Stary ksiądz

Tutaj zamieszczamy własne opowiadania i powieści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2025
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Stary ksiądz

Postautor: RedHatMeg » 07 maja 2018, 14:58

Kolejny tekst na kurs. Wykładowca poezji wymyślił pracę domową, w której mieliśmy "przeczytać" coś, co nie jest tekstem - krajobraz, człowieka itd. Przez dłuższy czas nie miałam pomysłów, aż pewnej niedzieli zobaczyłam znajomego księdza i naszło mnie na jego temat kilka refleksji.

Tytuł: Stary ksiądz
Rating: 12+
Opis: Refleksje nad pewnym znajomym.

Wychodzi z zakrystii i pierwsze, co uderza mnie, to jego powolne ruchy. Chodzi o czarnej, plastikowej lasce i widać, po jego żółwim tempie, że każdy krok wymaga od niego wysiłku. Kiedy wreszcie przystaje przy konfesjonale, otwiera drzwiczki i kratkę na oścież, robi to również bardzo wolno, tak wolno, że przez krótką chwilę mam ochotę podejść i otworzyć je za niego. W końcu jednak jakoś daje sobie radę.
Jest pulchny, niski, posiwiały, z łysym czubkiem głowy. Jego twarz jest pucołowata, a policzki obwisłe. Często się uśmiecha. Wydaje się należeć do tego szczególnego typu ludzi, od których bije łagodność. Trudno sobie wyobrazić, aby mógł kogoś okrzyczeć albo się o coś wściec.
Od kiedy pamiętam, zawsze tak wyglądał – zawsze siwy, okrągły i uśmiechnięty. Tylko teraz jest jeszcze laska. A skoro jest laska, to jest też potrzeba laski wynikająca z reumatyzmu, bólu pleców, osteoporozy albo jakiejś innej przyczyny, która nie jest mi znana. I są powolne ruchy, świadczące o ciężarze spoczywającym na starych kolanach.
Tak, teraz widzę jak bardzo jest stary.
W konfesjonale spodziewam się, że będzie prosił, abym mówiła głośniej. W końcu słuch już nie ten… Lecz on zdaje się wszystko słyszeć bardzo dobrze, mimo psalmów śpiewanych z ołtarza. Słucha mojej pogmatwanej spowiedzi, wygłasza pouczenie, zadaje pokutę i w końcu daje odpuszczenie. Ja odchodzę, a przychodzą następni.
Niebawem kończy spowiadanie i z tym samym wysiłkiem, co wcześniej, otwiera drzwiczki i kratkę, aby wyjść, a następnie skierować się w stronę zakrystii. Kolejna rzecz, która we mnie uderza, to to, że kiedy przychodzi czas Eucharystii, on nie wychodzi znów, nie bierze w ręce kielicha z hostią i nie udziela wiernym najświętszego sakramentu. Jego posługa kapłańska podczas tej mszy kończy się tu i teraz.
I wtedy zdaję sobie sprawę, że nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam, aby jakąś mszę odprawiał; i że nigdy nie odwiedził nas po kolędzie.
A potem dociera do mnie, że choć w moim odczuciu on zawsze tutaj był, ja nic o nim nie wiem. Nie wiem, czy pracował na jakiejś misji. Nie wiem, co przeżył podczas wojny, komunizmu ani czasów transformacji. Nie wiem jak ma na imię ani jak bardzo jest stary.
Później, dużo, dużo później, w zaciszu własnego domu, zdaję sobie sprawę z tego, że na pewno wysłuchał wielu spowiedzi, a co za tym idzie – swoje słyszał. Był świadkiem tego jak zmieniały się czasy i obyczajowość. Księża przychodzili i odchodzili z parafii. Zwoływane były konklawe i sobory, a papieże zasiadali na tronach, umierali i abdykowali. Czy można sobie wyobrazić ilu swoich parafian ochrzcił ten stary ksiądz? Ilu z nich przygotował do pierwszej komunii, ilu z nich do bierzmowania, ilu z nich udzielił ślubu lub ostatniego namaszczenia? A ile mszy odprawił i ile grzechów odpuścił?
Nic dziwnego, że jest zmęczony. Tyle do zrobienia, a on jest już stary. Może przeżyje jeszcze jeden rok, może dożyje setki. Może już ma setkę, tylko o tym nie wiem. W końcu dla mnie zawsze tu był i zawsze był stary.

Wróć do „Proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości