[Krew i Mamona] Żądza i Zemsta

Tutaj zamieszczamy własne opowiadania i powieści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
MSM44
amator
Posty: 17
Rejestracja: 07 sie 2019, 20:16
Lokalizacja: Warszawa

[Krew i Mamona] Żądza i Zemsta

Postautor: MSM44 » 21 wrz 2020, 14:00

Tytuł:Żądza i Zemsta
Opis: Historia poboczna Krew i Mamona. Opowiada historie Helgi zbiegłej pańszczyźnianej chłopki, która za nielegalne przekroczenie granicy zostaje niewolnica, a później decyduje się podjąć pracę prostytutki. Niespodziewanie los podarowuje jej możliwość zemsty.
Gatunek: Isekai, psychologiczny, diselpunk, fantasy, horror, 18+
Status:



W świecie zwanym Obris na pograniczu Technokracji i jednego z państewek wasalnych podległemu Teokracji znajdowało się miasto Looten. Nie różniło się zbytnio od innych miast technokracji, no jeśli odliczymy kilka szczegółów.
Miasto było zbudowane pod wielką bio-kopułą. Sama kopuła stanowiła swoisty mur obronny przed atakami Teokracji z naciskiem na magie kapłanów. Mimo tego wszyscy po obu stronach zdawali sobie sprawę z tego, że ryzyko inwazji ze strony Teokracji praktycznie nie istnieje. Jednak i tak kopułę zbudowana. Ci po z wybujałą fantazją gadali coś o podatkach i ukrytych kosztach połączonych z praniem pieniędzy. Zresztą nikt ich nie słuchał.
Drugą była stacjonująca tu pewna organizacja. Oficjalnie nazywali się „Kompania Najemnicza Czerwony Grot”. Jednak dawno przestali być kompanią najemników. Pojawili się w czasie wielkiej wojny między Technokracją, a Teokracją, która wybuchła dwadzieścia pięć lat temu po upadku wielkiej magicznej bariery. Odegrali wielką rolę w zwycięstwie technokratów i trwającym od ponad dwudziestu lat rozejmie. Ów rozejm trwał zresztą nieprzerwanie do dziś., chociaż na papierze dawno minął.
Normalnie wojna dawno się zaczęła jednak żadnej ze stron nie zależało na kontynuowaniu wojny. Technokracja nie widziała żadnego łupu wartego długiej i kosztownej kampanii wojennej. Sama Teokracja straciła ogromną część swoich zasobów ludzkich i nie miała właściwie jak jednocześnie prowadzić wojny i bronić własnego terytorium.
Mimo wszystko żadna ze stron nie paliła się do ogłoszenia pokoju. Rząd Technokracji uważał Teokracje za zacofany ciemnogród trzymający lud siłą przesądów. Zaś ci pierwsi uważali tych drugich, za groźnych heretyków. Oba narody były swoim przeciwieństwem w każdym możliwym sposobie. Nie zależnie co zobaczyłem w Teokracji w Technokracji już z samej zasady musiało być na odwrót.
Samej organizacji to nie obchodziło, gdyż ubijali interesy zarówno z jedną jak i drugą stroną. Według nich technokratyczne pecuny były równie dobre jak teokratyczne korony.
Nikt jednak nie śmiał ich otwarcie nazywać zdrajcami, lub sprzedawczykami. Powodem była wielkość samej organizacji. Było to właściwie państwo w państwie. Niektórzy mówili, że to właściwie przywódczyni Czerwonego Grota jest faktyczną władczynią Technokracji. Często była po prostu nazywana Królową Zła. Nie było to przesadzone, gdyż jej poddania słynęli z brutalności. Prawdziwy dowód swoich umiejętności dali podczas wielkiej migracji, gdzie właściwie wybili do nogi wszystkie plemiona, które próbowały osiedlić się na terenie Technokracji nie szanując przy tym jej praw. Wielu mówiło, że kontrolują służbę więzienną i wszelkie brudne sprawki rządu. Nie zależnie czy to była prawda, czy też nie. Byli ostatnimi, których chciało się mieć za wroga. Powszechnie używana nazwa: „Czarci Legion”, mówiła sama za siebie.
Mimo całego swojego okrucieństwa nie byli bezduszni. Zakładali sierocińce, pomagali uciekinierom, współpracowali z wieloma innymi organizacjami i utrzymywali porządek tam gdzie stacjonowali.
Mimo tych wszystkich politycznych niuansów, dla tych którzy przybywali do Looten jak i tu mieszkali liczyły się okoliczne atrakcje. Najwięcej z nich oferowała dzielnica czerwonych latarni, nie bez powodu uważana za najlepszą i największą w Technokracji.
Dzielnice nadzorował Dwór Ladacznic. Najprościej mówiąc był to związek zawodowy składający się z prostytutek oraz właścicieli barów i kasyn. Sama organizacja ściśle współpracowała z Czerwonym Grotem. Dotyczyło to nie tylko zleceń i ochrony.
Wzajemna sieć wzajemnych powiązań w tym mieście przypominała wielką pajęczynę, a nad wszystkim czuwała jedna osoba, która co jakiś czas poruszała za jakąś nitkę.
Większość ludzi żyła sobie jednak normalnie w błogiej nieświadomości w mieście nad, którym właśnie wstawało słońce.
Dzielnica czerwonych latarni już dawno zakończyła swoją pracę, a pracujące dziewczyny kończyły odsypianie ciężko przepracowanej nocy.
Przy ulicy Panieńskiej 69 znajdował się dom publiczny „Chryzantema”, w jednym z pokojów spała jedna z pracownic. Nie był to spokojny sen wierciła się na łóżku bardziej niż podczas stosunku z klientem, do tego jęczała przez sen.
-Sara! Sara! Obudź się!
Wtedy dziewczyna się obudziła. Gwałtownie podniosła się z łóżka i rozejrzała się po pokoju. Następnie mocno objęła koleżankę.
-Znów ci się to śniło.
-Tak.
- No już Sara, to tylko wspomnienie, tu jesteś bezpieczna. Wyszukuj się w końcu masz iść do tego miejsca.
Po chwili Sara całkiem wstała z łóżka i udała się do łazienki. Tam odkręciła kran i zaczęła myć twarz. Wtedy spojrzała w lustro. Odbijała się w nim płomiennowłosa dziewiętnastolatka o dużych piersiach od których klienci nie mogli się opędzić. Dopiero teraz zrozumiała, że nie ma nic na sobie. Już dawno przestała się przejmować swoją nagością. Myślami wróciła do swojego koszmarnego snu.
-Ech… już nic nie zostało z Helgi.
Wspominała to kim dawniej była i to kim się stała. Dawniej była Helgą z małej rolniczej wioski, teraz zaś była Sarą dziewką, która ochoczo wypinała tyłek za kilka banknotów. Rok temu nie myślałaby, że kiedykolwiek będzie tak pracować. Gdyby ktoś jej wtedy powiedział, że będzie kurwą okrzyknęła by go kłamcą i oszczercą, kto wie czy nie doszłoby nawet do rękoczynów. Jednak rękoczyny byłyby niezwykle wątpliwe. Bądź co bądź była zwykłą wieśniaczką i to na dodatek nikt z rodziny jej nie został. Na pewno nie taki zdolny do walki. Ojciec został wezwany do pospolitego ruszenia zanim zdążyła się jeszcze urodzić. Zginął w jednej z ostatnich bitew wojny. Ona i matka jakoś dawały sobie radę. Sąsiedzi zawsze pomogli przy polu i jakoś to trwało przez większość jej życia. Nie było źle, było co jeść i mogli się utrzymać.
Tak było do czasu, aż rządy objął nowy pan. Ten znacznie podniósł im podatki. Teraz musieli mieć wiele szczęścia by się utrzymać. By przeżyć musieli polegać na darach lasu w którym znajdowały się groźne potwory. Nie raz było tak, że musieli jeść trawę i korę z drzew by przeżyć.
Ich życie zmieniło się w żałosną egzystencje, a każdy dzień w walkę o przetrwanie. Dawniej się uśmiechali, teraz na ich twarzach był tylko smutek. Jeśli ktoś próbował ukryć choć trochę zboża był bity do nieprzytomności. Nie raz wystarczyło nic nie zrobić by być bitym. Pan i jego potomstwo uważali chłopów za swoją własność i traktowali ich jak swoje zabawki. Nie raz byli po prostu ciekawi ile zniosą zanim się zepsują.
Tak właśnie straciła swoje dziewictwo. Córce Pana nie spodobało się jej spojrzenie więc oddała ją swoim przybocznym. Nie dało się tego nazwać niczym innym niż gwałtem. Rod, jej przyjaciel, który próbował stanąć w jej obronie został przebity mieczem. Zginął na jej oczach. Po tym wszystkim rzucili ją na ziemię jak zabawkę, która już im się znudziła. Matka zabrała ją do ich chaty. Pamiętała, że płakała po tym przez kilka dni. O tyle dobrze, że nikt nie oskarżał ją o śmierć Roda, ani jej tego nie wypominał. Wszyscy na tej ziemi żywili lodowatą nienawiść do swoich panów feudalnych.
Coś takiego nie zdarzało się teraz często. Po wojnie było dużo wolnej ziemi i mało chłopów, gdyż znaczna część z nich zginęła w czasie wojny. Z tego powodu szlachta traktowała swoich poddanych lepiej niż przed wojną. Po prostu chcieli ich w ten sposób zachęcić do pozostanie na ich ziemiach. Gdy już przeszli na ziemie innego lorda, ten już przypisywał uciekinierów do siebie i nie wypuszczał. Po co niby miałby oddawać dodatkowe ręcę do pracy, których i tak mu zapewne brakowało.
Tutaj jednak było inaczej. Te ziemiae graniczyły bezpośredni z technokracją, a jej wioska była blisko granicy. By dostać się na ziemie innego lorda feudalnego musiałaby przejść przez całe terytorium złego pana. Dla niej i dla innych wizja przejścia przez las pełen potworów wydawała się samobójstwem, zresztą był jeden który spróbował i go złapali. Zatłukli go na śmierć by dać innym przykład.
Tak trwało to przez lata. W końcu stało się nieszczęście jej matka zachorowała. Dawniej miała by szanse wyzdrowieć o własnych siłach, może też udałoby się wysupłać kilka szlingów na cyrulika. Jednak nie miała pieniędzy na cyrulika, nie miała ich nawet by porządnie się wyżywić. Modliła się o pomoc do bogów, ale ci jej nie wysłuchali i pewnego dnia znalazła swą matkę martwą.
W końcu czara goryczy się przelała. Nie miała nikogo dla kogo mogłaby żyć. Kochała Roda, ale go zamordowali, teraz matka zmarła.
Podjęła decyzje. Ucieknie. Gdziekolwiek. Nie obchodził jej fakt, że może zginąć lub zostać złapana, może wtedy połączyłaby się z matką i Rodem w krainie umarłych. Spakowała kilka okrawków jedzenia jakie jej zostały w chacie wraz z chudym mieszkiem i odeszła z wioski by nigdy nie powrócić. Obejrzała się ostatni raz na wioskę i zniknęła między drzewami.
Szła, nawet nie patrząc dokąd idzie. Jakby oczekiwała, że na końcu drogi znajdzie śmierć. Zresztą kostucha naprawdę zajrzała jej w oczy. Przybrała postać feudalnych żołdaków jej znienawidzonego pana. Nie zamierzała jednak poddawać się bez walki. Usiłowała uciec. Nie patrzyła dokąd biegnie.
W końcu jednak się potknęła i upadła na ziemię. W myślach przygotowywała się na to co miało nadejść. Jednak stało się coś czego nikt się nie spodziewał, a zaczęło się od pojedynczego huku.
-Stać, Rzucić broń i nie ruszać się, albo was zastrzelimy!!!
Gdy spojrzała w bok zobaczyła kilka osób ubranych na czarno. Każda z tych osób trzymała krótką włócznie. Grotem celowała w żołdaków, zaś drzewiec mieli przy oku.
-Zbiegła! Zabieramy…
Drabowi nie dano dokończyć, bo przerwał mu kolejny huk. Z końca włóczni wyłonił się błysk i huk. Helga momentalnie pomyślała, że to magiczna broń.
-Powiedziałem RZUCIĆ BROŃ!!! Więcej strzałów ostrzegawczych nie będzie.
-Jesteśmy sługami lorda…
Kolejny huk.
-Jesteście na terytorium Technokracji idioci!!! RZUCIĆ BROŃ!!!
W tym momencie pojawił się powóz… który poruszał się bez koni.
-Wynocha! Wracajcie na swoją stronę granicy.
Następne wydarzenia potoczyły się z szybkością schodzącej z góry kamienistej lawiny.
-Co ty…
-Dowódco! Ten znak! To…
-Zaraz! Elf? Jakaś króliczyca?! Miłośnicy nieludzi co!? Zabić ich!!!
-Jak chcecie! Strzelać by zabić!!!
-… to członkowie Czarciego Legionu.
-CO?! CZE…
Było już za późno włócznie i wieżyczka na wozie rozbłysły magicznymi błyskami, a prześladowcy Helgi padli martwi na ziemie. Przerażona dziewczyna skuliła się na ziemi, czekając na swoją kolej. Robiła jedyną rzecz jaka miała wtedy jeszcze sens. Modliła się, ale nie o ratunek, ale o prostą drogę do zaświatów.
-Marnie Śruba, jeden żyje.
Wtedy rozległ się kolejny huk. Oczekiwała bólu, lecz żaden nie nadszedł. Nadal żyła, dlaczego?
-Hej ruda. Słyszysz mnie?
Nieśmiało spojrzała w górę, nad sobą zobaczyła mężczyznę z włócznią wycelowaną w nią.
-Możesz wstać?
Lekko pokiwała głową.
-Wstań!
Helga była zbyt przerażona by w jaki kol wiek sposób protestować. Wstała ledwie utrzymując się na chwiejnych nogach.
-Zbiegła chłopka?
-Tak.
Mężczyzna opuścił swoją włócznie, co sprawiło, że Heldze niewspółmiernie ulżyło.
-Jesteś aresztowana za nielegalne przekroczenie granicy. Nie stawiaj oporu. Luciana! Skuj ją!
-Dobra.
Za Helgą pojawiła się dziewczyna z króliczymi uszami. Słyszała o królikoludziach, ale pierwszy raz jakiegoś widziała. Tak właściwie to było jej pierwsze spotkanie z rasą inną niż ludzka. Po chwili poczuła dotyk zimnego metalu na swoich nadgarstkach. Następnie wprowadzono ją do tego dziwnego wozu i posadzona na ławce, po chwili zaś do środka weszła reszta osób ubranych na czarno.
-Szeregowy Red. Kurs na Looten. Wracamy do domu.
-Tak jest kapralu Księgarz.
Wtedy wóz ruszył. Helga miała wrażenie, że z jednego koszmaru trafiła w inny.
Przez całą drogę dziewczyna trzęsła się ze strachu. Zastanawiając się co się z nią stanie. O okrucieństwie Czarciego Legionu, krążyły legendy, zresztą nie musiała zbytnio w nie wierzyć. Mogła zobaczyć na własne oczy jak zabili całą drużynę zbrojnych, potem pobieżnie przeszukali ciała, zabrali co wpadło im w oczy, a resztę po prostu porzucili. W trakcie całego zajścia swobodnie ze sobą rozmawiali. Nie zachowywali się jakby zabili ponad dwudziestu ludzi, sprawiali wrażenie jakby zrobili coś całkiem normalnego. Rozmowa kojarzyła się jej z chłopami, którzy pozdrawiali się wracając z pracy na polu.
Oprócz tego wśród nich byli nieludzie. Dawniej zanim pojawił się pierwszy Władca Otchłani ludzie sporo wycierpieli pod jarzmem innych ras. Zwłaszcza elfów. Dopiero pojawienie się pierwszego Władcy Otchłani, zniszczyło obecny układ sił, a niemal wszystkie królestwa upadły pod naporem tego demonicznego potwora. Ludzie wyszli z katastrofy obronną ręką i na gruzach dawnych królestw pobudowali własne, a dawni władcy świata zostali cofnięci do kilku enklaw i mniejszych państewek. Nie oznaczało to, że niechęć między rasami zniknęła. Nikt nie krył niechęci, ani nie nawet chciał przyznać się do dawnych win. Z tego powodu sytuacja między różnymi rasami nadal pozostawała napięta. Szczególnie było to widoczne w krajach takich Teokracja, która utrzymywała specjalne zakony do kontroli nieludzi na swoim terytorium.
Na domiar złego w tej bandzie był elf. Słyszała, że elfy mają jasne włosy, ale ten miał czerwone. Czyżby to był krwawy elf, potomek tych elfów, które ukorzyły się przed potęgą władcy otchłani i zaczęli go czcić? Rasa elfów wyklęta nawet przez inne elfy?
Do tego jeszcze królikoludka i ork?!
Czeka ją okropny koniec. Z całych sił starała się powstrzymać łzy, by nie zachęcać ich do działania.
W końcu dotarli na miejsce. Dotarli do czegoś w rodzaju miasta. Zdarzało się jej bywać w pobliskim mieście, ale nigdy nie widziała tak wysokich budynków. Ze wszystkich zaś zwisały czarno-czerwone sztandary. Do tego wzdłuż drogi wyłożonej czymś czarnym ustawione były wielkie słupy. Największe wrażenie robiło jednak co innego. Po środku miasta znajdowało się coś co wyglądało jak wielka wieża wznosząca się ku niebu. Z jakiegoś powodu budziła w niej strach, biła od niej niewysłowiona groźba. Zdawała piąć się ku niebu rzucając wyzwanie całemu Obris, w tym jej samej.
W końcu ruszyli naprzód. Szli równym krokiem, zupełnie jak jedna osoba. Widziała już maszerujących żołnierzy, ale nigdy w ten sposób. Gdy minęli jedną grupę w wszyscy jednocześnie i w tym samym momencie dotknęli wyprostowaną dłonią skroni.
Było w tym coś niezrozumiałego i nieludzkiego. Jakby zatracili część siebie by stać się częścią czegoś większego.
Wszystko tu było zupełnie inne od tego co znała i to potęgowało w niej strach.
W końcu zamknęli ją w pokoju w którym był stół i dwa krzesła. Różnił się znacznie od szorstkich stołów jakie znała. Był gładki i miły w dotyku. Zupełnie inny od tych, które znała zbitych z kilku czy kilkunastu desek. Podobnie było z krzesłami. W swojej podartej i połatanej spódnicy, której nikt nie wahałby się nazywać łachmanami, czuła się jak śmieć przeoczony przez służbę.
Po jakimś czasie. Przyszedł do niej młody mężczyzna w czarnym stroju. W dłoniach zaś trzymał misę z kaszą, sosem i mięsem, którą przed nią postawił.
-Jedz. Musisz być strasznie głodna.
Nieśmiało wzięła łyżkę i zaczęła jeść. Lata minęły od kiedy mogła się porządnie najeść. Gdy nieśmiało poprosiła o dokładkę, po chwili otrzymała kolejną miskę.
-Jestem kapral Karol Wicher. Jak się nazywasz.
-Helga z… właściwie już z nikąd.
Była zdziwiona ten człowiek ewentualnie posiadał nazwisko, co znaczyło, że był szlachetnego pochodzenia. Plebejusze nie posiadali nazwisk więc prócz imienia podawali miejsce swojego pochodzenia i ewentualnie swoje rzemiosło lub feudała. Posiadanie nazwiska było dowodem powiązania ze szlacheckim rodem,
-Czyli jednak zbiegła chłopka. Masz dokąd wrócić lub gdzie się udać?
Co mogła zrobić? Nie chciała sprowokować ich do tortur więc opowiedziała wszystko o swoim życiu.
-To naprawdę okropna historia.
Jej jedyną odpowiedzią było zwieszenie głowy.
-Nie masz dokąd wrócić. Nie mogę też pozwolić chodzić po ulicy dziewczynie, bez krewnych, pracy czy funduszy.
Chciała już coś powiedzieć, ale została powstrzymana gestem.
-Helgo zostałaś uznana winną nielegalnego przekroczenia granicy i na mocy prawa Technokracji pozostaniesz w Looten jako niewolnica kryminalna 1 stopnia podległa Kompanii Najemniczej Czerwony Grot. Luciana!
Wtedy do środka weszła dziewczyna z króliczymi uszami.
-Dziewczyna zostaje z nami. Idę po zaklinacza i obroże. Przypilnuj jej.
-Dobrze Karol.
-Kapralu Księgarz. Jesteśmy na służbie.
Wtedy mężczyzna zwany Księgarzem wyszedł.. Nie protestowała przeciwko takiemu obrotowi spraw. To było dla niej coś normalnego. Była zbiegiem i to na dodatek z wrogiego kraju. Nie mogła oczekiwać niczego lepszego. Martwiło ją jednak coś innego została sam na sam z nieludziem.
W tym momencie, ona podeszła do niej i spojrzała jej w oczy. Wiedziała, że nie może jej lekceważyć, była pewna, że podczas tamtego starcia zabiła co najmniej dwóch ludzi. Z jakiegoś powodu czuła to przez skórę.
-Nie martw się tu będzie ci dobrze. Następnie odchyliła płaszcz i pokazała skrywaną pod nim niewolniczą obroże.
Gdy wrócił najemnik wraz ze swoim nowym towarzyszem założyli jej obroże i wykonali pieczętowanie. Z tą chwilą przestala być wolną osobą.
-Luciana pokaż jej kwatery niewolników. Ja muszę napisać raport. Powiadomię też główną nadzorczynię.
Obie dziewczyny wyszły z budynku i ruszyły przez miasto. Heldze cisnęło się na usta mnóstwo pytań. Starała się powstrzymywać, by nie palnąć głupstwa i nie zasłużyć na karę, jednak coś palnęła.
-To wszystko to jedno miasto.
-Nie. To po prostu jedna dzielnica. Naprawdę myślisz, że wojskowi zajmowaliby całe miasto?
Króliczka zdawała się rozbawiona. By ukryć zawstydzenie spojrzała w bok. Mogła przysiąc, że ta wielka wieża nadal jest widoczna. Gdy tylko wyszły zza budynku, okazało się, że za rogiem jest owa wieża. Luciana musiała zauważyć jej minę, bo się odezwała.
-To Kolumna Praw. Są na niej wypisane najważniejsze zasady organizacji. Podobno jest tak wielka by „cały świat mógł czytać te zasady”, jak dla mnie szefowa ma manie wielkości.
-Masz na myśli Królową Zła.
-To najwyższy dowódca. Jednak podoba jej się gdy tak ją nazywają. Jednak nie używaj tego zbyt często zwłaszcza wśród czerwonego szwadronu. To pojebani fanatycy, są gotowi zabić za samo ubliżanie szefowej.
Musiała zobaczyć jej wystraszoną minę.
-Spokojnie nie zaatakują cię, bo jesteś własnością organizacji. Zresztą oni siedzą u siebie w podziemiach i stamtąd nie wychodzą. No dobra czasem wychodzą. Zresztą łatwo ich poznasz noszą emblematy w kształcie czerwonych czaszek.
Szły dalej aż w końcu dotarły do kompleksu budynków, wśród których chodziły osoby w pomarańczowych strojach.
W końcu podeszły do pewnej młodej kobiety.
-Nadzorczyni Eleonora. Mamy nową.
-Już przekazano mi wiadomość. Przygotuje jej ubranie, ale najpierw ją wypierz. Śmierdzi.
Następnie zaprowadzona ją do pomieszczenia wyłożonego bielonymi gładkimi kamieniami. Wysoko na ścianach były rury z których lała się woda. Dotychczas mogła się czyścić szorując się mokrą szmatą, umycie się w ten sposób dawało wręcz szokujące poczucie czystości.
Następnie dano jej kilka kompletów pomarańczowych ubrań i pozwolono się ubrać.
-Dokwaterujemy ją do ciebie Luciana.
-Czemu?
-Twój pan będzie zadowolony, będzie mógł obrócić całą waszą dwójkę jak przyjdzie do ciebie.
-Co ty sobie myślisz de la Conten? Szlachcianko sprzedana przez własną rodzinę.
-Poskarżę się twojemu panu. Będzie miał nowe powody by dobrze cię ukarać.
-Oskarżę cię o nadużycie władzy, wtedy twoja pani naprawdę dobrzeeee się z tobą zabawi.
To co było dalej przypominało sprzeczkę dwójki dzieci.
-Bierz ją do siebie i wtajemnicz ją we wszystko. Już!
Pokój do którego się udały nie wyglądał tak jak się spodziewała. Było to proste pomieszczenie z piętrowym łóżkiem dwoma stołami, dwoma krzesłami, oraz szafą.
Najpierw pokazała jej kilka papierków. Były pokryte bardzo szczegółowymi rysunkami.
-To są „Volgi”. Pieniądze jakie wydaje nam organizacja. Jak pracujesz to dostajesz Volgi. Możesz je wydawać jak chcesz. Nie myśl, że jak zbierzesz dość Volg to będziesz mogła uciec z kasą. Volgi są ważne tylko w placówka organizacji. Poza nią nie mają żadnej wartości. Jednak jeśli dość zbierzesz będziesz mogła kupić sobie wolność.
-Komuś się to udało?
Jakoś nie chciało jej się wierzyć, że komuś to się udało.
-Całkiem sporej ilości osób. I wiesz co jest najśmieszniejsze? W większości przypadków dołączają do organizacji jako wolni ludzie.
To był dla niej szok . Niewolnik po wyzwoleniu wracał do swoich dawnych panów. Dlaczego?
-Po prostu tu jest dobrze. Wiesz znalazłam się tu prawie tak jak ty. Moje plemię zostało zniszczone przez jakiegoś arystokratę… udało mi się uciec, błąkałam się po lasach przymierając głodem. Gdy śmierć zajrzała mi na poważnie w oczy zaatakowałam kogoś byle tylko zdobyć cos do jedzenia. Przegrałam tę walkę, każdy inny by mnie zabił, ale przedtem by się zabawił, jednak on mnie nakarmił i zabrał tutaj.
-Dalej jest z tobą?
-To Księgarz, mój pan.
Czuła się jakby słuchała opowieści o jakiejś księżniczce ocalonej przez księcia.
-No zostawmy to, będziesz musiała nauczyć się czytać, pisać i liczyć. Nie ma żadnych ”ale” w technokracji to podstawowe umiejętności.
-Naprawdę nie masz żadnych problemów?
-Nie chciało jej się w to wierzyć to miejsce było zbyt idealne. Jak coś takiego mogło istnieć tak blisko jej piekła?
-No jest pewna… osoba. Zresztą ona i tak nie należy do Grota. Zapomnijmy o niej. Chodź musimy iść do biura. Trzeba ci przydzielić jakieś stanowisko.
Przydzielono jej proste prace porządkowe. Nic haniebnego zwykłe sprzątanie i noszenie rzeczy. W ciągu tych kilku dni dowiedziała się, że technokraci mają obsesje na punkcie dziwnego czarnego napoju zwanego kawą. Z jakiegoś powodu niektórzy gadali o nim jak najęci. Musiała przyznać, że pozwalał zwalczyć senność, ale były dość gorzki. Do tego musiała się też odnaleźć wśród tych wszystkich dziwnych urządzeń jakimi otaczali się technokraci. Prawdą jednak było, że w mieście nie było żadnych świątyń. Jednak nauka to była prawdziwa mordęga. Na myśl jej nie przyszło, że może być tyle liter. Dotychczas mogła się bez nich obejść. W mieście zawsze był miejski mówca, który wszystko ogłaszał i szyldy z jasnymi obrazkami. Tu jednak wszystko przekazywano za pomocą pisma. Na samo wspomnienie bolała ją głowa.
Tak też spokojnie mijało jej życie. Jednak z jakiegoś powodu czuła pewien niedosyt.
Wszystko zaś zaczęło się zmieniać pewnego dnia. Szła z Lucianom za jakąś sprawą gdy przed nimi nagle pojawiła się kobieta jakaś kobieta. Miała wielkie piersi, bujne blond włosy, suknia z głęboko wyciętym dekoltem podkreślała jej krągłości i emanowała aurą, która przyprawiła by mężczyzn o szaleństwo z pożądania. Do tego paliła długą fajkę.
-Witaj Luciana.
-Witam Pani Gabi. Bez względu na wszystko moja odpowiedź brzmi nie. Zresztą Karola też.
-Szkoda byłabyś bardzo popularna. Kim jest twoja przyjaciółka? Jeszcze jej nie widziałam.
-Jestem Helga.
Kobieta zwana Gabi obeszła ją kilka razy, uważnie jej się przyglądając. Miała wrażenie, że ją ocenia. Dziwiło ją to, że Luciana rzucała jej złowrogie spojrzenia.
-Jesteś rozkoszna, nie chciałabyś dla mnie pracować?
-Helga musimy już iść.
Luciana chwyciła ją za rękę i odciągnęła. Gabi zaś delikatnie klepnęła ją w tyłek i pomachała na pożegnanie.
-Moja oferta jest nadal aktualna. Rozważ ją.
Była zdziwiona takim zachowaniem Luciany z tej strony jej nie znała. Gdy były już dość daleko ta przystanęła wyraźnie niezadowolona, by nie powiedzieć zirytowana.
-TA CHOLERNA DZIWKA!!! CZY DO NIEJ NIC NIE DOTRZE?!
-Luciana, o co ci chodzi?
Chwyciła ją za ramiona. Spojrzała jej w oczy. Bardzo głęboko.
-Ta kobieta… Gabi. Nie wolno jej lekceważyć. Jest ważnym wspólnikiem dla organizacji. Kontroluje nierząd i hazard w całym mieście, jeśli nie w kraju. Mówiąc wprost jest burdel mamą. Od kiedy mnie zobaczyła próbuje mnie kupić bym dawała dupy w jednym z jej lokali. Jak myślisz jaką pracę ci zaproponowała?
W tym momencie głowę Helgi zalała fala kłębiących się myśli wśród których nie dało się rozpoznać jednej od drugiej. Tak się dziś złożyło, że nie mogła dziś się skupić na pracy. W końcu zainteresowała to Księgarza.
-Coś się stało Helga?
-No ja…
Nie wiedziała co ma powiedzieć, ale w tym momencie odezwała się Luciana.
-Gabi złożyła jej ofertę pracy.
-Rozumiem.
Wieczorem Księgarz poinformował ją, że nie zabroni jej pracować Gabi. Właściwie musiałaby się przeciwstawić temu, by nie zacząć u niej pracować. Jednak praca dla Gabi pozwoliłaby jej szybciej odzyskać wolność i zebrać pieniądze na nowe życie, a może nawet wyrobić sobie pozycje społeczną.
Tej nocy nie mogła zasnąć. Cały czas biła się z myślami. Przez głowę przelatywało jej całe dotychczasowe życie, zaś myśli zdawały się ciągnąć ją w jedną to w drugą stronę. Nawet gdy w końcu zmorzył ją sen. Sny nie dały jej odpocząć gdyż widziała w nich różne warianty tego jak by wyglądało jej życie w przypadku przyjęcia jak i odrzucenia oferty. W końcu wraz z sygnałem z koszarowego dzwonka wstała. W głowie po setkach batalii miała podjętą decyzję.
Tego też dnia ponownie spotkała Gabi zebrała się w sobie i podeszła by ogłosić swą decyzje.
-Pani Gabi…
-Helga. Dobrze zapamiętałam? Słucham cię.
-Ja… ja…
-Spokojnie dziecko. Weź głęboki oddech i powiedz.
Zgodnie z radą zaczerpnęła powietrze w płuca.
-Przyjmuje pani propozycje.
Wtedy już nie było odwrotu. Większość papirologii przeszła łącznie z Gabi, swoją nową Panią, czy też szefową jak kazała sobie mówić. Gdzieś z tyłu bała się, że od razu trafi do burdelu. Tak się jednak nie stało. Gabi powiedziała, że nowe pracownice muszą najpierw przejść odpowiedni trening i szkolenie.
Przez jakiś czas jeszcze mieszkała z Luciana. Początkowo jej współlokatorka była zmieszana. Jednak uznała jej decyzje. Podczas rozmowy, mówiła coś o próbie, której i tak by nie przeszła. Zresztą natychmiastowo ucięła temat.
Właściwie została zwolniona z normalnej pracy i kazano skupić jej się na nauce. Oprócz czytania, pisania i liczenia musiała się też uczyć innych rzeczy ważnych w jej nowym rzemiośle. Jak się poruszać, jak mówić by skusić klienta. Jak posługiwać się różnymi zabawkami i jak należy działać w łóżku. Uczyła się technik o których nie miała przedtem pojęcia. Nawet nie wyobrażała sobie, że można to robić w taki sposób.
Pewnego dnia, została sam na sam ze swoją nauczycielką. Wtedy akurat omawiali sadomasochizm.
-Nie mogę uwierzyć, że ktoś by tego chciał.
Helga nie mogła uwierzyć, że ktoś mógłby czerpać przyjemność z bycia chłostanym. Widywała już chłosty, ale nigdy nie przyszłoby by jej namyśl by ktoś czerpał z tego przyjemność.
-Zdziwiłabyś się. Wśród moich stałych klientek jest kobieta, która uwielbia gdy ją chłoszcze i poniżam. I wiesz co ona piastuje wysokie stanowisko w jednej firmie.
-Dlaczego?!
To było dla niej niepojęte. Czemu ktoś o tak wysokiej pozycji mógłby chcieć być tak traktowany?
-Chodzi o tak zwaną zamianę władzy. Dzięki kontrolowanemu poniżeniu może się uwolnić od stresu i presji jaką sprowadza na nią jej praca. Naprawdę dużo nauki przed tobą, ale nie martw się wszystkiego cię nauczę.
Usiadła jej na kolanach i zbliżyła do niej usta złożone w dziubek. Helgę postanowiła przejąć inicjatywę i głęboko ją pocałowana. Już wcześniej pokonała tę barierę. Robiła już z kobietami bardziej poważne rzeczy z mężczyznami zresztą też. O dziwo nie czuła w żadnym z tych razów nic nieprzyjemnego, wręcz przeciwnie było jej bardzo dobrze.
-Jesteś pojętną uczennicą Sara.
Wtedy ktoś po raz pierwszy nazwał ją tą imieniem.
Przez następne dni poznawała coraz bardziej perwersyjne techniki. Oprócz tego została też zaszczepiona. Powiedziano jej, że to uchroni ją przed chorobami. Po miesiącu zaś rozpoczęła pracę w „Chryzantemie”. Był to wielki lokal zlokalizowany na ulicy panieńskiej. Miał on siedem pięter, sześćdziesiąt pokojów, bar i restauracje. Zaś wraz z nią pracowało tu pięćdziesiąt dziewczynek.
Od kiedy przekroczyła dziwi tego burdelu minoł ponad rok. Przez ten rok wiele osiągnęła. Nie tylko odzyskała wolność i stała się niezależną kobietą. Wśród jej stałych klientów znalazły się wpływowe osoby z tego miasta. Zresztą Chryzantema przyciągała wymagających klientów, a wielu z nich należało do śmietanki miasta. Nie znaczyło to, że zwykli ludzie tu nie przychodzili. Był to lokal dostępny dla każdego lub każdej.
I tak to wszystko trwało aż do dziś. Musiała wstać. Musi zanieść dokumenty do centrali Grota. Co jakiś czas dziewczynki musiały nosić dokumenty do siedziby organizacji. Zawsze dostawała zapieczętowaną kopertę i niezbyt ją ciekawiło co jest w środku. Zresztą wtykanie nosa w nieswoje sprawy mogło się bardzo źle skończyć. Z tymi myślami zaczęła zakładać ubranie, potem zasiadła przed lustrem i zrobiła sobie makijaż. Na koniec założyła na swoje ubranie płaszcz i wzięła torbę.
-Echhh…
Wychodząc na ulicy głośno westchnęła, gdyż przypomniała co niemal bezwiednie spakowała do swojej torby wraz z dokumentami. Były to jej narzędzia pracy, chociaż większość ludzi nazwałaby je zabawkami dla dorosłych. Często brała je na wyjazdy, ale niby jak miałaby „pracować” dostarczając dokumenty?
-Jestem już chyba całkiem zepsuta…
Matka chyba przewróciłaby się w grobie gdyby ją tak zobaczyła, a Rod… Tu już nie miała pojęcia. Gdyby była taka tylko dla niego. Teraz to już jednak nie miało znaczenia. Oboje nie żyli, a ona nigdy nie wróci do dawnego domu, bo i po co. Obejrzała się na burdel. Z myślą, że to teraz jej dom, wsiadła do taksówki i udała się w stronę celu swej podróży.
Na miejscu dała niewolnicy pracującej w szatni swój płaszcz. Ze swej krótkiej bytności tutaj nauczyła się, że takie proce wykonują niewolnicy. Gorsze pracę wykonywali lobotomii, ale o tych żałosnych istotach nie chciała myśleć. Ich egzystencja była jeszcze bardziej żałosna niż to co przeżyła w wiosce.
Ruszyła w stronę biura przyciągając wzrok wszystkich mężczyzn w okolicy. Była już do tego przyzwyczajona. Zresztą jej strój nie mógł działać inaczej. Obcisła wydekoltowana ogniście czerwona sukienka, czerwone buty na wysokim obcasie, do tego czarne siateczkowate rękawice i pończochy na zakończenie czarny dusik. Oprócz tego sposób w jaki już odruchowo się poruszała trzęsąc tyłkiem.
Dzisiaj wyjątkowo dużo myślała o przeszłości. Ta wiejska dziewczyna zniknęła, teraz była czystej krwi ladacznicą.
Oddała dokumenty i odebrała zaświadczenie. Dawniej czytanie sprawiało jej sporo trudności, teraz już była to łatwizna. Księgarz miał racje. Trudno było tylko na początku. Właściwie wśród jej klientów było niemało członków Czerwonego Grota. Księgarz nigdy nie korzystał z jej usług, właściwie nie korzystał z usług żadnej panienki. Zresztą znała ku temu powód. Luciana. Po tym jak wsiąkła w ten zawód czasami wyobrażała sobie jak z nią pracuje. Było to na swój sposób zabawne. Ciekawe co teraz robią.
Jej rozmyślania przerwał niespodziewany gwar. Odgłos krzyków i szarpaniny. Wśród tego przebijał się pewien nieprzyjemnie znajomi głos.
-Puszczajcie mnie plebejskie psy! To jest rozkaz! Słyszycie!
Od strony lądowiska zbliżało się kilka osob. Wśród nich poznała Lucianę, trudno przegapić jej uszy. Oprócz niej widziała kilku członków organizacji. Jej największą uwagę zwróciły jednak dwie osoby w… tunikach rycerskich.
Pierwszą z tych osób był młody chłopak. Szedł spokojnie z tylko jedną osobą za plecami. Oceniła go jako niezłego. Mogłaby mu nawet dać zniżkę, choć nie za pierwszym razem.
Drugą hałaśliwą i wyrywając się dziewuchę znała aż za to bobrze.
To właśnie ona!!!
Przez nią straciła dziewictwo!!!
Przez nią Rod zginął!!!
Przez jej rodzinę podnieśli podatki i musieli głodować!!!
Przez to jej matka umarła!!!
Zaczęła podchodzić z zaciśniętymi pięściami, po prostu wszystkie negatywne emocje zaczęły ją zalewać. Tama pękła od naporu złych wspomnień. Zresztą nie tylko ona garnęła się do rękoczynów.
-Puszczaj mnie durny zwierzaku, albo obetnę ci te uszy!
-Zabierzcie ode mnie tego zieleńca!
-Durny szpico uchy skrócę ci uszy do właściwego rozmiaru.
Klęła dosłownie na wszystkich. Najwięcej obelg zbierali Luciana, Pigster i Red, którzy nie byli ludźmi.
-ZAMKNIJ SIĘ SZMATO!!!
Ten krzyk wydała z siebie Sara w momencie w którym wymierzyła solidny cios pięścią w twarz szlachcianki.
Na moment zaległa cisza. Na ustach Sary wykwitł uśmiech mściwej satysfakcji, na którego krańcach ten kto chciał mógł dostrzec coś zalotnego.
-TY KURWA, MASZ POJĘCIE CO ZROBIŁAŚ!?! WIESZ KIM JA JESTEM!?!
Wszystkie krzyki skupiły się teraz na niej. Obserwowanie jak ta wstrętna szlachcianka się wkurza było niezwykle satysfakcjonujące. Najlepsza była jej wściekła twarz ze śladem jej pięści.
-Wiem aż za dobrze szmato?
-Szmato?!
-To wy się znacie?
-Tak kapralu Księgarz. Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.
Tutaj zrobiła minę słodkiej idiotki. Był to dość prosty sposób na zmniejszenie napięcia.
-Co tu się dzieje?
Nagle, jakby z nikąd. Pojawił się mężczyzna z surową twarzą ozdobioną parą wąsów. Noszona przy boku na równi z pistoletem pałka i opaski na ramionach wskazywały na żandarma. Osobę, która miała pilnować porządku na terenie organizacji. Jakby nie patrzeć te wszystkie krzyki i niedawny cios na pewno zakłóciły porządek publiczny. Co gorsza na symbole na pagonach i rogatywce wskazywały na oficera. Podpadli porucznikowi.
-Poruczniku…
Zanim jednak Księgarz zaczął się Sara przytuliła się do żandarma.
-Dimi, to akurat moja wina. Ta suka obrażała wszystkich wokół, do tego lata temu mnie dręczyła, gnębiła moją wioskę i przez to moja matka umarła.
-Rozumiem Sara. Spokojnie to tylko i wyłącznie jej wina, nikt inny nie zawinił.
Wszyscy członkowie organizacji zaniemówili. On żandarm zwany Gromem znany ze swej srogości zachowywał się jak zupełnie łagodny chłopaczek. Wszyscy szeptali między sobą konkurując o to, który z nich będzie najcichszy.
-Dawno mnie nie odwiedziłaś, tęsknie za tobą.
Tutaj mocniej przycisnęła do niego biodra. Zadziałało bo poczuła coś twardego.
-Mam dużo pracy z pilnowaniem tych pacanów.
-Nie możesz ciągle pracować. Ostatnio z resztą za dużo pracujesz.
-Prawda. Może dziś wieczór?
-Będę czekać.
Pocałowała go w usta. I znów poczuła jego drapiące wąsy. Było w tym uczuciu coś ciekawego.
-Czołem. Widzę, że się dobrze bawicie.
Wszyscy spojrzeli jak w jedną stronę. Każdy obecny wzdrygnął się (poza dwoma wyjątkami). Oto przybyła istota przy której wszystkie moce złą bledną. Każdy członek organizacji zasalutował, o Sara się ukłoniła.
-Czołem. Najwyższy dowódco.
-Macie mnie natychmiast odwieźć do domu! Słyszysz rogata zdziro?
Najwyższego dowódcy zdawało się to w ogóle nie przejąć zachowała zupełnie obojętny wyraz twarzy. Sara mogła by przysiąc, że nie drgnęła jej nawet jedna rzęsa. Praca wyczuliła nieco jej zmysł dotyczący wyczuwania cudzych emocji, ale nic nie poczuła. Zupełnie nic. Ona albo dobrze ukryła swoje emocje, albo ta odzywka była dla niej czymś takim jak brzęczenie przelatującego owada. Z drugiej nikt pewnie nie oczekiwał, że taką postać będzie miała istota wzbudzająca nieopisany strach w sercach mieszkańców Teokracji.
Młoda kobiety wyglądająca na około dwadzieścia pięć lat z krótkimi czarnymi włosami, i niewielkimi piersiami. Jedyną wyróżniającą ją cechą była para rogów wyrastających ze skroni.
-Słyszałaś idiotko?! Macie odwieźć mnie do domu! Natychmiast!!!
Nagle spadł na nią cios zadany kolbą karabinu.
-Jak ty się odzywasz do Najwyższego Dowódcy Kompani Najemniczej Czerwony Grot suko?
Miała naprawdę wściekłą twarz. Sara postanowiła się nieco zabawić. Była ciekawa jak zareaguje. Zresztą to była jedna z rzeczy jakie lubiła w swojej pracy. Jak zareaguje klient jeśli na przemian będę się zaciskać i rozluźniać podczas opadania. Obserwowanie drobnych niuansów podczas pracy było ciekawe.
-Lady Matyldo von Krungle. Ta kobieta To Królowa Zła Pani Czarciego Legionu. Właśnie znieważyłaś najgroźniejszą istotę tego świata.
Szlachcianka spojrzała na nią zdziwiona, a potem szybko odwróciła głowę z wyraźnym prychnięciem. Przypadkowo spojrzała na kolumnę praw. Była szlachcianką nie mogło nie słyszeć o kolumnie zła pod którą siedzi Królowa zła na tronie z czaszek, a wokół niej gromadzą się krwiożercy szaleńcy. Na jej twarzy po raz pierwszy zagościł strach, który zmienił się w przerażenie gdy Zła Królowa wypuściła pasma czarnego dymu ze swojego ciała. Nawet ona czuła presję wywieraną na otoczenie, która przyprawiała ją o drżenie nóg, a była tylko postronną obserwatorką. Czuła złośliwą satysfakcje na myśl o tym co musi odczuwać ta szmata. Z jakiegoś powodu zaczęła czuć wilgoć między nogami.
Szlachcianka już miała coś powiedzieć, ale Królowa Zła powstrzymała ją gestem.
-Spokojnie nie gniewam się. Czemu miałabym irytować się wrzaskami jakiejś smarkuli? Zresztą to nie ważne można by za ciebie wziąć okup i dobrze zarobić, gdyby nie jeden mały szczegół. Księgarz, jej ojciec nie zapłacił ci za wykonane zlecenie i wygnał cię, prawda?
-Tak jest.
Sara była zdziwiona. Nie zapłacili mu za wykonaną pracę i go wygnali? Zaraz czy to znaczy…
-Zgodnie z prawem Teokracji banita nie ma praw do negocjacji, dotyczy to też żądania okupu. Więc nie mogę zażądać żadnych pieniędzy od rodziny Krungle. Oprócz tego mają u nas dług o wysokości hmm… ze wszystkimi opłatami i grzywnami to byłoby około tysiąca złotych koron.
TYSIĄC ZŁOTYCH KORON!!! Dla Sary to była szokująca liczba. Ile lat można by za to wyżywić jej wioskę? Na pewno z kilka. To byłaby praca całej jej wioski przez dwa lub trzy lata… Ta suma byłaby absurdalna. Jednak nie była dla arystokratów. Poczuła przypływ złości gdyż wiedziała skąd by wzięli te pieniądze. W tym samym Czasie Królowa Zła kontynuowała.
-Mogłabyś spróbować je zarobić, ale po twoim zachowaniu nikt nie będzie chciał wziąć za ciebie odpowiedzialności, więc…
No tak, gdy ona tu trafiła to Księgarz wziął za nią odpowiedzialność. Gdyby ona coś nabroiła, to jemu natarto by uszu za to, że nie upilnował podwładnej. Nikt nie chciał podwładnej, która z całą pewnością sprowadzi na niego kłopoty.
-Ja najwyższa przywodni Kompani Najemniczej Czerwony Grot Senal Derft Morgath zwana Królową Zła skazuje cię Matyldo von Krungle na śmierć i wycięcie twoich organów w celach ich sprzedaży. Zabrać ją i wykonać wyrok.
Cały czas mówiła to spokojnym tonem, jakby robiła coś zupełnie normalnego, lub po prostu komentowała smak od dawna pitej herbaty. Po tym wszystkim Matylda zaczęła szarpać się z całych sił.
-A co ze mną?
Z tyłu rozległ się cichy głos. Należał do młodego chłopca, który dopiero co zdążył wejść w wiek męski.
-Zamknijcie do celi. Księgarz potem znajdzie ci jakąś prace. Nie martw się będzie ci z nami dobrze. Mimo naszej specjalizacji, nie jesteśmy jakimiś dzikusami. Mam racje Sara.
-Tak pani. Mam prośbę.
-Słucham.
-Mam napieku z tą tutaj, więc czy mogłabym…
-Oczywiście zabaw się. Chętnie sama na to popatrzę.
Spojrzała na wyraźnie wystraszoną szlachciankę. Zemsta. Słodka zemsta.
- Pokaz Lesdom! Gratis dla wszystkich!
Nawet w najświętszym miejscu znajdzie się miejsce dla odrobiny mroku. W siedzibie tej która ma w swoich żyłach krew demona, na powierzchni było znacznie więcej mroku niż odrobina. Jednak nawet tu nie pozwalano by zbyt wiele mroku wypływało na wierzch. Całe szaleństwo, sadyzm, bestialstwo, degeneracje i wszelką potworność trzymano pod ziemią. Podziemny Kompleks numer 4, lub po prostu blok 4, a bardziej powszechnie trupiarnia był oznaczony kodem szarym. Przyznawano otwarcie, że istnieje, ale większość tego co się tam działo pozostawało tajemnicą.
Już na powierzchni można było wyczuć, że coś ty nie gra. Pojedynczy budynek zbudowany tuż przy granicy strefy przy niewielkiej bramie wjazdowej. Uczucie niepokoju pogłębiał fakt, że inne budynki były od niego dziwnie oddalone.
Rząd wiedział, co się dzieje w tym budynku. Przynajmniej w jego najwyższej warstwie bo tam nie raz zapuszczali się urzędnicy i cywile. Wszystko odbywało się w jednym celu.
Egzekucji.
To tutaj rząd technokracji wykonywał kary śmierci, które zostały postawione przez sąd. Dlatego na ten poziom wiodły dwie windy. Jedna dla odwiedzających druga z poziomu więzienia, czy też magazynu jak mówił tutejszy personel.
Co było niżej? Nikt z odwiedzających tego nie wiedział i nie chciał wiedzieć. Nawet jeśli jakoś próbował, nie miał szans zdobyć tej wiedzy. Chociaż z jakiegoś powodu krążyły najróżniejsze legendy, zapewne roznoszone przez pracowników cywilnych. Opowiadali o ciężarówkach pełnych więźniów, którzy wchodzi, ale nigdy już nie wychodzi i nikt nie wiedział dlaczego. Jednak każdy instynktownie wiedział dlaczego nie wychodzą, jednak nigdy nikogo tak naprawdę nie obchodziło co się tam dzieje i czemu nikt nie wychodzi. Czemu mieliby się przejmować kimś kogo nie znali, skoro mieli mnóstwo własnych problemów.
Jednak to tu swą podróż odbywał każdy nowy rekrut. By przejść z pozycji kadeta do szeregowca trzeba było udowodnić, że posiada się pewną umiejętność… umiejętność zabijania. Ten poziom choć mały służył za plac testowy. Nowemu dawano broń do ręki i nakazano zabić przyprowadzonego więźnia. Każdy kto miał na pagonach czerwoną kreskę zdał ten test. Z tego powodu cały czas powstawał nieprzerwany strumień zwłok. Jednak taki los, zwykła kula w łeb był wybawieniem od tego co czekało niżej. Od prawdziwego piekła w świecie śmiertelnych.
Na samym dnie znajdowała się strefa szumnie nazywana strefą badawczą. Otóż faktycznie prowadzono tu badania na temat medycyny, protetyki, anatomii i wszystkiego co może się wiązać z działaniem ludzkiego ciała. To tu opracowano niezwykle skuteczne leki, najnowocześniejsze protezy i inne cuda technokratycznej medycyny. Jednak każdy postęp ma swoją cenę. Ponosili ją skazańcy, którzy pełnili rolę królików doświadczalnych dla tutejszych naukowców i zabawek reszty personelu.
Personel czy też załogo bloku czwartego była solą tego miejsca. Toksyczną żrącą solą: sadyści, szaleńcy, dewianci seksualni i ludożerne potwory. NA co dzień mieszkali w koszarach znajdujących się między obszarem testowym a badawczym i rzadko je opuszczali. Nie dlatego, że nie chcieli, mogli opuszczać gdy tylko byli wolni od służby, czyli gdy tylko chcieli. Jedna bardzo lubili swoje podziemie. Zresztą mieli, mesę, bar, sklep i najróżniejsze udogodnienie. Bez względu na swoje osobiste cechy, rasę czy cokolwiek innego łączyła ich jeden wspólny mianownik… fanatyzm… fanatyczne oddanie Czerwonemu Grotowi.
Jeśli cię tu osadzono już po kilku dniach modliłeś się o śmierć. Kostki o krawędzi około metra, jedzenie w formie bezsmakowych pałek żywnościowych i brudnej wody. O reszcie to już lepiej nie mówić.
Zaprawdę było to prawdziwe piekło na ziemi. Fabryka śmierci obsługiwana przez potwory.
-Oto czym jest to miejsce. Witajcie.
Dotarliśmy do sali, na środku której stał mocny stół. Wokół niego zaś były mniejsze stoły obłożone narzędziami tortur seksualnych. Ściany również były nimi wypełnione. Królowa Zła siedziała na tronie pod ścianą, a po jej bokach była reszta. Obiekt mojej zemsty leżał nagi przypięty do stołu.
-Pamiętasz ten dzień w którym straciłam dziewictwo. Twoi żołdacy trzymali mnie na ziemi i gwałcili na oczach wszystkich.
Spojrzałam jej w głęboko w oczy. Był w nich strach i szok. Ja w tym czasie zdjęłam sukienkę i majtki zostając w samych pończochach i butach.
-Ty w tym czasie się śmiałaś. Pamiętasz?
Nie mogła nic odpowiedzieć. Była zakneblowana. Nikt nie chciał by sobie odgryzła język, ale każdy chciał posłuchać jej krzyku. Knebel-pierścień jest do tego idealny. Podeszłam do ściany i wzięłam z niej długi bat jeździecki. Podniosła głowę i trzęsła ją na boki w proteście.
-Powinnaś znać swoje miejsce, ale nie martw się przypomnę ci jak powinnaś się zachowywać. Sama nie raz tak mówiłaś.
Uniosłam bat w górę i opuściłam go nie szczędząc ręki. Gdy nas bito, też nie szczędzili ręki. Krzyknęła przez knebel. Poczułam zalewające mnie uczucie satysfakcji. Przez następne kilkanaście minut krążyłam wokół niej wypominając moje dawne krzywdy i bijąc raz tu raz tam. To było takie przyjemne. Nie zauważyłam kiedy włożyłam sobie palec między nogi.
Czułam się naprawdę wspaniale, taka spełniona. Ta szuka leżała ta zbita, ale to jeszcze nie koniec.
-Pamiętasz jak to było gdy powiedziałam, że jesteś okropno. Twoi ludzie mnie zgwałcili. Teraz ja to zrobię.
Spojrzała na mnie tymi przerażonymi oczyma.
-Fakt nie jestem mężczyzną i nie mam własnego, ale jest na to sposób.
Sięgnęłam po specjalną uprząż i założyłam ją na swoje lędźwie. Zbliżyłam swoją twarz do niej. Końcówką zbliżyłam się do jej wrót.
-Już to robiłam z kobietami. Jestem kurwą. Zepsutą istotą pozbawioną moralności. Ty i twoja rodzina popchnęła mnie w tym kierunku. Zasiałaś wiatr, a teraz zbierzesz burze.
Czułam tę burzę między moimi nogami. Byłam napalona.
Pchnięcie.
Wiwaty z całej sali.
Pieprzyłam ją bez opamiętanie, aż rozkosz rozlała się po całym moim ciele. Poczułam się prawdziwie wyzwolona. Cóż za słodkie uczucie. Wyszłam z niej i odwróciłam się od tej płacącej i jęczącej sterty mięsa. Zwróciłam się w stronę publiczności i ukłoniłam się.
Wtedy Królowa Zła się roześmiała.
-Wspaniale Sara. Doskonale. Stałaś się wspaniałą ladacznicą. No dobra Księgarz, Luciana, Sara za mną. Co do niej to niech inni się jeszcze trochę zabawią, potem przynieście ją do komory numer 8.
Wzięłam ubranie i udałam się wraz z innymi do innej sali, w której było tylko coś przykryte płachtą. Cokolwiek to było wyglądało na to, że jest znacznie wyższe z jednej strony i wąskie. Co to mogło być.
-Najwyższy dowódco, czy to jest to co myślę.
-Tak kapralu. Machina wykonana według twojego projektu, jest już gotowa. Można ją przetestować.
-To nie bardzo, jest mój projekt. To coś wymyślono ponad dwieście lat temu.
-Co to?
Byłam zupełnie zdziwiona. O co może im chodzić. Wtedy Księgarz podszedł i zdjął z tego płachtę. Moim oczą ukazała się drewniana ława zakończona dybami, nad nimi były dwie belki prowadzące do… trójkątnego ostrza?
-Ta maszyna nazywa się gilotyną. W świecie błogosławionych bytów w pewnej krainie postanowiono zjednać wszystkich ludzi w obliczu śmierci. W tym celu wszystkie wyroki miały być wykonywane w tylko jeden sposób. Zastanawiali się między wieszaniem a ścięciem. Josepha Ignace Guilotina wpadła na pomysł wykonywania ścięcia za pomocą takiego urządzenia. Miał to być sposób na natychmiastową śmierć, wolny od wypadków w postaci powolnego duszenia na szubienicy lub potrzeby kilku cięć toporem. Było to ucieleśnienie jego idei szybkiej bezbolesnej śmierci. Kluczowym punktem jest to ukośne ostrze. Dzięki takiej konstrukcji cięcie jest szybkie i stuprocentowo pewne, bo prócz siły miażdżącej działa tu też siła tnąca. O ironio ta maszyna stała się modna, malowano jej wizerunki, na talerzach, guzikach, sprzedawano obrazki. Dużo tego było.
-Zamówił ją rząd. Chciał coś co może pewnie ścinać głowy. Prawo pozwala skazanemu wybrać metodę śmierci. Trucizna, sznur czy ostrze to bez różnicy. Wszystkie kończą się śmiercią. Trzeba ją jeszcze przetestować. Matylda doskonale się nada. Nie ma powodu by trzymać coś tak niepotrzebnego.
Tutaj spojrzała w stronę samej zainteresowanej. Wyglądała naprawdę żałośnie, wyglądała jeszcze gorzej niż ja po całej nocy intensywnej pracy podczas obsługi prywatnej imprezy.
-Dziękuje za wykład Księgarz. To było ciekawe, ale teraz… wykonać rozkaz eksterminacji!
-Tak jest.
Z zza dziwi wyszło kilka osób w tym jedna, która była ghulem. Chwyciły ją pod pachy i zaczęły ciągnąć do machiny.
-Wasza wysokość! Zła królowa! Błagam! Łaski! Zrobię wszystko!
-Aż tak bardzo chcesz żyć?
Tylko pokiwała głową. Żałosne co jej to da.
-Dobrze. Wezwać majora dr. Pychosteina i niech przywiezie ze sobą prototyp swojej nowej machiny.
Zaraz… CO?! Po chwili przyszedł jakiś gość w fartuchu laboratoryjnym z czerwonym monoklem. Ze sobą przytargał jakieś wielkie metalowe pudło ze szklanym kloszem na górze.
Następnie podbiegł do mnie.
-Ty jesteś moim nowym obiektem badawczym. Dziękuje za twoje poświęcenie. Dzięki tobie nauka poczyni wielki krok naprzód. Od lat pomyślnie wykorzystujemy lobotomitów, lecz czas pójść dalej…
-To nie ta doktorze. To tamta.
-Ooo… przepraszam.
Natychmiast mnie zostawił i poszedł do niej.
-Kto to jest?
-To doktor major Psychostein. Jest szalonym naukowcem.
-Nie jestem szalony Księgarz. Jestem człowiekiem nauki. Nie oceniaj mnie skalą tych zacofanych prymitywów. Jesteś pewien, że to zadziała? Ile będę miał czasu?
-Tak ostrze…
-NIE O TO PYTAM!!!
-Myślę że około 30 sekund najmniej dziesięć. Na ziemi przeprowadzano już akie eksperymenty. Byli w stanie utrzymać przy życiu psie głowy.
-To niedługo. Psie?! Nikt nie próbował z ludzkimi?!
-No nie, to wywołałoby…
-Cholerne prymitywne zacofane durnie… Przez takich głupców nauka stoi w miejscu… ciemnogród ukryty za murami ignorancji i głupoty…
-Co się tu dzieje? Co chcecie ze mną zrobić?!
Właśnie też jestem ciekawa co się tu dzieje.
-Właśnie co wy robicie? Brać się do roboty. Wykonać rozkaz.
-Właśnie zamontujcie preparat w krajalnicy.
-Gilotynie doktorze.
-Zamontujcie wreszcie mój preparat. Muszę wreszcie dokonać ekstrakcji.
Zaczęli ją ciągnąć do maszyny.
-Nie!!! Mówiliście, że pozwolicie mi żyć!!!
-I będziesz żyć, ale nie tak jak myślałaś. Podłączymy twoją głowę do aparatury podtrzymującej życie. Będziesz żyła jako sama głowa w szklanym kloszu. Jeśli chodzi o resztę o sprzedamy twoje organy.
-Najwyższy dowódco, czy możemy zabrać to co zostanie.
-Oczywiście. Smacznego.
Matylda szarpała się gdy przywiązywali ją do ławy i umieścili jej głowę w dybach.
-NIE!!! NIE!!! BŁAGAM!!! NIE CHCĘ UMIERAĆ!!! NIE CHCĘ BYĆ SAMĄ GŁOWĄ!!! WYPUŚCIE MNIE!!!
W końcu była gotowa.
-Gdybyś była dobrą panią dla swych poddanych, to darowałabym ci to jak się zachowałaś względem moich ludzi. Jednak byłaś paskudną suką i tak też zostaniesz potraktowana. Aaa… Sara. Nie chciałabyś zakończyć jej życia.
-Co?!
Ja… mia… miał…
-Wystarczy pociągnąć tę dźwignię, a ostrze spadnie.
Podeszłam do maszyny. I położyłam rękę na dzwigni.
-NIE!!! BŁAGAM NIE!!!
-Ja też tak cię kiedyś błagałam, ale nie okazałaś mi łaski.
Naglę poczułam czyjąś obecność na mojej ręce. Nikogo tu nie było, zaraz to uczucie… Rod? Zupełnie jakby tu był, jakby chciał powiedzieć, że za nic nie będzie mnie winił.
Opuściłam dźwignie.
Ostrze zaczęło spadać w dół.
Głowa została odcięta jednym ciosem.
-TUTAJ!!! SZYBKO!!!
Momentalnie zrobił się wielki harmider. Szybko zabrali głowę Matyldy i zamocowali w urządzeniu. Następnie kilka razy powtórzyli jej imię.
-W porządku. Urządzenie zdaje się działać. Obiekt, żyje i zawojuje świadomość.
-Doskonale oba urządzenia działają. Zabierzcie je. Księgarz Luciana odprowadźcie Sarę do jej domu. Jak będą jakieś problemy sama załatwię to z Gabi,
-Tak jest.
Pojechaliśmy windą na górę i ruszyliśmy do domu. Nie wiem dlaczego, ale szłam nie czując żadnego ciężaru. Jakby z moich pleców zdjęto ogromny kamień.
Zapraszam na bloga NSFW.
https://msmhentai.blogspot.com/

Zapraszam na fanpage.
https://www.facebook.com/MSM44-2813368278692801/

Zapraszam na blog z novelkami
https://msm-novel.blogspot.com/

Zapraszam nao discord'a
https://discord.gg/qVSapQd

Wróć do „Proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość