[Sherlock Holmes] Liżąc rany

Tutaj wrzucamy fanfiki do filmów, seriali telewizyjnych, kreskówek itp.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Lady Makbeth
debiutant
Posty: 68
Rejestracja: 02 sty 2010, 18:58
Lokalizacja: Marcepanowo
Kontaktowanie:

[Sherlock Holmes] Liżąc rany

Postautor: Lady Makbeth » 13 lut 2010, 21:33

Tak, wiem, nie potrafię wymyślać tytułów :/ No, ale cóż począć? ;-)

Z miejsca informuję, aby potem nie było niedopowiedzeń, to jest fik do najnowszego filmu made by Guy Richie. Więc nie zdziwcie się, że postacie są OOC. Chociaż, oni nawet jak na film są pretty OOC :mrgreen:
Na koniec pragnę wszystkich przeprosić za tą niebotyczną wręcz głupotę, którą odważam się tutaj zaprezentować. To mój pierwszy fik o Holmesie, więc... Wybaczcie ;-)
PS. Strasznie to krótkie.

Tytuł: "Liżąc rany"
Fandom: Sherlock Holmes (movie verse)
Kategoria: bez ograniczeń (tak myślę)
Opis: Czasami jedyne, co możesz, to tylko martwić się i czekać aby potem opatrzyć rany.
Ostrzeżenia: Eee... nic? No, chyba, że komuś przeszkadza ledwo widoczny slash :mrgreen:
Status: Ukończone


Była noc. Na Baker Street 221B zwykle o tej porze panowały cisza i spokój, zakłócane jedynie cichym tykaniem ściennego zegara.
- Auć!
Lecz nie tym razem.
- Aua!
Watson z irytacją rzucił nasączony alkoholem wacik na podłogę.
- Holmes, proszę cię o to ostatni raz. Czy chociaż przez chwilę mógłbyś siedzieć spokojnie?
Siedzący obok na krześle Sherlock Holmes, najbardziej błyskotliwy detektyw świata (jak sam o sobie mówił), zerknął na swego towarzysza spode łba.
- A ty z kolei mógłbyś uważać, to boli! – poskarżył się.
- Jak ma boleć, skoro jeszcze nawet cię nie dotknąłem?
- Widzisz? Taki z ciebie lekarz, Watson.
Watson wziął głęboki oddech i sięgnął po kolejny wacik.
- Dobrze – powiedział, przykładając do niego buteleczkę ze spirytusem. – Tym razem postaraj się nie ruszać.
Holmes siedział sztywno, całym sobą dając światu do zrozumienia, jaki to jest niesprawiedliwy, podczas gdy Watson zabrał się do oczyszczania małego rozcięcia na jego policzku.
Detektyw jeszcze od czasu do czasu powtarzał kolejne „Auć”, jednak widząc, iż na przyjacielu najprawdopodobniej nie robi już to większego wrażenia, dał sobie w końcu spokój i zacisnął zęby. Przez cały ten czas miał minę naburmuszonego pięciolatka, jego sztandarowy wyraz twarzy, gdy ktoś (Watson) nie był tak bardzo zaabsorbowany jego osobą, jak sam by sobie tego życzył.
Watson tymczasem, również nie odzywając się ani słowem, kontynuował opatrywanie ran Holmesa.
A tych detektyw miał naprawdę sporo. I to najróżniejszej maści. Od drobnych skaleczeń na dłoniach i twarzy aż po stłuczenia i siniaki pokrywające niemal całą klatkę piersiową, brzuch oraz boki.
Lecz to właśnie twarz wyglądała najbardziej „malowniczo”. Sprawiała wrażenie jakby jej posiadacz zderzył się w pełnym biegu z powozem, a potem stoczył walkę z zaprzężonym doń koniem.
Ze złamanego nosa nadal okazjonalnie sączyła się krew, a tuż nad lewą brwią rozciągało się paskudne rozcięcie. Ale nawet ono bledło przy widniejącym pod prawym okiem, wyjątkowej urody, mieniącym się feerią barw, siniakiem.
Obrazu idealnie dopełniała zwichnięta ręka.
Watson ostrożnie rozsmarowywał specjalną maść na posiniaczonych brzuchu oraz bokach, aby jakoś zmniejszyć obrzęk.
W sumie to nie powinien się tak zamartwiać. Notorycznie zdarzało się mu być świadkiem, kiedy to Holmes wracał do domu cały poturbowany. Najczęściej związane to było z jakąś jego niebezpieczną „misją”. Watson wiedział jednak, iż spora część tych obrażeń powstawała na ringu, podczas „podziemnych” walk, w których Holmes często brał udział.
Jednak tym razem to prowadzone przezeń śledztwo zaprowadziło go, po raz kolejny zresztą, w ciemne zaułki Londynu, gdzie miał nadzieję trafić na ślad złodzieja drogocennej kolii, która zaginęła bez śladu kilka dni temu, a jej tajemniczym zniknięciem żyło obecnie całe miasto.
Akurat tego dnia Watson został zmuszony na parę godzin zastąpić swojego kolegę lekarza. Stary doktor miał nie cierpiące zwłoki obowiązki do załatwienia, poprosił więc (lub raczej ubłagał) Watsona, aby ten „dosłownie na chwilę” zajął się jego pacjentem.
„Prawdziwy anioł z ciebie, John!” „Ależ oczywiście” – pomyślał. – „Biorąc pod uwagę z kim mieszkam pod jednym dachem, powinienem zostać beatyfikowany.”
A więc, kiedy to doktor „bawił” u pacjenta, Holmes w ferworze prowadzonego śledztwa postanowił inwigilować podziemie. Kierowany dobrym sercem, zostawił swemu przyjacielowi obszerną i wiele wyjaśniającą wiadomość („Wyszedłem. Nie czekaj z obiadem. H.”) i opuścił 221B.
Wróciwszy do domu, Watson tylko zerknął na kartkę od przyjaciela i wzruszył ramionami.
Detektyw istotnie nie zjawił się na obiad. Na kolację zresztą również nie. A Watson zaczął, po raz nie wiadomo który, przeklinać jego lakoniczność. Szczególnie w takich sprawach, jak informowanie, gdzie akurat wychodzi, Holmes nigdy nie zawracał sobie głowy. Jakby każdy miał to sobie sam wydedukować.
Zresztą Sherlock zdawał się nawet nie zauważać, iż ktoś może się o niego zwyczajnie martwić. Na przykład Watson. Nie, teraz się nie martwił. Przecież Holmes zawsze sam doskonale sobie radził. Po cóż miałby się o niego martwić?
Minęła północ, Holmesa nie było już od ponad dwunastu godzin, a Watson już nie musiał się nie martwić. Teraz za wszelką cenę starał się nie wpadać w panikę. Przez głowę przelatywały mu najróżniejsze scenariusze, ze wrzuceniem zakutego w łańcuchy ciała do Tamizy włącznie.
W pewnym momencie miał nawet zamiar skontaktować się z Lestradem, ale w końcu, gdyby policja „coś” znalazła, to z pewnością natychmiast by go o tym powiadomili.
Zdawał sobie sprawę, iż mimo wszystko cała sprawa nie należała do bezpiecznych i Holmes z całym jego tupetem oraz zarozumiałością mógł łatwo wpakować się w jakieś tarapaty. Robił już tak wiele razy.
Zwykle przed marnym końcem ratował go jego niezwykły intelekt. Oraz Watson. Tylko teraz Watsona przy nim nie było. Doktor mimowolnie poczuł ukłucie winy. Nie mógł pójść z Holmesem i jego przyjaciel na niebezpieczną misję wybrał się sam. W końcu nic innego nie zdołałoby wywabić go z domowego zacisza. Gdyby tylko Watson wiedział, gdzie dokładnie poszedł.
Był zły na Holmesa, iż ten nic mu o swoich planach nie wspomniał. To tak, jakby mu nie ufał. Lecz w głębi duszy Watson wiedział, że Holmes zawsze najbardziej polegał właśnie na swym przyjacielu. I umyśle.
Błyskotliwy Sherlock Holmes, człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Człowiek zdolny rozwiązać każdą zagadkę. Człowiek, który potrafi powiedzieć niemal wszystko o drugiej osobie, po prostu na nią patrząc. A na dodatek był jeszcze znakomitym szermierzem i bokserem. Oraz najbardziej irytującym człowiekiem na świecie. Jak ktoś taki miałby sobie nie poradzić w kryzysowej sytuacji?
Ale Watson nadal się bał (już nie „martwił”, ale właśnie „bał”). Wiara Holmesa w swoje możliwości i jego zapatrzenie w siebie już nieraz sprawiały, że wplątywał się w przeróżne kłopoty.
Gdzieś tak koło drugiej w nocy Watson był zdolny z łatwością przełknąć dumę i przyznać, iż odchodzi od zmysłów.
Chciał już rozpocząć własne, zapewne bezcelowe poszukiwania, kiedy to nagle drzwi stanęły otworem i do środka wkroczył, lub raczej niemal wczołgał się, Holmes.
I Watson zapewne zwymyślałby go od najgorszych, gdyby nie stan, w jakim znajdował się jego przyjaciel, który to obecnie Watson starał się nieco poprawić.
Okazało się, iż Holmes przez kilkanaście godzin śledził pewnego fałszerza i jego brata, dzieki czemu co zdołał nakryć na niecnej działalności całą szajkę. Niestety, ta sama szajka zdołała również w jakiś sposób nakryć Holmesa i chociaż udało mu się zlokalizować kolię, musiał stoczyć walkę z kilkoma pilnującymi jej drabami.
- Mówię ci, Watsonie, to bodajże najgłupszy pomysł na jaki ktokolwiek mógł wpaść, aby trzymać skradzione kosztowności w starym piecu hutniczym – mówił, podczas gdy Watson zakładał mu kolejne opatrunki. – I to w dodatku dla niepoznaki zakamuflowane kawałkiem blachy.
- Taa – mruknął Watson, biorąc się za odkażanie sporego rozcięcia nad lewym okiem. – A teraz się nie ruszaj.
To powiedziawszy, chwycił specjalnie przygotowane igłę i nitkę.
Holmes już od pewnego czasu rzucał w ich stronę niepewne spojrzenia, a poczuwszy, iż jego domysły okazały się słuszne, postanowił zaoponować.
- Co masz niby zamiar z tym zrobić? – wskazał na przedmioty w rekach doktora.
Watson uniósł brwi.
- Rana nad twoją brwią jest całkiem głęboka i wątpię, aby obeszło się bez zszywania.
- Jak to zszywania?
Nie, żeby Holmes się bał. Po prostu, traktowanie człowieka jakby był dziurawymi spodniami oznaczało jego zdaniem zdecydowaną nadgorliwość lekarzy oraz brak szacunku do pacjenta.
Gdyby tylko Watson podzielał jego punkt widzenia. Ale on właśnie zabierał się za nawlekanie specjalnej nici na niesamowicie cienką igłę.
Sherlock nie dawał za wygraną.
- Jesteś pewien, że nie wystarczy zwykły opatrunek?
Watson nawet na niego nie spojrzał.
- Już nawet tak nie boli… - zaczął, ale Watson wpadł mu w zdanie:
- Mam cię uśpić chloroformem? – warknął. – Nie? To siedź spokojnie i się nie ruszaj – i zaraz dodał. – Holmes, twarz jest istotną częścią twojej prezencji, a ty dajesz się po niej tłuc, jakby to był worek treningowy.
Przetarł rozcięcie specjalnym preparatem i powiedział tym razem łagodniej:
- Uwierz mi, to nie będzie bolało.
Holmes westchnął i spróbował się rozluźnić. Nie pozostało mu nic innego, jak zaufać swojemu Doktorowi.
Watson ostrożnie pracował przy ranie.
- Martwiłem się o ciebie – powiedział po chwili. – Nie było cię tak długo.
Holmes wprawdzie nie odpowiedział, ale dało się z jego strony słyszeć ciche westchnienie. Watson nie był pewien, smutku czy irytacji. Mówił dalej, chcąc skorzystać z tak niezwykłej u przyjaciela ciszy. Musiał to z siebie wyrzucić.
- Za każdym razem, kiedy ty gdzieś znikasz, nie mogę przestać myśleć o tym, co ci się może przytrafić. Chodzisz tam, zagłębiasz się w mrok i sam jeden Bóg wie, jakie niebezpieczeństwa mogą tam na ciebie czekać.
Watson był pewien, że gdyby Holmes mógł, to pewnie przewróciłby oczami na to stwierdzenie.
- Zachowujesz się tak, jakbyś był sam na świecie. Ale to nie prawda. Holmes, zapominasz o mnie. Ja czekam i zawsze będę czekać.
Znowu ciche westchnienie. Lecz tym razem definitywnie wyrażało smutek. I coś jeszcze. Watson nie wiedział tylko, co.
- Nie jest tak, że gdybyś odszedł, to bym sobie nie poradził, ale… Bez ciebie moje życie nigdy nie będzie takie samo. Nic już nie będzie jak dawniej. Rozumiesz mnie, Holmes?
Spojrzał na drugiego mężczyznę i jego oczy wejrzały prosto w oczy Holmesa.
W tej chwili Watson mógł z łatwością wyczytać w tym spojrzeniu jedno słowo. „Przepraszam”.
Uśmiechnął się tylko i odłożył igłę, oraz nitkę na bok. Wreszcie skończył. Obejrzał jeszcze dla pewności, czy pozostałe opatrunki są na swoich miejscach i powiedział:
- No, skończyłem. Postaraj się nie zniszczyć bandaży – po czym, wskazując na rękę Holmesa, zawieszoną na prowizorycznym temblaku. – I radzę oszczędzać to ramię przez parę dni, zrozumiano?
Holmes tym razem naprawdę przewrócił oczami.
- Tak jest, Doktorze.
Watson pokręcił tylko głową.
- Teraz najlepiej idź się połóż. Pewnie jesteś strasznie zmęczony.
Jakby na potwierdzenie tych słów, jego przyjaciel potężnie ziewnął.
- No właśnie – kąciki ust Watsona mimowolnie uniosły się w górę.
Detektyw przeciągnął się i ruszył po schodach do swojej sypialni, rzucając przez ramię:
- Dobranoc, Watson.
- Dobranoc, Holmes.
Watson usiadł w fotelu tuż przy dogasającym kominku i westchnął. Przyzwyczaił się już, że Holmes nie zawsze wyrażał swoją wdzięczność w powszechny dla innych ludzi sposób.
Dopiero teraz poczuł, jak bardzo on sam jest zmęczony. Silne nerwy oraz niepokój tego wieczora wykończyły go niemal doszczętnie.
Minęły zaledwie dwie minuty odkąd Holmes udał się na spoczynek, mimo to, nie było sensu dłużej tutaj siedzieć. Jego własne łóżko jest o niebo wygodniejsze niż stary, wyliniały fotel.
Już miał zamiar się z niego podnieść, kiedy to zdał sobie sprawę, iż ktoś pochyla się nad oparciem fotela.
Watson nie zdążył nawet zareagować, kiedy to niespodziewanie poczuł parę ciepłych ust na swoim policzku i wyszeptane ledwo słyszalnie słowa:
- Dziękuję, drogi Watsonie.
I w mgnieniu oka znów był w pokoju sam. Zupełnie jakby to był sen.
Dopiero po dobrej minucie podniósł się z fotela i powoli ruszył do swego pokoju.
Tak, to musiał być tylko sen.

KONIEC
Ostatnio zmieniony 15 lut 2010, 20:12 przez Lady Makbeth, łącznie zmieniany 1 raz.
"What's wrong about wanting a man to hold another man's beads?"

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2066
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 14 lut 2010, 08:28

No, sympatyczne, chociaż ten całus pod koniec to było dla mnie trochę za wiele. No, ale chociaż był to pocałunek w policzek, a nie "namiętny pocałunek w usta".

Ogólnie historia była super. Podobało mi się jak oddałaś stan ducha Watsona. A także początek:
Lady Makbeth pisze:Była noc. Na Baker Street 221B zwykle o tej porze panowały cisza i spokój, zakłócane jedynie cichym tykaniem ściennego zegara.
- Auć!
Lecz nie tym razem.

Czyli wszystko na plusik :mrgreen:

Edit: Jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy:
(„Wyszedłem. Nie czekaj z obiadem. H.”)

Wiesz, oni chyba mieli tam gosposię.

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 18 lut 2010, 13:23

Muszę się podedukować, bo nie za bardzo rozumiem, jaka jest różnica pomiędzy slash, yaoi a shonen-ai XD To tak co do ostrzeżeń.
Znowu się nie mam do czego przyczepić w fiku, a kadzenie zarówno nie leży w mojej naturze, jak i za bardzo mi nie wychodzi, więc powiem tylko, że podobało mi się^^
OC-holic

Shiraishi
amator
Posty: 1
Rejestracja: 06 mar 2010, 21:26
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: Shiraishi » 06 mar 2010, 21:36

Lady Makbeth, okropnie podoba mi się twój subtelny styl. Niedlugo zamierzam zalożyć bloga o tematyce yaoi Sherlock Holmes. Oczywiście moje opowiadania nie są tak czarujące jak twoje i potrzebuję jakiejś pomocy mentalnej xD. Jakby Cię to zainteresowalo, a dlugo nie wchodzilabym na forum napisz SMS ( 694-421-897 )

Awatar użytkownika
Lady Makbeth
debiutant
Posty: 68
Rejestracja: 02 sty 2010, 18:58
Lokalizacja: Marcepanowo
Kontaktowanie:

Postautor: Lady Makbeth » 06 mar 2010, 21:49

Wiesz, prawdę powiedziawszy to, jak dotąd, moje jedyne opowiadanie o tematyce Holmesowskiej, ale z pewnością nie ostatnie. Choć muszę przyznać, raczej opieszała ze mnie pisarka :mrgreen:
Sprecyzuj tylko na czym dokładnie ma ta pomoc polegać, to się zastanowię i zobaczę co da się zrobić ;-)
"What's wrong about wanting a man to hold another man's beads?"

Awatar użytkownika
An-Nah
mistrz
Posty: 482
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: mHroczne miasto Kraków

Postautor: An-Nah » 18 kwie 2010, 11:28

Oooch, dla samego tego fica warto było wrócić na to forum :) Marzył mi się jakś fic holmesowski po polsku i proszę, oto jest i to dobry. Droga Lady Makbeth, narzekasz, że nie umiesz pisać - umiesz! Czemu się nie pochwaliłaś tym na Słowach Pisanych albo na NL?
Oczywiście nie byłabym sobą, jakbym uwag krytycznych nie miała, ale cóż, właściwie są tylko dwie: jedna to to, że Holmes, nawet w wersji Ritchiego i Dawney'a, robiący "minę naburmuszonego pięciolatka" to IMHO nieco za dużo. Jasne, ten facet jest neurotykiem, egocentrykiem, narkomanem i socjopatą, ale jest też geniuszem i dojrzałym mężczyzną. Dziecinne zachowanie jednak mu nie przystoi. Druga uwaga to fałszerze trzymający gdzieś skradzione kosztowności. To w końcu byli to fałszerze czy złodzieje? Jasne, mogli być jednym i drugim, ale całej sprawie poświęciłaś tak mało miejsca, że coś mi tu zgrzyta.
Poza tym jest ładnie. Obaj panowie, poza tym jednym zastrzeżeniem, zachowują się IC, mimo twoich ostrzeżeń. Widać tę pokopaną zależność między nimi, która tak ładnie była pokazana w filmie - to jak działają sobie na nerwy, jak wbijają szpile i jak nie mogą bez siebie żyć. Slashowy element na końcu jest wystarczająco subtelny, choć wyraźny - jak dla mnie ok, bo Holmes/Watson to od paru miesięcy mój OTP :) No i sama sytuacja - opatrywanie ran - wdzięczny, choć powszechny motyw.

Jasne, żal trochę, że nie z książki, a z filmu - ale film mi sprawił niewiarygodną radochę, no i jednak z filmu chyba fica napisać łatwiej. Holmes to fandom tyle wdzięczny, co trudny, postaci mają na tyle pokopaną psychikę, że łatwo coś spaprać. Film kładzie akcenty na nieco inne aspekty ich osobowości, inne rzeczy uwypukla i IMHO te rzeczy przedstawić łatwiej niż to, co rzuca się w oczy w opowiadaniach. Cóż, mam nadzieję, że będzie więcej, potrzeba nam rozbudować ten fandom, bo warto :) Czekam na następne, mogą być z filmu, będę szczęśliwa, ale jakby ci się z książki kiedyś udało, to chyba ze szczęścia umrę :) Masz kobieto niezły potencjał, teraz go rozwijaj.
Come with me in the twilight of a summer night for awhile
Tell me of a story never ever told in the past

(...)

Fanatics find their heaven in never ending storming wind
Auguries of destruction be a lullaby for rebirth

Awatar użytkownika
mazel
amator
Posty: 7
Rejestracja: 04 maja 2010, 01:14
Kontaktowanie:

Postautor: mazel » 04 maja 2010, 20:41

A mi sie bardzo podoba, bylo Holmsowo :-D

Kanonicznie przedstawilas obie postacie. Holmes jest lekko duchem, a Watson robi za jego opikunke, lekarza i zdrowy razsadek. Widac zaleznosc miedzy oboma panami
Zgadzam sie, ze rzeczywiscie bylo malo zagadki w opowiadaniu, ale wkoncu piszesz tutaj z punktu widzenia Watsona, ktory nie bierze czynnej akcji w sledztwie.
Pocalunek, no coz mimo, ze ostrzegalas tak srednio mi sie podobal, ale ostatecznie po Holmsie mozna sie wszystkiego spodziewac :lol:
Przyznam sie, ze to chyba pierwszy twoj twor jaki mam zaszczyt czytac i podoba mi sie. Masz ladny styl, opisy sa ciekawe i calosc czyta sie leciutko i przyjemnie. zwlaszcza podoba mi sie jka opisujesz momenty i miejsca niebezpieczne dla Holmes'a.

Mialam gigantycznego banana na twarzy, czytajac jak Holmes jeczy na widok igly :lol:

Coz moge wiecej powiedziec :?: I like it :-D
Mam lekki problem, bo czytajac to troszke mi fandom House md przeszkadza i bombarduje glowke, ale z czasem napewno minie

pozdrawiam mazel
Nie posiadam polskich znakow, przepraszam za utrudnienie w czytaniu.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2497
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 07 cze 2010, 16:51

Lepiej późno niż wcale. Przeczytałam dopiero teraz, bo zaledwie kilka dni temu widziałam film. Nie lubię kryminałów i przyznam, że mnie nie ruszył, pairing też mnie jakoś specjalnie nie kręci, ale też nie mam nic przeciwko, więc dałam szansę twojemu fikowi. Nie mam za bardzo do czego się doczepić, postacie są IC, napisane zgrabnie, a końcówka bardzo urocza. Tylko liczyłam na trochę więcej akcji, jeśli wiesz, co mam na myśli ;-)
Obrazek

Awatar użytkownika
Romeq07
uczeń
Posty: 37
Rejestracja: 07 maja 2010, 00:59
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: Romeq07 » 08 cze 2010, 20:23

Końcowy pocałunek był rozbrajający. Niestety widziałem tylko film. Z książkami przyjemności zetknąć się nie miałem.
W filmie to Watson chce wyprowadzić się z wybranką serca. Bez Holmesa. I teraz się zastanawiam, co tak naprawdę chodzi mu po głowie - chęć odetchnięcia powietrzem bez Holmesa, czy rozwiązywanie z detektywem dalszych spraw. Kontrowersyjna sprawa.
mazel pisze:Mialam gigantycznego banana na twarzy, czytajac jak Holmes jeczy na widok igly

Rozumiem to doskonale :-D
Tekst fajny, aczkolwiek szkoda, że one shot ;]

Mojaxe
amator
Posty: 3
Rejestracja: 14 kwie 2016, 21:56

Re: [Sherlock Holmes] Liżąc rany

Postautor: Mojaxe » 15 kwie 2016, 09:53

Chodź nie przepadam za takim okazywaniem uczuć między nimi to jak najbardziej doceniam. Bardzo podobało mi się zachowanie Sherlocka. Taki on w 100 % :D


Wróć do „Filmy/TV”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości