[Nowe i stare Tipringi] Ti-pring w krainie czaplingów

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 492
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

[Nowe i stare Tipringi] Ti-pring w krainie czaplingów

Postautor: Skorpion » 11 sty 2014, 13:06

Tytuł: Ti-pring w krainie czaplingów
Autor: Moja skromna persona
Fandom: Nowe i stare Tipringi Vampircia
Ostrzeżenia: Tak, ostrzegam, żeby zaś nie było.
Znajomość fandomu: Fajnie byłoby znać ff i trochę uniwersum DBZ.
Opis: Młoda Ti-pring zostaje narzeczoną potężnego władcy czaplingów. Teraz musi nauczyć sobie radzić w nowej rzeczywistości. Pewnego dnia na jej drodze staje choleryk i megaloman z małpim ogonem.
Status: zakończony


Dawno, dawno temu za siedmioma słońcami i siedmioma gwiazdami, gdzieś w Północnej Galaktyce była sobie mała, urocza planetka, którą władał młody, przystojny i szarmancki królewicz o imieniu Freezer. Jego dobroć sławiło kilka układów słonecznych, które książę oszczędził w zamian za niewolniczą pracę. Jego skromność sławiły te, w których kazał prawić sobie pochlebstwa w zamian za niezniszczenie. Jego urodę... Hm... Biedni byli ci, którzy jej nie chwalili.
Młody, przystojny książę o wielu zaletach siedział w wielkim tronie na mostku kapitańskim i znudzony spoglądał na czarną otchłań kosmosu, która była prawdopodobnie jedyną rzeczą większą od jego ego.
- Zarbon, jeśli zaraz nie dolecimy, to z nudy będę musiał kogoś zabić – oznajmił książę. - Nie wykluczam ciebie.
- A... - zląkł się generał Zarbon.
- Głowa do góry! - zachichotał Freezer. - To tylko taki niewinny żarcik!
- Łaskawy – w ten sposób zwrócił się do księcia jeden z oficerów. - Olkan przed nami.
- Olkan?! - zdziwił się Zarbon i natychmiast poprawił: - Wolkan! Planeta nazywa się Wolkan!
- Strasznie się denerwuję przed spotkaniem – przyznał przystojny królewicz.
- Ujmie ją wielmożny książę osobowością i urodą. Nie ma czego się obawiać - stwierdził generał Dodoria.
- Jasne! - przyznał odważniej. - Nie ma wątpliwości, a jak to nie podziała to zniszczę ją i tą zakichaną planetkę.
Ogromny statek księcia Freezera wylądował na polu buraków. Po chwili wokoło statku zaczęli gromadzić się Wolkanie. W końcu przez tłum przepchali się również władca planety: Zbok i jego córka Ti-pring.
- Kto to, ojcze? - zapytała dziewczyna.
Ignorując pytanie córki wyszedł na przywitanie gościom:
- Witaj, panie! Spodziewałem się ciebie nieco później.
Lord skinął głową i od razu zapytał generałów:
- Która to?
- Ta ładna – odparł Dodoria, popychając księcia w stronę oblubienicy.
- To moja jedyna córka Ti-pring, a to wielmożny Freezer - przedstawił ich sobie ojciec, dodając: - Książę pochodzi z wielkiej rasy Czaplingów.
- Changelingów, a nie czaplingów - książę wyjaśnił przejęzyczenie.
Mimo to młodej Ti-pring wyglądał on bardziej na krzyżówkę kozy z transwestytą, niż jakąś tam czaple, ale nie chcąc być nieuprzejma dygnęła. Freezer również spoglądał na dziewoje z nietęga miną.
- Zarbon, jeśli mam być szczery... Czuję się trochę rozczarowany – stwierdził.
- Oh, nie! To tylko pierwsze wrażenie - zapewnił go generał Zarbon.
- Nie jestem pewien, czy chcę czekać na drugie wrażenie.
Liczył, że będzie ciut bardziej changelingowa, ale wydawało się, że wolkanka nie mogła być już bardziej changelingowa, niż była w tamtej chwili, a w końcu darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.
- Nie będziesz tego żałował! - wtrącił się król Zbok. - Moja córka jest bardzo utalentowana. Proszę, spojrzeć na jej obrazy - powiedział, dając jednocześnie znak Ti-pring, aby podała wielmożnemu swoje dzieła.
Freezer przez dobre wychowanie rzucił okiem na rysunki Ti-pring. Wodził swymi pięknymi, diamentowymi oczyma po płótnie niczym prawdziwy mecenas sztuki, obracał je na wszystkie strony, aby zorientować się, gdzie góra, a gdzie dół, aż w końcu wydał fachową opinię:
- Tak, bardzo ładne, a teraz wracajmy do domu.
- Lordzie, paliwo sporo kosztuje... - rzucił ktoś z załogi. - Jak już tu przylecieliśmy to może nie wracajmy z pustymi rękoma.
- Racja - przyznał niechętnie.
Wielmożny postanowił wysilić się na romantyzm. Podszedł do Ti-pring, złapał ją za dłoń, przybliżył gwałtownie do siebie, jakby miał do czynienia z workiem kartofli i rzekł erotyczno-romantyczną barwą głosu:
- Moja najdroższa!
- Najdroższa? - powtórzyła zaskoczona obrotem spraw. - Przepraszam, jaka?!
- Innymi słowy luba – dodał trochę rozdrażniony jej nieogarnięciem. - Pragnę pojąć cię za żonę.
- Ale? Ojcze?! - szukała zrozumienia. - Co to ma znaczyć?
- Kochanie – zaczął Zbok. - Powiem wprost: Pan Freezer przybył w zaloty. To dobra partia - wyjaśnił, jakby miało to zachęcić dziewczynę do ożenku. - Poza tym, jak będziesz tak dalej wybrzydzała to nigdy sobie chłopa nie znajdziesz!
Przez chwilę próbowała wyobrazić sobie potomstwo będące krzyżówką wolkana z czaplingiem będącym wcześniejszą krzyżówką kozy z transwestytą.
- O, nie! - zawołała gwałtownie.
Na to jednak było za późno. Pomimo protestów dwóch oficerów zaprosiło ja na pokład statku.
Zbok uścisnął dłoń księcia i dla pewności powtórzył warunki paktu:
- Czyli umowa jest taka: ja oddaje córkę, a wy oszczędzacie moją planetę.
- Prawie – powiedział książę z szarmanckim uśmiechem. - Tata oddaje mi córkę, a ja pozwalam zostać tacie królem tej planetki.
- Czyli tak jak powiedziałem.
- Nie, ty mówiłeś o oszczędzeniu planety, a ja o pozostaniu na niej królem. Królem pozostaniesz do jej eksterminacji – wyjaśnił, odchodząc ze świtą. - Przy okazji w przyszłym miesiącu przyślę żołnierzy na plądrowanie Wolkan. Oczywiście będzie to po naszych zaślubinach, żeby tata nie miał wszystkiego od razu na głowie.
Król podskórnie czuł, że zrobił pozłacany interes, z którego właściwie nie miał nic, ale może przynajmniej jego córka będzie dobrze ustawiona? I być może doczeka się wnucząt?
- Na Wszechmogącego, będę miał najbrzydsze wnuki w całym kosmosie! - zawył wreszcie.
[center]
***[/center]

Droga do serca lorda Freezera była bardzo długa. Nie było mowy, że wystarczy wspólna kolacja, garść pochlebstw, czy obdarowanie księcia kwiatami. Ti-pring musiała postarać się bardziej... Musiała udowodnić swoją lojalność wobec księcia i jego armii. Zaczęła od stanowiska inspektora w toalecie publicznej na statku miłościwego. Kasowała za wejście, sprzątała, zmieniała papier w kabinach, pilnowała, aby każdy spuszczał wodę i opuszczał klapę. Była to praca niezbyt ambitna, ale przynajmniej nie musiała oglądać krzyżowki kozy z transwestytą.
- Tu jest jej stanowisko – oznajmił Zarbon. - Niech lepiej uważa. Niektórzy są tak cwani, że chcą wejść dwa razy, a patrzą, żeby płacić tylko raz.
W tym samym momencie z pierwszej kabiny wyszedł niewysoki młodzieniec. Czarne włosy, które zwykł stawiać na sztos, mokre od wody kleiły mu się do twarzy i uniformu.
- Co się panu stało? - spytała przejęta Ti-pring.
Miał do wyboru powiedzieć prawdę, że więksi i silniejsi kretyni z Oddziału Specjalnego Ginyu znowu spłatali mu niewybredny dowcip lub skłamać. Jako dumny wojownik wybrał kłamstwo:
- Spłuczka jest zepsuta. Pochlapałem się - zrobił krok w tył i wyszedł.
Dopiero wtedy Ti-pring zwróciła uwagę, iż ów młodzieńcowi wyrasta ogon z tyłka.
- Kto to był? - zapytała.
- Vegeta - odparł Zarbon. - To jeden z dumnych przedstawicieli tutejszych cercopithecus mitis. Naprawdę nikt ważny - machnął dłonią. - Trzy dni pracy tutaj i już będziesz w naszej hierarchii wyżej od tego Saiyanina.
Vegeta był księciem planety małp. Niektórzy złośliwcy nazywali go Tarzanem dla ubogich, a inni Marsjaninem, albo Sayianinem. Był nerwowy i często dawał do zrozumienia lordowi, że go nie lubi, co stanowiło duży nietakt zważywszy na fakt, iż Freezer był jego miłościwym przełożonym. Jego niechęć do księcia sprawiała, że inni żołnierze często pastwili się nad nim.

[center]***[/center]

Stołówka dla Ti-pring była niczym wspomnienie czasów szkoły średniej: kwadratowe stoły, wokół których tłoczyli się ubrani w uniformy żołnierze. Ich rozsadzenie nie było przypadkowe. Elity, jak Dodoria i Zarbon, siadały w samym centrum i przy oknach, geniusze pod ścianą, naprzeciwko luzacy i ci, którzy mieli najwięcej subskrypcji na YouTube, zaś popychadła i ofiary losu, a w tym Saiyanie, gnieździli się przy wejściu do toalety. Tam też miejsce postanowiła zająć Ti-pring. Oczywiście, nie musiała tam siadać. Wcześniej proponowano jej miejsce wśród nerdów oraz fajnych lasek. Jednak z racji bliskości z jej miejscem pracy postanowiła wybrać stolik Saiyan.
- Jestem Nappa - przedstawił się wysoki, łysy pan. - Witaj w naszej "rodzinie" - dodał, słodkim jak lukier, głosem.
- Ti-pring - odparła zaskoczona życzliwością.
- Przystojniak po lewej do Radditz, a ciacho po prawej to Vegetka - przeszedł do prezentacji swoich towarzyszy.
- Siema - machnął ręka Radditz, po czym wrócił do zabawy tabletem.
Vegeta nie odpowiedział nic, jak to przystało na dobrze wychowanego Saiyana. Ti-pring spodobał się niemal od razu. W jej typie od zawsze byli niscy, gburowaci cholerycy z małpimi ogonami. Zdawała sobie sprawę, że druga taka okazja może się nie zdarzyć. Dlatego też wypięła biust, aby wyglądał na większy, uwodzicielsko zakaszlnęła i uruchomiła moduł Mary Sue, który gwarantował uwagę facetów.
- Przykro mi z powodu tamtego wydarzenia w toalecie - zaczęła Ti-pring.
Vegeta nic nie odpowiedział.
- Ha! - zaśmiał się Radditz. - Mam już pięćdziesięciu znajomych na Facebooku! Jeszcze dziesięć razy tyle i będę mógł siadać do stołu z luzakami.
- Nie będziesz mógł - mruknął Vegeta. - Ten złamas Freezer nigdy ci na to nie pozwoli.
- Nie powinieneś tak mówić - obruszył się Nappa. - Nasza Ti-pring niedługo zostanie żoną księcia.
- Ten kutas?! - mówił, zupełnie nie przejmując się obecnością narzeczonej lorda.
Moduł Mary Sue jest świetny - pomyślała dziewczyna. - Siedzę tu dopiero trzy minuty, a on już jest o mnie zazdrosny!
Vegeta produkował się dalej:
- Freezer ma nas wszystkich gdzieś! I zapewniam, że ją też będzie miał w głębokim poważaniu.
- E tam... Ja myślę, że po prostu nie dostrzegasz jego zalet - Nappa twardo stał przy swoim. - Pamiętasz jak rozdał wszystkim paczki na Boże Narodzenie?
- To nie był on, tylko jego brat! - wrzasnął Vegeta, który nie potrafił już panować nad własną złością. - A paczki były dla jego armii, a nie dla naszej! Cholera!
- Poza tym Freezer zniszczył naszą planetę - wtrącił się Radditz.
- To tylko plotki!
- Jasne... - pokręcił głową i przesunął swój tablet w stronę Nappy i Ti-pring.
Na oficjalnej stronie Wikipedii była notatka stworzona przez usera Goku93: "Freezer zniszczył planetę Vegetę".
- A to kutas! - przyznał wreszcie Nappa. - Zrymował.
W tym samym momencie na stołówkę weszła pięcioosobowa grupa wojowników. Nie bacząc na nic przepchali się do stołu na samym środku sali, wywołując tym samym małe zamieszanie.
- A ci to kto? - zapytała Ti-pring.
- Oddział Specjalny Ginyu. Najlepszy zespół taneczno-bojowy w armii Freezera - wyjaśnił Radditz.
Kapitan, umięśniony i nieciekawie wyglądający oprych, nazywał się Ginyu. Bata, na którego wszyscy wołali Beata, bo... bo tak im się podobało. Jeice o czerwonej skórze i najpiękniejszych włosach w całym kosmosie, mały, gruby brzydal, którym nikt się nie przejmował oraz Recoome przypominający potwora z filmów z Karloffem.
Vegeta wstał od stołu i pokierował się do wyjścia. Ti-pring odprowadziła go wzrokiem.

[center]***[/center]

Młody, niski, gburowaty mężczyzna z małpim ogonem intrygował ją coraz bardziej. Za każdym razem, gdy ktoś spuszczał wodę w toalecie przypominała sobie ich pierwsze spotkanie. Ale kim był książę planety małp? Jaki był? Nie mogła liczyć, że powie jej coś o sobie. Dlatego też zaraz po pracy udała się do gabinetu doktor Pornoli. Sala medyczna znajdowała się w pokoju 33 na końcu korytarza B na piętrze 2 blok C/4. Lekarka siedziała za biurkiem i przepisywała recepty, gdy weszła Ti-pring.
- Pani doktorowa musi mi pomóc! - zaczęła niemal błagalnie.
- Kobiece sprawy! - zawołała Pornola. - Nic nie mów! Sama czasem zapominam przez...
- Nie! Chciałam zapytać o Vegetę.
Pornola zmarszczyła brwi.
- Jeżeli chodzi o przyprawy to musisz iść do kuchni - mruknęła. - To, że jestem kobietą nie oznacza, że muszę być kucharką!
- Nie! Mówię o saiyańskim księciu - wyjaśniła.- Zakochałam się i chciałabym czegoś się o nim dowiedzieć.
Pani doktor wstała z miejsca i podeszła do półki, z której odruchowo ściągnęła książkę w czerwonej oprawce:
- W moich czasach, jeśli chciało się poznać chłopaka, umawiało się z nim na randkę, ale dzisiaj... - podała Ti-pring książkę: - Tutaj znajdziesz wszystko o Saiyanach.
- "Zagłada Saiyan, czyli wielka feta wszechświata", Carl Darwin - przeczytała tytuł i autora.
Dziewczyna niepewnie przewertowała kilka pierwszych stron. Zatrzymała się dopiero na ilustracji podpisanej: "Dragonball Ewolucja". Przedstawiała ona schemat ewolucji: jednokomórkowy organizm zmieniał się w małpę, zaś ta w saiyańskiego wojownika, uderzająco podobnego do Vegety, zaś ten w changelinga. Dla Carla Darwia (prywatnie dobrego przyjaciela Freezera) było oczywistym, że wszystko, co niedoskonałe dąży do perfekcji, czyli changelinga. Sensu to nie miało żadnego, ale dla autora, który usilnie stara się wykonać parodię było niczym chwytanie brzytwy przez tonącego.
[center]
***[/center]

Wiadomość o tym, że zakochała się w osobie nie będącej jeszcze czaplingiem była dla młodej Ti-pring niczym grom z jasnego nieba. Zrozpaczona wróciła do toalety, zamknęła się w kabinie i cicho łkała, spoglądając w bezkresną szafirową toń muszli klozetowej. Chciała uciec i zapomnieć o paskudnej krzyżówce czapli z transwestytą, księciu z planety małp i innych łapserdakach. Pragnęła wrócić na rodzinną planetę, raz jeszcze ujrzeć swoich przyjaciół i przytulić ojca Zboka. W końcu postanowiła, że ucieknie! Plan nie był głupi. Gdyby nacisnęła spłuczkę z ogromną siłą, woda klozetowa mogłaby porwać ją ze swym dzikim nurtem. Potem wystarczyłoby przemieszczać się rurami.
- Co ty robisz?! - rozległo się.
W drzwiach kabiny stał Vegeta.
- Uciekam stąd!
- Ale... - zaczął Vegeta nie do końca rozumiejąc. - Przez kibel?
- Tak! - wrzasnęła zapłakana. - Tak samo jak zrobili to w "Skazanych na Shawshank"!
- Ale... To nie było na statku kosmicznym - wyjaśnił subtelną różnicę pomiędzy ziemskim więzieniem, a kosmosem.
Ti-pring już nie słuchała. Rzuciła mu się na szyję, przypierając go do ściany i czule szepnęła:
- Vegeta, chce, abyś wiedział, że nie przeszkadzają mi ani twoje babskie fochy, ani małpi ogon, ani to, że jesteś niższy ode mnie i że masz niższe IQ. Pragnę być twoją Mary Sue!
Zaskoczony odparł:
- Dziękuje, chyba.
Z daleka wyglądali Holly i Paul z filmu "Śniadanie u Tiffany'ego" (z tym, że Vegeta był niższy od Paula). I stali w takiej pozycji, aż do wejścia generała Zarbona.
- Co to ma znaczyć?! - wrzasnął zdezorientowany Zarbon.
- My nic...
- Nieważne! - przerwał tłumaczenia. - Nasz wspaniały książę chce was widzieć! Oboje! Natychmiast!

[center]***[/center]

Pokój księcia był urządzony bardzo gustownie. Pomimo minimalistycznego wystroju dało się odczuć rodzinne ciepło i serdeczną atmosferę bijącą z fotografii przestawiających rodzinne podboje. Vegeta i Ti-pring zajęli miejsca na pastelowej kanapie w kwiaty naprzeciwko biurka, za którym siedział ich łaskawy władca.
- Droga Ti-pring powiem wprost - zaczął Freezer. - Niedługo odbędzie się TRUP.
- Ale chyba nie mój za próbę dezercji?! - spytała przerażona.
- Ja... Jakiej dezercji? Zdezerterowałaś? - wydusił z siebie zaskoczony lord.
- Em... Dezynfekcji. Chciała powiedzieć: "dezynfekcji" - wyjaśnił Vegeta. - Dezynfekowała toalety.
Freezer postanowił nie drążyć tematu.
- TRUP to Turniej Rumby, cUmbia, Passodoble. Weźmiesz w nim udział - wyjaśnił, obdarzając dziewczynę perłowym uśmiechem.
- Ja?! Ale...
- Nie odmówisz chyba swojemu władcy?
- Nie umiem tańczyć.
- Przecież nie wyślę cię, mój ty głuptasku, samej - zachichotał. - Będziesz tańczyła z oddziałem Ginyu, znasz ich, prawda?
Przytaknęła.
- Ten mały, gruby, jak mu tam? - pytał, spoglądając na Vegetę w nadziei, że mu przypomni.
- Nie wiem.
- Z resztą, kogo to obchodzi? W każdym razie Beata na niego usiadł i i ten teraz nie będzie mógł wystąpić. Zastąpisz go, zrozumiano?
- Tak...
Vegeta parsknął śmiechem.
- Dobrze, że przypomniałeś mi o sobie! - mruknął książę.
- Wolę egzekucję, niż taniec - stwierdził na wstępie Vegeta.
- Domyślam się - powiedział książę i jako wspaniałomyślny monarcha oznajmił: - Nie mogę cię jednak rozpieszczać i dawać wyboru. Zajmiesz się ochroną TRUP-a.
- Ja? - zdziwił się.
- Tak ty - zachichotał kokieteryjnie lord. - Jeśli się spiszesz to czeka cię kariera, a jeśli dasz małpiej dupy to... - spoważniał. - Nie wiem jeszcze co, ale będziesz tego żałował. Teraz możecie już wrócić do swoich zadań, czy co tam robiliście...

[center]***[/center]

Ti-pring pojawiła się na sali prób przed ósmą rano i dołączyła się do rozgrzewki prowadzonej przez Recoome. Po chwili zjawił się kapitan Ginyu.Ubrany był inaczej niż zwykle. Na czole miał zawiązaną chustę, zamiast górnej części zbroi miał białą koszulkę z krótkim rękawem, zamiast spodni granatowe getry. W pierwszej chwili chciała się roześmiać. Mimo stroju Ginyu był jednak nadal kapitanem i należał mu się szacunek.
- Ty! - wskazał na Ti-pring. - Potrafisz tańczyć?
Dziewczyna nieśmiało wyszła przed rząd i odparła:
- Nigdy nie brałam żadnych lekcji, ale tańczyłam na szkolnych prywatkach na Wolkanie.
- Dobra, pokaż, co potrafisz - mruknął.
Jitsu włączył magnetofon. Z głośników zaczęły wydobywać się pierwsze dźwięki:
Who let the dogs out? Who, who, who, who, who?
Ti-pring zaczęła podskakiwać niczym kukurydza prażąca się na popcorn, a kapitan Ginyu jedynie spoglądał. Najpierw ze spokojem. Potem z przerażeniem. Jej ruchy przypominały połączenie robo-dance z hawajskim tańcem hula.
- Nie! Stop! - wrzasnął wreszcie. - Jak śmiesz gwałcić tak szlachetny rodzaj sztuki jak taniec? - zapytał bez ogródek.
Ti-pring zatkało. Chociaż nie uważała się za mistrzynię parkietu, sądziła, że jej poczucie rytmu nie było najgorsze.
- To najtrudniejsza sytuacja w jakiej się znalazłem kiedykolwiek. Jesteś kompletnym beztalenciem - mówił niemal teatralnie kapitan. - Ale nie mogę zawieść naszego wspaniałego lorda. Nauczę cię tańczyć.
Gdy pozostali trenowali, instruktor Ginyu wytrwale tłumaczył nowej członkini zespołu filozofię tańca. Jednak objaśniania jej układu chorograficznego były tak samo skuteczne, jak tłumaczenie holenderskiej pogodynce różnicy pomiędzy ruskimi pielmieniami, a czeskimi knedliczkami w języku greckim. Ti-pring nie potrafiła wydobyć z siebie pozytywnych emocji. Za każdym razem, gdy coś jej nie wychodziło krzyczała i złościła się. Jej "zła energia" nie była jednak jedynym problemem, który zauważył kapitan. Jego nowa podwładna kulała nawet od strony technicznej.
Trudno było ocenić Ginyu jako instruktora. Momentami wydawał się być bardziej zniewieściały, niż Nappa. Ponadto nie był niemiły wyłącznie dla niej. Pozostali członkowie oddziału również obrywali ostrą krytyką.
- Recoome, chcę widzieć pracę bioder!
Na komendę kapitana wielkolud zaczął kręcić się niczym młynek do kawy.
- Jitsu trzymaj ramę!
Białowłosy ufał trenerowi i chociaż nie miał pojęcia w czym miał mu pomóc taniec z kostką margaryny w ręku, nie przestawał.
- Beata, gdzie twoja kobiecość?!
Beata nie wiedział co zrobić. Wydawało mu się, że zmiana imienia była wystarczająco kobieca jak na faceta.
- Ti-pring widzę postęp!
- Na... Naprawdę? - ucieszyła się.
- Tak, teraz zamiast psucia całego układu, psujesz zaledwie osiemdziesięciu procentach.
Trenowali całą noc. Pomimo hektolitrów wylanego potu, łez i napojów energetycznych układ nadal nie był doskonały.Nie było rady. Trzeba było udać się na turniej.

[center]***[/center]

Z okazji TRUP-a statek kosmiczny księcia Freezera wylądował na 79 planecie jego wspaniałomyślności. Na trybunach posadzono buractwo, zaś "burżuazję" w osobie księcia i jego brata w loży vipowskiej. Vegeta jako pracownik ochrony stał przy wejściu do owej loży.
- Freezer to pierdoła! - zawołał ktoś z buractwa.
Dobrotliwy książę nie miał zamiaru bawić się w szukanie winnego. Nie było na to czasu. Dlatego też wycelował swój drobny paluszek w stronę trybun wypuszczając z niego pocisk z energią ki. Widownia eksplodowała. Normalnie nie postąpiłby tak gwałtownie, ale wyjątkowość tego dnia i obecność starszego brata ogromnie go stresowały.
Tymczasem na scenę wyszedł Oddział Specjalny Ginyu w towarzystwie Ti-pring.
- Ta tancerka - rzucił niespodziewanie Cooler. - Oddasz mi ją, dobra?
- Ti-pring?! Nie ma mowy! To moja przyszła żona! - oburzył się książę.
- Mieliście już noc poślubną?
- Nie, ale...
- To znaczy, że jeszcze wszystko można odwołać.
- Nie!
- Powiem tak... - westchnął zniecierpliwiony Cooler. - Albo oddasz mi ją po dobroci, albo powiem tatusiowi o tym, do czego doszło pomiędzy tobą, a niejakim saiyaninem Bardockiem.
- To tylko plotki - zachichotał nerwowo. - Poza tym wiesz, że wtedy przechodziłem trudny okres i...
- Warto, aby tatuś znał twoje prawdziwe motywy, dla których zmiotłeś planetę małp z mapy wszechświata - powiedział z powagą, po czym dodał, spoglądając na Vegetę: - Wybacz, stary.
- Nie mam żalu - odparł obojętnie.
Temat jego rodzinnej planety i jej zniszczenia był wałkowany tyle razy, że Vegeta zdążył przywyknąć do tego. Poza tym w pewnym sensie "lubił" Coolera. Jak na czaplinga wydawał mu się całkiem w porządku. Nawet jego imię było bardziej "cool", niż cały całe rządy Freezera. Momentami tylko współczuł Ti-pring, że ma wżenić się w tak dysfunkcyjną rodzinę czaplingów.
- Nie odważysz się! - zapiszczał przerażony lord.
- Dobra... Umówmy się tak - Cooler zmienił temat. - Wiem, że brakuje ci jaj. Słyszałem, że na Namek mają i to, aż siedem smoczych jaj.
Vegeta słuchał.
- I co z tego? - burknął książę, który miał nieodparte wrażenie, że starszy brat znowu chce go obrazić.
- Gdy je zbierzesz będziesz mógł wypowiedzieć życzenie.
- Jakie tylko chcę?
- Jakie tylko chcesz.
- Wiem! Zażyczę sobie drugiej Ti-pring dla ciebie!
Starszy z braci tylko głośno westchnął. Jakieś trzydzieści lat temu w szpitalach changelingów panował ogromny bałagan. Nie zdziwiłoby się, gdyby wtedy doszło do jakiejś strasznej pomyłki w wyniku, której jego prawdziwy brat został zamieniony z Freezerem.
- Żałuję, że podzieliłem się z tobą moimi planetami! - warknął wreszcie Cooler.
- Jak to? Z niczym się nie dzieliłeś!
- Nie, wcale... Tatuś mówi: "Cooler, masz tyle tych planet, oddaj z siedemdziesiąt bratu, żeby nie było mu przykro".
- Nic podobnego - powiedział, tym razem w stronę Vegety. - Sam je zdobyłem.
Nagle nastąpił huk.
Na parkiet wdarły się dwie grupy: feministki i Ludowy Ruch Antyfrezjański. Pierwsza grupa wyzywała Freezera od sukinkotów nie szanujących praw kobiet, druga tak ogólnie, że jest pierdołą.
Wybuchło zamieszanie.
Wściekły Freezer wrzasnął na stojącego za nim Vegetę:
- Miałeś pilnować, aby nie doszło do takiego incydentu! Za karę wyślę cię na podbój jakiejś planetki na peryferiach wszechświata. Albo lepiej! Wyślę ciebie z Nappą! W jednej kapsule, żeby ci się żyć odechciało! Na co czekasz?! Ogarnij ten burdel!
Vegeta zacisnął zęby i posłusznie opuścił lożę vipowską, aby po chwili znaleźć się w tłumie. Tam dostrzegł Ti-pring. Wiedział, że zamieszanie jest ich jedyną szansą. Przepchał się przez tłum i złapał za rękę. Przez moment spoglądali sobie w oczy niczym aktorzy z brazylijskiej telenoweli.
- Musisz uciekać! Teraz! - wydał jej polecenie.
- Co?!
- Masz szansę! W tym zamieszaniu nikt nie zauważy twojej ucieczki.
- A co z tobą?
- Chcę mieć smocze jaja - odparł Vegeta.
Na twarzy Ti-pring pojawił się grymas niezrozumienia. Do tej pory była pewna, że Vegeta ma wszystko, czego mu potrzeba. Jednak po chwili zastanowienia brak jaj mógłby być wytłumaczeniem dla jego agresywnych zachowań.
- Nie zostawię cię tutaj!
- Kurwa... Skończmy z tym cackaniem. Bierz kapsułę i spadaj stąd!
Nie kłóciła się z nim więcej. Wybiegła z sali tanecznej i przez nikogo nie zauważona przemknęła do garażu. Wsiadła w pierwszą otwartą kapsułę i wystartowała. Opuszczała nieprzyjazną krainę czaplingów. Dokąd poleci? Co będzie tam robić? Czy jeszcze kiedyś spotka Vegetę? Nie miała pojęcia, ale czuła się wolna i to było najważniejsze.
O tamtych wydarzeniach plotkowano długo... Ponoć po powrocie z Namek, ojciec Freezera opłacił synowi operację plastyczną, Vegeta zrobił dziecko jakiejś Ziemiance, zaś Nappa dostał własny talk show w telewizji dla czaplingów, ale czy tak rzeczywiście było? Jeśli zaś chodzi o Ti-Pring... Wróciła w rodzinne strony i żyła długo i szczęśliwie, a przynajmniej do chwili pojawienia się sequela tego opowiadania.
Ostatnio zmieniony 12 sty 2014, 15:02 przez Skorpion, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 11 sty 2014, 13:43

Czytałam z głupim uśmiechem na twarzy. Opisy postaci są genialne.
Frieza: krzyżówka kozy z transwestytą
Nappa: wysoki, łysy pan
Vegeta: młody, niski, gburowaty mężczyzna z małpim ogonem
Świetne! A oprócz tego jeszcze parę tekstów, które mi się podobały:
- Pani doktorowa musi mi pomóc! - zaczęła niemal błagalnie.
- Kobiece sprawy! - zawołała Pornola. - Nic nie mów! Sama czasem zapominam przez...
- Nie! Chciałam zapytać o Vegetę.
Pornola zmarszczyła brwi.
- Jeżeli chodzi o przyprawy to musisz iść do kuchni

- Uciekam stąd!
- Ale... - zaczął Vegeta nie do końca rozumiejąc. - Przez kibel?
- Tak! - wrzasnęła zapłakana. - Tak samo jak zrobili to w "Skazanych na Shawshank"!
- Ale... To nie było na statku kosmicznym - wyjaśnił subtelną różnicę pomiędzy ziemskim więzieniem, a kosmosem.
Ti-pring już nie słuchała. Rzuciła mu się na szyję, przypierając go do ściany i czule szepnęła:
- Vegeta, chce, abyś wiedział, że nie przeszkadzają mi ani twoje babskie fochy, ani małpi ogon, ani to, że jesteś niższy ode mnie i że masz niższe IQ. Pragnę być twoją Mary Sue!

- Jitsu trzymaj ramę!
Białowłosy ufał trenerowi i chociaż nie miał pojęcia w czym miał mu pomóc taniec z kostką margaryny w ręku, nie przestawał.

Tzn. podobało mi się więcej, ale nie będę wypisywać połowy fanfika. Jesteś godzien pisania parodii. A że sequel ma być 20 razy bardziej marysuistyczny od oryginału, to może powinnam też kiedyś zrobić drugą edycję tego konkursuXD W każdym razie uznaję to za fika do DB, a to oznacza, że brakuje już tylko jednego do nowego działu. Muahahahahahaha!
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2029
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Lokalizacja: Warszawa Rembertów
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 11 sty 2014, 14:26

Mimo że same ti-pringi znam tylko z opowiadań Vampi, ta parodia nie była dla mnie ani trochę niezrozumiała. Być może śmiałabym się bardziej, gdybym zapoznała się z oryginalnymi crossoverami, ale i tak wyszło świetnie. Było mnóstwo fajnych tekstów.
Skorpion pisze:- Jitsu trzymaj ramę!
Białowłosy ufał trenerowi i chociaż nie miał pojęcia w czym miał mu pomóc taniec z kostką margaryny w ręku, nie przestawał.

Skorpion pisze: Uciekam stąd!
- Ale... - zaczął Vegeta nie do końca rozumiejąc. - Przez kibel?
- Tak! - wrzasnęła zapłakana. - Tak samo jak zrobili to w "Skazanych na Shawshank"!

A przez tekst:
Skorpion pisze:- Chcę mieć smocze jaja - odparł Vegeta.

chichrałam się przez dłuższy czas.

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 11 sty 2014, 22:04

Inna kategoria niż u Vampi, ale też nie do pobicia. Jakoś tak od końcówka pierwszej części (mniej więcej od worka kartofli) zaczęłam się brechtać i tak mi już zostało :mrgreen: Jako że tekstu jest całe mnóstwo, to wszystkich kwiatków nie da się wypisać, bo jest ich olaboga, no ale może chociaż...

Dlatego też wypięła biust, aby wyglądał na większy, uwodzicielsko zakaszlnęła i uruchomiła moduł Mary Sue, który gwarantował uwagę facetów.

:mrgreen:

- Nie! Chciałam zapytać o Vegetę.
- Jeżeli chodzi o przyprawy to musisz iść do kuchni - mruknęła. - To, że jestem kobietą nie oznacza, że muszę być kucharką!

Jeee! Wreszcie ktoś zauważył tę zbieżność! Obrazek

Sensu to nie miało żadnego, ale dla autora, który usilnie stara się wykonać parodię było niczym chwytanie brzytwy przez tonącego.

Nie no, brak słów normalnie :lol: Chichrałam się dobre z pięć minut.

Zrozpaczona wróciła do toalety, zamknęła się w kabinie i cicho łkała, spoglądając w bezkresną szafirową toń muszli klozetowej.

Mistrzu! Gdzieś ty był, gdyśmy tutaj parodie marysuistyczne pisali?

Ponadto twoja parodia ma fabułę! Jest to cecha, z której (szczególnie o filmach mówię) się nie korzysta, a zalety których cenili klasycy tacy jak autorzy filmów z Leslie Nielsenem i tym... no... Znaczy: chcę powiedzieć, że bardzo mnie się podobała schadzka na polu buraczanym, księżnicza nadzorująca klozety i tańce w rytmie Who let the dogs out? :mrgreen:
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Skorpion
mistrz
Posty: 492
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 11 sty 2014, 23:09

Dzięki za komentarze :)

A że sequel ma być 20 razy bardziej marysuistyczny od oryginału, to może powinnam też kiedyś zrobić drugą edycję tego konkursuXD
Szczwany plan XD

W każdym razie uznaję to za fika do DB, a to oznacza, że brakuje już tylko jednego do nowego działu.
Ciekawe kto napisze ten 10. Ja mogę 13, albo 14 napisać :D

Ponadto twoja parodia ma fabułę!
Duża zasługa opowiadania Vampi, które miało ciekawą historię na bazie, której bardzo dobrze mi się pisało.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 12 sty 2014, 12:19

Astroni pisze:Jeee! Wreszcie ktoś zauważył tę zbieżność!

Czy tylko mnie rozwalił ten tekst :shock: ?
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2475
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 12 sty 2014, 12:28

A tak na marginesie, to "wegeta" wymawiają chyba tylko w polskiej wersji językowej. W oryginale mówią "bedżita", w anglojęzycznej wersji "wedżita". Akurat moim zdaniem to jest jedno z tych imion, którego powinni byli nie spolszczać, bo wyszło głupio. Sorry za offtop.
Obrazek


Wróć do „Dragon Ball/Z/GT/Super”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości