[Złoty Archipelag] Miecz Pięciu Cnót

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2143
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

[Złoty Archipelag] Miecz Pięciu Cnót

Postautor: RedHatMeg » 05 lis 2020, 20:56

Ten tekst miał być częścią większej całości - jest w zasadzie baśnią albo legendą, którą w wymyślonym przeze mnie uniwersum Złotego Archipelagu opowiadają sobie ludzie w pewnym królestwie. Po latach widzę pewne niedoskonałości tego tekstu pod względem fabularnym, ale postanowiłam go nie zmieniać - zrzucam te niedoskonałości na baśniową logikę, a poza tym przyszło mi do głowy, że jacyś bohaterowie mogliby dać własną interpretację tej opowieści.

Tytuł: Miecz Pięciu Cnót
Rating: 7+
Opis: Król Hadrian postanowił sprawić sobie nowy miecz. Wkrótce odbiera ważną lekcję.
Dawno, dawno temu było sobie królestwo o nazwie Saliwia. Na początku istnienia Saliwii jej król, Hadrian, musiał zwalczać licznych wrogów, ale zawsze wychodził z bitew zwycięsko. Był młodym, ambitnym królem, który chciał, aby jego królestwo było wielkie i coś znaczyło. Marzył również o tym, aby jego lud był szczęśliwy, ziemia żyzna, a głód i niesprawiedliwość nieobecne.
Jakby na to nie patrzeć, był dobrym królem.
Podczas jednej z wielu bitew z chciwymi sąsiadami Saliwii, miecz Hadriana pękł. Hadrian stoczył walkę mimo to i wygrał, ale pierwsza myśl która przyszła mu do głowy zaraz potem, była taka, że król potrzebuje miecza. A ponieważ jego poprzednia broń nie nadawała się do naprawy, doszedł do wniosku, że potrzeba mu nowej, lepszej. Chciał, aby to był miecz wart królestwa, które zamierzał zbudować, więc rozkazał swoim górnikom wydobyć najlepszą rudę żelaza z jego kopalń. Wysłał również swoich kupców do dalekich krain, znanych ze swoich klejnotów, aby przywieźli mu szafiry, jadeity i rubiny, które zdobiłyby miecz. Chciał, aby jego miecz nie tylko chronił królestwo Saliwii, lecz także reprezentował wielkość jej ludu.
Niedługo później przywódca górników przybył przed oblicze króla Hadriana, ukląkł i powiedział:
- Mój władco, tak jak poleciłeś, wykopaliśmy najlepszą rudę, jaką mogliśmy znaleźć w kopalniach. Wielu z nas kopało dzień i noc, szukając żelaza wartego twego miecza. Mamy nadzieję, że będzie dla ciebie użyteczna.
Hadrian szybko zdał sobie sprawę, że górnik nie był tylko brudny, jak można by się tego spodziewać, lecz także wydawał się zmęczony, prawie senny.
- Skoro kopaliście dzień i noc – odpowiedział król – musicie być bardzo zmęczeni.
- Tak, jesteśmy, lecz zawsze dajemy z siebie wszystko – odparł z uśmiechem górnik. – A że sprawa była tak szlachetna, cieszyliśmy się, że możemy dla niej ciężko pracować.
Król był poruszony słowami przywódcy górników i postanowił obdarować jego i jego pracowników podwójną stawką obiecanych im pieniędzy.
Tego samego dnia powrócili kupcy. Jeden z nich przybył do króla Hadriana, ukląkł przed nim i powiedział:
- Wasza Wysokość, kupiliśmy wam najlepsze klejnoty, jakie mogliśmy dostać w dalekich krainach. Mieliśmy po drodze mały problem z piratami, ale udało nam się ich pokonać.
Hadrian szybko zorientował się, że ubranie kupca było rozdarte w kilku miejscach, a sam kupiec miał zabandażowaną głowę i nogę, nie mówiąc już o tym, że miał sińce i skaleczenia na twarzy i ramionach.
- Jeśli walczyliście z piratami – zaczął król – to musieliście się bardzo bać o swoje życia.
- O tak, Wasza Wysokość – odrzekł z uśmiechem kupiec. – Były chwile, kiedy myśleliśmy, że zginiemy, ale że sprawa była tak szlachetna, cieszyliśmy się, że możemy walczyć zaciekle z całą odwagą, jaką mogliśmy z siebie wydobyć.
Król był poruszony słowami kupca i nie tylko przydzielił swojego najlepszego medyka, aby uleczył rany załogi, lecz także obdarował kupców potrójną stawką obiecanych im pieniędzy.
Mając już żelazo i klejnoty, król Hadrian poprosił swoich ludzi, aby odszukali najlepszego kowala w Saliwii. Wkrótce wskazali mu takiego, który znany był z tworzenia wspaniałych mieczy – nie tylko mocnych i sprawnych, lecz także z przepięknymi wzorami. Ludzie króla przynieśli mu również kilka prac kowala, aby król mógł się na własne oczy przekonać, że opowieści o kowalu są prawdziwe. Tak więc Hadrian osobiście go odwiedził i kazał stworzyć miecz godny króla – mocny, trudny do złamania miecz z wzorami pokazującymi siłę jego właściciela. Kowal mógł użyć całe żelazo od górników i wszystkie klejnoty od kupców. Dano mu również tyle czasu, ile potrzebował i tyle wolności twórczej, ile chciał.
Tak więc przez prawie sześć miesięcy od otrzymania swojego zadania, mężczyzna przybył do króla Hadriana, ukląkł przed nim i oświadczy:
- Królu mój, to moje największe dzieło do tej pory. Przez trzy miesiące hartowałem żelazo, a przez następne trzy pracowałem nad projektem. Mam nadzieję, że będzie ci długo służył.
Miecz był prosty, ze złotym jelcem ozdobionym trzema małymi klejnotami, i długim ostrzem. Lecz kiedy tylko król chwycił go za rękojeść, zdał sobie sprawę z tego, że pasował idealnie do jego ręki. Więcej – dostrzegł maleńkie wzory na ostrzu, których nie widział wcześniej.
- Rzeczywiście jest to miecz, który będzie mi dobrze służył w nadchodzących latach – powiedział król. – Włożyłeś tyle czasu i wysiłku w prosty miecz…
- Sprawa była tak szlachetna, że rad byłem włożyć całe swoje serce w ten miecz. Wszystko, czego się nauczyłem przez te lata, każda uncja moich umiejętności została użyta, aby stworzyć ten miecz, mój władco.
Króla poruszyły słowa kowala i postanowił dać mu cztery razy większą zapłatę, od tej którą mu obiecał. Zaoferował mu również stanowisko królewskiego kowala i dodał:
- Jest jedna ostatnia rzecz, którą chcę, abyś zrobił. Chcę, abyś wyrył na ostrzu maksymę. Coś, co powinienem zawsze pamiętać jako wojownik i jako król. Moi doradcy wybiorą odpowiednie słowa.
I tak oto Hadrian zwrócił się do swoich królewskich doradców, którzy byli starymi, mądrymi ludźmi i wielokrotnie dawali mu właściwe rady w trudnych czasach. Doradcy debatowali na temat odpowiedniej maksymy przez trzy dni. W końcu przybyli do króla Hadriana, uklękli przed nim i powiedzieli:
- Wasza Wysokość, po długim debatowaniu ustaliliśmy, że maksymą będzie: „Sprawiedliwy to człowiek, który nie wyciąga miecza w gniewie”. Gdyż wierzymy, że sprawiedliwość króla powinna znać również litość i nigdy nie być złakniona krwi.
- Skoro debatowaliście tak długo – odpowiedział Hadrian – musieliście się często sprzeczać.
- Rzeczywiście tak było, Wasza Wysokość – odparł z uśmiechem jeden z doradców. – Lecz że sprawa była tak szlachetna, rozważyliśmy każdą możliwość i zbadaliśmy z uwagą każdą maksymę, która przyszła nam do głowy, aż wreszcie zdecydowaliśmy, że to jedyna maksyma, którą popieramy wszyscy całkowicie.
Król był poruszony słowami swoich doradców i kazał im pójść na zasłużony odpoczynek.
Wkrótce maksyma: „Sprawiedliwy to człowiek, który nie wyciąga miecza w gniewie” została wyryta na ostrzu. Pozostała mu jeszcze jedna rzecz do zrobienia – albowiem w Saliwii była tradycja, że każdy miecz musiał otrzymać błogosławieństwo kapłana. I tak się złożyło, że król Hadrian słyszał o świętym człowieku w dalekiej wiosce. Starzec ów znany był z tego, że leczył nieuleczalne rany, dawał schronienie, ubranie i jedzenie potrzebującym, a nawet zwracał bandytów ze złej ścieżki.
Tak więc wkrótce król przybył do dalekiej wioski, pozostawił tam swych strażników i przybył do domu świętego człowieka samotnie. Gdy święty wyszedł mu naprzeciw, król ukląkł przed nim i powiedział:
- Jestem grzesznikiem, który odebrał wiele żyć i popełnił wiele błędów. Jednakże pragnę być sprawiedliwym i dobrym królem, więc, proszę, wysłuchaj mojej prośby. – Pokazał świętemu człowiekowi swój nowy miecz i wyjaśnił: – Pobłogosław ten oręż, aby zawsze bronił i służył memu ludowi; aby nigdy nie został użyty przeciwko niewinnym i do dokonywania aktów okrucieństwa.
Starzec dostrzegł natychmiast, że król prosił szczerze i że nie było w nim żadnej złej woli.
- Jeśli ty, mój władca, przybyłeś aż tutaj – zaczął święty – musisz być bardzo zmęczony. Wejdź, proszę i bądź moim gościem.
Rzeczywiście Hadrian był zmęczony i głodny, poszedł więc za świętym człowiekiem do jego domu. Dano mu chleb i mleko, a także miejsce przy stole. Staruszek nie jadł. Po długiej chwili milczenia, powiedział tylko:
- Sprawa jest szlachetna, będę więc rad pobłogosławić twój miecz. Lecz jestem również grzesznikiem, przeto muszę się najpierw oczyścić. W międzyczasie odpocznij w mym skromnym domu.
Podczas gdy król odpoczywał w łóżku starca, jego gospodarz spędził całą noc przygotowując się do swego zadania – pościł i modlił się, aby król nigdy nie zatracił swej drogi i był człowiekiem, którym chciał być. Następnego dnia wygłosił takie oto błogosławieństwo:
- Niech ten miecz nigdy nie zostanie podniesiony przeciwko niewinnemu. Niech zawsze broni słabszych i przynosi sprawiedliwość występnym. Niech to zawsze będzie miecz mądrego, odważnego i litościwego króla. Tak jak jest nim teraz – dodał z uśmiechem starzec.
Poruszony słowami świętego człowieka, Hadrian powiedział mu, że może prosić o co tylko chce. Starzec był wdzięczny za tę propozycję i poprosił tylko, aby we wiosce wybudowano szpital. Pierwszą rzecz, którą zrobił król po powrocie do zamku, było wysłanie swojego najlepszego architekta i budowlańców do świętego człowieka. Wysłał również swojego najlepszego medyka, aby pomógł ustanowić, co było trzeba.
Wieczorem w swych komnatach Hadrian pomyślał o wszystkich ludziach, którzy włożyli swój wkład, aby jego miecz był go godny. Pomyślał o górnikach, którzy pracowali dzień i noc, aby dostarczyć królowi najlepsze żelazo; o kupcach, którzy walczyli z piratami, aby przywieźć mu klejnoty; o kowalu, który włożył całe swoje serce, aby wykuć i udekorować miecz; o królewskich doradcach, którzy debatowali całe trzy dni, aby zdecydować jaka maksyma powinna być wyryta na orężu; a w końcu o błogosławieństwie świętego człowieka. I po rozważeniu tego wszystkiego aż do nastania poranka, król rozkazał swemu ludowi w zamku, aby zebrał się pod balkonem.
W pół godziny wszyscy stali pod balkonem, ciekawi, co ich król ma do powiedzenia. Kiedy tylko wyszedł na zewnątrz, jego poddani czekali w ciszy na królewską mowę. Hadrian wydobył swój nowy miecz, prezentując go publice i przemówił:
- Zaiste jest to miecz, który reprezentuje wielkość naszego ludu! Ciężka praca górników, odwaga kupców, pasja rzemieślników, mądrość doradców i miłosierdzie świętych ludzi uczyniły ten miecz wspaniałym! Niech to będzie przypomnienie dla mnie i moich następców, do czego mają dążyć, aby osiągnąć prawdziwą wielkość!
Hadrian był pierwszym królem z dynastii Dominianów. Jego miecz stał się znany jako Miecz Pięciu Cnót i był przekazywany kolejnym pokoleniom saliwijskich królów. Za każdym razem poprzedni władca opowiadał swojemu następcy opowieść o Mieczu Pięciu Cnót, aby wiedzieli, że dobry król ma być pracowity, odważny, pełen pasji, mądry i miłosierny; i że prawdziwą podbudową kraju są ludzie.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Wróć do „Fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość