[Hetalia]Po nitce do serca

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Yuri
junior admin
Posty: 59
Rejestracja: 28 gru 2009, 15:05
Lokalizacja: Zielona Góra/Zgorzelec
Kontaktowanie:

[Hetalia]Po nitce do serca

Postautor: Yuri » 12 mar 2010, 15:04

Seria: Axis Powers Hetalia
Tytuł: Po nitce do serca
Opis: Związek pomiędzy nadpobudliwym Arthurem oraz beznamiętnym Kiku nie wygląda za ciekawie, oboje również mają swoje tajemnice, które przeszkadzają im w komunikowaniu się. Zapowiada się na trochę dłuższe dzieło.
Paring: AngliaxJaponia i trochę RosjaxChiny
Uwagi: AU, yaoi 16+ (narazie?)

Rozdział I

W pokoju panowała cisza. Przy małym stoliku siedział Arthur z Kiku, popijając gorącą herbatę. Była to chyba jedyna z czynności, która tak naprawdę ich łączyła. Mimo iż miesiąc temu postanowili dać sobie szansę i zaczęli ze sobą chodzić, ich związek nie wyglądał za kolorowo. Kiku był niesamowicie nieśmiały, do tego stopnia, że odpychał swojego partnera za każdym razem, gdy ten się do niego dobierał. Jednak nie oznaczało to, że nigdy się nie kochali. Wręcz przeciwnie, przy zgaszonym świetle, głęboko pod kołdrą, z mocno zaciśniętymi oczami, Honda dawał partnerowi to, co miał najlepsze, jednak wyglądał przy tym jakby bardzo cierpiał. Arthur z kolei, jako jeden z naczelnych maniaków seksualnych nie mógł poradzić sobie z odtrąceniem, rekompensując to często ręcznie. W poszukiwaniach „złotego środka” tego całego problemu, żaden były jego partnera nie mógł mu pomóc, bo nikt nie zabrną tak daleko w związku z Kiku, aby teraz dawać mu jakieś wskazówki odnośnie postępowania. Sam nawet nie miał pojęcia jak to się stało, że jest teraz z nim w związku. Poznał Kiku na jednym z przyjęć Francisa. Od razu rzucił mu się w oczy, a młody mężczyzna jakby wyczuwając to, wkroczył szybko do akcji, przedstawiając się i prosząc o opiekę. Arthur na początku nie zrozumiał dokładnie drugiej sentencji, i kiedy okazało się, że nie chodziło wcale o wsparcie fizycznie, które szybko mu zaproponował, zrobiło mu się strasznie głupio. Jednak to nie zniechęciło go do dalszej znajomości, gdyż bardzo chciał dowiedzieć się, o co mu tak naprawdę chodziło. Kiedy Japończyk wytłumaczył mu, że w jego kraju właśnie tak się mówi, gdy kogoś po raz pierwszy się poznaje, Arthura ogarnęła niesamowita fascynacja i chęć poznania z bliska tych wszystkich zwyczajów.
- Chodźmy już… - powiedział Kiku, wyrywając mężczyznę z jego rozmyślań.
- Tak… - wymamrotał Arthur, wstając powoli od stołu i żegnając się z ukochaną filiżanką w małe kwiatuszki. Spotkanie z przybranym bratem Kiku nie było mu w smak. Wolałby spędzić ten wieczór ze swoim partnerem, nawet gdyby mieli tylko patrzeć sobie głęboko w oczy. Yao mieszkał do nich kawałek drogi, więc wsiedli w srebrną Toyotę Japończyka, który prowadził, i ruszyli w czterdziesto-minutową podróż. Arthur już z przyzwyczajenia włączył radio, aby nie było tak cicho jak przed chwilą w mieszkaniu. Honda spojrzał wymownie na Anglika, tym swoim specyficznie pustym wzrokiem, aby po chwili znowu patrzeć się na drogę. Nagle Arthur usłyszał swoją ulubioną piosenkę zespołu Queen i podkręcił odbiornik. Jednak gdy uświadomił sobie, jak bardzo gejowskie jest to, czego słucha, szybko przełączył na inną stację.
- Czemu to zmieniłeś? Lubiłeś tę piosenkę. – Kiku odezwał się, ukazując lekkie zaniepokojenie.
- Lubiłem… - odpowiedział, wlepiając wzrok w boczną szybę i opierając podbródek na pięści. Dopóki dobrze zabawiał się z kobietami, fascynacja tym zespół nie przeszkadzał mu w ogóle. Jednak teraz, gdy ulokował swoje uczucia w beznamiętnym Japończyku i to na dodatek płci męskiej, bał się, że wszystko może zdradzić jego orientację, nawet ulubiona muzyka.
Tak, to na pewno wina Francisa, pewnie zaraził się tą „wolną miłością” od niego. Francuz sukcesywnie sypiał z każdym, kto przynajmniej się do niego uśmiechną, albo i nie, on sypiał ze wszystkim, co żyło. Arthur aż zadrżał na myśl o tym, ile chorób wenerycznych może mieć jego znajomy.
- Zbladłeś… - Kiku znowu się zaniepokoił. Kirkland zastanawiał się przez chwilę, co powiedzieć, ale koniec końców, tylko się uśmiechnął.
- Cieszę się, że przy mnie zacząłeś się coraz częściej odzywać.
- Nieprawda, ja dużo mówię… Zawsze…
Arthur jedynie westchnął, kładąc dłoń na jego kolanie. Kiku nerwowo mrugnął, rumieniąc się. Kirkland otworzył usta, ale po chwili je zamknął. Pomysł z zatrzymaniem się i skonsumowaniem tej podniosłej chwili i tak by nie wypalił, więc od razu zrezygnował z napomnienia o tym. Droga, którą się poruszali była idealna, nie było na niej żywej duszy. Arthur znowu spojrzał na swojego partnera i zauważył, że ten ma jakiś wewnętrzny problem, z którym właśnie walczy.
- Chciałbyś coś? – Nie zdążył dokończyć zdania, a Honda zjechał na pobocze. Arthur milczał, bacznie obserwując postęp sytuacji, nie chcąc niczego przyspieszać.
- Arthur… - zaczął niepewnie. Kirkland właśnie pomyślał sobie o czymś niemożliwym, że jego partner właśnie odczytał jego myśli i zatrzymał się po to, aby się z nim zabawić, i w tej chwili ma problem z wyrażeniem tego. Przełknął ślinę i pochylił się lekko do przodu, aby mieć lepszy widok na jego twarz.
- Tak? – spytał Arthur, zaciskając dłoń na jego kolanie.
- Weź…
- Co?
- Weź tą rękę z mojego kolana! – ryknął tak, że krew mężczyzny zatrzymała się na chwilę, po czym szybko cofną dłoń.
- Nie, nie mogę się tak skupić na drodze!

Dojechali na miejsce w całkowitej ciszy. Od progu powitał ich Yao, jak zwykle ucieszony i rozpromieniony. Z pewnością rzuciłby się w ich ramiona, ale Kiku był „nietykalny”, a z Arthurem jeszcze tak bardzo się nie zżył, więc tylko ścisnął mu dłoń. Gdy weszli do mieszkania, uderzył ich zapach ostrych potrwa, w których Yao był mistrzem. Oczywiście oboje przygotowali się do „uczty śmierci” biorąc tabletki ochronne, aby im żołądki nie eksplodowały.
- Zacznijmy już jeść! – powiedział Yao, siadając jako pierwszy przy stole. Arthur spojrzał na Kiku, uśmiechając się bezsilnie, ale ten szybko spuścił wzrok.
Po posiłku Yao na „dobre trawienie” wyciągnął jakiś alkohol, którego nazwy Arthur nie był wstanie wypowiedzieć, ale smakował on wyśmienicie. Kirkland co chwilę spoglądał na Kiku, aby sprawdzić na ile on mu pozwoli. Po ostatnich rozróbach w alkoholowym amoku, rozbił szybę, rzucając w nią krzesłem, pobił barmana, wykonał striptiz dla ubogich, a na końcu obudził się za kratkami, z których jak zwykle wyciągał go Francis. Kiku nic, a nic nie powiedział na ten temat, ale jego wzrok mówił sam za siebie, przez co Arthur odczuwał zawsze wielkie wyrzuty sumienia.
- I jak wam się żyje? – wybełkotał Yao, huśtając się na krześle.
- Dobrze – odpowiedział Kiku, zaciskając szklankę herbaty w dłoniach, gdyż sam nie pił alkoholu, bo prowadził samochód. Arthur przełknął nerwowo trunek, wyglądając na takiego, który nie chce kontynuować tematu.

Wieczór minął im spokojnie, bez zbędnych ekscesów rozmawiali o tym, co ostatnio się u nich działo. Yao nakręcony był kupnem nowego samochodu, na który pracował od dawna, Kiku wciąż narzekał na pogodę, a Arthur na za wysokie ceny w sklepach. Rozmowa jakoś się kleiła, ale szybko musiała się skończyć, gdyż zrobiło się grubo po dwudziestej pierwszej. Gdy szli do samochodu, Kirkland kołysał się lekko i ciągle uśmiechał do siebie. Tego było właśnie mu trzeba, alkoholu – napoju bogów. Chociaż mógłby się kłócić o to szlachetne miano między gorzałką, a herbatką. Kiku wsiadł za kierownicę, zatrzaskując drzwi. Yao korzystając z okazji, że Arthur nie trafia ręką w klamkę, zatrzymał go na chwilę.
- Wpadnij kiedyś do mnie na coś mocniejszego – poklepał go po ramieniu.
- No… - wymamrotał, dobierając się w końcu do drzwiczek.

Arthur obudził się w swoim dużym i pustym łóżku. Znowu ogarnęły go myśli o tym, że jego partner nie mieszka z nim, ani tym bardziej nie zostaje na noc. Wstał powoli, widząc, że nadal jest w ubraniu. Westchnął, ściskając pogniecioną koszulę. Skierował się do kuchni, aby zaspokoić swoje smocze pragnienie. Wziął z suszarki czystą szklankę i nalał do niej wody z kranu. Spojrzał na nią z niesmakiem i wypił całość jednym duszkiem. Teraz postanowił nasycić własną duszę i nastawił wodę na herbatę. Udał się do gościnnego, aby jak zawsze włączyć telewizor, by nie czuć się samotnym. Zdziwił się jednak, gdy na jak zwykle pustej kanapie, ktoś leżał. Zamknął oczy na chwilę, po czym je otworzył. To nie był sen, jego kochanek jak leżał tam wcześniej, leży nadal. Arthur podszedł niepewnie do niego i zauważył, że był przykryty jego kurtką. Usiadł obok i odgarnął lekko jego włosy z twarzy. Kiku miał jasną cerę, która pod palcami była jedwabista. Jego czarne włosy doskonale podkreślały jego chłopięcą wręcz urodę. Arthur nie wytrzymał i pochylił się nad nim, muskając lekko jego policzek. Japończyk zamruczał, nieznacznie zmieniając pozycję. Kirkland znowu go pocałował, tym razem w usta. Odsunął się, aby dokładnie zbadać zachowanie Kiku.
- Alfred, ja już nie mogę… - powiedział z widocznym niezadowoleniem na twarzy.
- Jaki Alfred? – Arthur zdziwił się lekko, szturchając Kiku w ramię. Ten obudził się natychmiast, nie wiedząc dokładnie, co się dzieje.
- Jaki Alfred? – powtórzył, tym razem bardziej stanowczo.
- Co? – spytał Kiku, wstając do pozycji siedzącej.
- Gdy cię pocałowałem, to wypowiedziałeś te imię. Kto to taki?
- Nie wiem… - Honda odepchnął go od siebie, wstając na równe nogi. - Nie wiem, o czym mówisz… Zresztą, przepraszam za to, że spałem na twojej kanapie. Już sobie idę! – szybkim krokiem skierował się do wyjścia. Arthur go nie zatrzymywał, wiedział, że jak naciśnie się Kiku, to można zrobić mu krzywdę. Czajnik zaczął mocno gwizdać, ale Kirkland nie ruszył się z miejsca. Oparł się, zakładając nogę na nogę i pogrążył się w swoich myślach.

Arthur usiadł przed komputerem, z zaparzoną herbatą i pudełkiem herbatników. Włączył sprzęt i zaczął rozmasowywać sobie skroń. Powinien się teraz skupić na książce, którą pisał. Historia w niej zawarta, była prostą magiczną bajką dla dzieci, z morałem na końcu. Niestety, zatrzymał się gdzieś w połowie i nie mógł ruszyć dalej. Uwielbiał dzieci i dla nich zawsze chciał tworzyć, aczkolwiek jedno dziecko kiedyś bardzo mu nadepnęło na odcisk. Właśnie zaczął się zastanawiać nad tym, co dzieje się z jego młodszym, wyrodnym braciszkiem. Wyjął komórkę z kieszeni, która jeszcze działała, mimo iż na niej spał i wszedłszy w kontakty, zjechał na zakładkę z napisem Alfred.
- Alfred… – rozszerzył oczy, uświadamiając sobie, że jego niereformowalny brat, ma tak samo na imię, jak osoba, którą Kiku wywoływał. Próbował sobie przypomnieć, czy Alfred z Kiku mieli coś wspólnego, ale przecież oni się nawet nie znali. Więc niemożliwym było, aby to Alfred mógł coś mu zrobić. Rzucił niedbale telefon na biurko, odstawiając na bok pielęgnację rodzinnych więzi. Przez myśl przebiegł mu Yao, który zaprosił go do siebie na coś mocniejszego. Arthur zajrzał w swój notes, aby sprawdzić, co powinien zrobić, ale kartki na najbliższy tydzień były puste. Postanowił odwiedzić Yao dopiero jutro, dziś zmusi się do pisania.

Arthur zadzwonił do Yao, aby umówić się na spotkanie. Musiał wybadać teren przed najazdem, bo nie chciał się natknąć na jego partnera, który samym swoim istnieniem przerażał każdego. Sygnał nadawczy dłużył się, więc kiedy Arthur stracił już nadzieję i miał odłożyć słuchawkę, po drugiej stronie ktoś się w końcu odezwał.
- Tak Arthur? – Dało się usłyszeć razem z przytłumionym jękiem dochodzącym gdzieś z oddali.
- Yyy… Mogę prosić Yao? – zamknął oczy, błagając w myślach samego siebie, aby jego przypuszczenia do tego, kto odebrał i co się tam dzieje były niesłuszne.
- Jasne, pozwolę ci porozmawiać z moim partnerem i przy okazji posłuchać jego słodkich jęków… - nagle Arthur usłyszał odgłosy szarpaniny, kilka wyzwisk i głośne trzaśnięcie.
- Tak Atrhur? – tym razem był to Yao, który ledwo łapał oddech.
- Nie chciałem wam przerywać. Już nie przeszkadzam…
- Nie, nie! Chciałeś wpaść, tak? Mam jutro czas, to czekam… I przepraszam, znasz Iwana…
- Tak, znam go… To do jutra – rozłączył się, ciężko opadając na kanapę. Iwan był ostatnią sobą, którą chciałby spotkać w ciemnym zaułku, teraz jeszcze się mu naraził. Arthur, aż zadrżał, gdy wyobraził ich sobie w scenie rodzajowej, po czym zaczął martwić się o śniadanie, aby przez tę wizję czasami się nie wróciło. Nie miał oczywiście nic przeciwko Yao, był bardzo podobny do Kiku, tylko częściej się uśmiechał i bardziej przypominał kobietę. Ale Iwan, wysoki i barczysty facet, który w dzieciństwie pewnie znęcał się nad zwierzętami, jakoś nie przypadł mu do gustu. Jego tok rozmyślań przerwał mu dzwonek telefonu. Wziął go do ręki, patrząc na wyświetlacz, gdzie widniała nazwa „Franca”.
- Czego? – odebrał ze znudzeniem.
- Jakie czego? Twój przyjaciel do ciebie dzwoni, a ty tak go witasz?
- Nie jesteś moim przyjacielem i nigdy nim nie byłeś.
- Oj, nie mówiłeś tak, kiedy posuwałem cię w tyłek, gdy potrzebowałeś cielesnego wsparcia.
- Francis, czego chcesz ode mnie?! – Arthur prawie że krzyknął. Wciąż nie mógł sobie wybaczyć tego, jak nisko wtedy upadł, ale po takiej ilości alkoholu i głodzie seksualnym, było mu wszystko jedno.
- Myślę, że powinniśmy to powtórzyć. Wiesz, ty, ja i dużo alkoholu. Potem zapomnimy o naszych problemach, zabawiają się ostro na moim włochatym dywaniku w salonie. Co ty na to?
- Wiesz co? Spieprzaj i przestań do mnie wydzwaniać, bo jak cię spotkam, to ci urwę to, na czym ci tak bardzo zależy!
- Spokojnie! Przecież wiem, jak bardzo chce ci się bzykać. Twój partner nawet ręki ci nie poda, bo się wstydzi… Arthur, jak nisko upadłeś… Poza tym… – Kirkland nie wytrzymał, rozłączając się i ciskając komórką w ścianę. Nie mógł się pogodzić z tym, że mimo wszystko Francuz miał racje. Wszakże przebrnął z nim przez całe liceum. Robili sobie maratony masturbacyjne, zarywali panienki, znali nawet swoje najbardziej wyuzdanie fantazje seksualne.
- Jestem na głodzie… – wyszeptał Arthur łamiącym się głosem.

Następnego dnia Kirkland stawił się u Yao punktualnie o 16:30. Właściciel mieszkania przywitał go jak zwykle radośnie, jedyne co się zmieniło od ostatniego spotkania to to, że miał rozpuszczone włosy. Arthur wszedł do środka i nerwowo spojrzał pod nogi, upewniając się, że nie ma tam butów, które mógłby należeć do Iwana. Na szczęście „ruskiego” nie było dziś w mieszkaniu.
- Tak naprawę, chciałem z tobą porozmawiać. Co tam u Kiku? – zaczął Yao, prowadząc mężczyznę do kuchni, którą pieszczotliwie nazywał świątynią radości.
- Nie odzywał się do mnie od dwóch dni – odpowiedział mu spokojnie, jakby takie sytuacje zdarzały się nie raz.
- Aha… Czy to przez to, że byliście wtedy u mnie?
- Nie, to nie ma nic wspólnego z tobą…
- Wiesz, Kiku miał naprawdę ciężko w życiu.
- Czy to jest coś, o czym nie powinienem wiedzieć?
- Tak! Znaczy nie… Mój brat prosił, aby tego nikomu nie mówił… - wyszeptał Yao, siadając przy stole, co i Artur również uczynił.
- Kiedyś Kiku zaprzyjaźnił się z pewnym fotografem… - zaczął niepewnie z bólem w głosie.
- Niech zgadnę, ten fotograf okazał się psychopatą? - powiedział Arthur pół żartem, pół serio.
- No nie, że psychopatą, ale…
- Wiedziałem! Wiedziałem, że jakiś palant musiał na nim położyć swoje łapska! – krzyknął Arthur wstając na równe nogi.
- Uspokój się!
- Nie! Czy z wami jest wszystko w porządku? Ty i twój brat dajecie się obmacywać świrom!
- Że co proszę?
- I co się wtedy stało? Co ten idiota mu zrobił?
- Dlaczego powiedziałeś, że obmacuje mnie świr?
- A co, uważasz, że twój partner jest normalny? Powinien trafić za kratki za samo istnienie!
- Wynoś się… - Yao wycedził przez żeby.
- No powiesz mi w końcu, o co chodzi?
- Wynocha! - Yao krzykną tak donośnie, że aż żyrandol zadrżał.
- Ale…
- Jazda! – pokazał na drzwi wyjściowe.
Ostatnio zmieniony 12 mar 2010, 22:41 przez Yuri, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
eanilis
uczeń
Posty: 27
Rejestracja: 19 lut 2010, 18:20
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontaktowanie:

Postautor: eanilis » 12 mar 2010, 17:17

Niau. Wstęp naprawdę ładnie się zapowiada. Pomijając fakt, że Arthur okazał się dupkiem na końcu >_< Jak mógł coś takiego powiedzieć Yao?! Nic dziwnego, że tamten go wywalił z domu.
Co do wcześniejszych wydarzeń...
Cóż... Biedny Kiku. Ale naprawdę jestem ciekawa, czy to był "pan Ameryka" czy też nie XD Byłoby wtedy ciekawiej. Oj Arthur byłby zły. (Zaciesza na samą myśl.)
Podoba mi się przedstawiony przez ciebie Fransis XD Fajny, słodki zboczeniec.
Najbardziej podobało mi się to:
- Tak Arthur? – Dało się usłyszeć razem z przytłumionym jękiem dochodzącym gdzieś z oddali.
- Yyy… Mogę prosić Yao? – zamknął oczy, błagając w myślach samego siebie, aby jego przypuszczenia do tego, kto odebrał i co się tam dzieje były niesłuszne.
- Jasne, pozwolę ci porozmawiać z moim partnerem i przy okazji posłuchać jego słodkich jęków…

Hehe. Wyobrażam sobie minę Iwana XD
Błąd z alkoholem ci przez gg wytknęłam.

To już chyba wszystko.
No i pisz szybko kolejny rozdział ;3
Rzeczywistość jest iluzją, a ludzkość chorą wyobraźnią.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 14 mar 2010, 16:10

Każdy twój kolejny fanfik jest lepszy. Co to będzie jak się rozkręcisz na dobre :-P Mam nadzieję, że wkrótce będzie kolejny rozdział.
Shoot first. Think never.


Wróć do „Hetalia Axis Powers”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości