[Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [Completed]

Tutaj zamieszczamy fanfiki do wszelkich japońskich komiksów i animacji.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 71
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [WIP]

Postautor: Lisbeth77 » 11 gru 2019, 13:10

ROZDZIAŁ ÓSMY

– Słyszałam, że jest najlepszym żołnierzem wśród zwiadowców.

– To prawda. Zupełnie samodzielnie zgładził do tej pory jedenastu tytanów. Nikt przed nim tego nie dokonał.

– Aż ciężko w to uwierzyć, co? Myślałem, że jest wyższy.

– Oluo, no co ty… Oluo, tak? Dziwne imię.

– Co w nim dziwnego?? Aaaaghr…

– Na najwyższe Mury, czy ty właśnie ugryzłeś się w język?

– Oluo, Eld chciał powiedzieć, że nie powinieneś wygadywać takich rzeczy. Wzrost nie ma żadnego znaczenia. Kapitan Ackerman jest podobno najszybszy i najbardziej uzdolniony ze wszystkich zwiadowców.

– No nie wiem, wolałbym najpierw zobaczyć go w jakiejś akcji, zanim zdecyduję się zostać jego chłopcem na posyłki…
Drzwi otworzyły się nagle. Czwórka zwiadowców poderwała się z miejsc.

Do pomieszczenia wszedł Levi. Zatrzymał się przed zgromadzonymi żołnierzami i każdego z nich obrzucił krótkim spojrzeniem. Był ubrany w brązowy płaszcz, sięgający kostek. Wyglądał przystojnie i poważnie. Kołnierz płaszcza nie był zapięty do końca. Odsłaniał białą chustę, którą Levi miał zawiązaną pod szyją.

Pierwszy z prawej, Oluo Bozad. Choć był w podobnym wieku do reszty, wyglądał na starszego. Miał lekko falowane, jasnobrązowe włosy. Czasem zbyt dużo gadał i bywał irytujący. Jednak według Leviego był to najbardziej utalentowany żołnierz z tej czwórki i pokładał w nim spore nadzieje.

Drugi kandydat, Eld Jinn. Wysoki blondyn, swoje długie włosy nosił zaczesane w kok, a jego brodę pokrywał lekki zarost. Stanowczy, poważny, można było na nim polegać. Często też wykazywał się sporą kreatywnością. Był najlepszym kandydatem na zastępcę Leviego.

Kolejnym zwiadowcą wybranym przez Ackermana okazał się Gunther Schultz. Również dość wysoki, miał trochę ciemniejszą karnację od pozostałych oraz brązowe włosy. Był inteligentny i wiedział jak zrobić dobry pożytek ze sprzętu do manewru przestrzennego.

No i ostatnia osoba. Petra Ral, odrobinę niższa od Leviego. Miała rude włosy do ramion oraz bursztynowe oczy. Z własnych obserwacji Levi mógł określić ją jako troskliwą, lojalną i opiekuńczą. Myślała o innych i często tłumiła konflikty. Nie była jednak potulna, miała swoje zdanie i była zdyscyplinowana.

Levi odchrząknął.

– Zaprosiłem was tu, ponieważ chciałbym zaproponować wam dołączenie do mojego oddziału. Pułkownik Smith nazwał go „oddziałem do zadań specjalnych”, ale możecie nazywać go po prostu „oddziałem Leviego”. Zresztą, nie obchodzi mnie nazwa. Wybrałem was, ponieważ moim zdaniem jesteście obecnie najlepszymi żołnierzami w naszym korpusie zwiadowczym.

Zgromadzeni żołnierze wymienili zaskoczone spojrzenia. Levi dostrzegł to i stwierdził, że musi szybko ostudzić ich zapał.

– Hej, tylko za bardzo się nie podniecajcie. Wciąż sporo wam jeszcze brakuje. Jeśli zdecydujecie się wstąpić do mojego oddziału, musicie wiedzieć, na co się decydujecie. Będziemy delegowani do najtrudniejszych zadań, zarówno tych wewnątrz murów, jak i do tych poza nimi. Ciężko mi w tym momencie określić, czym dokładnie będziecie się zajmować. Od razu mogę jednak was ostrzec, że nie będzie to zabawa w piaskownicy. Jeśli zechcecie mi towarzyszyć, często będziecie ryzykować własnym życiem. No, to chyba tyle, jeśli chodzi o słowa zachęty. Czy macie jakieś pytania? Jeśli nie, jaka jest wasza decyzja?

Kandydaci spojrzeli po sobie, a następnie przenieśli spojrzenie na Leviego. Każde z nich było zdecydowane.

– Wchodzę w to – odezwał się Eld, unosząc kącik ust.

– Ja też! – zawołała Petra, uśmiechając się uroczo. Wpatrywała się w Leviego błyszczącymi oczami.

– Skoro się tu pofatygowałem, to chyba już jasne, że możecie na mnie liczyć – odparł Oluo, poprawiając swoją apaszkę. Albo Leviemu się wydawało, albo właśnie zawiązał ją w taki sam sposób, w jaki on zawsze zawiązywał swoją.

– Ja również chcę dołączyć do twojego oddziału, kapitanie Levi – powiedział Gunther.

Levi skinął głową.

– A więc, niech będzie. Od dzisiaj tworzycie oddział do zadań specjalnych.

Czwórka zrekrutowanych członków oddziału specjalnego prawie jednocześnie wykonała ten sam gest: każdy z nich zacisnął prawą pięść, umieszczając ją tuż przy sercu, z kolei lewą rękę zakładając za plecy.

- Tak jest! – zawołali chórkiem, salutując.

*

Levi zapukał trzykrotnie do drewnianych drzwi. Nie czekając na odpowiedź, otworzył je i wszedł do środka. Ujrzał Erwina, siedzącego przy swoim biurku i pochylającego się nad planami najnowszej ekspedycji.

Ackerman odczuwał spore zmęczenie, w końcu spędził prawie cały dzień na treningach, jednak sam widok tego mężczyzny sprawił, że od razu poczuł się lepiej.

– Levi, witaj – Erwin uśmiechnął się do niego, po czym wrócił spojrzeniem do planów. – Za chwilę skończę. Opowiesz mi, jak tam twój oddział…

Levi zdjął płaszcz, po czym podszedł do Erwina i zatrzymał się tuż za nim. Otoczył ramionami jego szyję i wtulił się w mężczyznę. Poczuł ciepło oraz zapach Erwina, który zawsze jednocześnie uspokajał go i pobudzał. Przedziwna mieszanka.

– Hm, ciebie też miło widzieć… – odrzekł Erwin, kładąc dłoń na obejmującym go ramieniu Leviego. – Chyba częściej musimy spędzać dni osobno, skoro za każdym razem tak za mną tęsknisz.

– Nie wiem, o czym mówisz – mruknął Ackerman, po czym usiadł na krześle, przy stole. Zerknął w bok i dostrzegł przygotowaną dla niego herbatę, w jego najnowszej filiżance. – O. Dziękuję.

– No więc? Opowiesz mi, jak było?

– Czy dla ciebie tak wygląda gra wstępna? Zaczynam myśleć, że gadanie o treningach to jakiś twój fetysz.
Levi objął palcami herbatę i przez chwilę popijał napój. Erwin uśmiechnął się z czułością.

– Są zdecydowani – kontynuował Levi. – To mi się podoba. Zgotowałem im dziś najbardziej ekstremalny trening świata, a na sam koniec kazałem im wysprzątać całą kwaterę. Jednak żaden z nich nie spojrzał na mnie krzywo i ani razu się nie poskarżył. W ich oczach widać zdeterminowanie i podejrzewam, że już się nie wycofają. Chyba.

– Kto został twoją prawą ręką?

– Eld. Zobaczymy, jak sobie poradzi.

– Czyli wszystko zmierza w dobrym kierunku… Cieszę się. Rozmawiałem dzisiaj z Miche’m i Hanji. Też są zadowoleni ze swoich przydziałów. Zespół Miche’a wybrał się dziś wieczorem na integrację do miasta, z kolei Hanji i Moblit mają w końcu przestrzeń do prowadzenia bardziej zaawansowanych badań nad naturą tytanów. Zoe jest wniebowzięta.

– Wyobrażam sobie. Aczkolwiek nigdy nie zrozumiem jej uwielbienia dla tych potworów.

– Ja również – zgodził się Erwin, porządkując dokumenty i składając je na równy stosik. – Ale jednak się to przydaje. Gdyby nie jej fascynacja, wątpię, że znaleźlibyśmy kogoś innego, kto podjąłby się tego zadania dobrowolnie.

Levi dopił herbatę, po czym podniósł się z miejsca. Podszedł do Erwina i odciągnął go od biurka, prowadząc prosto do łóżka.

– Na dziś dość raportów, map i meldunków – powiedział, rozpinając koszulę mężczyzny. – Musisz mi wynagrodzić to, że ostatnio nie masz dla mnie czasu.

– Czy to rozkaz, kapitanie? – spytał Erwin, spoglądając na Leviego swoimi błękitnymi oczami i uśmiechając się.

– Tak jest. Wykonać – odparł Levi, gdy skończył walkę z guzikami. Przyciągnął do siebie mężczyznę i zamknął jego usta pocałunkiem. Erwin objął go wpół i odwzajemnił ten gest. Całowali się, leżąc na łóżku, i powoli ściągając z siebie ubrania. Levi nie dbał w tym momencie o własne zmęczenie, nie potrzebował snu, a czegoś innego. Właściwie kogoś innego. Zanim nie zaczął spędzać każdej nocy z Erwinem, wcześniej nie miał towarzystwa podczas tej mrocznej i cichej pory dnia. Teraz się to zmieniło, ale nie miał nic przeciwko temu.

Pocałował mężczyznę, a potem obrócił się tyłem do niego. Erwin przytulił się do pleców Leviego, całując jego szyję i kark. Samo to sprawiło, że Ackerman zadrżał z rozkoszy, jednak dopiero gdy poczuł w sobie erekcję mężczyzny, wydał z siebie cichy jęk.

Gdy leżeli potem przytuleni do siebie, Levi wpatrywał się w błękitne oczy Erwina i tłumił w sobie pewne słowa, które bardzo chciał wypowiedzieć na głos. Wiedział jednak, że jest na nie zbyt wcześnie.

*

Levi wrócił do kwatery dopiero nad ranem. Oprócz szczęścia, euforii i fizycznego zmęczenia odczuwał także lekki wstyd, spowodowany tym, że po raz kolejny nie pozwolił Erwinowi porządnie się wyspać. Ciężko było mu zasypiać przy nim, wolał robić w jego towarzystwie zupełnie co innego. Jednak Erwin nie miał takiej tolerancji na bezsenność, jaką miał on. Dlatego podczas ich wspólnych nocy były takie chwile, w których przyglądał się śpiącemu Erwinowi, będąc przytulonym do niego i wsłuchując się w jego równy oddech. Taki stan rzeczy też mu odpowiadał.

Teraz zmierzał do wspólnych sypialni, aby ułożyć się w swoim łóżku i zdrzemnąć chociaż na pół godziny. Każdej nocy kładł się w zwykłym, codziennym ubraniu. Nie tolerował czegoś takiego jak „piżama”.

Nagle ktoś zagrodził mu drogę. Levi zatrzymał się, w gotowości sięgając do małego nożyka, który nosił przy pasku od spodni. Szybko jednak rozluźnił się, ujrzał bowiem Miche’a. Wąsaty mężczyzna wpatrywał się w Leviego spojrzeniem, które nie było jednak do końca sympatyczne.

– Miche… co tu robisz o tej porze? – spytał Levi, krzyżując ręce na piersiach. Z tego co wiedział, Zacharius był wielkim śpiochem i nigdy nie widział go na nogach tak wcześnie.

– Wybieram się na poranny trening z nową drużyną – odparł Miche, przypatrując się uważnie Ackermanowi. – Jestem ciekaw z kolei, co ty tu robisz?

Levi delikatnie rozszerzył oczy. Czyżby Miche domyślał się, skąd wracał? Nie, nie mógłby niczego podejrzewać. Chyba jedynie Hanji wiedziała o jego bliskiej relacji z Erwinem, ale nikt inny.

– Byłem, eee… nie mogłem spać i siedziałem na dachu, jak zawsze. Dlaczego cię to obchodzi?

Wtedy Miche zrobił coś, co sprawiło, że Levi oblał się zimnym potem. Zrobił krok w jego stronę, przez co ich twarze dzieliły teraz tylko centymetry, i najzwyczajniej w świecie go powąchał.

Fantastycznie.

Po chwili Zacharius spojrzał na Leviego wzrokiem, który mówił, że już wszystko wie.

– A więc to chyba zupełny przypadek, że śmierdzisz Erwinem? Już kolejny raz.

Levi nie zamierzał wdawać się w dyskusję na ten temat.

– Nie wiem, o czym mówisz. Chyba twój szósty zmysł się trochę popsuł.

Chciał iść dalej, jednak Miche zagrodził mu drogę, a to sprawiło, że cienkie brwi Ackermana zbiegły się w groźną linię, a jego oczy zwęziły się niebezpiecznie.

– Nic mi do tego, z kim Erwin się spotyka. To jego wybór. – Miche wpatrywał się w niższego od siebie mężczyznę. Na jego twarzy można było dostrzec powagę. – Do ciebie osobiście też nic nie mam. Nikt lepiej nie asystuje mi przy zabijaniu tytanów niż ty. Ale jeśli kiedykolwiek skrzywdzisz Erwina to nie będziesz mógł liczyć na dalszą współpracę z mojej strony, a jedynie na ciężki wpierdol.

Levi wpatrywał się bez słowa w wąsatego mężczyznę. Jakakolwiek obawa, która pojawiła się chwilę temu w jego sercu, teraz zupełnie znikła.

– Rozumiem. Martwisz się o niego. Cóż, nie powinieneś, nie planuję nic z tych rzeczy.

– Dobrze to przemyśl – kontynuował Miche. – Już kiedyś został zraniony przez kogoś, kogo kochał i nie chciałbym oglądać go znowu w tym stanie.

Levi drgnął lekko, słysząc słowo na „k”. Najchętniej zapytałby Miche’a: „Naprawdę myślisz, że Erwin mnie kocha?”. Tak, bardzo chętnie by go o to zapytał. Tylko później musiałby go zabić.

– Znam go już jakiś czas i wiem, kiedy się w coś zaangażuje – mówił dalej Miche. Możliwe, że dostrzegł to, o co Levi chciał zapytać, w wyrazie jego twarzy. – Dawno nie widziałem go tak szczęśliwego. Nie popsuj tego.

– Nie zamierzam. Właściwie to… sporo się angażujesz w uczucia Erwina. Powinienem być zazdrosny?

Miche lekko rozchylił wargi, na moment pozbawiony animuszu. Levi mógłby przysiąc, że dostrzegł delikatny rumieniec na policzkach mężczyzny. Ten szybko jednak machnął ręką i odwrócił się do niego bokiem.

– Zazdrosnym możesz być jedynie o ten zasrany korpus zwiadowczy. Nie wiem, czy Erwin kiedykolwiek pokocha kogoś tak, jak kocha swoją pracę. Życzę powodzenia. I do zobaczenia dziś na treningu.

Miche był szybki i zanim Levi zdążył zareagować, ten poczochrał go po włosach, po czym oddalił się szybkim krokiem. Ackerman jęknął z rozdrażnieniem i zajął się układaniem włosów, wpatrując się w plecy oddalającego się mężczyzny. Zjechał spojrzeniem też nieco niżej, na materiał opinający pośladki Miche’a. Musiał przyznać, że mężczyzna był całkiem atrakcyjny, a poza tym był diabelnie wysoki, a to od początku mu się w nim najbardziej podobało. Hm, ciekawe, co Erwin powiedziałby na trójkącik…

Levi uśmiechnął się do siebie w duchu, a potem ruszył dalej korytarzem. Wiedział, że Erwin posiadał łatwość w przyciąganiu do siebie ludzkich serc, o ile oczywiście tego chciał. Nie sądził jednak, że serce Zachariusa dał radę przyciągnąć do siebie aż tak blisko.

Szybkim krokiem udał się do wspólnej kwatery zwiadowców, aby odnaleźć Hanji przed treningiem. Musiał zapytać ją o pewną kwestię związaną z regeneracją tytanów, o której rozmawiali z Erwinem w nocy, a poza tym za nią również się stęsknił.

Cholera, chyba na stare lata zaczynał robić się sentymentalny.

*

Levi czekał na Erwina w centrum Trostu, ubrany w swój długi, brązowy płaszcz. Z chłodną obojętnością spoglądał na mijających go ludzi. Niektórzy wpatrywali się w niego z zaciekawieniem.

– Mamo, cy to jeden ze zwiadowców? – spytała jakaś dziewczynka, pokazując na niego palcem.

– Tak, kochanie. Zwiadowcy dbają o to, żebyśmy byli bezpieczni – wyjaśniła jej kobieta, spoglądając na Leviego i uśmiechając się. Levi przewrócił oczami. Chciał powiedzieć, że to niegrzeczne pokazywać na kogoś paluchem. Jednak zamiast tego rozejrzał się w poszukiwaniu wysokiego, przystojnego blondyna, na którego czekał. Gdy już zaczął myśleć, że Erwin się nie pojawi, dostrzegł go, wyłaniającego się zza zakrętu.

– Levi, wybacz – Erwin oddychał szybko. – Długo czekałeś?

– Bardzo długo – skłamał Levi, starając się nie okazać, jak bardzo rozbawił go widok zakłopotanego spóźnieniem pułkownika i stwierdził, że trochę przedłuży ten moment. – Myślałem, że zapuszczę tu korzenie. Oj, nieładnie, miałeś mi się czymś odwdzięczyć, a nie jeszcze bardziej się pogrążać…

– Wybacz, zatrzymali mnie dłużej na zebraniu… Obiecuję, że resztę dnia spędzimy razem. Co powiesz na wspólny obiad u Franza?

Levi przypomniał sobie notatkę, którą widział w sypialni Erwina. „Zaprosić go na drugi obiad?”.

– No nie wiem. Nie boisz się, że ktoś nas zobaczy i rozejdą się plotki?

– Dlaczego? Czy dwóch żołnierzy nie może zjeść razem obiadu? Poza tym, mam naprawdę sporo nowych informacji w kwestii pierwszej misji twojego oddziału…

Levi przewrócił oczami. Erwin nigdy się nie zmieni. Rozmawiając, ruszyli powoli w stronę znanej im restauracji.

Gdy siedzieli już w środku, a Franz uwijał się, aby zapewnić im profesjonalną obsługę, Erwin zaczął opowiadać Leviemu o szczegółach pierwszego zadania, jakie zostało wyznaczone oddziałowi specjalnemu. Chodziło o likwidację tytanów podczas łatania zewnętrznego muru. Levi uznał to za drobnostkę, aczkolwiek dobry trening dla żołnierzy, których wybrał. Gdy zaczęli jeść, ich rozmowa w końcu przeniosła się na bardziej zwyczajne tematy, co ucieszyło Leviego.

– Tym razem ja zapłacę – odezwał się Levi, gdy po skończonym posiłku zauważył, że Erwin sięga do kieszeni swojego płaszcza. Smith spojrzał na Leviego z zaskoczeniem.

– Nie musisz, Franz to mój przyjaciel i w sumie to bardziej moje wsparcie dla niego, niż…

– Nic mnie to nie obchodzi. Skoro to nasza druga randka, pozwól teraz mi zapłacić.

Erwin uśmiechnął się czule i wyciągnął rękę w stronę dłoni Leviego, leżącej na stole. Dotknął jej i spojrzał mu prosto w oczy. Leviemu w sekundę zrobiło się gorąco. Nie zwrócił za bardzo uwagi na to, że jakaś kobieta zatrzymała się obok ich stolika, a po chwili zapytała nieśmiało:

– Erwin?

Szybko cofnęli swoje dłonie i spojrzeli na nią. Levi jej nie znał, stwierdził tylko, że musiała pochodzić z jakichś wyższych sfer, gdyż była bardzo elegancko ubrana. Miała na sobie szarą suknię i czarny płaszcz, z kolei brązowe włosy uczesała w ozdobionego wstążkami warkocza. Levi zerknął na Erwina i ujrzał zaskoczenie na jego twarzy.

– Marie? Ty tutaj?

Levi uniósł brwi, słysząc to imię. A więc to była Marie. Levi szybko przyjrzał się kobiecie uważniej i stwierdził z niechęcią, że Erwin rzeczywiście miał dobry gust. Gdyby kobieta była trochę wyższa, może i jemu by się spodobała.

– Marie, tu jesteś. Znalazłem dla nas stolik… – do kobiety podszedł wysoki, ciemnowłosy mężczyzna. Miał prostokątną twarz i lekki zarost. Levi kojarzył go, był to pułkownik Nile z żandarmerii, który pretendował do stanowiska dowódcy tego oddziału. Na ich widok skinął im głową. Leviego obrzucił dłuższym spojrzeniem. – Kapitanie Ackerman, słyszałem same dobre wieści na temat twojego oddziału specjalnego. Trzymam kciuki za powodzenie wszelkich akcji.

– Nie chcę zabrzmieć na leniwego, ale oby było ich jak najmniej – odparł Levi, odwzajemniając spojrzenie mężczyzny. – W końcu znudzeni zwiadowcy, zwłaszcza z oddziału specjalnego, to dobry znak dla obywateli.

– Coś w tym jest. Erwinie, miło cię zobaczyć – Nile pożegnał się z nimi i odszedł z Marie do wolnego stolika.

Erwin i Levi wymienili spojrzenia, po czym uśmiechnęli się do siebie z rozbawieniem.

– Cóż, jest całkiem atrakcyjna. Mielibyście urocze dzieci – skomentował Levi, unosząc kącik ust. Następnie podniósł się i ubrał swój płaszcz. Wyjął portfel, aby zapłacić za obiad.

– Na najwyższe Mury, lepiej nie. Nie wiedziałyby nawet, jak wygląda ich ojciec. – Erwin ubrał swój płaszcz. Miał podobny odcień, jednak większy rozmiar.

Smith dotrzymał obietnicy i resztę dnia rzeczywiście spędzili razem. Najpierw przeszli się nad rzekę, potem spędzili czas w sypialni Erwina. Mężczyzna zaproponował Leviemu, aby ten przeniósł się do jego kwatery. Leviego zaskoczyła ta propozycja, jednak wolał przystać na nią od razu, zanim Erwin się rozmyśli. Korpus zwiadowczy oszczędzał na miejscach ile mógł i zdarzało się, że dwaj lub trzej kapitanowie dzielili z sobą sypialnie. Pomieszczenie, w którym sypiał Erwin, było na tyle duże, że mogli wstawić do niego dodatkowe łóżko i nikogo nie powinno to dziwić. Levi jednak stwierdził, że nie muszą się tym kłopotać, gdyż oficjalnie wystarczy mu krzesło, o czym wielu zwiadowców doskonale wiedziało. Na dodatek widzieli na własne oczy, jak kapitan Ackerman wielokrotnie drzemał sobie w najlepsze właśnie na zwykłym, drewnianym krześle. Zresztą, sypiał w wielu nietypowych miejscach, bardzo rzadko korzystał ze wspólnej kwatery, a każdy wiedział też, że wystarczyły mu dwie, maksymalnie trzy godziny snu, aby normalnie funkcjonować.

Levi opuścił Erwina pod wieczór, gdyż obiecał pewnemu młodziakowi, że poświęci mu chwilę i pokaże kilka technik, przydatnych w starciu z tytanami. Młodziakiem tym był Zack, którego Levi odesłał kiedyś z nocnej warty, gdyż przyłapał go na przysypianiu. Od tamtej pory wpadali czasem na siebie, a Levi znalazł zawsze sposób, żeby dokuczyć Zackowi w jakiś zabawny sposób. Wiedział, że chłopak nie odbierał tego negatywnie, wręcz przeciwnie, zdawał się lubić Leviego. Tak więc spędzili z sobą dwie godziny na placu ćwiczebnym, gdzie Levi pokazywał mu kilka nowych sposobów na załatwienie tytanów.

Po skończonym treningu zjedli razem szybką kolację we wspólnej jadalni, Levi wiedział, że Erwin tak czy inaczej miał do wypełnienia kilka raportów. Nie zauważył, że w pewnym momencie zostali z Zackiem zupełnie sami w pomieszczeniu. Był zbyt zajęty piciem herbaty i rozmyślaniem o tym, co kupić Erwinowi na przyszłe święto Murów. Miał jeszcze sporo czasu, ale chciał wymyślić coś idealnego.

– Kapitanie, chciałbym panu o czymś powiedzieć.

– Kapitanie? – parsknął Levi, spoglądając na chłopaka. – Chyba sobie żartujesz, gdy się poznaliśmy, nie byłem żadnym kapitanem. Mów mi normalnie, po imieniu. Odbiło ci?

Ackerman zdziwił się, widząc nagle, że chłopak przysunął się blisko niego. Siedzieli na jednej ławie, przy jednym stole. Zack wpatrywał się w jego oczy, lekko zarumieniony, co sprawiło, że piegi na jego twarzy także poróżowiały.

Chłopak zbliżył się do niego jeszcze trochę, chcąc pocałować go w usta, Levi jednak odsunął się, przez co Zack dotknął ustami jego policzka. W tym samym momencie drzwi do jadalni się otworzyły i pojawił się w nich Erwin. Na widok dwóch mężczyzn, siedzących tak blisko siebie, zmarszczył brwi i posłał Leviemu pytające spojrzenie. Zack, widząc pułkownika, znieruchomiał i z powrotem usiadł prosto, wbijając wzrok w swój talerz. Erwin nalał wody do kubka, po czym pośpiesznie wyszedł z jadalni. Świetnie, pomyślał Levi, widząc jak drzwi za nim się zamykają. Teraz będzie miał na głowie obrażonego zazdrośnika.

– Zack, możesz mi łaskawie powiedzieć… co ci odjebało? – spytał Levi, odsuwając się od chłopaka na bezpieczną odległość.

– Po prostu… podobasz mi się. – Zack zaczerwienił się aż po swoje odstające uszy. – Chciałem ci to w końcu powiedzieć.

Levi westchnął i uśmiechnął się dobrodusznie.

– To bardzo mi schlebia, ale jestem dla ciebie za stary, dzieciaku. Do cholery, znajdź kogoś w swoim wieku.

– Ale ty… wcale nie wyglądasz staro.

Levi zmarszczył niebezpiecznie brwi.

– Co powiedziałeś? Niby co dokładnie masz na myśli?

Zack zaczerwienił się jeszcze bardziej, choć Levi myślał, że to nie będzie możliwe.

– Nic, nic! Absolutnie nic! Myliłem się! Wyglądasz na bardzo starego!

– Hej, tego też wcale nie chcę słyszeć!

– Ooooch, przepraszam!

Levi pomęczył jeszcze chwilę biednego Zacka, a potem odesłał go do wspólnych kwater, żeby przemyślał swoje zachowanie. Wrócił do sypialni Erwina, a także, miał nadzieję, jego sypialni. Ujrzał mężczyznę pochylonego nad raportem. Widział jednak, że jego oczy się nie poruszały. Ackerman uniósł kącik ust.

– No hej. Jestem z powrotem. Możesz już oderwać się od tych nudziarstw.

Erwin rzucił mu krótkie, chłodne spojrzenie.

– Już jesteś? Sądziłem, że poznajesz się bliżej z Zackiem. Nie wiedziałem, że na tym polega wasz wspólny trening. I nie wiedziałem, że kręcą cię młodsi.

Levi roześmiał się, jednak widząc wciąż poważną twarz pułkownika, skrzyżował ręce na piersiach.

– Ty tak na serio? Przecież to dzieciak. Coś mu się uroiło w głowie. Zresztą, co ja poradzę na ten mój urok osobisty…

– No nie wiem. Może powinniście jeszcze trochę potrenować.

– Chcę trenować z tobą. Dobrze wiesz, co – mówiąc to, Levi podszedł do mężczyzny i usiadł mu na kolanach. Objął jego szyję ramionami i zaczął go całować. Erwin zaczął się powoli rozluźniać i Levi już wiedział, że udało mu się go udobruchać. Po chwili leżeli na łóżku, wymieniając się pocałunkami. Levi zdziwił się jednak, gdy Erwin przewrócił go na plecy i pochylił się nad nim.

– Co robisz? – spytał, jednocześnie zdziwiony i zaciekawiony.

– Chyba już pora, żebym odwdzięczył ci się za wszystkie wieczory – powiedział cicho Erwin, rozpinając Leviemu spodnie i patrząc mu w oczy. – Chcę, żebyś myślał tylko o mnie. O nikim innym.

– Cóż, uwierz mi, że tak jest… ale podoba mi się kierunek, w jakim to zmierza, więc myśl sobie, co tam chcesz.

Levi przymknął oczy, czując pocałunki mężczyzny na swoim brzuchu, a potem kierujące się jeszcze niżej. Czekał na tę chwilę już długo, jednak nie zamierzał pośpieszać Erwina. Czuł teraz jego usta i język na swoim penisie i wiedział, że to była dobra decyzja. Cicho zaklął, gdyż doznanie to było wręcz niewyobrażalnie przyjemne. Chciał, żeby trwało jak najdłużej, jednak doszedł bardzo szybko. Gdy Erwin zapytał go, czy mu się podobało, bez słowa przyciągnął go do siebie i pocałował.

*

Nadszedł dzień kolejnej ekspedycji, którą Levi był trochę zaniepokojony. Tym razem miał tę świadomość, że będzie za kogoś odpowiedzialny. Nie mógł już do woli robić tego, co mu się żywnie podoba. Wiedział, że będzie zmuszony do analizowania każdej sytuacji na bieżąco, wydawania odpowiednich rozkazów i ciągłego myślenia, myślenia i jeszcze raz myślenia. Od jego decyzji będzie zależeć teraz nie jedno, a cztery dodatkowe życia.

Eld, Petra, Oluo i Gunther z kolei nie wydawali się podzielać jego obaw. Patrzył na nich i widział siebie sprzed mniej więcej roku, gdy razem z Farlanem i Isabel szykowali się do swojej pierwszej wyprawy za mury. Byli pewni siebie, przekonani o swoich umiejętnościach, nastawieni na sukces. Robił co mógł, aby sprowadzić ich na ziemię i odpowiednio przygotować. Wiedział jednak, że do spotkania z tytanami przygotować się nie da.

Erwin tym razem znajdował się na samym przodzie, wraz z dowódcą oddziału i jego ludźmi. Zmieniono trochę ustawienie formacji, Keith Shadis najwidoczniej próbował ostatkiem sił podbudować swoją ostatnio wątłą reputację. Opinia publiczna coraz częściej zarzucała mu nieodpowiednie kierowanie korpusem zwiadowczym i szeptano o możliwej zmianie dowódcy. Levi, tak jak wszyscy, doskonale wiedział, kto najbardziej nadawałby się na miejsce Shadisa. Wiedział też, że jest to wielkie marzenie Erwina i choć kibicował mu w dążeniu do tego celu, jakaś jego część bardzo nie chciała, aby do tego doszło. Wiedział, że to było egoistyczne z jego strony. Nie mógł jednak nic na to poradzić.

Początek wyprawy nie zwiastował kłopotów. Leviego martwiła jedynie nagła zmiana szyku, wiedział też, że Erwin jest zdenerwowany z tego powodu. Jego dotychczasowy geniusz strategiczny przynosił więcej pożytku niż szkody, dlatego nie mógł zrozumieć decyzji dowódcy. Musiał się jednak dostosować.

Levi jechał na koniu w otoczeniu swojego oddziału. Jego pozostali członkowie wydawali się wciąż bardzo optymistycznie nastawieni, do momentu, w którym po raz pierwszy ujrzeli tytana na własne oczy. Gdy zaczął padać deszcz, który utrudnił im widoczność, rozpętało się piekło.

*

Gdy wracali powoli w stronę bramy, prowadzącej do Shingashiny, nikt nic nie mówił. Ci żołnierze, którzy stracili swoje konie, szli powoli obok jadących wozów. Spojrzenie każdego z nich było puste. Zwiadowcy, których konie ocalały, siedzieli nieruchomo w swoich siodłach, ale nie rozmawiali ani nie patrzyli na siebie. Kilka wozów, które ocalały, zapełnione były ciałami rannych żołnierzy, ale nie tylko. Znajdowały się tam również nieruchome ciała, przykryte kocami. Te, które udało się uratować, zanim zostały rozszarpane przez tytanów.

Levi jechał na swoim koniu, w otoczeniu swojego oddziału. Widział po twarzach swoich towarzyszy, że wciąż są w szoku i wiedział już z doświadczenia, że nie wyjdą z niego przez jeszcze parę dni. Sam też był podłamany, zdając sobie sprawę z porażki, jaką była ich wyprawa. Cieszył się jednak, że jego oddział wyszedł z tego bez szwanku. Oluo, Eld, Petra i Gunter, choć byli przerażeni rzezią, którą widzieli na własne oczy, to wciąż żyli. To było dla Leviego najważniejsze. Na dodatek bardzo dobrze się spisali, każdy z nich załatwił kilka tytanów, zarówno w asyście jak i samodzielnie.

Spojrzał przed siebie i dostrzegł Erwina, jadącego z przodu. Nie widział jego twarzy, jednak zdawał sobie sprawę z tego, że również Erwin był załamany. Robił, co mógł, by unikać takich sytuacji, a jednak wciąż się zdarzały.

Dostrzegł nagle charakterystyczny kolor włosów u kogoś, kto jechał na wozie. Podjechał szybko w tamtą stronę i rozszerzył oczy. Ujrzał twarz Zacka, który leżał nieruchomo na drewnianych deskach, przykryty białym materiałem tylko do połowy. Oczy miał otwarte i martwe. Levi poczuł wściekłość, zacisnął mocno dłonie na uździe, którą trzymał.

– Zasłoń jego twarz, słyszysz? – rzucił w stronę chłopaka, który siedział na wozie, wśród ciał, trzymając się za głowę. Kiedy chłopak się nie poruszył, Levi zawołał: – Do cholery, zasłoń go!

Chłopak poderwał się i chwycił za materiał. Zakrył martwe ciało Zacka trzęsącymi się dłońmi, po czym wrócił z powrotem na swoje miejsce.

Levi nie mógł w to uwierzyć. Taka bezsensowna śmierć. Wiedział, że wielu świeżych rekrutów zginęło tego dnia, jednak ta strata była dla niego bardziej odczuwalna. Nie mogli pozwolić więcej na to, aby tak kończyły się wyprawy za mur.

Tym razem nikt nie wiwatował na ich widok. Jechali przez Shinganshinę w zupełnej ciszy, nie patrząc ani na siebie, ani na ludzi zgromadzonych po obu stronach drogi. Jedynie dzieci przyglądały im się z zaciekawieniem i podziwem. Levi nie mógł tego znieść.

Gdy dotarli do Trostu i znaleźli się przed kwaterą zwiadowców, zsiadł z konia i wypatrzył Erwina w tłumie. Ruszył w jego stronę, jednak nagle ujrzał, jak do mężczyzny podchodzi dowódca Shadis. Levi widział, jak usta dowódcy układają się w pewne słowa, które odgadł z daleka. Wiedział, że pewnego dnia zostaną wypowiedziane, jednak wciąż łudził się, że stanie się to dopiero za jakiś czas.

- Erwin, czy zostaniesz dowódcą?
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 71
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [WIP]

Postautor: Lisbeth77 » 22 gru 2019, 20:35

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Petra zapukała nieśmiało do wspólnego gabinetu, po czym otworzyła drzwi.

– Kapitanie Levi? Jesteś tu? – spytała, rozglądając się po pomieszczeniu. W pierwszej chwili pomyślała, że w środku nikogo nie ma. Nagle zza drzwi niczym zjawa wyłonił się Levi, a jego twarz była wykrzywiona w grymasie niezadowolenia. Petra spanikowała i zrobiła krok w tył, myśląc sobie w duchu, że ten wyraz twarzy jest zapewne ostatnim, co zwykle widzi większość tytanów przed śmiercią.

– Czego chcesz? – zapytał Levi, wychodząc z pomieszczenia i zamykając za sobą drzwi. Petra nie mogła nie zauważyć, że kapitan wyglądał dzisiaj zupełnie inaczej niż zwykle. Miał na sobie białą, elegancką koszulę, a do tego czarny garnitur. Spodnie i marynarka musiały być z tego samego zestawu. Pod szyją miał zawiązaną białą chustkę, charakterystyczny dla siebie znak, który ciągle kopiował od niego Oluo. Bardzo irytowało ją to, gdy ten przekonany o swojej wyjątkowości blondas starał się naśladować kapitana.

Widząc Leviego w takim oficjalnym stroju, poczuła, jak na jej policzkach pojawia się lekki rumieniec. W końcu była kobietą i nie była ślepa, Levi był przystojny a to, wraz z jego chłodnym temperamentem, tworzyło czasem mieszankę wybuchową, zwłaszcza, kiedy na jego twarzy zaczynały być widocznie jakieś uczucia.

– Petra? Jesteś tu? Czy wymieniłaś się na mózgi z tytanami?

Dziewczyna otrząsnęła się z zamyślenia.

– Kapitanie, chciałam tylko powiedzieć, że skończyliśmy trening i wszystko było tak, jak przypuszczałeś. Eld świetnie nami pokierował, a Oluo powalił większość makieto-tytanów. Muszę się pochwalić, że ja wykończyłam tego, którego Oluo nie zauważył!

– To wspaniale – mruknął Levi, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Choć wyglądał tak elegancko, nie wydawał się być zadowolony z tego powodu. – Nie zapominaj, że w prawdziwym życiu nie wygląda to jednak tak pięknie. Jeden nieprzemyślany ruch i po was.

– Przecież wiem... Dlatego kładziemy nacisk na strategię. Ruszamy dopiero, jak mamy zaplanowany cały atak i jesteśmy pewni tego planu.

– Do dobrze.

Levi dopiero teraz zauważył, że Petra wygląda trochę inaczej. Może dlatego, że po raz pierwszy widział ją ubraną w coś innego niż w mundur. Miała na sobie zieloną sukienkę z długimi rękawami, przewiązaną brązowym pasem. Swoje rude włosy upięła wysoko, co sprawiło, że wyglądała bardzo kobieco i dorośle. Levi nie znał się na makijażu, ale mógł się założyć, że zrobiła też coś z ustami.

No tak, ona też miała pojawić się na dzisiejszym przyjęciu. Żołnierze świętowali rzadko, jednak w tym roku z okazji Święta Murów, a także ostatnich sukcesów Zwiadowców oraz Żandarmerii, dowódca zdecydował się wyprawić uroczyste spotkanie. Levi domyślał się, że jednak chodzi bardziej o podtrzymanie żołnierskiego ducha.

Przez ostatnie miesiące wiele się zmieniło. Tego samego dnia, gdy powrócili z najbardziej tragicznej w dziejach ekspedycji, brama muru Maria została zburzona. Ludzkość utraciła sporą część terytorium. Levi był wściekły, jak wszyscy dookoła, nikt nie mógł zrozumieć, jak taka sytuacja w ogóle mogła mieć miejsce i kto był za nią odpowiedzialny. To był na dodatek ten sam dzień, w którym Erwin został dowódcą. Smith stwierdził wtedy, że należy upamiętnić tych, którzy do tej pory polegli i myśleć nad nowymi rozwiązaniami. Już jako dowódca skupił się nie tylko na ulepszeniu formacji a także na bardziej przemyślanej rekrutacji nowych członków, jak i również na szkoleniu kadetów. Tę robotę powierzył byłemu dowódcy, Shadisowi. Levi wspierał Erwina we wszystkich działaniach, choć sporo czasu poświęcał również swojemu zespołowi.

Erwin uczynił Miche’a swoją prawą ręką, co nie do końca spodobało się Ackermanowi, zachował jednak tę informację dla siebie. Wątpił, że Miche mógłby coś kombinować, jednak gdzieś w środku czuł lekką zazdrość na myśl, że mężczyźni będą spędzać z sobą teraz tyle czasu. Cóż, prędzej przestałby sprzątać codziennie ich wspólną sypialnię, niż przyznał się Erwinowi, że jest o kogokolwiek zazdrosny, więc stwierdził, że zignoruje ten fakt.

Levi wrócił myślami do rzeczywistości. Spojrzał na Petrę.

– Idziemy? Chciałbym mieć to już za sobą. Zwłaszcza, że musimy sami tam dotrzeć.

– Pewnie! Ja też nie lubię takich spotkań… – powiedziała Petra. Zaczęli iść powoli obok siebie. – Dobrze, że nie zdarzają się często.

– Pięknie wyglądasz – przyznał nagle Levi, przyglądając się dziewczynie jeszcze raz, a potem spoglądając przed siebie. Petra dopiero po chwili zrozumiała sens słów kapitana. Jej twarz w sekundę rozgrzała się do czerwoności, a ona sama nie była w stanie wydusić z siebie słowa.

*

Aby dostać się na miejsce, musieli udać się do dystryktu Stohess. Levi spodziewał się, że przetransportują się tam na koniach, jednak Erwin załatwił oddziałowi Leviego bryczkę, w której wszyscy się pomieścili. Ze Smithem miał się zobaczyć dopiero na miejscu. Podczas drogi jego drużyna żartowała, wszyscy byli w dobrych humorach, a Leviemu to odpowiadało, biorąc pod uwagę, z jakimi wydarzeniami przyszło im się ostatnio zmierzyć.

Uroczystość odbywała się w wojskowej bazie żandarmerii, był to całkiem spory i elegancki budynek. Levi wszedł do środka wraz ze swoim oddziałem, rozglądając się po sali.

– Hm, myślałem, że będzie więcej jedzenia… – zasmucił się Eld, wskazując na kilka stołów, na których ułożone były małe przekąski. – Za to alkoholu chyba nie zabraknie.

– Musimy pamiętać, że ostatnio był problem z żywnością, stąd pewnie takie ograniczenia – stwierdził Levi, po czym zaczepił mijającego ich kelnera i zgarnął jeden z kieliszków, które ten trzymał na okrągłej tacy. Młody kelner posłał mu lekki uśmiech.

– Wszystko zmieniło się, kiedy wróciliśmy z ostatniej wyprawy – dodała Petra, odgarniając jeden ze swoich rudych kosmyków za ucho. – Udało nam się zdobyć mnóstwo jedzenia z opuszczonych siedzib.

– No dobra, skoro kapitan może, to my też – powiedział po chwili Oluo, kiedy zatrzymał się obok nich kolejny kelner i zapytał, czy życzą sobie po kieliszku.

Leviemu udało się wypatrzeć w tłumie Erwina. Tak jak się spodziewał, mężczyzna wyglądał lepiej niż kiedykolwiek. Na białą koszulę ubrał swój ciemnogranatowy garnitur. Z daleka Levi mógł dostrzec błyszczący, zielony amulet, który Erwin nosił zawieszony pod szyją. W dniu, w którym Shadis przekazał Erwinowi swoje stanowisko, oddał mu również medalion, który oznaczał przynależność do konkretnego korpusu i pełnienie w nim roli dowódcy.

Ackerman zmarszczył czoło, widząc wianuszek kobiet, które otaczały Erwina i zagadywały go z zarumienionymi policzkami i wyeksponowanymi dekoltami. Nie podobało mu się to, że mężczyzna rozmawiał z nimi jakby nigdy nic, nawet, gdy któraś z nich w ferworze rozmowy położyła dłoń na jego ramieniu. Levi nachmurzył się i dopił swój drink do dna.

– Jak się bawicie? – usłyszał nagle przy swoim uchu. Obrócił głowę i ujrzał twarz Miche’a, który pochylał się w jego stronę, szczerząc zęby. – O, widzę, że Erwin jak zwykle w centrum uwagi.

– Kapitanie Zacharius, miło cię widzieć – przywitała się Petra, uśmiechając się do Miche’a sympatycznie. – Dopiero co przyjechaliśmy, ale jest w porządku.

– Taa, tylko rozczarowała nas trochę ilość jedzenia – westchnął Gunther. Levi zauważył, że również miał już pusty kieliszek.

– Niestety, czasy są ciężkie. Cieszmy się, z tego co mamy. To co, następna kolejka?

Miche napił się z nimi i starał się trochę rozkręcić atmosferę. Albo Leviemu się wydawało, albo próbował poprawić też jego humor. Nie miał pojęcia jak, ale Zachariusowi udało się skombinować skądś filiżankę z herbatą, którą podał Leviemu, puszczając do niego oko. Ackerman podziękował mu, biorąc łyk ciepłego napoju i czując się o niebo lepiej.
Gdy każdy opróżnił już kilka kieliszków, Miche zaczął nagle głośno wąchać powietrze wokół siebie.

– Hm, chyba czuję zapach szaleństwa…

– Cześć wszystkim! – zawołała Hanji, pojawiając się tuż za nim. Była ubrana w ciemny garnitur, a swoje długie, brązowe włosy związała w koński ogon. Zjawił się również Moblit, też elegancko ubrany. – Dobrze się bawicie, dzieciaki?

– Teraz jeszcze tak, ale zaraz ma przemawiać dowódca, więc pewnie trochę to potrwa – powiedział Miche, stukając się kieliszkami z Eldem i Oluo. – Trzeba się znieczulić do tego czasu.

– Poza tym, nie wiadomo, kiedy znów będziemy mieli okazję wypić alkohol – dodał Oluo, poprawiając swoją apaszkę – Możliwe, że nigdy.

– Wybaczcie szkraby, ale muszę was opuścić – odezwał się nagle Miche. – Właśnie wypatrzyłem Nile’a, niedawno został dowódcą korpusu żandarmerii, więc koniecznie muszę to z nim opić.

Levi spędził jeszcze trochę czasu z przyjaciółmi, a potem ukradkiem opuścił ich towarzystwo, wymykając się na taras. Miał stąd widok na dachy dystryktu Stohess, a także na nocne niebo. Potrzebował chwili na złapanie oddechu.
Usłyszał po chwili, jak drzwi za nim się otwierają. Spojrzał w tamtą stronę i ujrzał Erwina, który podszedł do niego powolnym krokiem. Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i Levi poczuł, jak poziom jego irytacji zaczyna powoli spadać.

– Miche jeszcze was nie upił? – spytał Smith, zatrzymując się obok Leviego i również opierając się o barierkę tarasu. Obaj spojrzeli w nocne niebo. – Widziałem, że nie dawał wam chwili odpoczynku. Mówił mi wcześniej, że założył się z Hanji, że tym razem wyjdziesz z imprezy pijany, więc na twoim miejscu bym uważał.

– To niemożliwe, dobrze o tym wiemy. Mam zbyt mocną głowę. Poza tym, teraz zajął się upijaniem generała Nile’a.

– Hm, to się nie skończy dobrze. Nile, w przeciwieństwie do ciebie, nie ma takiej tolerancji na alkohol. Chyba, że coś się zmieniło.

– Aż boję się pytać, jak wyglądały wasze wspólne młodzieńcze lata – wyznał Levi i przeniósł wzrok na Erwina.

Erwin odwzajemnił jego spojrzenie, a potem obejrzał się za siebie. Kiedy upewnił się, że na pewno są sami, przyciągnął do siebie Leviego i spojrzał na niego z bliska. Po chwili dotknął swoimi ustami jego warg, przymykając oczy. Levi wydał z siebie ciche westchnienie. Kompletnie się tego nie spodziewał. Poczuł silne ramiona Erwina, które objęły go w mocnym uścisku.

– Erwin… ktoś może nas zobaczyć – wyszeptał Levi, stwierdził jednak, że nie będzie przerywał tej chwili. Objął Erwina w pasie i odwzajemnił pocałunek. Trwali tak przez chwilę, wsłuchani w swoje oddechy. Potem Levi odsunął się i spojrzał na twarz wyższego od siebie mężczyzny. – Nie sądziłem, że tu przyjdziesz. Myślałem, że jesteś zbyt zajęty flirtowaniem.

– Oczywiście, że przyszedłem. Może nie zauważyłeś, ale wciąż zwracam na ciebie uwagę.

Levi skinął głową, a potem położył rękę na dłoni Erwina, gdyż ten wciąż opierał się o kamienną barierkę. Odkąd został dowódcą, nie widywali się tak często jak wcześniej, jednak wiedział, że Smith bardzo się starał spędzać z nim czas. Levi stwierdził, że byłby niewdzięczny, gdyby tego nie doceniał.

– Czy będziesz wracał do Trostu swoją bryczką? – spytał po chwili Levi, gdyż coś przyszło mu do głowy.

– Tak. Dlaczego pytasz?

– Z Miche’m, czy sam?

– Miche wspominał, że zostaje na tu na noc. Powiedział, że nie ma nic gorszego, niż podróżowanie po pijaku. Wolę nie sprawdzać, co miał na myśli, więc na pewno będę wracał sam.

– W takim razie… czy mogę wrócić z tobą? – spytał Levi, unosząc kącik ust. Erwin spojrzał na niego zdziwiony, ale gdy dostrzegł wyraz jego oczu, uśmiechnął się lekko. Jego gładkie policzki lekko poróżowiały, a widok ten był dla Leviego bardzo podniecający.

– Jeśli chcesz, oczywiście, że możesz. Miło będzie mieć towarzystwo…

Levi nachylił się w stronę Erwina, wpatrując się w jego oczy. Nagle dostrzegł, że drzwi od tarasu się otwierają. Spojrzał w tamtą stronę i ujrzał Petrę. Na widok Leviego uśmiechnęła się, jednak dostrzegłszy Erwina, rozszerzyła oczy i stanęła na baczność.

– Generale… nie wiedziałam, że tu pan jest… szukałam kapitana…

– Petro, nie musisz stawać na baczność. – Erwin ruszył powoli w stronę drzwi i uśmiechnął się do dziewczyny. Położył jej dłoń na ramieniu i spojrzał na nią dobrodusznie, a potem wrócił do budynku i zniknął w tłumie.

Petra popatrzyła za nim, po czym podeszła do Leviego i stanęła obok.

– Długo już znacie się z generałem, prawda? – spytała dziewczyna, wpatrując się w swojego kapitana. – Widać, że wiele was łączy. I widać, jak bardzo ci ufa.

Levi wpatrywał się w nocne niebo. Jedną rękę oparł na balustradzie, a drugą zaczął rozmasowywać sobie szyję.

– Powiedzmy. Wie, że zawsze będę w stanie uratować jego tyłek. Jestem użyteczny.

– Myślę, że chodzi o coś więcej. Tutaj jest cicho i spokojnie, mieszkańcy Stohess czy mieszkańcy Trostu nie wiedzą, z czym musimy się mierzyć tam, za murami. Dobrze jest mieć wokół siebie ludzi, którym ufamy. I wiemy, że nigdy nas nie zawiodą, nie porzucą.

Levi spojrzał na Petrę i poczuł lekki niepokój. Wiedział, że dziewczyna czuje do niego coś, czego nie był w stanie odwzajemnić. Mimo wszystko jednak była dla niego ważna. Tak jak i reszta jego oddziału. Myśl, że mogłoby im się coś stać, była nieznośna.

– Nie mówmy o tym dzisiaj. – Levi złapał dziewczynę pod ramię i zaczął ciągnąć w stronę balkonowych drzwi. Petra zarumieniła się aż po same uszy. – Proponuję, żebyśmy znaleźli Miche’a i wyzwali go na kolejny pojedynek w ilości wypitych drinków. Niech ten wąsacz nie myśli, że z powodu swojego wzrostu jest bardziej odporny…

Petra uśmiechnęła się i wraz z kapitanem wróciła do towarzystwa.

*

Erwin siedział w swojej bryczce i trochę przysypiał, kiedy nagle usłyszał czyjeś kroki. Ujrzał, jak z ciemności wyłonił się Levi. Ackerman wsiadł zgrabnie do środka i zamknął za sobą drzwi. Usiadł naprzeciwko Erwina i spojrzał na niego uważnie.

– Jak bardzo jesteś pijany?

Powóz ruszył powoli, gdyż Levi, zanim wsiadł, dał znać woźnicy, że mogą jechać.

Erwin pokręcił powoli głową i uśmiechnął się delikatnie.

– Levi, nie jestem. Pilnowałem, żeby Miche nie dolewał mi kolejnych drinków. Widziałem, że w pewnym momencie był już prawie nieprzytomny. To chyba sprawka twojego oddziału, co? Oczywiście, że tak… Muszę przyznać, że wszyscy wyglądali dziś naprawdę odświętnie, Petry i Gunthera na początku nie poznałem. Chyba miło spędziliście czas…

– Erwin, jesteś pijany. Odkąd wszedłem, nie powiedziałeś ani słowa o treningach i ekspedycji.

– Co? O co ci chodzi…

Levi pozwolił sobie na lekki uśmieszek. Podniósł się ze swojego miejsca i usiadł Erwinowi na kolanach. Pojazd podskakiwał lekko na nierównej drodze, dlatego Erwin objął mężczyznę, żeby ten przypadkiem nie zsunął się z niego. Levi wpił się w jego usta, całując go namiętnie. Erwin wsunął dłonie pod materiał jego koszuli i zaczął gładzić jego plecy. Obaj oddychali coraz szybciej. Levi poczuł przez materiał spodni twardą erekcję mężczyzny, ocierającą się o jego własną. Zaczął poruszać biodrami. Zjechał pocałunkami niżej, przenosząc je na szyję Erwina. Mężczyzna westchnął cicho na tę pieszczotę. Gdy Levi poczuł dłonie Erwina na swoich pośladkach, wiedział, że nie wytrzyma już zbyt długo.

– Cholera – mruknął pięć minut później, marszcząc nos. – To były nowe spodnie.

– Przecież jesteś mistrzem prania i sprzątania… – zauważył Erwin. – Zresztą, to ty zacząłeś.

– Słuszna uwaga.

*

Nadeszło Święto Murów, wraz z nim zaczął padać śnieg. Nie były to jeszcze obfite opady, ale Levi musiał przyznać, że polubił widok białego puchu za oknem. Baza zwiadowców zaczęła pustoszeć, w tym okresie jak zwykle większość żołnierzy składała wizytę swoim krewnym. Levi zdziwił się, gdy Erwin wyznał mu, że w tym roku postanowił nie odwiedzać swojej rodziny. Argumentował to tym, że tuż po przejęciu stanowiska dowódcy złożył im już dwie wizyty, teraz nierozsądnym byłoby znów się tam pojawiać. Nie chciał, aby ktoś zaczął zadawać pytania o cele jego częstych podróży do Mitras.
Smith zaproponował więc, żeby spędzili ten czas w Troście. Levi przystał z ochotą na tę propozycję. Ucieszył się również, gdy dowiedział się, że Hanji zostaje z nimi.

Okularnica zaproponowała, że przygotuje jakieś przekąski. Levi i Erwin obiecali jej pomóc w zrobieniu zakupów. We trójkę udali się na targ, zaglądając także do kilku sklepów po drodze. Erwin zaproponował, że zaopatrzy ich w wino, odpowiednie na tę okazję. Levi nie miał pojęcia, co mógłby zrobić. Najlepiej wychodziło mu zabijanie tytanów i sprzątanie, dlatego stwierdził w duchu, że po prostu posprząta wspólną kwaterę przed i po wspólnym biesiadowaniu.

Gdy po południu Hanji zniknęła w kuchni, Levi postanowił jeszcze raz upewnić się, że prezenty, które przygotował dla Erwina i Hanji są odpowiednio przygotowane. Erwina nie było akurat w sypialni, dlatego Levi otworzył szafę, w której trzymał swoje ubrania i wyjął z niej eleganckie pakunki, owinięte w srebrny papier. Nie wiedział, czy spodobają się przyjaciołom, miał jednak nadzieję, że tak będzie.

Wieczorem spotkali się we wspólnym salonie. Erwin i Levi mieli na sobie zwykłe, codzienne ubrania, koszule i spodnie. Hanji wyglądała na lekko zaspaną i przyszła owinięta w szlafrok. Upewniwszy się, że jej mało odświętny strój nie przeszkadza jej przyjaciołom, ucieszyła się, po czym wzięła się za zapalanie świeczek. Erwin nalał wina do kieliszków. Levi jak gdyby nigdy nic zrobił sobie herbatę. Hanji pochwaliła się swoim towarzyszom przygotowywanymi przez siebie potrawami. Zrobiła sałatkę warzywną, która wyglądała całkiem smakowicie, a oprócz tego… ciastka w kształcie tytanów, z których była bardzo zadowolona.

– Popatrz, jaki ten jest słodki!!!– zawołała piskliwym tonem, wciskając Leviemu przed nos jedno z ciasteczek. – Aż chce się go schrupać! No powiedz, że nie!?

– Dosłownie. – Levi wziął ciasteczko od okularnicy. Ciasteczkowy tytan miał wielkie oczy, narysowane lukrem i był łysy. – Hm, a więc dziś jest ten wyjątkowy dzień, w którym to ludzkość pożera tytanów?

– Tak jest! Mam nadzieję, że będą wam smakować. Tylko zostawcie kilka dla Moblita i Miche’a… Levi, jeśli chcesz, zostawię część dla twojego oddziału…

– Han, myślę, że ich poczucie humoru nie jest tak zepsute jak nasze i ciężko byłoby im docenić ciasteczkowych tytanów – powiedział Levi i ugryzł głowę tytana. Przegryzł, przełknął, po czym pokiwał głową. – Całkiem to smaczne.
Erwin zaśmiał się wesoło, a potem wzniósł kieliszek w stronę towarzyszy.

– Chciałem wznieść toast za nasze ostatnie sukcesy. A oprócz tego, podziękować wam za wszystko. Dziękuję, że jesteście tu dzisiaj ze mną. I że mnie wspieracie. Bez was pewnie w ogóle by mnie tu nie było.

– Powiedziałabym, że raczej bez tego uroczego pedancika, który wiecznie ratuje nam tyłki – Hanji mówiąc to, uściskała Leviego z całej siły.

– Puszczaj, wariatko, wylejesz mi całą herbatę…

Hanji zostawiła Ackermana w spokoju i też wzniosła swój kieliszek.

– Ja dziękuję za słodkich tytanów, bardzo mi szkoda, że chcą nas pożreć, bo myślę, że byliby świetnymi towarzyszami. Dziękuję za to, że akceptujecie moje dziwactwa. No i za to, że wciąż trzymamy się razem!

– Najpierw oczywiście musiałaś wspomnieć o tytanach, co? – spytał Levi z rozdrażnieniem, unosząc brew. Potem spojrzał w gorący, brązowy napój, który kołysał się w trzymanej przez niego filiżance. – Dzięki, że jesteście. I… że w miarę dbacie o porządek.

– To było piękne, wzruszyłam się! – Hanji znów uściskała Leviego, nie bacząc na jego protesty.

Robiło się coraz później, dlatego wymienili się w końcu prezentami.

Hanji otrzymała nowe gogle do prowadzenia eksperymentów oraz gruby notes, na który, ku uciesze Leviego, zareagowała głośnym piskiem i stwierdzeniem, że zaraz zacznie robić w nim notatki na temat ostatnich odkryć i wniosków.

Erwin ucieszył się na widok nowych przypinek do mankietów, które pasowały do jego medalionu, a także na widok nowego pióra. Uniósł brwi, widząc, że przedmiot ten został wykonany naprawdę porządnie, a na dodatek zostało wygrawerowane na nim jego nazwisko.

Levi rozszerzył oczy, widząc niewielki imbryk do parzenia herbaty, a także miękki i elegancki sweter. Podziękował przyjaciołom, starając się nie okazywać ogromu wdzięczności, jaką odczuł, w ogóle otrzymując podarunki.

Hanji posiedziała z nimi jeszcze chwilę, dopiła wino ze swojego kieliszka, a potem przytuliła każdego z nich z osobna i życzyła im dobrej nocy. Levi i Erwin zdecydowali się przespacerować przed snem. Wyszli przed budynek w momencie, w którym z nieba zaczynał padać śnieg.

Levi poczuł powiew chłodu, gdyż nie ubrał się wystarczająco ciepło na taką pogodę. Zapatrzył się w śnieżne płatki, spadające z nieba. Pozwolił jednemu z nich opaść na swoją otwartą dłoń. Płatek prawie natychmiast się na niej rozpuścił.

– Przeziębisz się – odezwał się Erwin, zdejmując z siebie szalik i obwiązując go wokół szyi Leviego. Ackerman zamrugał, zdziwiony. Nie protestował jednak. Szalik pachniał bardzo przyjemnie. Ruszyli powoli wyludnioną ulicą, kierując się nad rzekę.

– Jak ci się pracuje razem z Miche’m? – spytał po chwili Levi.

– W porządku. Jest niezastąpiony.

Levi poczuł lekkie ukłucie zazdrości, jednak nic po sobie nie okazał.

– A jak twój oddział? Jak się pracuje razem z Petrą? – zapytał nagle Erwin.

Ackerman uniósł brew, spoglądając na mężczyznę. Dostrzegł jego lekki uśmieszek.

– O co ci chodzi?

– Tak tylko pytam. – Erwin wzruszył ramionami. – Widać, że zrobiłaby wiele dla swojego kapitana.

Levi westchnął.

– Jest słodka. To wszystko. Poza tym, nie spędzam z nią czasu sam na sam, jak ty z tym wąsatym wielkoludem.

– Miche wie, że jest dla mnie tylko przyjacielem.

Przystanęli przy rzece, wpatrując się w jej spokojny nurt. O tej porze wyglądała na całkowicie czarną.

– Nigdy nie myślałeś, że mógłby być kimś więcej? – spytał Levi.

– W momencie, gdy go po raz pierwszy ujrzałem, wiedziałem, że będzie dobrym towarzyszem. I przyjacielem. To wszystko.

– A co pomyślałeś w momencie, gdy zobaczyłeś mnie? – chciał wiedzieć Ackerman. Utkwił zaciekawione spojrzenie w Erwinie.

Mężczyzna uśmiechnął się do siebie, wracając wspomnieniami w przeszłość.

– Słyszałem o tobie już od jakiegoś czasu. Wciąż jednak nie mogłem uwierzyć, że w Podziemnym Mieście naprawdę jest ktoś, kto ośmielił się nie tylko ukraść sprzęt żandarmerii, ale również tak zuchwale wykorzystywać go do kradzieży. Wiesz, że miałem wszystko wtedy zaplanowane. Ale gdy cię zobaczyłem… nie byłem na to przygotowany. Poruszałeś się lepiej niż świeżo wytrenowani kadeci i wszyscy nasi wprawieni w boju żołnierze. Chyba nikt nigdy nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Byłeś pewny siebie i nieustraszony.

Levi milczał, jak zwykle w takim momencie starając się nie okazywać głębszych emocji. W środku jednak delektował się tymi słowami.

– A ty? – Erwin spojrzał na niego. – Co pomyślałeś, gdy zobaczyłeś mnie po raz pierwszy?

– Ciężko było cokolwiek widzieć, gdy miało się twarz wciśniętą w kałużę – odparł Levi, wzruszając ramionami. – Zastanawiałem się wtedy, kogo pierwszego z was zabiję. Ciebie, czy tego wąsatego wyrostka.

– Kiedy stwierdziłeś, że może jednak nie warto nas zabijać? – spytał Erwin, unosząc brew. Zatrzymali się nieopodal miejsca, w którym droga zawracała. Levi pomyślał, że zadziwiające było to, jak cichy i spokojny wydawał się czasem świat. W odróżnieniu od tego, co czaiło się za murem.

– Sam nie wiem. Możliwe, że przeszło mi to przez myśl podczas naszej pierwszej ekspedycji, gdy zrobiliśmy postój w tym starym zamku, kiedy podszedłeś do mnie, gdy stałem sam. Podobnie jak teraz nie mogłeś przestać gadać, jaki to jestem niesamowity i pomyślałem, że miło byłoby posłuchać tego znowu. A co do Miche’a, to wciąż nie zdecydowałem.

Erwin roześmiał się i pokręcił głową.

– Oczywiście, czego innego mogłem się spodziewać – powiedział mężczyzna, a potem złapał Leviego za dłoń i spojrzał na niego. – Masz zimne ręce. Wracamy? Pada coraz mocniej.

Levi skinął głową.

– Chętnie wypiję kolejną herbatę.

– Levi – Erwin zatrzymał go w miejscu, przyciągając do siebie i patrząc mu prosto w oczy. Ackerman zdziwił się na ten gest, odwzajemnił jednak spojrzenie mężczyzny, spoglądając na niego pytająco. Erwin wyglądał przez chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał, po chwili jednak podjął decyzję. – Kocham cię.

Levi rozszerzył oczy, czując, jak jego serce przyśpiesza. Poczuł się też bardzo nierzeczywiście. Chyba nigdy nie spodziewał się, że usłyszy te słowa od kogokolwiek. Zresztą, po co ktoś miałby je wypowiadać... Patrzył na Erwina z niedowierzaniem, jednak gdy upewnił się, że w jego błękitnych oczach rzeczywiście widzi szczerą czułość, objął szyję mężczyzny i pocałował go namiętnie. Sam chciał już dawno wypowiedzieć te słowa, bał się jednak, że Erwin go wyśmieje, z nieuzasadnionych powodów.

- Wiesz, że sam chciałem powiedzieć ci to już jakiś czas temu - odezwał się w końcu Levi, cichym i spokojnym tonem.

- A więc to powiedz. - Erwin uśmiechnął się. Nie chciał tak po prostu pozwolić Leviemu na zmianę tematu. Nie, kiedy sam odważył się pierwszy wypowiedzieć te dwa słowa. Wpatrywał się w Ackermana, czekając na jego odpowiedź.

Levi westchnął.

- Kocham cię - wyszeptał, wbijając w niego spojrzenie. - Nigdy nie waż się mnie opuścić... Bo połamię ci nogi.

Erwin roześmiał się, a słysząc ten dźwięk, Levi poczuł się bardzo szczęśliwy.


_________________________________________________________________________

W tekście znajdują się nawiązania do trzech oficjalnych artów, które natchnęły mnie do niektórych wątków w tym rozdziale;) same prosiły się o rozszerzenie kontekstu. Poniżej właśnie one.


https://66.media.tumblr.com/ebe37a4c244 ... 1_1280.jpg
https://pbs.twimg.com/media/DsFv8iiWsAAmmiO.jpg
https://i.redd.it/ctv3c9uubou31.jpg
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [WIP]

Postautor: Vampircia » 23 gru 2019, 22:48

Zimno, śnieg pada, zrobił się świąteczny klimat w fiku. A do tego "kocham cię". Ten rozdział był naprawdę uroczy. Flirty z innymi postaciami też spoko. Zastanawiam się tylko, jak długo będzie trwała sielanka i kiedy wszystko zacznie się walić, bo mam przeczucie, że nie może być cały czas super. Na większy dramatyzm pewnie też przyjdzie pora.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 599
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [WIP]

Postautor: Skorpion » 29 gru 2019, 00:36

Jeszcze tylko mnie tu brakowało. Jak się ogarnę to sięgnę po rozdział drugi. Dobra, przejdźmy do rzeczy. Po pierwszym akapicie zacząłem się zastanawiać, w co się pakuję, bo moja znajomość serii jest na poziomie bliskim zera - wiem, że tytani to wielkie paskudy i że Levi jest bohaterem jakiegoś spin offu, jeśli się nie mylę. Także początkowy wysyp imion sprawił mi sporo trudności.
Piszesz w sposób ciekawy; styl jest przystępny i chociaż wkrada się nieco chaosu to potrafisz utrzymać uwagę czytelnika. Z innych rzeczy, postaraj się nieco spersonalizować narrację, żeby było czuć, że to twoja historia, że to ty nadajesz jej tempo i charakter. I przyznam, że jestem ciekawy jak wyglądają twoje teksty autorskie.
Co do poprawek. Nie jestem przeciwnikiem powtórzeń, ale trochę u ciebie ich jest:
Jedna osoba pozostała na miejscu, aby poprowadzić pozostawione konie. Levi widział, jak jedna osoba z grupy celuje w kark olbrzyma.

Tytan obejrzał się na nią i machnął ręką w jej stronę, zahaczając ręką o linkę do trójwymiarowego manewru

I kilka innych. No i tyle.
Obrazek

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 71
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [WIP]

Postautor: Lisbeth77 » 29 gru 2019, 12:19

Skorpion pisze:Jeszcze tylko mnie tu brakowało.

Right??? Żeś mnie zaskoczył... :D
Trochę teraz żałuję, że nie opisałam postaci bardziej szczegółowo, ale kierowałam tekst do fanów mangi/anime, a zwłaszcza do osób, które poznały serię o Levim, bo to właśnie ona pchnęła mnie do napisania tego fiku.
Rany, dziękuję Ci za te poprawki!:*** Też nie cierpię powtórzeń, najczęściej wkradają się wtedy, gdy poprawiam tekst po jakimś czasie. Czytałam ten rozdział już chyba z kilkadziesiąt razy i oczywiście jak zawsze nie zauważyłam wszystkiego. Bardzo mi się to przyda:)
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 71
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [WIP]

Postautor: Lisbeth77 » 13 lut 2020, 22:16

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Levi doskonale pamiętał moment, w którym Erwin po raz pierwszy usłyszał o Erenie.

Było to tuż po powrocie z pewnej pamiętnej ekspedycji. Podczas ich nieobecności ludność za murami została ponownie zaatakowana. Niestety nie był to przypadek. Eren, którego imię mieli niebawem poznać wszyscy, dzięki nagle odkrytej u siebie mocy tytana zablokował wtedy wyrwę w murze. Po tym zdarzeniu był zbyt słaby, by o własnych siłach wrócić do bazy. Znalazł się pod obserwacją Żandarmerii. Umieszczono go w lochu.

Erwin błyskawicznie zadecydował o tym, aby go odwiedzić. Wcześniej dowiedział się też o kluczu, w posiadaniu którego był Eren. Wiadomość o tym, że w piwnicy Yaegerów znajdują się informacje, które mogą rzucić nowe światło na naturę tytanów oraz otaczający ich świat, wzbudziła poruszenie wśród wszystkich zwiadowców. Nikt jednak nie przejął się tym faktem tak bardzo, jak dowódca ich oddziału.

Gdy Levi i Erwin czekali na korytarzu, aż pozwolą im zejść do Erena, widział na twarzy swojego byłego kapitana ogromne poruszenie. Smith wpatrywał się w trzymany przez siebie klucz w milczeniu. Przez te lata Levi jednak zdążył już go dobrze poznać. Wiedział, że w jego głowie trwa teraz prawdziwa gonitwa myśli. Westchnął i oparł się plecami o ścianę.

– Chyba specjalnie każą nam tyle czekać. Co ty na to, aby skoczyć coś zjeść? Ten gówniarz nam nigdzie nie ucieknie. Słyszałem, że oprócz tego, że siedzi w lochu, jest też przypięty łańcuchami. Nie wydostanie się stamtąd, nawet jeśli jakimś cudem przemieni się w tytana. Cholera, wciąż nie mogę w to uwierzyć… Tytan, który żył sobie wśród nas… Erwin?

Levi spojrzał na wyższego od siebie mężczyznę i uniósł jedną brew w wyrazie rozdrażnienia. Miał wrażenie, że ten w ogóle go nie słuchał.

– Nie jestem głodny. Levi, musimy go zdobyć, za wszelką cenę. – Erwin odezwał się dopiero po chwili. Nie odrywał spojrzenia od złotego klucza. – Ten chłopak jest bardzo ważny. Musi znaleźć się u nas. Najlepiej by było, gdyby wylądował w twoim oddziale.

Levi parsknął i spojrzał w sufit.

– Już widzę jak mój oddział przyjmuje go z otwartymi ramionami… Na pewno ucieszą się, gdy każę im współpracować z wrogiem.

– Nie wiemy, skąd wzięła się u niego ta moc. I czy rzeczywiście ma wobec nas wrogie plany. Wiem jednak, że możemy ją wykorzystać do własnych celów. Wyobrażasz sobie wyprawy za mur razem z tym chłopakiem? Walka z tytanami wyglądałaby zupełnie inaczej…

– Nie rozpędzałbym się aż tak na twoim miejscu – Levi przerwał Erwinowi i spojrzał na niego poważnie. – Nie wiemy, czy damy radę go kontrolować. I czy w ogóle możemy mu zaufać. Podobno zaatakował swoją przyjaciółkę. Trzeba na niego uważać.

– Hm… Moim zdaniem chłopak nie ma powodu, żeby kłamać. Ale nie martwiłbym się o to, dopóki mamy ciebie. Jeśli nigdzie nie znikniesz, myślę, że sobie z nim poradzimy. – Erwin w końcu spojrzał na Leviego i uśmiechnął się lekko. – Spokojnie dałbyś mu radę, gdyby nagle zaczął szaleć.

– Pewnie tak. Choć nie podoba mi się perspektywa zabijania dzieciaka. Zwłaszcza, jeśli sam twierdzisz, że jest niewinny.
Erwin przygryzł wargę i spojrzał w bok.

– Właśnie, Levi, jeśli o to chodzi…

Smith ściszył głos i nachylił się do Leviego, aby powiedzieć mu coś szeptem. Levi poczuł przyjemne ciepło i łaskotanie tuż przy twarzy. Szybko jednak przestał zwracać uwagę na to, że Erwin stoi tak blisko niego. Rozszerzył lekko oczy, słuchając planu dowódcy. Po chwili zmarszczył brwi i spojrzał na mężczyznę z niedowierzaniem.

– Czasami się zastanawiam, co ja w tobie widzę…

– Możliwe, że do tego nie dojdzie – powiedział szybko Erwin, unosząc dłonie w obronnym geście. – Jednak jeśli proces się odbędzie, musimy zrobić wszystko, żeby Eren został zwiadowcą.

– Czyli chcesz, żebym zaproponował mu dołączenie do mojego oddziału, a potem skopał go do nieprzytomności na oczach wszystkich? To brzmi jak dobry plan. Ten cały Eren na pewno po czymś takim z radością do mnie dołączy…

– Wytłumaczymy mu to później. Zrozumie, dlaczego musieliśmy to zrobić. Nie wiadomo, jakie plany ma wobec niego żandarmeria, pewnie najpierw chcieliby go pokroić i zbadać…

– No nie wiem, co jest gorsze, oni czy eksperymenty naszej kochanej okularnicy.

– Levi – Erwin ujął dłoń mężczyzny i spojrzał na niego łagodnie. – Proszę, pomóż mi z tym. Bez ciebie nie dam rady.
Ackerman odwzajemnił spojrzenie Erwina, jednak mało było w nim łagodności. Wzrok miał twardy, pewny siebie, choć dało się dostrzec w nim odrobinę zawahania. Od zawsze był niezależny i odporny na wszelkie wpływy. Nie słuchał się nikogo, buntował się wobec władzy, konwenansom, prawu. Sądził, że całe życie będzie złodziejem, bandytą, uciekinierem. Nigdy nie znajdzie sobie miejsca i nigdy nie uzna nikogo za równego sobie. Potem… wiele się zmieniło. Takie słowa jak „nigdy” i „zawsze” przestały mieć znaczenie. Dziś w jego świecie był ktoś, wobec kogo nie umiał być obojętny. Jedna, jedyna osoba, której nie umiał powiedzieć „nie”. Osoba ta właśnie wpatrywała się w niego tymi swoimi błękitnymi oczami. Levi westchnął.

– Dobrze. Tak jak zawsze, zaufam ci. A teraz przestań mi słodzić i chodźmy poznać tego dzieciaka.

*

Wszystko przebiegło po myśli Erwina, zresztą, jak zwykle. Eren został zwiadowcą i znalazł się w oddziale specjalnym Leviego. Wydawało się, że zaczęli przejmować kontrolę nad sytuacją, plan Erwina zaczynał się urzeczywistniać. Jego marzenie o dostaniu się do piwnicy Yaegerów wyglądało na coraz bardziej realne.

Jednak od pewnego momentu sprawy zaczęły przybierać zły obrót.

Nie to, żeby życie Leviego kiedykolwiek było idealne. Od zawsze musiał walczyć o przetrwanie. Najpierw jego głównym wrogiem był głód, jego głównym celem była ucieczka przed żandarmerią, a jego głównym zadaniem było dbanie o własny tyłek. Gdy zamieszkał na powierzchni i dołączył do zwiadowców, wszystko zaczęło się zmieniać. Wrogiem stali się tytani, głównym celem było nie dać się zabić, a jego obowiązkiem okazało się pełnienie roli kapitana. Przewodził czwórce niezwykłych ludzi. Ludzi utalentowanych, ludzi z ambicjami i własnymi marzeniami, którzy wierzyli w niego z całych swoich sił. Jednak ich marzenia miały się nigdy nie spełnić.

Mimo tego, że jego życie nie było idealne, chyba jeszcze nigdy sprawy nie zaczęły przynosić takiego tragicznego efektu. Levi wielokrotnie myślał, że zaczęło się to właśnie od momentu, w którym w ich życiu pojawił się Eren. Nie to, że go nienawidził. Na początku było mu go szkoda, potem nawet go polubił. Chciał go chronić – zawsze czuł potrzebę chronienia tych, wobec których buntował się cały świat. Poza tym obiecał Erwinowi, że zrobi wszystko, aby Eren do nich dołączył i aby nic mu się nie stało.

Jednak nigdy nie był zdania, że cel uświęca środki. A w tym przypadku cena środków zaczęła znacznie przewyższać sam cel…

Próba schwytania Kobiety Tytana zakończyła się tragicznie. Utrata Petry, Oluo, Elda i Gunthera była dla Leviego miażdżącym ciosem. Wiedział, że będąc żołnierzem powinien być przygotowany na śmierć towarzyszy, jednak odebrał to bardzo osobiście.

Długo wahał się nad przyjęciem do swojego oddziału nowych członków, bał się, że nie nadaje się na kapitana. Jednak ponownie to Erwin przekonał go do tego zamiaru. I w taki sposób w jego oddziale znaleźli się nowi żołnierze, jeszcze do niedawna rekruci. Widział jednak ich potencjał i wiedział, że wspólnie mogą wiele zdziałać. Część z nich była przyjaciółmi Erena, dobrze się dogadywali.

Potem jednak było jeszcze gorzej. Utrata Miche’a była bolesna zarówno dla Leviego, jak i dla Hanji oraz Erwina. Oprócz tego, że był ich bliskim przyjacielem, był też (zaraz po Levim) jednym z najsilniejszych żołnierzy. Dlatego jego śmierć odczuli nie tylko oni. Miała odczuć ją też cała ludzkość, zgromadzona za murami, choć jeszcze o tym nie wiedziała. Utalentowani żołnierze byli na wagę złota a ich ilość z każdym dniem się kurczyła.

Levi był jednak pewien, że dopóki Erwin nimi przewodzi, podniosą się po każdej porażce. Nie spodziewał się, że najgorsze miało dopiero nadejść.

*

Przez to, że nabawił się kontuzji lewej nogi podczas próby schwytania Kobiety Tytana, musiał zostać w Troście podczas kolejnej wyprawy. Stało się to z winy Mikasy, która zlekceważyła jego rozkaz, jednak nie miał jej tego za złe. Zbyt dobrze pamiętał czasy, w których sam zachowywał się równie bezczelnie (lub nawet bardziej) wobec swoich przełożonych. Rozumiał też, że kierowała nią troska o przyjaciela… Jednak owszem, znów chodziło o Erena.
Ciągle ten przeklęty Eren.

Nienawidził za to innej rzeczy – bycia bezużytecznym. Ten jeden raz musiał jednak zacisnąć zęby i zostać w obrębie murów. Zarówno Erwin jak i Hanji pocieszali go wtedy, twierdząc, że mają wszystko pod kontrolą. Jednak ponownie okazało się, że sytuacja trochę ich zaskoczyła. Gdy byli już prawie z powrotem, Eren został porwany, przez co zwiadowcy ponownie udać się za mury.

Przez to, że Hanji była ranna, a Moblit został przy niej, Erwin zdecydował się wyruszyć bez nich. Liczył się czas, a aby dogonić tych, którzy porwali Erena, oddział zwiadowców musiał udać się za nimi w pogoń jak najszybciej. Gdy Levi dowiedział się o tym później, rozumiał tę decyzję. Oczywiście, że ją rozumiał. Jednocześnie jednak czuł, że znowu wszystko kręciło się wokół tego chłopaka i zastanawiał się, czy Eren w ogóle na to zasługuje.

Czekał na powrót żołnierzy i nie mógł znaleźć sobie miejsca.

Był środek nocy, kiedy usłyszał zamieszanie na dole. Jak zwykle nie spał – znajdował się w pokoju, który dzielił z Erwinem i wyglądał przez okno. Jednak słysząc hałas, zerwał się z miejsca i szybko zszedł na dół. W korytarzu na dole ujrzał tłum zwiadowców. Zaniepokoiło go od razu to, jak wielu z nich było rannych i podtrzymywanych przez resztę. Wyszedł przed budynek i w morzu głów wypatrzył członków swojego oddziału. Udało mu się do nich przedrzeć, jednak po ich minach wiedział już, że stało się coś niedobrego. Czyżby nie udało im się odzyskać Erena?

Wtedy właśnie dojrzał tego gówniarza. Stał w otoczeniu dwójki swoich przyjaciół. Każdy z nich jednak milczał, co było dla nich nietypowe. Levi podszedł do nich szybko i złapał Erena za ramię.

– Nic ci nie jest? – spytał, przyglądając mu się. Nie dostrzegł jednak nic niepokojącego. Chłopak był cały i zdrowy.

– Kapitanie… to wszystko moja wina – Eren zwiesił głowę, a w jego oczach Levi dostrzegł łzy. Świetnie, tylko tego mu brakowało, ryczącego bachora. – Nie powinienem pozwolić im się przemienić. Chyba po prostu wciąż nie mogłem uwierzyć w to, że oni naprawdę mogliby nas zdradzić…

– Uspokój się, porozmawiamy później. Dobrze, że jesteś z powrotem. Czy widzieliście Hanji? – spytał Levi i w tym samym momencie ujrzał okularnicę. Była niesiona na noszach. Tuż obok niej znajdował się Moblit, trzymający ją za rękę. Widząc to, Levi rozszerzył oczy i skierował się do przybyłych szybkim krokiem. Poczuł, jak jego serce przyśpiesza ze zdenerwowania i lęku.

– Hanji! Co się stało?

Dziewczyna spojrzała na niego z niepokojem. Leviemu bardzo nie spodobał się ten wzrok. Moblit również wbił w niego nietypowe dla siebie przerażone spojrzenie.

– Nic mi nie jest, zagoi się… – odezwała się kobieta słabym głosem. Sanitariusze nieśli ją w stronę budynku. – Powinieneś odszukać Erwina.

Levi zmarszczył brwi, nic nie rozumiejąc. Po chwili usłyszał kolejnych sanitariuszy, którzy zaczęli wołać, aby zrobić im przejście. Ackerman spojrzał w tamtym kierunku i zamarł. Ujrzał kolejne ciało, leżące na noszach, jednak tym razem był to Erwin. Z daleka dostrzegł jego złociste kosmyki. Chciał ruszyć w jego kierunku, jednak nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Nie mógł zrobić nawet kroku. Widział, jak sanitariusze poruszają się szybko, niosąc mężczyznę do skrzydła szpitalnego. Ich pośpiech trochę go uspokoił – skoro się śpieszą, to znak, że wciąż żyje.

Leviemu udało się zrobić kilka kroków w stronę, w którą kierowali się sanitariusze, jednak nagle dostrzegł prawdziwe morze krwi wokół Erwina. Krew sączyła się przez materiał jego koszuli i marynarki, przesiąkła przez materiał, z którego uszyte były nosze. Skoro stracił tyle krwi, jak mógł wciąż żyć? Poza tym, coś jeszcze było nie tak… Levi po chwili to dostrzegł. Pustą przestrzeń w miejscu, w którym powinna być jego prawa ręka.

Pielęgniarze zniknęli w budynku. Levi stał w miejscu, nie zwracając uwagi na mijających go ludzi. Pozostali również zdawali się go nie zauważać, wszyscy szli powoli w stronę kwater. Dopiero po chwili udało mu się otrząsnąć. Szybkim krokiem wszedł do środka.

*

Levi nigdy nie potrzebował zbyt wiele snu. Nie inaczej było tej nocy. Do samego rana siedział pod salą, w której pielęgniarze operowali Erwina. Nie zasnął ani na chwilę. Wpatrywał się tępym wzrokiem w ścianę przed sobą i czekał.
Nad ranem otworzyły się drzwi, sanitariusze wyszli z pomieszczenia. Jeden z pielęgniarzy najpierw zdziwił się widokiem Leviego, a potem podszedł do niego, aby z nim porozmawiać. Erwin żył, jego stan na razie był stabilny, ale co dalej, tego nie wiedzieli. Levi zapytał, czy może zobaczyć dowódcę i nie czekając na pozwolenie, wszedł do środka.

Znowu zamarł, widząc Erwina w nietypowym dla niego otoczeniu. Małe, białe i puste pomieszczenie, w którym się znajdował, nie pasowało do jego zwykle nienagannego wyglądu. Zawsze przystojna twarz mężczyzny teraz była blada i jakby trochę zapadnięta w sobie. Jego prawa ręka, a raczej jej pozostałości, zostały obandażowane. Levi przyglądał się przez moment kikutowi. W głowie miał pustkę.

Podszedł do krzesła, które stało pod ścianą, po czym przysunął je bliżej łóżka. Usłyszał, jak sanitariusz zamknął drzwi, najwidoczniej pozwolono mu zostać przy Erwinie.

Levi wyciągnął dłoń i dotknął nieruchomej ręki Smitha. Przygryzł wargę, nie mogąc pogodzić się z sytuacją, w jakiej się znalazł. W jakiej obaj się znaleźli. A wszystko przez to, że nie mógł brać udziału w wyprawie. Już przed samą ekspedycją czuł dziwny niepokój, który zignorował. Intuicja go jednak nigdy nie zawodziła.

Erwin oddychał spokojnie, powieki miał przymknięte. Levi cieszył się, że mężczyzna przeżył i miał nadzieję, że jego stan się nie pogorszy. Jednak wiedział doskonale, że nigdy nie będzie można powiedzieć, że zupełnie wróci do zdrowia. Nie miał w końcu jednej ręki. Levi wolał nie zastanawiać się, jakie to będzie miało znaczenie dla ich przyszłości… bał się tego, co Erwin zadecyduje, kiedy otworzy oczy.

Levi mocniej ścisnął jego dłoń. Jego jedyną dłoń.

*

– Levi?

Ackerman poderwał się na równe nogi. Było już południe, on jednak nie miał ochoty ani na śniadanie, ani na obiad. Zapadł w dziwną pół-drzemkę, kiedy z tego stanu wyrwał go cichy głos Erwina. Levi spojrzał na mężczyznę. Smith wpatrywał się w niego spod półprzymkniętych powiek. Widok obezwładniającego jak zawsze błękitu jego oczu sprawił, że serce Leviego wypełniło się uczuciem ulgi. Udało mu się powstrzymać westchnienie, które próbowało przecisnąć się przez jego gardło. Zdławił je i usiadł na krawędzi łóżka, łapiąc Erwina za zdrową rękę. Nie wiedział, co powiedzieć, więc po prostu przycisnął dłoń mężczyzny do swoich ust i złożył na niej długi pocałunek. Przymknął oczy.

Erwin chciał coś powiedzieć, jednak utrudnił mu to kaszel. Levi podał mu szklankę z wodą. Mężczyzna chyba chciał sięgnąć po nią prawą ręką, jednak wtedy na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Szybko zreflektował się i objął szklankę lewą dłonią. Napił się, po czym spojrzał na Ackermana.

– Levi, czy… Odzyskaliśmy Erena?

Levi rozszerzył oczy.

Oczywiście, że mógł się spodziewać, że właśnie o to zapyta go Erwin zaraz po przebudzeniu. Jednak jakaś część jego duszy miała nadzieję, że chociaż jeden, jedyny raz ten gówniarz zostanie zepchnięty na dalszy tor… Znowu się pomylił.

– Tak. Cały i zdrów – odparł Levi lodowatym tonem. Nie mógł jednak dłużej walczyć z prostym uczuciem troski, jakie go przepełniało, gdy widział Erwina w takim stanie. W tej jednej sytuacji nie umiał być sarkastyczny. – Słyszałem o wszystkim. Jak się czujesz? Bardzo cię boli?

Mężczyzna pokręcił głową, Levi jednak potrafił wyczytać wszystko z jego twarzy. Widział, jak między brwiami Erwina pojawia się zmarszczka, jak jego usta zaciskają się, a twarz napina się z bólu.

– Poproszę lekarza, żeby dał ci coś na ból.

– Poczekaj… – Erwin wyciągnął dłoń i dotknął rękawa Leviego. Spojrzał mu w oczy i uniósł delikatnie kącik ust. Widok ten sprawił, że Leviemu zupełnie zmiękło serce. – Pocałuj mnie.

Ackerman odwzajemnił spojrzenie. Nachylił się nad leżącym mężczyzną i objął ręką policzek Erwina. Przycisnął swoje usta do jego warg i pocałował go mocno i czule. Przeciągał ten moment, nie chciał, aby się skończył. Czuł zapach Erwina, który go odprężał i uspokajał. Po chwili odsunął się, ale tylko trochę, żeby spojrzeć na niego z bliska.

– Myślałem, że więcej cię nie zobaczę – powiedział cicho Erwin, wpatrując się w Leviego. Ackerman gładził go po policzku, na którym powoli dało się wyczuć zarost. Będzie musiał się tym zająć. Po chwili się wyprostował i spoważniał.

– Zawołam kogoś, musisz dostać jakieś środki przeciwbólowe. Zaraz wrócę.

Erwin patrzył za odchodzącym kapitanem.

*

Ku zdziwieniu wszystkich, Erwin szybko wracał do zdrowia. Jego rana goiła się bardzo dobrze. Dość często dokuczały mu bóle, ale był bardzo silny i nie tracił pogody ducha.

– Nie ruszaj się, bo inaczej tego pożałujesz – szepnął Levi, po czym przejechał ostrzem brzytwy po policzku Erwina.
Smith uniósł kącik ust, starając się nie roześmiać. Siedział na krawędzi łóżka z brodą całą w białej piance. Levi stał przed nim i powolnymi ruchami golił jego zarost.

– Lubię, kiedy mi rozkazujesz.

Levi westchnął.

– Przestań mnie rozpraszać. Jeszcze jeden policzek i koniec, wytrzymasz tyle? Rany, mam wrażenie, jakbym golił jakiegoś nastolatka. Naprawdę widać, że po tylu dniach spędzonych tutaj nie możesz usiedzieć w miejscu. Nie wiem, gdzie tak ci się śpieszy w tym stanie.

– Jest dużo do planowania. W końcu sam wiesz dokładnie, o co chodzi.

Levi milczał przez moment. Odkrycia, których dokonali, wciąż nie dawały mu spokoju. Świadomość, że przez te wszystkie lata tak naprawdę zabijał ludzi była przerażająca. Dla Erwina był to jednak sukces. Kolejny krok naprzód jeśli chodzi o zdobytą wiedzę o świecie za murami. Trudno było się z tym nie zgodzić. Czasem jednak Levi myślał o tym, że niewiedza może być błogosławieństwem…

– Zdecydowałeś już, kto to będzie? – zapytał, przejeżdżając brzytwą po ostatnim miejscu. Erwin uniósł na niego zdziwiony wzrok.

– Kto kim będzie? Nie rozumiem.

– No, kolejnym dowódcą. Chciałeś zaproponować stanowisko Hanji, nie mylę się?

Erwin uniósł brwi, aby następnie je zmarszczyć, uśmiechnąć się i pokręcić głową. Leviemu nie podobała się ta reakcja.

– Levi, ja nie zrezygnuję. Znasz przecież mój cel. Będę dowódcą aż do swojej śmierci.

Levi zacisnął usta, a w jego oczach można było dostrzec irytację. Stwierdził, że lepiej szybko odłoży na bok brzytwę, zanim zdecyduje się jej użyć. Nie mógł uwierzyć, że ma do czynienia z tak upartym typem człowieka.

– Erwin, wybacz, że to powiem, ale nie jesteś niezniszczalny. Ludzkość cię potrzebuje, potrzebuje twojego intelektu, ale twoje ciało już przeszło swoje. Możesz cały czas się udzielać, dawać Hanji cenne rady i tak dalej. Sam kiedyś wspominałeś o tym, że ta wariatka sobie świetnie poradzi…

– Powiedziałem: nie.

Levi zmarszczył brwi. Sięgnął po mokrą szmatkę i szybko, od niechcenia, wytarł twarz Erwina z resztek piany do golenia.

– Czyli jednak nie lubisz, kiedy ci rozkazuję.

Erwin złapał go dłonią za nadgarstek.

– Levi, znasz mnie. Nie umiałbym tak – Levi widział w oczach Erwina wszystkie te emocje, których za wszelką cenę nie chciałby tam widzieć. – Proszę, zrozum mnie. Potrzebuję tego, żebyś mnie rozumiał. Właśnie ty.

Ackerman nie odsunął się, nie powiedział nic. Kiwnął jedynie głową. Erwin objął stojącego przed nim mężczyznę i przytulił go do siebie. Levi wplótł dłonie w jasne włosy Erwina i zmrużył oczy.

*

Ich kolejna wyprawa zbliżała się wielkimi krokami. Odbicie Shinganshiny i dostanie się do piwnicy rodziny Yaegerów z dnia na dzień wydawały się coraz bardziej realne. Levi widział, jak Erwin wraca do zdrowia, jednak fakty były niezaprzeczalne. Mężczyzna nigdy nie odzyska dawnej sprawności.

Gdy pewnej nocy leżeli we wspólnym łóżku, przytuleni do siebie, Levi jak zwykle nie mógł spać. Wsłuchiwał się w spokojny oddech Erwina i zastanawiał się co będzie, gdy ich ekspedycja pójdzie nie tak jak planowali i zostanie sam. Odkąd stracił Isabel i Farlana spędzał samotnie każdą noc, dopóki nie związał się z Erwinem.

Spojrzał na śpiącą twarz mężczyzny, leżącego tuż obok. Znał go już długo i stał się on częścią jego świata. Jego najważniejszą częścią. Nie umiał wyobrazić sobie utraty Erwina. Nie dotyczyłoby to tylko jego, ludzkość utraciłaby jednego z najcenniejszych żołnierzy.

Z drugiej jednak strony wiedział, że Erwin i tak zrobi to, co uzna za stosowne. A on, Levi, zrobi to, o co Erwin go poprosi. Tak było odkąd zdecydował się dołączyć do niego, do zwiadowców. Wykonywał jego rozkazy, wierząc, że wszystkie podjęte przez niego decyzje są właściwe i sam nie wybrałby lepiej. Nie czuł się dobrze w decydowaniu o ważnych kwestiach. Wolał odwalać brudną robotę.

Erwin poruszył się nagle i otworzył oczy, napotykając spojrzenie Leviego. Uśmiechnął się do niego i objął go lewą ręką.

– Nie możesz spać, co? – spytał mrukliwym głosem, po czym pocałował go w szyję. Levi westchnął cicho.

– Myśli mi nie pozwalają. Chyba za dużo ich ostatnio.

– Musisz przestać się przejmować – powiedział Smith, spoglądając z bliska na Leviego. – Na pewno potrafisz lepiej wykorzystać nasz wspólny czas. Mam rację?

Levi popchnął Erwina na plecy i usiadł na nim, spoglądając na niego z góry. Smith objął dłońmi jego twarz i pocałował go namiętnie. Ackerman odwzajemnił to, przymykając oczy.

Erwin był przy nim, tu i teraz, i właśnie to było najważniejsze.

Poza tym, planował jeszcze z nim porozmawiać o wszystkim. Gdy nadejdzie odpowiedni czas.


EPILOG

Levi wszedł do jasnego pokoju, w jednej ręce trzymając niewielki wazon, a w drugiej białe kwiaty.

Jego wzrok padł na nieruchome ciało, leżące na łóżku. Patrzył na nie przez chwilę, a potem podszedł do małego stolika, znajdującego się między łóżkiem a oknem, które było lekko uchylone. Postawił na stoliku wazon, wypełniony wodą i umieścił w nim kwiaty. Następnie usiadł na krześle stojącym obok łóżka.

Ponownie spojrzał na nieruchome ciało. Martwe ciało. Ciało, które już nigdy się nie poruszy, nie obejmie go, nie ogrzeje. Levi podniósł się i odkrył materiał, jakim przykryty był mężczyzna. Twarz Erwina była gładka i spokojna. Wyglądał, jakby spał. Jedynie szarość jego skóry świadczyła o tym, że stan, w jakim znajdował się mężczyzna to nie sen.

Spokój wypisany na jego twarzy dziwnie kontrastował z uczuciami Leviego, które nie miały w sobie nic że spokoju. Czuł w środku wielką, obezwładniającą pustkę.

Nie była to dla niego nowość. Poznał to uczucie w dniu, w którym umarła Kuchel. Nie była idealną matką, ale starała się, ile mogła i… kochała go. Mimo wszystko był do niej przywiązany. Potem w jego życiu pojawili się Farlan i Isabel, a gdy i ich zabrakło, w jego sercu pojawiła się ta sama luka. To samo tępe uczucie smutku. Zapomniał o nim gdy poznał nowych towarzyszy, Miche'a, Petrę, Oluo i wielu innych. Każda kolejna strata powodowała kolejną wyrwę w jego sercu, podczas gdy szuflada jego biurka zapełniała się od kolejnych naszywek, pochodzących z mundurów martwych żołnierzy.

Erwin zajął najważniejsze miejsce w jego sercu. Zarówno jako jego kapitan, przywódca, ale i jako przyjaciel, partner i kochanek. Oczywiście nie był idiotą, zdawał sobie sprawę z tego, że życie zwiadowcy nie trwa długo. Ciągła walka, niebezpieczeństwo i wieczne podążanie w kierunku nieznanego sprawiają, że człowiek nieustannie ociera się o śmierć. Gdy poznał Erwina i zdecydował się do niego dołączyć, doskonale wiedział, na co się pisze.

Wiedział. Cały czas to wiedział. A teraz mimo wszystko nie mógł pozbyć się tego pospolitego uczucia smutku.
Wciąż zastanawiał się, czy jeśli chodzi o podanie serum Arminowi podjął właściwą decyzję. Cóż, teraz nie było już sensu o tym myśleć.

Erwin mógł odpoczywać w spokoju.

Kochał go i właśnie dlatego nie chciał więcej widzieć go w takim stanie, w jakim się znajdował, gdy znalazł go Floch. Śmiertelnie ranny, majaczący w malignie… Chciał, żeby wszyscy zapamiętali Erwina takim, jakim był przez większość swojego życia – majestatyczny, przystojny, silny, niezależny od nikogo. Levi nie mógł pozwolić na to, aby Erwin bezustannie poświęcał się wobec ludzkości. Zrobił już zbyt wiele. Zresztą podanie serum i tak nie ratowało sytuacji, gdyż czym jest trzynaście lat, jak nie powolnym odliczaniem do śmierci?

Choć decyzja ta rozdzierała go od środka, musiał ją zaakceptować. Nie mógł jej cofnąć. Nie miał wtedy wiele czasu, nie mógł zastanawiać się w nieskończoność.

Czasem nachodziły go myśli pełne złości i żalu wobec siebie. Jakaś część jego jaźni chciała wtedy postąpić samolubnie. Wciąż pamiętał swoją rozmowę z Erenem, wtedy, na dachu. Oskarżył chłopaka o zbytnie kierowanie się własnymi uczuciami, na co Eren odpowiedział mu, że chyba nie tylko on daje się ponieść emocjom. I że to Levi zawahał się przed podaniem serum Arminowi, jeszcze zanim pojawił się Floch. To była prawda.

Levi wiedział jednak, że wybierając Erwina, zrobiłby to głównie dla siebie.

Hanji będzie świetnym dowódcą, wiedział o tym. A Erwin nie ustąpiłby ze stanowiska, nawet gdyby stracił kolejną rękę, a potem obie nogi. Levi nie mógł zmuszać go do kolejnych poświęceń. Nie mógł pozwolić mu na kolejne poświęcenia.
Teraz musiał jedynie doprowadzić do końca tylko jedną sprawę. Przyrzekł Erwinowi, że to zrobi. Musiał to zrobić, aby śmierć jego i pozostałych zwiadowców miała znaczenie.

Musiał dotrzymać obietnicy danej Erwinowi, choćby miało go to pozbawić życia.

Usłyszał, jak drzwi za nim się otwierają. Usłyszał znajome kroki i po chwili poczuł delikatny dotyk dłoni na swoim ramieniu.

Sięgnął w tamtą stronę i uścisnął rękę Hanji. Przyjaciółka odwzajemniła gest. Trwali tak razem, obok siebie, choć oboje czuli się w tej chwili najbardziej samotni na świecie.

Wiatr delikatnie poruszył firanką.

Levi powiódł spojrzeniem w tamtym kierunku. Jego oczy wypełniły się jasnością, w którą się wpatrywał. Po chwili podniósł się z miejsca.

Miał wciąż sprawę do załatwienia.


KONIEC
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 599
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Dla jasności: nie słodzę herbaty.

Postautor: Skorpion » 14 mar 2020, 19:35

Z racji, iż żyjemy w mrocznych czasach i nie możemy być pewni jutra to może być (nie będzie, ale może) ostatni fanfik jaki czytam.

Rozdział 2
Po sukcesie żołnierze, bo chyba można ich tak nazwać, nie wiem, nie znam się, ale mam to gdzieś. Będę nazywał ich żołnierzami. W każdym razie udają się świętować sukces misji niczym studenci po zakończonych egzaminach. Nawet mam wrażenie, że podobnie to świętnowanie się zaczyna i równie podobnie kończy. Rozdział skupia się na grze "nigdy coś tam". Na placu boju zostają Levi i Edwin i wyczuwam delikatne awwww. Przy okazji napiszę, że również nie słodzę herbaty. Za to cukrzę i mlesię kawę.
Błędów nie zauważyłem, ale dam cytaty, aby wizualnie komentarz wydawał się dłuższy.

Po przypłynięciu do Trostu, mamy zdać sprzęt i rozejść się każdy do siebie
O, jak u nas. Mają kwarantannę. Musiałem XD

- Co za dzikusy... - Mruknął Levi i odwrócił się od towarzyszy. – Miłego wieczoru.
Zawsze. W każdej grupie musi być postać, która jest tak bardzo ponad wszystkich i to trochę nabiera takiego fajnego efektu komicznego, gdy koleś pozuje na takie "mam wyjebane", a w duchu jakby wołał: "tak, tak, tak", ale o tym potem...

- Hej! – Erwin zaśmiał się, co sprawiło, że Levi poczuł przyjemne ciepło w brzuchu. Inne niż te, które czuł, pijąc alkohol.– Przecież zostałem dzisiaj z wami… Ale niech będzie.
Spacja

Rozdział 3

Kolejny rozdział spokojnie ukirunkowuje fika na przyszłe love story, na razie love story wyłacznie z jednej strony i też nie jestem jeszcze przekonany, czy jest to już coś świadomego ze strony Leviego, czy jak na razie to zainteresowanie czysto koleżeńskie. Chociaż nazywanie kogoś "Pan Wielkie Brwi" za pierwszym razem może zabawne, ale za kolejnymi trochę creepowate i ja na miejscu kolesia czułbym się niezręcznie będąc tak nazywanym przez osobę, która no nie jest mi jakoś super bliska. No w każdym razie pewnie kolejne rozdziały określą nieco ich relację.

Uwagi:
Zdał sobie sprawę, że jego myśli zaraz po przebudzeniu biegły w kierunku kapitana.
To najładniejsze zdanie z człego fika.
Ludzie otwierający swoje sklepy, żołnierze żandarmerii, patrolujący okolicę, zwykli mieszkańcy, załatwiający swoje sprawy. Zaspani rodzice, biegające dzieci.
W poprzednim rozdziale pojawia się wzmianka o dziewczynie z żandarmerii pisana wielką literą, w tym z kolei dwukrotnie zapisujesz małą. Nie wiem, czy jest jakaś różnica, ale chyba warto zrwócić uwagę.

Erwin był atrakcyjny, musiał to przyznać. To znaczy… Dbał o siebie, a to godne podziwu, prawda?
O, to jest właśnie ten humor. Normalnie słyszę jak mówi to rozmarzonym głosem, gdy nagle przypomina sobie o swojej postawie cynicznego i takiego ponad, szybko mówi niemal mechanicznie: "to godne podziwu" - dodając z desperacją: "prawda?!"
Levi podniósł wzrok na mężczyznę, który siedział przed nim. Był na wyciągnięcie ręki. Blondyn zajęty był akurat przeżuwaniem ziemniaków i krojeniem fragmentu steku, który znajdował się na jego talerzu
No dobrze, że nie kroił steka z czyjegoś talerza, bo była by burda.
Obrazek

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 71
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [Completed]

Postautor: Lisbeth77 » 15 mar 2020, 21:54

Rzeczywiście chyba świat się kończy xD
Po sukcesie żołnierze, bo chyba można ich tak nazwać, nie wiem, nie znam się

Tak, tak, żołnierze; w świecie AoT wojsko podzielone jest na 3 oddziały: żandarmerię, zwiadowców i tzw. korpus stacjonarny. Poszli świętować, bo przeżyli wyprawę; ekspedycje za mur odbywają się średnio co miesiąc z tego co udało mi się wyczytać, jednak podczas nich ginie sporo żołnierzy.

Przy okazji napiszę, że również nie słodzę herbaty. Za to cukrzę i mlesię kawę.

Ja tak samo:D
Przyzwyczajenie Leviego co do picia herbaty bez dodatków zostało wspomniane przez twórcę mangi, Isayamę, jako ciekawostka o bohaterze i musiałam ją wykorzystać w fanfiku. Levi ma też obsesję na punkcie sprzątania i porządku, ale to akurat wiadomo z anime/mangi.
Inne ciekawostki: np. Levi siłą musi zmuszać Hanji do kąpieli (tego wątku zapomniałam poruszyć w fiku...), Levi sam strzyże swoje włosy. A Isayama zapytany o to, jaki typ kobiety podoba się Leviemu, odpowiedział, że niskim ludziom podobają się wysocy ludzie, więc pewnie i jemu podobają się wysocy... ludzie.

Chociaż nazywanie kogoś "Pan Wielkie Brwi" za pierwszym razem może zabawne, ale za kolejnymi trochę creepowate i ja na miejscu kolesia czułbym się niezręcznie będąc tak nazywanym przez osobę, która no nie jest mi jakoś super bliska.

Haha, jak teraz o tym myślę, to masz rację xD cudowny komentarz.

W poprzednim rozdziale pojawia się wzmianka o dziewczynie z żandarmerii pisana wielką literą, w tym z kolei dwukrotnie zapisujesz małą. Nie wiem, czy jest jakaś różnica, ale chyba warto zrwócić uwagę.

Za tę uwagę jestem chyba najbardziej wdzięczna!

Dziękuję Ci pięknie, nawet nie wiesz jaką frajdę sprawiają mi Twoje komentarze. No i są też pomocne, na pewno poprawię błędy, które zauważyłeś, jestem bardzo wdzięczna <3
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1253
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [Completed]

Postautor: Miryoku » 18 mar 2020, 23:39

Miryoku zaczyna czytać: ooo, paręnaście rozdziałów, będzie trochę czytania, fajnie!
Miryoku niedługo później: ale... jak to koniec...? Przecież... Nieeee... :<

Jak widzisz, podobało mi się bardzo! Masz bardzo przyjemny styl, ładny sposób opisywania zdarzeń, emocji, postaci, bardzo obrazowy. Kilka razy łapałam się na tym, że w ogóle nie miałam wrażenia, że czytam fanfik, i nie chodzi tylko o niewątpliwe zdolności pisarskie, tylko o jakieś takie wrażenie, że czujesz tę opowieść, tych bohaterów niczym ich autor. Bardzo łatwo można było sobie wyobrazić wszystko to, o czym pisałaś. Charaktery i nawyki postaci oddane idealnie, ale to chyba jest oczywiste. Polubiłam bardziej Leviego, do którego niby czułam wcześniej sympatię, ale nie przesadnie. Szczególnie do mnie przemówiły te fragmenty, w których denerwował się na tę całą sytuację z Erenem. No i oczywiście jego relacje z Erwinem, Hanji i resztą zostały przedstawione znakomicie. Świetny rozdział ze świętami spędzanymi w trójkę, te sceny były takie cieplutkie (i faktycznie te arty aż się prosiły o zrobienie historii na ich kanwie). Sceny erotyczne też mi się podobały - dla mnie bardzo fajny balans między dosłownością a subtelnością, nie było przesady.

Tym fragmentem:
"Erwin był przy nim, tu i teraz, i właśnie to było najważniejsze.

Poza tym, planował jeszcze z nim porozmawiać o wszystkim. Gdy nadejdzie odpowiedni czas."

w połączeniu w następującym zaraz po tych zdaniach epilogiem totalnie zmiażdżyłaś moje serce, choć przecież doskonale wiedziałam, jakie będzie zakończenie tej historii miłosnej. Ostatni rozdział przeczytałam bardzo szybko, tak żeby w miarę możliwości nie przeżywać za bardzo :<

Co do zgrzytów, to w sumie chyba większość wymienili Skorpion i Vampi. Najbardziej mi przeszkadzało to nazywanie Leviego ciemnowłosym, więc fajnie, że w późniejszych rozdziałach już tego nie ma. Momentami też przeszkadzało mi nieco nagłe przeskakiwanie z perspektywy jednego bohatera na drugiego w narracji, ale nie tak, żeby utrudniało to czytanie. Czasem mi zgrzytnął jakiś tekst o gapieniu się komuś na tyłek czy w moim mniemaniu cringe'owy dialog, ale to już chyba kwestia osobistych preferencji. Wkradły się jakieś błędy typu Hanji napisana w inny sposób czy literówka, ale bardzo niewiele tego, nie zapisywałam specjalnie. Ogólnie super, że tak zwracasz uwagę na poprawność tekstów, od razu lepiej się czyta. No i te wszystkie ciekawostki o postaciach - super rzecz!
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 71
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [Completed]

Postautor: Lisbeth77 » 19 mar 2020, 12:48

Dziękuję Ci za boski komentarz, Mir, aż człowieka ogarnia chęć pisania. Niczego bardziej nie pragnęłam ale właśnie tego, żeby czytelnik czuł klimat oryginału, bo choć staram się go zachować, to wiadomo, że trochę odchodzę od kanonu (relacja między Erwinem i Levim nie była nigdy oficjalnie potwierdzona, niezależnie od śmichów-chichów i twittów twórców). Zawsze wolałam pisać własne, oryginalne teksty, gdyż używanie czyjegoś świata i bohaterów wydawało mi się trochę za trudne. Ale cóż, zdarzają się takie sytuacje, gdy człowiek nie może się powstrzymać i wtedy powstają fiki. Dzięki za uwagi, postaram się wyszukać błędy i je poprawić. Rzeczywiście muszę przyznać, że miałam problem z tym "tyłkiem", ale to dlatego, że "pośladki" też brzmią tak brzydko i chyba po prostu to tak zostawiłam, a faktycznie brzmi nieładnie xD Hm, ten fik powstawał tak długo i aż nie mogę uwierzyć, że go dokończyłam. Tak czy inaczej, dziękuję bardzo! *salutuje*
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1253
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [Completed]

Postautor: Miryoku » 19 mar 2020, 12:53

Nie dziękuj, tylko pisz więcej! :D
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: [Attack on Titan] Tylko jeden człowiek +18 [Completed]

Postautor: Vampircia » 20 mar 2020, 14:47

Przepraszam, że dopiero teraz. Powiem krótko i ogólnie, nie będę się czepiać o drobiazgi. Jako całość to coś więcej niż yaoi. Lubię ten rodzaj fanfików. Nie jest tylko romansowanie i świntuszenie, ale też rozbudowana fabuła. Najfajniejsze było to, że czytając, czułam jakby to była część oryginału. Nie było żadnych odstępstw od fabuły czy łamania kanonu. Naprawdę uwierzyłam, że przez całą mangę Levi i Erwin kręcą ze sobą:D Pisanie końcówki musiało być dla Ciebie trudne. Czytając sama czułam, że ściska mnie za serce.
Shoot first. Think never.


Wróć do „Anime/Manga”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości