Slasher 2. Hotel

Tutaj zamieszczamy własne opowiadania i powieści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2032
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Re: Slasher 2. Hotel

Postautor: RedHatMeg » 02 sty 2018, 10:41

No skoro wprowadziłeś element duchów, to mój pomysł na sequel ma szansę zaistnieć XD.

Sorry, że nie komciowałam wcześniej, ale jakoś tak przy rozdziale 5 w pewnym momencie przerwałam i nie wróciłam do tego opowiadania, aż do dzisiaj.

Powiem szczerze - trzymasz poziom. Cieszy mnie też, że wprowadziłeś Andrzeja i Martynkę, bo lubiłam ich w Slasherze.

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 494
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 2. Hotel

Postautor: Skorpion » 14 sty 2018, 17:52

Rozdział 7
Pytania...


Gustaw czekał, nie okazując najmniejszych oznak poddenerwowania. Do obowiązków oddelegował wszystkich pracowników, a sam usiadł na zapleczu lobby, wpatrując się w korytarz. Tam w głębi było biuro Henryka, do którego kilka godzin temu zaprowadził Zbyszka. Miał zamiar dopaść gościa przy wyjściu i możliwie grzecznie przesłuchać. Zbyszek, Stefan i Henryk odbywali praktyki w czasie lub krótko przed zaginięciem Daniela, Elizy i Aleksa Hoffmanów. Istniała szansa, że ogromny element sekretu tego miejsca znajduje się w rękach dawnych praktykantów. Ani Stefan, ani Henryk wyjawiać go nie zamierzali, a więc ostatnią nadzieją był trzeci z nich.
On tu nie pracuje - pomyślał Brzęcki. - Możliwe, że nie będzie mu tak zależało na zatajeniu informacji. Wysnuł nawet teorię, iż praktykanci niegdyś pomogli Rypanemu Draniowi za namową Henia. Dlaczego? Odpowiedź nasunęła się sama. Henryk Uraś to syn Witolda Hoffmana, a zarazem drugi morderca. Teoria głupia nie była. Najstarszy z synów Olgierda w chwili powstania testamentu był na pewno po trzydziestce. Jeśli już wtedy miał potomka, dajmy na to urodzonego w maju, został wyeliminowany z walki o spadek już w przedbiegach. Co mu pozostało poza pilnowaniem, aby nie pojawił się spadkobierca urodzony bliżej dwudziestego szóstego stycznia? Ze zgrozą spojrzał na kalendarz. Dzielił ich niespełna tydzień od daty.
Blady jak ściana Henryk wyłonił się wreszcie z biura. Szybkim krokiem przeszedł przez lobby unikając wzroku kogokolwiek, spoglądał w podłogę. Brzęcki wyskoczył z zaplecza.
- Panie Henryku! Czy mam przyszykować pokój dla pańskiego gościa? - spytał natarczywie. - Mówił, że zatrzymał się gdzieś w Gdańsku, ale już późno i...
- Zbyszek już wyjechał.
Gustaw zamarł. Kiedy? O własnych siłach, czy już jako trup? I którędy niby wylazł? Oknem? Ach! Sekretne przejścia... Tam ukrył zwłoki.
Że łgał było oczywistym. W pierwszym odruchu konsjerż chciał zakraść się do gabinetu szefa i poszukać śladów zbrodni. Jakieś musiały przecież istnieć: ślady po walce, krew... Cokolwiek. Sytuację utrudnił mu sam Uraś, który zwyczajnie przestał wyłaniać się z biura. Faktycznie, przed stuleciem Hotelu Barok doszło im pracy. Zaproszono burmistrza Bursztynowa, dziennikarza miejscowej gazety, jakichś historyków. Wszyscy oni mieli przybyć na oficjalny bankiet dwudziestego szóstego.
Podejrzane zachowanie Henryka budziło wśród pozostałych mocno mieszane uczucia.
- Mówię wam - zaczął Leszek. - On chce przeczekać w tym swoim bunkrze Rypanego Drania.
- Ta, on tam siedzi, a my zostaniemy w między czasie pozabijani - przyznał posępnie Konrad. - I co tyle czasu zajmuje Burskiemu? Już dawno powinien mieć jakiś sensowny trop.
Adrian nie odpowiadał. Co prawda poprosił o pomoc komendanta, ten przyjechał, ale postępami w dochodzeniu nie dzielił się z nikim.
Rozmowę skwitowali milczeniem. Milczał także Gustaw. I milczał do piątku wieczora. Dzień przed hotelowym jubileuszem postanowił podzielić się obawami z młodszym bratem.
Konrad z grubsza podzielał opinie brata. Trzeba sprawdzić Henryka. Jakaś nieuzasadniona intuicja, przeczucie napawające go lękiem czy inny przejaw naiwnej i szalonej wiary nakazywał mu powątpiewać w winę szefa. Nie mógł przestać myśleć o Gustawie. Strój Rypanego Drania jakoś tak mu pasował do brata.
- To co dalej? - zapytał beznadziejnie. - Powiemy Burskiemu?
- Jeszcze nie - wycedził przez zęby. - Henryk to jednak nasz pracodawca i bez twardych dowodów nie mam zamiaru nikomu mówić o moich podejrzeniach. Najpierw znajdźmy ciało albo cokolwiek innego, co może go obciążyć.
Konrad zadał jeszcze jedno pytanie, na które doskonale znał odpowiedź. Jakichkolwiek dowodów należy szukać w ukrytej części hotelu. Do gabinetu Henryka wejść, od tak sobie, nie mogli, a więc pozostało im przedostać się z innego pokoju, najlepiej sąsiadującego z docelowym pomieszczeniem. Ukryte przejście za lustrem faktycznie istniało. Pierwszy raz mieli okazję przechadzać się między ścianami. Szli wąskim korytarzem pnącym się nieznacząco w górę. Najdziwniejsza była topografia miejsca. Długie przejścia niczym drogi w labiryncie prowadziły między pokojami. Niektóre kończyły się ślepymi uliczkami, inne prowadziły do niewielkich pomieszczeń niby wnęk i pokoi.
- Gdyby przekuć się przez te ściany można byłoby zyskać kilka dodatkowych pokoi - zauważył Gustaw.
- Ciekawe, po co komu były te przejścia.
- Przez wojnę - odparł żywo. - Podobno Olgierd panicznie obawiał się wybuchu wojny, powstania czy innej rewolucji. Dlatego nakazał zbudowanie sobie hotelu w hotelu. W razie niebezpieczeństwa on i goście mogli znaleźć tam spokojny azyl.
- Ironia.
Ostatnie wyjście doprowadziło ich na drugie piętro. Wyżej był już tylko strych, ale nie potrafili znaleźć przejścia na poddasze.
- Albo jesteśmy za głupi, żeby trafić, albo strych ma osobny korytarz - doszedł do ponurego wniosku Konrad.
Gustaw pomacał kieszeń. Miał klucz do drzwi. Miał doskonałe wyobrażenie zamkniętego pokoju. Stary, ociekający zgniłym zapachem składzik na wszelakie pamiątki po właścicielach hotelu. Był niemal pewny, że za stertą rupieci kryje się przejście do dawnej kryjówki Karola, a także pokój Jacka i kto wie, może to tam ukryto spadek Hoffmanów?
- Nie wchodźmy tam.
- Boisz się? - spytał wesoło.
Nie odpowiedział. Ton głosu Gustawa brzmiał podobnie do Pawła na chwilę przed ujawnieniem się jego wariactwa.
- Ile miałeś lat, gdy rodzice cię adoptowali?
- Jedenaście, a co?
Znalazł odpowiedni klucz, ale nie był mu potrzebny. Drzwi miały rozwalony zamek. Ostrożnie odepchnął drzwi. Z wnętrza strychu wyzionęła ciemność i odór zgnilizny. Obaj zachłysnęli się fetorem.
- Czy coś tu zdechło?
- Pamiętasz biologicznych rodziców? - Konrad kontynuował beznadziejnie.
- Niespecjalnie.
Namolna myśl o trói z zajęć praktyczno technicznych powróciła. Miał do wykonania karmnik, ale finalny twór nie przypadł do gustu nauczycielowi, który wystawił mu na półrocze nieprzyjemną wręcz agresywnie bijącą na tle czwórek i piątek ocenę dostateczną.
- Ptaki są innego zdania, a to liczy się bardziej - pocieszał go wtedy brat.
To niemożliwe, aby Gustaw był Rypanym Draniem - pomyślał.
- Jak było z tym krawaciarzem?
- Z kim?
- Ola mówiła, że kiedyś zginął tu jakiś facet - mówił mechanicznie. - Ponoć ty i Henryk znaleźliście ciało.
- Tak.
W tym samym momencie Gustaw wlazł na Rypanego Drania. Morderca chwycił go za koszule i pociągnął za sobą w ciemność. Konrad wbiegł tuż za nimi. Na słabo oświetlonym strychu trwała krwawa impreza. Zabójca trzymał ofiarę za kark w ten sposób przyciskając ją do ziemi. Drugą ręką zadawał kolejne ciosy nożem między łopatki. Porzucając bezpieczeństwo, logikę i jakiekolwiek poczucie zdrowego rozsądku chłopak skoczył na Rypanego Drania. Przeciwnik runął na ziemię wypuszczając z ręki nóż, a on przekoziołkował się, lądując pod wschodnią ścianą. Podłoga zaskrzypiała przeraźliwie. Odór śmierci nasilił się znacząco. Brzęcki poczuł odruch wymiotny, ale szybko zapanował nad sobą. Podłoga zatrzeszczała złowrogo. Pod ścianą obok znajdowały się kartony oraz łóżeczko. Dalej sztuczna palma przyozdobiona lampkami ledowymi. Kolejne znalezisko zatrwożyło go. Z liści wyglądał łeb wykrzywiony w grymasie przerażenia. Tuż za łbem znajdowała się reszta ciała.
- Michałek! - zawołał.
Obok michałkowego trupa znajdował się kolejny, jakiś obcy facet. Był to Zbyszek, ale o tym Konrad nie mógł wiedzieć.
- Teraz jesteśmy rodziną - rozbrzmiał złowieszczy głos Rypanego Drania.
Brzęcki odwrócił się bardzo powoli. Morderca zbliżał się.
- Co?
- Przypuszczam, że łączy nas jako takie pokrewieństwo - oznajmił, ściągając maskę.
Konrad spoglądał na Szymona z odrazą, ale nie dawał poznać po sobie zaskoczenia.
- Zakładam, że Gustaw był Aleksem - tu zawahał się. - Zresztą, teraz to mało ważne.
- Zabiłeś mojego brata.
- Nie dramatyzuj - rzucił chłodno. - Jeszcze dzisiaj spalę cały ten hotel, także umrą wszyscy.
- I to dla spadku?
- Dokładnie tak. Początkowo chciałem zabić tylko Aleksa, ale ani ja, ani mój ojciec nie mieliśmy pewności, które z was jest tym dzieciakiem. Potem zawsze ktoś się wtrącał i patrz do czego musiało dojść?
Konrad powstał energicznie. W tym samym momencie Szymon rzucił się na niego. Obaj przechylili się do tyłu i opadli na karton wypełniony ubraniami. Morderca zaczął dusić go. Brzęcki czuł zaciskające się na szyi dłonie. Intuicyjnie próbował poszukać czegoś do obrony. Czegoś, czym mógłby przyłożyć przeciwnikowi. Zyskać na czasie i zbiec na parter. Do ręki wpadły mu jedynie ledowe lampki. Podłoga zaskrzypiała ostrzegawczo. Brzęcki oplątał lampki wokół szyi Szymona, a następnie spróbował odepchnąć napastnika nogą. Palma przewróciła się. Dziki łoskot przeszedł po pomieszczeniu. Podłoga zarwała się. Konrad przeleciał przez ścianę zatrzymując się między piętrami. Szymon również spadł. Oplecione wokół jego szyi lampki zadziałały niczym wisielczy sznur. Szamotał się jeszcze przez chwilę, aż wreszcie wydał z siebie ostatni, pusty charkot. I taki był koniec Rypanego Drania.

***


I nastał trzeci, finalny akt dramatycznego pobytu w hotelu Barok. Obolały bohater trafił do salonu, gdzie wysłuchał przejętych komentarzy zgromadzonych, a potem cierpliwie choć bez składnie odpowiadał na pytania. Pojawił się też Burski z grubą teczką i niekrytym zadowoleniem.
- Gustawowi nic nie będzie - oznajmił Henryk. - Rany wbrew pozorom nie są takie poważne.
Zapanowała cisza.
- Przejdźmy do wyjaśnień - zaproponował Andrzej.
Stefan przyniósł z kuchni whiskey.
- Miała być na jutrzejszy... dzisiejszy - poprawił się, spoglądając na zegarek - bankiet, ale podejrzewam, że odwołamy.
Henryk machnął ręką.
Alkohol rozluźnił atmosferę.
- Rypanym Draniem był Witold Hoffman i jego syn Szymon - ogłosił tryumfalnie policjant. - Nosił nazwisko matki, Borowiecki.
- Wiedziałam - skomentowała gorzko Emilia.
Martyna odnotowała jej uwagę, ale zapytać miała zamiar za chwilę.
- Proponuję złożyć historię do kupy wspólnymi siłami - powiedział Burski. - Myślę, że każda z osób tutaj będzie potrafiła dopowiedzieć pewien istotny kawałek. Zacznijmy od testamentu Hoffmana, kto zna jego treść?
- No według plotek miał przekazać majątek wnukowi urodzonemu najbliżej daty założenia hotelu Barok - wyrecytowała informację Dominika. - Nie wiemy tylko, czy jest to prawdą.
- Jest - pokiwał głową Burski. - Dotarłem do kopi testamentu, a przy tym dowiedziałem się kilku innych rzeczy. Tak po prawdzie to można było rozwiązać zagadkę już lata temu, ale ludzie byli nieżyczliwi Hoffmanom i zwyczajnie woleli zapomnieć - mówił jednym ciągiem - Szymon urodził się 14 lipca 1983 roku. W tym samym roku powstał testament z ów zapiskiem.
- Czyli... - Adrian myślał na głos. - Olgierd stworzył ten testament, aby wydziedziczyć Witolda?
Burski przytaknął.
- Szymon był dzieckiem nieślubnym, a senior rodu miał twarde przekonania na temat rodziny. Wiedząc, że Witold nie uzna Szymona stworzył zapis w testamencie eliminujący najstarszego syna.
- Wystarczyło, że pierworodny Karola lub Daniela urodziłby się bliżej daty założenia hotelu - kontynuował Adrian.
- I tak też się stało - mówił dalej. - Witoldowi pozostało jedynie opuścić hotel z nadzieją, że bratankowie nie spełnią wymogów testamentu.
- Cały czas ten miał hotel na oku - wyszeptała konspiracyjnie Dominika.
- Teraz dochodzimy do roku 1985 i waszych praktyk - Busrki spojrzał na Henryka i Stefana.
- Kim są praktykanci ze zdjęcia? - spytał zachłannie Leszek.
- Ja, Henryk, Zbyszek Galewski i Grzesiu Wierzcha.
- Wierzcha! Wiedziałam! - zawołała tryumfalnie Marysia. - Mówiłam, że kojarzę skądś tego faceta.
Pozostali zaczęli żywo dyskutować. Jedynie Ola i Dominika spoglądały na siebie pytająco.
- Kim jest ten cały Grzesiu Wierzcha? - zapytała urażona Dominika.
- U nas w Lipkach jest taki nawiedzony dom - zaczęła Natalia. - Dostał swój przydomek ze względu na to, że kiedyś powiesił się tam niejaki Grzechu Wierzcha.
- Każde z nas kojarzyło faceta ze względu na zeszłoroczne zainteresowanie nawiedzonym domem, ale jakoś nikt nie potrafił właściwie go powiązać - stwierdził z żalem Adrian Korba.
- To co się wydarzyło tamtej nocy w hotelu musiało odcisnąć na nim piętno i doprowadzić go do samobójstwa - Stefan doszedł do smutnego wniosku.
- No właśnie! Co się wydarzyło tamtej nocy!
- Urodził się Aleks - rzekł sucho Henryk. - Karol wściekł się i zabił brata, bratową.
- A ty przekonałeś nas, abyśmy pomogli mu pochować zwłoki - dodał otwarcie Stefan. - Potem zadzwoniłeś na milicję z informacją o dokonanej zbrodni.
- W jednej kwestii pomyliliście się - przerwał mu Konrad. - Mordercą nie był Karol, ale Witold. Tamtej nocy zakradł się do hotelu - kontynuował - założył strój Rypanego Drania i zabił Daniela oraz Elizę.
- A wina spadła na Karola.
- Nonsens! - ożywił się Henryk. - Myślicie, że nie odróżniłbym Karola od Marka, Witolda, czy jak mu tam?!
- A zgadłbyś, kto nosił kostium? - rozjuszył się Stefan. - Była noc, my zmęczeni, a w dodatku byliśmy świadkami zbrodni. Facet w kostiumie Rypanego Drania słowem się nie odezwał.
Henryk zamilknął.
- Na pana miejscu opuściłbym hotel - dodał życzliwie Burski.
- Bo co?
- Bo pomógł pan przed laty mordercy w ukryciu zwłok, a ponadto podejrzewam, że po przeszukaniu pańskiego pokoju znajdziemy zaginiony oryginał testamentu.
- Co za bzdura! Przecież... - uciął, jakby rażony informacjami, które usłyszał. - Dzięki mnie to miejsce mogło dalej prosperować - głos zelżał. - Przepraszam, muszę wyjść - dodał, szybkim krokiem opuszczając salon.
Gdy kroki Henryka ucichły skwitowane trzaskiem drzwi Stefan dokończył:
- Zbyszek zabrał dziecko ze sobą. Tyle wiem.
- Kim jest Aleks? - spytała wprost Martyna.
I tu poszła fala podejrzanych. Obstawiano Gustawa, Konrada, a nawet Dominikę. Kolejne kandydatury spotykały się z mniejszymi lub większymi kontrargumentami.
Ostatecznie wątpliwości rozwiał Konrad.
- Zacznę od mojej niesłusznej oceny z zajęć praktyczno-technicznych. Jako jedyny wiedziałem, że łóżeczko ze strychu jest nieoheblowane.
- No i? - zirytowała się Natalia.
- Nie było skończone - doszedł do sedna. - Litery na łóżeczku nie tworzyły pełnego imienia. Syn Daniela nie miał na imię Aleks, tylko Aleksandra.
Zapanowała konsternacja. Część osób z utkwionym wzorkiem w Konradzie czekała na dalsze wyjaśnienia, pozostali spoglądali na Olę. Dziewczyna nie zdradzała żadnych emocji. Nie była zaskoczona, ale też niespecjalnie przejmowała się odkryciem sekretu.
- To nie był przypadek, że zaprowadziłaś mnie na strych i pokazałaś fotografie i łóżeczko - mówił dalej. - Chciałaś, abym poznał twój sekret.
- To prawda - przełamała milczenie. - Zbyszek zabrał mnie do swojej ciotki i to ona mnie wychowywała. Historię hotelu i rodziny Hoffmanów znałam doskonale. Zbyszek chciał, abym przejęła hotel w stosownym czasie. Nie miałam budzić podejrzeń, a więc przejęłam się tutaj do pracy kilka lat temu. Wiedziałam, że szukacie Aleksa, ale nie mogłam zdradzić wam sekretu ze względu na własne bezpieczeństwo.
- A więc próbowałaś nas doprowadzić do rozwiązania w inny sposób - uzupełnił ogniście Konrad.
Pani Ola podobała mu się coraz bardziej.
- Stefan! - wrzasnęła Natalia. - Nie mogłeś powiedzieć, że Aleks to dziewczynka?!
- Dzieci mnie brzydzą! - odpyskował. - Noworodka zabrał Zbyszek, a ja, Henryk i Grześ nawet się do niego nie zbliżaliśmy!
- Nie rozumiem tylko jednego - Ola ponownie zabrała głos. - Kim był krawaciarz i dlaczego został zamordowany?
Na to pytanie chętnie odpowiedział Andrzej Burski.
- Krawaciarz był kluczem do rozwiązania - powiedział nieco tajemniczo. - Nazywał się Rajmund Najma. Był notariuszem reprezentującym interesy Hoffmanów. Przyjechał do hotelu poinformować pracowników o testamencie, ale nie zdążył.
- Zabił go Witold - dopowiedziała Dominika.
- Notariusz przyjechał z oryginałem testamentu - kontynuował policjant - mam podejrzenia, że po morderstwie dokument zabrał ze sobą Henryk. Od pojawienia się notariusza Henryk, Witold i Szymon siedzieli jak na bombie wyczekując pojawienia się Aleksa. Nie mieli pojęcia, że pani Ola była tam już od dawna.

- Dla pewności Witold zatrudnił się jako hotelowy kucharz - uzupełnił Adrian. Historia zaczęła mu się składać sama. - Na miesiąc przed stuleciem hotelu pojawiliśmy się my, a wraz z nami silne przeczucie, że wśród dzieciaków z Lipek znajduje się spadkobierca.
- Rozumiem! - zawołał Leszek. - Kurde, pamiętacie?! Wysiedliśmy na niewłaściwym peronie! Zadzwoniłem do hotelu z informacją, że przyjedziemy spóźnieni.
- Telefon odebrał akurat Marek... Witek - poprawił Stefan. - Jedyne co wiedział o bratanku to, to, że zabrany został przez Zbyszka lub Grzesia z Lipek. Gdy usłyszał, że mają przyjechać praktykanci z Lipek wpadł w panikę.
- Miał jednak jako takie pojęcie i nie zakładał z góry, że Aleks to chłopiec - tu historię ponownie przejął Adrian. - Najpierw próbował dopaść Emilkę, ale napatoczyła mu się Anita, potem gonił Leszka i Dominikę, a następnie chciał zabić Natalię.
- Co ciekawe... - zaczęła nowy wątek Dominika. - Nawet, gdyby udało mu się wytypować i zabić Aleksa to spadek przeszedłby na Jacusia.
- Zgadza się - przytaknął Konrad. - Problem w tym, że mordercy nie mieli pojęcia o spadkobiercy ukrywającym się między hotelowymi ścianami.
- A pani Dobrójska? - przypomniała Marysia.
- Szymon rzeczywiście był opiekunem medycznym - odparł Burski. - a pani Jadzia jego podopieczną z domu spokojnej starości. Jakiś czas temu placówka zgłosiła jej zaginięcie. Szymon zabrał ją ze sobą do hotelu dla alibi. Cały czas powtarzał, że są tutaj z polecenia Dobrójskich. Pomyślcie, kto normalny zostałby w hotelu, w którym popełniane są zbrodnie?
- Szymon powtarzał, że nie chce zostawać w hotelu, ale musi ze względu na starszą panią - przypomniał Konrad. - ani Jadzia zachowywała się dziwnie i czasem uciekała, ale wszyscy założyliśmy, że jest postrzeloną babcią.
- Emilia, wcześniej coś wspomniałaś, o tym, że wiedziałaś, kim jest Rypany Drań - zagaiła Martyna.
- Pomijając jego zmiany nastroju - zaczęła niewesoło. - To wygadał się nieświadomie. Po zabójstwie Jadzi poprosił mnie o pomoc w ukryciu zwłok. Oczywiście, wskażę miejsce, gdzie leży ciało tej kobiety - uspokoiła policjanta. - Powiedział, że zrobimy to w taki sam sposób jak przed laty zrobili to praktykanci z Danielem i Elizą. Na początku nie zrozumiałam, ale potem doszło do mnie, że nie mógł wiedzieć, kto ukrył ciała Hoffmanów w skrzyni. Chyba że...
- Chyba że... powiedział mu o tym Rypany Drań - dokończyła Martyna.
- Mamy hotel, a gdzie reszta tej słynnej fortuny? - spytała zniecierpliwiona Natalia.
- Pewnie rozeszła się przez lata - westchnęła melancholijnie Dominika.
- Myślę, że jest tutaj - oznajmił Leszek.
- W ukrytej części hotelu?
- Nie! To znaczy jest ukryta, ale bardziej na widoku. No w kominkach!
Stefan, Andrzej i Konrad zerwali się na równe nogi.
- Stu letnie kominy, które nie mogą być czyszczone - powiedział raper. - Dlaczego niby nie mogą być czyszczone? Bo tam dziadek Olgierd upchał cały hajs.
Przepchał się do kominka i zajrzał w ciągnącą się ciemność. Trochę sadzy opadło. Widok sadzy zaniepokoił Olę. Dla niej cała fortuna mogła pozostać w kominie. Byle tylko nie nabrudzić na dywanach. Leszek wspiął się w górę. Po chwili zniknął w głębi komina. Czarny pył wypadł rozchodząc się po podłodze. Z głębi rozległ się cichy głos Matuszewicza oraz skrobanie. Po chwili nastąpiło apogeum brudu. Na podłogę wyleciał czarny worek wielkości plecaka, sadza, kolejny worek, czarny jak diabeł Lechu, a za nim dwa następne, większych rozmiarów worki.
- W innych kominkach też się znajdą takie niespodzianki - przyznał Leszek.
- I niby teraz to wymyśliłeś? - spytał krytycznie Adrian.
- Nie, już wcześniej - przyznał. - Po akcji z zadymionym salonem sprawdziłem komin wewnątrz.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś? - spytał z wyrzutem Konrad.
- Rypany Drań również szukał majątku. Skarb należy się Aleksandrze Hoffman i to ona powinna być pierwszą, która będzie przy jego otwarciu.
We workach znalazł się akt własności hotelu, pieniądze (te akurat trochę po terminie ważności), biżuteria, złoto, srebro, diamenty, zegarki, stare monet, mosiężne świeczniki, sztućce. Było tego mnóstwo. Wszystko kolorowe i mieniące się barwami. Fortuna istniała i istniała właścicielka. Wszystko wskazywało na to, że mroczne czasy Hotelu Barok zakończyły się wraz z jego setnymi urodzinami. Nastała nowa, pogodniejsza era.
Ola do przeglądania kosztowności głowy nie miała. Z miejsca poleciała po odkurzacz.
Ostatnio zmieniony 06 cze 2018, 12:57 przez Skorpion, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2032
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Re: Slasher 2. Hotel

Postautor: RedHatMeg » 28 sty 2018, 09:27

No, wreszcie się biorę za komentowanie. Sorry, że tak długo musiałeś czekać na komcia.

W sumie fakt, że tak ratami czytam sprawiło, że bohaterowie mi się mieszali i w sumie musiałam w spisie postaci sprawdzić kto zacz ten Szymon. Ale od razu jak sprawdziłam, wszystko się wyjaśniło. Natomiast są takie momenty w scenach dialogowych, kiedy nie jest jasne kto co mówi, bo albo didaskali nie wymieniają mówiącego z imienia, albo i w ogóle nie ma. Tak było na przykład jak Konrad i Gustaw ze sobą rozmawiali.

Nie przedłużając, jestem o wiele bardziej zadowolona z plot twistów tutaj niż w oryginalnym Slasherze. Były momenty w czasie tego opowiadania, kiedy brałam go pod uwagę. Brałam też pod uwagę to, że zaginiony dziedzic może być dziewczyną, ale obstawiałam Dominikę. Mimo wszystko jednak plot twist z Ola jest zadowalający.

Czy to już koniec, czy planujesz jeszcze jeden rozdział? I czy powstanie drugi sequel (na przykład o akademiku :mrgreen: )?

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 494
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 2. Hotel

Postautor: Skorpion » 29 sty 2018, 13:39

Dzięki.
Przyznam, że w dialogach pousuwałem trochę imion, bo zwyczajnie wydawało mi się, że za często się powtarzają. W oryginalnym zamyśle chciałem, aby Ola była opiekunką pani Jadzi i zarazem mordercą. Potem dodałem kucharza i Szymona, a Ola została pokojówką. Cały czas obawiałem się, że całość jest zbyt oczywista. Będzie jeszcze jeden rozdział dla zakończenia jeszcze jednego... dwóch wątków. Miał być 26 stycznia, ale nie dałem rady się ogarnąć.
Myślę o kontynuacji i nawet mam kilka pomysłów spisanych.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 494
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 2. Hotel

Postautor: Skorpion » 03 lut 2018, 18:36

Uff, dobiłem do końca, sam rozdział krótki, już powoli traciłem wenę, ale napisałem ;-)

Rozdział 8
I odpowiedzi


Nocą rozpoczęły się machinacje z policją. Wszelakie zamieszanie ustało dopiero nad ranem. Komendant miejscowej policji zabrał Konrada, Olę i Emilię na posterunek w celu uzupełnienia zeznań. Na doczepkę przyłączył się zły jak diabli Burski.
- Teraz im, na jasną cholerę, działać się zachciało - klął pod nosem - jak wszystko zostało wyjaśnione.
Mimo niezadowolenia rozumiał działania kolegów po fachu. Po tylu zbrodniach, zamknięcie hotelowej sprawy musiało pozostać bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Należało wyjaśnić, kim są Rypany Drań i pani Aleksandra, a także co wydarzyło się feralnej nocy 1985 roku. Do pełni szczęścia brakowało już tylko zeznań Henryka Urasia, ale diabeł jeden wiedział, gdzie podział się menadżer.
Adrian, Natalia i Marysia zostali oddelegowani do szpitala, w którym przebywał Brzęcki. Wkrótce zadzwoniła Kozłowska z informacją:
- Z Gustawem w porządku. Wracamy za niedługo.
Dominika przyjęła wiadomość. Odłożywszy słuchawkę westchnęła i usiadła w salonie, z którego jeszcze żadne z nich nie zdążyło się ruszyć od czasu nocnych zeznań.
- Wszystko wraca do ładu - uspokoiła się Martyna.
- Myślicie, że przyjadą jacyś goście? - zapytał Leszek.
Stefan popatrzył na chłopaka z powątpiewaniem.
- Jak ciebie zobaczą to cofną się w drzwiach.
Leszek popatrzył na umorusane sadzą dłonie. Cały lepił się od czarnego, nieco wilgotnego proszku. Było mu wyjątkowo źle. Nie zwlekając ani chwili dłużej udał się pod prysznic.
- Potem ewentualnie - zaczął i przerwał. - A zresztą... Chyba swoje praktyki odsłużyliśmy. Dziś mam zamiar lenić się.
Stefan wrócił do swojej zacisznej kryjówki w spa. Znalezienie spadkobiercy najwyraźniej w świecie mu zwisało. Dominika raz jeszcze westchnęła głośno. Przez chwilę tkwiła w poczuciu ciszy i spokoju - takiej normalności. Na owy stan normalności spoglądała jednak z rozczarowaniem. Poszukiwanie mordercy było niezłą przygodą, a teraz dobiegło końca. Kiedy znowu coś takiego przeżyje? Chyba nigdy.
Rozejrzała się po salonie. Obrusy i zasłony pokrywała sadza.
- Zrobię pranie - postanowiła.
***


Dominika Rychlewska przystanęła na półpiętrze. Przez chwilę nasłuchiwała odgłosów dobiegających zza ścian.
Jacek? - pomyślała. - To musi być on. Wszyscy o nim zapomnieli.
Wiedziona ciekawością, a trochę współczuciem weszła do pokoju. Stukoty nasiliły się i ukierunkowały na szafę z ubraniami. Było to o tyle zagadkowe, że dotąd każde przejście prowadzące do ukrytej części hotelu znajdowało się za lustrem.
Wolnym, hipnotycznym krokiem podeszła do szafy. Ostrożnie odsunęła płaszcze, rozgramiając panującą wewnątrz ciemność i stęchły zapach.
- Jacek? Czy to ty?
To był ktoś inny. I miał o wiele gorsze zamiary od któregokolwiek z żyjących lub nie żyjących Hoffmanów. Napastnik zarzucił dziewczynie worek na głowę. Szybkim i zdecydowanym ruchem przyciągnął ją do siebie. Spróbowała wyszarpnąć się, ale mężczyzna zacisnął worek. To był prosty sygnał - nie walcz, bo się udusisz. Spróbowała jeszcze raz, ale tym razem była to próba emocjonalna i pozbawiona jakiejkolwiek intencji.
- Nie wierzgaj tak... - wyszeptał Paweł. - Wpadłem na ciekawy pomysł.
Pomysł rzeczywiście był ciekawy, aczkolwiek nie świadczył najlepiej o jego stabilności psychicznej. Ba, Ostrowski był wariatem, o czym zaraz miała się przekonać.

***


Leszek zdążył przebrać się w swoje ubrania. Pokryty sadzą, hotelowy uniform, od razu wyrzucił do śmieci, wątpiąc w sens prania uświnionej szmaty. Poza tym praktyki dobiegały końca, jakoś chyba sobie poradzili, a więc założył, że nikt nie będzie przejmował się marynarką i spodniami w kant. Nie wyglądało na to, że Henryk wróci i zażąda zmiany stroju na formalny.
Dochodziła jedenasta. Nikt nie wracał. Znowu padał śnieg.
Ciekawe, gdzie jest Dominika? - pomyślał.
Przespacerował się po parterze, a potem do spa, gdzie Stefan i Martyna pili poranną kawę.
- Widzieliście może Dominikę?
- A nie była z tym waszym kolegą?
Leszek przez moment milczał próbując zgadnąć, o jakiego kolegę chodzi. Nieprzyjemna myśl o Pawle Ostrowskim dobijała się coraz nachalniej.
- Chodzi o... - zaczął bełkotać pod nosem.
- No ten taki wysoki - szukał imienia - Paweł.
Imię podziałało na Martynkę jak płachta na byka. Rozwścieczona rzuciła filiżankę przed siebie, ale na tyle niezdarnie, aby jej zawartość wylać na spódnicę. Leszek zrobił krok do tyłu. Oparłszy się o drzwi z niepokojem spoglądał na kobietę.
- Paweł? Paweł Ostrowski? Kapturnik? - pytała.
Matuszewicz pokiwał głową. Jego palce zacisnęły się na futrynie.
- Zabiję tego gnoja! - zawołała bojowo wróżka.
Nie zadawała pytań. Z miejsca pobiegła do kuchni po jakiś nóż. Miała zamiar zatłuc Pawła. Do Natalii nic nie miała, Adriana, Leszka i Konrada lubiła, Andrzej stanowił miłość jej życia, ale nawet przy ogromnej dawce ciepłych uczuć nie mogła nie zauważyć ich nieudolności. Rok temu mogli zabić mordercę z Lipek i zawiedli. Pora, aby to ona wkroczyła do akcji i rozwiązała ostatecznie problem Kapturnika.
- Widziałem jak Domino wchodziła do pokoju, chyba dziewiątki, zaraz za nim - relacjonował Stefan.
Leszek już nie słuchał. W jakimś niezrozumiałym amoku pobiegł do dziewiątki. Drzwi były uchylone, a szafa otwarta. Tylna ściana szafy nie istniała, łącząc się z dziurą w ścianie. Na kuckach przeszedł przez otwór prowadzący do wąskiego korytarza.
Dopiero wtedy pomyślał o jakiejś broni: nożu, kiju baseballowym, albo innej broni, której protagonista używa przeciwko czarnemu charakterowi w horrorach. Nie zabrał ze sobą niczego, a Paweł z pewnością był uzbrojony. Ciekawe w co? Nie było sensu zgadywać. Nie chciał też tracić czasu na cofanie się po nóż. W zeszłym roku zabrakło mu kilku minut.

***


Pomimo worka na głowie Dominika wiedziała, co się dzieje. Porywacz zaniósł ją do ukrytej części hotelu, usadził na krześle i przywiązał. Cały czas mówił do niej. Nic ważnego, jakieś bzdury, z którymi nawet nie chciało jej się dyskutować. Zresztą, jak dyskutować, gdy miało się na głowie worek? Głos Pawła co jakiś czas zmieniał się: był rozweselony, drażliwy, wątpiący, a potem znowu zły. Koniec monologu zwieńczył pytaniem o jej plany na przyszłość. Postanowiła ostentacyjnie milczeć. Wcale go to nie zirytowało. Mówił dalej, a w którymś momencie zreflektował się i zdjął jej worek.
Dziewczyna od razu rozpoznała miejsce. To tutaj wcześniej przyniósł ją Jacek! Dawna pracownia Karola Hoffmana. Mniej więcej znała drogę ucieczki. Nadzieja na wolność odżyła w jej sercu. Teraz największy problem stanowił sznur.
- Długo o tym myślałem i postanowiłem, że to twoja śmierć otworzy nową erę Kapturnika - ogłosił tryumfalnie. - Od momentu mojej ucieczki z Kowalików nie zabiłem jeszcze nikogo. Chciałbym, abyś była moim katharsis...
Po tych słowach oblał ją benzyną. Dziewczyna podskoczyła i gdyby nie to że była przywiązana do krzesła stratowałaby Ostrowskiego uciekając daleko przed siebie.
- Nie wydaje ci się to... trochę... drastyczne?
- Nie.
- Jeśli faktycznie szuka cię policja to niepotrzebnie zwrócisz na siebie uwagę.
- Rypany Drań planował spalić to miejsce i nawet zniósł kanister z benzyną - powiedział, zapalając świece w eleganckim świeczniku. - Co będzie się marnować?
- A nie wolałbyś bardziej tradycyjnie? - zapytała beznadziejnie. - Rozwiążesz mnie i będziesz mnie ganiał po hotelu z siekierą.
- Sorry, miałaś już swoją szansę na ucieczkę.
Więcej nie powiedział, bo próbując złapać równowagę wbiegł w rozłożone pod ścianą kartony. Takiego ataku nie mógł się spodziewać. Zajęty dyskusją z Dominiką nie zauważył momentu, w którym do pokoju wślizgnął się Leszek. Oponent najzwyczajniej w świecie popchnął go na ścianę. Ostrowski złapał za pierwszy przedmiot na jaki natrafił w stercie śmieci, zardzewiałe nożyce krawieckie. Leszek oswobodził Dominikę i teraz wolno wycofywali się z pracowni Hoffmana. Na to nie mógł im pozwolić.
- Zarżnę was - powiedział całkiem spokojnie. - Ciebie, a potem ją.
- Mówiłeś, że jesteśmy jak Pogromcy duchów! - Leszek usiłował zagrać na sentymencie Kapturnika.
- Tak! A teraz zabiję Sigurney Weaver! - zamachnął się.
To był moment, w którym Paweł mógł kląć na własnego pecha, przeciwność losu lub jakieś przekleństwo, bo jak w zeszłym roku w aferę wmieszała się Natalia, udaremniając mu morderstwo, tak tym razem na planie pojawił się Jacuś Hoffman.
Spojrzał wrogo na Leszka, potem na Pawła, a na końcu na Dominikę. Dlaczego matka jest przerażona? Czy oni jej coś zrobili?
- Rypany Drań! - zawołała żywo Rychlewska wskazując na Pawła. - On zabija ludzi!
- Co za bzdura? - rozzłościł się. - Jeszcze nikogo nie zabiłem od przybycia do tego cholernego hotelu!
Jacek nie słuchał. Ze złością rzucił się na Pawła, a siłę to on miał. Świecznik przewrócił się na karton. Ogień zapłonął żywo.Dym szybko wypełnił pomieszczenie. Walczący mężczyźni zniknęli z pola widzenia. Leszek i Dominika pobiegli korytarzem wzdłuż ściany. Po chwili dotarli do przejścia prowadzącego na zewnątrz.

***


- Na całe szczęście nikomu nic się nie stało - westchnął głośno Adrian Korba.
Akcja gaśnicza dobiegała końca. Na całe szczęście ucierpiały tylko dwa pokoje na pierwszym piętrze.
Oficjalnie, w hotelu znajdowały się wyłącznie cztery osoby: Leszek i Dominika, którzy zawiadomili o pożarze oraz Stefan i Martyna znajdujący się w tamtej chwili na parterze.
- Pawła nie znaleźli - oznajmił Andrzej Burski. - Tego całego Jacka też nie.
- Mnie bardziej interesuje, jakim cudem tak szybko znaleźliście przejście - zagaił Konrad. - Przecież te korytarze to istny labirynt.
Leszek uśmiechnął się, w duchu gratulując sobie przezorności.
- Ostatnim razem znakowałem sobie drogę - oznajmił zadowolony. - Fart chciał, że Paweł i Dominika trafili do tego samego pomieszczenia, do którego wcześniej zabrał ją Jacek Hoffman.
- Mam nadzieję, że Jackowi nic się nie stało - rzuciła melancholijnie pani Ola. - To w końcu moja jedyna żyjąca rodzina.
- Na pewno nic mu się nie stało - usłyszała w odpowiedzi.
Sama jakoś nie była przekonana. Niespokojnym wzorkiem objęła wejście do budynku. Pierwszy raz poczuła, że owe miejsce należy do niej. Hotel był częścią historii Hoffmanów, a teraz także częścią jej własnej historii - trudnej i makabrycznej.
- A tak w ogóle, to co zrobisz z hotelem? - zapytała żywo Marysia.
- Nie mam pomysłu - wzruszyła ramionami. - Spróbuję go odnowić za pieniądze ze spadku. Liczę, że Gustaw i Stefan pomogą mi.
- Masz to jak w banku! - zawołał podekscytowany Stefan.
Rozmawiali jeszcze długo, obserwując akcję strażaków. Jeden z nich, wysoki, nieco oszołomiony wyszedł z budynku bocznym wyjściem. Przeszedł obok grupki spoglądając na nią kątem oka, a następnie zniknął za bramą wjazdową. Czuł się lepiej. Szok, ból i zapach dymu powoli opuszczały jego ciało, a niepewny krok przeistoczył się w pewny marsz. Strażak zatrzymał się za parkingiem obok pierwszego lepszego samochodu. Zdjął hełm i odetchnął głośno:
- O mało nie spłonąłem... Zabiję...Teraz to już na pewno obedrę ze skóry! - wrzał rozzłoszczony Paweł. - Niech ich tylko znowu spotkam!

***


Ostatni dzień praktyk rozpoczął się niezwykle leniwie. Recepcja stała pusta. Do kuchni schodziły pojedyncze osoby chcące przygotować śniadanie we własnym zakresie, a zza ścian nie wydobywały się żadne hałasy. Jedyni goście, Burscy, wymeldowali się zaraz po akcji gaśniczej.
W dzienniczkach praktyk widniały oceny celujące wystawione przez Aleksandrę Hoffman. Wśród uścisków, pożegnań i podziękowań padały zapewnienia o utrzymywaniu kontaktu pracowników hotelu z praktykantami.
- Chyba zakochałem się w tobie na zabój - doszedł do wniosku Leszek.
- We mnie? - Dominika zdziwiła się fałszywie, bo on też jej się spodobał bardzo, ale nie miała zamiaru mu tego mówić. - Oszalałeś.
- Na twoim punkcie.
- Musisz mieć ostatnie słowo?
- Mogę ci odstąpić ostatnie, jeśli tylko powiesz, że nie oszalałem.
- Oszalałeś, ale akceptowalny z ciebie wariat.
- Czyli?
- Zobaczymy.
Mógł zaczekać.
Konrad pożegnał się ze Stefanem, Dominiką, a potem jeszcze raz z Dominiką, nerwowo wymijając pannę Olę. Podobała mu się od pierwszej chwili, a teraz bał się z nią żegnać w jakimś nieuzasadnionym poczuciu, że na odchodne chlapnie coś idiotycznego.
- Dziękuję za ten pracę - powiedział bardzo formalnie zalewając się rumieńcem.
- W porządku - odparła Ola.
- Mam nadzieję, że odwiedzisz nas kiedyś w Lipkach - zgubił zwrot per pani.
- Z pewnością - chłodny głos nabrał nieco ciepła. - Raczej się nie afiszujemy z tym, ale powinieneś wiedzieć jako brat Gustawa. Ja i Gustaw jesteśmy narzeczeństwem od kilku miesięcy, a teraz gdy otrzymałam ten hotel moglibyśmy wreszcie wziąć ślub. Także jestem przekonana, że będziemy się widywać dosyć często.
Konrad ogłuchł od słowa "narzeczeństwo". Z grobową miną spoglądał na Olę, bezmyślnie kiwając głową.
Adrian poklepał go po ramieniu i odciągnął na bok:
- A wiesz, że na jednej pani Oli świat się nie kończy?
- Nie... To jest tak... - wymamrotał cierpko.
- Przed nami studniówka, wakacje...
- O ile znowu nie pojawi się jakiś wariat z nożem - przypomniała ponuro Natalia.
Emilia i Marysia spojrzały po sobie i tylko pokręciły głowami.
- Jakoś sobie poradzimy - zawołał beztrosko Leszek. - W końcu możemy na siebie liczyć, nie?
To był słoneczny poranek w Hotelu Barok. Jeden z pierwszych, ciepłych dni zwiastujących zbliżającą się wiosnę.
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2032
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Re: Slasher 2. Hotel

Postautor: RedHatMeg » 03 lut 2018, 19:34

A widzisz, ja się zastanawiałam co z tym Pawłem.

no, interesujący koniec z bardzo optymistycznym akcentem. Cieszę się, że Jacuś powrócił w chwale.

Aczkolwiek w którymś momencie nazwałeś Dominikę Domino.

To co? Slasher: Campus następny? XD Czy robisz przerwę, aby zredagować oba teksty i wysłać do jakiegoś wydawnictwa?

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 494
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 2. Hotel

Postautor: Skorpion » 22 kwie 2018, 13:52

Zacząłem przymierzać się do kolejnego opowiadania. Początkowo miało być o czymś innym, a ten pomysł miał być one shotem, ale w sumie za dużo rzeczy chciałem w nim opisać i stwierdziłem, że rozpiszę ten pomysł na kolejną historię z tegoż cyklu. Póki co mam koncept historii, postaci, początek pierwszego rozdziału i kilka fragmentów kolejnych.
Co mam przygotowane:
- kontynuacja będzie nosiła tytuł Slasher 3. Mordercze lato
- miejsce akcji: fikcyjne miasteczko Staraszewo, leżące niedaleko Katowic, klimat obozowy
- czas akcji: czerwiec-sierpień 2010, czyli kilka miesięcy po wydarzeniach z poprzedniego opowiadania
- czarny charakter nazywa się Złowrogi, wzorowałem się na tej masce, w skrócie: czarny charakter to strach na wróble
- będzie można odnaleźć nawiązania do Nocy żywych trupów, Piątku 13-tego, Christine, Egzorcysty, Znaków i pewnie jeszcze czegoś, czego na ten moment nie planuję
- jak szczęście i zapał dopiszą to trzecia część ujrzy światło dzienne na jesień
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2032
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Re: Slasher 2. Hotel

Postautor: RedHatMeg » 22 kwie 2018, 14:17

Skorpion pisze:- będzie można odnaleźć nawiązania do Nocy żywych trupów, Piątku 13-tego, Christine, Egzorcysty, Znaków i pewnie jeszcze czegoś, czego na ten moment nie planuję

A Koszmar minionego lata? Aż się prosi.

W sumie fajnie. Czekam ze zniecierpliwieniem.

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 494
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 2. Hotel

Postautor: Skorpion » 22 kwie 2018, 21:15

Koszmar minionego lata i "I Know What You Did Last Summer" było już. Nic więcej w tej serii znaczącego się nie pojawiło.
Obrazek


Wróć do „Proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości