmencie informacje na jego temat się nie skończyły, ale potem przerabiamy już nie tyle jego osobowość czy historię co "funkcje".
Co tam jeszcze mi się podobało... Zazdroszczę ci tego, że w zasadzie o każdym aspekcie potrafisz powiedzieć równie dużo. Jeśli sama kiedyś zabiorę się za podobną analizę dwóch światów Dirka Gently (a nie zrobię tego teraz, bo... nadal czytam), to pewnie będę się rozwodzić i wracać bez końca do jednej rzeczy, która mnie szczególnie wkurza lub zachwyca. W ogóle kwestia podzielenia tego na jakieś skończone kawałki przyprawia mnie o zawrót głowy - zapowiada się sporo nadmiarowości i wielokrotnego wracania do bardziej wyrazistych scen, a ty tu masz tak ładnie, równiutko, temat, książka to, serial tamto, różnice, podobieństwa, analiza. I następny.
Jedynie coś dookoła zdjęcia Sherlock Holmes i John Watson ci się rozmemłało. Najpierw jest o zaufaniu, które kończy się podejrzeniem o pragnieniu mocnych wrażeń, akapit się kończy, następny zaczyna się od zdania "potwierdzającego" tę "teorię" i... dalsza część akapitu opowiada o pisarskich relacjach Watsona, a temat adrenaliny się bezpowrotnie urywa O.o

starszy z braci Holmes wyciąga notes, w którym terapeutka doktora zanotowała, że John Watson ma problemy z zaufaniem. Ale przecież zaufał Sherlockowi Holmesowi. Co więcej, zaufał mu, choć wszyscy wokoło ostrzegali go, że Sherlock jest niebezpieczny. Tak więc dlaczego poszedł z nim na miejsce zbrodni, a teraz stał się ni stąd ni zowąd, lojalny wobec człowieka, którego zna ledwie dwa dni?
Według Mycrofta Watson robi to wszystko, bo tak naprawdę brakuje mu wojny; bo potrzebuje silnych wrażeń.

No właśnie: to jest bardzo ciekawy problem, który, uważam, został zbanalizowany przez Mycrofta. Ja bym stawiała, że Watson jako osoba nieufna, a więc niechętna bliższym relacjom, nie przepadał po prostu za osobami "bezpiecznymi", które były zawsze rozgadane, otwarte i uśmiechnięte. Wyraźnie potrzebował szerszej przestrzeni życiowej, którą Holmes z powodzeniem mu zapewniał, skoro też nie garnął się do ludzi, pozwalając obserwować się z bezpiecznej "odległości". Więc paradoksalnie właśnie dawał Watsonowi poczucie bezpieczeństwa.

w przypadku pierwowzoru chodziło o to, że Holmes nie wie kim jest filozof Thomas Carlyle, w przypadku serialu – kto z kim sypia

To tak abstrahując od twojej analizy (choć też pochwalę, że to wyłapałaś) - co za analogia XD

Jim Moriarty uwspółcześniony ma powierzchowność szaleńca – podkrążone oczy, bladą cerę i niepokojący uśmiech.

A niech mnie - zupełnie jak ja Obrazek
A tak z innej strony - ten Moriarty kojarzy mi się bardzo z doctorowym Saxonem (czyli, jeśli ktoś się nie orientuje, jak najbardziej strzał w dziesiątkę).

Porównanie klasycznego Sherlocka Holmesa z serialem BBC pokazuje nam też zmiany jakie nastąpiły w sferze obyczajowej na przestrzeni tych niemalże dwóch stuleci.

Bardzo mądre zdanie. Też zawsze mi się ten fakt nasuwa przy podobnych analizach. Nie lubię go wwlekać, ale jest faktem.

Wracając do treści - dowiedziałam się mnóstwo rzeczy, których nawet nie spodziewałam się dowiedzieć. Pokój z najważniejszymi rzeczami? Nieregularni? Pałac Myśli (zaraz, zaraz, czy takiego motywu u Dukaja czasem nie było..?)? Blog Watsona można poczytać w internecie? WoW.
Podobało mi się. Ostatnim razem, przy analizie finałów, obawiałam się spoilerów i wchodzenia w szczegóły, które przysłonią to, co rzeczywiście powinno tu być, ale na szczęście tak nie było, a może nawet - było lepiej :)
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 12 paź 2012, 09:07

Bardzo rzetelny artykuł. Dużo informacji, można się sporo dowiedzieć na temat Sherlocka zarówno współczesnego, jak i wersji pierwotnej. Bardzo mi się podoba takie porównanie, bo nigdy się Sherlockiem nie interesowałam, a jednak byłam ciekawa, co autorzy wersji współczesnej zmienili, a co zachowali. Piszesz na tyle interesująco, że chętnie poczytałabym jeszcze (więc czas się zabrać za Twój drugi artykuł). Może miałabyś ochotę jeszcze coś napisać? Jak nie artykuły, to może chociaż felietony?

Mam wrażenie, że w kilku kwestiach dotyczących postaci nie do końca się zgadzamy, ale to kwestia interpretacji pewnych wątków, więc jest ok :) Myślę, że starałaś się napisać jak najbardziej obiektywny artykuł i w większości Ci to wyszło, a te bardziej subiektywne fragmenty w ogóle nie przeszkadzają. Dodatkowy plus za wstawienie zdjęć i grafik z porównaniem postaci.

Może więcej już nie będę pisać. Jak masz jakieś konkretne pytania dotyczące mojego odbioru tego artykułu, to wal :P

Co do strony językowej, to jest parę rzeczy, które wymagają poprawy, ale jako że i tak pewnie ich nie poprawisz, to stwierdziłam, że nie ma sensu pisać.

Astroni pisze:No właśnie: to jest bardzo ciekawy problem, który, uważam, został zbanalizowany przez Mycrofta. Ja bym stawiała, że Watson jako osoba nieufna, a więc niechętna bliższym relacjom, nie przepadał po prostu za osobami "bezpiecznymi", które były zawsze rozgadane, otwarte i uśmiechnięte. Wyraźnie potrzebował szerszej przestrzeni życiowej, którą Holmes z powodzeniem mu zapewniał, skoro też nie garnął się do ludzi, pozwalając obserwować się z bezpiecznej "odległości". Więc paradoksalnie właśnie dawał Watsonowi poczucie bezpieczeństwa.
To nie do końca tak. Mycroft miał rację, Watsonowi brakowało wojny, adrenaliny. W serialu zostało to dobrze pokazane i na swój sposób udowodnione. W Sherlocku pociągało Watsona to, że mógł działać, znalazł jakiś cel w życiu i możliwość wyjścia z apatii. Tak ogólnie rzecz biorąc.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2029
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 12 paź 2012, 12:31

Miryoku pisze: Może miałabyś ochotę jeszcze coś napisać? Jak nie artykuły, to może chociaż felietony?

Ależ mam parę artykułów tutaj zamieszczonych, a także kilka w planach (np. tę nieszczęsną merlinową retrospektywę). Bardzo bym chciała zobaczyć, co o nich myślisz.

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 12 paź 2012, 12:44

Miałam na myśli, że do Sherlocka. Bo reszta to mi średnio przypada do gustu tematycznie.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2029
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 12 paź 2012, 13:05

No nie wiem. Mogłabym spróbować napisać coś o Mycrofcie, ale jednak moja faza na Sherlocka trochę przygasa i sie pewnie nie zapali na nowo, aż do sezonu trzeciego.

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 12 paź 2012, 19:43

Miryoku pisze:Może miałabyś ochotę jeszcze coś napisać? Jak nie artykuły, to może chociaż felietony?

Taaaak, felietony o Sherlocku Obrazek
No ale jak fascynacja przygasa, to nic nie poradzisz. Dobrze, że jest jeszcze ten drugi artykuł, a bacząc, że oba na fantastycznym poziomie, to uważam, że jest to naprawdę dużo.

Miryoku pisze:Co do strony językowej, to jest parę rzeczy, które wymagają poprawy, ale jako że i tak pewnie ich nie poprawisz, to stwierdziłam, że nie ma sensu pisać.

No to poważanie to jednak byś mogła poprawić, Megi XD

Miryoku pisze:To nie do końca tak. Mycroft miał rację, Watsonowi brakowało wojny, adrenaliny. W serialu zostało to dobrze pokazane i na swój sposób udowodnione. W Sherlocku pociągało Watsona to, że mógł działać, znalazł jakiś cel w życiu i możliwość wyjścia z apatii. Tak ogólnie rzecz biorąc.

No cóż, w takim razie pozostaje mi uznać rację Mycrofta i Waszą - w końcu ja nie oglądam, tylko tak mnie naszło :-P

EDIT:
Ah, no i znowu bym zapomniała!

RedHatMeg pisze:Moriarty z Sherlocka wygląda na trzydziestolatka, nie wiadomo, jakie jest jego wykształcenie

Jeszcze przed przeczytaniem tego artykułu dowiedziałam się z całkiem wiarygodnego źródła (-> od innej fanki), że podobno dzisiejszy Moriarty jest informatykiem (co ją bardzo wpieniało, a mnie jakoś, hm, nie :mrgreen: ).
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2029
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 13 paź 2012, 09:52

Astroni pisze:Jeszcze przed przeczytaniem tego artykułu dowiedziałam się z całkiem wiarygodnego źródła (-> od innej fanki), że podobno dzisiejszy Moriarty jest informatykiem (co ją bardzo wpieniało, a mnie jakoś, hm, nie ).

Tzn. udawał informatyka-geja, aby oszukać Sherlocka.

Naprawdę żadna z was nie chce przeczytać Merlinowej Retrospektywy?

Awatar użytkownika
Preity
moderator
Posty: 185
Rejestracja: 14 sie 2012, 20:44
Lokalizacja: Marsjańskie odmęty
Kontaktowanie:

Postautor: Preity » 13 paź 2012, 14:28

RedHatMeg pisze:Naprawdę żadna z was nie chce przeczytać Merlinowej Retrospektywy?
A ja? Nie zapominajcie o mnie, bo ja bardzo chętnie przeczytam, tym bardziej że artykuły wychodzą ci rewelacyjnie. Również jestem pod wrażeniem twojej wiedzy, jak i umiejętności jej przedstawienia. Bardzo podoba mi się ostatni akapit skupiający się na zmianach w sferze obyczajowej jakie zaszły od czasów powstania literackiego pierwowzoru, bo to jest coś co zupełnie umknęło mojej uwadze. Chociaż tak naprawdę nie bardzo mam z czym porównywać, bo z pierwowzoru znam jedynie Studium w szkarłacie, ale w chwili wolnego postaram się to zmienić. Bo ten artykuł (tak samo jak i poprzedni) bardzo zachęca nie tylko do zapoznania się ze współczesną wersją, ale również i z dwiema pozostałymi.
Nagi wyszedłem z łona matki
i nagi tam wrócę.
Dał Pan i zabrał Pan.
Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

Hi 1, 21

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 16 paź 2012, 00:48

RedHatMeg pisze:Tzn. udawał informatyka-geja, aby oszukać Sherlocka.

Ah! To muszę jej przekazać, pewnie się ucieszy :mrgreen:

RedHatMeg pisze:Naprawdę żadna z was nie chce przeczytać Merlinowej Retrospektywy?

No ale, Meg... Mnie Sherlock intesował przynajmniej pod takim względem, że pomimo tego całego cyrku, który mi go obrzydził, to nadal pozostawał dla mnie łebskim dziełem, tworem literackim (nawet nie postacią), z którym stykam się od czasu do czasu i które jest, sama pisałaś, obecne wszędzie. Zainteresowałam się nim z podobnego względu, jak interesuje mnie psychologia ludzka czy magia reklamy, bo mogę o nim czytać, o ile wiem coś o serialach kryminalnych i detektywach.
A Merlin..? Moja mama kiedyś oglądała Merlina, a ja z nią dwa odcinki, poza tym jakiś film... Ale średniowieczem i takimi magicznokrólewskimi rzeczami się nie interesuję, oddziaływań na XXI wiek nie widzę... Nic nie zrozumiem z takiego artykułu.
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 22 paź 2012, 17:55

Bardzo dobre porównanie. Rzetelna analiza dwóch tak różnych tekstów kultury. Najbardziej podobał mi się ostatni akapit dotyczący sfery obyczajowej, ale całość była bardzo interesująca. Wydaje mi się, że ilustracje zostały wybrane w sposób przemyślany i świetnie pasują do omawianych przez Ciebie zagadnień.
RedHatMeg pisze: Zaiste świat bardzo się zmienił od czasów Conan Doyle’a.

Święta prawda.

Błędy:
RedHatMeg pisze: Mimo że na pewne rzeczy ze strony Holmesa się nie zgadzał (kiedy zauważył strzykawkę na biurku detektywa, od razu zrobił mu awanturę o to, że kokainą niszczy swoje szare komórki), miał go jednak w głębokim poważaniu.

Lepiej by wyszło „poważał go”, bo można poważać kogoś, ale w formie w jakiej ten rzeczownik podałaś występuje w związku frazeologicznym o znaczeniu zupełnie przeciwnym do zamierzonego przez Ciebie.
RedHatMeg pisze: Z uwspółcześnioną panią Hudson jest nieco inaczej. Po pierwsze już przy pierwszym spotkaniu dowiadujemy się, że poznała Sherlocka, kiedy prowadził sprawę jej męża i doprowadził do jej egzekucji.
Zdanie zupełnie niezrozumiałe.
Astroni pisze:Jeśli sama kiedyś zabiorę się za podobną analizę dwóch światów Dirka Gently (a nie zrobię tego teraz, bo... nadal czytam), to pewnie będę się rozwodzić i wracać bez końca do jednej rzeczy, która mnie szczególnie wkurza lub zachwyca.
Astroni, zrób kiedyś tą analizę. Ja w ogóle nie mam chęci do pisania artykułów, a Dirk zasługuje chociaż na jeden.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2029
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 22 paź 2012, 18:13

hermi pisze:Zdanie zupełnie niezrozumiałe.

Luknij jeszcze raz na to zdanie. Zmieniłam "jej egzekucję" na "jego egzekucję". Poza tym chodzi generalnie o to, że pan Hudson był przestępcą i wynajął Sherlocka, aby przeprowadził śledztwo i udowodnił jego niewinność. Jednak okazało się, że pan Hudson jest winny i został za swoją zbrodnię stracony. To "z uwspółcześnioną panią Hudson było inaczej" odnosi się do tego, że znajomość Sherlocka i pani Hudson ma swą historię jeszcze przed Studium w różu.
hermi pisze:Astroni, zrób kiedyś tą analizę. Ja w ogóle nie mam chęci do pisania artykułów, a Dirk zasługuje chociaż na jeden.

W pełni popieram :mrgreen: .


Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości