Jak zadebiutować?

Tutaj piszemy o wszystkim co z fanfikami związane, szukamy beta readerów, prosimy o porady, prezentujemy swoje przemyślenia.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 25 kwie 2013, 15:43

Właśnie o to mi chodzi. Informacja pojawia się jak próbujesz dodać niektóre książki. Pewne wydawnictwo zajmujące się specjalistycznymi publikacjami o psychologii zrobiło na chomiku czystkę. Książek z "Galerii Książek" Riordana też nie znajdziesz na chomiku. Przy innych napis się nie pojawia.
Tak jak mówię, wszystko zależy od wydawnictwa. Są ebooki i Ebooki.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
CyfrowyFaszysta
zbanowany
Posty: 372
Rejestracja: 22 wrz 2011, 03:48
Lokalizacja: Republika Okrągłego Stołu
Kontaktowanie:

Postautor: CyfrowyFaszysta » 25 kwie 2013, 15:50

Brakuje u nas takiego jasnego prawa jak w Stanach, czyli "fair use". Książki na studia są bardzo drogie i ściąganie takich w celach naukowych powinno być całkowicie legalne.
Obrazek
Taki właśnie, brutalnie rzecz ujmując, mamy przed sobą wybór -- albo być patriotą, albo idiotą. Kto nie jest jednym, jest siłą rzeczy drugim.

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 523
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Re: Jak zadebiutować?

Postautor: An-Nah » 15 sty 2020, 20:12

Ok, zaszła potrzeba, więc zbieram to co wiem - w dużej mierze z drugiej ręki, a właściwie wielu drugich rąk - o tym, jak wygląda wydawanie i dobijanie się do wydawnictw w Polsce. Mam nadzieję, że komuś to pomoże - przynajmniej uniknąć straty pieniędzy.

UWAGA: To jest mój punkt widzenia i na pewno nie jest kompeltny ani jedyny słuszny. Opiera się na tym, co zaobserwowałam wśród moich piszących znajomych i przy dyskusjach z nimi.

Content warning: To nie będzie optymistyczny post pod tytułem "Możesz wydać i zostać sławna/y i bogata/y!". Rynek książki w Polsce jest trudny i miejscami powiedziałabym, patologiczny i niestety jest ciężko. Czasem marzy mi się, żeby ten rynek zaorać i postawić od nowa. To nie znaczy, że się da, ale z pisania żyje bardzo, bardzo niewielu autorów. Bezpieczniej, niestety, traktować pisanie jako hobby które czasem może przynieść jakieś pieniądze i trzymać się "normalnej".

Dróg do wydania jest obecnie kilka. Najlepszą są, nadal tradycyjne wydawnictwa. Niestety, to droga odległa od ideału.
1) Tradycyjne wydawnictwo to biznes. To oznacza, że wydawca niekoniecznie wybierze książkę dobrą, a książkę, która jego zdaniem się sprzeda. Przy czym polscy wydawcy często nie umieją w promocję rzeczy, które nie sprzedały się wcześniej, więc szukają jeszcze więcej tego samego albo klonów rzeczy z zachodu. Na rynku jest masa złych książek i złych autorów z doskonałą promocją (Blanka Lipińska, khem), które się sprzedają. Na rynku jest też sporo rzeczy przyzwoitych i dobrych, ale nie każda dobra rzecz zostanie przyjęta do wydania.
2) To oznacza, że jeśli wydawcy odrzucają czyjeś teksty, to te teksty nie muszą być złe! Prawa rynku, przekonanie wydawców o "niesprzedawalności" tekstu, gusta rzeczonych wydawców... czy zwyczajny pech. Niestety.
3) Co więcej, wydawcy czasem nie umieją w targetowanie i promocję. Świetne "Kroniki Rozdartego Świata" Aleksandry Janusz zostały zawieszone przez wydawcę po trzecim tomie. Czemu? Ano wydawca nie umiał zrobić promocji, powieść, skierowana raczej do osób dorosłych, lądowała między książkami dla młodszych nastolatków, autorce nie organizowano spotkań, jedyna promocja, jaką autorka miała była tą, która wywalczyła sama. Szkoda, powieści były czymś, czego w polskiej fantastyce jest mało (lekkie, optymistyczne przygodowe fantasy z inteligentną fabułą i oryginalnym światem).
4) Jakie są w takim razie zalety pracy z wydawnictwem tradycyjnym? Po pierwsze, nie płacisz za wydanie. Wszystko, redkacja, korekta, druk, promocja (jeśli wydawca o nią zadba...), dystrybucja - to leży na głowie wydawcy. Po drugie, zarabiasz. Nie jakoś dużo (czytelnictwo w Polsce jest smutne), chyba, że będziesz mieć szczęście, ale będziesz mieć z tego jakieś pieniądze. Po trzecie, zaufanie czytelników, którzy wierzą, że wydawca raczej zainwestuje w redakcję i korektę i że jakaś selekcja tekstów była. Puki co na polskie warunki wydawnictwo tradycyjne to najlepsza droga.

Wydawnictwo typu Vanity Publishing, czyli wydawnictwo, które oferuje autorowi "wydanie ze współfinansowaniem"
1) Nie idź tą drogą
2) Nie.
3) OMIJAJ
4) Dlaczego? Bo przepłacisz. "Wydawca" nie zapewni ci redakcji ani korekty (nawet, jeśli formalnie twierdzi, że jak najbardziej, redakcja i korekta będą - w praktyce jeśli jacyś redaktorzy.korektorzy pracują dla takich "wydawnictw", to mają niemożliwe dealiny i dostają mniejsze pieniądze niż w wydawnictwach tradycyjnych, co przekłada się na niską jakość...), okładka też będzie najtańsza z możliwych. Wydawcy vanity nie opłaca się zainwestować w twój tekst - po co, skoro jego pieniądze mogą wylądować w jego kieszeni? On nie zarabia na sprzedaży twojej książki - on zarabia na tobie. Dostał od ciebie kilka, kilkanaście tysięcy - ty dostaniesz za to makulaturę bez porządnego opracowania.
5) Co gorsza, tej makulatury nikt nie kupi. W vanity może wydać każdy, byle zapłacił. Nie ma selekcji, więc z takich "wydawnictw" wychodzą gnioty gorsze jeszcze, podejrzewam, niż wspomniana wyżej Lipińska. Jeśli twój tekst jest arcydziełem, utonie wśród nich. Ja osobiście, kiedy co roku przeglądam listę pomocniczą do nominacji do nagrody Zajdla - a zawiera ona wszystkie powieści fantastyczne wydane w roku poprzednim - omijam wydawnictwa co do których wiem, że to vanity i dokładnie sprawdzam wydawnictwa, o których wcześniej nie słyszałam (nie, nie czytam wszystkich pozycji poza tymi, aż takim hardcorem nie jestem)
6) Tu uwaga: wydawnictwo RW2010 wydaje i w trybie vanity, i normalnym trybem, ALE z uwagi właśnie na aspekt vanitowy i to, że nie można odróżnić, co wydali normalnie, a co "ze współfinansowaniem" ma złą opinię. Więc odradzam.
7) Wydawnictwa Vanity próbują przekonywać autorów, że pieniądze włożone w wydanie się zwrócą, że och, mamy bestseller. Jeśli ktoś obiecuje ci wielkie pieniądze z pisania, omijaj szerokim łukiem.
8) Czy są przypadki, kiedy vanity ma sens? Znajoma podpowiedziała mi taką hipotetyczną sytuację: Jesteś sobie całkiem zamożnym człowiekiem z sędziwą babcią. Babcia pisała kronikę rodzinną i kiedy zmarła, chcesz mieć tę kronikę rodzinną na półce i rozdać członkom rodziny. Nie masz czasu na użeranie się z selfpublishingiem, więc płacisz komuś za usługę. Masz na półce kronikę rodzinną autorstwa twojej babci, rozdajesz ją rodzinie. Może to rzeczywiście jest sytuacja, kiedy vanity ma sens - co nie zmienia tego, że w 99,9% przypadków vanity po prostu żerują na ludziach, którzy sądzą, że wydrukowana własna książka nobilituje - albo którzy nie wiedzą, jak działa normalne wydawnictwo.

Trzecia droga to selfpublishing, czyli wydanie własnym sumptem.
1) Selfpublishing ma się dobrze w USA i w Rosji. W Polsce ma złą opinię i wrzuca się go do jednego worka z vanity. Niestety, bo selfpublishing to jest jakieś rozwiązanie dla tych, którzy stworzyli dobre teksty ale nie przebili się z tego czy innego powodu w tradycyjnym wydawnictwie.
2) W selfpublishingu wszystko kontroluje się samemu: redakcję, korektę, skład, promocję, druk, okładkę... coś pominęłam? Wszystko.
3) Selfpublishing kosztuje, ale kosztuje bez porównania mniej, niż vanity.
4) Jeśli nie chcesz zapłacić za redakcję i korektę i zrobić własną okładkę, to kosztuje jeszcze mniej, ale wierz mi: w redakcję i korektę warto zainwestować.
5) Niestety, selfpublishing jest też pracochłonny i wyczerpujący psychicznie i emocjonalnie. I trzeba zadbać o promocję, a to prawdopodobnie najtrudniejsze, co można zrobić. Bo przede wszystkim, trzeba mieć POMYSŁ na promocję, trzeba mieć ogarnięte grupy docelowe i sposób na ich dotarcie.
6) Selfpublishing wymaga pewności siebie, dyscypliny i przede wszystkim umiejętności przekonania innych, że twój tekst jest dla nich. Ponieważ Selfpublishing ma w Polsce złą opinię, obawiam się, że najlepiej sprawdzi się w przypadku tekstów niszowych. Tak jak w wypadku Czarnej Książki ( https://www.facebook.com/czarnaksiazka/ ) - Autorce wydawcy odrzucali jej teksty, uznawszy, że kto będzie czytał powieści o żużlu... więc autorka się uparła i wydała już dwa zbiory opowiadań. Promuje się w internecie, przez portale sportowe, na stadionach (często sprzedaje tam swoje książki) - i udaje się. Ma fanów wśród fanów żużla, ma pewną pulę fanów spoza tego środowiska.
7) Dla kogo jest selfpublishing? Dla ludzi z pasją, autorów niszowych tekstów, którzy mają pomysł jak się przebić - i jak zrobić to samemu. Dla ludzi, których nie zniechęci konieczność dużej, dużej ilości własnego wkładu.
8) Self publishing jest też drogą, jeśli chcesz mieć kilkadziesiąt egzemplarzy własnej powieści do rozdania znajomym.
9) Jako droga do pieniędzy self publishing sprawdza się jeśli... jesteś już znany. Jeśli jesteś blogerem czy youtuberem, jeśli masz markę, jeśli jesteś coachem (tfu!). Powieści youtuberów czy poradniki (przypadek Finansowego Ninjy) - to dobrze się sprzedaje w selfpublishingu.

Wydawnictwa niszowe i fandomowe inicjatywy non profit
Niszowe wydawnictwa fandomowe to na przykład The Cold Desire, Craiis, Kotori w początkach swojej działalności... Zwykle nie istnieją długo, nie przebijają się do powszechnej świadomości. TCD i Kotori wydawały powieści i komiksy nawiązujące do konwencji yaoi - TCD umarło, Kotori przekształciło się w kolejnego wydawcę mang. Craiis było małą inicjatywą grupki znajomych... w większości wypadków takie inicjatywy żyją krótko (Kotori ocalało dzięki przebranżowieniu się), mają małą siłe przebicia, mały budżet, średnią korektę i słaby do średniego poziom wydawanych tekstów.
Mutacją są faowskie inicjatywy non profit - Fantazmaty, Alpaka czy Ścieżki Wyobraźni
1) Fantazmaty mają dużą siłę przebicia i rozpoznawalność. Wydały kilka antologii opowiadań dostępnych jako darmowe ebooki (papier jest płatny, bo koszty druku). Mają dobrą redakcję i korektę, poziom opowiadań jest wysoki. Ostatnio Fantazmaty zapowiedziały, że będą wydawać powieści - też darmowe
2) Fantazmaty oskarżono, po tej zapowiedzi dotyczącej powieści, o psucie rynku - bo autorom, ale i korekcie, i redakcji, należy się wynagrodzenie, bo jednak kilka, kilkanaście powieści rocznie to za dużo pracy, żeby robić to kompletnie non profit. Osobiście nie wiem, czy to psucie rynku - czy jednak objaw tego, że rynek już się sypie.
3) Fantazmaty mają inny problem - człowieka, który je założył. Niestety, mimo, że część fandomu docenia jego pracę, człowiek jest przemocowcem, który bardzo aktywnie psuł karierę kilku redaktorkom. Odradzam współpracę, niestety.
4) Grupa Wydawnicza Alpaka też jest działalnością non profit. Na razie wydała dwie, o ile pamiętam, antologie. Poziom tekstów wysoki, poziom redakcji i korekty - ciut niższy. Zobaczymy, co dalej.
5) Ścieżki Wyobraźni to antologia wydawana przez Śląski Klub Fantastyki. Znów - darmowe ebooki, papier po kosztach druku. Autorzy są członkami klubu, więc tutaj selekcja jest podwójna. Wysoki poziom tekstów, kilka nominacji do Zajdla za opowiadania ze zbiorku z 2018 roku. Bardzo drobiazgowa redakcja i korekta.
6) Takich inicjatyw jest więcej - mają tę zaletę, że pomagają autorom budować rozpoznawalność (wiem, jak wygląda promocja Ścieżek Wyobraźni, widzę jak wygląda rozpoznawalność Fantazmatów) w środowisku fanowskim. Nie wiem, czy istnieją podobne poza fandomem fantastyki (a przepraszam, biorę udział w jednej inicjatywie niefantastycznej... ale nie wiem, jak skończy)
7) Udział w takich inicjatywach, jeśli są rozpoznawalne, jest czymś, co warto robić, jeśli chce się budować markę dla własnych tekstów - ale to nie jest przepustka do kariery, a na pewno nie daje to pieniędzy.

Właśnie, jak to jest z pieniędzmi?
W Polsce na pisaniu zarabia się ciężko i raczej niewiele. Anna Kańtoch, która jest rozpoznawalną autorką fantastyki i ponadto pisze kryminały - nie tak popularne jak twórczość takiego Mroza, ale nagradzane - rzuciła regularną pracę, ale rachunki opłaca jej mąż, który pracuje na etacie, jej honoraria wspierają domowy budżet. Na pewno z pisania żyje niesamowicie popularna Aneta Jadowska, z pisania żyje Andrzej Pilipiuk czy Jakub Ćwiek. Większość autorów, którzy żyją z pisania wypluwa co najmniej dwie książki rocznie (Mróz czy Katarzyna Michalak - więcej!). To są nieliczni autorzy. Większość znanych mi autorów fantastyki ma normalną pracę - Marta Kisiel i Agnieszka Hałas są tłumaczkami, na przykład.
Jeśli chodzi o selfpublishing, to tak jak wspomniałam, na tym zarabiają głównie celebryci, osobowości internetowe i coache. Autorka Czarnej Książki nie zarabia: Czarna jest wydawnictwem non profit, ebooki są darmowe, dochód z wersji papierowych idzie na cele charytatywne (autorka jest wykładowczynią akademicką i tłumaczką).
Na vanity zarabia jedynie "wydawca".

Ogólnie, wydawanie w Polsce to rzecz ciężka. Alternatywy dla wydawnictw tradycyjnych są, ale albo są złe (vanity) albo funkcjonują bardzo słabo. Selfpublishing ma złą prasę. Czytelnictwo jest niewielkie, rynek przesycony. Nie zawsze wydają ci, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia. Co w takim razie? Trzeba być upartym, trzeba próbować - ale przede wszystkim, trzeba przemyśleć, po co się pisze, co się chce tym osiągnąć. Jeśli chce się zrobić karierę i fortunę - obawiam się, że nie tędy droga, chyba, że będzie się umiało utrafić w trendy, pisać kilka książek rocznie (Mróz), dostać Nobla (Tokarczuk) albo mieć książkę przerobioną na grę i serial na Netflixie (Sapkowski). Poniżej takich przypadków jest masa autorów dobrych ze średnią rozpoznawalnością (np Agnieszka Hałas), pechem (Aleksandra Janusz) i masa aspirujących. Ja się pogodziłam, że sławną autorką nie będę - to nie znaczy, że nie próbuję z publikacją (na razie to opowiadania tylko), ale ważnym krokiem było dla mnie zrozumienie, że choć to, żeby mnie czytano jest dla mnie ważne, to sam akt tworzenia historii jest ważniejszy. Może to jest droga - kochać pisanie, próbować, i może, może się uda. Tak czy inaczej - nie obejdzie się bez frustracji, więc trzeba czasem zagryźć zęby. Przepraszam, że nie obiecuję 30000 złotych jeszcze przed wydrukowaniem książki, ale to jest nierealna obietnica :)
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate


Wróć do „Rozmowy o twórczości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości