Siostry (tytuł roboczy)

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1341
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Miryoku » 09 wrz 2021, 21:40

Tytuł roboczy: Siostry
Rating: 13+ (chyba)
Gatunek: Fantasy... obyczajowe? Coś takiego
Ostrzeżenia: Śmierć, przemoc, smutne rzeczy
Opis: Historia bohaterki, którą wymyśliłam sobie na użytek nigdy nienarysowanego komiksu. "Siostry" to bardziej szkic opowiadania niż opowiadanie właściwe, pewna próba poukładania sobie tych wszystkich wydarzeń w głowie i dookreślenie, co uczyniło Asper taką, jaka miała być w momencie, w którym poznajemy ją w tym nieistniejącym komiksie. Skoro mam już napisany jakiś fragment, a wszyscy mnie tak ładnie wspieracie i dopingujecie do publikacji, to wrzucam. Jak najbardziej można pisać o błędach, starałam się wyłapać, co mogłam, ale pewnie to i owo umknęło. Jakby komuś źle się czytało na forum, to mogę w sumie przygotować pdf albo format czytnikowy, dajcie znać jak coś.

Prolog

Potwór zbliżał się do dziecka powoli, jeżąc sierść i szczerząc ostre zębiska. Poruszał wilgotnym nosem, jakby starał się wyłowić woń ofiary spośród innych zapachów. A może wcale nie musiał jej tropić, może doskonale wiedział, gdzie się ukryła. Dziewczynka słyszała coraz bliższe stąpanie kudłatych łap i ciężki oddech wydobywający się z otwartego pyska. Skuliła się w kącie, zasłaniając głowę rękami, jakby to mogło sprawić, że będzie niewidoczna. Gdy odważyła się otworzyć zaciśnięte dotąd powieki, zobaczyła wyłaniającą się z ciemności czarną sylwetkę potwora. Pisnęła, kiedy bestia rzuciła się w jej stronę.
- Ratunku, potwór atakuje! - krzyknęła Asper.
Leżała na plecach, próbując opędzić się od wilgotnego języka, który usiłował dosięgnąć jej policzków. Udawanie przerażonej nie trwało zbyt długo. Głośny wybuch śmiechu wyrwał się z ust dziewczynki, gdy podekscytowany zabawą szczeniak wsadził jej mokry nos do ucha.
- To nie potwór, to pies - skomentowała siedząca na łóżku Malila. Hałasy musiały oderwać ją od robótki, bo w dłoniach trzymała igłę i tamborek.
Asper westchnęła. Jej starsza siostra była najmilsza na świecie, śliczna i ładnie śpiewała, ale wyobraźni niestety nie miała ani za grosz.
- Oczywiście, że to potwór. - Młodsza z dziewczynek wstała z podłogi i uniosła kudłatego szczeniaka na wysokość oczu siostry. - Zobacz, jakie ma czarne futro! Zobacz, jakie ma zęby!
Pies z radością szczeknął tuż przed twarzą Malili, która podskoczyła i prawie ukłuła się igłą. Obie się roześmiały. Asper usiadła na łóżku i zaczęła tarmosić pełnego energii szczeniaka, który z zadowoleniem poddawał się pieszczotom. Po raz kolejny pomyślała, że chyba śni, tuląc prezent, który otrzymała na ósme urodziny. Nie przypuszczała, że jej marzenie o posiadaniu zwierzątka się spełni – pies był przecież kolejną gębą do wykarmienia, a mama i tak już dużo pracowała, żeby opłacić ciasne, lecz przytulne mieszkanko na poddaszu błękitnej kamienicy. Właściciel był sympatycznym człowiekiem, ale nie tolerował spóźniania się z czynszem.
Asper uwielbiała to miejsce – skośne sufity, poranny zapach świeżego ciasta dobiegający z piekarni naprzeciwko, popołudniowy gwar ludzi przechadzających się ulicą Kupiecką. Często siadała na parapecie dużego pokoju i obserwowała naganiaczy zachęcających potencjalnych klientów do odwiedzenia któregoś z rozlicznych sklepów, spieszące na targ z wózkami pełnymi warzyw przekupki, młodziutkich posłańców z torbami ciężkimi od listów i paczek, strojne damy odwiedzające kolorowe pracownie modystek i jubilerów. Niektórym lepiej prosperującym interesom zdarzało się zatrudniać do reklamy magów i wtedy zamiast przyciskać nosy do półprzezroczystych szyb, wybiegały wraz z Malilą na ulicę, by śmiać się i klaskać na widok wyczarowanych iluzji królików w kapeluszach albo kotów w butach.
Asper doskwierała jednak samotność. Jej ukochana siostra była chorowita i często nie mogła brać udziału w zabawach. Poza tym, choć miała dopiero jedenaście lat, to jako osoba o spokojnym usposobieniu i skłonności do melancholii wolała haftować, nucić, czytać wiersze albo lepić pierogi niż biegać po mieście, skakać po kałużach, odgrywać scenki z baśni. Od pewnego czasu inne mieszkające w okolicy dzieci jakby stroniły od kontaktów z siostrami, choć dziewczynki nie miały pojęcia dlaczego. Malili udało się kiedyś wydusić od swojego rówieśnika - który wcześniej ciągle robił do niej maślane oczy, a teraz unikał jej spojrzenia - że rodzice nie pozwalają im się z nimi bawić. Nie umiał wyjaśnić czemu. Kiedy Asper zapytała o to mamę, ta tylko uśmiechnęła się smutno i powiedziała, że ludzie czasem tacy są i że tym bardziej jej córeczki powinny trzymać się razem.
Posłuchały więc i nie było między nimi miejsca na poważne kłótnie czy nawet większe sprzeczki. Ale Asper nadal tęskniła za towarzyszem zabaw, z którym będzie mogła odbywać przygody, grać w ganianego albo łapać żaby przy strumieniu. Na razie na takie wyprawy wyruszała sama, choć mama nie pozwalała jej oddalać się zbyt daleko od domu. Podczas jednego spaceru odkryła na targu, że czarna suka należąca do właściciela stoiska z dyniami niedawno się oszczeniła. Dziewczynka z nieskrywanym zachwytem wpatrywała się w tulące się do siebie w wiklinowym koszu szczenięta. O dziwo, tylko najmniejszy z nich odziedziczył futerko po matce - pozostała czwórka była równie kosmata, ale z ciemnymi grzbietami kontrastowały białe skarpetki na łapkach i jasnoróżowe brzuszki.
Asper z miejsca zakochała się w tych bezbronnych kudłatych istotkach, zwłaszcza w małym czarnulku. Przy kolacji nie mogła się powstrzymać od paplania o merdających ogonkach i uroczych pyszczkach, aż mama musiała jej przypominać o jedzeniu.
Nazajutrz dziewczynka pobiegła na targ z nadzieją na ponowne spotkanie z pieskami. Może nawet odważyłaby się spytać, czy może je pogłaskać. Ku jej rozczarowaniu, najmniejszego z nich już nie było. Napatrzyła się na pozostałe szczenięta, ale wróciła do domu niepocieszona. Tam jednak czekała ją niespodzianka. Czarny piesek biegał po dużym pokoju, zajęty polowaniem na zwisające ze stołu frędzle czerwonego obrusu. Asper wydała z siebie okrzyk zachwytu i przez następną godzinę tuliła malca, z niedowierzaniem dopytując mamy, czy to prawda, czy rzeczywiście szczeniak należy teraz do niej, czy aby na pewno nie będą musiały go wkrótce oddać. Był to najpiękniejszy dzień w jej życiu. Choć od tego czasu minął już miesiąc, nadal nie mogła uwierzyć we własne szczęście.
- Powinnaś nadać mu wreszcie imię - powiedziała Malila, nawlekając igłę błękitną nicią.
- Wiem - westchnęła Asper, wypuszczając szczeniaka na podłogę. Pies podreptał w stronę okna i położył się w plamie światła zachodzącego powoli słońca. - Ale to nie takie proste. Jest tyle imion, które do niego pasują. Kropka, Węgielek, Pierożek. Co będzie, jeśli wybiorę złe?
Siostra zmarszczyła jasne brwi.
- To pies. Wszystko mu jedno, jak się będzie nazywać.
Ze strony okna dobiegło krótkie szczeknięcie.
- Widzisz, nie zgadza się z tobą - zauważyła Asper. - Odłóż lepiej ten tamborek i pobaw się z nami. Nie musisz się męczyć - dodała szybko. - Możesz być czarodziejką, którą uwięził smok, a ja będę bohaterką, która przybyła cię uratować.
- Pies będzie smokiem? - domyśliła się Malila.
- No widzisz, jak chcesz, to potrafisz!
Drzwi do malutkiej sypialni sióstr uchyliły się. W zawieszonym na pobielonej ścianie lusterku z polerowanej miedzi pojawiło się odbicie matki dziewczynek.
- Kolacja! - zawołał wesoły głos. - Myjcie ręce!
Chwilę później siostry siedziały przy stole w dużym pokoju, wcinając racuchy, a szczeniak plątał się pod nogami i próbował wskakiwać im na kolana.
- Ślicznie wyglądasz, mamusiu - skomentowała Malila między jednym gryzem a drugim.
Kobieta uśmiechnęła się w odpowiedzi, poprawiając włosy przed prawdziwym szklanym lustrem, tak dużym, że odbijała się w nim jej cała wysoka sylwetka. Asper nie chciała mówić z pełną buzią, więc pokiwała gorliwie głową, potwierdzając słowa siostry. Do domowych zajęć i porannej pracy - sprzątania w posiadłościach zamożnych mieszkańców miasta - mama ubierała się w prostą brązową sukienkę z szorstkiej tkaniny. Ale gdy wychodziła wieczorami, stroiła się, zakładała biżuterię i w oczach córek wyglądała jak księżniczka. Dziś miała na sobie elegancką suknię z ciemnozielonego materiału, której głęboki dekolt i szerokie rękawy zdobiła kremowa koronka. Jasne kosmyki, niemal tak złociste jak włosy jej starszej córki, upięła w wytworny kok. Podeszła do dziewczynek i pogłaskała je po głowach.
- Umyjcie ząbki i buzie przed snem - przypomniała. - Wrócę, zanim się obudzicie.
Jak zwykle Asper poczuła ukłucie smutku. Dziewczynka wiedziała, że jest już duża i nie powinna potrzebować obecności mamy do zasypiania, ale ze wstydem przyznawała sama przed sobą, że w takie noce brakuje jej bajek opowiadanych ciepłym, uspokajającym głosem. Tęskniła za kojącą świadomością, że gdy w nocy obudzi ją koszmar, może pobiec do łóżka w dużym pokoju i wtulić się w opiekuńcze ramiona. Mimo to przywołała na piegowatą buzię najpiękniejszy uśmiech, na jaki umiała się zdobyć.
- Do zobaczenia, mamusiu - powiedziała, przymykając oczy, gdy smukła dłoń gładziła jej kasztanowe loki. Chciała dodać: "wracaj szybko", ale powstrzymała się. Westchnęła cicho, gdy usłyszała trzask zamykanych drzwi.
Gdy szykowały się później do snu, leżąc pod kołdrą, z ciągle bezimiennym psem ułożonym u ich stóp, Asper poprosiła siostrę:
- Chciałabym kołysankę.
Malila lubiła śpiewać i robiła to chętnie, chyba że doskwierało jej chore gardło. Zdarzało jej się nawet wymyślać własne piosenki. Nawinęła kosmyk włosów na palec, zastanawiając się nad wyborem repertuaru.
- Hmmm... Może piosenkę o żabie? - zaproponowała.
- Inną.
- O stu wiadrach wiśni?
- Tę śpiewałaś mi wczoraj.
- Och, już wiem! - Malila klasnęła w dłonie i zaczęła nucić cichą melodię.

Blask księżyca już posrebrzył granatowy atłas nieba
Brokat migotliwych gwiazd wygląda zza puchatych chmur
Śpij bez lęku, moja mała, daj zanurzyć się w marzeniach
Niech nie nęka cię w spoczynku żaden strach i żaden znój...


Czysty wokal siostry sprawił, że Asper szybko rozluźniła się i zaczęła odpływać w krainę marzeń. Była spokojna i bezpieczna, na nogach czuła ciepły ciężar oddychającego rytmicznie szczeniaka. Mama obudzi je rano, machając koszem ciepłych rogalików na śniadanie, a potem spędzą dzień pełen śmiechu i zabaw z ich kudłatym towarzyszem. Z tymi myślami zapadła w sen.



Rozdział 1

Stłumiony huk wyrwał Asper ze snu. Z sufitu posypał się pył, spadł na jej twarz, łaskocząc dziewczynkę po nosie. Sięgnęła dłonią do twarzy, przetarła zaspane powieki, a potem otworzyła oczy. Spojrzała do góry, bezbłędnie identyfikując znajome źródło hałasu.
- Znowu rzucają workami z mąką, zamiast je kłaść - wymruczała do siebie.
- Piekarz będzie zły - odpowiedział głos siostry. - Nie żeby go obchodziło, że przeszkadza nam we śnie, ale worki czasem od tego pękają, a nawet my nie chciałybyśmy jeść pieczywa z zamiecionej z podłogi mąki.
Asper ze zdziwieniem zauważyła, że Malila już nie śpi. Siedząc na niskim taborecie w ciasnym, ciemnym pomieszczeniu, rozczesywała jasne włosy wyliniałą szczotką. W drugiej dłoni miała to samo miedziane lusterko, z którego kiedyś korzystała w ich pokoiku na poddaszu. Asper podejrzewała, że wpadającego przez malutkie okienko pod sufitem światła i tak jest zbyt mało, żeby móc dokładnie przyjrzeć się swojemu odbiciu, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Każda z nich miała coś, co choć na chwilę mogło przypomnieć im o dawnym życiu.
- Oczywiście, że byśmy je zjadły - powiedziała, wygrzebując się spod połatanego koca. - Gdybyśmy były wystarczająco głodne. Jak się czujesz?
Przyłożyła dłoń do czoła siostry, szukając oznak gorączki. Wczoraj Malili znów doskwierał kaszel i Asper obawiała się, że skończy się to czymś poważniejszym. Śpiąc w wilgotnym, chłodnym pomieszczeniu nietrudno było zachorować, zwłaszcza gdy od dziecka miało się kłopoty ze zdrowiem.
- Jest dobrze - odparła Malila, delikatnie odtrącając rękę siostry. - Mogę iść dzisiaj śpiewać.
Asper zawahała się, ale w końcu pokiwała głową. Lepiej by było uważać. Wsadzić Malilę do łóżka, owinąć kocami i kazać odpoczywać, zamiast pozwolić jej zdzierać gardło w niezbyt bezpiecznej okolicy. Otoczyć ją opieką, nie rozstawać się ani na chwilę. Ale potrzebowały pieniędzy na opłacenie tego pokoiku w przyziemiu, na jedzenie, na olej do lampy i ewentualne lekarstwa. Liczył się każdy sposób na ułatwienie im przetrwania.
Malila wstała, otrzepała burą spódnicę, odłożyła szczotkę. Nawet w tym lichym stroju wyglądała ładnie.
- Pójdę po śniadanie - powiedziała. - Przygotuję coś ciepłego, obie potrzebujemy dobrze zjeść.
Kiedy wyszła, Asper znowu rzuciła się na skrzypiące łóżko, przyciskając dłonie do oczu. Czuła pieczenie zbierających się pod powiekami łez.
Przestań. Musisz być silna.
Ale tym razem nie dała rady stłumić emocji. Rozpłakała się. Sen, z którego wyrwał ją hałas rzucanych na podłogę worków, sprawił, że nie mogła odgonić się od wspomnień ostatniego wieczoru, który spędziły z mamą. Od tego czasu minął już ponad rok - choć dla dziewczynki była to cała wieczność. Asper nie była już tym naiwnym dzieckiem, któremu w głowie tylko zabawy i szczeniaczki. Czasem zapominała, co to szczęście, beztroska i poczucie bezpieczeństwa. Czasem nie tego chciała pamiętać. Lepiej było skupić się na kolejnym dniu walki o byt. Poczuła jednak, jak nieproszone wspomnienia zalewają ją duszącą falą.

Nie od razu zorientowały się wtedy, w jakiej sytuacji się znalazły. Musiało minąć kilka dni, żeby początkowa bezradność i niepewność zmieniły się w prawdziwe przerażenie. Nie miały do kogo się zwrócić z prośbą o pomoc. Gdy w końcu, zestresowane i zapłakane, udały się na posterunek straży, nie otrzymały tam ani wsparcia, ani odpowiedzi. Nie umiały powiedzieć, gdzie dokładnie matka pracowała i gdzie wychodziła wieczorami, nie wiedziały, gdzie warto rozpocząć poszukiwania zaginionej.
Asper przychodziła w okolice posterunku codziennie przez tydzień, aż zabroniono jej wchodzenia do środka. To wtedy nauczyła się wspinać. Na szczęście grubą ścianę budynku zbudowano z nierównych, niezbyt dobrze dopasowanych do siebie kamieni połączonych ciemnoszarą zaprawą. Pełen wypustek i szczelin mur zapewniał dobre oparcie stopom i nawet w deszczowe dni, gdy wdrapywanie się po chłodnej, wilgotnej powierzchni było trudniejsze, dziewczynce nie zdarzyło się spaść. Schowana w niszy pod parapetem zakratowanego okna, niemal niewidoczna na tylnej ścianie budynku, mogła bez przeszkód podsłuchiwać rozmowy strażników. Nie wiedziała wtedy, czy wyłuska jakąkolwiek informacje o mamie spośród sprośnych żartów, które nie do końca rozumiała, głośnych przechwałek, nudnych raportów. Okazało się jednak, że instynkt słusznie podpowiedział jej, gdzie należy szukać odpowiedzi.

Tamtego dnia popołudnie było suche, lecz w powietrzu dało się już odczuć jesienny chłód. Brukowane uliczki zaśmiecały opadnięte liście w kolorach żółci, czerwieni i brązu, słabe promienie słońca ledwo przebijały się przez chmury. Asper szła szybkim krokiem, chcąc wspiąć się na swoje stałe miejsce, zanim strażnicy złożą wieczorny raport przełożonemu. Tego ranka siostry zmuszone były przeliczyć schowane pod klepką podłogi oszczędności. Na szczęście wiedziały, gdzie mama je trzyma, bo następnego dnia należało zapłacić właścicielowi błękitnej kamienicy czynsz za kolejny miesiąc. Z ulgą odkryły, że pieniędzy wystarczy... na to, ale na niewiele więcej. Przerażone myślą o głodzie i ryzyku wylądowania na bruku, zaczęły rozważać różne możliwości zarobku, choć dobrze wiedziały, że nie będzie to łatwe.
- Myślę, że niepotrzebnie się przejmujemy - spróbowała dodać im otuchy Malila. Starała się brzmieć stanowczo, lecz jej głos drżał z niepewności. - Mamusia na pewno w końcu wróci.
Tuląca do piersi kudłatego szczeniaka Asper podjęła tę pełną nadziei grę.
- Może zabierze nas do jeszcze ładniejszego miejsca - powiedziała. - Może wieczorami chodziła na randki z księciem i dlatego tak się stroiła.
Starsza siostra zaśmiała się, a jej brązowe oczy zabłysły. Na blade policzki wstąpił rumieniec.
- Wyobrażasz sobie, że mieszkamy w pałacu? Nosiłabym suknie wyszywane złotą nicią, a nadworni poeci pisaliby dla mnie wiersze. A ty mogłabyś bawić się w chowanego w tych wielkich komnatach razem z innymi dziećmi.
- Myślisz, że mieszkałby z nami jakiś czarodziej? - zamyśliła się Asper.
- Czemu nie? Pewnie książę wynająłby jakiegoś, żeby...
Nagły atak kaszlu przerwał rozmowę. Malila wytarła buzię chusteczką.
- Powinnaś się położyć - zauważyła młodsza z dziewczynek. - Pójdę na targ, kupię składniki na rosół. Jeszcze mamy trochę pieniędzy.
Część dnia zeszła jej na zakupach i gotowaniu ciepłego, pożywnego posiłku. Asper całkiem nieźle radziła sobie z nożem, a dzięki wskazówkom lubiącej pomagać matce w kuchni Malili, udało się przyrządzić jedzenie bez żadnej tragedii. Choć szło jej wolno i musiała wdrapywać się na krzesło, by dosięgnąć paleniska, była dumna ze swojej samodzielności. Gotowanie jednak pochłonęło więcej czasu, niż dziewczynka się spodziewała.
Kiedy dotarła na swoje stałe miejsce w niszy pod oknem posterunku, zorientowała się, że ledwo zdążyła. Asper wytężyła słuch, starając się wyłapać jak najwięcej z raportu strażnika o zachrypniętym głosie. Szybko zaczęła ziewać, wieści nie były specjalnie ciekawe. Kilka nieistotnych informacji o lokalnych sprzeczkach i pijanych klientach wszczynających burdy w karczmach. Plotki o kolejnym alchemiku rozkręcającym interes w dzielnicy Kupieckiej. Kradzież butelki wina przez jakiegoś wyrostka. Dziewczynka już myślała, że nie dowie się niczego nowego, gdy nagle w tonie mężczyzny pojawiły się poważniejsze nuty.
- W sprawie ciała wyłowionego wczoraj z kanału... - Strażnik odchrząknął. - Zmarła nie miała przy sobie nic charakterystycznego, nie pasuje też wyglądem do żadnego rysopisu zaginionych kobiet z rodzin kupieckich.
- Ale była dobrze ubrana, tak? - Asper rozpoznała niski głos komendanta. Zaszeleścił papier, jakby mężczyzna podniósł kartkę, by z niej czytać - Elegancka zielona suknia, możliwe, że jedwabna. Bransoletka na przegubie lewej dłoni, w uszach kolczyki... aż dziwne, że nic nie zostało skradzione. Jasne włosy. Szczupła, dość wysoka. Zgadza się?
- Potwierdziliśmy, że biżuteria jest sztuczna, komendancie. Pomalowana na złoto miedź i kolorowe szkło. Moi chłopcy i ja przypuszczamy, że zmarła pracowała jako nierządnica. To może być kolejny...
Asper z całej siły zacisnęła dłonie na twarzy, by stłumić jęk, który wydobył się z jej ust po usłyszeniu opisu wyłowionej kobiety. Przycisnęła plecy mocniej do zimnego muru, by nie spaść. Głos dalej coś mówił, ale już tego nie rejestrowała, całkowicie pochłonięta informacją, która właśnie do niej dotarła. Zalała ją bolesna fala żalu, ale oczy, szeroko otwarte w szoku, miała suche. Nie była w stanie płakać, chciała wyć, walić głową w ścianę, cokolwiek, by obudzić się z tego koszmaru. Cała nadzieja, że wszystko będzie dobrze, roztrzaskała się jak zwierciadło. Dziewczynka czuła się, jakby ostre odłamki wbijały się w jej serce. Jak ktokolwiek może znieść taki ból?
Nie pamiętała, jak zeszła ze ściany, jak znalazła się z powrotem w sypialni na poddaszu, jakich słów użyła, by przekazać zapłakanej, roztrzęsionej siostrze potworne wieści. Skuliła się w pościeli mamy, zasłoniła rękami głowę, wilgotny język zaniepokojonego szczeniaka lizał ją po dłoni. Jeszcze nigdy nie czuła się tak zagubiona. Miała wrażenie, że cały świat rozpływa się, rozmazuje, przestaje być realny.
Po tej strasznej nocy nastał jednak kolejny dzień niosący ze sobą następne wyzwania. Świat pędził dalej, nie zważając na tragedię dwóch samotnych dziewczynek. Asper musiała wykrzesać z siebie jak najwięcej sił, znaleźć rozwiązanie, przeżyć i ochronić siostrę.

W mieście, w którym brakowało pracy nawet dla silnych, sprawnych mężczyzn, ciężko było o płatne zajęcie dla drobnych dziewczynek, z czego jedna była krucha i wiecznie blada. Choć Asper udało się złapać kilka dorywczych prac, to stało się jasne, że muszą przenieść się z przytulnego mieszkanka na poddaszu do tańszego lokum.
Asper zdarzało się obserwować zajęcia pracowników piekarni i miała nadzieję, że uda jej się zatrudnić w podobnym miejscu. Podczas jednej z wypraw do biedniejszej dzielnicy miasta jej wzrok przyciągnęły kamienne schodki prowadzące do drzwi opatrzonych szyldem w kształcie rogalika. Asper weszła do wypełnionego ciepłem i zapachem chleba pomieszczenia z nadzieją na znalezienie pracy, ale skończyło się inaczej. Właściciel nie zamierzał zatrudnić żadnej z nich, ale w zamian za niewielki czynsz i okazjonalną pomoc przy sprzątaniu piekarni na piętrze pozwolił siostrom zamieszkać w jednym z pokoików na parterze.
Przed wprowadzeniem się do nowej sypialni musiały podjąć decyzję, której Asper potwornie się obawiała, choć wiedziała, że to konieczność. Wyglądało na to, że kudłaty szczeniak nigdy nie dostanie od niej imienia. Serce jej pękało, gdy myślała o oddaniu ukochanego towarzysza, ale zdawała sobie sprawę z tego, że wkrótce ledwo będą mogły wyżywić siebie, a ciągle rosnący pies pochłaniał mnóstwo jedzenia. W dodatku piekarz nie życzył sobie obecności zwierząt w budynku, a siostry bały się, że nie uda im się znaleźć równie korzystnej opcji mieszkaniowej przed zimą. Robiło się coraz chłodniej, wylądowanie na ulicy o tej porze roku mogło skończyć się dla nich tragicznie. Malila zaniosła szczeniaka do właściciela sklepu rybnego, który narzekał na koty plączące się w okolicy jego przybytku. Otrzymane w zamian wędzone śledzie pomogły im napełnić brzuchy, ale nie poprawiły im humoru i w najmniejszym stopniu nie wynagrodziły Asper straty.
W nowym miejscu przetrwały późną jesień i zimę. Zaskakująco szybko przyzwyczaiły się do nowej rzeczywistości. Asper nadal podejmowała się prostych prac, by zapewnić im jakikolwiek dochód. Dzięki niewielkiemu dobytkowi i umiejętnościom krawieckim Malili siostry miały w co się ubrać i czym doposażyć skromnie umeblowany pokoik. Były składzik łatwo przerobiły na sypialnię - ciasną, ciemną i niezbyt ciepłą, ale przynajmniej suchą i bezpieczną. Mogły korzystać z łazienki i kuchni na piętrze, czasem za darmo dostawały niesprzedane pieczywo. Były w lepszej sytuacji niż wiele innych sierot skazanych na anonimową bezwzględność wielkiego miasta.

Skrzypienie otwieranych powoli drzwi wyrwało dziewczynkę ze wspomnień. Pośpiesznie przetarła rękawem zapłakaną twarz.
Malila, pomagając sobie łokciami, gdyż ręce miała zajęte, przecisnęła się przez wejście z tacą pachnącą owsianką i ziołami. Przy bliższych oględzinach okazało się, że oprócz dwóch wyszczerbionych miseczek oraz kubków z wonnym naparem na tacy znalazł się też mały talerzyk wypełniony zbożowymi ciasteczkami z marmoladą. Asper uśmiechnęła się na widok słodyczy. Żona ich gospodarza, Laelia, miała słabość do osieroconych sióstr. Może dlatego, że sama była matką, choć los obdarzył ją samymi synami, z których najstarszy od kilka lat służył w wojsku, a najmłodszy niedawno wyrósł z pieluch. Co jakiś czas rozpieszczała dziewczynki jakimś przysmakiem. Piekarz zżymał się na takie rozdawnictwo, bo choć był dobrym człowiekiem, to cenił sobie swoje interesy, ale Asper podejrzewała, że irytuje się tylko na pokaz. Pełna wdzięku Malila budziła opiekuńcze uczucia u wszystkich wokół i łatwo zjednywała sobie ludzi.
- Znowu dostałaś ciasteczka od pani Laelii? - Asper wstała z łóżka i szybko posprzątała nieliczne przedmioty stojące na malutkim stoliku, żeby Malila miała gdzie postawić tacę.
Blada twarz starszej z sióstr pokraśniała nieco na policzkach. Dziewczyna pokręciła głową.
- Od Heliego. Spotkałam go, gdy parzyłam zioła.
- Wpadłaś mu w oko - stwierdziła Asper, obserwując uważnie reakcję siostry. Czternastoletni syn piekarzy był sympatyczny i prawdopodobnie odziedziczy kiedyś interes rodziców, skoro najstarsze dziecko zajęło się wojaczką. Mógłby zapewnić Malili spokój i stabilizację. - Lubisz go? Chciałabyś z nim kiedyś wziąć ślub?
- Na litość, Asper, mam tylko dwanaście lat - westchnęła Malila. - Skąd u ciebie takie pomysły?
- Nie mówię, że już - odparła młodsza z dziewczynek, sięgając po miskę z owsianką. Chętnie rzuciłaby się na smakowicie pachnące ciastka, ale zdarzyło się jej już dostać burę od siostry za takie zachowanie. Śniadanie najpierw, deser później. - Za kilka lat, jak już oboje będziecie dorośli - dodała z pełną buzią.
Malila skrzywiła się i schowała zarumienioną twarz za parującym kubkiem. Lubiła kupować i zbierać różne zioła, które potem zalewała wrzątkiem bądź dodawała do potraw. Przygotowując się na zimę, zawiesiła trochę zielska pod sufitem sypialni, by porządnie wysuszone służyły im przez chłodne miesiące. Asper polubiła wiszące nad ich głowami badyle. Dodawały ciemnemu pokoikowi trochę koloru i ładnie pachniały.
- Heli jest w porządku, to wszystko - powiedziała Asper, przełknąwszy kolejną łyżkę owsianki. - Może chciałby iść z tobą na śpiewanie? Ja dzisiaj nie dam rady, Rufi ma dla mnie jakieś zlecenie po południu.
Gdy nadeszły ciepłe miesiące, Malila postanowiła przełamać wrodzoną nieśmiałość i spróbować zarabiać śpiewem. Nie miała szans dostać pracy w karczmie czy domu majętnej rodziny, ale miała nadzieję, że występując na ulicach, dostanie choć kilka monet, by wesprzeć ich lichy stosik zaskórników. Zarobione w ten sposób kwoty nie były imponujące - z bogatszych dzielnic Malilę przeganiali niechętni zakłócaniu spokoju strażnicy, a mieszkańcy biedniejszych uliczek nie spieszyli się do sypania groszem - ale zawsze to jakiś sposób na zapewnienie im środków do życia bez sięgania po desperackie rozwiązania.
Asper starała się towarzyszyć siostrze podczas tych występów. Na uliczkach dzielnicy Rzemieślniczej napaści nie były rzadkością. Potencjalne zagrożenie stanowiły drobne złodziejaszki, niepanujący nad swoimi popędami pijacy, kierowane instynktem przeżycia dzieciaki, desperacko usiłujące zapewnić sobie byt. Asper nie miała do nich żalu - kto wie, w jakiej sytuacji mogłyby same się znaleźć, gdyby nie odrobina szczęścia i oszczędności pozostawionych przez matkę. Ale w obronie siostry nie zawahałaby się użyć przemocy nawet w stosunku do najżałośniejszej z tych istot. Delikatnej, nieprzywykłej do wysiłku fizycznego Malili w razie ataku mogłoby nie starczyć sił, by obronić się czy uciec. A Asper była sprytna, zwinna i coraz silniejsza. Miała nadzieję, że dałaby radę chociażby odwrócić uwagę napastników na tyle, by siostra mogła bezpiecznie się oddalić.
- Dam radę bez ochroniarza, naprawdę - zdecydowała Malila.
W jej głosie słychać było pragnienie zakończenia dyskusji o Halim, więc Asper postanowiła na razie odpuścić ten temat. Syn piekarza był jedną z nielicznych osób, z którymi dziewczynki utrzymywały stałe kontakty. Tym razem trzymały się na uboczu z wyboru - w ubogiej dzielnicy Rzemieślniczej nikogo nie obchodziło, że są córkami zamordowanej prostytutki, więc nawet gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział, nie zabroniłby swoim pociechom bawienia się z siostrami w obawie przed demoralizacją. A jednak żadna z nich nie miała specjalnie ochoty na zawieranie nowych przyjaźni.
Po posiłku Malila zajęła się układaniem swojej fryzury. Jej długie palce zręcznie przekładały kolejne partie włosów, tworząc symetryczne warkocze. Asper nie za bardzo miała co zaplatać - dawno temu obcięła kasztanowe loki, pozostawiając tylko krótką czuprynę. Szukając pracy próbowała różnych sztuczek, żeby zwiększyć szanse zatrudnienia. Spodziewając się, że nie każdy zechce nająć dziewczynkę do dźwigania czy biegania, usiłowała przybrać bardziej neutralny wygląd. Dzięki krótkim włosom łatwiej było jej udawać chłopca. Z pomocą siostry przygotowała też specjalny ubiór - dzięki podszytej grubym materiałem koszuli Asper sprawiała wrażenie większej i silniejszej, a solidne buty o grubych podeszwach dodały jej nieco wzrostu. Nie potrzebowała już takich wybiegów, mając stałych zleceniodawców, którzy znali jej możliwości, ale włosy nie zdążyły jeszcze odrosnąć i wystarczyło ułożyć je palcami, by jakoś wyglądały. Nie mając innych zajęć, Asper sięgnęła po zwykłe, nieco znoszone już ubranie, które zwykle wkładała do porannych ćwiczeń i wspinaczki - wygodne spodnie z miękkiej skórki, wzmocnione łatami na kolanach, oraz niekrępującą ruchów ciemnozieloną tunikę.
Malila z kwaśną miną obserwowała, jak młodsza siostra przypina do paska dwa proste noże. Właściwie były to naostrzone z jednej strony kawałki metalu, z zaimprowizowaną rękojeścią w postaci kawałka twardego rzemienia owiniętego na drugim końcu. Asper nie dysponowała lepszą bronią, więc radziła sobie z tym, co miała.
- Wiem, że nie lubisz, jak chodzę z bronią - rzuciła szybko, uprzedzając komentarze siostry. - Ale czymś muszę ćwiczyć rzucanie.
A poza tym kto wie, czy te noże nie uratują nam kiedyś życia, dodała w myślach. Nie wiedziała, czy dałaby radę użyć ostrza przeciwko człowiekowi, ale w razie ataku wolała nie być pozbawiona tego wyboru. Po niektórych uliczkach lepiej było nie chadzać bez broni.
- Wpadnę przed pracą, żeby się przebrać - obiecała jeszcze, zanim zniknęła za drzwiami.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2658
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Vampircia » 10 wrz 2021, 12:10

Jestem pełna podziwu. Masz naprawdę przyjemny styl. Z jednej strony nie unikasz opisów i wszystko można sobie łatwo wyobrazić, a z drugiej te opisy nie są przesadnie długie i dobrze się je czyta. Może czasem między wypowiedziami bohaterów były trochę za długie dygresje, przez co czytając odpowiedź musiałam sobie jeszcze raz przeczytać poprzednią wypowiedź, ale możliwe, że tylko ja tak mam, bo łatwo się rozpraszam.
Ciekawi mnie, co się dalej będzie działo z bohaterką. Bo już widać, że zaczyna koksić i ma zadatki na zaradną babkę. Nie mogę się doczekać jej starszej wersji. A jeśli chodzi o błędy, to nic mi się nie rzuciło w oczy.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1341
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Miryoku » 10 wrz 2021, 13:11

Dzięki za komentarz i bardzo się cieszę, że dobrze Ci się czytało. Zgadzam się, że dygresji jest mnóstwo i też się zastanawiałam, czy nie tworzą zbyt dużego chaosu, mogę jedynie obiecać, że później już tego aż tyle nie będzie i postaram się bardziej to wszystko poukładać.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2151
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: RedHatMeg » 10 wrz 2021, 17:39

Ha, skończyłam!

Pewne rzeczy były trochę przewidywalne. Właściwie od kiedy zostały opisane warunki w jakich żyją siostry, wiedziałam jakiego typu to będą bohaterki i co się okaże w związku z tym, czym się para ich matka.

Niemniej jednak opowieść ciekawa i bardzo wciągająca. Ładnie budujesz świat przedstawiony, chociażby poprzez nazwy dzielnic (Kupiecka, Rzemieślnicza...). Ciekawe jest też to, że tutaj młodsza siostra opiekuje się starszą.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1341
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Miryoku » 10 wrz 2021, 18:28

To dobrze, że były przewidywalne, bo miałam nadzieję, że czytelnik wyłapie te oczywistości, które umykają małej dziewczynce. Bardzo dziękuję za komentarz i bardzo mi miło, że przeczytałaś i że Cię wciągnęło. Z tym światem przedstawionym to ciągle się boję, że za mało mam wszystko przemyślane, więc dobrze, że póki co tego nie widać ;)
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 88
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Lisbeth77 » 12 wrz 2021, 18:34

Znalazłam w końcu chwilkę na przeczytanie i chwilka ta minęła mi naprawdę szybko. Chyba przez to, że wspomniałaś o tym, że miał to być komiks, całą historię wyobrażałam sobie w głowie właśnie w taki animowany sposób. Choć tekst jest krótki to mogę śmiał opowiedzieć, że uwielbiam Twój styl pisania, jest bardzo lekki, skupiasz się na tym, co trzeba, bez niepotrzebnego rozwlekania, jak dla mnie wszystko ma sens i każde zdanie pcha akcję do przodu.
Ja nie wiedziałam, co się wydarzy, miałam nadzieję, że nic złego nie stanie się z mamą dziewczynek, więc zrobiło mi się smutno, gdy doszłam do tego fragmentu. Przerwy między dialogami też mi nie przeszkadzały, a nawet ich nie dostrzegłam. Potrzebowałam jednak chwili lub dwóch na zorientowanie się, jak daleko przeskoczyła akcja w 1 rozdziale, podobnie miałam z późniejszymi wspomnieniami, które były oddzielane enterami. Takie wspominki oznaczyłabym w trochę inny sposób, np. krótką informacją "1 rok później", ale też rozumiem, czemu tego nie zrobiłaś; gdy wychodzi to w trakcie czytania, bardziej zaskakuje to czytelnika.
Bardzo podoba mi się opisany przez Ciebie świat, jestem ciekawa, jakie elementy fantasy się w nim pojawią, na razie byli chyba wspomniani jedynie alchemicy i iluzjoniści. Świetnie wyszły Ci charaktery bohaterek, widać między nimi pewne podobieństwa, w końcu są siostrami, ale widać też, jak mocno się różnią. Urocze jest to, że są z sobą mocno zżyte i wzajemnie o siebie dbają. Już je adoptowałam:< chcę dla nich jak najlepiej, nie krzywdź ich więcej! T_T A tak na serio, to pewnie masz już na nie swój plan i chętnie go poznam, jeśli napiszesz dalszą część. W końcu ta historia to prequel o Twojej bohaterce z nienarysowanego komiksu, przynajmniej tak zrozumiałam z opisu.
Pisz nam częściej, a wzbogacisz to forum:)

A, a jeśli chodzi o błędy, to w sumie znalazłam tylko ten fragment, zgrzyta mi tu "brakowały":
W mieście, w którym brakowały pracy nawet dla silnych, sprawnych mężczyzn,

Poza tym chyba było ok:)
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1341
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Miryoku » 12 wrz 2021, 18:41

Bardzo dziękuję za przeczytanie i komentarz. Cieszę się, że Ci się podobało. Też miałam wątpliwości, czy nie wprowadziłam zbyt dużego chaosu z tymi retrospekcjami, ale skoro chłopak po przeczytaniu nie zgłaszał zastrzeżeń, to stwierdziłam, że może ujdzie. No trudno, potem już wszystko będzie dużo bardziej chronologicznie, a może i ten pierwszy rozdział kiedyś się poprawi. Tak, historia to prequel do komiksu, więc mam już pewien plan tego, co będzie dalej, ale dużo rzeczy wymyślam na bieżąco i jeszcze dużo pomysłów musi dopiero nabrać swojego kształtu, bo do momentu, w którym miał rozpocząć się komiks, jeszcze sporo czasu i wydarzeń. Dzięki za wskazanie literówki, oczywiście miało być "brakowało", już się biorę do poprawiania. Człowiek czyta i czyta, a tu jednak zawsze coś umknie ;)
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1341
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Miryoku » 13 wrz 2021, 14:55

Rozdział 2


Świst lecącego noża przeciął powietrze. Ostrze z głuchym stuknięciem uderzyło w brzeg tarczy, odbiło się i upadło na klepisko. Asper westchnęła ciężko, po czym po raz kolejny podeszła podnieść broń.
Przygotowała się do następnej próby. Wycelowała w środek tarczy wyrysowany kawałkiem zwęglonego drewna na znalezionej desce. Postarała się uspokoić oddech, zamachnęła się i rzuciła.
- Gówno! - zaklęła głośno, kopiąc ze złością w najbliższy kamień. Przykucnęła i ze zrezygnowaniem oparła głowę na nadgarstkach.
Widziała, jak ulicznicy z powodzeniem posługują się małymi nożami. Obserwowała na festynach artystów ku uciesze gawiedzi rzucających ostrzami do umieszczonych na głowach asystentów owoców. Nie wydawało się to trudne, więc miała nadzieję, że i jej ta sztuka przyjdzie łatwo. Noże były bronią uniwersalną i praktyczną. Łatwe do schowania i szybkiego wyciągnięcia, a do tego sprawdzające się i w zwarciu, i na dystans. Asper postanowiła nauczyć się nimi posługiwać, gdy tylko siostry uświadomiły sobie niebezpieczeństwa czyhające na nie w gorszych dzielnicach miasta.
Okazało się, że nie jest to takie proste. Zwyczajnie jej nie szło i doprowadzało ją to do wściekłości. Nie wiedziała, czy winą jest zła technika, czy po prostu noże, z których korzysta, nie nadają się do rzucania. Wiedziała tylko, że nader rzadko trafia w cel, a w dodatku broń częściej upada na ziemię niż wbija się w drewno, co nie mogło być dobrym znakiem. Coraz bardziej skłaniała się ku porzuceniu prób nauki posługiwania się nożami na rzecz innego oręża.
Przeniosła wzrok na stojącego niedaleko tarczy prowizorycznego manekina. Manekin uśmiechnął się do niej drwiąco.
- Coś ci się nie podoba? Podejdź bliżej, to przemaluję ci buźkę! - zagroziła mu zawołaniem, które zasłyszała kiedyś na ulicy.
Zaśmiała się, dostrzegając dwuznaczność swojej groźby. Samodzielnie wyrysowała uśmiech na wypełnionym słomą wysłużonym worku nabitym na kij, więc faktycznie w każdym momencie mogła zmienić mu minę.
Manekin służył jej do ćwiczenia walki drewnianym mieczem. Lubiła to zajęcie i chyba radziła sobie w tym nieco lepiej, oczywiście na ile w ogóle potrafiła to ocenić. Manekin nie stanowił zbyt wymagającego przeciwnika. Jego jedynymi osiągnięciami były nabicie Asper siniaka na ręce, gdy potykając o podstawę worka, uderzyła w jakiś kamień, a także ukłucie dziewczynki w oko wystającym źdźbłem. Zwykle jednak pobłażliwie znosił wszystkie cięcia i dźgnięcia mieczem oraz kopnięcia i uderzenia łokciem czy pięścią. Asper regularnie podglądała ćwiczących strażników i starała się zapamiętać jak najwięcej z tych lekcji, a potem odtwarzać ich ruchy. Worek stawał się coraz bardziej zmechacony i zaczął się już chwiać na drewnianej nodze, co było najlepszym dowodem na to, że dziewczynka nie oszczędzała się w treningach. Brak pewności, czy poprawnie wykonuje ćwiczenia, nadrabiała gorliwością.
Dziś jednak frustracja niepowodzeniem w rzucaniu nożami sprawiła, że Asper nie miała ochoty na trening mieczem. Kiepsko znosiła porażki i szybko traciła przez nie zapał. Postanowiła odłożyć ćwiczenia z bronią na inny dzień i dać sobie chwilę wytchnienia. Napiła się, po czym umyła ręce i twarz zawartością wiadra, które wcześniej napełniła przy pobliskim strumieniu. Bliskość wody była tylko jedną z zalet kryjówki, w której zwykle trenowała. Miała dużo szczęścia, że znalazła to miejsce, leżące tuż przy rzadko uczęszczanym zachodnim skraju miejskich murów. Lata wcześniej wybuchnął tu pożar, pochłaniając skupisko parterowych domów, z których obecnie pozostały tylko ruiny. Ogołocone ze wszystkiego co cenne rudery - w dodatku osławione jako miejsce nawiedzone przez duchy osób zmarłych w pożodze - omijano szerokim łukiem.
Asper nie bała się duchów. W dzieciństwie wielokrotnie słyszała od mamy, że krzywdę mogą jej zrobić żywi, nie umarli. Kierowana ciekawością już dawno temu przeszukała te ruiny. Jeden z domów został całkowicie pozbawiony dachu - pozostało tylko kilka osmolonych desek tworzących niegdyś słupy i krokwie. Miało to dwie zalety - po pierwsze Asper nie musiała obawiać się, że dach runie jej na głowę, a po drugie przez ogromny otwór wpadało na tyle dużo promieni słonecznych, że problem z oświetleniem rozwiązał się sam. Kamienne ściany budynku, choć poczerniałe i miejscami ukruszone, przetrwały zawalenie, dając teraz pewne poczucie prywatności. Była więc mała szansa, że ktoś dostrzeże treningi dziewczynki, gdyby jakimś cudem pojawił się w okolicy.
Asper umieściła noże w pochwach przy pasku, schowała drewniany miecz i wiadro w kryjówce pod stertą kamieni, po czym wdrapała się po jednej ze ścian, używając wystających fragmentów tego, co niegdyś stanowiło ramę okna. Kolejny plus tego miejsca - drzwi wraz z przedsionkiem zostały przywalone przez część dachu, więc do budynku można było dostać się jedynie górą. Zeskoczyła miękko na trawę, po czym ruszyła wzdłuż strumienia, wsłuchana w plusk wody i własne myśli.
Miała jeszcze sporo czasu, nim będzie musiała pojawić się u krawca, dla którego pracowała jako posłaniec. Tak późne zlecenia oznaczały zwykle konieczność dostarczenia do klienta stroju szytego na ostatnią chwilę przed jakimś ważnym wydarzeniem towarzyskim. Asper zastanowiła się, czy miałaby odwagę zakraść się do któregoś z miejsc, w którym odbywały się przyjęcia. Wdrapać się na rzeźbioną w fantazyjne wzory elewację, zajrzeć przez świetlik na roziskrzoną tuzinami lamp salę balową, przyjrzeć się wirującym w tańcu sukniom. Zobaczyłaby na własne oczy stroje, zabawy i komnaty, których opisy spotykała w książkach. Czy warto było się narazić na spotkanie z wartownikami pilnującymi bogatych posiadłości? Ośmielała się w końcu wspinać na budynki należące do straży, a nawet podglądać i podsłuchiwać wysoko postawionych oficerów. Ale w pobliże koszar i wartowni zakradała się po to, by czegoś się dowiedzieć lub nauczyć. Wystawienie się na niebezpieczeństwo schwytania tylko dla rozrywki nie wydawało się rozsądne. Niemniej Asper odczuwała pokusę. Nie tylko po to, żeby zaspokoić ciekawość dotyczącą stylu życia bogaczy. Intrygowało ją, czy dałaby radę przemknąć niezauważona. Chciała sprawdzić swoje możliwości, a podejrzewała, że pełne bogactw posiadłości arystokratów były dużo lepiej chronione niż budynki straży, których tak naprawdę nikt nie pilnował z zewnątrz.
Potrząsnęła głową, odganiając od siebie te myśli. Nie będzie ryzykować. Nie kiedy istniała możliwość, że wpędzi siebie i siostrę w kłopoty. Co by zrobiła Malila, gdyby Asper trafiła do aresztu? Jak poradziłyby sobie z zapłaceniem grzywny? Należało zachować rozsądek.
Doszła już w okolice targu i miejski gwar odciągnął jej uwagę od innych kwestii. Nie przepadała za tłumem, zwłaszcza odkąd zdała sobie sprawę z tego, jak wielu złodziei czyha na sakiewki i biżuterię przechodniów. Wprawdzie nie miała przy sobie nic cennego, ale zdarzało jej poczuć dłoń mniej zręcznego rabusia szperającą w fałdach jej ubrania, i nie było to miłe doznanie. Skręciła w mniej uczęszczaną uliczkę. Skakała po kocich łbach, dla zabawy starając się nie nadepnąć na krawędź.
W końcu doszła do celu swojej wędrówki. Zadarła głowę, stając w cieniu rzucanym przez kaplicę postawioną ku czci Bogini Słońca. Dębową bramę ozdobioną metalowymi guzami zamknięto na głucho i otwierano jedynie raz w roku, z okazji przybycia do miasta pielgrzymek nielicznych już wyznawców. Wierni dbali o to, by świątynia nie popadła w ruinę, ale przez większość czasu kaplica stała pusta i nie wzbudzała niczyjego zainteresowania. Otoczona nieco zapuszczonym ogrodem, stała w pewnej odległości od okolicznych budynków. Wedle wiedzy Asper wśród mieszkańców miasta brakowało już wyznawców Bogini Słońca, więc szanse, że ktoś ją tu przydybie, były bliskie zeru.
Jak zwykle rozpoczęła wspinaczkę od wdrapania się na ganek. Wzięła rozbieg i zaraz podskoczyła w pędzie. Odbiła się prawą stopą od wystającej ozdoby kolumny, dzięki czemu zdołała chwycić się obiema dłońmi żłobienia u jej szczytu. Podciągnęła się i pomagając sobie nogami, wspięła na rzeźbiony w ślimaki kapitel. Stamtąd już bez trudu przemieściła się na ozdobiony wizerunkiem słońca trójkątny przyczółek. Znalazłszy się na szczycie ganku, mogła kontynuować wspinaczkę, wykorzystując kamienne wypustki, szczeliny oraz ościeżnice witrażowych okien. Nie spieszyła się, choć pokonywała tę trasę nie pierwszy raz i wiedziała, gdzie znajdzie dobre oparcie dla rąk i nóg. Wreszcie dotarła do półkolistej kopuły. Miedziane pokrycie niegdyś zapewne majestatycznie odbijało promienie słońca, ale już dawno zmatowiało od patyny, przybierając zieloną barwę. Asper dała sobie chwilę na złapanie oddechu, po czym z uwagą zaczęła wspinać się po jednym z przecinających kopułę żeber. Choć chropowaty element nie był śliski, a żłobienia umożliwiały pewny chwyt palcom i podparcie obutym stopom, to ten etap wymagał najwięcej skupienia. Oraz przełamania strachu, bo błąd zapewne skończyłby się upadkiem, a to kosztowałoby ją życie. Odpędziła od siebie złowieszczą wizję, jak stacza się z kopuły niczym szklana kulka i rozbija w kontakcie z twardym podłożem. Wzięła głęboki wdech i dodała sobie otuchy myślą o widokach, które czekają ją, gdy znajdzie się na szczycie.
Uśmiechnęła się z satysfakcją, kiedy w końcu oparła się o jedną z kolumn, które podtrzymywały cebulasty daszek wieńczącej kaplicę dzwonnicy. Świątynia nie była zbyt duża ani przesadnie wysoka, ale górowała nad pobliskimi budynkami, przez co jej szczyt stanowił wspaniały punkt widokowy. Asper zmieniła pozycję, położyła łokcie na kamiennej barierce, podparła podbródek dłońmi i rozejrzała się. Dachy kamienic lśniły w popołudniowym słońcu, korony drzew pyszniły się złotem i czerwienią nieopadłych jeszcze liści, błękitne niebo przecinały kłębowiska chmur. W oddali majaczyła strzelista wieża ratusza. Gdy wytężyło się wzrok, można było odczytać godzinę ukazywaną przez złote wskazówki zegara na jej szczycie. Dziewczynka przymknęła oczy, rozkoszując się dobiegającym z dala śpiewem ptaków, przyjemnym szmerem wiatru głaszczącym ją po twarzy i rozwiewającym jej wilgotne od potu włosy, poczuciem wolności, które ogarniało ją za każdym razem, gdy wspinaczka zakończyła się sukcesem.
Po chwili oderwała się od barierki, ściągnęła przytroczony do pleców worek. Wyciągnęła z niego kawałek burego sukna, które rozłożyła na zabrudzonej gdzieniegdzie piórami i odchodami ptaków drewnianej podłodze. Następnie sięgnęła po manierkę z wodą i lniany woreczek pełen pozbawionych łupin orzechów. Pociągnęła łyk, rozłożyła się wygodnie na przygotowanym posłaniu i zaczęła chrupać przekąskę, by dodać sobie energii. Z góry dobiegł trzepot skrzydeł, a następnie ciche gruchanie. Uniosła głowę, ale gołębie musiały ulokować się na daszku, bo nie zobaczyła nad sobą nic prócz nieużywanego od lat dzwonu i podtrzymującej go konstrukcji. Ptaki były jej jedynymi towarzyszami podczas pobytu w dzwonnicy i Asper cieszyła się tymi chwilami niezakłóconego niczym niespodziewanym spokoju.
Najwyraźniej dziś miało się to zmienić.
Było jasne, że do dzwonnicy musiała prowadzić jakaś droga, której przejście nie wiązało się z narażaniem się na śmiertelny upadek. Asper nigdy nie udało się otworzyć drewnianej klapy w podłodze, choć ciągnęła za metalowy uchwyt ze wszystkich sił. Drzwiczki najwyraźniej zaryglowano od wewnętrznej strony albo tak długo ich nie używano, że mechanizm przestał być ruchomy. Dziewczynka dała już sobie spokój z próbami uchylenia klapy i pogodziła się z faktem, że nigdy nie uda jej się zwiedzić drabiny lub schodów, które z pewnością prowadziły na szczyt kaplicy.
Kiedy więc usłyszała dobiegające spod podłogi chrobotanie, założyła, że źródłem dźwięku są szczury albo ptaki zamieszkujące świątynię, których ostre pazurki zakłócały czasem ciszę szuraniem o podłoże. Zaalarmowało ją dopiero podejrzane skrzypnięcie zawiasów. Zerwała się natychmiast na równe nogi. Poczuła, jak ogarnia ją panika. Nie miała gdzie uciec, nie mogła przecież przesadzić barierki i ześlizgnąć się na dół. Pośpiech to zły towarzysz, gdy w grę wchodzi taka wysokość, a schodzenie było jeszcze trudniejsze od pięcia się górę. W akcie desperacji wyjęła jeden z noży i rozpaczliwie wyciągnęła go przed siebie w obronnym geście, czujnie obserwując otwierającą się klapę. Przeszło jej przez głowę, że może obrała złą taktykę, może powinna udawać bezbronną, zagubioną dziewczynkę, która przypadkiem trafiła do tego miejsca.
Dobre sobie, zdążyła jeszcze pomyśleć. Przypadkiem zgubiła się na szczycie kaplicy, której podwoje otwierano na wiosnę, i to zaledwie na kilka dni w roku? Nawet głupek nie uwierzyłby w coś tak idiotycznego.
Drewniane drzwiczki otworzyły się na całą szerokość, z cichym stuknięciem uderzając o podłogę. Z dziury wyłoniła się miedziana czupryna, a następnie jasna twarz chłopca o czerwonych policzkach. Asper przywarła do kolumny za jej plecami, nadal ściskając nóż w wyciągniętej przed siebie dłoni. Nieznajomy nie wyglądał na zaskoczonego jej obecnością. Wręcz przeciwnie. Uśmiechał się bezczelnie, przyglądając się jej bez cienia żenady, gdy gramolił się z otworu. Spokojnie zamknął klapę i otrzepał ciemne ubranie, poprawił jasnoszarą chustę zawiązaną przy szyi. Asper poczuła, jak strach zastępuje irytacja. Kim był ten człowiek i czemu tak po prostu wdzierał się do JEJ kryjówki, do której dotarcie kosztowało ją tyle trudu i wymagało tak wiele odwagi?
- Mam nóż! - zawołała z nadzieją, że głos jej nie zadrży.
Nieznajomy uniósł dłoń do twarzy o sekundę za późno, by zdążyć stłumić rozbawione parsknięcie.
- Widzę - wymamrotał spomiędzy palców.
Asper poczuła się głupio. Opuściła rękę.
- Kim jesteś?
- Wołają na mnie Sroka - odparł chłopak, zaplatając ręce na piersi. - A ty jesteś Asper.
Lodowaty palec strachu dźgnął dziewczynkę pod sercem. Obcy znał jej imię. Musiał ją obserwować. Przyszedł tu za nią. Może zagrażać Malili.
Mocniej zacisnęła palce na skórzanej rękojeści.
- Czego chcesz? - warknęła.
- Tylko porozmawiać - obiecał rudzielec, uśmiechając się rozbrajająco, z głową przechyloną na bok. - Zapewniam, że nie zamierzam ci nic zrobić. Chcę pogadać. Możemy usiąść? Od tych schodów trochę rozbolały mnie nogi.
Zawahała się. Sroka nie mógł być dużo starszy od niej. Zdecydowanie przewyższał ją wzrostem, ale ona była niższa od większości rówieśników. Jego twarzy nie pokrywał nawet cień zarostu, a w głosie dało się słyszeć charakterystyczne chropowate brzmienie typowe dla dorastających chłopców. Nie wydawał się też potężnie zbudowany, raczej szczupły i zwinny, choć kto wie, jakie mięśnie kryły się pod ciemnoszarą, połataną miejscami koszulą. Czy byłaby w stanie obronić się w razie ataku? Zniwelować widoczną różnicę we wzroście - i zapewne wadze - szybkością i siłą nabytą podczas regularnych ćwiczeń? Nie miała doświadczenia w walce, a Sroka tryskał naturalną pewnością siebie ulicznika, który niejedno już przeszedł. Z drugiej strony i tak była w pułapce. Nie miała wyjścia.
Skinęła głową w najbardziej oddaloną od niej część podłogi i sama spoczęła na kawałku sukna, nie odrywając czujnego spojrzenia od chłopaka. Sroka skrzywił się na zabrudzone ptasimi pozostałościami drewno i bez większego skutku spróbował oczyścić je podeszwą buta, zanim usiadł na deskach z pełnym rezygnacji westchnieniem.
- Piękny dzień - zauważył niefrasobliwie, obracając w palcach znalezione piórko. - Miły wiaterek i w ogóle.
- A to przyszedłeś tu rozmawiać o pogodzie? - syknęła Asper, czując jednak, że napięcie nieco z niej opadło. Nieznajomy faktycznie zdawał się nie stanowić dla niej zagrożenia. - Jak się tutaj dostałeś?
Zrozumiał, że nie chodzi jej o schody, lecz o sposób, w jaki pokonał zamknięte drzwi. Poklepał się po skórzanej torbie przytroczonej do pasa.
- Wytrychy - przyznał bezwstydnie. - Tylne drzwiczki do kaplicy mają bardzo łatwą do otwarcia kłódkę. A dalej już tylko żmudna wspinaczka po schodach - dodał, rozmasowując mięśnie ud.
Prychnęła. Co on może wiedzieć o wspinaczce? Sroka źle ocenił jej reakcję.
- Nie podoba ci się, że jestem włamywaczem? - spytał. - Uważasz, że wspinanie się, by wtargnąć do świątyni, jest bardziej etyczne?
- Nie. - Pokręciła głową. - Ale na pewno jest bardziej niebezpieczne i męczące.
- To prawda - przytaknął. - Nie każdy to potrafi. Można by powiedzieć, że masz do tego naturalny talent. I właśnie dlatego chciałbym zaproponować ci współpracę.
Choć Asper starała się cały czas zachować neutralny wyraz twarzy, teraz jej usta rozchyliły się w wyrazie zdumienia.
- Co? - zapytała tępo.
- Właściwie nie tyle ja, co mój pracodawca - wyjaśnił Sroka. - Staramy się pilnować, co się dzieje w mieście. Zwróciłaś naszą uwagę, a potrzebujemy zdolnych ludzi.
- Nie będę kraść - przerwała mu szybko Asper. - Nie jestem złodziejką.
Nie przyznała się, jak wiele razy była już blisko tego, by złamać swoje zasady i uciec się do kradzieży. Póki co nie ugięła się jednak i nie zamierzała tego robić dla jakiegoś gangu uliczników.
Chłopak potrząsnął ciemnorudą czupryną.
- Nie o to chodzi - powiedział. - Nikt nie każe ci kraść. Osób z tym talentem u nas nie brakuje - rzucił, mrugając do niej zawadiacko.
Ku własnemu zaskoczeniu, poczuła rozbawienie. Rozluźniła się.
- Jak często spadasz? - zapytał nagle Sroka.
- Rzadko - odrzekła zgodnie z prawdą. Upadki się zdarzały, ale na szczęście kończyły się zwykle co najwyżej otarciami bądź siniakami. Raz tylko uszkodziła sobie lewy nadgarstek tak, że przez pół godziny wyła z bólu, a później przez tydzień zmuszała się do udawania przez siostrą, że nic jej nie jest, by nie obarczać Malili troską o swoje zdrowie.
Sroka wziął głęboki oddech, jakby przygotowywał się do wygłoszenia ćwiczonej kilka razy przemowy.
- Jak już mówiłem, potrzebujemy zdolnych ludzi - powtórzył. - Ty masz potencjał. Obserwowałem cię kilka razy. Umiesz się wspinać, i to tak, że jeszcze nikt cię nie złapał. Bywasz w koszarach i strażnicach, prawda? Potrafisz podsłuchiwać i pozostać niezauważoną. Informacje to cenna rzecz i jesteśmy gotowi zapłacić za zdobycie tych, które nas interesują.
Serce Asper zabiło szybciej. Robiła, co mogła, by nie zostać odkryta, ale teraz, gdy ktoś dostrzegł jej działania i docenił jej zdolności... poczuła się zaskakująco dobrze. Pochwała usłyszana z ust obcego chłopaka nieoczekiwanie poprawiła jej humor. Odwróciła wzrok z zakłopotaniem, nie wiedząc, jak zareagować i jak odpowiedzieć. Sroka milczał, dając jej czas na przemyślenie jego słów.
Niespodziewana propozycja otworzyła nowe możliwości. Ktoś dostrzegł jej wartość i chciał zapłacić za informacje, które przecież leżały na wyciągnięcie ręki. Brzmiało to bardzo zachęcająco. Praca, do której nie tylko się nadawała, ale i którą po prostu lubiła wykonywać. Niepozbawiona ryzyka, owszem, ale przecież i tak niemal codziennie narażała się na niebezpieczeństwo z własnej woli. Zdawała sobie sprawę z tego, że proponowano jej nielegalne zajęcie, ale przecież chodziło tylko o przekazanie podsłuchanych informacji, a nie o zagrabianie cudzego majątku czy inną krzywdę. A wiedziała, że praca wykonywana poza granicami prawa jest opłacana lepiej niż legalne zlecenia.
Istniała jednak druga strona medalu. Sroka mówił ciągle w liczbie mnogiej, wspomniał swojego pracodawcę, a to najpewniej oznaczało któryś z gangów panujących na ulicach dzielnic biedoty. Nie było mądrze pakować się w układy z takimi ludźmi. Z jednej strony gang potrafił zapewnić do pewnego stopnia bezpieczeństwo swoim członkom, a z drugiej strony utarczki, do których dochodziło pomiędzy organizacjami półświatka, kończyły się czasem bardzo źle dla osób wplątanych w te konflikty i ich najbliższych. Nie wspominając już o działaniach straży, której przedstawicielom zdarzało się aresztować osoby powiązane z gangami. Taką współpracą Asper mogła wpędzić w kłopoty nie tylko siebie, ale i Malilę.
- Słuchaj - zaczęła bez przekonania - dziękuję za propozycję, ale...
- Zaczekaj - przerwał jej Sroka, pochylając się w jej stronę. - Proponujemy ci nie tylko pieniądze. Wiem, że trudno ci jest uczyć się wszystkiego samej. Możemy ci pomóc, nauczymy cię nowych rzeczy. Będziesz mogła trenować walkę z innymi, to zupełnie inaczej niż po prostu obijać manekina kijem. Otwieranie zamków też może ci się kiedyś przydać, a ja jestem całkiem niezłym nauczycielem.
Jego zielone oczy błyszczały podekscytowaniem. Naprawdę tak im na niej zależało? Już miała wydusić kolejne słowa protestu, gdy usłyszała:
- Masz siostrę, prawda? Jest bardzo ładna...
Wzbierający czerwoną falą gniew momentalnie ją ożywił. Ponownie zacisnęła palce na nożu, jej oczy zwęziły się w szparki.
- Tylko spróbuj... - warknęła najniższym głosem, jaki udało jej się wydobyć z zaciśniętego gardła. - Tylko spróbuj ją tknąć...
Sroka odsunął się, zaskoczony, uniósł dłonie w geście poddania się. W jego oczach nie zauważyła jednak lęku, jakby groźba jakiejś smarkuli nie zrobiła na nim większego wrażenia. To tylko sprawiło, że jej gniew zapłonął jaśniej.
- Nie o to mi chodziło - powiedział szybko. - Nie zamierzam zrobić jej krzywdy, nigdy bym tego nie zrobił.
Złość trochę przycichła. Sroka kontynuował:
- Chciałem tylko powiedzieć, że wiem, że jest wam ciężko. I wiem, gdzie najczęściej kończą ładne dziewczyny. Ile pieniędzy jesteście w stanie odłożyć z twojego biegania ze sprawunkami i jej śpiewania? Co zrobicie, gdy wam zabraknie?
Asper ochłonęła już trochę i poczuła teraz, jak gniew opada, a jego miejsce zajmuje ściskający jej serce żal. Wiedziała, do czego zmierza Sroka. Malila otrzymywała już propozycje zabawiania mężczyzn za pieniądze. Obie je otrzymywały. Siostry nigdy nie dowiedziały się, czy ich matka faktycznie umarła, świadcząc tego typu usługi, ale w umyśle Asper prostytucja nieodmiennie wiązała się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem. Widywała dziewczęta, które za wcześnie zostały zmuszone do tego zajęcia. Szybko traciły młodość i urodę, często popadały w uzależnienia od różnych substancji, a niekiedy znikały bez śladu. Asper już dawno obiecała sobie, że poświęci wszystko, by uchronić dobrą, piękną i utalentowaną Malilę od tego parszywego losu.
- Zamknij się - powiedziała cicho, nie przejmując się już, co pomyśli sobie o niej chłopak. - Nie potrzebuję ciebie i twoich pieniędzy.
Sroka otworzył usta, ale rozmyślił się chyba, bo nic nie odrzekł i znowu zapadła między nimi cisza. Przerwał ją dobiegający z daleka srebrzysty dźwięk dzwonów, obwieszczających z wieży ratuszowej godzinę piętnastą. Niedługo Asper będzie musiała wracać, by zdążyć się umyć i przebrać przed pracą. Wypadałoby też coś zjeść.
- Idź stąd, proszę - zwróciła się do Sroki, który patrzył na nią już bez uśmiechu. Pomiędzy jego brwiami pojawiła się ledwo widoczna zmarszczka, co nadawało jego twarzy wyraz zatroskania.
- Dobrze - odpowiedział. Podniósł się na nogi, otrzepał zabrudzone siedzenie dłońmi. - Zostawię drzwiczki otwarte, możesz zejść tędy. - Wskazał na klapę. - Tylne wyjście jest za ołtarzem. Zatrzaśnij z powrotem kłódkę na skoblu, żeby nikt nie wszedł do środka. Nie będę cię już tutaj niepokoił.
Zawiesił głos, jakby oczekując odpowiedzi, ale Asper nie odezwała się. Sroka pociągnął za metalowy uchwyt klapy i przymierzył się do zejścia.
- Gdybyś zmieniła zdanie... - Znowu przywołał na twarz uśmiech. - Zostaw dla mnie wiadomość w karczmie Złoty Podkownik. Wiesz, gdzie to jest? Pamiętasz, jak mam na imię?
- Wiem. Pamiętam. - Zawahała się, a potem zdobyła się na odrobinę uprzejmości. - Dziękuję za propozycję. Naprawdę mi miło. Ale nie mogę.
Skinął głową.
- Mimo wszystko... do zobaczenia. Taką mam nadzieję - rzucił, po czym zniknął w otworze, zostawiając klapę otwartą. Asper jeszcze przez chwilę słyszała oddalający się odgłos jego kroków.
Wypuściła głośno powietrze. Położyła się na wznak na szorstkiej tkaninie, przymknęła powieki. Choć podjęła już decyzję, poczuła pewną ulgę, gdy dano jej możliwość zmiany zdania. Ucieszyła się też, że Sroka nie naciskał na nią zanadto. Oby tylko dotrzymał słowa i nie naruszał już jej spokoju w tym miejscu.
Po chwili przetoczyła się na brzuch i z ciekawością zajrzała w szczelinę. Małe okienka wmurowane poniżej kopuły świątyni zamiast witrażowych szybek miały zwykłe szkło. Choć zabrudzone, pozwalało promieniom słonecznym przebijać się przez powierzchnię na tyle, by oświetlić spiralne schodki prowadzące w dół. Nie namyślała się zbyt długo. Spakowała do worka sukno, manierkę i lniany woreczek, z powrotem przytroczyła bagaż do pleców. Zaczęła schodzić, zamykając za sobą klapę, ale zrezygnowała z zasunięcia rygla, który wcześniej powstrzymywał ją od dostania się do środka. Nie umiała posługiwać się wytrychem, więc gdy umieści na swoim miejscu kłódkę zabezpieczającą tylne drzwi, nie będzie już mogła wejść do kaplicy tamtą drogą. Nie widziała jednak powodów, by pozbawić się możliwości korzystania z klapy, gdyby naszła ją taka ochota.
Wnętrze świątyni było ciche i zimne. Grube mury tłumiły wszelkie odgłosy z zewnątrz. Asper słyszała tylko tupanie własnych butów, gdy pokonywała kolejne stopnie. Zabawne, że choć uważała kaplicę za swoje sekretne miejsce, to jeszcze nigdy dotąd nie miała okazji zwiedzić jej wnętrza. Na piętrze zwieńczonym kopułą było niemal pusto, nie licząc kurzu, pajęczyn, butwiejących mebli i resztek pozostałych po ptasim gnieździe. Pomyszkowała nieco, ale nie znalazła tu nic wartego uwagi. Nie odgadła nawet pierwotnego przeznaczenia dawno już opuszczonego pomieszczenia. Wyglądało na to, że nie jest używane nawet podczas corocznych pielgrzymek wyznawców. Wzruszyła ramionami i przeszła pod kamiennym nadprożem, by znaleźć kolejne kręcone schody. Te prowadziły już do głównej sali świątynnej.
Oczom Asper ukazało się zanurzone w półmroku majestatyczne pomieszczenie o wysokim suficie. Na tworzących słońce płytkach ceramicznej posadzki stało osiem drewnianych ław, ułożonych symetrycznie w dwa rzędy. Pomiędzy nimi pozostawiono przejście prowadzące od drzwi do wiekowego ołtarza. Dziewczynka podeszła do kamiennego blatu, dotknęła chłodnej powierzchni, oczarowana atmosferą miejsca. Zawiesiła na dłuższą chwilę wzrok na zatartym przez czas malunku pokrywającym większą część tylnej ściany. Choć szczegóły fresku były już trudne do rozpoznania, to nadal można było podziwiać piękno wizerunku odzianej w złote szaty postaci z promienistą koroną na głowie. Ręce kobiety sięgały ku górze, przywołując wodospady światła, spływające miękką falą na jej dłonie. Nadgryzionej zębem czasu twarzy brakowało jakiegokolwiek wyrazu, ale Asper wyobraziła sobie opiekuńczą minę Bogini rozpraszającej ciemności. Niespodziewanie opanowało ją dziwne wzruszenie. Potrząsnęła głową, szybko mrugając. Odwróciła się od malowidła, przenosząc wzrok na witraże zdobiące okna, które dotąd miała okazję podziwiać jedynie z zewnątrz. Teraz, gdy rozświetlały je promienie słońca, witraże budziły dużo większy zachwyt. Kolorowe szybki opowiadały historię pogrążonego w mroku świata, nieprzyjaznego ludziom, zwierzętom i roślinom, ocalonego w końcu przez zesłaną z niebios kobietę, której imienia Asper nie umiała teraz przywołać z pamięci. Nigdy nie interesowała się religią, ale teraz poczuła ukłucie smutku z powodu niemal już zapomnianej Bogini Słońca. Czy za kilkanaście lat pozostanie jeszcze ktokolwiek, kto zatroszczy się, by dawne miejsce kultu nie zmieniło się w ruinę?
Westchnęła. Póki co miała własne kłopoty i nie potrzebowała jeszcze problemów nieistniejących bytów. Odnalazła wpuszczone w ścianę za ołtarzem drzwi, położyła dłoń na czarnej klamce, która ze zgrzytem ustąpiła pod naciskiem. Owiało ją ciepłe jesienne powietrze i na powrót znalazła się w pozbawionym bogów i cudów świecie.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2658
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Vampircia » 14 wrz 2021, 11:09

Łał, pięknie napisane. Zwłaszcza ten ostatni fragment o świątyni i bogini. Super, że wplatasz takie szczegóły do świata przedstawionego, dzięki temu ożywa w wyobraźni. Zaczynając czytać ten rozdział zastanawiałam się, czy Asper znajdzie jakiegoś nauczyciela i wygląda na to, że zmierza to w takim kierunku, w jakim oczekiwałam :-) Być może było o tym wspomniane, ale ile Asper ma lat? Bo mam wrażenie, że zachowuje się trochę zbyt dorośle. Oczywiście wiem, że sytuacja, w jakiej się znalazła zmusiła ją do tego, by szybko dorosnąć, ale mimo wszystko, jak się czyta, to ciężko wyczuć jej wiek. Nie chodzi mi nawet o jej zachowanie, co bardziej o język. Jakoś do dziecka nie do końca pasują mi wypowiedzi w stylu "A zatem przyszedłeś tu rozmawiać o zjawiskach pogodowych?" albo "Naprawdę, pochlebia mi to", ale to czysto subiektywne odczucie. Wiem, że to wymyślone realia i nie musi wszystko być takie, jak u nas, a nikt nie czuje tego świata lepiej od ciebie.
Jeszcze parę drobnych uwag.
wiązało się z narażaniem się na śmiertelny upadek. Asper nigdy nie udało się otworzyć drewnianej klapy w podłodze

Uśmiechał się bezczelnie, przyglądając się jej bez cienia żenady, gdy gramolił się z otworu.

Teraz zabrzmię jak Tytus, ale chyba trochę za dużo "się". Chociaż ja się nie znam, więc może to nie błąd.
Siostry nigdy nie dowiedziały się, że czy ich matka faktycznie umarła

Bez "że".
Ale całokształt naprawdę mi się bardzo podoba. Mówisz, że jesteś lejwodą, ale tutaj widać, że się starasz i nie tworzysz bezsensownych opisów. Wszystko ładnie rysuje obraz całości, a fabuła mnie naprawdę zaciekawiła i nie przeszkadza mi przewidywalność. W dzisiejszych czasach ciężko jest stworzyć coś kompletnie nowego, ważne, żeby postacie były fajne i żeby się dobrze czytało. A ty to osiągnęłaś.
Ło, długi komć jak na mnie. Chyba nieświadomie napisałam kanapkę :lol:
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1341
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Miryoku » 14 wrz 2021, 11:59

Dzięki za komentarz! Twoje uwagi bardzo mi pomagają. Nadal się cieszę, że pasuje Ci mój styl i moje opisy. Skłonności do bycia lejwodą mam, ale naprawdę staram się trzymać je na wodzy, bo wiem, że łatwo mogę przesadzić. Dobrze, że póki co mi to wychodzi, choć pewnie pozwolę sobie w końcu na jakiś bardziej rozbudowany poetycki opis lub dwa, jeśli będzie to akurat pasować do narracji.

Asper ma nieco ponad dziewięć lat. Faktycznie sama się zastanawiałam nad tymi dialogami. Bo z jednej strony jej się wydaje, że powinna być już dorosła i dlatego stara się tych dorosłych naśladować, np. powtarzając słowa czy zwroty, które gdzieś usłyszała albo przeczytała w książce. Z drugiej strony sama kminiłam, czy nie przesadziłam z tymi jej wypowiedziami, więc po przemyśleniu sobie Twoich słów, faktycznie zmienię fragmenty, które mi wskazałaś. Też bym pewnie wytknęła komuś, że zbyt dojrzale pisze wypowiedzi dziecka, więc wobec siebie też muszę być tu tak samo surowa ;)

Powtarzających się zaimków zwrotnych na razie nie poprawiam, jakoś mnie te "się" nie rażą, choć staram się ograniczać ich nagromadzenie. Dzięki za wskazanie niepotrzebnego "że", zaraz się go pozbędę.

Vampircia pisze:Ło, długi komć jak na mnie. Chyba nieświadomie napisałam kanapkę :lol:

Doceniam! XD
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1341
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Miryoku » 21 wrz 2021, 02:12

Przyznaję się bez bicia: tak, nazwę miasta wymyśliłam dopiero przy pisaniu tego rozdziału, dlatego wcześniej nie pojawia się nazwa Złotodół. Tak bywa. Miłego czytania, misie-pysie.

Rozdział 3


Z nadejściem grudnia dachy domów i kamienic otuliły się śnieżną pierzyną. Korę bezlistnych drzew naznaczyła migotliwa warstwa szronu, bruk ulic stał się śliski i zdradliwy. Miasto zapadło w zimowy półsen, jakby chciało odpocząć po trudach jesieni i zregenerować siły przed nadejściem wiosny. W najmroźniejszych miesiącach roku do Złotodołu nie docierali obładowani plonami wiejscy kupcy, więc na targowisku nie rozkładano kramów. Pozbawiony drewnianych budek i codziennego tłoku plac całkowicie obsypał lecący z nieba puch, co wyglądało, jakby ktoś nakrył fragment miasta śnieżnobiałym obrusem. Otwarte krócej niż zwykle sklepy i pracownie nie cierpiały na nadmiar klientów. Nieliczni spacerowicze szybko umykali przed chłodem do ciepłych domostw lub karczm, gdzie raczyli się pachnącym przyprawami grzanym piwem lub winem.
Dla sióstr zima też miała być czasem odpoczynku. Przygotowały się do niej, ciężko pracując i oszczędzając każdego miedziaka. Asper trenowała mniej, a ze wspinaczek zrezygnowała niemal całkowicie, obawiając się pułapek gołoledzi, hałd śniegu i spadających sopli. Tylko czasami wdrapywała się na bezpieczniejsze miejsca, by choć przez chwilę pooglądać pogrążone w chłodnym bezruchu miasto i poczuć, jak mroźne powietrze owiewa jej piegowate policzki.
Większość czasu spędzała jednak z Malilą w ich małej sypialni. Zabezpieczyły kawałkiem zwiniętego materiału okno, by przez szczeliny we framudze dostawało się jak najmniej mrozu. Zima wymalowała na szybie lodowe wzory kwiatów i liści, od podłogi ciągnęło chłodem, ale nie przeszkadzało im to. Rozgrzewały się płomieniem lampy, warstwami ciepłych ubrań i kocami. Asper uświadomiła sobie, jak bardzo brakowało jej takiego wspólnego czasu pełnego beztroski. Dni spędzała z Malilą na rozmowach, głośnym czytaniu, graniu w gry. Czasem po prostu zamykała oczy, wsłuchana w nucenie siostry, która wypełniała czas cerowaniem rozdartych fragmentów odzieży bądź ozdabiała ich ubrania roślinnymi haftami. Niekiedy udawały się na krótkie spacery, okutane w kilka warstw wełnianych spódnic, płaszcze, ciepłe szale i futrzane czapki.
Zdarzało się, że w wyprawach tych towarzyszył im Hali. Średni syn piekarza z wyglądu niemal całkiem wdał się w ojca - pulchny, barczysty, ze słomkowymi włosami, które ciągle opadały mu na twarz. Po matce odziedziczył szare oczy i miłe usposobienie. Skory do dowcipkowania i gadatliwy, sprawiał, że spacerom towarzyszyło mnóstwo wybuchów śmiechu i ogólnej wesołości. Czasem rozbawiał Malilę tak bardzo, że aż dostawała zadyszki, gdy bez powodzenia próbowała powstrzymać chichot. Asper coraz częściej zauważała też dyskretne spojrzenia i uśmiechy wymieniane przez tę dwójkę, a nawet niby przypadkowe muśnięcia dłoni.
Tego dnia musiały się obyć bez towarzystwa Haliego. Zaplanowały wycieczkę na ulicę Kupiecką, by odwiedzić sklep tekstylny. Malila potrzebowała uzupełnić swój zapas przędzy, a Asper chętnie wykorzystała pretekst, by również wyjść z domu. Choć podobał jej się czas spędzany z siostrą na leniuchowaniu, brakowało jej świeżego powietrza i nie mogła za długo wysiedzieć w czterech ścianach.
Wyruszyły w drogę, gdy słońce stało w zenicie, a na głównych ulicach miasta dało się zauważyć mieszkańców wygnanych z przytulnych domów jakimiś sprawunkami. Korzystając z ciepła promieni przebijających się przez gęste chmury, Asper ściągnęła czapkę. Gdy z nieba nieśmiało zaczął prószyć śnieg, odrzuciła głowę do tyłu, by łapać językiem zimne płatki osiadające na rzęsach i policzkach.
- Zaziębisz się - ostrzegła ją Malila. Z jej ust wydobył się obłoczek pary.
- Ja nie choruję - odpowiedziała Asper z przekonaniem. - Po co ci więcej nici? Przysięgam, że już wszystkie ubrania mam przez ciebie w kwiatkach. - Uniosła rąbek granatowej spódnicy, przesuwając palcem po wypukłości haftowanych niezapominajek.
Malila uśmiechnęła się. Z pewnością wiedziała, że młodsza siostra w istocie cieszy się z tych upiększeń garderoby. W końcu nie bez powodu na wzór wybrała ulubione kwiaty dziewczynki.
- Wyobraź sobie, że ktoś - tu Malila wymownie spojrzała na siostrę - ciągle robi dziury w ubraniach, a potem inny ktoś - dotknęła swej bordowej opończy - musi te dziury potem zaszywać. Gdyby ten pierwszy ktoś nie łaził po murach i gruzowiskach, to może ten drugi ktoś nie potrzebowałby tylu nici.
Zacisnęła gniewnie usta, ale w jej orzechowych oczach tańczyły wesołe iskierki. Siostry droczyły się tak nie pierwszy raz.
- Ja i włażenie na mury? - zdziwiła się Asper teatralnie. - Oj nie, ja się boję wysokości.
W tym momencie Malila nie wytrzymała i wybuchła perlistym śmiechem. Asper przyłączyła się do tego wyrazu wesołości, ale w duchu przyznała, że siostra nie byłaby zachwycona, gdyby wiedziała, na jakie wysokości dziewczynka się wspina. Dzwonnica stanowiła jej sekretne miejsce, nie przyznała się nikomu do swoich wizyt w kaplicy. Prawdopodobnie jedyną osobą, która znała tę tajemnicę, był rudowłosy chłopiec o imieniu Sroka.
Westchnęła na wspomnienie ich rozmowy. O tym spotkaniu Malila też nic nie wiedziała. Asper kilka razy wracała myślami do propozycji złożonej przez Srokę. Choć była pewna, że podjęła właściwą decyzję, nie mogła się nie zastanawiać, co by się stało, gdyby zmieniła zdanie.
- Nad czym tak myślisz? - Malila wyrwała siostrę z zadumy, przyglądając się jej bacznie.
- Że nie mogę już doczekać się wiosny - skłamała Asper pośpiesznie. - Ty będziesz mogła wrócić do śpiewania, ja znowu zacznę mieć zlecenia... A może uda mi się znaleźć jakąś stałą pracę. I będę mogła więcej czasu spędzać na zewnątrz.
Szły teraz wznoszącą się stromo ulicą Gołębią, więc zwolniły kroku i chwyciły się za ręce, by w razie poślizgnięcia na śliskim bruku dziewczęta mogły zapewnić sobie oparcie. Zaopatrzeni w łopaty robotnicy nie nadążali z odgarnianiem śniegu z dróg. Asper przemknęło przez myśl, że dobrze zrobiły, poświęcając czas i część zapasu oleju na dokładne wypastowanie skórzanych butów. Bez tego skóra niechybnie by przemokła, gdy siostry brnęły przez zaspy.
Wreszcie dotarły na miejsce. Zatrzymały się przed szklaną witryną prezentującą bele materiałów i zachęcającą klientów bogatym wyborem kolorowych nici. Właściciel sklepu zatroszczył się nawet o to, by uatrakcyjnić drzwi swojego przybytku - mosiężna klamka została uformowana w kształt krawieckich nożyc.
- Zaczekam na ciebie tutaj - powiedziała Asper.
- Na pewno? Jest zimno... - zaniepokoiła się Malila. - Postaram się nie ociągać.
- Idź i nie śpiesz się - przykazała dziewczynka z przekonaniem. Dobrze wiedziała, że starsza siostra potrafi spędzić i godzinę na przeglądaniu barwnych tasiemek i kordonków. Asper nie widziała powodu, by pozbawiać Malili tej przyjemności, a sama nie miała nic przeciwko przebywaniu na chłodnym powietrzu.
Zostawszy sama, rozejrzała się po zaśnieżonej ulicy Kupieckiej. Po obu stronach rzędy kolorowych kamienic tuliły się do siebie pod śnieżnymi czapami. Nieliczni przechodnie stąpali ostrożnie, przyciskając ręce do boków i chowając dłonie w fałdach ubrania. Od czasu do czasu zatrzymywali się przy którejś ze sklepowych wystaw lub wchodzili do budynków. Dziewczynkę ogarnęły mieszane uczucia. Okolica była znajoma, ale też jakby obca. Asper tęskniła za widokami, z którymi się wychowała, ale ta wizyta sprawiła jej nieoczekiwany ból. Kilka minut spaceru i zobaczyłaby błękitną kamienicę. Mogłaby zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że znowu słyszy dobiegający z poddasza śmiech mamy, szczekanie psa, odgłosy wesołej zabawy beztroskich dziewczynek.
Potrząsnęła głową, koncentrując się na rzeczywistości. Przed pracownią złotnika stali dwaj mężczyźni pogrążeni w żywej dyskusji. Jeden wysoki, odziany w purpurę poprzetykaną gdzieniegdzie złotem, sprawiał wrażenie osoby bogatej i pewnej siebie. Jego rozmówca, jakby bardziej niespokojny, co chwilę pocierał o siebie pozbawione rękawic dłonie, co mogło być zarówno oznaką zdenerwowania, jak i próbą ogrzania zziębniętego ciała. Pan i jego służący? Asystokrata i kupiec chcący przypodobać się klientowi? Trudno było to orzec, nie słysząc, o czym mówią.
Asper spacerowała w tę i we w tę, aż w końcu zawieszony u szczytu drzwi sklepu dzwoneczek oznajmił, że Malila tym razem faktycznie pośpieszyła się z zakupami. Dziewczyna opuściła budynek, przyciskając do piersi owiniętą w kawałek samodziału niewielką paczuszkę. Już otwierała usta, by coś powiedzieć, gdy poderwała głowę do góry. Podążyła wzrokiem za dźwiękiem ptasich skrzydeł stada gołębi, które nagle zerwały się do lotu z kamienicy naprzeciwko. Asper odruchowo spojrzała w to samo miejsce.
Ze zdziwieniem dostrzegła, jak płat śniegu pokrywającego dach budynku odkleja się od białej masy i zamiast spaść na bruk, wznosi się ku niebu. Zamrugała kilka razy, przekonana, że wzrok ją mami. A potem jej ciało przeszył lodowaty dreszcz strachu, bo zorientowała się, na co tak naprawdę patrzy. To, co oderwało się od śnieżnego pokrycia, rozłożyło wielkie skrzydła i wydało z gardła mrożący krew w żyłach skrzek. A potem, kierując się zapewne instynktem drapieżnika, zapikowało w stronę najmniejszej postaci na ulicy.
Sparaliżowana strachem Asper nie była w stanie się poruszyć. Miała wrażenie, że czas spowolnił, gdy z przerażeniem wlepiała wzrok w lecącą ku niej śmierć. A stworzenie wydawało się tak samo groźne, jak i piękne. Perłowe łuski pokrywające gibkie ciało odbijały promienie słońca. Rozwarty gadzi pysk wypełniały rzędy drobnych, lecz niewątpliwie ostrych kłów. Delikatna błona rozciągnięta na kościanym stelażu skrzydeł przypominała pokrytą poranną rosą pajęczynę. Dwie muskularne kończyny bestii uzbrojone były w srebrne sztylety pazurów, a za nimi wił się lśniący, smukły ogon. Jedyny ciemny element w wyglądzie tej jakby utkanej z lodu istoty stanowiły czarne paciorki oczu, wpatrzone w małą dziewczynkę, która zaraz miała zostać pochwycona i rozszarpana na strzępy.
Nagłe szarpnięcie obudziło Asper z letargu. Zorientowała się, że leży na śniegu wraz z Malilą, która pociągnęła młodszą siostrę za ramię w ostatniej chwili, by uchronić ją przed atakiem potwora. Stworzenie zakręciło w powietrzu, biały ogon smagnął po ulicy, rozchlapując wokół drobiny błota i śniegu. Kolejny skrzek przeszył powietrze. Rozpięte skrzydła zamigotały, gdy bestia znowu szykowała się do natarcia.
Rusz się, nakazała sobie Asper. Nie możemy tu zginąć.
Zdążyła już podnieść się na nogi i pomóc Malili wstać, ale nie wiedziała, co mają robić teraz. Uciekać? Nie będą w stanie przegonić potwora. Schować się? Gdyby udało im się wbiec do sklepu...
Czas na decyzję upłynął, stwór już mknął w ich stronę. Asper odepchnęła Malilę w okolice najbliższych drzwi, a sama przeturlała się w przeciwnym kierunku.
- Uciekaj do środka! - wrzasnęła.
Jej okrzyk niemal zagłuszył zgrzyt pazurów o bruk. Serce dziewczynki ścisnęło się, gdy uświadomiła sobie, że ponownie cudem uniknęła ataku. A zagrożenie wcale nie minęło.
- Asper! - dobiegł jej uszu piskliwy krzyk przerażonej Malili.
Dziewczynka cofała się teraz nieporadnie, grzęznąc w śniegu. Bestia nie odrywała wzroku od swej ofiary i zamierzyła się do skoku. Muskularne łapy naprężyły się i odbiły od powierzchni, pysk otworzył się, mordercze igiełki zębów zalśniły.
To koniec, pomyślała Asper, niezdolna nawet do zamknięcia oczu.
Rozbłysk światła niemal ją oślepił. Jarząca się kula trafiła potwora w locie z niezwykłą siłą. Ciało bestii gruchnęło o najbliższy budynek z paskudnym chrupnięciem, po czym upadło w śnieg i znieruchomiało.
Cisza, jaka zapadła po tym wszystkim, wydawała się wręcz nierzeczywista. Asper siedziała na śniegu w kompletnym oszołomieniu, z oczami nadal szeroko otwartymi i drżącymi wargami. Ledwie docierało do niej, co właściwie wydarzyło się w przeciągu tych dwóch, może trzech minut. Nagle przypadła do niej rozczochrana, przemoczona Malila. Zgarnęła młodszą siostrę w objęcia, zalewając się łzami.
- Nic ci nie jest... Nic ci nie jest... - powtarzała cicho, wstrząsana łkaniem.
Asper odwzajemniła uścisk i też poczuła, jak po policzkach zaczynają jej płynąć słone łzy. Pierwszy szok minął, zalała ją fala ulgi. Niemal zginęła. I nie miała pojęcia, co tak naprawdę ją uratowało.
Ledwo utrzymując się na rozdygotanych nogach, siostry wstały. Z okolicznych kamienic zaczęli wyłaniać się gapie, zwabieni hałasami. Mężczyzna w purpurze stanął nad zakrwawionym truchłem potwora. Na jego twarzy widać było zmęczenie, a gdy uniósł rękę, by poprawić poprzetykane siwizną ciemne włosy, Asper dostrzegła na jego dłoniach resztki potarganych rękawiczek.
- To pan...? - wyrwało się jej pytanie.
Nawet nie spojrzał w jej kierunku, ale odpowiedział:
- Rzuciłem zaklęcie. Miałaś dużo szczęścia, że akurat byłem obok. - Zmarszczył brwi. - Nie, w sumie to miałaś pecha, że w ogóle zostałaś zaatakowana. Wiwerny nie polują zwykle na ludzi. I nie pojawiają się w miastach.
- Wiwerny - powtórzyła głucho.
- Tak - przytaknął czarodziej. - To jeszcze młody osobnik, zobacz, jaka jest mała. Zima jest ciężka, pewnie desperacko poszukiwała jedzenia i dlatego zjawiła się tutaj.
Asper zmusiła się, by spojrzeć na martwą bestię. Mała? Leżąc w śniegu, wiwerna przypominała wielkością dużego psa, choć w locie, z rozłożonymi skrzydłami, sprawiała wrażenie większej. Zresztą dziewczynka nie miała pojęcia, jak duże powinny być dorosłe wiwerny. Spotkała się z tymi stworzeniami jedynie w książkach i nie przypuszczała, że kiedykolwiek dane jej będzie zobaczyć potwora na własne oczy, a co dopiero przeżyć jego atak.
- Dziękuję za pomoc - powiedziała w końcu i dopiero teraz mężczyzna na nią popatrzył. - Nie wiem, czy mogę się jakoś odwdzięczyć...
- Nie musisz - przerwał jej. - Właściwie to ja powinienem ci podziękować za bycie przynętą.
Ukucnął przy potworze, uniósł koniuszek pokrytego perłowymi łuskami ogona i wpatrywał się w niego intensywnie.
- Komponenty pozyskane z magicznych istot są niezwykle cenne. Łuski... Skrzydła... Oczy... - wymruczał do siebie. - Dodatkowo to śnieżna wiwerna... niełatwo je wypatrzyć i niełatwo upolować, zwykle chowają się przed ludźmi. Trochę uszkodzona przez zaklęcie i upadek, ale...
Znowu zerknął na stojącą w osłupieniu Asper, jego wzrok zatrzymał się na przemokniętych ubraniach i zapłakanej, zasmarkanej twarzy dziewczynki. W ciemnych oczach mężczyzny zalśniło współczucie.
- Przykro mi, że coś takiego was spotkało - powiedział. - Wychodzi na to, że wyszedłem na tym całkiem nieźle i w odróżnieniu do was nie odniosłem żadnego uszczerbku. - Wyciągnął z kieszeni srebrną monetę i rzucił w stronę Asper, która odruchowo ją złapała. - Wypijcie moje zdrowie, to mi wystarczy za podziękowanie.
Dziewczynka poczuła, że się rumieni. Srebrny gołąbek wart był sto miedzianych wróbli. Nie zrobiła nic, żeby zasłużyć na taką zapłatę od mężczyzny, który ocalił jej życie.
- Nie mogę tego przyjąć - zaprotestowała słabo.
Czarodziej machnął ręką.
- Bierz, jak dają. Mówiłem, że i tak wyszedłem na tym dużo lepiej niż wy.
Przez gęstniejący tłum zaniepokojonych mieszkańców Złotodołu zaczęli przeciskać się ludzie odziani w granatowo-złote pancerze straży.
- No i oczywiście przyłażą na gotowe - mruknął mężczyzna, patrząc z ukosa na nowo przybyłych. - Zmykajcie stąd, bo jeszcze zaczną się was czepiać - doradził siostrom.
Malila ponaglająco ścisnęła Asper za rękę. Pozbierały pogubione w trakcie ucieczki czapki, szaliki i pakunek z zakupami, a następnie pośpieszyły w stronę domu.

Blask lampy malował ściany sypialni ciepłym odcieniem pomarańczu. Zza oblodzonego okienka dobiegało niepokojące zawodzenie śnieżnej wichury. Asper nachyliła się nad łóżkiem, wręczając siostrze pachnący ziołami kubek. Malila owinęła się szczelnie kocami, ale zęby i tak szczękały jej z zimna. Z wdzięcznością przyjęła gorący napój.
Przebrały się w czyste i suche sukienki, gdy tylko znalazły się z powrotem w domu, ale obie czuły się zmarznięte i osłabione po dzisiejszych doświadczeniach. Szybki spacer w przemoczonej odzieży był czymś, czego zdecydowanie należało unikać podczas srogich mrozów. Asper zaczynało już drapać w gardle, a na twarzy Malili pojawiły się niezdrowe rumieńce. Siostry miały nadzieję, że wypoczynek, ziołowe napary i wygrzanie się w łóżku pomogą w walce z tymi objawami.
- Ciągle nie mogę uwierzyć w to, co się dzisiaj wydarzyło - wyznała Asper zachrypniętym głosem, siadając na brzegu łóżka.
- Ja też - wyszeptała Malila. - Myślałam... myślałam, że cię stracę.
Asper zapatrzyła się w ciemny prostokąt okna, za którym tańczyły grube płatki śniegu. Wcześniej miała okazję na spokojnie przemyśleć sobie to, co ich spotkało. Była na siebie wściekła. Tyle razy wyobrażała sobie, że w razie niebezpieczeństwa ochroni siostrę. A gdy przyszło co do czego, nie zrobiła nic. Po prostu stała i czekała na śmierć, która przecież mogła spotkać je obie. To Malila zareagowała na tyle szybko, by je ocalić.
- Przepraszam - powiedziała Asper, czując, że do oczu napływają jej łzy.
- Za co? - zdumiała się siostra. - Przecież to nie twoja wina, że to coś nas zaatakowało. Dobrze, że udało się nam uciec i że ten czarodziej był w pobliżu. To, co zrobił... To było niesamowite.
Asper spojrzała na Malilę. Na jej twarzy lęk mieszał się z ekscytacją. Od zawsze fascynowały się czarami, ale nigdy nie były świadkiem czegoś tak potężnego i niebezpiecznego. To była prawdziwa magia, a nie jakieś sztuczki.
- Chciałabym umieć czarować - rzekła Malila, ogrzewając dłonie na kubku.
- Mama... mama mówiła, że do tego trzeba się urodzić z mocą, dlatego czarodziejów jest tak mało - odparła Asper z namysłem. - Tak jak ty masz talent do śpiewania, to niektórzy mają talent do czarowania.
Starsza siostra popadła w zadumę.
- Ale śpiewanie trzeba ćwiczyć, żeby wychodziło coraz lepiej - zauważyła. - Nikt nie rodzi się z umiejętnościami, które mają wyszkoleni śpiewacy. Słuch muzyczny i dobry głos są potrzebne, ale to nie wszystko. Ja też śpiewam lepiej niż kiedyś.
- Może z czarami jest tak samo?
- Może. - Dziewczyna dmuchnęła na parujący płyn i ostrożnie upiła łyk.
- Ciekawe, po co im te stworzenia - powiedziała Asper. - Czarodziej mówił, że można zarobić na koń... konpa...
- Komponentach - przypomniała Malila. - To znaczy składnikach zaklęć.
- Skąd wiesz? - Młodsza siostra otworzyła szeroko oczy.
- Mama pracowała kiedyś u czarodzieja. Byłaś wtedy malutka, możesz nie pamiętać, sama pewnie sporo zapomniałam. Ale opowiadała mi wtedy to i owo. Mówiła też, że jedni czarodzieje są potężniejsi od innych, ale każdy musi mieć specjalne magiczne składniki, jeśli chce rzucić naprawdę silne zaklęcie.
- Czyli dlatego ten czarodziej był aż tak zadowolony - zrozumiała Asper. - Myślisz, że użyje ciała wiwerny do rzucania zaklęć?
Było w tym coś przerażającego. Choć przecież zwykli ludzie wykorzystywali części zwierząt do przygotowywania jedzenia, ubrań czy biżuterii, to krojenie na kawałki tak pięknej, magicznej istoty kojarzyło się jej dość upiornie.
- Możliwe - przytaknęła Malila. - Albo sprzeda komuś te składniki.
Asper zamyśliła się. Podniosła ze stołu srebrnego gołąbka otrzymanego od mężczyzny. Na taką monetę musiałaby pracować intensywnie kilka długich dni, a może i więcej. Ile faktycznie warte były pozyskane z wiwerny komponenty, skoro czarodziej mógł pozwolić sobie na taką rozrzutność? Czy dało się gdzieś znaleźć więcej magicznych składników? Ale gdzie? I kto chciałby je kupić?

Następnego ranka Asper zostawiła siostrę w łóżku, a sama, czując się już lepiej, przygotowała śniadanie dla ich obu. Nie chcąc budzić Malili, zostawiła jej przygotowany posiłek na stole, a sama zjadła swoją porcję po cichu. Bezszelestnie włożyła swoje najwygodniejsze ubrania i związała kasztanowe włosy w krótką kitkę, by nie wpadały jej do oczu podczas ćwiczeń. Narzuciła na ramiona ciepły płaszcz, który na szczęście zdążył już wyschnąć i nie był na tyle zabłocony, by nie dało się go doczyścić. Jak zwykle w piąty dzień tygodnia piekarnia była zamknięta, więc z góry nie dochodziły odgłosy typowej krzątaniny pracowników i klientów. Asper wymknęła się tylnym wyjściem i ruszyła na zachód, w stronę skupiska częściowo zawalonych budynków.
Po wczorajszej zamieci Złotodół pokrywało jeszcze więcej grubych zasp. Dziewczynka miała czasem wrażenie, że chcą ją połknąć, gdy zapadała się w skrzypiący pod nogami śnieg. Rozglądała się za potencjalnymi zagrożeniami, idąc wzdłuż zamarzniętego strumienia. Dotąd myślała, że w obrębie miejskich murów może obawiać się tylko złych ludzi. Wczoraj przekonała się, że niebezpieczeństw jest więcej. Zastanawiała się, dlaczego żaden z czuwających na basztach wartowników nie ostrzegł mieszkańców przed nadejściem potwora. Czy to biały kamuflaż ułatwił wiwernie wdarcie się do Złotodołu? Przyczajona w śniegu bestia była niemal niewidoczna i gdyby nie ruch, Asper nawet by jej nie zauważyła. A może strażnicy nie spodziewali się niebezpieczeństwa nadciągającego z powietrza? W końcu latających stworzeń nie było tak dużo, a już na pewno nie w okolicach miast. Może więc czarodziej miał rację i pojawienie się tej istoty w Złotodole to po prostu wyjątkowo niefortunny zbieg okoliczności. Mimo wszystko odrobina czujności nie zaszkodzi.
Odsłonięte klepisko pozbawionego dachu budynku nie nadawało się obecnie do trenowania, więc Asper zmieniła miejsce ćwiczeń. Nie do końca ufała stabilności ścian i dachów domów, które przetrwały pożogę, ale powtarzała sobie, że skoro stoją już tyle lat, to szansa, że runą akurat w jej obecności, jest niewielka. Do budynku, w którym trenowała ostatnimi dniami, wchodziło się przez częściowo zniszczone okno. Za każdym razem, gdy opuszczała to miejsce, zasłaniała otwór deskami i tkaniną, by zbyt wiele śniegu nie dostało się do wnętrza. W środku było tak samo zimno jak na zewnątrz, ale Asper wystarczało, że ma osłonę od wiatru i opadów. Mróz tylko zachęcał ją do intensywniejszych ćwiczeń. Kilka przysiadów, skłonów i pajacyków szybko rozgrzały jej ciało, więc odłożyła płaszcz. Wzięła do ręki miecz, kilka razy zamachnęła się na próbę. Przywołała obraz pikującej ku niej wiwerny. Asper wyobraziła sobie, co mogłaby zrobić, gdyby lęk nie zawładnął jej ciałem i gdyby miała przy sobie broń. Odetchnęła głęboko, przypominając sobie krok po kroku ruchy bestii.
A więc potwór leci prosto na ciebie. Napnij mięśnie, a teraz unik! Skołowana bestia macha skrzydłami, by wyhamować i nie uderzyć w ziemię. Machnięcie mieczem. Celuj w cienką błonę skrzydeł, wydaje się podatna na trafienia. Wiwerna skrzeczy z bólu, ale nie zaprzestaje ataku. Pozbawiona możliwości lotu, rzuca się na ciebie. Kłapie paszczą, chcąc zrobić pożytek z ostrych zębów. Odturlaj się na bok, wstań szybko. Pokaż, że jesteś silniejsza, niż na to wyglądasz. Chlaśnij potwora ostrzem po pysku, może uda się trafić w oczy. Bestia cofa się, odchyla cielsko do tyłu, odsłaniając delikatne podbrzusze. Dobrze wymierz. Uderz raz, a dobrze, wbij miecz aż po rękojeść. Ciepła krew tryska czerwoną strugą. Wiwerna pada na ziemię. Zwycięstwo i trofeum są twoje.
Asper oparła się o ścianę, zmachana. Walka odbyła się tylko w jej wyobraźni, ale ruchy dziewczynki były prawdziwe. Nie mając prawdziwego przeciwnika, wspomagała się obrazami tworzonymi w myślach. Czy dałaby radę dotrzymać tempa zwinnemu stworzeniu? Czy umiałaby wykorzystać swą siłę i prędkość, by zadać wiwernie poważne obrażenia i może nawet ją zabić?
- Muszę dać radę - powiedziała, zabierając się do następnych ćwiczeń. Skoro warunki pogodowe nie pozwalają na wspinaczkę, należy skupić się na budowaniu mięśni i trenowaniu refleksu.
Przeniesiony ze starego miejsca manekin uśmiechnął się z uznaniem.

Słońce stało wysoko, gdy w końcu wróciła do domu. Brązowe oczy błyszczały, na policzki wkradł się rumieniec. Ćwiczenia były męczące, ale dawały ogromną satysfakcję i poczucie siły. Przestała już wypominać sobie wczorajszą porażkę. Dostała nową szansę, i to się liczy. Otrzepała buty ze śniegu, położyła je w korytarzu obok progu sypialni, by wyschły. Weszła do pomieszczenia, sięgając do zapinki płaszcza, gdy zorientowała się, że coś jest nie tak.
Nieruszone śniadanie stało tam, gdzie je zostawiła. Malila nadal się nie obudziła i nie tknęła posiłku. Tak długi sen wydawał się podejrzany.
Asper kilkoma szybkimi krokami przesadziła pokój i znalazła się przy siostrze.
- Malila?
Położyła dłoń na pokrytym mokrymi włosami czole i aż syknęła, gdy oparzyła ją gorąca skóra.
- Malila! - Potrząsnęła ramieniem dziewczyny. - Malila!
Nie doczekała się żadnej reakcji, choć wołała coraz głośniej i bardziej natarczywie. Nie traciła więcej czasu. Wypadła z pokoju, w pośpiechu założyła buty i popędziła w stronę domu medyka najszybciej, jak tylko umiała.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2658
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Vampircia » 22 wrz 2021, 10:49

Nie przejmuj się, że dopiero teraz wymyśliłaś nazwę miasta. To w ogóle nie przeszkadza. Zresztą ja też często wymyślam różne rzeczy w trakcie pisania. Zazdroszczę ci stylu. Twoje opisy są takie barwne i rozbudowane (choć nie przesadnie), że wszystko można sobie wyobrazić, a jednocześnie nie ma przerostu formy nad treścią i przesadnego artyzmu. Czemu inne książki nie mogą być tak napisane? Nie raz miałam tak, że próbowałam coś czytać i rezygnowałam, bo styl mnie odrzucał, a tutaj czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Motyw z latającym stworem mnie zaskoczył i ten opis z odrywającym się śniegiem sprawił, że sama byłam zdziwiona, co się dzieje. Fajnie, że pojawił się jakiś przekozak. Ciekawe, kiedy znowu się pojawi. A jeśli chodzi o zakończenie, to naprawdę musiałaś nam to robić :-( ?
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1341
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Miryoku » 22 wrz 2021, 16:07

Uff, dobrze, że nie ma przerostu formy nad treścią. Bardzo lubię środki poetyckie, ale poezji nie piszę, więc pozwalam sobie na pewną ich liczbę w prozie. Cieszę się, że scena z wiwerną Cię zaskoczyła, bo właśnie taki był mój cel - nagły i krótki moment chaosu. Z przekozakiem jest taki problem, że tak naprawdę został wymyślony tylko na potrzeby tej sceny, ale jakoś dobrze mi się go pisało, więc pewnie zrobię coś, żeby jeszcze się pojawił.

Vampircia pisze:A jeśli chodzi o zakończenie, to naprawdę musiałaś nam to robić :-( ?

Tak! :D
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2658
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Vampircia » 22 wrz 2021, 22:45

Zapomniałam dopisać, że Asper nie mówi już jak dorosła;)
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1341
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Siostry (tytuł roboczy)

Postautor: Miryoku » 06 paź 2021, 00:45

Rozdział 4


Asper siedziała w kącie pokoju z kolanami przyciśniętymi do klatki piersiowej, wpatrzona w plecy pochylonego nad łóżkiem starego medyka. Bierność drażniła dziewczynkę, która nie mając czym zająć myśli, pogrążała się w rozpaczy. Zapaliła już obie lampy i wszystkie świece, które udało jej się znaleźć, dzięki czemu sypialnia rozjarzyła się światłem potrzebnym do badania. Kierując się wytycznymi starca, zagotowała wodę, przyniosła czyste szmatki i naczynie do upuszczania krwi. Potem błąkała się chwilę po sypialni, bezskutecznie próbując znaleźć sobie nowe zajęcie, aż w końcu wcisnęła się w kąt i obserwowała poczynania mężczyzny. Poczucie bezsilności było przytłaczające.
Medyk, który zajmował się stanem zdrowia Malili od jej najmłodszych lat, na szczęście zgodził się na natychmiastową wizytę u pacjentki w niebezpiecznej dzielnicy Rzemieślniczej. Asper ufała Mistrzowi Albinowi, już sama jego obecność działała kojąco, ale nie zdołała całkowicie zdusić uczucia niepokoju. Malila często chorowała, to prawda, ale nigdy nie gorączkowała tak bardzo, by całkowicie stracić kontakt z otoczeniem. Wyglądało na to, że mróz, wczorajsza przygoda i powrót w przemoczonym ubraniu to było zbyt dużo dla delikatnego ciała dziewczyny.
Wszystko będzie dobrze, powtarzała sobie Asper, przyciskając podbródek do kolan. Mistrz Albin wie, co robi. Jego kuracje zadziałają.
Nie chciała przeszkadzać mężczyźnie w pracy, plącząc mu się pod nogami, dlatego pozostało jej czekanie. Wsłuchała się w ciężki, chrapliwy oddech siostry, dźwięki krzątaniny medyka, ciche kapanie złotobrązowego płynu, gdy pokryte brunatnymi plamkami dłonie starca starannie odmierzały krople leku. Obraz nagle dziwnie się rozmył, meble straciły swoje kształty i Asper uświadomiła sobie, że płacze. Pośpiesznie wytarła twarz rękawem i wstała.
- Mistrzu Albinie... - zaczęła niepewnie, widząc, że mężczyzna przycisnął palce do czoła Malili, po raz kolejny sprawdzając temperaturę. - Czy już... już jest dobrze?
Starzec odwrócił ku niej pooraną zmarszczkami twarz. Bladoniebieskie oczy przyglądały się jej uważnie spod siwych, krzaczastych brwi.
- Porozmawiajmy na zewnątrz - zaproponował cicho.
Wyszli z rozjaśnionego pokoju, a gdy drzwi się zamknęły, zatonęli w ciemności korytarza. Małe okienka wpuszczały niewiele słońca i Asper ledwo mogła dostrzec wyraz twarzy medyka.
- Malila wyzdrowieje, prawda? - spytała.
Mężczyzna odchrząknął.
- Gorączka spadła, podałem jej leki. Przygotowałem też lekarstwa na później, wytłumaczę ci, jak je stosować.
Asper pokiwała głową. Po chwilowej uldze znowu przyszedł niepokój, gdy uświadomiła sobie, że Mistrz Albin właściwie nie odpowiedział na jej pytanie. Zanim zdążyła zadać je ponownie, starzec znowu zabrał głos:
- Twoja siostra jest bardzo chora. Powinna poczuć się lepiej, jeśli będzie zażywać leki, ale każde takie pogorszenie zdrowia może się skończyć... Ekhm... Następnym razem może nie przeżyć.
- Ale... ale przecież zawsze jej pan pomagał... - wykrztusiła Asper, nie bardzo rozumiejąc, o co medykowi chodzi. - Mogę zapłacić za więcej leków, jeśli trzeba.
Białe włosy zafalowały, gdy mężczyzna pokręcił głową.
- Bardzo mi przykro, Asper. Obawiam się, że moja sztuka ma swoje granice. Leki pomogą na chwilę, ale ciało twojej siostry jest po prostu za słabe. W końcu przyjdzie moment, że nie poradzi sobie z chorobą. Rozmawiałem kiedyś z waszą matką o usługach uzdrowicieli. Być może któryś z nich mógłby wyleczyć ciało Malili.
Nowa fala emocji zalała dziewczynkę. Z jednej strony sytuacja była tragiczniejsza, niż Asper się spodziewała, z drugiej strony - pojawiła się iskierka nadziei. Uzdrowiciel. Tak, uzdrowiciel na pewno pomoże. Ale gdzie go szukać? Jak mu zapłacić? Przycisnęła dłoń do twarzy, próbując uporządkować szalejące myśli.
Poczuła wspierające poklepywanie po ramieniu.
- Przemyślcie to - poradził medyk. - Na jesieni w Złotodole mieszkało na stałe dwóch uzdrowicieli, być może jeszcze kilku zatrzymało się tu na zimę. Mogę popytać, który mógłby pomóc. Nie będzie to tanie, oj nie, ale obawiam się, że nie ma innego rozwiązania.

Gdy starzec pozbierał sprzęt, pożegnał się i odszedł - wspaniałomyślnie odmawiając zapłaty - Asper usiadła obok siostry, chwyciła ją za dłoń i popadła w zadumę. Mistrz Albin był dobrym człowiekiem, znającym się na swoim fachu. Skoro twierdził, że sztuka medyczna nie jest w stanie pomóc Malili, to z pewnością tak właśnie było. A więc trzeba poszukać innego rozwiązania.
Usługi uzdrowicieli były piekielnie drogie - to dziewczynka wiedziała i bez ostrzeżenia starca. Siostry nie miały tyle oszczędności. Nawet gdyby jakimś cudem udało im się szybko spieniężyć książki czy ubrania, ich dobytek nie był wart tyle, by wyszła z tego konkretna suma. Mogły poczekać do wiosny. Asper łapałaby się każdego możliwego zajęcia i w końcu, przy odrobinie szczęścia, prawdopodobnie uzbierałyby potrzebną kwotę. Ale przecież należało się spieszyć. "Następnym razem może nie przeżyć" - powiedział medyk. Zima tak naprawdę dopiero się zaczęła, być może czekały je jeszcze bardziej siarczyste mrozy. A potem przyjdą roztopy i niezdrowa wilgoć - w tym okresie Malila chorowała zwykle najczęściej. Gardło Asper ścisnęło się, tłumiąc nieco jęk wyrywający się z ust na myśl o tym, że siostra mogłaby umrzeć tylko dlatego, że dziewczynce nie udało się zebrać potrzebnych pieniędzy.
Znowu się rozpłakała. Tak bardzo się starały i już wydawało się, że wszystko będzie dobrze. A jednak wystarczyło kilka godzin, by rozbić te pozory szczęśliwego życia w drobiazgi. Jaki to wszystko miało sens?
Ciche pukanie sprawiło, że niemal podskoczyła. Nie miała już siły ukrywać łez, po prostu doczłapała do drzwi, by je otworzyć, nie przejmując się, że jest rozczochrana i zapłakana. Na progu stał zatroskany Heli.
- Widziałem, że medyk wyszedł... Co z Malilą?
Asper wyszła na korytarz, zamykając drzwi, by odgłosy rozmowy nie zbudziły siostry. Wizyta chłopaka podsunęła jej rozwiązanie problemu. Przecież nie była jedyną, która troszczyła się o Malilę.
- Niezbyt... niezbyt dobrze - wykrztusiła. - Hali... potrzebujemy pieniędzy na uzdrowiciela.
Syn piekarza jakby oklapł. Grubymi palcami prawej dłoni zaczął skubać skraj lewego rękawa. Milczał.
- Hali... pomyślałam, że... że może mógłbyś poprosić ojca... żeby nam pożyczył.
Chłopak spuścił wzrok, pokręcił głową.
- Ojciec się nie zgodzi.
- Ale... ale przecież możesz spróbować. Oddamy te pieniądze jak najszybciej. Oddamy nawet więcej. Przecież Malila... Wiem, że ją lubisz. Hali, ona może umrzeć! Powinno też ci zależeć, żeby...
- Asper, przepraszam - przerwał jej głuchym głosem, patrząc w ścianę. - Jakoś sobie poradzicie, a ja... Przepraszam, ale ojciec nie chce, żebym was odwiedzał. Rozmawiał ostatnio z młynarzem, ma córkę, która niedługo będzie gotowa do małżeństwa. Ojciec uważa, że nie powinienem spotykać się z inną dziewczyną, gdy... no, w tej sytuacji.
Asper zaniemówiła. Córka młynarza... Co z tym wszystkim ma wspólnego córka młynarza? Czyżby...?
- Pójdę już, nie chcę wam przeszkadzać - wymamrotał Hali i już chciał się odwrócić, gdy dziewczynka złapała go za rękaw.
- Czyli olewasz Malilę, bo ojciec znalazł ci lepszą narzeczoną? - wysyczała. - I nawet nie spytasz go, czy nam pomoże, choć bez tego Malila może umrzeć?
Chłopak, teraz już czerwony jak burak, wyswobodził ubranie z uchwytu.
- Przepraszam - powtórzył i znikł na schodach.
Korytarz był chłodny, cichy i pusty. Asper została sama.

Malila przebudzała się na chwilę i znowu zapadała w niespokojny sen. W tych przerwach od spoczynku Asper udało się wmusić w siostrę nieco jedzenia i picia, a także podać jej leki. Miała dużo czasu na to, by wszystko przemyśleć. Dopiero następnego dnia Malila poczuła się na tyle dobrze, by usiąść na łóżku i chwilę porozmawiać.
- Był u mnie Mistrz Albin, dobrze pamiętam? - spytała niepewnie między jednym kęsem owsianki a drugim.
- Tak, zgodził się przyjść aż tutaj. Powiedział, że wyzdrowiejesz.
Dziewczyna uśmiechnęła się słabo, odłożyła łyżkę.
- Musiałaś się bardzo wystraszyć. Przepraszam.
- Nic się nie stało, najważniejsze, że czujesz się już dobrze - zapewniła Asper, odwracając wzrok. - Słuchaj... Muszę wyjść na chwilę. Potrzebujesz jeszcze czegoś? Możesz zostać sama na jakiś czas?
- Mam wszystko. Chyba... chyba jeszcze pośpię. Ciągle jestem senna, może to te zioła...
Asper poczekała, aż Malila skończy jeść i ponownie zagrzebie się w ciepłe koce. Dziewczynka posprzątała naczynia i zaczęła szykować się do wyjścia. Ubrała się ciepło i wygodnie, odgarnęła kasztanowe loki z twarzy. Spojrzała w lustro. Musi wyglądać na silną i zdeterminowaną. Ściągnęła ciemne brwi, zmrużyła orzechowe oczy, pełne usta zacisnęła w wyrazie zdecydowania. Zawahała się, zanim przypięła do paska noże, po czym narzuciła na ramiona płaszcz w kolorze cienia.
Skoro potrzebują pieniędzy, to trzeba będzie je zdobyć.

Zimne powietrze szczypało ją w zaróżowione od mrozu policzki, gdy przemierzała kolejne ulice. Zdecydowanie robiło się coraz chłodniej, ale przynajmniej dziś nie sypało śniegiem. Asper spojrzała w górę. Słońce jeszcze rzucało pomarańczowe refleksy na lodowatobłękitną połać nieba, ale było już coraz niżej i najwyraźniej szykowało się do snu. Jakby na potwierdzenie tej obserwacji, do uszu dziewczynki dobiegł dźwięk ratuszowych dzwonów oznajmiających wybicie godziny piętnastej. To dobra pora. Póki co jest na tyle jasno, by bez problemu odnaleźć się w nieznanej okolicy, a gdy Asper będzie wracać, zmrok pozwoli jej przemknąć niezauważenie, gdyby czyhało na nią jakieś niebezpieczeństwo.
Okazało się, że nie musiała długo szukać celu swojej wyprawy. Karczma Złoty Podkownik mieściła się w sporym budynku wyglądającym na dość stary. Asper wpatrywała się chwilę w szkieletową ścianę, myśląc, jak łatwo byłoby wspiąć się po szarym kamieniu opierającym się na pionowych, poziomych i ukośnych belkach z ciemnego drewna. Bez problemu mogłaby wejść na pierwsze i drugie piętro, a potem znaleźć się na spadzistym dachu. Być może właśnie dlatego okna na wszystkich kondygnacjach wyposażono w metalowe kraty. Półprzezroczyste żółte szybki na parterze rozświetlał bijący ze środka blask, a nieco stłumione odgłosy dobrej zabawy świadczyły o tym, że karczma cieszy się dużym zainteresowaniem klientów.
Asper chętnie schowałaby się w ciepłym wnętrzu, ale bała się ruszyć. Nigdy nie była w takim miejscu i poczuła, że śmiałość ją opuszcza. Przestępowała z nogi na nogę przed wejściem, nad którym dumnie wznosiła się zawieszona na czarnych łańcuchach tabliczka z nazwą karczmy i wizerunkami młotka i podkowy pokrytymi złotą farbą. Nagle drzwi otwarły się z hukiem, poruszona powiewem wiatru tabliczka zaskrzypiała. Ze Złotego Podkownika wypadła odziana w płaszcze dwójka mężczyzn, zarumienionych, cuchnących gorzałką i roześmianych. Zatrzymali się gwałtownie na widok zastawiającej im drogę dziewczynki. Jeden z nich z pewnym trudem odsunął się na bok na plączących się nogach i ściągnął czapkę, by wykonać pijacką wersję dworskiego ukłonu.
- Panienka tak nie stoi, bo zmarznie - wybełkotał, wskazując na ciągle otwarte drzwi.
Zmieszana i nieco rozbawiona zarazem, Asper weszła do środka. Otuliło ją ciepłe powietrze pachnące alkoholem, cynamonem i goździkami. Gdy przeszła przez sień do głównego pomieszczenia, aż zakręciło się jej w głowie od zgiełku kolorowej chmary podchmielonych gości. Dopiero po chwili jej wzrok i słuch zaczął wyłapywać szczegóły. Rozweseleni mężczyźni i kobiety rozlokowani przy prostokątnych stołach pili z drewnianych kufli i metalowych kubków, niektórzy grali w karty lub w kości. W rogu młody człowiek w rozchełstanej koszuli wdrapał się na rozklekotane krzesło i fałszywie coś śpiewał, mimo że sąsiedzi niechętnie przyjmowali ten występ, bo rzucali w niego rozmaitymi resztkami jedzenia i obelgami. Wnętrze oświetlały dwa świecznikowe żyrandole zawieszone u powały. Najwyraźniej właściciel tego przybytku uznał to rozwiązanie za dużo bezpieczniejsze niż ustawianie wypełnionych olejem lamp w zasięgu pijanych gości. I słusznie, uznała Asper, patrząc z przerażeniem, jak niedoceniony śpiewak w końcu całkowicie traci równowagę na chwiejącym się meblu i wali się na stół, przewracając naczynia. Choć trzeba przyznać, że piosenki nie przerwał.
Westchnęła ciężko, zsunęła z głowy czapkę i upchała ją w rękawie ściągniętego płaszcza. Tłum i tańczące wesoło w palenisku płomienie sprawiły, że we wnętrzu karczmy było stanowczo zbyt ciepło, by choć przez chwilę przebywać tu w zimowym okryciu. Nic dziwnego, że tyle osób postanowiło poszukać tu schronienia przed zimnem, a przy tym zakosztować nieco rozrywki. Uniosła podbródek i starając się nie okazywać niepewności, ruszyła w stronę szynkwasu, lawirując, by uniknąć zderzenia z nieuważnymi gośćmi.
Z pewnym zażenowaniem uświadomiła sobie, że głowa ledwo wystaje jej ponad ladę. Może trzeba było dać sobie spokój z podbitymi futerkiem trzewikami i włożyć buty o wyższej podeszwie?
- Przepraszam...? - zagaiła w stronę pulchnego karczmarza w średnim wieku, wycierającego mosiężny kubek szmatką o wątpliwej czystości.
- Hm? - Mężczyzna łypnął na nią podejrzliwym spojrzeniem.
Rano kilkanaście razy powtarzała sobie w myślach, co zamierza powiedzieć, a teraz zamarła, mnąc w dłoni kartkę schowaną w kieszeni. Przed wyjściem naskrobała na niej krótką notatkę i dopiero teraz uświadomiła sobie, że nie wie, czy odbiorca tej wiadomości w ogóle umie czytać. A co jak niechcący urazi Srokę?
Zanim zdołała cokolwiek wykrztusić, karczmarz został odepchnięty na bok przez czarnowłosą młodą kobietę w czerwonej sukni uwydatniającej krągłości jej sylwetki.
- Ja się tym zajmę, tato - powiedziała i nachyliła się nad szynkwasem, ukazując imponujący biust obramowany białą koronką. - Czego szukasz, maleńka? - spytała z uśmiechem widocznym nie tylko na ustach, ale też w ciemnych oczach okolonych długimi rzęsami.
Maleńka? No, to tyle, jeśli chodzi o udawanie dorosłej i pewnej siebie. A jednak sympatia malująca się na okrągłej twarzy córki karczmarza dodała Asper nieco odwagi.
- Chciałabym zostawić wiadomość dla Sroki.
- To się bardzo dobrze składa... - zaczęła kobieta, patrząc z rozbawieniem na coś za plecami Asper.
W tym samym momencie dziewczynka poczuła na ramieniu czyjąś dłoń i odwróciła się szybko.
- Cześć! - powiedział Sroka, uśmiechając się przyjaźnie, jakby byli dobrymi znajomymi. - Szukałaś mnie?
Pokiwała głową. Zauważyła przelotnie, że chłopak zmienił fryzurę - wcześniej miedziane włosy gładko okalały jego głowę jak odwrócona do góry dnem miska, a teraz były krótsze i sterczały wesoło na wszystkie strony. Ale chustę pod szyją miał chyba tę samą.
- Chodź do stolika, pogadamy. - Nie czekając na odpowiedź, chwycił ją za przegub i zaczął ciągnąć w głąb sali.
- Ej, zamawiacie coś? - zawołała za nimi czarnowłosa barmanka.
Sroka zatrzymał się.
- Dwa grzane wina? Ja stawiam.
Kobieta zmarszczyła brwi i popatrzyła na Asper sceptycznie.
- Ile masz lat?
- Trzynaście - skłamała Asper pośpiesznie.
- Taaaa, może od razu dwadzieścia? - prychnęła barmanka z ironicznym uśmiechem. - Dobra, maleńka, dostaniesz wino z wodą, nie będę upijać dzieciaków. Idźcie, przyniosę wam do stolika.
Asper poczuła, jak na policzki wpełza jej rumieniec. Do licha, nie tak to miało wyglądać. Na szczęście Sroka nie skomentował sytuacji, tylko znowu zaczął ciągnąć ją do niewielkiego stolika, przy którym siedziało już dwóch wyrostków z kartami w rękach.
- Mark, Toni, spadajcie, mam sprawę do załatwienia - polecił Sroka, a oni bez szemrania pozbierali karty, zabrali kufle i zniknęli w tłumie.
Siedli naprzeciwko siebie. Asper oparła się o drewniane oparcie, na którym powiesiła płaszcz. Nie była pewna, jak zacząć rozmowę, na szczęście chłopak wybawił ją z kłopotu.
- W zimie zawsze jest tu masa ludzi - powiedział, stukając palcami o drewniany blat pokiereszowany chaotycznym wzorem pęknięć i nacięć. - W sumie nic dziwnego, podają tu najlepsze grzańce w Złotodole.
- Często tu przychodzisz?
- Tak. Niezłe miejsce, by się napić i zagrać w karty, a jeszcze lepsze, żeby zdobyć informacje albo oskubać jakiegoś frajera. O, zobacz, idą nasze napoje.
W zasięgu wzroku pojawiła się czerwona suknia. Jeden z gości już wyciągnął ręce w stronę szerokich bioder kobiety, ale wystarczyło jej jedno lodowate spojrzenie, by się opamiętał. Wkrótce na stole wylądowały dwa mosiężne kubki z fantazyjnie wygiętymi uszkami. Zawartość pachniała oszałamiająco.
- Ten kretyn pcha się na mnie z łapskami już trzeci raz dzisiaj - pożaliła się córka karczmarza. - Myślałam, że jeden strzał w pysk nauczy go manier, ale widocznie potrzebuje jeszcze przypomnienia.
- Ja go rozumiem - westchnął Sroka. - Jak tu się oprzeć twoim wdziękom? No nie da się.
- Nie mydl mi tu oczy kiepskimi pochlebstwami - odpowiedziała kobieta ze śmiechem. - Przyznaj się lepiej, kogo tu znowu próbujesz wciągnąć w swoje szemrane interesy.
- To jest Asper. Asper, to jest Piroszka. Z Piroszką dobrze jest żyć w zgodzie, bo jak jest się dla niej miłym, to czasem dorzuci ciasteczko do wina. A poza tym jest piękna i mądra.
- Nie słuchaj tego podstępnego rudzielca, Asper - poradziła Piroszka, a potem odwróciła się, furkocząc spódnicą, i popędziła w stronę szynkwasu.
W trakcie tej wymiany zdań na stole faktycznie pojawiły się dwa korzenne ciasteczka. Sroka podniósł jedno i gestem zachęcił Asper, żeby poczęstowała się drugim. Dziewczynka poczuła, że coraz bardziej lubi tego chłopaka.
- I co, faktycznie postanowiłaś dać się wciągnąć w moje szemrane interesy? - spytał, gdy zjedli łakocie.
Czyli przechodzimy do konkretów. Dobrze.
- Możliwe. To zależy - odpowiedziała z udawanym wahaniem. Tak czasem targowali się kupcy.
- Aha! Czyli masz warunki. Jakie?
Chwyciła kubek za uszko i ostrożnie pociągnęła łyk. Może i rozwodnione, ale wino smakowało cudownie. Słodkie od miodu, wyraziste dzięki przyprawom, wspaniale rozgrzewało żołądek.
- Potrzebuję pieniędzy - powiedziała.
Parsknął śmiechem.
- Domyślam się. Inaczej byś tu nie przyszła.
- Chodzi o to, że potrzebuję ich teraz. Już. Będę dla was pracować pewien czas, mogę podpisać jakiś papier czy coś. Ale wypłatę muszę mieć z góry.
Nie ukrywał zaskoczenia.
- Chcesz podpisać kontrakt?
Asper pokiwała głową, starając się zapamiętać nowe słowo. Kontrakt. Może być i kontrakt.

Nie sądziła, że wszystko pójdzie tak szybko. Jeszcze chwilę temu siedzieli w zatłoczonej sali, dopijając aromatyczne wino, a zaraz później znaleźli się na piętrze, gdzie w jednym z pokoi mieli spotkać się z szefem Sroki - chłopak posłał jednego ze swoich znajomych z wiadomością. Chwilowe rozluźnienie, które pewnie było po części zasługą gorącego trunku, ustąpiło, Asper znowu zaczęła się denerwować. Co innego targować się o drobną zapłatę za noszenie paczek, a co innego negocjować sumę, na którą będzie musiała pracować wiele miesięcy.
- Czemu zmieniłaś zdanie?
Asper spojrzała na chłopaka, który usiadł na przestronnym parapecie szerokiego okna i przyglądał się ulicy oświetlonej chłodnym blaskiem księżyca. Sama zajęła miejsce na jednym z ciężkich krzeseł otaczających okrągły stół.
- Już mówiłam, potrzebuję pieniędzy.
Przeniósł wzrok na nią, splótł ręce na piersi.
- Każdy potrzebuje - zauważył. - Ostatnio pewnie też potrzebowałaś. Ale twoja odmowa wydawała się dość... stanowcza.
Wzruszyła ramionami.
- Wtedy było inaczej.
- Nie jesteś zbyt rozmowna, co?
- Niespecjalnie - odburknęła.
Wolała wypaść na osobę małomówną niż przyznać się, że zaciśnięty na supeł żołądek odbiera jej ochotę na pogaduszki. Chłopak jednak nie dawał za wygraną.
- Grasz w karty? - Usiadł przed nią i położył na stole podniszczony stosik kolorowych kartoników. Widząc, że kręci przecząco głową, spytał: - Nauczyć cię?
W sumie to nie taki zły pomysł. Czymś się zajmie i może przestanie się denerwować.
Zdążyli rozegrać kilka partii jakiejś prostej gry, gdy drzwi się otworzyły. Asper odruchowo rzuciła karty i poderwała się na nogi.
Schylając się, by nie uderzyć głową w futrynę, do pomieszczenia wpłynęła odziana w szmaragdowe i pomarańczowe tkaniny kobieta o ciemnej skórze. Błyszcząc biżuterią zdobiącą jej nadgarstki, uszy i włosy, podeszła do stolika z gracją tancerki. Przypominała barwnego ptaka, zupełnie nie na miejscu w tak zwyczajnym otoczeniu. W umyśle Asper rozbłysło zrozumienie, gdy dziewczynka skojarzyła wygląd nowo przybyłej z zasłyszanym niegdyś opisem. Mieszkając w Złotodole, trudno było nie natknąć się choć raz na plotki na temat tej postaci.
Zurila - tajemnicza córka miejscowej kobiety i zamorskiego kupca. Właścicielka kilku biznesów w mieście i poza nim. Znana z ekstrawagancji i zamiłowania do luksusu. Podobno zamieszana w działalność przestępczą. Piękna i niebezpieczna.
Asper postarała się nie okazać zaskoczenia i szybko ściągnęła uniesione brwi. Z jakiegoś powodu założyła, że szefem Sroki jest mężczyzna. Trochę ulżyło jej, że ma do czynienia z kobietą, ale poczuła też nową falę niepokoju. Nie spodziewała się spotkania z kimś tak wpływowym i onieśmielającym.
Zurila wystawiła w jej stronę dłoń o pomalowanych na złoto paznokciach. Asper szybko wyciągnęła własną rękę i poczuła, jak jej palce zamykają się w stanowczym uścisku.
- Jestem Zurila - powiedziała kobieta niskim, ciepłym głosem. - Ty musisz być Asper.
- Miło mi panią poznać - wymamrotała dziewczynka.
- Mów mi po imieniu. A teraz usiądźmy.
Do pokoju wślizgnęła się Piroszka, dzierżąc metalową tacę. Położyła na stole butelkę w słomianej plecionce, trzy przepiękne kieliszki z ciemnozielonego szkła i glinianą misę wypełnioną suszonymi owocami. Potem znikła, na odchodne puszczając Asper oczko z dodającym otuchy uśmiechem.
Sroka bez słów podniósł butelkę i zaczął nalewać zawartość do kieliszka Zurili, a następnie skierował się ku naczyniu leżącym przed Asper.
- Ja podziękuję. - Asper pokręciła głową. Już po rozwodnionym grzanym winie trochę kręciło jej się w głowie i choć teraz nerwy przepędziły to błogie uczucie otępienia, to wolała zachować trzeźwość umysłu.
- To kwas chlebowy, nie ma alkoholu - powiedziała Zurila, jakby odgadując motywację dziewczynki. - Spróbuj, może ci posmakuje.
Napój okazał się nieco dziwny, ale całkiem smaczny. Cóż za pełen nowych doświadczeń wieczór.
- Ile masz lat? - spytała kobieta, częstując się suszoną morelą.
Tym razem Asper postanowiła powiedzieć prawdę.
- Dziewięć.
- Ty chyba miałeś tyle samo, gdy zacząłeś dla mnie pracować, Sroka?
Chłopiec wzruszył ramionami.
- Byłem o rok starszy.
- I, jak widzisz, Sroka ma się u mnie całkiem nieźle. Podobno ty też chcesz dla mnie pracować. Pytanie tylko, czy potrafisz mnie przekonać, że zapłacenie ci z góry kwoty, o jaką prosisz, ma sens. Wiesz, to jednak moje ryzyko.
Zurila przekrzywiła lekko głowę, wpatrując się w dziewczynkę przenikliwie. Asper doszła do wniosku, że początkowe skojarzenie z egzotycznym ptakiem było jak najbardziej trafne. Kobieta miała wyrazisty orli nos i duże oczy o czujnym spojrzeniu. Nawet fryzura spleciona z czarnych warkoczyków przypominała pierzasty czub.
- To pani... to ty najpiew chciałaś, żebym dla was pracowała, nie na odwrót - odważyła się powiedzieć Asper. Zacisnęła palce pod stołem, żeby nie było widać, jak drżą. - Umiem wiele rzeczy. Skoro... skoro wam zależy, to zgodzicie się na moje warunki.
Kącik wydatnych ust Zurili uniósł się w delikatnym uśmiechu. Pokiwała z uznaniem głową. Asper poczuła się, jakby zdała jakiś test.
- To prawda - przyznała kobieta, mrużąc oczy w zamyśleniu. - Ale naprawdę uważasz, że jesteś tyle warta? Przemyślałaś tę decyzję? Co będzie, jak po miesiącu zmienisz zdanie?
Asper przypomniała sobie, jak wysoka jest stawka. Przed oczami stanęła jej blada twarz nieprzytomnej siostry i nagle udawanie pewności siebie stało się prostsze niż dotychczas.
- Będę pracować dla ciebie tak długo, aż spłacę dług - odparła bez zająknięcia. - Nie zrezygnuję. To nie wchodzi w grę. Umiem dużo, ale nauczę się jeszcze więcej. Tak, żeby jak najbardziej się przydać.
Uśmiech kobiety poszerzył się, gdy uniosła ciemnozielony kieliszek, który zabłysnął w ciepłym blasku lamp.
- A więc wypijmy za tę obietnicę - zaproponowała. - A potem podpiszemy kontrakt.
Asper pozwoliła sobie na odetchnięcie z ulgą i poczuła, że na jej ustach również pojawia się uśmiech. Dostała szansę i nie zmarnuje jej. Wznieśli toast, a brzęknięcie stukającego o siebie szkła zabrzmiało jak dzwon obwieszczający początek nowego życia.
Hyuu~!


Wróć do „Fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość