Sprawy panny Keats

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2140
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Sprawy panny Keats

Postautor: RedHatMeg » 22 kwie 2021, 21:17

Może nie pamiętacie jak o tym wspominałam, ale kiedyś jak zaczynałam pisać Klinikę doktora Marcha, miałam taki pomysł, że raz na jakiś czas trafiałby się tam rozdział poświęcony Nancy Keats i jej małym przygodom. Najbliższym spełnieniem tego pomysłu było opowiadanie Pomsta przez pośrednika, ale nic więcej nie udało się z tym zrobić. Niemniej jednak przez te ponad trzy lata pracy nad Kliniką zaczęłam tworzyć już jako-taką koncepcję jej historii przed poznaniem doktora Marcha. Ostatnio zaś powróciłam do pierwotnego pomysłu serii opowiadań o pannie Keats i oto mamy taki prequel do Kliniki.

Tytuł: Sprawy panny Keats
Rating: 16+
Opis: Po utracie bliskiego przyjaciela Nancy Keats przybywa do małego miasteczka Clive's Grove. Ma nadzieję spędzić tam zasłużony urlop i uporać się z traumą, ale los ma dla niej inne plany - miasto pełne jest bowiem tajemnic. W dodatku na drodze Nancy staje doktor Memorandus March, zajmujący się w miasteczku osobliwymi badaniami i intrygujący dziewczynę coraz bardziej.

Rozdział 1: Zupełnie zwyczajne wakacje

1

Nancy Keats nie wiedziała o Clive’s Grove zupełnie nic, poza tym, co powiedziała jej Anna. Zwykle dowiedziałaby się zawczasu czegoś o mieście, do którego zmierzała, zwłaszcza o jego historii. Bo też każde miasteczko w Ameryce miało swoją, mniej lub bardziej chlubną, historię, która rzutowała w pewien sposób na teraźniejszość. A Nancy w zasadzie uważała za swoje powołanie, aby odkrywać, mniej lub bardziej dosłowne, trupy w szafach niejednego starego domu.
Niemniej jednak tym razem Nancy nie chciała nic wiedzieć na temat swojego najnowszego celu podróży. Tak po prawdzie to sama nie do końca wiedziała, jak jej siostrze bliźniaczce udało się ją przekonać do przyjazdu w to miejsce, ale cóż, Anna zawsze miała ten dar przekonywania, a ostatnie dni wydawały się Nancy czymś nie do końca realnym. Pamiętała tylko, jak Anna wspominała coś o świeżym powietrzu, spokojnej atmosferze i bardzo ciekawym Letnim Festynie, odbywającym się na początku lipca.
Zapewne dodatkowym plusem tego miejsca było to, że stara znajoma sióstr Keats, Dahlia Devereaux, prowadziła w Clive’s Grove mały pensjonat i zgodziła się przenocować Nancy po obniżonej cenie przez kilka dni.
Tak czy inaczej teraz Nancy przyglądała się leśnemu krajobrazowi w oknie pociągu, starając się nie myśleć o ranie na jej lewym boku, w której wciąż czuła tępy ból. Na szczęście ranę zakrywała czarna bluza z golfem, sprawiająca (wraz z czarną spódnicą), że Nancy czuła się dostatecznie zakryta przed niechcianymi oczami. Zresztą z zewnątrz dziewczyna wyglądała całkiem zwyczajnie – miała krótko obcięte kasztanowe włosy, okrągłą twarz i okulary w czarnych oprawkach. Co bardziej uważni zapewne doszliby też do wniosku, że Nancy wydaje się smutna.
Na kolanach trzymała przewieszaną na skos dużą, skórzaną torbę, a na półce na górze znajdowała się jej walizka, z ubraniami na pięć dni, przyborami toaletowymi i kupioną na przystanku w Nowym Jorku książką, której Nancy nie miała na razie ochoty czytać, nawet po to, aby umilić sobie podróż.
Tak naprawdę nie miała ochoty na nic.
Była wiecznie zmęczona i wiecznie znudzona. Cieszyła się zresztą, że nikt nie raczył usiąść w jej przedziale i próbować zacząć z nią jakąkolwiek rozmowę. Ogólnie rzecz biorąc pociąg wydawał się całkiem opustoszały. Najwidoczniej Clive’s Grove nie cieszyło się zbytnią popularnością wśród turystów. Może to i dobrze, bo Nancy też nie ciągnęło specjalnie do atrakcji turystycznych tego miasteczka. Na razie jej jedynym planem na przyjazd do Clive’s Grove było zameldowanie się w pensjonacie Dahlii i odpoczynek po podróży.
Kiedy wreszcie pociąg zawitał na miejsce, Nancy zmusiła się do wstania i ściągnięcia walizki, a następnie powędrowała w stronę wyjścia. Niebawem stanęła na betonowym podłożu stacji i od razu poczuła znajomy chłód, który jednak nie był spowodowany pogodą. Tak, to miejsce miało w sobie tę charakterystyczną energię…
Jednak Nancy nie chciała o tym myśleć. Przyszła tutaj, aby odpocząć, a nie pracować.
Wyszła z peronu do przejścia podziemnego. Będąc wreszcie na ulicy koło stacji, zawołała po taksówkę.
Kiedy tylko do niej wsiadła, od razu poczuła burczenie w brzuchu. No tak, jedyną rzeczą, jaką zjadła dzisiaj na śniadanie, była mandarynka o piątej rano, a teraz dochodziła już jedenasta. Tak więc trzeba było zastanowić się nad jakimś lunchem.
- Przepraszam, jakie miejsce do jedzenia by mi pan polecił? – zapytała kierowcę.
- „Różyczka” jest całkiem fajna – odpowiedział i uśmiechnął się do swoich myśli. – Ma specyficzny klimat, ale kawa i ciasta są wprost nieziemskie.
Nancy nagle nabrała chęci na mufinkę waniliową i filiżankę latte.
- No to proszę do „Różyczki” – oświadczyła zaraz potem.
Napisała jeszcze Dahlii krótką wiadomość, że się spóźni i spojrzała znów za okno.
2

Na pierwszy rzut oka „Różyczka” wydawała się bardzo cukierkowa – różowe ściany komponowały się całkiem nieźle z linoleum w kratkę i okrągłymi, białymi stolikami, a ceramiczne cukiernice w kwiatki wydawały się wyjęte wręcz z jakiegoś wiktoriańskiego podwieczorku. Efekt psuły tylko wieńce pogrzebowe ze sztucznych kwiatów wiszące na ścianach. A już zwłaszcza nie na miejscu wydawały się napisy na szarfach tychże wieńców.
Rzeczywiście, właściciel „Różyczki” miał specyficzne poczucie humoru.
Wzrok Nancy spoczął na wieńcu, który znajdował się akurat nad wystawą ciast. Ozdabiająca go szarfa głosiła: „Byłeś na tym świecie za krótko”.
Był na tym świecie za krótko… tylko to przychodziło jej do głowy, kiedy patrzyła jak jego trumna była opuszczana do grobu. Powinien żyć jeszcze kilkadziesiąt lat… powinien założyć rodzinę i dożyć starości, w spełnieniu i spokoju. Zamiast tego chowany był do zimnego grobu, chociaż miał zaledwie dwadzieścia pięć lat…
- To dlatego, że pan Bones był wcześniej przedsiębiorcą pogrzebowym – czyjś głos nagle wyrwał Nancy z rozmyślań.
Spojrzała w prawo, na swojego rozmówcę, i od razu się zdziwiła. Obok niej, ubrany w dżinsy i gruby, niebieski sweter, stał osobnik o zupełnie białej skórze, małym nosie i szpiczastych uszach. Uśmiechał się do Nancy przyjaźnie, a jego całkiem czarne oczy wyglądały jak dwa paciorki.
Nancy nie mogła oderwać wzroku od nieznajomego. Nie spodziewała się spotkać Minerwianina w takim małym miasteczku jak Clive’s Grove. Zwykle kosmici – jeśli już siedzieli na Ziemi – woleli raczej trzymać się dużych miast i miejsc, gdzie było coś ciekawego do obejrzenia. Wielu Minerwian było żywo zafascynowanych ziemskimi kulturami i lubiło oglądać ziemskie zabytki oraz stare, ziemskie tradycje, ale czy Letni Festiwal w Clive’s Grove rzeczywiście był na tyle interesujący, aby przyciągnąć tutaj Minerwianina?
Oczywiście od każdej normy były jakieś odchyły…
Nancy musiała długo się na niego gapić w zamyśleniu, bo nagle nieznajomy przestał się uśmiechać i odchrząknął z zakłopotaniem.
- Przepraszam, nie chciałem pani zdenerwować – zaczął, odsuwając się nieco. – Zauważyłem, że jest pani nietutejsza i pomyślałem, że ten wystrój mógł panią zdziwić.
- Nie, nie o to chodzi – odpowiedziała i uśmiechnęła się słabo. – Po prostu nie spodziewałam się spotkać…
- …kogoś takiego jak ja, w miejscu takim jak to? – podchwycił znów się rozpromieniwszy. – Jeśli to panią interesuje, opowiem pani co tu robię. Przy okazji opowiem też coś niecoś o tutejszych atrakcjach. Na przykład, czy wiedziała pani, że w Clive’s Grove urodził się mistrz świata w jedzeniu hot dogów na czas?
Mimowolnie zaśmiała się pod nosem, chociaż to, co powiedział nieznajomy nie było znowu takie śmieszne. Prawdę mówiąc, była nawet ciekawa, co Minerwianin mógłby robić w Clive’s Grove.
Wyciągnęła do niego rękę i powiedziała:
- Nancy Keats.
Kosmita wyciągnął swoją smukłą i długą dłoń i sam się przedstawił:
- Doktor Memorandus March.
Doktor… A więc był lekarzem… albo jakimś naukowcem. Nancy intrygowało też jego nazwisko. Było takie… ziemskie.
Słyszała o tym, że nawet przed pierwszym kontaktem z Ziemianami Minerwianie byli zafascynowani Ziemią; a po nawiązaniu oficjalnych stosunków z wieloma rządami Błękitnej Planety, rozpoczęła się współpraca między specjalistami z Ziemi i z Minerwy – naukowcy z obu planet dzielili się wiedzą na temat fauny, flory, historii, sztuki itp., a nawet zdarzało się, że minerwiańscy badacze zapuszczali się w dzikie rejony ziemskie, jak Amazonia, Sahara czy Arktyka…
Nancy i jej nowy znajomy przerwali uścisk dłoni i doktor March oświadczył:
- Może najpierw coś zamówmy. Polecam zwłaszcza te miodowe babeczki.
- Być może skorzystam – powiedziała Nancy i podniosła wzrok na tablicę, na której był wypisany cennik.
Zaraz jednak jej oczy przeniosły się mimowolnie na wiszący tuż obok wieniec z napisem: „Ukochanemu synowi – rodzice”.
Jego biedna matka stojąca nad grobem… Spoglądając na trumnę z jej jedynym dzieckiem w środku, nawet nie płakała. Po prostu chwyciła grudkę ziemi i rzuciła ją jednym, zdecydowanym ruchem w dół, patrząc jak opada na sosnowe drewno. Chwilę potem odwróciła się w stronę Nancy i rzuciła jej spojrzenie pełne cichego gniewu i goryczy. I dziewczyna wiedziała już to, co przeczuwała od jakiegoś czasu: jego matka winiła ją za to wszystko…
Nancy odwróciła wzrok i wzięła głęboki oddech. Próbowała odgonić to wspomnienie i nie rozpłakać się w miejscu publicznym, na oczach prawie obcego mężczyzny. Mimo wszystko czuła jak łzy cisnęły jej się do oczu.
- Wie pani, panno Keats – zaczął nagle doktor March – znam całkiem dobrą cukiernię tuż za rogiem. Mają niezłą szarlotkę z lodami waniliowymi.
Nancy spojrzała na niego, podnosząc brwi. Jego uprzejmy uśmiech mógł świadczyć o tym, że Minerwianin zaproponował zmianę miejsca, bo zauważył, że wieniec ją zdenerwował. Chociaż jakaś jej część martwiła się, że doktor March zapyta o to, co jest nie tak, dziewczyna była mu w sumie wdzięczna. Im dłużej przebywała w „Różyczce”, tym bardziej chciała stamtąd uciec, a spróbowanie czegoś innego było dobrym pretekstem, aby wyjść.
- Chętnie spróbuję tej słynnej szarlotki, doktorze – odpowiedziała po chwili i uśmiechnęła się nieśmiało.
Wyszli więc z „Różyczki”, minęli sklep żelazny i ogrodniczy, a następnie skręcili w lewo. Doktor March zaprowadził Nancy do małej cukierni o wdzięcznej nazwie „U Mamy Dotty”, z tańczącymi pajacykami namalowanymi na wystawowej szybie. Weszli do środka, gdzie niebieskie ściany wymalowane były w rycerzy, księżniczki i zamki, a za ladą stała androidka, której konstrukcja tylko w przybliżeniu przypominała ludzką. Prawdę mówiąc, robot wyglądał na starego i trochę już poobijanego, a dzięki metalowej skórze, dwóm zielonym światełkom w miejscu oczu i sztucznym włosom, androidce udało się nie wpaść całkiem w dolinę niesamowitości i mieć w sobie coś swojskiego.
- Ach, doktor March! – zawołała mechaniczna sprzedawczyni, a jej robotyczny głos brzmiał na swój sposób melodyjnie. – Nie spodziewałam się zastać pana tak szybko. Zapomniał pan czegoś podczas porannych zakupów?
- Nie, Dotty – odparł jej klient, uśmiechając się i zaraz potem wskazał na Nancy. – To jest panna Keats.
-Ach, dzień dobry! – Androidka jakby dopiero teraz zarejestrowała obecność dziewczyny. – Proszę mi wybaczyć, ale moje oprogramowanie nie jest już takie jak kiedyś. Nie wykryłam, że przyszliście państwo razem. Myślałam, że jest pani osobną klientką.
- Nic nie szkodzi – stwierdziła Nancy i zmieniła temat: – Podobno macie tu całkiem dobrą szarlotkę z lodami?
- Och, tak. – Sprzedawczyni wyjęła dwa talerze szarlotki z lodówki, a następnie kilkoma zwinnymi ruchami nałożyła obok ciast gałki lodów waniliowych. – To będzie dwa pięćdziesiąt.
Nancy i doktor March zapłacili, po czym usiedli na zewnątrz przy jednym ze stolików. Przez chwilę jeszcze siedzieli w milczeniu, jedząc ciasto. Wyglądało na to, że żadne z nich nie do końca wiedziało jak zacząć rozmowę teraz, kiedy zostali sami. Dzień był nawet całkiem ładny.
- Tak więc, doktorze March – odezwała się wreszcie dziewczyna – co pana tutaj sprowadza?
- No, cóż – założył ręce na kolana. – Poza tym, że jest tu całkiem miło i doceniam tutejsze świeże powietrze, to Clive’s Grove nadaje się idealnie do moich badań – odparł.
A więc jednak nie był lekarzem, tylko naukowcem…
- A co pan tutaj bada? – zapytała Nancy. – Naturę?
Zaśmiał się cicho i odpowiedział:
- Można to tak ująć. – Spoważniał nieco i dodał: – Widzi pani, panno Keats, to miejsce jest dość… specyficzne.
Nancy przypomniała sobie chłód, który czuła, kiedy wyszła z pociągu. Znała to uczucie – nigdy go specjalnie nie lubiła, ale ostatnimi czasy zdążyła je już znienawidzić. Ilekroć przychodziło, wiedziała, że czeka ją ciężka praca; że prędzej czy później będzie musiała coś z tym zrobić. Tym razem jednak nie zamierzała robić nic. Przyszła tu przecież odpocząć.
Westchnęła.
- Niech zgadnę – zaczęła – w Clive’s Grove dzieją się dziwne rzeczy? Podejrzewa pan jakąś mroczną tajemnicę i zamierza to sprawdzić?
Słyszała też o tym, że Minerwianie badali rzeczy określane na Ziemi jako „nie z tego świata” – rzeczy, które przez całe stulecia kojarzyły się ludziom raczej z baśniami, horrorami albo fantastyką. Duchy, podróże w czasie i między wymiarami, zdolności parapsychiczne, magia – to wszystko było na Minerwie dobrze opisane i zbadane, i to pod wieloma kątami: biologicznym, fizycznym, historycznym…
I tego typu specjaliści – osobnicy zafascynowani tajemnicami „nie z tego świata” – również przybywali z Minerwy na Ziemię. Czy więc Nancy miała nieszczęście spotkać jednego z nich?
Doktor March znów zaśmiał się pod nosem i oświadczył:
- Nie całkiem to mnie interesuje – oparł się wygodnie o krzesło. Odchrząknął i spojrzał na rozmówczynię poważnie. – Jestem psychoterapeutą.
Nancy odłożyła łyżkę na talerz i spojrzała na niego ze zdumieniem. To była chyba ostatnia rzecz, której spodziewałaby się usłyszeć od Mineriwanina na Ziemi.
- Tak, Clive’s Grove to jedno z tych małych miasteczek, w których dzieją się dziwne rzeczy… ale one mnie nie interesują. Natomiast interesuje mnie to, jak ludzkie umysły radzą sobie z tymi rzeczami. Badania nad psychologicznym aspektem tego typu zdarzeń trwają na Minerwie od trzech stuleci, podczas gdy na Ziemi są jeszcze w powijakach. Pomyślałem więc, że założę tu klinikę psychoterapeutyczną. Z jednej strony pomogę tutejszej ludności, a z drugiej zbadam te wszystkie fenomeny.
Nancy zaczęła się zastanawiać, czy to nie dlatego jej siostra zaproponowała jej przyjazd do Clive’s Grove. Być może Anna wiedziała o tym, że doktor March prowadzi badania w tym zakresie i jest w stanie pomóc jej bliźniaczce. Może to był podstęp, aby wysłać Nancy na terapię… z drugiej strony fakt, że nie sprawdziła miasteczka wcześniej, był spowodowany przez czynniki, które były zmienne. Równie dobrze Nancy mogła zechcieć dowiedzieć się czegoś na temat Clive’s Grove… albo w ogóle tu nie jechać.
- Mogę zadać panu pytanie, doktorze March?
- Oczywiście, służę pomocą.
- Czy wiedza o pańskich badaniach jest powszechnie znana?
- Tylko w specjalistycznych kręgach… no i w tym mieście.
Nancy nie dawała za wygraną.
- A czy mówi panu coś nazwisko Anna Keats? Albo Anna Phelps?
- Wiem tylko tyle, że jest dziennikarką. Ale nie znam jej osobiście.
Nancy znów na niego spojrzała. Wydawał się mówić prawdę i może rzeczywiście on i Anna się nie kontaktowali. To jednak nie oznaczało, że Anna nie zasugerowała siostrze wyjazdu Clive’s Grove, bo słyszała o doktorze Marchu.
Nancy nagle poczuła się nieswojo i zapragnęła odejść.
- Pan wybaczy, doktorze, ale jestem zmęczona – powiedziała.
Nie wyglądał na zasmuconego. Znów uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
- Zamówię pani taksówkę.
Tak też zrobił. Kiedy czekali na przyjazd taksówki, dojedli w ciszy ciasto. Nancy odczuła ulgę, że doktor March nie pyta ją, gdzie się zatrzymała ani co zamierzała robić w Clive’s Grove.
Tak po prawdzie to podczas ich rozmowy nie zapytał ją o nic. Nancy nie była do końca pewna dlaczego.
Kiedy wreszcie przyjechała taksówka, dziewczyna wzięła swój bagaż i podeszła do pojazdu. Zanim jednak wsiadła do środka, odwróciła się do doktora Marcha i powiedziała:
- Dziękuję za miłe popołudnie. – Uśmiechnęła się nieśmiało i dodała: – Naprawdę.
- Nie ma sprawy – odparł i pomachał jej. – Spokojnej drogi, panno Keats!
3

- Jak miło cię znów widzieć! – Dahlia powitała Nancy z otwartymi ramionami, schodząc z ganku swojego pensjonatu.
Była blondynką z kręconymi, zwiniętymi w kok włosami. Na małym nosku znajdowały się staromodne okulary w grubych, brązowych oprawkach. Jak zwykle, miała na sobie workowatą, szarą sukienkę i ciemnozieloną kamizelkę. Nie nosiła makijażu ani biżuterii, bo też całe dnie spędzała głównie na recepcji albo w ogrodzie.
Budynek, z którego właśnie wyszła, był starym, trzypiętrowym domem ze ścianami obłożonymi białą blachą, wokół której z kolei wił się od dołu zielony bluszcz, sięgający niemal do trzeciego piętra. Płot, którym ogrodzony był zadaszony ganek, również miał roślinne motywy – w nieco już starym, pomalowanym na jasnozielono drewnie wyrzeźbione były rozkwitające róże z liśćmi i kolcami. Nie było też okna, w którym nie stałaby jakaś roślina. Na zielonej dachówce widać było panele słoneczne i wiatraki. Nad głównym wejściem wisiał szyld z fantazyjną nazwą pensjonatu „La verte rose”.
- Ciebie też miło widzieć, Dal – odparła Nancy i uśmiechnęła się do przyjaciółki.
Obie kobiety stanęły naprzeciw siebie i wzięły się w objęcia. Chwilę potem Dahlia przerwała uścisk i spojrzała na przyjaciółkę z lekkim zatroskaniem.
- Jak się czujesz, kochana? Wszystko dobrze?
Nancy przez chwilę milczała, nie wiedząc co powiedzieć. Bo w sumie sama nie bardzo wiedziała, jak się czuje. W końcu jednak dodała:
- Jestem zmęczona, Dal. Chcę się zdrzemnąć.
- Rozumiem – odarła jej rozmówczyni i natychmiast odebrała od niej bagaż. – Chodź, twój pokój już czeka.
Wchodząc do „La verte rose”, Nancy znów poczuła znajomy, nieprzyjemny chłód. Z każdą minutą była jednak coraz bardziej zdeterminowana spędzić tutaj zupełnie zwyczajne wakacje.
Ostatnio zmieniony 04 maja 2021, 18:47 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 1 raz.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Zaczarowana
uczeń
Posty: 35
Rejestracja: 16 mar 2019, 19:19

Re: Sprawy panny Keats

Postautor: Zaczarowana » 24 kwie 2021, 17:20

Do kroniki doktora Marcha jeszcze kiedyś wrócę i przeczytam ją do końca, jak będę miała więcej czasu i postaram się napisać sensowny komentarz do całości.

Fajnie odpisujesz Nancy i jej podróż do miasteczka. Ciekawe jest to, że tym razem postanowiła nie sprawdzać dokąd się udaje i w pewnym sensie prawdopodobnie wplątuje się w sprawy mieszkańców, bo wątpię, że będzie potrafiła długo trzymać się z daleka od lokalnych sekretów. Spotkanie z doktorem Marchem wyszło ładnie i naturalnie, chociaż jestem zaskoczona, że spotkali się już pierwszego dnia po jej przyjeździe.

Czytało się bardzo dobrze i szybko, na pewno będę śledzić dalsze przygody Nancy, choć nie mogę obiecać, że będę na bieżąco komentować (postaram się, ale zobaczymy co z tego wyjdzie).
"Nie wystarczy mówić tego, co się myśli. Trzeba jeszcze myśleć, co się mówi."

»ao3«»Mirriel«»ff.net«

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 80
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47
Kontaktowanie:

Re: Sprawy panny Keats

Postautor: Lisbeth77 » 03 maja 2021, 21:16

Na wstępie powiem, że sam opis rozdziału brzmi naprawdę intrygująco i gdybym nie znała wcześniej świata doktora Marcha i Nancy, to byłabym mocno zaciekawiona. Jednak, zachęcać mnie nie trzeba, ale to już wiesz. Wybacz, że dopiero teraz komentuję, ale ciężko mi ostatnio zabierać się do dłuższych komentarzy.
Cały rozdział w zasadzie spełnił swoją rolę, jest prequelem, swoistym wstępem do dłuższej historii, czymś w stylu "narodzin" superbohatera, choć Nancy niby żadnym superbohaterem nie jest... czy może jest?:D Na pewno jej przyjaźń z Memo jest dla mnie jednym z najcudowniejszych wątków w Twojej książce, więc obserwowanie tego, jak bohaterowie się poznają, było dla mnie niesamowite. A poznanie to wypadło nad wyraz zwyczajnie - ot, spotkanie w kawiarni i wspólne zjedzenie deseru... Nie ma w tym nic nietypowego, prawda? Niezwyczajne były natomiast okoliczności - towarzysz, który jest Minerwianinem, niespotykany wygląd pierwszego lokalu, dziwna atmosfera, którą Nancy czuje, odkąd pojawiła się w Clive's Grove... Ale to właśnie jest piękne, w tym urokliwym miasteczku to, co niezwykłe przeplata się z tym, co zwyczajne.

A Nancy w zasadzie uważała za swoje powołanie, aby odkrywać, mniej lub bardziej dosłowne, trupy w szafach niejednego starego domu.

Bardzo mi się podoba użycie tego wyrażenia w związku z Nancy;)

Co bardziej uważni zapewne doszliby też do wniosku, że Nancy wydaje się smutna.

Ten fragment mnie głównie zainspirował do narysowania obrazka.

Była wiecznie zmęczona i wiecznie znudzona.

Nancy, już niedługo, z Memorandusem nie będziesz się nudzić!

Jednak Nancy nie chciała o tym myśleć. Przyszła tutaj, aby odpocząć, a nie pracować.

Nancy, no bo.... nie zgadniesz...:D

Będąc wreszcie na ulicy koło stacji, zawołała po taksówkę.

"Zawołała po taksówkę" - zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby napisać to zdanie inaczej? "Wezwała taksówkę?"

- Nancy Keats.
Kosmita wyciągnął swoją smukłą i długą dłoń i sam się przedstawił:
- Doktor Memorandus March.

Za każdym razem, jak czytałam ten fragment, serce biło mi tak szybko:) w tym momencie tworzy się historia.

Memo był w tym rozdziale prawdziwym gentlemanem, spędził urokliwy czas z osobą, która dopiero co przybyła do miasteczka, sprawił, że poczuła się trochę mniej obco; jej zmianę lokalu, gdy zauważył, że z Nancy dzieje się coś niedobrego; nie ciągnął jej za język, nie wypytywał o przeszłość i o to, co w ogóle robi w Clive's Grove. No po prostu chodzący ideał. Jednak bardzo rzeczywiście wypada też jej reakcja. Gdy dowiaduje się, czym zajmuje się Memo, nie ma siły na poruszanie głębiej niebezpiecznych tematów. Nancy w końcu przeżyła niedawną traumę, i ten smutek czuć między wierszami. Można zrozumieć zmęczenie bohaterki i potrzebę odpoczynku od rzeczy niezwykłych i tajemniczych. Ale no... już niedługo, Nancy. Zastanawiam się, Meg, czy rozdziałów będzie więcej, jeśli tak, to ile? Przygarnęłabym dużo. W najbliższym czasie planuję sobie w ogóle zrobić powtórkę całej Kliniki.

Mówiłam, że narysuję Nancy, więc oto i ona, aczkolwiek nie jestem zadowolona (choć to żadna nowość):

Obrazek
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2140
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Re: Sprawy panny Keats

Postautor: RedHatMeg » 03 maja 2021, 21:26

Po pierwsze - ten art jest cudowny, chociaż nie do końca tak wyobrażałam sobie fryzurę Nancy. Aż sobie skopiuję, tylko powiedz jaką nadać nazwę temu dziełu.
Po drugie - tak, będzie więcej rozdziałów, ale na razie myślę o tym, od czego zacząć drugi rozdział. Ogólnie rzecz biorąc mam różne notatki.
Po trzecie - jeśli chcesz, mogę Ci dać do poczytania Klinikę z poprawkami.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 80
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47
Kontaktowanie:

Re: Sprawy panny Keats

Postautor: Lisbeth77 » 03 maja 2021, 21:32

RedHatMeg pisze:Po pierwsze - ten art jest cudowny, chociaż nie do końca tak wyobrażałam sobie fryzurę Nancy. Aż sobie skopiuję, tylko powiedz jaką nadać nazwę temu dziełu.

Właśnie wiem... na pewno miała mieć jeszcze krótsze włosy, w stylu takiej "chłopczycy"? Ale w pierwszej wersji tego rysunku naszkicowałam ją jeszcze inaczej, z takimi postrzępionymi kosmykami na boki... Kurde, jestem jak Netflix xD
Tytuł w sumie jaki chcesz, ja myślałam o czymś w stylu, że Nancy była smutna.

Po drugie - tak, będzie więcej rozdziałów, ale na razie myślę o tym, od czego zacząć drugi rozdział. Ogólnie rzecz biorąc mam różne notatki.

Nie naciskam - jak już zaczniesz pisać, mam nadzieję, że pójdzie z górki.

Po trzecie - jeśli chcesz, mogę Ci dać do poczytania Klinikę z poprawkami.

Chętnie <3 podeślę Ci maila na priv.
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave


Wróć do „Fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość